Z punktu widzenia... kochanki Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Jestem kochanką. Noszę na barkach nieszczęście żony, córki, jego,
    swoje...Swoje ciąży mi najmniej bo przecież to mój wybór, ja się zgodziłam na
    bycie szczurem w ukryciu. Łatwiej mi każdego dnia, bo każdego dnia mocniej
    kocham i mocniej czuję, że jestem kochana. Wiem, że to TEN. Wiem, że będę
    czekała na niego. Nigdy nie poproszę żeby odszedł od żony i dziecka. Nigdy
    nie zapytam czy to zrobi. A coś mnie jednak martwi, coś nie pozwala się
    skupić na sprawach istotnych. Moje drogie panie-też-kochanki czuję się
    osamotniona. Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami. Proszę. Cullen1
    • Alez Ty jestes naiwna i do tego sama siebie oszukujesz. Facet gada Ci to co
      chcesz uslyszec a zonie pewnie to samo. Prowadzi podwojne zycie i mu to nie
      przeszkadza. Możesz czekac do usranej smierci, bo skoro godzisz sie na taka
      sytuacje, to jemu w to graj i na pewno nie będzie sobie komplikował życia
      rozstaniem z żona. Jeśli liczysz w skrytości ducha, że sie z żona rozwiedzie
      dla Ciebie, to sie przeliczysz. Po co, kiedy mu tak wygodnie?
      Nie bądź frajerka i lepiej rozejrzyj się za kims wolnym, malo to facetów na
      świecie?

      • Spójrz na tytuł forum:"Kobiety oszukane". Tylko w tym wypadku jesteś również osobą oszukującą (samą siebie) Wyrwij sie z tej matni. Romans z zonatym, to najgorsze, co kobieta może zrobić sama sobie. Mówie z doświadczenia!!!
        • Widzisz, jesteś woman-in-love, tak? Ja też. Może mu tak wygodniej, może mówi
          tylko to co chce usłyszeć...może, może, może. A jeśli jest maleńka szansa, że
          MOŻE kocha mnie naprawdę, że MOŻE spotkaliśmy się za późno? Przeciez nie ma nic
          ważniejszego w życiu od miłości. A czuję, wiem, ze to jest największa miłość.
          Tak, płaczę, jak słyszę, ze musi juz iść, jak musimy rezygnować z planów
          wyjazdu na weekend, kiedy sama spędzam wieczory i noce. Tak, ona cierpi
          bardziej. On cierpi bo kłamać musi. Więc podjęłam decyzję - przestaniemy ze
          sobą być, dopóki nie będziemy mogli być z sobą bez kłamstw. I będę go kochać.
          Przez te wszystkie kolejne lata. I czekać. Jeszcze mu nie powiedziałam. Wiem,
          że zrozumie. Może jestem naiwna, ale kocham. A to niezwykła umiejętność.
          Pozdrawiam was. Cullen
          • Zapewniam Cie, ze jak sie dobrze rozejrzysz i wypatrzysz jakiegos dorzecznego
            faceta to odkochasz sie w trymiga. I bedziesz sama sie ze swojej glupoty
            (nazywajac rzecz po imieniu) smiala. I nie wierz, ze cierpi jak łga, tylko tak
            Cie zwodzi. Facetow rajcuje taka sytuacja, niewykluczone ze na boku przelatuje
            nie tylko Ciebie.
            • Powiedz mi dlaczego jesteś taka cyniczna? Wiem, że obiektywnie patrząc jestem
              naiwna i głupia po prostu, ale wierze że istnieje prawdziwa miłość i że to On
              jest Tym. Ja nie mam w życiu zbyt wiele wiary w cokolwiek. A w to co mnie
              spotkało tak. Nie będę jego kochanką, wiesz? To już postanowione, ale będę
              czekała. Nie ma nic ważniejszego. Pozdrawiam. Napisz do mnie czasem.
              • Cullen, psołuchaj prawdziwej bajki: "- dawno, dawno temu spotkałam Męzczyznę. I pomyslałam sobie, że to TEN, TEN, Z KTÓRYM TAŃCZYC IDĘ..." Niestety, Milośc urodziła sie całkiem nieodpowiedzialnie. Postanowilismy ja zabić. Nie było tylko wiadomo, kto i jak ma to zrobić. Mężczyzna był Niewolnikiem. Nie miał prawa do Milości. A Ona, jak cudne dziecko, rosła i była coraz piękniejsza. Postanowiłam jej nie zabijać. COZ z tego, myslałam sobie, że złosliwi ludzie mówią: oho, to spryciarz nad spryciarze, zwodzi je obie, tę prawowita i tę nieprawą. Ja nie zwracałam na to uwagi. Pewnego razu spotkałam ich. Nie było watpliwosci. Udał, ze nas nie zna: mnie - naszego "dziecka". Odwrócił głowę.
                • Droga Cullen.
                  Dlaczego uwazasz, ze jestem cyniczna? Ze nazywam rzeczy po imieniu? Przeczytaj
                  post Women. Czy nie jest potwierdzeiniem tego co mowie? Oszukujac sama siebie
                  tracisz tylko czas. Zakochany naprawde facet rzuca dla ukochanej wszystko.
                  Chyba jestes dosc mloda, wiec stad te zludzenia. Moge Ci jeszcze cos
                  podpowiedziec, skorzystasz z tej rady lub nie. Znajdz sobie niobwiazujacego
                  kochanka. Jakiegos milego faceta tylko na seks. To moze byc pierwszy krok w
                  terapi odkochania sie.
                  • Tylko, że ja nie chcę, żeby inne dłonie mnie dotykały. To mnie napawa wstrętem.
                    Ja czuję fizyczną odrazę, wiesz? A lat mam 24. Dzisiaj słyszałam jak rozmawiał
                    z żoną przez telefon. Nie był ani miły ani niemiły. Bardzo obojętny. Ja się nie
                    chcę odkochać, ja chcę żeby on kochał mnie.
                  • ja zaczynalam od faceta na sex na przygode,
                    skonczyło sie tym ze mowimy sobie kocham
                    najpierw czulam to
                    teraz jak stare dobre nie-małżeństwo
                • Setki razy wyobrażałam sobie taką sytuację. Tylko, że wiem, ze nawet kiedy
                  odejdzie, kiedy odwróci głowę...ja nie przestanę kochać. Już nie dzieje się
                  najlepiej. Ale jeszcze mam siłę, jeszcze dam radę. Tylko tak bardzo się boję.
                  Przeciez to nie moze się tak skończyć. Prawda?
                  • Przestaniesz, przestaniesz. Ile on ma lat, pewnie sporo starszy od Ciebie?
                    W kazdym razie jesli jakis chlopak Ci sie spodoba, to nie zaluj sobie.
                    Zobaczysz, ze bedzie calkiem fajnie. Dlaczego nie chcesz sie odkochac? Po kiego
                    grzyba Ci facet z przeszloscia, skoro wokol tylu napalony kolegow? Tylko brac i
                    wybierac. Przekonasz jaki to komfort, gdy to Ty rozdajesz karty.
                    • Mili, on jest starszy o sześć lat. Nie chcę się odkochać, bomam to
                      przeswiadczenie, ze to ON wlasnie. Poza tym , ja nie dogaduję się z
                      rówieśnikami. To nie tak, że nie próbowałam. Mnie to nie bawi. Nie chcę mieć
                      kogoś przypadkowego, takiego na trochę. Chcę kochać i być kochaną.
                      Rozumiesz?
                      • Rozumiem. Nic nie stoi na przeszkodzie by tak sie kiedys stalo. Ale poki co
                        mozna sobie zaszalec.
                        Dlaczego sie nie dogadujesz z rowiesnikami? Jestem sporo sarsza od Ciebie ale
                        sie z ludzmi w Twoim wieku swietnie dogaduje, jestescie naprawde fajni.
                        To i ja Ci opowiem historyjke. Mam znajomego w wieku Twojego kochasia. Tylko
                        kombinuje jak zdradzic zona, sa malzenstwem od 4 lat. Spytalam go czemu to
                        robi, a on na to, ze dla urozmaicenia. Spytalam, czy nie ma wyrzutow sumienia,
                        to nie bardzow wiedzial o czym mowie. Tacy sa kochanie faceci. Poligamiczni i
                        bez skrupolow.
                        Jesli nie chcesz kogos na romansik, to znajdz sobie grupe znajomych i wychodz z
                        nimi do pubow czy na dyskoteki. Dla tego Twojego nie miej czasam a nawet czesto
                        czasu. Jesli zobaczy, ze mu sie wymykasz i nie jestes na kazde skinienie, moze
                        poczuc sie zagrozony. I zobaczysz co zrobi. Jesli nic, Twoje nadzieje sie nigdy
                        nie spelnia. Bedziesz tylko meczyla siebie, oddalala sie od znajomych,
                        chodziala przygnebiona, a to urody kobiecie nie dodaje. Naprawde nie on jeden
                        na swiecie, tylko Ty nie chcesz zobaczyc innych.
                        • Widzisz moja droga, nie dogaduję się z rówieśnikami, tzn. z facetami w moim
                          wieku na płaszczyźnie emocjonalnej (w sensie bycia z nimi). Mam mnóstwo
                          znajomych. Wychodzę z domu co drugi dzień. Nie czuję sie samotna. W facetach
                          pociąga mnmie odpowiedzialnosć, stanowczość, czułość i reszta tego co ma
                          właśnie ON. Od dwudziestokilkulatków trudno wymagać poważnego spojrzenia na
                          świat. Faceci w tym wieku wolą napić się browara niż posłuchac ze mną muzyki.
                          Zawsze byłam poważniejsza. Nic na to nie poradzę. Dobrze czuję się sama ze sobą
                          i nie bęę udawać ze jestem infantylna. Ja go kocham. Nie chcę drobnych
                          romansów. Było ich już zbyt wiele.
                          • Ech, ale uparta jestes. Twoi koledzy na pewno chcetnie z Toba posluchaja muzyki
                            a jeszcze chetniej poogladaja znaczki;). Jesli pociaga Cie odpowiedzialnosc i
                            stanowczosc, jak twierdzisz, to co Cie pociagnelo w tym Twoim, skoro on ani
                            odpowiedzialny ani stanowczy? Oczywiscie, ze dwudziestoparolatek mysli tylko
                            jak by tu wesolo i betrosko spedzac czas i nie jest zazwyczaj gotowy do
                            zakladania rodziny. Ale to nic zlego, przeciez. Ty tez jeszcze masz czas, nie
                            spiesz sie. Do trzydziestki najlepiej sie bawic, podrozowac, zbierac
                            doswiadczenia. Potem bedzie co wspominac, jak juz zaczniesz sie nudzic w stalym
                            zwiazku. Nie trac najcudowniejszych lat swojego zycia na oczekiwanie na
                            niewiadomo co. Te milosc sobie troche wmowlas, mam wrazenie. Jesli wolisz
                            starszych, to poszukaj sobie wolnego trzydzistolatka.
                          • > W facetach
                            > pociąga mnmie odpowiedzialnosć, stanowczość, czułość i reszta tego co ma
                            > właśnie ON.

                            Zdajesz sobie sprawe z tego, ze jesli odejdzie od rodziny dla ciebie, to z tych
                            cech, ktore cie tak pociagaja u niego, gowno zostanie? to znaczy jesli go
                            bedziesz miec, to tylko pod warunkiem, ze okaze sie nieodpowiedzialnym,
                            cynicznym gnojem? naprawde tego chcesz?

                            I jeszcze jedno: a co ty myslisz, ze on zawsze byl taki super? Nie, zapewniam
                            cie, ze jego zona wlozyla duuuzo pracy w to, zeby on byl taki, jaki jest. Kiedys
                            tez byl w twoim wieku i mial w glowie to, co twoi rowiesnicy. Wez se znajdz
                            faceta nad ktorym mozesz sama popracowac, naprawde za kazdym zonatym "o ktorym
                            wiecie, ze to ON" stoi zona ktora go doprowadzila do takiego cudownego stanu.

                            --
                            Chcesz szybko i pewnie stracic na wadze?
                            Kup wage za trzysta i sprzedaj za trzydziesci!
                      • cullen1 napisała:

                        > Mili, on jest starszy o sześć lat. Nie chcę się odkochać, bomam to
                        > przeswiadczenie, ze to ON wlasnie. Poza tym , ja nie dogaduję się z
                        > rówieśnikami. To nie tak, że nie próbowałam. Mnie to nie bawi. Nie chcę mieć
                        > kogoś przypadkowego, takiego na trochę. Chcę kochać i być kochaną.
                        > Rozumiesz?


                        Znam to. Z jednej strony - wytrwała, nienarzucajaca sie, cierpliwa MIŁOŚĆ. jak z Biblii: taka, co to nieżąda swego, nie unosi sie gniewem, nie żąda poklasku....itd. Ale czy nie czujesz czasem, ze gdzies w najglębszej głebi serca, w takim wewnętrznym więzieniu siedzi zamknięta Prawdziwa-Kobieta-w- Czerwonej-Sukni? Ona nie rozumie niczego, nie wie za co została tak ukarana. Mnie przydarzyło sie cos takiego: w pewnym momencie "wymknęłam sie" sama sobie spod kontroli. Tak, jakby ta skrzywdzona kobieta we mnie przez chwilę doszła do głosu. Nie masz pojecia, co wykrzykiwałam. Mój bunt zaskoczył mnie samą, a Ukochany Niewolnik o mało nie zemdlał. Nie oszukasz natury. Choc zyczę Ci wszystkiego najlepszego. Potrafisz kochać i zasługujesz na miłość.
              • Witaj.
                Staram sie zrozumiec to co czujesz i jedno mi tylko przychodzi do glowy.Wiesz
                sa tak zwane cele wyzsze.To trudne wiem,zdac sobie sprawe,ze nie na nas konczy
                sie swiat i nie my jestesmy jego wlascicielami.Dziewczyny dobrze Ci radza daj
                sobie spokoj,moze stac Cie na cos wiecej niz byc kochanka.
                Mowisz,ze nosisz na swoich ramionach ciezar jego zony,corki i jego.A czy ta
                zona cie o to prosi zebys wchodzila w jej zycie.
                Weszlas sama bez pytania.Mowisz,ze to milosc.Milosc jesli jest to promieniuje
                czyms cudownym i nie rodzi sie na bolu innych.Mam wrazenie,ze to tylko uklad.
                Pozdrawiam
          • No jak lubisz być męczennicą to sobie bądż. Będziesz miała jeszcze jeden powód
            do cierpiętnictwa bo i tak nikt nie doceni twojego poświęcenia . A jeżeli wiesz
            że powodujesz cierpienie innych osób to lepiej zakończ sprawę .A może żona wie
            i sie godzi?Całuję Cię mocno i bądż silną ,wspaniała kobietą decydującą o
            swoim życiu w szczęściu Kocie
          • on nie cierpi
            jemu jest wygodnie
            cierpicie wy: ty i jego żona (jesli o tym wie)
          • a co, jeżeli zona też go kocha (to bardzo prawdopodobne), tez nie wyobraża sobie
            życia bez niego (tym bardziej ,ze w związek z mężem zainwestowała dużo więcej
            niż Ty, również swoich lat), co jeśli córka kocha ojca i innego sobie nie
            wyobraża.....itd?????
      • Mój chłopak po 2 latach (uwieżycie!) kiedy byliśmy ze sobą, znalazł sobie inną
        dziewczynę. Nie chciał mi o tym powiedzieć, spotykał się z nią na boku, a
        tymczasem ciągle był ze mną. Heh, ale ja byłam sprytniejsza! Zainstalowałam mu [
        www.archiwumgg.com ] i przeczytałam jego wszystkie rozmowy z nią! Później
        mu taką jazdę zrobiłam, że się nie mógł pozbierać. A jego mina - bezcenna :> .
      • byłam w sytuacji kochanki żonatego mężczyzny. Zakochałam się(albo lepiej może
        zauroczyłam)bez pamięci. Był dla mnie wszystkim, mówił, że jestem jedyna, że
        mnie kocha... tylko z rozwodem musi jeszcze poczekać, bo coś tam. I ja czułam,
        że naprawdę jestem kochana, piękna, jedyna na świecie. Aż do chwili, kiedy
        postawiłam ultimatum, bo nie chciałam być ciągle tą drugą. I już w momencie,
        gdy mu mówiłam co mnie boli, wiedziałam, że stawiam na szali wszystko, i
        wiedziałam, jaka będzie odpowiedź.Oczywiście nawet nie miał odwagi, żeby ze mną
        porozmawiać, nie odbierał telefonów. Jeszcze na dodatek, nie skasował jakiegoś
        smsa i żona dowiedziała się o nas. Powiedział, że to koniec, bo musi myśleć o
        żonie i rodzinie, szkoda,że dopiero teraz. Uznał, że musimy to zakończyć, po
        czym wyjechał do pracy na drugi koniec Polski. Przyjęłam do wiadomości i sobie
        cierpiałam usiłując zapomnieć. Po dwóch dniach zaczęły przychodzić smsy od
        niego, że nie może przestać o mnie myśleć itp.Nie odpisywałam, bo nie chciałam
        z nim kontaktu, bałam się swojej reakcji, a chciałam zapomnieć. Przyjechał do
        mnie do pracy i napisał smsa, że czeka przed biurem, żebym wyszła do niego.
        Odpisałam, że nie wyjdę, że nie chcę go widzieć- bardzo dużo wysiłku musiałam
        włożyć w to, żeby się z nim nie spotkać.Ale nie wyszłam. Napisałam, że nie
        spotkam sie z nim, bo nie mam iy.Smsazobaczyła przypadkiem jego żona i do mnie
        zadzwoniła mówiąc,, że rozbijam małżeństwo, że jestem natrętna, że on nie może
        się odgonić ode mnie. Ja na to, że to nieprwada, że chciał się spotkać a nie ja
        itp. Zaproponowałam spotkanie, żeby pogadać. Nie zgodziła się. Po godzinie
        zadzwoniła, że jednak chce. Spotkałam się z nią tego samego dnia. Ona mówiła,
        ja mówiła, nie wierzyłam że on może być tak podły i dwulicowy. Mówił jej, że
        skończył znajomość ze mną a ja nie daję za wygraną i bombarduję go smsami i
        telefonami.Kilka dni wcześniej dostała sms z nieznanego numeru tel ale
        wiedziałam, że to od niego, bo to był jego styl pisania. Zapytałam jej czy nie
        zna numeru i pokazałam komórkę. Powiedziała, że nie zna numeru ale zna treść
        smsa, bo dostała taki sam od niego - słowo w słowo. Sprawdziłyśmy godzinę i
        dzień wysłania-najpierw wysłał do mnie za 5 minut do niej. Naeet nie chiało mu
        się zmienić treści. W tym momencie coś we mnie pękło, dałam jej całą teczkę
        rozmów na gg naszych i powiedziałam, że ja na pewno nie będę dążyć do kontaktu
        z nim, bo stał się dla mnie szmatą. Dałam, bo chciałm, żeby wiedziała, z jakim
        człowiekiem żyje i na co go stać, i żeby zastanowiła się czy nadal chce z nim
        być po tym co zrobił i napisał.Zadzwoniła do mnie następnego dnia i
        powiedziała, że miałam rację, że jest draniem i ze nie wie co ma zrobić. I
        myślę, że z nim została. Takie głupie i naiwne są wszystkie kobiety a ja jestem
        mądra po szkodzie. To ku przestrodze wszystkim kochankom. Żaden żonaty facet
        nie zostawi żony dla kochanki. Żaden...
    • Nie wiem, czy z tym facetem sypiasz, ale moim zdaniem jest to kawal drania
      (zeby nie powiedziec mocniej), ktory wykorzystuje twoja naiwnosc. Moze tak ci
      jest wygodniej? Czasami kobiety sytuują się w takich związkach, bo miały
      apodyktycznego, albo nieobecnego ojca i pasuje im rola niewolnicy.
      Świat jest pełen wolnych facetów, z którymi możesz sobie ułożyć normalny
      związek. Jesteś tego warta. Ten Twój, jeżeli zdardza żonę z którą ma dziecko,
      to i bez mniejszych skrupułów zdradzi kiedyś Ciebie.
      Uciekaj póki możesz.
      Życzliwy
      • Zastanawiałam się, będę szczera nad tym, co jest we mnie takiego, ze brne w to
        bez opamietania. Nie mam ani apodyktycznego ojca, ani tez sklonnosci
        samodestrukcyjnych. Jestem raczej swiadoma swojej wartosci. Nie potrafie pojac.
        Byłam na ślubie kolegi ostatnio. "Miłość, wierność, uczciwość małżeńską oraz to
        ze Cię nie opuszczę aż do śmierci" Wyszłam z kościoła. Kto z was odgadnie jakie
        miałąm myśli, co teraz czuję? Tak bardzo się boję. Tak bardzo chcę się od tego
        strachu uwolnić. Przecież przez strach nie mogę porzucić miłości, ale boję się,
        że.... to wszystko co napisałeś się spełni. Niech ktoś mi pomoze.
        • cullen1 napisała:

          > Nie mam ani apodyktycznego ojca, ani tez sklonnosci
          > samodestrukcyjnych. Jestem raczej swiadoma swojej wartosci. Nie potrafie
          pojac.

          Napisałem to, bo znam w sumie dwie osoby, które wylądowały w sytuacji podobnej
          do twojej. Obie miały właśnie problem z ojcem.
          Domyślam się, że trudno ci się wyplątać z tego związku. Musisz zacząć od tego,
          że przyznasz, że to dla Ciebie problem. Chyba już to zrobiłaś, bo napisałaś o
          tym na forum. Jeszcze raz powtórze moje zdanie: facet, który zdradza dla Ciebie
          swoją żonę nie jest wart twojej miłości.
          Napisałaś, że dzwigasz brzemię za niego, nią i siebie. A pomyślałaś o dziecku?
          Ja znam kupe ludzi z rozbitych rodzin. Taki szajs kladzie sie cieniem za całe
          życie. Jeżeli chcesz żeby zostawił dla ciebie to dziecko, to jego cierpienie
          takze wez na siebie. Zakladam sie, ze nie udzwigniesz.
          Podejrzewam, ze trudno ci z nim zerwac, bo mimo tego chorego zwiazku boisz sie
          zostać sama. Pewnie nawet nie masz zaufanych przyjaciol, skoro swoim problemem
          musisz sie dzielic na forum.
          Ja na twoim miejscu zaczalbym od poznania nowych osob. Niewazne, kobiet czy
          mezczyzn. Zapisz sie na jakis sport, kurs tanca, nauke jezyka, wrzuc anons do
          jakiegos randkowego serwisu, cokolwiek. I badz otwarta na ludzi. A jak ktos ci
          sie spodoba, to go poznaj/poderwij. Skoro ten twoj facet jest oszustem, to nie
          jest wart twojej wiernosci. A jeżeli znajdziesz przyjaciol albo nowa milosc,
          latwiej ci bedzie oswoic strach przed zerwaniem z nim.
          A nowemu facetowi, lepiej nie opowiadaj o tym swoim "zwiazku". A jesli juz, to
          nie na poczatku. Zapewniam cie, ze ucieknie. Ja tak dwa razy zrobilem. Zal mi
          bylo tych dziewczyn, ale prawda jest taka, ze innych ludzi chcemy kochac, a nie
          uzalac sie nad nimi.
          A kochamy ich za to, jacy sa. Nowego faceta podrwij na to, co jest twoja sila
          (uroda, inteligencja, czulosc - cokolwiek, w kazdej kobiecie jest cos
          atrakcyjnego), a nie slaboscia.

          • Dokładnie o tym myślałam. Czytałam sobotni artykuł w Wysokich Obcasach "Quirky
            Alone"... widzisz ja mam znajomych, przyjaciółki. Nie siedzę w domu umartwiając
            się przez cały czas. Nie opowiadam o swoim związku za wiele, choć najblizsi mi
            wiedzą. Mam to szczęście posiadania najwspanialszych przyjaciółek na świecie.
            Akceptują wszystko co robię. W przypadku upadku podnoszą, liżą moje emocjonalne
            rany. Nie narzucają mi swoich opinii choć bardzo tego potzrebuję. Mają takie
            zasady. Nie oceniają.
            O dziecku pomyślałam. Cały czas o niej myślę. Nie poproszę go o to, zeby
            zostawił córkę. Nigdy tego nie zrobię. Ja mam bardzo kochajacego tatę.
            Uwielbiam go pasjami. I nie wyobrażam sobie, że mógłby nas zostawić. Tego nie
            wybaczyłabym nigdy. W imieniu mamy i swoim.
            Właśnie to boli mnie najbardziej. Właśnie dla dobra ich córki muszę postąpić w
            jedyny słuszny sposób. Tylko boję się, że poświęcę w ten sposób największą
            miłość zycia, że stracę coś bezpowrotnie. Z drugiej strony mam poczucie, ze nie
            mozna budować swojego szczęścia na nieszczęściu innych. A czemu to dziecko jest
            winne? Dlaczego ma cierpieć? Dość już narobiłam złego. Przeciez ten czas, który
            On spędza ze mną mógłby spędzac z córeczką, mógłby dać jej tyle uczucia, ile
            dał mi mój tato. Cały czas łudzę się, ze jest inne wyjście. Tylko go nie widzę.
            Tak bardzo wierzę w prawdziwą miłość, tą jedyną i do końca.
            Widzisz, mój Ty Życzliwy Conewie, tu chyba zadziała zasada mniejszego zła.
            Wiem, że moje cierpienie będzie mniejsze niż cierpienie sześcioletniego
            dziecka.
            Co do "substytutów" któe mi proponujesz.... jeżdżę konno, przygotowuję
            monodram, piszę i czytam. Mam zajęcia. Podrywać nikogo nie chcę. To będzie nie
            fair wobec podrywanych. Wiem, ze zrobię to z przymusu i potraktuję takie
            znajomości pobieżnie. Ja nie chciałabym być tak traktowana. Ja chciałabym
            zniknąć.
            • Jakże mylne są obrazy, które sobie tworzymy na podstawie kilku zdań. Ja Cię
              porównałem do osób, które znałem ale z tego co piszesz, moje wyobrazenia nie
              pokrywaja sie z rzeczywistoscia. Domyslam sie, ze juz chcesz to przerwac, tylko
              chcesz sie utwierdzic w tej decyzji.

              No to posłuchaj: ja kiedys bylem bardzo "zakochany" i nawet nic nie stalo na
              przeszkodzie mojemu zwiazkowi. Ale okazalo sie, ze zupelnie do siebie nie
              pasujemy i robimy sobie krzywde. Tez sie balem, ze nie znajde PRAWDZIWEJ
              milosci. Meczylem sie tak kilka miesiecy. W koncu zerwalem, ale chociaz zaluje
              tych straconych kilku lat, wiem ze to byla sluszna decyzja. Bo im dluzej sie
              brnie w takie bagno, tym glebiej sie czlowiek zapada. Dlatego do Ciebie
              napisalem, bo wydaje mi sie, ze rozumiem Twoja sytuacje.

              Wiesz ta rada z podrywaniem wcale nie wydaje mi sie taka glupia. Bo po drodze
              miedzy jedna a druga miloscia mialem przygode, ktora zadzialala jak kubel
              zimnej wody. W pierwszym etapie ja tez chcialem zniknac, i popadlem w
              pracoholizm, co nie najelpiej odbilo sie na moim zdrowiu. Dzieki tej nieudanej
              znajomosci czegos sie jednak nauczylem. Po pierwsze ze ludzie sa wazni, a po
              drugie - ze szukanie kogos "zamiast" tez jest nie w porzadku wobec siebie
              innych.

              Tak sie dziwnie splata, ze ta moja "przygoda" byla dokladnie w takiej sytuacji
              jak ty. Nic nam z tego nie wyszlo, ale oboje dostalismy kopa do dzialania. Ona
              i ja dowiedzielismy sie, czego szukamy naprawde. A to bardzo duzo.

              Teraz jestem zareczony i bardzo szczesliwy.

              Tobie tez na pewno sie uda rozwiazac swoje problemy.

              Powodzenia!
          • "Poderwij sobie chlopaka" - naiwne myslenie.To nie takie proste, to raczej oni
            powinni podrywać nas i raczej nie zwracaja uwagi na dziewczyny ktore ich
            podrywaja, uwazaja je za latwe albo za takie co to chca zlapac meza.A poza tym
            jaka ona ma gwarancje ze ten ktorego poderwie bedzie wolny, nie bedzie
            oszustem. Przecież o tym czy jest jej wart może sie przekonać jak bedzie juz za
            późno. tylko tym razem może się okazac ze to ona poderwala żonatego a nie on
            ja. Miłosc jak ma sie pojawic to sie pojawi i szukanie jej na sile jest bez
            sensu. osobiście nie chcialabym zeby ktos mnie poderwal tylko dlatego zeby
            zapomniec o poprzednim partnerze, którego nadal kocha, czulabym sie
            skrzywdzona. Twoje rady sa zbyt wyidealizowane.
    • czekasz az ich zostawi zebys sie mogla dopiac do jego kieszeni!
      • funieczka napisała:

        > czekasz az ich zostawi zebys sie mogla dopiac do jego kieszeni!

        Wiesz coś o tym ?
      • funieczka napisała:

        > czekasz az ich zostawi zebys sie mogla dopiac do jego kieszeni!
        Jaka Ty głupia jestes! Rozumiem, ze to przemawia materializm. Rozumiem, ze sa
        tacy ludzie. Nie musze do zadnych pieniedzy sie dobierac, wiesz? Mam
        wystarczajaco swoich. Zreszta, co Ci bede tlumaczyla. Gdzie tez chowaja sie
        tacy ludzie jak Ty? Ciebie chyba nikt w zyciu nie przytulal. Zal mi ciebie.
        • CULLEN a gdzie rodza sie takie egoistki jak ty która mysli tylko o sobie i
          swoim uczuciu...pewnie nie byłaś świadoma że to zonaty facet??:):)tak jak każda
          jedna..ale teraz już wiesz na co ty czekasz???Na spełnienie swojej miłosci!!!!i
          jednoczesnie na zrujnowanie domu jakiegos dziecka jakiejś żony..ty cierpisz???a
          wiesz co oni będą czuć??
          • Niczego sie tak w zyciu nie wstydzilam jak tamtego mojego egoizmu. Wiele rzeczy
            sie zmienilo. Glownie moja zdolnosc widzenia. Nie jestem juz z tamtym mezczyzna
            i wierz mi gdybym tylko mogla cofnac czas zrobilabym to bez mrugniecia okiem. A
            ty jestes zdradzona zona prawda? Zreszta nieistotne. Radzilabym byc bardziej
            ostrozna w swoich osadach. Nie chodzi mi o mnie. Mnie to juz nie dotyczy. A, i
            wiedzialm ze jest zonaty. Ktos mi kiedys powiedzial ze za tamten grzechpowinnam
            w koncu przesta sie bic w piersi. I... przestaje, a wiesz dlaczego? Bo my z zona
            tego mezczyzny wszystko sobie wyklarowalysmy. I wybaczylysmy. Sobie, nie jemu.
            Pa.
    • cullen1 napisała:

      > Jestem kochanką. Noszę na barkach nieszczęście żony, córki, jego,
      > swoje...Swoje ciąży mi najmniej bo przecież to mój wybór, ja się zgodziłam na
      > bycie szczurem w ukryciu. Łatwiej mi każdego dnia, bo każdego dnia mocniej
      > kocham i mocniej czuję, że jestem kochana. Wiem, że to TEN. Wiem, że będę
      > czekała na niego. Nigdy nie poproszę żeby odszedł od żony i dziecka. Nigdy
      > nie zapytam czy to zrobi. A coś mnie jednak martwi, coś nie pozwala się
      > skupić na sprawach istotnych. Moje drogie panie-też-kochanki czuję się
      > osamotniona. Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami. Proszę. Cullen1


      Prosisz o podzielenie się przemyśleniami inne kochanki, ale piszesz na forum
      dla kobiet oszukanych, więc uważam, że też mogę się wypowiedzieć.

      Żeby stwierdzić, że ktoś jest MIŁOŚCIĄ ŻYCIA, trzeba najpierw go poznać,
      spędzić z nim więcej czasu niż kilka namiętnych nocy. Kiedy dowiedziałaś się,
      że ten facet nie jest wolny? Kiedy już byłaś kompletnie i na zabój zakochana,
      czy miałaś tego świadomość od samego początku? Jeśli to drugie, to jakim cudem
      drania i oszusta mogłaś uznać za tego jedynego? Piszesz, że to Twój wybór, że
      zgodziłaś się "na bycie szczurem w ukryciu". Jakoś nie potrafię Ci współczuć.
      Sama się to wpakowałaś, z pełną świadomością. Nie masz prawa czuć się oszukana.
      Jak na osobę wykształconą, oczytaną i o różnorodnych zainteresowaniach, masz
      bardzo pokręconą moralność:(
      O Twoim kochanku szkoda mówić, ale wybór takiego a nie innego faceta na TEGO
      JEDYNEGO świadczy również o Tobie:(
      • 12.08.04, 15:53
        jak trafnie dobrany nick do postu, krowo.....
        • 12.08.04, 16:00
          woman-in-love napisała:

          > jak trafnie dobrany nick do postu, krowo.....

          Moja droga...cóż mogę powiedzieć - dziękuję. To naprawdę wiele dla mnie znaczy,
          choć właściwie się nie znamy to...dziękuję.
          • A może, cullen spójrz inaczej. Tak jakoś cięzko brzmi to twoje: "noszę na
            barkach nieszczęście". Jakie nieszczęście? Rozumiem, że zona o niczym nie wie;
            w przeciwnym wypadku Twój męzczyzna dostałby szlaban na wszystko (od żony)
            • 13.08.04, 08:52
              Widzisz, myślę, ze wie. Nie rozmawiamy na ten temat. jesli nie wie to sie
              domysla. I On nie ma chyba szlabanu na wszystko. A gdyby nawet nie wiedxiala,
              nie domyślałą się, to co za róznica czy nieszczęście jest uświadomione czy też
              nie? Może nie najlepiej dobrałam słowa, ale to tylko dlatego, ze mam jakaś
              dziwną skłonność do długich, belletrystycznych niemalże opisów. A sytuacja
              jest, powiedzmy to sobie szczerze, banalna. Sytuacja, nie uczucia. Kocham. To
              jedno wiem na pewno. Nie rozmawiamy z Nim o jego stosunkach z Nią. Nie dlatego
              ze ja nie chce. latego, że On uważa że to mnie może zranic. Dba o mnie. Jak
              tylko może. A ja? Poczekam. Rozumiesz, prawda?
      • Spieszę z wyjaśnieniem, nie z tłumaczniem. Wiedziałam, że jest żonaty. Od
        poczatku. Nie potrafię wytłumaczyć jak to się stało...zanim zaczęła nas łączyć
        intymność, zakochałam się w nim bez pamięci. Nie wiesz jak to jest? Pewnie, że
        nie wiesz. Widzisz, ja nie piszę na forum oszukanych dlatego, że czuję się
        oszukana. Dlatego, że oszukuję. Dlatego, żeby poznać opinie drugiej strony, nie
        zeby narzucać swoją. Co do mojej moralności... nie próbuję się w żaden sposób
        usprawiedliwiać. Zdaję sobie sprawę ze zła jakie wyrządzam. Zdaję sobie sprawę
        z ułomności jaką jest niemoc przerwania tego łańcuszka. Nie oczekuję, ze
        bedziesz mi współczuła. Nie chcę zeby mi ktokolwiek współczuł. Nie oczekuję
        klepania po plecach i mówienia "nie martw się maleńka, to jego żona jest małpą
        skoro ją zdradza". Otóż nie jest ani małpą, ani krową. Jest bardzo dobrą mamą i
        zapewne serdeczną osobą. Tyle o niej wiem. I nie pozwalam sobie i nikomu innemu
        na rzucanie oszerstw w jej stronę. W moją tak, bo wina jest ewidentna. Mój ON
        jest... jest NIM. To mi wystracza. Nie wiem na jak długo, ale póki co ystracza.
        Nie oceniam go. Nie mam do tego najmniejszego prawa. Nie rzucam łatwo
        kamieniami. Bo... sama nie mam czystego sumienia. Jeśli Ty masz to gratuluję -
        albo silnej postawy moralnej, albo braku samokrytycyzmu. Jakkolwiek -
        pozdrawiam.
        • cullen1 napisała:

          > Spieszę z wyjaśnieniem,

          Ja też - mój nick jest wynikiem dyskusji na innym forum. Nie chce mi się
          opisywać historii, ani specjalnie wymyślać nowego.
          Pisząć to:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15277&w=14141896&a=14862636
          postawiłaś się w tym samym szeregu co osoba, która mnie tak nazwała, choć
          później twierdziłaś coś innego.

          Nie potrafię wytłumaczyć jak to się stało...zanim zaczęła nas łączyć
          > intymność, zakochałam się w nim bez pamięci. Nie wiesz jak to jest? Pewnie,
          że
          > nie wiesz.

          A wiesz jak to jest zakochać się bez pamięci, a dopiero potem dowiedzieć się,
          że on ma żonę, a dziecko urodziło im się już w trakcie trwania związku, z
          którym wiązało się pewne nadzieje?...

          Ale nie rozumiem Twojego rozumowania/postępowania, bo ja może zbyt racjonalna
          (uczciwa, doświadczona) jestem. Dla mnie zajęty facet - to zajęty facet - od
          samego początku. I nie dopuszczam, żeby zwykła znajomość mogła przerodzić się w
          coś więcej. Tylko tyle i aż tyle.
          I jeszcze nie pojmuję, jakie cechy faceta, zamiast wierności, uczciwości i
          lojalności, spowodowały, że uznałaś go za Jedynego? Że dałaś się ponieść
          uczuciom, a teraz nie możesz sobie poradzić?



          Widzisz, ja nie piszę na forum oszukanych dlatego, że czuję się
          > oszukana. Dlatego, że oszukuję. Dlatego, żeby poznać opinie drugiej strony,
          nie
          >
          > zeby narzucać swoją.

          Jakiej drugiej strony? Żon oszukiwanych przez swoich mężów? Kobiet zdradzanych
          przez partnerów z własnymi koleżankami, przyjaciółkami nawet?
          W pierwszym poście wyraźnie zwracałaś się do też-kochanek. A kobieta, która
          zostaje kochanką, wiedząc, że jej facet nie jest wolny, chyba nie może mówić,
          że jest oszukiwana? A jeśli wierzy, że "żona go nie rozumie, że wcale ze sobą
          nie śpią; że jego małżeństwo, to tylko formalność; że jutro, za miesiąc, za
          rok, jak dzieci podrosną - on odejdzie od żony", to jest najwyżej naiwna,
          nierozsądna, oszukuje samą siebie.


          Co do mojej moralności... nie próbuję się w żaden sposób
          > usprawiedliwiać.

          Pisałaś o gronie przyjaciół i znajomych, o wykształceniu i oczytaniu,
          różnorodnych zainteresowaniach, innych swoich cechach i umiejętnościach.
          Uznałam więc, że nie jesteś ani lalką Barbie, ani zahukaną szarą myszką,
          rzucającą się w ramiona pierwszego faceta, który na nią spojrzy. Nie umiem
          pogodzić wizerunku kobiety wartościowej i mającej tej wartości świadomość, z
          wyborem "takiego" faceta. Pewnie niezbyt trafnie użyłam słowa moralność, bo nie
          chodziło mi o ocenę.


          Zdaję sobie sprawę ze zła jakie wyrządzam. Zdaję sobie sprawę
          > z ułomności jaką jest niemoc przerwania tego łańcuszka. Nie oczekuję, ze
          > bedziesz mi współczuła. Nie chcę zeby mi ktokolwiek współczuł. Nie oczekuję
          > klepania po plecach i mówienia "nie martw się maleńka, to jego żona jest
          małpą
          > skoro ją zdradza". Otóż nie jest ani małpą, ani krową. Jest bardzo dobrą mamą
          i
          >
          > zapewne serdeczną osobą. Tyle o niej wiem. I nie pozwalam sobie i nikomu
          innemu
          >
          > na rzucanie oszerstw w jej stronę. W moją tak, bo wina jest ewidentna. Mój ON
          > jest... jest NIM. To mi wystracza. Nie wiem na jak długo, ale póki co
          ystracza.


          No cóż, skoro zadowalasz się tym, co masz, nie oczekujesz współczucia, zdajesz
          sobie sprawę, że wyrządzasz komuś krzywdę, radzisz sobie z poczuciem winy i z
          pokorą przyjmujesz oszczerstwa (choć w tym wątku to raczej poklepywania niż
          obelg się dopatrzyłam) - to gratuluję spokoju ducha i dobrego samopoczucia.

          > Nie oceniam go. Nie mam do tego najmniejszego prawa. Nie rzucam łatwo
          > kamieniami. Bo... sama nie mam czystego sumienia.

          A może gdybyś krytyczniej spojrzała na swojego kochanka, to i łańcuszek dałoby
          się przerwać i sumienie pewnie by się oczyściło? Tylko odnoszę wrażenie, że
          Tobie to chyba jednak specjalnie nie przeszkadza.


          Jeśli Ty masz to gratuluję -
          > albo silnej postawy moralnej, albo braku samokrytycyzmu.

          Nie sztuką jest nie ulegać pokusom, kiedy ich nie ma.
          Tak, mam silną postawę moralną, o którą nawet kiedyś siebie nie podejrzewałam i
          która przejawiła się pod wpływem różnych okoliczności w sposób odmienny, niż
          mogłabym się spodziewać.
          Powyższe możesz uznać za brak samokrytycyzmu, jakkolwiek...


          • ciężka_krowa napisała:


            > No cóż, skoro zadowalasz się tym, co masz, nie oczekujesz współczucia,
            zdajesz
            > sobie sprawę, że wyrządzasz komuś krzywdę, radzisz sobie z poczuciem
            winy i z
            > pokorą przyjmujesz oszczerstwa (choć w tym wątku to raczej
            poklepywania niż
            > obelg się dopatrzyłam) - to gratuluję spokoju ducha i dobrego
            samopoczucia.



            No coż, kochanka - tez człowiek! Poza tym bardzo, bardzo wiele małżeństw nie
            rozpada sie tylko dzięki kochankom. Kochanka "zasila" wiednace stadła, powiem
            więcej KOCHANKA PRACUJE NA ŻONĘ.
            • woman-in-love napisała:

              KOCHANKA PRACUJE NA ŻONĘ.

              Mylisz się moja droga, to żona pracuje na to, żeby facet mógł spokojnie
              romansować. A kochanka z tego korzysta.
              Gdyby zaczął kochance przynosić swoje śmierdzące skarpetki do prania, to by
              szybko jej się odechciało. A tak to żona oporządzi, a on świeży i pachnący, w
              wyprasowanej koszuli ma czas na spotkania. A żona zajmie się dzieckiem, domem,
              obiadem i innymi sprawami.
              • ciezka_krowa napisała:

                > woman-in-love napisała:
                >
                > KOCHANKA PRACUJE NA ŻONĘ.
                >
                > Mylisz się moja droga, to żona pracuje na to, żeby facet mógł spokojnie
                > romansować. A kochanka z tego korzysta.
                > Gdyby zaczął kochance przynosić swoje śmierdzące skarpetki do prania, to by
                > szybko jej się odechciało. A tak to żona oporządzi, a on świeży i pachnący, w
                > wyprasowanej koszuli ma czas na spotkania. A żona zajmie się dzieckiem, domem,
                > obiadem i innymi sprawami.


                Skarpetki pierze pralka ;-))) Kochanki wkład jest nie do przecenienia: daje mu
                rozkosz, uśmiech, działa jak witamina odmładzająca. Ożywia męskość kochanka, z
                czego i żona korzysta. Niestety, w chwilach trudniejszych, kiedy trzeba określić
                swą przynależnośc ŻONA ZGARNIA PULĘ, KOCHANKA ZOSTAJE SAMA ze swym życiem i
                problemami. Kochanek nie zapewni jej opieki, osłony, nie pomoze w chorobie, nie
                podtrzyma w nieszczęściu. "Sama chciałas, wiedziałas co robisz" - to wygodna
                wymówka. I dlatego 'never again' jesli o mnie chodzi.
                • Amerykanie zrobili badania, z których wynika, ze zony zdradzane ( nie wiedzące o
                  tym) są ...szczęśliwsze! Małżeństwa lepiej się układają. Poza tym w sferze
                  towarzyskiej: ta konieczność konspirowania, jakby dając miłośc kochanka
                  popełniała jakieś przestępstwo. Cała ta poniajaca konspiracja jest przecież po
                  to, zeby uchronić zonę przed przykrością. Żony nie mają pojęcia, ile
                  zawdzięczają kochankom swoich mężów. Przez pewien czas byłam jedną znich. Nigdy
                  więcej! I to nie ze względu na męzczyzne czy jego (beznadziejną) żonę. Ze
                  względu na siebie samą. Bilans sawsze jest ujemny dla TEJ TRZECIEJ !
                  • a czy zdradzani mężowie też są szczęśliwsi? Tak tylko pytam, bo jak do tej pory
                    jestem wierna i mam nadzieję, że tak zostanie. A do cullen: ja jestem po 30,
                    mój mąż jest ode mnie o 6 lat młodszy. Odpowiedzialny, troskliwy, kochany
                    facet. Widać można dogadać się z dwudziestoparolatkami :)
                • ŻONA ZGARNIA PULĘ, KOCHANKA ZOSTAJE SAMA ?....

                  Gdy w moje życie weszła ta trzecia, "mój jeszcze" nie radząc sobie z tym
                  stworzył nam piekło... Na kogoś trzeba było przelać frustrację, własne
                  tchórzostwo, słabość, itd...
                  Po prawie 4ch latach piekła, jestem w trakcie rozwodu (ja złozyłam pozew)-
                  trójaka dzieci: 3,6 i 8 lat, A on- rzucił materac przy moim łóżku- bo
                  sypialnia na pół!- tylko nie ma go noc w noc... W ciągu dnia wpadnie,
                  przebierze sie, zje, chwila z dzieciakami.. A gdy mówię- idź do niej,
                  przeprowadź się, przeciceż ja kochasz- słyszę: TU JEST MÓJ DOM< MOJA RODZINA<
                  MOJE DZIECI! A JAK TOBIE SIĘ NIE PODOBA TO WYPIER....

                  Wiesz, byliśmy niezłym małżeństwem, partnerskim, robiliśmy dużo razem-
                  pracowaliśmy, bawilismy się, szusowali na nartach, żeglowali.. mieliśmy plany,
                  marzenia... Od kiedy jest ona-nie ma nic...- poza patologicznym "układem" na
                  który patrzą a dzieci....
                  ŻONA ZGARNIA CAŁĄ PULĘ???....

                  POZDRAWIAM
              • A może gdyby zona zajeła sie nie tylko domem, obiadem i prasowaniem ale równiez
                uczuciami w związku (chyba najważniejsze!) to mąz by jej nie zdradzał? Mysle że
                zona i maz razem pracują na wiez miedzy soba. I kolejny raz powtarzam:
                prawdziwej, pielegnowanej miłości nic nie stanie na przeszkodzie. A tym
                bardziej jakas tam kochanka.
          • Moja droga... nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jesteś jedną z tych osób, którym
            ocena innym przychodzi tak samo łatwo jak łykanie powietrza. Oczywiście masz do
            tego prawo. Takie samo jak ja bronić się przed narzucaniem światopoglądu i
            wartości morlanych. Gdybym świetnie radziła sobie z wyrzutami sumienia, gdybym
            potrafiła sobie wytłumaczyć dlaczego tak postępuję i usprawiedliwić osobę którą
            widzę w lustrze, nie miałabym rozterek, którymi się tutaj dzielę. Nie szukam
            ani usprawiedliwienia, ani współczucia ani obelg. Jestem kochanką i wiesz co?
            Ja też mam uczucia. Właśnie z powodu tych uczuć trwam przy moim mężczyźnie.
            Dlaczego on oszukuje żonę? Nie wiem, pojęcia nie mam. Może dlatego, że on mnie
            też kocha? To Ci nie przyszło do głowy? To, że może spotkaliśmy się za późno po
            prostu, że może, gdybym pojawiła się w jego życiu kilka lat wcześniej bylibyśmy
            najlepszym małżeństwem na świecie? Że moze zasługuję na miłość? Że może
            wszystko ułoży się dobrze? Że warto żyć dla takiej nadziei?
            Czy tylko dlatego, że On się nie wypowiada głośno, masz prawo twierdzić, wespół
            z kilkoma innymi osobami, że On jest wyzuty z uczuć, ze jest wyrachowany i
            wygodny? Nie mówię o tym co On czuje, bo najzwyczajniej w świecie nie mam do
            tego prawa.


            • > Moja droga... nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jesteś jedną z tych
              osób, którym
              >
              > ocena innym przychodzi tak samo łatwo jak łykanie powietrza.

              Cullen, czy to było do mnie???
              • Dziki takiej jak ty rozsypalo sie moje malzenstwo wiec nic ci nie napisze
                • mate73 napisała:

                  > Dziki takiej jak ty rozsypalo sie moje malzenstwo wiec nic ci nie napisze

                  Jeśli chodzi o mnie to mnie faceci podrywają a ja ewentualnie godzę się na
                  romans.
                  Ale to facet jest tym, który zaczyna i jak nie chce to szybko kończy.
                  Wiń swojego męża nie kochankę.
                  • He, he. Dobre. Kiedyś też tak myślałam, ale teraz widzę, że czasami kobiety idą
                    po trupach, żeby zdobyć choć na chwilę upragnionego faceta. Czasami aż mi oczy
                    z orbit wyłażą, jak widzę, co wyprawiają, żeby zwrocić na siebie uwagę i wyrwać
                    gościa. Nie usprawiedliwiam tu facetów. Mnie żadna kobieta obietnic nie
                    składała, tylko mój mąż zapewniał mnie o swojej miłości. Więc gdyby nagle
                    okazało się, że mu odbiło, albo, że jakaś wyjątkowo uparta baba go uwiodła, to
                    jasne jest, że musiałby on zwinąć żagle i do niego miałabym pretensje. Ale
                    kobiety też nie są święte i wierz mi, często przejmują inicjatywę.
              • Zakochana Ty moja! Masz manie prześladowczą chyba! Jak to do Ciebie?! Do
                ciężkiej - krowy pisałam. Nie zauważyłam, zebyś Ty kiedykolwiek oceniała. Oj
                głupiutkie Ty stworzonko.... Buziaki.
            • Chyba nie jesteś jednak taka, jak o sobie piszesz.

              cullen1 napisała:

              > Moja droga... nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jesteś jedną z tych osób,
              którym
              >
              > ocena innym przychodzi tak samo łatwo jak łykanie powietrza.


              Napisałam Ci o swoich doświadczeniach. To dlatego się wypowiadam, a nie z
              nudów. Różnica między nami polega na tym, że Ty świadomie wpakowałaś się w
              romans z zajętym facetem, pozwoliłaś, by znajomość przerodziła się w poważne
              uczucie.
              A ja najpierw "wpadłam" uczuciowo, a dopiero potem dowiedziałam się
              o "zajętości". I choć nie było to łatwe, choć z pewnych względów byliśmy
              skazani na prawie codzienne kontakty ze sobą - nie chciałam tego ciągnąć dalej.
              W dzień zakładałam maskę, w nocy umierałam z rozpaczy. Ale zwalczyłam w sobie
              to uczucie. Nie umiałabym się nim nadal cieszyć, wiedząc już o żonie i dziecku.
              Ani tym bardziej liczyć, że on odejdzie od rodziny, albo żona go rzuci i na tym
              gruncie zbuduję własne szczęście.

              Dlaczego on oszukuje żonę? Nie wiem, pojęcia nie mam. Może dlatego, że on
              mnie
              > też kocha? To Ci nie przyszło do głowy? To, że może spotkaliśmy się za późno
              po
              >
              > prostu, że może, gdybym pojawiła się w jego życiu kilka lat wcześniej
              bylibyśmy
              >
              > najlepszym małżeństwem na świecie? Że moze zasługuję na miłość? Że może
              > wszystko ułoży się dobrze? Że warto żyć dla takiej nadziei?
              > Czy tylko dlatego, że On się nie wypowiada głośno, masz prawo twierdzić,
              wespół
              >
              > z kilkoma innymi osobami, że On jest wyzuty z uczuć, ze jest wyrachowany i
              > wygodny?

              Dziewczyno, czy Ty jesteś ślepa, czy ograniczona? Zakochanie nie następuje po
              pstryknięciu przełącznika w sercu. Najpierw trzeba zacząć oszukiwać żonę,
              rodzinę, żeby mieć czas na spotkania. Rozumiem, że w Waszym przypadku facet
              miał pełną akceptację żony na widywanie się z Tobą i po pewnym czasie
              stwierdził, że jego małżeństwo to życiowa pomyłka, a Ty jesteś tą Jedyną, którą
              poznał za późno. Ale ponieważ jest taki wspaniały, to przecież nie będzie ranił
              żony, więc dla jej dobra zaczął ją oszukiwać, co do swoich uczuć i Waszych
              kontaktów.

              Nie twierdzę, że nie zasługujesz na miłość. I sama sobie wybrałaś, kto Cię nią
              obdarza. I Twoja sprawa, co z tym zrobisz. I może wszystko ułoży się dobrze.
              Mnie by wyrzuty sumienia odebrały zupełnie radość z takiego związku, Ty
              sobie "tylko z nimi nie radzisz" - a właściwie to świetnie radzisz.
              I w każdym kolejnym poście zaprzeczasz temu, co napisałaś w poprzednim:(

              To już wolę women-in-love, brutalna, ale przynajmniej konsekwentna.
              • ciężka_krowa napisała:
                > To już wolę women-in-love, brutalna, ale przynajmniej konsekwentna


                Ja brutalna? Mogłabys rozwinąć??? Jak na razie nie mieszałam z błotem kobiety,
                której jedyna wina jest to, ze kocha.
            • Rozumiem Cie Cullen1. Trzymam kciuki żeby ci sie wszystko ułozyło, i nie win
              tylko siebie, przeciez gdybys miala wybór w kim sie zakochac napewno wybralabys
              tego wolnego (to oczywiste), takiego wyboru nie mialas (rozumiem ze to on cie
              poderwał i to on jest odpowiedzialny).trzym sie. niektóre osoby, ktore sie tu
              wypowiadaja myslą ze zakochanie sie to jak wybór bluzeczki w sklepie ktora sie
              nam podoba i na nas pasuje.
    • cullen1 napisała:

      > Jestem kochanką. Noszę na barkach nieszczęście żony, córki, jego,
      > swoje...Swoje ciąży mi najmniej bo przecież to mój wybór, ja się zgodziłam na
      > bycie szczurem w ukryciu. Łatwiej mi każdego dnia, bo każdego dnia mocniej
      > kocham i mocniej czuję, że jestem kochana. Wiem, że to TEN. Wiem, że będę
      > czekała na niego. Nigdy nie poproszę żeby odszedł od żony i dziecka. Nigdy
      > nie zapytam czy to zrobi. A coś mnie jednak martwi, coś nie pozwala się
      > skupić na sprawach istotnych. Moje drogie panie-też-kochanki czuję się
      > osamotniona. Podzielcie się ze mną swoimi przemyśleniami. Proszę. Cullen1

      Też jestem kochanką zapraszam na forum gdzie wszystkie podzielimy się własnymi
      porażkami i sukcesami. Aby być silniejsze i abyśmy potrafiły wukorzystać facetów
      a nie aby oni wykorzystwali nas.
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=22830
    • Nietwierdze ze winna jest tylko kochanka bo moj ex rowniez ale takie kobiety
      powinny sie zastanowic ze rozbijaja cudze rodziny i dzieci nie maja ojcow.A
      zreszta ciekawa jestem coz was tak pociaga w zonatych facetach a moze kawalezy
      na was nie chca spogladac????Malo to chodzi facetow wolnych po
      swiecie!!!!!!!!!!!
    • TO JUŻ KONIEC. ALE BĘDĘ CZEKAŁA. POZDRAWIAM WSZYSTKICH. SZCZEGOLNIE WOMAN-IN-
      LOVE.
    • nie pisze, abys sie nie przejmowala niemadrymi radami, pochopnymi ocenami i
      starymi krowami bo wiem, ze sie nie przejmujesz. choc to co robice jest
      oczywiscie problematyczne, twoja dojrzalosc w podejsciu do tego zwiazku,
      wlaczywszy szacunek dla jego rodziny, pozwala sadzic, ze nie powinnas miec zbyt
      wielu rozterek moralnych a raczej starac sie wycisnac z tej sytuacji jak
      najwiecej szczescia dla siebie. koniec zapewne bedzie trudny ale - pal szesc.
      zycie zazwyczaj sie pieprzy, a potem sie umiera.

      szczescia zycze i trzymam kciuki. moze zona go kiedys rzuci, na przyklad
      odkrywajac w sobie sklonnosci do plci tozsamej. nie takie historie sie w zyciu
      widzialo:)
    • Jestem kochankiem ... Co dzien zyje z przeswiadczeniem ze jak miecz Damoklesa
      nad moja glowa wisi szczescie kochanki, zony, corki. W domu czy u Niej ciagle
      czuje wyrzuty sumienia - bo czymze jest posiadanie zony wobec tej ktora kocham -
      czyz nie zdrada?, czymze jest posiadanie kochanki wobec zony ktora jest mi
      bliska - jesli nie zdradą? Codziennie bije sie z myslami czy wieksza krzywda
      jest to ze z Nia jestem czy byloby to ze ja porzuce? Egoizm? Nie wiem - wiem
      tylko ze te krotkie chwile jakie sobie dajemy daja sens zyciu.

      Odpowiedzi prostych nie ma - dylemat we mnie - zdrada fizyczna czy zdrada wobec
      siebie?

      pzdr z drugiej strony
      • Cullen nie rozumiem po co piszesz to wszystko??? Przecież sama odpowiadasz na
        wszystkie swoje wątpliwości i akceptujesz tylko wypowiedzi potwierdzające Twoje
        przekonania? Nie znam Cię ale wygląda na to że idealizujesz swój związek z
        facetem, który najnormalniej jest pierdołą a nie mężczyzną przez duże M. Niech
        się na coś zdecyduje - sama go do tego doprowadź. Jeśli bez zmian uda się wam
        jeszcze pociągnąć ze dwa lata i dopiero wtedy się rozstaniecie staniesz się
        cyniczną, zgryźliwą osóbką nie mogącą znaleźć szczęścia nigdzie. Cały czas z
        cieniem wspomnienia o tym jedynym. Nieszczęśliwie się zakochałaś i tyle. Im
        szybciej to przerwiesz tym lepiej dla Ciebie. Aha, jestem facetem.
        • nie dietrich, nie masz racji, ten facet nie jest w żadnym wypadku pierdołą,
          jest bardzo cwanym samcem o skłonnościcach poligamicznych, ma żonę, która o
          niego dba i zapewnia mu ciepło domowego ogniska ze słodką córeczką, którą
          bardzo kocha i ma kochankę, która mu zapewnia tą dodatkową porcję adrenaliny
          związanej z niecodziennością sytuacji, koniecznością ukrywania się itd...
          (zakładjąc, że to wszystko co przeczytalismy wyżej nie jest tworem wyobraźni
          autorki wątku, a facet kilka razy się z nią przespał i od tego czasu usiłuje
          się wyplątać z tego związku, a ona dzwoni, wysyła maile, sms i denerwuje tylko
          żonę, której on już dawno się przyznał i obiecał że skończy... ale w końcu to
          takie miłe jak dwie kobiety się o niego biją...)
          Nie jest pierdołą, na boku pewnie szuka trzeciej, albo może już ją ma... ;))
          • Ale zalozycielka watku i tak swoje wie. Na wlasny uzytek stworzyla sobie obraz
            faceta tak malo prawdopodobny, ze tylko sama wen wierzy. Skoro jej z tym
            wygodnie, to coz. My sie okazemy albo zawistnikami (o te czysta niby milosc,
            hihi) albo frustratami pokrzywdzonymi przez zycie albo cynikami nie wiedzacymi
            co to prawdziwe uczucie.
    • Zpunktu widzenia zony - czekaj, a napewno sie doczekasz, tylko jeszcze nie
      wiesz czego. To nic, ze on ma zone, dziecko. Jestes szlachetna, wyrozumiala,
      kochasz i wiesz, ze to TEN. Zycze Ci cierpliwosci bo bedziesz jej bardzo dlugo
      potrzebowala. Kiedy Ci jej zabraknie to okaze sie , ze dla niego Ty to jednak
      nie TA.
    • mysle, ze sie ludzisz on od zony nie odejdzie
      • Czy kiedys odejdzie od zony?
        Tak naprawde to tylko on wiem czy sie na to zdecyduje czy nie,
        a na te decyzje ma wplyw bardzo wiele czynnikow.
        Sprobuj trzezwo ocenic sytuacje (o ile to w ogole mozliwe)
        a sama znajdziesz odpowiedz na to pytanie. Moze nie na 100%, ale
        na pewno na wiecej niz 50%. Mozna to wyczytac z zachowania, z tego co
        mowi na temat planow na przyszlosc. Tak naprawde wyzbycie sie zludzen
        i nadzieji, choc na chwile, moze dac zupelnie inny obraz sytuacji.
    • Z całego serca życzę założycielce tego forum aby żona wykopała z domu tego
      nieodpowiedzialnego durnia i żebyś wreszcie mogła skonsumować na codzień
      rozkosze bycia z krestynem, który za nic miał własną rodzinę. I wiedząc o tym
      jak łatwo przyszło mu nawiązanie znajomości "na boku", okłamywanie żony i
      kombinowanie. Ciekawe jak długo wystarczy tego rzekomo wielkiego uczucia.
      Biorąc pod uwagę , że żonę "kochał" kilka lat, Tobie daję mniej.
    • Jak sie czyta wynurzenia cullen1. Dawniej na takie zachowania było jedno i to
      dosyć dosadne określenie. Podstawą zasadą w życiu porządnego człowieka jest
      uczciwość.
      Sa tzw. związki zabronione: m.in z księdzem czy z cudzym mężem. Udawanie tu na
      forum osoby która ma rzekome wyrzuty sumienia to czysta hipokryzja. Osoba
      uczciwa nie pakuje się w taki związek a jeżeli nawet nie wiedziała, że facet nie
      jest wolny to potrafi sie z tego wycofać. gadanie o wielkim uczuciu to
      przykrywka dla zwykłego tchórzostwa. zapewniam cię, że jeżeli zakończyłabyś tę
      znajomośc miałabys okazję przekonac się jak błyskawicznie z wielkiego uczucia
      otrząsnąłby sie ten szaleńczo zakochany. A zona tego gościa niezależnie od
      wszystkiego powinna Ci obić gębę. Za siebie i dziecko!
      • Malwina12 nie masz bladego pojęcia o czym mówisz.Bo bardzo łatwo jest
        krytykować a życie nie zawsze jest czarne albo białe.Każdy ma inną drogę i
        każdy jest też kowalem swojego losu.Nie nasmiewaj się z Cullen1 bo to wszystko
        nie jest takie proste jak Ci się wydaje,pisze to chociaz tez jestem za tym żeby
        z NIM skończyła raz na zawsze. Tylko gdy w grę wchodzi coś, co dla niej wydaje
        sie prawdziwe i szczere, a mianowicie... UCZUCIA nic nie staje się proste...
        Chociaz nie mówię, że nie do zrobienia... Wyrzuty na pewno ma szczere- Uwierz
        Mi!! A to On TEN K***S jest winny bo rozkochał w sobie młoda dziewczynę, a
        teraz ona ma dylemat bo szczerze kocha. Obić gębe to powinna mu jego własna
        żona a córka powinna go jeszcze kopnąć w d****e!!!! Tego parszywego kłamcę!!!!
        • Widzisz Alcjo droga, raz po raz miotaja mna emocje, ktorych nie potrafie
          ogarnac. Coraz bardziej zadreczam sie mysla o tym, ze... nie chce nawet
          wypowiadac tych slow. Boje sie juz cokolwiek myslec. Po prawie roku juz, czuje
          sie tylko slabsza. Teraz kiedy sa swieta, za chwile Nowy Rok, a ja sama taka,
          to po prostu boje sie. Strach to jest jedyne uczucie, ktore mnie nie opuszcza.
          Ja sie boje zwyczajnie kazdego dnia bez niego. I zebrze o minuty. Ale kocham i
          nie przestane. Cholera wyc sie chce!
          • Wiesz, a ja zawsze myślę sobie tak "nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe". Mam
            męża, syna i zaręczam ci, że nie chciałabym znaleźć się w sytuacji żony twego
            faceta... Wydaje mi się, że najuczciwiej z jego strony byłoby przyznać sie
            żonie do romansu z tobą, ale on tego nie zrobi, bo:
            - kto mu będzie prał gacie,
            - z kim bedzie spędzał święta,
            - po co ma się narażać na jakieś draki i płacenie alimentów,
            - nie będzie rezygnował ze stabilizacji, lepiej mieć "dupę na boku" i mówić
            jej, jak bardzo kocha i cierpi,
            - TAKA SYTUACJA PO PROSTU MU ODPOWIADA!!!
            I nie łudź się, że to sie zmieni... Poza tym pomyśl sobie, czy (jeśli jednak
            odejdzie od żony), będziesz mogła zaufać facetowi, który prowadzi takie gierki?
            Przecież będąc z tobą, także MOŻE SIĘ ZAKOCHAĆ!!! Ile on ma lat? 37, 40 45? I
            jak długo już z tobą "jest"? Zastanów sie, co zrobił do tej pory, ABYŚ LEPIEJ
            SIĘ CZUŁA???? Ile obietnic bez pokrycia ci dał? Poproś go, aby się rozwiódł...
          • Cullen a nie wydaje Ci sie ze gdyby on byl odpowiedzialny to by powiedzial o
            wszystkim zonie a nie oklamywal jej? Odpowiedzialnosc wymaga ponoszenia
            konsekwencji swoich czynow a on poki co nie ponosi ich.

            Poza tym podejrzewam ze nie bylabys szczesliwa bedac z nim wiedzac ze zostawil
            nieszczesliwa zone i corke. To juz zreszta mowilas.

            Nie chce Cie oceniac bo nie ty przed oltarzem obiecywalas milosc i wiernosc ale
            ja na Twoim miejscu nie "pakowalabym się" w taka sytuacje. Jezeli on Cie tak
            kocha to by z Toba porozmawial o tym jak to widzi dalej a nie meczyl Cie w ten
            sposob. W tej sytuacji wygrywa tylko on - zonie nie jest na pewno z tym dobrze,
            Tobie jak widac tez. A on tu ma seks, tam pranie i jest wygodnie. I nie musi
            tlumaczyc sie ani Tobie ani zonie. Zycze Ci jak najlepiej, podobnie zycze jego
            zonie. I wydaje mi sie ze on nie zasluguje na zadna z was skoro pozwolil na to
            byscie tak cierpialy.

            Poza tym nie ma jednej jedynej milosci na swiecie. Mi sie kiedys tez tak
            wydawalo a jednak okazalo sie ze moge byc szczesliwa i bardzo zakochana w kims
            innym. Nie niszcz sobie ani komus innemu zycia. Bedziesz kiedys chciala zalozyc
            rodzine, miec dzieci - czy z nim moglabys miec?
    • Witaj Cullen,
      Wiem,że dużo czasu minęło od Twojego ostatniego wpisu i możliwe,że już tu nie
      zaglądasz. Trafiłam na Twój wątek niedawno i po przemyśleniu czy powinnam
      postanowiłam jednak do Ciebie napisać.
      Nie wiem jak wygląda Twoja/Wasza sytuacja w tej chwili, czy podjęłaś już tę
      trudną decyzję, czy może nadal nie masz na nią odwagi. Chciałam Ci właściwie
      tylko napisać,że...właściwie to nie bardzo wiem co napisać. Może tylko to,że
      rozumiem Cię doskonale i bardzo Ci współczuję,że znalazłaś się w takiej
      sytuacji.Że jesteś wrażliwą, ciepłą kobietą i że mam nadzieją,że masz tyle sił
      ile miłości do Niego. Bo tylko siła i nieprawdopodobna wytrwałość pomogą Ci
      przejść przez to, co się wydarzy - lub już wydarzyło.
      Mocno trzymam za Ciebie kciuki i pozdrawiam ciepło
      ania
      • Aniu,
        zaglądam. Co kilka dni. Choć to juz się wydarzyło to dla mnie nadal bardzo
        ważna sprawa. Radzę sobie. Nie bez bólu. Tyle spraw zrozumiałam, tylu rzeczy
        się nauczyłam. O sobie głównie. Duzo czytam, nauczyłam się bez wstydu chodzić
        sama do kina. Nie patrze na innych mężczyzn. I choć to głupio zabrzmi to boję
        się ich wzroku. Ciągle go kocham. Poza tym, ze juz ze sobą nie sypiamy,
        zmieniło się też to, ze stałam się spokojniejsza. Razem z TĄ decyzją przyszedł
        spokój i ukojenie. Poradzę sobie. Uśmiecham się teraz. Szkoda, że tego nie
        widzisz. Dziękuję.
        • Witaj :)
          Teraz potrzeba Ci czasu i SPOKOJU.
          Doceń ulę, którą jak sama piszesz poczułaś.
          Bez bólu nie da rady, będziesz go czuła długo, długo jeszcze - może już zawsze.
          Ale z czasem stanie się mniej dotkliwy.
          Zajmij się teraz sobą w sposób, który przyniesie Ci odrobinę radości.
          Poradzisz sobie, jestem absolutnie tego pewna.
          Pozdrawiam - an
          ps. Uwielbiam samotne seanse w kinie. To frajda jakich niewiele :)
          • Mineło już sporo czasu ,ale mam nadzieje ,że tu zaglądniesz Cullen...Interesuje
            mnie jak się teraz masz? Czy Ci już przeszło to uczucie...czy wylizałaś rany...
            Chciałabym Ci powiedzieć,że dobrze zrobilaś...Pomyśl tylko o tej żonie? Jeśli
            ona jednak nic nie wie? Albo domyśla się,ale tak ciężko jej w to uwierzyć...bo
            tak bardzo kocha swojego męża? nie sądzisz ,że żona też może go kochać?
            Dlaczego wogóle nie myslicie o żonach,co najwyżej martwicie się o dzieci?
            robicie z żon jakieś monstra bez uczuć ,zadowolone z tego ,że mąż je zdradza!A
            jak nie to powinny być z tego zadowolone...bo kochanka im daje wszysko co naj..
            No sory, ale ja też całą naszą znajomość się starałam się dać mojemu mężowi
            wszystko...I kocham go jak cholera ...Moje życie bez niego nic nie
            znaczy...Zaliczyłam roczną depresje po zdradzie mojego męża. Jest teraz ze
            mną,ale czuje się jakbym straciła w życiu najlepszego przyjaciela.Pomyśl Cullen
            o tym,że żony też mają uczucia i takie rozterki jak ty: odejść od niego czy
            zostać?
        • Cześć, Cullen! Rozejrzyj sie z wiosną po facetach! Pierwszy krok do szczęścia
          juz zrobiłas - odstawiłas tchórza, teraz - oczy dookoła głowy i (choćby dla
          wprawy) zabierz któregoś do kina! Pozdrawiam Woman
    • nie chce mi się wszystkiego czytać, ale też jestem kochanką i.... proponuje
      zajrzyj na inne forum - jest takie, znajdziesz;) tam Cię nie potępią za to w
      jakiej sytuacji sie znalazłaś.
      pozdrawiam i życzę siły, bo tyyyyyyyyyyyyle nam jej trzeba;)
      • a na co jej te forum jak ona pisze ze czuje ulge i nikt jej nie potepia tylko
        chce pomoc-przeczytaj od poczatku. Czlowiek poki w zyciu nie dostanie w kosc to
        nie zmadrzeje i czytajac niektore posty widac ze pisaly to kobiety ktore w zyciu
        juz wiele zaznaly i dobrego i złego.
    • Serce nie sluga.

      Pomysl o sobie, czego oczekujesz w zyciu, jak spedzasz Boze Narodzenie,
      Wielkanos Sylwestra Twoje urodziny, czy moze urzadzacie takie swieta dzien
      wczesniej tak w ukryciu. Jak sie czujesz gdy wychodzicie razem czy on ma
      obraczke a Ty jej nie masz?
      Czy chcesz miec dzieci, czy jakbys byla juz w koncu z nim to czy potrafilabys
      zaufac mu tak do konca ze nie prowadzi podwojnego zycia nr 2.
      Czy jestes zadowolona z wakacji, co czujesz gdy musisz wyjechac bez niego.

      Ciezko komus cos doradzic, bo nie mozna zagwarantowac ze za rogiem znajdziesz
      tego jedynego wymarzonego i wspanialego, ale moze warto szukac i wierzyc ze
      Twoja milosc jeszcze przyjdzie i bedziesz mogla sie cieszyc zasypianiem i
      budzeniem sie co rano przy jego boku, wspolnymi malymi rytualami.

      Jak wyglada seks miedzy nim a zona, czy to nie jest przypadkiem tak ze nie
      dopasowali sie pod wzgledem temperamentow do siebie, ona moze jest staromodna
      pod tym wzgledem, a on zamiast sie jej napraszac wybral takie rozwiazanie.
      Facet to w koncu facet. Wierze ze Cie kocha ale czy ON NIE WIDZI JAK STRASZNIE
      CIE KRZYWDZI???? Zabierajac w pewnym sensie mlodosc, rozbijajac plany, to
      przeciez piekne ze kobieta planuje dom dziecko i wspolne zycie razem.
      Pomysl o tym bilansie. W zyciu trzeba byc egoista, i trzeba byc odpowiedzialnym
      za swe wybory. On jest odpowiedzialny za swe malzenstwo i dziecko, a Ty za to
      zeby ulozyc swoje zycie a nie tylko czekac na te kilka chwil z nim. Ostre
      ciecie.
      Trzymam za Ciebie kciuki. Ja jestem szczesliwa mezatka, ale moje dwie kolezanki
      byly tymi trzecimi wiec moglam dokladnie z tej trzeciej strony sledzic takie
      zwiazki. Cierpi najbardziej kochanka i zona jesli sie dowie. Cierpienia
      mezczyzny nie zauwazylam. Dle niego to jest wygodne.

      Bardzo duzo w Tobie uczuc i dobra. Pomysl o sobie czego tak naprawde chcesz.
      Zamknij oczy i pomysl jak widze swoje zycie za rok a jak za dwa i za dziesiec
      lat.

      Zycze WIELKIEJ MILOSI

      Pozdrawiam
    • Zostaw go w spokoju on ma swoje życie, swoją żone jakbyś sie czuła na miejscu
      tej żony?? Tego dziecka?? Nie nawidze takich... grrrr
      • Witam, nie dziwi mnie twoja nienawisc, ale przed wydaniem opinii i
        daniem "dobrych rad" zapoznaj sie z caloscia watku. Zostawilam go w spokoju.

        Pozdrawiam
        cullen1

        saad_angel napisała:

        > Zostaw go w spokoju on ma swoje życie, swoją żone jakbyś sie czuła na miejscu
        > tej żony?? Tego dziecka?? Nie nawidze takich... grrrr
      • Dokładnie!!!
        • Odchodzac troszke od tematu,co powiecie na taka historie-Mam przyjaciolke,mloda
          piekna studentka germanistyki.Trzy lata temu omotal ja jakis starszy
          facet,udajac WOLNEGO Don Juana,a ona naiwna zakochala sie w odnoszacym sukcesy
          Panu Anestezjologu z jej rodzinnego miasta,nie majac pojecia o ZONIE i 2-ce
          DZIECI,dobrze sie z tym kryl(DYZURY itd).Kilka miesiecy pozniej(od poznania go)
          odkrywszy prawde zerwala z nim,nie miala ochoty na jego klamstwa i rozbijanie
          rodziny(okazalo sie ,ze jego zona konczyla wtedy prawo i byla W CIAZY z
          mezusiem!)Moja przyjaciolka powiedziala mu,ze moga byc tylko przyjaciolmi nic
          wiecej i tak tez bylo.Dwa mies.pozniej poznala wolnego Niemca,ktory dla niej
          zostal w Polsce i jest z nim szczesliwa do dzis,sa zareczeni,zakochani,razem do
          dzis.Wracajac do sprawy,pare mies.po zerwaniu przez nia z tym KLAMCA,do jej
          domu przyleciala jego zona.A moja glupia kumpela zamiast powiedziec jej
          prawde,ze jej mezus oklamal ja i ze,jest pies na baby zaczela go tlumaczyc,nie
          chcac zranic("biednej"jak mowila) zony(ktorej wspolczula,rozbic malzenstwa)i
          tamta uznala,ze wina lezy tak samo po stronie jego jak i jej(a to ,ze jak sie
          pozniej dowiedzialam jest on- znany z podrywania roznych bab i latania po night-
          clubach,to nie jest istotne..)Efekt-naiwna i wzburzona zoneczka bombardowala ja
          sms-mi,Pan Anastezjolog blagal ja ,by trzymala ta wersje,nie mowila prawdy,bo
          inaczej bedzie rozwod itd.A moja glupia kumpela zamiast powiedziec prawde
          zoneczce i trzasnac Pana Doktorka,co gwarantowalo jej wreszcie spokoj,znosila
          wyzwiska tamtej,by jak twierdzila"nie rozbic rodziny".Musiala dwukrotnie
          zmienic nr.kom.bo wczesniej znosila obelgi,na ktore naprawde sobie nie zasluzyla
          (znam ja-facet celowo to ukryl,bo wiedzial ze dziewczyna ma zasady i jako
          zonaty by jej nie uwiodl)Ostatnio slyszalam, ze Doktorek ma na boku kolejna
          naiwna,opowiadal nawet o tym mojej kumpeli,liczac naiwnie ,ze bedzie
          kiedykolwiek zazdrosna,a zoneczka pewnie do dzis pomstuje na moja kumpele,jakby
          byla cos winna.Moja przyjaciolka ostatnio w Swieta wkurzona zerwala nawet juz
          sama przyjazn z doktorkiem,bo obawiala sie ze kretynskie sms-y zonki lub
          telefony jego(nawet po zerwaniu dalej podrywal ja,nic nie uzyskal
          jednak).Wspolczuje zdradzanym zonom,sama kiedys doswiadczylam tego bolu ale
          postawa niektorych z nich jest przerazajaca,uwiedziona i oklamana dziewczyna-
          K.....a,facet-ciagly podrywacz-CACY,biedny ulegl ladacznicy...
        • ?
przejdź do: 1-100 101-106
(101-106)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.