19.02.18, 23:06
Słuchajcie, komu z nas się udaje mieć satysfakcjonującą pracę, z której można w miarę spokojnie przeżyć?
Ja już mam trochę dosyć - jak pracuję więcej niż 30-35 godzin, to jestem zmęczony, jak mam pracować kreatywnie, to nigdy nie wiem, czy mi się kreatywność nie skończy, jak mam coś kontrolować i organizować, to nagle się może okazać, że coś spierdoliłem po drodze. Już nie mam siły. Chciałbym znaleźć swoją spokojną niszę, kokosów mieć nie muszę. Powoli do mnie dociera, że doktoratu i pracy na uczelni chyba nie ogarnę - bardzo to frustrujące. Ja bym po prostu chciał mieć spokój i pełną lodówkę. Jak wy ogarniacie pracę? Dzięki. sad


--
"I am so clever that sometimes I don't understand a single word of what I am saying."
Edytor zaawansowany
  • melanie.k 21.02.18, 00:08
    Cześć. U mnie z pracą było w miarę ok. Przez dziesięć lat pracowałam w różnych firmach, w działach sprzedaży. Jak mnie coś wkurzało, to rzucałam i szłam dalej, a dobrych handlowców firmy przyjmują z otwartymi rękami. Aż przyszedł rok 2012 i wszystko runęło. Ciężka depresja ściągnęła mnie na dno i z dnia na dzień stałam się w swoim przekonaniu nikim. Dostałam diagnozę chadu i przestałam być taka impotentna i cudowna jak wcześniej. Okazało się, że poza temperamentem, który mi tak pomagał być dobrym handlowcem, cały czas fruwałam sobie na hipomanii.

    Wypadłam z rynku pracy, nie wiedziałam, co mogę jeszcze robić, na czym się znam i nic mi do głowy nie przychodziło. Straciłam kontakty zawodowe, bo uważałam, że niczego już sobą nie reprezentuję. Stałam się samotnikiem, z czasem z ogromnymi długami i bez pracy.

    Wreszcie zupełnie przypadkiem odezwała się do mnie koleżanka z byłej firmy, wiedziała, że nie mam pracy, a w sprzedaży już nie chcę pracować. I tak zaczęłam robić rzeczy zupełnie inne, w znanym dla mnie środowisku, w firmie, którą poinformowałam o swojej chorobie przed moim zatrudnieniem, bo nie wiedziała, co mnie czeka z całym tym chadem.
    Pracowałam ciężko i intensywnie dwa równe lata i wreszcie dopadła mnie - depresja. Na początek odczuwałam tylko ogromne zmęczenie i niezależnie od tego ile bym nie przespała, nie przeleżała w domu próbując się wyciszyć odpocząć nic to nie dawało. Co raz gorzej funkcjonowałam. W pracy zgubił nie pośpiech i wynikający z tego stres. Okazało się, że tego rodzaju praca na dłuższą metę nie jest dla mnie dobra.
    Obecnie od miesiąca jestem na L4 i czekam na przyjęcie na oddział dzienny szpitala wolskiego. Będę miała trzy miesiące na to by ułożyć sobie życie na nowo zawodowo, ale na razie jestem zbyt słaba by dostrzec kierunek, w którym mogłabym zmierzać.
  • kocanka_piaskowa 02.03.18, 13:11
    Ależ mam podobną historię smile
    Też pracowałam w handlu, z ludźmi. Miałam świetne wyniki, najlepsze, nagrody, byłam chwalona, lubiana, bystra, komunikatywna, kontaktowa, pracowita aż do przesady. Kładłam się spać i już żałowałam, że muszę, bo chciałam byc na nowo w pracy. Zamiast spać, leżałam i planowałam co będę robić następnego dnia, nie mogąc doczekać się poranka. Najgorsze były niedziele...chciałam żeby szybko się kończyły, by móc iść w poniedziałek do pracy, czasem dwie godziny wcześniej, bo nie mogłam już usiedzieć w domu. Nie dziwią więc nagrody i dobra opinia w branży. I było tak do czasu diagnozy. Prawie natychmiast przestałam się czuć inteligentna, byłam przekonana, ze nie podołam. Odeszłam. W ciągu roku pracowałam w pięciu miejscach, szukając czegoś bezstresowego, spokojnego, nie wymagającego wysiłku. Wiele intratnych propozycji odrzuciłam, już sama myśl sprawiała, że się napinałam i kuliłam. Ale to też było za dużo. Sama świadomość obecności choroby, odbierała mi odwagę, napawała strachem, że nie podołam, że zawiodę, ze się wyda. W końcu udało mi się znaleźć coś bardzo łatwego, lecz nie satysfakcjonującego finansowo. To bym jeszcze zaakceptowała. Nie potrafiłam jednak pogodzić się z tym, że pracuję poniżej swoich kwalifikacji i możliwości. Rodziło frustrację jak i prowokowało pytania znajomych, dlaczego tak nisko się cenie. To było nie do zniesienia. Znowu zmieniłam pracę i przyjęłam odpowiedzialne, wymagające szybkiego, logicznego myślenia, działania i masę energii. A teraz drżę jak to będzie.

  • rainbow_73 02.03.18, 13:46
    kocanka_piaskowa napisał(a):

    > przyjęłam odpowiedzialne, wymagające sz
    > ybkiego, logicznego myślenia, działania i masę energii. A teraz drżę jak to będ
    > zie.
    Nie musisz być doskonała, starczy, że będziesz wystarczająco dobra. Nie stawiaj sobie wygórowanych wymagań, dopuść, że możesz mieć słabsze dni. Idź małymi krokami, lecz ciągle do przodu. Będzie dobrze smile
  • megan.k 02.03.18, 18:33
    Dlaczego w ogóle postawiono Ci diagnozę CHAD?
  • kocanka_piaskowa 02.03.18, 19:34
    megan.k, do kogo skierowane jest pytanie? smile
  • megan.k 02.03.18, 19:45
    Do Ciebie. smile
  • kocanka_piaskowa 02.03.18, 20:19
    Od lat czułam się na przemian dobrze i źle. Podejrzewałam wiele różnych chorób, przebadałam co tylko można było, od zwykłej morfologii po rezonanse różnych części ciała. Pobyt w szpitalu też nic nie wyjaśnił. Przyjęto mnie do niego. bo miałam drżenie mieśni a byłam tak składa, że nie wstawałam z łóżka. Teraz wiem, że to była depresja. Wtedy jednak o tym nie miałam pojęcia. W moim życiu wydarzyła się pewna stresująca sytuacja, a właściwie permanentnie stresująca, i zaczęłam obserwować u siebie dziwne objawy. Np. nienaturalne pobudzenie seksualne, wręcz obsesje na temat różnych mężczyzn i kobiet. Były tak silne, ze nie dawały mi spać. Podobali mi się obcy ludzie mijani na ulicy. Pojawiły się problemy ze snem. Z pamięcią, koncentracją. Męczyły mnie gonitwy myśli, to było bardzo uciążliwe, były wykańczające. Wiedziałam, ze coś sie dzieje, ale nadal nie panikowałam. Byłam bardzo zmęczona samą sobą i chciałam"wyjsc z siebie". Czułam, ze coś we mnie narasta, coś męczącego i z jakiegoś powodu wiedziałam, ze to się zakończy i odczuję ulgę, gdy coś się wydarzy. Coś spektakularnego, coś złego, coś intensywnego. Nie umiałam tego określić, nie wiedziałam też, co to mogłoby być. Wpadłam na pomysł, że ulgę od bólu egzystencjonalnego przyniesie mi ból fizyczny lub...śmierć. Pojawiły się myśli samobójcze, czasem nagłe. Przerywałam jakąś czynność i podchodziłam do okna. Wtedy wiedziałam już, że potrzebuję pomocy. Poszłam do psychiatry. Wiele objawów przemilczałam, byłam zbyt rozbita by dużo mówić. Stwierdziła depresję, przepisała leki. Łykałam regularnie aż znowu wróciła bezsenność, dostawałam słowotoków, byłam nienaturalnie wesoła, pobudzona ruchowo, seksualnie, nie czułam zmęczenia ani głodu. Byłam rozkojarzona i miałam nienaturalnie rozszerzone źrenice. Ludzie zaczęli zwracać uwagę na mój stan. Wróciłam do lekarza mówiąc, ze znowu sie zle czuję, że nie spię. Na wizycie usta mi się nie zamykały, nie łapałam powietrza. Tym razem powiedziałam wszystko, o myślach o śmierci, obsesjach seksualnych. Wtedy lekarzowi złożyło się to w całość. Przepisane antydepresanty wywołały hipomanię. Przeprowadził głęboki wywiad i był już pewien diagnozy. To tak w skrócie smile
  • megan.k 02.03.18, 21:44
    A jak teraz się czujesz? Jak radzisz sobie w obecnej pracy? Dlaczego diagnoza spowodowała u Ciebie taką zmianę w postrzeganiu samej siebie? Jak funkcjonujesz na lekach w pracy umysłowej?
  • kocanka_piaskowa 03.03.18, 10:38
    Całkiem nieźle. Jestem w lekkiej depresji, nauczyłam się już ją rozpoznawać. Bóle mieśni, stawów, nadmierna senność, wybudzanie w nocy, brak apetytu, brak energii, siły, utrata zainteresowań. W ogóle jestem bardziej typem depresyjnym niż maniakalnym. W tym czasie ograniczam czynności do minimum, wykonuję tylko te niezbędne. Później nadrabiam. I tak to się kręci.
    Myślę, że za dużo rozmyślam i na WSZYSTKO patrzę przez pryzmat choroby. Zanim coś powiem, zrobię, podejmę decyzję rozmyślam - to ja? to moja decyzja? moje myślenie? czy choroby? Jak spojrzę na daną sprawę będąc w dołku? Czy podtrzymam zdanie będąc na górce? I chyba wyciągam jakąś średnią smile Skutkuje to sporym wycofaniem społecznym, ale zaakceptowałam ten stan. Wiem już, że nie mogę iść przez życie z mottem"mogę wszystko", bo nie mogę. A tak funkcjonowałam. Czuję się mniej sprawna intelektualnie, fizycznie. Staram się nie przemęczać, unikam sytuacji stresowych, napięć. To sprawia, że wątpię w siebie, w swoje możliwości. Czuję się ograniczona.

    W pracy całkiem nieźle, bo czym mam więcej pracy, czym więcej się dzieje czuję się lepiej. Zapewne dlatego, że nie myślę o chorobie. Podejmuje wyzwania pewnym tematom, bo nie ma czasu się zastanowić co będzie jeśli....i póki co, idzie mi całkiem nieźle. Zdecydowanie najbardziej doskwiera mi brak sił witalnych. Jeśli są, to daje radę smile

    Jednak wiszą nade mną czarne chmury i niestety ta myśl uparcie wraca do mnie, głównie chwilę przed zaśnięciem.



  • melanie.k 03.03.18, 13:42
    kocanka_piaskowa,
    rzeczywiście mamy bardzo podobnie. Podobnie próbujemy stawiać sobie cele i je realizować mimo kiepskiej formy.
    Ja obecnie drugi miesiąc na L4, po kilku latach dobrej formy. A już sądziłam, że nauczyłam się radzić sobie w życiu, że znów powróciłam do formy i mimo wyzwań i stresujących sytuacji, wygrywam.
    No a teraz kicha. Co prawda na szczęście już nie myślę w kategoriach: "przegrałam". Szukam wsparcia, rozwiązań, możliwości. Na tyle na ile mogę, bo obecnie depresja bardzo mnie ogranicza.
  • pael34 21.03.18, 16:34
    Dzień dobry. Poczytałem na temat stanów kocanka-piaskowa. Ja mam to samo, tylko że u mnie chorobę zdiagnozowano po ponad 3 latach. Przepisano mi lek antydepresyjny, który wywołał stan manii, teraz biorę zolafren, zostało mi jeszcze tydzień brania, by potem rozpocząć branie leku na stabilizację nastroju lamitrin.
    Mam pytanie czy mieliście odczucie braku energii oraz zaburzenia funkcji poznawczych w tej chorobie. Ja mam głównie problem z funkcjami poznawczymi - nie mogę się skoncentrować na złożonych zdaniach i mam czasami problem podczas oglądania filmów - nie łapię wątku. Mam nadzieję, że po ponad 3 latach mój stan wróci do normy, od kiedy zacznę brać ten lek normotymiczny.
  • megan.k 03.03.18, 15:00
    Jeśli jesteś typem bardziej depresyjnym niż maniakalnym, to czy w takim razie jako stabilizator nastroju bierzesz lamotryginę?
  • kocanka_piaskowa 03.03.18, 16:15
    Biorę Tegretol.
  • megan.k 03.03.18, 16:49
    Spróbuj porozmawiać z psychiatrą o zamianie Tegretolu na lamotryginę, która ciągnie nastrój w górę. Najpierw przyjmuje się 25 mg lamotryginy razem z Tegretolem, po 2 tygodniach zwiększa się dawkę lamotryginy do 50 mg i stopniowo zmniejsza się dawkę Tegretolu. Robi się to co dwa tygodnie aż do osiągnięcia dawki terapeutycznej lamotryginy i całkowitego wycofania tegretolu. Czy bierzesz teraz tylko Tegretol?
  • kluska39 25.06.18, 12:20
    Melanie, jak sie czujesz? Jesteś w szpitalu? Twoja historia przypomina mi moją...

    --
    a to my :
    foto.onet.pl/albumy/album.html?id=28286&q=maciej&k=6
  • rainbow_73 22.02.18, 12:02
    caray napisał:

    > Powoli do mnie dociera, że doktoratu i pracy na uc
    > zelni chyba nie ogarnę - bardzo to frustrujące. Ja bym po prostu chciał mieć sp
    > okój i pełną lodówkę.
    Wcale nie jestem przekonana, że doktorat i praca na uczelni przerasta Twoje możliwości. Może problem polega na tempie i organizacji? Może musisz przez dłuższy czas odpocząć, aby znów ze zregenerowanymi siłami pociągnąć dalej zamierzenia? Nie rezygnuj tak łatwo. Rozumiem Twoje marzenie o spokoju, czy jednak nie czai się w tym stagnacja? Nikt nie powiedział, że chadowcy potrafią mniej, natomiast nie da się zaprzeczyć, że osiągnięcia przychodzą im z większym trudem i idą innymi drogami.
  • eydur8791 04.03.18, 21:27
    Caray ja Cię w pełni rozumiem. Ja lubię swoją pracę, ale daje mi w kość czasem i wtedy mam jej dość. Tak naprawdę, gdybym miał kasę bez pracy to bym nie pracował, pracoholizm mi nie grozi smile Może tylko chciałbym trochę więcej niż spokój i pełną lodówkę, bo mam szerokie zainteresowania i lubię podróże. Generalnie pracę ogarniam w miarę sprawnie. Chociaż czasem jest dużo stresu. Rzadko, ale zdarza mi się, że wtedy np. boli mnie kark i głowa. Teraz jestem na ostatnim roku aplikacji i stoję przed wyborem, co dalej. Jest kilka opcji, ale cholera wie co wybrać. Trochę mnie to przeraża i czasem czuję, że chciałbym to rzucić w cholerę i spier... w Bieszczady wink na szczęście tylko czasem, bo generalnie robota daje mi sporo satysfakcji, niestety póki co nie daje kokosów, a nawet pełnej lodówki i nie pozwala w pełni się usamodzielnić.
    P.S. Jak wygram miliony w lotto to zapewnię Ci pełną lodówkę wink
  • caray 05.04.18, 03:04
    JAkie to mile! smile Wlasnie, eydur, powinnismy kiedys w koncu pogadac - gdzie Ty w ogole mieszkasz? Odezwij sie, jak bedziesz w Londynie. smile

    --
    "I am so clever that sometimes I don't understand a single word of what I am saying."
  • eydur8791 06.04.18, 23:06
    Do Londynu chętnie się wybiorę, ale póki co jako prekariat nie stać mnie na płatności w funtach wink Powiedzmy, że w Łodzi możemy się spotkać jak nie w Londynie smile
  • caray 07.04.18, 00:33
    Super! Jak przyjade do rodzicow, to dam Ci znac. smile

    --
    "I am so clever that sometimes I don't understand a single word of what I am saying."
  • dkmn 04.03.18, 21:37
    Ja uwielbiam swoją pracę. Jak wyszedłem ze szpitala to w krótkim czasie mnie zdegradowali ze stanowiska dyrektorskiego. Obecnie wykonuję zwykłą "czarną" robotę zamiast ją nadzorować. Ale nie dość że to lubię to i zarabiam dwa razy więcej więc mi wyszło na plus. Okazuje się, że o dobrego fachowca o wiele trudniej niż o dobrego "nadzorcę".
  • angie_wspaniala 05.03.18, 12:54
    Odkąd 12 lat temu wyjechałam za granicę moje życie z roku na rok było pasmem niesamowitych sukcesów i świetnych osiągnięć. Studia magisterskie potem świetna praca w biurze inżynierskim. Było wspaniale czułam się że wszystko mogę i że nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Ludzie bardzo mnie lubili, tylko co niektórzy postrzegali moje zachowanie (słowotok) dość negatywnie. W pewnym momencie zaczęły się równe dolegliwości, z którymi żaden specjalista nie mógł sobie poradzić. Notoryczne silne bóle głowy, bolesne spięcia mięśni pleców, migreny i codzienne huśtawki nastrojów od euforii do depresji. Upartywałam problemu w pracy, że zbyt stresująca, że może już nie daję rady. Wiedziałam że coś jest ze mną nie tak ale nie miałam już siły szukać przyczyny, więc przyznałam rację psychoterapeucie i psychaitrze że to wypalenie zawodowe. Zwolniłam się z pracy, zaczęłam medytować, uprawiać więcej sportu, ogólnie wyciszać się, brałam anydepresanty. Jednak to wszystko nie pomagało, huśtawki nastrojów w dalszym ciągu rządziły moim życiem. Wreszcie dałam się zbadać polskiemu psychiatrze, który bardzo szybko stwierdził Chad. Ulżyło mi, droga do stabilizacji trwała 2 lata. Wreszcie biorę leki które najlepiej mnie stabiliyują. Pracuje na pół etatu i daję sobie radę, czasem mam problemy z logicznym myśleniem i pamięć jest ograniczona. Mimo to, chciałabym spróbować pracować pełnoetatowo, ponieważ fakt pracy na pół etatu i inne ograniczenia spowodowane chorobą powodują, że czuję się bardzo mizernie, nie wspominając o pewności siebie, która również jest bardzo okrojona. Pytanie tylko czy podołam. Marzę o spokojnej prostej posadzie, w której będę mogła wykonywać takie zadania na których się dobrze znam, gdzie jednocześnie będę mogła zabłyszczeć innymi umiejętnościami (co poprawi pewność siebie) bez wielkiego wysiłku i bez stresu.
  • kociaczek456 13.03.18, 13:59
    Wiele zależy tu od dobrze dobranych dawek, przy minimalnej da się wytrzymać w pracy dłużej.
  • prawo.murphyego 14.03.18, 11:06
    Ciężkiego epizodu depresji nie wyleczysz minimalna dawka-potrzeba czasu. Niektórzy mają taki przebieg choroby, że remisje są krótkie, o ile są.
  • chaderka 12.05.18, 20:17
    Hej, ja musiałam zmienić pracę. Zrezygnowałam z pracy w zawodzie nauczyciela, bo męczyły mnie krzyki, hałas. Do tego stopnia, że potrafiłam zwymiotować. Nie mogłam znaleźć pracy w innym zawodzie w Polsce, więc wyjechałam do UK( drugi wyjazd). Niestety rynek pracy zubożał, więc łapałam każdą pracę np. sprzątanie. Obecnie pracuję w księgowości i daję radę.
  • nebelowa 02.07.18, 23:28
    Ja pracuje aktualnie w IT ( nie ma nic wspolnego z tym co studiowalam) z domu, bo nie znosze biura, teraz niestety "przerobilam sie " i jestem na zwolnieniu. To nie ma nic wspolnego z moja choroba, to sprawy do przerobienia na terapii. Powiem tak, istnieje mozliwosc przekucia tego co daje choroba na cechy bardzo pozadane w pracy. Zanim cie peleton dogoni ty juz z powrotem wygrzebiesz sie z dolka, ktorego wowczas i tak nikt nie zauwaza
  • prawo.murphyego 03.07.18, 14:15
    Jesteś samoukiem? W jaki sposob się przekwalifikowalas?
  • nebelowa 04.07.18, 10:56
    Poszlam na szkolenia od zera. Poszukalam jak zaczac w Polsce : craftware.pl/jak-zaczac-kariere-z-technologia-salesforce/ Uczysz sie uczysz i uczysz, im wiecej doswiadczenia tym lepiej, ja mam juz wieloletnie. Ja nie mieszkam od dawna w Polsce, ale jak widzisz w Polsce tez juz jest.
  • nebelowa 04.07.18, 11:07
    Ja jestem nie do pobicia gdy mam hipo, spojrze i wiem gdzie jest zle i jak ma wygladac rozwiazanie . Zanim reszta zrozumie, ja sie w tym czasie z dolka wygrzebie. Niestety nie bede sobie zawieszac poprzeczki cotaz wyzej jak dotychczas, bo sie skonczylo wlasnie dlugim zwolnieniem - przerobilam sie. Ukladam na nowo, walcze z perfekcyjnoscia i udowadnianiem samej sobie ile jeszcze moge. Jak wroce musze zaczac pracowac inaczej.Pracodawca placze beze mnie, mam sobie dac tyle czasu ile potrzebuje, aby wrocic. Wiem, ze to sytuacja luksusowa, ale z drugiej strony sama na nia zapracowalam. Mnie lekkie hipo jest zbawieniem, to jak dodatkowy blyskawiczny procesor w glowie. Udalo mi sie ta energie w ten sposob kanalizowac, wowczas nie ma takiego problemu/ zadania, ktorego nie rozwiaze. Jedynym mankamentem jest wowczas, ze mowie " to jest przeciez nielogiczne, tak nie mozna " i nikt na poczatku nie rozumie o czym mowie, bo nie potrafia wybiec tyle krokow na przod smile
  • klaudia1508 04.07.18, 12:30
    A przedemna niedługo powrót do pracy po macierzyńskim. Jestem trochę przerażona czy dam radę. Praca, dziecko i choroba. Boję się że za dużo wezmę na siebie i odbije się to na moim zdrowiu. Najchętniej wrocilabym na pól etatu ale raczej jest to niemożliwe.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.