Dodaj do ulubionych

Kobieta, która kocha za bardzo..

10.02.10, 11:17
Tak jestem nią. Bez żadnych wątpliwości. Tkwię w bardzo toksycznym związku, którego nie potrafię/nie chcę zakończyć.

*Nie wyobrażam sobie życia bez niego.
*Całą swoją energię, całe swoje życie poświęcam jemu, jego zachciankom, życzeniom. Jestem w stanie zrobić wszystko, zrezygnować z wielu rzeczy, byleby on był zadowolony. Gdy robimy coś wspólnie [np. wybieramy miejsce wyjazdu na wakacje, wybieramy film w kinie, wybieramy restaurację - pozwalam jemu decydować, wciąż obawiam się, że on nie będzie zadowolony].
*Bardzo rzadko robię coś dla siebie, coś zgodnego z moimi potrzebami, pragnieniami. Ja nie jestem ważna - bardziej "cenne" jest dla mnie, to, gdy widzę, iż on jest zaspokojony, gdy jego pragnienia się spełniają.
*Gdy coś złego się między nami dzieje, biorę winę na siebie. Miewam także często ogromnego kaca moralnego, że coś nieładnie powiedziałam, że niegrzecznie się zachowałam przy nim.
*Chociaż widzę, iż on nie zachowuje się tak, jakbym chciała, chociaż wiem, iż często mnie rani, krzywdzi - wciąż w tym tkwię.
*Przeraża mnie moja zazdrość wobec niego [nigdy nie odczuwałam tego wobec innych mężczyzn].
*Mam takie głupie wyobrażenie, że beze mnie on sobie nie poradzi, że nikt mu nie da tego, co ja mu daję.
*Bardzo mocno go idealizuję - on skończył piękne studia, ma super umiejętności, które wykorzystuje w fajnej pracy.. ale ja też to mam, może troszkę mniej, ale mam - jednak jego pozycja społeczna, zawodowa nabiera w mych oczach taką wielką moc, przeogromną moc. Gdy ktoś próbuje temu zaprzeczyć - walczę jak lwica, by podkreślić prestiż mego faceta, prestiż jego rodziny itd.

I wciąż mam nadzieję, iż to się zmieni, on się zmieni.. Ale z drugiej strony chciałabym od niego uciec, uciec daleko, by już nigdy nie widzieć jego, by nigdy o nim nie słyszeć.. by zapomnieć..

Toksyczność naszego związku nabiera na mocy. Jest już bardzo destrukcyjna - dla mnie, dla niego. Walczymy ze sobą, przekraczamy granice, które przekroczone być nigdy nie powinny.. Padają słowa, które na zawsze zostaną w naszych głowach, mają miejsce sytuacje, czyny, o których nigdy nie zapomnimy..

Zawsze po takim bardzo toksycznym zdarzeniu, słowach przykrych, 2-3 dni myślę, iż mam siłę zakończyć to, uciec.. by za dni parę znów jechać, znów odbierać telefon, znów pozwalać się krzywdzić.. Jest to irracjonalne - wiem. Ktoś, kto tego nie widział, nie przeżył - pewnie nie zrozumie. No bo jak można tkwić w czymś takim?
Ale to jest jak narkotyk.. Na początku zażywania jest fajnie, jest bosko.. by z czasem zauważać coraz więcej skutków ubocznych, coraz bardziej przykrych skutków.. I następuje faza, gdy próbuje się z tym kończyć, gdy obiecuje się, iż to ostatni raz.. Niestety głód bywa silniejszy.. i kolejny raz aplikuje się sobie dawkę "magicznej" substancji..

--
"Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich, was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
Obserwuj wątek
    • majagor Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 11:21
      Pierwszy raz przyznałam się do tego.
      Głośno, świadomie.
      Bardzo się tego wstydzę. Bardzo mocno.

      Lolinko mam do Ciebie prośbę.. Kiedyś tu na forum komuś dawałaś linka do jakiś książek [chyba?].. Nie potrafię tego odnaleźć.. Mogłabyś to podesłać drugi raz?
      W domu mam tylko jedną książkę o toksycznej miłości [nazwisko autorki wypadło mi teraz z głowy].. a zdaje mi się, iż Ty podawałaś linka do innej pozycji..
      Byłabym wdzięczna..

      --
      "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
      Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich, was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
      • dr.zabba Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 12:13
        Ludzka rzecz.
        Długo w relacji z moim mężem, nawet już w małżeństwie, pielęgnowałam toksyczną
        miłość. Nawet nie jestem pewna czy do końca się z tego już wyleczyłam.
        Nic w tym wstydliwego.
        --
        razemnabiegunach.blogspot.com
        kumaty.blogspot.com
      • dr.zabba Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 12:14
        Ludzka rzecz.
        Długo w relacji z moim mężem, nawet już w małżeństwie, pielęgnowałam toksyczną
        miłość. Nawet nie jestem pewna czy do końca się z tego już wyleczyłam.
        Nic w tym wstydliwego.smile
        --
        razemnabiegunach.blogspot.com
        kumaty.blogspot.com
      • skwr2 Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 13:18
        majagor napisała:

        > Pierwszy raz przyznałam się do tego.
        > Głośno, świadomie.
        > Bardzo się tego wstydzę. Bardzo mocno.
        Nie ma najmniejszego powodu do wstydu; toksyczne związki wcale nie
        są takie odosobnione, jakby się mogło wydawać.
        Podziwiam Cię za samoświadomość. Masz wystarczającą wiedzę, aby
        zdecydować, czy dalej chcesz sie pogrążać.
      • chadodlat123 Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 24.02.10, 18:30
        Ty dobrze wiesz jakie są relacje między Wami i kązdy związek jest
        inny, więc powinnaś odnaleźć się i posłuchać samej siebie!!! Czego
        ty pragniesz i potrzebujesz!!!!

        Ja dziś jestem mądrzejsza - bo już nie tkwię !!! a czy jest lepiej -
        inaczej!!! napewno poznaję samą siebie!!!!

        powodzenia i myśl o sobie!!1
      • majagor Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 12:26
        Rozmawiać my pięknie potrafimy. I to robimy.
        Dużo, z sensem, poważnie. Ale to do niczego nie prowadzi..
        Na każde tematy potrafimy rozmawiać. Na te łatwe i przyjemne, na te trudne także. Zresztą wiele rzeczy potrafimy wspólnie ładnie robić. Wśród znajomych jesteśmy "parą idealną", która pięknie się do siebie uśmiecha, która pięknie się ze sobą bawi, która świetnie się ze sobą dogaduje. Najlepsi znajomi, z którymi się widujemy często nawet nie podejrzewa, że coś jest na rzeczy.

        Związek kończymy od maja. Maja 2009. Już wtedy zaczęło się "źle dziać".
        Oczywiście, że marzy mi się uzdrowienie. Ba nawet często w to wierzę, ale jak widzę co się między nami dzieje..
        Tego nie da się uzdrowić. Niszczymy się nawzajem. Więc moja wiara w uzdrowienie tego, nadzieja na to.. to tylko złudzenia..

        Moja pani doktor też nalega, abym się z tego interesu wypisała.. Wiem, iż psycholog [jeśli doczekam się wizyty u niego] także będzie ode mnie tego wymagał..

        A ja.. nie potrafię.. I bardzo siebie za to nie lubię. Jestem rozsądną kobietą, z mózgiem [który normalnie funkcjonuje], a w tej kwestii leżę. Rozkłada mnie i nic nie potrafię zrobić. Teoretycznie wszystko wiem, wszystko rozumiem.. ale praktycznie.. No nie potrafię zebrać swoich rzeczy z jego mieszkania, wrzucić ich do walizki i odejść..

