Dodaj do ulubionych

sytuacja ktytyczna! poradźcie coś, proszę.

26.09.11, 13:42
Możliwie najbardziej skrotowo - w czym rzecz ( i tak pewnie będzie tego dużo).

Trafiłam wczoraj do w zasadzie zupełnie obcej mi osoby do domu.
jak się to stało, o tym ewentualnie później, to nieistotne

Sytuacja:

Weszłam do mieszkania

Ciemny pokój,
mnóstwo papierosów,
brudna do granic możliwości pościel,
odór nie mytego od wielu dni ciała,
leżąca na łóżku kobieta w ciężkiej depresji,
(tak ciężkiej, że jest spowolniała i z duzym opóźnieniem odpowiada na pytania, ale kontakt z nią jest)

mówi o samobójstwie.
Oczywiście nie wychodzi z domu, pije wodę z kranu z cukrem, bo nic innego w domu nie ma.

Trzy tygodnie temu wróciła ze szpitala.
Przeglądnęłam karty wypisowe.
Hospitalizowana z powodu depresji.
Wypisana z "cześciową poprawą". (ona twierdzi, że bez żadnej poprawy).
Wypisana pewnie dlatego, że NFZ nie finansuje dłuższych pobytów (znam problem z autopsji).

Diagnoza na wypisach - CHAD typ II ,
w ostatnim roku 4 hospitalizacje.

Leki: (recepta szpitalna):
depakine,
olanzapina,
neurotop
- żadnego antydepresanta.

Na podłodze w pokoju nierozpakowana torba z rzeczami ze szpitala.
Mam obawy, że nie panuje nad tym co bierze i kiedy (ona twierdzi, że bierze leki regularnie).

W szpitalu powiedzieli, że absolutnie nie może mieszkać sama.

Chcieli , żeby zamieszkała u siostry
- siostra nie chce o tym słyszeć
i w ogóle nie chce z nią mieć nic wspólnego
(wiem to nie tylko od niej - więc tak chyba jest rzeczywiście)
Jednak mimo to płaci jej za mieszkanie.

Brat alkoholik przychodzi tylko po to by wynieść kolejny sprzęt z domu
(sprzedaje by kupić alkohol).

Nie mam pojęcia co robić.

Do szpitala jej nie przyjmą,
ostatni raz czekała bardzo długo, aż interweniował ośrodek interwencji kryzysowej dla osób chorych psychicznie.

Tym razem na ich interwencję nie można liczyć bo złozyła pisemna oświadczenie, że się nie zgadza na to by się nią zajmowali (ma swoje powody) i mają związane ręce.

Zresztą jeżeli szpital wypuscił ją w takim stanie (o ile prawdą jest to co mówi) to w tym szpitalu jej nie pomogą.

Co gorsza, zaniedbała wizyty u lekarza.

(nawet trudno powiedzieć, że zaniedbała, poprostu była w szpitalu a zanim skończyły się recepty poszpitalne trafiała już do następnego i tak to trwało wiele miesięcy, i teraz jako nowa pacjentka może być zarejestrowana dopiero na styczeń - nie ma już pkt. NFZ).

MOże znajdę coś gdzie indziej (już szukałam, na razie nie znalazłam) ale obawiam się, że sytuacja wszędzie może być podobna.

(O prywatnych wizytach nie ma mowy - jest samotna, niecały 1tys. złotych renty).

No i jeszcze jej opór - chce do lekarza, do szpitala a zachwilę zmienia zdanie.
Nie można z nią dojść do ładu.

Zresztą w ogóle jest cokolwiek trudno ustalić.
zdarza się, wcale nierzadko, że udziela sprzecznych informacji - wygląda na to, że wszystko jej się miesza.

To o czym piszę wiem nie tylko od niej, ale i od innych osób lub sprawdziłam sama.


Sytuacja rozpaczliwa.
Uchodzę za osobę dość zaradną, ale to mnie przerosło.

Nie chcę być złym prorokiem, ale myślę, że jak ona zostanie bez pomocy to za dwa, trzy czy cztery dni łyknie tabletki i będzie po wszystkim.
Miała już trzy próby samobójcze więc taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny.


Nie wiem po co piszę.
Pewnie chcę się poprostu wygadać.
A może mam cień nadziei, że coś poradzicie, że może coś podpowiecie.
Jedyna rzecz, która mogę zrobić to szukać jeszcze lekarza.

Nawet jedzenia nie mam jak dowozić, to niby nie tak daleko, ale dojazd fatalny, nie mam samochodu a jadąc autobusem - to trzy przesiadki, prawie trzy godziny w jedną stronę.






Edytor zaawansowany
  • jeanecloud 26.09.11, 14:29
    Jeśli wiesz, że stan i położenie chorej osoby stwarza jakiekolwiek zagrożenie dla jej życia lub zdrowia, masz obowiązek zgłosić to na policję. Policja zawozi chorego na oddział. Miałam podobną sytuację w rodzinie. Nie jest to przyjemne (dla nikogo) rozwiązanie, ale skuteczne. Lekarz przyjął pacjenta bez gadania, mimo że 2 tygodnie wcześniej wypisał go z oddziału jako "samodzielnego w stopniu dostatecznym" i nie chciał słyszeć o przedłużeniu pobytu. Ale to tylko doraźne rozwiązanie, skoro szpital niewiele tej pani do tej pory pomógł.
    Smutna i trudna sprawa.
  • jasminka28 08.10.11, 18:03

    -- Sytucja krytyczna, tak to jest jak jestesmy sami z naszą chorobą. Okropne i ąz płakać się chce...przezyłam cos podobnego to honor i duma nie pozwoliły mnie prosic o pomoc bardzo długo. Eh trzeba jej pomóc...bo nie wolno jej tak zostawicsad
    „... i każda myśl, każdy odruch, czyn, słowo, wszystko wydawało się nie moje, lecz jakby gdzieś ustalone poza mną, zrobione dla mnie – a ja właściwie jestem inna! I wtedy straszne ogarnęło mnie wzburzenie. Ach, stworzyć formę własną! Przerzucić się na zewnątrz! Wyrazić się! Niech kształt mój rodzi się ze mnie, niech nie będzie zrobiony mi ...”
  • ergo_pl 26.09.11, 14:34
    Awanturko, znajdź adres MOPR-u, idź i opowiedz. Mają obowiązek się tym zająć. Załatwić szpital itp. - mimo tego, co napisałaś.

    Sorki, że więcej nie piszę, bo sama nie dam rady. W każdym razie - jesteś Wielkim Człowiekiem.

  • ergo_pl 26.09.11, 14:37
    Mopr ma obowiązek zając się tą dziewczyną także później, po tej sytuacji.
    Ja wezwałabym też pogotowie. Mimo wszystko - jednocześnie: pogotowie, mopr.

  • 36.a 26.09.11, 15:26
    Jej ma prawo "wszystko sie mieszać" skoro jedynym "pozywieniem" jest woda z kranu cukrem...
    --
    Nie oczekuję już/Od życia samych burz
  • czubata 26.09.11, 16:58
    Awanturko, na prawdę żaden szpital jej nie przyjmie? Gdy byłam w szpitalu też wypisywali bo NFZ nie refundował dłuższych pobytów. I wielu pacjentów po kilku dniach trafiało znów na oddział. Gdy jeździłam na izbę przyjęć,nigdy nie odmówiono mi przyjęcia. A gdyby dostała ona jeszcze skierowanie od swojego lekarza do szpitala,z zaznaczeniem że PILNE, to nie ma bata żeby każdy szpital po kolej odmawiał.
  • ergo_pl 26.09.11, 17:27
    oczywiście, to jest stan zagrażający życiu, i nie ma bata, jak mówisz.
    media nagłaśniają takie sprawy, gdy szpital odmówił itp. w takich sytuacjach.
  • 36.a 26.09.11, 19:02
    Rozmawiałam z koleżanką prawniczką. Szpital miał obowiązek poinformować MOPS, a w ogóle nie miał prawa wypuszczać jej ze szpitala w takim stanie.


    dygr. przyznaję, że ta sprawa poruszyła mnie również czysto egoistycznie. boję się swojej przyszlości. teraz są rodzice, po 60., ale bardzo aktywni. co będzie kiedyś...? przygnębienie.
    wybaczcie, że takie myśli. czasem myślę również, że piszący tu są w z grubsza w miarę dobrej sytuacji (bo stanie? różnie), jest mnóstwo ludzi w takiej sytuacji jak piszesz, awanturko sad

    --
    Nieważne ile przed nami zim
  • 36.a 26.09.11, 19:52
    mops-radzyn.org/pdf/ustawa_ochrona_zdrowia_psychicznego.pdf
    art. 38 i 39
    --
    Nieważne ile przed nami zim
  • avi_co 18.10.11, 11:15
    36.a napisała:

    > dygr. przyznaję, że ta sprawa poruszyła mnie również czysto egoistycznie. boję
    > się swojej przyszlości. teraz są rodzice, po 60., ale bardzo aktywni. co będzie
    > kiedyś...? przygnębienie.
    Nie mam już rodziców. Albo ja sama, albo nikt. Wykluczam osoby, które już korzystają z mojego wątpliwego oparciasmile

    > wybaczcie, że takie myśli. czasem myślę również, że piszący tu są w z grubsza w
    > miarę dobrej sytuacji (bo stanie? różnie), jest mnóstwo ludzi w takiej sytuacj
    > i jak piszesz, awanturko sad
    Zbliżenie stanowisk?smile
  • avi_co 18.10.11, 11:11
    Dobrze, że z cukrem. Widać nie wszystko jest stracone. Nie mam w sobie na tyle energii, żeby prześledzić cały wątek, ale znana mi jest instytucja pielęgniarki środowiskowej, która z wejściem ogarnia najważnieżniejsze na tem moment problemy bytowe.
  • awanturka 26.09.11, 20:06
    Dziękuję wszystkim.
    Jestem w bardzo trudnej sytuacji.

    Zgodziła się na wpuszczenie mnie do mieszkania pod warunkiem, że jej przyrzekłam, że nie zrobię nic bez jej zgody (ludzi, którzy przyczynili się do tego, że ją poprzednio hospitalizowano do mieszkania nie wpuszcza i nie chce z nimi rozmawiać).

    Rozmawia ze mną dlatego, że jestem zupełnie obca.
    No i udało jej się wymusić na mnie tę obietnicę.

    Stan na dzisiaj.
    Złożyłam się ze znajomą na prywatną wizytę u lekarki u której leczyła się do tej pory.
    O innym lekarzu nie chce słyszeć.
    Powiedziała, że jutro pójdzie (lekarka przyjmuje dwie ulice dalej).
    Nie chciała pomocy.

    Z lekarką fatalnie trafiła, to bardzo starsza kobieta, ma opinię zupełnie niekompetentnej (i słusznie, sama mam podstawy żeby mieć o niej takie zdanie).

    Ale ona ma do niej zaufanie..

    Czekam do jutra aż jak sytuacja się rozwinie.
    Jestem z nią w stałym kontakcie te4lefonicznym.
    Wczoraj kupiłam trochę żywności więc pewnie do jutra będzie miała co jeść.


  • sapiencja 26.09.11, 20:29
    awanturka napisała:

    "> Dziękuję wszystkim.
    > Jestem w bardzo trudnej sytuacji.
    >
    > Zgodziła się na wpuszczenie mnie do mieszkania pod warunkiem, że jej przyrzekła
    > m, że nie zrobię nic bez jej zgody (ludzi, którzy przyczynili się do tego, że j
    > ą poprzednio hospitalizowano do mieszkania nie wpuszcza i nie chce z nimi rozma
    > wiać).
    >
    > Rozmawia ze mną dlatego, że jestem zupełnie obca.
    > No i udało jej się wymusić na mnie tę obietnicę.
    >
    > Stan na dzisiaj.
    > Złożyłam się ze znajomą na prywatną wizytę u lekarki u której leczyła się do te
    > j pory.
    > O innym lekarzu nie chce słyszeć.
    > Powiedziała, że jutro pójdzie (lekarka przyjmuje dwie ulice dalej).
    > Nie chciała pomocy.
    >
    > Z lekarką fatalnie trafiła, to bardzo starsza kobieta, ma opinię zupełnie nieko
    > mpetentnej (i słusznie, sama mam podstawy żeby mieć o niej takie zdanie).
    >
    > Ale ona ma do niej zaufanie..
    >
    > Czekam do jutra aż jak sytuacja się rozwinie.
    > Jestem z nią w stałym kontakcie te4lefonicznym.
    > Wczoraj kupiłam trochę żywności więc pewnie do jutra będzie miała co jeść."



    Awanturko, podziwiam Cię, chylę czoła przed Tobą i modlę się, aby kiedyś, gdy spotka mnie coś takiego, jak tę kobietę, taki anioł jak Ty, pojawił się w moim życiu.









    --
    taniecaleny.blox.pl/html
  • awanturka 27.09.11, 09:44
    Wiesz, moją egoistyczną motywacją w tym wszystkim co robię jest to, że w ten sposób umacniam w sobie nadzieję, że jak ja znalazłabym się w takiej sytuacji to znajdzie się ktoś kto nie zostawi mnie sam sobie.
  • poetkam 26.09.11, 21:40
    > Stan na dzisiaj.
    > Złożyłam się ze znajomą na prywatną wizytę u lekarki u której leczyła się do te
    > j pory.

    Podziwiam Cię, dziewczyno...

    > O innym lekarzu nie chce słyszeć.
    > Powiedziała, że jutro pójdzie (lekarka przyjmuje dwie ulice dalej).
    > Nie chciała pomocy.
    >
    > Z lekarką fatalnie trafiła, to bardzo starsza kobieta, ma opinię zupełnie nieko
    > mpetentnej (i słusznie, sama mam podstawy żeby mieć o niej takie zdanie).

    A mogłabyś pójść razem z tą znajomą do tej lekarki? Mogłabyś obiektywniej określić sytuację chorej. Oczywiście, jeśli masz czas i ochotę, bo to, co robisz jest bezcenne...


    > Wczoraj kupiłam trochę żywności więc pewnie do jutra będzie miała co jeść.

    Ryczę jak bóbr, kiedy to czytam... Serio...
    I pomyślałam sobie, czy może mogłabym Ci jakoś pomóc? Może ktoś z forumowiczów? Z pieniędzmi u mnie krucho - w tej chwili(koniec miesiąca), ale może jakieś ubrania, a później coś więcej? Awanturko, napisz proszę, co o tym myślisz?
    --
    poetkowewiersze.blox.pl/html

    ---
    Codziennie na nowo uczę się żyć
  • dr.zabba 26.09.11, 22:27
    mogłabym trochę pomóc finansowo - napisz na gazetową
    --
    zapiski z paranoi
    razem na biegunach
  • awanturka 27.09.11, 09:56
    Na razie finansowo wszystko załatwione.
    Pieniądze na lekarkę zamierzam wyegzekwować od jej siostry.
    W końcu jest to osoba najbliższa, zobowiązana do alimentowania.
    Co do żywności to ta kobieta je jak wróbel, więc koszty znikome.
    Gdyby rzeczywiście był problem z pieniędzmi to się odezwę.
  • avi_co 18.10.11, 11:18
    awanturka napisała:

    > Wczoraj kupiłam trochę żywności więc pewnie do jutra będzie miała co jeść.
    O ile zeche cokolwiek przełknąć.
  • awanturka 27.09.11, 10:12
    Z rozmowy nocnej:
    Ona chce do szpitala, raczej zdecydowanie chce.
    Ale nie do tego w którym była tylko do tego, w którym ja byłam.


    Dzwoniłam tam.
    Procedura taka.
    Dowoże ją, lekarka kwalifikuje czy przyjęcie ma być w trybie pilnym czy planowym.

    Jak nie ma miejsc to się czeka jeżeli to tryb planowy (napewno nie ma a czeka się bardzo długo - to oblegana klinika).

    Jak to tryb pilny to odwiożą do szpitala - molocha 60km od miejsca zamieszkania.

    Wynikł problem.
    Powiedzieli, że do przyjęcie kwalifikuje lekarka podając jej nazwisko.

    Jest to lekarka z którą rozstałam się po wielkiej awanturze i a ona nie należy ona do osób, które potrafią się w tej sytuacji wznieść ponad to (tak sądzę, może się mylę). Obawiam się, że swoją obecnością mogę zaszkodzić. Poza tym zna mnie cały personel (w sumie w tym szpitalu spędziłam prawie rok). Nie wiem czy w związku z tym, że jestem "psychiczna" będę dla nich wiarygodna.

    Co o tym myślicie?
    Napiszcie proszę.

    Może szukać kogoś innego by ją zawiózł?
    Ale z drugiej strony ja jak nikt inny wiem co mówić, żeby ją przyjęli.

    Póki co dalej spróbuję trzymać się tego, żeby nic nie robić bez niej.

    W szpitalu się nasłuchałam i napatrzyłam jak ogromną traumą jest gdy z człowiekiem robią coś wbrew jego woli.

    To coś strasznego, ludzie tak potraktowani nie umieją tego zapomnieć.
    Koszmary śnią im się po nocach.
    I to wszystko mimo tego, że mają świadomość, że stosując przemoc uratowano im życie.
  • ergo_pl 27.09.11, 11:16
    Może Ty i ktoś, razem?
  • awanturka 27.09.11, 12:37
    W grę wchodzi wyłącznie jej dawna znajoma (z którą nie chce rozmawiać bo ostatni raz bez jej zgody dała znać do MOP-su). Niestety dziewczyna nieśmiała, raczej wycofana i nie wiem czy będzie umiała właściwie (tzn. dramatycznie) przedstawić sytuację.
  • awanturka 27.09.11, 12:59
    A co do MOP-su to upokorzyli Gosię strasznie.
    Jedna z pań sporządzała protokół a druga jej dyktowała przy niej i głośno co ma pisać.

    To znaczy o wyglądzie mieszkania oraz jej samej (że brudno, że zepsute jedzenie po szafkach, że pościel brudna, że nie zachowuje podstawowej higieny, że w mieszkaniu śmierdzi).

    Pewno mniej więcej to co ja Wam napisałam - ale się to działo przy niej, protokół dyktowany był głośno. Ona im tego nie może tego upokorzenia zapomnieć.

    Trzeba przyznać, że załatwili jej wtedy przyjęcie do szpitala.
    A wcześniej tego nie dało się załatwić (ciągle nie było miejsc)
    Ale na tym koniec.

    Do szpitala transportowała ją moja znajoma (bez samochodu, środkami komunikacji miejskiej, dźwigając ciężką torbę sama będąc tydzień czy dwa po operacji).

    Ci z MOP-su wytłumaczyli ich, że ich zadaniem nie jest bezpośrednia pomoc ale "mobilizacja środowiska chorego" i oni nikogo wyręczać nie będą.

    Nie chcą przyjąć do wiadomości, że moja znajoma była zupełnie obcymą osobą

    (znajoma pracowała z Gosią dwa lata i nie były z sobą jakoś blisko, to było ponad dziesięć lat temu, potem nie kontaktowała się z Gosią a o sytuacji dowiedziała się przez zupełny przypadek).

    Pewnie Ci z MOPS-u uważali, że jest osobamą bliską i potraktowali ją (tzn. moją znajomą ) jak kogoś, kto chce zwalić na nich to co powinien zrobić sam.

    Pewnie mnie by potraktowali tak samo.
    Na razie spróbuję bez nich.

  • ergo_pl 27.09.11, 13:03
    wszędzie są matoły bez wyczucia.
    przeciwnie - ich zadaniem jest bezpośrednia pomoc!!!
  • avi_co 18.10.11, 11:25
    ergo_pl napisała:

    > wszędzie są matoły bez wyczucia.
    Chyba zbyt ostro jedziesz.
  • awanturka 27.09.11, 13:04
    Nie wiem czy dla czytającego jest jasne, że to co opisałam dotyczyło wcześniejszego umieszczania jej w szpitalu (z udziałem MOPS-u) a nie tego co dzieje się teraz.
  • ergo_pl 27.09.11, 13:05
    ja zrozumiałam
  • avi_co 18.10.11, 11:26
    Ja się pogubiłamsad
  • avi_co 18.10.11, 11:22
    Nikt nie uratuje życia temu, kto żyć nie chce.
  • awanturka 27.09.11, 12:34
    Wiadomość z ostatniej chwili.
    Dzisiaj pójdę z nią do lekarki.

    Ona utrzymuje, że mimo tego, że lekarka przyjmuje prywatnie, ją przyjmie bezpłatnie.
    Teraz pracuję nad tym, żeby pozwoliła mi wejśc do gabinetu i z lekarką porozmawiać.
    Lekarka po siedemndziesiątce.

    Znana z tego, że kwestionuje diagnozy wydawane przez szpital i innych lekarzy zawsze stwierdzając nerwicę. Jest dobrą, wrażliwą współczującą kobietą, ale lekarz z niej żaden.

    Nie wygląda to dobrze, ale może chociaż skierowanie do szpitala uda się u niej uzyskać.

    dziękuję, że jesteście ze mną.

    W zasadzie wszyscy łacznie z mężem uważają, że robię błąd zajmując się Gosią (imię zmienione), że sobie tym zaszkodzę, a w ogóle to powinnam szukać towarzystwa ludzi zdrowych i daleko uciekać od takich z problemami psychicznymi.

    Tylko Wy nie mówicie "nie angażuj się w to", "co Cię to obchodzi - to zupełnie obca kobieta".

  • ssig.ma 27.09.11, 21:54
    Ja cię najbardziej podziwiam nie za samą chęć pomocy, bo to część ludzkości przejawia, ale za fenomenalny takt, pomyślałaś o wszystkim aby ona się nie poczuła źle. Zazwyczaj pomoc ogranicza się do opcji zmusić do łykania leków/zamknąć na oddzziale, tam pomogą. Trzymam kciuki, żeby się udało z tym szpitalem.
  • avi_co 18.10.11, 11:29
    Odpowiem Ci okrutnie: jeśli postawiłaś na nogi odpowiednie służby, to zupełnie wystarczy. Czy Ty sama jesteś potęgą psychiczną???
  • awanturka 28.09.11, 11:40
    Sytuacja na wczoraj.
    Nie byłyśmy u lekarza, niestety.
    Pojechałam tam, lekarka przyjmuje we wtorki od godz. 16 do 20.
    Nie zastałyśmy jej.
    Potem odprowadziałam Gosię do domu.
    A sama chodziłam sprawdzać, czy lekarka jest co pół godziny (to niedaleko od Gosi).
    Nie było. Na tabliczce nie ma numeru telefonu.
    Wieczorem po 20 Gosia poczuła się lepiej.
    Można było normalnie porozmawiać.

    Okazało się, że siostra w ogóle nie wie o jej stanie.
    Moim zdaniem powinna wiedzieć, koniecznie.
    Co zrobi nie wiadomo, ale wiedzieć powinna.
    Jak się okazało wczoraji w szpitalu ją jednak odwiedzała.
    W nerwach mówi się dużo złych rzeczy.

    Pracuję nad tym, żeby Gosia zawiadomiła siostrę.

    Podobno siostra ustaliła z lekarzem, że jak głęboka depresja się powtórzy to Gosię trzeba stwierdzić niezdolność do samodzielnego życia, ubezwłasnowolnić i umieścić w domu opieki (tak twierdzi siostra, to nie musi być prawda).

    Może ktoś wie, czy łatwo przeprowadzić coś takiego?
    Na ile realne są obawy Gosi, że siostra to zrobi?
  • sapiencja 28.09.11, 12:21
    awanturka napisała:

    " Podobno siostra ustaliła z lekarzem, że jak głęboka depresja się powtórzy to Go
    się trzeba stwierdzić niezdolność do samodzielnego życia, ubezwłasnowolnić i um
    ieścić w domu opieki (tak twierdzi siostra, to nie musi być prawda)."

    Podobno? Napisałaś wcześniej, że w nerwach różne rzeczy się mówi. Może najpierw porozmawiaj z Gosi siostrą i dowiedz się, czy ma taki zamiar. Z tego co wiem ubezwłasnowolnić, to dziś nie jest takie proste, jak kiedyś.
    Gosia musiałaby stanowić zagrożenie dla siebie samej, lub dla osób postronnych.
    Z tego co piszesz wynika, że Gosia rozpaczliwie potrzebuje pomocy. A nie pogrążenia jej, przez umieszczenie w domu opieki. Przynajmniej ja tak to widzę.








    --
    taniecaleny.blox.pl/html
  • awanturka 28.09.11, 12:40
    Ten pomysł z domem opieki to absurd.
    To była mimo powtarzających się epizodów bardzo dobrze funkcjonująca kobieta.
    Pracowała zawodowo.
    Angażowała się społecznie.
    Opiekowała się dwójką zniedołężniałych rodziców i ciotką.

    Te ostatnie cztery lata były takie okropne.
    Są szanse, że wróci do poprzedniego funkcjonowania.
  • ergo_pl 28.09.11, 12:59
    oczywiście - najpierw rozmowa z siostrą.

    tak szybko nie ma ubezwłasnowolnienia, tym bardziej osoby w kontakcie...

  • sapiencja 28.09.11, 15:34
    awanturka napisała:

    " Ten pomysł z domem opieki to absurd."

    Też tak uważam.
    Jeśli to prawda, że siostra przygotowała taki scenariusz, to zadałabym jej (tej siostrze) pytanie, czy chciałaby skończyć w przytułku, wiedząc, że ma siostrę, która zgotowała jej taki los.

    "To była mimo powtarzających się epizodów bardzo dobrze funkcjonująca kobieta.
    Pracowała zawodowo.
    Angażowała się społecznie.
    Opiekowała się dwójką zniedołężniałych rodziców i ciotką."

    A, siostra? Siostra nie opiekowała się rodzicami i ciotką?
    Może to stary schemat? Jedna siostra opiekuje się rodzicami, druga "nie ma czasu".
    A, teraz najchętniej "opiekowałaby się" siostrą, cudzymi rękoma.
    A, może jeszcze chodzi o mieszkanie? Przydałoby się dla dzieci siostry.

    Sorry, ale wkurzam się.


    " Te ostatnie cztery lata były takie okropne."

    Zdrowego by załamały, a co dopiero kobietę depresyjną.


    "Są szanse, że wróci do poprzedniego funkcjonowania."

    Wróci. Tylko musi w siebie uwierzyć.

    Awanturko, jesteś super kobietą. Nawet jeśli pomagasz z pobudek, jak to napisałaś egoistycznych.
    Daj mi, Pani Boże, taką egoistkę spotkać, gdy znajdę się w potrzebiesmile







    --
    taniecaleny.blox.pl/html
  • awanturka 28.09.11, 20:30
    Wiesz, na początku jak usłyszałam, że siostra opłaca Gosi mieszkanie to sobie pomyslałam - a jednak nie jest tak, że siostra jej nie obchodzi.

    Ale potem, jak pomyslałam dłużej to zaczęłam podejrzewać, że robi to we własnym interesie, nie chce, żeby Gosia straciła mieszkanie, bo może kiedyś ono jej przypadnie w udziale.

    Co do opieki nad rodzicami masz rację.
    Siostra nie kiwnęła palcem tylko ciągle miała pretensje, że coś jest nie tak (nie wiem czy to prawda - to relacja Gosi).

    A tak w ogóle to wymiękam.

    Nie ogarniam tego wszystkiego.
    Z Gosią znowu nie można dojść do ładu.
    Znowu co chwilę zmienia zdanie.
    Byłam gotowa z Gosią isć do lekarza ogólnego po skierowanie i zawieść ją do szpitala.
    Jak jutro się na to zgodzi to jakoś ją tam dotransportuję.
    Tyle, że szanse, że ją przyjmą są znikome, ona chce wyłacznie do obleganego Szpitala Klinicznego gdzie ja w porównywalnym stanie będąc pacjentką ordynatora czekałam ponad miesiąc. O innym nie chce słyszeć (co też mnie denerwuje).
    No a jak jej nie przyjmą to co dalej?


    Nie mam pojęcia czy mogę zawieść ją do szpitala bez zawiadamiania siostry.
    Uważam, że siostra powinna wiedzieć o sytuacji.
    Jeżeli umyje ręce to co innego.
    Ale wiedzieć powinna.
    Nie może być tak, że jakaś zupełnie obca kobieta (czyli ja) wywozi jej siostrę do szpitala nie informując jej o tym.

    Na Gosię się zdenerwowałam trochę (tak w środku)
    Nie chce zatelefonować do siostry ani dać mi jej numeru telefonu.

    Tylko teraz to zaczyna wyglądać mniej na to, że się boi co siostra z nią zrobi a bardziej jest na nią ciężko obrażona za to co ona mówi (a mówi napewno raniące rzeczy).

    Co do domu opieki to w tej chwili nic Gosi nie grozi.
    Domy opieki nie przyjmują ludzi w takim stanie.

    Zaczynam nie ogarniać tego wszystkiego.
    Przeliczyłam się z siłami.

    Nie wiem co jutro zrobię...

    W ostateczności zwrócę się do ośrodka interwencji kryzysowej by zawiadomili siostrę (oni na pewno mają jej numer telefonu). Sami na pewno interweniować nie będą bo się do takich interwencji nie spieszą jak chory ma rodzinę.

    Mam poczucie porażki, pewnie jutro będę miała poczucie totalnej klęski...



  • sapiencja 28.09.11, 21:14
    awanturka napisała:

    " Nie mam pojęcia czy mogę zawieść ją do szpitala bez zawiadamiania siostry.
    Uważam, że siostra powinna wiedzieć o sytuacji. "

    Siostrę Gosi interesuje tylko jej mieszkanie. Gosia już mniej, albo wcale.
    Dlatego pewnie możesz zawieźć Gosię do szpitala. Równie dobrze mogłaby tam sam pojechać, a siostra nawet by się tym pewnie nie zainteresowała.


    "Tylko teraz to zaczyna wyglądać mniej na to, że się boi co siostra z nią zrobi
    a bardziej jest na nią ciężko obrażona za to co ona mówi (a mówi na pewno raniąc e rzeczy)."

    Wiesz, tak sobie teraz myślę, że musisz powiedzieć Gosi, bardzo spokojnie, że jeśli nie będzie Ci ufać w kwestii zaprowadzenia jej do lekarza, i dalszej pomocy, to nie będziesz mieć wyboru, tylko będziesz musiała powiadomić o wszystkim jej siostrę.
    Może to poskutkuje.
    Hm... ona chyba boi się ludziom zaufać.








    --
    taniecaleny.blox.pl/html
  • ergo_pl 29.09.11, 00:14
    żadna porażka, Awanturko.
    z tego, co piszesz, jako jedyna zainteresowałaś się życiem tej dziewczyny.
    co nie znaczy, że masz jej we wszystkim ulegać.
    sprawa z siostrą jest pewnie nabrzmiała od lat, nie znam sytuacji, więc się nie wypowiadam, o co biega siostrze.
    mogę tylko napisać, co bym zrobiła.
    jeśli nie ma kontaktu z siostrą albo z kimś, kto przejąłby odpowiedzialność, a Gosia nie zechce pójść do szpitala takiego, jaki ją przyjmie, zawiadomiłabym jej lekarza rodzinnego i mops.
    dbaj o siebie, Awanturko, powodzenia.
  • awanturka 29.09.11, 09:24
    Oprócz mnie jest jeszce jej znajoma z pracy (coś około dziesięciu lat nie pracują już razem).
    Ale po jest po operacji i jest bardzo słaba a niedługo wyjeżdża do Warszawy do siostry.

    Właśnie wykonałam dwa telefony do szpitali w pobliżu (tej kliniki i tego w którym przebywa Gosia), w jednym rozmawiałam z samym ordynatorem, w drugim z lekarką kwalifikującą do przyjęcia.

    W obu nie ma miejsc.
    Terminy bardzo odległe i nie dają pewności, że w ogóle miejsca się znajdą.

    Powiedzieli, że jak ją przywiozę a sytuacja jest rzeczywiście taka jak opowiadam to odwiozą ją do X to szpital - moloch (60-70 km stąd).

    Ona albo mówi "dajcie mi umrzeć" albo (pewnie nie szczerze) - "zostaw mnie w spokoju poradzę sobie sama". Moim zdaniem sytuacja dojrzewa do zawiadomienia MOP-Su, niestety.
  • sapiencja 29.09.11, 09:52
    awanturka napisała:

    " Ona albo mówi "dajcie mi umrzeć"

    Wiesz, w depresji jest takie myślenie.


    "albo (pewnie nie szczerze) - "zostaw mnie w spokoju poradzę sobie sama".


    Hm... jeśli mówi to, bo czuje, że jest dla Was ( Ciebie i jej koleżanki) problemem, to faktycznie, może to być tylko "takie gadanie".

    Bardzo Ci współczuję. Bo teraz dopiero zaczęły się schody.



    "Moim zdaniem sytuacja dojrzewa do zawiadomienia MOPSu, niestety."


    Ale powiesz o tym Gosi?

    Hm... tylko jest ryzyko, że wtedy zrobić sobie coś złego.


    Awanturko, jak byś nie postąpiła, w moich oczach jesteś super kobietą.










    --
    taniecaleny.blox.pl/html
  • ergo_pl 29.09.11, 14:45
    o, tak, jesteś, Awanturko, nieprzeciętnym człowiekiem...
    dobre myśli Tobie i Gosi...
  • avi_co 18.10.11, 11:56
    awanturka napisała:

    > Ona albo mówi "dajcie mi umrzeć" albo (pewnie nie szczerze) - "zostaw mnie w sp
    > okoju poradzę sobie sama". Moim zdaniem sytuacja dojrzewa do zawiadomienia MOP-
    > Su, niestety.
    Angażuj Policję, nie mogą pozostać bez reakcji na takie zgłoszenie.
  • avi_co 18.10.11, 11:53
    awanturka napisała:

    > Zaczynam nie ogarniać tego wszystkiego.
    > Przeliczyłam się z siłami.
    >
    > Nie wiem co jutro zrobię...
    Zrobiłaś już chyba wszystko, co było do zrobienia: Pogotowie Ratunkowe, Policja, Mops, kontakt z siostrą (?). Masz oprócz tego swoje niełatwe, chadowe życie. Odłóż problem na półkęsmile To się nazywa zdrowy egoizm.
  • awanturka 29.09.11, 09:43
    Wiesz, sytuacja nie wygląda tak różowo.
    Taki stan trwa już cztery lata.

    Była wielokrotnie w szpitalu w tym czasie.

    W ostatnim roku była cztery razy w szpitalu i była wypisywana bez poprawy (tak twierdzi, w kartach wypisowych co innego).

    Nieprawda, ze hospitalizowana z powodu depresji - raz to była depresja, raz mania, dwa razy stan mieszany.

    (ona twierdzi, że wyłacznie depresja a raz czuła się bardzo dobrze - to pewnie było w manii - i wpędzili ją w depresję lekami - pewnie dali stabilizatory).

    Niestety bywa tak, że nie można pomóc.
    Napatrzyłam się na takie przypadki w szpitalu.
    Bywa, że tacy ludzie są trwale niezdolni do samodzielnego życia.
    Nie zawsze są szczęśliwe zakończenia takich historii.

    Ale nawet jeżeli rokowania są kiepskie należy próbować, próbować, próbować i próbować....
    Mnie też można było skreślić (cztery-pięć lat tułania się po szpitalach bez poprawy), a jednak funkcjonuję.




  • avi_co 18.10.11, 12:00
    awanturka napisała:

    > Niestety bywa tak, że nie można pomóc.
    > Napatrzyłam się na takie przypadki w szpitalu.
    > Bywa, że tacy ludzie są trwale niezdolni do samodzielnego życia.
    > Nie zawsze są szczęśliwe zakończenia takich historii.
    To jedna z twarzy chadu, chyba najbardziej tragiczna.
  • avi_co 18.10.11, 11:43
    "Wróci. Tylko musi w siebie uwierzyć"
    Złote słowasmile
  • avi_co 18.10.11, 11:35
    awanturka napisała:

    > Podobno siostra ustaliła z lekarzem, że jak głęboka depresja się powtórzy to Go
    > się trzeba stwierdzić niezdolność do samodzielnego życia, ubezwłasnowolnić i um
    > ieścić w domu opieki (tak twierdzi siostra, to nie musi być prawda).
    >
    > Może ktoś wie, czy łatwo przeprowadzić coś takiego?
    > Na ile realne są obawy Gosi, że siostra to zrobi?
    Nie jest większym problemem przeprowadzenie odpowiedniej procedury. Wymaga to jednak trochę czasu. Nie widzę postępowania wobec Gosi dobrze. Rodzina rozwiąże problem, jak będzie jej na rękę. Czasy Matki Teresy dawno się skończyły. Dobrze byłoby, żeby i Gosia miała tego świadomość.
  • awanturka 29.09.11, 09:49
    Robię sobie odpoczynek od pisania.
    Dziękuję, że jesteście ze mną.
    Odezwę się za kilka dni (pewnie wtedy już sprawa już jakoś będzie rozwiązana) i napiszę co i jak.
  • hd_vision 30.09.11, 07:44
    Awanturko, czapki z glow!

    Prawdziwy Chad nie jest taki lukrowany, jak ten ktory "wyziera" z forum.
    Tak jak na raka na ogol sie jednak umiera, tak z CHADem sie na ogol przegrywa.
    Nie jest to problem "ktora nozka dzisiaj wstane", "maz nie rozumie mojej choroby"
    prezentowany w postach, lub komentarz w tonie Cioci Stasi z Klanu na wyczyny w manii:
    "Ojej, nie rozumiem jak biorac leki ktos moze pic?"

    Z mojej historii rodziny wynika, ze wszyscy chorzy popelnili samobojstwo. Ostatni - moj ojciec trzy tygodnie po smierci matki - lekarza, ktora cale zycie ciagnela go za uszy poswiecajac wszystko: dzieci, zycie towarzyskie, prace.

    Wielki szacun. Nawet jesli przeduzylas jej zycie o "krotki czas" Zreszta co to znaczy krotki......
  • awanturka 30.09.11, 10:19
    "Choroba afektywna dwubiegunowa (ChAD) jest ciężkim, przewlekłym, nawracającym zaburzeniem, przyczyną znaczącego pogorszenia jakości życia, zachowań samobójczych i spadku produktywności i utraty pracy, ubóstwa, utraty znaczących relacji z innymi ludźmi, przyczyną rozpadu związków i wykluczenia społecznego."

    ChAD jest chorobą na całe życie. Dziewięciu na dziesięciu pacjentów doświadcza nawrotów epizodów maniakalnych, w różny sposób przeplatających się z epizodami depresyjnymi.

    Z wiekiem ilość nawrotów wzrasta są dłuższe i mają one cięższy przebieg.

    Z badań wynika również, że z kolejnymi epizodami ChAD maleje skuteczność terapii lekami normalizującymi nastrój."




    Poprostu prawie wszyscy na forum są wielkimi szczęściarzami.

    Trafiła im się lżejsza postać CHAD.
    I dlatego obraz choroby jest przekłamany.

    Ci z ciężką postacią choroby nie piszą bo:

    - klepią ogromną biedę, nierzadko nie stać ich na lekarstwa a co dopiero na płacenie internetu
    - mają dostęp do netu ale są permamentnie w takim złym stanie, że nie siadają w ogóle do komputera
    - przebywają w zakładzie opiekuńczym lub na oddziale dla chronicznie chorych

    Tacy też są i jest ich nie mało.

    Nie piszę by tu kogokolwiek przestraszyć. ale, żeby uświadomić tu piszących, że mogą być szczęśliwi, że tak a nie inaczej to u nich wygląda.

    Zresztą ja też, mimo nie najlżejszego przebiegu choroby też za szczęściarę się uważam.

    Jak komuś się chce to niech przeczyta:
    Kiedyś był taki wątek.

    Skopiowałam jednym kliknięciem z archiwum.

    Re: dlaczego ineczej bylo wczoraj (nowy)
    megan.k 19.04.09, 07:17 zarchiwizowany

    Koniecznie wybierz sę do lekarza. Z tą chorobą da się całkiem nieźle żyć, tylko trzeba brać leki. Psychiatrze powinieneś wszystko dokładnie opowiedzieć, bo od tego zależy odpowiedni dobór leków. A tak wogóle to co robisz, uczysz się czy pracujesz? I witaj na forum. Trzymaj się. Mam nadzieję, że dzisiejszy dzień będzie lepszy.

    Re: dlaczego ineczej bylo wczoraj (nowy)
    bonus1985 19.04.09, 10:41 zarchiwizowany

    jestem tego samego zdania co Megan - z ta choroba da sie calkiem normalnie zyc,
    pod jednym warunkiem - REGULARNE LECZENIE. Pozdrawiam i 3mamy kciuki za Ciebie wink
    Re: dlaczego ineczej bylo wczoraj (nowy)
    awanturka 19.04.09, 12:34 zarchiwizowany
    Denerwuje mnie takie hurraoptymistyczne myślenie.

    Części (i to nie małej udaje się żyć normalnie lub prawie normalnie), ale są ludzie z CHAD (spotkalam takich w szpitalu psychiatrycznym), którzy nawet od kilkudziesięciu lat nie są w stanie nie tylko żyć normalnie, ale nawet opóścić szpitala albo zakładu psychiatrycznego (w szpitalu nie można ich trzymać w nieskończoność więc faszeruje się ich maksymalnie lekami, tak, że robią się nie kłopotliwi dla otoczenia i umieszcza się w zakładzie psychiatrycznym).

    Nie oszukujmy się - CHAD może mieć i taki przebieg!

    Re: dlaczego ineczej bylo wczoraj (nowy)
    megan.k 19.04.09, 12:44 zarchiwizowany

    Literatura nie podaje takich przypadków. Jesteś pewna, że ludzie, o których piszesz, mieli diagnozę CHAD? Jest wiele innych chorób psychicznych o cięższym przebiegu, ale czy na pewno dotyczy to zaburzeń afektywnych???
    Re: dlaczego ineczej bylo wczoraj (nowy)

    awanturka 19.04.09, 12:59 zarchiwizowany
    Jestem absolutnie pewna.

    A ja też jestem też takim przypadkiem (choć może nie w takim stopniu). Czy uważasz, że 4,5 roku ciężkiej depresji w czasie ktorej człowiek się nie jest w stanie ubrać, umyć, ani nawet wziąć sobie czegoś do jedzenia czy picia, leży w łóżku lub chodzi w kółko po pokoju (w stanie pobudzenia czy przeogromnego napięcia) i właściwie się nie odzywa, w tym czasie ma 4 wielomiesięczne hospitalizacje (w tym jedną prawie półroczną) to to "normalne życie"? Zapewniam Cię, że bardzo skrupulatnie przez całe życie stosowałam się do zaleceń lekarza i brałam leki (bo u8świadomioną pacjentką jestem)a byłam leczona prawie przez cały czas przez jednego z najlepszych w Polsce specjalistów od CHAD .

    Jak wiesz skończyło się to elektrowstrząsami, które w moim wypadku wiążały się nawet z zagrożeniem życia (mam tachykardię, ktora jest przeciwwskazaniem do elektrowstrząsów). Konsylium lekarskie uznało, że w moim wypadku nie ma wyjścia - trzeba zaryzykować. Gdyby nie elektrowstrząsy pewnie do tej pory byłabym w takim stanie jaki opisałam.

    Re: dlaczego ineczej bylo wczoraj (nowy)
    awanturka 19.04.09, 13:16 zarchiwizowany

    A teraz literatura (ze strony fundacji synapsis):

    [u]"Choroba afektywna dwubiegunowa (ChAD) jest ciężkim, przewlekłym, nawracającym zaburzeniem, przyczyną znaczącego pogorszenia jakości życia, zachowań samobójczych i spadku produktywności i utraty pracy, ubóstwa, utraty znaczących relacji z innymi ludźmi, przyczyną rozpadu związków i wykluczenia społecznego." [u]


    i i dalej...

    "Choroba afektywna dwubiegunowa (ChAD) jest ciężkim, przewlekłym, nawracającym zaburzeniem, przyczyną znaczącego pogorszenia jakości życia, zachowań samobójczych i spadku produktywności i utraty pracy, ubóstwa, utraty znaczących relacji z innymi ludźmi, przyczyną rozpadu związków i wykluczenia społecznego."
    "Długoterminowe leczenie – długoterminowa współpraca
    ChAD jest chorobą na całe życie. Dziewięciu na dziesięciu pacjentów doświadcza nawrotów epizodów maniakalnych, w różny sposób przeplatających się z epizodami depresyjnymi.

    Z wiekiem ilość nawrotów wzrasta są dłuższe i mają one cięższy przebieg.

    Z badań wynika również, że z kolejnymi epizodami ChAD maleje skuteczność terapii lekami normalizującymi nastrój."


    Nie ma co ukrywać - na tym forum pisują uprzywilejowani przez los CHA-owcy. Jak komuś przypadała w udziale ciąższa postać tej choroby to nie pojawia się na takich forach bo aż tak źle się czuje i nie w głowie mu pisanie a poza tym nazwyczajniej z braku kasy w ogóle nie ma dostępu do netu.

    Wierzcie mi jestescie szczęściarzami! (zresztą ja, po tym co widzialam i słyszałam w szpitalu też się za taką uważam mimo ciężkich i wieloletnich depresji mam też stany bliskie remisji, a jak się przekonałam na własne oczy takich stanów może w ogóle nie być!)

    Re: dlaczego ineczej bylo wczoraj (nowy)
    awanturka 19.04.09, 13:21 zarchiwizowany

    I jeszcze trochę. Od czsu do czasu odwiedzam umieszczonego w zakładzie psychiatrycznym znajomego (mój chrześniak, ochrzczony w wieku dorosłym). Z tego co widzę i z tego co dowiedziałam się od niego około 2/3 to osoby upośledzone umysłowo, pozostałe 1/3 to w mniej więcej po połowie schizofrenicy i właśnie CHAD-owcy, którzy zachowują się jakby byli nie do końca przytomni (chyba to neuroleptykipodawane dla "spacyfikowania" choroby, a przy okazji i pacjenta).
  • czubata 14.10.11, 20:51
    > Prawdziwy Chad nie jest taki lukrowany, jak ten ktory "wyziera" z forum.
    > Tak jak na raka na ogol sie jednak umiera, tak z CHADem sie na ogol przegrywa.
    > Nie jest to problem "ktora nozka dzisiaj wstane", "maz nie rozumie mojej chorob
    > y"
    > prezentowany w postach, lub komentarz w tonie Cioci Stasi z Klanu na wyczyny w
    > manii:
    > "Ojej, nie rozumiem jak biorac leki ktos moze pic?"
    >
    > Z mojej historii rodziny wynika, ze wszyscy chorzy popelnili samobojstwo. Ostat
    > ni - moj ojciec trzy tygodnie po smierci matki - lekarza, ktora cale zycie ciag
    > nela go za uszy poswiecajac wszystko: dzieci, zycie towarzyskie, prace.

    Ojej.Jaka ty biedna. Z pewnością nie ty jedna na tym forum. Och,ech. Nie tą nóżką dzisiaj wstałam.
    --
    Klawiatura mi szwankuje. Zaraz postukam młotkiem.
  • awanturka 30.09.11, 10:27
    A jednak się złamałam i piszę.

    Musiałam trochę przystopować.
    Szłam niestety w hipomanię (odmiana z drażliwościa).
    Tak dzieje się zawsze, jak piętrzą się trudności nie do pokonania.

    Ale się jestem na najlepszej drodze do stabilizacji.

    Znajoma (nazwijmy ją Maja) w związku z tym, że ja chwilowo udział w sprawie ograniczyłam do zupełnie niezbędnego minimum, opóźniła wyjazd do Warszawy.
    Dzisiaj pojechała tam z do Gosi z obiadem.

    Zawiadomiłam mops-u- nie przyznałam sie przed Gosią do tego.
    Reakcja jak zwykle, ale dzisiaj dzwoniła prosiła o numer telefonu do nich.
    Może jednak się z nimi przeprosi.

    Niestety z dwóch niezależnych źródeł mam informację, że Gosia kwalifikuje się na oddział dla przewlekle chorych sad

  • ergo_pl 30.09.11, 13:15
    z tego, co pisałaś, wynika, że Gosi trzeba "przewlekle" pomagać, stąd dla mnie nie jest zaskoczeniem, że się na taki oddział kwalifikuje.
    najważniejsze, że zawiadomiłaś o jej sytuacji, że uruchomiłaś machinę. mam nadzieję...

    odpoczywaj, Awanturko, uściski.

  • awanturka 02.10.11, 19:14
    Maja wyjechała.

    bardzo ciąży mi jednoosobowa w tej sytuacji odpowiedzialnosć za Gosię

    no, ale okazało się dziasiaj, że nie do końca jednosobowa
    dzisiaj u Gosi zjawiła się jej dawna przyjaciółka (zerwała z nią kontakt przed czterema laty gdy zaczęło być bardzo źle, nie wiem z czyjej inicjatywy to spotkanie)

    Nie jestem w stanie jutro być u Gosi, ale myślę, że przyjaciółka zostawiła jakieś jedzenie.

    Niestety nic o niej nie wiem, ona nie jest zainteresowana kontaktem ze mną i nie wiadomo czy na coś możnaby z jej strony liczyć (ewentualne doniesienie jedzeniano i samochód! - to rozwiązywało by problem ewentualnego dowiezienia jej do lekarza, gdyby z tym lekarzem mieszkającym blisko nie wypaliło).

    na razie byle do wtorku (pierwsza opcja) lub do piątek za dwa tygodnie (druga opcja, mimo odległego terminu lepsza ze względu na to, że lekarz bardziej sensowny)
  • awanturka 04.10.11, 18:54
    Przepraszam adminki i wszystkich, że robię z tego wątku coś w rodzaju dziennika/pamiętnika.
    Wybaczcie, tak mi jest lepiej, to trochę pomaga.


    Niestety, przyjaciółka przekonała Gosię, że to wszystko co się z nią dzieje, ta cała depresja to przez psychiatrów, branie leków i pobyty w szpitalu.
    Że najważniejsze jest, zeby trzymała się od tego wszystkiego z daleka, że sobie poradzi sama...

    Gosia nie wierzy, ze sobie poradzi, ale uwierzyła w to, że to wszystko przez lekarzy, szpital i leki (których tak nawiasem mówiąc właściwie nie bierze) i tego trzyma się mocno.
    Zupełnie przeinacza fakty ("przecież się świetnie się czułam zanim zaczęłam się leczyć")

    Wyć mi się chce....
    Bezsilność....

    Tłumaczyć?
    Perswadować?

    Odpuścić??

    Póki co nie odwołuję wizyty u dobrego lekarza (14.09).
    Może zdarzy się cud i Gosia jednak do niego trafi.
  • poetkam 04.10.11, 22:03
    awanturka napisała:

    > Przepraszam adminki i wszystkich, że robię z tego wątku coś w rodzaju dziennika
    > /pamiętnika.

    Po to jest to forum. Aby pisać o chorobie, pokazywać jak sobie radzimy, etc. I nie przepraszaj, bo nie masz za co smile

    > Wybaczcie, tak mi jest lepiej, to trochę pomaga.

    O to właśnie chodzi smile

    Sama byłabym bezsilna... Nie wiem co bym ja zrobiła... Na pewno czekałabym na tę wizytę u dobrego lekarza i starała się przekonać Gosię do konieczności takiej wizyty...

    A tak w ogóle - podziwiam Cię... I jeszcze jedno - myśl też o sobie, proszę...
    --
    poetkowewiersze.blox.pl/html

    ---
    Codziennie na nowo uczę się żyć
  • avi_co 18.10.11, 12:11
    poetkam napisała:

    > A tak w ogóle - podziwiam Cię... I jeszcze jedno - myśl też o sobie, proszę...
    Ano właśnie...
  • awanturka 10.10.11, 15:43
    Do tej pory byłam z Gosią w kontakcie telefonicznym (co dwa dni).
    MOPS, mimo tego, że nie wolno mu było tego robić, zawiadomił brata.
    Brat przynosi zakupy, przyjaciółka się już nie odezwała.

    Byłam tam dzisiaj, sytuacja bez zmian.
    Tyle, że zastałam brata, od razu i nawet jeszcze ust nie otworzyłam zapowiedział "nie będę z Panią rozmawiać", skonczył myć naczynia w kuchni i wyszedł. Był trzeźwy.

    Rozpaczliwie to brzmi jak Gosia mówi
    "niech się mną ktoś zaopiekuje",
    "niech mnie zabierze do siebie do domu, nie chcę byc tu sama",
    "czemu siostra nie chce mnie wziąć do siebie"
    "poproszę moją przyjaciółkę, może mnie do siebie weźmie".


    przestaje myśleć racjonalnie i jak malutkie dziecko domaga się troski.

    Lekarz 14 października, tak mam umówioną wizytę.
    Gosia jest tak bezwolna, że pewnie nie będzie miała siły protestować.

    Nie wiem czy wejść z nią do lekarza.
    Prawdę mówiąc nie bardzo bym chciała.
    Najchętniej bym ograniczyła swoją rolę do doprowadzenia jej pod drzwi gabinetu.

    Tylko, że nie wiem czy ona da radę przedstawić swój stan i dotychczasowy przebieg choroby i leczenia, wszystko jej się miesza, pewnych rzeczy nie pamięta, pewne źle umiejscawia w czasie, przekręca fakty. Ja niewiele wiem, ale pewne rzeczy udało mi się ustalić.
    Wiem na pewno, że jak wejdzie sama nie pokaże kart wypisowych (ma swoje powody)

    Chciałam od niej wydobyć jak ona to widzi.
    Nie dostałam odpowiedzi.
  • avi_co 18.10.11, 12:08
    awanturka napisała:

    > Rozpaczliwie to brzmi jak Gosia mówi
    > "niech się mną ktoś zaopiekuje",
    > "niech mnie zabierze do siebie do domu, nie chcę byc tu sama",
    > "czemu siostra nie chce mnie wziąć do siebie"
    > "poproszę moją przyjaciółkę, może mnie do siebie weźmie".
    A gdyby wiedziała, że nie ma nikogo, do kogo się odwołuję, jej stan nie byłby lepszy?
  • awanturka 13.10.11, 20:56
    Jutro umówiona wizyta.
    dzisiaj jak zwykle wieczorem telefonowałam do Gosi.
    chciałam dogadać szczegóły

    Zawsze odbierała telefon.
    Najpierw nikt nie odbierał, potem telefon został wyłączony (nie wiadomo na pewno - zdarza się, że sieć podaje mylne komunikaty).

    Chciałam tak pojechać, ale nie dałam rady.
    Późno nie mogłam jechać - nie miałabym jak potem wrócić.

    Niepokoję się
    .
    Pojadę jutro wcześnie rano (mam ją dowieść na 9.00)
    Może mi otworzy.
    Może da się zawieść do lekarza.

    Żeby tylko nie stało się nic złego....

    A jak zastanę dzwi zamkniete, to co?
  • 36.a 14.10.11, 01:08
    uncertain
    trzymam kciuki. ufam, że dasz sbie radę.

    --
    Nie oczekuję już/Od życia samych róż
  • awanturka 14.10.11, 18:17
    na nic się zdały moje zabiegi by Gosię doprowadzić do lekarza sad sad

    pojechałam tam wcześnie rano, otworzyła, nie umiała wytłumaczyć czemu nie odbierała telefonu

    na samym początku powiedziała, że do lekarza nie pojedzie

    użyłam podstępu - nie dyskutowałam z nią na temat pójścia do lekarza, tylko rozmawiałam o czymkolwiek (a raczej prowadziłam monolog) w międzyczasie niepostrzeżenie wyciągnęłam od niej informacje gdzie ma bieliznę, ubranie, buty, kurtkę, dowód osobisty, legitymację rencisty, karty wypisowe i wszystko było przygotowane....

    Potem nie mówiąc dalej nic o lekarzu doprowadziłam do łazienki i umyłam (a raczej wyszorowałam)

    Tak pięknie szło, nawet pieniądze na taksówkę skombinowałam.

    Już byłyśmy o krok, zdawało się, że już, już jedziemy
    W ostatniej chwili sprzeciw, sprzeciw nie do przezwyciężenia.

    Próbowałam póki to miało sens (tzn. póki lekarz jeszcze był w przychodni).
    Potem odpuściłam.

    Nic nie zrobię.
    Nic nie mogę.
    Nic. Nic.
    Całkiem nic.

    Ma mój numer telefonu, jakby co to wie, że może dzwonić o każdej porze dnia i nocy.
    Nie jestem w stanie dbać by miała co jeść, zresztą oprócz tego by trzeba pilnować by jadła).
    Brat znowu w ciągu alkoholowym i nie przychodzi.

    MOP-S powiadomiony o sytuacji (nic nie zrobią bo nie mogą bez jej zgody)

    Cholera.... (rzadko klnę, ale nie wytrzymałam).

    Zachciało mi sie bawić w Matkę Teresę od "psycholi".
    Matka Teresa ze mnie żadna,
    kompletnie żadna.

    A dziewczyny szkoda...

    czasem dochodzi się do ściany.
    Właśnie do niej doszłam i głową muru nie przebiję.

  • czubata 14.10.11, 18:59
    Awanturko! Nie wiem bo już się w wątku pogubiłam,ale czy zawiozłaś dziewczynę po prostu na izbę przyjęć,jak nie w tym to w innym psychiatryku?Oni muszą przyjąć,rejony w prawdzie nie obowiązują,ale ten rejonowy odmówić nie może. No za przeproszeniem,alkoholików w delirce z miejsca przyjmują,a kobiety w depresji z zagrożeniem życia już nie????? To jest w ogóle szok.


    Klawiatura mi szwankuje. Zaraz postukam młotkiem.
  • awanturka 14.10.11, 19:24
    Ale jak ja mam to zrobić?
    Siłą? Ona nie chce.

    Mogą jej nie przyjąć.
    (już tak było kiedyś - nie ja ją wtedy zawoziłam).
  • ergo_pl 15.10.11, 00:17
    tak sobie pomyślałam, że nawet gdyby udało się w ramach prywatnej wizyty wejść z lekarzem do środka, to skoro trzeba by było pilnować Gosię, by zjadła, to tak samo byłoby z lekami.
    ktoś, komu ona pozwoliłaby, do kogo ma zaufanie, powinien z nią być non stop.

    najgorsze, że z tym wszystkim jesteś sama, Awanturko...
    najgorsze, że Gosia oprócz Ciebie nie ma innych bliskich osób, dla których byłoby ważne jej życie.
  • avi_co 18.10.11, 12:19
    awanturka napisała:

    >Nic nie zrobię.
    > Nic nie mogę.
    > Nic. Nic.
    > Całkiem nic.
    ...
    Cholera.... (rzadko klnę, ale nie wytrzymałam).
    >
    > Zachciało mi sie bawić w Matkę Teresę od "psycholi".
    ....
    > A dziewczyny szkoda...
    >
    > czasem dochodzi się do ściany.
    > Właśnie do niej doszłam i głową muru nie przebiję.
    Wypada tylko wziąć na klatę wszystko, co się zdarzyłosmile
    Czy myślisz także o sobie w kontekście zdarzeń, w których uczestniczych?
  • eydur8791 14.10.11, 19:10
    A jakimś sposobem lekarza do niej ściągnąć się nie da? Albo psychologa chociaż?
  • awanturka 14.10.11, 19:25
    zapowiada, że nie wpuści do mieszkania
    (i tak już kiedyś zrobiła)
  • awanturka 14.10.11, 19:35
    ona się panicznie boi, że ją zabiorą na oddział na chronicznie chorych w szpitalu-molochu daleko od miejsca zamieszkania i niestety to jest bardzo prawdopodobne (panie z ośrodka interwencji kryzysowej mówią, że tylko na taki oddział sie kwalifikuje)
  • sapiencja 14.10.11, 19:53
    awanturka napisała:

    " ona się panicznie boi, że ją zabiorą na oddział na chronicznie chorych w szpita
    > lu-molochu daleko od miejsca zamieszkania i niestety to jest bardzo prawdopodo
    > bne (panie z ośrodka interwencji kryzysowej mówią, że tylko na taki oddział sie
    > kwalifikuje)"


    A, nie da się jej wytłumaczyć, że jeśli nie pójdzie z Tobą do lekarza, to zabiorą ją do tego molocha? Że sama siebie skazuje na ten oddział?







    --
    taniecaleny.blox.pl/html
    --
    I to minie
  • czubata 14.10.11, 20:47
    Awanturko,a co przemówiło do ciebie gdy byłaś w stanie ciężkim?
    --
    Klawiatura mi szwankuje. Zaraz postukam młotkiem.
  • awanturka 15.10.11, 10:17
    nic nie musiło przemawiać,
    błagałam by zabrali mnie do szpitala
  • sapiencja 15.10.11, 10:40
    Wrócę do tej treści:

    "To była mimo powtarzających się epizodów bardzo dobrze funkcjonująca kobieta.
    Pracowała zawodowo.
    Angażowała się społecznie.
    Opiekowała się dwójką zniedołężniałych rodziców i ciotką.
    Te ostatnie cztery lata były takie okropne.
    Są szanse, że wróci do poprzedniego funkcjonowania."

    Cztery lata opiekowania się dwójką chorych rodziców i ciotką.
    Rozumiem, że rodzice i ciotka nie żyją.
    Gosia zostaje sama. Siostra nie chce jej znać.
    Za lata opieki nad rodzicami i ciotką - spotyka ją samotność i niezbyt miłe zachowanie się siostry.
    Można się załamać? Można.
    Poddała się i straciła wiarę w sens tego, co robiła.
    Samotne rozmyślanie może doprowadzić do takiego stanu, w jakim ją zobaczyłaś.
    Gdyby nie moja przyjaciółka i jej pomoc, pewnie byłabym dziś w jakimś domu opieki, albo w zakładzie psychiatrycznym, wysłana tam przez moje "córcie" i mojego ex.
    Faszerowanie lekami, to chyba błąd w przypadku Gosi. Jej potrzebny jest bardzo dobry terapeuta, który dotrze do jej bardzo chorej i cierpiącej duszy.






    --
    taniecaleny.blox.pl/html
    --
    I to minie
  • awanturka 15.10.11, 11:37
    Ona ma zdiagnozowany CHAD ze stanami hipomaniakalnymi na granicy manii oraz mieszanymi zaobserwowanymi w szpitalu gdzie kilkakrotnie trafiała z powodu depresji (w trakcie ją przerzucało na drugi biegun) - widziałam rozwinięte opisy tych stanów w kartach wypisowych

    na pewno to co piszesz ma miejsce
    to prawda, kontekst psychologiczny jest i to jak najbardziej
    tylko sama wiedza o tym, że "gdyby..., gdyby..."
    to niewiele daje

    nie zapewnię jej przyjaciół czy chocby życzliwych osób wokół
    nie zmienię jej siostry
    nie przywrócę jej pracy
    nie sprawię by jej mąż/parnter (?) do niej wrócił
    nie sprawię, żeby dalej mogła angazować się w różne przedsięwzięcia w parafii (świetlica socjoterapeutyczna, prowadzenie biblioteki, prowadzenie chóru i parę innych), (nie chcą jej zaangażowania od kiedy ktoś życzliwy doniósł proboszczowi o próbie samobójczej)
    itd.

    nikt nie jest w stanie tego zrobić
    stąd mój wątek "czy można odbudować życie z takich ruin",
    właśnie zainspirowany jej historią


  • sapiencja 15.10.11, 12:24
    awanturka napisała:

    "> nie zapewnię jej przyjaciół czy chocby życzliwych osób wokół
    > nie zmienię jej siostry
    > nie przywrócę jej pracy
    > nie sprawię by jej mąż/parnter (?) do niej wrócił
    > nie sprawię, żeby dalej mogła angazować się w różne przedsięwzięcia w parafii (
    > świetlica socjoterapeutyczna, prowadzenie biblioteki, prowadzenie chóru i parę
    > innych), (nie chcą jej zaangażowania od kiedy ktoś życzliwy doniósł proboszczow
    > i o próbie samobójczej)
    > itd.
    >
    > nikt nie jest w stanie tego zrobić
    > stąd mój wątek "czy można odbudować życie z takich ruin",
    > właśnie zainspirowany jej historią"



    To teraz zadaj sobie pytanie, po co zaczęłaś jej pomagać?







    --
    taniecaleny.blox.pl/html
    --
    I to minie
  • awanturka 15.10.11, 12:52
    Znając swoje ograniczenia i tego, że jej tego o czym piszę nie zapewnię (i nikt nie zapewni) miałam nie robić nic?

    Próbowałam zrobić to co mogłam.
    Inni i nawet tego nie próbowali (nie oceniam, nie znam sytuacji, nie wiem na co kto może a czego nie, każdy ciągnie swój własny wózek, na więcej może nie starczać sił)

    Dalej podtrzymuję, że leczenie psychiatryczne (leki, szpital) też jest potrzebne a nawet w tej sytuacji bezwzględnie konieczne
    Zdawało mi się, że przynajmniej w tym mogę jej pomóc i w tym względzie wyczerpałam swoje mozliwości), nie wyszło sad

    Nie będę udawać, że mogę więcej.
    Nie mogę.
    Co mogą czy nie mogą i w jakim stopniu tym się nie zajmuję, nie mam na to wpływu.
  • sapiencja 15.10.11, 13:03
    awanturka napisała:

    "> Znając swoje ograniczenia i tego, że jej tego o czym piszę nie zapewnię (i nikt
    > nie zapewni) miałam nie robić nic?
    >
    > Próbowałam zrobić to co mogłam.
    > Inni i nawet tego nie próbowali (nie oceniam, nie znam sytuacji, nie wiem na co
    > kto może a czego nie, każdy ciągnie swój własny wózek, na więcej może nie star
    > czać sił)
    >
    > Dalej podtrzymuję, że leczenie psychiatryczne (leki, szpital) też jest potrzebn
    > e a nawet w tej sytuacji bezwzględnie konieczne
    > Zdawało mi się, że przynajmniej w tym mogę jej pomóc i w tym względzie wyczerpa
    > łam swoje mozliwości), nie wyszło sad
    >
    > Nie będę udawać, że mogę więcej.
    > Nie mogę.
    > Co mogą czy nie mogą i w jakim stopniu tym się nie zajmuję, nie mam na to wpły
    > wu."


    Ja Cię nie osądzam. Nie mam prawa tego robić.
    Zapytałam, bo bardzo dużo dałaś z siebie i teraz zwątpiłaś.
    Może podobnie dzieje się z Gosią. Dała ile mogła i teraz nie ma już siły.
    Ja nie twierdzę, że tylko terapeuta jest jej potrzebny. Leki - też. Ale, przed lekami - jednak terapia.
    Napisałaś, że Gosia ma CHAD. ( Jedzie na naszym wózku). Była na pograniczu manii. Na pograniczu. Chyba więc jest dla niej jakaś szansa wyjścia na, w miarę, prostą drogę.
    Tylko, kto się podejmie wyprowadzenia jej na tę, w miarę, prostą, drogę...







    --
    taniecaleny.blox.pl/html
    --
    I to minie
  • awanturka 15.10.11, 13:21
    Na pograniczu ma hipomania/mania!
    To były potężne górki !
    Nie będę opisywać szczegółów (szczegóły są opisane w karcje wypisowej, bardzo dokładnie i obrazowo)

    A gdzie Ty widzisz, że zwątpiłam?
    Zrobiłam co mogłam.
    i dalej co mogę to zrobię.
    nie wycofuję się

    ma mój telefon
    czasem sama zadzwonię
    wie, że do lekarza ją dowiozę jakby chciała
    wie, że jakby co to sporadycznie jakieś jedzenie przywiozę

    nic więcej nie zrobię
    nic więcej się nie da
    zwątpienie?

    nigdy nie wierzyłam, że mogę więcej
    wierzyłam, że jestem w stanie spowodować, że trafi do lekarza lub szpitala i to się nie udało
    - tutaj rzeczywiście zwątpiłam, ale pewnie nie do konca, pewnie za jakiś czas spróbuję
  • 36.a 15.10.11, 13:42
    powiem po cichutku: spasowałabym. a sobie powiedziałabym "próbowałam i zrobiłam wszystko, co w mojej mocy". w któryms momencie chyba trzeba odejść, dać spokój, dać żyć człowiekowi jak chce/nie chce.

    i masz rację, teraz na zasadzie: czasem sie odezwę.

    tak przypomnieli mi się bezdomni, który wcale nie chcą w żadnym domu, gdzie talerz zupy, ale na dworcu. bo tu można w miarę swobodnie pić np.

    zrobiłaś dla Gosi naprawdę dużo.
    --
    Nie oczekuję już/Od życia samych róż
  • avi_co 18.10.11, 15:47
    36.a napisała:

    > zrobiłaś dla Gosi naprawdę dużo.
    Uważam, że wystarczająco.
  • sapiencja 15.10.11, 15:24
    awanturka napisała:

    " A gdzie Ty widzisz, że zwątpiłam?"


    Miałam na myśli Gosię, nie Ciebie.






    --
    taniecaleny.blox.pl/html
    --
    I to minie
  • ergo_pl 15.10.11, 13:28
    O, nie zgodzę się.
    Nie znamy Gosi.
    W moim przypadku samą terapię można by było o kant doopy rozbić.
    Bez leków nie byłoby mnie.
    Pytanie dlaczego Awanturka zaczęła pomagać?
    Sapiencjo.
    A co, miała przejść ot tak, obojętnie, jak większość?
    Są ludzie, którzy tak nie potrafią.
    A że czasem przy tym sytuacja staje się patowa, czasem dostaje się policzek za serce i tak dalej, to już inna sprawa.
    Ale wielu osobom tacy ludzie jak Awanturka pomogli i pomogą.
    Dla wielu są ostoją.
    Szczęście, że są.
  • ergo_pl 15.10.11, 13:44
    Jeszcze dodam:
    każdy ma prawo do zwątpienia, dlaczego odmawiać tego prawa Awanturce?
    powiedzmy, że byłam w podobnej sytuacji jak Awanturka.
    też niczego nie zdziałałam.
    niczego nie osiągnęłam.
    też nikt z bliskich tamtej osoby nie chciał mi pomóc.
    spasowałam.
    nie było innego wyjścia.
    ale gdybym NIC nie zrobiła, nie umiałabym z tym żyć.
  • awanturka 15.10.11, 13:51

    a jaki był finał tej sprawy?
    jak to się skończyło?
    nie pytam o szczegóły
    pytam bo chcę wiedzieć czy taka sprawa może mieć szczęsliwe zakończenie?
  • ergo_pl 15.10.11, 14:04
    Awanturko, rzecz nie dotyczyła chad.
    Mam nadzieję, że będzie dobrze...
  • sapiencja 15.10.11, 19:39
    ergo_pl napisała:

    " Jeszcze dodam:
    każdy ma prawo do zwątpienia, dlaczego odmawiać tego prawa Awanturce?"

    Pisząc, o zwątpieniu, miałam na myśli zwątpienie w Gosię ( jeśli można tak napisać),a nie w awanturkę.
    Awanturka zaimponowała mi, i podziwiam jej zaangażowanie. Napisałam, że tak dużo z siebie dała, a teraz zwątpiła. Zwątpiła, czy Gosia da radę wrócić do samodzielnego funkcjonowania.




    --
    taniecaleny.blox.pl/html
    --
    I to minie
  • ergo_pl 15.10.11, 20:59
    Sapiencjo, właśnie do tego się odniosłam smile
  • hd_vision 16.10.11, 22:29
    Leczenie szpitalne odbywa się za zgodą pacjenta. Z pewnymi wyjątkami, w szczególnych sytuacjach, gdy lekarz oceniając stan pacjenta, stwierdza, że z powodu choroby zagrożone jest jego życie lub życie innych osób, może przyjąć chorego BEZ jego zgody. Dotyczy to przede wszystkim pacjentów, u których występują myśli samobójcze lub którzy podjęli próbę samobójczą. Jest to zgodne z obowiązującą ustawą o ochronie zdrowia psychicznego z 19 sierpnia 1994 roku (art. 23 ust. 1).
    Przyjęcie do szpitala może się odbyć bez zgody także w tzw. trybie wnioskowym, orzeczonym przez sąd opiekuńczy, gdy wnioskują o to rodzina lub opiekun. Możliwe jest to, w sytuacji gdy brak hospitalizacji może spowodować pogorszenie stanu zdrowia psychicznego lub gdy osoba chora nie jest zdolna do samodzielnego zaspokajania swoich podstawowych potrzeb.
    zrodlo

    Czy istnieje możliwość podjęcia leczenia psychiatrycznego wbrew woli pacjenta?Wyobraźmy sobie sytuację, gdy zdrowa dotychczas osoba przestaje chodzić do pracy, przestaje interesować się podstawowymi czynnościami dnia codziennego, przestaje dbać o higienę osobistą, zajmuje się wyłącznie rozmyślaniem na dziwaczne tematy, którymi dotychczas zupełnie się nie interesowała. Trudno powiedzieć, by taka osoba zagrażała bezpośrednio sobie lub innym, a jednak poprzez objawy swojej choroby przestaje normalnie funkcjonować i coraz głębiej popada w chorobę. Najprawdopodobniej w takim przypadku leczenie przyniesie poprawę stanu zdrowia, lecz osoba ta nie widzi potrzeby takiego leczenia. Właśnie dla takich osób przewidziany jest tryb wnioskowy hospitalizacji. Najbliższa rodzina lub opieka społeczna właściwa miejscu zamieszkania takiej osoby może wystąpić do Sądu Rodzinnego z wnioskiem o przymusową hospitalizację. Aby Sąd przyjął wniosek niezbędna jest również opinia lekarza psychiatry, który wcześniej osobiście zbadał pacjenta. Każdy lekarz psychiatra dysponuje szczegółową wiedzą na temat przeprowadzenia powyższej procedury.zrodlo

    Najprawdopodobniej dla znajomej bedzie mozliwy do uzyskania pobyt w tzw. trybie wnioskowym o ktorym wyzej. Przerabialam w praktyce i mozna go uzyskac. W uproszczeniu, polega on na pisaniu pism, zebraniu dokumentow od psychiatry. Nie trzeba wzywac pogotowia, mowic o myslach samobojczych itp., bo jesli sie samemu leczy to chory powie ze nam sie uroilo a karetka odjedzie jesli potwierdzimy ze sie leczymy. Prawnik (bezplatny) pewnie pomoze. MOPS lub inna opieka powinny to robic jesli nie zajmuje sie tym rodzina. Rodzina, ktorej zalezy na chorej moglaby tez probowac ubezwlasnowolnic osobe w ranach chronienia jej przed sama soba, ale to ostatecznosc dla obu stron. Czy osobisty list od Ciebie do siostry pomoze zeby sie tym zajela? Swiat nie jest czarno bialy. Moze zerwala kontakt, bo miala dosc? W manii ludzie potrafia dopiec. Naprawde potrafia. Ale to raczej rola rodziny ogarnac cala sytuacje ew opieki spolecznej jesli rodzina sie wypnie.
  • awanturka 17.10.11, 11:47
    Dziękuję:

    MOPS umył ręce
    MOPS:
    - nie dysponuje kartami wypisowymi (może udałoby się uzyskać ich kopie w szpitalu tylko co z tajemnicą lekarską?)
    - nie dysponuje żadnym dowodem, że miała próbę samobójczą
    - nie ma kontaktu z psychiatrą który ją leczył (to bardzo dziwna kobieta - odmawia kontaktów z MOP-sem bo jest na nich obrażona a poza tym co z tajemnicą lekarską?)
    - nie jest w stanie zbadać jej ich lekarz (nie wpuszcza do domu pracowników MOPS-u ani ich lekarza - sprawdzone)
    - nie wpuści do domu innego lekarza
    - trzeba by wprowadzić lekarza siłą (policja?)

    - złożyła w MOPS-ie oświadczenie (w obecności śwadka)
    że nie chce ich pomocy bez względu na jej stan (więc MoPS jakby co to jest kryty, zasłania się jej oświadczeniem)

    - siostra oświadczyła w MOPS-ie, że będzie z MOPS-em współpracować wyłącznie w celu sądownego ubezwłasnowolnienia siostry i umieszczenia jej w domu opieki

    Nie wiem czy napewno sytuacja dojrzała do przymusowego leczenia
    (przestała mówić o samobójstwie)

    Osobiście chciałabym bardzo uniknąć stosowania przymusowego leczenia (obiecałam, że nic nie zrobię w tym kierunku). Przymus w takiej sytuacji wiążący się z czasowym ubezwłasnowolnieniem to potem ogromna trauma z tym związana (w szpitalu poznałam takich ludzi to wiem coś o tym).

    Ale jaby trzeba było przymusowo leczyć (jeszcze będę kombinować inaczej) to jak zmusić MOPS do działania?

    Myslisz, że opisanie sytuacji i tego do mops-u oraz uzyskanie potwierdzenia od nich odbioru pisma sprawi, że będzie trudniej im umyć od tego ręce? (będzie dowód, że dokładnie wiedzieli o powadze sytuacji). Tak to sobie wymyśliłam. To dobry pomysł?





  • sapiencja 17.10.11, 12:28
    awanturko, napisałaś: przestała mówić o samobójstwie.

    Czy ta kobieta chce abyś jej pomogła?
    Czy dała Ci do zrozumienia, że jednak chce Twojej pomocy?







    --
    taniecaleny.blox.pl/html
    --
    I to minie
  • awanturka 17.10.11, 12:58
    Nie ma nic przeciwko żebym ją odwiedzała ("jak chcesz to możesz przyjechać")
    ale pojawia się też "po co przyjechałaś, szkoda Twojego czasu".,
    Myslę, że tego bym ją odwiedzała oczekuje, ale nie mówi tego wprost.
    Żadnej innej pomocy zdecydowanie nie chce.
    Nawet przynoszenia jedzenia ("to niepotrzebne...")
    Chce żebym kupowała jej papierosy.

    Odwiedzanie jej systematyczne nie jest możliwe - nie mam samochodu a dojazd środkami komunikacji miejskiej (z przesiadkami, czekaniem na przystankach))\ zajmuje mi dużo czasu - 2,5 godziny w jedną conajmniej . Mogę tam pojechać raz, najwyżej dwa razy na tydzień.
  • sensi42 17.10.11, 13:11
    Dopiero dzisiaj przeczytałam Twój wątek Awanturko. Pomyślałam sobie, że Gosia potrzebuje Ciebie jako dobrej, zaufanej koleżanki, która ma po prostu być. Może rzeczywiście jej to wystarczy. Jesteś wspaniała.
  • awanturka 17.10.11, 13:43
    A ja zaczynam podejrzewać, że opiekując się Gosią (na tyle na ile potrafię, odwiedziny, telefony) tylko konserwuję obecny stan rzeczy i odsuwam nieuchronny jak mi się zdaje moment podjęcia przez nią leczenia (dobrowolnego lub nie).

    To wszystko nie jest takie proste jak zdawało się być na początku.
    Nie wiem czy dobrze robię.
    Już sama nie wiem.

  • avi_co 18.10.11, 15:58
    Jakby to nie brzmiało koszmarnie, trzymaj się wątłej nici swojego realnego życia. Nikt z nas nie jest potyęgą psychiczną.
  • hd_vision 17.10.11, 13:07
    Nie wiem co moze zmusic MOPS do dzialania. Nigdy nie mialam zadnych doswiadczen z MOPSEM. Prawnik/rzecznik moze pomoze.

    W trybie wnioskowania byl leczony moj ojciec. Ja nie moglam wnioskowac jako chora psychicznie bylam dla sadu niewiarygodna. Staralam sie o ubezwlasnowolnienie po jego wjsciu ze szpitala, ale zanim udalo sie to przeprowadzic ojciec nie zyl.

    Wedlug mnie ubezwlasnowolnienie jest jedyna szansa na przezycie dla osob chorych psychicznie ktorym sie pogarsza systematycznie w dol albo u ktorych sinusoida zmian jest coraz wieksza, a ktorymi systematycznie nie opiekuje sie nikt komu ufaja.

    Wprost - albo bedzie zyla ubezwlasnowolniona przez siostre w domu opieki (bo w swoim domu nikt jej nie chce) albo zostanie znaleziona martwa w jej wlasnym mieszkaniu jak zacznie wchodzic z depresji, albo (wedlug mnie opcja najmniej pradopodobna) sama sobie pomoze jak jej sie poprawi - idac do szpitala.

    Jestesmy rozne, ja nie wiklalabym sie dalej w rozwiazywanie problemu opieki na chora psychicznie znajoma a nie czlonkiem rodziny bedac jej chora znajoma, o ile nie bylabym w hipo albo w manii, kiedy aangazowalam sie w znacznie mocniej niz Ty w podobne przedsiewziecia (bylam m.in. w swoim mniemaniu mesjaszem).

    Moj ostatni wpis w tym watku. Nie chce sie wkrecac, przepraszam.
  • awanturka 17.10.11, 13:52

    A jeżeli chory psychicznie zdecydowanie woli umrzeć niż żyć ubezwłasnowolniony w domu opieki .

    Jeżeli jego poglądy są takie, że lepsza śmierć niż takie życie to kto ma prawo go do takiego życia zmuszać?

    nie uważam, by chory psychicznie miał autoamtycznie "chore poglady"
    może przecież tak myśleć również człowiek zdrowy


    Załóżmy, że ktoś jest chory na raka, czeka go chemia, operacje, naswietlania, znowu chemia itd.

    no i nie chce się leczyć,
    ma do tego prawo?
    ma do tego prawo nawet jak to oznacza pewną śmierć w krótkim czasie?

    Czy sytuacja nie jest w pewnym sensie analogiczna?
    Nie wiem.
    Zastanawiam się.
    Pytam sama siebie.
    Myslę głośno
  • sapiencja 17.10.11, 14:11
    Awanturko, zadałam moje pytania w trosce, o Ciebiesmile

    Bo, może być jeszcze czarniejszy scenariusz, którego w tej chwili nie bierzesz pod uwagę.
    Może nagle wkroczyć siostra, mieszkanie jest zadłużone, więc w "trosce" o mieszkanie, zrobi wszystko żeby ubezwłasnowolnić siostrę i umieścić ją w domu opieki. MOPS będzie po stronie siostry, niestety.
    A, wtedy Gosia może oskarżyć Cię o działanie po cichu z jej siostrą.
    Pytanie, czy Ty dałabyś radę to udźwignąć i sama nie wpadłabyś w depresję.






    --
    taniecaleny.blox.pl/html
    --
    I to minie
  • ergo_pl 17.10.11, 14:12
    Awanturko, Ty jedyna z nas znasz Gosię, jej stan.
    Wiesz, czy daje radę się umyć i chociażby zrobić herbatę.
    Wiesz, "jaki" to człowiek.
    Co się z nią dzieje teraz i co się działo w przeszłości.
    Bo dla mnie cały czas jest niejasne, czemu siostra chce ją ubezwłasnowolnić.
    Ale nie znając historii, nie widząc człowieka, doradzenie czegokolwiek jest trudne.
    Na pewno bym Gosi nie opuściła, obserwowała.
    Nawet telefonicznie można "obserwować".
    Zrobiłaś dla Gosi strasznie dużo...
    Po prostu bądź przy niej.
    Podziwiam Cię jako człowieka.
    I trzymam kciuki za Was obie.




  • ergo_pl 17.10.11, 14:17
    Aha, Awanturko, jeśli Gosia ma dochód mniejszy niż 715,50 zł jest Program Rządowy "Posiłek dla Potrzebujących". W praktyce wypłacają chyba ok. 80 zł miesięcznie. I mają obowiązek zrefundować leki do ok. 105 zł miesięcznie.
  • sapiencja 17.10.11, 14:23
    ergo_pl napisała:

    "> Aha, Awanturko, jeśli Gosia ma dochód mniejszy niż 715,50 zł jest Program Rząd
    > owy "Posiłek dla Potrzebujących". W praktyce wypłacają chyba ok. 80 zł miesięcz
    > nie. I mają obowiązek zrefundować leki do ok. 105 zł miesięcznie."


    ergo_pl, awanturka podała wysokość renty:

    "(O prywatnych wizytach nie ma mowy - jest samotna, niecały 1tys. złotych renty). "





    --
    taniecaleny.blox.pl/html
    --
    I to minie
  • awanturka 17.10.11, 14:24
    Wiesz, ona chyba nie ma problemów bardzo duzych problemów materialnych, mieszkanie, światło, wodę, centralne opłaca jej siostra (nie chcę wnikać w intencje). Wydaje horrendalne kwoty na papierosy (nawet 4 paczki dziennie, sama mi powiedziała, że tyle) a nie pali tych najtańszych.
  • sapiencja 17.10.11, 14:29
    Czy możesz podać jej wiek, w przybliżeniu?




    --
    taniecaleny.blox.pl/html
    --
    I to minie
  • awanturka 17.10.11, 14:30
    Mogę, około 50.
  • sapiencja 17.10.11, 14:36
    awanturka napisała:

    "Mogę, około 50."

    Hm...
    Czekają je jeszcze różne zaburzenia organizmu w związku z menopauzą.







    --
    taniecaleny.blox.pl/html
    --
    I to minie
  • awanturka 17.10.11, 14:57
    pewnie menopauza się do tego dokłada
    ta depresja to wynik nie tylko CHAD-u ale i innych okoliczności (w tym menopauzy)
  • sapiencja 17.10.11, 15:26
    awanturka napisała:

    " pewnie menopauza się do tego dokłada
    > ta depresja to wynik nie tylko CHAD-u ale i innych okoliczności (w tym menopauz
    > y)"

    Jeśli nie ma już okresu, to może dałaby się namówić na zbadanie poziomu hormonów i poziomu tarczycy.

    Te wyniki są bardzo ważne wyniki w jej sytuacji.






    --
    taniecaleny.blox.pl/html
    --
    I to minie
  • sapiencja 17.10.11, 15:29
    Sorry, zjadłam "to".

    Te wyniki, to są bardzo ważne wyniki w jej sytuacji.






    --
    taniecaleny.blox.pl/html
    --
    I to minie
  • awanturka 18.10.11, 10:51
    ma lekką niedoczynność (widziałam w karcie wypisowej, na wynikach się znam, brałam lit, kontrolowałam wtedy hormony tarczycy co miesiąc)
    zapisali eutyrox (wydaje mi się, że dawka niewielka)
    pewnie nie bierze, albo bierze sporadycznie, jak wszystko
  • avi_co 18.10.11, 12:42
    Wybaczcie, ale doprawdy życie nigdy się nie przejmowało moimi wynikami w takim czy innym zakrersie. Doszło do tego, że ja sama przestałam się przejmowaćsmile
  • awanturka 17.10.11, 14:30
    rentę na pewno ma bardzo niską
    ale to że siostra robi opłaty (pewnie nie chce, żeby straciła mieszkanie ze względu na długi - może się zdarzyć tak, ze ona je przejmie, ale może źle ją oceniam) bardzo ją odciąża
  • avi_co 18.10.11, 16:05
    ergo_pl napisa>
    > Po prostu bądź przy niej.
    Mtyślę, że zbyt duże wymaganie.
  • ergo_pl 18.10.11, 18:13
    avi_co napisała:

    > ergo_pl napisa>
    > > Po prostu bądź przy niej.
    > Mtyślę, że zbyt duże wymaganie.

    Na ten temat może się wypowiedzieć Awanturka.


    avi_co napisała:

    > ergo_pl napisa>
    > wszędzie są matoły bez wyczucia.
    Chyba zbyt ostro jedziesz.

    Jadę realnie.
  • avi_co 19.10.11, 08:05
    ergo_pl napisała:

    > avi_co napisała:
    >
    > > ergo_pl napisa>
    > > > Po prostu bądź przy niej.
    > > Mtyślę, że zbyt duże wymaganie.
    >
    > Na ten temat może się wypowiedzieć Awanturka.
    Tu się nie zgodzę. Znając wrażliwość chadowców, śmiem przypuszczać, że Awanturka dorobi się poważnego rzutu choroby, a nie odpuści. Kochaj bliźniego swego jak siebie samego...
    Zamiast jednej osoby w depresji będą dwie. I komu to będzie służyć?

    > avi_co napisała:
    >
    > > ergo_pl napisa>
    > > wszędzie są matoły bez wyczucia.
    > Chyba zbyt ostro jedziesz.
    >
    > Jadę realnie.
    Masz rację.
  • 36.a 18.10.11, 18:33
    Tak. Ma prawo do wyboru. Napisałam gdzieś wyżej, że juz bym zaprzestała.
    Nie ma sensu holowanie nikogo na siłę. Dałaś nie tylko wędkę, ale i rybki.
    Ktos rokujący przyjmuje pomoc z wdzięcznością i stara się.
    --
    Nieważne ile przed nami zim
  • avi_co 18.10.11, 12:34
    sapiencja napisała:

    >To teraz zadaj sobie pytanie, po co zaczęłaś jej pomagać?
    Bo jesteś człowiekiem. Proste?smile
  • sapiencja 18.10.11, 12:51
    avi_co napisała:

    "> sapiencja napisała:
    >
    > >To teraz zadaj sobie pytanie, po co zaczęłaś jej pomagać?

    > Bo jesteś człowiekiem. Proste?smile"


    Avi_co, umiesz podnieść człowiekowi ciśnieniesmile

    Moje pytanie jest głębsze, niż Ci się wydaje.
    Czasem robimy coś w dobrej wierze, ale gdy to nie odnosi takiego skutku, jakiego się spodziewamy - przystajemy. I wtedy jest ten moment, aby siebie zapytać, po co to robimy. Dlatego zaproponowałam awanturce: „to TERAZ zadaj sobie pytanie, po co zaczęłaś jej pomagać”.
    Takie pytanie daje nam czasem siłę napędową.





    --
    taniecaleny.blox.pl/html
    --
    I to minie
  • avi_co 18.10.11, 12:28
    Osobie w tym stanie nie da się niczego wtłumaczyć.
  • avi_co 18.10.11, 12:26
    Da się, tylko za ile?
    Trudno byłoby od Awanturki wymagać i tego.
  • awanturka 18.10.11, 13:31
    Rozdmuchałam ten wątek do niebotycznych rozmiarów.
    Głupio mi z tym.

    Dla tych co myślą, że robię coś nadzwyczajnego garść konkretów.
    Wycisnę z tego co robię konkret.
    Nie wiele tego jest.

    4 wizyty u Gosi
    telefony do niej (to akurat żaden wysiłek)
    dwa telefony do MoPS-u
    jedna wizyta w MOPS osobista
    parę telefonów do poradni zdrowia psychicznego
    ustalenie wizyty u lekarza
    dwukrotne sprawdzenie czy lekarka, która kiedyś leczyła Gosię przyjmuje
    (przy okazji odwiedzin u Gosi, to blisko)

    tak to wygląda
    to naprawdę niewiele
    to takie wrażenie, że robię dużo bo wszystko obszernie relacjonuję w tym wątku


    kiedyś napisałam, że robię to między innymi dlatego, że w ten sposób usiłuję przekonać samą siebie, że ludzie chorzy w takich sytuacjach nie zostają zupełnie sami

    to samo powiedziałam mojej dobrej znajomej (CHAD, dawno temu pracowałyśmy razem)
    to starsza (po 70), doświadczona kobieta, bardzo wiele przeszła (wieloletnia depresja, próba samobójcza - to w czasach kiedy ją znałam), bardzo ją cenię

    i wiecie co mi powiedziała?


    "podtrzymujesz w sobie w sobie iluzję...
    chorzy w tym stanie, gdy zabraknie rodziny zostają sami
    taka jest prawda, nie ma co przed nią uciekać
    tacy jak Ty szybko rezygnują jak okazuje się, że prawie nic nie mogą
    nikt nie chce się czuć bezradny, to normalne, że ucieka się w takiej sytuacji"
    Nie dodała "Ty też uciekniesz", ale przypuszczam, że tak pomyslała

    Nie było w tym ani smutku ani goryczy.
    Była w nim odwaga osoby, która mierzy trudną dla niej prawdą


    no i jeszcze mi powiedziała, że to samobójstwo z mojej strony angażować się w tą historię.
    Żebym zostawiła to zdrowym.
    Że sama proszę się o poważne kłopoty.
    żę to zupełnie nieodpowiedzialne.

    Też piszecie, żebym na siebie uważała.
    Uważam.
    na początku byłam silnie zaangażowana emocjonalne
    szłam trochę w hipomanię
    teraz jest stabilnie (tak mi się wydaje)











  • sapiencja 18.10.11, 15:44
    awanturka napisała:

    " Rozdmuchałam ten wątek do niebotycznych rozmiarów.
    > Głupio mi z tym.
    >
    > Dla tych co myślą, że robię coś nadzwyczajnego garść konkretów.
    > Wycisnę z tego co robię konkret.
    > Nie wiele tego jest.
    >
    > 4 wizyty u Gosi
    > telefony do niej (to akurat żaden wysiłek)
    > dwa telefony do MoPS-u
    > jedna wizyta w MOPS osobista
    > parę telefonów do poradni zdrowia psychicznego
    > ustalenie wizyty u lekarza
    > dwukrotne sprawdzenie czy lekarka, która kiedyś leczyła Gosię przyjmuje
    > (przy okazji odwiedzin u Gosi, to blisko)
    >
    > tak to wygląda
    > to naprawdę niewiele
    > to takie wrażenie, że robię dużo bo wszystko obszernie relacjonuję w tym wątku"


    Ja mierzę wielkość ludzi, takich jak Ty, ich skromnością.
    Zrobiłaś bardzo wiele: pochyliłaś się nad leżącym.
    Czy Gosia zechce uwierzyć w siebie i stanie na nogi, czy nie zechce, nie masz już na to wpływu. Zrobiłaś tyle, ile byłaś w stanie zrobić. Siebie też musisz chronić.









    --
    taniecaleny.blox.pl/html
    --
    I to minie
  • awanturka 04.11.11, 12:40
    Nie odgrzewam wątku, nie zrozumcie tego wpisu w ten sposób.
    Nie oczekuję komentarzy do postu.

    Po prostu tak sobie piszę.

    U Gosi sytuacja bez zmian (jestem w kontakcie telefonicznym).
    Twierdzi, że żywność przynosi sąsiadka (nie sprawdziłam)
    cały czas przekonuję ją do lekarza/szpitala/leków
    a ona chce tylko jednego - żeby przekonać siostrę, żeby się nią zajęła
    (nawet nie będę próbować), twierdzi, że wtedy by doszła do siebie bez żadnego leczenia

    w grudniu kończy się jej renta
    zostanie bez ubezpieczenia zdrowotnego
    wprawdzie leczenie psychiiatryczne (z tego co wiem wyłącznie szpitalne) należy się równiez osobom nieubezpieczonym, ale nie z automatu, trzeba się zgłosić do MOP-su i oni opiniują sprawę

    a ona ich znać nie chce

    nabrałam do sprawy dystansu
    nie sposób się cały czas być w sprawę zaangażowaną emocjonalnie
    cały czas jej powtarzam, że jakby cokolwiek trzeba było jej załatwić czy pomóc
    - jestem do dyspozycji

    głową muru nie przebiję...
  • sapiencja 05.11.11, 16:54
    Awanturka napisała:

    "...a ona chce tylko jednego - żeby przekonać siostrę, żeby się nią zajęła
    (nawet nie będę próbować), twierdzi, że wtedy by doszła do siebie bez żadnego leczenia"


    Głód uczuć.

    Hm... nic tak, jak człowiek nie zrani drugiego człowieka. I nict tak, jak człowiek nie podniesie drugiego człowieka na duchu.






    --
    taniecaleny.blox.pl/html
    --
    Istnieją tylko dwa sposoby na życie. Jeden - to żyć tak, jakby nic nie było cudem. Drugi - to żyć tak, jakby cudem było wszystko. Albert Einstein
  • 36.a 06.11.11, 00:58
    <<>> buziak

    nic dodać...

    --
    Nie oczekuję już/Od życia samych róż

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.