CHAD, a praca Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Jestem nowa na forum.
    Zdiagnozowany CHAD mam od lat siedmiu. Leczę się farmakologicznie, a od niedawna psychoterapią. Moja choroba wygląda książkowo. Góry, dołki, dołki, góry itd.
    Mam kochającego męża, buduję dom, mam ciekawą pracę (prowadzę działalność gospodarczą) i właśnie tu zaczyna się problem.
    Część osób wie, że choruję. Inni się domyślają. Jedni i drudzy niewiele wiedzą o chorobie. Ciekawa jestem, czy Wy mówicie o tym, że chorujecie? Staracie się, żeby koledzy w pracy Was zrozumieli? Miewacie dłuższe zwolnienia z pracy? Ja mam ogromne szczęście, że moja praca nie wymaga ode mnie codziennej obecności w trybie ośmiogodzinnym. Mam też możliwość pracy w domu. Jednak moje nieobecności drażnią moich kolegów, a ja sama widzę jak wiele tracę nie będąc w pracy codziennie.
    Napiszcie, jak wyglądają Wasze dni pracy. Czy macie zahamowania, żeby mówić o chorobie?

    Pozdrawiam wszystkich!

    • Witaj.
      U mnie w pracy wie jedna koleżanka. Innym nie mówię.
      Pracuję po 4 godziny dziennie, na umowę zlecenie. Teraz jestem na kursie po 7 godzin dziennie i jakoś sobie radzę. Od października zaczynam 6 tygodni praktyk w DPS. Nie wiem czy sobie poradzę ale postanowiłam spróbować. Z lekarzem umówię się na listopad.
      Oprócz tego studiuję zaocznie. Na studiach wszyscy wiedzą, część profesorów również i nie robią mi żadnych problemów a nawet pomagają. Ogólnie jest ciężko, ale daję radę. Jestem na leczeniu farmakologicznym średnio ustabilizowana. W zeszłym roku zrobiłam licencjat, w tym roku CAE. Do ludzi mam ogólnie duże szczęście.
      --
      Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie
      I zmienił go w straszną, okropną pustelnię...
    • To chyba nie chodzi o zahamowania, tylko o pytanie "po co?" Dobrze wiedzieć, jaki jest cel, tego, że powiemy. Mam czasem ochotę komuś powiedzieć. Tak było dzisiaj, była to osoba sprawująca nade mną nadzór (ale nie przełożona), ale współpracownik. Tylko po co? Żeby wzbudzić litość? Żeby zapewnić sobie łagodniejsze traktowanie? Żeby wyrzucić to z siebie? Może żeby zyskac zrozumienie? Nie powiedziałam dziś. Może powiem?
      Jest kilku kolegów oraz szef, którzy wiedzą, że jestem chora. Ale zwykle poinformowanie ich następowało w specyficznych warunkach. Albo mi ktoś pomógł w czasie epizodu - np. był kolega, który mnie zawiózł do szpitala w czasie manii. Albo potrzebowałam czyjegoś podpisu, żeby załatwić coś związanego z chorobą. Jednej osobie powiedziałam "ot tak", miałam akurat złe wyniki po lekach i opowiadałam o tym, ale chyba nie wzięła sobie tego do serca i szybko zapomniała. W ogóle wszyscy się zachowują tak, jakby już o tym zapomnieli. Nawet szef, który mnie ostatnio wysłał na dyżury sad
      --
      zapiski z paranoi
      razem na biegunach
      • Mam depresję endogenną, więc swoją rozchwianą osobowość mam od zawsze. Dwa tygodnie od momentu, kiedy zdiagnozowano u mnie chad, zmarła moja siostra. Chorowała na depresję, a ja jej nie rozumiałam. Oddaliłyśmy się od siebie przez to, ze mnie okradała, kłamała i brała narkotyki. Dopiero po mojej diagnozie i jej śmierci otworzyły mi się oczy.
        Po pierwsze więc czuję taką misję, żeby ludziom mówić o chorobie. Po drugie jestem chyba zbyt wylewna i nie mam zahamowań, żeby mówić, że jestem chora. Po trzecie chciałabym, żeby rozumiano, że moje nieobecności w pracy, czy jakieś inne niedyspozycje nie wynikają z mojej złej woli. Przyzwyczaiłam moje przyjaciółki, że nie wstaję przed 10tą. Chciałabym, żeby inni nie traktowali mnie, jak jakiegoś lenia, tylko tolerowali mnie taką, jaka jestem smile.
        Piszcie proszę, ciekawa jestem Waszych doświadczeń.
    • Nie mówię nikomu o tym ze jestem chora. Czterokrotnie rozstano sie ze mnia kiedy to sie wydao. Bardo grzecznie, z odprawami nawet w wysokosci rocznej pensji, tumaczac zagrozeniem da funkcjonowania firmy z racji zajmowanego stanowiska.
      Nie lodz sie ze bedziesz zrozumiana ani akceptowana. Rozdasz ulotki zeby wszycy zrozumieli na czym poega choroba? Gdybym musiala za kogos odwalac robote albo ten ktos mialby specjalne wzgledy a Ty masz, to tez bylabym wsciekla. Jesi pracujesz mniej godzin a masz takie same wynagrodzenie jak inni nie dziw sie ze Cie nie lubia. Do pracy nie chodzi sie po głaski i lubienie ale po pieniadze.
      Jesli mozesz pracuj codziennie 8/24. Jesli nie to nie lodz sie ze bedzie cacy. Ludzie uwazaja psychicznych za niezlych kombinatorow. Jak bedziesz sie tlumaczyc to bedziesz zalosnym kombinatorem.

      Ja obecnie zeszam na nizsze stanowisko, pracue 8/24 bez nadgodzin i jest ok. Nikomu sie nie tlumacze ani nie informuje. Nie chce wspoczucia/zwonienia. Gorsze dni staram sie przetrwac, nadrabiam w te epsze smile I dostałam wysoką rentę jakby co.... taz jakbym sie wygadala.
      • Dużo jest racji w tym, co napisałaś. W Polsce nie lubi się osób, którym trochę lepiej się dzieje.
        Ja pracuję w systemie zadaniowym, mam działalność gospodarczą. Nie mam obowiązku codziennego stawiania się w siedzibie firmy. To z jednej strony ogromny plus. Minus polega na tym, że nie mam mobilizacji do ruszenia się z domu. Nie dotyczy to pracy, bo akurat swoją działkę wykonuję z przyjemnością i bezproblemowo.
        Nie oczekuję od kolegów współczucia tylko tolerancji.
        • Witaj.
          Niejasne. Prowadzisz własną działalność gospodarczą i przejmujesz się, co podwładni? - tak zrozumiałam...
          Sytuację masz komfortową. Może masz silne poczucie winy, które odbierasz jako nietolerancję.
          Wiedzą osoby, które są równie stuknięte jak ja. Reszta nie musi wiedzieć i dla mojego dobra wiedzieć NIE będzie.
          --
          W ogrodzie naszym/Gałęzie drżą
          • Tez prowadze wlasna dzialalnosc (jedyna w firmie) ale jestem tak jak inni po 8 godzin. Nie chce sie wyrozniac. Zadziobia mnie. Zrezygnowalam z kierowania ludzmi (mialam po kilkaset osob) i ta zmiana jest ok. Bardzo ok.
            • Juz chyba łapię. Przepraszam, jestem laikiem. Czyli własna firma, a obowiązki jak reszta pracowników. Ale jeśli wykonuje się swoje obowiązki należycie to chyba nikomu nic do tego?

              --
              Nieważne ile przed nami zim
              • Do tego. Nawet bardzo do tego. Praca w grupie wymaga czasami wspopracy. Twoj wynik zalezy od pomocy/wspopracy/wykonania obowiazkow przez innych. Nie pomoga, obiecaja ze cos zrobia a nie, glosno na forum firmy powiedza ze nie zrobili bo Ty nie umiesz sie komunikowac jestes niekompetentny i nie wiesz o co pytasz itd.... Temat rzeka. Po to sie gada o niczym przy robieniu kawy, pamieta mase niepotrzebnych imion, kupuje Avona od sekretarki szefa, podwozi samochodem czy po ludzku pomaga.
                Chyba ze sie jest tlumaczem, pisarzem sv czy handlarzem na Allegro.... marzenia.....
      • Dzięki, że napisałaś. Wspomniałaś o rencie. Jakie "warunki" trzeba spełnić, żeby w ogóle wystartować w sprawie renty?
    • U mnie w pracy nikt nie wie. A krąg osób wtajemniczonych jest ściśle ograniczony do najbliższych z najbliższych. Nie mam zahamowań i mogę opowiadać o swojej chorobie, jak się czuję w danej chwili bez końca, ale nie chcę ciągle żyć tylko jednym tematem. Poza tym nie każdy zrozumie, najczęściej wzbudzam uczucie współczucia wśród innych i co gorsza uznają za wariata i tyle. Mam pewne niemiłe doświadczenia z tym związane.
      Nacodzień pracuję z różnymi osobami, dużo poza biurem. To trochę pomaga, daje jakieś urozmaicenie, ale także generuje stres, którego moja dolegliwość nie znosi. Poza tym pracuje w stałych godzinach pracy i rzadko mi się zdarza nie przychodzić do pracy. To dyscyplinuje i mobilizuje, bo ze względu na stan finansowy, nie mogę sobie pozwolić na to aby nie pracować. Dlatego muszę się trzymać jakoś w kupie, bo inaczej wiem, że nikt mi nie pomoże i muszę liczyć tylko na siebie. Ale w życiu, także w godzinach pracy, bywa różnie z samopoczuciem. Witam na forum i pozdrawiam
    • Hej, dzięki że odpisaliście. Od razu jakoś tak raźniej. Jeszcze wiele o chadzie nie wiem, mimo, że tkwię w tym po uszy 7 lat, a po szyję od zawsze wink.
      Dlatego taka jestem ciekawa, jak to u Was wygląda.
      Dziekuję smile
      • Nie.Nie mówię o chorobie i nie mam takiej potrzeby.Acz zamierzam wyrobić sobie stopień niepełnosprawności,bo pracuję w zakładzie chronionym,gdzie jak się okazuje,teraz niepełnosprawni pilnie poszukiwani,ogłoszenia w gazecie są. No i głęboko się zastanawiam czy podjąć z kierowniczką temat czy nie. Zapewne ona sama nie odebrałaby tego źle,bo to bardzo fajna kobieta. ale zielonego pojęcia nie mam jaki stosunek do tego typu niepełnosprawności ma podejście zarząd firmy.Najpierw chcę dać się poznać,potem zaproponować. Ale z koleżankami na te tematy cisza, bo często padają słowa, że ktoś psychiczny,nienormalny itd. więc chcę sobie zaoszczędzić komentarzy jakby co.Zresztą; po co? W pracy się przyjaciół na ogół nie znajduje,ludzie w pracy są wredni,bo człowiek jest postrzegany bądź co bądź jako konkurencja.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.