• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Z drugiej strony - dlaczego unikam seksu z żoną

  • 16.02.09, 17:29
    Chciałbym napisać jak to wygląda z drugiej strony tj. dlaczego 30 letni facet
    unika seksu ze swoją żoną mimo iż żona ma niemałą ochotę
    1. pierwsza sprawa to bierność żony w sprawach seksu, przez parę lat
    wypracowała sobie taką pozycję ktora ja zadowala w 100% i koniec nic wiecej
    nie potrzeba, seks oralny, seksowna bielizna to są zbędne kombinacje bo
    najlepiej aby było tak jak zawsze
    Do tego jedyną formą wykazania inicjatywy przez żonę jest przytulenie się w
    łóżku co ma oznaczać że ma ochotę na seks i na tym jest koniec - tak jakby
    wychodziła z założenia że mam się cieszyć ze wogole mnie dopuszcza do siebie i
    to ja mam sie starac.
    Po paru latach rozmów na temat moich oczekiwań, że moze by cos urozmaicić ze
    moze by wykazala wiecej inicjatywy itd dałem sobie najzwyczajniej w świecie
    spokój z tłumaczeniem i z robieniem sobie nadziei na zmianę
    2. sprawa druga to fakt ze żona mimo iż ma całkiem spore potrzeby to są jednak
    mniejsze niż moje i w efekcie zamiast rozczarowywać się że dzis akurat żona
    jest zmęczona, musi cos zrobic do roboty albo co tam jeszcze wymysli i z seksu
    nici to wolę samemu sie zaspokoic - szczegolnie jest to proste gdy dostep do
    pornografi jest tak łatwy, w efekcie kwestię popędu mam zgłowy w szybki i
    łatwy sposób i nie jestem uzależniony od nastrojów żony
    3. kolejna sprawa to nazywam to jędzowatością która to cecha nie występuje na
    szczęście u mojej żony w dużej ilosci a sprawa jest prosta bo jak coś mi
    wygarnie, walnie między oczy prosto z mostu albo zacznie stroic fochy ze cos
    tam się jej niepodoba itd to na żaden seks nie mam ochtoy przez parę dni. Co
    mnie najbardziej zadziwia to fakt że żona zupełnie nie rozumie iż od wyglądu
    kobiety ważniejsze jest jej nastawienie i nastrój, że nawet najpiękniejsza
    kobieta jak jest jędzą to faceta do łóżka nie zaciągnie i na odwrót że nie
    trzeba być pięknością aby facet za tobą szalał
    Myslę ze nawet calkiem sporo kobiet sobie wymysla ze przyczyną odtrącenia
    przez męża jest jakis drobny efekt urody np. celulit a zupełnie pomijają fakt
    ze robią kwaśną minę za każdym razem jak chce gdzies wyjsc z kolegami raz w
    miesiącu
    4. reakcją na jędzowatość jest też czasami moja chęć odwetu i wtedy seksu nie
    ma po prostu za karę
    5. dodałbym jeszcze kompletny brak spontaniczonosći bo przed seksem przeciez
    trzeba sie umyc, wysmarowac kremami, mleczkami, tonikami itd. do tego
    oporządzić mieszkanie itp i dopiero wtedy można po godzinie przygotowań
    6. czasami rzeczywiscie zdarza sie ze jestem po prostu zmęczony ale z drugiej
    strony parę razy jak byłem napalony to żadne zmęczenie nie miało znaczenia -
    wiec nie przesadzałbym z tym powodem

    Efekt jest taki że seks uprawiamy 1-3 razy w miesiącu, żona by chciała
    częściej ale ja nie mam najmniejszej ochotoy i tłumczę się własnie zmęczeniem
    albo tym że muszę cos przygotowac do pracy itd.
    Dodam ze moja żona jest szupłą, całkiem atrakcyjną i inteligentną kobietą tyle
    ze w kwestii seksu zatrzymała się chyba gdzieś w średniowieczu.
    Nie uwazam przy tym abym byl jakąś strasznie nieszczęśliwą osobą. Wypracowałem
    sobie jakis tam sposob zaspokajania swojego popędu i tyle.
    Żona jakby weszła na to forum to by stwierdziła że ma tzw. "niskolibidowca" w
    łózku
    a prawda jest zupełnie inna - ja po prostu nie godzę się na warunki stawiane
    przez żonę w łóżku. Przez pierwsze lata starałem się coś zmienić a teraz dałem
    sobie spokój.
    Możecie to różnie oceniać ale taka jest rzeczywistość w moim przypadku.
    Moze komus się to przyda do czegoś.

    Pozdrwiam
    Edytor zaawansowany
    • 16.02.09, 20:28
      chyba do dostarczenia argumentow kolejnym leniwym facetom,ktorych stac tylko na onanizm przed kompem.
      --
      www.zdrowydzien.info/
      • 16.02.09, 21:46
        leniwym ???
        mam dokładnie odwrotne wrażenie, otóż im bardziej się staram tym żona bardziej
        robi się próżna i leniwa; już to ćwiczyłem wiele razy że będę do rany przyłóż,
        całował, przytulał, masował itd. efekt był taki ze inicjatywa ze strony mojej
        żony spadała kompletnie do zera

        w przypadku dłuższych abstynencji po 3-4 tygodnie efekt był dużo lepszy bo zona
        musiala juz cos zainicjowac a ja moglem zaproponowac drobne urozmaicenia

        czy lenistwem jest zniechęcenie do walki z wiatrakami ?
        onanizm jest prostszy ale seks jest lepszy a raczej może być lepszy
        bo nie zawsze musi być, nieprawdaż ?
      • 17.02.09, 21:56
        anula, potrafisz czytać ze zrozumieniem?
        • 18.02.09, 08:42
          To była jedna z tych żon.
    • 16.02.09, 21:00
      To ja sie odniose do punktu trzeciego. Co nazywasz jedzowatoscia
      zony? Czy chodzi ci o to, ze nie lubisz uprawiac seksu, kiedy jestes
      w stanie wojny z zona, kiedy sa miedzy wami nieporozumienia, lub
      kiedy po prostu atmosfera nie jest fajna? Ja to akurat swietnie
      rozumiem, bo mam tak samo (jest klotnia - nie ma ochoty na seks).
      Ale z tego, co tu czytalam na forum, wiekszosci panow to za bardzo
      nie przeszkadza. Niektroych wrecz nakreca. Bylbys wiec wyjatkiem?

      --
      "To, czego nie włączymy do świadomości, pojawia się w naszym życiu
      jako los"
      • 16.02.09, 21:49
        Też mnie dziwi, że facet po kłotni nie ma ochoty, mój akurat wtedy
        ma:)
        Natomiast co do odechciewania się jak małzonka chodzi cały dzień
        skrzywiona, gdera i wierci dziurę w brzuchu, to jestem w stanie
        sobie wyobrazić.
        Między kłótnią a zrzędzeniem jest duża przepaść.
        Ale ja nie gderam, ja od razu sie gotuję - więc być może mam
        niewłaściwy punkt widzenia;P
        • 16.02.09, 22:00
          poitevin napisała:

          > Między kłótnią a zrzędzeniem jest duża przepaść.

          Zgadzam się, chodziło mi o zrzędzenie, systematycznie dzień po dniu gadanie ze
          to jest żle, tamto niedobrze, ze za pozno, za wczesnie, ze nie mam sily itd.

          Ale jędzowatość polega też na tłumieniu inicjatywy faceta, odbieraniu mu hobby,
          kolegów, zainteresowań itd.
          • 17.02.09, 20:33
            Akurat ostatnio znalazłem coś a propos jędzowatości: kobieta, która jęczy w
            nocy, nie warczy w dzień.
            To jak naczynia połączone :)
            • 17.02.09, 22:53
              > Akurat ostatnio znalazłem coś a propos jędzowatości: kobieta,
              > która jęczy w nocy, nie warczy w dzień.
              > To jak naczynia połączone :)

              A jak widać z tekstu maciasa79 - ta która warczy w dzień nie jęczy w nocy.
              Zatem naczynia nie tylko połączone ale sprzężone zwrotnie :)
      • 16.02.09, 21:56
        aandzia43 napisała:

        > Ale z tego, co tu czytalam na forum, wiekszosci panow to za bardzo
        > nie przeszkadza. Niektroych wrecz nakreca. Bylbys wiec wyjatkiem?
        >
        Nie znam faceta którego nakręcałoby ględzenie o tym że poszedł pograć w piłkę a
        w domu trzeba karnisze powiesić (przykładowo). Albo wygarnięcie ze inwestycja w
        akcje rok temu byla najgłupszym pomyslem jaki mógl zrobic. Albo ze bluzke
        polozyl krzywo na krzesle. Albo ze wrocil z pracy i siedzi przed telewizorem
        zamiast kurze poscierac na gornych polkach. Itd. itp. Myslisz ze jakikolwiek
        facet po takim tekscie bedzie napalony biegł do łóżka ?


        • 16.02.09, 22:37
          Po pierwsze: inaczej zroumialam slowo "jedzowatosc". Po drugie:
          napisalam, ze cie rozumiem - dla mnie nieporozumienia, klotnie, czy
          nawet kiepska atmosfera wywolana dlugotrwalym, upierdliwym
          zachowaniem partnera ZNIECHECA do seksu. Rzecz w tym, ze panowie na
          forum (a moze cos przeoczylam) nie wymieniali klotliwosci malzonki
          jako czynnika znichecajacego do seksu. Az mnie to dziwilo. Ale
          uznalam, ze plec przeciwna ma przeciwnie do mojej - awanturki lubi.
          Z tym wiekszym zainteresowaniem czytam teraz watek.

          --
          "To, czego nie włączymy do świadomości, pojawia się w naszym życiu
          jako los"
      • 18.02.09, 17:37
        Kłótnia to zły objaw w małżeństwie, jeśli jest częsta, o byle co i głęboka
        (czyli kiedy wynika ze złego nastawienia do siebie partnerów oraz z braku chęci
        rozwiązania problemu i zwalania tego na drugie w związku) i trudno jest wyjść z
        impasu.
        Ale kłótnia/dąsy wzajemne, po których oboje chcą sie pogodzić jak najszybciej,
        jest świetnym afrodyzjakiem i wylądowanie w łóżku kończy się świetnym seksem -
        po całodziennej za sobą tęsknocie :-)
        Czasem sama wręcz dążę do takich sytuacyjek - bardzo to wzmaga siłę wzajemnego
        pociągu, byleby oczywiście jędzą przy tym nie być, co to, to nie. No i -
        potwierdzam słuszność spokojnie i konkretnie wyrażonych spostrzeżeń wątkodawcy,
        podsumowując: kobieta jak kłoda w łóżku to gorzej, niż jej brak :-)
    • 16.02.09, 21:42
      Jakze uboga jest twoja seksualnosc skoro do satysfakcji wystarcza ci zwalenie
      konia przed pornolem.
      I jakze zalosny jest zwiazek w ktorym facet karze zone brakiem seksu za
      wyimaginowane przewiny.
      Brrrrrrrr
      --
      Being the change you want to see
      • 16.02.09, 21:55
        A mnie sie ten post bardzo podoba, uwazam ze ten Pan jest szczery i przemawiaja
        do mnie jego argumenty. Posluchajmy czasami drugiej strony - moze rzeczywiscie
        czasami cos wyniesiemy dla siebie cennego. Pozdrawiam.
      • 16.02.09, 21:58
        > Jakze uboga jest twoja seksualnosc skoro do satysfakcji wystarcza ci
        > zwalenie konia przed pornolem.

        Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.

        • 17.02.09, 12:33
          krzysztof-lis napisał:

          > Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.

          Poprawna wersja brzmi:
          "Jak się nie ma co się lubi, to się leży z kim się da." :)
          Lepiej jednak ją znać ale nie stosować.

          --
          Człowiek wszystko w życiu zniesie, z wyjątkiem jajka ;)
      • 16.02.09, 22:06
        > Jakze uboga jest twoja seksualnosc skoro do satysfakcji wystarcza
        ci zwalenie
        > konia przed pornolem.
        > I jakze zalosny jest zwiazek w ktorym facet karze zone brakiem
        seksu za
        > wyimaginowane przewiny.
        > Brrrrrrrr

        Nie ma to jak konstruktywna krytyka... A później się dziwimy, że
        panowie z takimi problemami na forum się nie udzielają...

        --
        Czas - mój największy wróg, mój najlepszy przyjaciel...
      • 17.02.09, 12:46
        > Jakze uboga jest twoja seksualnosc skoro do satysfakcji wystarcza ci zwalenie
        > konia przed pornolem.
        > I jakze zalosny jest zwiazek w ktorym facet karze zone brakiem seksu za
        > wyimaginowane przewiny.
        > Brrrrrrrr

        a gdzie on ją "karze"? po prostu na widok własnej żony i jej zachowania wacek
        odmawia współpracy. nie znam gościa który odmówiłby sobie pukniecia fajnej
        laseczki jeśłi tylko ma ku temu możliwość . Dlatego tez podejrzewam ze wiekszość
        z narzekajacych tu panienek to nie przymierzając wypisz wymaluj alter ego żony
        autora. i tyle
      • 17.02.09, 14:06
        Facet napisał szczerze, a Ty od razu buch! Obuchem w łeb. W dodatku
        niedokładnie czytasz posty. Napisał wyraźnie, że im bardziej on się
        starał, tym bardziej żona była bierna.

        "I jakze zalosny jest zwiazek w ktorym facet karze zone brakiem
        seksu za wyimaginowane przewiny."
        - a jak kobieta tak robi to już związek nie jest żałosny? :-)

        Rozumiem tego Pana bo i wiek i sytuację małżeńską w łóżku mam
        podobną.
        Przez wszystkie lata mojego związku nie pamiętam ani jednego razu,
        żeby żona zainicjowała nasze zbliżenie. Zawsze to ja musiałem
        tworzyć atmosferę (kolacja przy świecach, romantyczne wyjazdy itp.)
        I żeby nie było nieporozumień, poza seksem jesteśmy bardzo udanym
        związkiem, to ja gotuję (nieskromnie powiem, że jestem świetnym
        kucharzem) i sprzątam. Nie siedzę przed telewizorem, bo 3 lata temu
        wywaliliśmy telewizor z domu. Jestem człowiekiem aktywnym, oprócz
        odpowiedzialnej pracy, mam swoje hobby (gitara, góry, fotografia).
        Żona jest również bardzo aktywna w życiu zawodowym. Nie mamy żadnych
        problemów natury materialnej. Kochamy się. A jednak z tym seksem
        jest coś nie tak - mimo podejmowanych rozmów.

        • 17.02.09, 15:26
          Dokładnie Peryklejtos poza seksem jest przeciez jeszcze kupe zycia ktore dobrze
          sie uklada dlatego nie dramatyzuję a raczej piszę jak jest
    • 16.02.09, 22:00
      Ja tylko jednego nie rozumiem, mianowicie skąd wiesz, że ona chciałaby częściej?

      Rozmawiacie o tym? Czy orientujesz się po tym, że się przytula?

      Odmawiasz jej wprost? To znaczy "dziś nie będzie seksu, bo jestem zmęczony"?

      Myślę, że takie postawienie sprawy nie jest uczciwe. Myślę, że powinieneś
      odpowiedzieć zgodnie z prawdą, dlaczego nie masz ochoty.
      • 16.02.09, 22:09
        krzysztof-lis napisał:

        > Ja tylko jednego nie rozumiem, mianowicie skąd wiesz, że ona chciałaby częściej?

        tak rozmawiamy i widac to tez po zachowaniu

        > Odmawiasz jej wprost? To znaczy "dziś nie będzie seksu, bo jestem >zmęczony"?

        Robi sie to subtelniej, mówię ze jestem dzis wykonczony i to wystarczy

        >
        > Myślę, że takie postawienie sprawy nie jest uczciwe. Myślę, że powinieneś
        > odpowiedzieć zgodnie z prawdą, dlaczego nie masz ochoty.

        Zastanawiałem się nad tym ale to byłoby chyba zbyt brutalne, nie uważasz?
        Informacja ze jestem zmęczony jest jednak lepsza dla kobiety niz to ze sie sam
        zaspokajam.
        z drugiej strony mamy takie podchody
        z trzeciej strony szczerze rozmawialem czego bym chcial i efekt jest zerowy czy
        powiedzenie prawdy by cokolwiek zmieniło ?
        Mysle ze nie a jedynie pogorszyloby sytuację.
        • 16.02.09, 22:27
          > Zastanawiałem się nad tym ale to byłoby chyba zbyt brutalne, nie
          > uważasz?

          Mnie ostatnio żona powiedziała, że jej pierwszy raz (tak się złożyło, że był ze
          mną) wcale nie pozostawił jej przyjemnych wspomnień.

          Więc nie uważam, by taka informacja była zbyt brutalna. A nawet jeśli, to może
          właśnie taka brutalność i postawienie kawy na ławę przyniesie jakiś skutek?

          > Informacja ze jestem zmęczony jest jednak lepsza dla kobiety niz
          > to ze sie sam zaspokajam.

          No nie wiem. Chyba lepiej powiedzieć żonie, że seks z nią jest dla Ciebie po
          prostu nie satysfakcjonujący, bo zawsze wygląda tak samo.

          > z trzeciej strony szczerze rozmawialem czego bym chcial i efekt
          > jest zerowy czy powiedzenie prawdy by cokolwiek zmieniło ?

          No na pewno sytuacji nie pogorszy, prawda?

          > Mysle ze nie a jedynie pogorszyloby sytuację.

          Ale w jaki sposób?
          • 16.02.09, 22:42
            krzysztof-lis napisał:

            > A nawet jeśli, to może
            > właśnie taka brutalność i postawienie kawy na ławę przyniesie jakiś skutek?

            Jakis skutek przyniesie ale nie taki jakbym chcial, wiec to nie ma sesnu a
            jedynie sporo ran sobie zadamy. To cos jak wypowiedzenie otwarte wojny.
            Przez kilka lat robilem w tym temacie podchody na rozne, przerozne sposoby i
            teren rozeznałem i uważam ze wypowiadanie wojny nie ma sensu szczególnie ze seks
            to nie wszystko ...
            • 17.02.09, 10:38
              A jednak powiedzenie prawdy nie zawsze oczyszcza sytuację, więc
              rozumiem Maciasa. Miałem kiedyś dziewczynę, która na moje wyznanie,
              że zdarza mi się onanizować oprócz uprawiania z nią seksu, zerwała
              ze mną, bo uznała to za... zdradę. Ludzie różnie reagują na różne
              sytuacje, a szczególnie nieprzwidywalne są reakcje w stosunkach
              między kobietą a mężczyzną. To oczywiście nie znaczy, że nie należy
              rozmawiać, jednak nie powinniśmy idei rozmowy traktować jako
              cudownego leku, a już zwłaszcza jako magicznego rozwiązania
              wszelkich problemów. Żeby rozmowa przyniosła efekt, potrzebna jest
              dobra wola obojga rozmówców. Szczerość jednej tylko strony może być
              potraktowana jako ekshibicjonizm (wtedy druga strona reaguje z
              niechęcią i obrzydzeniem), albo jako odsłonięcie własnej słabości
              (wtedy druga strona może w nieprzewidywalny sposób wykorzystać
              zyskaną wiedzę). Poza tym musi istnieć obopólna wola rozmawiania.
              Gdy jedna strona mówi, a druga milczy, rozmowy nie ma. Bywa i tak,
              że druga strona rozmowę traktuje jako agresję. tak więc sprawy są
              strasznie pokomplikowane.
              Piszę to ze smutkiem, bo właśnie moja żona jest piekielnie trudną
              rozmówczynią. Właściwie to ona w ogóle nie akceptuje rozmowy: albo
              przemawia, albo milczy. gdy próbuję rozmawiać o naszych problemach
              seksualnych (teraz przybrały one inny wymiar niż jeszcze kilka
              miesięcy temu, bo staramy się o dziecko i - jak się okazuje - chyba
              nam się nie uda, w każdym razie lekarze dają nam raptem 15% szansy),
              natychmiast ucina rozmowę, krzycząc, że znów mam ochotę gadać o
              świństwach. Przy czym, jak ją weźmie, to czasem przez godzinę nadaje
              o tych świństwach.
              • 17.02.09, 13:02
                Trochę jednak maciasa nie rozumiem w jednym punkcie. Jasne, że żona
                może się znudzić, w szczególności jeśli uznaje tylko po bożemu i po
                ciemku i że odmawianie jej seksu jest elementem jakiejś gry
                małżeńskiej. Ale mimo wszystko, mając do wyboru żywą, choć
                nieruchawą i zbyt dobrze znaną kobietę, a własną rękę i wybierać tę
                drugą opcję... Ja bym wybrał inaczej ;)
                Naturalnie, nie osądzam, nie oceniam i nie nabijam się. Każdy ma
                własne preferencje.
                • 17.02.09, 15:32
                  > Trochę jednak maciasa nie rozumiem w jednym punkcie.

                  Żle mnie zrozumiales, to nie jest tak że ja wolę onanizm od żony.
                  Bardzo chciałbym aby nasze pożycie bylo ciekawe, urozmaicone i aby z jej strony
                  wyszlo choc troche inicjatywy. Z tego tez wzgldu jak juz dochodzi do seksu to
                  staram sie aby bylo super.
                  Mnie również brakuje bliskosci żony tyle ze nie zgadzam się na jej warunki, na
                  jej biernosc i brak zaangazownia a powiedzialbym wrecz egoizm. Niezgadzam sie na
                  to ze musze temu ulegac dlatego wybieram czesto erotykę.
                  A tak wogole to jak mam ochotę na seks to nie mam wielkiego problemu aby go miec
                  - wiem ze to brzmi brutalnie ale tak to juz jest.
                  • 17.02.09, 17:00
                    > A tak wogole to jak mam ochotę na seks to nie mam wielkiego
                    problemu aby go mie
                    > c
                    > - wiem ze to brzmi brutalnie ale tak to juz jest.

                    hmmm.. czy mógłbyś to rozwinąć?

                    --
                    "To, czego nie włączymy do świadomości, pojawia się w naszym życiu
                    jako los"
                    • 17.02.09, 18:42
                      > hmmm.. czy mógłbyś to rozwinąć?

                      żona raczej nie odmawia, pozostaje kwestia jakości ale przy dłuższej abstynencji
                      i ten problem odpada - niestety na krótko
                  • 18.02.09, 12:22
                    macias79 napisał:

                    > Żle mnie zrozumiales, to nie jest tak że ja wolę onanizm od żony.
                    > Bardzo chciałbym aby nasze pożycie bylo ciekawe, urozmaicone i aby z jej strony
                    > wyszlo choc troche inicjatywy. Z tego tez wzgldu jak juz dochodzi do seksu to
                    > staram sie aby bylo super.

                    Ja mam sytuacje dosc analogiczna. Najpierw sie staram by zona miala orgazm, co,
                    jak wiadomo, czasem zajmuje kupe czasu i niewielka pomylka kosztuje spadek
                    napiecia u kobiety i trzeba dalej fedrowac ;--), a gdy dochodzi do mojej czesci
                    przyjemnosci, to jestem traktowany jak natret. Dobrze, ze chociaz w ten sposob,
                    bo czasem sie okazuje, ze ona akurat nie moze.

                    Biernosc mojej zony tez mnie bardzo denerwuje. I nie chodzi tutaj o jakies
                    BDSMy, tylko o _jakiekolwiek_ urozmaicenie seksu. Pisales tez o tym calym
                    rytuale przed seksem. Taaa, moja malzonka tez wskakiwala do lozka najchetniej po
                    umyciu sie, posprzataniu, itd. Teoretycznie, wedle jej teorii, wtedy mogla sie
                    najlepiej zrelaksowac. W efekcie mamy powtarzalna msze, ktora nie budzi
                    wiekszych uniesien i w trakcie ktorej zona najtrudniej dochodzi do orgazmu. Duzo
                    bardziej satysfakcjonujace, szczegolnie dla niej, byly zblizenia na moich
                    zasadach, czyli na przyklad w trakcie dnia i spontaniczn. Ale wnioskow z tego
                    wyciagnac zadnych nie potrafi.

                    A to co piszesz o niecheci do seksu tez znam. Mam duzy temperament, ale
                    notoryczne ujadanie drugiej strony nie sluzy pozyciu. Z drugiej strony jej
                    ciagle obrazanie sie rowniez nie sluzy.

                    W ogole to sytuacje z Twjego listu znajduje znajomymi. Trzeba sie wycofac ze
                    zwiazku z taka osoba zanim bedzie za pozno. Zanim sie umoczy kupe kasy i zanim
                    sie pojawia dzieci.
                    • 18.02.09, 21:02
                      u mnie akurat żona nie ma wiekszego problemu z orgazmem a wrecz umiejetnosc
                      czerpania przyjemnosci z seksu stale wzrasta
                      ale postanowiłem zakręcić kurek

                      pamietam jak kiedys zona wrocila z wyjazdu w srodku dnia, ja mialem urlop i
                      generalnie wiadomo bylo ze wykorzystany okazję na dobry fajny seks, wchodzimy do
                      domu a żona z tekstem "no mogłeś te spodnie powiesić do szafy" i na prawdę byłem
                      bliski rezygnacji z seksu bo jak to Bożydar mówi "witki mi opadły"
                      • 02.03.09, 18:34
                        A powiedz w takim razie, czy aż takim wielkim problemem jest
                        powieszenie tych spodni do szafy? Może na nią te walające się
                        spodnie pokątnie, działają tak samo jak na Ciebie jej zrzędzenie?
                        Skoro mówisz, że ona potrzebuje porządku, czystości by czuć się
                        zrelaksowana i czerpać radość z seksu :) Może w tym jest sedno? Czy
                        aż tak wiele kosztuje zawiesić karnisze, a potem pójść na mecz, czy
                        przelecieć szmatką górne półki, a potem włączyć TV? O co chodzi, że
                        tego nie robisz? Może masz masochistyczną potrzebę jednak słuchania
                        tego zrzędzenia? :)
                        A w ogóle dziękuję Ci za ten wątek, dał mi dużo do myślenia :)
                        Pozdrawiam
                        P
            • 17.02.09, 17:59
              Jestem pewna ze Twoja zona wie ze zaspokajasz sie sam. Tylko
              pewnie, tak samo jak ty, nie chce poruszac tego tematu. I byc moze
              jest jej przykro z tego powodu.

              Mysle ze gdybys delikatnie (bardzo delikatnie) jej powiedzial o
              powodach to by nie zrobilo to na niej takiego szoku. Ale to
              wszystko powinno byc powiedziane z miloscia i bez wypowiadania. I
              nie robiaz z tego wszystkiego "big deal".

              A jezeli zrozumie te powody, to bedzie wiedziala jak reagowac aby
              miec wiecej tego czego chce :-)
              • 17.02.09, 18:13
                Z tym "przykro" to bym dyskutował. Byc może jest to dla niej wygodne. W końcu na panienki nie chodzi, nikt jej nie zarzuci że "męża nie potrafi upilnować".
                • 17.02.09, 18:25
                  Moze...
                  Tak napisalam bo sama tak czuje.
                  Szczegolnie gdy ja potrzebuje seksu, a maz w lazience "bierze
                  prysznic" godzine. Brrrr. Ale coz, zazwyczaj znam powody.
                  (wlasnie te wymienione w pierwotnym wpisie).
                  • 17.02.09, 18:33
                    Więc może coś zasugeruj, poradz? bo jak na razie widzę kolejne przypadki i to juz nawet nie jest zalamanie. Dochodzę do wniosku że tak j e s t.
                    • 17.02.09, 18:50
                      Wiesz, ale to nie jest tak ze seks jest beznadziejny (albo ze go
                      nie ma). Seks jest super, i bardzo udany. Tylko CZASAMI tak sie
                      dzieje ze maz woli sie sam zaspokoic niz ze mna. I jest to wtedy
                      dosyc smutne dla mnie. Aczkolwiek nie ze tak jest na porzadku
                      dziennym. Jestesmy razem 12 lat! Znamy sie dobrze i rozmawiamy ze
                      soba.
                      Tylko nie zawsze mozna dotrzymac slowa, albo zmienic sie. Np:
                      wiem, ze gdybym mniej narzekala, krzyczala, to maz bylby bardziej
                      szczesliwy zemna, a przez to bardziej sie udzielal w luzku. Ale
                      zmienic sie trudno. Nauczylam sie jednak ze gdy seksu potrzebuje -
                      jestem super mila i duzo sie usmiecham. :-) Bo to dziala.
                      Z drugiej stony maz obiecuje wiecej gry wstepnej, a czesto mu sie
                      po prostu nie chce.
                      Ogolnie - fajnie jest, a malymi niedociagnieciami. Ale
                      przynajmniej obydwoje wiemy dlaczego, co i jak.

                      Wiesz... rozmowy, sugestie, to wszystko jest ok. Tylko trudno
                      potem trzymac sie tych sugesji. Maz mowi do mnie: nie krzycz przez
                      miesiac to bede mial z toba seks czesciej, i kurcze, staram, sie,
                      naprawde staram. Aczkolwiek nie mowie ze to tyko moja wina, daje
                      przyklady na mnie, bo meza tu nie ma aby mogl sie obronic.
                      • 17.02.09, 18:53
                        Moze po 12 latach dojdziemy do tego co wy :-)))
              • 17.02.09, 18:51
                martawolpia napisała:

                > Jestem pewna ze Twoja zona wie ze zaspokajasz sie sam. Tylko
                > pewnie, tak samo jak ty, nie chce poruszac tego tematu. I byc moze
                > jest jej przykro z tego powodu.
                >
                Mysle ze masz rację, na pewno się domyśla. Ale czy jest przykro to nie wiem. To
                jest chyba raczej taka troche gra na zasadzie kto kogo dłużej przetrzyma. Ona
                swoją biernością trzyma mnie juz pare lat a ja wiję się jak wąż targany popędem
                kombinując na różne sposoby jak sytuację zmienić.
                • 17.02.09, 18:59
                  Byc moze to jest gra, ale czy ty musisz ta gre wygrac? Mysle ze to
                  bez znaczenia. Ona widocznie cos chce od ciebie tez. Czy ona od
                  ciebie tez wymaga pewnych zachowan (np: dluzsze pieszczoty) ktorych
                  ty nie dotrzymujesz?

                  Zamiast czekac na nia (bo to jest tez biernosc), to moze sam kup
                  jej sexi ubranka, kup lekture, opowiadania erotyczne, filmiki, i
                  sam zacznij otwierac dla niej ten swiat. A moze akurat sie
                  spodoba?

                  wiesz, zauwazylam ze czym czesciej mam seks tym czesciej chce to
                  miec. A czym zadziej - tym zadziej mi sie chce.
    • 16.02.09, 22:38

      Co musiało by się zmienić żeby sex był częstszy?
      1. Zazdrość o żonę, świadomość że podoba się innym facetom i ktoś
      może Ci ją odbić lub pobzykać na boku. Świadomość, że kobieta ma
      swoje życie i nie jesteś jej niezbędny do szczęścia.
      2. Koniec z rutyną, witaj różnorodności i spontaniczności.
      3. Koniec marudzenia. Jesteś super kochankiem a ona tylko czasami
      Cię do czegoś zachęca nigdy nie wymusza...
      4. Poczucie, że masz nad nią kontrolę na innych płaszczyznach życia.
      Żebyś mógł poczuć się przy niej męski i władczy. Wtedy nie będziesz
      rezygnować z seksu żeby się na niej odegrać.

      Pomogłoby to w Twoim przypadku?

      --
      Czas - mój największy wróg, mój najlepszy przyjaciel...
      • 16.02.09, 23:00
        1. w tej materii mamy do siebie 100% zaufania a mysle ze proby wzbudzania
        zazdrosci przynioslyby odwrotny efekt i uniósłbym sie honorem ale to czysto
        abstrakcyjne rozwazania
        2. Mysle ze to kluczowa sprawa a nasze podejscie do seksu jest zupelnie inne
        (ogromne zainteresowanie tematem z mojej strony i absolutnie minimalistyczne ze
        strony małzonki) Problem polega na tym ze to nie jest tak ze robisz pstryk
        palcami i stajesz sie demonem seksu ostatni artykul w WO wlasnie duzo mowi o
        takich barierach gdzies głęboko tkwiących w kobietach
        3. Na pewno poprawiłoby atmosferę
        4. Kontrole to bym odzyskał jakbym kolejne dziecko splodził a tak to jest
        niezależna bo dobrą prace ma, dobrze zarabia wiec spokojnie sobie poradzi beze
        mnie :-), ma dużą niezależnosc choc rodzinę utrzymuję jednak w większej mierze
        ja. Ale z tą władzą w domu to jest cos na rzeczy ...
        • 17.02.09, 09:41
          Niby argumenty sa rzeczowe, ale jakos mi zalatuje nudziarzem w
          okularkach, co to ma swoje teorie na wszystko, a zwierza w nim na
          lekarstwo.
          P.S.ja bym przy Tobie miejsca nie zagrzała, ziewam od samego
          czytania.
          • 17.02.09, 10:07
            a janie moge zrozumiec w jaki sposob zainteresowanie zony seksem jest zerowe skoro musisz ja od siebie goniczeby sobie spokojnie zafundowac wlasnareczna zabawe. Tosie nazywa wybitne zainteresowanie onanizmem,nie seksem, nie myl pojec.
            --
            www.zdrowydzien.info/
            • 17.02.09, 10:33
              dodałabym jeszcze, że skoro pan jest takim miłośnikiem porno, to
              żona odpada bo nie zachowuje się tak jak laski z filmów, sama chęć
              żony mu nie wystarczy, choć jest dobrą bazą do tego, żeby nauczyć
              się razem fajnego seksu zadowalającego obie strony. Czyli albo żona
              będzie lepsza w łóżku albo będę sobie walił konia przy porno.
              • 17.02.09, 10:43
                Może i wszyscy macie rację... Tylko że zwróćcie uwagę, że to nie
                pomoże. Facet nie chce się z żoną bzykać i raczej sam z siebie
                nastawienia nie zmieni... Sytuacje mogłaby poprawić sama żona gdyby
                sobie problem przemyślała i zaczęła działać. Rozmyślania typu "kto
                tu jest winny" lub "kto tu jest gorszy" nie zdają się na wiele:-)

                --
                Czas - mój największy wróg, mój najlepszy przyjaciel...
              • 17.02.09, 12:44
                się zleciało i kracze :)

                O co chodzi? Jeśli domowe jedzenie jest 'cienkie ja barszcz' lub po prostu niesmaczne, przynoszenie książki kucharskiej i inicjatywy nic nie dają to leje na to i stołuję się w McDonald's. Zdrowe to nie jest ale przynajmniej mam jakiś tam smak i głodny nie chodzę.
                Po co te lamenty i histeryczne pląsy "TO ON, TO ON WINNY" ?

                Aha, bardzo lubię barszcz i wolę Burger King-a ;)

                --
                Songo3000 - wredny feminista
                • 17.02.09, 13:21
                  > się zleciało i kracze :)

                  Bo promują wątek na głównej.
                  • 17.02.09, 16:56
                    Raaaany, znowu? To dlatego tyle niepiśmiennych idiotów się podkleiło. No, przynajmniej nudno nie jest ;)

                    --
                    Songo3000 - wredny feminista
            • 17.02.09, 11:16
              anula36 napisała:

              > a janie moge zrozumiec w jaki sposob zainteresowanie zony seksem jest zerowe sk
              > oro musisz ja od siebie goniczeby sobie spokojnie zafundowac wlasnareczna zabaw
              > e. Tosie nazywa wybitne zainteresowanie onanizmem,nie seksem, nie myl pojec.

              Mylisz skutek z przyczyną. Nie odganiam zony bo potrzebuje onanizmu tylko
              onanizm jest rozwiazaniem sytuacji, alternatywą wobec braku wspolpracy ze strony
              zony.
              Zainteresowanie seksem to nie tylko chec wspolzycia ale znacznie wiecej.

              Ciekawe co bys powiedziala na stosunki dzien w dzien lub co drugi dzien w tej
              samej jednej pozycji o tej samej porze itd. z zerową inicjatywą partnera fajnie
              by bylo ?
              • 17.02.09, 21:52
                Ciekawe co bys powiedziala na stosunki dzien w dzien lub co drugi dzien w tej
                > samej jednej pozycji o tej samej porze itd. z zerową inicjatywą partnera fajni
                > e
                > by bylo ?

                Oczywiscie ze niefajnie. Ale wciaz fajniej, niz wlasnorecznie, z wielu roznych
                przyczyn:

                1. akt seksualny to nie tylko rozladowanie i rozrywka, ale tez wyraz uczuc do
                partnera
                2. moj partner podnieca mnie na tyle czysto fizycznie, ze wole patrzec na jego
                cialo niz na anonimowego goscia na ekranie.
                3. dotyk ciala partnera, nawet biernego, pieszczenie go bardzo mnie podniecaja.
                nawet gdy lezy jak kloda.


                a poza tym, mimo tych wszystkich racjonalizacji, ktore wypisujesz, caly czas
                kojarzysz mi sie z cytatem bodajze z Kolakowskiego

                I tak ow straszliwy Markiz de Sade okazal sie tak naprawde nedznym Onanem.
                --
                Being the change you want to see
                • 18.02.09, 08:55
                  > > Ciekawe co bys powiedziala na stosunki dzien w dzien lub
                  > > co drugi dzien w tej samej jednej pozycji o tej samej
                  > > porze itd. z zerową inicjatywą partnera fajnie by bylo ?
                  >
                  > Oczywiscie ze niefajnie. Ale wciaz fajniej, niz wlasnorecznie,
                  > z wielu roznych przyczyn:

                  Z punktu widzenia kobiety, która leży, z pewnością jest fajniej.

                  Z punktu widzenia faceta, który się męczy przez kilkanaście minut po to, by
                  osiągnąć orgazm wątpliwej jakości -- na pewno nie jest fajniej, niż
                  własnoręcznie. Zwłaszcza, że ciężko podczas takiego seksu dostarczać sobie
                  dodatkowych wrażeń oglądając pornola. A żona, zwłaszcza taka jak żona
                  wątkotwórcy, takich nie dostarcza.
                  • 18.02.09, 10:51
                    krzysztof-lis napisał:

                    > Z punktu widzenia faceta, który się męczy przez kilkanaście minut po to, by
                    osiągnąć orgazm wątpliwej jakości

                    O rrany... Kilkanaście minut SIĘ MĘCZY! To może faktycznie niech już sobie
                    odpuści. Zwłaszcza, że w perspektywie tylko nędzny orgazm...

                    Śmiać się czy płakać?
                    • 18.02.09, 11:26
                      że własna graba to fajniejszy seks niż żona-kłoda? Zabolało, prawda?

                      --
                      Songo3000 - wredny feminista
                      • 18.02.09, 12:08
                        nie zabolało, bo to wątek nie o Matyldzie. Inna sprawa, że też nie znam faceta,
                        który wybrałby onanizm mając swobodny dostęp do kobiety, i to na dodatek do
                        CHĘTNEJ kobiety. A może, skoro to takie małżeństwo onanistów, popróbowaliby
                        poonanizować się przy sobie lub wzajemnie? to bardzo przyjemna gra wstępna, a o
                        tym, że on sie onanizuje już wiemy, że ona to jestem w 100% pewna, bo nie
                        uwierzę, ze babka która sama inicjuje zbliżenia nie onanizuje się. Co więcej -
                        uważam, że dawno już ma kochanka na boku.
                        • 18.02.09, 12:43
                          > Inna sprawa, że też nie znam faceta, który wybrałby onanizm mając
                          > swobodny dostęp do kobiety, i to na dodatek do CHĘTNEJ kobiety.

                          CHĘTNA kobieta to nie taka, która chce, ale leży tylko. Taka co najwyżej
                          łaskawie pozwala.

                          > A może, skoro to takie małżeństwo onanistów, popróbowaliby
                          > poonanizować się przy sobie lub wzajemnie? to bardzo przyjemna
                          > gra wstępna, a o tym, że on sie onanizuje już wiemy, że ona to
                          > jestem w 100% pewna,

                          Poczytaj, co facet napisał odnośnie długiej gry wstępnej i reakcji jego żony.
                          Czy raczej odnośnie braku reakcji.
                        • 18.02.09, 19:09
                          lia.13 napisała:

                          > nie zabolało, bo to wątek nie o Matyldzie. Inna sprawa, że też nie > znam faceta
                          Ale szanownej Matyldzie się to najwyraźniej nie mieści a zaboleć może podobnej jej 'rzutkie umysły'.

                          > który wybrałby onanizm mając swobodny dostęp do kobiety, i to na
                          > dodatek do CHĘTNEJ kobiety.
                          Chętnej do rozłożenia nóg i patrzenia w sufit? Litości, żeby to chociaz była nowa babeczka ale to stara i opatrzona małżonka. Zero pozytywnych bodźców.

                          > A może, skoro to takie małżeństwo onanistów, > popróbowaliby
                          Nic by nie 'popróbowali' bo omawiana 'pani' zna się co najwyżej na rozkładaniu nóg a nie na pieszczeniu swoich czy cudzych części ciała.

                          > poonanizować się przy sobie lub wzajemnie? to bardzo przyjemna gra > wstępna, a o
                          > tym, że on sie onanizuje już wiemy, że ona to jestem w 100% pewna, > bo nie
                          > uwierzę, ze babka która sama inicjuje zbliżenia nie onanizuje się.
                          Z skąd ta 100% wiedza. Niechęć do jakichkolwiek zmian wskazuje raczej na bardzo ubogą seksualność -> brak poznania swoich potrzeb -> brak masturbacji

                          > Co więcej -
                          > uważam, że dawno już ma kochanka na boku.
                          Hehe, a pod tym się jak najbardziej podpiszę :)

                          --
                          Songo3000 - wredny feminista
                    • 18.02.09, 12:41
                      > O rrany... Kilkanaście minut SIĘ MĘCZY!

                      Próbowałaś kiedyś? Bo seks dla kobiet jest znacznie mniej męczący niż dla
                      facetów, bo one znacznie mniej w tym seksie się ruszają. Między innymi dlatego
                      faceci po seksie zasypiają.

                      > To może faktycznie niech już sobie odpuści. Zwłaszcza, że w
                      > perspektywie tylko nędzny orgazm...

                      Toteż sobie odpuszcza ten nędzny, wymęczony orgazm. Z trudem osiągnięty w
                      towarzystwie nudnej, zimnej kłody.

                      > Śmiać się czy płakać?

                      Nie wiem, czemu miałoby to być śmieszne...
                  • 18.02.09, 11:52
                    Z punktu widzenia kobiety, która leży, z pewnością jest fajniej.

                    A ja to pisze z punktu widzenia kobiety, ktorej facet (czasami)
                    lezy. I mimo tego wole z nim, bo wiecej mi to sprawia frajdy nie
                    tylko seksualnej, ale i emocjonalnej.

                    --
                    Being the change you want to see
                    • 18.02.09, 12:39
                      > A ja to pisze z punktu widzenia kobiety, ktorej facet (czasami)
                      > lezy. I mimo tego wole z nim, bo wiecej mi to sprawia frajdy nie
                      > tylko seksualnej, ale i emocjonalnej.

                      No popatrz. A faceci nie mają frajdy emocjonalnej z seksu z kłodą. Dziwne, nie?
                      • 18.02.09, 20:15
                        A faceci nie mają frajdy emocjonalnej z seksu z kłodą. D

                        ten facettak ma, nie wszyscy faceci. Moj chlop lubi czasami, jak udaje ze spie
                        podczas sexu.
                        --
                        Being the change you want to see
                        • 18.02.09, 20:20
                          Kicia, przecież jesteś kumata ;) uzyłaś nawet słowa-klucz "czasem lubi" więc ...

                          --
                          Songo3000 - wredny feminista
                          • 19.02.09, 08:48
                            > Kicia, przecież jesteś kumata ;)

                            Mam co do tego wątpliwości...

                            > uzyłaś nawet słowa-klucz "czasem lubi" więc ..

                            To, że facet czasem (albo zawsze, bez znaczenia) lubi zerżnąć kłodę, bo go to
                            podnieca, nie oznacza, że czerpie z tego jakąkolwiek emocjonalną przyjemność.
          • 17.02.09, 10:48
            Nie możesz przewidzieć jaki facet byłby przy Tobie. Może nie miałby
            tego typu problemów. Może przy tamtej kobiecie 90% mężczyzn
            zachowywałoby się podobnie jak jej mąż...

            --
            Czas - mój największy wróg, mój najlepszy przyjaciel...
        • 17.02.09, 11:26

          Faktycznie pkt 1 dotyczy związków, gdzie facet "zapomniał" o
          atrakcyjności żony. U Ciebie chyba nie ma tego problemu...
          Może warto jednak tę sprawę przemyśleć, tylko, że to Ty miałbyś
          wzbudzić u niej zazdrość... Może pomogłoby to przypomnieć Twojej
          żonie, że musi się starać o Ciebie? Wtedy mogłaby się bardziej
          wykazać w seksie i innych sprawach?

          --
          Czas - mój największy wróg, mój najlepszy przyjaciel...
          • 17.02.09, 15:40
            Jest to jakis pomysł :-) ale jeszcze nie doszedłem do tego ...
        • 17.02.09, 12:17
          Ja myślę że ta sytuacja między wami na dłuższą metę nie ma sensu,musicie znalezc
          wspólnie,podkreślam wspólnie, jakieś rozwiązanie.Seks to podstawa udanego
          związku.Nie musisz jej od razu mówić że wolisz onanizować się przed kompem
          zamiast kochać się z nią bo tak jest łatwiej,ale powiec jej jak ważne jest dla
          ciebie to, żeby ona zmieniła swoja postawę.W przeciwnym razie skończy się to
          frustracją i zdradą.
    • 17.02.09, 10:36
      Coś w tym jest, bo dlaczego coś co sprawia przyjemność ma ciągle wyglądać
      identycznie. Ile można jeść tą samą choćby najleprzą potrawę. mnie ten post na
      to i na owo otworzył oczy. Aczkolwiek jak kochasz żonę to jednak walcz o swoje,
      bo w końcu jakaś panienka w pończochach zaciągnie cie do łóżka. I to juz bedzie
      dramat dla związku.
      • 17.02.09, 11:10
        Zgadzam sie ze zmiany są konieczne dlatego staram sie jak mogę w trakcie
        wspolzycia aby jakos ciekawie to wygladalo tyle ze skutek jest zupelnie odwrotny
        tzn. im wiecej sie staram tym lepiej jest zonie i juz komleptnie sie nie
        angazuje bo ... jej jest tak dobrze wiec po co cos zmieniac

        Niestety jak rozmawiamy to moja zona rozbrajajaco pyta " a co ja mam robic ?"
        mimo iz rozmawialismy o tym dziesiatki razy i zna moje życzenia, marzenia itd. i
        sobie pomyslalem ze to tez nie oto chodzi zeby powiedziec " tu nacisnij a tam
        wyskoczy" tylko zeby osoba sama z siebie cos zainicjowala, aby chciala cos
        zrobic dla drugiej osoby, zainteresowala sie tematem
      • 17.02.09, 11:30
        Mam podobny problem jak autor tego tematu. I niestety podobne
        podejście do tematu. Piszę niestety bo chciałbym walczyć o to, żeby
        było lepiej ale najnormalniej w świecie po dwóch latach podchodów mi
        się już nie chce. Ukochana kiedyś mi powiedziała po dwumiesięcznej
        prawie 'suszy', że jej za bardzo seksu nie brakowało, że nie jest jej
        to niezbędne do życia. A jak już do czegoś dojdzie to ma to być w jej
        jedynej ulubionej i akceptowanej pozycji. Można by powiedzieć 'Tak mi
        rób'. Żadna z X proponowanych przeze mnie pozycji nie została
        zaakceptowana. Tak źle, tak niedobrze, tak niewygodnie. Żeby się mną
        'zajęła' nie ma co liczyć. Tylko czeka co się stanie, ewentualnie
        jakieś przytulanki czy buziaki. Nawet 'na górze' jej się nie chce być
        - bo to wtedy trzeba przecież w to trochę siły włożyć... Eech...

        Wydaje mi się, że nie chodzi o to, że nie umiem zaspokoić swojej
        kobiety i przez to jej się nie chce - a przynajmniej tak twierdzi
        moja ukochana. I odgłosy jak już do czegoś dojdzie zdają się to
        potwierdzać. ;-) Ale z kolei mi się już nie chce za każdym razem
        robić tego samego. Nuda i za przeproszeniem 'nie staje mi' na myśl,
        że znowu to samo.

        Kocham ją i na poza-łóżkowej płaszczyźnie jest nam razem super.
        Chciałbym, żeby ten związek przetrwał. Onanizm jest pewnego rodzaju
        'przetrwalnikiem', ujściem dla moich potrzeb. Liczę, że sytuacja
        jakoś się poprawi. Z całą pewnością nie powiem, że porno i onanizm od
        seksu z kobietą. No ale jak tu zmotywować partnerkę do odrobiny
        kreatywności?
        • 17.02.09, 16:08
          unknown_1 napisał:

          > Wydaje mi się, że nie chodzi o to, że nie umiem zaspokoić swojej
          > kobiety i przez to jej się nie chce - a przynajmniej tak twierdzi
          > moja ukochana. I odgłosy jak już do czegoś dojdzie zdają się to
          > potwierdzać. ;-)

          Odgłosy? Kolego, nic nie wiesz o kobietach. ;-) Jeżeli babka przyznaje, że może spokojnie żyć bez seksu, to odgłosy stosuje tylko po to, by szybciej było po wszystkim. Nigdy nie słyszałeś o udawanych orgazmach?
        • 17.02.09, 17:01
          > Kocham ją i na poza-łóżkowej płaszczyźnie jest nam razem super.
          > Chciałbym, żeby ten związek przetrwał. Onanizm jest pewnego rodzaju
          > 'przetrwalnikiem', ujściem dla moich potrzeb. Liczę, że sytuacja
          > jakoś się poprawi.
          nie poprawi - tak będzie zawsze, aż do czasu, kiedy tobie nie będzie stawał.
          Wówczas ona wejdzie w menopauzę i nabierze ochoty, ale będzie już za późno
        • 18.02.09, 10:35
          Bardzo ladnie piszesz o twojej pani.. i tak generalnie ..
          hmmm ..sympatyczny jest ton twojej wypowiedzi..
          jednakże - wiesz - ludzie rodzą się rózni... Po tym, co napisales,
          myślę że jej temperament jest na tyle niewielki, że choć cię kocha,
          to woli czulości niewinne, a nie seks. i powiedz, jesli tak jest -
          czy to jest jej wina?

          jesli zaś w określony i tylko jeden sposob dochodzi do orgazmu -
          czy możesz ją winic o to, że chce miec frajdę z seksu? Bo powiem
          szczerze - jesli juz się cos robi, to przeciez nie po to, żebys ty
          tylko mial z tego korzysć, lecz także ona. A dać się "nakręcic" i
          potem zostac niezaspokojoną... Wiesz, że to boli tak samo kobiety,
          jak mężczyzn?

          trzecia rzecz, ktora mnie uderzyla w tym wszystkim , to fakt, ze
          praktycznie wszyscy wypowiadający się w tym watku panowie uważają ze
          boski seks się po prostu należy , jak psu micha. i cześć. Nic się w
          życiu nie należy i nie wszystko mozemy mieć... Jesli twoja ukochana
          nie ma temperamentu, to go mieć nie będziesz, chocbys stanął na
          uszach i zaklaskal rzesami .. Natury nie przeskoczysz...To dotyczy
          także jej . Moze z milosci probować cię zadowolić, lecz wcześniej
          czy poźniej stanie się to dla niej rownie ekscytujące, jak
          codzienne mycie naczyń.. I zacznie sprawę upraszczac i
          minimalizowac, podobnie jak przy innych obowiązkach, ktorych nie
          lubi .. W takim przypadku pozostaje ewentualnie proba chemicznej
          stymulacji, jakies leki na wzmożenie popedu, ale one tez mają
          swojącenę - odbijają się na zdrowiu. Czy chcesz tego dla swojej
          ukochanej? Żeby ruinowala swoje zdrowie po to, byś ty mial orgazm
          jak się patrzy?

          ostatnia wreszcie sprawa- piszesz, że kochasz swoją partnerkę. No to
          jak w koncu jest? Kochasz, czy chcesz miec przedmiot do użytku
          wlasnego? Kochać to znaczy akceptowac także z wadami slabościami. W
          tym także niewielkim temperamentem. Zapytaj siebie, czy
          najważniejszy dla ciebie jest popęd, czy inne jej cechy?

          Bardzo chcialabym, żebys nie odebral tego jako "nalatywanie" na
          ciebie. To po prostu pytania, ktore się rodzą w mojej glowie... i
          uwagi, ktore dyktuje mi moje doświadczenie :) Wiem, że nielatwo
          będzie ci niektore przelknąc - ale tak to widzę i szczerze piszę
          Serdecznie pozdrawiam:)
          powodzenia !
          • 18.02.09, 11:09
            Cześć,
            Nie jest to tak, że mam do niej pretensje o to, że coś nam nie
            wychodzi. Na pewno sam nie jestem bez winy. Zresztą nie powinno się
            chyba rozmawiać o tym w charakterze czyjejkolwiek winy.

            Różnica temperamentu piszesz... Cóż, też mi to do głowy przychodzi.
            To trochę niebezpieczny wniosek. Za pewne wiele osób na tym forum
            (zwłaszcza nastolatek) zawyrokowałoby od razu zdecydowanie - zostaw
            ją to się nie uda. A ja chcę, żeby się udało...

            Nie winię ją za to, że w tej konkretnej pozycji jest jej dobrze i
            chętnie sprawię jej przyjemność. Chciałbym tylko liczyć na jakiś mały
            rewanżyk. Tak - przyznaję - nie jestem pełnym altruistą w łóżku. ;-)
            A jak na razie jedyny rewanżyk można by określić słowami "nie
            przeszkadzaj sobie". Sam już nie wiem. Może ona się krępuje... Pisząc
            to układam sobie scenariusz na kolejną głębszą rozmowę na ten temat -
            jak dotąd nie szło nam łatwo.

            Nie uważam, że seks należy się jak psu miska ale też uważam, że jest
            dość istotnym składnikiem udanego związku. "Kochać to znaczy
            akceptowac także z wadami słabościami" piszesz. I słusznie tylko jest
            to jakaś generalizacja. Pewne słabości możesz akceptować u drugiej
            osoby a inne przeszkadzają Ci już bardziej. Powiedz czy potrafiłabyś
            kochać faceta, który np. chodzi z bejsbolem na mecze? Albo takiego,
            który śmierdzi, myje się raz w miesiącu i generalnie uważa, że
            "częste mycie skraca życie"? ;-) Wszystko jest tutaj kwestią względną
            i nie widzę nic złego w chęci udanego pożycia seksualnego. Zresztą to
            nie jest kwestia, że z jakiegoś powodu "nie możemy" tylko to gdzieś w
            głowach siedzi.

            Broń Boże nie chcę, żadnej chemii wprowadzać do naszego związku. Mam
            wciąż wrażenie, że pomóc może rozmowa. Chyba nie wyczerpaliśmy
            jeszcze tej drogi. Oboje jesteśmy introwertykami. Tak, tak, anonimowe
            pisanie na forum idzie mi dużo łatwiej niż rozmowa w 4 oczy. ;-) No
            nic, będę próbował. Dzięki za komentarz.
      • 17.02.09, 12:06
        czasem trzeba sobie dac wolne co nie? w koncu faceci zdradzaja z
        kims zony? penie w innymi znudzonymi zonami ;D

        Caluski
        mll
    • 17.02.09, 11:12
      Sam już nadmieniłeś. Różnica w temperamencie seksualnym. Inne przyczyny to tylko
      przykrywka do tego problemu.
      Obawiam się, ze bez wizyty u seksuologa nie obejdzie się.

      --
      Czytam: Czy rozmiar ma znaczenie? i Plastyka pochwy i Polskie kobiety nie myją się w kroku!

      Dziękuję za uwagę
      Jurek Powiatowy
    • 17.02.09, 11:13
      Gdybym była facetem mogłabym się pod tym podpisać. Rozumiem i w ogóle
      trafia to do mnie.
      Mój mąż najbardziej był zaskoczony i zadowolony, że kobieta może w
      ogóle przejawiać incjatywę i zmieniać pozycję. Był 5 lat z kimś z kim
      miał już zaplanowany ślub. I seks typu jedna pozycja, po ciemku i po
      odwaleniu całych przygotowań. Tak jak ty to piszesz typu posprzątać i
      się przygotować pachnidłami. Zero spontaniczności. A w każdym razie
      robienie przymusowej abstynencji mało zmieniało.
      I pewnie żyłby dalej w tym związku i jako 30 latek napisałby taki
      post. Stało się inaczej i dobrze.
      Dlatego szczerze mówiąc ja bym nie miała kompleksów i zaspokajała się
      porno i nie liczyła że dużo się zmieni. Żeby się zmieniło trzeba być
      naprawdę bardzo blisko, odkryć się, bez barier z pełnym zaufaniem. W
      tych czasach naprawdę TRUDNE.
      Więc albo zadowala cię ta sytuacja a w każdym razie chcesz w niej
      trwać ze względów różnych albo stawiasz udany seks na pierwszym
      miejscu i pracujesz z żoną i na żonie albo zmieniasz sobie życie.
      Tak czy siak, życzę powodzenie!

    • 17.02.09, 12:04
      he he czytalem kocie i inne saggitki. Jeny pisenie 'smutny jestes bo
      walisz konia i to ci wystarczy'.

      nie watpie, ze owe panny sa urodziwe, inteligentne i w ogole. Z
      naciskiem na ogole ;D

      jednak cos mi moi, ze lepsze wlaenie konia niz seks z
      takimi'álalmi';P

      Caluski
      mll

    • 17.02.09, 12:08
      w koncu po ilus tam latach malzenstwa dotkniecie zony to jak
      kazirodztwo. Lepiej miec dupe na boku a z zony najlepszego
      przyjaciela. Ten ostatni wazniejszy w zyciu od seksu.

      caluski
      mll
    • 17.02.09, 12:51
      pRZYPROWADZ DO DOMU KOCHANKE LUB KOCHANKI I POWIEDZ ZE JESLI NIE
      CHCESZ SEKSU TO NIE, JA POTRZEBUJE, WIEC BEDZIESZ ZASPAKAJAL SIE Z
      ZAPROSZONYMI PANIAMI. jA tak mialam z moim mezem , ktory zafascynowal
      sie matematyka a mnie fascynowal seks , zaprosilam wiec do domu kilku
      poznanych panow i od tej pory prowadze usatysfakcjonowane zycie
      seksualne , maz tez czasami do nas dolacza, wszyscy sa szczesliwi , w
      dobrym nastroju i odprezeni; jest to metoda naturalna i latwa do
      wdrozenia , serdecznie polecam
      Bernardka Szalot z Warszawy
    • 17.02.09, 12:55
      Podejrzewam, ze nie jestes jedyny z takim problemem. Po kilku latach
      wspolnego zycia dochodzi do takich "dziwacznych" sytuacji. Ludzie
      nie potrafia sie dogadac, maja do siebie pretensje i kazda strona
      przekonana jest, ze to wina drugiej. Niektorzy probuja za wszelka
      cena cos poprawic (terapie - seksuolog lub psycholog), inni zamykaja
      sie w sobie i daja spokoj. ty nalezysz widocznie do tej drugiej
      grupy. Odpusciles sobie, bo jak sam piszesz - seks nie jest dla
      Ciebie w tym zwiazku najwazniejszy. No i ok, mozecie tak sobie zyc
      do poznych lat, w zdrowiu i spokoju. Znam setki takich par; maja
      wspolne zainteresowania, dzieci, domy, psy, koty...
      W sumie to dobrze, ze napisales taki post. Tylko szkoda, ze jest
      troche sfrustrowanych forumowicek, ktrore momentalnie rzucily sie na
      Ciebie jak na potencjalnego psychola onanizujacego sie przed
      kompem:). Dajcie sobie siana panienki! To jest wlasnie lajf.
      • 17.02.09, 15:49
        > No i ok, mozecie tak sobie zyc
        > do poznych lat, w zdrowiu i spokoju. Znam setki takich par; maja
        > wspolne zainteresowania, dzieci, domy, psy, koty...

        Dodałbym tylko ze sytuacja nie jest statyczna i zmienia się co jakiś czas ale w
        kwestii mojego podejscia do sprawy. Najpierw rozmawiałem, tłumaczyłem ale to nic
        nie dało potem chciałem inaczej pokazując jaki seks jest fantastyczny
        koncentrując sie na długich grach wstępnych tak aby sprwić jej jak najwiecej
        przyjemnosci i co ? jajco ! nic to nie dało i nie zmieniło podejscia żony (no
        moze pozatym ze bardziej napalila sie na taki seks kiedy sobie lezy a facet
        skacze wokół niej przez półgodziny) wiec przeszedłem do etapu 3-ego w postaci
        unikania seksu

        Wiem ze jest to perfidia z mojej strony pokazac najpierw jak cudowny moze byc
        seks a potem go zabrac - no cóż ale moze po jakims czasie to odniesie skutek
        • 17.02.09, 17:05
          Wiem ze jest to perfidia z mojej strony pokazac najpierw jak cudowny moze byc
          > seks a potem go zabrac - no cóż ale moze po jakims czasie to odniesie skutek

          z mojego doświadczenia wiem, że nie odniesie
          pozdro
    • 17.02.09, 14:23
      Zawsze my - kobiety chciałyśmy wejść w głowę mężczyzny, a kiedy
      jeden łaskawy się uzewnętrznia - nie doceniamy tego; ja wyciągnę z
      tej spowiedzi wnioski na przyszłość...
    • 17.02.09, 14:27
      A co by było gdyby macias79 napisał,że zamiast onanizować się w celu zaspokojenia potrzeb, chodzi na panienki??? Czy wtedy był by lepszym mężem??? Bo z tego co tu czytam to większość potępia,a nikt nie docenia, że z niego całkiem kochający mąż skoro woli sam się zaspokoić, skoro z żona nie zawsze może, niż iść gdzieś na "lewizne". Ja w każdym bądź razie doceniam....
      • 17.02.09, 14:45
        hmm prosze ostanie posty w tym watku jakies normalne. Od prawdziwych
        kobiet a nie frustratek udaiajacych sie za "facetem".

        Madames et mademoiselle chapeau bas!

        Caluski
        mll
    • 17.02.09, 14:30
      to po co się z nią żeniłeś?! przecież przed ślubem seks pewnie też był nędzny bo
      temperament seksualny to nie jest coś co ulega zmianie więc wiedziałeś że mimo
      inteligencji i urody jest leniwa i nudna jeśli chodzi o seks. no chyba że przed
      ślubem seksu nie było to sam jesteś sobie winny..
    • 17.02.09, 15:03
      Rozumiem problem, rozumiem znudzenie, ale jednego nie rozumiem:

      dlaczego nie chcesz rozwiązać tego problemu?

      Jakieś to wszystko smutne: żyjecie niby razem, ale obok siebie. Kłamiesz żonie w
      żywe oczy, a potem tłumaczysz się na forum ze swojego "nicnierobienia".

      Odnoszę wrażenie, że tobie jest po prostu wygodnie. Ale co z żoną? Jak sam
      piszesz, jakieś potrzeby ma. Nie lepiej powiedzieć WPROST, o co kaman?
      Sądzę jednak, że tobie wcale nie jest źle.Powiedzenie żonie rzeczowo w czym
      problem wymagałoby już pewnego wysiłku i wspólnej pracy, a tobie się po prostu
      nie chce.

      Wiesz, najbardziej oburza mnie nie to, że ci seks z żoną nie odpowiada (co
      rozumiem w kontekście opisanej sytuacji), tylko to, ze nie chce ci sie zdobyc na
      szczerosc. Pachnie mi to obrzydliwym tchorzostwem. Niech ona wie, na czym stoi.
      Moze zechce cos zmienic, moze nie, ale uwazam, ze prawda jej sie nalezy.
      • 17.02.09, 15:34
        O masz ci los, przecież pisał, że próbował rozmawiać, ale to nie przynosi efektu, rozmowy były, ale jakby ich nie było. Czemu produkujesz posta w odpowiedzi na coś, czego nie doczytałeś/aś albo nie zrozumiałeś/aś?

        Pachnie ci tchórzostwem? Jak się na każdej płaszczyźnie z kobietą świetnie udaje, natomiast na tej nie, to ryzykowałbyś/aś zawalenie całej konstrukcji z powodu popędu seksualnego? Ludzie mają różne priorytety, to akurat rzecz jakby gustu, co kogoś skłania do ryzykowania, a co nie.
        • 17.02.09, 15:52
          Próbował nowinek i innowacji w łóżku, których żona nie zaakceptowała. Teraz
          odmawia jej seksu i sam się zaspokaja, jako powód podając kłamstwo. To nie jest
          to samo.

          Nie wiem ile wart jest związek, w którym tak ważna sfera życia stała się
          poletkiem kłamstw, uników i dziecinnych zachowań typu "za karę".

          Ale może powinniśmy roztrzygnąć następującą kwestię:
          czy autor całą sytuację traktuje jako problem?

          a) jeśli tak, to jego zachowanie problemu nie rozwiąże i jest drogą do nikąd

          b) jeśli nie, to pan jest po prostu wygodnicki i woli kłamać żonie niż
          powiedzieć prawdę, która jej się należy. Taką postawę nazywam wygodnickim
          tchórzostwem.
          • 17.02.09, 16:01
            > b) jeśli nie, to pan jest po prostu wygodnicki i woli kłamać żonie niż
            > powiedzieć prawdę, która jej się należy. Taką postawę nazywam wygodnickim
            > tchórzostwem.

            Jezeli przez kilka lat cos komus tlumaczysz, wyjasniasz bo ci zalezy a okazuje
            sie ze ta osoba nic sobie nie robi z twojego mówienia to sorry ale dalszy dialog
            nie ma sensu ...
        • 17.02.09, 15:54
          dzięki lookazh że wyręczyłaś mnie w odpowiedzi
          Dodam że żona doskonale wie czego potrzebuję, o czym marzę, co bym chciał i
          powatrzałem jej chyba dziesiątki razy że mogłaby trochę mniej egoistycznie
          podejsc do seksu
          • 17.02.09, 15:59
            Ale czy ona wie, ze z tego powodu odmawiasz jej seksu?
            Bo oto przede wszystkim chodzi.
            • 17.02.09, 16:08
              Nie wie i nie o to w tym chodzi.
              Chodzi o to ze jest alternatywa albo będą zmiany albo nie bedzie seksu.
              Raczej czekam na jej ruch kiedy ta sytuacja bedzie na tyle nieznosna ze
              zdecyduje sie podjąć jakies dzialanie, wykazac troche inicjatywy ...
              • 17.02.09, 16:52
                A nie lepiej jednak postawić sprawę jasno?

                Bo może się okazać, że będziecie się tak mijać po wsze czasy. Ty "wiecznie
                zmęczony", a ona niezaspokojona.

                Jakoś nie leży mi metoda "kar i nagród". Nie tak powinno się rozwiązywać problemy.
                • 17.02.09, 17:57
                  Gorchem o ścianę....
                  poczytaj ze zrozumieniem - pisal że próbował, pisał że rozmawiał....

                  Nie leży ci metoda... borze kolczasty....
                  Już się mijają, pisze dlaczego.
                  • 17.02.09, 18:03
                    Zdania nie zmienię.

                    Zamiast mówić: z seksu nici, bo mnie boli głowa

                    niech powie prawdę: z seksu nici, bo nie dajesz mi w łóżku tego, czego chcę.

                    Czasem warto powiedzieć wszystko w jednym zdaniu i wprost.

                    Bo na razie metoda jest nieskuteczna.
                    • 17.02.09, 18:19
                      Wspominał już ktoś, że masz w sobie coś z krowy? ;)
                      Pisał: rozmawiał, przez kilka lat, tłumaczył, próbował.
                      Teraz jest już na etapie wypalenia chęci i ochoty.
                      Pisze poprostu o tym skąd sie to bierze u zdrowego faceta po 30stce.
                      • 17.02.09, 19:19
                        Ja to wszystko rozumiem, że wypalenie, itd.

                        Ale chyba powinien zdawać sobie sprawę, że ta metoda również nie jest skuteczna.

                        Dlatego domniemuję, że panu po prostu jest wygodniej tak jak jest. I będą tak
                        sobie do usranej śmierci siedzieć w osobnych pokojach, on narzekając na
                        zrzędliwe baby, a ona pisząc na forum "mój mąż jest uzależniony od filmików".
                        Jeśli to jest sposób na życie, to ok.

                        Wciąż nie wiem po co kłamać. To tak jakby te wszystkie lata pracy i urabiania
                        wyrzucić na śmieci. On sobie myśli: "ma, na co zasłużyła", ale ona ma (być może)
                        się zastanawia "co sie stało z moim mężem". Jeśli już jest się "karanym", to
                        trzeba wiedzieć, za co.
                        • 17.02.09, 19:31
                          stinefraexeter napisała:


                          > Wciąż nie wiem po co kłamać. To tak jakby te wszystkie lata pracy i urabiania
                          > wyrzucić na śmieci. On sobie myśli: "ma, na co zasłużyła", ale ona ma (być może
                          > )
                          > się zastanawia "co sie stało z moim mężem". Jeśli już jest się "karanym", to
                          > trzeba wiedzieć, za co.

                          Przemyślę to co napisałeś.
                        • 17.02.09, 19:39
                          :) Najwyraźniej jednak nie do końca rozumiesz...
                          I nie, nie jest to sposob na zycie, jest to jednak z dróg jaką zycie wybiera.
                          Życzę ci oczywiście serdecznie, abyś dopisując kolejny raz do trójki nie miał takich przemyśle. Ba,życzę tak każdemu. Są inne, zdrowsze źródła ukrytych frustracji depresyjnych. :)
                          • 18.02.09, 10:10
                            Przyznam szczerze, że nie rozumiem ni w ząb, o co ci chodzi.
              • 17.02.09, 17:01
                Macias,za mało wiemy o twojej żonie,żeby ci doradzic konkretnie.Może ona tak została wychowana,że facet działa a ona leży jak kłoda.Rozmawiałeś z nią o tym,co ona czuje?Może ona chciałaby przejąć inicjatywę,ale ma blokadę wewn.Ja myślę że tylko szczera rozmowa może wam pomoć,ale nie koncentruj się tylko na tym jakie pozycje chciałbyś wprowadzić do waszego seksu i co chciałbyś z nią robić,tylko powiedz jej jak jest to dla Ciebie ważne,no i dla waszego związku oczywiście.
                • 17.02.09, 18:59
                  > Macias,za mało wiemy o twojej żonie,żeby ci doradzic konkretnie.Może ona tak zo
                  > stała wychowana,że facet działa a ona leży jak kłoda.Rozmawiałeś z nią o tym,co
                  > ona czuje?Może ona chciałaby przejąć inicjatywę,ale ma blokadę wewn.

                  Cos w tym jest ale od paru lat staram się tą blokadę zdjąć i w koncu mam dosc bo
                  przeciez rozmawiam z inteligentna istotą a mam wrazenie jakbym wołał na puszczy
                  • 18.02.09, 11:02
                    pamiętaj, ze to są kwestie raczej odruchow, niż rozumowe. A gdyby
                    wystarczyly proste rozmowy, to po jaką cholerę by nam byli terapeuci?
                    • 18.02.09, 12:11
                      otoz terapeuci sa po to, zeby powiedziec nam co co jzu sam iwiemy
                      ale w taki sposob, zebysmi im byli wdzieczni i jeszcze zaplacili. To
                      sie nazywa biznes ;D
    • 17.02.09, 15:28
      co z tego, ze szczerze opisał problem
      I tak wynika z jego postu, że ani on nie kocha żony, ani ona jego.
      Facet walący konia i usprawiedliwiający się "jędzowatoscią" jest
      żałosny. To nie jego wina, że sie masturbuje. To zona kazała kurze
      pościerać. To on za karę ni tup tup
      Brawo
      Chłopie - ty z każdą dziewczyna będziesz walić konia. Bo to jest
      najprostsze i najłatwiejsze. Jak samotne szympansy. Bo osobniki alfa
      rżną kilka razy na dobę. Usprawiedliwiaj się chłopczyku dalej...
      al
      • 17.02.09, 15:32
        czy u ciebie sa fale beta? bo ja knei to masz przerzniete
      • 18.02.09, 10:37
        al9 napisał:

        > co z tego, ze szczerze opisał problem
        > I tak wynika z jego postu, że ani on nie kocha żony, ani ona jego.

        Mylisz miłość z popędem seksualnym. Seks to jeden ze składników
        miłości. Dorośnij.
    • 17.02.09, 15:38
      hi hi
    • 17.02.09, 15:39
      O kurcze, wyrazy wspolczucia. Nie wszystkie kobiety takie sa i jak patrzylam,
      jak niektore kobiety wypowiadaja sie w tym watku to jestem mocno zdziwiona.

      Moze powinniscie poszukac pomocy seksuologa czy cos? Bo to nie jest dobrze, jak
      bedziesz chodzil taki sfrustrowany i zona tez. Albo kiedys ktos z was zaliczy
      skok w bok i okaze sie, ze moze byc zupelnie inaczej i to moze moim zdaniem taki
      zwiazek rozwalic. A jak zona ma tez swoje potrzeby to moze po prostu nie wie do
      konca, jak sie zachowac? Moze naprawde nie umie? Moze sie wstydzi? Nie kazda
      kobieta miala w zyciu kilkunastu partnerow i sporo mozliwosci, zeby zebrac
      roznorodne doswiadczenia. Wiele moich kolezanek przed 30stka prawie czerwieni
      sie na slowo "seks" to jak tu od takiej oczekiwac jakiejs inwencji i
      pomyslowosci?? A swoje potrzeby na pewno maja.

      Swoja droga gdzies czytalam, ze Madonna rozwiodla sie m.in. dlatego, ze zanim
      mogla uprawiac seks przygotowywala sie przez kilka godzin, jej maz nie mial
      prawa jej widziec (nigdy!!) bez super makijazu i stroju, dodatkowo spala w jakis
      pasach wygladzajacych skore cala obandazowana nasmarowana roznymi wynalazkami i
      tylko raz na tydzien laskawie to zdejmowala, robila full-make up i maz mial
      prawo ja dotknac. Ale pewnie tez nie wszedzie, bo kobieta lat 50 moze juz miec
      to i tamto nie takie jedrne i piekne i to bylo dla meza zabronione.
    • 17.02.09, 15:51
      ale jak widać nie ja jeden mam taki problem. Myślę, że jest to wina
      złego dobrania się w tych sprawach. Po prostu od początku nie było
      emocji i silnego napęcia seksualnego. Wielu ludzi wręcz unika osób
      które wywołują w nich takie napięcie. I stąd tyle nieudanych zwiazków
      • 17.02.09, 16:03
        Z drugiej strony jak wybierzesz osobę wywołująca to "napięcie" to możesz przez
        to "napięcie" przeoczyć kilka istotnych wad w sferze poza seksualnej.
        Podsumowując: Nie ma dobrego rozwiązania :P
        --
        Told a story about a man who is too afraid to fly so he never did get laid
      • 17.02.09, 16:07
        myślę, że to nie zawsze jest kwestia źle dobranych osobników (alfy i
        bety ;), przecież na początku związku seks jest zawsze świetny,
        jednak trzeba o niego cholernie dbać, pielęgnować w sobie
        spontaniczność, rozmawiać, ale też delikatnie i starać się starać!
      • 18.02.09, 10:51
        już od młodych lat, bez religijnej indoktrynacji, by ludzie bardziej
        świadomie wiedzieli co może ich spotkać w związkach.
    • 17.02.09, 16:22
      Z kazdej kobiety czasem diabel wychodzi i zrzedzimy:P. Ale zeby sie
      o to obrazac? A juz nie daj boze - brakiem seksu karac??? Zal mi
      Twojej zony. Moj mezczyzna w takim wypadku zaczyna po prostu
      zartowac. I jakos tak sie atmosfera rozluznia:). Uwielbiam to:).

      CZuje sie jeszcze w obowiazku odniesc do smarowania kremami,
      balsamami, perfumowania i wszelkich inncyh zabeigow
      upiekszajacych:)). Wolalbys, zeby tego nie robila? Sama poswiecam na
      to duzo czasu - bo lubie i potrzebuje - i jakos swiat sie nie
      zawala. Nauczylam sie tylko zbierac do lozka jakies 45 minut
      wczesniej niz zwykle, zeby sie osobnik oczekujacy nie znudzil za
      bardzo czytaniem gazety;).

      Wiesz, az zal sie czyta, ze ty tylko tak narzekasz i narzekasz na
      dziewczyne. Jako kwintesencje Twojej wypowiedzi uznaje cytat:
      > wolę samemu sie zaspokoic - szczegolnie jest to proste gdy dostep
      do pornografi jest tak łatwy, w efekcie kwestię popędu mam zgłowy w
      szybki i łatwy sposób i nie jestem uzależniony od nastrojów żony<

      Zal...

      • 17.02.09, 17:58
        axe11 napisała:

        > Z kazdej kobiety czasem diabel wychodzi i zrzedzimy:P. Ale zeby sie
        > o to obrazac? A juz nie daj boze - brakiem seksu karac???
        Z kazdego faceta czasem nieokrzesaniec wychodzi i popelniamy gafy:P. Ale zeby
        sie o to obrazac? A juz nie daj boze - brakiem seksu karac???

        nie brzmi znajomo?? ;P
        • 17.02.09, 18:31
          bugmenot2008_2 napisał:

          >> Z kazdego faceta czasem nieokrzesaniec wychodzi i popelniamy
          gafy:P. Ale zeby sie o to obrazac? A juz nie daj boze - brakiem
          seksu karac???
          >
          > nie brzmi znajomo?? ;P

          Haha, nie brzmi, ja tam sobie krzywdy zrobic nie daje - klotnia
          klotnia, obraza tez, ale zeby przez to seksu SOBIE zalowac?
          Zreszta chyba wiele osob tak ma, ze po klotni seksu jeszcze bardziej
          sie chce - juz chocby z czysto technicznych powodow - na
          rozluznienie;)...
          • 18.02.09, 20:13
            axe11 napisała:

            > klotnia, obraza tez, ale zeby przez to seksu SOBIE zalowac?
            > Zreszta chyba wiele osob tak ma, ze po klotni seksu jeszcze
            > rdziej
            > sie chce - juz chocby z czysto technicznych powodow - na
            > rozluznienie;)...
            Zależy co kto lubi, mi się po kłótni kompletnie nie chce. Zresztą wedle logiki wypowiedzi niektórych tutejszych babeczek mam prawo oczekiwać 'naprawy' przez partnerkę atmosfery poprzez jej conajmniej półgodzinne umizgiwanie się ;)

            Zresztą przekręciłaś sens wypowiedzi, rozmowa była o czym innym.

            --
            Songo3000 - wredny feminista
    • 17.02.09, 16:22

      > 1. pierwsza sprawa to bierność żony w sprawach seksu, przez parę lat
      > wypracowała sobie taką pozycję ktora ja zadowala w 100% i koniec

      Hm, to chyba wiedziałeś na co (nie) możesz liczyć, prawda? Chyba nie sądziłeś,
      że to się uda zmienić za skinieniem magicznej różczki?


      --
      69 i pół forum (Protest FK)
      • 17.02.09, 16:25

        różdżki*

        --
        wstrząśnięta, nie zmieszana. :-)
    • 17.02.09, 16:59
      mam podobnie. i też to już pieprzę.
    • 17.02.09, 17:33
      > nie chce, nie pomagają rozmowy, a facetowi zostaje masturbacja
      > przed kompem to .... należy się rozstać!

      ale jak są dzieci i wspólnota majątkowa to trudniej

      wolę mieć jak jest niż potem dzieciaka z problemami emocjonalnymi bo miało
      rozwód rodziców
      • 18.02.09, 20:15
        Znaczy, wolisz mieć dzieciaka z problemami emocjonalnymi spowodowanymi chłodem emocjonalnym rodziców? Jeśli to będzie córunia to gratulacie - kolejna kandydatka na 'zimną' żonę.

        --
        Songo3000 - wredny feminista
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.