Dodaj do ulubionych

Jacy jesteście?

22.01.10, 10:30
Jestem ciekawa jakimi ludźmi jesteście mimo choroby. Czy jesteście
smutni, weseli, energiczni, towarzyscy, przebojowi?Ja jestem osoba
dośc czrakterystyczna lubie dobrze żyć.Co znaczy dobrze zjeść,
obejrzecdobry film posłuchać dobrej muzyki. Mam irokeza na głowiesmile)
a Wy??
Edytor zaawansowany
  • matrioszka42 22.01.10, 10:54
    Z chorobą, czy bez jestem młoda, piekna i genialna... i z zafundowanym przez własne zaniedbanie i beztroskę początkiem manii.
    --
    matrioszka.wordpress.com/
  • 38takatam 22.01.10, 11:06
    To oczywiscie zalezy od kondycji psychcznej.
    Wiec raz jestem do niczego,brzydka,stara gruba-nieudacznica.
    A drugi raz jestem piekna,świeża,mloda i orgonalna.
    Zwykle-nadwrazliwa,sklonna do samobiczowania,samotna wsrod tlumu.
    Lubie orginalnosc,czasem ekstrawaganckość.
  • majagor 22.01.10, 11:21
    Ja to jestem narcyzem, który zawsze twierdzi, że jest zajefajny smile
    Seksowny mózg, ciało 18-nastki [a dla niewtajemniczonych rocznik 82 jestem wink]
    Bywam duszą towarzystwa, gadam w nadmiarze [jestem naprawdę okrutną gadułą], pięknie się uśmiecham - nawet gdy mam mega doła w towarzystwie potrafię trzymać taki właśnie fason.

    A tak z innej strony to mam pewne cudze słowa, z którymi dość mocno się identyfikuje..

    “Jej właścicielka słyszała w swoim życiu wiele komplementów i widziała wiele spojrzeń spoczywających na niej, ale ani jedne, ani drugie nie sprawiały jej przyjemności, ponieważ nigdy nie odnosiły się do osoby czującej i myślącej w jej wnętrzu, tylko do doskonałych kształtów jej ciała”.
    [Somoza]

    "Kiedy o sobie zapomniałam, odnalazłam samą siebie.
    Kiedy poznałam upokorzenie, całkowitą uległość, stałam się wolna."
    [P. Coehlo]

    "Marzę o kimś, kto śmiałby się ze mną,
    Kogoś, kto dzieliłby ze mną smutek,
    Kogoś, kto mnie pocieszy i czasem bez cienia wątpliwości pochwali wnikliwość moich sądów."
    [R. Burns]

    --
    "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
    Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich, was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
  • chin_chilla 22.01.10, 13:09
    Jaka jestem? Chyba przerażająca wink
    Jestem przede wszystkim straszną gadułą, ale moi bliscy i znajomi wiedzą już, że mogą to temperować. To jest moja permanentna cecha, która nie zmienia się pod dyktando choroby.
    Na pewno jestem też bardzo wrażliwa. Kiedy ktoś poprosi o pomoc zazwyczaj nie odmawiam - nawet wrogowi. Na to też choroba raczej nie ma wpływu.
    Reszta zależy tylko od niej.
    Więc napiszę, jak podobno jestem - niebrzydka ale i nie ładna (taka, przeciętna), inteligentna aż za bardzo, bezkompromisowa, szczera do bólu, uczciwa, roztrzepana i zakręcona, rozmarzona i czasem nieobecna, mądra i odważna.
    Tak podobno widzą mnie inni.
    Ja w tej chwili określiłabym siebie samą samymi negatywnymi przymiotnikami.
    --
    chinchilla.blox.pl
  • kamyczek_0 22.01.10, 15:33
    majagor
    >a dla niewtajemniczonych rocznik 82 jestem wink]
    Bywam duszą towarzystwa, gadam w nadmiarze [jestem naprawdę okrutną gadułą]

    Równolatka, gaduła smile. Dodatkowo uchodząca za przebojową, bardzo ładną
    dziewczyną. Taką, co to jak diabeł nie może to mnie posyła żeby coś załatwić.
    Wszystko to słyszę od osób mniej lub bardziej znajomych, od rodziny. Siebie w
    lustrze postrzegam pod względem urody przeciętnie. Ale ja już na siebie
    spoglądam 28lat, więc jestem nieobiektywna wink
    Co do reszty to mam wbrew pozorom niskie poczucie własnej wartości. Na jakiejś
    imprezie podzieliłam się powyższym zdaniem i ludziska omal nie padli ze śmiechu.
    To nie możliwe... a jednak.
    Tylko w hipo widzę siebie taką jak widzą mnie znajomi.


    --
    "Im większe w człowieku wewnętrzne rozbicie, poczucie własnej słabości,
    niepewności i lęk, tym większa tęsknota za czymś, co go z powrotem scali, da
    pewność i wiarę w siebie."

    (Kępiński)
  • czubata 22.01.10, 15:41
    a wiecie co mi powiedziała dzisiaj koleżanka z pracy?Że ja chyba
    jestem taką osobą co sie nigdy nie denerwuje...Ha ha.Pięknie potrafie
    udawać.Ja jestem aktorką.
    --
    czasem uśmiecham się przez łzy
  • kamyczek_0 22.01.10, 16:56
    big_grin
    --
    "Im większe w człowieku wewnętrzne rozbicie, poczucie własnej słabości,
    niepewności i lęk, tym większa tęsknota za czymś, co go z powrotem scali, da
    pewność i wiarę w siebie."

    (Kępiński)
  • jasminka28 22.01.10, 17:47
    Mądra, wesola, dusza towarzystwa, lubiąca ekstrawagancje,
    oryginalna. Kazda z nas jest taka, zastanawiam się czy My jesteśmy
    takie fajne dlatego ze jesteśmy chore czy takie sie urodziłyśmy.
    każda z nas jest inteligentna, przebiegła i mamy to cos....daibelski
    błysk temperamentusmileajjj
    --
    „... i każda myśl, każdy odruch, czyn, słowo, wszystko wydawało się
    nie moje, lecz jakby gdzieś ustalone poza mną, zrobione dla mnie – a
    ja właściwie jestem inna! I wtedy straszne ogarnęło mnie wzburzenie.
    Ach, stworzyć formę własną! Przerzucić się na zewnątrz! Wyrazić się!
    Niech kształt mój rodzi się ze mnie, niech nie będzie zrobiony
    mi ...”
  • kamyczek_0 22.01.10, 20:41
    >Kazda z nas jest taka, zastanawiam się czy My jesteśmy
    takie fajne dlatego ze jesteśmy chore czy takie sie urodziłyśmy.

    Też się zastanawiam już jakiś czas. Myślę, że to choroba, ale ona jest częścią
    nas od początku tylko się małpa uaktywniła. Wniosek: tak jesteśmy takie od
    urodzenia big_grin
    --
    "Im większe w człowieku wewnętrzne rozbicie, poczucie własnej słabości,
    niepewności i lęk, tym większa tęsknota za czymś, co go z powrotem scali, da
    pewność i wiarę w siebie."

    (Kępiński)
  • balbina_alexandra 22.01.10, 22:29
    Oczywiście zależy od fazy. Ale moje otoczenie zna mnie jako tę
    przebojową, energiczną, pełną życia, odnoszącą sukcesy na kazdym
    polu, samodzielną, atrakcyjną, zawsze zadbaną. Taki typ co to
    urodził się w obcasach - biegam na 10-12 cm bez problemu, ma zawsze
    perfekcyjnie dopasowane ciuchy, dodatki, perfekcyjny makijaż, i to
    wszystko musi być z górnej półki, ciuchy muszą być doskonałej
    jakości, a włosy zawsze ekstra obcięte i ułożone. Prawdziwy potwór,
    prawda? Dlatego ci co wiedzą o chorobie, trochę mieli problemy z
    uwierzeniem. Ja sama wcale nie uważam się za piękną i potrzebuję
    tych wsystkich modnych gadżetów, pewnie to czkawka po zaburzeniach
    odżywiania i dysmorfobii. Lubię się obwiniać o wszystko,
    samoudręczenie non stop mnie nawiedza, jestem płaczliwa, smutna i
    lubię być sama, zamykam się w domu, nie odbieram telefonu, nie
    rozmawiam z nikim, leżę, płaczę, rozpamiętuję drobiazgowo
    najmniejsze porażki.

