Dodaj do ulubionych

Jak się objawia Wasza niechęc do dzieci?

17.10.07, 23:29
Rozumiem ,ze nie chcecie mieć dzieci i to akceeptuję ,nie
namawiam .Chciałam się jednak zapytac jak okazujecie swoją niechęć
do dzieci? Czy jest to po prostu unikanie kontaktu z maluchami,nie
zchwycanie się dziecmi,nie zwracanie wogóle uwagi na dzieci
itp?.Ktoś tu napisał ,ze nie szanuje dzieci.jak to sie objawia?
patrzycie z pogardą na dzieci i ich rodziców?Czy konczycie znajomość
z ludzmi ,jesli się okaże ,ze mają dzieci?Czy jak jakś matka z małym
dzieckiem w wózku poprosi o pomoc we wniesieniu wózka np.do
autobusu,to czy odwracacie sie na pięcie?Jakieś zgryżliwe komentarze
typu "chciałaś mieć dziecko ,to sobie radz"Bardzo ciekawi mnie ten
temat ,wasze opinie .Rozumiem ,ze wogóle nie myślicie o własnych
dzieciach ,ale np o tych ,które juz są.Jak się do nich odnosicie?
Wydaje mi sie,ze większośc odpowie ,ze unika dzieci i tyle ,ale moze
są osoby ,które okazują swoją frustrację wobec dzieci w jakis inny
sposób.Nie piszę tu po to ,aby szukać zaczepki i powodu do
kłotni ,tylko aby poznać opinie.
Edytor zaawansowany
  • vanilla.an 17.10.07, 23:38
    Znalazłam przed chwilą podobny wątek ,więc w zasadzie odpowiedzi juz
    mam ,ale może ktos jeszcze coś dopowie.
  • enith 18.10.07, 00:20
    Mój stosunek do dzieci jest następujący: nie ciućkam nad każdym napotkanym
    bobasem, nie podejmuje tematu rozmów na temat dzieci z ich matkami, nie zachodzę
    w ciążę, nie biorę dzieci na ręce czyli po prostu nie wchodzę z dziećmi w
    interakcje. Bywam bardzo często na "baby shower", gdzie jest sporo mam z
    maluchami w różnym wieku, ale nikt, bogu dzięki, nie przymusza mnie do robienia
    czegoś, na co nie mam ochoty (np. niańczenia czy brania na ręce). Natomiast
    odmówienie pomocy we wniesieniu wózka do autobusu to chyba szczyt chamstwa i,
    szczerze mówiąc, nigdy nie widziałam, żeby ktoś się obrócił na pięcie i sobie
    poszedł. Sama pomagam wnosić wózki często i ZAWSZE ustępuje w środkach
    komunikacji kobiecie w ciąży lub z małym dzieckiem. Tego wymaga kultura i to, że
    sama nie noszę się póki co z zamiarem rodzenia, nie czyni mnie niewrażliwą na
    potrzeby innych ludzi, w tym mam z dzieckiem.
  • dolinaciszy 18.10.07, 08:52
    Nie toleruję dzieci.
    Nie znosze ich gadania, paplania, wiercenia się.
    Nie siadam w kinie czy restauracji koło dzieci.
    Nie chodzę do supermaketów w weekendy.
    Nie mam znajomych z dziećmi.
    Nie mam w rodzinie małych dzieci.
    Nie chcę mieć dzieci.
    Nie wyobrażam sobie jednego dnia z dzieckiem.
    Temat zupek, kupek, szczepionek jest dla mnie tak obcy jak wycieczka
    na Marsa.
  • evula 03.07.08, 15:22
    Podpisuję się pod Twoim postem obydwiema "recami i nogiema"smile) --
  • ala.b30 18.10.07, 10:36
    Witam wszystkichsmile Cieszę się, że powstało takie forum, bo już
    naprawdę zaczynałam czuć się osamotniona w swoich poglądachsmile

    Nie czuję niechęci do dzieci - również pomagam wnosić wózki do
    autobusu, ustępuję miejsca itp. Nie odwracam się od płaczącego
    malucha, który np. zgubił swoją mamę w sklepie. Nic z tych rzeczy.

