Dodaj do ulubionych

nietypowa(?) mania

07.06.18, 21:36
Dzień dobry, podobny temat umieściłam na innym forum i pozwoliłam sobie przepisać mój post ze zmianami.
Wczoraj późnym wieczorem odwiozłam oczywiście podstępem mojego chłopaka do szpitala. Chciałabym opowiedzieć Wam trochę moja historie i prosić o radę.
Wszystko zaczęło się na pewno parę tygodni temu od lepszego humoru który nie był jakiś nie wiadomo jak cudowny ale chłopak miał w sobie więcej radości z życia. Wiązałam ten stan z tym, że rzeczywiście zaczęło nam się układać, chodził na pół etatu do pracy z której pierwszy raz w życiu był zadowolony. W pracy spadło na niego trochę odpowiedzialności, nie jakoś strasznie dużo ale wcześniej nigdy mu tak nie zależało i pojawił się stres. Lampka ostrzegawcza zaczęła się palić pięć dni temu w piątek kiedy obudził mnie jego płacz, że prosił Boga o znak i on mu go zesłał w postaci cyfr widocznych na komputerze. Tego samego dnia urządził mi awanturę, nigdy tak się do mnie nie zwracał ale nie był to jakiś hardcore po prostu kazał mi się zamknąć wielokrotnie. Argumenty których używał były przerysowane ale rzeczywiście ziarnko racji w tym miał. Brał wtedy lit regularnie a doraźnie miał przepisane triticco i ketrel. W sobotę kazałam mu wziąć ketrel wziął dawkę 400 i zasnął, spał prawie całą sobotę, stwierdziłam, że skoro to go rozłożyło to jeszcze nie ma tragedii ale jedziemy do lekarza. Był tylko jeden lekarz do którego zgodził się jechać bo reszta nie była wystarczająco mądra, mimo, ze nie mam zaufania do tego lekarza uznałam, że lepiej do tego niż do żadnego. Lekarz zwiększył mu lit z 4 tabletek dziennie na 5 po 250, dodał 2x2 lamitril i zolafren 5mg na noc. Pierwszej nocy na nowych lekach nie przespał ani godziny ale druga już tak, był już wtedy w stanie obejrzeć nawet ze mną film. Myślałam, że wszystko idzie ku lepszemu, wydawał się trochę bardziej kontaktowy w środę rano. Koszmar zaczął się gdy o 20 wyszłam do innego pokoju na 2h żeby się uczyć. Gdy z niego wyszłam to był inny człowiek. Nigdy nie widziałam go w takim stanie. Wybaczcie za porównanie ale zachowywał się jak opętany. Biegał, krzyczał, był strasznie nakręcony, krzyczał, że jest wariatem po czym szaleńczo się śmiał, mówił sam do siebie, wyzywał wszystkich i wszystko, chciał wychodzić na miasto i się naćpać, mówił, że się zabije i chciał skakać z balkonu a za chwilę całował mi stopy po czym kazał spier***. Rzucał tabletkami i kazał mi samej je zjeść, gdy mówiłam mu, "co Ty robisz jeszcze pies je zje" odpowiadał "no i dobrze zdechnie przez ciebie"(jest to psiak którego bardzo kocha). Miałam wrażenie, że został całkiem odklejony od rzeczywistości. Uwierzcie ani trochę nie przesadzam. Jego Mama która słyszała to wszystko przez telefon powiedziała, że nigdy nie był jeszcze w takim stanie. Ostatnią manie miał 1.5 roku temu. Ale wiem, że wtedy brał amfetaminę i jakieś swoje tabletki których nazwy nie pamiętam a które sproszkowane działały psychoaktywnie. Od tamtego czasu wiem, ze palił marihuanę, ostatni raz zapalił ja chyba w piątek. Od piątku był w areszcie domowym tzn wychodził tylko ze mną do sklepu albo na spacer z psem, gdy wychodziłam na chwilkę z domu zamykałam go i zabierałam klucze. Całkowicie się na to godził, sam zaproponował.

Tutaj zaczyna się moje pytanie: czy ktoś potrafi chociaż zasugerować mi dlaczego pomimo brania regularnie tabletek przez cały rok (w co bardzo ciężko było uwierzyć lekarce na izbie przyjęć, cały czas pytała się mnie kiedy przestał brać leki), po nowych lekach przepisanych już w fazie manii - czyli w domyśle dobranych do stanu zdrowia w ciągu dwóch godzin ciszy stało się coś takiego? Nie potrafię tego zrozumieć.

Co robić dalej? Jak pomoc? Raczej nie chce już z nim być, mimo tego, że go kocham, ta zmiana w dwie godziny strasznie mnie wystraszyła i odebrała jakakolwiek nadzieje na przyszłość. Mimo to chce mu pomóc.

Byłam dzisiaj u niego w szpitalu, leży przypięty pasami. Dalej siedzi w nim ktoś inny ale przynajmniej nie był agresywny. Wręcz cieszył się i śmiał, że jest przypięty.
Nie wiem czy zrozumiale się wyrażam ale mam wrażenie, że w jego ciele Go nie ma. Czy ktoś spotkał się z czymś takim?
Edytor zaawansowany
  • prawo.murphyego 07.06.18, 22:18
    Ostatnią manie miał 1.5 roku temu. Ale wiem, ż
    > e wtedy brał amfetaminę i jakieś swoje tabletki których nazwy nie pamiętam a kt
    > óre sproszkowane działały psychoaktywnie. Od tamtego czasu wiem, ze palił marih
    > uanę, ostatni raz zapalił ja chyba w piątek.


    tak, to mogło wystarczyć żeby rozwinęła się psychoza
  • nika.a92 08.06.18, 08:04
    Czyli sugerujesz, że to psychoza? Lekarz niestety nie może mi nic powiedzieć bo chłopak przy przyjęciu do szpitala nie wyraził zgody na informowanie kogokolwiek.
  • martyna2525 08.06.18, 10:03
    Nika gratuluje zrozumienia tematu, Twoj partner ma naprawde szczescie ze ma przy sobie osobe, ktora rozumie i potrafi reagowac. Dziekuje za takie osoby jak Ty.

    --
    Ci, których najtrudniej kochać najbardziej tego potrzebują.
  • nika.a92 08.06.18, 12:06
    Dziękuję Ci za te słowa, pomagają mi trochę przetrwać ten ciężki czas. Trudne wybory przede mną, wszyscy radzą dać sobie z nim spokój, nawet jego rodzina. Na pewno nie zostawię go teraz. Jeżeli po epizodzie będzie gotowy pójść na terapię, zerwać całkowicie z jakimikolwiek narkotykami, znaleźć w końcu lekarza któremu obydwoje będziemy ufać i szanować (bo co z tego, że chodził co miesiąc do lekarza jeżeli nim manipulował, nie traktował poważnie i pewnie nie mówił całej prawdy, zwłaszcza teraz gdy wyczuwał górkę) i po prostu pogodzi się z własną chorobą i tym, że nawet coś tak niepozornego jak napoje energetyzujące mogą być dla niego niebezpieczne, zostanę przy nim.

    Najgorsze jest teraz czekanie na to kiedy wróci do siebie (oczywiście po głowie latają myśli "co jeśli nigdy" ale staram się je odganiać).
    Jakoś naiwnie liczyłam, że skoro zaostrzenie stanu było kwestią godzin, to gdy przyjdę do niego na drugi dzień dalej będzie w górce, ale wróci chociaż do stanu ze środy rano smile
  • xsenia 08.06.18, 16:47
    >Jeżeli po epizodzie będzie gotowy pójść na terapię, zerwać całkowicie z jakimikolwiek narkotykami,

    niestety nie
    Twój niuniuś będzie jarał zioło, przez jakiś czas mu to wystarczy, później będzie tylko gorzej. Epizody psychotyczne będą go nawiedzały częściej i będą coraz silniejsze. Na nałóg nie ma rady. Tak to działa, ale cóż....miłość jest ślepa.
    Jakbyś miała zamiar dalej się z nim bujać, urodzić mu śliczne dzieciaczki, które on będzie miał gdzieś to zrób chociaż rozdzielność majątkową i dbaj o swoją niezależność finansową ze wszystkich sił. Aha, jak facet ma przeczenie o niepełnosprawności to rozwód z nim może okazać się trudny do przeprowadzenia i kosztowny dla Ciebie.

    Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia.
  • nika.a92 08.06.18, 19:09
    W głębi wiem, że pewnie masz rację, ale poki co mam tą glupią, naiwną nadzieje, ze niektorym sie udaje. Byłam dzisiaj u niego, tak szybko nie wyjdzie, jeżeli do tego czasu nauczę się żyć bez niego to pewnie go zostawię. Ale w chorobie i tak mu pomogę, nie przestanę go przecież kochać, zawsze będzie mi na swój sposób bliski.
  • xsenia 09.06.18, 11:26
    on jest po pierwsze UZALEŻNIONY po drugie chory psychicznie
    o ile z chorym psychicznie można dojść do ładu, pod warunkiem że ów ktoś ma świadomość choroby i podejmuje leczenie, to z uzależnionym już nie
    uzależnionemu pomożesz najlepiej zostawiając go samemu sobie i pozwalając sięgnąć dna. jak się obudzi któregoś dnia na ulicy, wycieńczony, głodny, samotny we własnych ekskrementach i rzygowinach to może mu w głowie zaświta, że czas zmienić styl życia. być może to się stanie w zimie i już się nie obudzi. tak to wygląda.
    troszcząc się o tego gościa pielęgnujesz jego nałóg, nie jego i paradoksalnie robisz krzywdę wam obojgu.
  • nika.a92 09.06.18, 14:52
    Rozumiem. Liczę, że juz ta psychoza wystarczajaco nim potrzasnie. Jeśli nie to oczywiście, nie ma w ogole o czym mówić. Po ostatniej manii przez 9 miesięcy był czysty, była to całkowicie jego decyzja, ale poszedł na terapie uzaleznien na której terapeuta powiedział mu, ze to nie jest koniecznie tak, że już nigdy nie bedzie mógł zapalić, że możliwy jest powrót do palenia od czasu do czasu. Łatwo się domyślić co zrobił moj chlopak gdy to usłyszał. Dlatego mam nadzieje, ze z tej przygody w szpitalu wyciągnie wnioski. Zobaczymy.
  • bialykaloryfer 13.06.18, 20:39
    terapeuta uzależnień, który mówi, że można zapalić marihuanę? Jezuuu...! Na mojego brata (schizofrenia) KAŻDA dawka, nawet najmniejsza wywołuje stany psychotyczne, trawa by go zniszczyła
  • bialykaloryfer 13.06.18, 20:42
    terapeuta uzależnień, który mówi, że można zapalić marihuanę? Jezuuu...! To jak przyzwolenie, czy nawet zachęta. U mojego brata (schizofrenia) KAŻDA dawka alkoholu, nawet najmniejsza, wywołuje zjazd, stany psychotyczne. Trawy nie tyka od lat, a i tak choroba ma ciężki przebieg
  • nika.a92 08.06.18, 19:25
    Bylam dzisiaj tj. piątek u niego z jego Mamą w szpitalu. Dalej kontakt jest bardzo słaby. Nie rozumie dlaczego zawiozlamgo do szpitala, przecież jest zdrowy. Czy ktoś orientuje się ile mniej więcej zajmuje srednio regeneracja i wyjście z takiego stanu?
  • tiaaa 17.06.18, 15:05
    Zazdroszczę mu, że ma taką wspaniałą kobietę. Niesamowicie o niego dbasz mimo tak ciężkiego stanu.
    Jest już w szpitalu. Jest bezpieczny. Doprowadzą go do pionu.

    Wydaje mi się (tak czysto amatorsko), że to nie tylko choroba, ale i zaburzenia/coś innego. Obwinianie za swoje decyzje. Może bardzo przyzwyczaił się do takiej opieki.

    To co się stało może nie będzie powtarzać. Czy sam myśli co mogło być źródłem takiego zachowania? Może coś jeszcze wziął?

    --
    Piotr

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.