Dodaj do ulubionych

Moja mama jest z mojego powodu w szpitalu psych.

08.12.09, 21:01
Witam!
Pomóżcie mi, doradźcie, podpowiedźcie jak się zachowywać w stosunku do mamy
teraz....Bardzo dużo przeszłam ja, moja mama i nasza rodzina(tato, młodsza
siostra). Nie dałabym rady opisać tego na tym forum ile łez wszyscy wylaliśmy(
wszyscy oprócz mamy) ile nerwów zjedliśmy, ile nieprzyjemności przeszliśmy i
jak zdeterminacją podrabiałam podpisy, używałam podstępów, jak chodziłam
bezradnie od lekarza do lekarza-jak rzucano nam kłody pod nogi, jak nie
spałam, jak błagałam mamę, jak odchodziłam od zmysłów chcąc nie dać jej
zginąć, ratować i pomóc, długo o nią walczyłam-ale mama nie chciała się
leczyć...Opłacałam najlepszych endokrynologów, załatwiałam panie z
laboratorium do pracy aby pobierały krew, uciekałam się do oszustw by
załatwiać zwolnienie do pracy dla niej, bo nie radzono sobie już z jej
zachowaniem a ja bała się o utratę pracy...żadne słowa, prośby, tłumaczenia,
płacze, krzyki nie pomagały....Czasami szukaliśmy jej nocami, ja dostawałam
pożegnalne smsy i zwalniając się z pracy w pośpiechu leciałam do domu, jak już
wiozłam do lekrza i myślałam, że jest chęć współpracy to ganiałam się z nią po
ulicach i nie zwracając uwagi na otoczenie-wyzywała mnie, na to już byłam
obojętna choć bolało....Gdy pierwszy raz wezwałam kartkę i ją zabralśmydo
szpitala psychiatrycznego, nie dałam jej tam zostać, sądziłam, że coś dotrze,
zrozumie, liczyłam nawet na cud....Z nią było tylko gorzej, żyłam od smsa do
smsa, od telefonu do telefonu. Widziałam cierpienie taty i siostry,
wiedziałam, że każdej nocy mają"meksyk"mama nie dawała im spać, chamowałam ją
przed nieuzasadnionymi potrzebami-ale ona wygrywała, udało mi się tylko
powstrzymać przed jazdą pociągiem nie wiadomo, gdzie...Wszczynała awantury w
różnych miejscach, oskarżała ludzi o kradzieże, ja pomogłam dokończyć remont
domu, bo ona nie zrobiła tego a pieniędzy i tak nie chciała dać, spłacałam jej
długi, pożyczki. Doszło do tego, że sama schudłam strasznie, żyłam w ciągłym
lęku o nią i nas, mój mąż zszedł z planu....chciałam się nią opiekować,
zajmować, ale ona nie usiedziała w miejscu, tato zupełnie bierny i załamany,
szkliły mu się tylko oczy, wybuchał, siostra, która wróciła z dalekiej podróży
nie spodziewała się zupełnie takiej mamy. Na początku była raz sobą raz nie
była, potem nie szło się dogadać, oszukiwaliśmy sami siebie, kłóciliśmy się
sami z sobą, że nie jest wariatką, ale nie daliśmy rady już, jej choroba nas
przerosła-widzieliśmy ją, ale zwalaliśmy na nadczynność tarczycy tymczasem
lekarze podejrzewają manię nie wiem jeszcze czy jedno czy dwubiegunową....Mama
jest od piątku w szpitalu....myślałam, że nam ulży a rozrywa nam jeszcze
bardziej serca....nie wyraziła zgody, wkrótce mam rozprawę w sądzie rodzinnym,
ale nie chce jej ubezwłasnowolnić, chce tylko żeby wyzdrowiała, jesteśmy u
niej codziennie-mimo, że grypa i nie wpuszczają, mama nas przytula, całuje,
rozmawia....nie rozumie nas...a może już rozumie, co mamy robić, co jej mówić,
jak się zachować, jest nam ciężko, nikt w dodatku ni ma upoważnienia do kąta,
ja pomagam tacie i siostrze finansowo, mamę leczą na tarczyce i lek na
wyciszenie, rozmawiałam z ordynatorem, w piątek z lekarzem prowadzącym będę
się widzieć. 3dnia mama podpisała papiery , że ja i siostra możemy dowiadywać
się o jej stanie zdrowia. W hospicjum piętro niżej pracuje osoba z mojej
rodziny, która zagląda do mamy też co 2, 3 godziny....szokiem było to misce,
powoli już się przyzwyczajam do niego, mama powtarza, że nie jest głupia i
chce do domu...co ja teraz mam robić, chciałam już ją zabrać po 1 dniu, ale
wiem, że skrzywdziłabym i ją i siebie...a i dlaczego ona po lekach się
trzęsie? Napiszcie co sądzicie. Dziękuję
Edytor zaawansowany
  • dr.zabba 08.12.09, 21:52
    Jedynym i najlepszym dla dobra mamy i Waszego wyjściem jest pozostawienie mamy w
    szpitalu, aż uda się ustalić skuteczne leczenie. Mama będzie wtedy mogła
    normalnie żyć, jak każdy z nas. Tego chcecie, prawda? Bardzo dobrze zrobiłaś
    wzywając karetkę/zawożąc mamę do szpitala. Nie zabieraj jej do domu zanim
    lekarze nie powiedzą, że można.
    Mania, czyli na pewno choroba dwubiegunowa, to nie wyrok. Bierze się leki i
    żyje się dalej jak każdy człowiek.
    Myślę, że podobnie napiszą osoby, które same były w szpitalu.
    --
    razemnabiegunach.blogspot.com
    kumaty.blogspot.com
  • corka-matki 08.12.09, 21:55
    Nikt nie odpisał, a ja jak na zbawienie wyczekuję odpowiedzi,zastanawiam się
    jeszcze jak to jest, mama ma świadomość tego co ona wyprawiała i jak się
    zachowywała czy nie ma? Kiedy zrozumie, że ja się martwię i, że nie umiałam
    sobie z nią poradzić, mogłabym mieć w tyłku, ale nie potrafiłam, czy będzie mieć
    żal do mnie o ten szpital? Czy mam rozmawiać o chorobie skoro powtarza, że jest
    zdrowa?Czy to normalne, że waży 46 kg? Co ona sobie myśli, kiedy do niej
    dojdzie, że musi się leczyć i brać lekarstwa?
  • lolinka2 08.12.09, 22:05
    nie wiadomo co ona sobie myśli
    i nie wiadomo co pomyśli

    nie bądź przede wszystkim córką. Bądź sobą, zatroszcz się o siebie,
    straszne umęczenie z tego postu przebija....

    P.S. Znam jedno byłe miasto wojewódzkie gdzie o. psychiatryczny jest
    nad hospicjum. Hospicjum to znam dobrze - teściowa tam umierała...
    Ciekawe - zbieg okoliczności czy jesteś z S.?
    --
    A mnie to Vichy!
  • corka-matki 08.12.09, 22:14
    Lolinka zgadłaś jestem z S i jestem umęczona-masz rację-kilka miesięcy bezsilnej
    walkisad( Boję się sama o siebie, ale nie potrafię odpuścić i się o nią nie
    troszczyć. Jestem u niej codziennie, nie mam swojego życia, ale jak mam być
    obojętna, nie emocjonalnie podchodzić do tego? Nie potrafię, bardzo ją kocham,
    może nawet bardziej niż kiedykolwiek
  • lolinka2 09.12.09, 09:56
    z chorymi jak z dziećmi, a dzieci są tym szczęśliwsze im
    szczęśliwszych mają rodziców.
    Twoja matka zatem wyjdzie najlepiej na sytuacji w której ty - jako
    osoba sprawująca opiekę - będziesz zadowolona z życia.
    W przeciwnym razie się wypalisz, a na koniec życia będziesz jej
    wypominała - może na łożu śmierci - ze wyhamowała twój postęp,
    zmarnowała ci zycie etc.
    Rób tak, żeby było ci dobrze. Wyluzowana i zadowolona zdziałasz
    więcej - także dla innych. I zrobisz to z radością, z autentycznej
    potrzeby serca, a nie jadąc "na oparach"...
    --
    A mnie to Vichy!
  • corka-matki 08.12.09, 22:11
    Dr zabba dziękuję, to mi daje siłę i nadzieję, że to może się zakończy, bo mam
    czasami obawę, że to nigdy się nie skończy i nikt tego nie okiełzna.Ja i siostra
    też boimy się o siebie, że nas może takie coś ogarnąć. Jeśli to mania to znaczy,
    że będzie też depresja czy depresja już była?Dla mnie to nowość, nowa sytuacja,
    rzeczy niezrozumiałe, ja starałam się leczyć mamę na tarczycę...ale stan się
    pogarszał i widziałam, że to już nie jest normalne niestety. Rok temu na to
    wychodzi, że też był krótki epizod, ale tłumaczyłam to sobie stresem przed moim
    ślubem, wtedy trwało to miesiąc i samo przeszło a może wpływ miały leki na
    tarczycę-bo tez mamę siłą do lekarza zawiozłam-ale wtedy jeszcze była chęć
    ratowania siebie-chyba wiedziała, że coś jest nie tak.A może już od dawna
    chorowała a ja teg nie widziałam????Że ja sama jeszcze nie zwariowałam..chociaż
    były dni, że tylko płakałam i miałam kulę w brzuchu non stop , strach mnie
    motywował do działań-przeróżnych byle ją ratować, ludzie pewnie myślą, że jestem
    podła-zamknęłam mamę w szpitalu, a co ona myśli, ja ją odwiedzam, jest
    słabiutka, wylewy na rękach, ledwo mów, dużo śpi, ma apetyt, ale mówi np. że nie
    chce mnie skrzywdzić więc nie powie co ja zrobiłam jej-chyba ma na
    myśli-podrobinie upoważnienia, by dostać zwolnienie dla niej do pracy-ma bardzo
    odpowiedzialne stanowisko a jej stan zagrażał życiu innych osób, czy ona wróci
    do pracy? Jak długo będą ją leczyć, co ma wspólnego tarczyca z tym wszystkim,
    przepraszam , że tyle pytań-ale myśli rozsazają mi głowę....tak bardzo się o nią
    martwięsad
  • tlenek-gipsu 08.12.09, 22:12
    Cała rodzina choruje, gdy jedna osoba choruje na CHAD lub inną chorobę dotyczącą zmian nastroju.
    Zostaw mamę w szpitalu, aż do momentu gdy będzie mogła bezpiecznie wyjść. Nie sądzę, żeby w sądzie miało dojść do sprawy o ubezwłasnowolnienie, pewnie chodzi o przymusowe leczenie. I tego się trzymaj.

    Leki dają czasem różne skutki uboczne, ale jest ich obecnie sporo i robi się próby - jak nie to, to tamto. One działają dość indywidualnie, ale ogólnie wiadomo jakie skutki uboczne mogą się pojawić.
    Na pewno nie takie, żeby warto było ryzykować "wypuszczenie mamy na wolność". Jeszcze nie teraz.

    A to, że tak jakby chwilami rozumiała o co chodzi, to na razie za mało, żeby jej wierzyć.

    Najbardziej mi się nie podoba, że piszesz, że to z twojego powodu.
    Jest tam, na szczęście, dzięki Tobie! smile

    Nie możemy Ci tu stawiać diagnozy, od tego są lekarze. Co najwyżej lepsi i gorsi, ale na tym etapie każdy psychiatra będzie wiedział co robić, szczególnie w warunkach szpitalnych.

    Spróbuj sama iść do psychologa, może znajdziesz terapię rodzinną? A na pewno więcej będziesz mogła zadać pytań i uzyskać prawidłowych odpowiedzi.

    Czy mieszkacie w dużym mieście?
  • corka-matki 08.12.09, 22:28
    Tlenku gipsusmile mieszkam w mieście powyżej 70tys. mieszkańców...siostra dzisiaj
    próbowała nas zapisać do psychologa, ale wychodzi na to, że zapisała tylko
    siebie na 4 stycznia, mnie aktualnie nie stać na wizytę prywatną, bo ważę każdy
    grosz-spłukałam się dzięki dla mamy...Wy jednak wiecie więcej niż ja, piszcie,
    dla mnie każda rada i wiadomość jest na wagę złota. Boję się także o jej ogólne
    zdrowie, bo wygląda tragicznie, sama skóra i kości i ciągle po lekach się
    trzęsie-to normalna reakcja? I w takich szpitalach znają się na tarczycy? Kto im
    mówi jak leki mają ustawić?
  • corka-matki 08.12.09, 22:35
    Ja kochani też myślałam, że nareszcie mi ulży i odpocznę, może dzisiaj i
    nastąpił pewien zwrot- w końcu spałam prawie 6 godzin, w końcu zjadłam
    spokojnie, ale nie mogę się uwolnić od poczucia strachu, bezsilności, dociekania
    czy czasem mama nie jest królikiem doświadczalnym, staram się sama dla siebie
    być psychologiem i się stopować, ale to łatwo powiedzieć, jestem tak silnie i
    emocjonalnie związana nie tylko zresztą z mamą bo i z tatą i siostrą, że
    troszczę się o wszystkich, doglądam jak małe dzieci, a o mamę walczę jak chra
    lwica, wiem, że ma opiekę-ale jakoś tak dużo rzeczy mi się w tym szpitalu nie
    podoba, nie pacjenci-ale warunki, podejście i to, że ma wylewy, jest okradana,
    podglądana...ach....nie chcę żeby ktoś ją faszerował w weekendy żeby mieć spokój
    tylko żeby ją leczył, w sobotę mama ledwo mnie poznała-ten widok był ogromnym
    przeżyciem dla mojej rodziny, ledwo mówiła.
  • dr.zabba 09.12.09, 12:02
    >....nie chcę żeby ktoś ją faszerował w weekendy żeby mieć spokój
    > tylko żeby ją leczył, w sobotę mama ledwo mnie poznała-ten widok >był
    ogromnym przeżyciem dla mojej rodziny, ledwo mówiła.

    Chcę się do Ciebie jakoś ciepło zwrócić, ale jak tu zdrobnić Twój nick? Najdroższa,
    początki leczenia manii lub zespołu paranoidalnego (myślę, że te dwa rozpoznania
    wchodzą w tej chwili w grę u mamy) polegają na wyciszeniu pacjenta. Wyciszeniu
    jego chaotycznej nadaktywności w świecie zewnętrznym, ale też chaotycznej,
    nieprawidłowej czynności jego mózgu. Pacjent często przesypia lub prawie
    przesypia początek leczenia i to jest dla niego bardzo dobre, pożądane działanie
    leków.
    Ja tego nie pamiętam, ale mąż opowiada, że kiedy ja w końcu wzięłam neuroleptyk,
    to ścięło mnie z nóg i spałam nieprzytomnie kilkanaście godzin. I to był
    początek zdrowienia. Sama zetknęłam się z niewłaściwym postępowaniem lekarzy (na
    internie): pacjent w manii roznoszący oddział i szpital, pod wpływem
    przekonywania przez nas młodych lekarzy (czyli świeżo po studiach, czyli świeżo
    po psychiatrii) lek. prowadzący decyduje się podać neuroleptyk, pacjenta ścina i
    śpi lub jest mocno wyciszony, cedzi pojedyncze słowa, jest spowolniały... I..
    oczywiście i niestety lek zostaje odstawiony z powodu "działań niepożądanych",
    czyli tej senności. I pacjent trwa w psychozie dalej. Źle, bardzo źle. Ta
    senność to tak bardzo potrzebne spacyfikowanie szalejącego mózgu, mózgu chorego,
    mózgu który trzeba leczyć. Na tym etapie wygląda to tak, że pacjent jest wręcz
    nadmiernie uspokojony. Ale reakcja organizmu na neuroleptyk się zmienia, z
    czasem zaczyna się funkcjonować normalnie. Ewentualnie czasem lekarz musi
    obniżyć dawkę. To dobrze, że mama jest przyhamowana.

    >....nie chcę żeby ktoś ją faszerował w weekendy żeby mieć spokój
    tylko żeby ją leczył.

    Nikt nie faszeruje mamy, żeby "mieć spokój". Mamie trzeba podawać silne leki,
    żeby jej zapewnić spokój. Obronić ją przed nią samą. To właśnie jest leczenie na
    obecnym etapie.

    Spróbuj porozmawiać z lekarzami, dostać się do nich, zadać pytania. Jak nie
    będziesz pytać, nikt Ci nic nie powie.

    >mój mąż zszedł z planu....

    To temat, na który jestem szczególnie wrażliwa. Ta nie może być, że mąż idzie w
    odstawkę, bo w pierwotnej rodzinie są kłopoty. Czy on nie chce Ci pomóc? Nie
    jest dla Ciebie wsparciem? Nie jesteście w tej trudnej sytuacji razem? Czy na
    pewno wszystko ok?

    --
    razemnabiegunach.blogspot.com
    kumaty.blogspot.com
  • corka-matki 09.12.09, 12:38
    Dziękuję, za te wszystkie wpisy bardzo, to dla mnie nieocenione wsparcie.
    dlaczego napisałam tak o mężu? Bo zupełnie przestał prawie się liczyć, jak
    zwracałam się do niego z jakimkolwiek pytaniem-bywał poirytowany, zbywał mnie
    słownie( choć wiem, że też to przeżywa)ale momentami tak samo zresztą jak mój
    tato stoi biernie, a ja czasami nie dawałam rady sama...Oczywiście ta sytuacja
    doprowadziła do tego, że musieliśmy pożyczyć tacie gotówkę, by mógł dokończyć
    remont a ja każdą swoja wypłatę wydawałam na leczenie mamy,jakieś tam opłaty, co
    nie do końca podobało się mojemu mężowi, ale nie mogłam zostawić rodzinę z
    problemem, a tato nie ma upoważnienia do mamy konta, a oddawał jej swoje
    oszczędności i tak został zupełnie na lodzie, teraz przynajmniej będzie mieć
    wypłatę, ale czy zdoła utrzymać siebie i siostrę i wspólne opłaty-hmmmm, może
    się uda a może ja znowu będę pomagać, na razie do stycznia popłaciłam część-
    przynajmniej pożyczek. Tato mój nie wiem tez czy najbardziej zmęczony z
    nas-pewnie tak, ale nie bardzo chce i potrafi o tym rozmawiać, jak ja go
    nakłaniam, mówi mi, że sama zgłupieje, bo ciągle o tym chce rozmawiać, a ja
    próbuje tylko dotrzeć do niego, żeby zrozumiał, że to jest choroba!W piątek będę
    rozmawiać mam nadzieję z lekarzem, bo dzisiaj siostra próbowała ale z marnym
    efektem-lekarz nie miał czasu, siostra się spieszyła, powiedziała tyle, że mama
    zadowolona jest dzisiaj, że jakieś bałwanki robiła( oczywiście sama stw., że jej
    najlepsze-może faktycznie)nie wiem tez kiedy ta rozprawa w sadzie, kiedy
    przyjdzie zawiadomienie i czy tylko tato czy i ja, jak to będzie wyglądać?Jak
    mamy się w Święta zachować?czy ja mogę jej powiedzieć , ze ma manie? Jak często
    ja odwiedzać, bo codziennie póki co ma odwiedzających, ale to pozwala mi
    zauważać, poznawać...Jak z powrotem do normalności? Mama będzie się wstydzić?
    Będzie ukrywać szpital czy nie?Ja nie ukrywam tego faktu, cóż tak się stało po
    prostu...Czy jeśli rok temu jestem pewna zdarzył się pierwszy zauważalny epizod
    to mogła nie wiedzieć, że to mania czy sama myślała, że to stres przed moim
    ślubem, wtedy jakakolwiek chęć leczenia była-początkowego.Zasypuje pytaniami,
    ale mam taka potrzebę...Jak długo trwa leczenie, można wyleczyć się całkowicie,
    czy częściowo?Mama powinna unikać stresu?Może tyle pytań na dobry początek:0
  • amb25 07.03.12, 10:45
    Witaj
    Wiem,ze Ci ciezko. Mojmaz tez byl ilka razy w szitalu psychiatrycznym, bierze tabletki.
    W psychiatrii tak na prawde kazdy pacjent jest krolikiem doswiadczalnym - bo tu nie ma zadnych testow. Lekarstwa dobiera sie na zasadzie - jak pomoga to dobrze a jak nie to trzeba zmienic. U jednych z tymi samymi objawami maga dzialac rewelacyjnie u innych wprost pzeciwnie.
    Moj maz bral mnostwo tabletek, ale gdy dostawal drgawek - to zmniejszano mu dawke albo zmieniano tabletki. W ulotkach ktore czytalam, dgawki czy trzesienie sie sa zwykle wskazaniem, ze dawke nalezy zmniejszyc lub lekarstwo zmienic na inne. Dziwi mnie tez, ze ona cie nie poznaje. Moze ma zle dobrane tabletki? A moze to skutek uboczny tabletek i za jakis czas przejdzie. Poczatek leczenia moze byc trudny. Zapytaj lekarza.
    Jakie wylewy ona ma? O to tez mozesz zapytac lekarza, skad sie wziely. Jesli podejscie do pacjenta ci sie nie podoba to mozesz skontaktowac sie z rzecznikiem praw pacjenta i sprobowac przeniesc matke do innego szpitala. To okradanie i podgladanie to bym probowala wyjasnic i zglosci nie wiem do ordynatora, rzecznika albo na policje. Nie wiem jakie sa mozliwosci.
    Uwazam, ze jesli pacjent ma pelnoobjawowa manie to lepiej dla niego byc w zamknietym szpitalu, przynajmniej mniej glupstw zorbi smile, ktorych pozniej bedzie zalowac, no i wy sobie odpoczniecie.
    No i przy tej chorobie musisz zrozumiec, ze tak na prawde to jedyne co mozesz zrobic to wspierac matke, zeby sie leczyla, a i na to czasem mozesz nie miec wplywu i to nie twoja wina.
  • corka-matki 07.03.12, 11:00
    Dziękuje, ale chyba jakieś dawniejsze moje wypowiedzi czytałaś - było tego trochę... Sytuacja co rocznie się powtarza mimo iż przepracowywałam ten temat nie raz i nie dwa z mamą - najwidoczniej nie dopuszcza myśli, że musi brać leki-pewnie odstawiła.....najgorsze, że pracuje z małymi dziećmi i od 3 lat ma takie wybryki i trafia do szpitala, zwolnienia i znowu praca i choć obiecuje to jest jak jestsad...ciągle ją ratuje z opresji i staram się by zderzenie z rzeczywistością nie było zbyt bolesne aby nie złapała doła...mama nie ma depresji , ma tylko manie, zresztą nie wiem czy ma stwierdzoną chorobę czy nie....
  • corka-matki 09.03.12, 11:58
    forum.gazeta.pl/forum/w,15184,134021091,134021091,Jak_to_rozwiazac_.html?wv.x=1
  • corka-matki 02.01.13, 11:06
    Z jakiegoś powodu znowu tu jestem, wypieram myśli, że tym razem się uda, tym razem nic mamie nie będzie.
    Czy to nie dziwne, że jak co roku znowu zaczyna strasznie chudnąć? Czy wszyscy którzy mają manie chudną tak?W ciągu tygodnia chyba z 8kilo.Dlaczego nigdy nie miała depresji?Czy to na pewno czad? I ta wola -chora tarczyca. Znowu bulwa jak 'druga głowa". czy to tarczyca powoduje ta manie czy ten czad, czy to mania się zbliża czy nie, jak to ona czy leki pomogą ja stłumić, może obyć się bez szpitala....tysiąc pytań mi znów wiruje...
    Szczerze pogadać się nie da, a na moje jakiekolwiek zwracanie uwagi-mama ma wytłumaczenie jak zawsze( a może ja taka przewrażliwiona bo to ten czas, podobne jak nie te same symptomy?) Stwierdziła, że się nie pomalowała na sylwestra, bo zaraz by były uwagi, że się zaczyna malować czyli pobudzona Leki bierze czy nie, kto wie....ma je, a czy łyka?
    Niby oprócz tej chudości i troszkę większej energii nic innego nie jest jeszcze niepokojące, ale jakoś nie daje mi to spokojusad Tak tylko się wyżaliłam. Lepiej wtedy.
  • lolinka2 02.01.13, 15:18
    sezon, koleżanko, sezon na kaczki smile
    i trzeba przywyknąć, że będzie tak samo co sezon oraz że trzeba się mentalnie od tego odciąć, bo skończysz na tym samym oddziale.
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • czubata 02.01.13, 20:45
    Chudnie się, się chudnie.
  • 39.a 03.01.13, 20:50
    czytam ostatnio sporo o buddyzmie, którym intensywnie interesowałam się i kiedyś. dużo ożywczych myśli. w głęboką praktykę bez nauczyciela jednak nie wchodziłam nigdy - można odlecieć w obszary całkiem nieznane.

    czytam więc o praktykowaniu współczucia. wiem, że terapia może zmierzać do mentalnego odcięcia się od chorej matki/ojca, szczególnie chorego psychicznie. buddyzm nazywa taki stan budowaniem ochronnego pancerza, odrzucaniem własnym "nieładnych" aspektow. zrodziła mi się też bardzo przytomna myśl: co wtedy, gdy nasze własne dzieci odrzucą matkę-wariatkę, obłąkanego ojca?

    pisałam kiedyś, że świadomie unikam znajomości z osobami o tej samej diagnozie, albo też zwyczajnie depresyjnych. obecnie wysłuchuję "on mnie porzucił, cierpię". bardzo to dla mnie trudne, ale staram się nie uciekać...
  • 36.a 08.12.09, 22:27
    Witaj,
    nie zrobiłaś NIC ZŁEGO, umieszczając Mamę w szpitalu. Ona jest chora i tam obecnie ma byc jej miejsce. Zachowania wyglądają na manię...ale od diagnoz jest lekarz. Postaraj się odpocząć. Mama jest pod opieką, Ty bywaj u niej, ale odpocznij.

    --
    Nieważne ile przed nami zim
  • corka-matki 08.12.09, 22:44
    Wiem jestem bardzo upierdliwa, ale słuchajcie czy to prawidłowe, że nikt ze mną
    nie rozmawia? Nikt i nie wyjaśnia co jest mamie, jak przebiegać będzie leczenie,
    co prawda ordynator przeprowadził ze mną i siostra wywiad i "coś" tam wspomną,
    że mania, zaburzenia przez nieleczoną tarczycę być może....Jak to długo potrwa?
    Jak święta-nie dadzą nam jej do domu tak? Ja na ten moment wszystko już
    wybaczyłam, nie mam żalu chce ją tylko zdrową z nami a czasami to nawet chorąsad
    Nie miałam z nią bardzo dobrych kontaktów, ja taka córka tatusia byłam, ale
    teraz zrobiłabym dla niej wszystko....
  • 36.a 08.12.09, 22:50
    Na ile to możliwe, postaraj się podejść do sprawy ze spokojem. Mama dostanie przepustkę na Święta albo i nie. Jeśli nie, to znaczy, że lepiej aby była w szpitalu. Lepiej dla niej.

    Obawiam się, że polskie szpitale to nieme szpitale. Powiedzą Ci, co jest bliskiej osobie jak będziesz bardzo naciskać. Naciskaj.

    I jeszcze raz: postaraj się podejść do sprawy spokojnie. Mama daleko, pod opieką, to wytchnienie dla Ciebie. I to nie jest podejście egoistyczne.
    --
    Nie oczekuję już/Od życia samych róż
  • corka-matki 08.12.09, 23:00
    Wiem,wiem dziękuję. W takim razie idę spać,może zasnę, nadzieja w baranachsmile
    Piszcie, będę z radością czytać wszelkie info-jestem złakniona wiedzy na ten temat.
  • lolinka2 09.12.09, 10:00
    raczej nie ma w twoim mieście dobrego psychologa, wg mojej wiedzy....
    (doświadczenia z kilku lat mieszkania mojego tamże i kilkudziesięciu
    lat mieszkania męża tamże...)
    co do tarczycy - zab. endokrynologiczne mogą powodować wahania
    nastroju, stąd ustabilizowanie hormonalne leży w dobrze rozumianym
    interesie pacjenta.
    Lekarze etc. - idzie się do gabinetu i prosi o informacje. Pytania
    szczegółowe, nie szeroko ogólne czy opisowe. Pytaj o konkrety. I
    wtedy się idzie dogadać... niestety umiejętności komunikacyjnych &
    interpersonalnych nie kształcą na medycynie...
    --
    A mnie to Vichy!
  • awanturka 09.12.09, 11:56
    Niestety dopiero dzisiaj zaglądam do internetu. Co mogę napisać? Przede wszystkim to, że pod wszystkim co napisano do tej pory mogę się podpisać.

