Dodaj do ulubionych

Bajka o Małej Dziewczynce i Zamku

14.05.09, 23:26
Dawno, dawno temu żyła sobie mała Dziewczynka. Mieszkała z Mamą i Tatą. Jak
prawie wszystkie małe Dziewczynki. Ale rodzice musieli pracować i wtedy
zajmowali się nią babcia z dziadkiem. Mama wychodziła do pracy, kiedy
Dziewczynka jeszcze spała i niedługo przychodził dziadek. Dziewczynka zawsze
jeszcze spała. Więc nigdy nie wiedziała, że przez jakiś czas była w domu
całkiem sama. Ale pewnego dnia…. Dziadek miał przyjść jak zwykle zanim się
obudzi i zabrać ja do siebie. Ale tego dnia Mama z dziadkiem się trochę nie
dogadali … i dziadek nie przyszedł. Gdy tylko Mama dowiedziała się, że jej
mała Córeczka jest nadal sama i już się pewnie obudziła… Nigdy nie biegła tak
szybko. Ale Dziewczynka w ogóle nie pamięta, że Mama wróciła. Pamięta tylko,
że się okropnie bała. Była jeszcze malutka i myślała, że to już tak będzie
zawsze. Że teraz zawsze będzie sama. Była przerażona. Bo przecież jak ona
sobie sama da radę? Nawet przez chwilę pomyślała, że może to ona zrobiła coś
nie tak i dlatego rodzice ją zostawili. Bo mówili czasem takie straszne
rzeczy. I tak głośno wtedy krzyczeli. Co prawda nigdy na nią. Ale jeśli
postanowili jednak ją zostawić bo nie była dość grzeczna, dość mądra? Była też
bardzo zła na rodziców, za to, co jej zrobili. Była tak bardzo przerażona, że
pamięta to do dziś. Choć podobno tak wczesnych wspomnień się nie pamięta.

Jakiś czas później wymyśliła sobie, że jeśli jednak zawsze będzie sama, to
nikt jej już nigdy nie zostawi. Zamknęła się w zamku i schowała klucze. Tak,
żeby nikt nigdy nie mógł do niej wejść, a potem zostawić. I żeby sama nie
musiała wychodzić. Tak było bezpiecznie. Już nikt nigdy jej nie zrani! Nie
zostawi! I już nie będzie przez nikogo płakać. Tak jak Mama przez Tatę. Tak.
Najlepiej zamknąć się w zamku i nie pozwolić się nikomu zbliżyć. Tak będzie
lepiej. Bezpieczniej. Łatwiej.

I tak mijały lata. Dziewczynka zapomniała o zamku i o kluczach. Ale im była
starsza tym bardziej dostrzegała że coś jest nie tak. Inni mieli kolegów,
koleżanki a ona stała wciąż z boku. Koleżanki co prawda czasem pojawiały się,
bo ona dobrze się uczyła i mogła dać ściągę, dać odpisać pracę domową. Ale
kończyły się lekcje i już nikt nie chciał z nią rozmawiać. Jakoś źle się z tym
czuła. Ale nie miała pojęcia co z tym zrobić. Wtedy wpadła na pomysł, że
zacznie czytać różne mądre książki... Bo przecież bardzo lubiła czytać, a
jeśli mogłaby sobie w ten sposób pomóc. Gra była warta świeczki. Jej wiedza
rosła, choć w jej życiu wciąż niewiele się zmieniało.

Zaczęła naukę w innym mieście. I odważyła się zamieszkać z koleżankami. To
było wielkie osiągnięcie! Ale ... kiedyś wróciła z weekendu jako pierwsza i
poczuła to samo przerażenie co przed laty. Że koleżanki nie wrócą, że zostanie
sama. Do tego czynsz. Przecież sama nie da rady. Co teraz będzie?. Siedziała
sama w pustym mieszkaniu i czekała co się wydarzy. Ale już nie była tą malutką
Dziewczynką tylko Młodą Dorosłą Kobietą i w końcu zaczęła myśleć rozsądnie. Że
przecież ludzie tak nie postępują, że przecież koleżanki tez muszą gdzieś
mieszkać i nie odejdą tak z dnia na dzień, bez słowa. Przecież ich rzeczy tu
zostały. Wróciła najpierw jedna, potem druga. Odetchnęła z ulgą. Wtedy
zrozumiała, że przez tyle długich lat rządziła nią tamta malutka, przerażona
Dziewczynka. Kierowała całym jej życiem. To ona mówiła Jej co ma robić. Tak.
Zrozumiała, że tak nie może być dalej. Właśnie wtedy odszukała schowany
głęboko klucz.

Ale okazało się, że przez te wszystkie lata kiedy jej koleżanki i koledzy
uczyli się rożnych potrzebnych rzeczy ona nie nauczyła się prawie niczego.
Tzn. umiała już dużo żeby samodzielnie żyć. W końcu o to od początku chodziło,
prawda? A ona była zawsze ambitna i osiągała swoje cele. Ale nie umiała
dokładnie nic, żeby bez obaw wyjść z zamku. Spotkać się z innymi. Wiec
postanowiła, że będzie się dalej uczyć. Dalej czytała mądre ksiązki.

Ale zaczęła też obserwować swoje koleżanki. Z jaką łatwością rozmawiają z
obcymi. Spróbowała. Na początku było trudno, tak jakoś … niezręcznie. Ale
potem jej się spodobało. Okazało się, że to nie takie trudne. Nawet całkiem
łatwe. Wychodzenie z zamku stało się przyjemniejsze.

Więc wychodzi coraz częściej, choćby na chwilę. Nie zawsze spotyka przyjaznych
ludzi. Czasem są podstępni i źli. Wtedy znów się wycofuje. Ale udało jej się
spotkać kilka osób, które są dla niej ważne. Ale ona mimo wszystko często się
wycofuje. Choć nadal spotyka coraz więcej dobrych ludzi, którzy jej bardzo
pomagają smile

Umie już rozmawiać o pogodzie z nieznajomymi i o różnych mądrych rzeczach ze
znajomymi. Ważnych. Potrzebnych. Ale czasem trzeba pogadać o głupotach. Nie o
pogodzie. Po prostu o głupotach. O czymkolwiek. A ona wciąż tego nie umie.
Chyba dlatego nie spotyka się zbyt często z przyjaciółmi, choć bardzo tego
potrzebuje. Bo spotkania z nią są zawsze poważne. Zbyt poważne.

A ona czuje, że gdzieś tam czeka na nią jej własna Malutka Dziewczynka i obie
bardzo się boją, że mogą się nigdy nie spotkać. Że pewnego dnia już będzie za
późno. Czas biegnie tak szybko. Za szybko. Coraz szybciej. Czy zdążą się
spotkać nim będzie naprawdę za późno?
Edytor zaawansowany
  • 15.05.09, 01:01
    Wiesz?

    W mojej biografii też był wyraźnie oznaczony moment takiego
    zostania samemu jak paluszek, miałam może 2 albo 3 lata. Uczucie
    straszliwie.

    Porzucenia boję się bardzo, na granicy obłędu (śmieszne? nie wiem) więc
    pielęgnuję obecny stan - osobność. Za dużo niepokoju czułam, gdy ktoś
    był obok. Zbyt dużo być może nieuzasadnionego strachu przed porzuceniem.
    A sama siebie przecie nie porzucę, nigdy...

    Ups, dotarłaś do mojej rany. Nie będę jej jednak lizać u mądrych psychologów.
    Ludzie mówio wink że miłość leczy. Co to jest ta miłość?

    Dziewczynka już nie wierzy, że można ją kochać za to że po prostu jest.
    Że jest niegłupia. Że jest dosyć fajną dziewczynką. Że coś tam. Ale ma
    doskonale rozwiniętą samoakceptację. Nosi w sobie ślady paru ważnych
    uczuciowo osób, nikła ilość, 1-2. I czasem spotyka towarzyszy w Drodze.
    Powiedzmy, że wystarczy.

    No i teraz jednak utożsamia się z wilkiem wink

    Dzięki za opowieść. Ja się nie zrewanżuję, ale może ktoś inny?
  • 15.05.09, 06:37
    To co mozesz teraz zrobic dla Swojej Malej Dziewczynki, to gdy zacznie plakac i
    bac sie, ze ktos ja znow zostawi, to wziac w ramiona, przytulic, powiedziec,
    obiecac i przyrzec ze juz zawsze bedziesz z nia i nigdy jej nie zostawisz. Na
    poczatku nie bedzie chciala Cie sluchac. Bo przeciez przez tyle lat zyla
    przerazona. Potem sie troche uspokoi. W koncu poczuje sie bezpieczna. Zasnie.
    Obudzi sie odnowiona.

    Beda dalsze czesci o dziewczynce. Bardzo mi sie to spodobalo.
  • 15.05.09, 12:28
    Ale ona nie płacze...
    Ja jestem z nią ciągle.
    Jestem jej mamusią smile
  • 15.05.09, 22:28
    widze, ze przeszlas niezla terapie smile
  • 16.05.09, 09:30
    wiecie co?

    mam pomysl, zeby ta bajka miala wiecej odcinkow. Od kiedy to napisalam wpadlam w
    samozachwyt (hahaha) i przyszedl mi do glowy pewien pomysl... ale o tym na razie
    szaaaa. Musze sie jeszcze z kims skonsultowac.

    Tylko zastanawiam sie, czy jest zapotrzebowanie na kolejne czesci. Bo ja prawie
    na pewno bede pisac dalej. Tylko nie chce karmic Was czyms na sile. Dlatego chce
    wiedziec... czy chcecie wiecej??
  • 16.05.09, 11:13
    O dziewczynce która miala mamusie a ta nigdy nie wypószczala jej
    spod wswoich opiekuńczych skrzydelek i jak kwoka otaczala starego
    kurczaka ktory nigdy juz nie dorosnie tylko zdechnie jako stary
    kurczak w zamku zamkniety na 4 sposty i to nie sam tylko przez
    rodzinke kochana ,zus ,instytucje,sądy i inne zlote wrota az do
    skonczenia swiata ,ufffffffffffffff.Babki ewmerytki-idzcie sobie na
    podryw albo do uniwersytetu studiowac ergoekonomie albo cos
    podobnego a bedzie z Was pozytek.Ja nie chce nianczyc wnuków na
    przyklad ,kiedys tam bo jestem leniwa,hi hi
  • 16.05.09, 11:48
    ty się (...) lecz, a nie po ludziach depczesz, wariatko!!!!
    Twoje zachowanie jest tu tolerowane resztką sił co niektórych, ze mną
    na czele. Weź się za siebie, a jeżeli nie chcesz i w sumie b.
    odpowiada ci to, że traktują cię jako niepoczytalnego imbecyla i na
    siłę zamykają, upokarzając przy okazji, to twoja brocha. Natomiast
    nie masz prawa umniejszać prawa innych do terapii prowadzonej w ten
    czy inny sposób.
    I powiedz - dlaczego jeszcze nie poszłaś na podryw albo na studia?
    Fajnie radzić komuś...? Niewątpliwie, zwłaszcza z bezpiecznej pozycji
    izolatki w czubkowie.
    --
    A mnie to Vichy!
  • 16.05.09, 23:15
    sprawdz poczte smile
  • 16.05.09, 23:51
    poczta oczywiscie do Ciebie, nie Ditty smile
  • 16.05.09, 22:01
    Ditta, czy mam rozumiec Twoja wypowiedz jako glos na NIE?

    Jesli tak, to juz odnotowalam. Dziekuje za opinie.

    PS
    Studia skonczylam
    Na podryw sie wybieram, a jakze. Mam tylko taka wade, ze do wszystkiego za co
    mam zamiar sie zabrac, najpierw sie solidnie przygotowuje. Dlatego podryw nie
    bedzie ani dzis. Ani jutro. Ale moze pojutrze smile

    Pozdrawiam i zycze zdrowia
  • 17.05.09, 15:45
    Dzięki dzedllajga.......Tylko jak tu zyć....Co robić?Co wybrać?
    Leczę się przecierz,co teraz?Banowanie?Panie w banie?
    Pustka jakaś.Co dalej z tą dziewczynką dzedlajga?
  • 19.05.09, 15:51
    o dziewczynce moze bedzie, ale innym razem

    mowisz, ze sie leczysz. To dobrze. Tylko czy to prawda? Tzn teraz jestes w
    szpitalu, a co bedzie jak wyjdziesz? Krotko tu jestem ale obilo mi sie o uszy,
    ze lubisz za namowa roznych zyczliwych osob odstawiac leki...

    Oni zachowuja sie troche tak jak dzieci, ktore pod nieobecnosc rodzicow znalazly
    zapalki, zapalaja i rzucaja na podloge. Swietna zabawa. Niech inni tez sprobuja.
    Jest ekstra! Nie wiem, moze akurat maja szczescie i udaje im sie nie wzniecic
    pozaru... ale uwierz mi. Nikt nie trzyma zdrowego czlowieka w szpitalu. NFZ
    skąpi na wszystko, a tu nie dosc, ze leki drogie, to jeszcze jesc Ci musza dac.
    Nie trzymali by Cie, jesli nie byloby takiej koniecznosci.

    Choc jak ja tam bylam, to twierdzilam glosno ze mnie chyba z 5 lat beda tu
    trzymac, bo przeciez zdrowa jestem i juz. Inni mieli jakies lęki, depresje, ok,
    oni byli chorzy. Ale ja? W zyciu zdrowsza nie bylam. Wiec skoro siedze juz pare
    miesiecy, to pewnie i pare lat posiedze.

    Prawie zaraz jak wyszlam przyszla Pani Depresja. No, zesz, to wszystko przez te
    leki - tak wlasnie pomyslalam. Mama na sile mnie zaciagnela do lekarza. Dal
    antydepresant i kazal lykac razem z tym, co mi ustawili w szpitalu. Nie
    wierzylam w to cale g****, ale lykalam, dla swietego spokoju. Zeby Mama w koncu
    przestala mi truc d***

    Az uwierzylam w chorobe, az przyszla stabilizacja. Wtedy mozna dopiero myslec o
    tym co dalej.

    Odzywaj sie Ditta smile
  • 18.05.09, 13:27
    ja pamiętam kilka obrazów ze żłobka, chociaż byłam w nim tylko
    jeden dzień, bo coś wypadło do załatwienia i musiała mnie zostawić.

    już jako osoba dorosła poszłam do tego żłobka i zobaczyłam
    na własne oczy zapamiętane fotograficznie obrazy korytarza,
    klatki schodowej i sali.

    Ludzie pamiętają obrazy z wczesnego dzieciństwa. Nieliczne
    ale pamiętają.

  • 19.05.09, 18:16
    To prawda,ja pamiętam,wyrażnie widzę obrazek.
    Biorę depakine i permazyne i co?Inna nie jestem,czekam kiedy wyjdę z
    tego szpitala ale sie zadomowilam
  • 19.05.09, 19:25
    czasem naprawde duzo czasu musi minac, zeby odczuc poprawe. I zrozumiec na czym
    polega poprawa. Ale po drodze czai sie Pani Depresja. Trzeba ja przyjac ozieble.
    Antydepresantem. I dalej lykac wszystkie dropsy.

    Pod koniec mojego pobytu w szpitalu, wychodzil jeden chlopak. To byl jego
    kolejny pobyt. Powiedzial, ze dopiero teraz czuje sie zaleczony. Wtedy nie do
    konca to rozumialam. Teraz wiem, ze zrozumial na czym choroba polega.
  • 01.06.09, 11:18
    pozdrawiam cię ditto.
  • 29.05.09, 09:54
    Bajka bardzo mnie sie podobała.Napiszesz dalszą cześć ?jak jej życie
    potoczyło sie dalej?Ja wyrosłam już z bajek,uczę moja dzieczynkę
    dorosłości,radzenia sobie w życiu mimo przeciwności
    losu.Pielęgnowanie dzieczynki w sobie nie jest dobrym pomysłem,życie
    jest twarde i trzeba się z nim zmagać codziennie.Zauważyłam ze czym
    więcej dbałam o dziewczynkę tym bardziej wchodziła mi na głowę.Co
    było już nie wróci,jestem tu i teraz. Muszę myśleć o przyszłości ,a
    nie rozpamiętywać przeszłość, nie chcę ciągle wychodzić z dołu.Nie
    zawsze się to udaje jednak jak się uda jest spora
    satysfakcja.Dzedlajgo pisz proszę,czyta się Ciebie tak łatwosmile
  • 29.05.09, 11:02
    ciagu dalszego chyba jednak nie bedzie, bo pierwszym samozachwycie i dluuuuugich
    przemysleniach Mala Dziewczynka stwierdzila, ze jednak nie tedy droga.

    Moja dziewczynka tez czasem pokazuje na co ja stac. Wystarczy poczytac to forum.
    Ale czego oczekiwac od dziecka, ktore bylo tak grzeczne, ze praktycznie nie
    wymagalo wychowania. Ono sie balo, a wszyscy mysleli, ze grzeczne. Teraz juz sie
    nie boi, wiec musze ją wychowac. I staram sie byc dobra Mama: cierpliwa, ale
    stanowcza, taka ktora poglaszcze po glowce, ale i pogrozi palcem. Czasem inni
    ludzie (np tu na forum) rzuca z oburzeniem komentarz: jak mozna tak zle wychowac
    swoje dziecko! Wtedy dziewczynka najpierw tupie nozka, i mowi, ze jednak ona ma
    racje, a po godzinie juz wie co zrobila zle. I szczerze przeprasza wycofujac sie
    z tego z zrobila.
    Ona jeszcze jest za mala, zeby twardo stapac po ziemi, pracowac, dbac o dom.
    Tym wszystkim zajmuje sie ja. Jej Mama.
  • 29.05.09, 23:39
    Twój wybór.Mimo wszystko szkoda,masz talent.
  • 31.05.09, 16:25
    Nie należy tego traktować dosłownie.
    Cd Bajki na pewno nastąpi, tylko pewnie w innej formie i może na innej platformie

    Tylko daj znać, Dzedlajgo, żeby dało się śledzić rozwój spraw.
    Masz talent, to pewne.
  • 31.05.09, 17:34
    smile
  • 31.05.09, 17:35
    caly czas daje znac w ten czy inny sposob ... to wszystko co pisze jest czescia
    tej bajki
  • 11.06.09, 00:07
    Witam Wszystkich,
    Przez zupełny przypadek natrafiłam na Twoje opowiadanie i musiałam napisać - wywarłaś na mnie ogromne wrażenie, w zasadzie czytając je -płakałam- cały czas.....pięknie to opisałaś, chyba każdy z nas nosi swój "krzyż", najgorsze jeśli te wszystkie przytłaczające historie same wkradają się nieproszone do naszego życia..........wiem jak ważne jest dzieciństwo i jak wiele, z tego pozornie beztroskiego okresu, wpływa na dalsze nasze losy w życiu dorosłym.....
    Pozdrawiam Wszystkich tu obecnychsmile)
  • 11.06.09, 13:53
    myslę, że wszystko jest po coś, tylko dopóki nie przerobimy tej lekcji, nie
    jesteśmy w stanie zrozumie po co to było. Więc tak jak w szkole, zadane - trzeba
    odrobić. Może nie na jutro. Ale próbować trzeba codziennie.
  • 11.06.09, 21:11
    Tylko dlaczego te lekcje do odrobienia są tak trudne dla niektórych? Czasami zbyt trudne....może to jeszcze nie czas na takie wyzwania...niektórym to cały czas pod górkę....choć liczę na to, że jeśli tak bardzo się natrudzimy tym bardziej delektować będziemy się zjazdem z górki, który prędzej czy później musi nadejść....czekam na to słońce zwiastujące nowy dzień nowego życia....
  • 11.06.09, 21:21
    te lekcje sa cholernie trudne, dlaczego? tego nie wiem... moze wczesniej nie
    chcielismy sie uczyc???

    jednak jak Ci sie uda je odrobic, to nagroda jest piekna

    a jak nie, to bedziesz probowac, jak tu wrocisz... bo wierze, ze ciagle tu
    wracamy i za kazdym razem jednak sie czegos uczymy. Chocby w chwili NATURALNEJ
    smierci, dlatego tak wazne jest przykazanie: Nie zabijaj. Ani kogos, ani siebie.
  • 11.06.09, 22:00
    chciałabym już odrobić tę lekcję....staram się ze wszystkich sił...mam dla
    kogo...i to mnie trzyma w "realnym" świecie przepełnionym złudzeniami i
    ulotnością chwili....ale jestem świadoma ,że życie jest piękne, jest darem i
    cudem....chyba doceniamy je dopiero wtedy gdy świadomi jesteśmy że możemy je
    stracić..........
  • 13.06.09, 17:58
    trudno mi Ci cos poradzic, bo nie wiem w ktorym momencie drogi jestes, ale jesli
    plakalas od poczatku, to moge zasugerowac ksiazke: Powrót do swego wewnętrznego
    domu, John Bradshaw. Mnie ta ksiazka kiedys bardzo pomogla. Oczywiscie nie
    robilam nigdy wszystkiego co on sugeruje, po prostu wybieralam rzeczy, ktore mi
    pasowaly. Wtedy bardzo mnie wkurzaly fragmenty o Bogu (nie wiem czy jestes
    wierzaca) ale je po prostu odrzucalam. Po prostu wybieralam sobie to, co czulam,
    ze moze mi w jakis sposob pomoc.
  • 25.06.09, 23:51
    Dziękuję skorzystamsmileMnie ostatnio bardzo zaintrygowała książka: Jedz, módl się,
    kochaj E. Gilbet również polecam smile))
  • 26.06.09, 11:25
    E tam, wszystko to kłamstwo i to perfidne!!!
  • 26.06.09, 11:59
    nie rozumiem dlaczego zaprzeczasz moim uczuciom i myslom

    rozumiem, ze mozesz nie wierzyc w to co napisalam, ale to nie powod, zeby kogos
    oskarzac o klamstwo
  • 26.06.09, 12:08
    między "nie wierzę ci" a "kłamiesz" jest przepaść

    do tego aby komus nie wierzyc masz prawo, ale nie zagadzam sie abys mi zarzucala
    klamstwo tym bardziej, ze mnie nawet na oczy nie widzialas i nie wiesz o mnie
    dokladnie nic. A ja (mimo tego, ze wciaz nie radze sobie z emocjami tak jakbym
    chciala) to dobrze wiem co czulam 20 lat temu i wczesniej a co czuje teraz

    Pozdrawiam
  • 26.06.09, 20:32
    A mi się wydaje, że to Twoja prywatna prowokacja bugmenot2008_2....
  • 10.07.09, 20:13
    to dopiero sie nazywa mania. 300%

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.