16.04.18, 13:05
Cześć.
Nie wiem, czy tytuł jest adekwatny do tego, co chciałabym napisać. Nie wiem, czy w ogóle jestem w stanie ubrać to - co łomocze w głowie - w słowa.
Terapeutka mówi mi, że idzie coraz lepiej. Bo i w ciągu roku (mija rok i 4 miesiące od ostatniej próby samobójczej jako zwieńczenie manii) zrobiłam postęp. Tylko wciąż mi za mało. Wciąż niedostatecznie dobrze.

Wyprowadziłam się z domu - co z tego, skoro finansowo, po części, wciąż wspierają mnie rodzice?

Udało się, znalazłam chłopaka - jednak związek na odległość jest wycieńczający dla obojga stron i nie jestem (jesteśmy?) pewna, że słowo na słowo "kocham" nie jest jeszcze za wcześnie.

W końcu wiem, jaką ścieżką zawodową powinnam podążać - ale rzuciłam kolejne studia.

Uczę się programowania - wciąż jednak za mało wiem, by móc dostać się nawet na staż.

Mam pracę - długi kontakt z (szczególnie nieprzyjemnym, często) klientem wykańcza mnie, w ciągu ostatnich dwóch miesięcy jadę na samych zwolnieniach lekarskich. To cud, że jeszcze mnie nie zwolnili. To bardzo wpływa na finanse. Ostatnie tygodnie przeżywam jako standardowy student, któremu brakuje na chleb.

Planuję wyprowadzkę do Wrocławia w lipcu - nie lubię swojego zadupia; boję się porażki i powrotu do rodziców.

Mam za sobą epizod z bulimią. Leki (i siedzący tryb życia) znacząco wpłynęły na moje ciało. Boję się, że wrócę w tamto bagno, czasem korci.

Próbuję, naprawdę próbuję, wdrożyć rutynę w życie. Prowizoryczne działania jak prowadzenie dzienniczka nastrojów, pamiętnika, wieczorny jogging, próby ustabilizowania godzin snu...
Jestem zmęczona nieustannym pilnowaniem siebie. Jestem zmęczona uzależnieniem od rodziców i brakiem zrozumienia ze strony rodziny (standardowe "weź się w garść"). Moi znajomi ze szkoły zakładają już rodziny, walczą o granty, stypendia naukowe, myślą o doktoratach, a ja jestem dumna, że przeżyłam kolejny dzień ze sobą.

Czy wiecie, jak można pozbyć się ciągłego niepokoju? Czy są jakieś inne sposoby poza lekami i psychoterapią, jakieś rady? Leczę się i chodzę na terapię. Postępy, jeśli w ogóle są, idą tak wolno... Chciałabym być dla siebie dobra i mniej od siebie wymagać. I być spokojna. Brakuje mi spokoju i harmonii (ulubione słowo mojej terapeutki) w życiu.



Edytor zaawansowany
  • prawo.murphyego 16.04.18, 13:30
    Jeżeli nie mozesz wytrzymać bez porównań, porownuj siebie do siebie samej sprzed np półtora roku. Naprawdę okaże się że zaszłas dalej. Dwubiegunowka daje popalić, sama też o tym wiem. No i empatyzuję z Tobą, tez kiedyś ucieklam na kopach z "rodzinnego""domu" i podejmowałam się różnych prac grubo poniżej kwalifikacji (od rodzicow raczej wsparcia zero). Tez dobrze wiem, że przy takich zajęciach różnica 20% marniutkiej pensji to dość drastyczna obniżka standardu. Dobrze, ze stać Cię na terapię. Poszukaj czegoś mniej obciążającego zawodowo,podejrzewam ze nawet praca w gastronomii jest mniej upierdliwa niż call center. W IT w duzych miastach, przy braku doswiadczenia, norma są niskopłatne staże na wejście, lub nawet darmowe-dobrze,ze na rodziców mozesz liczyć.
  • 39.a 17.04.18, 11:12
    Cześć.

    Branża IT to coś, co i mnie pociąga. Jestem na wstępnym etapie, sama podciągam się w ang. branżowym. Udemy, podręcznik, kurs z dużą zniżką. Przede mną kurs kierunkowy, pieniądze chcę wydębić z urzędu pracy albo ostatecznie sama go sobie sfinansuje.

    Nadwaga/otyłość. Temat znany mi od dość dawna. Gorąco i z całym przekonaniem polecam KASZE. Wiem wiem, że brzmię jak nawiedzony neofita, ale bomba witaminy B, magnezu, błonnika jest nie do przecenienia. Jem je już codziennie. Niezamierzenie idę w kierunku makrobiotyki. Czuję w końcu wyciszenie. Nie jest to droga dieta, a naturalna. I smaczna. I w końcu nie jem słodyczy już kolejny tydzień. Bulgur zawiera chrom, który powoduje, że ta kasza naturalnie chroni Cię przed głodem na słodycze.
    Zdarzają mi się jeszcze ataki głodu w nocy, jem wtedy chleb chrupki z jakimś serkiem.

    Jesteś W DRODZE.
    Jest terapia (ja na swoją na NFZ) czekam. Leczysz się. Wyprowadzilaś się, to nic, że posiłkujesz się kasą z domu. Czasem tak musi być. Jest rozwój.

    Ja też z tych, ktorych cieszy dobrze przeżyty dzień. To jest mój Giewont, bo gdzież mi do Homalajów. A czasem to tylko Gubałówka smile Pozdrawiam i trzymaj się.
  • martyna2525 17.04.18, 11:36
    W terapi jest tak ze wszystko ma swoje miejsce i czas. Ja po kilkulatach skonczylam swoja w grudniu. Latwiej mi patrzec na ten swiat, wiecej rozumiem, toleruje. Potrafie przeczekac przeciwnosci losu. Teraz juz sama ucze sie rozpoznawac zawirowania.
    Z czasem Tobie tez sie uda, niestety to o czym piszesz jest powiazane z choroba. Kazdy dobry dzien jest na wage zlota.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.