Dodaj do ulubionych

wiara pomaga najbardziej

11.10.07, 19:40
Moja choroba zaskoczyła mnie 3 miesiące temu i gdyby mi ktoś
powiedział co może przeżywać człowiek "chory na głowę" w życiu bym
nie uwieżyła. Po mani i zbiciu jej na tyle skutecznie dosięgła mnie
depresja i zanim dopasowano leki czułam się fatalnie . Pomaga
Lamitrin i edronax, ale przy zwiększeniu dawki po pierwszym mam
wysypkę i spuchnięte oczy . Ta obojętnośc, wypalenie , postrzeganie
świata z takim bezsensem są okropne . Próbuję jeszcze obecnie
akupunktury i łózek nefrytowych, ale najbardziej chyba pomaga wiara
(dla wszystkich wierzących)ta głęboka , szczera , zgłebiona .
Naprawdę spojrzenie na swoją chorobę jak na swój krzyż pomaga . Mogę
podać ciekawe strony do uwierzytelnienia wiary. Serdecznie
wszystkich chorych pozdrawiam , zapraszam do dyskusji !
Edytor zaawansowany
  • 11.10.07, 20:27
    Witaj, sądzę, że masz rację. Wiara pomaga/moze pomóc w różnych problemach życiowych, nie tylko psychicznych. Jest tylko jeden problem-wiary nie mozna się nauczyć (tutaj znowu pole do dyskusji; bardziej wtajemniczeni mogą wskazać przykłady osób uznanych za świętych, które traciły wiarę, ale mimo to modliły się, podtrzyywały pewien rytm), nie można jej przyjąć bo tak. Nawet jeśli chcesz uwierzyć, to pojawia sie mnóstwo wątpliwości i pytań, kótrych nikt nie potrafi rozwiać. Dlatego wiara ok, ale tylko dla niektórych...moze szczęśliwych?
  • 11.10.07, 20:28
    niemal codziennie upadam i podnoszę się na nowo, obiecuję sobie, że
    już od jutra będzie wszystko dobrze, że odnajdę w sobie tyle sił, że
    uwierzę w siebie i dam sobie radę....a potem wychodzę bezradna z
    domu i boję się, że nie podołam....
  • 12.10.07, 12:11
    Piszesz, że choroba zaskoczyła Cię 3 miesiące temu. A wcześniej
    miałaś jakieś objawy choroby? Z tego w jaki sposób opisujesz owe
    zaskoczenie, wnioskuję, że nie. Wydaje mi się, że 3 miesiące to jest
    zbyt mało, aby móc powiedzieć o jakimkolwiek ratunku, pomocy
    względem choroby. Chodzi o każdą metodę pomocy, również wiarę. Jeśli
    naprawdę jest źle, negujemy wtedy wszystko. Nic nie ma wtedy sensu.
    Ma się myśli samobójcze, niektórzy niestety odchodzą... Każdy z nas
    jest tylko człowiekiem i miewa różne wątpliwości i zwątpienia w
    swoim życiu. Piszę tylko w swoim imieniu, moje odczucia są więc
    subiektywne. Jeśli kogoś urażę- przepraszam! Każdy ma prawo do
    swojego zdania.
    Jednak każdy z nas myśli, roztrząsa każdy temat i miewa różne zdanie.
    Jeśli masz tak mocną wiarę- tylko pogratulować.
    Proszę, wróć na to forum za rok, 2 , 3 lata i napisz wtedy, czy
    miewałaś jakieś wątpliwości, a może wiara Cię uzdrowiła?
    Chciałabym mieć silną wiarę. Zbyt dużo myślę, roztrząsam,
    zastanawiam się nad wszystkim, poszukuję "prawdy"? Interesuję się
    filozofią, psychologią, zadaję setki pytań rzuconych na wiatr, które
    najczęściej są bez odpowiedzi.
    Dla mnie nic nie jest białe, albo czarne. Jest wiele niejasności.
    Zazdroszczę ludziom, którzy tak mocno wierzą i ta wiara dodaje im
    skrzydeł i pozwala przetrwać tak ciężką chorobę jaką jest ChAD, jak
    i wiele innych. JAK to robicie?
    Pozdrowienia i powodzenia. M.
    --
    fotoforum.gazeta.pl/3,0,897317,2,1.html
  • 12.10.07, 14:39
    Poetko, właśnie widziałam Twoje zdjęcie i prosze-super kobieta z
    uroczą córcią. No serio!winkA tak poza tym, odważna jesteś...Wygladasz
    jak moje koleżanki-polonistkiwink))
  • 12.10.07, 19:56
    Wiara jest decyzją - podobnie trochę jak małżeństwo. Nie zawsze dodaje skrzydeł.
    Przychodzą dni trudne, ciemne i wtedy do utrzymania wiary potrzeba wierności.
    Trwania pomimo wszystko. Ktoś pisał wcześniej, że niektórzy święci trwali na
    modlitwie mimo utraty wiary. Gdyby wszystko było jasne i łatwe, nie byłoby
    trzeba wiary, bo byłaby pewność. Wiara zawiera w sobie ułamek niepewności -
    zwątpienia. Kiedyś czytałam ten, kto wątpi i zadaje dużo pytań, pięknie się
    modli, bo wciąż szuka Boga. Nie zasiada wygodnie w zastanym, tylko wciąż jest w
    drodze.
    Ja ze swojej największej (i pierwszej) depresji pamiętam, że rozpadło mi się
    wszystko. Ale odczuwałam to tak, że świat, w tym także Bóg, istnieje poza mną,
    tylko mnie nie ma. Straciłam jakąkolwiek nadzieję i integralność. Dobrze, jeśli
    ktoś w depresji potrafi się posiłkować wiarą. To znaczy, że nie jest najgorzej.
    Ja wtedy nie potrafiłam się modlić.
    Poetko, ładne zdjęcie.
  • 12.10.07, 20:27
    Dziękuję, jesteście słodkie smile
    Swoją drogą zawsze ciekawiło mnie to, skąd wzięło się tyle różnych
    wiar na świecie, rozbieżności np. w wierze chrześcijańskiej...

    --
    fotoforum.gazeta.pl/3,0,897317,2,1.html
  • 12.10.07, 21:24
    Poetko-co do rozbieznosci w wierze chrzescijanskiej-siegnij do literatury-do I
    Soboru.A co do wiary-wiem co to dno depresji...istnieje wciaz tylko dzieki
    opiece Boga.Pozdrawiam Ciebie,Nowako-wa i wszystkich-wierzacych lub nie.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.