    Jednym słowem - zupełne przeciwieństwo tego jaką znają mnie inni.
    --
    This thing is slowly taking me apart.
    Grey would be the color if I had a heart.
  • poetkam 23.01.10, 10:09
    Sprzeczność. Jedna wielka. Piękna i brzydka. Mądra i głupia. Utalentowana i
    tępa. Autorytet i kompletny brak autorytetu. Co najdziwniejsze w tym samym
    czasie potrafię czuć te sprzeczności w sobie...
    --
    Codziennie na nowo uczę się żyć.........
    ---
    poetkowewiersze.blox.pl/html
  • grotka14 27.01.10, 12:03
    ja chyba sama nie wiem jaka jestem...chyba dopero odkrywam sie na
    nowo...jeszcze rok temu myslalm,ze jestem normalna a dzis jak
    analizuje to wychodzi na to,ze wiele rzeczy zrobilam "bedac pod
    wplywem choroby".Podsumowujac: odkad biore leki podobno jestem
    normalna, zrownowazona, nie mam zmiany nastrojow, nie zadzialala na
    mnie jesien...choc z obawa czekam na wiosne,,to zawsze na wtedy
    mialam tego spida...w tym roku raczej nie nastapi, bo nie obserwuje
    takich jak wczensiej odchylen.A w moim przypadku to byly smutasy,
    doly ,ale ja w takich okresach smutku i braku checi na nic, spie i
    moge spac cala noc, w drodze do pracy i w pracy jestemm nie
    przytomna..duzo jem i nic kompletnie mi sie nie chce...ale jak
    nadchodza dni spida to snu nie potrzebuje, zalatwiam wszystkie
    zalegle rzeczy, chudne w oczach, bo i glodu nie odczuwam, mam tysiac
    pomyslow...i bezsenne noce, ktore sa niezwykle tworcze...i
    pomyslc,ze za nim jeszcze wiedzialam,ze to choroba uwielbiamlam
    takie nocki....hehe A ogolnie na co dzien jestem szalona,
    stuknieta, bylam w liceum swietna uczennica, ale pod koniec mialam
    straszne doly, i ogolnie nie wiedizlam jakie studia,,,az w koncu
    wymyslilma,ze wyjade za granice w ciemnosmilei tak tu juz jestem 6
    lateksmile moj psychiatra mowi,ze ten czy byc moze byl wynikiem
    choroby,,,hehe moze i tak, ale z drugiej strony mojej szalonej
    osobowosci nikt mi nie odbierze, bo zawsze chcialam podrozowac,
    uczyc sie innego jezyka i byc szybko niezaleznasmile
  • jasminka28 29.01.10, 10:32
    Hejsmile Ja lubie siebie i cieszę się życiem.Choroba duzo mi odebrała
    ale tez duzo mi dała. Dziękuję.
    --
    „... i każda myśl, każdy odruch, czyn, słowo, wszystko wydawało się
    nie moje, lecz jakby gdzieś ustalone poza mną, zrobione dla mnie – a
    ja właściwie jestem inna! I wtedy straszne ogarnęło mnie wzburzenie.
    Ach, stworzyć formę własną! Przerzucić się na zewnątrz! Wyrazić się!
    Niech kształt mój rodzi się ze mnie, niech nie będzie zrobiony
    mi ...”
  • dr.zabba 29.01.10, 10:47
    Takie wszystkie jesteście przebojowe smile
    Wygadane.
    Brzmi, jakby szczęśliwe...
    Z ciekawości: ile z Was ma chad II?

    Ja - jestem... smutna.
    Nie umiem się komunikować sprawnie ze światem.
    Czyli nie gadam.
    Jestem smutna i często zmęczona.

    Tylko, czy ja naprawdę taka jestem?
    Zasiał we mnie wątpliwość mój doktor ostatnio.
    Ja chyba choruję dużo dawniej, niż myślałam.
    Więc teraz może jednak też...
    Już nie pamiętam, jaka jestem bez choroby.

    Ale ogólnie szczęśliwa. Zadowolona ze swojego życia.

    --
    razemnabiegunach.blogspot.com
    kumaty.blogspot.com
  • kamyczek_0 29.01.10, 11:06
    >Takie wszystkie jesteście przebojowe
    Wygadane.
    Brzmi, jakby szczęśliwe...
    Z ciekawości: ile z Was ma chad II?

    Ja mam. Cholernie ciężko było się pogodzić z tym, że to pewnie nie jestem tak na
    prawdę ja. To wszystko wynika pewnie z choroby i hipo. Dlatego jest we mnie tyle
    sprzeczności. Często ogarnia mnie beznadziejność takiego stanu rzeczy. Kim
    jestem? Okazuje się, że z tej listy tylko uroda jest tym, co jest we mnie
    prawdziwe. Reszta to iluzja. Jestem głupio-mądra, przebojowo-nudna. Skrajności.I
    już nie wiem jaka jestem. Nic z tych cech nie jest moimi.
    --
    "Im większe w człowieku wewnętrzne rozbicie, poczucie własnej słabości,
    niepewności i lęk, tym większa tęsknota za czymś, co go z powrotem scali, da
    pewność i wiarę w siebie."

    (Kępiński)
  • skwr2 29.01.10, 11:08
    dr.zabba napisała:

    > ile z Was ma chad II?
    Z wszystkimi szykanami. Pocieszam się, że oszczędzono mi za to
    maniakalnych wyskoków.
  • dr.zabba 29.01.10, 11:16
    Gdyby udało się wykluczyć całkiem wpływ choroby na to , jacy jesteśmy.
    Ciekawe, czy osoby z dwójką są "żwawsze", bardziej żywotne? Taka ich
    bezchorobowa natura? A te z dwójką, jak ja, bardziej niemrawe i ospałe?
    --
    razemnabiegunach.blogspot.com
    kumaty.blogspot.com
  • dr.zabba 29.01.10, 11:18
    znaczy: "z jedynką są "żwawsze"...
    --
    razemnabiegunach.blogspot.com
    kumaty.blogspot.com
  • grotka14 29.01.10, 12:09
    jesli to miala by byc swojego rodzaju zasada to ja bede jej
    wyjatkiemsmilejestem typu 2, i na codzien jestem bardzo otwarta, lubie
    nowych ludzi, duzo gadac i rozbawiac na imprezach. Lubie rzucas sie
    w oczy....to taka normalna ja...no chyba, ze mam stany depreesyjne
    wtedy na ni cnie mam ochoty i najchetniej z nikim bym nie gadala..
  • kamyczek_0 29.01.10, 12:43
    Ja na mojej górce jestem głośna, żywa, dusza towarzystwa. Lubię wtedy pofolgować
    z ubiorem. Na co dzień nie kręcą mnie imprezy, a wtedy włącza mi się maraton
    imprezowy bez M. (zjazdy na studiach). Jestem wyzywająca, facetów okręcam w okół
    palca i to zazwyczaj tych z górnej półki, którzy nie szukają tlenionych małolat.
    Zazwyczaj kuszę jak diablica.
    Symptomem jest miłość to wściekle czerwonej szminki smile
    Najlepsze jest to, że towarzystwo jest zachwycone mną i zmianami zachodzącymi we
    mnie wtedy smile No cóż wtedy królowa jest tylko jedna - JA. Doda niech spada na
    drzewo. :p
    --
    "Im większe w człowieku wewnętrzne rozbicie, poczucie własnej słabości,
    niepewności i lęk, tym większa tęsknota za czymś, co go z powrotem scali, da
    pewność i wiarę w siebie."

    (Kępiński)
  • majagor 29.01.10, 14:31
    Jestem wyzywająca, facetów okręcam w okó
    > ł
    > palca i to zazwyczaj tych z górnej półki, którzy nie szukają
    tlenionych małolat
    > .
    > Zazwyczaj kuszę jak diablica.
    > Symptomem jest miłość to wściekle czerwonej szminki smile
    > Najlepsze jest to, że towarzystwo jest zachwycone mną i zmianami
    zachodzącymi w
    > e
    > mnie wtedy smile No cóż wtedy królowa jest tylko jedna - JA. Doda
    niech spada na
    > drzewo. :p

    Jakbym o sobie czytała. Tyle, że ja potrafię tak nawet w depresji
    się zachować. Mogę tydzień siedzieć z płaczem w domu, wpatrzona w
    sufit, by w sobotę iść na podbój świata.
    I na imprezy chodzę z M. - ale na parkiet zazwyczaj uciekam sama,
    jedynie jak już za bardzo mnie "napastują" to szybko lecę do M., by
    mnie ratowal z rąk oprawców ;P
    A jak tańczę z M. - to chyba nie jest to taniec, a "sex" na
    parkiecie.

    Co do pytania zaby - ja CHAD mam "tylko" dodatkowo. Taki bonus od
    życia. A jestem - jak się okazuje - borderką.

    --
    "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
    Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das
    verantwortlich, was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine
    Rose verantwortlich..."
  • dr.zabba 29.01.10, 14:37
    a lubicie być takie?
    akceptujecie to?
    tęsknicie do tego?
    --
    razemnabiegunach.blogspot.com
    kumaty.blogspot.com
  • kamyczek_0 29.01.10, 15:07
    No właśnie i tutaj mnie masz. Lubię? Mam skrajne odczucia.