        Wstyd mi, wstyd mi za siebie.. Że pozwalam sobie na takie życie, że sama niszczę siebie..

        --
        "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
        Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich, was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
        • skwr2 Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 13:21
          majagor napisała:

          > Oczywiście, że marzy mi się uzdrowienie. Ba nawet często w to
          wierzę, ale jak w
          > idzę co się między nami dzieje..
          > Tego nie da się uzdrowić. Niszczymy się nawzajem. Więc moja wiara
          w uzdrowienie
          > tego, nadzieja na to.. to tylko złudzenia..
          Wiesz wszystko.
    • 36.a Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 13:01
      Ja Cię pieprzę... Wierzę, że to co napisałaś jest prawdziwe. To teraz ja. Mam na imię Ann i to również o mnie. I...ostatnio stało się coś, co kazało mi mocno przejrzeć na oczy. Poturbowaliśmy się oboje, ja chyba bardziej. I zaczynamy OD NOWA. Etap JEGO zalotów, ja łaskawie pozwalam. Dystans. JA (moje) na pierwszym miejscu. Mam w nosie, czy w odpowiedzi na moje zachowania mnie zostawi. Nie mam do stracenia NIC.

      Maju, ja mam tego e-booka. Faktycznie, ściagnęłam go sobie gdy Lolinka pokazywała Magdzie inną książkę. Niekoniecznie polecam. Realia amerykańskie, takież przykłady. Mam 2 e-booki o toksycznych związkach. Amerykańskie, ale jednak lepsze.

      Dziś wiem: relaks, dbanie o siebie, nieczekanie na niego, niezgadzanie się na wszystkie jego pomysły (niektóre ma od czapy!), czuję się wolna, wpuszczone zostało powietrze. Niezależnie od tego, co dalej się zdarzy, moje JA nie będzie już nigdy poturbowane. Bo o nie obecnie dbam.
      I postanowiłam przestac się bać i jednak zaufać.
    • skwr2 Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 13:15
      Zawsze jest szansa, że facet Ciebie zostawi. Jeśli ma zdrową
      osobowość, ucieknie w pewnym momencie, gdzie pieprz rośnie. Jeśli
      natomiast coś z nim nie halo, znajdzie sobie kogoś nowego, gdy Twój
      potencjał już wyczerpie.
      Może musi zdarzyć się coś, co sprawi, że sama wyjdziesz z
      toksycznego związku?
        • 36.a Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 13:24
          Śmieję się, też czytałam. Jest zabawna. Mam nadzieję, że żaden mężczyzna tego nie czyta: sprawdza się [tak myślę] lodowato-gorący prysznic. Z okresami odpoczynku. Ciągła gotowość męczy, przyzwolenie, jak podpowiedziało mi dziś moje Kochanie - matrioszka )) rozleniwia faceta... Coś pośrodku.
          • sapiencja Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 13:42
            36.a napisała:

            "Śmieję się, też czytałam. Jest zabawna. Mam nadzieję, że żaden
            mężczyzna tego nie czyta."

            Może i czyta, ale czy zrozumie?wink

            36.a napisała:

            "sprawdza się [tak myślę] lodowato-gorący prysznic."


            Moja babcia mawiała: chłopu to trzeba łyżkę pieprzu, łyżeczkę miodu.
            Jeśli odwrotnie to się zbiesismile
            • 36.a Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 13:52
              Moja kochana Babcia, która odeszła 19.VI, do której się modlę i którą proszę o pokazywanie właściwej drogi "chłopu nie należy nigdy nie dawać [pokazywać?] całej d***"

              Ja tego nie słyszałam, mama ostatnio mi powiedziała
              • sensitilive Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 14:06
                moja babcia do dzisiaj mi mówi: bo na chłopa trzeba znaleźć sposób.
                i ma rację(przezyli ze sobą 62lata i tylko smierć dziadka to
                przerwała). małżeństwo rodziców to istne pole walki (dorastałam w
                takim toksycznym związku).dlatego uważam,że lepiej zakończyc go w
                miarę jak najszybciej.
    • 36.a Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 13:49
      Maju, może to wskazówka. Przyjrzeć się swojej relacji z rodzicami. I jego relacji również.

      Zobaczyłam tyle: ma fantastyczną matkę, która go rozpuściła do granic (bo wychowywał się bez ojca). Który do teraz pozwala sobie na fochy wobec niej. Ale wobec mnie już NIGDY sobie nie pozwoli. Rozmawiałam z nią. Ona go kocha bezwarunkowo, ja nie muszę. Nie umrę, gdy rozpadnie się nasze MY. Oby nie, widzę sporo zalet. Widzę Jego wady.

      Moja relacja z ojcem: długo by opowiadać. Obecnie uczę się okazywać mu szacunek i uczucia, odwdzięcza się tym samym. Czasem mam łzy w oczach potem. Bo się potwornie boję. Boję się bliskości. Gdy to, co mma powiedzieć jest szczególnie istotne - patrzę w bok, głęboki oodech i nadaję. I to jest prawdziwe. Nie gładkie słowa. Prawda jest wtedy, gdy powoduje silne uczucia. Walczyć, odpychać, stworzyć toksyczny związek jest łatwo. Łatwiej zadbać o kogoś niż o siebie. Never again! Wiedzę zdobywaną obecnie o sobie i ojcu przekładam na relację z Nim. Uczę się, że miłość to ciepło, bliskość, trwanie, troska. Na pierwszym miejscu o siebie.

      [płacz, przed chwilą rozmawiałam z ojcem... ciepło i płacz; nie wyobrażam sobie, ze mógłby mnie przytulić, rozpadniemy się oboje]

      Umiejętne stawiania granic + pozwalanie na bliskość. Tyle wiem dziś.
      • majagor Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 14:44
        Od nowa zaczynaliśmy już wiele razy.
        Były obietnice, ustalanie zasad, granic.
        Nigdy się nie udało. Średnio po tygodniu, dwóch wszystko wracało do naszej patologicznej normy. I za każdym razem po próbie naprawy następowała coraz gorsza sytuacja, coraz trudniejsze słowa padały..
        Wszystko było, wszystko, co najgorsze.
        Są oczywiście momenty, dni, których może nam pozazdrościć najlepsze małżeństwo - naprawdę czasami jest nam cudownie, ale to tylko takie małe chwile w morzu płaczu, rozpaczy i bólu.. Płaczu, rozpaczy, bólu z obu stron. To nie tylko ja cierpię, on także już się ze mną męczy.

        Co do relacji z rodzicami..
        Moje - strasznie spaczone, mama z CHAD'em, bez emocji, ojciec alkoholik..
        Jego - on pochodzi z tzw. inteligenckiej rodziny, bardzo wysokie sfery. Wiem, że jego stosunki z ojcem były mocno zaburzone. Nie chcę pisać tu o szczegółach - bo to były rozmowy między nami i niekoniecznie on chciałby abym zdradzała pewne szczegóły na forum.

        Jest też pytanie.. dlaczego on mnie nie zostawia.
        Oczywiście on chce tego. Od maja. Mówi o tym, straszy mnie tym.. ale tak naprawdę chyba nie zrobił nic, by to uczynić. Mało skromnie napiszę [proszę wybaczyć mi].. On doskonale wie, iż takiego "modelu kobiety" jak ja szybko nie znajdzie. Nie znajdzie kogoś, kto zaakceptuje jego życie tak, jak ja zaakceptowałam [a jego życie, życiorys nie jest raczej przeciętny, ma swój pewien bagaż, który nie każda kobieta przyjmie ot tak], nie znajdzie takiej, z którą będzie mógł tak swobodnie rozmawiać, nie znajdzie takiej, z którą będzie mógł się tydzień w tydzień delektować smakiem szkockiej tudzież irlandzkiej whisky, nie znajdzie takiej, z którą podyskutuje o najnowszym modelu Mercedesa klasy C, E, S czy może SLS, czy skrzyni biegów w Audi, nie znajdzie takiej z którą będzie mógł pół nocy o sporcie, polityce w j. niemieckim rozmawiać, nie znajdzie takiej, co mu tak dobrze d*py da..
        Seks jest u nas takim czynnikiem mocno spalającym. Zarówno ja jak i on uzupełniamy się tutaj w 100%. To nas bardzo mocno trzyma przy sobie.
        Mamy dużo wspólnych zainteresowań, wspólne gusta - więc z tego powodu nasz wspólny czas bywa bardzo miły. Niestety tylko bywa.. bo zazwyczaj zamiast być miłym jest strasznie destrukcyjnym..

        Oboje jesteśmy z tej samej gliny ulepieni. Oboje wiemy, iż męczymy się strasznie.. ale tkwimy w tym i udajemy, że fajno jest..

        Już wiele razy mówiłam/pisałam [np. do Sensi], że "Gnojowi na więcej nie pozwolę".. ale kilka smsów, telefon.. i już szybciutko leciałam do mego Pana..


        --
        "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
        Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich, was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
        • dr.zabba Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 15:31
          a możesz dać przykład takiej patologicznej sytuacji?
          jak wygląda przekroczenie wytyczonej granicy?

          Jak piszesz, to nie sposób oprzeć się wrażeniu, że koniec jest najlepszym
          rozwiązaniem. Doradza Ci tak lekarz, w domyśle również psycholog.
          Czy spodziewasz się, że budowanie nowego związku będzie łatwiejsze? Że
          znajdziesz kogoś lepszego?
          Spodziewam się, że macie ogromny razem wypracowany kapitał. Może warto go jednak
          wykorzystać?
          Terapia par?
          A jak on Ci powiedział, że chce skończyć, to jak uzasadnił?

          Nie znam Was oczywiście i jak na początku napisałam - wszystko, co piszesz
          wskazuje na koniec. Ale tak tylko kilka pytań, na które nawet nie musisz odpowiadać.

          --
          razemnabiegunach.blogspot.com
          kumaty.blogspot.com
          • majagor Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 16:04
            dr.zabba napisała:

            > a możesz dać przykład takiej patologicznej sytuacji?
            > jak wygląda przekroczenie wytyczonej granicy?

            Sytuacja z wczoraj.. gdybyśmy mieli sąsiadów lekko nadgorliwych na pewno przyjechałaby do nas policja.
            Szarpanina, kopanie, ciąganie po podłodze, wyzwiska na cały blok..
            Były już momenty, że krzyczałam "ratunku". Głośno i mocno. Były już momenty, że uciekałam na klatkę schodową w samej bieliźnie.. Nie tyle boję się jego fizycznie, co psychicznie. Słowami potrafi mi dowalić mocno. Wypomina mi to, iż mam depresję - by potem iść ze mną do lekarza z troskliwością w oczkach..[na każdą wizytę u lekarza mnie zawozi, potem tuli po niej itd]. Potrafi brzydko powiedzieć o mojej mamie, o siostrze..
            Byłam już idiotką, szmatą, wariatką, kurwą, czarownicą.. Po wykrzyczeniu takich epitetów szybko się uspokaja i mówi mi, że to "tylko" tak w złości..
            Oczywiście w ten sam dzień potrafi mi powiedzieć, iż jestem boska, mega inteligentna i zajefajna.

            Bywają też dni, gdy zapomina o mnie. O moim istnieniu. Lub dni, w których chce się poczuć ważny, chce zaznaczyć, iż ma władzę nade mną.. Nie odbiera wtedy ode mnie telefonu, krzyczy na mnie, wypomina mi jakieś moje niegrzeczne zachowania..

            On tworzy też pewien rodzaj fali [tak my to nazywamy]. Czyli jeden dzień jest wspaniały, cudowny, kochający, by na drugi dzień mówić, że mam "wypierdalać z jego życia".

            Powody jego do rozstania. Jak jest dzień, że najdzie go, iż chce ze mną skończyć to mówi:
            *że mnie nie kocha
            *że ma ze mną piekło
            *że mam iść się leczyć [a przecież się leczę]
            Ale to bywa chwilowe. Pokrzyczy, powali głową w ścianę, pokopie meble.. i przychodzi mnie przytulić.. no bo ja taka smutna siedzę..
            Zawsze się pokłócimy, by potem się wtulić do siebie i spokojnie zasnąć..

            A tak naprawdę to ja nie umiem już opowiedzieć tego co się działo. Mam w sobie mocny mechanizm, który powoduje, że szybko zapominam złe chwile [no bo przecież M. w moim oczach jest aniołem], fałszuję też rzeczywistość.

            Co do nowego związku.. Najpierw niech znajdę siły na rozstanie, najpierw niech zacznę terapię w kierunku mojego bordera, a potem pomyślimy co dalej..

            Mam już za sobą podobny związek. Może nie aż tak drastyczny ale podobny. Wtedy psycholog pomagała mi wyjść z tego. Inne związki miałam takie przeciętne, normalne.

            --
            "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
            Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich, was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
            • xsenia Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 16:49
              sado-maso we włoskim stylu. podobno są pary, którym to odpowiada.
              możliwe, że ten pan potrzebuje pani do takiego dance macabre,
              ale TY nia nie jesteś, bo zamiast mu dojebać na tym samym poziomie i
              mieć z tego fun TY bierzesz te zagrywki serio.

              ja bym zrobiła tak: namówiłabym gościa żeby dał się związać,
              zrobiłabym to solidnie, tak żeby się nie uwolnił zbyt łatwo.
              zawiązałabym również oczy. włączyłabym na full jakieś arie operowe,
              albo coś równie miłego dla uszu. spakowała swoje rzeczy i wyszła.
              drzwi zostawiłabym otwarte, żeby sąsiedzi kiedy im się cierpliwość do
              arii skończy mogli wpaść z wizytą i pana rozwiązać. upokorzenie
              jakiego dozna znaleziony przez obcych w takim stanie zostanie w nim
              na długo i już nigdy do siebie nie wrócicie.
              • majagor Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 16:52
                On twierdzi, że TYLKO ja go doprowadzam do takiego stanu.
                Ja już mu zalecałam leczenie w kierunku panowania nad emocjami - odpowiedział,
                że tylko i wyłącznie ja takie zachowania w nim wywołuję..


                --
                "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
                Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich,
                was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
                  • skwr2 Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 17:01
                    Nie chcę Cię urazić, ale opisujesz przemocowy banał z wszystkimi
                    środkami niewolenia partnerki.
                    Jeszcze przy okazji - wymieniłaś 100 rzeczy, którymi tylko Ty możesz
                    obdarzyć faceta. Jeśli sama nie wyjdziesz z tego związku, przekonasz
                    się, że nie są one dla niego tak ważne jak Ci się wydaje.
                • xsenia Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 16:57
                  majagor napisała:

                  > On twierdzi, że TYLKO ja go doprowadzam do takiego stanu.
                  > Ja już mu zalecałam leczenie w kierunku panowania nad emocjami -
                  odpowiedział,
                  > że tylko i wyłącznie ja takie zachowania w nim wywołuję..
                  >
                  taaaaa

                  mam psiapsciule, znamy sie cale zycie, jej tatko prezes regularnie
                  tłucze matkę i też twierdzi, że tylko ona do takiego stanu go
                  doprowadza. przemocowcy tak mają. dowiedzialam sie o tym przypadkiem,
                  calkiem niedawno, tak skrzetnie to ukrywaja. dla nich to juz jest
                  norma. pytanie, czy chcesz tak żyć?
            • skwr2 Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 16:53
              Twój facet to klasyczny przemocowiec. Słodkie chwile służą
              zbudowaniu iluzji, że jesteś kochana. Czy nie ona Cię przy nim
              trzyma? Gość zbiera swoje bonusy w opisanej przez Ciebie postaci.
              Tacy panowie się nie zmieniają.
              Zgodnie z moim rozeznaniem im wcześniej wyjdziesz z krzywdzącego
              układu tym lepiej.
    • balbina_alexandra Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 16:50
      Trochę mną wstrząsnęło jak to napisałaś. Bo Ty często piszesz o
      swoim facecie i ten obraz jawi się tak dość sielankowo: przychodzi
      codziennie, budzi całusami, pomaga na każdym kroku, do lekarza razem
      chodzicie... oto jaki przekaz wyniosłam z Twoich postów - a dość
      często o nim wspominasz, więc tym bardziej sobie myślę "O rany, jak
      fajnie, jak bardzo muszą być ze sobą związani." Nie mam w zwyczaju
      zazdrościć ludziom niczego więc jako borykająca się ze wszystkim
      saodzielnie singielka myślę "jak fajnie, że Maja nie jest sama
      teraz, musi jej być ciężko, dobrze że ma takie oparcie". Raz tylko
      zmąciłaś ten idealny obrazek mówiąc że Twoim postanowieniem - chyba
      noworocznym? - będzie rozstanie się - i napisałaś to tak spokojnie,
      jakby to była najnaturalniejsza rzecz pod słońcem - tak, rozstaniemy
      się, bo tak stać się musi, i tak się stanie. Pamiętam, jak Cię wtedy
      podziwiałam, bo pamiętam siebie w takiej sytuacji, wiem jak ciężko
      zakończyć związek - nigdy nie umiałam się zdobyć na taki spokój, u
      mnie kończyło się wszystko bardzo źle, dramatycznie, moją ostrą fazą
      depresji albo lęków, raz próbą samobójczą (wstyd się przyznawać
      teraz...). Zawsze kiedy czułam że nie ma sensu, że nie możemy tego
      ciągnąć dalej, że to nie ma sensu na dluższą metę, moja
      podświadomość dochodziła do głosu i zawsze prowokowałam coś co
      rozwalało związek zupełnie (doszłam do tego dopiero na terapii).
      Tylko u mnie najczęściej było odwrotnie: nie chciałam się poświęcić
      ani podporządkować, to ja chciałam rządzić, decydować i planować i
      być w centrum uwagi, jak zwykle; umiejętności pójścia na kompromis
      nauczyłam się dopiero z wiekiem.

      Nie wiem co napisać. Ze wszystkich osób na forum Ty wydawałaś mi się
      osobą naprawdę szczęśliwą w związku.

      --
      This thing is slowly taking me apart.
      Grey would be the color if I had a heart.
      • majagor Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 17:01
        balbina_alexandra napisała:

        > Nie wiem co napisać. Ze wszystkich osób na forum Ty wydawałaś mi się
        > osobą naprawdę szczęśliwą w związku.
        >

        I dlatego jest mi tak wstyd. Tak trudno.
        Dokładnie wiem, co tutaj pisałam, dokładnie wiem, co innym ludziom opowiadałam. Ja nie przyznaję się znajomym do tego..

        Ale stwierdziłam, że od czegoś trzeba zacząć.. Zacząć mówić.. Może jak to powiem głośno.. to zacznie coś do mojej głowy docierać..

        P.S. Te buziaki, te śniadania, to wszystko co pisałam - jest to prawdą. Nic nie zmyślałam. Tylko, że to były tylko wybrane małe momenty, te krótkie chwile w tym strasznym czasie..

        --
        "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
        Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich, was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
        • skwr2 Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 17:09
          majagor napisała:

          > Dokładnie wiem, co tutaj pisałam, dokładnie wiem, co innym ludziom
          opowiadałam.
          > Ja nie przyznaję się znajomym do tego..
          Tak rozpoczyna się przemocowa izolacja-samotność.

          > Ale stwierdziłam, że od czegoś trzeba zacząć.. Zacząć mówić.. Może
          jak to powie
          > m głośno.. to zacznie coś do mojej głowy docierać..
          Masz absolutną rację. Po wielokrotnym podejściu pod problem zacznie
          się rysować jakaś pewność, rzutująca na jego rozwiązanie.

          > P.S. Te buziaki, te śniadania, to wszystko co pisałam - jest to
          prawdą. Nic nie
          > zmyślałam. Tylko, że to były tylko wybrane małe momenty, te
          krótkie chwile w t
          > ym strasznym czasie..
          Słodzi się tylko czasami. Z biegiem wspólnego życia słodkości jest
          coraz mniej, aż do zupełnego zaniku. Pozostaje na koniec przemoc w
          stanie niezawoalowanym.
        • balbina_alexandra Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 19:54
          Dopiero teraz przeczytałam Twoją odpowiedź do Żaby a propos
          patologii i serce mi się ścisnęło - nie masz się czego wstydzić - to
          nie Tobie powinno być wstyd. Jesteś klasyczną ofiarą a on Twoim
          katem, to przecież typowe zachowania - po fazie znęcania się oprawca
          przeprasza i jest czuły i słodki przez chwilę. Widziałam takie
          związki i na ogół mało w nich miłości, jest tylko wzajemne
          uzależnienie. Oprawca grozi że odejdzie, ale on tego nie zrobi, on
          potrzebuje ofiary...
          On sam Cię nie rzuci. Ty musisz wylogować się z tego układu, jak
          najszybciej. I nie dać się zmiękczyć jego prośbom i obietnicom, bo
          na pewno będzie chciał Cię zatrzymać za wszelką cenę. Musisz
          pomyśleć o sobie, przecież taki związek musi mieć fatalny wpływ na
          Twoje zdrowie - pamiętam ten wątek gdzie pisalaś, że się sypiesz...
          ja wierzę że nasz stan fizyczny jest odzwierciedleniem psychicznego.
          A to co przeżywasz w związku stabilności nie sprzyja. I ten
          borderline do tego... Jezu.

          36.a dobrze Ci napisala - uciekaj.


          --
          This thing is slowly taking me apart.
          Grey would be the color if I had a heart.
    • drugikoniecswiata Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 19:16
      Dobrze, że o tym napisałaś. Przemoc to nie jest dobry fundament związku. Ale czy
      ty masz siłę na rozstanie W TEJ CHWILI?

      Bo może jest tak, że niezależnie od patologii macie jakieś wypracowane strategie
      funkcjonowania razem, i chwilowo po prostu nie masz miejsca w sobie na
      niszczenie tego kawałka, nawet, jeśli nie jest on najlepszy. Rozstanie wymaga
      tony energii, może po prostu teraz jej nie masz, bo wkładasz całą w chorobę mamy.

      Przemoc to przemoc, nazywaj ją po imieniu.
      Żadna prowokacja jej nie usprawiedliwia.

      Może wybierzcie się do terapeuty razem? Terapia małżeńska nie zawsze służy temu,
      żeby budować - czasem jej celem jest dobre, nieraniące rozstanie się.

      --
      Im bardziej Prosiaczek zaglądał do środka, tym bardziej Puchatka tam nie było...
      Poszedł na przyprawę do północnego bieguna i znalazł bloga, najpierw jednego, a potem drugiego. Zajrzyj na bieguny,
      zostaw ślad!
    • majagor Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 21:10
      Schowałam się do skorupki..
      Tak bardzo się wstydzę..
      I bardzo bym chciała skasować ten wątek..

      Mam wrażenie, po przeczytaniu Waszych komentarzy [bardzo cennych zresztą], że może ja wymyślam, że może przesadzam, że może sobie coś ubzdurałam..?
      Jak to możliwe, że ja proszę kogoś takiego o utulenie mnie do snu..?

      Wiecie co jest najgorsze?
      Moja mama nigdy wielce nie przepadała za M. ale go szanowała, była miła dla niego itd. Nie wtrącała się w nasze stosunki.. ale od pewnego czasu nalega, bym uciekła od niego, bym nie marnowała sobie życia.. A ja głupia nawet w obliczu jej śmierci.. nie potrafię.. Ona wiele nocy już nie przespała, bo bała się o mnie, bo nie mogła patrzeć jak płaczę, bo nie mogła słuchać jak krzyczę.. Tak bardzo się bała, że pójdę do szpitala [skierowanie do szpitala on także mi "zafundował" - to w wyniku jego zachowania próbowałam sobie coś robić]
      Dziś mi powiedziała, że szkoda mojego zdrowia, że szkoda jej zdrowia..

      --
      "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
      Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich, was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
    • poetkam Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 10.02.10, 22:12
      majagor napisała:

      > Tak jestem nią. Bez żadnych wątpliwości. Tkwię w bardzo toksycznym związku,
      którego nie potrafię/nie chcę zakończyć.
      >

      Sama sobie odpowiedziałaś. To toksyczny związek

      Ja nie jestem ważna - bardziej "cenne" jest dla mnie, to, gdy widzę, iż on
      > jest zaspokojony, gdy jego pragnienia się spełniają.

      Jeśli już nie dbasz o siebie - coś jest nie tak.
      Gdzieś przeczytałam niedawno, że sprawcy przemocy domowej uzależniają od siebie
      ofiary w ten sposób, że są dla nich bardzo mili, by niedługo znów je krzywdzić.
      Ofiara czeka z utęsknieniem na te dobre chwile, robi wszystko, aby zaspokoić
      sprawcę przemocy. Te chwile są, ale tylko na chwilę. W ten sposób sprawca trzyma
      na "uwięzi" swoją ofiarę.

      Jeśli coś poknociłam, z góry przepraszam, myślę jednak, że sens uchwyciłam...

      Przemyśl spokojnie wszystkie za i przeciw. My - forumowicze nie możemy podjąć za
      Ciebie decyzji. Pomyśl - co jest dla Ciebie najważniejsze. Tylko dla Ciebie. Nie
      dla niego.
      Majeczko - sił duuuuuuuuuuuuuuuużo Ci życzę...

      --
      Codziennie na nowo uczę się żyć.........
      ---
      poetkowewiersze.blox.pl/html
        • 38takatam Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 11.02.10, 16:18
          Majagor... żyłam w takim związku piec lat.Pierwsze dwa to
          bajka,cud,niebo.Trzy kolejne to dramat...Nie mogłam zrozumieć co się stało...Bicie mnie nie bolało fizycznie,ono mnie psychicznie
          katowało.Słowa których nie można za nic zapomnieć.Ale trwałam i żyłam
          tą piękna przeszłością.Łudziłam się.Moja samoocena spadała na łep.Na
          głowie stawałam żeby tylko jemu było dobrze.Przypadek sprawił,ze to się skączyło.Nie ja...ja nie miałam siły skączyc.Potem...rozpadłam się na kawałki, które próbuje składać do dziś.(Mania,alkoholizm-nieświadomość choroby)...a minęło od rozstania
          prawie siedem lat.Część mnie umarła na zawsze.
          Dziś widzę go czasami.Nic nie czuję.Nic...
          • skwr2 Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 11.02.10, 20:37
            Twoja relacja z wychodzenia z uzależniającego związku brzmi
            niezwykle ponuro. Aby nie przerazić konsekwencjami tego kroku,
            napiszę o sobie. Ćwierć wieku przeżyłam z przemocowcem. Po rozstaniu
            nastąpił okres euforii, charakterystyczny dla ofiar po odzyskaniu
            wolności, następnie - przewlekła depresja z różnym stopniu
            natężenia. Obecnie wchodzę obiema nogami w remisję, a przynajmiej
            taką mam nadzieję. Dziwię się tamtej kobiecie sprzed paru lat, jak
            mogła dawać przyzwolenie na obelgi, poniżanie, szykany.
              • skwr2 Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 11.02.10, 21:36
                W tego typu związkach raczej się nie mówi o miłości
                a o współuzależnieniu od przemocy, które prawie niczym nie różni się
                od współuzależnienia od alkoholu.
                Uzależnione kobiety powinny skorzystać z terapii dla ofiar przemocy,
                łatwiej im wtedy byłoby wyjść z krzywdzącego związku i poradzić
                sobie ze zbudowaniem nowego życia wolnego od przemocy.
                • majagor Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 11.02.10, 22:03
                  Ja także uważam, że to nie miłość.
                  Kocham go - owszem, bardzo mocno.
                  On mnie nie kocha wcale.
                  Mimo, iż go kocham to nie nazwę tego miłością, to [jak pisałam wyżej] "moja
                  heroina".

                  Właśnie płaczę, trzęsę się.. i bardzo bym chciała do niego iść.. Muszę mocno
                  walczyć, by nie zadzwonić i nie prosić, by mnie przyjął..
                  Przed oczami mam scenę ciągnięcia mnie po podłodze, słyszę ten przenikliwy
                  krzyk.. ale mimo to chciałabym.. Niestety wiem, że chociaż dzisiaj wytrzymam,
                  chociaż jutro wytrzymam to więcej nie dam rady. Ja już próbowałam tego.. Wiele
                  razy próbowałam odejść.. Nie umiem. Rozumiecie? Jestem dla niego szmatą, jestem
                  idiotką, jestem rzeczą - ale wciąż proszę go, by mnie przyjął..

                  Niech mnie ktoś mocno walnie w łeb. Proszę...

                  --
                  "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
                  Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich,
                  was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
                  • dr.zabba Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 11.02.10, 23:27
                    Maja, do pionu!
                    Ten związek już nie istnieje! Bardzo mi przykro, ale nie masz już do kogo pójść
                    i nie pójdziesz. Nigdzie nie zadzwonisz. Nikt już nie nazwie Cię kurwą lub szmatą.
                    Silna jesteś.
                    Właśnie silna.
                    --
                    razemnabiegunach.blogspot.com
                    kumaty.blogspot.com
                    • 38takatam Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 12.02.10, 14:43
                      Chce bardzo podziekowac za ten watek.
                      W zyciu nie zdawalam sobie sprawy,ze ja jestem kobieta kochajaca za
                      bardzo,choc owoce tego zbieralam i zbieram cale zycie.Predzej bym
                      pomyslala,ze to niedojzalosc...a jednak.Dzieki Wam
                      poczytalam,zidentyfikowalam sie,znalazlam pomoc.
                      Dziekuje!

                      Dziekuje Sapiencji...wyobrazcie sobie,ze dziewczyna przesle mi
                      ksiazke na nurtujacy mnie temat i nawet nie chce za to kasy? Że tez
                      sa jeszcze tacy bezinteresowni ludzie...cieplo na sercu mi si
                      zroblosmile
                      • majagor Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 12.02.10, 15:53
                        Portal "Kobiece Serca" znam od jakiegoś czasu. Trafiłam tam po artykule chyba w Gazecie Wyborczej.

                        Co u mnie? Nie czuję się najlepiej, ale już [albo na razie] nie płaczę. Tylko, że... odebrałam dziś telefon.. Tak, tak od niego. Oczywiście miły był, opowiadał coś o niespodziance walentynkowej [ale ja na szczęście na walentynki już się umówiłam z mym przyjacielem Jarkiem - Jarku dziękuję Ci, jesteś mega kochany!!!]
                        Na szczęście też z pewnych względów tego weekendu nie mogę z M. spędzić. Więc nawet jak będę szalała to nie mam możliwości pójścia do niego.
                        Do niedzieli zatem na pewno będzie ta sytuacja opanowana. A co potem? Nie mam pojęcia..

                        Brawa dla Sapiencji! Wielkie brawa. Fajno słyszeć takie nowiny. Jednak są na świecie dobrzy ludzie - ja przecież też tego niedawno doświadczyłam - ze strony kochanej Poetkam smile

                        --
                        "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
                        Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich, was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
                      • skwr2 Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 12.02.10, 18:03
                        38takatam napisała:

                        > Dziekuje Sapiencji...wyobrazcie sobie,ze dziewczyna przesle mi
                        > ksiazke na nurtujacy mnie temat i nawet nie chce za to kasy? Że
                        tez
                        > sa jeszcze tacy bezinteresowni ludzie...cieplo na sercu mi si
                        > zroblosmile
                        Mnie także. Chadowy gest!
                  • skwr2 Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 12.02.10, 18:01
                    majagor napisała:

                    > Niech mnie ktoś mocno walnie w łeb. Proszę...
                    Możesz to zrobić jedynie Ty sama.
                    Natomiast profesjonalne wsparcie bardzo by Ci ułatwiło zadanie.
                    Ogromna liczba kobiet nigdy by nie wydostała się z przemocowego
                    kręgu, gdyby nie terapia dla współuzależnionych. Nie jesteś
                    wyjątkiem w swojej niemocy odejścia od przemocowca. Twoje przeżycia
                    stanowią niemalże regułę. Nie spoczywa na Tobie wyrok zniszczenia
                    życia, w tym zdrowia, przy boku osoby z zaburzoną osobowością.
                    Nie oburza Cię fakt, że oddałaś w całości swój los w ręce
                    niezupełnie normalnej osoby?
                    • majagor Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 12.02.10, 19:56
                      skwr2 napisała:
                      > Nie oburza Cię fakt, że oddałaś w całości swój los w ręce
                      > niezupełnie normalnej osoby?

                      To ja w tym związku jestem raczej nienormalna. To moja osobowość jest mocno zaburzona. Długi czas byłam przekonana, iż on jest świetnym okazem "normalności".. Dopiero całkiem niedawno zaczęłam zauważać, że z nim także coś nie tak.
                      Oburza mnie to, iż do swojego przykrego życiorysu dodaję kolejne traumatyczne zdarzenia, słowa. Jakbym mało tego miała..

                      U mojej poprzedniej psycholog dużo czasu poświęciłyśmy właśnie na kontakty z facetami. Już wtedy miałam jeden związek z podobnym człowiekiem [tyle, że tamten "tylko" psychicznie mnie męczył]. Ja przyciągam takich facetów.
                      Psycholog tłumaczyła mi także, iż w takich kontaktach ja szukam emocji, jazd podobnych do tych, które ma się po narkotykach. Jestem osobą uzależnioną, czystą już od wielu lat.. Tyle, że wciąż gdzieś poszukuję tego "czegoś"..

                      Teraz także czekam na terapię indywidualną. Niestety na NFZ - więc kolejki. M. już wkurzał się, że tak długo czekam i nawet proponował mi opłacenie psychologa.. no ale nie wezmę tych pieniążków, nie od niego, nie na terapię. Cierpliwie poczekam.
                      Bardzo już potrzebuję psychologa. Bardzo mocno. Ze względu na M., ze względu na mamę.. Boję się nowego terapeuty, boję się opowiadać wszystkiego od nowa, boję się, że jak psycholog usłyszy moją spowiedź to ze mnie zrezygnuje.. Ale z drugiej strony pokładam w terapii wiele nadziei - może nawet zbyt wiele..

                      --
                      "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
                      Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich, was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
                      • xsenia Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 12.02.10, 21:25
                        Żaden psycholog z Ciebie nie zrezygnuje ze względu na życiorys, bo
                        1. taką ma pracę
                        2. nie takie życiorysy już widział

                        Nie chcę się wtrącać, ale czy TY aby na pewno masz dobrze ustawione
                        leki? borderline można leczyć farmakologicznie, chociaż to w Polsce
                        niepopularne. Na mój gust leki powinny Cie lepiej stabilizować.
                        Masz włączony neuroleptyk?
                        • majagor Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 12.02.10, 21:50
                          Naczytałam się za dużo o borderline.. i dlatego ten pomysł, że na pewno nie podejmie się mojego prowadzenia [w wielu źródłach pisano, iż psychologowie niechętnie borderów prowadzą - czasem im odmawiają].

                          Co do leków. Czy mam dobrze ustawione? No chyba tak.. Ale moje aktualne sytuacje życiowe tak mnie rozwalają. Jeden tydzień kryzys z mamą, drugi tydzień z nim.. no więc nawet najlepsze leki nie spowodują, iż ja na to nie będę jakoś reagować..
                          Mam neurotop [900 mg na dobę] + setaloft [100 mg na dobę] - miałam mniejsze dawki, ale w styczniu zostały zwiększone do powyższych wartości.

                          --
                          "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
                          Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich, was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
                          • xsenia Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 12.02.10, 22:18
                            jeszcze raz podkreślam, że nie chcę się wtrącać, ale na mój gust masz
                            leki na zwykły CHAD bez poprawki na
                            a) bordera
                            b) stresującą sytuację

                            zapewne są skuteczne na CHAD, a można zrobić więcej
                            na Twoim miejscu porozmawiałabym o tym z lekarzem, albo kilkoma

                            pomyślałam o neuroleptyku, bo jako osoba po uzależnieniu nie powinnaś
                            brać benzno, a w obecnej sytuacji przydałoby się coś uspokajającego

                            border nie jest zbyt lubiany przez specjalistów, bo jak sama nazwa
                            wskazuje jest to "ni pies ni wydra", trudno więc jechać sprawdzonym
                            schematem.
                            cokolwiek postanowisz 3M się
                            • majagor Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 12.02.10, 23:46
                              Z tego co wiem, mój antydepresant jest właśnie stosowany m.in. w borderline
                              [grupa leków typu SSRI].
                              Na uspokojenie biorę hydroksyzynę - od zawsze nią się ratowałam. Zawsze
                              działała, ale ostatnio już coraz więcej jej łykam, a ona coraz mniej działa - na
                              pewno będę o tym na kolejnej wizycie rozmawiać.
                              Absolutnie nie zgodzę się na uspokajacz, który mógłby mnie uzależnić. Nie wolno
                              mi pewnych leków zażywać i tyle.
                              Z neuroleptyków zażywałam kiedyś pernazynę.
                              Ogólnie jestem bardzo niechętna jeśli chodzi o leki.. często przerywałam ich
                              branie, często sama zmniejszałam dawki itd. Nie lubię ich brać.

                              Teraz idę 1. marca do Pani Ładnej. Na pewno będę z nią rozmawiać o tym co się
                              dzieje obok mnie, co się dzieje ze mną itd. Ale i tak uważam, iż psychoterapia
                              może mi więcej pomóc.

                              Co do CHADu - moja aktualna pani doktor twierdzi, że CHAD to jest pikuś. Głównym
                              problemem jest jednak zaburzenie osobowości. Poprzedni lekarze patrzyli na mnie
                              z troszkę innej strony.
                              Chociaż Pani Ładna od niedawna mnie prowadzi [od listopada] bardzo ją szanuję,
                              ufam jej i wierzę w to, iż wie co robi. A co do konsultacji - byłam u mamy
                              lekarza, on uważa, że leki mam dobrze rozpisane.
                              Na innych lekarzy, konsultacje... nie mam ani sił ani ochoty.. Nikt na jednej
                              wizycie mnie nie zdiagnozuje, a zresztą mi jest bardzo trudno rozmawiać z nowym
                              lekarzem, opowiadać mu wszystko i wszystko. Zbyt wiele nerwów mnie to kosztuje,
                              zbyt trudne jest to dla mnie.

                              --
                              "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
                              Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich,
                              was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
    • grzechisme Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 13.02.10, 00:47
      Męższczyzna,który kochaŁ za bardzo.
      Tak nim jestem(byłem?).Lecze się z tego. Kochana Majagor,jeszcze
      jesteś. mnie już prawie niebyło.Tkwiłem w toksycznm związku 18 lat.
      (zresztą pisałem)Wreszcie po formalnym rozwiązaniu.Nie przeczytam
      dziś już wszystkich postów .Napiszę coś sensownego po ich
      przeczytaniu.Doskonale rozumiem to "uzależnienie".Trzymam za ciebie
      kciukismile
            • grzechisme Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 14.02.10, 18:27
              Ditta 12 , myślałem że to nie ty będziesz opieprzać , ale po prostu nie pamiętałem która z was jest na te błędy wyczulona(mnie też one irytują,ale nie aż tak.)Huśta mną.Zaczynam życie od nowa, 17 razy dziennie uważając raz to za wielki plus ,dwa za wielką tragedię.Ha... dobrze że są ludzie którzy potrafią to zrozumieć.
              Musi być dobrze----------już gorzej być nie może.....wink
              • 38takatam Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 15.02.10, 14:50
                Zaczynalam zycie od nowa do obledu...

                Jaka trzeba przejsc terapie,aby uwolnic sie od uzaleznienia od
                milosci?

                Mysle o tym dosc intensywnie.Jasno widze swoje
                zaburzenia.Idealizowanie,fantazja...silna tesknota za "miloscia
                prawdziwa"...Pragnienie bliskosci i uciekanie od niej...Widze to.Chce
                to skaczyc.To bardziej utrudnia mi zycie,niz CHAD.
                Samo utozsamienie sie sprawilo,ze ucielam fikcyjny"zwiazek".Ale
                czuje,ze musze to "przerobic"zeby sie juz nigdy nie wrocilo...
                • majagor Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 15.02.10, 18:43
                  A ja poległam.. czy też uległam..
                  M. miał wypadek na nartach - pół nocy spędziłam z nim wczoraj w
                  szpitalu na badaniach.. Dziś leży, a ja bawię się w pielęgniareczkę..
                  Wiem, że pewnie na to nie zasłużył, wiem, że niekoniecznie powinnam
                  to robić.. Ale poczucie odpowiedzialności kazało mi tu przyjść i
                  być..

                  Cóż za paradoks.. najpierw mój przyjaciel rozbił się na nartach
                  [leży już ponad miesiąc i poleży jeszcze sporo], a teraz M.. I razem
                  z mym przyjacielem doradzamy M. jaki lekarz najlepszy, jakie
                  położenie w łóżku najwygodniejsze, jakie środki przeciwbólowe
                  najskuteczniejsze..

                  Jak na razie nie kłócimy się. Za wiele nie rozmawiamy nawet. Jakaś
                  dziwna bariera nas rozdziela. Śmiejemy się przy filmach, otwieramy
                  szeroko oczy przy wiadomościach.. ale na siebie zbyt wiele nie
                  patrzymy.. Może to dobrze, przynajmniej się nie denerwuję..
                  --
                  "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
                  Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das
                  verantwortlich, was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine
                  Rose verantwortlich..."
                  • xsenia Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 15.02.10, 19:14
                    > A ja poległam.. czy też uległam..
                    > M. miał wypadek na nartach - pół nocy spędziłam z nim wczoraj w
                    > szpitalu na badaniach.. Dziś leży, a ja bawię się w
                    pielęgniareczkę..
                    > Wiem, że pewnie na to nie zasłużył, wiem, że niekoniecznie powinnam
                    > to robić.. Ale poczucie odpowiedzialności kazało mi tu
                    przyjść i
                    > być..

                    to się nazywa samooszukiwanie
    • majagor Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 21.02.10, 15:13
      Znowu byłam niegrzeczna.
      Zachowałam się nieładnie.
      Zostałam za to ukarana. Ukarałam sama siebie także za to.
      I płaczę sobie..

      Wiecie co, to chyba nie on jest zły, to ja jestem głupkiem...

      --
      "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
      Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich,
      was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
      • lolinka2 Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 21.02.10, 15:36
        kurde, maja, ty twarda laska jesteś.
        KOP w DUPĘ oficjalnie Ci sprzedaję.
        nie memłaj się, nie wyżywaj na sobie, trafiłaś na kretyna, masz
        problem - to coś z nim zrób poza miauczeniem typu ja jestem zła, on
        jest zły...

        Wnioski wyciągnęłaś fajne, to działaj zgodnie z nimi!!!! No.
        Szybciutko!!! A ja kciuki intensywnie 3mam za Cię.
        --
        Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
        • majagor Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 22.02.10, 10:34
          36.a napisała:

          > Próbowałaś mówić sama do siebie "Kochanie" albo "Skarbie" albo coś
          > innego w ten deseń?

          A dlaczego miałabym tak sama siebie nazywać? W jakimś szczególnym celu?

          --
          "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
          Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich,
          was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
          • ewax100 Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 02.03.10, 17:04

            Gdy przeczytałam Twoją historię -bardzo dobrze Cię zrozumiałam ale
            uderzyło mnie to że choć relacje sa inne ja sama wiem co czujesz
            bo przeżywam to samo lub coś podobnego z moją córką.Dziwne to jest
            ale tak jest.Jedynie można zamienić słowo" Matka która kocha za
            bardzo... a córka? no chyba nie wskazuje to na nadmiar uczuć..
            Jakże mogę identyfikować się z Twoimi słowami.TYlko jest pewna
            róznica,inne relacje że w Twoim przypadku jest to mężczyzna który
            Ciebie rani,nie szanuje - ale TY możesz go zostawić lub nie a ja
            jako matka?nie umiem wyrwać z serca kogoś kogo kocham-córki-choć
            zdaję sobie sprawę że życie moje uczyniła koszmarem.Poza tym faeta
            można teoretycznie mieć innego a córki nie.
            I tak jakże podobnie "całą swą energię,całe życie poświęcam
            jej,jej zachciankom,życzeniom,jestem w stanie zrobić wszystko
            zrezygnować ze wszytskiego byle ona była zadowolona,by jej sprawić
            przyjemność.Pozwalam jej decydować we wszystkim aby tylko nie
            wpadła w furię,wciąż obawiam sie że nie będzie z czegoś
            zadowolona,że żle cos odbierze,oceni,że znów będzie obrażona
            niewiadomo o co a mnie uczyni winną.Sama jestem wstanie wybaczyć
            jej wszystko nawet przeprosić gdy nie ma żadnej mojej winy.Ona
            nigdy nie przeprosiła.Musze ważyć każde słowo jak z jajkiem a i tak
            jest żle.Przypisuje mi cos czego nie zrobiłam nie powiedziałam.
            Mówię jak ją kocham a ona że nie wierzy..Także bardzo rzadko robię
            coś dla siebie,aby spełnić swoje marzenia czy pragnienia.Większą
            przyjemnośc sprawia mi gdy ona sie cieszy z czegos niż ja sama.
            Dodam -gdy mówię jak ją kocham,zalezy mi na jej dobru,przyszłosci-
            nie dosc że nie odwzajemni ale mówi że w nic nie wierzy.Do tego
            ciagle obraża,ubliża,krzywdzi ,przeklina,rani jest zimna na moje
            cierpienie ,ból i łzy.Raz popada w taką skrajność to znów
            milczy,ignoruje,zrywa relacje-wyrzeka się.
            I takze wciąż mam nadzieję że ona się zmieni ,że zrozumie,że tak
            nie wolno traktować nikogo- jak wroga tymbardziej kogoś
            najbliżeszgo kto kocha tak bardzo.A często też uciekłabym gdzies
            daleko aby zapomnieć bo serce mi pęka i znieśc tego nie
            umiem...popadam też w depresję..
            I tak na relacje kobiety z mężczyzną niby jest logiczna rada -
            zostawić go,nie tkwić w tym,nie wyniszczać się na siłę bo
            doprowadza to do zrujnowania swojego zdrowia i życia
            ale w przypaku matka -dziecko/23lata/?Niestety - logiczne
            rozumowanie nie zawsze idzie w parze z uczuciami...Pozdrawiam..


            • dr.zabba Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 02.03.10, 18:04
              Dostarczanie wszystkiego, spełnianie wszystkich zachcianek.. to nie
              musi być dobre. 23 lata - ona powinna już być samodzielna... Ja
              jestem z nadopiekuńczego domu. Można reagować agresją na zbyt dużą
              troskę. Tak, może mieć chad - ale może też go nie mieć. Nie znamy
              jej.
              Może spróbuj zadbać o siebie? Mniej się staraj. Niech nie
              widzi, że Ci tak zależy. "Wypuść" ją spod swoich skrzydeł.
              --
              razemnabiegunach.blogspot.c
              om

              kumaty.blogspot.com
            • xsenia Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 02.03.10, 18:56
              droga Ewo,

              Też miałam nadopiekuńczą Mamę i nie byłam zbyt grzecznym dzieckiem.
              nie znam większego bólu psychicznego, niż ten wynikający ze
              świadomości sprawiania Jej przykrości, mimo że czasem nie dało się
              inaczej zawalczyć odcięcie pępowiny.

              Porównanie relacji rodzic - dziecko do związku kobiety i mężczyzny
              jest tragiczną pomyłką; ponieważ bezdyskusyjnie to Ty jesteś w tym
              układzie stroną dominującą. Relacje z dorosłą córką mogą stać się
              partnerskie o tyle o ile TY je w ten sposób ukształtujesz.

              Możliwe, że Twoje emocjonalne oczekiwania względem córki były/są zbyt
              wygórowane i ona sobie z tym nie radzi. Kompensujesz jej to dbając o
              nią, ale taka wymiana nie jest możliwa. Myślę, że byłoby dobrze
              gdybyś porozmawiała z psychologiem, a z czasem może udała się na
              terapię razem z córką celem uzdrowienia waszych relacji. Niestety
              powinnaś zacząć od siebie.
              • ewax100 Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 02.03.10, 19:25
                Oczywiście że to nie ma porównania bo ta miłość jest inna ale
                zachowania sa poodbne.Dzięki za wypowiedż Xeniu ale u nas ta
                pępowina juz dawno została zerwanasmile)o nadopiekuńczości też nie
                może być mowy bo córka od 5 lat mieszka w innym mieście a my nie
                ingerujemy w to co robismile) Pewnie czytałaś mój wątek i nie wiem
                czy moje oczekiwania są tak wygórowane? Nie życzyłabym Tobie aby
                Twoje dziecko odnosiło się tak do Ciebie.Pozdrawiam..
                • xsenia Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 02.03.10, 19:47
                  owszem, rzuciłam okiem na Twój wątek PO przeczytaniu tego
                  posta

                  to, co tam przeczytałam potwierdziło moją hipotezę że Waszej_Rodzinie
                  jest potrzeba pomoc psychologiczna

                  myślę, że warto zainteresować się analizą transakcyjną,
                  ponieważ to podejście koncentruje się na relacjach międzyludzkich, a
                  nie na osobach jako takich. zakłada, że wszystko co w nas siedzi ma
                  swoje źródło w relacjach i przez relacje się konstytuuje.

                  przykładowy gabinet
                  www.transmisjagds.pl/transmisja/pag/gabinet.html
                  nie znam tych ludzi, więc to nie jest reklama co najwyżej
                  wskazówka
                  good luck!


    • majagor Re: A za tydzień.. 14.03.10, 10:51
      Tak właśnie, za tydzień będzie ten dzień.
      Ten dzień, w którym kobieta kochająca za bardzo rozstanie się z M.
      Mamy plan spędzić ze sobą jeszcze cały weekend, by w niedziele wyjąć walizkę, spakować moje rzeczy z jego mieszkania.. i odejść..
      Niby wiem, że tak być musi. Wiem, że tak będzie lepiej dla niego i przede wszystkim dla mnie.. ale zaczynam się już bać..
      Bać się co się stanie za tydzień w poniedziałek.. Z dnia na dzień, z godziny na godzinę boję się coraz bardziej i za bardzo nie mam pomysłu, co by zrobić, by choć troszkę przestać się tego bać..
      Można się do tego "przygotować"?

      --
      "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
      Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich, was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
      • skwr2 Re: A za tydzień.. 14.03.10, 16:33
        majagor napisała:

        > zaczynam się już bać..
        > Bać się co się stanie za tydzień w poniedziałek.. Z dnia na dzień,
        z godziny na
        > godzinę boję się coraz bardziej i za bardzo nie mam pomysłu, co
        by zrobić, by
        > choć troszkę przestać się tego bać..
        > Można się do tego "przygotować"?
        A dlaczego nie rozstaniecie się tak, jakby któreś z Was wysiadło na
        stacji nie poniedziałkowej, ale jutrzeszej? Może to silniejsze?
        Nie jestem zwolenniczką zabijania na raty.

          • majagor Re: A za tydzień.. 14.03.10, 21:25
            Tak ustaliliśmy z miesiąc temu..
            Z tą myślą było mi ok. Dziś tak sobie pomyślałam, że za tydzień nastąpi pakowanie i odejście..
            I boję się. Dziś już dużo o tym myślę. Zastanawiam się, jak spędzimy ostatnie dni/godziny, co robić będziemy, o czym rozmawiać wtedy można..

            P.S. My już kiedyś [w maju 2009] mieliśmy też taką datę wyznaczoną. Wtedy zmieniliśmy plany odnośnie rozstania, teraz nie sądzę, aby mogło to nastąpić..

            --
            "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
            Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich, was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
    • mizai Re: Kobieta, która kocha za bardzo.. 25.05.13, 11:41
      Do poczytania polecam powieść w odcinkach nt. dylematów kobiet pozostających w trudnych, toksycznych związkach.

      katarzynakosior(kropka)wordpress(kropka)com

      ,,Spacer spalonym mostem" to powieść obyczajowa dla kobiet. Wiele z czytelniczek odnajdzie samych siebie w postaci Ádrienn Madár, niektóre z nich być może niegdyś także przeżywały dylematy bohaterki. Kluczowym problemem wydaje się być tu zdolność opowiedzenia się za samą sobą, swoją kobiecością i godnością oraz chronienie samej siebie, przy jednoczesnej wierze, że zasługujemy na prawdziwą, odwzajemnioną miłość, szczęście i życie, o jakim marzyłyśmy od zawsze.

      Polecam!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka