Sex z dwiema kobietami. Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • W prawdzie mój kumpel mówi ,że jestem największym farciarzem na świecie , że
    codziennie powinienem dawać na tacę w kościele.Jednak trochę się boję , co
    będzie za 10 lat.Na razie mam 25 i od dwóch lat mieszkam razem z dwiema super
    laskami.Poznałem Anię i Kasię na studiach.Chodziliśmy na dyskoteki , do kina i
    do łóżka razem w trójkę.One mówią , że jest cudownie , mi też jest.Ale czy to
    normalne?
    Chyba już czas skończyć tą zabawę.I poszukać normalnej dziewczyny i tylko jednej.
    • A wiesz, że ja też zazdroszczę... Bardziej tym dziewczynom niż
      Tobie:-) Dla mnie to taki układ idealny. Mieć psiaciółkę-kochankę na
      stałe i co kilka lat zmieniających się facetów...

      Od jakiegoś pół roku chodzi mi po głowie seks w trójkącie. Miałam
      kiedyś taką fajną koleżankę. Zdarzało mi się całować w trójkątach
      ale na seks wtedy gotowa nie byłam. Było super, gdybyśmy jeszcze
      kilka lat razem pomieszkały to pewnie tak by się to skończyło jak u
      Twoich przyjaciółek. Teraz żałuje, że nie byłam dojrzalsza:-) Mój
      facet nie chce słyszeć o trójkątach... ale to się zmieni...

      Myślę, że dziewczynom zmiana współspacza też dobrze zrobi. Wiadomo,
      nie ma to jak świeże mięsko, znów silne emocje... Sądzę też, że nie
      będą miały kłopotów ze znalezieniem nowego lokatora:-)

      --
      Czas - mój największy wróg, mój najlepszy przyjaciel...
      • Ech, ja tam bym wolala dwoch kolegow... Trojkaty mi chodza ostatnio po glowie
        dosc intensywnie(!), ale raczej te z przewaga liczebna meska niz damska...

        --
        Sex is kinda like pizza. Even when it's bad, it's still pretty good...

        • > Ech, ja tam bym wolala dwoch kolegow... Trojkaty mi chodza
          ostatnio po glowie
          > dosc intensywnie(!), ale raczej te z przewaga liczebna meska niz
          damska...

          Matematycy twierdzą, że w trójkącie nie może być dwóch kątów
          rozwartych:-)

          Kiedyś myślałam, że nie dałaby rady dwóm facetom na raz, ale po
          namyśle... Gdybym miała okazje to z czystej ciekawości bym spróbować
          musiała. To jednak raczej mało prawdopodobne.

          No i musiałabym wcześniej seks analny przerobić:-)

          --
          Czas - mój największy wróg, mój najlepszy przyjaciel...
          • zakletawmarmur napisała:

            > No i musiałabym wcześniej seks analny przerobić:-)

            A po co seks analny? Sa jeszcze 2 inne dziurki i tak chyba to najlepiej by sie
            sprawdzilo :)


            --
            Osamotnienie to słabość, samotność to siła.
            padu-padu: 4098072
            • Chyba żartujesz. Trójkącik bez 'sandwich-a' jest jak żołdak bez karabinu.

              --
              Songo3000 - wredny feminista
              • > Chyba żartujesz. Trójkącik bez 'sandwich-a' jest jak żołdak bez
                karabinu.
                >

                No właśnie o to chodzi:-)

                --
                Czas - mój największy wróg, mój najlepszy przyjaciel...
                • Pewnie, że i bez analu można, choc taki sandwich.... ;-)) któż o tym nie myślał
                  ;-).
                  Najważniejsze jednak w trójkątach jest by jednak nie zostać pominiętym :D.
                  --
                  Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na co trafisz.

                  • > Najważniejsze jednak w trójkątach jest by jednak nie zostać
                    pominiętym :D.

                    To zależy od tego w jakim stopniu byłabym ogólnie spełniona
                    seksualnie. Gdybym seksu miała pod dostatkiem i pewność, że jak nie
                    dziś to jutro (a nie za miesiąc) to i same wrażenia wizualne w pełni
                    mogłyby mi wystarczyć:-)

                    --
                    Czas - mój największy wróg, mój najlepszy przyjaciel...
        • > Ech, ja tam bym wolala dwoch kolegow...

          Dwóch, trzech, czterech... ;-) Stały element moich fantazji. Ale, jak już wiele
          razy pisałam, o fantazjach się fantazjuje, a nie je realizuje :-)

          Miałam kiedyś dwóch panów naraz, i to w tym momencie życia, w którym
          pozostawałam dziewicą, i po tamtej nocy nadal nia byłam. Spróbowałam i wiem, że
          wolę fantazjować ;-)


          --
          It is our choices that show what we truly are, far more than our abilities.
    • > One mówią , że jest cudownie , mi też jest.Ale czy to normalne?

      Chodzenie do łóżka w trójkącie? Owszem. Been there, done that.

      Ale stałego związku się na tym nie zbuduje.
      • a niby czemu, zawsze może przejść na islam i wtedy nie skończy się tylko na dwóch..

        ech krzysiek takich mądrych rzeczy nie wiesz? ;-)))
        • > a niby czemu, zawsze może przejść na islam i wtedy nie skończy się
          > tylko na dwóch..

          Nie w tym rzecz. Ja bym nie potrafił być w związku-trójkącie z dwiema kobietami
          naraz.
          • > Nie w tym rzecz. Ja bym nie potrafił być w związku-trójkącie z
            dwiema kobietami
            > naraz.

            Myślę, że na dłuższą metę niewielu mężczyzn by potrafiło:-)

            --
            Czas - mój największy wróg, mój najlepszy przyjaciel...
        • To sa tylko trojkaty uczuciowe bo trudno je nazwac cielesnymi. Kobiety nie sa aktywne seksualnie do siebie, spotykaja sie z mezem w ukladach 1+1 wiec nawet na nasze standardy nie jest to nic szczegolnie szokujacego.
          Za to jakiez obciazenie finansowe. Kazdej trzeba zawsze kupic ten sam prezent. Jesli np. tylko jednej maz kupi pierscionek czy samochod krzywdzac w ten sposob druga jest to powod do wypowiedzenia umowy malzenskiej.
          Arabowie moga pozazdroscic europejczykom prawie wszystkiego w tej dziedzinie. Seksu przedslubnego, strojow kobiet, swobody obyczajowej. Na tamtym rynku erotycznym facetom trudniej jest prowadzic rozwiazle zycie pozamalzenskie, zony opornie decyduja sie na status kochanki. To oni moga nam pozazazdroscic warunkow i erotycznego klimatu. Jestem przekonany, ze nawet w Polsce nie bedacej awangarda swobody seksualnej wiecej mezczyzn przezylo np. seks z dwoma kobietami.
          --
          ON: 69? ONA: hm.... 96!

      • > Ale stałego związku się na tym nie zbuduje.

        Owszem... Trudno sobie wyobrazić stały związek trójki osób.
        Ja widzę to jako związek dwóch kobiet a facet jako miły dodatek:-)
        Na dłuższą metę w trójkącie się nie da funkcjonować... Choć jestem w
        stanie i taką możliwość sobie wyobrazić. Gdyby tak facet był
        bardziej w roli przyjaciela, z którym można się bzykać, ale nie
        oczekuje wyłączności. Jednak wtedy musiałby się pojawić ten drugi
        robiący za rozpałkę:-)
        Jednak nie ma się co oszukiwać. Takie związki, bez wyłączności nie
        są dla wszystkich. Większość osób jednak dąży do zdobycia partnera
        (i jego zasobów) na "własność". To naturalny proces. Niemniej
        zdarzają się i tacy dewianci, którzy są w stanie żyć w trójkątach:-)

        --
        Czas - mój największy wróg, mój najlepszy przyjaciel...
        • Zakleta... spójrzmy na to z punktu widzenia faceta.

          Jeżeli kobiety by się nie pozabijały wzajemnie o samca, to dla takiego faceta
          raj na ziemi.
          Bzyka jedną, jak mu się znudzi, druga, jak mu się nie chce wcale dziewczyny
          bawią się wzajemnie, jak nagle okaże się, że ich wzajemne pieszczoty go
          rozpaliły może się dołączyć. Z seksualnego punktu widzenia układ doskonały.
          Praktycznie nie ma mowy o niezaspokojeniu seksualnym którejś ze stron.

          A skoro już żyją sobie w takich figurach geometrycznych, to i czasem dochodzący
          osobnik nr 4 płci męskiej dla odmiany sytuacji też nie powinien stanowić
          problemu. Że o kobiecie nr 3 nie wspomnę jako podniecie dla WSZYSTKICH
          zainteresowanych ;-)))))).

          Pytanie gdzie takie dwie kobiety znaleźć ??????????? Takie rzeczy to chyba tylko
          w Erze...

          Co prawda pachnie to sodomą i gomorą, ale cóż tam... i tak za wiele innych
          grzechów będziemy się smażyli gdzieś kiedyś zatem jedno przewinienie więcej czy
          mnie w świetle kodeksu KK. Co za różnica ;-).

          Największe problemy by się pojawiły w momencie chęci posiadania potomstwa oraz
          później jak dzieci by zaczęły dorastać. :D.
          Odpowiedź na pytanie w stylu "Mamo a co tata robi z ciocią" mogło by być nie
          lada wyzwaniem :D.


          A jeszcze popatrzmy na względy praktyczne. 3 pensje zamiast 2, koszty żywienia
          niższe bo podchodzi o ustawę o wyżywieniu zbiorowym ;D no i nie trzeba w razie
          czego opiekunki do dzieci najmować. W końcu grafiki można tak ustawić by nawet w
          przypadku wszystkich pracujących jakoś się zgrać ;D.

          Sama powiedz czyż to nie jest układ doskonały dla każdej ze stron ? ;-))))))))
          --
          Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na co trafisz.
          • W wakacje biwakowalismy w jakies 12 chlopa. Calonocne rechoty przy
            ognisku, calodzienne kapiele w jeziorze na otrzezwienie. Po 3 dniach
            zjawila sie kumpela sciagajac spora czesc zainteresowania na siebie.
            4 dnia zjawila sie druga i sie zaczelo. Ostatecznie trzy dni pozniej
            obie wyjechaly palajac do siebie nienawiscia. W nasze szeregi zas
            powrocil blogo-pijacki biwakowy nastroj.
            Mowie Ci - kobiety nie potrafia sie podzielic facetami. Owszem
            wspolpracuja ale tylko dopoki nie ma interesujacych mezczyzn w
            poblizu.
            --
            ON: 69? ONA: hm.... 96!

            • To chyba jakieś frustratki być musiały...
              "My" przez miesiąc (kampania wrześniowa) miałyśmy przyjemność
              mieszkać w akademiku z samymi facetami. Czujesz blusa, nasz jeden
              pokój 3,4 w porywach do 5 dziewczyn na jakieś 180 chłopa... Raj na
              ziemi:-)

              Przyjaźń z jedną z nich faktycznie się zakończyła, ale ona jakoś
              zawsze była z tych "problematycznych" (miała mega kompleksy). Reszta
              bardziej się do siebie zbliżyła. Fakt, jak mieszka się w 3 osobowym
              pokoju w 5 to nie ma wyjścia:-)

              Może to dlatego, że bardzo sie między sobą różniłyśmy, miałyśmy inne
              typy urody, charaktery, gusta, zainteresowania... Łączyła nas radość
              życia, chęć do imprezowania i wysoki poziom takiej ogólnej pewności
              siebie:-) Kłóciłyśmy się (choć przez ten miesiąc było dość
              spokojnie). Nie było innej możliwości, spędzałyśmy ze sobą niemal
              100% czasu (w dodatku, gdy się rozstawałyśmy to wisiałyśmy na
              telefonie:-). Zawsze miałyśmy jednak tą świadomość, że to tylko "na
              chwilę", że musimy od siebie odetchnąć i zaraz pogodzimy się.

              --
              Czas - mój największy wróg, mój najlepszy przyjaciel...
          • > Bzyka jedną, jak mu się znudzi, druga, jak mu się nie chce wcale
            dziewczyny
            > bawią się wzajemnie, jak nagle okaże się, że ich wzajemne
            pieszczoty go
            > rozpaliły może się dołączyć. Z seksualnego punktu widzenia układ
            doskonały.
            > Praktycznie nie ma mowy o niezaspokojeniu seksualnym którejś ze
            stron.
            >

            Zwróć uwagę, że taki układ mógłby trwać jedynie gdy uczucie pomiędzy
            kobietami górowałoby nad ich uczuciami do faceta. Myślę, że wbrew
            pozorom jest mało facetów, którzy mogliby się pogodzić z tą
            świadomością... Z jednej strony logiczne myślenie (facet robi dobry
            biznes), z drugiej chęć bycia tym pierwszym mogłaby się okazać
            silniejsza. W pewnym momencie mogliby zacząć traktować jedną z
            partnerek jak rywala... Mógłby złapać kompleks "jebaki" i się z
            układu wycofać:-)

            > Największe problemy by się pojawiły w momencie chęci posiadania
            potomstwa oraz
            > później jak dzieci by zaczęły dorastać. :D.
            > Odpowiedź na pytanie w stylu "Mamo a co tata robi z ciocią" mogło
            by być nie
            > lada wyzwaniem :D.

            Pewnie wyjdę na toksyczną osobę w tym momencie:-) Nikt nikomu w
            końcu krzywdy nie robi. Gdybym uważała, że robię coś złego to nie
            mogłabym w ten sposób żyć. Jeśli uważam, ze nie robię nic złego, to
            czego miałabym się wstydzić przy dziecku?
            Dziecko kiedyś zobaczy, że normalnie układ jest inny i zacznie
            zadawać pytania. Wtedy wystarczy wytłumaczyć, że "Jedni ludzie
            tworzą związki w przeróżnych parach (2k, km, 2m) a mała część żyje w
            trójkątach". Dzieci są z natury bardzo tolerancyjne:-)
            Przyjmują świat taki jaki jest, dopiero dorośli ograniczają im
            światopogląd:-)

            > Odpowiedź na pytanie w stylu "Mamo a co tata robi z ciocią" mogło
            by być nie
            > lada wyzwaniem :D.
            >

            "A skąd mam dokładnie wiedzieć, przecież mnie tam nie ma:-)"

            > A jeszcze popatrzmy na względy praktyczne. 3 pensje zamiast 2,
            koszty żywienia
            > niższe bo podchodzi o ustawę o wyżywieniu zbiorowym ;D no i nie
            trzeba w razie
            > czego opiekunki do dzieci najmować. W końcu grafiki można tak
            ustawić by nawet
            > w
            > przypadku wszystkich pracujących jakoś się zgrać ;D.

            Zniżki na rodzeństwo w przedszkolach, na zajęciach dodatkowych,
            oszczędność na zabawkach, ubrankach, niani:-) Dzieci w grupie lepiej
            się rozwijają:-)

            --
            Czas - mój największy wróg, mój najlepszy przyjaciel...
            • zakletawmarmur napisała:

              > >
              >
              > Zwróć uwagę, że taki układ mógłby trwać jedynie gdy uczucie pomiędzy
              > kobietami górowałoby nad ich uczuciami do faceta. Myślę, że wbrew
              > pozorom jest mało facetów, którzy mogliby się pogodzić z tą
              > świadomością... Z jednej strony logiczne myślenie (facet robi dobry
              > biznes), z drugiej chęć bycia tym pierwszym mogłaby się okazać
              > silniejsza. W pewnym momencie mogliby zacząć traktować jedną z
              > partnerek jak rywala... Mógłby złapać kompleks "jebaki" i się z
              > układu wycofać:-)


              A wiesz że to ciekawe co piszesz. Pisząc z punktu widzenia faceta nie brałem pod
              uwagę że ....... dziewczyny wolą siebie a facet jest tylko dodatkiem. Ja
              osobiście w takim układzie.... hymmmmm czułbym się bardzo nieswojo, przyznaję
              sie bez bicia. Może syndromu "jebaki" nie mam, ale nie poszedłbym do łóżka z
              kobietą jeśli nie czułbym, że ma na mnie cholerną ochotę. Zbyt dumny jestem ;D.
              Zatem jakbym wiedział ze one wolą się wzajemnie myślę, że wykluczałoby to
              jakąkolwiek formę związku.

              Sytuacja, która Ty opisałaś to dla mnie układ 2+1. Sytuacja o której pisałem to
              3. Niby 2+1=3. Subtelna różnica stawiająca jednak wg mnie całkowicie na głowie
              relacje w takim związku.
              Prędzej bym już wtedy wolał dołączyć na zasadzie wolnego strzelca do takiego
              układu i nie roszczyć sobie żadnych praw do żadnej z kobiet niż być dodatkiem w
              związku dwóch kobiet. Męska duma ;-).
              Facet zazwyczaj jednak będąc w związku z kobietą, kobietami podświadomie ma
              poczucie co najmniej równości jak nie dominacji w tym związku. Czyli
              postrzegałby związek jako JEGO związek.
              Myślę ze jedynie taka sytuacja z punktu widzenia faceta ma sens. Poza tym facet
              będący dodatkiem do związku dwóch kobiet bardzo szybko stałby się dla nich
              aseksualny.
              Przypominam że dyskutujemy związku a nie o spotkaniu na frywolne bzykanie w
              trójkę.

              Piszesz o różnych swoich fantazjach. Zadaj sobie pytanie, jaki w tych fantazjach
              jest facet z którym sypiasz ? Jest dodatkiem ? Czy jednak dominatorem ? Poddaje
              się Twoje woli, czy jednak raczej jest takim samcem napędzanym testosteronem,
              który w sposób zdecydowany przychodzi i BIERZE CIĘ a nie TY GO przelatujesz ?

              Jak już sobie odpowiesz na owe pytanie zastanów się raz jeszcze czy ZWIĄZEK 2+1
              miałby jakiekolwiek szanse na w ogóle współistnienie ?
              Ja widzę bardzo dużą asymetryczność w układzie 2k+1m. Taki układ by nie
              przetrwał długo moim zdaniem. Mężczyzna jeżeli nie pitrafi dominować nad kobietą
              bardzo szybko staje się marionetką w jej rękach a takowi panowie bynajmniej
              atrakcyjni nie są. Tutaj się raczej zgodzimy prawda ?

              A tak swoją drogą...

              PYTANIE DO AUTORA WATKU:
              Na jakich zasadach funkcjonujecie ?
              Jesteście o siebie zazdrośni ?
              Czy dziewczyny sypiają ze sobą ?
              Jak spędzacie nocki, każdy w swoim pokoju czy czasami jednak wspólnie.
              Jeśli możesz napisz, pytam z czystej ciekawości. I tak jesteś anonimowy, więc te
              kilka informacji nie powinno zrobić różnicy po temacie postu głównego ;-)).

              --
              Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na co trafisz.
              • > A wiesz że to ciekawe co piszesz. Pisząc z punktu widzenia faceta
                nie brałem po
                > d
                > uwagę że ....... dziewczyny wolą siebie a facet jest tylko
                dodatkiem. Ja
                > osobiście w takim układzie.... hymmmmm czułbym się bardzo
                nieswojo, przyznaję
                > sie bez bicia. Może syndromu "jebaki" nie mam, ale nie poszedłbym
                do łóżka z
                > kobietą jeśli nie czułbym, że ma na mnie cholerną ochotę. Zbyt
                dumny jestem ;D.
                > Zatem jakbym wiedział ze one wolą się wzajemnie myślę, że
                wykluczałoby to
                > jakąkolwiek formę związku.

                "Drugie miejsce" nie musi oznaczać, że dziewczyny nie mają na faceta
                mega ochoty. Mają ochotę. Może nawet mega:-) Jednak ich związek ma
                dla nich większa wartość (jak para zapraszająca trzecią osobę), nie
                koniecznie seksualną. Niemniej rozumiem Cię. Ja sobie też nie
                wyobrażam w takiej roli.

                > Facet zazwyczaj jednak będąc w związku z kobietą, kobietami
                podświadomie ma
                > poczucie co najmniej równości jak nie dominacji w tym związku.
                Czyli
                > postrzegałby związek jako JEGO związek.

                W takim przypadku to kobiety będą między sobą rywalizować o względy
                i zasoby faceta. W obecnych czasach łatwiej byłoby znaleźć innego
                wolnego i rozwiązać układ... Chyba, że facet odpowiednio podszedłby
                obie kobiety, ale to podpada mi pod znęcanie się psychiczne a tego
                nie chcemy:-)

                > Piszesz o różnych swoich fantazjach. Zadaj sobie pytanie, jaki w
                tych fantazjac
                > h
                > jest facet z którym sypiasz ? Jest dodatkiem ? Czy jednak
                dominatorem ? Poddaje
                > się Twoje woli, czy jednak raczej jest takim samcem napędzanym
                testosteronem,
                > który w sposób zdecydowany przychodzi i BIERZE CIĘ a nie TY GO
                przelatujesz ?
                >

                Sprawa nie jest prosta jeśli chodzi o dominację. Kręcą mnie obie te
                możliwości. Z jednej strony silna dominacja faceta z drugiej rodem z
                filmu "W sieci" (z Demi Moore). Fantazjuje raczej o tym czego nie
                mam. Obecnie męska dominacja faktycznie ma swoje pięć minut... Mam
                jednak dużo więcej fantazji i nie obejmują one jedynie dominacji.

                > przetrwał długo moim zdaniem. Mężczyzna jeżeli nie pitrafi
                dominować nad kobiet
                > ą
                > bardzo szybko staje się marionetką w jej rękach a takowi panowie
                bynajmniej
                > atrakcyjni nie są. Tutaj się raczej zgodzimy prawda ?

                Problem polega na tym, że ja nie znałam faceta, który potrafiłby
                mnie zdominować. Mój ojciec był najbardziej dominującym facetem z
                jakim mieszkałam. Mój układ z nim to była jedna wielka walka o
                władzę. Oczywiście długo to on wygrywał. Był silniejszy fizycznie,
                zawsze mógł mi wlać. Ale ja byłam cierpliwa, cholernie cierpliwa...
                Moja matka kiedyś wyznała mi, że byłam jednym z powodów ich
                rozstania. Myślę, że miała rację. Nie chodzi tu o "zwalanie" się z
                poczucia winy. Gdyby nie on, to w końcu ja uciekłabym z domu.

                Teraz zaczynam to wszystko rozumieć. Od wielu lat uczę się sztuki
                ustępowania i ufania w możliwości innych osób... Myślę, że postępy
                zrobiłam ogromne. Zaczynam pojmować, jaka to fajna sprawa, kiedy
                mogę się uwolnić od samej siebie:-) Niemniej o większej dominacji
                faceta nie ma mowy. To już byłoby na granicy przemocy...
                Równoznaczne z podcięciem mi skrzydeł lub ucieczką, więc na co komu
                taka wygrana? Muszę mieć faceta, który lubi taką częściową kobiecą
                dominacje (tylko nie mylić tego z nadzorem), ale nie poddaje mi się
                na każdym kroku. Musi potrafić z godnością przyjąć moją dominację,
                tam gdzie odpuścić nie jestem w stanie...

                To samo dotyczy związków z kobietami. One jednak mają tą przewagę,
                że potrafią więcej zakumać:-) Poza tym tego typu związki są mniej
                rozleniwiające od związków z hetero. To jest mi bardzo na rękę.

                --
                Czas - mój największy wróg, mój najlepszy przyjaciel...
                • > W takim przypadku to kobiety będą między sobą rywalizować o względy
                  > i zasoby faceta. W obecnych czasach łatwiej byłoby znaleźć innego
                  > wolnego i rozwiązać układ... Chyba, że facet odpowiednio podszedłby
                  > obie kobiety, ale to podpada mi pod znęcanie się psychiczne a tego
                  > nie chcemy:-)


                  No właśnie, czy kobiety w takim układzie muszą zaraz rywalizować o względy ? A może po prostu będzie im dobrze, że mają męskiego, zdecydowanego samca, oraz realizują swoją biseksualną stronę seksualności razem. Wspólnie zaś w trójkę, jako że ich jest dwie on jeden on ma lekką przewagę, która bilansowana jest tym właśnie, że ich jest dwie.
                  Możliwe ??????????? A Ty byś zaraz chciała walczyć ;-)))))


                  > Sprawa nie jest prosta jeśli chodzi o dominację. Kręcą mnie obie te
                  > możliwości. Z jednej strony silna dominacja faceta z drugiej rodem z
                  > filmu "W sieci" (z Demi Moore). Fantazjuje raczej o tym czego nie
                  > mam. Obecnie męska dominacja faktycznie ma swoje pięć minut... Mam
                  > jednak dużo więcej fantazji i nie obejmują one jedynie dominacji.


                  Nie do końca zrozumiałaś intencję mojej wypowiedzi. Nie wątpię, że fantazji w głowie masz dostatek. Samo otwarcie się na biseksualizm choćby w wypowiedzi pokazuje, że taka osoba bynajmniej nie jest zamknięta w sztywnych ryzach.

                  Z tą dominacja chodziło mi bardziej o pokazanie pewnego schematu. Tego że facet musi potrafić dominować nad kobieta pod każdym względem. Przy czym pisząc "dominować" nie mam na myśli zawsze i wszędzie udowadniać że to on ma rację. Czasami wbrew pozorom ustąpienie jest oznaką właśnie owej dominacji. Takie pokazanie pewnej wyższej mądrości w związku. Tylko osoby zakompleksione i zapatrzone w siebie zawsze chcę mieć rację.

                  > Problem polega na tym, że ja nie znałam faceta, który potrafiłby
                  > mnie zdominować. Mój ojciec był najbardziej dominującym facetem z
                  > jakim mieszkałam. Mój układ z nim to była jedna wielka walka o
                  > władzę. Oczywiście długo to on wygrywał. Był silniejszy fizycznie,
                  > zawsze mógł mi wlać. Ale ja byłam cierpliwa, cholernie cierpliwa...
                  > Moja matka kiedyś wyznała mi, że byłam jednym z powodów ich
                  > rozstania. Myślę, że miała rację. Nie chodzi tu o "zwalanie" się z
                  > poczucia winy. Gdyby nie on, to w końcu ja uciekłabym z domu.


                  Widzisz.. nie wiem cz nie mylisz dominacji z despotyzmem. Ojca przedstawiłaś tak jakby był taki tyranem despotycznie narzucającym swoją jedyną właściwą prawdę objawioną. Ja zupełnie inaczej pojmuję dominowanie w związku. Dominowanie to nie ciągła walka o wpływy. To właśnie umiejętność takiej rozmowy, takiego zachowania w którym nawet jak się odpuszcza to się w pewnym sensie wygrywa. Coś co o czym sama napisałaś, jako "czasami umiejętności odpuszczania". Na pewno to także sposób podejmowania decyzji, sposób bycia, pewność siebie itd. Cały zestaw małych czynników, które powodują, że osoba z którą choćby rozmawiasz sprawia wrażenie rozmówcy stanowiącego wyzwanie.

                  Mam znajomego policjanta. Facet jest tak wytrenowany, że choćby gadał ze mną na tematy z mojej branży i niewiele miał o tym pojęcia będzie to robił w taki sposób, jego mowa ciała będzie taka, że osoba obserwująca z boku będzie miała wrażanie, że rozmawia dwóch fachowców. To taki typ człowieka, że potrafi narzucać swoją wolę. Tak zakręcić drugim człowiekiem, że na koniec tamten powtórzy jego słowa myśląc że sam je wymyślił. Zdominuje swojego rozmówce nie tyle tym co mówi a JAK to mówi. I nawet jak przyzna Ci rację wygląda to na jego triumf. Nic tylko się uczyć. W obecności takiego człowieka trzeba się piekielnie pilnować by choćby na sekundę nie stracić kontroli na sytuacją, bo odzyskać ją jest piekielnie trudno.
                  Jego żona, przesympatyczna kobieta.... chodzi jak w zegarku ;-).

                  Dominowanie w seksie oczywiście ma trochę inną definicję ;-). Tam na zdanie "Weź go do buzi" i pytanie kobiety "A magiczne słowo ?", jest tylko jedna właściwa odpowiedź "SZYBCIEJ " ;-))))).
                  --
                  Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na co trafisz.
                  • Avide, nie do końca mnie zrozumiałeś... Mnie też nie chodziło o
                    despotyzm. Choć faktycznie mój ojciec był despotą. Fakt, że ja też
                    przy nim byłam inna, bo chciałam go ukarać za jakieś tam dawne
                    przewinienie.

                    Nie jestem raczej typem despotki... Choć faktycznie kiedyś częściej
                    ale i teraz jeszcze mi się to zdarzają takie akcje, kiedy wiem, że
                    mam rację a ktoś uparcie wmawia mi coś innego:-) Pewnie każdy
                    despota tak mówi, co?:-) Przeważnie chodzi raczej o taki brak
                    zaufania, że ktoś zrobi coś dobrze, podejmie sam odpowiednią decyzje
                    itp. Po prostu boje się, że gdy pozwolę komuś decydować to zaraz coś
                    spieprzy. Nie chodzi mi tu o to, że wszystko zdobywam krzykiem i
                    siłą. Przeważnie uciekałam się do subtelniejszych metod żeby
                    osiągnąć cel:-)

                    Kiedy żyje się z taką osobą, człowiek stopniowo rezygnuje z
                    podejmowania różnych decyzji i zaczyna je zrzucać na barki strony
                    dominującej. To jest na swój sposób wygodne. Mój facet tak właśnie
                    zrobił. To moja wina.

                    Od jakiegoś czasu walczę z tym. Stymuluje mojego faceta do
                    decydowania. Wiesz co? Szczerze to faktycznie przeważnie coś
                    spieprzy:-) Np. ma wybrać wino do obiadu to kupi oczywiście słodkie.
                    Okazało się jednak, że w takich sytuacjach bardziej mnie rozczula
                    niż denerwuje:-) Zrozumiałam, że nie ma sensu przejmować się czymś,
                    czego zmienić się nie da ale warto walczyć, żeby zmieniać to co
                    zmienić się da...

                    --
                    Czas - mój największy wróg, mój najlepszy przyjaciel...
              • Nie jesteśmy zazdrośni o siebie.Mnie nawet nie kręcą inne dziewczyny.Mam dwie
                takie kocice , że nawet jak widzę ładną dziewczynę to zastanawiam się poco mi
                ona.One też tak mają do facetów.Wystarczę im ja.Nasze życie to praca ,każde z
                nas ma ciekawe zajęcie.Dobrze zarabiamy.Reszta naszego życia to zabawa , podróże
                i takie tam.Sypiamy razem jak mamy na to chęć , czasem na przemian , czasem
                każdy oddzielnie.Dziewczyny ze sobą sypiają bo są biseksualne.To też je
                kręci.Jak nie pracujemy praktycznie jesteśmy razem , wszytko wspólne , wiemy o
                sobie wszystko.Na pewno się nie zdradzamy bo każdy by się domyślił , że ktoś
                kogoś ma.
                • Chyba wiele osób się dało tutaj podpuścić... Układ 2K+M najwyraźniej trafił
                  wielu osobom do gustu, Avide rozmarzył się

                  Tymczasem z trójkątem to jest chyba inny problem, nie ten czy lepszy jest 2K+M
                  czy K+2M (jeszcze mogą być podwarianty z facetami biseksualnymi tj K+2Mb), czy
                  mogą być (i jakiej płci) osobnicy dochodzący itd.

                  W trójkącie nigdy nie będą wszystkie boki równe, zawsze będzie ktoś kto będzie
                  "mniej kochany". Jeżeli dominujące będzie uczucie między paniami, to facet
                  będzie dodatkiem do bzykania. Jeżeli któraś z pań zacznie dominować myśli
                  facetowi to ta druga będzie piątym kołem u wozu. Człowiek ma potrzebę kochania
                  oraz bycia kochanym, a trójkąt (czy inny wielokąt) nigdy nie zdoła zaspokoić
                  tych potrzeb dla każdego wierzchołka.

                  Opowieści, że Iksiński znał Ygreka który funkcjonował w takim związku (jak
                  posting powyżej, no prawdziwa idylla i sielanka) są albo wyssane z palca, albo
                  nieznaczące statystycznie.
                  • Cyklisto, fakt Avide rozmarzył się. Ale marzenia fajna rzecz.
                    Pachnie to podpuchą na kilometr. Nie mniej... grzeje mnie to tak naprawdę czy
                    oni faktycznie w realu istnieją. Rozważam pewną sytuację i o niej sobie
                    dyskutuję. Tak dla przyjemności dyskusji.

                    Zaś co do reszty Twoje wypowiedzi. Choć cała historia brzmi bardzo mało realnie,
                    potrafię sobie wyobrazić sytuację w której spotkają się trzy młode osoby mające
                    luźne podejście do seksu, lubiące różne eksperymenty i na pewne rzeczy maja
                    jeszcze czas. Ludzkie umysły są przeróżne i ja to sobie tak tłumaczę, że skoro
                    jeden potrafi być chorobliwym zazdrośnikiem, inny może być jego przeciwieństwem.
                    I teraz spotkanie 3 takich przeciwieństw może zaowocować sytuacją jak z
                    brazylijskiej telenoweli.
                    --
                    Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na co trafisz.
                • Zatem powiem Ci że jeżeli to nie jest jakaś podpucha to Twój kumpel miał rację.
                  Jesteś farciarzem.
                  Kiedyś sielanka się pewnie skończy. Najprawdopodobniej w momencie kiedy któreś
                  zacznie pragnąć potomstwa.
                  Póki co... ech..........
                  ;-))))))))))))))))))
                  żyć i ni umierać.
                  Co by nie mówić marzenie każdego faceta przed 30-stką. Nie dość że możliwości
                  seksualne sięgają zenitu, dwie kobiety pod ręką, chętne i dostępne, to jeszcze
                  kocice jakich mało....
                  Noo nie dziwę się, że inne niespecjalnie Cię kręcą...

                  --
                  Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na co trafisz.
                  • Wiem , że to wygląda jak jakaś fantazja.Sam mam nawet wrażenie , że żyję w
                    jakiejś fantazji.Za 10 lat będę pewnie chciał normalności a teraz to mi jeszcze
                    odpowiada.Mam 25 lat i nie chcę na razie żony , dzieci , kredytów.Wolę żyć z
                    dnia na dzień.One także.Są w moim wieku , dobrze się bawią.Nie chcą mieć dzieci
                    , męża i tego wszystkiego na karku.
                  • > Co by nie mówić marzenie każdego faceta przed 30-stką.

                    To już raczej o jeden most za daleko Avide:)

                    Zaczyna mnie fascynować ten zachwyt niektórych osób nad wielokątami.
                    Wiecie ja naprawdę, z ręką na sercu, nie jestem zainteresowana:)
                    Rozumiem (czysto rozumowo) zaproszenie kogoś na chwilę, żeby
                    podnieść atmosferę w łóżku (choć zapewne partnerzy z wyobraźnią
                    radzą sobie bez tego), ale taki "stały" układ to już jakiś naciąg.
                    Mam wrażenie, że autor nas podpuszcza, tzn. ktoś tu jednak jest
                    dodatkiem albo nic do siebie nie czują i taka wspólną formę
                    aktywności ruchowej sobie znaleźli:)

                    Mam wrażenie, że chęć realizacji w takim układzie wynika z
                    niespełnienia w związku, w którym jesteś.

                    --
                    "chcemy wierzyć w wyjątkowość swoich zalet i powszechność swoich wad"
                    • Kachna, mojego związku do tego nie mieszajmy. Jest jak jest.
                      Kiedyś w tym związku nie byłem ;-), a takie fantazje miałem już daaaawo temu.
                      Jak myślisz, czy to przez seks w moim związku lubię kurewsko wyuzdane klimaty w
                      łóżku ? A jak Ci powiem że zanim poznałem żonę też taki byłem zdziwisz się ?
                      Każdy coś tam lubi i tyle. Ty lubisz z jednym facetem i innego sobie nie
                      wyobrażasz. Szanuje to i nie polemizuje z tym.
                      Kachna, to ze TY oraz 10000 innych osób nie lubi, nie pochwala itd, takich
                      układów wcale nie znaczy że 10 innych w nich by się świetnie nie odnalazło.
                      Podkreślam cały czas że taki układ trwający przez jakiś czas TAK, życie w takim
                      związku jak to mają w zwyczaju małżeństwa........... raczej nie.
                      Czujesz różnicę ?

                      --
                      Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na co trafisz.
                      • > Kachna, mojego związku do tego nie mieszajmy.

                        Nie mam zamiaru się mieszać do Twojego związku, ale polemizowałabym
                        z teorią, że jakość seksu w małżeństwie nie wpływa na fantazje
                        seksualne (oczywiście stymulacja może być pozytywna lub negatywna).
                        Wydaje mi się, że takie powiedzmy "egzotyczne" (kiepskie słowo, ale
                        brak mi weny) pragnienia, jak trwanie w wielokątach, wynika z braku
                        zaspokojenia w tradycyjnym układzie i z braku wiary, że ktoś może
                        być "całym światem" (mizerna poetyka, ale myślę, że Ty zrozumiesz).
                        Właśnie w takim sensie odniosłam się do Twojego związku. Natomiast
                        nie dziwią mnie fantazje w młodości, bo jest to ogólnie burzliwy
                        okres i ta zawierucha odbija swe piętno szczególnie na sferze
                        seksualnej.

                        > Kachna, to ze TY oraz 10000 innych osób nie lubi, nie pochwala itd,

                        Swoją postawę określiłabym jako brak zainteresowania. Trudno mówić o
                        nielubieniu czegoś czego się nie próbowało. Natomiast nie
                        przypominam sobie żebym kogoś ganiła (czy nie pochwalała) - lotto mi
                        to, co robią inni dopóki mnie to nie dotyczy, choć oczywiście w
                        ramach miłości bliźniego współczuję tym, którzy robią sobie krzywdę.

                        > Podkreślam cały czas że taki układ trwający przez jakiś czas TAK,
                        życie w takim
                        > związku jak to mają w zwyczaju małżeństwa........... raczej nie.

                        Wcześniej nie znalazłam tego typu deklaracji w Twoich wpisach - może
                        nie byłam uważna.
                        --
                        "chcemy wierzyć w wyjątkowość swoich zalet i powszechność swoich wad"
                        • > > Podkreślam cały czas że taki układ trwający przez jakiś czas TAK,
                          > życie w takim
                          > > związku jak to mają w zwyczaju małżeństwa........... raczej nie.
                          >
                          > Wcześniej nie znalazłam tego typu deklaracji w Twoich wpisach - może
                          > nie byłam uważna.


                          Kachna... ;-))))) Ty jako kobieta powinnaś była się tego domyślić :D. Przecież
                          to faceci podobno są tacy niedomyślni a kobiety łapią w lot i czytają między
                          słowami ;-)))))))))

                          --
                          Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na co trafisz.
                          • Czytanie między słowami... Powiem wprost: piszesz tak dużo, że nie mam siły
                            dopatrywać się czegoś poza znakami czarnymi na białym:)
                            --
                            "chcemy wierzyć w wyjątkowość swoich zalet i powszechność swoich wad"
                    • > Mam wrażenie, że chęć realizacji w takim układzie wynika z
                      > niespełnienia w związku, w którym jesteś.

                      Wytłumaczę to tak.
                      Mam w domu obraz, namalowany dla mojej babci... Pewnie nie ma
                      wielkiej wartości ani estetycznej, ani materialnej. Ma jednak dla
                      mnie wartość sentymentalną i to ona sprawia, że chcę na niego dalej
                      patrzeć.

                      Oczywiście jakaś praca Eschera bardziej zaspokoiłaby mój gust. Mogę
                      to świadomie przyznać i pomarzyć o jej posiadaniu.
                      Przy założeniu, że w moim życiu jest miejsce tylko na jeden obraz,
                      świadomie decyduje się zachować ten pierwszy. Jest bliski mojemu
                      sercu, nie miałabym sumienia go wyrzucić lub wepchnąć gdzieś do kąta
                      bo są ciekawsze. W sumie jest ładny, budzi miłe wspomnienia i ładnie
                      się komponuje z resztą wyposażenia. O pracę Eschera musiałabym
                      dłużej zabiegać, dostosowywać do niej resztę dodatków i pewnie wydać
                      sporo kasy... Pobudzałaby bardziej moją wyobraźnie, ale musiałaby
                      być na miejscu po tamtym. To główna wada.

                      Wolę trzymać ten obraz, który mam i pooglądać sobie inne gdy tylko
                      mam ochotę... Są rzeczy z których wolę zrezygnować, żeby mieć inne
                      też ważne. Tak, nie mam wszystkiego na własność... ale to "wszystko"
                      jest dla mnie ciągle dostępne, bo mam jedną z najcenniejszych rzecz
                      świata... Wyobraźnię. Więc w pewnym sensie mam wszystko:-)

                      --
                      Czas - mój największy wróg, mój najlepszy przyjaciel...
                      • > mam jedną z najcenniejszych rzecz
                        > świata... Wyobraźnię. Więc w pewnym sensie mam wszystko:-)

                        Ladnie i obrazowo to opisalas z wdziekiem zahaczajac o uczucia.
                        Trudno sie nie zgodzic z calym wywodem.
                        Jednak wyrywajac powyzsze zdanie z Twoich slow mam ochote
                        napisac "nie". Swiat materialny to nie jest swiat uczuc. Wyobraznia
                        pozwala miec "wyobrazenie" ale nie dostarcza realnego smaku i
                        prawdziwych emocji. Zaspokajajac ciekawosc mozna sie rozczarowac
                        smakiem podlym, gorzkim i mdlacym. Wyobraznia jest bezpieczniejsza
                        pod tym wzgledem chroniac przed takimi doznaniami. Ale
                        rozczarowanie, smutek i zawiedzenie to tez kawalek swiata emocji.
                        Wyobrazanie sobie ich jest niczym wobec przezycia.
                        --
                        ON: 69? ONA: hm.... 96!
                        • Masz rację Gomory. Wyobraźnia źle użyta, może być niebezpieczna.
                          Może uzależniać (przez co hamować realne działanie), odbarwiać
                          rzeczywistość czy prowadzić do realnych działań nie koniecznie
                          pożądanych... Mam tego świadomość. Na razie jest wszystko ok,
                          rozdzielam te dwa światy ale kto wie...

                          Moje marzenia nie są i nigdy nie były idealne. Uważam, że to jest
                          nudne... Są po prostu inne niż mój realny świat. Przeżywam w ten
                          sposób różne rzeczy, tak samo niedoskonałe jak moje życie:-) Chyba w
                          ten sposób bardziej zaspakajam potrzebę różnorodności niż
                          niespełnionego dążenia do doskonałości... W moich marzeniach jest
                          miejsce dla różnych emocji, również tych złych. Może trudno to
                          zrozumieć, ale na swój sposób potrafię się nimi delektować...

                          Generalnie wyobraźnia poprawia mi humor. Mogę później spojrzeć z
                          pobłażaniem na tą górę garow w zlewie i na to, że wczoraj jak
                          wyszedł po bułki o 17 to wrócił podpity o 21:-) W czasach gdy
                          zapominam o marzeniach, trudniej mi przychodzi taka wyrozumiałość...

                          Tak się czasami jednak zastanawiam nad czymś innym... Dzięki tej
                          silnej wyobraźni mam tendencje do alienowania się. Po prostu mam w
                          życiu okresy, gdy nie potrzebuje nikogo do szczęścia. Mogę się
                          dobrze bawić sama ze sobą. Nie jest to nawet jakaś ucieczka, tylko
                          normalna potrzeba samotności, ludzie mnie nudzą i irytują. Jednak to
                          zawsze tylko jakiś etap w moim życiu, po którym przychodzi
                          przegięcie w drugą stronę i staje się w 100% ekstrawertyczna...

                          To popadanie w skrajności bardziej mnie niepokoi ale chyba już taka
                          moja uroda...

                          --
                          Czas - mój największy wróg, mój najlepszy przyjaciel...
                          • >Bzyka jedną, jak mu się znudzi, druga, jak mu się nie chce wcale dziewczyny
                            bawią się wzajemnie, jak nagle okaże się, że ich wzajemne pieszczoty go
                            rozpaliły może się dołączyć. <

                            Myślisz, że większość kobiet lubi pieścić się wzajemnie?
                            Wydaje mi się , że normą jest , jak kobieta pożąda mężczyznę i vice versa, a
                            pociąg do własnej płci jest jednak czymś marginalnym .

                            Osobiście zdarzyło mi się ze dwa razy w życiu, że jakaś laska za bardzo
                            przystawiała się do mnie i było to niefajne uczucie.
                            Myśl o tym, że jakaś kobieta mogła by dotykać mnie w intymny sposób lub co
                            gorsza zmusić mnie do tego abym ja miała jej cokolwiek robić wywołuje we mnie
                            wstręt i obrzydzenie.

                            Równie dobrze można założyć, że panom udzielającym się na forum nie
                            przeszkadzałoby gdyby kolega pchnął ich od czasu do czasu.

                            Skąd ten powszechny pogląd o ciągotkach facetek do własnej płci?

          • --
            Josh Demolka
            [img]http://www.suwaczek.pl/cache/e37b4b59de.png[/img]
            [img]http://www.suwaczek.pl/cache/2299524407.png[/img]

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.