    Bardzo dobrze się stało, że mama trafiła do szpitala. Nie masz się za co obwiniać bo to najlepsza rzecz jaką mogłaś zrobić dla mamy w tej sytuacji. Moim zdaniem (i pewno nie tylko moim) absolutnie nie naciskaj na lekarzy by wypisali ją ze szpitala gdy tylko nastąpi jakaś poprawa. Czekaj aż sytuacja ustabilizuje się do konca (jest możliwe, ze szpital zechce się mamy pozbyć wcześniej - NFZ płaci tylko za 2 miesiace pobytu, potem już koszty obciążają bezpośrednio szpital).

    Mama w miarę normalizacji nastroju powinna powoli rozumieć co się działo, jaki był jej stan i zaakceptować to, że umieszczona ją w szpitalu. Przeważnie tylko w manii człowiek upiera się, że jest zdrowy - jak się nastrój stabilizuje - przychodzi refleksja.

    Co do ubezwłasnowolnienie to nie wiem co masz zrobić, naprawdę nie wiem...

    Ale pomysł nie jest całkiem niedorzeczny.

    Jak mama jest w tym stanie łatwiej będzie Ci takie ubezwłasnowolnienie uzyskać, potem będzie trudniej bo stan mamy się mniej lub bardziej poprawi.

    Przecież jako córka kochająca matkę w stanach normalnego lub zbliżonych do normalnego nastroju nie będziesz w żaden sposób ograniczać jej wolności osobistej a jak znowu będzie tak źle (nie musi tak być ale nie można tego wykluczyć)- będziesz mogła bez problemów podejmowac decyzje jej dotyczące - przecież uzyjesz swoich uprawnień dla jej dobra a nie przeciwko niej!

    Inną sprawą jest jak mama przyjmie to, że ją ubezwłasnowolniłaś. Niewiele piszesz jaka mama była przed chorobą w związku z tym nie mam pojęcia jakiej reakcji mamy mogłabyś się spodziewać (mam na mysli reakcję, gdy już mama będzie w stanie realnie ocenić sytuację i zda sobie sprawę z choroby).

    Jeszcze parę słów na temat "zdawania sobie sprawy z choroby". Bardzo rzadko zdarza się, ze osoby których nastrój się ustabilizował i utrzymuje się stabilny przez dłuższy czas nie są w stanie ocenić swojego porzedniego stanu i upierają się, że są nie są chore. To zaprzeczanie to raczej efekt manii.

    Jakby po ustabilizowaniu nastroju dalej upierała się, że jest chora to się odezwij - wiem jak można sobie w tej sytuacji poradzić radzić (naczytałam się tych poradników różnych, oj naczytałam...) i mam tą wiedzę sprawdzoną w praktyce.

    Na razie bądź znami - tu są ludzie znajacy problem - tu znajdziesz radę, zrozumienie, a przedewszystkim wsparcie psychiczne...

    Bądź dzielna (wiem, że jesteś) i zadbaj też o siebie. Mając zszarganą psychikę i zdrowie fizyczne nie wiele będziesz w stanie mamie pomóc (chyba się powtarzam... ktoś już tu o tym pisał).


    Pozdrawiam! awanturka
  • majagor 09.12.09, 13:25
    Nie zliczę ile razy ładowaliśmy mamę na siłę do samochodu i zawoziliśmy do szpitala.
    Nie zliczę ile razy wymuszaliśmy w różny sposób na niej podpisanie stosownego
    papierku.
    Nie zliczę ile razy ona uważała nas za wrogów, za tych co robią jej źle i jej
    nie kochają - dlatego zamykają ją w szpitalu.
    Nie zliczę ile razy czułam się źle, gdy zostawiałam ją tam, a sama wracałam ze
    łzami w oczach do domu.
    Może 50 razy, może 100? Nie wiem. Nie potrafię tego określić. Byłam chyba zbyt
    mała, by liczbowo to ogarnąć..

    Teraz już tego nie robię. Ponad 10 lat mama nie potrzebowała hospitalizacji. Ale
    doskonale pamiętam uczucia, emocje jakie ogarniają bliskich zamykających na siłę
    swoją ukochaną osobę.
    Mama moja tylko w manii uważała, że szpital to kara dla niej, że krzywdę jej tym
    robimy. Teraz doskonale wie, że nie mieliśmy innego wyjścia. Musieliśmy ratować
    ją i siebie..

    Ja nie mogłam jej codziennie odwiedzać w szpitalu. Dzieliło nas ok. 100 km, ja
    miałam szkołę [którą zaniedbywałam, jak mamę dopadała mania i musiałam ją w domu
    pilnować], ojciec miał pracę. Mogłam do niej jeździć 1-2 razy w tygodniu..
    Ale ja jej szpital po pewnym czasie traktowałam jako wybawienie. Nie tyle dla
    niej. Ale dla mnie samej. Gdy tam przebywała - w końcu czułam się bezpiecznie, w
    końcu mogłam spać spokojnie, w końcu bez obaw wracałam ze szkoły do domu.
    Wiedziałam, że w szpitalu ma dobrą opiekę, wiedziałam, że dbają tam o nią i że
    po jakimś czasie wyjdzie z niego w lepszym stanie.

    Mam tylko jedną uwagę do Ciebie. Nie zabieraj mamy ze szpitala dopóki lekarze o
    tym nie zdecydują. Tym jej nie pomożesz. Gdy wróci za szybko, jeszcze szybciej
    będzie musiała tam powrócić..
    I dbaj o siebie. Mocno dbaj. Bo Ty też jesteś w tym wszystkim bardzo ważna!

    --
    "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
    Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich,
    was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
  • corka-matki 09.12.09, 15:03
    Domyślam się, że nie ja jedyna i moja rodzina przez coś takiego
    przechodziliśmy, może nawet inni mieli dużo gorzej.Zastanawiam się tylko co ma
    wpływ na to wszystko? Stres, geny, leki?Mama używała kilka razy określenia:mój
    świat-chyba ona wiedziała, że coś się z nią dzieje, czuła, ale chyba nie dała
    rady nad tym zapanować a później już zupełny brak kontroli tylko oskarżenia,
    krzyki i jej lekkomyślne zachowanie i odpowiedzi zupełnie nie na temat, jakby
    niewiążące. ja ja proszę, żeby nic nie mówiła, dala troszkę spokoju a ona: A
    miód kupiłaś, mówiłam, że chce miód!!!!!!!!! Ile ty zarabiasz a ile ja? A za 10
    minut:dlaczego płaczesz? Masz problemy?I wkoło tak Macieju, najbardziej
    przezywałam jej pracę, ona twierdziła, że jest najlepszym pracownikiem, jest ok
    a ja tylko słyszałam, że wychodzi na papierosa tyle razy:co chwile, chodzi w
    słuchawkach na uszach, jest nieznośna, kłóci się, gada non stop, puszcza głośno
    muzykę, wyrzuca do kosza potrzebne rzeczy, ciągle gdzieś dzwoni, pisze...już
    wolałam mieć ją przy sobie w domu, ale gdzie tam, nie usiedziała-nosiło ją!I ten
    wyraz twarzy!!!!Jakby była obłąkana, te jej miny, gadanie do siebie, ale jak się
    zapytałam, do kogo mamo ty mówisz? To się płoszyła i mówi:a tak do siebie mówię
    sobie co mam robić!Dużo pustych sms-ów tez wysyłała albo jakiś buziek...i
    zakupy, ciągle mówiła, że nie ma w czym chodzić, nie ma butów-a to nie prawda!
    Albo, że nie ma co jeść i krzyczała jak wchodziłam do domu, dlaczego nie ma
    mleka...od 2 msc miała tez okres non stop, na jogę latała a nam kłamała, że
    idzie do lekarza, i kościół-rano, wieczorem-już o 3 w nocy potrafiła wstawać i
    szykować się do kościoła!A jak zabierałam ja do siebie w weekendy, to po 20
    minutach już chciała iść do domu, jakoś tam ja zatrzymywałam sposobami, to ona,
    że chce spać, ja ściele to ona, ze chce jeść ja gotuje to ona, że chce na
    spacer-nie nadążałam...
  • corka-matki 10.12.09, 11:30
    Ewelino, jasne, że rozumiem twoja postawę i rozumiem, ze ta choroba może
    człowieka umęczyć, także ok, ja mam silny mechanizm obronny wobec bliskich-tak
    mi się wydajesmile
    Awanturko jasne, że czytałam twojego posta. Widzę, że dużo możesz udzielić mi
    cennych informacji i przydatnych sposobów na walkę z tą chorobą. Co do mamy to
    rok temu, chyba czuła, że coś się z nią dzieje, ale też chyba był brak
    świadomości, że to mania, dlatego też zgodziła się na leczenie tarczycy, w tym
    roku zaczynało się podobnie, nie wracałyśmy zbyt często do tamtej sytuacji.
    Takie tylko nazwijmy wspominki i przebłyski z mojej strony i rodziny. Mama sama
    broniła się stresem przed ślubem. teraz tez w szpitalu nie rozmawiam o manii,
    tylko mowie, że jak lekarze cie podleczą to wyjdziesz i, ze oni o tym decydują,
    bo ja chciałabym już.
  • awanturka 10.12.09, 11:55
    Teraz to nie jest dobry czas, żeby rozmawiać o chorobie.

    O chorobie trzeba rozmawiać jak mama się dobrze czuje i to wtedy poczynić wspolne ustalenia na okoliczność gdyby kryzys się powtórzył. Na rozmowę trzeba wybrać moment jak najlepszego, stabilnego samopoczucia mamy.

    A jak teraz czuje sięmama? jest lepiej? jakie są efekty leczenia?

  • corka-matki 10.12.09, 12:14
    W mojej ocenie wygląda to tak:na pewno się wyciszyła,nie krzyczy, nie jest
    wybuchowa, nie ma gonitwy myśli, odpowiada na temat, ale ma jeszcze zapędy te
    swoje, np. siedzimy i sobie rozmawiamy w odwiedzinach a ona chce wstawać i już
    nam coś oddawać, przynosić, my mówimy , ze spokojnie później a ona jakby się
    paliło,upiera się też nadal, że musi do wa-wy jechać porobić badania, bo jej
    lekarz każe a nie miało miejsca nic takiego no i ma różne wymagania i
    potrzeby-zrozumiałe, ale codziennie chce papierosy i to mnie już denerwuje.
    Wczoraj siostrze zdawało się, że była zadowolona jakby to sanatorium było i
    opowiadała jej, że była jakaś terapia zajęciowa i jej praca była najładniejsza,
    dzisiaj zobaczę co dalej...Ale tez pochwaliła personel, że w końcu robiąc jej
    zastrzyki panowie nie musieli jej 4 liter oglądać tylko robiły to kobiety i
    skarżyła się, że jest pokuta, ma wylewy, że tutaj trzeba mieć nerwy, bo różni
    ludzie są i że nie sądzi, że tutaj przytyje, uprała sobie spodnie sama tam, ale
    jak powiesiła na kaloryfer to jedna pani dostała furii. Powtarza tez, ze nie
    chce mnie skrzywdzić, ale może powiedzieć co ja zrobiłam, ale całuje nas i
    przytula i ciągle śpi.
  • ewelina30sl 09.12.09, 17:41
    witaj; nad czym się roztkliwiasz dziewczyno - kawał życia Ci mama
    zniszczyła. Nie pora zacząć się nim w końcu cieszyć - mój ojciec
    choruje od 15 lat i za nic nie chcie się zgodzić na leczenie - " bo
    przecież on jest zdrowy " - w okresach manii jest mistrzem
    manipulacji - mnie wpędził w kilkuletnią regularną depresję i
    problemy .... - wyciągnęłam się dzięki pomocy kogoś , kto w tej
    chwili jest dla mnie wielkim oparciem - moja mama postanowila
    niedawno również skończyć ten koszmar z całego serca jej gratuluję -
    ludzie nie dajmy się zwariować - nie można podpożądkować swojego
    życia komuś choremu - są jeszcze inni wokół nas, a poza tym życie
    jest całkiem fajne - miałam kiedyś sporo do czynienia z alkoholizmem
    i wiem , ze bodźcem do uświadomienia sobie swojego problemu jest
    pozbawienie źródła siły do picia - mam wrażenie że w tym wypadku
    siła do leczenia może przyjść u twojej mamy z siły osamotnienia -
    mimo wszystko trzymam kciuki - E
  • corka-matki 09.12.09, 20:27
    Cenie wasze wypowiedzi, są zawsze jakąś wskazówką i pozwalają ukierunkować się
    do niektórych spraw obiektywnie, ale bez przesady, swój rozum mam również.
    Troszkę przeszłam, ale nie mam póki co depresji z tego powodu, jakoś się
    trzymam, może nie mam idealnej kondycji psychicznej z uwagi na całą sytuację,
    ale jakaś trzeźwość umysłu ie pozwala mi się zgodzić, że mama zniszczyła mi
    życie. Może gdyby to trwało 15 lat pewnie skłonna bym była do takiego
    uogólnienia, na tym etapie mama moja troszeczkę naodstawiała, ale głównie sobie
    narobiła mniejszych czy większych problemów ja nad swoim życiem panuję. Tym
    razem mogła liczyć na moją troskę i pomoc, bo to zaledwie 2 epizod, nie wiem
    przy którym bym wymiękła, no i zdecydowanie mogę teraz faktycznie nabrać sił i
    złapać oddech podczas jej pobytu w szpitalu. Skoro tam trafiła to też nie bez
    powodu, jakiś moment kulminacyjny nastąpił, szkoda mi i uważam, że to normalne,
    ale racjonalni podchodząc do tej sytuacji wiem, że z pożytkiem dla wszystkich
    mam nadzieję tam jest. Chcę by wyzdrowiała i chcę żeby to już nigdy nie wróciło,
    a w razie co chce wiedzieć jak mam się z tym zmierzyć. Największy minus tej
    sytuacji to też zdrowie mojego taty-on choruje na stawy i właśnie zwija się z
    bólów, zaczyna się...
  • awanturka 10.12.09, 10:21

    Napisz, proszę jak mama się zachowywała między epizodami a najważniejsze - co myslała o tym co jej się przytrafiło za pierwszym razem. W manii raczej nie ma co liczyć na to, ze zrozumie swój stan, ale ważne jest by chciała się leczyć i współpracowac z wami i lekarzem.

    Jak ty ty widzisz??

    A tak przy okazji - zauważyłaś mojego poprzedniego posta???
  • madena5 18.12.09, 12:00
    miałam kiedyś sporo do czynienia z alkoholizmem
    > i wiem , ze bodźcem do uświadomienia sobie swojego problemu jest
    > pozbawienie źródła siły do picia - mam wrażenie że w tym wypadku
    > siła do leczenia może przyjść u twojej mamy z siły osamotnienia -
    > mimo wszystko trzymam kciuki

    Tylko, ze alkoholika mozna wyleczyc, a to jest przewlekla choroba
    umyslowa.
    Co ja poradze ze te neuroprzekazniki zle pracuja?
    Stres z powodu osamotnienia tylko poglebi chorobe
  • sensitivelive 09.12.09, 19:07
    Dzięki bliskim być może dzisiaj żyję. Pobyt w szpitalu nie należy do
    super wspomnień,ale nie było to dla mnie jakieś traumatyczne
    przeżycie.
    Mama też Wam podziękuje smile Pozdrawiam.
  • corka-matki 09.12.09, 20:31
    A i jeszcze takie pytanko: Czy choroba dotyka niezależnie od wieku? Mama moja ma
    48 lat. I czy możliwe, że wcześniejszych epizodów mogłam nie zauważyć....jak
    wiele ich jest w życiu? Czy może być stan lekkich manii?
  • dr.zabba 09.12.09, 20:53
    Mogło być tak, że nikt nie zauważył. Najczęściej choroba ujawnia się w drugiej
    lub trzeciej dekadzie życia. Mojej pierwszej hipomanii (to właśnie jest ta
    "lekka" mania) nie zauważono, a ja nie wiedziałam jeszcze, że taki stan może
    być. Ile epizodów? Nie ma określonej liczby. Jest też podział chadu na typ I i
    typ II. W pierwszym dominują manie, w drugim depresje z hipomaniami. Ale ja bez
    wątpienia mam typ II, a manię przechodziłam. W psychiatrii, moim zdaniem,
    granice są czasem pozacierane.

    --
    razemnabiegunach.blogspot.com
    kumaty.blogspot.com
  • corka-matki 09.12.09, 21:06
    Jakaś jasność, zaczynam rozumieć, ale skoro chorzy biorą leki, to wraca im
    mania? Czy jak odstawiają leki to wraca i muszą brać całe życie czy jakoś jak
    czują ,że nadchodzi? Ile najwięcej można mieć epizodów?Wydaje mi się, że moja
    mama jednak manie, chociaż zdarzyło jej się minutę zapłakać w tej fazie.
    A ktoś ma doświadczenia ze szpitala, czy tam uczą chorych o tej chorobie, mówią
    im na co cierpią?Czy chorzy może potem sami dociekają informacji jak ja to
    czynię teraz?

    Znalazłam opis dawny-pisałam wtedy na forum endokrynolog. Jak oceniacie tą
    fazę?Oczywiście to były początki.
    JESTEŚMY JUŻ TAK BEZRADNI(JA, TATO, MŁODSZA SIOSTRA), ŻE ZWRACAM SIĘ Z PROŚBĄ NA
    TYM FORUM JAK NALEŻY POMÓC MOJEJ MAMIE, CO MOGĘ ZROBIĆ?
    OD 3 TYGODNI JAKBY TO ŁAGODNIE NAZWAĆ MOJA MAMA "NIE JEST SOBĄ", W CIĄGU 2
    TYGODNI ZRZUCIŁA 10 KG A I TAK ZAWSZE BYŁA OSOBA SZCZUPŁĄ, DRŻĄ JEJ RĘCE, MA
    PODWYŻSZONA TEMPERATURĘ CIAŁA-CZĘSTO ZDARZA JEJ SIĘ WYCHODZIĆ NA DWÓR W SAMYM
    SWETERKU, BO TWIERDZI, ŻE JEST GORĄCO.OSTATNIO MAŁO SYPIA, 4 DOBY WCALE NIE
    PRZESPAŁA I ZACHOWYWAŁA SIĘ ŁAGODNIE UJMUJĄC "DZIWNIE" SŁUCHAŁA RADIA I ŚPIEWAŁA
    SOBIE CAŁĄ NOC, JEST TAKA JAKBY ROZTRZEPANA, CZASAMI WYGADUJE GŁUPOTY-NIBY MA Z
    NAMI KONTAKT, ODPOWIADA LOGICZNIE, ALE ZNAJĄC JEJ DAWNE ZACHOWANIA TYCH NIE
    POTRAFIMY ZINTERPRETOWAĆ, WSZYSCY STARAMY SIĘ BYĆ MILI I POMOCNI, ALE NIE DAJEMY
    RADY(TO MNIE BOLI ). MAMY ŚWIADOMOŚĆ, ZE MAMA MA NADCZYNNOŚĆ TARCZYCY, NAWET MA
    TAK WIELKA GULĘ NA SZYI, ŻE PRZYKRO PATRZEĆ....DO TEGO MA ASTMĘ, KIEDYŚ TARCZYCE
    LECZYŁA, W TAMTYM ROKU JAKBY W WYNIKU STRESÓW PODOBNIE SIĘ Z NIĄ DZIAŁO, ALE
    DAŁAM RADE NAKŁONIĆ JA PRYWATNIE NA LEKARZA, JEDNAKŻE ZANIECHAŁA LEKÓW I LEKARZA
    Z POWODU ŹLE JAK TWIERDZI DOBRANYCH DAWEK-FAKTYCZNIE BYŁO Z NIĄ ŹLE...TERAZ
    NIESTETY ŻADNA NASZA DOBRA WOLA NIE SKUTKUJE, JEJ ZACHOWANIA WYPROWADZAJĄ NAS Z
    RÓWNOWAGI, JUŻ SAMI NIE WIEMY CZY TO NASTĘPSTWA NIELECZONEJ CHOROBY CZY JAKIEŚ
    ZABURZENIA PSYCHICZNE? NIBY NIKT Z OTOCZENIA NIE JEST W STANIE SIĘ CZASAMI
    ZORIENTOWAĆ, ŻE COŚ NIE TAK, ALE MY NIE MOŻEMY SIĘ Z NIĄ DOBRZE DOGADAĆ JAK
    KIEDYŚ I ZADZIWIA NAS, ŻE ONA CAŁY CZAS JEST PRZEMIŁA, MOMENTAMI PYTA O RZECZY O
    KTÓRE NIE NALEŻY PYTAĆ, CZY MOŻE Z NAMI NP. WRÓCIĆ SAMOCHODEM JAK JEDZIEMY W
    DANE MIEJSCE I WRACAMY RAZEM, CO JEST NP. LOGICZNE, MA ROŻNE MOMENTY-CZASAMI
    WYDAJE MI SIĘ, ŻE WSZYSTKO DOBRZE, CZASAMI-JEST ŹLE-POTRAFI GADAĆ I GADAĆ I
    MÓWIĆ STO RAZY-NIE JESTEM GŁUPIA!
    DZISIAJ IDE DO LEKARZA RODZINNEGO-MOŻE DA MI JAKIEŚ SKIEROWANIA I JAKOŚ NAMÓWIĘ
    DYREKTORKĘ Z PRACY , ŻEBY JAKO KOLEŻANKA JEJ DAŁA I POROBIŁA W OBAWIE O ZDROWIE
    , NIE WIEM CO JESZCZE Mogę ZROBIĆ, SIOSTRA PŁACZE, TATO SIĘ DENERWUJE A MNIE
    SAMĄ NERWY ZJADAJĄ

  • dr.zabba 09.12.09, 21:49
    A depresję to mama kiedyś miała?
    Raczej mania, ale od diagnozy jest lekarz, jak już z wcześniej napisano.
    Są trzy rodzaje leków w chad (niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę).
    Stabilizatory, antydepresanty i neuroleptyki. Rozmaicie się je w różnych
    okresach choroby bierze. Raczej na stałe.
    Czy się choruje mimo leków? Tak, jak w każdej innej chorobie jest możliwość
    wystąpienia epizodu. (np. leki na chorobę wieńcową nie dają pewności, że nie
    wystąpi zawał) Często też trzeba czasu i, co za tym idzie, kilku epizodów zanim
    dopasuje się właściwy układ leków.
    Ile najwięcej epizodów. Nie będę już pisać, poszukaj na forum, w necie, co to
    jest rapid cycling.
    --
    razemnabiegunach.blogspot.com
    kumaty.blogspot.com
  • corka-matki 09.12.09, 21:56
    Dzięki dr.zabba, uczę się o tej chorobiesmile siedzę i czytam całe to forum,
    nadrabiam. Depresja?!-mama jej chyba nie miała albo ja nie zauważyłam. Bywały
    momenty smutku, przygnębienia, a nawet przytycia ale jak u każdego. O tym tyciu
    napisałam, bo to dla mamy był wtedy dramat a wyglądała jak człowiek i to było na
    pół roku przed manią.Moja mama raczej należy do aktywnych ludzi i takich
    specyficznych. Kilka łów , które ją obrazują: Dobra, pomocna, inteligentna,
    zwariowana, szalona, wysportowana ale od dawna niektóre jej zalety mnie drażniły!
  • dr.zabba 10.12.09, 11:59
    Od diagnozy są lekarze. A mi przychodzi do głowy takie pytanie: czy mama była
    kiedykolwiek zdezorientowana? Nie wiedziała, gdzie jest? nie wiedziała, kim Wy
    jesteście? Pisałaś gdzieś, że pytała, czy może z Wami wracać samochodem. Nie
    poznawała Was? Czy zdarzało się, że nie wiedziała, jaki to dzień, miesiąc, pora
    roku?
    I bardzo ważne pytanie, które zadała już awanturka: jak oceniała, już w stanie
    zdrowia, swój pierwszy epizod sprzed roku?
    --
    razemnabiegunach.blogspot.com
    kumaty.blogspot.com
  • corka-matki 10.12.09, 12:26
    O dziwo mama zawsze pamiętała wszystko, a z tym powrotem-pamiętała nas, tylko
    np. twierdziła, że skoro siostrę zabieramy z lotniska to ona wróci pociągiem, bo
    dla niej nie ma miejsca, a było oczywistym faktem, że jest, takie niedorzeczne
    wypowiedzi i komunikaty w drodze powrotnej typu:siku chce, pic chce-jak dziecko,
    a na lotnisku zero reakcji takiej jaka miałaby na przylot córki, po paru
    miesiącach , nawet gdzieś mi się szwedała, a to toaleta a to sklepy a to ona
    kawę kupi a wiadomo jakie ceny, będąc sobą nie byłaby zainteresowana, papieros
    za papierosem, rozmawianie z nowo poznanymi ludźmi i śmiech tak jakby nie
    pasujący do sytuacji...raz to samo pod sklepem, że wezwie taksówkę, bo się nie
    zmieści do auta, bo my kupiliśmy mebel.
    Ale raz od 9 rano do 21 wieczorem jej nie było i mówiła, ze spacerowala jak
    sie znalazla sama w domu, ale ile mozna spacerowac, tel. byl wyłaczony
  • awanturka 10.12.09, 18:33
    Na moje oko to albo nie ChaD albo CHD+coś jeszcze. To co opisujesz to raczej rzeczy, które nie są związane z CHADem.

    A ile mama ma lat??
  • dr.zabba 10.12.09, 19:06
    A TK głowy kiedyś miała? (tomografię komp.)
    --
    razemnabiegunach.blogspot.com
    kumaty.blogspot.com
  • ewelina30sl 09.12.09, 22:04
    Może troszeczkę za ostro zareagowałam na twoją opowieść- wybacz - ale mnie ta
    choroba już znieczuliła- prosiłam,błagałam,płakałam nic-to piekielnie boli jak
    najbliższa ci osoba śmieje ci się w twarz- jak grochem o ścianę - to był kiedyś
    mój ukochany tata- ale teraz- no cóż wielka pustka - życzę Tobie , siostrze i
    tacie najwięcej na świecie powodzenia wierzę że dacie radę wyprowadzić mamę z
    problemów i mam nadzieję, że wszystko się ułoży - tylko błagam ponad wszystko -
    nie zapominajcie w tym wszystkim o sobie - to chyba da wam się - mnie
    daje-powodzenia- E
  • ditta12 10.12.09, 12:32
    Nie wiń się za to ze Twoja mama jest w szpitalu.Też byłam wiosną-chad z
    manią.Sędzina która pojawiła się w szpitalu wydała wyrok o przymusowym leczeniu
    bo nie podpisałam zgody i mój pobyt tym samym się przedłużył.
    Ważne jest żebyś odbudowała swoje relacje z mężem bo on stanowi i stanowić
    będzie oparcie dla Ciebie w takich sytuacjach.Zdystansuj się do wszystkiego.Wiem
    że Twoja mama nigdy by sobie nie wybaczyła gdyby coś się zepsuło w Twojej
    rodzinie.Ona wyzdrowieje i znów będzie sobą,kryzys już zapewne minął i cudownie
    będzie jej wrócić i widzieć że wszystko jest w porządku.To nie jej wina ani
    niczyja że ma takie stany.Tak to już jest i uwierz mi że po powrocie do świata
    najbardziej ucieszyło mnie to że nie ma zbyt wiele szkód po tym epizodzie.Nie
    wybaczyłabym sobie najbardziej gdyby moja córka ucierpiała.Cenię ją za to że
    traktuje to na zimno i tak trzeba.
    Głowa do góry.
  • corka-matki 10.12.09, 12:41
    No dobrze a jak z powrotem o pracy?Oto martwię się najbardziejsad
  • dr.zabba 10.12.09, 12:53
    o tym będziecie myśleć później. nie wiadomo teraz w jakiej formie mama będzie.
    mama może potem być pół roku na zwolnieniu, potem możliwy jest urlop w celach
    rehabilitacji. dużo osób z forum normalnie pracuje. na dobrze dobranych lekach
    funkcjonuje się w miarę normalnie. może trzeba będzie zmienić pracę? gdzie teraz
    mama pracuje? w bardzo trudnych przypadkach możliwe jest uzyskanie renty.
    ja jeszcze nie wiem, czy wrócę do dawnej pracy. obecnie korzystam z urlopu
    wychowawczego.
    --
    razemnabiegunach.blogspot.com
    kumaty.blogspot.com
  • corka-matki 10.12.09, 13:07
    Mama pracuje w żłobku. Ma 26 lub 27 lat pracy, miała 2 letnią przerwę-ale wtedy
    tez pracowała-to było jak rozwiązali jej wcześniejszą placówkę. Boje się oto czy
    mając takie doświadczenie życiowe praca z małymi dziećmi będzie możliwa?Wiem, że
    z medycyny pracy lekarz może wydać taką opinie, prawda?No trudno co ma być to
    będzie, ale nie chce by mama została bez środków do życia a w jej wieku różnie
    jest z tym szukaniem pracy, już raz to przechodziła, dlatego była niezwykle
    wdzięczna i uradowana gdy dostała te pracę. Moja mam jest osoba pracowita i
    bardzo kreatywną.
  • ditta12 10.12.09, 13:08
    Ja straciłam pracę ale jak pisze dr.Zabba nie to jest teraz najważniejsze.Mam
    rentę i nadzieję że znajdę sobie pracę.Piszesz ze mama wciąż prosi o
    papierosy.Na oddziale tak już jest że chory dużo pali a do tego inni pacjenci
    wciąż proszą o papierosy.Kup mamie najtańsze i może daj znajomej,tej która ją
    często odwiedza niech ona wydziela mamie paczkę dziennie i tylko tyle, wtedy
    zacznie oszczędzać albo też poprosi innych.Mnie wciąż ginęły rzeczy w szpitalu
    niestety.
  • corka-matki 10.12.09, 14:33
    Nie może stracić pracy, musi ją mieć, by spłacać swoje pożyczki i by później nie
    mieć doła...Ja wierzę, że wyjdzie z tego, wyleczy się i wróci do pracy. Kiedy
    nie można wrócić?
    A najbardziej ciekawi mnie kwestia, kiedy zrozumieliście, że macie manie?
    Powiedział wam lekarz, czy sami dociekaliście?Przeraziło to was? Jak stosunek do
    samego siebie się zmienił?Czy chcieliście się wyleczyć, czy nadal
    twierdziliście, ze specjalistycznej pomocy nie potrzebujecie?
  • ditta12 10.12.09, 14:55
    Manie trudno mi było wychwycić.Byłam szczęśliwa nieprzytomnie,czułam że jest nie
    tak bo nie spałam ale nie chciałam tego zmienić.Wydawało mi się że to inni nie
    mają racji.Byłam pewna wtedy że jestem zdrowa a rodzinie się coś wydaje.Były
    omamy wzrokowe ale one mi nie przeszkadzały,wręcz przeciwnie.Byłam jak w bajce i
    nie chciałam tego przerwać.Taka jest mania.Brak samokrytycyzmu,nie wiem,to
    trudne dla mnie,bo gdy coś boli to wiadomo ale jak Ci jest wesoło ,fajnie,jesteś
    gdzieś w obłokach to co ,pójdziesz do lekarza?Teraz to wiem ale gdy przyjdzie
    mania to dla mnie jest wszystko fajniejsze,czuję że wszystko mogę a inni się mylą.
  • corka-matki 10.12.09, 15:04
    ditta12 ale wiesz teraz przecież, że to mania jest, kto pierwszy ci to
    powiedział? Lekarz? Rodzina? widzisz moja mama potrafiła wcale nie spać-ale brak
    snu i jego zaburzenia tłumaczyliśmy tarczycą i ona też w to wierzyła, może nawet
    teraz myśli, ze leczy się tylko na tarczycę a dostaje przecież neuroleptyk.A w
    szpitalu pacjenci rozmawiają ze sobą o chorobach?
  • ditta12 10.12.09, 15:35
    Widzisz,kochanie to jest tak.Po czasie,analizując wszystko teraz wiem że to była
    maniana ale gdy byłam pod jej władaniem miałam żal do wszystkich,to trwało.Teraz
    wiem.To jest bardzo trudne dla takich jak ja.Nie wiem kiedy kogoś
    krzywdzę,jestem w stanie euforii i to już ciągnie się latami,na szczęście są
    stany remisji,nawet dziesięć lat nie chorowałam.Nie potrzebne jest mi
    współczucie córki(26 lat)chcę tylko mieć świadomość że nie jest u niej żle bo
    inaczej bym już dawno ze sobą.........tego nie napiszę bo po co.
    Córko matki!Utrzymaj to co kochasz,co jest ważne dla Ciebie,ja sobie poradzę i
    Twoja mama też.Wyjdziemy z tego wcześniej czy póżniej.Tobie trzeba budować swoją
    przyszłość.Tylko pamiętaj o fajkach dla nas,nie rozpieszczaj ale Twoja obecność
    jest ważna reszta sama się jakoś ustali.Żyj swoim życiem i ciesz się bo my chore
    matki kochamy nasze córki i one muszą być szczęśliwe.
  • lolinka2 10.12.09, 18:02
    ditta, witaj z powrotem w świecie żywych smile nie miałam okazji Ci tego
    wcześniej napisać.
    --
    A mnie to Vichy!
  • ditta12 10.12.09, 19:49
    lolinka2 napisała:

    > ditta, witaj z powrotem w świecie żywych smile nie miałam okazji Ci tego
    > wcześniej napisać.

    Witaj Lolinko!
    Czy to świat żywych to nie jestem pewna.Zawsze z duchami jestem za pan bratwink
  • corka-matki 10.12.09, 22:04
    Jestem wściekła, nabuzowana...nie na siebie, na chorobę. Byłam u mamy. Jutro ma
    kogoś z sądu i nie wiem czy ma leki które nie działają, czy ja przyszłam na zły
    moment czy może jej nie dali nic, bo jutro z sądu ktoś przyjdzie...a z drugiej
    strony jak dadzą i się wyciszy i będzie chwile sobą i wyjdzie?
    Jeju dzisiaj przychodzę i widzę tę radość na twarzy, to pobudzenie i już robię
    się podejrzliwa. Od razu z siostrą dostaje karteczkę co mamie potrzeba. Np.
    lakier do włosów-no kurcz rozumiem szampon, ale to nie sanatorium!Ale ok,od razu
    słyszę, że fajki chce-a przecież codziennie kupuje ja i ciocia-ile można
    palić-ja na te fajki nie wyrobie. Na karteczce też było napisane, że chce
    kolczyki takie ładne co w tamtym roku dostała na prezent,kosmetyki i żebym o
    tuszu nie zapomniała. Potem żądała żebym jej buty eleganckie przyniosła, bo
    przecież jutro wychodzi-ja jej mówię, że ma sprawę, a ona , że przecież nie jest
    chora, powie, że wychodzi. Próbowałam by podpisała pismo, że od grudnia jej
    wypłata wpływać będzie na konto( moje konto)to będę jej kupować jedzenie, robić
    jej opłaty-ale za nic w świecie, powiedziała, że pożyczy od mojego męża. Kupiłam
    jej karty do tel. to wydzwaniała do mnie, taty, siostry informując, że tyle i
    tyle tato ma dać pieniędzy mi a tyle siostrze i na jej potrzeby i była
    zadowolona, że tak wymyśliła-czułam tę jej dumę. Podpisała tylko upoważnienie
    reprezentowania jej w sprawie spadkowej po babci-a to w styczniu jest więc nie
    rozumiem wychodzi jutro dlatego nie chce żebyśmy tykali jej pieniążki a na
    styczeń podpisać się godzi?Już ma koleżanki w szpitalu, jakieś takie sekrety-bo
    między sobą mówiły jakoś dziwnie. Codziennie ma dla nas reklamówkę do prania,
    szampon litrowy, które jej kupiłam -już go nie ma-pierze w szpitalu rzeczy non
    stop a przecież przynosimy jej czyste i zabieramy brudne. Jedna pacjentka
    powiedziała dzisiaj, że nasza mama to pedantka, że coś ma kropkę to już pierze.
    Potem cioci mówiła, że żałujemy na nią pieniędzy, że nic jej nie chcemy
    kupować i inne bzdury...Kupiłam j też dwie karty do telefonu-głupia ja jej
    dałam. Wolę jak jest po lekach wtedy mi jej szkoda, cierpię, chcę ją mocno
    przytulić dzisiaj mi jej wcale nie szkoda, jakoś zła jestem,starałam się być
    miła mimo wszystko, ale zobaczyłam znowu nie ją, do tego dowiedziałam się, że ma
    kolejne długi za jakieś kosmetyki i kobieta w pracy jej szukała-ach!!!! Oby
    tylko ten sąd nie był ślepy!
  • ditta12 10.12.09, 23:33
    Mama nie wyjdzie tak szybko,trzeba żeby jej dobrali leki i poobserwowali.Mania
    jest w pełni tak myślę i mama jest wkurzona na Was za swój pobyt w
    szpitalu.Jeżeli chce papierosy to powinna dać Ci pieniądze,powiedz jej to.Gdy
    zażyczy sobie czegoś co nie jest niezbędne to mów że zapomniałaś lub że nie
    możesz znależć.To wszystko trzeba przetrwać i jak już pisałam na zimno traktować
    bo inaczej się nie da.
  • czubata 10.12.09, 19:25
    O istnieniu czegoś takiego jak mania i wogóle choroba dwubiegunowa dowiedziałam
    się nieco w szpitalu,przy pierwszej hospitaljzacji,ale to była dosłownie
    namiastka tego czego się potem dowiedziałam czytając książki i poradniki na ten
    temat.Ale sam fakt że szpital psychiatryczny i choroba psychiczna był
    szokujący,i pogodziłam się z tym niedawno po dwóch latach.Wcześniej czułam że
    jest coś nietak bo zaczełam powtarzać pewne wzorce o których obiecywałam sobie
    że nigdy taka nie będe.Chodzi mi o moją siostre o której chorobie dowiedziałam
    się dopiero gdy trafiłam do szpitala.Nienawidziłam zachowań mojej siostry,miałam
    być inna a tu prosze...Gdy byłam w szpitalu zadzwoniła i powiedziała;witaj w
    rodzinie...I otworzyła się przedemną rodzinna
    tajemnica,mama,siostra,brat,wszyscy mocno zruinowali sobie życie,teraz moja
    kolej.To była tak nowa dla mnie rzeczywistość że musiałam dłuuuugo to
    analizować.Z drugiej strony poczułam ulgę,że nie jestem,nie jesteśmy ja i moja
    rodzina złymi ludżmi,przeklętymi jak wcześniej sądziłam,tylko chorymi.A życie z
    tą chorobą to ciągła nauka i popełnianie tych samych błędów,mam nadzieje że
    ostatecznie z dobrym skutkiem.Mam dużo w tym wszystkim szczęścia,bo trafiłam do
    szpitala,mam pomoc lekarską.Moja mama,to było 22 lata temu tego nie miała i
    zginęła.Doznałam ostatnio prawdziwych chwil ukojenia i zdrowia,po dwóch latach
    leczenia.MOgłabym tego ukojenia nigdy nie doznać gdybym się nie leczyła.

    czasem uśmiecham się przez łzy
  • drugikoniecswiata 11.12.09, 01:18
    dużo pytasz, rozumiem zdezorientowanie, ale w takich podstawowych kwestiach może
    spróbuj poczytać coś nie tylko na forum, które z natury rzeczy jest
    fragmentaryczne i subiektywne? wtedy łatwiej o jakieś uporządkowanie myśli chyba.

    podstawowe info:
    www.medforum.com.pl/upload/fil/pol_artsp/Murawiec%20broszura%202007%20_2.pdf
    moim zdaniem najlepsze 2 książki "fachowe"
    1) Janusz Rybakowski "oblicza choroby depresyjno-maniakalnej", termedia, 2008
    2) Papolos Dimitri, Papolos J. PRZEZWYCIĘŻYĆ DEPRESJĘ, Dom Wydawniczy REBIS
    [wbrew tytułowi - nie tylko o depresji, też o chad]

    no i z beletrystyki -
    Kay Redfield Jamison, "Niespokojny umysł"

    --
    Im bardziej Prosiaczek zaglądał do środka, tym bardziej Puchatka tam nie było...
    Poszedł na przyprawę do północnego bieguna i znalazł bloga, najpierw jednego, a potem drugiego. Zajrzyj na bieguny,
    zostaw ślad!
  • kajka68 11.12.09, 07:54
    Ditta ma racje- witam Cie- i mocno przytulam.Potrzeba troche czasu ,aby
    zrozumiec chorobe i nie stac sie jej niewolnikiem-Przede wszystkim popełniasz te
    błędy co ja- za pierwszym razem pobytu męza- oj też sie czułam winna- tym
    bardziej,ze tesciowa na kazdym kroku mi to wypominała ,ze zamknełam go w
    szpitalu-jak mówią lekarze-nie zamknęłas- uratowałas jej lub czyjeś życie-bo nie
    zawsze ale czesto jest ono zagrozone.
    powiem ci ja też jezdziłam codziennie - az mnie ordynatorka opieprzyła i
    powiedziała ,ze siostry dostana zakaz wpuszczania mnie jesli będę przyjezdzała
    cześciej niz raz na tydzień.I teraz po drugim razie wiem ,ze miały racje.Teraz
    jak maz był jezdziłam raz w tygodniu- przywoziłam to co było potrzeba- jesli cos
    mi sie wydawało absurdalne nie wiozłam tylko mówiłam ,że nie uwazam żeby mu było
    potrzebne ,albo zapomniałam.Jesli sie wściekał- łapałam za klamkę i mówiłam ok-
    w takim razie wychodzę.Albo groziłam ,że nie przyjadę wiecej- i powiem Ci ,że to
    naprawde działa we własciwym kierunku- im mniej dawałam sobą manipulowac tym on
    bardziej się starał być normalniejszy,ludzki.
    Trzesienie sie ,sztywność karku ,splątanie- myslę ,ze mamę pacyfikują
    haloperidolem-mąż miał to samo,a na wychodne dostał zastrzyk który uwalnia sie
    przez dwa tygodnie-wciaż jest taki,ale juz inaczej myśli.bierze leki- tylko nie
    moze usiedzieć w miejscu,ciągle kraży po domu- no ale to skutki uboczne.Acha jak
    nie przyjeżdżałam i nie przywoziłam to nagle dostałam telefon z nr konta i nagle
    pieniadze się znalazły- moze jasno i wyraznie powiedz mamie ,ze nie macie juz
    kasy i nie macie skad pozyczyc.Dlatego nie mozecie jej przywozić rzeczy...bo was
    nie stać.I trzymajcie sie tego!!! myslę ,że szybciutko zmieni zdanie.Wiem ,że w
    tej chwili takie zachowanie wydaje Ci się okrutne,ale uwierz też tak za
    pierwszym razem myslałam - lekarka miała rację -tylko takie zachowanie daje
    efekty- sama to widzę.
    A sądem sie nie przejmuj to normalna procedura jesli chory nie wyraza zgody.Po
    prostu sąd zmusza chorego do leczenia- i na miłosć boską nie zabieraj mamy ze
    szpitala- krzywda jej sie nie dzieje- a wręcz przeciwnie.Daj lekarzom czas na
    ustawienie leków i spacyfikowanie manii.Nie licz na to,ze wyjdzie cudownie
    odmieniona i zdrowa- to potrwa,potem jeszcze was czeka czas zanim dojdzie do
    siebie,i na ten czas kiedy wróci daj sobie wytchnienie- musicie nazbierac dużo
    siły dla siebie ,zeby przetrwać.Mąż wrócił tydzień temu ze szpital;a ...i teraz
    potrzebuję siły ,zeby mu pomóc...ale jakos iewiele ich mam...był tym razem
    miesiac i chyba trochę za krótko...jakby co to pisz.Mam trochę popsutego kompa
    wiec mam nadzieję,że sie nie zawiesi na amen ...jakby co to odpiszę
    poxniej...pozdrawiam ciepło
    --
    Jak na mój gust, jesteśmy najbardziej pogiętym stadem na Ziemi.(Epoka lodowcowa)
  • corka-matki 11.12.09, 09:19
    kajka68 Jak to drugi raz? Jeju znowu to wróciło?Nie miał dobrze dobranych leków
    czy nie brał?
    Co do konta moja mama nieźle wykombinowała, ze tato bierze pieniążki niedługo,
    wiec damy radęsmileno i moja wypłata a jak ona wyjdzie to odda...
    Jestem dalej taka nabuzowana i wściekła, nic mi nie przeszło,mama od 4 rano
    wydzwaniała do nas-jednak głupotą były te kartki. W dodatku ona dla innych jest
    przemiła tylko do nas krzyczy i wczoraj w szpitalu jedna matka, która ma tam
    córkę, powiedziała, mama pewnie niedługo wyjdzie...załamka! Po wczorajszym dniu
    boimy się z siostrą jej powrotu w takim stanie.To chyba nigdy się nie skończysad
  • corka-matki 11.12.09, 10:51
    Bunt!
    Siostra poszła właśnie do mamy, ale nie dostanie spódnicy ani kabaretek ani
    kolejnych kart do telefonu a ni fajek!Spódnice i bluzkę może dostać jedynie na
    wyjście całkowite, ma dresy, inne spodnie i bluzki.
    Fajki zacznę dostarczać co 2/3 dzień. Koniec litości!Tylko jedzenie i podstawowe
    środki higieniczne i chyba proszek zakupie , bo na szampon nie wyrobię.
    Czy ktoś ma doświadczenie z sądem, jak to wygląda w przypadku przymusowego
    leczenia, kiedy nas wezwą, dlaczego teraz tylko mama?
  • ditta12 11.12.09, 11:32
    Po kilku dniach pobytu w szpitalu(nie dostawałam leków bo nie zgodziłam się na
    leczenie)przybyła Sędzina z protokolantką na spotkanie tylko ze mną.Zapytała
    dlaczego się znalazłam w szpitalu ale wcale nie wysłuchała mnie tylko nakazała
    złożyć podpis zgody na leczenie pod tekstem którego nie mogłam odczytać bo był
    sporządzony ręcznie przez tę protokolantkę.Odmówiłam i wyszłam.Była na mnie
    bardzo zła i powiedziała że mój pobyt wobec tego będzie dużo dłuższy.Zostałam
    skazana z art.23 który mówi że stanowię zagrożenie dla siebie i innych.Nie
    zrobiłam nic przeciwko swojemu życiu ani życiu lub zdrowiu innych. Potem
    otrzymywałam serię przymusowych zastrzyków.W końcu zgodziłam się brać leki
    doustnie.Potem zostałam wezwana przez lekarza wraz z córką gdzie miałyśmy
    wyjaśnić całe zajście.Wyszłam ze szpitala po trzech miesiącach będąc w stanie
    manii z urojeniami która powoli zmieniła się w depresję z kolejną
    diagnozą-chad.Poprzednio byłam leczona na:depresję,paranoję,psychozę
    schizoafektywną i wreszcie to.
  • corka-matki 11.12.09, 11:41
    ditta12! To oni wypuścili cię chorą?Doleczyłaś się czy dalej było z tobą
    źle?Brałaś leki, chodziłaś do lekarza?Ja z siostrą już Pani ordynator opisałyśmy
    co mniej więcej przeszłyśmy, ale czy my też mamy czekać na jakieś wezwanie czy
    nie jeszcze?A jak mama podpisze dokument to co? A jak nie to ma szanse być
    dłużej?Jeśli dziś nie wyjdzie to wścieknie się? Jak to na nią wpłynie, bo
    wczoraj przekonana była o tym, że wychodzi!
  • ditta12 11.12.09, 12:52
    Lekarz wie tylko tyle ile pacjent sam mu powie.Podawane leki za każdym razem w
    innych dawkach działały na mnie raz usypiająco ,innym razem pobudzały
    nadmiernie.Teraz Twojej mamie pomoże lekarz.Gdy już wyjdzie ze szpitala i będzie
    pod opieką psychiatry wtedy możesz zasugerować lekarzowi jaki jest obraz mamy z
    przed choroby bo Ty znasz ją najlepiej a on ustawi leki na tej podstawie.
    Odwiedzaj mamę,opiekuj się nią ale rób to rozważnie i bez nadmiernych emocji,to
    wszystko co możesz.Nie pozwól sobą manipulować jak Ci tu wszyscy radzą.
  • corka-matki 11.12.09, 13:34
    Siostra była u mamy, najpierw ekstremalnie przywitała ja lokatorka, potem inne
    osoby a to ja całowały a to witały siębig_grinobrze już tam nas znająsmile Mama nie była
    zadowolona , bo nie dostała spódnicy eleganckiej i szpilek-ale dalej
    przeświadczona o swoim wyjściu w dniu dzisiejszym, jak dorwała od siostry
    kosmetyki-tak już córka nie była jej wcale potrzebna, na ten moment tylko
    strojenie jej w głowie. Nazwałyśmy mamę : "nasza fruzia" co ma "fiziu miziu".
    Siostra rozmawiała z lekarzem oczywiście, bo gotowa była uwierzyć, że mama dziś
    wyjdzie, lekarz uspokoił, że nie...to tylko jej mania.Jednak czas jej pobytu to
    około miesiąca i dalej leczenie w domu-tego się obawiałam-przecież ona nie
    weźmie od nas lekarstw-będzie okłamywaćsad((((( Podobno też jej mania nie jest
    taka najgorsza, są gorsze....no taksad((Nie wiem czy się cieszyć tym czy płakać.
    Bo z jednej strony super, bo może wróci do normalnego życia a z drugiej boimy
    się jej rychłego powrotu choroby, całej tej sytuacji, rozmów a jeszcze tydzień
    temu chciałyśmy ją zabrać a teraz tak jakbyśmy jej nie chciały-nie tyle jej , co
    tej choroby. Ona tak, choroba nie!!!!Okres jej się skończył całe szczęście i
    tarczyce leczą na podstawie mojej recepty wydanej nad wyrost-na to wyszło, nie
    było konsultacji z żadnym internistą, ale twierdzą, że wyniki nie są takie złe,
    w normie-powiedziałam telefonicznie, że ja współpracuje z endokrynologiem i pyta
    mnie się na jakiej podstawie leczą ją na tarczycę, kto jest specjalistą i w
    oparciu o co, było zmieszanie, mam nadzieję, że teraz to sobie przemyślą.
    Powiedziałam też tego, że boje się mamy powrotu do domu, boje się, że nie będzie
    zażywać leków, poprosiłam o kontynuacje leczenia po szpitalu, lekarz przyjmuje
    na kasę chorych.Może już mamę zapiszę.wspomniałam, że całą noc dzwoniła do nas,
    że za bardzo ją rozpieszczamy i stopujemy już. Tak więc dzisiaj nie idziemy do
    niej więcej, bo rozczarowanie będzie brakiem powrotu do domu. Jutro ja
    odwiedzimy i zobaczymy jakie podejście, co z sądem. Lekarz zadowolony, że z mama
    jest kontakt, bo odpowiada, nie ma tego stanu i słowotoku i odpowiadania z
    kosmosu, nie do tematu.Dzisiaj nawet koleżanka z pracy zwróciła mi uwagę, że jak
    lekarz powiedział na początku, że mama wyjdzie za miesiąc tak się cieszyłam, że
    nie dłużej a teraz taka niepocieszona jestem.
  • czubata 11.12.09, 17:05
    Boisz się swojej matki.Powiedziałabym nawed że sama przeżywasz coś w
    rodzaju psychozy,psychozy na jej punktcie,i odczuwasz głęboki lęk.Po
    śmierci mojej matki zaopiekowała się mną moja o 13 lat starsza
    siostra.Od maleńkości przyglądałam sie scenom niemalże z horroru.To
    jest coś o czym jest nawed trudno wspominać.Moja siostra zorała mi
    psychike,i nawed jako dorosła odczuwałam przed nią lęk.Kilka lat nie
    miałam z nią kontaktu,aż do momentu kiedy usłyszałam swoją
    diagnoze.Moja choroba pozwoliła mi ją zrozumieć i przebaczyć
    jej.Jesteśmy teraz sobie bardzo bliskie,bardziej niż kiedykolwiek w
    życiu,i moja siostra jest mi teraz skarbem ze swoim wieloletnim
    dośwadczeniem chorobowym.Ona sama też się zmieniła,nauczyła się jak
    sobie radzić ze sobą.Niejest zdrowa,jest szczególnie trudnym
    przypadkiem,ale w całej swojej tragedji ma bardzo pozytywne i
    autoironiczne podejscie do sprawy.Sama otwarcie opowiada o swoich
    wyczynach maniakalnych w tak zabawny sposób że możemy się tylko
    śmiać.No bo ile można płakać?Czas nas uczy pogody,czas goi rany,czas
    pozwoli ci zapomnieć,kiedy już twoja matka dojdzie do siebie,a
    napewno dojdzie.Mania nie trwa wiecznie.Jest zupełnie zrozumiałe że
    niechcesz by wracała do domu,bo teraz odpoczywasz,chociarz może tego
    nie czujesz.I masz do tego prawo.Ja bym ci nawed poradziła byś sama
    poszła do specjalisty,do psychiatry,bo po tym wszystkim depresja
    czai się tuż za rogiem.Wykożystaj ten czas dla siebie i swojego
    samopoczucia,i nie zakładaj najgorszych scenariuszy że ją wypuszczą
    chorą.Sama wiem po sobie że niejest tak łatwo opuścić szpital
    psychiatryczny,nie wystarczy powiedzieć -chcę wyjść-i otwierają
    przed tobą dżwi oddziału.Skoro mame mają ubezwłasnowolnić to tylko
    jeżeli ty się uprzesz by wyszła szybko, będą w końcu musieli ją
    wypuścić,ale ty tego nie rób.Ja byłam najdłużej w szpitalu 2
    miesiące,bo nalegałam na wyjscie,ale byłam w dobrym stanie i nie
    byłam z nakazu sądowego.Zgłosiłam się tam sama i po kilku dniach
    chciałam już wyjść,ale strategicznie mi to wyperswadowywali bo
    wiedzieli że to jeszcze nie czas.Po dwuch miesiącach dopiero uznali
    że niema przeciwwskazań,bo takowych faktycznie już nie było.Szpital
    odpowiada za to kogo wypuszcza na wolność.Współpracuj z lekarzami a
    wszystko będzie dobrze.Daj czas sobie i swojej mamie.W tej chwili
    niema dla niej lepszego miejsca na świecie niż to w którym jest.Może
    trudno ci będzie uwierzyć,ale po opuszczenia oddziału wielokrotnie
    za nim tęskniłam,bo to co się wydawało tak straszne,okazało się
    zbawieniem i spędziłam tam też wiele dobrych chwil.Szpital
    psychiatryczny nie ma za zadanie chronić świata przed chorymi,lecz
    chronić chorych przed światem,który nas tak bardzo męczy.

    czasem uśmiecham się przez łzy
  • corka-matki 11.12.09, 17:48
    Czubata masz talent do pisaniasmilehehe...Ja jednak nie chce ubezwłasnowolnić mojej
    mamy. Tylko przymusowo leczyć-to różnica, ja uważam, że będąc zdrowa jest
    stanie o siebie sama zadbać, bez mojej nadopiekuńczośći. Zmęczenia już nie
    odczuwam a strach przed chorobą(nie mamą tylko powtarzam chorobą-jest myślę
    zrozumiały, bo to coś nowego,nieprzewidywalnego, coś co doprowadza do chorych
    działań i zachowań). Gdyby miała być leczona 3 msc zdążyłabym ze wszystkim a
    miesiąc to jak dla mnie tak szybko, że nie zdążę nazwijmy to "pozamiatać po
    mamie" i podszkolić się z zakresu tematyki tej choroby. Uważam jednak, że mam na
    tyle mocny i silny charakter, że przetrwam jeszcze nie jedne tornada i jej
    górki, z tym, że chcę już takich ekscesów oszczędzić siostrze i tacie, który ma
    chore kości.
  • corka-matki 11.12.09, 17:52
    I nie boje się swojej mamy. Przecież codziennie prawie ją widzę, boje to złe
    słowo, które użyłam, może obawiam albo niepokoi mnie byłoby właściwsze,
    pozdrawiam. Dziś jadę z mężem do taty i siostry, a jutro jak wrócę od mojej
    fruzi napiszę więcej jak postępy. Kiedyś dam jej to przeczytaćsmile
  • ditta12 11.12.09, 23:03
    Dużo zdrowia dla Twojej Fruzi-mamy(fajnie ją nazywasz)smile
    Nic nie mów nikomu z mamy pracy,wymyśl coś gdyby ktoś pytał,coś sensownego bo
    ludzie jak to ludzie nie znają tej choroby i obawiają się Bóg wie
    czego,filmy-horrory oglądają.To takie załamanie gdy dużo różnych rzeczy się
    nazbiera i człowiek nie daje rady przeskoczyć.
  • 38takatam 12.12.09, 09:31
    Bylam w szpitalu 13 tygodni.Warunki-zle.Obskurne wnetrza,lozka-
    tapczany,brudne sciany.... Bylam na oddziale otwartym.Kiedy sie
    zaaklimatyzowalam-poznalam super ludzi,ludzi ktorych nie mozna
    spotkac na ulicy. Osoby te nadwrazliwe jak ja dobrze wiedza co to
    depresja czy drazliwosc. Nikogo nie trzeba udawac,mozna byc soba i
    czuc sie akceptowanym.
    Oczywiscie,ze pacjenci rozmawiaja o swoich chorobach,lekach,rokowaniach.

    Tylko nie wiem jak jest z ta praca.Nam nie wolno pracowac z dziecmi?
    Gdzies to kiedys tu na forum wyczytalam....
    Lekarz z medycyny pracy po miesiecznym zwolnieniu chorobowym bedzie
    chcial wypis ze szpitala-co na tej podstawie orzeknie?

    Dziekuje Ci za zalozenie tego tematu. Pozwolil mi spojrzec na siebie
    oczami moich bliskich.
    Szczerze powiedziawszy,moja choroba przeraza mnie do dzissad

  • corka-matki 12.12.09, 17:13
    Dzień pt."Mój uśmiech na twarzy".

    Odwiedziłam dzisiaj naszą "fruzię" i miło się zaskoczyłam. Mama wyglądała
    ładnie(oprócz jej szkieletowatej sylwetki). Miała ułożone włoski, lekki make up
    i wytuszowane rzęsysmile.Wpuściła nas ciocia. Dzwoniła do nas wcześniej, bo miała
    karteczkę od mamy-jej potrzeby. Od razu wyeliminowałam:lakier do włosów, żel,
    pieniądze. Wszystko inne zakupiłam bez dwóch zdań. Ograniczam się teraz do
    środków higienicznych i jedzenia. Dokupiłam jej tylko nową bieliznę i skarpetki.
    Pojechałam z mężem, miałam od niego dziś duże wsparcie i ciepłe słowa. Weszliśmy
    na oddział-od razu siwo od fajek-istna mgła.Zupełny brak ograniczeń a przecież
    nie wszyscy lubią dym i smród!Mijałam te same twarze i widziałam nowe. Od razu
    przyglądali się mojej przezroczystej reklamówce, co niosę mamie. Oczywiście u
    cioci zostawiłam co trzeba, mamie niosłam tylko niezbędne rzeczy.
    Zmieniono jej sale, bo ją okradli-nie ma zegarka, który ode mnie dostała i
    kilku kosmetyków. Ale nie wiem czy to było głównym powodem przeniesienia. Teraz
    mama ma same spokojne panie na sali. Dwie nawet rozmawiały przez telefon.
    Chyba przychodzi pierwsza refleksja....Popatrzyła na mnie i powiedziała:Niuniu
    jak ty schudłaś, ale jaka ładnie wyglądasz, po czym dodała, wiem, że przeze mnie
    tak schudłaś. Usiedliśmy na jej łóżku. Mąż dał jej 10papierosów( wydzielamy jej
    teraz, ciocia będzie donosić)dałam jej nowe rzeczy, wodę, jogurty, owoce.
    Przytuliłam ją o siebie to moje chucherko, pocałowałam i pytam a to o sprawę a
    to o to jak się czuje, jak tutaj na sali, mówię kto ją pozdrawia, pytam czy
    podpisze papier.O sprawie mama powiedział mi tyle, że 15-go powtórka i , że
    pytali czy zostawiła w pracy same dzieci na chwile a ona, że nie, ale dlaczego o
    pracę pytali? Papierów nie chciała podpisać, chociaż powiedziała, że jeśli do
    świąt nie wyjdzie zrobi to a na razie niech tato nam da po wypłacie, bo jej Sąd
    nie pozwolił nic na razie podpisywać-nie naciskałam bardzo, choć mówiłam, że sąd
    nic tutaj do rzeczy nie ma. Powiedziała, że odda nam pieniążki za wszystkie
    pospłacane raty i opłaty jak wyjdzie i żebym ja mówiła lekarzom, że chce ją do
    domu to szybciej ją wypuszczą a ona też nic nie mówiła w sądzie o mnie-chciała
    taki pakt zawrzeć-pokiwałam jej głową tylko i się w duchu uśmiechnęłam z tej
    mojej kombinatorki.
    Zapytałam ją czy wie dlaczego tutaj jest: Odpowiedziała pytająco:tarczyca? Ja
    mówię jej, że też, ale jest coś jeszcze i znów pytającobig_grinepresja? Więc ja też
    pytająco:A jesteś smutna i przygnębiona? Więc ona:jestem nadpobudliwa i ja do
    niej kiwająco, tak mamo odwrotność depresji, potem ją przytuliłam.Jeszcze
    posiedzieliśmy i przyszedł Pan( tzw. przyjaciel-dobrze, że go tato nie
    widział)na detoksie...Pogładził policzek mojej mamy i powiedział, że moja mm to
    dobra dusza-domyślam się, pewnie wszystkim się dzieli co dostaje od nas.Całe
    szczęście długo z nami nie siedział a mama jeszcze przy nim tłumaczyła się, że
    ten Pan wie, że mama ma męża i rodzinę.I wszystko byłoby pięknie gdyby nie to,
    że powiedziała jak zdarta płyta, że musi do a-wy na badania jechać. Jutro tato z
    siostrą idą do mamy ja mam dzień dla siebie.
    Jestem dziś spokojna i zadowolona i oby tak już było do końca jej pobytu.
  • ditta12 12.12.09, 17:37
    córka -matki napisała:
    > .O sprawie mama powiedział mi tyle, że 15-go powtórka i , że
    > pytali czy zostawiła w pracy same dzieci na chwile a ona, że nie, ale dlaczego
    > o
    > pracę pytali?

    O co tu chodzi?Czy któremuś z dzieci coś się stało?
  • corka-matki 12.12.09, 17:41
    Nie nikomu nic się nie stało, zawsze jest tak, że jest jeszcze inna osoba na
    grupie, a mama po prostu na fajka wychodziła i raz wyszła nie mówiąc, że
    wychodzi, ale w miarę szybko druga Pani to zauważyła i potem już nie było
    sytuacji by na mamę nie uważano. To był brak odpowiedzialności, ale nikomu z
    dzieci nic się nie stało, wręcz mamę rozpierała energia i miała jej dużo na zabawy.
  • ditta12 12.12.09, 17:51
    Aha!Nadmierne skupienie uwagi personelu na jednej z pracownic z jakiegoś "bliżej
    nieokreślonego"powodu.
    To nie paranoja ale pamiętam że podobny efekt zaistniał w mojej byłej pracy,hi hi!
  • corka-matki 12.12.09, 18:00
    Tak naprawdę to i beze mnie by zauważyli, bo ciągłe gadanie, pretensje o
    wszystko i nadpobudliwość i wrażenie, że to nie ta sama osoba długo by nie
    umknęły uwadze, tak naprawdę ja pierwsza zadzwoniłam do mamy pracy i
    powiedziałam, że niepokoi mnie stan mamy, że schudła, że nie śpi, że ta tarczyca
    a ona nie chce iść do lekarza i , że może nakłonią ją na jakiś urlop, bo mnie
    nie słucha....Takie były początki. I w ten sposób zaczęto jej się
    przypatrywać...tuż przed zabraniem ją do szpitala miała skierowanie do medycyny
    pracy-poszerzone i przyśpieszone badania okresowe, bo wcześniej długo
    namawialiśmy mamę na leczenie tarczycy, kombinowaliśmy wszyscy jak się da i
    bardziej się jej przyglądaliśmy:nagle wszyscy mówili do niej tylko o
    lekarzu-miało tego dość. Jakaś chęć współpracy momentami była-ale po 1, 5 msc.
    wszyscy mieli dość ile można badania robić, ile można do lekarza iść, ile można
    tłumaczyć, że nie mam czasu, nie mówiąc, że o własnej rodzinie mówiła źle!Jak
    dopytywałam mamę czy ok w pracy:mówiła, że tak, że się stara i jest dobrze.
  • ditta12 12.12.09, 18:10
    Córka- matki napisała:
    tak naprawdę ja pierwsza zadzwoniłam do mamy pracy i
    powiedziałam, że niepokoi mnie stan mamy, że schudła, że nie śpi, że ta tarczyca
    a ona nie chce iść do lekarza i , że może nakłonią ją na jakiś urlop, bo mnie
    nie słucha....Takie były początki. I w ten sposób zaczęto jej się
    przypatrywać...

    Kadrowa wiedząc ze jestem na rencie pyta mojego brata przez telefon:Co jest
    siostrze?
    -Ma modną teraz chorobę-depresję.
  • ditta12 12.12.09, 18:18
    Wygrałam dla mamy -Fruzi 5 paczek fajek i dobre kosmetyki na jutro do szpitala????
  • corka-matki 12.12.09, 18:26
    Wygrałam dla mamy -Fruzi 5 paczek fajek i dobre kosmetyki na jutro do szpitala
    > ????
    Nie bardzo rozumiem, hmmm?Dzisiaj jakby co dostała tylko 10papierosów a
    kosmetyki tylko potrzebne: krem, mydło szampon, chusteczki nawilżające, papier
    toaletowy i inne pierdoły. Fruzia nie może mieć wszystkiego!
  • corka-matki 12.12.09, 18:19
    Właśnie to takie trudne by inni dostrzegli co trzeba...znaczy u mojej mamy przy
    jej górce nie dało się nie zauważyć, ale tak to bywały osoby, które się w nią
    zagłębiały w rozmowę jakby nie widząc i nie czując powagi sytuacji. Przecież to
    nie jest tak, że ma się zanik pamięci, przecież moja mama wszystko pamięta, nie
    jest tez cały czas tak, że ma tę gonitwę myśli i odpowiada nie do tematu...bywa
    tak, że da się normalne rozmawiać, ale awantura o wszystko, pretensja o każdą
    rzecz i np. 20 godzin mówienia bez najmniejszej przerwy i czepianie o wszystko
    typu:nie tak ścierka, nie tak to nie tak tamto, mówiłam ci przecież to tamto i
    tak bez końca. Brak reakcji na proszenie, błaganie, uciszanie....a czasami
    nadmierna uprzejmość i radość i robienie to czego by nigdy normalnie nie
    zrobiła-wręcz można by było ją wykorzystać, bo chętnie zrobi każdą rzecz o którą
    poprosisz bez słowa i pozostaje tylko zdziwienie.Gdyby nie to gadulstwo,
    wydawanie bezmyślne pieniędzy krzyki, pretensje, okłamywanie może dałoby radę
    tak żyć.
  • ditta12 12.12.09, 18:38
    Dalej było tak:pewne kvazimodo z pracy objąwszy wysokie stanowisko podstępnie
    pod moją nieobecność do komórki się dobrawszy telefon do mego dziecka wykonało.
    a.nie chodziłam nago po pracy
    b.nie robiłam nic zdrożnego i nieetycznego
    c.nie piłam alkoholu
    d.nic nie zepsułam itd.
    Wyścig szczurów czy coś tam spowodował moje zwolnienie i teraz wreszcie mam
    spokój,siedzę w domku,wysypiam się ile wlezie bez stressów.To jest życiesmile!
  • corka-matki 12.12.09, 20:50
    Witaj ditta12, uważasz więc, że bezpodstawnie zrezygnowali z ciebie w pracy?
    Usprawiedliwiasz się, fakt to nie twoja wina, że jesteś chora, ale czy twoje
    zachowanie nie dawało im podstaw? Czasami nie trzeba latać na golasa, pić wódki
    i zrobić coś złego-czasami wystarczy jak się ma już psychicznie dosyć, ale chyba
    można dać szansę, czy ty bierzesz leki? I jeśli mogę spytać ile masz lat?Jak
    poważna jest w twojej ocenie twoja choroba?
  • corka-matki 12.12.09, 23:26
    Wyczytałam całe forum i to i to drugie-prywatne dla rodzin.
    To mam jednym słowem nieźle napuchniętą głowę.
    Przeczytałam , gdzieś o takiej osobie, gdzie po wyjściu ze szpitala dalej nie
    wierzyła w swoją chorobę-tylko zwalała na inne problemy swój stan i nie chciała
    brać leków ani się leczyć.Moja mama przeżyła 3 śmierci w rodzinie, 1 bliskiej
    osoby i po 19 latach zdechł jej pies-tak więc ma naprawdę sporo przeżyć, ale czy
    one mają wpływ na ten obecny stan?A i czy np. sąd może wezwać kogoś z pracy?Bo
    to ja powiedziałam ordynatorowi, że mama zostawiła dzieci a sędzina o ten fakt
    ponoć pytała-ale nikt mnie o szczegóły nie pytał, może to źle zinterpretowano?
    I kiedy do nas przyjdzie jakieś zawiadomienie?
    Fruzia jutro idzie na msze-chciała kabaretki, spódnice elegancką, bluzkę ładną i
    ładne buty-bo na oddział trafiła w kapciach.
    Czy jeżeli wyjdzie ze szpitala dostanie jeszcze jakieś zwolnienie z pracy?Czy
    będzie musiała się wstawić w pracy a skoro tak to będą od niej wymagać
    poświadczenia, że może pracować z dziećmi?I czy nadejdzie depresja czy nie??? Bo
    ja nie widziałam tej depresji a raczej mania chyba po następuje???? A może to
    nie jest mania? Może początki schizofrenii albo zaburzenia hormonów tarczycy,
    które wpływaj na mózg tak sugerował endokrynolog mamy. Dla niego pacjentka
    zachowywała się dziwnie.
  • ditta12 13.12.09, 11:37
    Przepraszam jeśli wyraziłam się nie tak,mogę się mylić.Pisałam tylko na
    podstawie Twoich informacji.O tym czy mama może dalej pracować z dziećmi
    zdecyduje lekarz który wydaje opinię nie pisząc jaki rodzaj choroby.To tajemnica.
    Diagnozę choroby stawia psychiatra i czasami trwa to nawet kilka lat zanim się
    upewni.Mama jest po raz pierwszy hospitalizowana i myślę że dostanie zwolnienie
    lekarskie.
    Pracowałam 17 i pół roku bez przerw i czuję dyskomfort po utracie.Mam rentę z
    orzeczeniem:niezdolna do wykonywania pracysad
  • awanturka 13.12.09, 17:17
    Mama dostanie skierowanie do lekarza medycyny pracy (jak kazdy człowiek po L_$ przekraczającym 30 dni) i lekarz medycyny pracy orzeknie czy może dalej pracować z dziećmi. Mnie się udawało zgodę na powrót do pracy uzyskać po kazdej z moich 6 hospitalizacji, po 7 się nie udało sad no i jestem na rencie... Pracowałam w szkole.
  • corka-matki 14.12.09, 08:21
    Dzień pt. "Zniknął uśmiech z mojej twarzy"
    Nie byłam wczoraj u mamy. Był tato i siostra, ja zajęłam się mężem, domem,
    trochę próbowałam się oderwać. Tylko jak mam się oderwać jak siostra wróciła
    wkurzona z wizyty w szpitalu?!
    No cóż nasza fruzia opierniczała ich zdrowo o wszystko:o brak eleganckiej
    spódnicy, brak kabaretek, brak żelu, pianki i lakieru, brak pomadki, brak
    szpilek, brak kart do dzwonienia, brak pieniędzy. Potem zarzucała tacie, że
    dzieci jej się do małżeństwa mieszają a na koniec to już twierdziła, że nie ma
    kawy, nie ma co jeść, na rodzinę liczyć nie może, że my o nią nie dbamy, że tata
    jest taki jak mąż pewnej pani która się powiesiła. Tato uległ - zostawił jej
    pieniądze! O to jestem zła najbardziej-ale nie rozmawiałam z nim, po co go
    dobijać, skoro pewnie sam wie, że źle zrobił, bo krzyczał na nas, że papierosy
    mamie zbyt często kupujemy.Oczywiście maniaczka prania dała im całą reklamówę
    brudnych rzeczy-czyli po 1 dniu.
    Siostra powiedziała, że w takim stanie jak wczoraj nie chce jej nawet na
    Święta, ja w zasadzie też...Czy oni ją w ogóle wyleczą?Dzisiaj jadę ja, może
    zwerbuję jakiegokolwiek lekarza i zapytam czy będzie jakaś poprawa czy nie.
    Powolutku widzę, że naprawdę trzeba zbierać siły na jej wyjście.
  • 38takatam 14.12.09, 09:29
    W szpitalu mialam wszystkie potrzebne kosmetyki. Jak cos sie skaczylo-zaraz
    mialam uzupelniane. To,ze jestem w szpitalu nie znaczy,ze musze o siebie
    przestac dbac...
    Papierosow palilam duuuzzzooo za duzo,bo ok 30 i nigdy mi nie zabraklo. W takim
    miejscu pali sie przewaznie z nudow i z nerwow.Mialam zapas kawy,cukru i
    wszystko co chcialam-lacznie z jedzeniem,bo w szpitalu wiadomo,slabo karmia.
    Mama jest chora-niczego nie robi Wam na zloscuncertain
    Pozdrawiam.
  • corka-matki 14.12.09, 10:01
    Oczywiście, ja też uważam, że człowiek w szpitalu powinien mieć komfortowe
    warunki, ale bez przesady jak życzy sobie wyglądać jak na akademię lub bal. Ja
    nie spotkałam jeszcze nikogo kto by w szpitalu prezentował się eleganckich
    ubraniach+szpilki!Już to, że kolczyki i łańcuszki, branzoletki ma i kosmetyki
    typu pudry, cienie, tusz uważam za dużo za dużo.Rozumiem krem, szampon, tonik,
    chusteczki nawilżające.Uważam, że ma dresy, jeansy, bluzki, bluzy i to powinno
    wystarczyć a do tego ma więcej niż podstawowe środki higieniczne. Jedzenia
    kupuję na cały tydzień-pełna lodówka-takie jak lubi serki, jogurty, napoje,
    pieczywo itp. Nie daje nam mama na nic pieniążków, nie chce głupiego papierka
    podpisać-a koszt tygodniowy mojej mamy to jak po ostatnim tygodniu około 4000zł,
    bo i dres jej piękny zakupiłam-kolor antracyt-żeby czuła się super. Nie wspomnę
    o bieliźnie, skarpetkach,aniołkowi z dedykacja na zdrowie i fajkach które też
    jej zakupiłam , ale mama i tak wydziwia, to nie takie, tamto nie pasuje, to się
    nie nadaje, a my źli,nie dajemy nic jej zdaniem. Karta telefoniczna-skoro
    starcza na jeden dzień to co mam co dzień kupować, spełniać wszystkie
    fanaberie?Moich jakoś mama nie spełnia jak proszę o podpis tylko po to bym
    m9ogla opłacać jej rachunki!!!! A jej teksty na nasz temat są absorbujące!
  • corka-matki 14.12.09, 10:03
    przepraszam 400zł:p
  • corka-matki 14.12.09, 13:42
    Jestem po rozmowie telefonicznej z lekarzem- w środę będę rozmawiać ponownie,
    chyba troszkę byłam jednak upierdliwa, bo w słuchawce powtarzało się
    dźwięcznie:...ale powtarzam raz jeszcze...smileMoże pierwszego razu zwyczajnie nie
    słyszałam?
  • gabrynia27 14.12.09, 17:12
    Witam Cię corko-matki. Przypadkiem natrafiłam dzisiaj na to forum. Przeczytałam
    Twoje posty od a a do z i podczas lektury po policzkach płynęły mi łzy.
    Przeżywam obecnie to samo co TY. Mój tatuś w piątek tj. 11 grudnia trafił do
    szpitala w stanie manii. Oczywiście nie chciał się leczyć i ciągle powtarzał, że
    to my jesteśmy chorzy. To co przeżyliśmy w ciągu ostatniego miesiąca to istny
    koszmar. Tatuś jeździł nie wiadomo gdzie, ciągle do kogoś wydzwaniał i miał
    obsesję na punkcie zdrady mojej mamy. Ciągle powtarzał, że wszyscy znajomi są
    jej kochankami, wyzywał nas, rzucał czym popadnie. Ten szpital to była
    ostateczność. Zabrali go siłą w eskorcie policji, ale ja nie chciałam na to
    patrzeć. W sobotę jak go odwiedziłam był w fatalnym stanie ciągle powtarzał, że
    nie chce nas widzieć i nie ma już córek. Wieczorem było juz lepiej zachowywał
    się tak jak kiedys, ale w niedzielę to była jakaś kumulacja. Był oszołomiony
    lekami, nie mógł mówić, miał odrętwiałe policzki i język. Dzisiaj rano jest to
    samo. Mówi, że faszerują go psychotropami i chcą otruć. Prosi mnie bym go
    wyciągnęła i zabrała na leczenie do Lublina. Jestem bezsilna i nie wiem jak się
    zachowywać. Bardzo go kocham i nie wyobrżam sobie bez niego życia. Nie wim co ma
    dalej robić. Będę wdzięczna jeśli napiszesz mi cokolwiek o stanie twojej mamy.
    Kiedy zaczęła przychodzić poprawa i jak się teraz czuje. Pozdrawiam.
  • kajka68 14.12.09, 19:18
    Gabryniu- poprawa u kazdego jest inaczej- każdy organizm inaczej reaguje na
    leki.Mój maż scigał mnie w szpitalu przez prawie miesiac- potem było
    lepiej.Teraz jest juz w domu ,ale bywa róznie.zapraszam cię na forum dla rodzin
    chorych na CHAD link masz tu na forum na górze.
    --
    Jak na mój gust, jesteśmy najbardziej pogiętym stadem na Ziemi.(Epoka lodowcowa)
  • ewelina30sl 14.12.09, 21:57
    Cześć ; spotkało cię wielkie szczęście że twój tato trafił do szpitala, mój
    jakoś od 15 lat omija go szerokim łukiem- dasz radę to jedyne co możesz zrobić
    dla jego i swojego dobra- po 15 latach współistnienia z tą chorobą - nie ma mowy
    o symbiozie - wiem jedno - chociaż to najbardziej boli - nie zapominaj o sobie
    -albo przynajmniej spróbuj, postaraj się , zrób cokolwiek - dasz radę smile
  • corka-matki 15.12.09, 08:16
    Witaj Gabrynia i pozostalismile!
    Możesz się tylko cieszyć, że twój tato trafił do szpitala. Z każdym dniem
    będzie ci łatwiej-tak myślę.

    Dzień pt. " Śmiechotka".

    Wczoraj mama była bardzo bardzo gadatliwa, Panie z sali żartowały, że nakleją
    jej plaster na usta-buzia ani na 5 sekund jej się nie zamykała.Nie wiem doprawdy
    jak człowiek jest w stanie mówić w takim tempie i jeszcze tyle czasu bez
    zająknięcia.Do tego takie niekontrolowane wybuchy śmiechu-nie mogla nad tym
    zupełnie zapanować, coś mówiła i heehe, ale takie jakby z przepony, zupełnie nie
    naturalne.Przyniosłam jej nowy dresik to była zadowolona i obkupiłam ją.
    niepokojące było , że opowiadała ilu to w niej się tutaj chłopaków kocha.
    Kupiłam jej troszkę jedzenia, bo ciocia ma pare dni wolnego, ale o dziwo
    oznajmiła , żebym nie kupowała, bo jej wszyscy , wszystko dają i ona chce placki
    ziemniaczane z mlekiem, ale koniecznie ciepłe, żeby jej zrobić. Oczywiście nie
    ma żadnych sekretów, opowiada na prawo i lewo o wszystkim, nawet moje
    zwierzenia. Panie, które z nią są na sali to zupełne kontrasty chyba po depresji
    wszystkie, powiedział mi tylko, że jak ja to wytrzymuje i ze mam anielska
    cierpliwość do mamy-fakt mam, ale chyba tylko w warunkach szpitalnych, bo tak mi
    nerwy w domu puszczały a teraz mam poczucie jakiegokolwiek bezpieczeństwa. Dobre
    było to, że nie miała wściekłości i złości, cały czas mnie całowała, mówiła, że
    jestem dobra córka i ze mnie kocha i jestem najważniejsza-dobre i tosmile udało mi
    się również zabrać jej część pieniążków od taty-sama mi dala na bilet niby wiec
    nie protestowałam. Dzisiaj ma ścinać włosy 3 chłopakom za to jakieś fanty
    dostała od nich typu:kawa, herbata-nie podoba mi się to! I ma jakieś obrazki( w
    tym jej portret-nawet ładny) i grafitti od chłopaka co jest narkomanem-taka
    radosna mi je pokazywała.
    Czy kiedyś moja fruzia wróci do dawnej formy:kobiety statecznej i
    zrównoważanej, oczytanej, wesołej i pomocnej innym, rozsądnej i ułożonej?
  • gabrynia27 15.12.09, 09:54
    Dziękuję Wam Kochane za słowa otuchy. Mój tatuś zmaga się z tą okropną chorobą
    już od 26 lat. Pierwszy epizod miał w wieku 24 lat. Zaczęło się od
    depresji.Byłam malutka więc nie pamiętam przebiegu tego epizodu. Z opowiadań
    mamy wiem, że trwało to pół roku. Tułali się od lekarza do lekarza i nikt nie
    potrafił mu pomóc. Obyło się bez szpitala, bo za nic w świecie nie chcieliśmy go
    oddać. Następne pojedyńcze epizody zdarzały się na przestrzeni kilku lat.
    Njpierw był stan euforii, trwonienie pieniędzy, plany jakichś interesów, które
    potem kończyły się fiaskiem i długami. Następnie pojawiała się deprecha i brak
    chęci do życia, a następnie wszystko wracało do normy. Jakieś dwa miesiące temu
    tatuś został pominięty w spadku przez swoich rodziców. Zaczął się tym gryźć, że
    ma 4 córki i nic im nie zostawi. Dowiedział się również że choruje na
    helikobacter, boreliozę i brucelozę. To go dobiło. Znikał na całe dnie, ciągle
    gdzieś dzwonił, nie jadł i zaczęła się obsesja na punkcie zdrad mojej mamy.
    Sprawdzał jej telefony, wyciągi z banku, bilingi. Cuda wyczyniał. W domu ciągle
    były awantury, wmówqił sobie, że zaraził się od niej wirusem hiv, że robił
    badania na jego obecność, nie chciał brać leków , bo twierdził że chcemy go
    otruć. W ciągu 2 dni trzy razy wzywaliśmy policję i pogotowie. Za każdym razem
    im uciekał. W końcu umówiłam go na wizytę w prywatnym gabinecie i pani doktor
    natychmiast wypisała mu skieroiwanie na przymusowe leczenie. Broniłam się przed
    tym, ale ona kazała mi wybierać. Pytała gdzie chcę go odwiedzać w szpitalu czy
    na cmentarzu. Nie było wyjścia musiałam tak zrobić. Po dwóch godzinach zabrała
    go karetka, o niczym nie miał pojęcia jadł kolację. Bóg jednak czuwał, bo obyło
    się bez środków przymusu. Szedł spokojnie. Dzisiaj mija już 4 dzień jego pobytu w szpotalu, nadal nie myśli racjonalnie, mówi, że nie ma już żony. W chwili przyjęcia do szpitala wyraził zgodę na leczenie, a wczoraj ją wycofał. W ciągu 72 godz. sędzia ma wydać decyzję o jego wypuszczeniu lub o przymusowym leczeniu. Czy ktoś orientuje sie jaka jest szansa na przewiezienie go do innego, lepszego szpitala?
  • corka-matki 15.12.09, 13:34
    Czy moja mama kiedyś wyzdrowieje, w sensie będzie sobą, taka jak dawniej?I czy
    choroba mogła trwać wiele lat, ale ja jej zwyczajnie nie zauważyłam tylko
    tłumaczyłam sobie chwilowym złym humorem?Ile najdłużej byliście sobą?Czy jest
    ktoś taki kto ma tylko manie bez depresji?
  • corka-matki 15.12.09, 14:53
    boli mnie serce...
    Mama dzwoniła do taty i wysłała sms-a do siostry, że chce placki ziemniaczane,
    żeby ktoś się zwolnił z pracy i jej przyniósł a potem do siostry, że jest głodna
    i jak tu zachować trzeźwość umysłu? Faktycznie jest głodna?A co z moim zapasem
    wczoraj? pewnie rozdała...sad
  • 38takatam 15.12.09, 15:11
    Moja choroba trwala juz wiele lat zanim dowiedzialam sie o CHAD-ie.Potem okazalo
    sie,ze bylam bardzo zle leczona(jakies 2,5roku).
    Owszem czuje sie lepiej-normalniej i trzezwiej patrze na zycie,bez bolu
    istnienia i niszczacego biegu za...nie wiem czym.
    Ale tak do konca nie potrafie byc obiektywna co do tego kiedy tak naprawde
    jestem soba...
  • gabrynia27 15.12.09, 15:59
    Właśnie tego się boję. Że mój tatuś już nigdy nie będzie sobą i że nam nie
    wybaczy... Dzisiaj dzwonił już ze 30 razy i mówił że wychodzi ze szpitala i mamy
    go zabierać.
  • corka-matki 15.12.09, 17:07
    Moja mama też mówiła, że chce do domu, aktualnie stale powtarza, że wychodzi
    jutro 18go-głębokie ma o tym przekonanie, ale prawda też taka, że mam wrażenie,
    że ona ten szpital traktuje jak sanatorium momentami i nieźle się bawi...Nam w
    gruncie rzeczy nawet jak zarzuca ten pobyt to i tak czuję, że nas bardzo kocha i
    nie ma jakiejś niechęci z tego tytułu-może właśnie dlatego, że ją odwiedzamy
    cały czas, ma zaspokajane potrzeby i widzi mimo choroby troskę.
    Tacie twojemu mam nadzieję przejdzie...musi być w końcu jakieś lekarstwo na
    nich, które zadziała, prawda?
  • gabrynia27 15.12.09, 17:32
    Mam nadzieję. Wszyscy lekarze powtarzają nam, że to minie, że to tylko
    przejściowy stan. Mój tatuś ma bardzo podobne zachowania do Twojej mamy.Najpierw
    na nas krzyczy i wypomina, że go w takim miejscu zamknęłyśmy, a za chwilę pisze
    mi smsa z potwierdzeniem jak bardzo mnie kocha. Martwia mnie te jego urojenia na
    tle zdrady mojej mamy. Cały czas o tym mówi... Boję się, że nigdy o tym nie
    zapomni.
  • gabrynia27 15.12.09, 17:39
    Musimy być dzielne dla nich. Leki zaczynają działać dopiero po 10 dniach,ale
    mogą dawać jedynie delikatną poprawę. Wszyscy lekarze pocieszają nas, że on z
    tego wyjdzie i będzie normalnie funkcjonował. Musi tylko przyjmować leki.
  • corka-matki 15.12.09, 17:40
    Przynajmniej sam nie zdradza, to na tyle dobrze...u mnie z kolei mama twierdzi,
    że wszyscy się w niej kochają, bo jest przecież najładniejsza,
    najfajniejsza...Gabrynia27 nie martw się. Jedziemy na tym samym wózku!Musimy się
    wspieraćsmile Zobaczysz jeszcze będziemy się cieszyć, choćby chwilkę, ale
    będziemy...Ja schudłam 9kg więcej nie chcę, to wynik stresu związanego z mamą a
    stres był początkiem mani u mojej mamy.Naprawdę trzeba się oszczędzać. A jak
    długo teraz twój tato jest w takim stanie?I co z pracą?
  • corka-matki 15.12.09, 20:28
    ZROBIŁAM!smile))))Zrobiłam piękne rumiane placuszki ziemniaczane dla Fruzi.
    Wymyśliłam, że jutro może mleko zagotuje w termos i też jej zawiozę-taki
    spełniony koncert życzeń.
    Niech ma placki i niech ma mleko, niech się cieszysmile, tyle chociaż jej w
    chorobie. Gdyby była w szpitalu to chyba nawet jej choroba by mi nic a nic nie
    przeszkadzała. W rzeczywistości chyba jednak odpadłabym w przedbiegach, chociaż
    dałam radę 3 miesiące prawie.
    Czytałam, że mania nieleczona trwa do 4 miesięcy czyli jej już się skończy
    niedługo?
    A i powiedźcie mi jak to jest z powrotem do rzeczywistości, to następuje tak z
    dnia na dzień czy powoli, zaczynacie się zastanawiać nad sobą i swoimi czynami,
    analizujecie, powoli się uspokajacie, czy tak jednego dnia góra a drugiego już
    jej nie ma tylko wspomnienia?
    Odkrywam, że chyba minęłam się z powołaniem, powinnam zostać
    psychologiemsmileBaaaa w ostateczności psychiatrą hehehesmiletak mnie wciągają
    opowieści dziwnej treści.
  • gabrynia27 16.12.09, 09:20
    Teraz nie zdradza, ale w przeszłości mu się dwókrotnie zdarzałosad
    Ja również poleciałam na wadze jest mnie mniej o 13 kg, ale wcześniej trochę
    ćwiczyłam na siłowni. Teraz to już tylko stres mnie zżera.
    Mój tatuś jest w takim stanie od jakiegoś miesiąca, a jeśli chodzi o szpital, to
    jest w nim już 5 dzień. Wczoraj rozmawiałam z lekarzem. Twierdzi, że tatusia
    stan się nie poprawia, nadal jest w stanie manii. Najgorsze są te jego urojenia.
    Dzisiaj np. dzwonił do mamy i mówił, że wujek Romek]brat taty) miał wypadek i
    sąsiad ją zawiezie do szpitala. Dzwoniłyśmy do wujka a on cały i zdrowy jest.
  • gabrynia27 16.12.09, 09:28
    córko-matki powiedz mi jak długo Twoja mami jest w tym szpitalu? ostatnio dużo
    czytałam o tej chorobie i metodach jej leczenia. Faktycznie piszą, że okres
    manii trwa zazwyczaj do 4 miesięcy, ale u każedego chorego przebiega to inaczej.
    To nie pierwsza już mania mojego taty, ale nigdy nie było z nim aż tak źle jak
    jest teraz. Moja mama załamuje już ręce. To tata był głową rodziny, robił
    opłaty, zakupy itp. Poza tym jest weterynarzem więc osobą znaną w naszym
    mieście. Teraz boimy się jak zareagują ludzie, bo to jest teraz plotka nr 1.
    Boimy się, że juz nikt nie obdarzy go takim zaufaniem jak kiedyś. Że nie będzie
    mógł wrócić do pracy. On ma dopiero 50 lat.
  • corka-matki 16.12.09, 11:01
    Witam!
    Moja mama jest w szpitalu od 4 grudnia, w piątek minie 2 tygodnie.
    Pierwszy raz dostrzegliśmy tą chorobę na poważnie i pierwszy raz miała aż takie
    objawy, ale wiemy, że rok temu był jej pierwszy taki stan-ale wmawialiśmy sobie,
    ze to stres, tarczyca i kobiece hormony, wtedy przeszedł samoistnie i żadna
    depresja nigdy nie wystąpiła.

    Teraz jak tak sobie rozmyślam, to chyba już od dawna były takie pojedyńcze
    sygnały, np. mama jeździła na rolkach i czasami zachowywała się jak "małolata",
    umawiała się z dziewczynkami młodymi na te jazdy,w lato ubierała krótkie
    spodenki jakby miała 18 lat - fakt figurę zawsze ma idealną, sylwetkę
    wysportowaną,potem był rower-którym robiła po 100 parę km nawet, spacery-ale
    takie po 20km, bardzo o siebie dbała-wstawała po 5 żeby umyć głowę i ładnie
    ułóżyć włosy-dla mnie było to przesadą, ale nie przeszkadzało mi...Chodzenie
    ciągle do kościoła. Tak naprawdę więcej mamy nie było w domu niż była, czasami
    tato mówił, że tak kobieta stateczna nie powinna się zachowywać. Ciągle też
    uważała, że jest za gruba.Na punkcie wagi miała fioła. Ma 48 lat( dokładnie
    31grudnia)

    W tym roku wszystko zaczęło się od remontu mieszkania, początkowo schudła ,
    potem całe noce nie spała i szła do pracy.

    Ciągle chodziła w słuchawkach na uszach,gadała do samej siebie, śpiewała
    piosenki, wysadziła korki, prawie spaliła garnek, prała co chwilę-każdego dnia
    prała kurtkę swoją!
    W pracy zwracano jej uwagę,ale to nie pomagało, potem radio włączała na cały
    głos,wychodziła co chwile na papierosa, zwracała wszystkim uwagę, że każdy coś
    źle robi, do kościoła chodziła jakieś 3 razy dziennie,do sklepu jeszcze
    częściej,kupowała np. siatkę batonów,robiła w sklepie zdjęcia zakupom albo
    paniom za ladą,miała do nas pretensje o wszystko, krzyczała i buzia jej się nie
    zamykała, oskarżyła bank o kradzież pieniędzy, potem tatę i glazurnika,
    odwoływała fachowców,nie dała nam robić remontu a dom jak po wojnie wyglądał,nie
    dała spać tacie 3 msc a siostrze nauczyć się na egzaminy zaległe.Nie chciała się
    leczyć, nie chciała urlopu, nie chciała dać pieniędzy na nic.
    Szantażowała mnie,wyzywała przy ludziach, uciekała jak chciałam pomóc,wysyłała
    dziwnej treści sms-y zachowywała się dziwnie,miała wymagania i potrzeby nie z
    tej ziemi,nie płaciła żadnych opłat i rachunków a nabrała pożyczek,znikała nam a
    my odchodziliśmy od zmysłów, raz jak robotnik odłączył kuchenkę gazowa, bo robił
    zrobiła mu taka awanturę i jak poparzona wybiegła z domu, że kawy jej nie damy
    się napić, nie pomagało wyjaśnienie, że za godzinkę,ubliżała mu a mi było wstyd,
    ja płakałam a ona jak wróciła to pytała co się stało, czy mam problemy jakby nie
    rozumiejąc, że to z jej powodu wygadywała rzeczy z kosmosu, momentami jak małe
    rozkapryszone dziecko, te jej oczy-obłędne, ja już odróżniałam kiedy ma normalny
    w miarę wyraz twarzy a kiedy ten obłędny .
    Jak wpisała błędnie pin w telefonie i jej się zablokował, to płakała jak małe
    dziecko, przytulała, machała do telefonu, gadała z nim, to samo z pralką, pukała
    i mówiła do pralki...oj dużo tego, okłamywała strasznie, chciała ciągle jechać
    gdzieś pociągiem, tańczyła na ulicy, wygadywała bzdury ludziom o nas i, że nie
    ma w domu jeść-ludzie więc żałowali i jej znosili,robiła długi jakieś, w nocy
    paliła światło, rolety w górę, muzyka-nie ważne, że ktoś chce spać, miała tez
    taką gonitwę myśli, że nie wiadomo o co jej chodzi, zawaliła sprawę spadkową w
    sądzie, spóźniała się do pracy, do mojej pracy przychodziła siku robić, aj dużo
    tego...aż się odechciewa pisać
  • ditta12 16.12.09, 11:36
    O rany!!!!Sporo tego.Ja nie potrafię sobie przypomnieć takich rzeczy i to jest
    najgorsze.Dobrze że to napisałaś.Przeraziłam się samej siebie.Pewnie też tak
    miałam .To że mama jeżdzi na rolkach ,na rowerze , słucha muzyki i dba o siebie
    to godne pochwały.Co to jest w dzisiejszych czasach "stateczna kobieta"?
    Zaniedbana staruszka?To co było dalej to już nie wygląda dobrze i przyznaję Ci
    rację.Mania cholerna!
  • corka-matki 16.12.09, 12:00
    Ditta12 jak to nie pamiętasz? To co ty pamiętasz?
    To, że jeździ na rolkach czy na rowerze nie jest złe-oczywiście cię popieram,
    ale to nie znaczy, że ma przy tym zachowywać się tak by wzbudzać
    sensację-rozumiem zabrać rolki, pójść gdzieś na miejsce do tego wyznaczone i
    sobie jeździć,ale u niej wyglądało to zupełnie inaczej-o dziwo, że do kościoła
    na rolkach nie wjechała hehehsmile ciężko to wytłumaczyć!
    Rower? Oczywiście, ale nie, że codziennie po kilkadziesiąt km?! Sport jaki
    sport? skoro pali fajek jeden za drugim i nawet nie ma szczerej chęci ograniczyć
    się czy rzucić?!
    Kościół? Można przecież pójść raz w tygodniu albo nawet niech będzie raz
    dziennie, ale czy trzeba robić 2km na godzinę 6 rano i wstawać o 4 żeby się
    wyszykować, jak się ma 400metrów i można pójść później i wyspać się?
    Czy można zauważyć, że ma się jeszcze męża i młodszą córkę, czy trzeba cały
    czas wyfruwać z domu, z niczego nie mieć chęci się tłumaczyć i uważać za Boga?
    tak nieomylnego Boga, który ma prawo wytknąć wszystkie błędy, wady, co jest nie
    tak, co jest źle, a nigdy nie zobaczyć swoich? Nigdy nie powiedzieć
    przepraszam?I mieć na względzie mimo wszystko głownie swoje dobro? A jak coś
    opowiadać to tylko o sobie?Jakby odbiorca nie był wcale ważny? Było troszkę tych
    nieprawidłowości, ale mama ma też tyle zalet, że zupełnie je przysłania. I nie
    chcę pamiętać jej humorków, wybuchów złości, przykrych chwil, nawet tej choroby
    nie chcę mieć w głowie. Chcę by była spokojniejsza, żeby dało się normalnie
    porozmawiać, żebym nie musiała się wstydzić, płakać,żebym czuła miłość z
    wzajemnością i nie musiała się martwić za nią...

    Ja mamie nie bronię, nie ograniczam, ale to wszystko można robić , ale jednak
    inaczej.

  • ditta12 16.12.09, 12:49
    córka- matki napisała:
    Czy można zauważyć, że ma się jeszcze męża i młodszą córkę, czy trzeba cały
    czas wyfruwać z domu, z niczego nie mieć chęci się tłumaczyć i uważać za Boga?
    tak nieomylnego Boga, który ma prawo wytknąć wszystkie błędy, wady, co jest nie
    tak, co jest źle, a nigdy nie zobaczyć swoich? Nigdy nie powiedzieć
    przepraszam?

    Mania to stan boski.Urojona wyobrażnia tak działa,nie wiem dlaczego i nikt
    jeszcze nie wie czemu się tak dzieje.Czemu mózg tak pracuje,czemu na takich
    obrotach?
    Mogę Ci tylko powiedzieć że to mija,powtarza się za jakiś czas,za kilka lub
    nawet kilkanaście lat.Moja rodzina nie zawsze umieszcza mnie w szpitalu.Nauczyli
    się radzić sobie.To bardzo smutne,ja tego nie chcę teraz,nie chcę by tak musieli
    się poświęcać,walczyć ,wstydzić się za mnie ale co mam zrobić?Brałam lit długie
    lata i badałam jego poziom we krwi,przestał działać w pewnym momencie a ja już
    nie panowałam nad moją chorobą.Płaczę teraz bo jestem bezsilna a chcę być
    zdrowa,taka jak inni,uwierz.Nie pamiętam za wiele ze swego stanu manii bo tak mi
    pamięć działa.Gdybym była świadoma wszystkich rzeczy które robiłam to może nie
    chciałoby mi się żyć.
  • corka-matki 16.12.09, 13:32
    Ditta12 to nie twoja wina, że jesteś chora, nie twoja...ja bym chciała, żeby
    moja mama miała tyle chęci co ty, żeby brała leki, ale trudno mi uwierzyć, że to
    nastąpi, żeby chociaż zdawała sobie sprawę z choroby jak ty, chociaż tyle to dla
    mnie aż tyle.
    Niech tylko otwarcie przyzna i zda sobie sprawę, że jest chora to wszystko...
    A ile miałaś górek?

    Gabrynia przypominasz mi mnie, o licie już wiem, wyczytałam wszystko, za info o
    wodzie dzięki, ja o kwasach omega 3 czytałam, że są naturalnymi stabilizatorami
    nastroju.Moja mama fakt jest tydzień dłużej, ale wyraźnej poprawy to ja nie
    zauważyłam.
  • corka-matki 17.12.09, 16:50
    Muszę was na poważnie o coś zapytać( głownie osoby z rodzin osób dotkniętych
    chad): Czy obawialiście się też czy aby wy nie będzie kiedyś chorzy, albo
    zaczynaliście interpretować swoje własne zachowania?
    Ja sporo na ten temat rozmyślam.
  • gabrynia27 16.12.09, 12:37
    Czyli tydzień dłużej leży niz mój tatuś. On trafił do szpitala 11 grudnia. Na
    razie nie widać u niego poprawy, może jest spokojniejszy trochę. Ma cały czas
    zmienne nastroje, reaguje gwałtownie by za chwilę nam powtarzać jak bardzo nas
    wszystkich kocha. I te urojenia. Wyczytałam gdzieś, że na chorobę afektywną
    dwubiegunową dobry jest lit. Jest na receptę, ale znajduje się również w wodach
    mineralnych np. Piwniczance.
  • corka-matki 15.12.09, 22:08
    Mam wrażenie , że tak samo nieme jest to forum jak mamy szpital, nikt mi na
    nic nie odpowiadasad
  • ditta12 15.12.09, 22:34
    Potrzebujesz teraz ludzi bo czujesz się samotna.Twój wątek pobił rekord
    już.Przytulam Cię mocno i zawsze czytam to co piszesz bo jest to temat bardzo
    mnie obchodzący ze względu na mój niedawny pobyt w szpitalu.Było mi
    ciężko,szczególnie na oddziale zamkniętym.Napatrzyłam się na
    starych,umierających ludzi,czasem płakałam i byłam bezsilna bo kraty w oknach,bo
    musiałam stale kombinować jak przetrwać,nawet zapałki mi zabrał sanitariusz.Nie
    wychodziłam na powietrze przez miesiąc ale wszystko minęło.Powoli zapominam
    tamten czas,nie czuję żalu do rodziny która mnie tam umieściła chociaż czułam
    tak jak Twoja mama i miałam podobny napęd.Życie daje się we znaki i kiedy wiele
    spraw skupia się naraz,zwłaszcza takich trudnych gdy nic nie udaje się załatwić
    to jest mi gorzej,wiadomo.
  • corka-matki 15.12.09, 22:44
    Ditta12 powiedz mi w jaki stanie wyszłaś ze szpitala i kiedy zrozumiałaś co
    narozrabiałaś?Potrzebuję wiedzieć samo to kiedy dociera do ciebie, że coś było
    nie tak?
    Muszę wiedzieć kiedy moja mama pomyśli, po prostu muszę...
  • corka-matki 15.12.09, 22:54
    Rekordy wątku? Być może, ale ja się trzymam jednego i tyle, mogłabym wymyślić
    przecież co chwilę nowy i nadać tytuł, ale tu nie o wątki chodzi,nie o rekordy i
    nawet nie o samotność, chociaż momentami myślę sobie, że tylko ci co mieli to
    samo( wy tutaj na tym forum) rozumiecie o co pytam, dlaczego...przecież tu
    chodzi o moją mamę, najchętniej wniknęłabym w jej umysł, chciała zrozumieć,
    pomóc...troszkę jestem opętana tą chorobą, muszę to pojąć, ogarnąć, muszę jakoś
    mamie pomóc wyjść z tego, może jednak to możliwe?
    Nigdy nie byłam z mamą takimi psiapsiółkami, a teraz chciałabym być jak
    najbliżej.Zawsze, od dawna mnie w mamie irytowało wiele, ale całokształtem
    oceniałam ją jako dobrą i mądrą osobę. Dlaczego ona?
  • ditta12 16.12.09, 09:55
    Napisałaś-dlaczego ona?A dlaczego ja a dlaczego inne osoby na tym forum.Pytasz
    o coś co trudno wyjaśnić.Osoba w manii nie ma poczucia rzeczywistego stanu,jest
    jej dobrze,wszystko się udaje,lepsze wyniki w pracy,lepsze oceny w szkole.To Ty
    widziałaś zmiany które zaszły u mamy i coś z tym zrobiłaś.Ja się wtedy sobie
    podobam bo jestem szczęśliwa i bezkrytyczna.Nie piszesz jakie są konsekwencje
    tego stanu mamy.Co "narozrabiała"? Nikt nic mi nie zarzucił tylko to że moja
    osobowość się zmieniła.Nie jestem zagrożeniem dla ludzi,nawet sobie nic nie
    zrobiłam.to nie złamanie nogi gdzie można prześwietlić i sprawa jasna.
  • lolinka2 16.12.09, 13:25
    corka-matki napisała:

    > Mam wrażenie , że tak samo nieme jest to forum jak mamy szpital, nikt mi na
    > nic nie odpowiadasad

    nie wiedzieć czemu taki roszczeniowy ton budzi moją agresję każdorazowo.
    Ditta, jako doświadczona w temacie najmocniej, pisze Ci ile sił w klawiaturze.
    Doceń to, co masz, zamiast płakać nad brakiem tego, czego nie masz.
    --
    A mnie to Vichy!
  • corka-matki 16.12.09, 13:33
    lolinka2 napisała:

    > corka-matki napisała:
    >
    > > Mam wrażenie , że tak samo nieme jest to forum jak mamy szpital, nikt mi
    > na
    > > nic nie odpowiadasad
    >
    > nie wiedzieć czemu taki roszczeniowy ton budzi moją agresję każdorazowo.
    > Ditta, jako doświadczona w temacie najmocniej, pisze Ci ile sił w klawiaturze.
    > Doceń to, co masz, zamiast płakać nad brakiem tego, czego nie masz.

    Doceniam, byłam zbyt niecierpliwa, miałam gorszy dzień, przepraszam Was
  • ditta12 16.12.09, 13:45
    Myślę ze to dobrze ze stanęłyśmy z Córką -Matki po dwóch stronach.Wiele mi to
    uświadomiło.Rodzina chce mnie chronić tylko .Nie rozmawiają ze mną tak
    otwarcie.To trochę tak jakbym mogła popatrzeć na siebie z drugiej strony,od
    strony moich bliskich.Mam też nadzieję że mogłam pomóc troszeczkę zrozumieć
    chorobę matki tej dziewczynie.
  • corka-matki 16.12.09, 13:54
    Tej dziewczynie-czyli mismilePomogłaś i to bardzo, powiedz mi tylko jak to się
    stało, że uwierzyłaś w ta chorobę?
  • ditta12 16.12.09, 19:43
    Chwała Ci za to dziewczynkosmileże chcesz zrozumieć Tę chorobę.
    U mnie zaczyna się od tego że nie śpię kilka dni,mam omamy widzę świat inaczej i
    wiem o tym ale boję się powiedzieć bo nie chcę dostać się do szpitala.Ważne żeby
    zdobyć zaufanie chorego bo ja słyszę tylko jedno:Brałaś leki?Zdrowi nie chcą
    wiedzieć co odczuwa chory bo po co?Od tego mają psychiatrę który wypisuje
    recepty i chcą mieć spokój.A mój świat ulega coraz większej deformacji.to tak
    jakby ktoś lub coś przejęło kontrolę nad życiem i robisz tak jak to coś chce
    żebyś robiła.pewnie dlatego kościół nazywa ten stan opętaniem.tracisz wlasną
    wolę i wchodzisz coraz głębiej w ten świat.
  • lolinka2 16.12.09, 20:10
    od obcych pewne rzeczy przyjmujemy łatwiej niż od najbliższych, poza tym w manii
    na ogół się podejrzewa tych najbliższych o straszliwe zamiary więc mało która
    prawda jest do przełknięcia smile

    Dla mnie jest to kwestia tego na ile mocno uwierzę danym razem we własne
    urojenia. Bo jesli mocno - to pozamiatane. Ja mówię chłopu: zdradzasz mnie, on
    mi: weź leki, ja mu: chcesz mnie ogłupić, żebyś się mógł puszczać; on: weź leki;
    ja: i co, wezmę i wszystko będzie różowe a ty święty z aureolą?; on: weź leki;
    ja: nie wezmę to wlaśnie teraz widzę jaki jesteś naprawdę, bez filtra
    farmakologicznego; on: weź leki.... (i tak można godzinami)
    Ergo: z rodziną te rozmowy mogą prowadzić donikąd. Ktoś obiektywny może rzucić
    jedno zdanie, które podziała szybciej i skuteczniej.
    --
    A mnie to Vichy!
  • ditta12 16.12.09, 20:58
    Lolinko!A zdradza Cię bo coś mi ten scenariusz przypomina mi fakty z mojego
    żywota smileMoże weż te leki a potem wypluj czy co?Chyba on jednak nie zdradza bo
    po co by w Ciebie te paskudztwa pakował?Poszedł by do innej pogruchać zamiast
    się nad Tobą pastwić.
  • lolinka2 16.12.09, 23:33
    no nie zdradza smile

    tylko u mnie faktycznie każda górka zaczyna się tym samym koszmarem urojeniowym.
    I zawsze, choćbym sie nie chciała przyznać, jak mi przejdzie to widzę, że jeśli
    zaczynam uważać chłopa za zło wcielone, to zaczyna się mania.
    --
    A mnie to Vichy!
  • corka-matki 16.12.09, 21:12
    Dzień pt."Śmiech i łzy".

    Wróciłam szybciutko z pracy dzisiaj szybko wyprowadziłam psa-nie protestował,bo
    zimno jest na dworze.
    Odgrzewałam Fruzi placki ziemniaczane, zapakowałam w sreberko-żeby trzymało
    ciepło i z radością myślałam o tym, że sprawię jej przyjemność.Wyobrażałam też
    sobie rozmowę z lekarzem, co powiem, o co zapytam. Taka w sielankowym nastroju
    pojechałam do szpitala. Tradycyjnie spotkałam się z ciocią i popytałam, co tam
    jak tam...

    Fruzia ucieszyła się na mój widok, już bez ogródek zwracam się do niej właśnie
    FRUZIA. Wyglądała normalnie(znaczy się oczy nie były obłędne)Od razu wypakowałam
    jej troszkę rzeczy, wiem miałam nic nie kupować, ale dostała mały miód-ten o
    który robiła stale pretensje typu:JA CHCE MIÓD< POWIEDZIAŁAM KONKRETNIE MIÓD
    CHCE!(dawne dzieje).
    Znowu ma okres-więc środki czystości,batony z ziarnami zbóż,pieczywo
    słonecznikowe takie chrupkie, mleko Danone, inne pierdoły i najważniejsze:
    PLACKIsmile)))
    Od razu się zajadała i częstowała wszystkich, powiedziałam jej, że Panie na
    sali tak, ale innych nie, bo ja jej przynoszę a nie żeby wszystko rozdawała.
    Lekarz nie miał dla nas czasu bo przywieźli kogoś więc mój mąż pojechał a ja
    zostałam u Fruzi w oczekiwaniu na lekarza.
    Siedziałyśmy tak, mama dopytywała o tatę, pokazywała mi, że spodnie-nogawki od
    nowego dresu ma trochę przydługie.Powiedziała, że chciałaby naleśniki z serem.
    Przytulała mnie do siebie, całowała no i tradycyjnie zaczęła:że chce pieniądze,
    że nie ma fajek, że zachowuje się jak matka, niech sobie dziecko zrobię, a nie
    cioci każę wydzielać jej papierosy, że ona ma gdzieś moje batony, nie chce
    batonów, że nie wie czy ja jestem wróg czy przyjaciel, że niech tutaj nie
    przychodzę, bo ją denerwuje,że mieszam w jej małżeństwie, że niech swoim chłopem
    się zajmę, że ojca nie chce, że tutaj jakby chciała to jest tylu panów, że ma
    wstrętną rodzinę, patologie, że ona nie jest głupia, ma chorą tarczycę a ja ją
    tu wsadziłam, a na dyrkę w sądzie doniesie, że ją do lekarza wysyłała i że
    pieniądze mi chce jej dać. Że niech tylko zobaczy , że nie ma wypłaty na
    koncie,to ją popamiętamy obie, że całe życie z nami ma złe,że tato robił jej
    straszne rzeczy, bo napił się(guzik prawda) że ja byłam wpadką, itp...Ja się
    popłakałam. Panie zaczęły z sali mamę uciszać i tłumaczyć, że nie bądź porywcza,
    zobacz co robisz córce, siedzi i płacze, nie rób tego swojej rodzinie, przytul
    ją...Po 10 minutach znowu mnie całowała i przytulała, za chwilę, że chce
    pieniądze, bo nie ma co palić a ktoś tam sprzedaje, że jak jej nie dam to będzie
    chodzić o panów...dałam 20zł,ale tyle to nie grzech, mówiła, że inne panie mają
    pieniądze, mają fajki, mają karty tylko ona nigdy nic...Ach, przecież ona tez
    miała, a że w takim tempie wydawała to co ja poradzę?
    Mama na Święta nie wyjdzie, bardziej dlatego, bo jest obawa, że tam nie
    wróci...Może po Nowym Roku, a ona jednak wierzy, jeszcze jej Panie mówią, że
    zobaczysz dadzą ci przepustkę na Święta...
    Jednak to łatwe nie będzie coś czuje, zobaczymy, ale dzisiaj mnie ścisnęło, że
    inni powychodzą a ona...
    Z lekarzem właściwie długo nie rozmawiałam, bo albo telefon albo przyjęcie,
    zupełnie nie o to pytałam co chciałam i nie to mówiłam co planowałam...lekarz
    fajna, może ciut przymłoda, ale w zasadzie niewiele się dowiedziałam, może źle
    pytałam.Jak w pracy źle będzie w sensie z komentarzami, adaptacją, coś rodzice
    będą mówić to niech mama się stara o rentę, ale póki co to raczej wróci do
    pracy, wyjdzie z tego a czy będzie chciała się leczyć to nie wiadomo-to mi
    pocieszenie.
    Nie wiem ja muszę zwerbować kogoś kto na to już chorował, zdaje sobie sprawę,
    leczy się i będzie chciał pomóc mojej mamie, bo jak ktoś słusznie zauważył
    rodzina nie jest w stanie oddać tego, co ktoś inny!!!AAAA wydrukowałam sobie
    pierwszą stronę mego postu-dałam mamie do rąk i powiedziałam do niej, że to
    lektura dla niej jak wróci do zdrowia.

  • corka-matki 16.12.09, 21:33
    Jeszcze mi się przypomniało, że mama mówi coś o tych chłopach a ja do
    niejsmirkkończ o nich mówić, bo masz manie seksualną chyb, podłapała to i od razu:
    Nie mam mani seksualnej, nie mam, każdy Pan mnie chce, ale ja mogłabym, jak mi
    nie dasz na fajki to pójdę prosić Panów o nie....Dobrze, że tato tego nie
    słyszał.Jednak rozmawiając z lekarzem, obie wykluczyłyśmy ten fakt, raczej mama
    flirtuje niż miałaby coś innego robić, chce się jedynie podobać dlatego tak
    przesadnie dba o siebie, dlatego też kolejny krem poszedł w jeden dzień, bo
    przecież nie ma balsamu do ciała i o odrostach mi dziś mówiła, że rety jak ona
    wygląda, a włosy robiła jakieś 1, 5 msc temu w fazie manii.Gdyby nie ta chudość,
    ona mi wmawiała tez, że jest w szpitalu,bo ja myślę, że ma anoreksje a przecież
    ja nie mam, to dlaczego zamknęłaś mnie bo mam anoreksje?
  • gabrynia27 17.12.09, 09:13
    Witajcie Kochane! Ja również wczoraj zaraz po pracy pośmigałam do szpitala,
    oddalonego o jakieś 80 km. Tata przywitał mnie uśmiechnięty i zadowolony. Cały
    czas nusił jakieś piosenki i kazał mi zgadywać co to za utwór. Wogóle to jak
    dziecko się zachowywał. Na jutrzejsze imieniny zażyczył sobie ilustrowany album
    ryb słodkowodnych, wędkarzem jest więc niech tam ma. Trochę mnie zdołował jego
    stan. Miał takie dziwne błędne oczy, zaszklone łzami. Nawiedziłam wczoraj panią
    ordynator aby porozmawiać o stanie zdrowia taty. Po tej rozmowie jakoś tak się
    podbudowała. Pocieszała mnie, że to jeszcze nie jest najgorszy stan i podstawą
    do wyzdrowienia jest systematyczne branie leków. Na razie dostaje haloperidol na
    wyciszenie i stabilizator nastroju. Po raz pierwszy uwierzyłam, że wszystko
    będzie dobrze i wyjdzie z tego. Córko-matki, ditta12, lolinka musimy wierzyć w
    skuteczność leczenia i nie załamywać sie. Pozytywne nastawienie może zdziałać cuda.
  • madena5 17.12.09, 10:06
    Corciu, dobrze, ze u mamy pierwszy epizod psychotyczny wystąpił tak
    pozno. Bo zdołała wychowac Was na wspaniałych ludzi. Jesteście
    wszyscy dorosli i latwiej w „kupie” zmierzyc się z choroba. Z Twoich
    slow przebija prawdziwa milosc.

    Pytasz się, kiedy uświadomiliśmy, doszlo do nas, ze to choroba.
    Mysle, ze sa 3 etapy. Uswiadomienie, przyzwolenie, akceptacja

    Ze choruje i cos jest nie tak uświadomiłam sobie dopiero po 4
    pobycie w szpitalu. Wczesniej mówiłam albo, ze to zalamanie nerwowe
    albo to inni byli winni, gdy wsadzali mnie na sile do szpitala.
    Często zwoływałam sad, ze zostalam bezprawnie uwieziona.

    Dlugo nie mogłam wybaczyc mezowi, ze wyprowadzila mnie policja w
    kajdankach. Nie pamiętam dlaczego nie zawołał pogotowie jak zwykle
    ale wlasnie policje. Może dlatego, ze zaczelam się z nim szarpac, a
    potem poleciałam do sąsiadów, aby mi pomogli, bo maz mnie bije.

    Doskonale za to pamiętam moje upokorzenie, mój wstyd, bezsilność i
    ubezwłasnowolnienie, gdy na oczach sąsiadów i przypadkowych gapiow w
    kajdankach popychano mnie do wozu policyjnego.

    Bardzo duzo pamiętam zlych i nienormalnych rzeczy, zlych slow, które
    z premedytacja, niekiedy z wyrachowaniem robiłam. Stale się ich
    wstydze.
    Gdy mija mania zderzasz się z tym co robiłaś. Czujesz się tak
    ogromnie winna i nie wiesz jak dlugo masz przepraszac bliskich za te
    wszystkie glupie, raniące ostro slowa i czyny.

    Mój kochany maz powtarzal: -To nie bylas, jestes Ty. To choroba.
    Corko, pamiętaj, te zle slowa to choroba mamy. To nie ona. To
    Fruzia.

    Jeżeli możesz, popros lekarza o przepustke dla mamy na Swieta. Nie
    funduj jej wigilii w Psychiatryku. I wybaczcie jej, jeżeli będzie
    zachowywac się dziwnie. Nie wiem, czy mama miala już sad. Pisałaś,
    chyba, ze już był. Z reguly po 1 rozprawie jest decyzja. Jeżeli jej
    jeszcze nie ma, to mame nie mogą wypuścić na przepustke, chyba, ze
    sama napisze zgode na leczenie. Spytaj się lekarza.

    W szpitalu nie ma się co robic i duzo się pali (ja do 2 paczek
    dziennie), pije kawy i herbaty.
    Najwiecej rozmawia się z innymi towarzyszami niedoli, bo z lekarzem
    ma się do czynienia tylko 2 minuty na obchodzie o godz. 9. Gdy
    chcesz się dowiedziec, kiedy wyjdziesz..
    Lekarstwa, które bierzesz powoduja wzrost apetytu na rzeczy słodkie
    i mączaste. Stad te batoniki. Drożdżówki i stale chce się jesc. I ma
    się ochote na placki ziemniaczane. Cieple! Albo na sucha kiełbasę
    albo na lody.
    Kochana corka, kochany maz przyniesli. Ale gdy siedza już 10 minut,
    to nagle tracisz zainteresowanie. Nagle chcesz, żeby już sobie
    poszli. Masz znowu gonitwe nog. To tez z powodu tabletek. Moja
    kochana 70-letnia mamusia, często się obrażała, ze już mnie nie
    odwiedzi i wychodzila ze lzami.

    Nie ograniczaj jej papierosow. Jezeli możesz daj jej 1,5 paczki na
    dzien. I kup jej najtańsze, ale z filtrem. 12 zl na dzien + 10 zl na
    drobne zakupy. 22 x 7 dni do wigilii, czyli 154 zl, które ma
    wyciągnąć ze swojego konta. Czy mama nie ma karty bankomatowej?

    Zaniepokoil mnie fragment: „tato nie ma upoważnienia do mamy konta,
    a oddawał jej swoje oszczędności i tak został zupełnie na lodzie,
    teraz przynajmniej będzie mieć wypłatę, ale czy zdoła utrzymać
    siebie i siostrę i wspólne opłaty”.
    Czy to oznacza, ze maja jedno konto zapisane na mame? Czy to znaczy,
    ze mamy wyplata znacząco wpływa na miesięczny budzet domowy? Jeżeli
    zdecyduje się przejść na rente będzie dostawac 700-1200 zl.

    Corciu, dziekuje za ten watek. Jestes wspaniala i madra kobieta.
    Przytulam mocno
    Madena

    PS. Lolinko, przyjaciolka uświadomiła mi, ze w manii zawsze się
    rozdwodze z mezem.
  • corka-matki 17.12.09, 12:04
    madena5 bardzo ci dziękuję za twoja wypowiedź, tak wiele wniosła do moich
    szarych komórek...Niepokojące to to, że 4 pobyty w szpitalu masz za sobą? I
    dopiero doszło do ciebie po 4 pobycie co jest nie tak...A ja protestuje, żądam,
    żeby do mojej FRUZI doszło po 1! Przecież jej inteligencja nie może kamuflować
    siebie samej i nie może bronić się tragediami innymi stresami, a może może???
    Jak często madena5 występowały u ciebie manie,, w jakim okresie czasu, ile
    trwały remisje?
    Dzisiaj jest dzień pt. "Długi".
    Właśnie tato do mnie dzwonił, że przyszło 500zł mamie, bo rozwiązała umowę w
    sieci komórkowej! Jestem wściekła!Wściekła, ale opanowuje nerwy. Tato przyniesie
    mi dokument i robię tak:wysyłam faksem, że anuluję( mam taka możliwość do końca
    roku)oczywiście podpisze się nazwiskiem mamy- w końcu to tez moje nazwisko a ,
    że mam do tego drugie, hmm drugie rzecz jasna ominę. Zastanawiam się tylko czy
    nie zawarła umowy z innym operatorem, ale może nie?! A może tak chciała? Ale
    gdzie tam , jak chciała? Ponad rok była zadowolona i nagle jej się
    odmieniło?Zresztą zawsze będzie mogla znowu rozwiązać, jeśli tak chciała, ach
    znowu ratuje jej dupe powiem nie ładnie! Ciekawe jeszcze ile nadzwoniła i kiedy
    rachunki przyjdą albo jakieś wezwania?
    Co do kąta-beznadziejna sprawa! Mama ma konto, nikt nie ma upoważnienia, tato
    cale szczęście ma rentę i dorabia jako osoba chroniąca zakład, więc tragedii
    może wielkiej nie będzie, ale mama nas załatwiła nieźle, a do bankomatu
    twierdzi, że nie pamięta numeru, upoważnienia by jej ostatnia wypłatę przelano
    na moje konto nie chce podpisać, tłumacząc absurdalnie, że lekarz nie pozwala,
    sąd nie pozwala...Sąd ma jutro!
    Na Święta siedzimy wszyscy w szpitalu-trudno!Bo jak wyjdzie to nie
    wróci-jestem pewna!A ja chce żeby się wyleczyła.

  • ditta12 17.12.09, 12:10
    madena napisała:
    <pamiętam moje upokorzenie, mój wstyd, bezsilność i
    ubezwłasnowolnienie, gdy na oczach sąsiadów i przypadkowych gapiow w
    ka jdankach popychano mnie do wozu policyjnego.>

    Madeno!To jakiś horror ale wiem że często tak to się odbywa.Ja poszłam
    dobrowolnie choć było dwóch policjantów,trzech sanitariuszy i chirurg.Byłam
    spokojna,sama w domu,wzięli mnie na prośbę rodziny.fakt ze wydzwaniałam do nich
    w złości.
    Za to w szpitalu byłam w pasach na łóżku bo nie miałam papierosów i moje
    napięcie nerwowe sięgnęło zenitu.Udało mi się wygrzebać z tych pasów i potem już
    papierosy dostawałam i wszystko co mi było trzeba.Jestem wegetarianką i było tak
    że zaczęłam mieć zaburzenia związane z cukrem w organizmie(brak owoców).
    Przytulam Cię bo wiem co wtedy przeżywałaś,że okres pobytu w psychiatrkowie to
    walka o przetrwanie.
  • corka-matki 17.12.09, 12:57
    To dla was kochani taka ciekawostka na nadzieję na przyszłość:
    Naukowcy odkryli gen odpowiedzialny za skłonności do chorób psychicznych. Z
    badań przeprowadzonych na uniwersytecie w Edynburgu wynika, że ABCA13 jest
    częściowo nieaktywny u pacjentów cierpiących między innymi na schizofrenię,
    depresję i chorobę afektywną dwubiegunową. Gen reguluje te funkcje mózgu, które
    są zaburzone u osób chorych psychicznie. Naukowcy z Edynburga są przekonani, że
    to odkrycie jest przełomowe w rozumieniu przyczyn schorzeń psychicznych.

    Może też pomóc w opracowaniu nowych leków i metod terapii. Odkrycie jest owocem
    pracy międzynarodowej grupy badawczej na uniwersytecie w Edynburgu. Naukowcy
    przebadali 2 tysiące pacjentów z zaburzeniami psychicznymi i taką sama liczbę
    zdrowych osób.

    I proszę niech ktoś się odważy odpowiedzieć mi na kilka pytań!

    1. Czy osoba, która wyjdzie ze szpitala ma szansę być już normalna?( wiem, że to
    indywidualnie różnie bywa)Jeśli nie to jak długo jeszcze jest w stanie
    manii-całe życie a do tego górki?Kiedy znów będzie trochę lepiej, spokojniej,
    kiedy nie będę się bała tego co zrobi?
    Jaka jest szansa na całkowite wyleczenie?
    Dlaczego chorzy nie chcą zaakceptować faktu, że są chorzy!?
    I 700-1200 zł renty to wszystko???
    A co z pożyczkami mojej mamy? One w sumie przebijają sumę 700zł, to jak tu żyć?
    Czy my teraz cale życie będziemy płacić z mamy błędy w chorobie?Kiedy znowu
    wróci mania, jak szybko wróciła od pobytu w szpitalu, a może wcale nie wróciła?
    I dlaczego książka niespokojny umysł jest tylko do zakupienia na allegro za 95,
    00 zł, bo wszędzie nakład wyczerpany, lub wcale nie masad...ktoś czytał? I jak tu
    się dokształcać?
    Rety do tego nie mamy kuchni-mebli-mama miała kupić, ale tak 2 msc jej nie
    wyszłosad Remont dokończyliśmy-tato przez to ma tez zobowiązania
    finansowe...siostra niby wróciła z USA-ale to była wymian kulturowa, studiuje
    dziennie więc groszem też nie pachnie i tez to co przywiozła można powiedzieć
    wyłożyła część dla mamy. Ja swojej wypłaty wcale nie widziałam od 2 msc...a tu
    jeszcze Święta, wczoraj to sobie pomyślalam nawet, że ja następna, tylko czekać
    kiedy mnie dopadnie choroba-pewnie prędzej depresja
  • madena5 17.12.09, 13:26
    Corciu, nie wiem, czy wybaczylabym Swieta w Psychiatryku. Spedzilam
    tam Swieta Wielkanocne 3 lata temu po tej akcji z kajdakami.

    I mimo, ze powinnam byc weteranka bylo niehalo.
    Twoja mama uwaza, ze jest to tarczyca, bo jej inteligencja
    podpowiada jej, ze to niemozliwe, aby to bylo psychiczne.
    Ja nie przyjmowalam do wiadomosci, ze jestem chora psychicznie. To
    byly zalamania nerwowe, stres, spisek innych.Nie przyjmowalam nawet
    do wiadomosci, ze jestem chora. Bo trudno przyznac sie przed sama
    soba, ze jest sie wariatka. Ona ma szalone, niesamowite pomysly -
    lepiej brzmi. Dla mnie przejscie na rente w wieku 41 lat bylo
    porazka.
    Przed Wami dluga droga.
  • corka-matki 17.12.09, 13:38
    Ale ja mamie mówię, że chcę tylko lekarz decyduje, ja naciskać nie będę i dla
    mnie nie ważne gdzie ważne aby razem-miejsce nie jest istotne, choć wiem, że to
    nie to samo co dom...

    I co wezmę do domu i co dalej? Napady furii, krzyki, wyzwiska, wybieganie z
    domu albo inne głupstwa? To mają być Święta? Ja może bym to przeżyła, ale tato i
    siostra na pewno nie!A potem może będę mieć ją na sumieniu, bo serce zmiękło?
    Dla mnie to też nie jest łatwe,zobaczymy co będzie, ale po 2, 5 tygodnia
    człowiek od razu nie zdrowieje.
    Przecież będziemy z nią tam, fakt nie cały dzień, ale myślę dopóki nas nie
    wywalą...
    Moja mama ma 47 jeszcze i 27 lat pracy..a kto jej da rentę po jednym incydencie?
  • madena5 17.12.09, 13:54
    Ja mam 48 lat. Wezcie na swieta. Bedziecie pilnowac tabletek. Jezeli
    bedzie cos niepokojacego, dzwonicie do szpitala lub na pogotowie.
  • lolinka2 17.12.09, 13:58
    córko-matki
    w szpitalu spędziłam kilka miesięcy (Klinika Psychiatrii UM w Lublinie)
    byłam tam na własne życzenie, wyszłam, gdy uznaliśmy z lekarzem prowadzącym
    (zgodnie) że wystarczy smile
    Na swoją tzw normalność w zasadzie nie narzekam. Pracuję (dużo,
    odpowiedzialnie), wychowuję dzieci... Nastrój się buja z różnymi wychyleniami,
    ja biorę głęboki oddech, patrzę na siebie oczami widza i... do przodu. Bo trzeba
    żyć. I dobijać do poziomu normalności. Trzymać się go.
    Jestem chora. Ano jestem i tu wątpliwości nie ma. Okresowo zastanawiam się, na
    ile moja diagnoza jest słuszna, ale tu znajomi (uznani) specjaliści są zgodni:
    ChAD. Nie zauważyłam, żeby ktokolwiek z otoczenia przerażał się tym, co mogę
    nawywijać w bliższej czy dalszej przyszłości. Wręcz przeciwnie - od paru lat
    sama pomagam wywijającym z otoczenia smile
    Dokształcałam się w sieci. Jamison pożyczył mi mój psychiatra. Jako książka
    edukacyjna sprawdza się średnio, jako opis przypadku dość interesująca.
    Straty finansowe generowane ze względu na wrodzone skąpstwo prezentują się mało
    okazale - o oby tak zostało.

    Czyli DA SIĘ.
    --
    A mnie to Vichy!
  • gabrynia27 17.12.09, 14:40
    Lolinko jak miło gościć na tym forum osobę z Lublina. Ja też tu mieszkam. Mój
    tatuś leczy się na razie w szpitalu psychiatrycznym w radzyniu podlaskim, ale
    jak tylko jego stan sie poprawi planujemy kontynuację leczenia w Lublinie. Masz
    może namiary na jakiegoś dobrego specjalistę od CHAD, u którego Ty się leczyłaś.
    Możesz mi jakiegoś polecić. Dużo słyszałam o Panu Gustawie Kozaku z PsychoSoma,
    ale nie wiem na ile te informacje są sprawdzone. Z góry dziękuję.
  • lolinka2 17.12.09, 17:14
    Gucio K. mnie leczy od 2004 smile
    I potwierdzam, że choć specyficzny, to rewelacyjny jest.
    Poza tym, zawdzięczam mu obecnie wykonywany zawód, bo do zrobienia pierwszego
    tłumaczenia medycznego niemal mnie zmusił smile gdy wychodziłam ze szpitala, potem
    rozpowszechnił mój namiar w kilku klinikach... i poszło z górki.

    A gwoli ścisłości: jestem zdecydowanie spoza Lublina (jesli 150 km stanowi o
    dystansie "zdecydowanie spoza"), tylko się przywiązałam do lekarza & kliniki.
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • gabrynia27 17.12.09, 19:12
    Cieszę się, że Ci się udało zatrzymać tę chorobę i mimo problemów jesteś taką
    ciepłą osobą. Mam nadzieję, że mój tatuś wkrótce zda sobie sprawę z tego, że
    jest nam potrzebny zdrowy i z pełną świadomością swojej choroby.
  • corka-matki 17.12.09, 22:49
    Podziwiam Lolinka2, że dajesz sobie radę, ja nie wiem jak z moją mamą będzie,
    dzisiaj była u niej siostra nawet tak w miarę było...
    Ale 2 minusy dzisiejszego dnia to takie, że po 1. Przyszło 500zł za
    rozwiązanie umowy tej a 2. 500zł niedopłaty za wodę-116m za zimną wodę i 24 m za
    ciepłą-wyobrażacie sobie, 1m to tysiąc litrów wody, dla porównania znajomy taty
    ma 9 za zimną....Mama miała manie prania.Pisałam, że non stop cały czas, do tego
    sama się kąpała-cała wanna-kilka razy w ciągu dnia nawet i cała woda wanny żeby
    żółw pływał.
    I wiecie co szczęście w tym wszystkim to to, że czytam sobie pierwszego
    pożegnalnego smsa od mamy a w nim nie dawało mi spokoju, to, że mama podała PIN
    do bankomatu, podział majątku( jakby miała a wiele nie ma hehehe) no jednym
    słowem jak wcześniej mówię do taty o tym pinie to on, nie mama by w życiu nie
    podała, to zmyślone i nie próbowaliśmy , ale dzisiaj poszłam w ten śnieg z
    siostrą i o dziwo wypłaciłyśmy pierwsze 20, 00 zł, tato da jutro mamie. I teraz
    plan jest taki aby-spłacić zadłużenie i kupić kuchenkę i meble do kuchni-nie na
    wymiar, tylko takie aby w miarę były-ja trochę nie jestem tej decyzji pewna, ale
    siostra i tata mówią, że mama dość narozrabiała i też musi ponieść konsekwencje
    swego czynu i że oni nic złego nie robią tylko to co należy.
  • corka-matki 17.12.09, 22:49
    Podziwiam Lolinka2, że dajesz sobie radę, ja nie wiem jak z moją mamą będzie,
    dzisiaj była u niej siostra nawet tak w miarę było...
    Ale 2 minusy dzisiejszego dnia to takie, że po 1. Przyszło 500zł za
    rozwiązanie umowy tej a 2. 500zł niedopłaty za wodę-116m za zimną wodę i 24 m za
    ciepłą-wyobrażacie sobie, 1m to tysiąc litrów wody, dla porównania znajomy taty
    ma 9 za zimną....Mama miała manie prania.Pisałam, że non stop cały czas, do tego
    sama się kąpała-cała wanna-kilka razy w ciągu dnia nawet i cała woda wanny żeby
    żółw pływał.
    I wiecie co szczęście w tym wszystkim to to, że czytam sobie pierwszego
    pożegnalnego smsa od mamy a w nim nie dawało mi spokoju, to, że mama podała PIN
    do bankomatu, podział majątku( jakby miała a wiele nie ma hehehe) no jednym
    słowem jak wcześniej mówię do taty o tym pinie to on, nie mama by w życiu nie
    podała, to zmyślone i nie próbowaliśmy , ale dzisiaj poszłam w ten śnieg z
    siostrą i o dziwo wypłaciłyśmy pierwsze 20, 00 zł, tato da jutro mamie. I teraz
    plan jest taki aby-spłacić zadłużenie i kupić kuchenkę i meble do kuchni-nie na
    wymiar, tylko takie aby w miarę były-ja trochę nie jestem tej decyzji pewna, ale
    siostra i tata mówią, że mama dość narozrabiała i też musi ponieść konsekwencje
    swego czynu i że oni nic złego nie robią tylko to co należy.
  • gabrynia27 18.12.09, 08:31
    Damy sobie radę z tym "garbem". Trzeba tylko dać trochę czasu naszym rodzicom. Z
    moim tatą juz jest trochę lepiej. Wczoraj prosił mnie żebym znalazła mu jakiegoś
    dobrego specjalistę od chad. Twoja mamusia też dojdzie do siebie. Wróci do domu
    i na pewno przyjdzie refleksja nt. choroby i pobytu w szpitalu. Wierzę, że zda
    sobie sprawę z tego, że szpital był dla niej najlepszym rozwiązaniem.
  • 38takatam 18.12.09, 10:26
    corko-matki

    Czy nie uwazasz,ze jestes nadopiekuncza? Moze i rozumiem Twoja troske,milosc i
    oddanie-ale tak jakos mam przeczucie,ze cos jest nie tak.
    Ciezko Ci pojac,ze choroba jest umyslowa i ze to musi wymaga czasu zanim cos
    zacznie sie zmieniac?
    Plusy,minusy...dziecinada.Ograniczanie fajek-to nie do wybaczenia itp.
    Piszesz,ze wszystko rozumiesz,ale tak naprawde niczego nie rozumiesz(i nie
    dziewie sie)
    Tez bylam w szpitalu i to nie z powodu ktorejs z faz,tylko na zmiane lekow.
    Myslalam,ze nie przezyje-napierw odstawiali mi jeden,potem zafundowali mi
    intreakcje z innym-po 9 tygodniach uwierzyli,ze jest ze mna coraz gorzej...
    wW tym czasie moj partner wiedzial o tym forum-ale tylko czytal.Gdyby mial
    zamiar opisywac to co sie ze mna dzialo...byloby to dla mnie upokorzeniem.I nie
    wybaczylabym mu tego.Przeciez to nie ja wyganialam Go ze szpitala,nie ja
    rozkazywalam i mialam ciagle o cos pretensje...
    Nie masz pojecia jak to jest.
    Bylabym zla,gdyby ktos wybral za mnie meble do mojej kuchni. To kara tak? Mama
    ma poniesc konsekwencje-totalna bzdura!
    I jeszcze jedno-jestem na chorobowym.Otrzymuje ok 720zl. miesiecznie.

  • 38takatam 18.12.09, 10:41
    (komp mi nawalil,sory)
    Wiec tak-chorobowe 720zl-a rata kredytu za moje ostatnie szalenstwo 750zl. Mania
    byla 2,5 roku temu,a kredyt jeszcze dlugo bedziemy splacacsad
    Za leki place 230zl miesiecznie...
    Taka to kur..... choroba!
    Mam nadzieje,ze w koncu dotrze to do Ciebie.

    Nie zazdroszcze i pozdrawiam.
  • lolinka2 18.12.09, 10:54
    ale kurka - takie jest życie - masz kasę, to kupujesz, nie masz - to gryziesz
    klepki....

    dlaczego ktoś niepoczytalny ma być ponad prawem i wszyscy mu mają wszystko fundować?

    prosta sprawa: ma kasę - ma fajki, skończyła się kasa - nie ma fajek;
    jeśli w grę wchodzi niepoczytalność umysłowa, to najpierw logicznie opiekun
    prawny opłaca rachunki, coby osoby danej nie zadłużyć, następnie to co zostaje
    (JEŚLI ZOSTAJE) dzieli się na dniówki i pozamiatane. A jeśli ktoś dniówkę odda
    Zdzisiowi czy Rysiowi, to niech sobie wsadzi w dupę żądania fajek, kosmetyków
    etc. "Miałeś chamie złoty róg..." Reszta rodziny tez ma swoje prawa. Nie może
    być tak, że zachcianki chorego psychicznie żądzą całym życiem.
    Więc: jeśli pacjent narobi sobie długów, to te wraz z bieżącymi rachunkami są
    spłacane w pierwszej kolejności i sorry vinnetou - kokosów nie będzie... krem
    nivea z kiosku ruchu za 2 pln i basta!
    W tym domu, zdaje się, poza matką mieszka tez ojciec, nie? A on nie może wybrać
    mebli do kuchni?
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • corka-matki 18.12.09, 11:09
    Lolinka 2 dzięki, bo podzielam twoje zdanie, ale sama nie wiem już czy dobrze
    robię pisząc na tym forum, na pewno nie chcę upokorzyć mamy.Dlaczego kto inny
    sugeruje, że to jest upokorzenie? ja wile razy tak nawiasem dodać też czułam się
    upokorzona.
    Jestem nadopiekuńcza? Prawdopodobnie tak, sama zdaję sobie z tego sprawę, nie
    wiem dlaczego aż tak, być może z faktu, że ja tego nie miałam,nie doświadczyłam,
    udziela mi się to nie tylko w stosunku do mamy, ale również do siostry i taty,
    kocham moją rodzinę i mam zbyt miękkie serce i zawsze zbyt bardzo się przejmuję,
    biorę głęboko do siebie...
    To tyle na dzisiaj chciałam powiedzieć, może w ogóle-nie wiem czy mam
    kontynuować moje pisanie, muszę to przemyśleć raz jeszcze, dziękuję i
    pozdrawiam, drga mi dzisiaj strasznie oko...Rozmawiałam z mamą przez tel. jest w
    dobrym stanie, może Święta spędzimy razem.
  • madena5 18.12.09, 11:23
    Biedna Fryzelda,
    caly problem polega na tym, ze corka-matki nie moze sie pogodzic z
    choroba umyslowa matki, a wymaga aby Fruzia natychmiast stala sie
    Fryzelda, czyli ta operatywna, przebojowa matka, jaka byla przed
    choroba.
    Corka-matki latwiej pochodzilaby sie, z wiadomoscia, ze mama ma
    raka, albo bialaczka. Za to by ja nie karala.
    Poprosilaby lekarzy, aby mama byla na Wigilie.
    Taka bajka
  • corka-matki 18.12.09, 11:53
    To prawda!!!!!Masz babo placek-rozgryźli mnie! Nie mogę się pogodzić jeszcze,
    nie dowierzam, nie rozumiem, chcę wierzyć, że to menopauza, że hormony,
    nadczynność tarczycy, załamanie nerwowe, wszystko inne ale nie mania!!! Nie
    dlatego, że to choroba umysłowa, tylko dlatego, że żyć tak jest ciężko okrutnie.
    Kocham mamę, i jeżeli będzie chorować będę musiała się z tym pogodzić, ale to
    tez wymaga czasu, może nie dojrzałam na tyle.
  • madena5 18.12.09, 12:22
    Dlatego mama potrzebuje teraz osob bliskich, aby sie wspolnie z tym
    oswoic. Mam nadzieje, ze czytalas w watku co nas stabilizuje, to
    wiekszosc pisala poczucie bezpieczenstwa.
    Wiec powtarzam jak mantre. Zabierz mame przynajmniej na Wigilie z
    Psychiatryka. Nie musicie miec na juz tych szafek w kuchni.
    Przygotujcie dla mamy Wigilie.
    Nie chcialabys, aby mama spedzala wigilie w szpitalu na onkologii.
  • madena5 18.12.09, 12:37
    "Nie mogę się pogodzić jeszcze,
    nie dowierzam, nie rozumiem, chcę wierzyć, że to menopauza, że
    hormony,
    nadczynność tarczycy, załamanie nerwowe, wszystko inne ale nie
    mania!!! Nie
    dlatego, że to choroba umysłowa, tylko dlatego, że żyć tak jest
    ciężko okrutnie. "

    I masz odpowiedz, corko, dlaczego tak ciezko pogodzic sie z wlasna
    ciezka choroba psychiczna.
    Ja jestem na etapie akceptacji.
    A pogodzenie?
    Wczoraj uswiadomilam sobie, ze mam szanse umrzec przed mezem.
    Odpadla mi nastepna troska i lek w depresji. Jak ja przezyje
    starcze, afektywne 10 lat w samotnosci? Za 700 zl miesiecznie?
    Toz to teraz tyle wydajemy miesiecznie na papierosy!
  • 38takatam 18.12.09, 12:53
    Dlaczego kto inny
    sugeruje, że to jest upokorzenie?