    1. lubię widzieć, że tak działam na facetów. Jestem drugim biegunem tlenionych,
    zjaranych, natrętnych lasek, które po postawieniu drynia mówią o sponsorze tego
    napoju per "kolega, przyjaciel" ( o mal nie rzygnęłam-przykład z loży obok).
    Zainteresowanie dodaje mi pewności siebie. Oczojebna szminka to jedyna
    ekstrawagancja. Nie pozwalam sobie na spoufalanie się z facetami. Do tego ma
    laski z loży obok. Jestem ze swoją paczką (30+).

    2. gdy jestem stabilna nie kręcą mnie imprezy . Zresztą nigdy nie kręciły.
    Jeżeli już to w gronie znajomych w domu. Staram się nie zauważać tego, że faceci
    się mną interesują. w nosie to mam.

    3. poniżej linii tęsknię za czymkolwiek co wyrwałoby mnie ze szpon dennego
    nastroju.
    --
    "Im większe w człowieku wewnętrzne rozbicie, poczucie własnej słabości,
    niepewności i lęk, tym większa tęsknota za czymś, co go z powrotem scali, da
    pewność i wiarę w siebie."

    (Kępiński)
  • majagor 29.01.10, 15:40
    dr.zabba napisała:

    > a lubicie być takie?
    > akceptujecie to?
    > tęsknicie do tego?

    Lubię być taka. Lubię kusić, lubię mieć władzę nad płcią przeciwną,
    lubię ten ich wzrok. To takie troszkę prymitywne - ale to moje
    zachowanie dodaje mi pewności siebie. Potrafię iść na imprezę z
    myślą, z założeniem że kogoś "wyrwię". Ale flirt zdarzał mi się już
    w pracy [oczywiście tylko flirt a nie romans], w autobusie, w
    kolejce w markecie.

    Akceptuję u siebie takie zachowanie. Gdybym go nie akceptowała,
    miałabym problemy z akceptacją mojej osoby w ogóle. Bo te zachowanie
    to ja, moja osoba. A że jestem typem narcyza to lubię i akceptuję w
    sobie prawie wszystko smile Mój M. doskonale zna te moje zachowania - i
    także je akceptuje - oczywiście pod warunkiem, że trzymam się
    pewnych zasad.

    Czy tęsknię - nie mam okazji chyba do tego. Dużo bywam wśród ludzi,
    dużo bywam na imprezach, dużo facetów spotykam - więc okazji do tego
    jest co nie miara.
    Dzisiaj - jako że piątek - pewnie też gdzieś pójdziemy. Więc znajac
    życie troszkę się podroczę z facetami - a pamiętać należy, że jestem
    w etapie mocnej dość depresji - ale akurat w tym depresja mi nie
    przeszkadza.

    --
    "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
    Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das
    verantwortlich, was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine
    Rose verantwortlich..."
  • jasminka28 31.01.10, 10:56
    dr.zabba napisała:

    > Takie wszystkie jesteście przebojowe smile
    > Wygadane.
    > Brzmi, jakby szczęśliwe...
    > Z ciekawości: ile z Was ma chad II?
    >
    > Ja - jestem... smutna.
    > Nie umiem się komunikować sprawnie ze światem.
    > Czyli nie gadam.
    > Jestem smutna i często zmęczona.
    >
    > Tylko, czy ja naprawdę taka jestem?
    > Zasiał we mnie wątpliwość mój doktor ostatnio.
    > Ja chyba choruję dużo dawniej, niż myślałam.
    > Więc teraz może jednak też...
    > Już nie pamiętam, jaka jestem bez choroby.
    >
    > Ale ogólnie szczęśliwa. Zadowolona ze swojego życia.
    >


    --
    „... i każda myśl, każdy odruch, czyn, słowo, wszystko wydawało się
    nie moje, lecz jakby gdzieś ustalone poza mną, zrobione dla mnie – a
    ja właściwie jestem inna! I wtedy straszne ogarnęło mnie wzburzenie.
    Ach, stworzyć formę własną! Przerzucić się na zewnątrz! Wyrazić się!
    Niech kształt mój rodzi się ze mnie, niech nie będzie zrobiony
    mi ...”
  • jasminka28 31.01.10, 10:59
    Cos mi nie pojszłosmile) Do DR.Zaby. Tak my takie wszystkie jesteśmy
    fajne! A teraz słuchaj mam chadi wcale mi z tym nie łatwo cztery
    nieudane związki, przerawane studia, 8miesiecy w burdelu!Zadowolona?
    Koszmar mi zgotowała ta choroba ale tak jestem zadowolona bo jestem
    jaka jestem. I jestem tu z wami....baaaardzo fajna uwazam.
    smile
    --
    „... i każda myśl, każdy odruch, czyn, słowo, wszystko wydawało się
    nie moje, lecz jakby gdzieś ustalone poza mną, zrobione dla mnie – a
    ja właściwie jestem inna! I wtedy straszne ogarnęło mnie wzburzenie.
    Ach, stworzyć formę własną! Przerzucić się na zewnątrz! Wyrazić się!
    Niech kształt mój rodzi się ze mnie, niech nie będzie zrobiony
    mi ...”
  • balbina_alexandra 31.01.10, 14:39
    Ja nie jestem szczęśliwa. Ani zadowolona z życia, z siebie,
    osiągnięć, z niczego. Choć jakby ktoś obiektywnie spojrzał, pomyślał
    by sobie: co za dziecko szczęścia: ma wszystko, urodę, pieniądze,
    skonczyła dobre studia, robi karierę, taka cosmogirl. Ciekawe ile
    osób na wieść o mojej chorobie pomyślałoby sobie "w d***e jej się z
    tego wszystkiego poprzewracało".

    Na zewnątrz wygląda to pięknie. Zwłaszcza ostatnio - bo ja im gorzej
    się czuję, tym staranniej się ubieram do pracy, tym lepiej i
    nienaganniej staram się wyglądać, żeby stawarzać lepsze pozory.
    Jakby się przyjrzeć bliżej, nie jest już tak ładnie. Długie,
    wykańczające depresje od ponad dekady. Leczone od dekady, ale
    zaczęło się wszystko dużo wcześniej. Dwie próby samobójcze.
    Anoreksja. Dysmorfofobia. Brzmi śmiesznie, ale kto nie przezył na
    własnej skórze tego uczucia, ten nie zrozumie: siedzę zamknięta w
    przymierzalni przez pół godziny bo nagle widzę jak strasznie
    monstrualne jest moje ciało i czekam na moment kiedy sklep będzie
    pusty, żeby wyjść; wreszcie wybiegam z płaczem, biegnę przez całą
    galerię handlową trząsąc się jak osika, owinięta szczelnie płaszczem
    i szalem, dopadam taksówki i szybko do domu, żeby nikt mnie nie
    zobaczył po drodze, jestem taka odrażająca. Kilka nieudanych
    związków. Nałogi - zakupoholizm - też brzmi śmiesznie, ale tak nie
    jest. W hipo - alko i seks...
    Miewam okresy kiedy nie wychodzę z domu. W wakacje miesiąc, teraz
    zimą dwa tygodnie, nie odbieram telefonów i maili, nie mogę się
    zmusić żeby rozmawiać z ludzi, nawet z obcymi, zakupy robi mi
    siostra. I wtedy nie rozmawiam z nikim.
    Nie jest to takie proste.
    Jestem wysoko funkcjonujacym typem II. Umiem stworzyć b. dobrą
    fasadę. Ale czasem pękam.


    --
    This thing is slowly taking me apart.
    Grey would be the color if I had a heart.
  • xsenia 31.01.10, 15:18
    Ola, pisałaś kiedyś że urodziłaś się z "wadliwą chemią w mózgu", a
    potem o tym jak wyszłaś na podwórko, coś nie zaiskrzyło między
    dzieciakami i zamknęłaś się w sobie.
    Kierunek zależności przyczynowo-skutkowych nie musi tu być oczywisty,
    wiadomo bowiem że nieprawidłowości w relacjach społecznych wywierają
    wpływ na neuroprzekaźnictwo. Wydaje się to abstrakcyjne z perspektywy
    zacofanej polskiej psychiatrii, ale są na to dowody naukowe. Mogę
    podesłać Ci artykuł.

    Dysmorfofobię przechodziłam w wieku 12-19 lat. Później to stopniowo
    słabło i wreszcie znikło -jak ręką odjął kiedy- stuknął mi 3 krzyżyk.
  • 36.a 31.01.10, 18:05
    Czytając ten wątek nasuwa się pytanie:

    Czy ChAD współwystępuje z narcyzmem?

    smile)

    Jestem doskonale przeciętna.
  • lolinka2 31.01.10, 18:10
    z zab. osobowości szeroko pojętymi - tak
    jednym z nich jest osobowość narcystyczna tongue_out
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • green.niebieska777 31.01.10, 18:27
    > z zab. osobowości szeroko pojętymi - tak
    > jednym z nich jest osobowość narcystyczna tongue_out

    Czy CHAD może współistnieć z zaburzeniami osobowości?
    Bardzo mnie ostatnio ta kwestia nurtuje...
    ja jestem egoistyczna, samolubna, narcystyczna..itd itd i bez uczuc
    --
    "Tym, którzy smutni, tym którzy zgnębieni(...)Trzeba anielskich uśmiechów w
    błękicie". A Asnyk
  • jasminka28 31.01.10, 18:31
    Oraz osobowośc kurewska no nie?smile
    --
    „... i każda myśl, każdy odruch, czyn, słowo, wszystko wydawało się
    nie moje, lecz jakby gdzieś ustalone poza mną, zrobione dla mnie – a
    ja właściwie jestem inna! I wtedy straszne ogarnęło mnie wzburzenie.
    Ach, stworzyć formę własną! Przerzucić się na zewnątrz! Wyrazić się!
    Niech kształt mój rodzi się ze mnie, niech nie będzie zrobiony
    mi ...”
  • 36.a 31.01.10, 18:54
    hahaha, celne!
    też
  • majagor 31.01.10, 19:02
    green.niebieska777 napisała:

    > Czy CHAD może współistnieć z zaburzeniami osobowości?
    > Bardzo mnie ostatnio ta kwestia nurtuje...

    Ja jestem doskonałym przykładem na połączenie CHAD'u + zaburzeń osobowości, a
    dokładniej borderline [osobowość chwiejna emocjonalnie]. Tyle, że to borderline
    jest głównym, "gorszym" zaburzeniem u mnie, CHAD to tylko mały dodatek do tego.
    Nawet w kartotece u Pani Ładnej to właśnie zaburzenie osobowości jest wpisane
    jako moje schorzenie główne, a CHAD jako przypadłość dodatkowa.

    Krótko mówiąc jestem borderką z CHAD'em. Już nawet nazwa mi się spodobała smile

    A wracając jeszcze do tematu jaka jestem - kiedyś usłyszałam o sobie pewne
    zdanie, które myślę dość dobrze mnie obrazuje.
    Jesteś najwrażliwszą suką, jaką spotkałem.
    Suka w znaczeniu - osoba wredna, egoistyczna, krytyczna, działająca bez skrupułów.
    I do teraz nie mogę zrozumieć, jak można być wrażliwą suką - ale widocznie u
    mnie wszystko możliwe smile

    --
    "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
    Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich,
    was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
  • drugikoniecswiata 01.02.10, 01:38
    a ja jestem - zmęczona. już bardzo. póki co ten przymiotnik chyba najlepiej mnie
    definiuje.

    po co budujecie te fasady?
    pomagają?

    --
    Im bardziej Prosiaczek zaglądał do środka, tym bardziej Puchatka tam nie było...
    Poszedł na przyprawę do północnego bieguna i znalazł bloga, najpierw jednego, a potem drugiego. Zajrzyj na bieguny,
    zostaw ślad!
  • 36.a 01.02.10, 09:05
    brawa!
    urzekło mnie to drobiazgowe opisywanie fasad. upajanie się nimi.

    ja też. jestem !@#$% zmęczona...
    drugi końcu, będzie lepiej
  • 38takatam 01.02.10, 11:35
    Kurde...ja tez mam"osobowosc chwiejna emocjonalnie".Ale w tle CHAD-u.Moja lekarka tak napisala wypis ze szpitalai mocno naciskajac,zeby bylo jasne,ze moja choroba podstawowa to CHAD,wspolistniejaca alkoholizm,zab.osobowosci.

    Mysle,ze moje schizy,hustawki nastroju i nieraz ostre jazdy-to zab. osobowosci.Nie mam przez to wytchnienia...co chwile cos.
    Czy psychoterapia,psychodynamiczna,w klinice przez 3 miesiace 2x w tygodniu,indywidualnie-pomoze mi na zab. osobowosci? Czy wogole jest jakas terapia na to?
  • drugikoniecswiata 01.02.10, 12:53
    Raczej długoterminowa, niż 3-miesieczna. Ale wykorzystaj te 3 miesiące żeby
    rozpoznać grunt, wyznaczyć azymut... potem szukaj dalej dobrego terapeuty albo
    grupy. takie moje zdanie.

    --
    Im bardziej Prosiaczek zaglądał do środka, tym bardziej Puchatka tam nie było...
    Poszedł na przyprawę do północnego bieguna i znalazł bloga, najpierw jednego, a potem drugiego. Zajrzyj na bieguny,
    zostaw ślad!
  • chin_chilla 01.02.10, 14:02
    Ja mam ChAD z zaburzeniami osobowości - osobowość histeryczna. Zaliczyłam na
    studiach sporo psychologii i trochę poświęciłam czasu na poznanie, co to w ogóle
    oznacza. Jestem obecnie w stanie wykrywać u siebie zachowania wypływające
    bezpośrednio z tego zaburzenia ale nie zawsze jestem w stanie je kontrolować -
    czasem jakaś część mnie dokładnie wie, ze nie powinnam czegoś robić ale i tak to
    robię. Tak samo mam z ChAD. Niemniej to, czyli poznanie potwora, jak i terapia z
    psychologiem (długa, prawie 3 letnie i ciągle nie zakończona) pomagają mi nieco
    lepiej panować nad moimi zaburzeniami. A w każdym razie je rozpoznawać.
    Na jednym z wykładów zadałam profesorowi pytanie, czy osoba z zaburzeniami
    osobowości może się zmienić. Odpowiedział mi, że najczęściej nie, dlatego, ze
    osoby takie uważają się za całkiem normalne i nie chcą się leczyć. Jednak tym,
    które zdają sobie sprawę z problemu i nad nim pracują czasem udaje się coś
    zmienić na lepsze.
    --
    chinchilla.blox.pl
  • lolinka2 02.02.10, 13:54
    psychodynamiczna jest najlepsza do takich rzeczy wg mojej wiedzy.
    tylko to trwa..... i trwa..... i trwa....
    wytrwałości życze smile
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • drugikoniecswiata 01.02.10, 12:56
    mi nie chodziło o fakt upajania się, bo on jest wtórny.
    zastanawiam się w ogóle, po co, i o to zapytałam.

    ja zaliczyłam ten etap. strasznie komplikuje życie, od jakiegoś czasu próbuję
    nieudolnie odkręcać. ale może komuś daje też profity, warte świeczki? odniosłam
    wrażenie, że z tym murem dziewczynom jest dobrze, i to mnie zaintrygowało. mi
    nie było.

    będzie lepiej, powiadasz?
    oby

    --
    Im bardziej Prosiaczek zaglądał do środka, tym bardziej Puchatka tam nie było...
    Poszedł na przyprawę do północnego bieguna i znalazł bloga, najpierw jednego, a potem drugiego. Zajrzyj na bieguny,
    zostaw ślad!
  • dr.zabba 02.02.10, 12:05
    drugikońcuświata, będzie lepiej

    nie wiem, co budują wokół siebie moje czcigodne przedmówczynie, ale mogę napisać
    o swoim doświadczeniu

    nie nazwałabym tego murem
    może wizerunkiem?
    wizerunek często nie ma nic wspólnego z rzeczywistą osobą

    w pracy, na oddziale byłam przez wiele osób postrzegana jako osoba zdecydowana,
    pewna siebie, dająca sobie dobrze radę, "silna osobowość"

    ten wizerunek (fasada?) powstał w wyniku działania mojego instynktu
    samozachowawczego
    ja starałam się w tej pracy przetrwać
    była ona dla mnie trudna, wymagająca i przerastająca moje siły - zatem robiłam,
    co mogłam, żeby przetrwać
    nie mam tu na myśli : dobrze wypaść
    przetrwać, przeżyć, w jakikolwiek sposób dać sobie radę
    i moje instynktowne siły wytworzyły model działania, z którego powstał ww wizerunek

    a ja wcale nie byłam silna

    ale taka "fasada" może być korzystna, może dawać profity

    i jednocześnie kosztowała mnie dużo
    bardzo dużo

    odbiło się to mocno na psychice
    --
    razemnabiegunach.blogspot.com
    kumaty.blogspot.com
  • majagor 02.02.10, 13:36
    Absolutnie nie odbieram swojego zachowania jako muru, fasady przeciwko komuś/czemuś, czy przeciwko sobie.
    Nawet w mega depresji u mnie nie ma żadnego muru. Zawsze byłam osobą kontaktową, lgnącą do ludzi. Zawsze lubiłam ludzi i wydaje mi się, że z wzajemnością.
    Tak było przed chorobą, tak jest teraz i mam nadzieję, że tak zostanie.

    Wolę być pseudo-przebojową, "wrażliwą suką" niż zamkniętą w sobie, zamkniętą w domu pseudo-kobietą. Zabba dobrze nazywa to wizerunkiem - to, że ja mam depresję, że ja się źle czuję - nie znaczy, iż cały świat musi o tym wiedzieć. Potrafię trzymać fason, potrafię wyjść ze złym samopoczuciem do ludzi i świetnie się bawić. Nie chcę tracić życia na siedzenie, płakanie, użalanie się nad sobą i mówienie, że depresja mnie dopadła.. Oczywiście są gorsze dni, gorsze chwile - ale nie pozwolę sobie, by przez to tracić dni, tygodnie, miesiące mego życia na siedzenie w samotności.. Wtedy dopiero źle bym się poczuła..
    W pracy nie wiedzieli o mojej "dolegliwości" - więc trzymałam zawsze fason, zawsze szłam elegancko ubrana, wymalowana, z większym lub mniejszym uśmiechem na twarzy. Praca to praca, a ja lubiłam być profesjonalistką i nie wnosić tam "swoich" rzeczy, problemów.
    Na studiach też nie wiedziano o tym, że się leczę - nie miałam taryfy ulgowej z tego powodu, nie przekładałam egzaminów, zaliczeń, ze znajomymi normalnie rozmawiałam. Skończyłam studia w terminie, z depresją i piątką na dyplomie.
    Niektórzy znajomi także nie wiedzą - więc także fason trzymam.

    Dla mnie takie zachowanie jest strasznie motywujące. Działa jak najlepszy antydepresant. Chociaż w głowie wali mi się świat - to wśród ludzi staram się zachowywać "normalnie".
    Moja psycholog w tym zachowaniu nie widziała nic złego.

    Na koniec taka refleksja - co niektórzy z Was odbierają me zachowanie jako udawanie, mur, czy coś tam jeszcze.. Ok, macie do tego pełne prawo. Ale ja też nie chciałabym żyć tak jak niektórzy z Was, zamknięci w sobie, zamknięci w czterech ścianach, bojący się ludzi..

    --
    "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
    Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich, was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
  • lolinka2 02.02.10, 14:00
    w moim wydaniu to się nazywa "skorupka" albo "maska".
    Nie upajam się nimi, są bo są... bo tak mnie życie ukształtowało, bo
    pierd#$%^ zaburzenia, żyć trzeba.. jakoś, godnie, do przodu... bo
    Dżuma Camusa... bo cokolwiek.

    Próbuję je zrzucać w długim i bolesnym procesie terapii, dokopać się
    do siebie w sobie, ustalić kim jestem. Niekoniecznie mi się te
    znaleziska wszystkie podobają, bo wychodzi kawał hipokryzji, kawał
    ciemnej strony... ale trudno. To jestem ja. Muszę się z tym
    przetrawić, pogodzić i poukładać. I dalej żyć.

    Miałabym poczucie ogromnej życiowej klęski, gdybym bujaniu
    afektywnemu podporządkowała całe swoje życie - to zawodowe i to
    osobiste. Dla mnie istotą człowieczeństwa jest bycie ponad...
    zmiana... udoskonalanie... i bycie do cholery bycie, a nie łeb w
    piach.
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • sapiencja 02.02.10, 21:41
    Po osiemnastu latach walki - pogodzona, że tak musi być. Że z
    zamkniętego kręgu, wyjścia nie ma.
  • 36.a 03.02.10, 14:43
    Nie chce mi się dużo pisać, faluje mi ogromnie nastrój, teraz dolina.

    Zabawny jest ten wątek, gdy gros wpisów to: jaka ja ładna i fajna jestem.
    Proszę strzelać.

    I jeśli to do mnie czy mnie podobnym... głowa nie w piach, funkcjonuję.
  • kamyczek_0 03.02.10, 14:49
    >Zabawny jest ten wątek, gdy gros wpisów to: jaka ja ładna i fajna jestem.

    Noo, bo taka jestem w góreczkach. W dolinkach nie jestem fajna, raczej pusta,
    cicha, wredna.
    Ładna to jestem jak się uśmiecham i normalnie wyglądam. W dolinie czupiradło
    zmarniałe z podkówką na twarzy jest mało ciekawe wink
    --
    "Im większe w człowieku wewnętrzne rozbicie, poczucie własnej słabości,
    niepewności i lęk, tym większa tęsknota za czymś, co go z powrotem scali, da
    pewność i wiarę w siebie."

    (Kępiński)
  • jasminka28 03.02.10, 15:04
    Jaka ja ładna i zabawna jestem!! Tez w górkach a depresji nawet
    pewnie Ciebie w połowie nie przypominam 36.6 smile Pozdrawiam dolinko!
    --
    „... i każda myśl, każdy odruch, czyn, słowo, wszystko wydawało się
    nie moje, lecz jakby gdzieś ustalone poza mną, zrobione dla mnie – a
    ja właściwie jestem inna! I wtedy straszne ogarnęło mnie wzburzenie.
    Ach, stworzyć formę własną! Przerzucić się na zewnątrz! Wyrazić się!
    Niech kształt mój rodzi się ze mnie, niech nie będzie zrobiony
    mi ...”
  • majagor 03.02.10, 15:14
    36.a napisała:

    >
    > Zabawny jest ten wątek, gdy gros wpisów to: jaka ja ładna i fajna jestem.

    A czy coś złego w byciu fajnym, ładnym i tym podobnym?
    Kiedyś miałam okres w życiu, że nie wierzyłam w siebie, uważałam siebie za wielkie blee, ale Cecylia [moja psycholog] szybko i skutecznie wybiła mi to z głowy. I mam nadzieję, że nigdy już nie będę tak o sobie myśleć!

    Czuję się dziś fatalnie, mega fatalnie. Jestem potwornie zmęczona. Biegam wciąż tu i tam. Gubię się w tym co robię. Depresyjnością mogłabym się z połową miasta podzielić.. ale czy to oznacza zaraz, że mniej fajna jestem albo mniej ładna? Może mniej się uśmiecham, może mniej słów z siebie wydobywam niż zwykle. Ale ani moja uroda ani moja "fajność" na tym absolutnie nie cierpi.

    Ktoś kiedyś powiedział/napisał.. Uwierz w siebie, a inni uwierzą w ciebie..

    --
    "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
    Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich, was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
  • 36.a 03.02.10, 15:23
    Dobra, jednak kilka zdań.

    Niezależnie od stanu ducha znam swoją wartość, ale uważam za idiotyczne pisanie "zdolna jestem, piękna, bla bla bla", nie pamiętam jak to w Samochwale leciało. Znam niezależnie od stanu ducha swoje ograniczenia.

    Dlatego nie rozumiem wpisów na swój temat "och, ach". Jest aż tak źle, że trzeba się dowartościować? Bo że genialnie to brak mi wiary.
  • lolinka2 03.02.10, 15:34
    znasz wartość? to fajnie... i naprawdę uważasz się za tak
    niskowartościową i małoatrakcyjną, że nie wyszłoby ci spod palców nic
    pozytywnego na swój temat?

    ograniczenia zna każdy. To dobrze, że i ty je znasz.

    Ja "och" i "ach" nie zauważyłam w tym wątku... ludzie piszą, jak się
    widzą... jacy są albo na zewnątrz, albo naprawdę wewnątrz (pod
    przykrywką zahamowań i ograniczeń chorobowych).... I co złego w tym,
    że ktoś lubi siebie? Fajnie, lubmy się wszyscy smile I co złego w tym,
    że ktoś lubi się dowartościowywać? Dowartościowujmy się wszyscy i
    miejmy o sobie samych jak najlepsze zdanie, to pomoże patrzeć
    przyjaźnie na innych smile

    Zresztą, niewykluczone, że istotnie wszystkie dziewczyny tu piszące
    są nieprzeciętnie ładne. Nie wiem, nie widziałam wszystkich. Te,
    które widziałam ładne są. Każda ma na pewno jakąś umiejętność fajną -
    jakieś zdolności... Wiem, co potrafią te, które mniej - więcej
    znam... a potrafią sporo smile

    Podsumowując: nie zmienię tego, co TY myślisz o SOBIE. Natomiast nie
    uważam za słuszne hamowania w świetle własnej opinii na swój temat,
    wyrażania przez inne osoby opinii o nich samych.

    Aha - i jeszcze. Im więcej lat mam, tym z większą pewnością
    stwierdzam, że poczucie własnej wartości niekoniecznie jest
    nierozerwalnie związane z afektem aktualnym...
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • jasminka28 03.02.10, 15:58
    Ja odważe się stwierdzić że ten kto nie czuję się fajnie nie
    toleruje u kogoś tegoż uczucia bycia zadowolonym z siebie. Pamietam
    kiedy byłam w depresji nanawidziłam ludzi za to że sie uśmiechają że
    śa tacy szcęśliwibo sama taka niepotrafiłam być.
    --
    „... i każda myśl, każdy odruch, czyn, słowo, wszystko wydawało się
    nie moje, lecz jakby gdzieś ustalone poza mną, zrobione dla mnie – a
    ja właściwie jestem inna! I wtedy straszne ogarnęło mnie wzburzenie.
    Ach, stworzyć formę własną! Przerzucić się na zewnątrz! Wyrazić się!
    Niech kształt mój rodzi się ze mnie, niech nie będzie zrobiony
    mi ...”
  • 36.a 03.02.10, 16:13
    O, rajusiu.
    Tak niejasno tłumaczę?
    Wiersz "Samochwała" jest ponadczasowy. A tu leciały przykłady. Nie było ponadto: piękna i rozumna, ale, tylko superlatywy do porzygania. Przepraszam smile

    Tak, myślę o sobie dobrze. Ale to nie powód, aby roztrząsać to szczegółowo, drobiazgowo, detalicznie etc.

    Straszliwie brakuje mi ostatnio na forum panów. Zrobiło się do bólu kobieco (150% kobiecości, ble)
  • lolinka2 03.02.10, 16:17
    bo akceptacja z "ale" to akceptacja warunkowa...
    a siebie należy kochać bezwarunkowo. Kocham siebie, bo to jestem ja i
    ja jestem! Bez żadnych "ale" smile
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • majagor 03.02.10, 16:29
    36.a napisała:

    > Tak, myślę o sobie dobrze. Ale to nie powód, aby roztrząsać to szczegółowo, drobiazgowo, detalicznie etc.

    Powód czy nie powód. Mamy demokrację i każdy może robić/mówić/pisać to co chce i jak chce - szczególnie o własnej osobie. I niekoniecznie trzeba zaraz to oceniać, krytykować itd.
    Mnie nauczono mówić dużo, z wszelkimi drobiazgami. Mówię tak o sobie. Mówi tak o mnie M. I jeszcze parę osób. I czuję się ja z tym dobrze, czują się dobrze moi najbliżsi. I to chyba jest najważniejsze.

    > Wiersz "Samochwała" jest ponadczasowy. A tu leciały przykłady. Nie było ponadto
    > : piękna i rozumna, ale, tylko superlatywy do porzygania.

    P.S. A jeśli chce Ci się rzygać słysząc o kimś superlatywy.. no to smutne to.. i takie gorzkie..

    >Przepraszam smile

    Ja też przepraszam, za to iż szczerze uważam siebie za wartościową, miłą i fajną osobę smile

    --
    "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
    Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich, was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
  • 36.a 03.02.10, 16:49
    To chyba straszne smile ale pociągające jest czytanie wyłącznie pogłębionych portretów psychologicznych. Balbina_Aleksandra, dzięki.
  • majagor 03.02.10, 17:02
    36.a napisała:

    > To chyba straszne smile ale pociągające jest czytanie wyłącznie pogłębionych port
    > retów psychologicznych. Balbina_Aleksandra, dzięki.

    Skoro wiesz wszystko, skoro znasz się lepiej niż moja pani psycholog.. Super!
    A tak na marginesie - nie ocenia się ludzi zupełnie ich nie znając..
    Nie nauczyli jeszcze?

    --
    "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
    Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich,
    was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
  • 36.a 03.02.10, 18:07
    Maju, mama mnie uczyli, że nie mówi się zwracając do drugiego człowieka per śmieciu, co właśnie zrobiłaś.

    portret psychologiczny, w dodatku pogłębiony - zły trop, nie psychologia, raczej literatura. i w istocie nie lubię, gdy ktoś dużo, detalicznie, w kółko to samo i o niczym. z poważaniem...

    z mojej strony koniec.
  • lolinka2 03.02.10, 17:23
    Ty masz w sobie jakiś kosmiczny ładunek złości skierowany na cały
    świat, za to że ludzie ośmielają się dobrze czuć i dobrze o sobie
    myśleć. Siedzisz sobie w tym swoim pokoju - naga czy w piżamie,
    uczesana albo niekoniecznie, nie wyściubiasz nosa na zewnątrz (bo
    depresja - fajnie jest mieć się czym zastawić, a w czynnościach
    praktycznych znaleźć frajerów, którymi da się wykpić - w osobach
    członków najbliższej rodziny), pogrążasz się w nicości, zapadasz w
    siebie i prawdziwe oraz wyimaginowane nieszczęścia, zła jesteś na
    siebie i nie podoba ci się obecny stan rzeczy, ale zamiast tę złość
    wykorzystać jako siłę do zmiany - wkurzasz się na innych, tych którzy
    się przemogli, wyleźli z nory, pełzają albo fruwają (różnie w różne
    dni), ośmielają się powiedzieć "jestem fajna" "jestem ładna" "jestem
    mądra" "jestem kreatywna" "jestem atrakcyjna" "podobam się facetom"
    "lubię mój szczupły tyłek" "lubię mój piegowaty nos" "lubię moje
    długie nogi" "lubię moją gładką skórę" itp itd... bo takie lub
    podobne stwierdzenia tu padały.

    Znamienne jest to, że z sympatią odniosłaś się wyłącznie do wpisu
    balbinyalexandry który akcentował zdecydowanie ciemną stronę życia,
    bo balbina depresyjna ostatnio jest (choć również ładna i zdolna, i
    atrakcyjna...)

    Ale świat, droga 36.a, nie stanie się czarny, ponury a ludzie na nim
    nieatrakcyjni, aby dopasować się do twojego aktualnego stanu ducha.
    To ty możesz to zaakceptować. Jeśli nie - będziesz cierpieć. Tak jak
    teraz. Bo w to, ze jest genialnie, wiary w sobie nie znajdę...
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • 36.a 03.02.10, 18:04
    Wpis Balbiny jest mądry... Może za dużo wymagam od ludzi.
    A reszta - w dużej mierze - to była "przerwa na reklamę".
    Czy teraz już jasne?


    P.S. Prysznic był, włosy myte codziennie, spacer był.


    I...

    Skoro jestem "taka świetna" to dlaczego depresja?

    Szanowna Karolino, cenię ludzi mądrych. Wybacz [jasne, że na koniec złośliwość, puszczam oko]
  • majagor 03.02.10, 18:18
    Ależ z Ciebie zgorzkniałe...[coś tam]
    Mam nadzieję, że w Twoim wieku nie dopadnie mnie takie coś..
    Wcześniej chciałam już to napisać - ale stwierdziłam, że może kulturalna będę. Ale skoro mnie ktoś nie szanuje - to niby po co ja mam szanować jego..

    Pozdrawiam ślicznie kończąc tę nieprowadzącą do niczego dyskusję.

    --
    "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
    Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich, was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
  • 36.a 03.02.10, 18:22
    Nie, Maju, nie ja przekroczyłam granice.

    pozdrawia smutno Coś Tam

    Mam 37 lat, w duszy w hipo tylko 8, w depresji ciągle nie 40.
    Czuję się młodo.

    Podrawiam Cię, Detaliczna, Piękna Maju. Wszystkiego dobrego w życiu.
    Z daleka od ludzi Tobie podobnym....


  • 36.a 03.02.10, 18:30
    Karolina, coś jeszcze, bo Twój wpis jest jednak wielowątkowy.
    Uprzejmie Cię proszę bez osobistych wycieczek.

    Mnie się w Tobie nie podoba baaardzo dużo, łącznie z indoktrynacją Twoich dzieci. Staram się tego nie tykać. I poza tym więcej przykładów nie będzie.

    Miałam prawo stanąć z boku i napisać: ten wątek jest zabawny, bo chwilami jest. Rozbawiłby mnie w każdym stanie ducha. Poczucie humoru nienaruszone.

    Nie masz prawa po mnie jechać.

    Napisałam ogólnie, przynajmniej na początku, to zabawne.
    Uprzejma prośba, abyś tepiła pióro w bardziej szlachetnym celu.
    Dziękuję.
  • drugikoniecswiata 03.02.10, 18:24
    > Te, które widziałam ładne są.

    czuję się dowartościowana wink

    --
    Im bardziej Prosiaczek zaglądał do środka, tym bardziej Puchatka tam nie było...
    Poszedł na przyprawę do północnego bieguna i znalazł bloga, najpierw jednego, a potem drugiego. Zajrzyj na bieguny,
    zostaw ślad!
  • poetkam 03.02.10, 21:49
    > czuję się dowartościowana wink
    >

    Ja też smile
    --
    Codziennie na nowo uczę się żyć.........
    ---
    poetkowewiersze.blox.pl/html
  • sensitilive 03.02.10, 17:14
    Jak już Brzechwę się tu cytuje to ja też z tego skorzystam:

    "Moi drodzy, po co kłótnie,
    Po co wasze swary głupie,
    Wnet i tak zginiemy w zupie!" big_grin
  • jasminka28 03.02.10, 17:25
    To ja może tak po "męsku" dodamtylko że znowu wpieprzyłam spaghetti
    i ledwo sie ruszam. Tak jestem gruba piękna i obrzartasmile))hihi waże
    dopiero 64kg ale i tak za dużo. Idę z psem powóczyc sieemsmileciao
    --
    „... i każda myśl, każdy odruch, czyn, słowo, wszystko wydawało się
    nie moje, lecz jakby gdzieś ustalone poza mną, zrobione dla mnie – a
    ja właściwie jestem inna! I wtedy straszne ogarnęło mnie wzburzenie.
    Ach, stworzyć formę własną! Przerzucić się na zewnątrz! Wyrazić się!
    Niech kształt mój rodzi się ze mnie, niech nie będzie zrobiony
    mi ...”
  • drugikoniecswiata 03.02.10, 18:30
    wydaje mi się, może niesłusznie, że ann nie protestuje przeciwko pisaniu dobrze
    o sobie, tylko przeciw pewnej niespójności (może niesłusznie, proszę
    sprostować). Ja ją (niespójność) w każdym razie widzę.

    Z jednej strony ta fajność, z drugiej depresja, która jak zły wilk przychodzi i
    fajność zabiera, ale my się jej nie dajemy. Należę do frakcji, która uważa, że
    depresja to nie meteoryt i z czegoś się bierze. Z czegoś w nas. Zwykle idzie w
    parze z obniżonym poczuciem wartości, często mocno przysypanym toną lukru. Jest
    jakaś różnica chyba między świadomością własnej wartości a dowartościowywaniem
    się na siłę? i to nie jest ad personam, bardziej moje ogólne odczucia z lektury
    tego wątku.

    --
    Im bardziej Prosiaczek zaglądał do środka, tym bardziej Puchatka tam nie było...
    Poszedł na przyprawę do północnego bieguna i znalazł bloga, najpierw jednego, a potem drugiego. Zajrzyj na bieguny,
    zostaw ślad!
  • poetkam 03.02.10, 21:57
    Dowartościowywanie się jest potrzebne. Szczególnie osobom niedowartościowanym,
    ba, mającym baaardzo niskie poczucie własnej wartości - niestety zaliczam się do
    tego grona, ale... zauważyłam od pewnego czasu, że moja wartość rośnie w mych
    oczach, miedzy innymi dzięki osobom z tego forum. Dziękuję Wam.
    --
    Codziennie na nowo uczę się żyć.........
    ---
    poetkowewiersze.blox.pl/html
  • silvi5 04.02.10, 09:13
    Hej. Ja mam różnie bo czem ktos mnie skrytykuje za to że jestem taka
    fajna no i poczucie wartości leci na łeb na szyję, mam poczucie winy
    ze czuje sie dobrze a może nie powinnam. A tak serio to jestem teraz
    w hipoi nikt mi nastroju raczej nie popsuje. Buziaki muuua
  • majagor 04.02.10, 09:58
    drugikoniecswiata napisała:

    > Z jednej strony ta fajność, z drugiej depresja, która jak zły wilk przychodzi i
    > fajność zabiera, ale my się jej nie dajemy. Należę do frakcji, która uważa, że
    > depresja to nie meteoryt i z czegoś się bierze. Z czegoś w nas. Zwykle idzie w
    > parze z obniżonym poczuciem wartości, często mocno przysypanym toną lukru. Jest
    > jakaś różnica chyba między świadomością własnej wartości a dowartościowywaniem
    > się na siłę? i to nie jest ad personam, bardziej moje ogólne odczucia z lektury
    > tego wątku.

    Rozumiem doskonale o czym piszesz.
    I podkreślę jeszcze raz - U MNIE depresja nie idzie w parze z poczuciem niskiej
    wartości własnej osoby. Obojętnie czy mam świetny nastrój, czy czuję się
    fatalnie znam swą wartość i wiem, iż ani głupia, ani brzydka ani jakakolwiek zła
    nie jestem. Nauczyła mnie tego terapia [Cecylio dzięki Ci wielkie za to!!!],
    nauczyło mnie tego życie.
    Jestem w dole od roku. Ostatnio bywało fatalnie [w końcu skierowanie do szpitala
    nie spadło z choinki], ale przez myśl mi nie przeszło, by mieć o sobie złe zdanie.
    Depresja akurat tej fajności mi nie zabiera. Zabiera masę innych rzeczy ale
    akurat nie to.
    A z czego teraz jestem depresyjna? Z tego, że mama mi umiera, a ja na to patrzę
    i nic zrobić nie mogę. Nic. Ale to, że nie mogę nic w tym temacie zrobić nie
    znaczy, że zaraz mam być niefajna, nieładna, głupia i paskudna.

    Są ludzie, którzy siebie akceptują, lubią. Ot tak. Po prostu. Czy tak trudno to
    zrozumieć?

    --
    "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
    Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich,
    was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
  • dr.zabba 04.02.10, 13:52
    1. U mnie niska ocena własnej wartości nie "idzie w parze" z depresją, nie jest
    jej podłożem, lecz skutkiem. Gdy mam depresję moja głowa jest chora i ocenia
    moją osobę źle. Jest to podstawowy objaw depresji u mnie. Nagle wszystko mnie
    przerasta, do niczego się nie nadaję, z niczym nie dam sobie rady. U Was jest
    inaczej?

    2. Maja, dziwisz się osobom, które w depresji siedzą w łóżku, się nie myją i
    takie tam. Ale znowu: te rzeczy są objawem depresji. Ja nie miałam napędu, żeby
    zęby myć wieczorem i czasami nie myłam. W depresji często nie ma siły, żeby żyć.
    Po prostu nie ma. Faktem jest, że ja się sama czasem zadziwię, że ktoś nie
    wstaje, bo ja wstawałam, bo musiałam. Mam dzieci małe i nie mogłam się nimi nie
    zająć. Ale spodziewam się, że są takie oblicza depresji, których nie znam i może
    być tak, że choćby się paliło i waliło, na wstanie z łóżka, czy jakiekolwiek
    inne przejawy życia, sił nie będzie.
    --
    razemnabiegunach.blogspot.com
    kumaty.blogspot.com
  • 36.a 04.02.10, 14:11
    Cytując moderator Lolinkę:

    "Siedzisz sobie w tym swoim pokoju - naga czy w piżamie,
    uczesana albo niekoniecznie, nie wyściubiasz nosa na zewnątrz (bo
    depresja - fajnie jest mieć się czym zastawić, a w czynnościach
    praktycznych znaleźć frajerów, którymi da się wykpić - w osobach
    członków najbliższej rodziny), pogrążasz się w nicości"

    Nie wiem, czy komentować i jak.

    Wiem tylko, że z pewnych powodów nie mam dzieci (chcę i mam nadzieję, że się uda). Bo nie dźwignęłabym ciężaru. Świadomy wybór takiego a nie innego stylu życia.

    I wiem też, że można "urządzić się" tak, aby nie musieć za często wychodzić na zakupy. Nie korzystając z pomocy "frajerów". Posiadając choćby bazę w postaci pieczywa chrupkiego (kartonika mleka, kilku serków, mniaaam, ten brie, fromage i inne, kupione samodzielnie, dziwne, nie?) i wmawiając sobie, że nie trzeba chwilowo jeść ukochanego chleba kurpiowskiego (prawdziwy, ciężki, z siemieniem, długo świeży).
    Zakupy robiąc raz w tyg. Ta cudna kawa Lawazza, te inne fantastyczne rzeczy. Woda najbardziej smakuje na pustyni.
    I wolno mi być istotą skrajnie nietowarzyską, niezbyt spragnioną kontaktów z ludźmi. Od zawsze wiem, że ciekawsze są książki.
    I wolno wyściubiać sobie nos na świat, gdy się zachce. Urządzić się tak, że pracować w domu. Czasem żyć jak gacek. Albo jak sowa. A czasami być sobie jak ferrari i korzystać z uroków życia.

    L. nie rozumie depresji. Nie wiem, czy w ogóle ją ma. Pisała, że nie musi brać leków. Kolejna Megan, która wie lepiej. Z tym, że Megan darzę sympatią.





    Środkowy palec w górze.
  • lolinka2 04.02.10, 14:32
    lolinka2 napisała:
    nie zmienię tego, co TY myślisz o SOBIE. Natomiast nie
    uważam za słuszne hamowania w świetle własnej opinii na swój temat,
    wyrażania przez inne osoby opinii o nich samych.

    lolinka2 napisała:
    Miałabym poczucie ogromnej życiowej klęski, gdybym bujaniu
    afektywnemu podporządkowała całe swoje życie - to zawodowe i to
    osobiste. Dla mnie istotą człowieczeństwa jest bycie ponad...
    zmiana... udoskonalanie... i bycie do cholery bycie, a nie łeb w
    piach.

    lolinka2 napisała:
    pierd#$%^ zaburzenia, żyć trzeba.. jakoś, godnie, do przodu... bo
    Dżuma Camusa... bo cokolwiek.

    Pytanie do myślących trzeźwo: czy moderator lolinka nie rozumie
    depresji, czy po prostu walczy z nią do końca? I nie rozumie postawy
    "poddaję się"?

    36.a napisała:
    Środkowy palec w górze.

    Cóż, krzywy jest, gruby jest, a paznokieć wymaga oczyszczenia i
    opiłowania. Aha - lakier ci odpryskuje... chyba już za długo leży.
    ergo: zajmij Ty się czymś pożyteczniejszym big_grin

    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • 36.a 04.02.10, 14:39
    Cóż, krzywy jest, gruby jest, a paznokieć wymaga oczyszczenia i
    opiłowania. Aha - lakier ci odpryskuje... chyba już za długo leży.
    ergo: zajmij Ty się czymś pożyteczniejszym big_grin



    ---
    Nie muszę, bo się nie duszę, ale napiszę...

    Manicure biologiczny, radość bawienia się różanym patyczkiem do skórek, ten ładnie pachnący pły Alessandro, pilniczek ceramiczny albo szklany bo takie są najlepsze.

    Nie jesteś dobrym człowiekiem.
    A ja mam cudną mamę, wiem, co wyssałam z Jej mlekiem.
    Jesli wiesz, co chcę powiedzieć.
    Tak prosto w twarz.

  • sapiencja 04.02.10, 14:43
    Najgorzej jest rano, bolą mnie ramiona, jakbym dźwigała przez całą
    noc ciężary. A na samą myśl, że muszę się ubrać i wyjść z domu po
    zakupy - ogarnia mnie przerażenie. Szybko więc przeglądam w myślach
    zawartość moich szafek, coś tam jest jeszcze do zjedzenia, i już
    oddycham z ulgą: nie muszę wychodzić. Mam ten komfort, że mieszkam
    sama, nie muszę nikomu innemu szykować jedzenia, ale jeszcze kilka
    lat temu: musiałam. A jeśli nie byłam w stanie, tłumaczyłam się, że
    bierze mnie grypa i zostaję w łóżku. Ucieczka w grypę, to było moje
    najczęstsze usprawiedliwienie na przeczekanie dni świstaka.
    Nauczyłam się mojego organizmu na pamięć. Wiem już, że jeśli zaczyna
    dzwonić (piszczeć) mi w uchu, czy gdzieś w głowie, i zaczyna się ból
    ramion - nadchodzi mój czas na izolację. Nie odbieram telefonów
    (słuchawkę chowam pod poduszkę), nie podchodzę do domofonu, nie
    wychodzę z domu. Wiem już, że to mija. I dlatego pogodziłam się z
    takim rytmem życia. Nie jestem na siebie zła. Dlaczego mam siebie
    karać. Rozgrzeszam siebie i lubię siebie taką, jaka jestem.
    Inna nie będę. "Kiedyś" już nie wróci.
  • lolinka2 04.02.10, 14:43
    Tak wiem, więc Cię wyręczę: tak, moja matka mnie molestowała, a Twoja
    Ciebie nie.
    Czujesz się lepsza z tego powodu? Dowartościowuje Cię to?

    Ale wiesz, ja pomimo molestowania, nie boję się wyjść z domu.
    Realizuję się zawodowo i nie muszę w tym celu chować się za
    komputerem. I pomimo doświadczeń, podjęłam pracę nad sobą, mam dobre
    relacje rodzinne z mężem i córkami... cieszę się życiem. Czego i
    Tobie serdecznie życzę smile
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • 36.a 04.02.10, 14:51
    To jest fasada.
    Pisz dalej...
    Pisz o problemach. Bo na razie napisałaś bzdurę.

    Wyssałam z mlekiem matki, aby nie krzywdzić. Tyle. Jesli rozumiesz.
  • lolinka2 04.02.10, 14:57
    Tobie mam pisać o problemach? Z jakiej okazji? Z okazji środkowego
    palca?

    Eeee, od problemów to ja mam terapeutę smile i płacę mu za to, że
    słucha, dopytuje i pomaga coś z nimi zrobić. I rozbija fasady. I nie
    mówi, że bzdury gadam, bo za bzdurami kryje się człowiek, a im więcej
    bzdur opadnie, tym bliżej do człowieka...

    Jak zatem sama widzisz, nie mam potrzeby zwierzać się Tobie, a
    zwłaszcza publicznie, bo jeśli gadam, to "z celem" a tu - wszystko by
    się z celem mijało...
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • lolinka2 04.02.10, 14:53
    masz rację "potrzeba więcej Lol"
    zmotywowałaś mnie, postaram się, żeby moje córki również miały silną
    osobowość smile
    I dziękuję ślicznie za dedykację. Wprawdzie Janerka nie jest bliski
    moim gustom muzycznym, ale wysłuchałam z przyjemnością smile
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • jasminka28 04.02.10, 18:03
    Nie każdy ma szczęście mieć wspaniałych rodziców. Walczysz, układasz
    sobie zycie-Jestem Pełna Podziwu. Oby tak dalej. Czasem z bólu
    wychodzimy mądrzejsi i lepsi a ci wychowani w bańce mydlanej są pełni
    jadu i zawiści.
    --
    „... i każda myśl, każdy odruch, czyn, słowo, wszystko wydawało się
    nie moje, lecz jakby gdzieś ustalone poza mną, zrobione dla mnie – a
    ja właściwie jestem inna! I wtedy straszne ogarnęło mnie wzburzenie.
    Ach, stworzyć formę własną! Przerzucić się na zewnątrz! Wyrazić się!
    Niech kształt mój rodzi się ze mnie, niech nie będzie zrobiony mi
    ...”
  • facet_l 04.02.10, 18:10
    NIestety sad muszę przyznać rację. Wychowany w banieczce, co tylko
    spaprało mi psychikę i charakter.
    --
    Nie dyskutuję z debilami, najpierw sprowadzają do swojego poziomu, by
    następnie pokonać doświadczeniem
  • jasminka28 06.02.10, 09:51
    Ktos z was jest z Poznania????MOze sie wybierzemy kedys na kawke razem?
    ?smile
    --
    „... i każda myśl, każdy odruch, czyn, słowo, wszystko wydawało się nie
    moje, lecz jakby gdzieś ustalone poza mną, zrobione dla mnie – a ja
    właściwie jestem inna! I wtedy straszne ogarnęło mnie wzburzenie. Ach,
    stworzyć formę własną! Przerzucić się na zewnątrz! Wyrazić się! Niech
    kształt mój rodzi się ze mnie, niech nie będzie zrobiony mi ...”
  • 38takatam 06.02.10, 10:01
    Do Poznania mam 80kmsmile
  • lolinka2 06.02.10, 10:30
    nie jestem, ale bywam zawodowo. Mogę dać cynka, kiedy będę następnym
    razem.
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • silvi5 07.02.10, 19:29
    Ok. Cieszę sięsmile
  • agao_72 07.02.10, 22:03
    wredna, ruda, złośliwa smile

    a tak na serio, to chyba lubiana przez ludzi, a ja lubię ludzi (niektórych).
    ostatnio zadowolona z życia, mam satysfakcję z tego co robię i swojego stylu
    życia. w końcu zaczęłam lubić siebie, mam w sobie dość dużą porcję zdrowego
    egoizmu. w czwartek dostaliśmy opinię z przedszkola córki, jestem dumna, że mój
    model wychowania się sprawdza.

    z tego co mi otoczenie mówi, jestem kreatywna. ja tam nie wiem, ja po prostu
    lubię tworzyć. dzięki temu wiem, że żyję.

    jak łapie mnie depresja, to jestem "tylko" bardzo zmęczona. i zapadam w sen. a
    "najgorsze" jest, że nie mam szans na pełną depresję, bo przy najlżejszych
    objawach obniżenia nastroju mąż mnie wiezie do lekarza.

    nuda, co?

    mam niewyregulowane brwi, połamane paznokcie i zacieki na dłoniach od
    chemikaliów. i jakoś mi to wisi ostatnio.

    --
    Kołysz się w miętowej mgle...

    Świat widziany kocim okiem.
    Zapraszam do kociej kuchni.
  • perfekcjonizm 17.02.10, 15:50
    Poczytałam Was wszystkie/ich.
    Przypomina to niektóre rozmowy na terapiach grupowychsmile

    Ja byłam w swoim życiu prawie każda. Bardzo różna. Skrajna.
    Dzisiaj mniejszy nacisk kładę na JA i dlatego jakoś nie wiem jak miałabym siebie
    opisać smile
  • jasminka28 23.02.10, 15:12
    Ja jestem beznadziejna!!!!!! sad
    --
    „... i każda myśl, każdy odruch, czyn, słowo, wszystko wydawało się nie moje,
    lecz jakby gdzieś ustalone poza mną, zrobione dla mnie – a ja właściwie jestem
    inna! I wtedy straszne ogarnęło mnie wzburzenie. Ach, stworzyć formę własną!
    Przerzucić się na zewnątrz! Wyrazić się! Niech kształt mój rodzi się ze mnie,
    niech nie będzie zrobiony mi ...”

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka