Dodaj do ulubionych

On nie rozumie

18.08.11, 15:39
Wysiadam. Chciałam żeby poszedł ze mną do psychoterapeutki, nie poszedł bo praca. Chciałam żeby poszedł ze mną do psychiatry, nie może bo mu nie pasuje (i tutaj znowu tysiąc wymówek). Wczoraj zauważył moje podkrążone, czerwone od płaczu oczy. "Znowu masz te swoje doły? Co tym razem, co ci znowu nie pasuje?". Nie chce mi się nawet komentować... Skłamałam ze wszystkich sił, że nie, po prostu robiłam peeling twarzy nowym kosmetykiem. Uwierzył bo się postarałam. Przełknęłam, zabolało jak diabli. O pierwszych dniach w nowej pracy nawet nie wspominałam bo i po co. "Tylko nie mów, że ci ZNOWU coś nie pasuje". Ten ton... W niej wszystko dobrze, tylko jak to zwykle bywa trzeba się przyzwyczaić do nowego rytmu dnia, a to po dwóch latach w domu i falstarcie z poprzednią pracą nie jest takie łatwe. Nie rozumiem skąd ta zmiana. Wszystko się powoli pieprzy od dłuższego czasu. Chciałabym bardzo żeby poszedł ze mną na następną wizytę do psychiatry. Może ona nakreśliłaby mu moje położenie, moje zachowanie, to co się ze mną dzieje, tak w ogóle chad. On niby wie, ale cóż to takiego? Diagnoza, leki i heja, musi być dobrze. Czuję się sama, całkowicie sama. Wszystko, co proponuję w każdej dziedzinie jest be. Moje propozycje w różnych sprawach (dom, dziecko) są beznadziejne wg. niego. Wprost tego nie mówi, daje odczuć komentarzami, zachowaniem. Fanaberie i tyle. Mam tego serdecznie dosyć. Jakkolwiek to zabrzmi czasami łapię się na tym, że łatwiej byłoby nam osobno. Ja-chora to niego nie pasuję. Tak się czuję. Nie piszcie żeby rozmawiać bo do tanga trzeba dwojga. Próbowałam, nie udało się. Może kryzys 9 roku?
Chyba nie mam siły. Jestem tchórzem, wolę proste rozwiązania. Myśli o rozstaniu są najłatwiejszym scenariuszem. Tylko pewnie młodą bym skrzywdziła, bo ojciec jest lepszym rodzicem.
Nie ogarniam tego wszystkiego....

On był osobą, na którą zawsze mogłam liczyć. W wielu trudnych sytuacjach byliśmy bliżej niż przed nimi. Zauważyłby mnie gdyby mnie nie było...

Edytor zaawansowany
  • kamyczek_02 18.08.11, 15:48
    Jestem zdolna do odejścia. Gdyby nie było młodej to być może już by mnie nie było. Odeszłabym i wiem, że byłabym twarda w postanowieniu o definitywnym końcu. To jedno wiem. Nie bolałoby mnie tak jak teraz, w każdym razie nie bardziej. Z czasem mniej, bez grzebania, bez naprawiania. Zrobiłabym to. Spakowała się, zostawiła długi list i zwiała na drugi koniec Polski lub z całkowicie z niej.
  • ergo_pl 18.08.11, 15:57
    a może potrzeba Wam odpoczynku od siebie, zwyczajnie, jak w każdym związku.
    wyjdź z koleżanką do kina, kawiarni itp.
    wpuść trochę powietrza między Was.
  • kamyczek_02 18.08.11, 16:06
    Nie mam koleżanek. Jestem sama. Powietrza mówisz. Spędzamy z sobą mało czasu. On dużo pracuje, często go nie ma. Do kina jedziemy za kilka dni razem z młodą. Chociaż ona wolałaby beze mnie ( "no przecież tato możemy jechać sami!"). Ja jestem poza nimi. Odsunięta prze niego i przez nią. Dziecko nie kłamie, nie udaje. Próbuję to szanować. Piszę jak czuję. Myślę, że oboje zrobiliby "ufff". Tym lepiej dla nich.
  • ergo_pl 18.08.11, 16:26
    Szkoda, że nie masz z kim wyjść. Wczoraj dziewczyny, jeszcze z podstawówki!, wyciągnęły mnie prawie na siłę do kawiarni, pośmiałyśmy się, ponarzekałyśmy, wszystkiego po trochu, i jakoś zmienia się, przynajmniej trochę, percepcja...
  • 36.a 19.08.11, 00:49
    Racja, duża.


    --
    Nie oczekuję już/Od życia samych róż
  • kamyczek_02 18.08.11, 16:02
    Dzisiaj wieczorem napiszę do niego list pisząc, że odnoszę wrażenie iż lepiej byłoby mu beze mnie. Powiem spokojnie, że nie musi się ze mną męczyć. Możemy rozwiązać to jak ludzie, pokojowo. Może odetchnie z ulgą. Jeżeli tak będzie, to co dalej? Nie mogę być egoistką i niszczyć rodziny - jest przecież dziecko. Z drugiej strony z ojcem byłoby jej lepiej. Są zgrani, wydaje mi się, że lepiej się rozumieją. Może nikt by niczego nie stracił. On-pozbył by się nienormalnej żony, miałby święty spokój, znalazłby sobie kogoś innego. Jego rodzina byłaby szczęśliwa. Córka-nie byłaby zdana na wychowywanie się ze mną. Miałaby normalnego rodzica. Ja-mogłabym być sobą, bez grania, udawania, że jest dobrze. Jednym słowem byłoby chyba lepiej. Wiem, że jej byłoby lepiej z tatą niż ze mną. Przykre, bardzo przykre, ale prawdziwe.
  • lolinka2 18.08.11, 17:45
    co ty się dziecka czepiasz, że chce samo z tatą? Ocipiałaś czy posiwiałaś?
    Przecież ona jest w wieku megazakochania w tatusiu - i bardzo dobrze, bo to znaczy, że rozwija się jak należy. Niech go sobie kocha do upojenia, przestań to odczytywać jako afront personalny, bo zwariujesz smile
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • kamyczek_02 18.08.11, 21:13
    Dzięki za trzeźwe spojrzenie. Wiem, to wszystko wiem.
  • majagor 18.08.11, 20:08
    Ja tylko do jednego się "doczepię".
    Dlaczego maskujesz się? Dlaczego kłamiesz? Dlaczego nie powiesz, jaki powód jest, iż oczy są takie, a nie inne?
    On nigdy nie zrozumie Ciebie, dopóki Ty będziesz się np. z takimi sprawami ukrywać...

    A stosunki córki z ojcem. Ciesz się, iż córka uwielbia tatę. On - z tego co piszesz dużo poza domem jest - więc to normalne, iż zachowuje się tak, a nie inaczej. Nasz Antek, gdy ma ojca w domu [ojciec jego jest muzykiem więc sporo wędruje po świecie], nie zauważa nic, nie zauważa nikogo. Liczy się tylko tata. A mama w tym czasie cieszy się, iż ma czas tylko dla siebie smile

    --
    "Kiedy nie miałam już nic do stracenia, dostałam wszystko.
    Kiedy o sobie zapomniałam, odnalazłam samą siebie.
    Kiedy poznałam upokorzenie, całkowitą uległość, stałam się wolna."
  • kamyczek_02 18.08.11, 20:28
    Ja się cieszę z tego kontaktu, ale zrozumcie, że przez patrzę na to przez pryzmat skrzywionego dzieciństwa. Cały czas staram się być dobrą matką i wydaje mi się, że nią nie jestem i nigdy nie będę. "Ojciec był super, ale ty byłaś do bani." - tego się boję. Chciałabym być takim rodzicem jak on.

    Maskuję się, bo bycie sobą nie jest fajne. Obnażam się przed nim, a on nie potrafi tego przyjąć do wiadomości. To jest takie... miękkie. Ja jestem miękka. Taka dupa jednym słowem. Jak udaję "normalność" to jest ok. Pewna siebie, stabilna - fajnie, nie sprawia problemu. Dla niego chad to inny wymiar. Choćby nie wiem ile czytał nie potrafi tego pojąć, ogarnąć. No przecież wystarczy się wziąć w garść. Owszem był przy mnie w depresji, ale ją się przecież leczy. Bierzesz leki i jest lepiej, zdrowiejesz. A chad? No jak to, bierzesz leki i jest różnie?!
  • kamyczek_02 18.08.11, 20:45
    Właśnie mu oznajmiłam, że 7 września idzie ze mną do lekarza i nie przyjmuję do wiadomości, że mu nie pasuje, nie może. Czasu jest sporo ma sobie wszystko tak poustawiać żeby znalazł czas. Ton głosu i postawę miałam taką, że oniemiał i ... chyba przyjął do wiadomości. Lekarkę uprzedzę wcześniej żeby mogła mu zrobić lekcję poglądową.
  • caray 18.08.11, 22:21
    Bardzo dobrze! smile
  • majagor 19.08.11, 08:55
    caray napisał:

    > Bardzo dobrze! smile

    A ja dyskutowałabym, czy zmuszanie kogoś do czegoś, na co nie ma absolutnie ochoty, ma jakiś sens. Co z tego, że on pójdzie tam zmuszony, co z tego, jak niby wysłucha co pani doktor mówi, skoro on tego nie chce? Jestem wręcz pewna, że z takiej wizyty nie wyniesie nic. Kompletnie nic. Bo on nie chce.
    Dla mnie dziwne, iż nie chce - bo zarówno mój ojciec zawsze bywał z Mamą u lekarza, moi faceci także sami z siebie chodzili. Przez ostatnie lata leczenia - nigdy nie byłam sama przed gabinetem.

    Może porozmawiać. Na spokojnie, w domu. Wyjaśnić, dlaczego ważne dla Ciebie jest, iż on pójdzie tam z Tobą. Wyjaśnić, że go tam nie zjedzą, a mogą wiele spraw wyjaśnić.
    Z ciągnięcia na siłę zrezygnowałabym....

    --
    "Kiedy nie miałam już nic do stracenia, dostałam wszystko.
    Kiedy o sobie zapomniałam, odnalazłam samą siebie.
    Kiedy poznałam upokorzenie, całkowitą uległość, stałam się wolna."
  • lolinka2 19.08.11, 10:25
    No właśnie też mnie dziwi, że nie chce...
    Takie "nie chce" może oznaczać kilka rzeczy:
    - ma wszystko w dupie (nie sądzę)
    - boi się jak cholera (obstawiam)
    - w momencie deklaracji że nie chce byliście z innych przyczyn na wojennej ścieżce, więc "na złość babci odmrozi sobie uszy" (prawdopodobne)
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • 36.a 19.08.11, 11:20
    Z niewolnika nie ma robotnika...

    Ja siłą nie dałabym się zaciągnąć nigdzie.

    --
    Nie oczekuję już/Od życia samych burz
  • kamyczek_02 19.08.11, 15:19
    Sądzę, że się boi. Trudno, musi iść i koniec. Zarzut wobec mnie - "bo ty zawsze wszystko sama planujesz, podejmujesz decyzje i stawiasz mnie przed faktem dokonanym. Jedyna, słuszna decyzja, bez liczenia się z moim zdaniem" .
  • 36.a 19.08.11, 00:47
    Przytulam i rozumiem, tak bardzo. Osoba zdrowa NIE JEST w stanie zrozumieć dołów, płaczu, smutku. Nie jest w stanie pomyśleć, że depresję może generować własnie ona i że ona właśnie ciepłem i troską mogłaby tak bardzo pomóc. Jestem realistką.
    W długim związku depresja to schody i zniechęcenie partnera. "Znowu to samo".

    Odejść - nie. Zawsze zdążysz. Ale zrób sobie program zatroszczenia się o siebie. Twardo będziesz musiała SAMA (my tu są na forum dla Ciebie) wyciagnąć się za uszy. Autopsja. Odstresowuje mnie bardzo pływanie, Ciebie bieganie - dobrze pamiętam? Tak, dążymy do takiego stanu, aby nie pokazywać płaczu, słabości też. Siła, która płynie z dumy z siebie - BEZCENNA.

    Nie ciągaj go proszę na siłę do psychiatry. Nie podrzucaj żadnych broszur. Płonne.
    Zajmij się sobą. Nawet znikając na weekend DLA SIEBIE. O ile to możliwe.

    Napiszę, co często myślę. Że depresja któregoś z moich domowników byłaby trudna do przyjęcia. Może i lepiej, że to ja. Skoro padłam, to i się podniosę. Ty też. Wierzę, że depresja dla partnera może być czymś stresującym, bardzo. Znasz stresy swojego męża?

    Niezależnie od wszystkiego życzę dużo SIŁY.

    --
    W ogrodzie naszym/Gałęzie drżą
  • kamyczek_02 19.08.11, 15:29
    Moje troszczenie się o siebie zawsze koniec końców powoduje wyrzuty sumienia i myśli w stylu "ale z ciebie egoistka".
    Psychiatra dla niego to abstrakcja. Neurolog - o to tak, bada, leczy coś nie namacalnego. Psychiatra to trochę takie czary-mary. Znajdźcie mi człowieka, znajdę mu chorobę. Czasem trzeba z nim siłą. Tak jak w przypadku corocznych badań. "Nie szukaj mi choroby" - a teraz po zawale brata i identycznych problemach z ojcem, kiedy żył "dzięki, że mnie za uszy co roku zaciągałaś na badania". Uparty, stary osioł.
  • skwr2 19.08.11, 18:32
    Na pocieszenie powiem Ci, że mój ex po 5ciu latach mojego chadowania postawił mi pytanie: A co to właściwie jest ta depresja?. Zapragnął wiedzy, gdyż zdarzyła mu się depresyjna kochanka, której on postanowił pospieszyć z duchową pomocą. I co powiesz o swoim m?smile
  • marysia_live 19.08.11, 19:00
    Kamyczku, wiem że to żadne pocieszenie, ale moi partnerzy też nie rozumieli moich zawiłych "stanów". Przepraszam, był jeden co je akceptował. Miał również chad, ale to była toksyczna relacja. Z drugiej strony, z perspektywy ludzi zdrowych, to naprawdę trudno ogarnąć rozumem. W tym roku kończę trzydzieści lat i dopiero teraz, po tylu latach, mam przeczucie, że rodzina mnie wspiera, choć nie rozumie tego nadal. Choroba jest nie tylko dla nas czymś bolesnym, ale też dla naszych bliskich. Nie zaciągaj go nigdzie na siłę, bo to nic nie da. Nie można nikogo do niczego zmusić. Zamiast tego spróbuj więcej czasu poświęcić sobie i zobaczysz co z tego wyniknie.
  • czubata 20.08.11, 00:53
    Kamyczku,mój mąż chodził ze mną do lekarza,w szpitalu z psychiatrami gadał,i jakoś to wcale nie sprawiło że mnie zaczął rozumieć. Nikt kto sam nie doświadczy takiej choroby nigdy nie będzie w stanie zrozumieć,nawet przy najlepszej wiedzy teoretycznej.
    Natomiast takie marudzenie -co znowu masz doła?- czy tym podobne,to może być jego sposób na wylanie frustracji,no bo nie oszukujmy się, życie z chadowcem bywa frustrujące,albo jest nas za dużo,albo jesteśmy nieobecni. Ja tobie poradzę, zaciśnij zęby. Ja już się nauczyłam puszczać mimo uszu,zwłaszcza gdy kiedyś zdobył się na przyznanie że odczuwa frustrację i też ma prawo do emocji. Także już nigdzie go nie targam,nie namawiam,chyba że sam proponuje. Im mniej naciskam,i pozwalam mu na swobodę,tym jemu chyba łatwiej. I staram się generalnie dbać o to aby w domu nie kręciło się wszystko wokół choroby, bo nie chce nikogo obciążać. Nie żalę mu się,nie zwierzam, bo szukać w tej kwestii zrozumienia to jak gadanie do ściany. A takie decyzje pod wpływem nastroju,jak rozwód mogą bardzo szkodzić. Moja siostra w ten sposób rozstała się z mężem i ostatnio przyznała mi się że żałuje, bo chociaż trudności w małżeństwie miała nieziemskie,to po rozstaniu dopiero poczuła jaki on był dla niej ważny,że to jedyna miłość jej życia, tylko że...przepadło. A mogłoby jeszcze być gdyby nie zła decyzja w złym czasie.
  • eydur8791 22.08.11, 15:13
    Zgadzam się z Czubatą: nie możemy wymagać zrozumienia, bo nikt kto nie przeżył chadu nie zrozumie. I nie jest to gloryfikowanie naszego stanu. Ja nie zrozumiem chorego na raka, kolegi, któremu umarł ojciec, gdy był mały i wielu innych rzeczy. Natomiast wydaje mi się, że możemy oczekiwać wsparcia i chęci poznania nas, naszej choroby, rozmowy o tym i uzyskania wiedzy jak się zachowywać, gdy mamy swoje stany. Uważam, że jeśli ktoś wypowiada się o chorobie nie tylko naszej, bez wiedzy, bez najmniejszej chęci jej poznania jest burakiem i żyje w swojej hermetycznej klatce i chce tam zostać. Rozumiem ludzi, że boją się tej choroby, bo jest czymś nieznanym, a wiadomo nowe i niepoznane jest najbardziej niebezpieczne.
    Ja teraz mam bardzo dobre relacje z 2 połówką. Ona mnie nie ocenia, nie radzi, jest i to najważniejsze, wspiera mnie, słucha i chce wiedzieć, co robić, jak się zachować. Nasz związek nie doświadczył depresji czy (hipo)manii jeszcze, ale myślę, że chyba dalibyśmy radę. Najważniejsze to czuć, że 2 osoba jest po Twojej stronie. A i myślę, że udany związek i głęboka relacja z 2 osobą może łagodzić chorobę.

    --
    Dekalog jest tak zwięzły i prosty, tylko dlatego, że nie pisali go prawnicy.
    Adam i Ewa się nie rozwiedli, tylko dlatego, że nie znaleźli dobrego prawnika.
  • eremka 22.08.11, 16:02
    bo jest tylko człowiekiem i może być zmęczony
    rozczarowany zmeczony i znowu zmęczony
    czy on zawsze musi rozumiec, być oparciem, bankomatem, lekiem na całe zło i służyć ramieniem, chusteczką, chętnym uchem ...
    litości
    ----------------------------------------
    Im bardziej będziemy komuś włazić w tyłek, tym bardziej będzie nam właził na głowę - zasłyszane, zapamiętane
  • 36.a 23.08.11, 01:27
    Witaj, eremko
    Chyba sobie przyszłaś z forum dla rodzin. To co napisalaś to hm projekcja?
    Bo nie bardzo ma związek z wątkiem...
    Rozumiem, żeś zmęczona smile

    --
    Nie oczekuję już/Od życia samych burz
  • eremka 23.08.11, 10:26
    akurat TERAZ nie jestem zmeczona
    ale BYWAM zmęczona
    na przykład powtarzalnością zdarzeń
    dzielę sie odczuciem jako osoba będąca w związku z chorym na chad
    partner kamyczka też pozostaje w zwiazku z chorą na chad
    występuje pewne podobieństwo ...
    podpowiadam, że może partnerem nie kieruje zła wola, tylko mu sie jakieś emocje urwały z uwięzi ... bywa, jesteśmy wszak ludźmi
    to nie jest projekcja (trudne słowo, ale mozna znaleźć w internecie big_grin), to przyznanie się do słabości - nie jestem herosem ani matką Teresą ani GI Jane - bywam zmęczona, bywam rozczarowana, miewam dosyć siebie, swojego życia ... swojej pracy... swoich współpracowników i tak dalej ...
    (a poza tym niestety nie jestem zdrowa - do końca ani psychicznie ani fizycznie big_grin)

    eot
    ----------------------------------------
    Im bardziej będziemy komuś włazić w tyłek, tym bardziej będzie nam właził na głowę - zasłyszane, zapamiętane
  • babalaba 23.08.11, 11:20
    Zgadzam się, czuję się tak samo, jako żona MD.
    Trudno jest regenerować siły, wymiana w parze też jest zachwiana.


  • lolinka2 23.08.11, 11:44
    Gdyby było tak źle, jak piszesz, to mój związek nie powinien mieć racji bytu w ogóle - bo skoro oboje chorujemy, to kto ma rozumieć, być oparciem, bankomatem, lekiem na całe zło, służyć ramieniem, chusteczką i chętnym uchem???

    I może tego nie wiesz, a może nie chcesz wiedzieć (bo poczucie wartości opierasz np na tym, że oto jesteś i dźwigasz swój ciężar z tym człowiekiem...), ale w normalnym związku jest tak, że obie strony bywają słabe, cierpiące, zniechęcone, potrzebują oparcia, wysłuchania, przytulenia itp. I nawet w związku dwóch osób z ChAD da się taki stan osiągnąć. Sekret jest prosty - nikt nie bierze na siebie roli opiekuna. Opiekun potrzebny jest dziecku albo psu. Człowiekowi dorosłemu (niezależnie od stanu zdrowia) potrzebny jest partner, kochający, wspierający i życzliwy. A reszta ról życiowych do indywidualnych negocjacji i podziału.
    U nas np ja robię za bankomat, a chłop za ramię i lek na całe zło. Rozumieć staramy się oboje. Po 10 latach czuję się w tym związku nie tylko dobrze, ale wręcz bardzo dobrze. Druga strona również. Razem żyjemy, razem pracujemy, razem odnosimy sukcesy, razem planujemy, razem działamy, razem wychowujemy dzieci... Da się.
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • hd_vision 23.08.11, 13:16
    Z punktu widzenia dziecka rodzica chorego na CHAD nie wkurzała mnie choroba, niewstawanie z łóżka, ciągłe gadanie, kupowanie mi wszystkiego albo dla odmiany niczego.
    Wkurzała mnie wyjątkowa zdolność do wysysania energii i uwagi rodziny.
    Pisanie listow i "zabijanie sie" - było
    Ciaganie matki (kekarza) po lekarzach - było
    Rajdy po sklepach - było
    "Cudowne weekendy" z atrakcjami - było
    A ja chciałam po prostu pobyć z normalną mamą.
    Tego nie było. Bo całą uwagę skupiał ON.
    Marzyłam żeby chociaż przez dzień był niewidoczny......
  • hd_vision 23.08.11, 13:25
    Odpuść i skonsultuj z lekarzem czy to nie stan mieszany.
  • kamyczek_02 23.08.11, 17:42
    To do mnie?
    Mieszany, a jakże. Od dłuższego czasu było dobrze, czułam się bardzo dobrze pod względem chadowym. Nigdy nie miałam manii, nie byłam hospitalizowana, nie mam na koncie prób samobójczych. Owszem myślałam o tym, ale na myśleniu się skończyło. Nikt poza mną i nim o tym nie wie. Przyznałam mu się sama. Chad raczej hmmm łagodny biorąc pod uwagę to jak może przebiegać.

  • eremka 23.08.11, 13:39
    nadużyciem albo mało finezyjną próbą dowartosciowania siebie samej (niby celną oceną eremki) jest pisanie, że "I może tego nie wiesz, a może nie chcesz wiedzieć (bo poczucie wartości opierasz np na tym, że oto jesteś i dźwigasz swój ciężar z tym człowiekiem...)

    no, wybacz, ale to, że sie leczysz od 10 lat? i chodzisz na różne terapie, a także specjalizujesz w podobno w tłumaczeniach medycznych i tak dalej i tak dalej nie stawia Cię na pozycji wszechwiedzącej terapeutki (a na taką postać na forum sie kreujesz) ...
    ale nie martw się, nie obraziłas mnie ...

    lolinka2 napisała:

    > Gdyby było tak źle, jak piszesz, to mój związek nie powinien mieć racji bytu w
    > ogóle - bo skoro oboje chorujemy, to kto ma rozumieć, być oparciem, bankomatem
    > , lekiem na całe zło, służyć ramieniem, chusteczką i chętnym uchem???

    a gdzie ja niby w poprzedniej wypowiedzi napisałam, ze ŹLE?
    podkreślałam, że różnie .... w życiu BYWA różnie, kwadratowo i podłużnie big_grin

    Sekret jest prosty - nikt nie bierze na sie
    > bie roli opiekuna. Opiekun potrzebny jest dziecku albo psu. Człowiekowi dorosłe
    > mu (niezależnie od stanu zdrowia) potrzebny jest partner, kochający, wspierając
    > y i życzliwy. A reszta ról życiowych do indywidualnych negocjacji i podziału.
    > U nas np ja robię za bankomat, a chłop za ramię i lek na całe zło. Rozumieć sta
    > ramy się oboje. Po 10 latach czuję się w tym związku nie tylko dobrze, ale wręc
    > z bardzo dobrze. Druga strona również. Razem żyjemy, razem pracujemy, razem odn
    > osimy sukcesy, razem planujemy, razem działamy, razem wychowujemy dzieci... Da
    > się.

    litości... powaliłas mnie na łopatki tym "sekret jest prosty"
    Ty chyba rzeczywiście uwierzyłaś, że zjadłaś wszystkie rozumy big_grin
    żeby takimi truizmami częstować ludzi ... weź się ogarnij, bo masz już prawie 30 lat i nie sądzę, zebys obcowała tylko z miłosnikami latynoskich telenowel ... ale jeśli tak jest, to uwaga! kiedys mozesz trafić na homo sapiens, z naciskiem na sapiens big_grin

    chociaż w zasadzie ...
    sorry chyba masz rację sekret rzeczywiście jest prosty
    a mianowicie, każdy związek ma SWÓJ "sekret" i najwazniejsze, to starać się mocno i dążyć do swojego absolutu wink
    ----------------------------------------
    Im bardziej będziemy komuś włazić w tyłek, tym bardziej będzie nam właził na głowę - zasłyszane, zapamiętane
  • sapiencja 23.08.11, 14:09
    eremka napisała:

    "> nadużyciem albo mało finezyjną próbą dowartosciowania siebie samej (niby celną
    > oceną eremki) jest pisanie, że "I może tego nie wiesz, a może nie chcesz wiedzi
    > eć (bo poczucie wartości opierasz np na tym, że oto jesteś i dźwigasz swój cięż
    > ar z tym człowiekiem...)
    >
    > no, wybacz, ale to, że sie leczysz od 10 lat? i chodzisz na różne terapie, a t
    > akże specjalizujesz w podobno w tłumaczeniach medycznych i tak dalej i tak dale
    > j nie stawia Cię na pozycji wszechwiedzącej terapeutki (a na taką postać na for
    > um sie kreujesz) ...
    > ale nie martw się, nie obraziłas mnie ...
    >
    > lolinka2 napisała:
    >
    > > Gdyby było tak źle, jak piszesz, to mój związek nie powinien mieć racji b
    > ytu w
    > > ogóle - bo skoro oboje chorujemy, to kto ma rozumieć, być oparciem, banko
    > matem
    > > , lekiem na całe zło, służyć ramieniem, chusteczką i chętnym uchem???
    >
    > a gdzie ja niby w poprzedniej wypowiedzi napisałam, ze ŹLE?
    > podkreślałam, że różnie .... w życiu BYWA różnie, kwadratowo i podłużnie big_grin
    >
    > Sekret jest prosty - nikt nie bierze na sie
    > > bie roli opiekuna. Opiekun potrzebny jest dziecku albo psu. Człowiekowi d
    > orosłe
    > > mu (niezależnie od stanu zdrowia) potrzebny jest partner, kochający, wspi
    > erając
    > > y i życzliwy. A reszta ról życiowych do indywidualnych negocjacji i podzi
    > ału.
    > > U nas np ja robię za bankomat, a chłop za ramię i lek na całe zło. Rozumi
    > eć sta
    > > ramy się oboje. Po 10 latach czuję się w tym związku nie tylko dobrze, al
    > e wręc
    > > z bardzo dobrze. Druga strona również. Razem żyjemy, razem pracujemy, raz
    > em odn
    > > osimy sukcesy, razem planujemy, razem działamy, razem wychowujemy dzieci.
    > .. Da
    > > się.
    >
    > litości... powaliłas mnie na łopatki tym "sekret jest prosty"
    > Ty chyba rzeczywiście uwierzyłaś, że zjadłaś wszystkie rozumy big_grin
    > żeby takimi truizmami częstować ludzi ... weź się ogarnij, bo masz już prawie 3
    > 0 lat i nie sądzę, zebys obcowała tylko z miłosnikami latynoskich telenowel ...
    > ale jeśli tak jest, to uwaga! kiedys mozesz trafić na homo sapiens, z naciskie
    > m na sapiens big_grin
    >
    > chociaż w zasadzie ...
    > sorry chyba masz rację sekret rzeczywiście jest prosty
    > a mianowicie, każdy związek ma SWÓJ "sekret" i najwazniejsze, to starać się moc
    > no i dążyć do swojego absolutu wink
    > ----------------------------------------

    > Im bardziej będziemy komuś włazić w tyłek, tym bardziej będzie nam właził na gł
    > owę - zasłyszane, zapamiętane"




    Różne teksty tu czytałam, ale tak obrzydliwego, jak długo tu jestem, jeszcze nie czytałam.








    --
    taniecaleny.blox.pl/html
  • lolinka2 23.08.11, 15:50
    eremko, sporo złości i żalu w sobie nosisz.
    Szkoda tylko, że obrywa się osobom, które tobie bezpośrednio nie zawiniły. Rykoszetem, z odbicia... bo były pod ręką... po internet jest anonimowym medium...
    Nie marnuj energii niepotrzebnie, jest zbyt cenna. Lepiej ją spożytkować do zmiany siebie, swojego życia - efekty będą nieporównywalnie korzystniejsze.
    Pozdrawiam!
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • 36.a 23.08.11, 17:03
    > eremko, sporo złości i żalu w sobie nosisz.

    ooooo, celne.
    Karolina, uśmiechy za reakcje na posta eremki.

    a z innej beczki. nie do końca się zgadzam. czasem jest się i "dzieckiem" w związku (i nie dotyczy to tylko i wyłącznie chorego partnera). sztuką jest nie pozostawać w tej roli zbyt długo. partnerstwo doskonałe to utopia. a tu, na forum dla chadowców, powinna być taka sama selekcja (mam na mysli osoby zdrowe) jak na forum dla rodzin [śmiech].


    --
    Nie oczekuję już/Od życia samych burz
  • lolinka2 23.08.11, 17:08
    36.a napisała:

    > ooooo, celne.
    > Karolina, uśmiechy za reakcje na posta eremki.

    Odśmiecham się też. Terapia w krzaki nie idzie smile
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • eremka 24.08.11, 10:13
    lolinka2 napisała:

    > eremko, sporo złości i żalu w sobie nosisz.
    i co z tego? szkoda, że nie odniosłaś sie do meritum ... i nie napisałaś, dlaczego uwazasz, że jest jeden opatentowany (przez Ciebie) sposób na dobry ZWIĄZEK ...
    oczekiwałam czegoś więcej, a nie pojechania stereotypem pt. żółć Ci mózg zalewa... ale widac niewiele Cię obchodzi to, co piszę big_grin

    > Szkoda tylko, że obrywa się osobom, które tobie bezpośrednio nie zawiniły. Ryko
    > szetem, z odbicia... bo były pod ręką... po internet jest anonimowym medium...
    ale, Lola?!
    co Cię tak dotknęło? o pozjadaniu rozumów? przecież wypowiadasz się autorytatywnie w wielu sprawach ... jesteś alfa i omegą (wpisz sie w wyszukiwarkę i poczytaj swoje teksty)
    jak Cię widzą, tak Cię piszą - ja tak Cię widzę ... Ty widzisz, ze ja pełna żalu, złości, jadu, zawiści, projekcji itd. itp. (niepotrzebne skreślić)

    > Nie marnuj energii niepotrzebnie, jest zbyt cenna. Lepiej ją spożytkować do zmi
    > any siebie, swojego życia - efekty będą nieporównywalnie korzystniejsze.
    > Pozdrawiam!
    nie uważam, że to jest marnacja wink energii ...
    przychodzą tu też osoby takie jak ja i czego się od Ciebie dowiadują? a na przykład, że związek z chorym to taki sam związek jak na przykład z zapalonym cyklistą ... otóż nie ...
    nad każdym związkiem trzeba się napracować (przede wszystkim nad sobą big_grin w tymże związku)
    a tutaj trzeba zmienic optykę widzenia ... związek z chorym nad chad czy cos innego jest tak samo możliwy jak każdy inny, ale mówienie, że to proste, łatwe i przyjemne jest nadużyciem ...
    wpieranie ludziom, że sekret jest prosty, jest szkodliwe ... wolę tekst, że sekret jest do odkrycia (jak się postaramy)
    ergo nie uważam, że tracę coś wypowiadając się ... może to, co piszę komuś? na coś? przyda się ... mam żyłkę społecznikowską po prostu ...

    pozdrawiam
    ścielę się do nóżek
    całuję rączki szanownej dobrodziejki
    ----------------------------------------
    Im bardziej będziemy komuś włazić w tyłek, tym bardziej będzie nam właził na głowę - zasłyszane, zapamiętane
  • lolinka2 24.08.11, 11:22
    skoro o wyszukiwarce mowa...
    Pisałam to niejednokrotnie, że można być zdrowym człowiekiem lub zdrową świnią, chorym człowiekiem lub chorą świnią. Mój prosty sekret (braku stałego niańczenia) to recepta na związek z chorym człowiekiem, nie z chorą świnią. Na resztę ludzi recepty nie mam, bo nie sprawdziłam (nigdy nie byłam w takiej sytuacji).
    Po wtóre - gdzieś pod koniec tego postu, który wywołał twoją żywiołową dość reakcję, było zdanie "reszta ról życiowych do indywidualnych negocjacji i podziału" - czyli w każdym związku może to wyglądać inaczej, byle odpowiadało potrzebom obu tworzących go stron.
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • sapiencja 24.08.11, 13:44
    lolinka napisała:
    "...można być zdrowym człowiekiem lub zdrową świnią,
    chorym człowiekiem lub chorą świnią. Mój prosty sekret (braku stałego niańczenia) to recepta na związek z chorym człowiekiem, nie z chorą świnią."


    lolinko, a co Ci to zwierzątko złego zrobiło, że tak je obrażasz wink















    --
    taniecaleny.blox.pl/html
  • lolinka2 24.08.11, 13:55
    ochhh, noooo... poleciałam stereotypem...

    A co mi zwierzątko zrobiło? Już Ci mówię: "bo schabowy był za twardy" tongue_out tongue_out tongue_out
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • sapiencja 24.08.11, 14:01
    lolinka2 napisała:
    "bo schabowy był za twardy".


    Zły kucharzwink







    --
    taniecaleny.blox.pl/html
  • eremka 24.08.11, 14:54
    znamy przecież obie dwie te gry i zabawy, jak umniejszyć inteligentnie adwersarza i jego wywody wink
    ----------------------------------------
    Im bardziej będziemy komuś włazić w tyłek, tym bardziej będzie nam właził na głowę - zasłyszane, zapamiętane
  • eremka 24.08.11, 14:52
    lolinka2 napisała:

    > skoro o wyszukiwarce mowa...
    > Pisałam to niejednokrotnie, że można być zdrowym człowiekiem lub zdrową świnią,
    > chorym człowiekiem lub chorą świnią. Mój prosty sekret (braku stałego niańczen
    > ia) to recepta na związek z chorym człowiekiem, nie z chorą świnią. Na resztę l
    > udzi recepty nie mam, bo nie sprawdziłam (nigdy nie byłam w takiej sytuacji).
    > Po wtóre - gdzieś pod koniec tego postu, który wywołał twoją żywiołową dość rea
    > kcję, było zdanie "reszta ról życiowych do indywidualnych negocjacji i podziału
    > " - czyli w każdym związku może to wyglądać inaczej, byle odpowiadało potrzebom
    > obu tworzących go stron.

    tylko koty mnie kręcą, świniny to nie jadam wink
    zresztą mięsa jem w ogóle mało
    żywiołowo reaguję na przemoc, oszustwa, kłamstwa (na przykład manipulacje) ... jestem mocno żywiołowa, mimo wieku ... thx God że mam mało czasu na neta, bo pewnie przypominałabym niektóre moje "ulubienice" big_grin
    acha, nie polemizowałam ze zdaniem, że role życiowe w zwiazku są ustalane w drodze indywidualnych negocjacji...

    a generalnie chodziło mi o to, żeby powiedzieć kamyczkowi, że jej mąż moze ma gorsze chwile, moze niezwiązane z nią i jej chorobą (bo w końcu naprawdę nie wszystko w związkku kręci się naokoło tej chorej osoby) i tyle....
    i wtedy trzeba swoje działanie dostosować do sytuacji i moze w odpowiedniej chwili próbowac mu przekazać (może sie akurat uda?), że zależy jej (czyli kamyczkowi), aby poszedł z nią raz na jakis czas do lekarza ...?

    ----------------------------------------l
    Im bardziej będziemy komuś włazić w tyłek, tym bardziej będzie nam właził na głowę - zasłyszane, zapamiętane
  • lolinka2 24.08.11, 15:04
    Wobec tego co do meritum się zgadzamy
    - mój tekst o braku niańczenia = nie wszystko w związku kręci się wokół chorej osoby
    - mój tekst o indywidualnych negocjacjach = zgodziłaś się, zresztą to jest spójne z twoim tekstem o tym, że każdy związek ma swój sekret

    Wobec powyższego pytam: czemu się czepiasz smile ?
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • eremka 25.08.11, 10:38
    lolinka2 napisała:

    > Wobec tego co do meritum się zgadzamy
    > - mój tekst o braku niańczenia = nie wszystko w związku kręci się wokół chorej
    > osoby
    > - mój tekst o indywidualnych negocjacjach = zgodziłaś się, zresztą to jest spój
    > ne z twoim tekstem o tym, że każdy związek ma swój sekret
    >
    > Wobec powyższego pytam: czemu się czepiasz smile ?

    o szczegół: że sekret nie jest prosty (ino zakręcony w trompke) i jego znalezienie jest cholernie trudne (ale wykonalne)
    acha, do tych złotych myśli dorzucę jeszcze jedną perełkę big_grin że nic nie jest nam dane na zawsze
    dziekuję za uwagę
    ----------------------------------------
    Im bardziej będziemy komuś włazić w tyłek, tym bardziej będzie nam właził na głowę - zasłyszane, zapamiętane
  • kamyczek_02 26.08.11, 20:01
    Wczoraj wróciłam z terapii. Musiałam ochłonąć, przemyśleć...
    Wyłania się taki o to obraz: "Ja -Przynieś proszę filiżankę z kuchni. On -Yyy, nie ma filiżanki są tylko jakieś kubki".I tak to mniej więcej wygląda. Nikt nie chce źle, ale wychodzi jak zawsze...
    Jest człowiekiem silnie stąpającym po ziemi, ja...jestem jaka jestem. Rodzina to dla niego świętość. W wielu momentach ciężkich w naszym życiu zawsze był bliżej - jeden za wszystkich...


  • 36.a 27.08.11, 11:27
    Nie wiem skąd, ale przyszło mi do głowy słowo kastracja
    Nie przesadzasz z tymi kubkofiliżankami?
    Kurczę, strach być Twoim mężem.


    --
    Nie oczekuję już/Od życia samych róż
  • kamyczek_02 27.08.11, 11:44
    Yyyy, ale to przykład myślenia, a nie sytuacja z życia.
  • kamyczek_02 27.08.11, 11:48
    Analogicznie: facet idzie to sklepu po farbę w kolorze turkusowym. Wraca, wręcza żonie, a tak mówi: przecież to jest niebieska farba! Facet: a turkus to nie niebieski???
  • sapiencja 27.08.11, 12:00
    Kamyczku, nie obraź się, ale jesteś bardzo drobiazgowasmile
    Wymagasz od mężczyzny, aby odróżniał filiżankę od kubka???
    Oni ogarniają całość.
    Prawdę mówiąc, powinnaś być zadowolona, że przyniósł Ci ten kubek.
    Są mężczyźni, którzy, na takie prośby, głuchną nagle.













    --
    taniecaleny.blox.pl/html
  • kamyczek_02 27.08.11, 12:04
    Ale to taki skrót myślowy smile Przecież to się NIE wydarzyło, to taki przykład myślenia często używany żeby pokazać różnicę w postrzeganiu przez kobiety i mężczyzn.
  • 36.a 27.08.11, 15:01
    Nie skrót...
    Nie staraj się na siłę przerabiać kogoś. Może bądź z kobietą skoro Ci zależy na tym, aby ktoś Ci bliski czuł niaunse i wiedział, co to jest błękit paryski.


    [od razu napiszę, że są mężczyzni wiedzący. staram się nie być seksistowska]
    --
    Nie oczekuję już/Od życia samych burz
  • lolinka2 27.08.11, 13:11
    nooo.... mnie też.
    --
    Ad maiorem interpret(ation)is gloriam smile
  • kamyczek_02 27.08.11, 12:26
    Czasami tak zupełnie na spokojnie myślę, że lepiej dla innych byłoby gdybym była sama. Facet nie musiałaby mnie znosić, miałby może lajtowe życie z jakąś inną kobietą, a ja nie krzywdziłabym nikogo i nie czułabym się winna.
    Gdybym mogła się cofnąć w czasie to nie wiązałabym się z nikim na poważnie, nie zakładałabym rodziny. Proszę mnie źle nie zrozumieć, ale to nie wynika z mojego egoizmu i jakiegoś żalu, a raczej z myślenia w pierwszej kolejności o innych osobach, które teraz żyją ze mną. Jak widać źle mi to wychodzi i obarczone jest problemami i ryzykiem średnio fajnego życia mojego męża, córki. Piszę te słowa bez emocji. Oczywiście można powiedzieć: jak możesz to pisać?! Ale gdybym się z nim nie była (gdybyśmy zerwali tuż na samym początku) to pobolałoby trochę jego i mnie. On znalazłby sobie kogoś innego. Miałby dziecko z kimś innym. Tylko kto wiedział, że zachoruję na chad...
  • kamyczek_02 27.08.11, 12:31
    Teraz każdy z nas by ucierpiał więc trzeba żyć dalej i próbować kleić wszystko jak najlepiej się da. Ja muszę chodzić na terapię dla nich w myśl hasła "żeby wszystkim żyło się lepiej", żeby dziecko miało zdrowe dzieciństwo, a potem normalne życie. Cholera wie, co z tego wyjdzie.
  • kamyczek_02 27.08.11, 12:36
    Był już chyba podobny wątek pt. "Czy zdecydowalibyście się na założenie rodziny wiedząc, że chorujecie na chad?". Ktoś próbował udowadniać, że spokojnie można funkcjonować tak samo jak zdrowa osoba tj. mieć dzieci, męża lub stałego partnera. Niektórzy mówili, że wiedząc o chadzie nie zdecydowaliby się na dzieci, rodzinę, itd. Wtedy byłam po tej pierwszej stronie, a teraz... bardziej skłaniałabym się (mówię o sobie i tylko o swoim przykładzie) ku drugim scenariuszu dla dobra wszystkich.
  • sapiencja 27.08.11, 13:21
    Kamyczku, nie ma:
    perfekcyjnej żony,
    perfekcyjnej matki
    Jest tylko, Anthea Turner - perfekcyjna pani domusmile









    --
    taniecaleny.blox.pl/html
  • 36.a 27.08.11, 15:04
    Tu chodzi o coś zupełnie innego. I z czytania Twoich postów nie wynika, że dobro innych na 1. miejscu. Życzę owocnych odkryć.


    --
    Nie oczekuję już/Od życia samych burz
  • kamyczek_02 27.08.11, 21:08
    W takim razie co wynika? Czuję, że byłoby im lepiej beze mnie. Tak czuję, myślę. To nie są puste słowa. Co w takim bądź razie z osobami mającymi za sobą próby samobójcze lub myśli o samobójstwie? Są egoistami do bólu ponieważ myślą w tym wypadku tylko i wyłącznie o sobie - tak myślą zdrowi ludzie, a oni myślą zupełnie co innego.
    Staram się i mi nie wychodzi. Udaję, że jest dobrze. Płaczę pod prysznicem bo szum wody zakłóca wszelkie odgłosy. On tego nie widzi, dziecko tego nie widzi. Duszę w sobie wiele uczuć na zewnątrz uśmiechając się, żeby nikt się o mnie nie martwił, żeby nie przysparzać problemu. Próbowałam kilka razy mówić jak się czuję. Brak zrozumienia więc po co sie narzucać. Nie chcę żeby on lub ktokolwiek czuł się winny. Staram się być dobrą matką, wychodzi różnie według mnie, on mówi szczerze, że jest ok. Wiem, że nie jestem moją matką, ale tak bardzo chciałabym nią naprawdę nie być - ta myśl tkwi mi w głowie, nie daje spokoju. Bardzo kocham swoją córkę i bardzo staram się być dobrą matką, w której nie znajdzie choćby krzty odbicia mojej matki.

    Podziel się swoimi odkryciami dotyczącymi mojej osoby.
  • kamyczek_02 27.08.11, 21:22
    Owszem czasami nie wytrzymuję i krzyczę, jednak po tym przychodzi myśl "kontroluj się, kontroluj się...". Pilnuję się bez przerwy jak alkoholik żeby być dobra, żeby być dobrą żoną i matką i córką i człowiekiem. O tym, co czuje naprawdę, jak się czuję nie wie NIKT oprócz was i obecnie psychoterapeutki. Z nikim nie dzielę się nawet w jednym procencie tym jak jest bo ja naprawdę nie chcę ich martwić, bo wiem, że nie zrozumieją i będą czuli się z tym źle. Żałuję bardzo, że z nim rozmawiałam. Teraz on myśli, że jestem nieszczęśliwa, że to jego wina, przecież on się stara. Nigdy sobie nie odpuszczam - to już słowa mojej psychoterapeutki.
  • kamyczek_02 27.08.11, 21:28
    Wszystkim, co myślę, co mnie gnębi dzielę się z wami, bo nie mam NIKOGO komu mogę o tym mówić. Nikogo. Nie mam przyjaciół bo z racji nazywania się przyjaciółmi wiedzieli by co czuję i na pewno by się o mnie martwili. Rodzeństwo odpada z tego samego względu.
  • 36.a 28.08.11, 00:20
    Nie mogę. Terapia da Tobie odpowiedzi. Wyżej napisalam jedno zdanie.
    Życzę siły.

    --
    W ogrodzie naszym/Gałęzie drżą
  • kamyczek_02 28.08.11, 11:15
    Dziękuję.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.