    Po prostu nie wchodzę z dziećmi w interakcje, nie wiem, jak z nimi
    rozmawiać, jak się bawić, po prostu nie są to dla mnie istoty
    interesujące - póki nie dorosną. Nie zrywam znajomości ze znajomymi,
    którzy mają dzieci, ale nie lubię, kiedy ich potomstwo staje się
    jedynym tematem rozmowy w sobotni wieczór.

    I nie znaczy to, że dzieci nie znam - mam 12 lat młodszą siostrę, ze
    wszystkich dzieci w rodzinie i wśród znajomych rodziców byłam zawsze
    najstarsza.

    Nie wiem, czy chcę mieć kiedykolwiek własne dzieci - mam prawie 30
    lat, a chęci/instynkty jak dotąd w ogóle się nie pojawiły. Nie chcę
    robić niczego na siłę, bo znając własny charakter - unieszczęśliwię
    i siebie i potencjalne dziecko.

    Na szczęście mąż myśli podobnie.

    Pozdrawiam.
  • irenka82 18.10.07, 11:13
    moje niektore kolezanki maja dzieci,i mowie do nich (dzieci) poprostu "czesc
    mala/maly" i koniec,nie wdaje sie w dyskusje.i zwykle patrze spode lba
    ewentualnie z podniesiona brwia na ich zbytki.
    --
    Falubaz. Dumni po zwyciestwie, wierni po porazce.
  • sabrossa 18.10.07, 12:25
    mam znajomych z dziećmi, ale jeśli się z kimś umawiam, widzimy się najczęściej
    poza miejscami zamieszkania (wówczas z dzieckiem zostaje drugi rodzic).
    Nie jestem dzieciom niechętna, ale - tak jak przedmówczynie, staram się nie piać
    z zachwytu nad dziećmi. Są - ok, nie ma ich - też ok. Najważniejsze, że te co
    są, nie są moje smile
  • 18_lipcowa1 18.10.07, 12:48
  • yagiennka 18.10.07, 17:52
    Ja chyba dzieciom jestem po prostu obojetna. Nie unikam i nie zachwycam się. Po
    prostu przechodzę obok. Jak dziecko fajne i się samo zainteresuje to czasami
    pogadam wink Ale nie umiem piac nad dziećmi, pieścić się i zachwycać, wydaje mi
    się to idiotyczne. Stanowczo omijam z daleka i unikam bahorów, nie dzieci tylko
    bahorów własnie, czyli drących się, rozwydrzonych, histerycznych.
    Matce z dzieckiem zawsze pomogę, no chyba że zachowuje sie jak swięta krowa
    której się NALEŻY. Wtedy omijam.
  • tom-77 19.10.07, 12:11
    U mnie jest podobnie jak u większości odpowiadających na post. Po prostu unikam
    interakcji z wiekszością małych dzieci. Są wyjątki - mądre, spokojne i grzeczne
    dzieci, których nie unikam, ale też do nich nie "ciućkam" czy coś podobnego.
    Jeśli już, to rozmawiam, jak z człowiekiem dorosłym.
    Nie jestem agresywny wobec dzieci, nie czuję żadnej nienawiści. Chyba że jako
    reakcję wobec agresji czy roszczeniowego chamstwa ze strony ich rodziców, ale
    jest to wtedy raczej niechęć wobec rodziców.

    Ja nie tyle nie lubię w sensie niechęci, co nie lubię w sensie braku
    szczególnego "lubienia". Nie rozczulam się nad dziećmi i drażni mnie, gdy ktoś
    oczekuje tego ode mnie lub gdy jest taka aura wokół, na przykład gdy ktoś
    przynosi do pracy noworodka, żeby go prezentować we wszystkich biurach.
  • vhemt 19.10.07, 15:49
    chyba prościej się objawić nie może?
  • vanilla.an 22.10.07, 00:38
    Ciesze sie ,ze to wygląda własnie w ten sposób,czyli unikanie
    kontaktu.To także bez problemu akceptuje.Jednak czasami czytam
    tutaj,jak dzieci sa nazywane bachorami ,wg mnie to troche
    obrazliwe ,bo sami bylismy dziecmi.Zreszta nie każde dziecko
    jest "rozhisteryzowanym bachorem",no i jak kazdy człowiek ma lepsze
    gorsze dni.Wg mnie ten kto nie chce mieć dzieci , to niech nie
    ma ,siłą go nikt nie zmusi (na szczęście )i póki co nie ma obowiązku
    posiadania gromady dzieci(ufff)napisałam ten post ,bo niektórzy dośc
    ostro podchodzą do tematu np''nie szanując dzieci,czy biora dzieci
    jedna miarą (czyli ,ze wszystkie to "bachory").Na szczęscie są osoby
    podchodzące rozsądnie do tego tematu.
  • karolina331 30.01.08, 17:30
    Ty niedobry, Ty!
    Nie dość, że nie masz dzieci, to nawet Ci się udawać nie chce, że te
    fasolki i maluszki lubisz! To niedopuszczalne jest, w takim
    CHRZEŚCIJAŃSKIM kraju!
  • keltoi 04.02.08, 20:24
    Do noworodków i podobnych "rozmiarowo" maluchów do doruchu wymiotnego włącznie, szczególnie jeśli pojawia się zapaszek... ale nie dostaję histerii, tylko staram się opanować i/albo zwiać. Nie zdarzyło się jeszcze, żebym zwróciła uwagę mamie takiego egzemplarza, chociaż byłam bliska, kiedy ostatnio na lotnisku mama zaczęła węchowo i palpacyjnie sprawdzać, co tam w pieluszce.. stojąc dokładnie obok mnie O_o

    Nie zachwycam się dziećmi, bo jakoś nie widzę czym miałabym się zachwycać.

    Nie biorę na ręce, omijam miejsca, gdzie mogę je spotkać.

    Niestety, w mniemaniu niektórych rodziców, zwracam uwagę na rozwydrzone i źle wychowane dzieci. Nie toleruję rozpuszczonych jednostek. Nie pozwalam włazić sobie na głowie "aniołeczkowi", któremu właśnie spodobało się coś mojego albo postanowił się do mnie przytulić - razem z trzymanym jedzeniem.. uncertain

    Nie mam bliskich znajomych z małymi dziećmi, a dalszych odwiedzam u nich, albo na mieście, żeby nie dostawać oczopląsu od pilnowania, czy czegoś nie niszczą albo nie usiłują sobie zrobić krzywdy.

    Z kompletnych dziwactw - omijam działy dziecięce w sklepach, zabobonnie tam nie wchodzę. Kiedyś w dużym sklepie, którego rozkładu nie znałam zagapiłam się i prawie wlazłam między półki z zupkami, pieluszkami etc - zrobiłam kreskówkowy zwrot na pięcie o 180 stopni i mało nie wpadłam na jakiegoś faceta wink
    Chyba tyle...
    --
    Nie wnikaj - akceptuj! (baj majself big_grin)
  • twojafantazja 04.02.08, 15:03
    Różnie-ja na przykład jak widzę jakieś dziecko robię straszne miny coby je
    przestraszyć i robię przy tym takie wielkie "BUUUUUUUUUUUUUU...".
  • keltoi 05.02.08, 16:47
    Ty jesteś pewien, że Tobie nie jest Behemot? XD
    --
    i znów z wrodzonym urokiem zgubiłam wątek.
  • papryczka_ag 06.02.08, 17:56
    Też się przywitam odpowiadając na ten wątek.
    Moja niechęć do dzieci przejawia się publicznie i wewnętrznie
    następująco:

    - od ZAWSZE nie lubię dzieci, nawet jako mała dziewczynka
    nienawidziłam zabawy lalką "bobasem", nie walczyłam o pchanie wózka
    z młodszą siostrzyczką koleżanki z podwórka
    - 90% dżwieków wydawanych przez dzieci powoduje u mnie irytację
    - brzydzę się ślinienia, ulewania i nieprzyjemnych zapachów
    - irytuje mnie przepotwornie dziecięce zabieganie o uwagę
    - nie zachwycam się byle niemowlakiem, nie piszczę, nie macham
    paluszkami przez niewinną twarzyczką - de facto staram się nie
    zbliżać się do wózków
    - w miejscach takich jak restauracje, wagony, sklepy i inne
    przybytki siadam jak najdalej od dzieciatych rodzin
    - odmawiam brania na ręce i na kolanka

    i wiele innych opisanych wyżej...

    I niestety zdaję sobie też sprawę, że moja niechęć do dzieci ma
    wiele wspólnego z tym, że rodzice nie potrafią swojego potomstwa
    odpowiednio wychować. Mowa tu oczywiście o dzieciach starszych.
    Z przyjemnościa oglądam supernianię, bo utwierdza mnie jedynie w
    przekonaniu, że nie mam zielonego pojęcia jak wychowac potencjalnego
    potomka i dlatego właśnie nie czuję się zdolna do jego posiadania.

    Dziecko nie budzi we mnie rozczulenia, rozbawienia, rozrzewnienia,
    zachwytu czy jakichkolwiek pozytywnych uczuć.
    Uczciwie mówiąc lubię jedno dziecko pewnie dlatego że nawet rodzice
    mówią że jest aniołem. I w zasadzie nie lubię tylko raczej toleruję,
    bo w żaden sposób nie zakłóca mi spokoju, poczucia estetyki i paru
    innych rzeczy.
    --
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=150&w=66244014&v=2&s=0
  • malgosiagosia 21.02.08, 17:05
    papryczka_ag napisała:

    > Też się przywitam odpowiadając na ten wątek.
    > Moja niechęć do dzieci przejawia się publicznie i wewnętrznie
    > następująco:
    >
    > - od ZAWSZE nie lubię dzieci,

    A na innym forum napisalas Papryczko, ze kiedys bylas neutralna.
    Czyli mialam racje, wyboru nie bylo.
  • igra-is-me 21.02.08, 18:56
    One juz kolomyje w glowch majawink
  • papryczka_ag 23.02.08, 11:20
    Był wybór, bo były poszczególne przypadki do których zywiłam
    pozytywne uczucia, które mnie rozczulały itp.
    Niestety potem okazało się, że pierwsze wnioski były najlepsze i że
    wyjątek nie spowoduje zgeneralizowania sprawy.
    Nie lubię bachorów, lubiłam pewne DZIECI. Mało ich spotykam. Stąd
    cały problem.
    --
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=150&w=66244014&v=2&s=0
  • drinkit 07.02.08, 14:49
    Nie lubie dzieci specjalnie, mam do nich neutralny stosunek (tzn nie
    okazuje niechęci). Najczesciej nie zauwazam ich obok siebie. Ale
    jezeli idzie matka/ojciec z dzieckim czy kobieta w ciazy to ZAWSZE:
    ustępuje miejsca w autobusie, przepuszczam w kolejce, otwieram
    drzwi, pomagam wyniesc wózek z tramwaju, bo uwazam ze to podstawa
    dobrego wychowania.
    Teksty typu "chciałaś mieć dziecko ,to sobie radz" sa chamskie. A
    ludzi oceniam po tym jacy są, a nie po tym czy mają dzieci.
  • keltoi 22.02.08, 00:48
    > jezeli idzie matka/ojciec z dzieckim czy kobieta w ciazy to ZAWSZE:
    > ustępuje miejsca w autobusie, przepuszczam w kolejce, otwieram
    > drzwi, pomagam wyniesc wózek z tramwaju, bo uwazam ze to podstawa
    > dobrego wychowania.

    A ja muszę odmówić. Nie wolno mi nawet nosić cięższych zakupów, większych ilości książek, wózka nie dźwignę za Chiny cesarskie, bo się popsuję. I już kiedyś mi babsko pod nogi plunęło, że niby się wykręcam "bo nie wygladam, jakby mi coś było". Mam się rozbierać i pokazywać blizny pooperacyne, czy nosić zaświadczenie od lekarza? Teraz się prewencyjnie ustawiam daleko od wózków, nie chcę ryzykować takich scenek więcej - chociaż wiem, że nie każda matka to cham. Są też fajne smile

    Jak mi się rozwali kręgosłup albo kolano, to nie mogę też stać - czasem się tłumaczę, jesli prosi mnie babeczka z dzieckiem albo w ciąży. Swoją drogą - kolejny irracjonalny typ - dlaczego ja mam wstawać, skoro niedaleko siedzi facet z gazetką, młody chłopak, nastolatek? Nie raz, nie dwa, to mnie proszono o podniesienie się w takiej sytuacji... może to taki odruch, że kobieta lepiej zrozumie?

    --
    i znów z wrodzonym urokiem zgubiłam wątek.
  • papryczka_ag 23.02.08, 11:23
    Ja to ogólnie mam wrażenie, że jak juz ktos przeczytał że nie lubię
    dzieci i nie chcę ich mieć, to podejrzewa mnie o kampanię na rzecz
    bezdzietności i zwalczanie rodzicielstwa i jego "objawów". A to
    własnie z tych ludzi bije nienawiśc i chęć nawracania. Ja na
    bezdzietność nikogo nie nawracam, a rodzicom wszelakim pomagam jeśli
    jest taka potrzeba.
    Czy jest to autobus i obca matka, czy koleżanka która chce iść do
    fryzjera.

    --
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=150&w=66244014&v=2&s=0
  • exotique 08.05.08, 23:54
    Mam znajomych zupelnie wyluzowanych z dwojka malych dzieci. Na czesc
    i o jak uroslas(es) daje rade. Ale jak pielucha zaczyna pachniec, a
    tatus nie podnoszac oczu znad pokera mowi do mnie- sluchaj nie
    przewinelabys malego- to mna rzuca. I po chamsku mowie, ze nie, ale
    to nie moje dziecko i nie moja kupa.
    Dzieci lubie do momentu wlasnie pieluch, histerii, obowiazkowej
    zabawy sie z nimi. Nie toleruje grzebania mi w torebce i rozwalenia
    o podloge w drobny mak nowonabytego pudru (a i beztroska rodzicow-a
    jak slicznie sie rozsypalo mnie przeraza), nie toleruje gdy rodzice
    w odwiedziny przyjda z dziecmi otwierania moich szuflad, szafek i
    szerokopojetnego zgladania katow. Stanowczo wole, jak znajomi na
    wieczor przyjda bez potomstwa . i ja i oni beda mieli spokojniejszy
    wieczor.

    mojaszwajcaria.blox.pl
  • winogronka.easy 22.05.08, 14:39
    Czym się objawia moja niechęć do dzieci?
    Mnóstwem spraw. Przede wszystkim dzieci nie poruszaja we mnie nic
    dobrego. Nie budzą we mnie ABSOLUTNIE rzadnych pozytywnych uczuć.
    Nie bawi mnie ich machanie rączkami, gaworzenie, nawet czasem na
    uśmiech ciężko mi odpowiedzieć bez jakiegoś przymusu. A co dopiero
    mówić o innych rzeczach typu pieluchy, ryczenie, złość i to
    bezustanne zabieganie o całkowitą uwagę.

    Powiem może kilka słów o sobie. Wszystkich tych którzy lubią dzieci
    prosze zrozumieć,że moja niechęć jest dla mnie samej źródłem
    cierpienia. Znajomych którzy je mają oddalam od siebie. Wkurzją mnie
    dzieci w restauracjach i parkach, po prostu nie idę jak są tam
    dzieci. Dostaję histerii jak widzę przewijanie dzieci na stolikach w
    lokalach (naprawdę widziałam taką akcję dwa razy!). Zdolności
    młodych matek do bezustannego mówinia o dzieciach wprawiają mnie w
    osłupienie. A tem dziwny przymus zachwycania się każdym małym
    dzieciakiem sprawia, że czuję się jak kosmitka z Plutona co
    najmniej.

    Chyba na razie tyle, chociaż mogłabym mówić o swoich przemyśleniach
    w tej materii godzinami. Nigdy nie skrzywdziłam małego dziecka.
  • zwierze_futerkowe 05.06.08, 20:31
    Najprościej by było dzieci unikać, ale tak dobrze niestety nie ma. Moja niechęć
    objawia się więc:
    1) kategorycznym zwracaniem uwagi rodzicom na nieodpowiednie zachowanie dziecka
    w miejscu publicznym. Nie docierają do mnie argumenty, że "ono jest za małe i
    nie rozumie". Jak jest za małe, to proszę je trzymać w domu, dopóki nie
    podrośnie na tyle, że będzie w stanie opanować podstawowe zasady zachowania.
    Dziecko nie rozumie - OK, ale rodzice chyba powinni? Że na przykład nie biega
    się w zabłoconych butach po siedzeniach w przedziale albo nie włazi się w
    restauracji na stół? Bo jeśli rodzice tego nie rozumieją, to znaczy, że też są
    "za mali", żeby być rodzicami.
    2) niezapraszaniem do siebie nikogo z małymi dziećmi. Nigdy i bez wyjątków.
    Moimi znajomymi są rodzice, nie dziecko, i to ich chcę u siebie ugościć. A jeśli
    ktoś nie rozumie, że przyjacielskie uczucia względem dorosłych nie przenoszą
    się automatycznie na ich dzieci, moja niechęć objawia się zrywaniem kontaktów z
    ludźmi, którym pieluszki mózg przesłoniły.
    3) niewdawaniem się w żadne ćwierkające "pogawędki" z dzieciątkami. Partnerów do
    rozmowy szukam wśród ludzi na swoim poziomie rozwoju umysłowego - to chyba
    akurat oczywiste?
    4) kompletną niewrażliwością na "słodkie" paluszki, nóżki, buciki, loczki
    tudzież inne części dziecięcego ciała i garderoby.
    5) odruchem wymiotnym na widok zaślinionej buzi / gila z nosa / woń brudnej
    pieluchy itp.
  • adhd_on_board 21.07.08, 14:56
    Pod większością postów mogłabym się podpisać, dodam jeszcze, że:
    - napawa mnie przerażeniem myśl o ciąży. Mały pasożyt, który rozwija się
    wewnątrz ciała, wysysa witaminy i sole mineralne. Nie można przez niego jeść
    wielu ulubionych potraw, robią się hemoroidy, kobieta zaczyna wyglądać jak
    waleń. A potem ten cały poród, pękanie krocza, rodzenie łożyska... masakra.
    - traktuję dzieci jak kiepską wersję dorosłych i- jako takich- nie uważam, że
    należy im się bezgraniczne uwielbienie i bezkarność. Dziecko nie wypacowuje PKB,
    niczego innym nie daje, tylko bierze, wymaga inwestowania, więc nie powinno być
    traktowane jak pępek świata (oczywiście nie znaczy to również, że należy je
    traktować jak przedmiot);
    - zgrzytam zębami i klnę siarczyście, jak słyszę wrzaski jakiegoś dziecka w
    miejscu publicznym;
    - nie odpowiadam zaczepiająmy mnie dzieciom, nie uśmiecham się do nich, nie
    roztkliwiam się na ich widok, nie zmiękczam wyrazów (ziobać, jaka ślićna
    dziewcińka!);
    - nie zajmuję się dziećmi mojej siostry, bo zwyczajnie nie mam siły na latanie
    za nimi non stop, wymyślanie im zabaw i późniejsze sprzątanie po nich;
    - nie nawiązuję interakcji, nie jestem w tym dobra.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka