• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

odwolany slub Dodaj do ulubionych

  • 17.05.11, 15:26
    Odwolalismy slub tydzien przed. Moj narzeczony w sumie z dnia na dzien powiedzial ze mamy silne charaktery i boji sie tego ze bedziemy sie rozwodzic bo jest miedzy nami "ogien"... powtarzal ze cos go przeroslo ze nie da rady po czym sie uspokoil przepraszal mowil ze kocha i nie wiedzial ze takie emocje sa przed slubem na nastepny dzien syt sie powtorzyla ze zdwojona sila zadzwonila kolezanka z zapytaniem jak ja sie czuje on zrobil awanture ze mi przestal ufac bo upatrywal sie w tym ze ja opowiadam kolezankom o naszych problemach i smiejemy sie z niego itd... slub zostal odwolany ... to byla jego decyzja. Nie ma w tym sensu logiki... nie wiem co w niego wstapiló tym bardziej ze caly czas dbal o nas o mnie okazywal uczucia itp w ostatnim czasie wydawało mu sie ze pewna osoba z mojej rodziny go nie lubi uczepił sie tego a ja musiałam tlumaczyc ze tak nie jest co zreszta bylo prawda. Zachowywał sie w tych dwóch dniach nieracjonalnie ... widziałam w nim innego czlowieka... mial nagle zmiany nastrojów co sam wczesniej zauwazył... zaczelam sie zastanawiac czy to nie choroba...jakmyslicie? dodam zenie chodzi tu o jakies inne osoby z mojej czy jego str
    Edytor zaawansowany
    • 17.05.11, 16:11
      Być może nagromadzenie stresu aktywowało, gdzieś głębiej skrywane zaburzenia psychiczne.

      --
      "Jedyny sposób uchronienia własnej samotności to ranić wszystkich, zaczynając od tych, których kochamy".
      • 17.05.11, 16:22
        moze tak. Lekarz mi powiedział ze czasem pod wpływem silneo stresu u ludzi aktywuja sie jakies choroby tylko nie wiem czy to juz sygnal do choroby czy panika przedslubna nie wiem jak sie zachowac wobec niego. Teraz nie mamy kontaktu bo odcial sie wyjezdzajac bez telefonu komputera auta itp ale przeciez kiedys wroci i co wtedy?? zastanawiam sie co sie dzieje u niego w głowie czy doszlo to do niego czy mnie obwinia a moze zaluje... ?
        • 17.05.11, 17:03
          hm...

          "Przez długi okres czasu panowało powszechne przekonanie, że stres spowodowany jest dramatycznymi i traumatycznymi wydarzeniami. Okazuje się jednak, że również sytuacje, które budzą radość, mogą przyczyniać się do powstawania uczucia stresu, np. zamiana mieszkania na większe, ślub."

          www.bryk.pl/teksty/studia/pozosta%C5%82e/psychologia/18632-czym_jest_stres.html
          --
          "Jedyny sposób uchronienia własnej samotności to ranić wszystkich, zaczynając od tych, których kochamy".
        • 06.06.11, 23:22
          do lady_1-nie wiem dlaczego doszukujesz się drugiego dna.Skoro facet mówie NIE,to znaczy NIE.Trzeba mieć minimum godności własnej.

          Odwal sie od niego,a na pewno ozdrowieje.
          • 07.06.11, 09:51
            GOŚĆ ma mega jaja, że przy całej presji z zewnątrz podjął taką decyzję. Ja żałuję, że tego nie zrobiłem... Ten FACET jest moim idolem!!!
    • 17.05.11, 18:11
      bez przesady.
      za każdą zmianą decyzji nie musi stać zaburzenie.

      boli, ja wiem. i decyzja o małżeństwie jest jedną z poważniejszych.
      (sama nie wiem, czy bym się na nią zdecydowała...)
      wycofał się, ot tyle

      sad
      --
      Nie oczekuję już/Od życia samych burz
      • 17.05.11, 18:37
        Można jeszcze z radą?
        Nie gonić za nim, nie pytać, spróbować żyć własnym życiem.
        (tu jest szansa, że przemyśli i...być może powróci, ale żyć należy
        tak jakby jego decyzja była ostateczna. "każdy człowiek jest wolny"
        by moja mama)

        --
        Nie oczekuję już/Od życia samych róż
        • 17.05.11, 23:07
          powoli wracam do zycia codziennego ale bardzo mi brakuje naszego zwiazku i jest cieezko.... nie kontaktuje sie z jego rodzina nie wypytuje nie nalegam oni tez musza odpoczac bo kazdy to bardzo przezywa. Narazie czekam az wroci wlaczy telefon moze wtedy sie spotkamy napewno powinnismy. Wiem ze nie kazde przezycie musi powodowac poczatki choroby ale kazdy ma swoje granice on widocznie ma slaba psychike jest wrazliwy na swoim punkcie i zapetlil sie w tym nie umial poradzic wybuch nie wiem kazdy po swojemu radzi sobie z silnymi przezyciami jeden nie umie sobie poradzis drugi ma sposob...
          • 18.05.11, 07:50
            > nie kontaktuje sie z jego rodzina nie wypytuje nie nalegam

            Jeśli chcesz ratować ten związek to może jednak wyślij jakiś (pojedynczy) czytelny komunikat.
            Facet może nie mieć śmiałości odezwać się do Ciebie po takim zdarzeniu.

            Just Me

            • 18.05.11, 09:24
              chce tylko nie wiem czy on tego chce wiem ze moze byc mu ogromnie glupio, ale ja nie mam z nim kontaktu zostawil wylaczony telefon w domu nie mam jak mu wyslac komunikatu... musi kiedys wrocic pewnie bedzie to za niedługo bo juz ten wyjazd trwa niemal2 tygodnie wtedy pewnie wlaczy telefon i uda mi sie z nim skomunikowac Boje sie tego co moge uslyszec...
              • 18.05.11, 09:40
                > chce tylko nie wiem czy on tego chce wiem ze moze byc mu ogromnie glupio, ale j
                > a nie mam z nim kontaktu zostawil wylaczony telefon w domu nie mam jak mu wysla
                > c komunikatu...

                Ale przecież masz (możesz mieć) kontakt z jego najbliższymi. Według mnie, w aktualnej sytuacji jest to dobre miejsce ażeby dać znać, że jeszcze całkiem nie położyłaś laski na tym związku.

                > musi kiedys wrocic ...

                W dalszej rodzinie zdarzyło się, że ktoś wyszedł "po papierosy". I wrócił po chyba 5 latach czy coś koło tego. Nie znam pełnego kontekstu tego zdarzenia, tak więc trochę trudno mi się na ten temat wypowiadać. Ale IMHO powodem był miedzy innymi brak komunikacji pomiędzy osobami dramatu.

                > zd trwa niemal2 tygodnie wtedy pewnie wlaczy telefon i uda mi sie z nim skomuni
                > kowac Boje sie tego co moge uslyszec...

                No cóż, nie macie komfortowej sytuacji - delikatnie to ujmując.

                Powodzenia.

                Just Me
    • 18.05.11, 09:50
      A ja tak z innej beczki. A może zastanów się, czy w ogóle warto się wiązać z takim człowiekiem? Chłopak najwyraźniej przestraszył się zmian - ja bym się w tym nie dopatrywała choroby, a jedynie słabości charakteru (niestety). Pomyśl, co by było gdybyście oczekiwali dziecka, a on by zniknął tydzień przed porodem, bo stres, bo zmiany, bo cośtam. W dodatku wpadł w paranoję i próbował perfidnie zwalić winę na Ciebie - bo powiedziałaś koleżance, bo ktoś z rodziny go nie lubi itp. itd. I, usprawiedliwiony, poszedł się "wyszaleć", mając gdzieś to że możesz się chociażby martwić, bo nie wiesz co się z nim dzieje. Takich rzeczy się nie robi.
      • 18.05.11, 10:31
        Widzę, że same kobiety się tu wypowiadają. To ja się tak wypowiem z punktu widzenia facetabig_grin
        Nie jestem może tu najstarszy i nie mam aż takiego doświadczenia w związkach, ale co tam spróbuję z racji męskiej (i nie tylko) solidarnoścismile

        Więc ślub dla faceta wbrew temu co się mówi, że my tacy mało emocjonalni jesteśmy, to też stres tak sądzę, bo mój dopiero przede mną. Więc zwyczajnie może spanikował? Daleki bym był od wciskania go w buty zaburzenia psychicznego.
        Ja na Twoim miejscu bym ratował ten związek, bo przecież go kochasz. Ale piłeczka jest po jego stronie. Zgodzę się też z tym, że może warto dać mu jakiś subtelny znak, że ma gdzie wrócić, ale oczywiście nie ma lekko i ja bym mu kazał powiedzieć kolokwialnie o co Ci k...a człowieku chodzi? I co się stało?
        A i jeszcze jedno podejrzewam, że taka rozmowa będzie jedną z najtrudniejszych w Twoim życiu, bo faceci najczęściej skorzy do uzewnętrzniania problemów emocjonalnych nie są.

        A tak na koniec życzę żeby wyszło tak jak chcesz. W tę lub we w tę, ale tak jak chcesz.

        No tyle męskich wynurzeńbig_grin
        --
        Mniemam, że mam powody by drogi swej nie zmieniać.
        • 18.05.11, 11:13
          Nie ma ludzi, którzy robią coś z głupoty, czy z tego, że są leniwi, czy źli.

          Ja dzielę ludzi na zaburzonych i na mniej zaburzonych. Takie czasy.

          Chłopak nie poradził sobie z emocjami. Być może miało miejsce jeszcze więcej "czynników wyzwalających", bo jak pamiętam z zajęć psychoedukacji z kliniki, w której byłam choroby nigdy nie wywołuje jedno zdarzenie, a jakiś ciąg zdarzeń, czy też długotrwały, silny stres.

          Uważam, że niezależnie od tego co mu jest nie poradził sobie z emocjami.
          To, że nie ma odwagi, czy że mu wstyd, ma depresję, czy odczuwa złość, ulgę, czy cokolwiek innego i tak nie zmienia faktu, że zachował się niedojrzale, ucieczkowo. Nie jest to cecha człowieka dojrzałego emocjonalnie. Bo człowiek w miarę dojrzały potrafi rozmawiać. Potrafi powiedzieć "boję się", "nie chcę", "nie lubię".

          Tak, może potrzebuje czasu - ale to jak się zachował i tak jest niedojrzałe. To też świadczy o jakichś problemach psychicznych. Jeśli w przeszłości nie zdarzały się takie sytuacje, jeśli w przeszłości stawiał czoła trudnościom a nie od nich uciekał, to jest nadzieja, ze to rzeczywiście jakis splot niefortunnych wydarzeń doprowadził go do tego co obecnie zrobił.

          Jeśli jednak już od dawna reagował mniej lub bardziej na stres ucieczkowo, to wniosek płynie z tego taki, że będzie wykazywał takie zachowania w przyszłości. Wówczas pojawia się pytanie, czy jego partnerka jest na tyle silna by być wsparciem i umieć odpowiednio reagować i także dla siebie szukać wsparcie, raczej już nie w mężu.

          Być może związek będzie wymagał specjalistycznej terapii dla dwojga. Nie uważam też, że jest skazany na niepowodzenie. Wymaga tylko odpowiedniego zabezpieczenia i szczerości obojga partnerów. Zaopiekowania się sobą na wzajem i umiejętności sięgania po pomoc z zewnątrz.

          Może chłopak potrzebuje zapewnienia, że kochasz go takim jakim jest. Że rozumiesz jak bardzo przeżył to wydarzenie. Pytanie czy czujesz się na tyle silna, by dać mu oparcie.
          Zapewne sama bardzo to przeżyłaś i też potrzebujesz zaopiekowania.

          Pewnie trzeba czasu. A potem jak emocje troszkę się uspokoją chłodnej oceny sytuacji i szukania odpowiedzi na to co dalej.

          Poki możesz Lady_1, zatroszcz się o siebie. Myślę, że dobrze by było o tym porozmawiać ze specjalistą.





          --
          "Jedyny sposób uchronienia własnej samotności to ranić wszystkich, zaczynając od tych, których kochamy".
          • 18.05.11, 11:41
            Chciałbym nieśmiało zauważyć, że znamy zdarzenie wyłącznie z relacji jednej strony.

            Która to relacja zapewne jest tak bardzo obiektywna jak to tylko możliwe. Czyli zapewne tak mniej więcej w 75% subiektywna wink

            Dlatego IMHO ma sens sugestia, ażeby przyjrzał się temu ktoś z doświadczeniem. Bo może być tak, że problem nie jest tak oczywisty jak by się to wydawało.

            Just Me
          • 18.05.11, 12:09
            ktos napisal ze ja sie wyzalilam kolezance z naszych problemow wlasnie nie nidy tak nie bylo nigdy nie skupialam wokół siebie grona kolezanek.Kolezanka zadzwonila spytac co u mnie i jak sie czuje bo bylam na l4 a on to przyjal ze zadzwonila w innej spr mianowicie spytac sie co u nas bo napewno ja jej sie zwierzalam... komu jak komu ale nie kolezance z pracy...
            Wykazaywal ostatnio nadwrazliwosc przy odwolaniu slubu powiedzial ksiedzu ze czuje sie obserwowany osaczony tak jakby ktos nie wiem o kogo chodziło moze o nasze rodziny go obserwował i oceniał czy sobie ze wszystkim poradzi co jest kompletna bzdura bynajmniej z mojej rodziny ani ja nie dawalismy takich odczuc nikt nie mial zadnych wymagan wrecz kazdy go chwalil dobrze oceniał wiec nie wiem co mu ubzdurało sie w tej głowie tak jakby nawkrecal sobie jakis teorii i nic do niego innego nie docierało ani rozmowa ze mna ani stan faktyczny bo nawet nikt mu nigdy nie zwrocił uwagi poprostu brak logiki w tym wszystkim. A ja jestem i zla na niego i mam zal i zastanawiam sie co on czuje teraz i martwie sie o niego... jestem niemal pewna ze mysli sobie tak jakpowiedzial przy naszym ost spotkaniu - jestem u wszystkich skreslony Ty po tym wszystkim nie masz zaufania do mnie nie uda nam sie w tydzien teo posklejac...
            Wczesniej jak łatwo sie denerwował/ nie była to agresja / powiedziałmi zeboi sie swego zachowania bo ulega szybkim zmianom nastroju... ze jest bardzo wrazliwy.... porozmawialismy wtedy spokojnie ze nie trzeba sie denerwowac tym co nie jest tego warte itp
            • 18.05.11, 12:19
              dodam ze wczesniej byl silny przy problemach dodawał otuchy nie uciekał wspierał poprostu był obok. To pierwsza syt wiem ze ten wyjazd jest co najmniej dziwny nawet nie wiem jak to nazwac czy brak dojrzałości czy cos wrecz nienormalnego... przy wczesniejszych sprzeczkach które tak naprawde dotyczyły nerwowego tłumaczenia jemu ze jest inaczej niz on mysli latwo popadał w zlosc podnosil glos zmieniał sie po czym uspokajal i bylo ok niby juz temat byl wyjasniony my zgodni ale te zmiany rzeczywiscie szybko nachodziły np w ciagu godziny...
              w dzien odwołaniu slubu mowił ze kocha bardzo ze jestesmy silni jedyni dla siebie ze lzami w oczach a po godzinie jak kolezanka zadzwoniła wybuchł ze stracil do mnie zaufanie.... paranoja...
              • 18.05.11, 14:18
                pomozcie mi to poukladac choc troche w głowie
                • 18.05.11, 14:26

                  Po prostu bądź, pisz, wyrzucaj to z siebie. Możesz się także umówić na wizytę do psychologa.
                  Być może pewne rzeczy będzie mógł poukładać dopiero czas.
                  --
                  "Jedyny sposób uchronienia własnej samotności to ranić wszystkich, zaczynając od tych, których kochamy".
                  • 18.05.11, 14:38
                    chodze do psychologa takie wygadanie sie pomaga ale ciekawi mnie Wasze podejscie co inni by pomysleli na moim miejscu. Nie mamy teraz kontaktu, ale dlamnie juz zaczyna byc to mimo wszystko meczace chciałabym jak najszybciej znim porozmawiac a najbardziej bym chciała zeby teo załował tak jak załował w przeddzień całego zajscia zeby była szansa na poukladanie tej syt i naszego zwiazku w koncu dni dzieliły nas od bycia małzenstwem ...
                    • 18.05.11, 15:07
                      Mój były związek nauczył mnie jednego: każdy postrzega świat inaczej, gesty, słowa, czyny. To, że Ty piszesz, że nigdy nie daliście mu odczuć jako rodzina, że jest niechciany itp. itd. nie znaczy, że on jakiegoś słowa czy sytuacji rozmowy nie odebrał inaczej.
                      Pisząc to próbuję wczuć się w niego i uruchamiam największe pokłady swojej męskiej empatii jakie mamsmile
                      A to, że tak się zachowywał nie znaczy od razu, że będzie tak w przyszłości. Choć szansa na to duża to może teraz Tobie uda mu się pomóc skonfrontować z jego emocjami? Ale i tak to on musi chcieć inaczej dupa blada
                      --
                      Mniemam, że mam powody by drogi swej nie zmieniać.
                      • 18.05.11, 16:02
                        wiem, ze kazdy ma swoje odczucia. Kilka razy sprzeczalismy sie o to bo on nawkladal sobie teorii typu; pytałem sie Twojego Dziadka jak sie czuje a on mi nie odpowiedział - moj Dziadek ma 87 lat i ma problem ze słuchem nidy tez na niego sie nie gniewał czasem ja bedac z nim w jednym pokoju mowie a on nie słyszy ... Byłam bezradna w tym tłumaczeniu bo dla mnie syt jest normalna starszy człowiek niedosłyszący nawet jak sie mowi glosniej czasem mlody sie zamysli i nie slyszy jak sie doniego cos mowi a co dopiero starsza osoba a on twardo ze moze Dziadek sie pogniewał i złość... a ja z bezradnośc lzy... pozniej wszytsko sie uspokojalo bylo ok niby zrozumiał ze to nie gniew
                        • 18.05.11, 16:15
                          Ciężki materiał.

                          Powiedz... może Ty jesteś mocno niedowartościowana i przez związanie się z takim człowiekiem możesz czuć się potrzebna, lepsza? Może czujesz się silna przy słabym mężczyźnie.

                          Jaki był Twój ojciec? Też nie dawał poczucia bezpieczeństwa? Czy chwiejność emocjonalna jest ci znana? Może spotykałaś się z takim zjawiskiem w rodzinnym domu?
                          Z niestałością, niepewnością. Może tylko w takim środowisku potrafisz funkcjonować.

                          Może potrzebujesz, żyć w kompletnym chaosie, żeby czuć się znajomo niepewnie.

                          Nie wiem, to jest do terapii...


                          --
                          "Jedyny sposób uchronienia własnej samotności to ranić wszystkich, zaczynając od tych, których kochamy".
                          • 18.05.11, 16:29
                            skąd takie podejscie? moj ojciec nie zyje od ponad 10 lat... jestem dowartościowana nie mam niskiej samooceny nie jestem tez zarozumiała. I zycie w niepewności doprowadza mnie do przysłowiowego szału... nie wiem skad takie podejrzenia o mojej osobie. Nie musza miec adrenaliny w zyciu wiem ze tacy sa ale ja wrecz przeciwnie tak cieszyłam sie z tego ze mamy taki związek dla mnie to było wszystko... podejrzewasz ze slaby mezczyzna jest mi potrzebny zeby sie dowartosciować ? nawet bym o tym nie pomyslala byłoby to chore nieco...
                            • 18.05.11, 16:35
                              Nie uważam, że robisz to świadomie.
                              Dlaczego ten związek to wszystko?

                              --
                              "Jedyny sposób uchronienia własnej samotności to ranić wszystkich, zaczynając od tych, których kochamy".
                              • 18.05.11, 20:52
                                Takie oceny są nie fair.
                                Wysyłanie na terapię również.
                                Fakt, że smakują mi lody nie oznacza, że ktoś inny ma jesc je, bo tak chcę...

                                --
                                Nie oczekuję już/Od życia samych róż
                            • 18.05.11, 16:39
                              przepraszam lady... chyba coś projektuję na Ciebie
                              --
                              "Jedyny sposób uchronienia własnej samotności to ranić wszystkich, zaczynając od tych, których kochamy".
                              • 18.05.11, 16:52
                                bo był wyjatkowy bylismy zaangazowani calosciowo w nas i w organizacje slubu, przyjaznilismy sie, spedzalismy razem wolne chwile, bylismy ze soba bardzo blisko potrafilismy rozmawiac ze soba na kazdy absolutnie temat byl jakis niesamowity przepływ uczuc i troska obopulna nawet w takich malych kwestiach dla mnie wyjatkowy zwiazek jak na te czasy kiedy mlodzi ludzie nie umieja sie poswiecac nie chce im sie pracowac nad soba i zwiazkiem u nas było bardzo duzo pracy zeby bylo jaknajlepeij. Relacje naszych rodzin tez super zadnych niedomówien ja u niego w domu czułam sie jak u siebie i dzie tu szpike wetknac jak czlowiek siedzi i mysli co moglo byc powodem?
                                • 18.05.11, 17:00
                                  ksiadz powiedział po rozmowie ze mna ze chyba szatan naplatał... mysle ze on bardzo sie przestraszył powiedział nawet ze on sobie nie poradzi... ale mam wrazenie ze sam sobie zadawal pytania i sam odpowiadal bo z óry zalozył ze sobie nie poradzi al czemu? z gory zalozyl ze sie mozemy rozwiesc bo mamy siln charaktery...? w tym nie ma sensu ... czemu on wszystko postawiłna nie???
                                  • 19.05.11, 09:19
                                    No tak, gdyby nie Szatan, żylibyśmy w raju smile Ale trzeba sobie jakoś radzić, póki co.

                                    Wiesz co? Naprawdę mi przykro. Napisałam, że projektuję, bo ja sama zostawiałam moich partnerów i byłam tak zostawiana. Teraz strasznie boję się związków, żeby już nikogo nie krzywdzić i nie być krzywdzoną. Ale tęsknię za byciem z kimś.

                                    No i co Ci powiedzieć. To bardzo boli takie pozostawienie bez słowa, zwłaszcza w takim momencie. Coś mu odbiło. Może czas pokaże co. A ty kochana, wypłacz to, wykrzycz, żeby Ci to zdarzenie jakoś bokiem nie wyszło. Ściskam.


                                    --
                                    "Jedyny sposób uchronienia własnej samotności to ranić wszystkich, zaczynając od tych, których kochamy".
                                    • 19.05.11, 09:27
                                      jak bym wiedziała ze rzeczywiscie cos mu odbiłobyłoby mi łatwiej to zozumieć jak to wszystkomiał przemyslane i wykakalkulowane to ciezko... ale mozna w pelni swiadomie cos takiego zrobic i jeszcze ten wyjazd... wszystko jest dziwne. Na dodatek nikt minie chce powiedziec kiedy wroci gdzie i zkim jest to mnie juz denerwuje i martwie sie coraz bardziej bo jakies informacje mi sie naleza przynajmniej kiedy woci a jego rodzice mowia ze nie wiedza i jak tu wszystko zrozumiec....?
                                      • 19.05.11, 09:40
                                        A może tu w grę wchodzi jakiś wątek kryminalny? smile

                                        --
                                        "Jedyny sposób uchronienia własnej samotności to ranić wszystkich, zaczynając od tych, których kochamy".
                                        • 19.05.11, 10:49
                                          nie sama smialam sie do mojej Mamy ze gdzie on jest jak to taka tajemnica w areszcie? ale nie nic nigdy na to nie wskazywało chyba, ze w tych nieszczesnych dniach jakis wypadek mu sie przydazył ale na 99 pocent nie. Nie wiem jego brat cioteczny jest ksiedzem i jego siostra mowiłaa mi ze moze on gdzies go ulokował na jakis czas ksieza maja swoje miejsca a faceta mozna latwo gdziesc wsadzic kobieta jednak wzbudza duze podejrzenia w takim sodowisku... to sa wszystko domysły, ale zeby byla tajemnica kiedy wroci... to juz przesadanie moga mi jego rodzice powiedziec ze np za tydzien czy dwa cokolwiek nawet orientacyjnie przeciez nie wymagam od nich ze powiedza mi ze waca jutro rano... nie szykuje przeciez zamachu na jego zycie. Juz zaczelammyslec ze moze sie wyprowadzil ale tak w kilka dni bedac w takim stanie jakmozna sobie zorganizowac zycie wynajc mieszkanie byc tam samego to tez nie logiczne. Wszyscy jego znajomi i rodzina jest w domu nikt nie ma wolnego mieszkania zeby go zbunkrowac na jais czas tam kazdy ma swoje rodziny zycie wiec z kim on pojechał? sam nie bo podobno w takim stanie by sie go bali puscic samego i co ja mam myslec o tym wszystkim???
                                          • 19.05.11, 10:57
                                            kurcze, to jakaś paranoja... przecież nawet jakby wrócił teraz to już chyba nigdy nie będzie jak przedtem...

                                            --
                                            "Jedyny sposób uchronienia własnej samotności to ranić wszystkich, zaczynając od tych, których kochamy".
                                            • 19.05.11, 11:08
                                              mi chodzi tylko o informację zasługuje na to bo dni dzieliły nas od malzenstwa i tego ze byłabym ich synową , którą zawsze sie szczycili. Dziwi mnie czemu mowia ze nie wiedza gdzie on jest to napedza mi rozne mysli. Poprostu byłabym chyba spokojniejsza jak bym wiedziała co nie co jakbym nie zyła w zawieszeniu ze nie wiem czy spotkamy sie za tydzien czy za m-c. To wydarzenie spowodowało wiele w nas wszystkich ale nie znaczy ze mamy uciekac od rozmowy wyjasnienia kontaktu... wiecznie nie mozna uciekac i mowic ze nie wiem kiedy moje dziecko wroci...??? wierzyc mi sie nie chce ze kto jak kto ale rodzice przynajmniej takie rzeczy wiedza tylko czemu nie chca powiedziec?
                                          • 19.05.11, 10:58
                                            Hmmm... a może skoro był w tak kiepskim stanie i taka to tajemnica , to może ... szpital psychiatryczny ? Dziwnie to wygląda ...
                                            • 19.05.11, 11:12
                                              wlasnie dziwnie nawet bardzo... szczerze jakby byl na leczeniu to odetchnelabym z ulga bo bym wiedziała ze krzywda mu sie nie stanie tylko mu pomogą, ale to wszystko sa domysły a ja juz zachodze w głowę bo im wieksza tajemnica tym sie bardziej martwię. Przeciez ma zobowiazania w pracy a urlop czy l4 nie moze trwac i trwac... a ja nie powiedziałam nic złego ani nie zrobiłam ani jemu ani jego rodzinie ze byli na mnie zli i dlatego nie chcieli mi powiedziec.
                                              • 19.05.11, 11:24
                                                Jeśli trafił do szpitala psychiatrycznego to dla niektórych może to być większy problem niż wszystkie plagi egipskie na raz ... Może to jest właśnie powodem milczenia?

                                                A może rzeczywiście nie wiedzą gdzie zniknął?

                                                Tak czy inaczej obawiam się, że masz niewielki wpływ na to co się zdarzy w temacie kontaktu z Twoim narzeczonym.

                                                A w takim razie żyj swoim życiem i dbaj o siebie.

                                                Just Me
                                                • 19.05.11, 12:00
                                                  mysle ze z tym szpitalem to daleko idace wnioski. Wiele osob mi mowi, ze powinnam zadbac o siebie i nie rozmyslac staram sie ale jest ciezko bo mysli nie da wygonic sie z głowy pierwsze emocje mineły ale teraz nie moge nie zastanawiac sie co z nim, co dalej, co by było gdyby... i gdyby nie to cos jakbysmy teraz byli szczesliwi... jesli do konca tygodnia on nie przyjedzie i nie bede miala zadnych informacji to chyba pojade do nich pokojowo nastawiona i sprobuje sie czegos dowiedziec albo z jego siostra pogadam bo w lowie juz mi sie to wszystko nie miesci przeciez nie mozna tak zayc miesiac dwa...minely juz 2 tygodnie...
                                                  • 19.05.11, 12:53
                                                    A ja myślę, że w ogólnym rozrachunku dobrze wyszło. Jeżeli to choroba to małżeństwo byłoby nie ważne gdybyście jednak ślub wzięli, a on miotał się przed i nic nie powiedział.
                                                    Ja bym odpuściła, widocznie on potrzebuje czasu żeby się z tobą spotkać i pogadać. Obojętnie czy rodzina wie, co z nim, czy też nie. Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Ja by jeszcze ewentualnie porozmawiała szczerze z jego rodziną, tak jak planujesz. Nie wiem, czy bym się umawiała, bo mogą cię spławić. Wiesz kiedy ja zastać w domu? To idź bez umawiania się. Powiedz, że nadal go kochasz, martwisz się o niego i jeżeli jest jakiś poważny problem, o którym on lub oni nie chcą ci powiedzieć z różnych względów to mimo wszystko jesteś gotowa pomóc i przyjąć to na klatę, bo przecież planowałaś z nim życie na dobre i na złe. Podkreśl te słowa. Powiedz, że brak wyjaśnień jest gorsze niż nawet najgorsza prawda. Tyle i aż tyle. Koniec kropka. Jeżeli się nie odniosą do tego i będziesz czuła, że kręcą to ja bym odpuściła. Bo co możesz na to poradzić?
                                                  • 19.05.11, 13:02
                                                    Dla mnie brak wyjaśnień jest bardzo wymowne. Minęły dwa tygodnie...dużo. Po takim czasie można ochłonąć. Z jednej strony tak jak pisze, może coś się stało i on ukrywa jakąś tajemnicę, boi się ciebie w to wciągać - choroba też do tej opcji należy. Z drugiej może dotarło do niego, że to nie jest to i nie jesteś tą jedyną. Przepraszam za te słowa, ale tak też może być. Może mu głupio i tyle.
                                                    Posłuchaj, pogadaj z tą siostrą i jeżeli to nie poskutkuje to odpuść. Jesteś wartościową dziewczyną i musisz żyć dalej. Nie chcą ci powiedzieć (nie wierzę, że nie wiedzą, co jest przyczyną bo gdyby on zniknął nic im nie mówiąc, to już by chyba policja go szukała), bo widocznie cię nie szanują. Nie szanuję ciebie, twoich uczuć, tego że TY TEŻ CZUJESZ i dla ciebie to jest równie trudne jak dla niego. Równie dobrze po ślubie nie byłabyś dla rodziny pełnoprawnym członkiem skoro tak cię zlewają po niedoszłym ślubie.
                                                    Reasumując: facet ma prawo czuć się źle, nie chcieć rozmawiać, uciec, ukrywać coś jeżeli cokolwiek rzeczywiście ukrywa, a ty NIE MASZ prawa do niczego: do poznania prawdy, do wyjaśnień. On może zrobił błąd, ale jego rodzina uważam, że powinna tobie to w jakiś sposób wyjaśnić. Przecież miałaś być jej częścią, a oni mają cię gdzieś, bo tak to wygląda.

                                                  • 19.05.11, 14:00
                                                    kamyczkuuuuu, nie tak.
                                                    to nie jest tak, że rodzice jego Jej nie szanują.
                                                    Oni szanują Jego decyzję. Nie mam dzieci, ale usiłuję się wczuć.
                                                    On jest dla nich ważny i tyle.

                                                    --
                                                    Nie oczekuję już/Od życia samych róż
                                                  • 19.05.11, 14:09
                                                    Do dobrze, że ją szanują.
                                                    Uważam, że powinna odpuścić. Siłą go do niczego nie zmusi. Widać małżeństwo mu nie pasowało. Co do rodziny to może wiedzą, ale nie powiedzą. A facetowi jak widać się nie spieszy żeby cokolwiek wyjaśniać w związku z tym olać. Zająć się swoją psychiką i tym, żeby to przetrawić i żyć dalej. Teraz postawić siebie nie początku kolejki i myśleć o sobie.
                                                  • 19.05.11, 13:02
                                                    O ile to co pisałaś pod tym samym nickiem w latach 2008/2009 dotyczy Twojego obecnego narzeczonego to może spróbuj przegadać z psychologiem (pisałaś, że chodzisz) kwestię Waszych relacji oraz samej decyzji o małżeństwie.

                                                    Bo rzeczywiście - tak jak pisała Perfekcjonizm - może być tak, że facet po prostu nie dojrzał do małżeństwa i jednocześnie był zbyt mało asertywny, ażeby Ci o tym powiedzieć.

                                                    A teraz zebrało mu się na odwagę czy też "odwagę" ...

                                                    Tak mi się nasunęło. Przepraszam, jeśli trafiłem jak kulą w płot.

                                                    Just Me
                                                  • 19.05.11, 13:05
                                                    a nie uważasz, że jeżeli facet stchórzył to rodzina powinna lady to wyjaśnić? Przecież ona od zmysłów odchodzi snując teorię łącznie z najgorszym. Oczywiście nie są zobligowani do tłumaczenia syna, brata, ale jej tez się coś należy. W centrum jest ON, a ona? Nikt się z jej uczuciami jak widać nie liczy? uncertain
                                                    Co o tym myślisz?
                                                  • 19.05.11, 13:24
                                                    ja zawsze bylamw jego rodzinie wychwalana doceniana i zawsze jakby co to byla jego wina a nie moja nawet w drobnych spr dogadzalimijakmogli a to mama sweterek przyniosła zebym sie nie przeziebiłabo chłodno sie w domu zrobiła ato kapcie bo wesele juz tuzu tuz i co bedzie jak sie rozchorujesz itp nawet jak sie rozstalismy jego rodzice zapraszali mnie na swieta wiec nigdy nie czułam sie nie szanowana przez nich oni byli z nas dumni... dlatego nie wiem skad teraz taka syt nagle stracili szacunek? po odwołaniu slubu rozmawiałam z jego mama powiedziała ze nie wie o co chodzi ale jest pewna ze mojej winy w tym nie ma i nie pozwoli na mnie powiedziec komukolwiek zlego słowa..

                                                    to jak wiem jak było powowduje tym bardziej uczucie zdziwienia tym co jest teraz
                                                  • 19.05.11, 14:16
                                                    Lady już napisałam wszystko pod postem 36.a
                                                    Skoro jest tak jak piszesz, to chłopa nie zmusić do niczego. Widać nie ma ochoty nic wyjaśniać. Rodzina musi coś wiedzieć, skoro mówią, że twojej winy w tym nie ma. Dla mnie to podejrzane. Ok, mogą nie wiedzieć gdzie facet jest, ale chyba dał im znać, że wszystko z nim ok? Bo jeżeli nie i się nie martwią to dziwne. Gdyby mi syn zniknął odwoławszy ślub i nie dawał znaku życia to bym zgłosiła ta na policję po kilku dniach. Skoro włosów z głowy nie rwą to coś muszą wiedzieć. Matka się o dziecko martwi i nie wierzę, że odpuszcza nie wiedząc, co z nim.
                                                    Ale ok. Teraz powinnaś się zająć sobą i swoim wnętrzem. Ty cierpisz. Ty jesteś ważna. Pamiętaj o tym smile Skoro on ma gdzieś tłumaczenie się, to nic na to nie poradzisz. Ja rozumiem, że on może się fatalnie czuć, ale na Boga trzeba wziąć na siebie odpowiedzialność i odezwać się chociaż, cokolwiek...
                                                    Skoro nie robi tego i na to się nie zanosi to musisz iść dalej. Myśl o sobie. kiss Wiem, że łatwo się mówi, ale nie masz innego wyjścia. Możesz probować go szukać, ale co to da?
                                                  • 19.05.11, 13:26
                                                    > a nie uważasz, że jeżeli facet stchórzył to rodzina powinna lady to wyjaśnić? P

                                                    Doświadczeń ani głębszych przemyśleń na ten temat nie mam ale intuicja mi podpowiada, że rodziny bym do tego nie mieszał. Ostatecznie lady_1 i jej narzeczony są (statystycznie) dorosłymi ludźmi i powinni to przegadać face to face. Zaś zabawa w głuchy telefon wprost prowokuje różne przekłamania, niedomówienia i nadinterpretacje.

                                                    > rzecież ona od zmysłów odchodzi snując teorię łącznie z najgorszym. Oczywiście
                                                    > nie są zobligowani do tłumaczenia syna, brata, ale jej tez się coś należy. W ce
                                                    > ntrum jest ON, a ona? Nikt się z jej uczuciami jak widać nie liczy? uncertain

                                                    Tak, oczywiście. Bezwzględnie lady_1 należy się informacja co (mniej więcej) się z nim dzieje i kiedy (mniej więcej) ma zamiar się objawić. Jeśli wiedzą.

                                                    Bo jednak dopuściłbym taką możliwość, że facet zniknął / schował głowę w piasek / cokolwiek bez informowania swojej rodziny.

                                                    Just Me
                                                  • 19.05.11, 14:06
                                                    * szpital psychiatryczny - chyba nie
                                                    * areszt (hmmm smile mało prawdopodobne
                                                    * inna kobieta? - może
                                                    * "wyjechałem, kiedyś wrócę" - tak, najbardziej prawdopodobne
                                                    * "schowałem się w zakonie" - może

                                                    Just, ale Ona otrzymała juz wyjaśnienia. I jak ktoś pisał, piłka po jego stronie.
                                                    Proponuję zachować spokój. Wiedz też, że wszelkie tajemnice się odkrywają z czasem.
                                                    To kwestia najwyżej miesiąca.
                                                    A to co piszesz, że jego mama proponowała C sweter etc. To miłe, ale dokladnie tak samo
                                                    traktowałaby każdą wybrankę Syna. Ona to robiła "dla Niego" (patrz ich obecne zachowania).

                                                    --
                                                    Nie oczekuję już/Od życia samych burz
                                                  • 19.05.11, 14:29
                                                    jesli by rodzicom nie pasowala wybranka to nie byli by tak mili nawet ze wzgledu na syna... nie mają takiego obowiazku by nosic na rekach kazda wybranke syna bo to jest jego narzeczona i to jedyny powód...

                                                    jakby rodzice mieli takie podejscie ze wali sie pali ale udajemy sympatie do niej/niego bo to jest narzeczony/narzeczona mojego dziecka to swiat bylby kolorowszy
                                                  • 19.05.11, 14:31
                                                    Skoro mówisz, że z rodzicami było ok to jest to prawda. W końcu ile można udawać lubienie kogoś kogo się nie lubi? Tyle czasu? Na pewno nie.
                                          • 19.05.11, 13:55
                                            Nie wiem, o co za bardzo z tym ulokowaniem przez księży chodzi, ale -
                                            Oglądałaś "Jasminum"?

                                            --
                                            W ogrodzie naszym/Gałęzie drżą
                      • 19.05.11, 13:12
                        Zgadzam się z Tobą eydur - ja po 14 latach małżeństwa cały czas czuję się obok rodziny męża, jak obca z zewnątrz i jestem pewna, że oni mimo iż często dają mi to odczuć to kompletnie nie zdają sobie z tego sprawy .... zaakceptowałam te uczucia ... kiedyś próbowałam rozmawiać o tym ze swoim małżonkiem ale zupełnie nie był w stanie zrozumieć o co mi chodzi i dlaczego tak czuję .....
                        --
                        Apetyt mam wielki - zjadam i przestawiam literki.
                        Mały Maciek i Wielcy Czarodzieje
                        • 19.05.11, 13:27
                          Oczywiście wątek powyższy źle się podpiął.
                          Lady - ja bym też porozmawiała z tą rodziną na spokojnie. Dałabym jasną informację, że jeżeli wiedzą co się z nim dzieje to Ty chcesz tylko potwierdzenia, że jest wszystko w porządku. Jeśli nie wiedzą to tak długa nieobecnośc powinna już niepokoić i chyba powinno się zgłosić zaginięcie. Mozęsz powiedzieć, że martwisz się o niego i że masz zamiar to wlaśnie zrobić (może to spowoduje, że przestaną milczeć). Powinnaś też zapewnić ich, że to iż nadal go kochasz i jesteś otwarta na powrót czy nowy związek nie oznacza, że nie uszanujesz jego decyzji np. o całkowitym zerwaniu. Mozęsami do końca nie wiedzą o co chodzi i boją się, że będziesz ich za bardzo naciskać. Sprawa jest trudna, wyjaśnij ją jak najszybciej i naprawdę zajmij się sobą i swoim życiem. Musisz teraz naprawdę zadbać o siebie.
                          --
                          Apetyt mam wielki - zjadam i przestawiam literki.
                          Mały Maciek i Wielcy Czarodzieje
                        • 19.05.11, 13:32
                          ale jakby nie dojrzał to by z wlasnej nie przymuszonej woli sie oswiadczył i przez 11 m-cy okazywał uczucia i zaangazowanie zarowno w zwiazek jak i organizacje slubu? mało było czasu by to przemyslec? jak sie na 3 m-ce rozstaliśmy przed zareczynami on wariował za mną wrecz i co juz jest cos be...? tym bardziej ze jemu zalezało by byl slub w tym roku jak najwczesniej...

                          ja rozumiem poznalismy sie kilka m-cy temu szal zareczyny szybki slub a tu nagle przestalo sie podobac ok malo czasu doswiadczen zbyt szybka decyzja, ale w tej naszej sytuacji to rece opadają...
                          • 19.05.11, 14:16
                            moze tak ze to jest jego decyzja zeby mi nie przekazywali informacji choć dla mnie nie zrozumiała przeciez wiecznie uciekac sie nie da... jego siostra mowiła ze jego rodzice podobno sami nie maja z nim kontaktu ona nie mieszka z nimi wiec tez tak dokladnie nie wie a pewnie rodziców nie chce sie tak wywpytywac bo oni i tak strasznie to przezywaja

                            a co do tych ksiezy jego siostra tak sobie pomyslała ze moze ten brat polecił jakies miejsce sa rozne otwarte zakony domy rekolekcyjne itp miejsca gdzie mozna zatrzymac sie na jakis czas
                            • 19.05.11, 14:35
                              Tak mogło być, z tym zakonem. Cisza, spokój. Całkiem niezłe rozwiązanie.
                              Ale nie wierzę, że rodzice nie mają z nim kontaktu, znaczy się, że nie wiedzą co z nim. Owszem mogą nie wiedzieć, gdzie jest, ale że żyje i jest cały to chyba wiedzą. A skoro nie podnoszą alarmu to sądzę, że wiedzą co i jak. Z tym, że trzymają to w tajemnicy. Może ich o to prosił.

                              A co z oprawą ślubną? Kto zajął się poinformowaniem gości, odwołaniem wszystkiego?
                          • 19.05.11, 14:22
                            Lady może on zwyczajnie stchórzył i nie chce brać tego ślubu. Nie ma ochoty ci tego tłumaczyć, bo się zwyczajnie boi i mu głupio. Mam tylko nadzieję, że się nie obwiniasz. To nie twoja wina. Wiem, że analizujesz, co poszło nie tak. Ale może powinnaś spróbować zadbać o siebie o to, żeby sobie pomóc, żeby iść dalej.
                            Rezygnując i uciekając można chyba zostawić jakiś list, info z wyjaśnieniami skoro nie ma się odwagi spojrzeć w oczy narzeczonej. uncertain Tu już moja złość na niego daje o sobie znać. Przepraszam.

                            • 19.05.11, 14:34
                              wiem ze spanikował ale dalszego ciagu historii nie jestem w stanie zrozumiec ani powodu tej paniki i to wlasnie potrzebne mi jest do wyjasnienia chocby po to zeby moc jakos zaczac zyc bo takie znaki zapytania sa okropne... wiem ze sie boi ze mu wstyd, ale ciekawi mnie czy zaluje czy w ogole juz doszlo do niego to co sie stało... i jakie sa konsekwencje... i ze jest to jego wina.... czy moze wmawia sobie ze moja... ciekawi mnie jego mysl
                              • 19.05.11, 14:38
                                Rozumiem. sad To może daj rodzicom znać, że potrzebujesz się tego dowiedzieć. Niech dadzą mu znać. A ta teza o klasztorze, może powiedz to także tej osobie, która mogła mu polecić miejsce ucieczki.
                              • 19.05.11, 16:57
                                Wiesz co?
                                Jeśli Ciebie kocha, wróci.
                                Tak myślę.
                                Uczucie będzie silniejsze (niż strach).
                                Jeśli jesteś w stanie, postaraj się uspokoić.
                                I czymś zająć głowę. Tymczasem nie nim.

                                --
                                Nie oczekuję już/Od życia samych burz
                                • 19.05.11, 17:50
                                  niby tak moze te wydarzenia stresujace wywołały takie emocje które przycmiły uczucia. To tak jak zazdrość w momencie kiedy jestesmy zazdrosni głównie to czujemy i tak jak ze złością... to moze i tu te sytuacje przycmiły nasze uczucia i po czasie który jest mu potrzebny dojdzie do jakis wniosków

                                  przy ostatnim spotkaniu powiedział ze nie uda nam sie do slubu tego posklejac a z tym co pozniej moze doisc do wniosków ze kolejny raz próbować ? choc jak ktos kocha to probuje wg mnie ale jak widac psychika ludzka jest nie zglebiona
                                  • 19.05.11, 23:16
                                    ciagle mysle o nas wiem ze nie powinnam, ale jak od tego uciec
                                    • 19.05.11, 23:40
                                      Perfekcyjna chyba napisała Tobie o Czasie. Czas da Tobie/Wam wszystkie konieczne wskazówki i odpowiedzi.
                                      Kochasz Go. Zafundował Ci pełne niezrozumienie i szok. Na pewno żyje, może wkrótce opowie, co robił, co myślał etc.
                                      Postaraj się być dobrej myśli.

                                      --
                                      Nieważne ile przed nami zim
                                      • 20.05.11, 09:32
                                        wiem wiem czas wszyscy to powtarzaja tylko dla mnie ten czas juz nadszedl ja jestem gotowa do rozmowy i czas juz mi sie wydaje powinien i dla niego nadejsc bo minely juz dwa tygodnie...
                                        • 20.05.11, 11:19
                                          Nie smile
                                          Każdy ma swój czas. A 2 tyg. to jeszcze niewiele.
                                          Może się również okazać, że minie tyle czasu, że już nie będziesz Go chciała, gdy ew. wróci.
                                          Who knows.
                                          I na serio nie nalegaj na rozmowę.
                                          Wiesz, co wiedzieć powinnać - że się wystraszył.
                                          Przyjdzie sam, gdy będzie chciał.
                                          (tv niemal nie ogladam, ale film, b. miły, na podstawie historii ksiażęcej pary ang. obejrzałam: wrócił, gdy zajęła sie sobą i przestała czekać. intryguje nieprzewidywalność)
                                          Na pewno (?) będzie musiał wrócić do pracy.
                                          Jeśli umiesz (truddnne), wyłącz w sobie "ssanie" i myśl "MUSZĘ z nim porozmawiać"
                                          Przecież go do niczego nie zmusisz...

                                          --
                                          W ogrodzie naszym/Gałęzie drżą
                                          • 20.05.11, 11:31
                                            moze i tak ze on tego czasu jeszcze potrzebuje. Piszesz ze nie musi wrocic do pracy jak tak mysli to rozum postradał bo jak to nie musi a chce mu sie i jest w stanie szukac teraz nowej szczegolnie w syt jaka jest teraz na rynku czy on nie mysli na pozniej tylko na teraz... poza tym mi powrot dopracy poniekad pomogl a jak sie rozstalismywtedy to powiedzial mi ze wlasnie uciekl w prace i wracal z niej jak najpozniej. zrszta jakby nie bylotrzeba sie jakos utrzymac...

                                            jak tak sobie mysle o tym to dochodze do wniosku ze on ma slaba psychike wiec nie wiem jak do niego dojdzie ogromtej syt jak sobie z tym poradzi a co za tym chyba idzie kiedy wroci
                                            • 20.05.11, 15:13
                                              Piszesz o nim ciutek jak o dziecku...
                                              To dorosły człowiek, ma prawo do suwerennych decyzji i jego sprawa, co zrobi z pracą.
                                              Dla Twojego zdrowia psychicznego lepiej bedzie nie myslec, czy jego praca na tym nie ucierpi.
                                              Jesli ucierpi - jego buty.
                                              Postaraj się, jakkolwiek byłoby to trudne, zdystansować się.
                                              Niech się wali i pali.
                                              To nie dziecko.
                                              • 20.05.11, 16:00
                                                ja nie martwie sie o jego prace tylko wspomniałam o nij bo jest to czynnik który powinien go sciagnac juz teraz szybciej niz pozniej...
                                                • 23.05.11, 09:52
                                                  minal weekend i nadal cisza i wyltelefon...
                                                  • 27.05.11, 01:25
                                                    Jeśli mogę zapytać: jak się teraz sprawy mają?

                                                    --
                                                    Nie oczekuję już/Od życia samych burz
                                                  • 27.05.11, 10:15
                                                    tak samo nie ma go bynajmnie nie było do srody... skontaktuje sie z jego rodzenstwemjesli znow bedzie tajemnica i on nie wroci to pojade za kilka dni do jego rodziców nie moge zyc w takim amoku dluzej a cholera wie ile czasu jemu sie tam zejdzie. Zreszta jak wroci mysle zemoze trafic go to ze zdwojaona siła jednak im dluzszy pobyt tym ciezszy powrót a jak jeszcze zobaczy te okolice nasze rzeczy wlaczy tel komputer to nie wiem Ja jestem jakby na biezaca on sie wycował i zderzenie z rzeczywistoscia bedzie bolesne bo watpie czy da sie tak oddzielic ludzki umysł było i nie jest ot tyle bez wspomnien sentymentu uczuc chybanie moze po kilku latach ale nie po m-cu czy dwóch. Nawet jakbym go zdradziła mysle ze nie umiałby tak sie odciac cierpiałby nie chciał by mnie znac ale umysłu by nie oszukał i samego siebie ...
                                                  • 27.05.11, 10:39
                                                    Wiesz co? Dla mnie to już jest przegięcie z jego strony. Misio może czuć się zbyt słaby na wyjaśnienia, zetknięcie z rzeczywistością po wielkim bum, a ty musisz czekać i żyć w niepewności. Jasne jest, że nic mu nie jest w sense fizycznym. Rodzina wie na 100% gdzie jest , bo już nie wierzę, że oni nie wiedzą. Olał wszystko i poszedł w pizdu. Posłałbym go na drzewo. Mieszkacie razem? Znaczy się gdzie teraz mieszkasz? Jeżeli mieszkaliście razem (bo to już czas przeszły) to weź stamtąd swoje rzeczy, wyprowadź się i zacznij żyć. Wiem, że łatwo się mówi, ale sama przeżyłam poważne rozstanie (żyć nie chciałam, wyglądałam jak żywy trup) i można to przeżyć. Na cholerę ci takie niedojrzały facet? Nie chciał się żenić, odwołał ślub, ale na Boga niech weźmie za siebie odpowiedzialność. Bez jaj. Nie rozważałbym próby posklejania związku, bo ani z niego materiał na partnera, ani na męża, ani na ojca skoro ucieka jak tchórz.

                                                    Przepraszam, możesz być na mnie zła, bo go kochasz, a ja piszę o nim takie rzeczy..., ale szlag mnie trafia wiedząc, że ty cierpisz, a on skleja się do kupy i liczy się tylko z tym, co sam czuje, bo z tobą na pewno nie jak widać. Szkoda ciebie dla takiego faceta. Życzę ci żebyś trafiła na prawdziwego mężczyznę, który problemy potrafi rozwiązywać twarzą w twarz, rozmawiając, a nie uciekając.
                                                  • 27.05.11, 10:42
                                                    I dużo siły ci życzę, w tym tego żebyś nie dała się namówić na sklejanie związku, podniosła się po tym wszystkim, żeby życie wynagrodziło ci ten ból i rozczarowanie. Myślę o tobie często.
                                                  • 27.05.11, 12:15
                                                    dziekuje... nie jestem zła na Ciebie pewnie gdybym ja czytala o kims tez bym podobnie napisała.Nie mieszkalismy razem ale kazdy w swoim rodzinnym domu. Dziwne to wszystko nie wiadomo jak ten wyjazd zrozumiec... zastanawiam sie bo moze on na tym wyjezdzie ochlanal i zrozumial ze nie bylo powodu i doszly do niego konsekswencje a oprocz tego mysli ze jest u wszystkich skreslony i zobil sie kolejny problem jak tu wrocic...? jak spojrzec rodzicom w oczy rodzenstwu isc do parcy... jakby tak bylo to przy slabej psychice bedzie to krach...
                                                  • 27.05.11, 12:29
                                                    Piszesz znowu jak mama...
                                                    Jeśli on ma w jakikolwiek sposób rokować na przyszłość, jeśli CHCE
                                                    zmierzyć się z tym, co zrobił - zrobi to. Sam przyjdzie. Nie kastruj go, pls.


                                                    --
                                                    Nieważne ile przed nami zim
                                                  • 27.05.11, 12:34
                                                    przeciez ja go nie naciskam ani jego rodziny jesli o to chodzi
                                                  • 27.05.11, 12:43
                                                    Jak nie jak tak?

                                                    wink

                                                    Brak nacisku to w tej sytuacji wycofac się, niczego nie chcieć, nie spekulować czy upadł na głowę, nie szukać dla niego adresu dobrego psychiatry, nie leczyc go na siłę, nie pukać do drzwi rodziców, rodzeństwa, innych. ODPUŚCIĆ... Powtarzam się: nie uciekł bez wyjaśnienia. Obawiam się, że naciskami osiąga się NIC. Ok, Twoja sprawa wink

                                                    --
                                                    Nie oczekuję już/Od życia samych róż
                                                  • 27.05.11, 13:18
                                                    przeciez nie szukam kontaktu z nim ani z jego rodzina dopiero mialam zamiar jechac spokojnie porozmawiac... przeciez to o czym tu piszemy to rozwania midzy nami a nie stan faktyczny ja z jego rodzicami nie rozmawiałam ze 2 tygodni albo i lepiej wiec jaki tu nacisk na niego lub na nich gdybym latała po rodzinie pytała dzwoniła to tak, ale w tej syt to mozna powiedziec ze zero kontaktu i nacisku
                                                  • 27.05.11, 13:19
                                                    ja narazie czekam i rownoczesnie rozwaza co zrobic i czemu tak sie wydarzyło
                                                  • 27.05.11, 11:57
                                                    Tak, Kamyczek ma rację. Przemyślałam to jeszcze raz i doszłam do wniosku, że powinnaś już się odciać od tego, nie szukać i nie drążyć po rodzinie. Oni muszą wiedzieć co z nim jest bo inaczej na pewno by go szukali przez Policję czy Itakę - nie wierzę, że rodzice nie wiedzą i nie szukają. Kochana wiem, że to trudne ale naprawdę Ty jesteś ważniejsza w tej chwili, on zrobił jak zrobił i to naprawdę nie jest ważne dlaczego i co się dzieje w jego głowie. Podświadomie szukasz potwierdzenia, że to nie Twoja wina - nie musisz go szukać bo to NAPRAWDĘ nie Twoja wina. Zaakceptuj to, że go nie ma, poczuj i przeżyj żałobę po stracie, tak jakby jego jużnie było. Płacz, wyj i poczuj ten ból a może w końcu uda Ci się zaakceptować to, że on odszedł bo odszedł. Nieważne czy na zawsze czy na chwilę, nieważne co będzie potem. Ważne to co jest teraz. Musisz zacząć normalnie żyć i funkcjonować. Nie możesz tkwić w zawieszeniu i wiecznie czekać bo to prowadzi do obłędu.
                                                    --
                                                    Apetyt mam wielki - zjadam i przestawiam literki.
                                                    Mały Maciek i Wielcy Czarodzieje
                                                  • 27.05.11, 12:24
                                                    wiem ze nie moja coraz bardziej wychodzi ze ma problem ze soba niestety nawet problem nie tkwił w nas tylko w nim. Wrociłam do zycia pracuje czasem spotkam sie ze znajomymi lepiej spie jem zyje, ale nie moge jednak uwolnic sie od mysli. Wiem, ze jego rodzice wiedza gdzie jest a bynajmniej wiedza ze jest w bezpiecznych rekach. Najpierw byl bol ateraz jest i zlosc coraz bardziej klne to wszystko ale jeszcze nie potrafie zapomniec... dzis pewnie bede rozmawiala z jego rodzenstwem.
                                                  • 30.05.11, 11:43
                                                    > Przemyślałam to jeszcze raz i doszłam do wniosku, że po
                                                    > winnaś już się odciać od tego, nie szukać i nie drążyć po rodzinie.

                                                    W ogóle Was nie rozumiem. I pisać aż mi się nie chce.

                                                    Współczuję Ci, podziwiam, bo można zwariować w takiej sytuacji.
                                                    To jego rodzina powinna sama "zaopiekować się" Tobą w pewien sposób.
                                                    Trzymaj się, dużo sił życzę.
                                                  • 27.05.11, 10:42
                                                    Im bardziej gonisz, tym bardziej uciekają... - tyle wiem od Mamy.

                                                    --
                                                    W ogrodzie naszym/Gałęzie drżą
                                                  • 30.05.11, 11:06
                                                    wiem od kogos z jego rodziny ze wroci wkrotce czyli chcyba w ciagu najblizszych dni jak mniemam, jakos wcale nie wyciagalam kiedy dokladnie... mysle ze jest to kwestia tygodnia minie juz wtedy miesiac... a przypomnialam tez sobie jak jego siostra powiedziała na poczatku tej syt dajcie sobie z miesiac czasu... wiec mozna sie spodziewac ze jakos teraz wroci zreszta tak czuje. Nie chciałam tak naciskac wypytywac rozmawiałysmy długo o wszystkim ona tez mi opowiadala o swoich problemach wiec taka forma rozmowy dala mi do zrozumienia ze ma do mnie zaufanie dobre nastawienie wiec i pewnie on nic zlego na mnie nie nagadał. a tez nie bylo sensu robic z niej jakiegos posrednika i mowic zeby jak on wroci powiedziała mu jakie mam do niego nastawienie np bo poprosiła mnie zeby nasz kontakt pozostal w tajemnicy i przed nim i przed rodzicami dzwine to ale powiedziala ze boi sie jego ze bedzie mial pretensje do niej ze sie wtraca albo cos powiedziała... ok nikomu nie bede mowic o tym, ale cala rodzina wychodzi ze jakas lekliwa jest. Jesli juz mialabym dawac komus znak ze go jeszcze nie skreslilam to jedynie jego rodzicom. A CO DO ROZMOWY bardzo mi pomogła jakos lepiej sie poczułam w tym wszystkim
                                                  • 30.05.11, 12:01
                                                    Czyli za kilka dni max sytuacja się wyjaśni. Dowiesz się na czym stoisz, czy jest sens sklejać związek, czy raczej odpuścić i na nowo próbować układać swoje życie. W każdym razie oba wyjść będą ciężkie. Dla mnie sklejanie = totalny brak zaufania, możliwości liczenia na niego w trudnych sytuacjach, bo gdy się taka nadarzy to zwieje bo nie będzie potrafił sobie z tym poradzić. Zerwanie = ciężko ułożyć sobie życie na nowo...przynajmniej początkowo, zakreślić wszystko grubą linią o zacząć w zasadzie od nowa.
                                                  • 30.05.11, 13:32
                                                    mam nadzieje, ze uda nam sie spotkać i wiem ze bedzie to bardzo ciezkie.... bo tak jak piszesz oba rozwiazania sa trudne. Choc obstawiam jeszcze syt w ktorej on po powrocie nie bedzie na tyle silny by sie do mnie odezwac bynajmnie od razu... wiec ja bylabym str ktora zainicjuje spotkanie lub znow wyjdzie ze trzeba czekac az on sie ogarnie i odezwie....
    • 06.06.11, 23:20
      Nie,to nie choroba.Objaw silnego charakteru i zdrowia psychicznego.Jeśli ktoś ma poważne wątpliwości,lepiej żeby nie brał ślubu.

      Facet bije się z myślami,a intuicja i instynkt podpowiada nam lepsze rozwiązania niż poczucie etykiety.

      Jeśli ktoś czegoś nie chce zrobić i waha się to nie chce tego w ogóle.

      Pisze oczywiście o czymś takich jak ślub,czy poważny związek ścisły.Tylko o takie sytuacje mi chodzi.
      • 06.06.11, 23:33
        a ja tak zapytam - ile ten facet ma lat? bo z opisu to zachowal sie jak jakies niedojrzale dziecko, tak z gora 20letni chlopak. Nie wiem ile macie lat, ale przemysl sobie lepiej czy z kims takim wlasnie chcesz sie zwiazac, zalozyc rodzine i planowac wspolna przyszlosc.
        Ja bym dala sobie spokoj, spotkasz kogos dojrzalszego i mniej egoistycznego. Ten facet z tego co napisalas to jakis skonczony egocentryczny skupiony glownie na sobie egoista, nie wyborazam sobie zyc z kims takim, i polegac na nim, przeciez cale zycie i wszystko bedzie sie krecilo wokol niego, bo on sie czuje najwazniejszy a ty bedziesz go przepraszac za to ze masz czelnosc sie martwic, miec wlasne uczucia i ze jest ci przykro, hehe, no ale to twoj wybor i twoje zycie. Ja bym dala noge, a juz na pewno zadnego slubu, obserwacja co najmniej z 2 letnia- czy facet znowu nie pojdzie w sina dal jesli przerosnie go sytuacja.
        I tak dodam od siebie- ze gdyby to mnie sie zdarzylo, nawet jakby przyszedl na kolanach i blagal o poworot to nie byloby takiej mozliwosci, ja bym sie po prostu bala.
        --
        I don't know who invented high heels, but all women owe him a lot.
        Marilyn Monroe
        • 06.06.11, 23:52
          Wiek nie gra tutaj żadnej roli.Widocznie coś znacznie wcześniej nie było tak jak trzeba.
        • 07.06.11, 01:40
          > Ja bym dala sobie spokoj, spotkasz kogos dojrzalszego i mniej egoistycznego.

          oho, mamy jasnowidza.
      • 07.06.11, 12:24
        niceflower? to Twoje projekcje?
        wątpliwości są ludzkie, są watpliwościami, to stanie pomiędzy TAK i NIE.
        pierzesz jakąś własna sytuację na forum?

        --
        Nieważne ile przed nami zim
    • 07.06.11, 02:30
      Dla mnie sprawa jest oczywista i nie ma żadnych głębi. Jeśli facet (czy kobieta) się przed ślubem waha nad sensem tego ślubu, to niezależnie od powodu tego wahania wiadomo że na 100% ślubu nie powinno być!
      Jak ktoś już przed ślubem się waha, to po ślubie będzie jeszcze gorzej. A łatwiej, taniej i mniej emocjonalnie dewastujące jest odwołać ślub, niż potem przechodzić przez katastrofę nieuchronnego rozwodu. Katastrofę zarówno emocjonalną jak i materialną.
      Zerwanie przed ślubem będzie Cię bolało może przez miesiać albo dwa. Rozwód nie przejdzie Ci nigdy.
      Tak więc jak się facet zastanawia to wiadomo że ślub na 100% trzeba odwołać. Na 100%.
      A potem, po zerwaniu, jak chcesz to się zastanawiaj nad tym co poszło źle. Może coś w Tobie, może coś w nim, może coś w Was obojgu, a może w nikim tylko po prostu zła chemia. Tak dla własnej psychoanalizy możesz sobie nad tym pomedytować. Może to Ci pomoże, a może nie. Ale zasada - nie zastanawiaj się nad tym dłużej niż przez jeden dzień!
      A potem idź dalej!




      --
      Żadne żywe stworzenie nie zostało zranione podczas pisania tego tekstu.
      • 07.06.11, 02:35
        Jeszcze jedno - widziałem tutaj wpis że znamy tylko relację jednej strony, itd.
        Nie ma to znaczenia! Nawet jeśli wina jest w 100% po Twojej stronie, to sam fakt że facet się waha, a ma do tego prawo, jest automatyczną dyskwalifiacją ślubu.

        --
        Żadne żywe stworzenie nie zostało zranione podczas pisania tego tekstu.
      • 07.06.11, 14:34
        swiatlo napisał:

        > Zerwanie przed ślubem będzie Cię bolało może przez miesiać albo dwa.

        oho, nie sądziłam, że są tacy optymiści.
        I oczywiście zastanawiam się, skąd wiedzą, ile czasu coś kogoś innego będzie bolało.
        Ale, jak obserwuję życie, inni wiedzą lepiej od nas. Wszystko lub prawie.
    • 07.06.11, 05:33
      polowa malzenstw sie rozchodzi kiedys, wiec mogl miec racje
    • 07.06.11, 09:01
      jest upał. zlasował się mózg i dostał pierdolca. zostaw tego przygłupa.
      • 07.06.11, 10:34
        Autorko wątku, współczuję ci sytuacji w której się znalazłaś, ale bardzo cię proszę, daj sobie spokój z tym facetem. Non stop analizujesz sytuację i to jest normalne, ale prawda jest taka, że ten facet uciekł (!) i od ponad miesiąca nie ma ochoty albo nie potrafi nawet spotkać się z Tobą żeby cokolwiek wyjaśnić!!! A ty cały czas szukasz wyjaśnień (to normalne w tej sytuacji) ale przy tym go wybielasz, bierzesz w obronę, usprawiedliwiasz, sobie przypisujesz winę.

        Pogódź się z faktem, że facet się po prostu rozmyślił. Każdy ma do tego prawo: ślub w zamyśle jest decyzją na całe życie. Tak się czasem zdarza, ale wg mnie jego zachowanie PO odwołaniu ślubu go dyskwalifikuje! On jest dziecinny, niedojrzały, egocentryczny. Tchórzliwy. Przewrażliwiony na swoim punkcie. Sorry, ale te zarzuty o to, że zwierzyłaś się jakiejś koleżance są śmieszne. Czy to oznacza, że jak będziesz miała problemy z facetem lub inne to nawet nie możesz się z tego nikomu zwierzyć, bo chłopak się boi co ludzie o nim pomyślą?! To jakaś paranoja!
        Z kimś takim chciałabyś dalej układać sobie życie (zakładając, że byłoby to jeszcze w ogóle możliwe)? Naprawdę rozumiem, że ktoś się rozmyślił przed ślubem, przykre to ale tak czasem bywa, ale nie w ten sposób! To całe chowanie się jest groteskowe. Myślę że choć na jedną szczerą rozmowę facet powinien umieć się zdobyć, to się dziewczynie normalnie należy.
        Pomyśl jeszcze o innym aspekcie: małżeństwo to duże wyzwanie, są lepsze i gorsze chwile. Trzeba umieć w nich wytrwać i wzajemnie się wspierać. Razem przezwyciężać trudności. No i naważniejsze: do tanga trzeba dwojga.

        Przypomniałam sobie jak kiedyś uganiałam się za facetem, który trochę mnie zwodził, ale na końcu olał. Rozpaczliwie szukałam kontaktu, zwracałam na siebie uwagę. Facet wręcz zraził się do mnie. I wtedy mój serdeczny kolega mi powiedział: jak facetowi zależy na kobiecie, to zrobi wszystko, żeby z nią być. I to mnie całkowicie otrzeźwiło. Wycofałam się i nabrałam dystansu, ale do dziś żałuję tego . Teraz jestem szcześliwą mężatką i też pamiętam taką sytuację jeszcze z początku związku (przed zaręczynami) kiedy on w pewnym momencie zaczął trochę mniej angażować się a ja zaczęłam panikować. Ale przypomniałam sobie - nic na siłę! - i odpuściłam . I on wtedy zaczął bardziej zabiegać o mnie, starać się, sytuacja zmieniła się o 180 stopni. I tak jest do dziśsmile

        Spróbuj pogodzić się z myślą, że to koniec. Pomyśl o sobie, zacznij żyć normalnie. To jedyna rozsądna rzecz, jaką możesz zrobić. Nawet jeśli "pisane" jest wam jeszcze być razem - odpuść sobie. Przestań chcieć faceta prowadzić za rączkę, wszystko mu ułatwiać (bo on taki biedny i wrażliwy)- niech on do cholery będzie facetem!
        • 07.06.11, 15:21
          Podpisuję się pod postem Anek80 obiema rękami..lady, rozmyślić się można ale jego zachowanie PO odwołaniu ślubu jest niedojrzałe, nieracjonalne i, co najważniejsze, nie bierze pod uwagę w najmniejszym stopniu Twoich uczuć. Należy Ci się rozmowa i koniec. Nie uganiaj się za nim, nie próbuj zrozumieć ani nie usprawiedliwiaj go. Rozmyślić się zawsze można, uciec nawet ale w końcu trzeba przeprowadzić tę przykrą rozmowę. Szacunek dla drugiej strony tego wymaga. On natomiast zachował się jak dzieciak i to z bardzo zachwianym poczuciem własnej wartości. Nie wiąż swej przyszłości z nim, zapomnij jak najszybciej i nigdy nie wracaj. Może w każdej chwili zrobić Ci taki numer.
          • 07.06.11, 15:41
            Podpisuję się rękami i nogami.
    • 07.06.11, 10:55
      jeśli ktoś ma wątpliwości, to faktycznie bez sensu jest brać ślub.

      niestety większość ludzi bierze ślub nie dla siebie, a dla szpanu, dla rodziny, bo tak wypada, zastaw się a postaw się, z nudów i miernoty codziennego życia (jak ktoś traktuje ślub jako najpiękniejsze przeżycie w życiu, to znaczy - że ma bardzo nudne życie)

      zapewne koleś był do ślubu urabiany przez wszystkich - przez nachalną rodzinę, narzeczoną, znajomych, etc.
      chwilowo uległ ślubnej propagandzie, ale potem odreagował nagle narzuconą decyzję, do której nie był przekonany.
      a emocje - zapewne mu głupio z powodu własnej słabości i całego zamieszania, jako silny charakter - pewnie najbardziej zły jest na siebie, ale przy okazji obrywa się otoczeniu.

      ślub to jest dość poważna decyzja, ale rzadko kto podchodzi do niej poważnie - gdyby tak wszyscy podchodzili mielibyśmy 10 razy mniej ślubów niż jest.
      • 07.06.11, 11:32
        nikt go do slubu nie namawial !
        bylismy ze soba dlugo a zareczyny byly jego inicjatywa a to ze slub miał byc jak najwczesniej /rok/ tez było jego pomysłem !
        angazował sie bardzo w organizacje i mysle ze oboje przesadzilismy niestety za bardzo sie staralismy brzmi glupio ale taki jest fakt nie bylo marginesu... za bardzo wszystkim sie przejmowalismy doszedł stres przedslubny presja czasu jakis lek ktory jest u wszystkich z tym ze ludzie roznie radza sobie z takimi syt on sobie nie poradził to wszystko wybuchło i poszły konie po betonie... niestety tak naprawde nie bylo powodu do odwołania slubu bo te przyczyny sa blahe ale coz sam ze soba sie zapetlił ja nie chce go usprawiedliwiwac ale znam go b dobrze i z perspektywy czasu pewne mysli tez mi przyszły. Jest to wszystko tym bardziej smutne ale prawda jest raczej taka. Wrocił do domu w zeszłym tyg wlaczył tel w weekend dostałam smsa z sieci ale nie mielismy kontaktu. Czuje ze on planuje sie do mnie odezwac z tym ze nie teraz z pewnoscia, ale ja czekac nie chce powinien byc gotow na rozmowe i taka rozmowe planuje z nim przeprowadzic w tym tygodniu. Nie bede bawic sie w sidzenie i czekanie na tel bo ja uwazam ze to on powienien sie odezwac on uwaza ze odwrotnie itd i tak mozna czekac do usranej smierci. Musze zrobic cos dla siebie a taka rozmowa bedzie jakims rozwiazaniem Mam tylko nadzieje ze bedziemy mogli porozmawiac w spokoju bo jak znow beda krzyki i emocje wsiadam w samochod i jade do domu. nIE MOZNA dłuzej siedziec kazdy u siebie i snuc domysłów
        • 07.06.11, 11:53
          Lady nie produkuj się wobec jakichś ludzi, którzy wpadli na to forum, by - jak kilku - pokazać, że są chamami.

          Kurne, to jest normalne, że - jeśli Ty chcesz!! - porozmawiacie.

          I przydałby się - dobry!! - psychoterapeuta. Dla Was obojga.
          Pozdrawiam.

        • 07.06.11, 12:38
          Lady_1, dobrze że próbujesz jakoś racjonalnie rozwiązać te sytuację, ale to rozmyślanie w kółko "co on sobie wtedy myślał" i usprawiedliwianie faceta nie ma sensu. Tak naprawdę to nie wiesz, co on sobie myślał, bo nie raczył ci tego wytłumaczyć. Dobrze byłoby porozmawiać na spokojnie, ale jesli facet jest skryty to może ci tego nigdy nie powiedzieć...
          Uważam też że cały czas go idealizujesz i usprawiedliwiasz, piszesz: było stres, "lęk który jest u wszystkich", "nie poradził sobie". Organizacja ślubu może być stresująca (terminy, wiele spraw do załatwienia), ale bez przesady. Nie jest też prawdą, że każdy odczuwa lęk! Ja go nie czułam, byłam szczęśliwa i do ślubu szłam z uśmiechem na ustach (choć stresowały mnie pewne kwestie organizacyjne). Czułam, że to dobra decyzja, nie miałam wątpliwości. Skoro twój narzeczony sobie nie potrafił poradzić w tej sytuacji, to może dobrze że zrezygnował teraz - pomyśl też o tym w ten sposób. Widocznie naprawdę go to przerosło albo rozmyślił się co do ślubu. W tym kontekście nie możesz zaklinać rzeczywistości i twierdzić, że "nie było powodu do odwołania ślubu, to były błahe przyczyny". To przykre, ale takie są FAKTY.
          Kiedy opisujesz narzeczonego po odwołaniu ślubu (to jego tajemniczne zniknięcie), to włącza mi się sygnał alaramowy i tobie też powinien! Oczami wyobraźni widzę młodego, niedojrzałego i egocentrycznego mężczyznę. A o niedojrzałości nie swiadczy to, że się rozmyślił, ale to jego uciekanie, chowanie się, nieodzywanie. Naprawdę chcesz mieć takiego męża?
          • 07.06.11, 12:51
            nie usprawiedliwiam go tylko pisze jak to widze. Mozna ot tak sie rozmyslić? odkochac w kilka dni czy tygodni? zawsze stawiał czoła problemom byl obok pomagał a tu...mi nigdy nie przedstawił sie w takiej odsłonie. Był z kuzynem ksiedzem gdzies 3 tyg i wrocił w zeszłym tygodniu nie wiem co ten czas mu zrobił w głowie...
            • 07.06.11, 13:25
              Zrobisz oczywiście jak uważasz. Ale ja uważam że cały czas usprawiedliwiasz go a siebie pewnie obwiniasz, nawet teraz piszesz: "był z kuzynem księdzem... nie wiem co ten czas mu zrobił w głowie" - tak jakby to wszystko toczyło się poza nim, bez udziału jego woli i świadomości. Tak to widzę okiem osoby postronnej. I piszę to z życzliwości, żebyś spróbowała nabrać dystansu i tak nie cierpiała. Porozmawiać oczywiście zawsze warto, na spokojnie. Ale przestrzegam cię przed hurraoptymizmem typu: porozmawiamy i wszystko się wyjaśni i będzie pięknie. Nie dowierzasz, że można się odkochać albo nagle rozmyślić co do ślubu? No przecież fakty pokazują ci naocznie, że można się rozmyślić. I wcale nie oznacza to, że on nie czuje już nic do ciebie, ale że jest w nim jakaś bariera i nie chce w to brnąć. Przecież powiedział ci o tym, a ty cały czas to bagatelizujesz, jakbyś nie chciała w to uwierzyć. Może problem tkwi (w nim) głębiej i nic na to nie poradzisz. Naprawdę chcesz się bawić w jego opiekunkę, psychoterapeutkę, matkować mu?

              Pamiętaj, że małżeństwo to nie tylko uczucie. Bardzo ważna jest emocjonalna i społeczna dojrzałość partnerów i najzwyczajniej w świecie zdrowy rozsądek. Bez tego nie widzę szans powodzenia.
              • 07.06.11, 15:34
                No tak.. chlopiec spędził 3 tyg na rekolekcjach z kuzynem i co teraz? Po tym co Ty przeżyłaś nie wiedząc gdzie jest, co robi, czy żyje? Czy jeszcze będziesz w stanie zaufać komuś takiemu? Ciągle go usprawiedliwiasz i szykujesz mu sama wymówki, ewidentnie gotowa renegocjować ten cały chory układ. Masz do czynienia albo z kimś kto jest kompletnie niedojrzały i emocjonalnie chory/rozchwiany albo kompletnie egoistyczny i zupełnie nie liczy się z Tobą. BO SIĘ NIE LICZY! Gdyby musiał nawet uciec z jakiegoś powodu (odwołał, miał załamanie etc) to jednak nie trwa to 3-4 tygodnie i daje się znac przez kogoś (rodzinę) "jestem w bezpiecznym miejscu, musze to sobie przemyśleć, porozmawiamy później". Najgorsze co kobieta może zrobić to zacząć usprawiedliwiać faceta, wymyślać wymówki na złe traktowanie -- jak zaczynasz to robić to znaczy, że jemu na Tobie nie zależy.
                Taka jest smutna prawda.Facet, któremu zależy na kobiecie nigdy jej nie zostawi w niezręcznej sytuacji, nie upokorzy, zawsze znajdzie czas by zadzwonic, sms czy spotkac się. I nie pryśnie na 3 tyg po zostawieniu jej przed ołtarzem bez słowa.
                • 07.06.11, 15:49
                  nie chciałam zeby moje wpisy byly rozumiane ze go usprawiedliwiam poprostu pisze jaki jest moj punk widzenia. wIEM ZE BRAWA MU SIE NIE NALEZA DLIKATNIE UJMując wiem ze zrobił niedojrzale co najmniej. Tylko dzwiwi mnie czemu jak wiem jak wszystko miedzy nami wygladało i jakim byl czlowiekiem wczesniej ... jak nie chce go usprawiedliwiac bo nie mozna niczym tego zrobic no ewentualnie jakbym go zdradziła... dla swojego swietego spokoju i stanu psychicznego musze wiedziec co sie tak naprawde stało ze byla taka decyzja. Wiedziałam od jego mamy ze jest w bezpiecznym m-cu a gdzie i z kim dowiedziałam sie od jego rodzenstwa z tym, ze wczesniej sama sie domysliłam. Zgodze sie ze on powinien przed wyjazdem zrobic takjakpiszesz czy w czasie powinna zrobic to jego rodzina, ale tak sie nie stało niestety....
        • 07.06.11, 13:51
          > Nie bede bawic sie w sidzenie i czekanie na tel bo ja uwazam ze to on p
          > owienien sie odezwac on uwaza ze odwrotnie itd

          Dobre. Jak tak dalej pójdzie, to wmówi tobie odpowiedzialność za odwołanie ślubu. Szkoda słów. uncertain Ja przygotowywałabym się do myśli - zerwanie i odejście w cholerę.
        • 07.06.11, 15:41
          Wrocił do domu w zeszłym tyg wlaczył te
          > l w weekend dostałam smsa z sieci ale nie mielismy kontaktu. Czuje ze on planuj
          > e sie do mnie odezwac z tym ze nie teraz z pewnoscia, ale ja czekac nie chce po
          > winien byc gotow na rozmowe i taka rozmowe planuje z nim przeprowadzic w tym ty
          > godniu. Nie bede bawic sie w sidzenie i czekanie na tel bo ja uwazam ze to on p
          > owienien sie odezwac on uwaza ze odwrotnie itd i tak mozna czekac do usranej sm
          > ierci.

          Jezus Maria! Ten skur.. nawet się nie odezwał? A teraz rozważasz czy nie zadzwonić? A czego się dziewczyno po tej rozmowie spodziewasz? Że coś Ci wyjaśni? Że przeżyjecie jakiś catharsis? Jak to powiedział jeden chłopak .. w momencie jak facet spada bez śladu.. "no answer is your answer".. zachowaj chociaż własną dumę bo na tej rozmowie dobrze nie wyjdziesz. Ten facet to kompletny mięczak bez charakteru. Powtarzaj to sobie dokąd się nie odkochasz. Szkoda Twojego czasu.
          • 07.06.11, 15:55
            hmmm pewnie masz racje, ale brakuje mi takiej kropki nad i... zebym mogla na nowo zaczac zyc a z taka syt pogmatwana i niewyjasniona bedzie trudno... rozmawiałm po jego powrocie z kims z jego rodziny i uslyszlam ze rozmowa jest nam potrzebna a nawet konieczna i juz od nas zalezy kto do kogo sie odezwie pierwszy... powtarzane kilka razy... nie wiem czy dobrze to odczytałam ale tak jakby ktos mi sugerował ze ja mam to zrobic, jesli tak tez nie wiem czemu..........
            • 07.06.11, 16:58
              Mam wrażenie że cała rodzina włącznie z Tobą postanowiła roztoczyć nad nim parasol ochronny i wyręczać w ważnych życiowych momentach, a przepraszam - czy on jest małym dzieckiem, za przeproszeniem języka nie ma w gębie, nie stać go nawet na rozmowę? Poza tym czemu cały czas wmawiasz sobie, że on chce tej rozmowy? Powiedział ci o tym, wysłał choć smsa? Bo dla mnie tak długie nieodzywanie się wkazuje na coś dokładnie odwrotnego.
              Naprawdę rozumiem, że chciałabyś z nim porozmawiać żeby sobie to poukładać. Tylko obawiam się, że w gruncie rzeczy masz nadzieję, że wszystko sobie wyjaśnienie, padniecie sobie w ramiona i wszystko będzie cacy jak gdyby nic się nie stało - jak w telenoweli brazylijskiej. Że będziesz przymowała za dobrą monetę wszystkie jego wymówki, pretensje itp., co więcej powiesz że to wszystko twoja wina, bo za bardzo zaangażowałaś się w organizację ślubu itp., wspaniałomyślnie mu wybaczysz byle tylko chciał się żenić.
              Może on nie ma już nic do dodania w kwestii przyczyn rozstania, w końcu podał ci powody. Może się boi, że będziesz go nakłaniać do powrotu i małżeństwa, przekonywać "że nic przecież się nie stało", "wszystko jeszcze da się naprawić a w ogóle to wszystko moja wina".
              Dlaczego nie chcesz przyjąć do wiadomości jego wcześniejszych wyjaśnień? Powiedział ci, że to GO przerosło. Pogódź się z faktem, że jednak nie chce tego ślubu albo ma problemy sam ze sobą, których ty nie rozwiążesz. I idź dalej. Problemem nie jest to, że nie odbyliście kolejnej rozmowy - choć to przykre i bardzo źle o nim świadczy, ale to, że ty nie chcesz się pogodzić z faktem że on się rozmyślił czy po prostu odszedł. Podejrzewam, że w głębi siebie uważasz to za chwilowy wybryk, a ty oczywiście wspaniałomyślnie wszystko sama zorganizujesz - najpierw rozmowę a potem ślub - bo jego to przerasta.
              Ale on jest albo niedojrzały albo totalnie rozchwiany emocjonalnie albo bardzo egoistyczny. Naprawdę tego nie dostrzegasz? Piszesz, że wcześniej taki nie był. Być może to jest ten pierwszy raz, kiedy pokazał inne swoje oblicze. Je też musisz wziąć pod uwagę, ale wzbraniasz się przed tym.
              Czy on przez te 3 tygodnie pomyśłal o tobie, jak się czujesz, czy się martwisz o niego? Mógł chociaż wysłać krótkiego smsa: muszę wszystko przemyśleć, nie martw się o mnie, porozmawiamy jak wrócę. Ale nawet na to go nie stać. A ty nawina, ciągle bierzesz go w obronę i wszystko co złe obracasz w dobrą monetę. Zrozum, że on przynajmniej teraz nie nadaje się do zawierania małżeństwa. Sam ci o tym powiedział (że go to przerasta). No ale ty wolisz tego nie słyszeć...

              Nie ma w gruncie rzeczy nic złego w tym, że chcesz się z nim spotkać, nawet jeśli będzie to twoja inicjatywa. Ale dobrze by było żebyś w końcu pomyślała: jestem wściekła na niego, jest mi przykro, jego ukrywanie się i nieodzywanie jest dziecinne i nie w porządku. A ty piszesz po prostu, jakby to było normalne zachowanie faceta: wrócił tydzień temu... jeszcze nie zadzwonił... czuję że on chce porozmawiać (a na jakiej podstawie?!), to chyba ja powinnam się odezwać pierwsza. To i poprzednie wypowiedzi wskazuje wyraźnie, że:
              - cały czas go usprawiedliwiasz
              - siebie za wszystko obwiniasz
              - jesteś skłonna mu wszystko wybaczyć i jeszcze to wybaczanie ułatwić
              - on ma pewnie jakieś problemy i stąd to wszystko, ale ty mu pomożesz je przezwyciężyć i wszystko będzie jak dawniej
              - w gruncie rzeczy nic takiego się nie stało, przecież każdy może się załamać...

              • 07.06.11, 19:41
                ja nie chciałabym brac slubu z nim w najblizszym czasie zakladajac ze sie pogodzimy
                nie wmawiam ze on chce rozmowy ja jej chce on albo nie chce albo sie boi/wstydzi nie wiem
                nie mam zamaiaru najmniejszego brac winy na siebie
                wiele razy pislam o mojej ocenie jego zachowania ze niedojrzaly rozchcwiany itp nigdy nie nap ani nie dalam do zrozumienia ze jest to normalne zachowanie faceta na litosc boska...
            • 07.06.11, 18:23
              mielady_1 napisała:

              > hmmm pewnie masz racje, ale brakuje mi takiej kropki nad i... zebym mogla na n
              > owo zaczac zyc a z taka syt pogmatwana i niewyjasniona bedzie trudno... rozmawi
              > ałm po jego powrocie z kims z jego rodziny i uslyszlam ze rozmowa jest nam potr
              > zebna a nawet konieczna i juz od nas zalezy kto do kogo sie odezwie pierwszy...
              > powtarzane kilka razy... nie wiem czy dobrze to odczytałam ale tak jakby ktos
              > mi sugerował ze ja mam to zrobic, jesli tak tez nie wiem czemu..........
              rozumiem doskonale dlaczego potrzeba Ci rozmowy - jest to naturalne w takiej sytuacji, chcesz jakiegoś wyjaśnienia i zwykłego kontaktu bo najgorzej zostac tak w zawieszeniu, odcięciu od drogiej osoby. Wiem bo sama byłam w podobnej sytuacji. I z doświadczenia powiem, że wymuszona rozmowa z mężczyzną nic nie da. On sam musi chciec rozmawiac. Dzieckiem nie jest, telefon Twój ma. Mam jednak wrażenie, że wolałby dac sobie żęby przednie wyrwac niż rozmawiac. On przecież wie, że u rodziny dowiadujesz się o niego, wie, że chcesz rozmawiac. Mimo to nie jest w stanie zrobic tego ruchu. A naprawdę, w tej sytuacji, Ty nie powinnas tego robic. Nie z powodu urażonej dumy tylko dlatego, że niczego nowego się nie dowiesz a możesz stracic panowanie nad sobą, rozpłakac się, prosic by wrócił, mówic, że go kochasz. Wszystko to, czego potem będziesz żałowac. Musisz myślec o sobie, swoim spokoju i zdrowiu psychicznym. Jesteś warta tego, by ktoś Cię kochał bezwarunkowo i niezależnie od tego czy jest w stresie czy nie. Odwołanie ślubu go nie dyskwalifikuje ale to co zrobił po tym jak najbardziej, IMO. Wykazał bowiem brak troski o Ciebie, brak szacunku i skrajny egoizm. Z takim mężem daleko nie zajedziesz.. pierwszy większy problem życiowy go "przerośnie".. i co wtedy?
              • 07.06.11, 19:54
                on nie wie ze mam kontakt z jego siostra ona chciala to utrzymac w tajemnicy przed nim i rodzicami bala sie ze on bedzie mial pretensje ze sie wtraca takze nic wlasnie nie wie ze sie puyałam o niego i ze wiem pewne rzeczy. On jest przekonany ze z jego najblizsza rodzina nie mialam zadnego kontaktu. Co do reszty Twojej wypowiedzi zgadzam sie... nie wiem tylko co z ta rozmowa zrobic... wiesz czego boje sie w przyszłosci ? ze nie spotkam kogos takiego jak piszesz albo ze nie bede umiala komus zaufac....
                • 07.06.11, 21:03
                  Po tym co napisałaś ostatnio ciężko doradzić, facet wydaje się bardzo wrażliwy i chyba dumny, jak ty zainicjujesz rozmowę to może się zaciąć w sobie i nic z tego nie będzie. Ale ja rozumiem, że chcesz porozmawiać, a to czekanie cię męczy. Ja bym chyba rozważyła napisanie mu krótkiego smsa: czy chce się spotkać i porozmawiać na spokojnie.

                  A co do twojej ostatniej obawy: trudno ci w to teraz uwierzyć, ale jeszcze możesz zakochać się, ufać i być szczęśliwa. Wiele osób ma za sobą rozstania a potem udane związki, włącznie ze mną. Może nawet kiedyś stwierdzisz, że ktoś inny jest miłością twojego życia.

                  Cokolwiek postanowisz i jak by się sytuacja nie potoczyła, nie obwiniaj siebie. A gdyby udało wam się dojść do porozumienia to nie spieszcie się z decyzjami. Może szkoda że nie mieszkaliście razem przed ślubem, moglibyście lepiej poznać się i sprawdzić w codziennych problemach.
                  • 07.06.11, 22:42
                    jesli bede widziała ze nie jest gotów nie bede ciagnac rozmowy powiem mu ze porozmawiamy kiedy indziej co do smsa moze masz racje ale jak tak bedzie mi odp kilka razy ze nie jest gotów to szlak mnie trafi a tak moze byc o ile ten tel jest wlaczony
                    a milosc... to nie temat dla mnie jak narazie nie wyobrazam sobie od nowa tego wszystkiego budowac z kims innym tyle pracy... wiem ze nie chcialabym tradycyjnego wesela jesli bede miala takowa okazje nie bede chciała wole kameralny slub bez tej calej szopki
                • 07.06.11, 21:08
                  W tej sytuacji teraz to normalne, że nie wierzysz w to. Na razie wszystko jest zbyt świeże.Trzeba wstać, posklejać serce i iść dalej. Czas leczy rany. Banalne, ale taka jest prawda. A ja jestem pewna, że znajdziesz kogoś, dla kogo będziesz naprawdę ważna, kogoś kto będzie potrafił żyć. Na razie w to nie wierzysz...normalne. Jak to mówią tego kwiatu... wink
                  Ja tylko cię proszę o jedno, nie daj sobie wmówić, że ty ponosisz odpowiedzialność za jego decyzję. Boję się, że podczas waszej rozmowy on zrzuci winę na ciebie uncertain
                  • 07.06.11, 22:37
                    nie nie nie zadnej winy ja naprawde nie czuje sie winna, ja czuje ze bylam nieco za dobra... nie pozwole zeby za to co robilam dla tego zwiazku byc winna owszem on tez bardzo sie staral, ale problem nie jest w nas tylko w nim i to w jego charakterze a nie podejsciu do naszego zwiazku czy do mnie poprostu zawiłe cechy charakteru ktore polozyły wszystko
                    myslałm ze on jest miloscia mojego zycia i nic zlego nam sie juz nie stanie po tamtym rozstaniu a tu psikus zobaczymy jak zycie sie dalej potoczy oby dobrze
                    • 08.06.11, 00:01
                      Witaj lady ! Z uwaga przeczytałam Twój watek….. i niestety nie ma dla Ciebie dobrych wieści…. Sama jestem „ofiarą” takiego związku i takiego partnera ….pierwszy raz „uciekł” 2 dni po zaręczynach , drugi w dniu kiedy trzeba było zapłacić zaliczkę za sale weselną ….. Za pierwszym razem mówił ze za szybko wszystko się dzieje, itp. Za drugim ze go rozczarowałam i strącił zaufanie …… jednego dnia kocha nieprzytomnie, drugiego jestem mu całkowicie obojętna !!! udało się go namówić na wizytę u psychiatry …. Choroba afektywna dwubiegunowa . Osoby takie szybko się angażują emocjonalnie, najpierw idealizacja partnerów, a gdy osoba zbliży się do nich za bardzo dostrzegają, że nie jest idealna, wyszukują jej słabości, wady, po czym odwracają się od niej równie szybko jak się zaangażowali emocjonalnie z początku. Taki cykl ucieczek i skreślania ludzi z ich życia powtarza się bezustannie. Żadna relacja z nimi nie jest bezpieczna – wystarczy drobny błąd drugiej strony, a przestawiają się z jej idealizacji na dewaluację i skreślają ze swojego życia.
                      • 19.06.11, 08:53
                        virgopanno, nie obrażaj nas.
                        to, że trafiłaś na idiotę w dodatku chorego psychicznie, nie oznacza, że każdy z nas z tym rozpoznaniem tak manipuluje otoczeniem - tu prędzej obstawiałabym współistnienie zab. osobowości typu pogranicznego (borderline).

                        Chciałabym zauważyć, że tu - na forum - jest trochę ludzi w dobrych, szczęśliwych związkach partnerskich i małżeńskich, którzy miłość pojmują nie tylko jako "motylozę brzuszną", ale także (a może przede wszystkim) jako decyzję + odpowiedzialność.

                        Uogólnianie nas obraża.
                        --
                        Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
                  • 07.06.11, 22:49
                    Lady_1, przeczytałam kilka twoich pierwszych postów i niestety pewne niepokojące symptomy jednak występowały już wcześniej: on często nadmiernie denerwował się różnymi sprawami, wiele rzeczy brał do siebie (patrz dziadek). Piszesz że rozstaliście się przed zaręczynami na 3 miesiące, ale nic nie piszesz o powodach. Do tego decyzja o zaręczynach zapadła po kilku miesiącach znajomości. Nie mieszkaliście ze sobą, do tego 3 miesiące rozstania, to kiedy w ogóle zdążyliście się lepiej poznać? To wszystko wydarzyło się chyba za szybko (ślub). Myślę też że zaręczyny mogły być spontaniczne albo wywołane silnymi emocjami (po kłótni, rozstaniu?) i trochę na wyrost. Potem doszły przygotowania i wszystko zaczęło być coraz bardziej realne. A tydzień przed ślubem być może on po raz pierwszy zdał sobie sprawę z powagi tej sytuacji, że to ostateczna decyzja i że to już. Być może paradoksalnie dopiero wtedy przemyślał sobie głębiej swoją decyzję. W każdym bądź razie wydaje mi się, że znaliście się za krótko i zbyt powierzchownie, że to był ciągle etap takiego młodzieńczego zakochania/zauroczenia. Ten facet jest emocjonalną niewiadomą.
                    • 07.06.11, 23:35
                      8 lat to nie za mało
                      powody rozstania byly takie ze nie umielismy powiedziec szczerze czego nam brakuje i stad byly sprzeczki i nie bylo wczesniej zareczyn a brakowało nam kilku rzeczy, które mielismy po powrocie nawet podwojnie np czulosci z mojej strony. Zareczyny byly tak naprawde po 7 latach i po niemal 3 m-cach od naszego powrotu po tym roztsnaiu wiec nie za szybko a byly jego inicjatywa taksamo jak chciał zeby bylo wesele w tym roku jak najszybciej wiec wyszlo ze w maju bo chcielismy cieply m-c Nigdy nie bylo zdrady oszustw itp miedzy nami a jakis m-c przed ta klotnia o slub miewal czasem zachowania jak pisalam byc moze wtedy cos w nim nie grało mimo ze caly czas dbał okazywal uczucia ale mino wszystko przez 8 lat kochal i chcial a w kilkanascie dni przestał??? raczej nie tym bardziej ze podobno nie chodzi o kogos innego
                      • 08.06.11, 00:05
                        Zaburzenia osobowości to jest coś , z czego nie można sie samemu wyleczyć. To problem narastający latami, dotyczący charakteru danej osoby, a więc tego co ją ukształtowało.
                      • 08.06.11, 00:11
                        Moj partner po „powrocie” ( ostatnio trwało to 2 m-ce) nie chce rozmawiać o tym co zaszło …. zachowuje sie jak gdyby nic się nie stało …. Masakra….!!!!
                        • 08.06.11, 09:37
                          rozumiem ze wrociliscie do siebie i slub sie jednak odbył? przez caly zwiazek twoj parner tak sie zachowywał? zaciekawiło mnie to co napisałas...
                          • 08.06.11, 09:51
                            ale czy jest mozliwe ze iles lat zwiazku osoba zachowuje sie normalnie a nagle w kilka miesiecy czy tygodni nastepuje ta choroba? jak postepowac z taką osobą?
                            • 08.06.11, 11:55
                              Przestrzegam cię przed doszukiwaniem się na siłę oznak choroby u narzeczonego. Ja pisząc o niepokojących objawach miałam na myśli kwestie charakteru, wcześniejsze nieporozumienia i kłótnie itp. Odwołanie ślubu mogło być wynikiem nawarstwionych napięć i wątpliwości, które ostatecznie złożyły się na decyzję o rozstaniu. To mogła być przemyślana, racjonalnie podjęta decyza, do której każdy ma prawo. Znam wiele na pozór bardzo udanych wieloletnich związków, które rozpadały się po kilku latach, kiedy jedna ze stron zdała sobie sprawę, że nie chce się bardziej anagażować, zawierać ślubu itp. I wcale nie musi oznaczać to odkochania się z dnia na dzień, ale po prostu uświadomioną niechęć albo nieumiejętność głębszego angażowania się, podejmowania ostatecznych decyzji. I długość związku nie ma tu nic do rzeczy, bo czym innym jest młodzieńcza miłość i brak formalnych zobowiązań, a czym innym podjęcie decyzji o ślubie, który rodzi skutki prawne, w tym finansowe. Sama byłam w takim 6-letnim związku, gdzie zerwanie nastąpiło podczas zwykłej kłótni, ale jednocześnie ta mała kłótnia "przechyliła puchar goryczy". A uczucie między nami było bardzo silne, może nawet za bardzo. Nie o uczucie więc wyłącznie chodzi, ale i o dopasowanie charakterów, dojrzałość emocjonalną itp. W tym sensie twój narzeczony wyartykułował ci bardzo jasne powody rozstania: obawa, że wasze silne charaktery uniemożliwią wam zgodne życie ("ogień" między wami) oraz jego brak gotowości do podjęcia takiego zobowiązania. A dlaczego zerwał na tydzień przed ślubem? Może dopiero wtedy zrozumiał, że to naprawdę poważne zobowiązanie, że to już za chwilę, a on jednak nie jest na to jeszcze gotowy. Wcześniej mógł sobie tego nie uświadomić, bo tuż po zaręczynach ślub wydawał się odległy i jeszcze abstrakcyjny. A przygotowania do ślubu ujawniły te wątpliwości oraz być może zrodziły dalsze nieporozumienia czy konflikty między wami.
                              • 08.06.11, 12:01
                                ja juznie wiem co mam myslec naprawde. Jesli chodzi o konlikty przy organizacji nie bylo takichi nie stało sie nic tak duzego powaznego co by pomogło w takich watpliwosciach. Nie wiemjuz nic najlepszabdzie rozmowa bo mam dosc gdybanai
                                • 08.06.11, 12:25
                                  Wg mnie narzeczony podał ci jasne powody zerwania: nie jest gotowy na ślub oraz ma wątpliwości, czy tworzycie zgodny związek.

                                  W tym sensie nie jest ważne to, że ty uważasz inaczej, bo on tę sytuację postrzega właśnie tak, do czego ma prawo. Tobie trudno pogodzić się z tym wyjaśnieniem, zaakceptować jego odmienny punkt widzenia. Jak mantrę powtarzasz sobie, że skoro się oświadczył, to musiał być gotów na ślub i nie ma innej możliwości. Że nie było żadnych poważnych nieporozumień między wami. A z tego co piszesz to on jest bardzo wrażliwy na swoim punkcie, łatwo go urazić. To co dla ciebie jest ok, dla niego może być barierą nie do pokonania.

                                  Trochę nie rozumiem też twojego miotania się, chyba sama nie wiesz czego chcesz. Chcesz porozmawiać ale sama nie zadzwonisz a on może nie odezwać się jeszcze wieki czasu albo i nigdy. Podał ci powody rozstania, ale ty nie chesz ich zrozumieć i pogodzić się z nimi, chcesz dalej drążyć temat. Wspaniałomyślnie postanowiłaś poczekać na jego pierwszy krok żeby mu się nie narzucać a jednocześnie twierdzisz że ta rozmowa jest ci bardzo potrzebna, że bez tego nie zrobisz dalszego kroku. Może więc sama odkładasz tę rozmowę, którą mogłabyś już zainicjować i wszystko by się wyjaśniło, ale boisz się tego, co możesz usłyszeć? Albo masz nadzieję że wróci i czekasz... I trwasz w zawieszeniu.

                                  Cokolwiek zrobisz, zacznij myśleć bardziej o sobie a mniej przejmować się byłym narzeczonym.
                                  • 08.06.11, 12:39
                                    wydaje mi sie ze w ktoryms momencie nap tu ze nie bede czekac na pierwszy krok od niego bo mam dosc takiej zabawy i planuje w najblizszych dniach z nim porozmawiac mysle ze jutro najdalej w piatek. Nie przez tel nie sms w cztery oczy.Ja bylam swiadkiem jego zachowania przez te 3 dni wiec mam szerszy poglad na sprawe nie jest to takie oczywiste jakby sie komus wydawało po przeczytaniu w kilka min tego watku. I nie usprawiedliwiam go w tym momencie ja wiem o co chodzi to piszac. Znam tez jego wady postepowanie itd wiele razy tez pisałam ze boje sie tego spotkania
                                  • 08.06.11, 12:55
                                    Słuszny wywód.
                                    Ktoś kochający, wciąż, może nie chcieć pewnych rzeczy widzieć.

                                    --
                                    Nie oczekuję już/Od życia samych burz
                                    • 08.06.11, 20:55
                                      Część lady ! Ja wiem o czym piszesz co czujesz . Dla ludzi stojących obok to co mówisz jest trudne do zrozumienia . Ja sama długo nie mogłam w to uwierzyć co się mi przytrafiło a właściwie mojemu partnerowi
                                      .A mur po tamtej stronie jest nie do przebicia. Gdyby chodziło tylko o wycofanie się ze ślubu … no to może uwierzyłabym ze się po prostu rozmyślił … ale to ze uciekł i się nie odzywa do Ciebie to już objawy raczej tej choroby …. Tylko „oni” tak potrafią.
                                      PS w koncu to forum dla Czadowcow ….. niech on cos napiszą co się wtedy dzieje z takim człowiekiem ???
                                      • 08.06.11, 21:48
                                        Bez przesady,co się ma dziać? Ja nie waliłam głupa uciekając od narzeczonego,jak się miałam ochajtać to się ochajtałam. Co tchórzostwo ma wspólnego z chorobą? Przecież to jasne dla mnie, facet nie chciał się żenić, ale głupio mu było to wziął i zwiał. I co tylko "oni" tak potrafią? Jest tu jakiś chadowiec co zwiał sprzed ołtarza? Halo? . Lepiej pomyśleć że uciekł bo chory niż przyjąć że uciekł bo nie chciał.
                                        • 08.06.11, 22:06
                                          wiesz bierzesz to ogolnikowo wczesniej opisalam jego zachowania przy odwolywa iu tego slu bu to daje do myslenia i ten wyjazd po co jak ja mam go traktowac ? wyjechac to mozna na weekend ale nie niemal miesiac ...to tez o czyms swiadczy nie mowie ze od razu o chorobie ale o fakcie ze to bardzo przezyl to chyba tak bo jakby bylo inaczej poszedl by z kolega na wodke opil obgadal pierdnal i poszedl do pracy po kilku dniach a nie takie jazdy robic jeszce
                                          • 08.06.11, 22:14
                                            Lady, może jeszcze nie wszystko stracone... Ale i Ty masz sporo do przemyślenia: jeśli on tak reaguje na stres, to czy to wróży stabilizację i poczucie bezpieczeństwa w tym związku?

                                            tak czy tak, coś z nim nie do końca dobrze... moze kryzys życiowy, a moze faktycznie jakieś zaburzenie? jeśli sie kontaktujecie - uświadom mu to, jak przyjaciółka. Skoro Go kochasz, to porozmawiaj z nim.

                                            My tu nie postawimy diagnozy! To rola psychologa, czy nawet psychiatry!
                                            pozdrawiam i trzymaj się!
                                          • 08.06.11, 22:25
                                            Ja wiem jedno; jak facet nie chce to wszelkimi metodami się wywinie. Mówiąc wprost, albo znikając i robiąc akcje różnego rodzaju. A im bardziej gonisz, tym szybciej uciekają, tak jak ktoś tu słusznie zauważył. Ja wiem że ty chciałabyś usłyszeć, "tak on jest chory",ale nikt ci tu tego nie stwierdzi, bo niezrozumiałe zachowania nie są domeną tylko i wyłącznie chadowców. Ja męża mam zdrowego i też czasami jego zachowanie jest dla mnie całkiem niezrozumiałe. Jak chce coś zrobić to pójdzie i to zrobi pomimo mojej miłości do niego, i jak nie chce czegoś zrobić to tego nie zrobi,także pomimo mojej miłości do niego. Wielu mężczyzn myśli zupełnie innymi kategoriami niż kobieta i tak to już po prostu jest. To co było dla ciebie piękne,wspaniałe mogło dla niego nie być. Twój ślub który mógł być dla ciebie piękny i wspaniały, dla niego mógł oznaczać zupełnie co innego. Co, tego się nie dowiemy, bo on jeden wie najlepiej co go skłoniło do takiego zachowania.
                                            • 08.06.11, 23:05
                                              Pozwolę sobie jeszcze skoro się już wtrąciłam. Twój pierwszy post: "Moj narzeczony w sumie z dnia na dzien powiedzial ze mamy silne charaktery i boji sie tego ze bedziemy sie rozwodzic bo jest miedzy nami "ogien"... powtarzal ze cos go przeroslo".
                                              I to wszystko wyjaśnia.On miał po prostu wątpliwości. Potem przeprosił bo się wystraszy że cię skrzywdził, ale dalej miał wątpliwości, tak więc nie zrobił tego czego nie chciał zrobić. Nie ożenił się.To co wpierw powiedział już było pierwszym sygnałem alarmowym, którego w swej miłości nie dostrzegłaś. Ale ci powiem,lepiej że zrobił to co zrobił, bo to był ostatni dzwonek do wycofania się. O wiele gorzej gdyby miał cię zostawić po fakcie, i jeszcze nie daj bóg z dzieckiem na ręku, a tacy też bywają.
                                              • 08.06.11, 23:34
                                                szkoda ze przez 7 lat tego nie powiedzial tylko w przed dzien klotni i w dzien klotni... to nie wporzadku zreszta kto ma silny chcarakter to widac po tej syt a jesli on nieadekwatnie ocenial to sie przecenil wlasnie teraz my sie nie klocilismy my sie sprzeczalismy i to w sumie nie o tak wazne spr bylismy czasem nerwowi przy tym ale bez przesady normalne rzeczy a nie silne charaktery to jakbysmy sie szarpali mieli ciche dni co raz i nie wiem co jeszcze... on moze nie wie jak zycie wyglada jak sie ludzie kloca ale mimo to sa razem i szczesliwi bo klotnie zdarzdaja sie zawsze i mowie tu o normalnych a nie o b powaaznych szkoda ze przede mna nie mial dziewczyny na powaznie przytarla by mu nosa i zobaczylby co to szczescie nie mowie teraz bo pokolenie mlodych dziewczyn teraz szkoda slow...
                                                • 08.06.11, 23:48
                                                  Nie był nigdy w związku małżeńskim to nie wie,skąd ma wiedzieć... Ale uznał że to przekracza jego możliwości, bo każdy ma możliwości na swoją miarę. To że inni mogą,wcale nie oznacza że on też musiał.
                                                  >nie mial dziewczyny na powaznie przytarla by mu nosa

                                                  A za co mu przycierać nosa, za to że miał wątpliwości które go przerosły? Za to że w końcu ocenił sytuację całkiem trzeźwym okiem? Że dosyć późno, to późno, to przykre tak kogoś zostawiać na lodzie, ale pakować się w coś co z góry skazane na niepowodzenie, no bo jednak duże musiał miec wątpliwości skoro się wycofał, byłoby o wiele bardziej bez sensu. I jeszcze bardziej przykre byłoby.Im dalej człowiek brnie, tym bardziej tonie.
                                                  • 09.06.11, 00:40
                                                    Powtórzę się: obejrzyj Jasminum

                                                    --
                                                    Nie oczekuję już/Od życia samych burz
                                                  • 09.06.11, 09:19
                                                    na niepowodzenie... zyczyłabym kazdemu takiego zwiazku procz tej koncówki... wlasnie to mnie strasznie boli ze ludzie mysla ze przeciez musiał byc powazny powód piszesz musiał miec duze watpliwosci... ja o zadnym powodzie nie wiem a watpliwosci .... no coz podejrzewam ze dla niego zwyklesprzeczki oznaczaja koniec swiata tak jakby byl w utopii... i jak sie pojawiły dla niego to juz by oznaczało rozwód a sami wiecie ze to bledne myslenie ktos powiedział ze moze on nie jest realista ze bylo mu za dobrze nie mial porownan mysle ze o to chodzi
                                                  • 09.06.11, 17:04
                                                    Lady_1, ludzie mają taki mechanizm obronny, że w szczególności gdy zawiedzie najbliższa osoba to nie chcą przyjąc prawdy tylko trzymają się swoich wyobrażeń (partnera, związku, sytuacji). To w sumie zrozumiałe. Obruszyłaś się bo ktoś napisał że narzeczony uznał małżeństwo za skazane na niepowodzenie. Ja w sumie rozumiem że to cię boli, to normalne. Wierzę, że mogliście tworzyć w sumie udany związek i nikt nie próbuje ci wmówić, że były jakieś straszne awantury itp. Po prostu, próbuję ci wyjaśnić że ludzie mają różne odczucia co do tych samych zdarzeń, swoje racje. Że można tydzień przed odwołać ślub, że można się rozstać po wielu latach itp. Można mieć poważne wątpliwości - bo sama znam takie historie. Dla kogoś zwykła kłotnia nic nie znaczy a dla innej osoby to koniec świata.
                                                    Przestrzegam cię tylko przed szukaniem na siłę oznak choroby i trwania przy swoich własnych wyobrażeniach idealnego związku. Nie ma związków idealnych, a rozstanie przeczy jednak teorii że wszystko grało. A rozstanie jest faktem (poprzednie rozstanie też). Po prostu próbuję ci uzmysłowić, że odczucia i punkt widzenia twojego partnera mogły, miały prawo być i prawdopodobnie były inne od twoich. Myślę że główna przyczyna rozstania tkwi w nim, w jego lękach, osobowości a nie w tobie czy w związku. Ale to nie oznacza, że to nie są uzasadnione czy ważne powody do rozstania - z jego punktu widzenia jak najbardziej są. Nie bierz tego do siebie, to nie jest zarzut pod twoim adresem. Ty byłaś gotowa do ślubu a on jednak nie - ale ty nie chcesz się z tym pogodzić, cały czas to kwestionujesz. Mnie nie dziwi w sumie, ze facet wyjechał na trzy tygodnie - w końcu odwołał ślub na tydzien przed, miał o czym myśleć - a z tego co piszesz to typ wrażliwy a nie "wesołego prostego chłopaka". Nie dziwi też, że nie chce z tobą rozmawiać. Podejrzewam że poczucie winy jest bardzo duże i jest mu głupio. Mój były facet, z którym byłam 6,5 roku (z czego kilka lat wspólnego mieszkania) spotkany na ulicy udaje że mnie nie widzi, nie utrzymujemy żadnych kontaktów. Jeśli już nie ma wyjścia i musi się przywitać, to nie potrafi mi normalnie spojrzeć w oczy. Jest mi przykro z tego powodu, ale ja sobie tłumaczę że to jego problem a nie mój. Też sie kochaliśmy, byliśmy bardzo zżyci ze sobą. Nie było żadnych zdrad, nie wydarzył się żaden dramat - wśród przyjaciół i rodziny uchodzilismy za dobraną parę. Ale po kilku latach okazało się że on nie chce się dalej angażować, że chowa urazę za jakieś głupie sprzeczki sprzed lat itp. Że nasze systemy wartości i plany na przyszłość są różne... W gruncie rzeczy chodziło o brak pewnej dojrzałości po obu stronach. Mam też koleżankę która rok temu brała ślub, po 7 latach wydawałoby się udanego związku. Teraz jest po rozwodzie - mąż któregoś dnia oświadczył że zakochał się w koleżance z pracy i to z nią chce zakładać rodzinę. Dla wszytskich to był totalny szok i niedowierzanie.

                                                    Pisałaś że dziś albo jutro chcesz się spotkać - może warto nie zwlekać i przestać snuć domysły w nieskończoność...
                                                  • 13.06.11, 17:21
                                                    a wiec; w ost dniach mialam imieniny napisał mi zyczenia sms. Nie spodziewałam sie tego i na ten dzien miałam zaplanowaną wizytye u uniego z nastawieniem ze moge zaaz wracac bo pewnie zatzymał sie w mijscu wyjscia i znow bedzie afera ze nie ufa itd. Miałam pzygotowany piescionek i gotowa na wszystko pojechałam. Wczesniej mu nic nie odp na te zyczenia i nie upzedzałam o wizycie. W momencie gdy wchodziłam do jego pokoju kilka kroków wydawałoby sie byc wiecznoscią bałam sie go zobaczyc. Siedział przed komputerem odwrocił głowe jego oczy robiły sie coraz wieksze a usmiech szerszy... stanelismy naprzeciwko siebie nie wiedzac co bedzie zaraz. Przywitał sie ze mna i widzac chyba moj wyraz twazy spowaznial i zaczal sie denerwowac usiedlismy widziałam ze przyjmuje postawe obronna powoli po wyrazie twarzy ja z minute wcale sie nie moglam odezwac... zapytał co sie stało ze ptzyjechałam i zaczeła sie rozmowa - zapytałam co sie takiego wydarzyło? on na to ze ostatnio nie byl do konca szczesliwy bo... meczyły go syt kiedy ja bylam pzeciwna jego znajomosci z naszym swiadkiem.... po pierwsze nie byłam nie lubiłam go nazbyt bo kiedys w pewnej syt nie obstał za mna i moim b narzeczonym ale sporu z nim teraz nie miałam zeszta jak mi zaczal o tym mowic to widziałam ze to nie jest ten powod bo wyznacznikiem szczescia naszego nie moze byc znajomosci jego z kims... nie dowiedziałam sie niczgo w sumie wiecej. Odparłam mu ze nie rozmawiajmy o tym bo co ma piernik do wiatrka i przypomniałam mu jak wygladal nasz zwiazek i jak byl sczesliwy... Zaskoczyło mnie ze rozmowa byla spokojna nawet badzo i im dluzej twala tym z wiekszym usmiechem mnie sluchał i ptzytakiwał. W pewnym momencie powiedział prosze cie nie mow tak do mnie, jak wspomniałam jak sie odnosilismy do siebie ... bylo juz pozno powiedizła ze powinnismy rozmawiac o tym tak spokojnie jak teraz pytam wiec jak mamy rozmawiac i kiedy jakjuz musimy konczyc. Zaproponował niedziele wczoaj a co do szczegulow mielismy sie jeszcze skontaktowac tel. Wczoraj w popoludniu zadzw mysle sobie pal licho on zapoponował jamoge sie spytac o ktoej sie widzimy nie odebał i nap smsa ze niema dzis czasu....szlak mnie trfil imialamjuz tel w reku aby zadzw i mu nawciskac na czym swiat stoi, ale mysle sobie w emocjach nie warto nie odpowiedziałammu nic pojechałam na spacer. Musiałam kolo niego przejechac mieszkamy niedaleko wiec inaczej sie nie da chcac w pewna str jechac i zobaczyłam ze stoi auto jego chrzestnego ksiedza u ktoego tez byłam zaaz po tamtej syt i ktory z pewnoscia pzyjechal do niego aby zobaczyc jak sie ma po tym powrocie... moze dlatego nie mogl, alemimo wszystko taki suchy sms mnie wkurzył. Ot tak sie historia rozwineła ze tak mozna napisac... nie wiemczy czekac czy sie odezwac w weekend np w tyg on do pozna pracuje wiec spotkanie odpada...
                                                  • 13.06.11, 17:24
                                                    z gory przepraszam za pisownie, ale klawisze mi sie psuja i nie wciskaja do konca...
                                                  • 13.06.11, 21:32
                                                    Napiszę, może usłyszysz: daj (mu) spokój...

                                                    --
                                                    Nieważne ile przed nami zim
                                                  • 14.06.11, 00:27
                                                    Niestety, całkowicie się zgadzam.
                                                    On ewidentnie nie ma ochoty spotykać się z tobą ani rozmawiać. W takiej sytuacji niczego sensownego od niego i tak się nie dowiesz, bo to co mówi (o kuzynie) jest po prostu żałosne. Naprawdę tego nie dostrzegasz? Zrzuć w końcu klapki z oczu i zacznij żyć własnym życiem.
                                                    Przepraszam że piszę tak ostro ale szlag mnie trafia gdy pomyślę że będziesz przez kolejne miesiące traciła czas na uganianie się za beznadziejnym (tj. nie rokującym) facetem i usilnie ścigała coś, czego już nie ma. Pozwól mu odejść.
                                                  • 14.06.11, 10:15
                                                    zapomniałam dodac ze temu samemu kuzynowi dzien przed naszym spotkaniem powiedział ze tak naprawde to w sumie o nic nam nie poszło...spodziewalabym sie niemal wszystkiego ale nie tak szczerej prawdy i stad jego pokretne tlumaczenie popostu nie wiedział co ma mi powiedziec bo w stosunku do mnie nie stac go bylo na taka szczerosc a ciezko jest mu przyznac sie do winy ot cala prawda tak wlasnie czulam ze powodem jest juz w tym momencie brak powowdu czas wyłonił smutna dla niego prawde i byc moze dopiero teraz stworzy sie ten prawdziwy poblem..................... i to mowi wiele osob z naszego otoczenia
                                                  • 14.06.11, 11:05
                                                    Hej,
                                                    facetowi sie najzwyczajniej w swiecie odwidzialo i nie sadze, zeby Cie dojrzale kochal. Po co go zmuszac do przyznawania sie do winy, on prawdopodobnie nie che sie przyznac do tego, ze Cie nie kocha, bo pewnie boi sie Twojej reakcji lub nie chce Cie jeszcze mocniej urazic. Nie szkoda Ci zycia i nerwow na takiego czlowieka? Ja bym od niego uciekala jak najszybciej i jak najdalej wink
                                                  • 14.06.11, 12:00
                                                    nie chodzi mi o to zeby zmuszac go do czegokolwiek a z uczuciem.... jesli by tak bylo ja na jego miejscu nie reagowałabym w taki sposób jak rozmawialismy poprostu bym powiedziała nie kocham cie przepraszam nic z tego nie bedzie cokolwiekw ten desen... lub choc dala jasno do zrozumienia ze tak jest. Po co te zabawy, nie wysyłala bym zyczen...zreszta nie wiem czy tak w m-c mozna sie odkochac i zapomniec o tylu latach ze swiadomoscia ze teraz bysmy byli malzenstwem. Nie o to chodzi ze cos sobie wkrecam tylo tak sprawiedliwe na to patrzac tak mi wychodzi
                                                  • 14.06.11, 12:13
                                                    ale na sam koniec tej szczeniackeij romozwy moglas mu chociaż strzelic w pysk ! tak ze trzy razy !

                                                    sytuacji by to nie odwróciło ale przynajmniej by Ci ulzyło ! Gwarantuje !!! CZułabys ie o niebo lepiej niz teraz = wciaż upokorzona, udupiona, wykorzystana i na koniec zlana ciepłym strumieniem
                                                    --
                                                    Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
                                                  • 14.06.11, 12:22
                                                    upokorzona bym sie czuła jak bym latała za nim wydzwaniała prosiła itp
                                                    wykorzystana nie bardzo
                                                    udopiona wcale
                                                  • 14.06.11, 12:28
                                                    no to co ? szcesliwa jestes ?

                                                    to po cholere te bazgroły na forum przez dwa miesiące? te płacze i smarkania?
                                                    pan sobei wytarl o ciebei buty jak o wycieraczkę a ty zadowolona ?
                                                    splunął ci w gębę
                                                    jak ci pluną w gębę to mówisz ze deszcz pada ?
                                                    --
                                                    Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
                                                  • 14.06.11, 12:38
                                                    8)
                                                    Skąd nagle wysyp na forum jakichś egzotycznych nicków w ilościach bardziej niż detalicznych?
                                                    Alternatywne nicki tu piszących? smile To zeznajcie kim jestecie chociaż wink
                                                    I proszę mozambique - LICZ SIE ZE SLOWAMI.
                                                    Odrzucony był w jakimś momencie życia każdy, apeluje więc o szacunek.

                                                    --
                                                    Nie oczekuję już/Od życia samych róż
                                                  • 14.06.11, 12:45
                                                    a co chodzi ?
                                                    masz jakis problem?
                                                    sparwe okreslam jasno i prosto ,
                                                    nikogo nie obrazam a jzu najmniej lady
                                                    lady dokladnei ten sam watek prowadzila na Zyciu Rodzinnym przez chyba 2 m-ce
                                                    oto on :forum.gazeta.pl/forum/w,898,125342566,125342566,odwolany_slub.html

                                                    wystarczy spojrzec jakei ziantersowanie wzbudzil , jak forumowicze rzucili sie z poradami , uwagmi, gotowymi scenariuszami dzialan, z ocenami , analizami itp pomgaali jej ze wszystkich sil bo zrozpaczona byla dziewczyna doszczetnie

                                                    a lady zniknęła - nie wiedizalam ze wylądowała róznież tu
                                                    a tu prosze - nagle okazuje sie ze wesola i szczesliwa jak prosie w deszcz ?

                                                    nieźle !

                                                    --
                                                    Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
                                                  • 14.06.11, 12:54
                                                    dokladnie mniej szacunekilicz sie ze slowami to raz
                                                    dwa nie widziałam sensu powadzenia ozmowy na dwa watki
                                                    2 m-ce tmu to bylam szczesliwa narzeczona...
                                                    co do twojego ost zdania bez komentaza zero kultury....
                                                  • 14.06.11, 12:30
                                                    Lady1, nie każdy jest taki sam, nie każdy zachowuje się tak, jak Ty byś postapiła w danej sytuacji. Nie ma już żadnych wątpliwości, że on Cie nie kocha i nie chce z Tobą być. I nie sądzę, żeby odkochał się w miesiąc, wygląda na to, że nie kocha od dawna, a całe to planowanie ślubu było tylko próbą ratowania wieloletniego związku. Pewnie nie chciał źle, po prostu szedł za ciosem, liczył że może jego uczucie przechodzi kryzys i za chwilę (w obliczu ślubu) znowu będzie tak, jak dawniej. Ale im bliżej było do oltarza, tym mocniej uświadamial sobie że to nie z Toba chce spędzić życie. A że jest tchórzem i gówniarzem (pokój u rodziców? odwrocił sie od komputera? proszę cie...) to wybrał najłatwiejszą i najmniej problemową opcję - zniknął. Rodzina pewnie wstydzi się za jego zachowanie, ale stoi za nim murem, bo co ma zrobić...
                                                    Lady, wszystko jest tu takie jasne i przejrzyste, a Ty wciąż wnikasz, roztrząsasz, szukasz bocznych ścieżek. Nie ma bocznych ścieżek, sprawa jest prosta i równa jak autostrada. Facet Cię nie kocha, ślubu nie będzie, on za chwilę zacznie prowadzac się z jakimiś innymi panienkami, bo będzie "odreagowywał" trudy powaznego związku i "dramatycznego rozstania". Daj sobie spokoj, nie dzwoń już, nie poniżaj się...
                                                    I naprawdę nie wiem, co robimy na forum choroby afektywnej dwubiegunowej, bo jedyne, na co cierpi ten facet, to niedojrzalość. Przykro mi.
                                                  • 14.06.11, 12:38
                                                    A mi wychodzi, ze to Ty masz jaja, bo widac Twojemy niedoszlemu mezowi ich brakuje wink
                                                    Wszystko analizujesz przez pryzmat swojego 'ja', widac on jest inny niz Ty i postepuje inaczej. Przeciez on nie jest kopia Ciebie tylko soba i jak widac niedojarzalym czlowiekiem, ktory chyba sam nie wie, czego chce, a Ty mu tego nie powiesz, sam musi sie okreslic. Im bardziej Ty bedziesz nalegac na kontakt i probowac 'wyjasniac' sytuacje, tym bardziej mu bedzie zwisac i bedzie sie oddalal duchowo. Faceci wola gonic za kroliczkiem, niz byc kroliczkiem, wiec kobieto umow sie z jakims przystojnym kolega i niech ktos o Ciebie pozabiega wink
                                                    Pozatem mozna sie w tydzien odkochac, czuje sie jeszcze sentyment do drugiej osoby, ale samemu sie nie szuka kontaktu - wiem z autopsji wink
                                                  • 14.06.11, 11:08
                                                    Dziewczyno.. daj spokój, nie próbuj naprawiać ani wyjaśniać. Facet jest niedojrzały, nie ma sensu rozdzierać szat, kombinować i zachodzić w głowę co myśli/myślał/pomyśli.. Po prostu odejdź bo chyba sama widzisz, że żadne spotkanie i rozmowa do niczego nie doprowadzą. A Tobie nawet nie dadzą satysfakcji jakiegoś zakończenia.
                                                  • 14.06.11, 13:35
                                                    Obcy Przybysze

                                                    big_grin

                                                    A może przyjdzie Wam również do głowy, że czasem potrzebuje się CZASU do zrozumienia, poczucia, zaakceptowania...

                                                    Wy tak za Nią wszędzie maszerujecie? big_grin Jak satelitki big_grin
                                                    Z całym szacunkiem wink
                                                    Secundo: mozna wyrazic mniej wiecej to samo, ale innymi słowy, Z SZACUNKIEM, bez pozbawiania godnosci.

                                                    Zrobię dopisek ze słów znajomego mężczyzny, którego zapytałam o zdanie:

                                                    - moje pytanie brzmi: czy jest szansa na ulozenie sie tego zwiazku czy jest sens by ona walczyla, o
                                                    - mysle, ze sens zawsze jest, jesli Go faktycznie kocha, tym bardziej, ze pisze iz zaden romans nie mial miejsca, ale ja mysle, ze on zwyczajnie przestraszyl sie malzenstwa, moze zaistnialo cos, na co miala wplyw inna osoba ta o ktorej napisala, ze go nie lubi, mozliwe tez, ze facet poczul jakby mu zakladal ktos obroze. jesli caly czas byl ten czlowiek w porzadku, to nie znaczy ze dopadla go depresja, tylko zwyczajna obawa, ze nie widzi siebie w stalym zwiazku. moze lepiej byloby, gdyby zyli dalej razem, ale bez slubu

                                                    - powiedz, jako kobieta walczyłbys o takiego, co odwołał ślub?
                                                    - mysle ze tak, jesli w gre wchodzi uczucie. mozliwe, ze facet sie czegos przestraszyl

                                                    - trzeba rozmawiac
                                                    - trzeba sobie wyjasnic
                                                    - uczucie jest w stanie wszystko zwyciezyc

                                                    Ha. I tu mnie zaskoczył...

                                                    --
                                                    Nieważne ile przed nami zim
                                                  • 14.06.11, 13:57
                                                    ja tez jestem zaskoczona,czyli moja reakcja nie odbiega tak badzo od innychwink to moze zapytaj sie znajomego mezczyzny co oznacza obecne zachowanie pana mlodgo...wink jesli chodzi o ta osobe, ktora go rzekomo nie polubiła rozmawialismy tez o tym poczul sie niedoceniony choc nie mial powodow tak naprawde odparłam mu ze zrzuca wine na innych zeby jemu było latwiej... w kazdym badz razie puka tu jakies niskie poczucie wlasnej wartosci, ale ze do takiego stopnia aby robic tak gwaltowne ruchy..coz ciezko uwierzyc ale nie moge tego wykluczyc moze teraz inaczej na to patrzy i dlatego jest mu glupio bo nie wie nawet co ma mi powiedziec stad takie tlumaczenie pokretne i moze niechcec/niemoc rozmowy. Sa to moje domysły moze uda mi sie przekonac czy sluszne w sumie spr dosc swieza minal m-c moze czas pokaze wiecej
                                                  • 14.06.11, 14:30
                                                    Moja prośba do Ciebie: pisz, jeśli potrafisz, dzieląc tekst na zdania (akapity też), uzywając znaków interpunkcyjnych. Ułatwisz czytanie innym.

                                                    Powiedział, że jest zapewne jakiś powód, którego nie wyjawia, stąd ta "ucieczka".

                                                    --
                                                    Nieważne ile przed nami zim
                                                  • 14.06.11, 15:24
                                                    klawiatura na sluzbowym komputerze mi sie psuje...
                                                    tak powód jest a mianowicie jego brak po tym m-cu wg mnie tu chyba lezy odp. a teraz nie wie co powiedziec bynajmniej mi bo bratu powiedział takjak nap wczesniej.... i stad cisza
                                                    ciekawe czy znow sie osnuje milczeniem czy bedzie mial na tyle odwagi cywilnej ze sie odezwie. Nigdy nie myslałam ze on zgotuje takie cos.... i nie tylko ja kazdy z otoczenia naszego dałby sobie reke uciac...........
                                                  • 14.06.11, 15:55
                                                    Zaczynam myśleć, że tak naprawdę ty nie potrzebujesz jego wyjaśnień, w sumie to co on powie/czego nie powie nie ma większego znaczenia. Ty masz gotową odpowiedź: że on się pomylił, miał słabszy dzień, w gruncie rzeczy nic się nie stało, wszystko jest w porządku i teraz tylko musisz go to tego przekonać i sprawić, żeby w to uwierzył. I dalej będziecie żyć długo i "szczęśliwie". W gruncie rzeczy on nie musi być szczęśliwy w tym związku, ważne że ty jesteś i będziesz szczęśliwa za niego.

                                                    Po co ci jego wyjaśnienia, skoro ty nawet przez chwilę nie dopuszczasz do siebie myśli, że on uważa/czuje/myśli inaczej? Utwierdziłam się w takim przekonaniu, gdy przeczytałam sprawozdanie z waszego spotkania: "zapytałam co sie takiego wydarzyło? on na to ze ostatnio nie byl do konca szczesliwy bo... " i dalej z kolejnych postów - twoje słowa: "nie chodzi mi o to zeby zmuszac go do czegokolwiek a z uczuciem.... jesli by tak bylo ja na jego miejscu nie reagowałabym w taki sposób jak rozmawialismy poprostu bym powiedziała nie kocham cie przepraszam nic z tego nie bedzie cokolwiekw ten desen... lub choc dala jasno do zrozumienia ze tak jest. Po co te zabawy, nie wysyłala bym zyczen...zreszta nie wiem czy tak w m-c mozna sie odkochac i zapomniec o tylu latach ze swiadomoscia ze teraz bysmy byli malzenstwem. Nie o to chodzi ze cos sobie wkrecam tylo tak sprawiedliwe na to patrzac tak mi wychodzi" oraz w kolejnym poście" "powód jest a mianowicie jego brak".

                                                    Czyli facet może się "produkować" a ty i tak pewnie uznasz, że powodu żadnego nie było i nie ma no bo ty tak uważasz. Kiedy przyjmiesz do siebie ten fakt, że ludzie mają i mogą mieć różne punkty widzenia, uczucia, odczucia i poglądy w stosunku do tych samych rzeczy?
                                                  • 14.06.11, 16:06
                                                    jesli podukowaniem nazywasz jego wytlumaczenie ktore wczesniej opisałam to ok konczmy dyskusje w takim razie bo spr jest wyjasniona. Nie mam siły na odp Ci na tego posta
                                                  • 14.06.11, 16:37
                                                    anek, ja tez dostalam zyczenia juz po zerwaniu, to nie bylo dobre. lepiej (ale bardziej boli) gdy druga strona twardo stoi przy swoim stanowisku. zauwaz, ze to nie lady te zyczenia wyslala. daj kobiecie czas na zrozumienie. Moze musi sie pomotac jakis czas, aż do niej dotrze, jak naprawdę jest. I znowu: czas weryfikuje wszystko.
                                                    Fakt, że dużo pisze też jest jej (lady) sposobem na oswojenie sytuacji. ostatecznie jest dosc swieża. i upokarzajaca, przyznacie? każdy zna z otoczenia historie o białych sukienkach odwieszonych do szafy (sprzedanych). ja znam 2. usłyszane dawno temu. człowiekowi w pewien sposób wali sie świat, nie rozumie. Oto wczoraj był ciepły, tulił, nastepnego dnia zmiana frontu. Można tylko lady życzyć nastepnej miłosci, dojrzalszej. To nie jest tak, ze winna jest wylacznie ona, jak przybysze z matplanety wink chcieliby widzieć. I najgorsze, co mozna teraz pisać: olał Cie, nie kocha Cie. TO SWINSTWO. Cholera, wczujcie sie w czyjes położenie. Napisalabym wyżej co bym zrobiła. Dobilabym się o jakieś wyjaśnienie, wylałabym sporo (tak) zapewne łez i haaaaa poszłabym chyba najpierw w Długą, głupota, jasne, ale każdy sposób jest wtedy dobry. Alkohol? Dwa wieczory. Potem spokojne życie dla siebie. I próba zdystansowania się. Irlandzkie przysłowie mówi, ze czlowiek odkochuje sie tak szybko jak scierają się skarpety z owczej wełny. Czyl jednak szmat czasu. Z miłosci robi się głupoty. Ale epitetami najlepiej poczęstować siebie, jesli już musicie. Nie czlowieka na forum.

                                                    --
                                                    W ogrodzie naszym/Gałęzie drżą
                                                  • 14.06.11, 20:25
                                                    bardzo Ci dziekuje.... 36 a naprawde ze jako nieliczna mnie rozumiesz i potrafisz stanac w obronie. Dzieki
                                                  • 14.06.11, 21:40
                                                    Wiesz co Lady... czytam i mogę podpisać się pod postem jednej z forumowiczek. Próbujesz go tłumaczyć... Wrócisz do niego, nie odejdziesz z godnością. Tobie potrzebny był powód. Gdyby tym powodem była inna kobieta to może odpuściłabyś. Przyjęłaś jego wytłumaczenie, trochę się na niego poboczysz i rzucisz się w jego ramiona. Żal mi ciebie... tak naprawdę bez ironii. Tyle łez, czekania, bicia się z myślami. Gnojek wrócił, łaskawie raczył się wytłumaczyć, powód jest, ty się po części i to sporej obwiniasz, on albo cię oleje na dobre, albo przeprosi, ale finał będzie taki sam - będziesz za nim biegała i starała się nadal z nim być.
                                                    Szkoda ciebie. Tyle ode mnie.
                                                  • 14.06.11, 23:06
                                                    ach... pisze to ost raz nie biegam za nim to ze tu sporo pisze o roznych wyjsciach nie znaczy ze wydzwaniam latam placze itp NIE MAM ZAMIARU I WCALE NIE CZUJE SIE WINNA BO Z JAKIEGO POWODU???????!!!!!!!! zeby zacac nowa karte trzeba miec skonczona stara stad chce rozmowy ciekawie mnie co bylo u niego w glowie przez ten m-c czy mnie oszukiwal jak bylismy razem to sa ba wazne sprawy szczegolnie dla zycia z kims innym w przyszlosci wiec niech sie kto chce dziwi dla mnie sa to b wazne kwestie i wiecej powtarzac sie nie bede. Niektorzey stad z uporem maniak wiedza lepeij troche zaczyna mnie to smieszyc niech sobie wiedza niech sobie mysla jak chca tylko niech juz nie pisza glupot
                                                  • 15.06.11, 09:34
                                                    Na razie w uporem maniaka próbujesz właśnie dochodzić "dlaczego". Widać, że on NIE CHCE niczego ci wyjaśniać. Może W OGÓLE tego nie wyjaśnić NIGDY. Koniec kropka. Biegasz za nim właśnie w celu wyjaśnienia - sama o tym piszesz. Odpuść. Po prostu ODPUŚĆ. On ma w dupie to, że dla ciebie jest to ważne. I co zmusisz go torturami? Nie chce i koniec, a ty naciskasz jak jasna cholera. Zrozum, że to może skończyć się bez rozmowy. Przyjmij to do wiadomości. Podkreśl teraz życie krechą i zacznij od nowa. Nie mów, że nie biegasz za nim to to właśnie robisz, a to wszystko jak sama piszesz w celu wyjaśnienia tego miesiąca. Myślisz, że po tym, co piszesz wszyscy tutaj uwzięli się na ciebie? Nie, nie, nie. My widzimy, że ty kręcisz się koło niego jak ćma wokół lampy. To ciebie to nie dociera. Ściana. Przypominasz mnie w podobnej sytuacji tylko bez ślubu. Wszyscy dookoła mówili to, co forumowicze, a ja swoje. Powtarzałam dokładnie to, co ty. Naprawdę. Dzisiaj z perspektywy czasu wiem, że byłam żałosna. On miał to w nosi, a ja czekałam na telefon, smsy, też musiałam minąć jego dom, żeby wjechać do centrum. Widziałam jego auto, wiem, że był w domu, a mnie mówił, że nie ma czasu, że go nie ma. To był brak szacunku do samej siebie. Proszę cię o jedno, przeczytaj raz jeszcze wszystkie posty i zrozum, że tutaj nikt nie życzy ci źle, a wręcz odwrotnie. Ale teraz torturujesz się tym, że należy ci się wyjaśnienie. Otóż nie, nie należy, ot możesz łaskawie je otrzymać od niego. Taki typ. Niedojrzały facet, z którym powinnaś skończyć raz na zawsze. Dla władnego dobra.


                                                    P.S. Przeczytałam twoje posty raz jeszcze i... podtrzymuję swoje zdanie.
                                                  • 15.06.11, 09:41
                                                    Wiem, że nie zakończysz tego związku. Tak długo będziesz kręcić się koło niego, drążyć, że w końcu nie odjedziesz. On odburknie coś na odczepnego, ty coś sobie jeszcze dopowiesz, wystarczy ci to i będziesz nadal go unieszczęśliwiać będąc z nim. Nie wierzę, że odejdziesz. Jesteś uzależniona od niego jak człowiek od papierochów. Niby wiesz, że to toksyczne, że jest złe dla ciebie, ale palisz bo nie potrafi z tym zerwać, a wmawiasz sobie, że możesz gdybyś tylko chciała.
                                                    Mi dzisiaj jest wstyd za tą próbę wyjaśnień, za to latanie za nim w tym właśnie celu. Dokładnie to samo robisz, ale próbujesz udowadniać, że tak nie jest. My ci niczego nie wmawiamy, nie wciskamy dziecka w brzuch. To wszystko WYNIKA Z TWOICH OSTATNICH POSTÓW. Czarno na białym. Skoro twierdzisz, że to nie prawda to ja widocznie nie potrafię czytać.
                                                  • 15.06.11, 17:47
                                                    To ja Capsem.

                                                    KAMYCZKU, BŁAGAM.
                                                    Postaraj się bez projekcji wlasnej przeszlej sytuacji na obcego czlowieka.
                                                    Aż kipisz złością. Ale - na kogo?

                                                    lady tę sytuację musi rozwiązać sama, pisanie do niej z agresją - nie pomoże.
                                                    skąd ta agresja, ha?

                                                    (o swoich byłych myślę ciepło. jeden - naukowiec, a ja z Einsteinem być nie mogę, bo bym się wykończyła big_grin wybitny umysł, skoncentrowany w dużej mierze na sobie - nie, dzięki. chociaż to rozstanie z nim było iskrą zapalną do epizodu depresyjnego i leczenia ChAD. drugi - ciepły, wrażliwy, oczytany - ale też nie wyszło. pobiłam rekord w leczeniu się z tej miłości. 3 lata big_grin
                                                    na forum wysłałyście mnie na terapię wink obylo sie bez, teraz nie czuję nawet żalu. może jest szczęśliwy z kimś innym, może jest sam, nie wiem. długo - biedny big_grin - dostawał ode mnie smsy.

                                                    lady, wiem, że można stanąć na rzęsach, ale jeśli ktoś NIE CHCE to i tak chleba z tego nie bedzie.

                                                    Jeśli można coś Ci radzić:

                                                    * spotkaj się z kimś innym
                                                    * wyjedź na trochę
                                                    * podobno sport pomaga
                                                    * ....
                                                    * ZAJMIJ SIĘ SOBĄ

                                                    Aha, jakos tak zawsze myślałam i podtrzymuję, że gdy czlowiek czasowo zostaje sam to dobry czas na rozwój. Choćby i przeczytanie 100 książek wink

                                                    Postaraj się, ale tak mocno. ZERO ODWIEDZIN W JEGO DOMU. Jeśli musisz/chcesz oddać pierścionek czy cokolwiek, zostaw na wycieraczce albo podrzuć pod jego nieobecność.
                                                    Łatwo radzić, ale spróbuj.
                                                    Zachować w takiej sytuacji godność (na razie jej nie zachowujesz) - bezcenne. Kciuki.

                                                    --
                                                    W ogrodzie naszym/Gałęzie drżą
                                                  • 16.06.11, 10:02
                                                    Nie chodziło mi o krzyk. Mogłam wytłuścić, bo chodziło o podkreślenie tych słów. Wyłapanie z całości tekstu.
                                                  • 15.06.11, 10:48
                                                    Lady_1, ja cię o nic nie obwiniam ani nie staję w obronie twojego narzeczonego. Wręcz przeciwnie, cały czas optuję za tym, żebyś ty sama go nie usprawiedliwiała, bo wg mnie facet zachował się i zachowuje się tragicznie. Tak się dziwnie składa, je ja doskonale wiem co czujesz, bo też kiedyś zawalił mi się świat z człowiekiem, który był dla mnie wszystkim. I tak sobie myślę, że dawanie rad na forum jest trochę bez sensu: nadzieja umiera ostatnia, zakochana kobieta i tak "wie swoje" (i to jest ogólna uwaga a nie tylko do ciebie) a żeby uporać się z taką stratą potrzeba dużo czasu. Najpierw jest szok i niedowierzanie, serce nie przymuje tego co się stało. Później prawda zaczyna powoli docierać ale serce wciąż ma nadzieję. I w kółko analizuje sytuację, doszukuje się przyczyn i niestety na ogół obwinia siebie a idealizuje partnera. Później jest czas buntu i złości - "jak on mógł mnie tak zawieść?". A potem czas bezbrzeżnego smutku - bo zaczynamy godzić się z sytuacją. Serce jeszcze tęskni, ale rozum już wie, że nic z tego nie będzie. To jest jak żałoba, którą trzeba przeżyć żeby móc normalnie żyć. I to trwa. Mnie to zajęło aż 2 lata żeby całkowicie się z tym uporać. Tylko że ja nie szukałam żadnego kontaktu z byłym partnerem a wręcz przeciwnie unikałam. Instynktownie czułam że to mi w niczym nie pomoże. Bo i tak każde przypadkowe spotkanie niszczyło mój z trudem budowany spokój.
                                                    Ja się w sumie tobie nie dziwię, że chcesz z nim porozmawiać i szukasz wyjaśnień, że próbujesz zrozumieć tę sytuację. Piszę tylko że w tej sytuacji to bardzo karkołomne bo niestety twój były narzeczony nie wykazuje chęci ani do spotykania się ani do rozmowy. Poza tym taką sytuację trudno jest wyjaśnić. No bo jak wyjaśnić drugiej stronie, że się już nie kocha albo że nie chce się z nią być? Dla kochającej osoby to jest niepojęte, to nie mieści się w głowie - tak naprawdę tu każdy argument wydaje się niewłaściwy. Piszesz, że on powinien ci wprost powiedzieć, że cię już nie kocha. Naprawdę chciałabyś coś takiego usłyszeć? I co wtedy, czy zaakceptowałabyś takie stwierdzenie, czy drążyłabyś dalej, każąc mu wyjaśniać dlaczego cię przestałm kochać. Myślę że to jest błędne koło. A to że o nie potrafi ci wyjaśnić powodu rozstania to nie znaczy że nie było takowego. Mężczyznom trudniej jest mówić o uczuciach. Powód był bo przecież inaczej nie byłoby rozstania. Ale ten powód nie oznacza twojej winy! Wg mnie to raczej niedojrzałość twojego partnera. Może też on stara się ciebie chronić żeby nie robić ci przykrości i dlatego unika dalszych wyjaśnień.

                                                    Jedyne przed czym usilnie próbuję cię przestrzec to przed myśleniem magiczym i idealizowaniem partnera, bo to się nigdy nie kończy dobrze. Myślę że moje słowa są dla ciebie tak przykre bo moje stanowisko jest bardzo jasne i uderza w tę nadzieję, którą wciąż w sercu nosisz.
                                                  • 15.06.11, 11:26
                                                    Dobrze mówisz, Lady nie wystarczy ewentualna odpowiedź "nie wiem dlaczego nie kocham cię już", "nie chcę z tobą być". Będzie dalej drążyła "dlaczego?". Masz rację, to błędne koło. Bo ona chce odpowiedzi. A on nie musi jej udzielać z prostego powodu, albo nie chce i koniec, albo sam dokładnie nie wie, co się stało, ale nie chce JUŻ z nią być. Powód, który podał jest tak bezsensowny, że aż bije po oczach. Wiesz Lady, gdyby on się kajał po powrocie, błagał o wybaczenie to może rozważyłabym opcję - ratujmy związek. Ale on ciebie olewa. Ma w nosie, a ty nie przyjmujesz tego do wiadomości. Przecież on MUSI tobie wszystko wyjaśnić. A prawda jest taka, że on nie liczył się z tobą po odwołaniu ślubu, zniknął, wrócił i nie chce z tobą w sumie rozmawiać i się tłumaczyć. A ty drążysz. Jakkolwiek to brzmi: z całych sił pomyśl o sobie, o swoim honorze, o swojej godności,zostaw go w spokoju skoro on ma cię gdzieś, obróć się na pięcie i odjedź z podniesioną głową. Uwierz mi, że jesteś w stanie to zrobić.
                                                    Może to zabrzmi głupio, ale żałuję, że moi przyjaciele nie nakłonili mnie do wyjazdu gdziekolwiek, odseparowania mnie od niego prawie na siłę czując, że będę pełzała za nim dopóki mi nie wyjaśni..., dopóki nie porozmawiamy. Moja mama pomimo mojego wieku bardzo nalegała. Widziała to, co widzimy my w stosunku do ciebie. Ja niby sobie radziłam, no przecież go nie błagałam, nie nalegałam! Tia, MNIE SIĘ TAK WYDAWAŁO, otoczenie widziało jak jest naprawdę. Miałam klapki na oczach, a uparcie twierdziłam, że mi one spadły, że wiem jaki jest naprawdę. Ty robisz dokładnie to samo. Jeżeli się mylę to przepraszam, ale TO WŁAŚNIE bije z twoich postów. Powinnaś przejść na odwyk od niego. Autentycznie. A tymczasem niby próbujesz, ale ci się to nie udaje. On jest nieodpowiedzialny do bólu. To jest facet, na którego liczyć nie możesz, który zachowuje się na nastolatek. Z takim ani się żenić (znaczy za mąż wychodzić), ani mieć dzieci. Gówniarz pełną gębą.
                                                  • 15.06.11, 11:33
                                                    Nie bierz tego jako afront wobec ciebie. Mnie jest ciebie żal bo widzę w tobie siebie z przed lat... Bardzo, tak bardzo życzę ci żebyś miała siłę odejść, zostawić to wszystko w cholerę, nie prosić o wyjaśnienia, iść dalej. Nie rozumiem po co ci odpowiedź w kontekście przyszłości. Piszesz o tym. Czy jego odpowiedź coś zmieni w kwestii ewentualnych przyszłych związków? Nic nie zmieni. Mleko się wylało - zostawił cię i tyle. Nie uważam, że jest co ratować, że można walczyć. O co? O faceta, który nie czuje się winny? Przecież on cię nawet nie przeprosił z całego serca. Nie prosi o drugą szansę, nie chcę z tobą rozmawiać. Będziesz się poświęcała dla ratowania związku gubiąc siebie. Życzę ci żebyś przejrzała na oczy, ale tak naprawdę przejrzała, bo teraz niby widzisz prawdę, ale tak nie jest i zostawiła go w spokoju, odeszła. Zasługujesz na kogoś lepszego i na pewno taką osobę znajdziesz smile

                                                    Często o tobie myślę...
                                                  • 15.06.11, 13:18
                                                    Ale chyba tak już jest że w sprawach uczuć każdy musi sam to sobie przemyśleć i dojść do własnych wniosków a to wymaga czasu. Taka jest chyba kolej rzeczy...
                                                    Natomiast podtrzymuję zdanie że były narzeczony okazał się nieodpowiednim kandydatem na męża i lady z całą pewnością zasługuje na kogoś lepszego, choć w tym momencie jeszcze nie wierzy że mogłabybyć szczęśliwa z kimś innym.

                                                    Do lady: myślę, że o ile słowa wypowiadane drugiej osobie są bardzo ważne, to jednak ostatecznie liczą się czyny. Ja nie oceniam twoich uczuć ani jego uczuć tylko jego i twoje zachowanie. W ten sposób nie skupiam się na uczuciach do których nie mam dostępu ani na domysłach tylko na faktach. A fakty są jakie są: on odwołał ślub, potem zniknął nie dając znaku życia, choć było oczywiste że ty w tym czasie będziesz się zamartwiać. Wrócił, ale nie szuka kontaktu, niczego nie chce wyjaśnia, nie przeprasza, nie próbuje niczego naprawić. Zgadza się na kolejne spotkanie, a potem obcesowo odwołuje smsem. Wg mnie z tych zachowań można bardzo wiele wywnioskować o stanie jego uczuć. A tłumczenie się ze swoich uczuć jest karkołomne, bo utrata miłości czy związku jest dla osoby kochającej zawsze czymś niepojętym, niewytłumaczalnym. Niestety tak naprawdę nie mamy wpływu na uczucia incy ludzi. Owszem, wysłał życzenia, ale wg mnie to za mało, to nic nie znaczy, może uważał że tak wypada. Tym bardziej że na spotkaniu z tego co piszesz nie popisał się mówiąc kolokwialnie.

                                                    Lady, wg mnie miesiąc to również spory kawałek czasu żeby uspokoić trochę emocje, spróbować nabrać dystansu, spróbować spojrzeć na całą sytuację chłodnym okiem.


                                                  • 16.06.11, 12:10
                                                    pewnie faceci inaczj pzezywaja wszystko niz my, ale czy jest mozliwe by odkochac sie w miesiac czy dwa bez sytuacji gdy druga osoba wcale nie zraniła? czy jak sie okazuj uczucia nie tylko o nich mowi traktuje druga osobe caly czas na pierwszym miejscu wychwala patrzy zakochanymi oczami poprostu robi wszystko co najlepsze moze ot tak w takim czasie przestac kochac zapomniec potraktowac te 8 lat i te wspomnenia jako jakis fakt z przeszłosci??? pytam nawt tak ogolnie nie tylko w zwiazku z tematem. Czy mozna zapomniec o tym wszystkim? i tak jak w moim przypadku tak sie zachowywac nie rozmawiac wrecz uciekac??? ktos znow nap rozmyslił sie ok ale czy to jest koniec syt czy nie powinno byc rozmowy czy automatycznie przestajemy sie kochac myslec o sobie nie prowadzimy do jakiegos rozwiazania tej syt w jakikolwiek sposób??? tego nawet wymaga szacunek .... nie mowiac ze dojrzałosc majac niemal 30 lat. Jestem zszokowana cala historia jakby dwa bieguny u niego wystapiły... ze skrajnosci w skrajnosc tak jak kiedys byla jego syt z jego babcia to samo wrecz
                                                    /moja siostra doszła do wniosku ze pewnie jest na jakis uspokajaczach lub lekach na recepte i pewnie ma racje nie pomysłałm o tym wczesniej. Tylko w takim razie nim u niego cos zaskoczy glebiej minie jeszcze czasu..../
                                                  • 16.06.11, 12:23
                                                    Lady, można.
                                                    Nie tyle "odkochać się", co chcieć się odsunąć, nie rozmawiać, mieć święty spokój...
                                                    W dodatku czasem chce się tego spokoju na zawsze.
                                                    Zachęcam ostatni raz i już nie będę smile Obejrzyj sobie "Jasminum" Jana Jakuba Kolskiego.

                                                    I proszę - czytaj swój tekst przed wysłaniem, podopisuj końcówki, bo daję głowę, że nie tylko dla mnie wiele zdań jest niezrozumiałych. Proszę o szacunek dla czytelnika smile

                                                    --
                                                    Nie oczekuję już/Od życia samych róż
                                                  • 16.06.11, 12:34
                                                    Ja też jestem na lekach na receptę i raczej przytomnie kontaktuję.

                                                    Możesz obserwować u niego zobojętnienie, zdystansowanie, spokój - w ten sposób może radzić sobie z sytuacją. 8 lat to nie w kij dmuchał wink Ale to nie znaczy, że "coś bierze".
                                                  • 16.06.11, 12:56
                                                    O ile łatwiej byłoby dla niej gdyby okazało się, że facet ma chad lub inną chorobę, która wzięła górę nad nim. Teraz bierze leki, które jakimś cudem nie pozwalają mu na kontakt z Lady. Wszystko minie jak leki zadziałają i będzie dobrze.

                                                    Lady napisz do niego smsa o podobnej treści "Drogi X jeżeli nie odezwiesz się do mnie w ciągu dwóch dni, nie pogadamy i nie wyjaśnisz mi wszystkiego, co zaszło, nie odpowiesz na moje pytania to z nami koniec na dobre. Owocnego myślenia Y ". W ciągu tych dwóch dni przemyśl także sobie swoje zachowanie i przygotuj się na dwie opcje.
                                                  • 16.06.11, 13:04
                                                    jej nie chodziło z on nie kontaktujewink tylko wlasnie zaciekawiło ja jak jej opowiadałam ze byl spokojny taki czy zobojetniały czy przycmiony nie wiem jak to okreslic w sumie jak tak zastanawiam sie ost na tym to tez jest takie dziwne tym bardziej ze nie mogl sie w zaden sposob przygotowac do tego spotkania....tak juz zaczełam dzis myslec ze moze on zupelnie nie kocha nie mysli nie teskni nie pamieta tego wszystkiego dobrego i jestem niemal jak sasiadka.... ale czy TAK mozna? po roku moze tak ale po takim czasie??? sam jak sie wtedy poklocilismy mowił ze przeciez nie mozna z miesiaca na miesiac zapomniec przestac kochac ze caly czas myslal i kochał mnie a nie bylismy 3 m-cy ze soba a teraz taki zwot akcji w zupelnie drugi kat.... juz zaczełam myslec ze jak jest takie zachowanie to moze ktos trzeci jest i dlatego jego reakcje tak wygladaja wtedy jest łatwiej ale kazdy mi mowi ze jest to niemozliwe z roznych wzgledów i juz by sie wydało. W sumie racja.
                                                    Ale wacajac do leków to nie jest tak ze jak sie bierze regularnie nawet jakis deprim przez dluzszy czas to nie wpływa rzeczywiscie na samopoczucie w taki sposób ze sie jest takim za mgla inaczej sie przezywa nie dociera w pełni cala sytuacja do glowy? mi psycholog powiedział ze nawet zwykle leki spowalniaja i niedaja w pelni odczuc calej syt. Kombinuje jak kon pod gore bo juz nie wiem czym jest spowodowane jego zachowanie
                                                  • 16.06.11, 13:48
                                                    Lady_1, w tym przypadku trudno cokolwiek przyjąć, tak dużo domysłów...
                                                    Zastnawiasz się, czy można odkochać się w miesiąc. Wg mnie jeśli to jest rzeczywiście głęboka miłość (a nie zauroczenie, fascynacja itp.) - dojrzałe uczucie połączone z przywiązaniem itp. to raczej nie, to jest proces stopniowy i raczej długi. Dlatego - ogólnie - widzę dwie możliwości:
                                                    1. On już od dłuższego czasu odczuwał kryzys w związku ze swoimi uczuciami do ciebie, może nawet podjął jakieś starania żeby temu przeciwdziałać, np. zaczął być bardziej troskliwy, czuły itp., żeby było "jak dawniej". Jako zakochana kobieta, mogłaś tego nawet nie zauważyć, że coś złego się dzieje a nawet zauważyć że bardziej sie stara (czyli na plus). Tym bardziej że on jest chyba skryty więc o swoich wątpliwosciach nie mówił. Może myślał nawet że oświadczyny i ślub poprawią sytuację, że to jest remedium i stąd te oświadczyny ale później przygotowania i zbliżający się ślub jeszcze silniej skonfrontowały go e swoimi wątpliwościami czy aby na pewno cię kocha. I doszedł do wniosku że jednak nie. Myślę że on chciał dobrze, możliwe że wierzył że ten ślub to dobre rozwiązanie. Możliwe też że on cały czas żywi do ciebie dużo ciepłych uczuć, ale uznał, że to już nie jest to samo (głębokie) uczucie co kiedyś, że to już bardziej przyjaźń i przywiązanie, ale nie ma już tych emocji i namiętności co kiedyś i dlatego nie chce tego ślubu.
                                                    2. Kocha cię ale ujawniły się jego wewnętrzne lęki, które odczuwa, strach że nie podoła jako mąż i ojciec, może obawa porażki, jakieś bariery związane z podejmowaniem decyzji i głębszym zaangażowaniem się, itp. W tym scenariuszu decyzja o rozstaniu to raczej wynik jakiejś niedojrzałości emocjonalnej, może jakieś problemy emocjonalne. Może brak poczucia własnej wartości. W tym sensie on może uznał że jest "niezdolny" do ślubu, że cała sytuacja go przerosła. Obojętność którą teraz ci okazuje może wynikać z tego, że on podjął decyzję i nie chce się "złamać ", to taki psychiczny pancerz obronny.

                                                    Żaden ze scenariuszy nie rokuje dobrze na przyszłość. Pierwszy wiadomo dlaczego. Drugi, bo świadczy o dużej niedojrzałości emocjonalnej, problemach "wewnętrznych". Póki sam nie poukłada tego w sobie, nie dojdzie do ładu sam ze sobą, to żaden związek na dłuższą metę nie ma szans powodzenia. Aha, jeśli to scenariusz numer dwa, to nie miej złudzeń, że ty go swoją miłością uleczysz!!! To tak nie działa. Twoja miłość nie ma tu nic do rzeczy. Tu by się raczej przydała psychoterapia. Żeby pokochać drugą osobę i stworzyć szczęśliwy związek trzeba najpierw pokochać samego siebie.
                                                  • 16.06.11, 14:15
                                                    tak jak wygladało wtedy nasze rozstanie i powrót i to co było miedzy tym to byla wieelka milosc a wiec czy za 1,5 roku by wygasła?
                                                    co do opcji 1; caly czas sie starał jak tylko mogł nie było wzlotów i upadków jakies 2 m-ce przed byl wrazliwy ale nie do mnie tylko w takich syt do innych jak opisywałam wczesniej, ale to moze efekt nerwowki przedslubnej on to badzo przezywał chciał zeby wypadlo wszystko perfect.
                                                    Nie traktował slubu jako plaster i rozmawiał o wszystkim ze mna teraz dopiero jest taki skryty i ucieczkowy.
                                                    co do opcji 2; najbardziej prawdopodobne... i wiem ze moje uczucia go nie wylecza i terapia bylaby wskazana,ale do tego to chyba długa droga bo po naszym ost spotkaniu miałam wrazenie ze sie jakby zamknał w swoich teoriach a terapia pewnie by stwierdził ze mu nie potrzebna
                                                    cikawe czy sie wreszcie wybudzi z tego stanu
                                                  • 16.06.11, 14:10
                                                    Mylisz się. Można po kilku latach bardziej niż po roku. Ponoć przez rok jesteśmy niczym na haju, więc szanse na rozstanie takie zachowanie jest mniejsza. Po kilku latach etap zakochania takiego jak w pierwszym roku mija. Chyba mogę zaryzykować, że dopiero wtedy pojawia się prawdziwa miłość. Niestety może pojawić się przyzwyczajenie tylko i wyłącznie. Może się okazać, że on się wypalił, jego miłość zgasła. Ja jestem w stanie zrozumieć, że można aż tak się zmienić, nie czuć już nic głębszego. Im dalej w las tym trudniej. Trzeba pielęgnować związek. On widać się poddał, tak jak piszę mógł się wypalić i trudno mu okazać jakieś uczucia względem ciebie skoro może nic już nie czuć. Dalej nie rozumiem, że ty nie jesteś tego w stanie pojąć. Toż to proste.
                                                    Widzisz to jest twój kolejny post o tym, czy można tak łatwo z m-ca na m-c zapomnieć, nic nie czuć. Otóż jak widać można i trzeba to przyjąć do wiadomości, a nie roztrząsać czy to jest możliwe. Aha, może być ktoś trzeci, może być samo wypalenie. Może być wszystko. Powiedz, czy ta wiedza coś zmieni? Nic nie zmieni, wtedy jeszcze bardziej będziesz się zadręczała.
                                                    Ty się cały czas skupiasz na nim. Skup się na sobie. Zaopiekuj się sobą smile Fajna z ciebie dziewczyna i nie katuj własnego ciała. Pan nie warty jest poświęcania mu więcej uwagi, za to ty jesteś tego warta. Musisz odpocząć, pomóc sobie. Jeszcze raz powtarzam: ty jesteś teraz najważniejsza.
                                                  • 16.06.11, 14:15
                                                    Jeśli mogę coś jeszcze doradzić to powinnaś odpuści, nie roztrząsać tego z jego siostrą, nie kombinować dlaczego on tak się zachowuje, nie tworzyć w głowie scenariuszy. Co ma być to będzie. Zostaw to tak jak jest, ewentualnie daj czytelny sygnał, że dłużej czekać nie zamierzasz i dajesz ultimatum - konkretną datę, czyli sms skoro nie odbiera telefonu.Tym sposobem dowiesz się najprędzej czy mu zależy, czy chce nadal z tobą być - jeżeli odezwie się do konkretnej daty. Szybszego sposobu chyba nie ma.
                                                  • 16.06.11, 14:35
                                                    nie, nie zamierzam platac jego siostry nie rozmawiałam juz z nia z tydzien i narazie nie zamierzam. Nie odzywam sie tez do niego wiec trudno mi stwierdzic czy odebrałby tel czy nie. Na razie pomilcze zobaczymy jak bedzie cisza pewnie zrobie jak radzisz z tym sms czy tel - konkretnie. Choc moja pzyjaciołka i jednoczesnei dziewczyna tego nieszczesnego swiadka powiedziała mi wczoraj ze nie sadzi by to w tym m-cu sie cos wyjasniło bo to za wczesniej dla niego bo on niedawno wrocił , nim pomysli nim sie oganie w zeczywistosci... itp zaskoczyła mnie. Fakt ze nie rowno idziemy w temacie bo tak jakby te jego 3 tyg moge sobie odjac i reczywiscie ja 3 tyg nie bylam gotowa na jakies rozmowy z nim ale do cholery on na tym wyjezdzie chyba byl przytomny zeby cokolwiek pomyslec... chyba ze ksiezulek zrobił mu jakies pranie mozgu...
                                                  • 16.06.11, 14:40
                                                    O jacie pierdzielę sad To sobie poczekasz. Chyba by mnie szlag trafił. A ktoś się martwi o ciebie? pytają jak się trzymasz? Bo mam wrażenie, że wszystko skupia się na nim.
                                                  • 16.06.11, 14:52
                                                    wszyscy mi powtarzaja to co ty ze ja jestem najwazniejsza ona tez mi to tlumaczy tak tylko powiedziała glosno myslac nie w kontekscie obrony jego i skupiania sie nad nim. Poprostu stwierdzila ze pewnie jako facetowi ktory na dodatek dopiero zaczal byc w tej sytuacji bo wrocił niedawno do domu i pracy ogolnie do zycia bedzie trzeba czasu zeby sie ogarnał.... coz moze i tak, ale tempo ma zawrotne nie ma co a jeszcze jak jest na jakis uspokajaczych to juz jesien nas zastanie...
                                                  • 16.06.11, 15:09
                                                    Wg mnie miesiąc (bo tyle już minęło a nie 3 tyg.) to dużo czasu na przemyślenia. Co miał przemyśleć to już przemyślał, wg mnie teraz to tylko odwlekanie, przeciąganie w czasie. A poza tym on się nie określił, że potrzebuje to jeszcze przemyśleć. Tak to można czekać w nieskończoność. Wg mnie facet w ogóle jest jakiś niezdecydowany. Ty musisz sobie odpowiedzieć na pytanie, czego tak naprawdę chcesz i ile czasu chcesz czekać na jego jakikolwiek ruch? - a nie ma pewności że będzie jakikolwiek. Lady_1, ten facet jest chyba dorosły a nie dziecko, ja bym nie polegała na tym co mówi siostra, babcia, świadek. Ja na twoim miejscu bym wzięła sprawę w swoje ręcę. Tzn. bym np. zadzwoniła i powiedziała jasno i wyraźnie że chcę porozmawiać w najbliższym czasie i dokończyć rozmowę. Albo wprost zapytała, czy on ma zamiar porozmawiać "sam z siebie" bo ty chcesz wiedzieć na czym stoisz i nie chcesz czekać kolejnych x miesięcy. Czyli jasne komunikowanie swoich oczekiwań, jasne postawienie sprawy. Powiedzieć wyraźnie, że zależy ci na jednej, szczerej rozmowie. Że byliscie razem wiele lat, planowaliście ślub który odwołał nagle, że to dla ciebie szok i dlatego chcesz z nim o tym porozmawiać. I jeśli to zrobisz zdecydowanie, spokojnie i asertywnie (czyli bez przyjmowania głupich wykrętów), to wg mnie to nie jest żadne narzucanie się tylko próba wyjaśnienia sobie niedomówień. Po tylu latach związku to nic dziwnego. Ale to trzeba zrobić z głową, raz a dobrze, a nie codziennie czekać na telefon albo smsa, jak księżniczka zaklęta w wieży. A jak wyraźnie odmowi, to przyjąć to do wiadomości i odpowiedzieć, że w takim razie ok, ty zamykasz temat waszego związku i nie będziesz do tego już wracać, że skoro nie stać go na rozmowę to jest ci przykro ale że ty całe życie nie zamierzasz czekać na jego ruch. Może go to zmotywuje. Bo przecież jeśli ty się nie odzywasz, to może on myśli, że wszystko już jest już jasne dla ciebie? A ty cały czas uważasz że piłeczka jest po jego stronie i czekasz, czekasz, czekasz. Zgadzam się z innymi: zajmij się w końcu sobą, a nie przejmuj byłym narzeczonym jak małym biednym kotkiem (co myśli, co powie, czy jest gotowy). Co cię obchodzi, co powiedziała ciocia, siostra, babcia, niech on ci powie w końcu co zamierza! Często nie mamy wpływu na uczucia innych ale na swoje życie tak - to ty jesteś za nie odpowiedzialna a nie on. Chcesz żeby to były narzeczony sterował całym twoim życiem? Bo pomimo, że nie jesteście razem to on cały czas tobą rządzi.
                                                    Dlatego cały czas apeluję: wiem, że jest ci przykro, to zrozumiałe, ale zajmij się sobą o swoim życiem, nie skupiaj się tylko na tym że on odszedł. Spotykaj się z ludźmi, możesz podróżować, może jakieś hobby albo sport, coś co zajmie umysłm i ciało i nię będziesz o nim ciągle myśleć. Nabierz choć trochę dystansu. To naprawdę pomaga.
                                                  • 16.06.11, 16:19
                                                    co do rozmowy masz racje tak zrobie ale poczekam jeszcze kilka dni.
                                                    Byc moze on rzeczywiscie mysli ze ja juz zrezygnowałam z rozmowy...
                                                    Co do dystansu z tym najgorzej jakos wszystko za mna lazi ciagle sobie przypominam wspolne chwile i mam dosc takiego stanu...
                                                    Moje wczorajsze postanowienie zaczynam z kolezanka biegacwink od przyszłego tyg a w weekend byz moze ze znajomymi wybiore sie w miastowink troche robie to z musu i myslami ze powinnismy to wszystko razem robic... ale te mysli sa silniejsze ode mnie poki co
                                                  • 16.06.11, 17:26
                                                    Trzymaj się lady. Bardzo dobrze że planujesz jogging z koleżanką. I to nieprawda, że powinnaś biegać z exem - przecież nawet w dobrych związkach nie wszystko robi się razem, ba - jest to wręcz toksyczne i niszczące. Biegi z przyjaciółką - zawsze, w związku czy tez solosmile Jesteś na dobrej drodze, nie zbaczaj z jej tylko i będzie ok.
                                                    I slowo ode mnie - wszystko wskazuje na to, że Twoj były przyjął najwygodniejszą dla samców taktykę "na przeczekanie". Oni nie lubią "poważnych rozmów", to tylko my, babki, się w nich lubujemy, nawet gdy są dla nas trudne i bolesne. Faceci wolą przeczekać, aż znudzi nam się czekanie na ich ruch i odpuścimy. Jestem pewna, że nie doczekasz się telefonu czy smsa z haslem: "przyjedź, jestem gotowy do rozmowy". Mowy nie ma. Jeśli go nie przyciśniesz do ściany, to po prostu rozluźni sie wasz kontakt i szanowny pan juz nigdy się nie odezwie lub odezwie niezobowiązująco. A Ty będziesz czekac i czekać i czekać... Szkoda życia.
                                                    I nie wmawiaj sobie, że on jest na tabletkach. Niedojrzali chlopcy nie potrzebują prochów żeby olewać swoje byłe... To naprawdę przykre, bo w czasie, gdy my tu rozważamy każde jego slowo i gest, a Ty się zadręczasz, on pewnie na luzaku gra na kompie, chodzi na piwko i śmieje z kumplami że w ostatniej chwili uciekł spod topora...sad Niektórych facetów powinno się eliminować w dzieciństwie, zanim skrzywdzą jakąś kobietęuncertain No dobra, niektóre kobiety teżwink
                                                  • 16.06.11, 18:30
                                                    nie byl to ten typ o ktorym pod koniec piszesz. Sama bylam ciekawa jak bedzie sie zachowywac i co powie znajomym i myslalam ze rzuci sie wir towarzystwa ale narazie nie, u nas jest taka syt ze jego brat swiadek jest narzeczonym mojej przyjaciolki wiec co nie co wiemwink
                                                    co do moich planow jakos musze zaczac sie ogarniac
                                                    a co do jego taktyki cholera wie tak naprawde moze i jest tak jak piszesz.... moze sam ze soba narazie nie moze sie dogadac
                                                  • 16.06.11, 19:51
                                                    Lady, brawo, jogging to świetny pomysł, tak trzymać. I koniecznie nie siedź sama w domu tylko spotykaj się z ludźmi. Niestety króliczyca może mieć 100% racji. Faceci nie lubią pogadanek o uczuciach i lubią brać na przeczekanie, udając że wszystko ok. Dlatego ja bym nie czekała na jego ruch tylko albo zdecydowana rozmowa i idziesz dalej albo odpuszczasz sobie rozmowę z nim ...idziesz dalej!

                                                    Ja wiem że teraz jest ciężko ale najgorsze poczatki, czas leczy rany i to niestety jest banał ale prawdziwy. Wspomnienia będą wracać dlatego trzeba zająć myśli, ciało, sport jest świetny na chandrę. I nie katuj się żadnymi zdjęciami ze wspólnych wakacji itp. I postaraj się już tyle nie rozmyślać "dlaczego" bo to tylko domysły i tylko się zadręczasz a te domysły tak naprawdę niczego nie wyjaśniają a już na pewno nie pomagają.

                                                    Kiedyś przeczytałam zdanie psychologa że gdyby kobiety zaangażowały w "budowanie świata " tylko 10% tej energii, czasu i zaangażowania które wkładają w swoje związki to świat byłby lepszy i autostrady byłyby wybodowane i żłobki itp... Lady, pomyśl o tym!
                                                  • 16.06.11, 23:31
                                                    tak pomyslałam ze to bieganie to dobry pomysl, ale pan mlody dzis sie odezwal wieczorem dostalam sms ze jest winien spotkanie i proponuje spacer........
                                                  • 18.06.11, 15:51
                                                    No proszę! Już po spacerze? Coś nowego zaistniało?
                                                  • 18.06.11, 20:19
                                                    Ręce opadają.
                                                    Adminki drogie, wywalajcie takie trolle sad
                                                    Moga zostać, jesli pokażą wariackie papiery, o

                                                    --
                                                    Nieważne ile przed nami zim
                                                  • 28.06.11, 10:47
                                                    lady_1
                                                    Napisz co u Ciebie? Jak sobie radzisz? Idzie ku lepszemu? smile
                                                  • 02.07.11, 22:06
                                                    lady_1 napisała:

                                                    > tak pomyslałam ze to bieganie to dobry pomysl, ale pan mlody dzis sie odezwal w
                                                    > ieczorem dostalam sms ze jest winien spotkanie i proponuje spacer........

                                                    wyglada ze mialem racje, on nie ma ci nic do powiedzienia bo sam nie rozumie czemu tak sie zachowal. stres mu przeszedl i to jest klucz. i w zasadzie moglby konstynuowac z toba zwiazek jakby nic sie nie wydarzylo, sek w tym ze cos sie wydarzylo no ale to raczej problem dla ciebie niz niego.
                                                  • 03.07.11, 00:44
                                                    Wróżysz z fusów?
                                                    Przecie lady nie zeznała, co było dalej

                                                    Marceli szpak dziwi się światu...

                                                    --
                                                    Nie oczekuję już/Od życia samych burz
                                                  • 16.06.11, 14:46
                                                    Jestem "za". Przestać już roztrząsać, nie wysyłać go na terapię. Kiedyś psycholog powiedziała mi wprost "może jemu po prostu przeszło". Smutne jak diabli, ale co zrobić?
                                                    On ma silny kordon w postaci swojej rodziny, wzięli go pod klosz po odwołaniu ślubu.
                                                    Ja już wycofuję się z wątku, bo zauważ, że zaczynamy albo zaczynasz zjadać własny ogonek.
                                                    Twój ruch. Zrób coś, jak podpowiada Ci kamyczek, wyłącznie DLA SIEBIE. Jego nie ma. Wiem, ze trudne do ogarnięcia rozumem.
                                                    Trzymaj się.

                                                    --
                                                    Nie oczekuję już/Od życia samych burz
                                                  • 15.06.11, 17:58
                                                    nawiązując do odpowiedzi 36a na mój post:
                                                    1. Moje posty nie wyrażają braku szacunku tylko moje opinie.. osoba, która rozpoczęła wątek takich opinii szukała. Odradzanie jej angażowania się w związek, który wg mnie nie rokuje na przyszłośc nie jest wyrazem braku szacunku.
                                                    2. Jeśli chodzi o punkt na temat "satelity" to przecież i TY ciągniesz te posty już jakiś czas, zanim ja się na tym wątku pojawiłam. Nie rozumiem więc o co chodzi. Wpisała jaki był ciąg dalszy i co stało sie na spotkaniu chyba po to by znaleźc jakiś odzew.
                                                    3. Co do opinii tego pana jako koronnego dowodu na to co mężczyźni myślą to nie wypowiadam się. Z mojego długiego doświadczenia życiowego wynikają inne wnioski.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.