    A dlaczego? Posluchaj:kilka miesiecy temu, moj facet dostal w nocy sms...na
    pytanie od kogo-nie umial jasno odp. Po paru dniach przyszedl do mnie i
    mowi-pisalem ze znajoma o tobie,twojej chorobie...pytala jak ja sobie radze.
    Ku..a jasna mnie wziela! Prosze jaki tupet,troska czy do cholipki co jeszcze? A
    co ja jestem monstrum jakies? Nawet na oczy babki nie widzialam...Zabolalo. On
    zrozumial,ze nigdy nie powinien o mnie mowic obcym.Dlatego,ze to moja
    choroba,moj wstyd i moja prywatna sprawa o ktorej ja moge komus powiedziec,albo
    nie,inaczej nazywam to zdrada.
  • lolinka2 18.12.09, 13:41
    38takatam
    czyli córka-matki ma nie szukać wsparcia Bo Jaśnie Wielmożną Przenajświętszą
    Maniaczkę może urazić?

    Dobre sobie... a Maniaczka może urażać na prawo i lewo, bo jest Maniaczką. I
    wszystko jej wolno, bo chora. A guzik, nie ma ludzi ponad prawem.
    Przyjmij zatem do wiadomości, 38takatam, że życie toczy się dalej... show must
    go on... ludzie chorują, zdrowieją lub nie, są produktywni lub nie (jeśli są to
    fajnie, jeśli nie - to trudno), ale rodzina też żyć musi... I jeśli dziewczynie
    odmówi się wsparcia bo kogoś urazi że ona mogłaby kogoś urazić (co uważam za
    chore i przewrażliwione podejście, bo nikogo nie obraża, nie używa słów uznanych
    powszechnie za obraźliwe, chce pomóc i nie wie jak, ale chce żeby ją również
    ktoś wsparl i ma do tego prawo!), to efekt będzie taki że ona sama powiększy
    grono chorych psychicznie (depresja, załamanie nerwowe - cokolwiek...). Chcemy
    tego? Ja nie.
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • corka-matki 18.12.09, 13:45
    38takatam przypominasz mi moją Fruzię, która jest przekonana o swoich wyłącznie
    racjach( zawsze najmądrzejsza, zawsze wie najlepiej, jest nieomylna i nie ma
    kompromisu, stawia na swoim i tyle, ale miewa tez przebłyski super dobroci, może
    się mylę ale tak mi to pasuje właśnie na taki obrazek)
    Przepraszam za szczerość, ale uważam, że ta choroba nie jest tylko i wyłącznie
    sprawą mojej mamy, bo najbardziej cierpimy na tym my-najbliżsi, mama być może
    albo i nie koniecznie też pocierpi, ale tylko jak się wyleczy lub będzie w
    stanie remisji, bo tak to nie wiem czy zda sobie sprawę i czy będzie ją to
    interesować.
    My nie mamy tej możliwości "odlecieć" i nie przejmować się, być radosnym i
    zadowolonym! Tak tak, to choroba...A my to co zdrowi?My też chorujemy:z
    bezsilności, przykrości, bezradności, daremnych wysiłków i starań, bezsennych
    nocy, bo albo chory nie dam nam spać, albo trzeba go pilnować, albo myśli
    rozsadzają głowę i co za tym idzie bezsenność a my spać potrzebujemy-nasze
    zdrowie również słabnie!Zapuchnięte oczy, spadek wagi, kula w brzuchu,
    nerwowość, płacz, żal, stres który wyżera wnętrze?
    TAK OGROMNIE TRZEBA PANOWAĆ NAD SOBĄ BY SAMEMU NIE POPAŚĆ W DEPRESJE!

    A do tego jak w kalejdoskopie trzeba mieć cierpliwość, spokój, miłość,
    zrozumienie, akceptacje, dawać poczucie bezpieczeństwa, nie opuszczać....
    Uważam, że mówić o tym to nie wstyd, ale plotkować nie wypada.Skrywane emocje
    nie są dobre, przesadna wylewność tez nie...a historia mojej mamy niech będzie
    przestrogą dla niej samej i dla innych. Nie wstyd być chorym, ale wstyd
    zaprzeczać będąc zdrowym.
    Jeśli robię coś niesłusznego, nieetycznego to odpowiem i ja za to.
  • 38takatam 18.12.09, 13:59
    ...a historia mojej mamy niech będzie
    przestrogą dla niej samej i dla innych.


    Dobre sobie.To tak jakby w chorbe mama wpadla sama i odnajdywala w tym sens.Gdyby bylo jak myslisz,nie byloby psychozy w manii.

    Nie chce nikogo urazic-boli mnie tylko nadmierny atak na chora-to wszystko co mam do napisania.
    Pozdrawiamsmile
  • lolinka2 18.12.09, 14:10
    Czy jeśli ktoś jest chory, to znaczy że automatycznie traci możliwość logicznego
    wnioskowania w okresach poprawy stanu zdrowia?

    Jeśli ktoś sobie daje na to przyzwolenie, to właściwie dobrze mu w życiu, ale
    współczuję szczerze tym wszystkim, którzy się muszą z tą osobą UŻERAĆ.

    Jeśli natomiast zakładamy, że choroba - ok, trudno, ale człowiek jest
    człowiekiem i wymagania w okresie poprawy stanu zdrowia są jak wobec człowieka,
    to zakładamy też, że mania kończy się krytycznym nastawieniem do objawów choroby
    (btw, taki wpis w karcie szpitalnej świadczy o skuteczności leczenia). I to jest
    moment, żeby z manii wyciągnąć wnioski: jakie były pierwsze "jaskółki"? jakie
    objawy w przyszłości powinny zaalarmować? kiedy poprosić o pomoc? kogo poprosić
    o pomoc? w jakiej sytuacji konieczna jest hospitalizacja?

    Takie podejście służy zminimalizowaniu szansy na powtórkę z rozrywki, całkowity
    odlot, szpital etc.; zwiększa samoświadomość, poczucie kontroli nad samym sobą,
    pomaga - krótko mówiąc - w powrocie do normalności.
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • corka-matki 18.12.09, 14:12
    To nie jest 38takatam żaden atak.

    Jakaś świadomość w tej chorobie istnieje przecież, tak czy się mylę?
    Skoro czuje się człowiek, dziwnie, zauważa sam swoje pierwsze objawy to idzie
    się do lekarza, bierze się leki, bo wiadomo w dalszej fazie to już nie jest
    możliwe...Jest coś takiego jak samospełniające się proroctwo i ja się obawiam,
    że moja mama nigdy nie podejmie leczenia, nawet jeśli będzie już sobą, nie
    uwierzy, że jest chora.
    Jeśli dla mnie to jest trudne dla niej trudniejsze x 2, obym się
    myliła...zadziwiające, że mama nie miała depresji i lekarz twierdzi, że raczej
    nie będzie jej mieć.To jak do tego się odnieść?
  • corka-matki 18.12.09, 14:23
    lolinka 2 widzę , że myślimy podobniewink
  • madena5 18.12.09, 14:54
    "a historia mojej mamy niech będzie
    przestrogą dla niej samej i dla innych"

    Zgupialam jeszcze bardziej jak to przeczytalam. Historia Twojej mamy
    ma byc przestroga dla nas? To tak jak bys chciala przestrzec osoby,
    ze moga zachorowac na raka, cukrzyce i bialaczke. To tak, jakbys
    przestrzegala rodzicow, ze ich dziecko moze byc Downem.

    "zadziwiające, że mama nie miała depresji i lekarz twierdzi, że
    raczej nie będzie jej mieć.To jak do tego się odnieść?"

    Bo jest moze schizomaniakalna, tak jak ja. Depresje moga przyjsc
    pozniej np.z powodu tego, gdy wroci swiadomosc, co sie porobilo.
    Gdy dowie sie duzo o chorobie.




    o, to corko, chce Ciebie przestrzec przed wszystkimi chorobami na
    jakie mozemy zapasc niezaleznie od nas.

    No tak, nigdy nie wiadomo, co nas moze dopasc.

    "Nie wstyd być chorym, ale wstyd zaprzeczać będąc zdrowym."
    Czyli jak jestem chora psychicznie to nie mam sie wstydzic.
    Natomiast jesli jestem zdrowa i zaprzeczam chorobie to wstyd?
  • corka-matki 18.12.09, 15:03
    madena 5 pogmatwane to wiem...sama łapie się na tym, że chorobę traktuje
    momentami jak nie chorobę, a chciałam przestrzec nie tyle przed sama chorobą(
    ale to też, bo coś mi się wydaje, że wy macie wspólne charakterystyczne cechy i
    zachowania) co pomóc zrozumieć jak ludzie się w niej zachowują, żeby sobie
    uświadomili, że to naprawdę trudne i jak ich bliscy to przeżywają, żeby nie
    uciekali od leczenia i dopiero po którejś tam hospitalizacji dotarło do nich, że
    potrzebują pomocy...aj wiem to nie jest wszystko takie proste jak by się chciało
    A jeśli jesteś zdrowa i zaprzeczasz, że kiedykolwiek byłaś chora a powie ci to
    lekarz jeden, drugi, trzeci...to tak to wstyd!
  • corka-matki 18.12.09, 14:49
    Jejku mama zadzwoniła właśnie do taty, ze wychodzi ze szpitala, żeby w
    niedziele przyszedł, bo ona zgodziła się leczyć dobrowolnie a skoro tak to na
    własne życzenie wychodzi....Czy ona znowu fantazjuje czy nie? Lekarz zajęty na
    ten moment, żeby zapytać, tato z siostra wystraszeni, to ona może tak zgodzić
    się i od razu wyjść w nie najlepszym stanie zdrowia?
  • madena5 18.12.09, 15:06
    Corko-matki,
    dobrze, ze mama podpisala zgode. Teraz trzeba ja w niedziele
    lagodnie przekonac, ze wyjscie zalezy od lekarzy i obiecac, ze
    porozmawiacie z lekarzem i ja wezmiecie na swieta, bo okazalo sie ze
    to nie tarczyca
  • corka-matki 18.12.09, 15:23
    Dodzwoniłam się i lekarz powiedział, że nic mu nie wiadomo aby mama wyszła i ,
    ze rodzina by wiedziała o takim stanie od lekarza i że nie wie o dobrowolnym
    leczeniu i podpisaniu, że lekarza trzeba pytać mamy, ...czyli kłamie, a dwa
    powiedziała, ze niech tylko ruszymy jej z kąta pieniądze albo niech dyrektorka
    nam tylko spróbuje dać jej wypłatę to...niedokończęsad
  • madena5 18.12.09, 15:27
    ja bym na waszym miejscu przyniosla jej wykaz zaplaconych rachunkow,
    ktore wyplacaliscie z konta. Uspokoi sie, a i wy bedziecie miec
    kontrole
  • corka-matki 18.12.09, 20:01
    Dopadło mnie potworne zmęczenie...oby jutro mieć więcej sił.
  • corka-matki 19.12.09, 11:15
    Jadę o 14 do Fruzi, zabieram jej dobrą koleżankę, mam nadzieję, że to nie jest
    zły pomysł.
    Zrobiłam jej naleśniki z dżemem i serem, bo po plackach chciałaby naleśniki,
    trochę się namęczyłam, bo nie mamy tymczasowo wody w mieszkaniu, ale poradziłam
    sobiesmile
  • madena5 19.12.09, 17:25
    Chyba nie ucieszylabym sie tak bardzo, ze kolezanka widzi mnie w
    takim stanie po 2 tygodniowym pobycie w Psychiatryku. Ze zerka na
    innych wokolo, ze siedzimy albo przy lozku, albo w jakies swietlicy
    za stolem z cerata.

    Gdy moja przyjaciolka, z ktora siedzialysmy zawsze na lawce w
    szpitalnianym parku, przyprowadzila swoja 19-letnia corke, bo bedzie
    mi milo, czulam tylko wstyd.
    A to bylo w lato na lawce. Nie widziala oddzialu.

    Corko, nie dobijaj, nie rozpowiadaj wokolo, niech jak najmniej osob
    widzi ja w takim stanie, w Psychiatryku. Ma duzo zycia przed soba, i
    wierz mi dlugo bedzie sie tego wstydzic. Jezeli nie tego, ze jest
    chora psychicznie, to wstydzic sie objawow tej choroby.

    Pozdrawiam
    madena
  • ola_agn 19.12.09, 18:47
    Ale Madena, ludzie roznie reaguja i chyba nieslusznie zakladasz,
    ze wszyscy sie wstydza. Szpital jak szpital, nierzadko
    czystszy/ladniejszy od interny.. Czesc osob sie przede wszystkim
    w psychiatryku nudzi, czekaja na odwiedziny, potrzebuja
    zainteresowania/akceptacji, odnawiaja kontakty z dawno
    niewidzianymi znajomymi. Roznie jest.
  • madena5 19.12.09, 19:00
    Bylas w Psychiatryku jako pacjent, czy osoba odwiedzajaca?
  • ola_agn 19.12.09, 19:40
    Roznie.

    Ale powyzsze pisalam z pozycji osoby, ktora usilowala wytlumaczyc
    "swiatu", ze przywozenie (na wyrazne i czesto powtarzane
    zaproszenie) z drugiego konca polski trzyletnich blizniakow by
    odwiedzily w szpitalu ciotke jest bez sensu, bo dzieci na oddzial
    nie wpuszcza...
  • corka-matki 19.12.09, 19:19
    Mama bardzo się ucieszyła z odwiedzin koleżanki wbrew moim obawom,
    żartowała, smiała się, była nawet w dobrej kondycji,troszke łaziła z
    miejsca w mmiejsce i mówiła, że wyjdzie na własne zyczenie, bo
    podpisała dokument o dobrowolnym leczeniu, szantazowała mnie
    troszeczkę, tłumaczyła pewne zajścia, troszke ubarwiała,
    koloryzowała, okłamywała, ale tak naprawde byłam dzisiaj z niej
    zadowolona, ale jednocześnie pełna obaw jak to będzie jak wyjdzie.
    Mama opowiadała co jest nie tak w szpitalu, jakie tu czubki, jak
    się zachowują...czuję, że ona wie, wie, że jest chora. nie wiem po
    prostu to czuje, ale jednocześnie widzę, że nie wierzy w to.
    Nakłania mnie bym prosiła lekarza aby wyszła.
    Ucieszyła się z nalesników, zjadła na raz chyba z 10. Potem bułkę,
    piła non stop, opowiadała kolezance rózne dni swojego pobytu, snuły
    plany co będą robić w przyszłości, wyściskały się, wycałowały. Nie
    widziałam żalu u mamy, ale na koniec była juz niespokojna i chciała
    spać, nam kazała sobie pójść do domu. Wie o opłacie za zerwanie
    umowy, powiedziała, jakby tłumaczyła się, że była
    zdenerwowana...Naprawdę byłam dzisiaj szczęsliwa widząc ją w dobrej
    kondycji-jak dotychczas najlepszejsmile Kocham ja jeszcze mocniej.
    ...tylko tak bardzo boje sie"jutra". Tego, że gdyby wyszła na
    Swięta już by tam nie wróciła i leczenie poszłoby na marne...W
    tygodniu będę cos wiecej wiedzieć.
  • ditta12 19.12.09, 19:41
    córka- matki napisała:
    <Mama opowiadała co jest nie tak w szpitalu, jakie tu czubki, jak
    się zachowują...czuję, że ona wie, wie, że jest chora. nie wiem po
    prostu to czuje, ale jednocześnie widzę, że nie wierzy w to.>

    Jakie czubki?A Twoja mama to jedna normalna w tym szpitalu?Ciekawe!
  • madena5 19.12.09, 20:44
    Tak Ditta. Matka corki jest normalna, bo tak mysli. Daje glowe, ze
    uwaza, ze jest tam z powodu tarczycy. "Ona wie, wie, że jest chora."
    Uwaza, ze chora na tarczyce
  • corka-matki 19.12.09, 23:19
    Tak , dokładnie tak, mama uważa , że jest w szpitalu z powodu tarczycy i
    ewentualne jej dziwne zachowania to nic innego jak jej nieleczenie,czasami
    dorzuca, że uważamy, że ma anoreksje.
    Fruzia nawet koleżance tak mówiła. Też chciałabym oszukać samą siebie i
    uwierzyć, że Daj Boże to nieleczona tarczyca.
    I poprawiam się, nie powiedziała czubki tylko wariaci, nawet mówi o szpitalu:
    w tym wariatkowie to wiecie...Jednak ma też dobre zdania o niektórych, że mają
    tylko małe problemy, że niektórzy t wspaniali ludzie, że szkoda jej tej czy
    tamtej...I zadziwiło mnie nawet, że tłumaczyła pewnej dziewczynie i odciągała od
    płci przeciwnej , że ma przecież chłopaka X , który na nią czeka i żeby się nie
    czepiała innych.
    Mówiła tez o tym, że zaspała dzisiaj po raz pierwszy, bo do 8:30 spała,
    narzekała na kibelki, na to, że panowie z gołymi ptakami latają i pokazują
    niektórzy i, że ona nie chce na to patrzeć, na materac, że przeszczany i że
    często prosi o nową pościel, pokazała jak sama podszyła spodnie sobie, mówiła,
    że lubi zajęcia na terapii, bo robi dużo potrzebnych rzeczy i podobnych jak w
    pracy u siebie. Że lekarz tylko kilka słów zamienia i tyle i przestrzegła żeby
    tylko jej konta nie ruszać i, że jak wyjdzie pospłaca wszystko i mi odda.
    Chwaliła mnie koleżance, że ma dobrą córkę(przyjemnie),ale poskarżyła, że 2 dni
    mnie nie było.I następne życzenie Fruzi śledzie-spełnimy oczywiście. I wyprosiła
    od koleżanki maskarę do oczu, bo tak bardzo jej potrzebna, mówiłam, że naprawdę
    nie musi się malować, że bez makijażu, też ładnie wygląda, ale nie uwierzyła
    tosmile. Niech jej będzie...Prosiła, o Święta. Jeśli to będzie zależeć od nas nie
    mogę w tym wypadku być zbyt miękka, aczkolwiek muszę to przedyskutować z
    lekarzem, bo najbardziej boje się o jej powrót, bo w takim stanie skłonna
    byłabym ją zabrać,ale co będzie jak dowie się, że ruszyliśmy pieniążki?!
  • madena5 20.12.09, 14:28
    No, coz.
    Trzeba powiedziec sobie na glos. Z najblizsza rodzina. Ty, tata,
    siostra i Twoj maz.Ze to choroba psychiczna. Do konca zycia. Wadliwe
    funkcjonowanie neuroprzekaznikow w mozgu. Ten epizod psychotyczny,
    jak niezrozumiale okresla się w psychiatrii, może się powtórzyć. Nie
    wiadomo za ile i nie wiadomo o jakim nasileniu. Może przy stalym
    zazywaniu tabletek będzie dlugotrwala remisja, czyli zdrowie i po
    np.10 latach nie będzie już manii, ale lagodna hipomania.

    Skad to sie wzielo? Nie wiadomo. Mama ma wieksza sklonnosc,
    podatność, ryzyko, aby na nia zapasc. Mysle, ze ta skłonność jest
    mniejsza niż ryzyko raka pluc, gdy się pali.
    Co powoduje, ze uspiona choroba się budzi?
    Mogę tylko dywagowac. Uwazam, ze u Twojej mamy długotrwały stres.
    Rok temu Twoje wesele, remont mieszkania.
    Poczucie, ze wszystko jest na jej glowie, bo z tego co piszesz to
    mama jest osoba kierujaca w Waszej rodzinie.

    Chciałaś, albo już nawet dalas mamie nasza dyskusje na tym forum.
    Mysle, ze dla Waszej rodziny lepiej byloby, gdybys najpierw dala to
    do przeczytania Tacie, siostrze i Twojemu mezowi.

    Mama teraz jest pod wpływem lekow. Bardzo trudno jej się skupic na
    przeczytaniu nawet pol kartki.


    Napisalas: „Prosiła, o Święta. Jeśli to będzie zależeć od nas nie
    > mogę w tym wypadku być zbyt miękka, aczkolwiek muszę to
    przedyskutować z
    > lekarzem, bo najbardziej boje się o jej powrót”

    To czy zabierzecie mame na swieta zalezy przede wszystkim od Was.
    Jeżeli mama podpisze zgode na leczenie np. w poniedzialek czy
    wtorek, to lekarze zwłaszcza po 2 tygodniach pobytu, zawsze zgadzaja
    się na przepustke pod opieka rodziny.
    Bo możecie mame zabrac np. o 16-17 w wigilie i odprowadzic za 24
    godziny lub 48 godzin.
    Będzie pod wpływem lekow. I wy musicie przestrzegac, żeby o
    ustalonej godzinie wziela leki i poszla spac o 22-giej.
    No, i nie rozumiem dlaczego w tym wypadku masz być twarda? Bo macie
    cos przed nia do ukrycia? Co? Jej chorobe? Stan jej konta?
    Zrobcie wykaz ile pieniędzy wyciągnęliście przez miesiąc. Powiedz o
    bankomacie.

    Pozdrawiam
    PS. Radziłabym Wam i Waszej mamie nie mowic ludziom i w jej pracy,
    ze to CHAD, dwubiegunowka. Trzymałabym się wersji, ze to zaburzenia
    nastroju wywolane tarczyca.

    Bo z rakiem np. tarczycy można się pogodzic, patrzec dumnie w oczy
    innych. Bo gdyby mama miala raka to na pewno nie zwolniliby jej z
    pracy. Rozumieliby i współczuli, ze przez 6-9 miesiecy się leczy.
    No, wiec niech ma szanse, gdy za 3-6 miesiecy powroci do zdrowia.
  • corka-matki 20.12.09, 15:16
    Byłam w szpitalu z tatą i siostrą, ale nie wpuścili nas, więc zeszliśmy do
    cioci i tato tylko został wprowadzony. Chyba mają nacisk z góry.
    Mamę widziałam chwile jak jej rzeczy podawałam, była niespokojna, dopytywała o
    papierosy, przekazałam też śledziki, ale zapomniałam o chlebkusad i balsam do
    ciała pięknie pachnący aby była tylko zadowolona.
    Tato powiedział jej tylko, że kupił kuchenkę, ale nie interesowało ją to zbyt
    bardzo i nie dopytywała skąd pieniądze...
    Ja w tym czasie siedziałam z siostrą i czekałyśmy. Zastanawiamy się jak t
    wszystko się poukłada i czy się poukłada.
    Święta, ja bym była skłonna zabrać mamę na przepustkę, ale właśnie obawa jak
    ją później odstawimy. My wiemy z góry, że ni wróci z powrotem.Dwa ciągle boimy
    się, że wyjdzie na własne życzenie, siostra jest tym faktem przestraszona.
    Chciałaby żeby ten pobyt w szpitalu coś jej dał a nie żeby wyszła i od nowa to
    samo, bo jaki to ma sens???
    Mamie nic do czytania nie dałam jeszcze, dam jak uznam , że to odpowiedni moment.
    ..ale jak człowiek, który zostaje umiejscowiony w szpitalu bez jego zgody,
    może ją za chwilę wyrazić i wyjść sobie? Jak osoba, która na ten moment nie jet
    stabilna może o sobie sama decydować?
    Boimy się, że to nigdy się nie skończy.Mama prosiła tatę o Święta...ach, gdybym
    miała gwarancje, że wróci do szpitala, nie będzie sprawiać problemów, to
    zabrałabym od razu, ale kto mi da taką gwarancję?Mogę w tym szpitalu siedzieć
    całe Święta. Nie wiem nie po to tyle, zachodu i trudu żeby to przerwać i
    zmarnować, prawda? Sama już nie wiem, ale strach siostry mówi mi wszystko, tato
    sam nie wie, jak ja....Ciężki orzech do zgryzienia
  • madena5 20.12.09, 15:24
    Normalnie odstawiacie mame do szpitala. jedziecie razem z nia.
    A ona musi wrocic do szpitala w godzinach, ktore ma na przepustce.
    Nie rozumiem. Nie upilnujecie jej? A co telefonow nie macie? Co
    bedzie wyskakiwac oknem? Bedzie pod wplywem lekow i bedzie miala
    swiadomosc, ze musi wrocic do szpitala
  • ditta12 20.12.09, 16:08
    Okażcie mamie trochę zaufania.Jeżeli nie będziecie jej ufać ona też nie
    będzie.Czasem jest tak że chory sam chce wrócić wcześnie do szpitala bo nie może
    odnależć się w swoim domu.
  • corka-matki 20.12.09, 20:10
    Jutro siostra porozmawia z lekarzem i zastanowimy się co zrobić, dzisiaj już
    nie drążę tematu, bo tato ma dość moich rozmów o mamie i stwierdził, że go
    dołuję i sama nie mam równo pod sufitem, bo stale chce rozmawiać o mamie jakby
    inny temat nie istniał a on nie, bo ma już dosyć rozmów o mamie, tak więc nie
    idzie nic ustalić...sad
    Zadzwoniłam do mamy na budkę, mówiła tak szczerze tak prawdziwie, niestety to
    co mówiła nie było prawdąsada tak jej uwierzyłam.
    Ja jestem skłonna na 24 godziny tylko i z powrotem do szpitala, ale zobaczymy
    co zadecyduje tato i siostra a co powie lekarz, na ten moment mam głos
    mniejszościowy.
  • ditta12 20.12.09, 20:39
    Na przepustki przychodziłam do pustego domu gdzie był tylko kot.Byłam sama przez
    kilka dni po czym wracałam do szpitala.Byłam przecież skazana przez Sąd.Lekarz
    mi zaufał i rodzina też.
    Kochasz mamę i Twoje myśli obracają się wokół niej,to naturalne że szukasz
    wyjścia z sytuacji która jest dla Ciebie czymś z czym nigdy w życiu się jeszcze
    nie zetknęłaś ale uwierz,wszystko dobrze się skończy.
    Spokojnie.
  • corka-matki 20.12.09, 20:58
    Ditta12 dziękuję za słowa otuchy. Faktycznie jestem niespokojna, nic dla mnie
    prawie nie istnieje poza mamą, tym forum, psem no i jeszcze mężem i moją
    rodziną, ale w tym wszystkim górę bierze mama.
    Czasami zastanawiam się, że może ja mam manie?! Mama, mama, mama,może przesadzam.
    Tak bardzo chcę aby wyzdrowiała, wróciła do domu, nie musiała się wstydzić za
    siebie, żeby chodziła do pracy, żyła tak jak lubi, ale w zgodzie z rodziną,
    żebym nie musiała się o nią martwić, odchodzić od zmysłów, żebym mogła spać i
    jeść, cieszyć się swoim życiem i żeby było generalnie dobrze.
    Oby mi wybaczyła ten szpital, oby zrozumiała to wszystko...
    Święta mnie dręczą. Chciałabym i się boję i znowu czuję bezsilność, bo nie ja
    tutaj zdecyduję.
    Muszę chyba jednak pójść do psychologa, bo ja nie wiem co mam jej mówić, jak
    zachowywać się odnośnie tej choroby, o czym wolno i należy rozmawiać, jak się w
    tym odnaleźć, jak jej szczerze powiedzieć wszystko a jak nie urazić, co zrobić
    by się nie wściekła jak dowie się o kącie, jak ją przekonać do leków...Czy w
    szpitalu lekarz mówi jej cokolwiek czy nie?
  • ditta12 20.12.09, 22:29
    A jak myślisz,czy ja mogłabym czuć żal do mojej córki za to że mnie umieściła w
    szpitalu?Kocham ją.
  • dr.zabba 20.12.09, 22:40
    > Czasami zastanawiam się, że może ja mam manie?!

    Ja bardzo delikatnie...
    kiedyś, na samym poczatku bycia na forum komuś tak napisałam i wszyscy sie na
    mnie bardzo oburzyli...
    może nie wolno tak...

    ...ale ja już jakiś czas temu pomyślałam, czy Ty nie jesteś w hipo...
    --
    razemnabiegunach.blogspot.com
    kumaty.blogspot.com
  • corka-matki 20.12.09, 22:49
    No to ładnie, nie martw się ja również się zastanawiałam czy nie jestem w
    hipo, czy nie jestem w depresji czy nie jestem w manii, wszystkie wersje już
    sobie założyłam. W sumie każdego dnia do jakieś charakterystyki choroby pasuje
    heheh....A tak na poważnie ładnie by to było matka i córka. Nie wykluczam, mogę
    przecież i ja zachorować, ale ciekawi mnie na jakiej podstawie ty tak przypuszczasz?
  • lolinka2 21.12.09, 11:05
    córka-matki, ja jestem 3 pokoleniem w rodzinie....
    babcia dwubiegunowa, matka dwubiegunowa, ja dwubiegunowa....
    dziedziczenie poszło pięknie po linii prostej
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • corka-matki 21.12.09, 11:36
    To ładnie, u mnie babka mogla być chora? To by się zgadzało-od zawsze była dla
    mnie nienormalna ale tak po całości, podła, wredna, nie miałam żadnych
    pozytywnych wspomnień z nią, wręcz odwrotnie...a mama mimo wszystko ulegała jej,
    bala się jej i opiekowała aż do śmierci, bo ona ma dobre serce. Tato, siostra i
    ja musieliśmy ja znosić ze względu na mamę, ale ja nie wiedziałam co znaczy
    babcia, dla mnie była jak obca kobieta, dopiero na stare lata złagodniała
    trochę, mój tato zawsze nam mówił:to ma być babcia?!!!!!
    Dzieciństwo moja mama miała straszne, nie opisuję nawet.Często mamie
    zarzucaliśmy że czasami jest jak babka, chociaż pragnęła i robiła wszystko, by
    taka nie być, by dać nam inne dzieciństwo...teraz zaczynam się zastanawiać czy
    ona była chora?My od zawsze twierdziliśmy, że tak, ale wydawało nam się, że
    babka miała trudny charakter.I od zawsze współczuliśmy mamie.
    Jak ja będę następna to współczuję mężowi. Jestem czasami nerwowa i potrafię
    wybuchnąć, ale może jeszcze nie powinnam się obawiać.

    LIST


    Płakałam dziś cały dzień, bo jestem słaba? Być może, ale głównie z
    bezsilności, zmęczenia, ujściu emocji, bezradności, z całej tej
    sytuacji.Chwile refleksji, ogarnięcia i znów płacz.A teraz
    to już tyle łez wylałam, że mam suchość oka-nie mam czym
    płakać.
    Po wczorajszej nocy-gdzie szukaliśmy mamy, po tym jak
    po 4 godzinnym "głośnym, donośnym gadaniu" non stop wyszła-wybiegła z
    domu, ja umierałam z niecierpliwości, tato skrobał farbę(ucieczka w
    pracoholizm)wyczekując nadziei, że nic głupiego do głowy nie strzeli-Ja nie
    mogłam już tak dłużej, po tych telefonach siostry z płaczem, że ma egzamin a nie
    może się uczyć, skupić, powtórzyć, że nie da rady tak dłużej żyć, że nie może
    już, że mi łatwo powiedzieć nie denerwuj się,
    że błaga, że prosi mamę żeby się nie odzywała , ale nic nie pomaga, po tym jak
    chodziła po świeżej terakocie-którą już zrywano kilka razy, bo stanęła i trzeba
    od nowa, po telefonach z pracy dyrektorki, koleżanki, znajomych, taty,po tym
    wszystkim-Napisałam upoważnienie jako mama i się podpisałam(grozi za to 5 lat
    więzienia)i zadzwoniłam do endokrynologa umawiając się na wizytę( oczywiście nic
    za darmo).
    Nie wyszłam stamtąd, z determinacją powiedziałam, że ja potrzebuje pomocy,że
    mama jej potrzebuje, rodzina, zakład pracy, że mam dość, że każdy mnie odprawia
    z kwitkiem, że jestem bezsilna, że mamy takie głupie prawo!!! Że nie wyjdę bez
    pomocy...Oczywiście lekarz zapytała czy to ja pisałam czy mama-skłamałam.
    Nigdy tak nikogo nie błagałam, nie żebrałam o pomoc, nie
    prosiłam;ale musiałam, nic mi nie zostało, mogę iść nawet
    siedzieć!!! Dowiedziałam się, że receptę którą mama dostała to był lek na serce,
    żadnych innych nie dostała, bo nie ma badania na Ts3 i Ts4 byłam w szoku
    mówiłam, że przecież tyle badań mama porobiła,
    jednak nie te najważniejsze, fakt zrobiła na TSH ,wynik bardzo
    zły(ale na ogół przy nadczynności wychodzi zły) ale na pozostałe są
    potrzebne by wiedzieć więcej i podać lek.
    Lekarz też powiedział mi, że zachowania mamy są dziwne i, że ona nie wie czy to
    nadczynność tarczycy,że w prawdzie istnieje 1%przypadków , gdzie receptory
    hormonów zamiast
    na układ krążenia działają na mózg-stąd dziwne zachowania, ale jej się nie
    wydaje, może to schizofrenia!!!! Jak schizofrenia jak symptomy choroby są od
    młodych lat-przegapiłam coś? A okres który ma
    2msc?Przecież ten organizm jest rozregulowany, że o chudości i
    bezsenności nie wspomnę, ja widzę, że ją hormony rozrywają.Mądralińska ta
    lekarz, stara i ja poczułam jakby chciała zwalić problem na kogoś innego.ale
    wybłagałam zwolnienie do 15 grudnia-nie chciała dać,że niech z mamą przyjdę-więc
    jej powiedziałam, że mama nie ma siły szklanki podnieść i nie może tu przyjść,
    że nie nadaj się do pracy-niech mi na litość Boską da;kolejne przeszkody-nie
    znałam Nip-u zakładu,
    mamy oraz numeru i serii dowodu-wisiałam długo na telefonie
    zdobyłam!!!!!!!!!! Ale zaczęłam ją błagać o lek bez badań-nie będę
    opisywać już co mówiłam. Dostałam receptę na Metizol( ten lek, po którym
    usypiała na siedząco rok temu przed moim ślubem- i który odstawiła i zaprzestała
    leczenia, że źle się po nim czuła i zniechęciła się do lekarza). Zapytałam tez
    czy kazała jej jechać na jakieś badania do Wa-wy, bo przecież już mi chciała
    wsiadać w pociąg bez wyjaśnień jakichkolwiek, a potem stale, że w wa-wie że ma
    tam badania robić;nic takiego nie było!Zdębiałam!!!
    Poszłam też do laboratorium znajomej znajoma tam pracuje-dostałam odpisy
    wszystkie wyników, robiła ob., morfologię, cukier, tsh.nawet
    usg-ale nie najważniejsze:TS3 i TS4!
    Pani dyr była u mnie w pracy, co jak co , ale wsparcie dyrektorki mojej mam
    ogromne,mama też ma swojej, nie mam wolnego-a latam, załatwiam, zapraszam do
    siebie-ona nie ma pretensji&.Pani X w gorszym stanie niż ja.Była u psychiatry,
    ale kolejne kłody, aż nie chce się mówić, endokrynolog najpierw musi wykluczyć
    swoje, żeby inny mógł się zająć, a nikt nie chce jej skrzywdzić-znaczy my-chcemy
    prawidłową diagnozę!!! Pani JX wzięła moje zwolnienie, receptę, odpisy i
    załatwiłyśmy, że 8:20 jutro przyjdzie z laboratorium babka i zrobi jej w pracy.
    Zadzwoniła tez do taty-nalegałam, tato tez musi mieć trochę tego ciężaru na
    sobie-znaczy ma może i gorszy, bo z nią mieszka, ale musi mi pomóc a nie mówić,
    że nie chce rozmawiać...W pracy zwołała personel Dyrka i oznajmiła, że to dla
    mamy zwolnienie, Powiedziano jej, że ma do pracy nie przychodzić i niech
    zaskarża ją jako pracodawcę, że już wszystko jedno-bo się odgrażała. Potem
    powiedziała, że jest zdrowa, że dobrze pracuje-mówiła nawet kto źle wskazując
    koleżanki-one się popłakały a na
    koniec dodała-jak wam źle to mnie zwolnijcie-to jej tłumaczono, że nie chcą ją
    zwalniać tylko jej pomóc, bo jest chora, to ona, że jest zdrowa, a jak o badaniu
    wspomniano, to ona, że robiła i się sprzeczała, że robiła Tsh3 i Tsh4-że są u
    lekarza-może iść-ale lepiej nie, bo lekarz
    powie, że ja byłam;.Wróciła do domu, mi kazano się tym bardziej
    dzisiaj tam nie pokazywać, poszłam do fryzjera-bo miałam straszne
    włosy-chciałam się lepiej poczuć trochę i zrobić też coś dla
    siebie-powyłam się u fryzjera i miałam straszne wyrzuty-raz ze wydaje
    kasę, dwa że nie ma mnie w domu.Nie wiem czy jutro tato da
    rade pójść z mamą, czy da się nakłonić na leki, co będzie robić przez 2
    tygodnie, oby nic jej głupiego nie strzelało do głowy, czy wyjdzie na jaw co ja
    zrobiłam?....nie wiem już co mam myśleć.o remoncie nie wspominam,
    ale już zrobione wszystko, oprócz toalety, i szafę wnękową wstawi gość w sobotę
    stara się rozpadła przy przesuwaniu.ja liczę każdy grosz i nie wiem na co sobie
    mogę jeszcze pozwolić by pomóc, ile jeszcze na lekarzy wydam,ach
  • madena5 20.12.09, 23:08
    W szpitalu lekarze nie maja czasu na rozmowy. Rozmowa trwa ok 2
    miniuty na obchodzie porannym.
    Zreszta, Twoja mama jest pod wplywem silnych srodkow i nie wszystko
    do niej dociera.

    "jak jej szczerze powiedzieć wszystko a jak nie urazić, co zrobić
    > by się nie wściekła jak dowie się o kącie"

    Jezeli chcelibyscie ja zabrac przynajmniej na Wigilie, na 24
    godziny, sprawa wygladalaby zupelnie inaczej.

    A Wy ewidentnie nie chcecie i probujesz szukac usprawiedliwienia, bo
    musieliscie cos zdrowo nachachmecic z kontem. I cala rodzinka boi
    sie reakcji mamy.

    Porozmawiajcie z lekarzem prowadzacym co zrobic. Kiedy powiedziec
    mamie o koncie, a kiedy o chorobie.

    Cala Wasza rodzina ma szczescie, ze choroba ujawnila sie tak pozno.
  • corka-matki 20.12.09, 22:59
    Hipomania jest stanem wzmożonego nastroju występującym m.in. w chorobie
    afektywnej dwubiegunowej (ChAD). Lżejsza forma manii pozbawiona objawów
    psychotycznych. Często występuje cyklicznie ze stanem depresji (dwubiegunowość).

    Stan ten charakteryzuje się m.in. podwyższonym nastrojem, zwiększoną energią,
    mniejszym zapotrzebowaniem na sen (hiposomnia) i zwiększeniem efektywności
    fizycznej i psychicznej.PODWYŻSZONY NASTRÓJ I OWSZEM MIEWAM, ZWIĘKSZONĄ
    ENERGIĘ-NIEKONIECZNIE, NA STAN OBECNY WCALE JEJ NE POSIADAM, ZAPOTRZEBOWANIE NA
    SEN?OD KĄD MAMA JEST W SZPITALU ŚPIĘ JAK SUSEŁ, 4MIESIĄCE WSTECZ ZAWSZE
    PRZESYPIAŁAM PO 9 GODZIN, A TO ABY DO PODUCHY-LUBIĘ SPAĆ.

    Osoby cierpiące na ChAD miło wspominają okresy hipomanii, oderwania od stanu
    przygnębienia, zdołowania, depresji.NO KOCHANI JA MAM PRZYGNĘBIENIE I
    ZDOŁOWANIE. Często nie wspominają o tym w wywiadzie, co może przeszkodzić w
    postawieniu prawidłowego rozpoznania. Może zostać wówczas postawiona diagnoza
    nawracającej depresji, a nie choroby afektywnej dwubiegunowej.

    Hipomania może być trudna do rozpoznania szczególnie u osób młodych, u których
    pobudzenie psychofizyczne często wiąże się z wiekiem.CZY JA JESTEM TAKA
    MŁODA-NIE POWIEDZIAŁABYM NIEDŁUGO STUKNIE MI 29S!SUPER MŁODA JA JUŻ NIE JESTEM.

    TAK WIĘC SZUKAĆ TRZEBA DALEJ, BO TA CHARAKTERYSTYKA NIC A NIC MI SI NIE
    ZGADZA. GDYBYM SIĘ MIAŁA SKUPIĆ NA POJEDYŃCZYM ZDANIU TO I OWSZEM PASOWAŁOBY COŚ
    TAM JAK ULAŁ.

    DOBRANOC smile
  • gabrynia27 21.12.09, 08:22
    Witam! Podobne rozterki, podobne problemy. Sytuacja analogiczna do Twojej
    córko-matki. Byłam wczoraj w szpitalu u taty...jestem tam prawie codziennie
    pomimo tego, że pracuję a od szpitala dzieli mnie odległość 100 km. Nie mam
    czasu na nic innego, nie potrafię się skupić, zaniedbuję dom i narzeczonego.
    Tata i jego zdrowie są dla mnie teraz najważniejsze. Idą święta a ja nie wiem co
    robić, nie wiem co na to lekarze. Chciałabym aby tatuś spędził je z nami, ale
    moja mama i siostry są innego zdania. Uważają, że tata musi zostać w szpitalu i
    się nadal leczyć. Wogóle to boli mnie zachowanie mamy. Rzadko odwiedza tatę i
    wogóle zachowuje się tak, jakby już dawno spisała go na straty. Zaczynam
    zastanawiać się czy aby na pewno te urojenia taty na tle zdrady mojej mamy były
    objawem manii.
  • corka-matki 21.12.09, 09:07
    gabrynia27 nie to nie tak ,że twoja mama spisała tatę na straty, na pewno się
    przejmuje, ale inaczej to okazuje, mój tato z kolei bardzo kocha mamę, zrobiłby
    dla niej niemal wszystko w granicach zdrowego rozsądku, ale też czasami mam
    złudne wrażenie, że może on już jej nie chce...ale to nie tak, naszym rodzicom
    trudno się z tym wszystkim pogodzić, trudno się w tym odnaleźć, potrzebują tez
    czasu na odpoczynek-mało to się nacierpieli, namęczyli? Nie martw się moja
    Droga, musi się to wszystko w końcu uspokoić, mam taką nadzieję.
    My chyba obie jesteśmy zbyt wrażliwe, twoja rodzina podobnie jak moja myśli
    racjonalnie. Ich argumenty na pewno są tez słuszne, a gdzie jest złoty
    środek?Hmm, każda decyzja będzie rządziła się swoimi prawami i nie będzie taka
    zła...

    Co do mojej mamy i Świąt, to nie jest tak, że my nie chcemy, że się
    usprawiedliwiamy. Nie jest tak, że marzymy aby Święta spędzić tam a nie w domu!
    Co do konta. To boimy się reakcji mamy , bo odgraża się w szpitalu, że jak jej
    zniknie złótóweczka z konta to ...A znikła, znikła. Ponad 500zł za wodę
    opłacone-przykro mi, że jej dobra córcia nie wyjęła tym razem swoich
    oszczędności. Nie mówiąc, że za raty, pożyczki , remont i inne takie nawet się
    już zwrotu nie domagam. A gryziemy się z tym, że kupiliśmy kuchenkę gazową i
    mamy zamiar kupić meble i stół do kuchni, bo boimy się, że jak wyjdzie to
    wpadnie w stan wydawania i dawania na tacę po kilka stów, zresztą nie chce jej
    zawracać głowę remontem, żeby znowu się nakręciła...A Świat tez nie ma jak
    przygotować, choćby żeby zanieść mamie do szpitala. Wszystko na podłodze i w
    piewnicy nie jest zbyt fajne, a rodzina moja żyje tak już 4 msc.
  • gabrynia27 21.12.09, 12:01
    Sama już nie wiem co o tym myśleć. Może brak mi obiektywizmu zwłaszacza, że to
    tatuś był zawsze moim powiernikiem, a z mamą różnie się układało. Staram się jak
    mogę aby towarzyszyć mu w walce z chorobą, chociaż czasami mam wrażenie, że moja
    obecność mu przeszkadza. On nie potrafi skupić się na jednej rzeczy cały czas
    gdzieś gania i opowiada ile to ma załatwień różnych. Ostatnio zauważyłam, że
    zaczyna mijać się z prawda tzn. oszukuje nawet w takich drobnych sprawach.
    Wczoraj pokazywał mi obrazy i chwalił się, że to on na terapii zrobił. Czasami
    dopadają mnie chwile zwątpienia, że juz nigdy nie będzie jak dawniej... wtedy
    wchodzę na to forum, czytam Wasze posty i znowu zaczynam wierzyć, że tatuś
    będziue ze mną taki jak dawniej. W końcu 3 lipca musi mnie do ołtarza poprowadzić.
  • madena5 21.12.09, 12:26
    Gabryniu, te dziwne objawy ojca, brak koncentracji, ciagla gonitwa
    to miedzy innymi skutki lekow. Mnie tez stale nogi gonily,
    powtarzalam kilka razy zdanie, myslac, ze nie uslyszano mnie, mialam
    slinotok. Meczylam sie z tym, bo nie wiedzialam dlaczego tak jest i
    dlaczego po 10 minutach chcialam, aby odwiedzajacy juz sobie poszli.
    I bardzo meczylo mnie to.

    Gabryniu, tata z pewnoscia dojdzie do zdrowia wczesniej niz w lipcu.
    Pozdrawiam
    Madena
  • gabrynia27 22.12.09, 08:54
    Tak też myślałam Madlenkosmile Tata ponad 3 m-ce nie brał leków, bo nie docierało
    do niego, że zbliża się nawrót choroby. A teraz zanim od nowa zaczną działać
    minie pewnie troszkę czasu. Ja jestem cierpliwa i poczekam...Wczoraj rozmawiałam
    z tatą tak ogólnie o wszystkim i przyznał mi się, że już 1,5 miesiąca temu nie
    czuł się zbyt dobrze, ale myślał, że to minie. Powiedział też, że boi się
    powrotu do domu i tego co ludzie o nim pomyśląsad
  • corka-matki 21.12.09, 12:56
    gabrynia27 napisała:

    > Sama już nie wiem co o tym myśleć. Może brak mi obiektywizmu zwłaszacza, że to
    > tatuś był zawsze moim powiernikiem, a z mamą różnie się układało. Staram się ja
    > k
    > mogę aby towarzyszyć mu w walce z chorobą, chociaż czasami mam wrażenie, że moj
    > a
    > obecność mu przeszkadza. On nie potrafi skupić się na jednej rzeczy cały czas
    > gdzieś gania i opowiada ile to ma załatwień różnych. Ostatnio zauważyłam, że
    > zaczyna mijać się z prawda tzn. oszukuje nawet w takich drobnych sprawach.
    > Wczoraj pokazywał mi obrazy i chwalił się, że to on na terapii zrobił. Czasami
    > dopadają mnie chwile zwątpienia, że juz nigdy nie będzie jak dawniej... wtedy
    > wchodzę na to forum, czytam Wasze posty i znowu zaczynam wierzyć, że tatuś
    > będziue ze mną taki jak dawniej. W końcu 3 lipca musi mnie do ołtarza poprowadz
    > ić.
    Mam to samo co ty, czuję podobnie, martwią mnie podobne rzeczy. Uważaj, bo i
    ciebie tutaj nazwą chorą lub dokleją ci jakąś etykietę.
  • madena5 21.12.09, 13:25
    Corko-matki, rozbawiłaś mnie stwierdzeniem, ze zawsze musze mieć
    racje. A czy tak nie jest u Ciebie?

    To, ze przedstawiam mój punkt widzenia i dyskutuje z Toba, oznacza
    tylko, ze chce Ci pomoc w zrozumieniu tej choroby i pogodzeniu się z
    nia.

    Odpowiedz, ze piszesz dużymi literami, bo inaczej nie przeczytam i
    nie zrozumiem, bo do mnie nie dotrze, jest smieszna i sugerujaca, ze
    mam problemy z czytaniem.

    To tak, jak odpowiedz na prosbe:”Nie krzycz tak”. „Musze, bo ty nie
    słyszysz”

    Masz ogromne problemy z akceptacja choroby i tak bardzo się dziwisz,
    ze niektórym z nas przychodzi to z trudnością.

    A ta obawa, ze ktos z nas nazwie Cie chora, to już rece opadaja.
    Niczego nie rozumiesz z tej choroby, mimo, ze spokojnie tłumaczymy.

    Inni ludzie dadza ci etykietke "corka wariatki".

    Wierz mi, nie denerwuje mnie Twoja otwartość i punkt widzenia na
    nasza chorobe, staram się tylko zwrocic Ci uwage, ze tego jest za
    duzo i najwyższy czas, abys się wyciszyla i wyspala dobrze.

    Pozdrawiam
    Madena
  • corka-matki 21.12.09, 13:56
    To dziękuję ci bardzo za uświadomienie i troskę, idę wypoczywać w takim razie.
    Ja nie zawsze muszę mieć rację i jak ty pięknie wszystko argumentujesz, jako
    przedstawiciel handlowy, telemarketer,akwizytor wróżę dużą karierę-poważniesmile
    A propos duże litery nie zlewają się z małymi( są bardziej czytelne)-wpadłaś
    na to?
    I proponuję Tobie także kochana się wyspać a nie czytać moich wypocin na okrągłosmile
    Spokojnych Świąt
  • madena5 21.12.09, 14:03
    Duze litery w internecie to zawsze oznaka wrzasku i braku kultury
    Duze litery czyta sie o wiele trudniej niz zwykle.
  • corka-matki 21.12.09, 10:07
    Zanim moje żale przelałam na to forum pisałam wcześniej do znajomych, tak
    dzisiaj w koszu znalazłam niektóre z nich. Znajomym daje spokój, niech odpoczną
    od mojej rozpaczy a listy niektóre dołączę na dowód tego co było tutaj.


    LIST.
    Ach to wszystko jest okropne i niezwykle trudne! Dlaczego mama ma stracić
    pracę? Bo nie wie co robi i co mówi chyba-rozlegurował jej się cały organizm,
    ona nigdy by tak się wcześniej nie zachowywała, w pracy już nie wiedzą co mogą z
    nią zrobić....Dyrektorka proponuje i daje wolne to i tak przychodzi, prosi by
    się leczyła i robiła badania to i tak nie robi a osoby z którymi pracuje mają
    dosyć jej codziennie-jak my...Nikt nie jest w stanie zrozumieć kto tego nie
    przeszedł, najgorszy jest brak mojego opanowania bo zamiast zamknąć buzie ja do
    niej gadam-a to bez sensu, bo ona nie jest sobą a ja czasami głupia biorę do
    serca jej słowa...ta sytuacja mnie wykańcza....chyba będę musiała się z własna
    matką sądzić, albo sprowokować ją do agresywnego zachowania i zadzwonić po
    karetkę....nie wiem już co robić, ale z nią się żyć nie da! Ja już długi jej
    spłacam, bo pożycza huk wie na co kasę od ludzi, w domu z tata remontem się
    zajmuje-choć ona nam nie daje i utrudnia wszystko maksymalnie....muszę z tysiąc
    złotych na panele wykombinować i 2 tys. na szafę do przedpokoju. bo stara padła
    i na farbę struktualną, bo za robotę tato zapłaci...część dam swoich z kolejnej
    wypłaty bo teraz nie mam ani grosza z obecnej-opłaciłam lekarzy prywatnych,
    część mój mąż z domowych dołoży-pożyczy....Załamka z tą matką, mówię ci ja już
    powoli nie daje rady-dzisiaj nawet nie zmrużyłam okasad Pani Dyr dzisiaj będzie
    radzić się prawników co ma zrobić....tak naprawdę mogłaby ja zwolnić w każdej
    chwili za zaniedbywanie obowiązków, i różne takie...np. wczoraj miała na 9:30 a
    ona w słuchawkach na uszach wparowała o 6 rano-ona już nawet nie wie o której ma
    do pracy!!!!!!!!!!!!!!!
    Wiem, ze muszę być twarda, muszę to ogarniać, ale naprawdę jestem już na to zbyt
    miękkka, powoli nie chce i nie mam sił już o nią walczyć! A inni widzą mnie i
    pytają, dlaczego mamie nie chcecie pomóc? Nikt tego nie zrozumie kto sam nie
    przeżył!buzia

    LIST
    U mnie dzień wyglądał tak : wstaje dzisiaj rano i patrze
    1. Mam wiadomość w tel.-od mamy-sms-pożegnalny tak w skróciesurprised tym, że mnie
    kocha, że musi się ze mną pożegnać, numer konta, insygnia rodowe gdzie, sprawa
    spadkowa, ze podzieliła majątek i inne bzdety
    2. Odczytałam go rano, poszłam do pracy, zadzwoniłam do domu czy jest....po
    jakimś czasie po tel. taty-odnalazła się-Zwalniam się z pracy jadę do domu
    3. Ja, tato i siostra decydujemy się na pogotowie-ja decyduje się, że dzwonie,
    bo po takich sms-ach nie pozostaje mi nic innego
    4. Ja dzwonie i proszę żeby przyjechali-nie bardzo chcą, ale płaczę-
    przyjezdzają.
    5. Zatrzymujemy się przed odziałem Psychiatrycznym-jestem w szoku, ale cóż jak
    trzeba....Spodziewałam się szpitala zwykłego
    6. mama rozmawia z psychiatra, potem, ja, potem z nami obiema
    rozmawia lekarz...Mamie nie zamyka się buzia, znowu o pożyczkach o kredytach, ze
    jej jeść nie dajemy, żyć, spać-stos bzdur! Pierwsze pół godziny lekarz jakby nic
    nie dostrzega ale kolejne pół godziny już rozumie, bo zaczyna-wypuście mnie, ja
    chce do domu, ja mam prawo decydować o sobie, chce jeść, dacie mi obiad i inne....
    7. lekarz wyklucza chorobę psychiczną ale tak waha się, ale oznajmia ze to są
    zaburzenia psychiczne z powodu nieleczonej choroby, ona mówi do lekarza-nie
    jestem głupia-mogę przejść się po linii na podłodze taki drobny przykład reszty
    nie podaje
    8. Mama nie wyraża zgody na zostanie w szpitalu, ja też nie
    9. jedyne co lekarz chce zwolnienie wystawić-ale nie ma książeczki, wiec dał
    skierowanie na oddział chorób wewnętrznych na starowiejską-wychodzimy ona
    krzyczy na mnie, na lekarza, ja czuje znowu bezsilność,lekarz palcem wskazującym
    prosi by opuściła szpital wzywam taksówkę, ona nie wsiada, krzyczy, ze niszczę
    jej życie i stos bzdur jak zawsze......w końcu ucieka mi, więc nawet jej nie
    gonie, ja w jedna stronę ona w druga, potem do pracy jej poszłam, powiedziałam
    jak sprawa wygląda,że ma skierowanie do szpitala, ale nie wiem jak ja tam
    zaciągnąć, potem do domu-ona tez doszła do domu-jedno jest pewne mnie
    nienawidzi!!!!!!!!!!!!Dalej dzwoni do niej dyrka i prosi żeby na starowiejska
    się udała, ja wychodzę do pracy, tato ją prosi, nie chce z nikim pójść i
    wychodzi sama-potem okazuje się 10 minut temu ze jest na brzeskiej wybiera
    kuchenkę...wiec Dyrka poszła po auto jedzie do niej i zawiezie jak się uda do
    szpitala, ja już się nie zwolnię, a siostra ma piżamę naszykować i jakieś rzeczy
    osobiste-nie wiem czy znajdzie, bo remont....na razie dalej nic nie wiemsad

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka