Dodaj do ulubionych

tak mi sobie średnio

20.01.11, 21:20
Wstępnie rozwiodłam się z terapeutką. Mam ochotę o tym pogadać. Możliwe, że znowu chcę o tym samym i jeszcze raz o tym samym, co już było... Ale tak to chyba z tym gadaniem jest?
Drugikońcu, nie czuj się wywołana do odpowiedzi smile. Nie ma tu o co kruszyć kopii. Poszło o chorobę i leki. Zaczęło się od rzekomego przeze mnie przerysowania objawów... Pani P. zrozumiała na początku, że jestem bardziej zaburzona niż jestem i na jednym z ostatnich spotkań wymsknęło jej się, że wyolbrzymiłam swoje problemy, przedstawiłam bardziej dramatycznie niż wyglądają. Zabolało mnie to. Zbiegło się to z próbą odstawienia wenlafaksyny, którą źle znosiłam. I usłyszałam, że dowartościowuję się chorobą. Że czuję się źle, bo odstawiając jeden lek, uświadamiam sobie, że jestem mniej chora, niż bym "chciała" być. Wyszło na to, że żyję chorobą, czego widomym dowodem miało być moje uczestnictwo w forum i pisanie blogów. I o to poszło.
Zwróciło moją uwagę, że kara.mija w jednym z wątków wspomniała, że przerabia coś podobnego w terapii. Pięknie napisała o tym czubata: najpierw musimy pogodzić się z rzeczywistością choroby, żeby potem się dowiedzieć, że ją sobie wmawiamy.
Nie czekam na rady. Nie pytam, czy zrobiłam dobrze, czy źle. Chcę pogadać smile

--
zapiski z paranoi
razem na biegunach
Edytor zaawansowany
  • lolinka2 20.01.11, 21:21
    masz gg?
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • kamyczek_0 20.01.11, 21:34
    Dobrze zrobiłaś. To moja opinia. Mam wrażenie, że męczyłabyś się w tym układzie po tym, co się stało.
    A gadaj, gadaj, żeby tylko pomogło i lżej było.

    P.S. Żaba jesteś na Fejsie?
    --
    Najbardziej wyniszczająca wojna, to bitwy twoich myśli.
  • dr.zabba 20.01.11, 21:45
    nie mam gg, nie korzystam z facebooka, chodziło mi o wygadanie się na forum smile
    --
    zapiski z paranoi
    razem na biegunach
  • kamyczek_0 20.01.11, 21:55
    Ok.
    Mam wrażenie, że ci ulżyło po tym "rozwodzie". Nie ma sensu być z kimś na siłę, gdy coś się chrzani. To się tyczy jak dla mnie w każdej relacji.
    --
    Najbardziej wyniszczająca wojna, to bitwy twoich myśli.
  • 36.a 20.01.11, 22:01
    Dowartościowujesz się chorobą...

    Taak, zdecydowanie jesteśmy wyróżnieni, szczególnie w mroku.
    Ta pani zna sposób "na baranka"?
    Stanąć 10 m od ściany, rozpędzić się i GRZMOT!
    Może zobaczy gwiazdki, bo zmądrzeć to nie zmadrzeje

    --
    Nieważne ile przed nami zim
  • czubata 20.01.11, 22:16
    Żabbo,czujesz się średnio chyba przede wszystkim z powodu tego co pani terapeutka w tobie zasiała (wątpliwość,wyrzuty sumienia,obaliła twój świat,twoją tożsamość choroby?) Ja ze swoimi wątpliwościami gryzę się do tej pory chociaż upłynęło tyle miesięcy.Terapeuci mają bardzo duży wpływ na psyche człowieka,zwłaszcza nadwrażliwego,dlatego trzeba z nimi bardzo ostrożnie.Bardzo dobrze że się z nią rozstałaś Żabbo.Oni zawsze pracują nad zmianą,jakbyś jej powiedziała że chora nie jesteś,to by ci z kolej wmawiała że trzeba się z tym pogodzić,i że wypierasz fakty.Ja nie wiem co to za chwyty są,i wiem na przyszłość,nigdy nie wspominać o żadnych blogach i forach.Nie wydaje mi się aby ktokolwiek się tu pławił w chorobie.Raczej szukamy tu wsparcia,zrozumienia i wiedzy pomiędzy osobami z podobnym problemem.A alkoholik który chodzi do AA albo piszę na forum alkoholicy też sobie wmawia?Piszemy blogi bo mamy potrzebę wyrzucić to z siebie,żeby nie zatruwać bliskich swoimi udrękami.)lepiej gdzieś popisać niż biadolić chłopu nad uchem że się źle czuję,co to go obchodzi po kilku latach powtórek z rozrywki,nuda) Wiem że to banalne,ale olej to na ile możesz.Pozdrawiam.
    --
    Między biegunami
    W krainie dzieciństwa
  • majagor 20.01.11, 22:33
    A właściwie co jest z tymi forami, blogami itd?
    Dlaczego terapeuci tak na nie reagują?

    A pytam - bo tak samo reaguje Marcin.
    Dla niego fora [wszystkie fora], blogi to zło i strata czasu. Aż przysłowiowych drgawek czasami dostaje, gdy ja włażę na tutaj wink

    --
    "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
    Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich, was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
  • majagor 20.01.11, 22:35
    bez "na" w ostatnim zdaniu rzecz jasna być powinno.

    --
    "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
    Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich, was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
  • czubata 20.01.11, 22:55
    Mój Misiek identyko.I to on był taki zdolny że się o tych forach pożalił mojemu psychiatrze i niby terapeucie.Ja nigdy nie miałam zamiaru i nie zamierzam teraz tym bardziej wspominać.O co może chodzić... O to żebyśmy się nie dowiadywali więcej niż oni wiedzą? Lepiej leczyć żółtodzioba niż takiego co już wie czego chce.Dokładnie to usłyszałam od tego terapeutysurprised,ja widzę że pani wie czego chce- z lekkim oburzeniem.A co,mam nie wiedzieć? to chyba o to chodzi w życiu,by wiedzieć czego się chce.A może lepiej w nieświadomości?Nie wiem,toć ja głupia jestem jakby co,i teraz taką udaje,że niby nie wiem co to za lek i na co on działa.A niech ma moja doktor swoją satysfakcje że kieruje dobrze sprawą,bo i dobrze kieruje,nie powiem,jeszcze jak się pod pewnymi pozorami przy czymś zakręce... Lamo chciałam wypróbować,lamo dostałamtongue_out
    --
    Między biegunami
    W krainie dzieciństwa
  • lolinka2 21.01.11, 10:41
    ha! moi psychiatrzy szt 2 i terapeuta tak nie reagują
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • dr.zabba 21.01.11, 10:16
    Co mnie dręczy, to pytanie, czy nie jest tak, że przy pierwszych trudnościach dałam nogę. Kiedy było w miarę łatwo i przyjemnie akceptowałam terapię, teraz, kiedy zabolało, uciekam. Tylko że materia tego sporu jest taka delikatna...
    "Dowartościowuję się chorobą" - nawet była o czymś takim mowa wcześniej na terapii. Ale brzmiało to inaczej: "choroba jest dla mnie wartością". Jest zbyt cenna, żeby powiedzieć o niej własnym rodzicom, którzy, jak przypuszczam, nie potrafiliby podejść do takiej informacji z należytym według mnie szacunkiem. Jest wartością, bo zmieniła moje życie. Pomyślałam dzisiaj: Gdybym nie zachorowała i miała żyć dalej tak, jak żyłam wcześniej, to bym zwariowała chyba. Paradoks? Sama prawda?
    O blogach powiedziałam niedawno, w związku z konkursem. Pani zanotowała skwapliwie i powiedziała: "Dziwię się, że to dopiero teraz wyszło". Nie poświęciła czasu, aby dowiedzieć się, po co ja te blogi piszę.

    --
    zapiski z paranoi
    razem na biegunach
  • kamyczek_0 21.01.11, 10:25
    Moja terapeutka bardzo dobrze zareagowała na to, że należę do naszego forum. Mówiłam ile dla mnie znaczycie.
    --
    Najbardziej wyniszczająca wojna, to bitwy twoich myśli.
  • 36.a 21.01.11, 10:33
    Nic na to nie poradzę, ale pomyślało mi się właśnie: ta Pani jest pie*dolnięta
    Jak to się mówi: wnioski wyciąga się na postawie nie jednego, ale całej baterii faktów.
    Ona powiedziała głupich zdań mnóstwo.

    P.S. Już pisalam o tym kiedyś: lekarz nie miałby czasu na własne życie, gdyby czytał wszystkie blogi, pamiętniki, fora etc. które są tak ważne dla pacjenta. Ale jeśli ktoś głupio "Dziwię się..."
    Ble.

    --
    Nie oczekuję już/Od życia samych burz
  • dr.zabba 21.01.11, 10:41
    "Dziwię się, że tak to późno WYSZŁO" - jak szydło z worka...
    Właściwie ja mogłam próbować coś wyjaśnić. Powiedzieć, dlaczego piszę "Zapiski z paranoi", jaki był mój pomysł, kiedy wymyśliłam tego bloga. Tylko jak usłyszałam ten argument na to, że faktycznie się choroba dowartościowuję, to oręż mi wypadł z ręki. Pomyślałam, że i tak mi nie uwierzy. Tylko ja tak często mam, że myślę, że mi ludzie nie uwierzą.
    --
    zapiski z paranoi
    razem na biegunach
  • lolinka2 21.01.11, 10:46
    zabba, ja do rozwodu z terapeutką dorastałam 4 m-ce: od pierwszego spotkania...
    tuż przed panicznie się bałam, a jak już poszłam i wyartykułowałam z wymuszonym uśmiechem i na pozór spokojnie "przyszłam się z panią pożegnać", ona nagle się wyluzowała (cały wcześniejszy dupościsk gdzieś poszedł) i fajnie nam się zakończyła sesja. Nie zrozumiała mnie do końca smile

    A ja postawiłam na swoim, i tydzień później konsultowałam się z moim obecnym terapeutą.
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • majagor 21.01.11, 11:02
    Moje rozstanie z terapeutką nastąpiło nagle.
    Strasznie nagle.
    Poszłam na umówioną sesję. Przyznałam się, że złamałam pewną zasadę z naszego kontraktu.
    I Cecylia mi "Do widzenia" powiedziała. Bez żadnej dyskusji, bez wielkiego tłumaczenia.
    Oczywiście wcześniej zdążyła zaznaczyć, iż w każdym momencie mogę do niej powrócić, iż zawsze mnie przyjmie - pod warunkiem, że "naprawię" to, co popsułam.

    Ona powiedziała "Do widzenia" - ja odpowiedziałam "Cześć". I wyszłam. Ot tyle.
    Początkowo dziwnie mi z tym było. Trochę tęskniłam. Ale wrócić już nie chciałam. Tzn. później po roku jakoś wpadłam do niej na chwilę, by opowiedzieć co tam u mnie, jak tam u mnie. Takie tam pogaduszki - ploteczki sobie zrobiłyśmy na mój temat. Zapraszała mnie na dalszą terapię, ale nie skorzystałam.

    Tyle, że u mnie rozstanie z Cecylią nastąpiło tylko i wyłącznie z mojej winy. Złamałam zasadę więc wyleciałam. Ona nic złego nigdy nie zrobiła. Ba, strasznie mi pomogła w życiu. A że była strasznie konsekwentna, strasznie "ostra" to nie było zmiłuj. Złamałaś zasadę - wychodzisz. Inny terapeuta pewnie by inaczej zareagował. Może próbował rozmawiać, może nie wyrzucał od razu za drzwi. Ale Cecylia właśnie słynie z tego, że nie ma litości, nie ma pobłażania. Jest konsekwencja i odpowiedzialność za swoje czyny. I chwała jej za to!

    Co do Ciebie - Zabbo - zupełnie nie chcę się w tym temacie wypowiadać. Znam wersję wydarzeń tylko z jednej strony. Znam tylko pojedyncze zdania [wyjęte z kontekstu]. Więc nie mi oceniać sytuację. Daleko mi od rad "porzuć ją", "zmień ją". To już Twoja decyzja. Tylko Twoja.
    Właściwych decyzji tylko życzę smile

    --
    "Die Menschen haben diese Wahrheit vergessen, sagte der Fuchs.
    Aber du darfst sie nicht vergessen. Du bist zeitlebens für das verantwortlich, was du dir vertraut gemacht hast. Du bist für deine Rose verantwortlich..."
  • dr.zabba 21.01.11, 13:01
    Trudno, żebym mogła przedstawić sytuację z dwóch stron smile. Myślę, że nie jest to też sensu stricto spór, w którym jedna strona ma rację, a druga nie. Czy nawet obie mają jakieś swoje stanowiska. Sądzę, że pani P. jest nieco ponad tym, a to ja się zwijam i zżymam.
    Mam doświadczenie z prób (w końcu uwieńczonych sukcesem) zakończenia terapii, na którą chodziłam, kiedy miałam depresję. To podobnie, ajk napisała lolinka: kilka miesięcy to trwało. Z perspektywy czasu widzę, że mogłam to spokojnie zrobić szybciej - przedłużanie czasu terapii nic nie dało. Nic nie zmieniło się na lepsze. Wtedy jednak chodziłam z NFZ i "nic" mnie to nie kosztowało. Teraz każde spotkanie słono kosztuje. Jest też różnica w tym, że dotychczas układało nam się z P. raczej dobrze...
    --
    zapiski z paranoi
    razem na biegunach
  • drugikoniecswiata 21.01.11, 21:17
    Wywołana się nie czuję, ale korci, odpowiem w punktach, bo nie w punktach odpowiadałam wielokrotnie

    1) rozumiem, że ci nijako
    2) rozumiem, że stosunek pani P do choroby jest dla ciebie sprawą nie do przeskoczenia
    3) z własnego doświadczenia wiem, że niektóre komunikaty rozumie się po latach
    4) oraz że terapeuci są ludźmi, tak samo niedoskonałymi, jak i my
    5) jeśli tak ci mówi intuicja - ona jest najważniejsza, gwałcenie siebie nie jest dobre
    6) last but not least - zawsze możesz chyba wrócić? drzwi nie są zamknięte?

    Tak, ja uważam, że poddałaś się przy pierwszym zgrzycie. Ale to nie znaczy, że to potępiam, ani, że tego nie rozumiem, ani, że nie daję ci prawa. Myślę, że szkoda, ale nie jestem tobą i nie było mnie między wami - więc to tylko moje myślenie.

    Chyba mimo wszystko coś ci dały te spotkania ? Pomyślałabym o tym od tej strony, a resztę potrawiła w sobie, przyjrzała się tej reszcie w czasie. Nie w kategoriach sukcesu czy porażki - ot tak, po prostu. Tak jak burzy za oknem.

    --
    Im bardziej Prosiaczek zaglądał do środka, tym bardziej Puchatka tam nie było...
  • dr.zabba 23.01.11, 11:02
    Pomyślałam sobie właśnie, że przecież moja decyzja dotycząca terapii nie jest ostateczna. Wkradło się we mnie wcześniej myślenie w kategoriach "wszystko albo nic" - myślenie podobno dla mnie charakterystyczne. Myślałam, że jeśli teraz zrezygnuję, to już kaplica. Kompletny koniec. Ponowne rozpoczęcie terapii musiałoby być rozpoczynaniem wszystkiego od początku.
    Ale jak już napisałam wcześniej, pani P. dopuszcza powrót na terapię...
    Jestem prawie przekonana, że na chwilę obecną nie chcę kontynuować spotkań. Może to czas, kiedy powinnam przećwiczyć w praktyce dotychczasowy dorobek terapii? Trochę się tego uzbierało smile
    A tak jak wielu z Was napisało, zawsze na terapię mogę wrócić.
    --
    zapiski z paranoi
    razem na biegunach

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka