Dodaj do ulubionych

..:: Karol ::.. 26 hbd , 1010 gr , 5 pkt. Apg

08.11.09, 22:59
Witajcie Wszyscy.
Jak większość z Was swoją przygodę z TYM forum zacząłem niedługo chwile po tym jak zostałem przez los wybrany ojcem skrajnego wczesniaka . Od chwili gdy tu trafiłem wszyscy byliście wsparciem mimo ze nie byliście tego świadomi. To dzięki historiom tu przedstawionym odnalazłem siłę by walczyć ze zwątpieniem i brakiem odwagi.
Nasza ,a raczej Karola historia zaczęła się 14 tygodni zbyt wcześnie, niż razem z zona mogliśmy przypuszczać. Karol urodził się w 26'tym tygodniu ( dokładnie w pierwszym dniu 27'ego tygodnia ) ciąży , poprzez cesarskie cięcie, które było następstwem zakażenia wewnątrzmacicznego zony. do chwili gdy moja żona trafiła na oddział patologi ciąży, cala ciąża przebiegała książkowo. los jednak chcial by Karol pojawil sie między nami "troche" wczesniej. Bylo to dokładnie w dniu gdy wspólnie z zona rozpoczęliśmy lekturę 27'ego tygodnia w książce " Ciężarówka przez m-cy " - , ktory to caly traktował o porodzie przedwczesnym i wczesniakach z tego tygodnia... zbieg okolicznosci , ze nagle sami stalismy sie bohaterami tego rozdzialu.
Mimo ze od urodzin Karola minelo już troche , chwili w ktorej zadzwonił moj telefon , ( zona zostala na noc w szpitalu ) , a w sluchwace zabrzmial jej drżący z przerazenia głos , powiedziala.: "Kuba!....rodzę!...i nic tego nie powstrzyma" , nie zapomne do konca zycia. Nawet nie pamietam jak szybko jechalem do szpitala, ile przepisow zlamalem , pamietam tylko ze gdy trafilem na oddział, jej juz nie bylo... "Pana zona jest juz na sali operacyjnej" powiedzial do mnie pielegniarka ktora opiekowała sie zoną, a potem dodała " ...niech sie Pan nie martwi, jest w dobrych rekach". mimo to caly moj swiat w jednaj chwili zaczął wirować i tracic punkt odniesienia. Nagle zostalem sam , pelny strachu , czekałem pod drzwiami bloku operacyjnego , drżąc z przerazenia o zdrowie dziecka i zony. po najdluzszych 45 minutach, otworzyly sie drzwi , z ktorych wyjechał inkubator a w nim moj SYN...zdążylem tylko zapytac lekaza czy ma szanse.... uslyszalem od neonatologa : " ...szanse są ...ale mniejsze niz 5%...".
I tak oto stalem sie ojcem wczesniaka, i jak kazdy z rodziców wczesniakow, w moim sercu miejsce radosci i dumy, zastąpił strach , lęk , i cierpienie...
Nie bylo gratulacji , swiętowania i fety...pamietam tylko placz...

Kiedy pierwszy raz zobaczylem syna , juz na oddziale ,podłaczonego do tuzina rurek, czujników , monitorow, w otoczeniu lekarzy , nagle w moim sercu pojawiło sie uczucie , które stalo sie moja siłą...stojąc naledwie centymetry od mojego malego aniolka, powiedzialem " Zobaczysz...nadejdzie taki dzień , niewazne kiedy , ze przyjde po Ciebie i zabiore Cie do domu...tylko WALCZ ! " ...

Historia Karola jest podobna do wiekszosci tu opisanych wcześniej : dziesiatki złych informacji , setki wkłuć, komplikacji , zabiegów , transfuzji , dziesiatkow leków . Przeszedl to z czym wielu z Nas nigdy by sobie nie poradziło. A jednak kazdego dnia mimo przeciwności , Nasz Karol walczyl jak najdzielniejszy z dzielnych.
31 dni byl podłaczony do respiratora , na bardzo wysokich parametrach oddechowych. Raz bylo lepiej raz gozej... kiedys nawet uslyszelismy ze Karol nie zostawił juz nawet miejsca na "gozej", bo bylo juz tak zle. Klasycznie przeszedl przez zapalenie pluc, niewydolnosc oddechowa III stp, niewydolnosc krazeniową , skrajna dysplazję, nie dajaca szans na zejscie z respiratora. A jednak po miesiacu, Karol, bedac juz zmeczony "rurką" rozintubował sie sam. Kolejne 30 dni wspomagany byl CPAP em , w najroznjeszych kombinacjach parametrowych...by w 62 dobie przejsc w koncu na wlasny oddech, najpierw z bierna tlenoterapia , az w koncu oddychac samym tlenem atmosferycznym... Historia Karola jesli chodzi o oddech najblizsza jest tu opisanej u synka mamymalegorycerza - z ktorym chyba najbardziej utozsamialem Karola. przeszli dokladnie to samo...tez slyszelismy ze mu sie nie uda, ze tez pluca nigdy nie dadza sobie rady... a oni walczyli, mimo zapenien lekarzy.

Po równo STU dniach , karol dostał zgode by w koncu wrocic do domu. w miniony piatek ( 6'tego XI ) , pierwszy raz pojechalismy PO Karola, a nie DO Karola . Od 3 dni Karol jest z Nami w domu. 3 dni temu Nasz syn urodzil sie po raz drugi. I mimo zalecen do setki wizyt, zabiegow , kontroli , wiem ze te 100 dni warte byly calego stresu i cierpienia z Naszej strony, bo dzis patrzac na usmiech na twarzy Karola, spiacego w swoim luzeczku , wszystko to jest NICZYM , tylko nauką dana Nam od losu , z ktorej musimy wyciagnąć wnioski.

I w koncu nadzedl ten dzien w ktorym zabralem mojego syna do domu...

Karol majacy mniej niz 5% szans, dzis jest prawie taki jaki powinien byc urodzony w metrykalnym terminie.

Karol w swojej 100 dniowej walce przeszedł:
- 5 punktow w pierwszej min.
- spadek wagi z 1010 gram urodz, do 850 gram w 3 dobie
- 8 transfuzji krwi ,
- 10 RTG klatki piersiowej z ktorych tylko ostatnie mowilo o popraiwiw
- 31 dni na respi, 30 na cepap 30 na biernym tlenie
- ROP III zakonczony calkowita remisja po laserokoagulacji
- niewydolnosc krazeniowo oddechowa 3 st , silna dysplazje plucną
- zoltaczke, anemie,
- wylewy I stp. , bez powiklan
- po kontroli neurologicznej - wszystkie odruchy noworodkowe w normie , tylko minimalne naiecie w k.dolnych
- przepukline pepkowa i pachwinowa lewostr ( do konsult chirurg )
- 3 stopniowa kuracje strydową , dodatk. rozszerz. o 2 krotna podaz syrfaktatntu ,


...dzis wiemy ze wczesniaki, WSZYSTKIE , sa tysiąckroć silniejsze niz kazdy z nas....walcza jak najbardziej legedarni herosi ... to o nich powinny byc legedy ... to one tak naprawde daja Nam siłe..nie my im...jedyne to wierzyc w to ze "..nadejdzie taki dzien w ktorym zabierzemy je do domu..."


pozdrawiam
Qba










Edytor zaawansowany
  • mamamalegorycerza 08.11.09, 23:25
    Słusznie utożsamiasz swojego synka z naszym, my mielismy prawie dokładnie to
    samo: brak wylewów, jelita ok, rop- regresja po laserze, tylko te cholerne
    płuca: 62 dni respi, 6 cepap, 2 tyg tlen do inkubatora, po ok 80 dniach
    łożeczko, niedługo wychodzimy do domu. No i jak na razie omineła nas
    przepuklina. Z plucami też nam mowili, ze według obrazu rtg on nie ma czym
    oddychac. Ale udało się. Teraz nam nawet powiedzieli ze nie ma wskazań do
    rehabilitacji, takze cuda sa możliwe, choć z dzieckiem, ważącym 660gramów (!!!!)
    dawali nam 20% szans na jego przeżycie.
    --
    Mama Małego Rycerza Piotrusia- 660g, 27tc
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,mamamalegorycerza.html
  • ewcians 08.11.09, 23:33
    Cześć Tatusiu Karolka - Kubo.

    Po pierwsze muszę Ci powiedzieć, że przepięknie opisałeś Waszą historię - WOW! coś wspaniałego, aż mi ciary przechodziły jak czytałam! MASZ TALENT ChŁOPIE!

    Po drugie:
    Mamy Dzieci z tego samego okresu ciąży, ja też "pękłam" w pierwszej dobie 27 tc........tylko że moje Bliźniaki ważyły mniej, i w pierwszej minucie też dostały mniej bo 3 pkt w Apgarze.

    Reszta całkiem podobnie,tylko że Córa była tylko 2 dni na respi, później już żadnych niespodzianek, a Synek 19 dni na respi, 2 razy sepsa, bez ROP, 17 toczeń krwi......reszta podobnie jak u Was.
    Przepuklina pępkowa u Obydwojga się wchłonęła.
    Przepuklina pachwinowa operowana u Synka w 4-tym m-cu życia.
    Obydwoje WNM (wzmożone napięcie mięśniowe) w dolnych kończynach - rehabilitowane z pozytywnym skutkiem.
    I przejdę do sedna.
    Pojutrze moje Dzieci kończą 3 latka.
    Rozwojowo super,Kacper nawet w pewnych aspektach ponad normę.
    W tym roku poszły do przedszkola więc trochę dużo chorują, wybieramy się z Kacpusiem (On gorszy) na diagnostykę w kwestii układu oddechowego (też dysplastyk), a poza tym wszystko jest OK!

    A z Młodym kazali mi się żegnać 4 razy..........

    Jesteście już na względnej prostej, konsultacje przejść musicie,ale to tylko na plus - w razie potrzeby interwencja zostanie wdrożona w porę i będziecie spokojniejsi że Karolek jest pod stałą kontrolą - to ułatwia życie, bo człowiek nie wariuje z niepokoju że coś nie tak.

    Ja do dziś jak mam problem - pomimo, że z patologii noworodka wykopano nas gdy Maluszki mi roczek skończyły - dzwonię do naszej poradni, ufam tym Ludziom i zawdzięczam Im życie i zdrowie moich Maluchów. No i oczywiście co rok obowiązkowa wizyta z tortem w pobliżu terminu urodzin!.
    Pamiętają nas tam.......widzę nutkę wzruszenia w oczach Lekarzy którzy walczyli o Maluchy, kręcą głowami z niedowierzaniem gdy widzą "co" wyrasta z Ich słabiutkiego podopiecznego........fajne chwilesmile i heh......paradoksalnie.....co roku czekam na tę wizytę, oddział to trochę taki mój dom.........i dom przez pierwsze 90 (Kacpuś) i 76 dni (Zuzia) dla moich Małych........One też o dziwo jakoś dobrze się czują w środowisku oddziałowym.

    No Tatuś - teraz Cię już może duma rozpierać! MASZ DZIELNEGO WALECZNEGO SYNUSIA! GRATULACJE!
    --

    Ewa, lat 32, mama Bliźniaków Kacperka i Zuzi ur. 10.11.2006 w 27 tc.
    Moje Szczęściasmile
    img44.imageshack.us/gal.php?g=dsc00723iii.jpg
  • mama.stasia 09.11.09, 00:18
    Piękny wątek...mi też ciarki przeszły, gratulację dla dzielnego taty...pracuję z
    takimi maluchami i to jest niesamowite jak się czyta takie coś, wtedy wiem, że
    moja praca ma sens...Dzięki!!!
    --
    http://www.suwaczek.pl/cache/a30ed5361a.png
  • spioch101 06.02.12, 21:44
    Witaj Ewo, czy mogę prosic Cię o kontakt na priva - spioch101@gazeta.pl - piszę w miesięczniku Twój Styl materiał o historiach wczesniaków i ich mamachsmile Czy mogę liczyc na Twoją pomoc?
    Marta Bednarska
  • fryzzia 09.11.09, 01:53
    ile ja bym dala za brak wylewow ....

    kochani , placze ze wzruszenia czytajac wasza historie ...
    --
    Iza i moj Krzys ur 24-01-2009 w 25tc / 800g
    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1772051,2,1.html
  • fryzzia 09.11.09, 01:57
    a nasz Krzys dostak tylko 1 pk Apgar sad jesuu ale to ciezkie crying crying myslalam ze mam to juz za soba sad
    --
    Iza i moj Krzys ur 24-01-2009 w 25tc / 800g
    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1772051,2,1.html
  • ewcians 09.11.09, 02:46
    FRYZIU
    Słonko, MA JUŻ ZA SOBĄ - o wiele więcej niż niejeden Wcześniaczek.
    ŻYJE
    A dla Ciebie Kochana będzie miał za sobą jak się przyzwyczaisz do tego wszystkiego co przeszedł i co przed nim.

    POrawda brutalna i ciężka do przyjęcia (wiem co myślisz - cwaniara bo jej małe wyszły z wcześniactwa bez większych "ale")
    Otóż - poniekąd masz rację, ale - ja wciąż jestem czujna na maksa, wciąż PAMIĘTAM o wcześniactwie moich Dzieci i wciąż WIEM jakie skutki na pzyszłość mogą pzynieść.
    Nie mamy ogólnie większych ( w gradacji wcześniaków foumowych) problemów, ale jednak zawsze pozostaje kwestia "przyszłość".

    Nie smuć się Kochana..............Twoje Dziecię żyje, a to jest najważniejsze.
    Nie chcę być drastyczna ale.............chyba byś nie chciała tego najgorszego scenariusza wydarzeń, by swoje Maleństwo odwiedzać.........nie dokończę.........
    Na pewno byś nie chciała, więc bierz się Babo w garść!
    No już! do pionu!
    --
    Ewa, lat 32, mama Bliźniaków Kacperka i Zuzi ur. 10.11.2006 w 27 tc.
    Moje Szczęściasmile
    img44.imageshack.us/gal.php?g=dsc00723iii.jpg
  • mama_magdalenki 09.11.09, 07:15
    Witam Kuba,
    na początek gratuluję talentu pisarskiego. Tak jak opowiedziałeś
    Waszą historię, to jeszczze bardziej wzmogło moje łzy. Najpierw
    przerażenia, a później radości!
    Faktycznie, tyle ile przechodzą Wcześniaki, tyle dorosły by nie
    zniósł. Są takie malutkie i kruche, a zarazem WIELKIE! Mają tyle
    siły, woli walki.
    Bardzo się cieszę, że Wasz Karolek jest już z Wami w domu. Przeszedł
    bardzo dużo. Ale jak widać silny jest i sam wiedział kiedy sobie
    poradzi z oddychaniem. To jest niesamowite, że tak małe dziecko, a
    do tego niedojrzałe, potrafi sie rozintubować, bo wie, że da radę,
    wie, że to przeszkadza i co ma zrobić, by było lepiej. A jak czytam
    historie Wcześniaków, to wiele dzieci tak robi.

    Wiem tylko po części ile przeszliście słysząc, że Karolek ma 5%
    szans.
    Moja Magdusia urodziła się w 27 tygodniu, ważąc 1000 gram (spadła do
    880) i na respiratorze była jedynie 1,5 tygodnia i łapała nawet sama
    oddech w między czasie, gdy pracowała za nią maszyna. Potem
    oczywiście CPAP. Ale akurat do płucek lekarze nie mieli zastrzeżeń.
    Mówili, że jak na tak wczesny czas urodzenia, to ma piękne płucka. U
    nas jednak pojawił się inny problem... układ nerwowy i problem z
    nierozwijającą się korą mózgową. Nawet słyszałam, że moja córka może
    być upośledzona psychoruchowo. Ale kora zaczęła się pięknie rozwijać!
    Od piątku jest już w łóżeczku (niesamowite uczucie móc przytulić
    swoje dziecko po 1,5 miesiąca od urodzenia) i jest coraz lepiej.
    Bezdechów nie ma, mózg pięknie się rozwija. Czyżby cud przytulania?
    Ja w to wierzę big_grin

    Kuba, serdecznie Wam-rodzicom gratuluję siły! Ale wiadomo, że dla
    dziecka ma się wiele siły i pewnie sami jesteście z żoną zaskoczeni,
    że aż tak jesteście silni! smile
    No i wielkie gratulacje dla Karolka! Karolku, jesteś wielki!
    Rozwijaj się cudownie, bądź zdrowiutki! Przytulam wirtualnie
    Karolka! smile))
    Sonia, mama Magdalenki
  • kicius_85 09.11.09, 08:58
    qrcze pięknie to napisałes az mi łezki popłynęłysmile)
    faktycznie mimo wszystko wczesniaki to najsilniejsze istotki
    gdybym ja miala przejsc tyle ile przeszlo moje dziecko juz dawno bym
    sie poddala..
    Bardzo sie ciesze ze Karolek wreszcie poznał swój domsmilei oby sie
    zadomowił i nie potrzebował juz zadnych szpitali duzo duzo zdrówka!!
    --
    Kaśka, mama Juleńki 25 t.c. , Natki 25 t.c.(Aniołek Stróż Julci)
    Mój pączuszek - fotoforum.gazeta.pl/3,0,1645837,2,1.html
    www.pomozmyjulce.pl
  • kinder0610 09.11.09, 09:25
    Miło słyszeć takie historie. Gratuluję dzielnego Syneczka! życzę Wam samych
    słonecznych dnismile
  • ewelajnawrocek 09.11.09, 09:46

    Pięknie napisane Kubo.
    Ja się coraz bardzij utwierdzam w przekonaniu, że kluczową rolę
    odgrywają wylewy a nie tydzień ciąży.
    Mój syn, z 31 hbd, miał teoretycznie dużo większe szanse, a w
    rzeczywistości wylewy 2 st., 4 punkty, potem 3. Teraz 10,5 m-ca i
    tylko siedzi.
    Tak więc Wasza historia naprawdę musi się dobrze skończyć--
    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1929931,2,1.html
  • qba_tata_karola 09.11.09, 10:02
    Dziekuje wszystkim za zyczenia i miłe słowa. Dzis po tych wielu
    dniach to wszystko wydaje sie łatwe do "przełknięcia" , a historia
    Karola szczęśliwa, ale wierzcie mi, to wszystko kosztowało Nas
    wszystkich bardzo wiele.

    zaba00 napisała coś , o czym wspolnie z zoną mowilismy:
    Wierzę, że nasze dzieci mają pewną misję do
    wykonania na tym świecie dlatego się tak śpieszyły.


    jakże okrutne i prawdziwe stały sie te słowa kiedy wkrotce po
    narodzinach Karola, dawce stresu za ktorym ciezko bylo sobie nam
    poradzic, dniach zwatpienia i tragicznych informacjach od lekarzy ,
    przyszło nam w koncu poznac znaczenie słów o których pisze
    zaba00. Od poczatku zastanawialismy sie jaki cel los miał w
    tym, by Karol przyszedł na swiat tak szybko...czego miało0 to nas
    nauczyc...odpowiedz była prosta..."radzenia sobie ze stresem, i wiara
    w to ze "co nas nie zabije to nas wzmocni"....i jak sie okazało ta
    nauka i wiara w Karola stała sie Naszą siła, w chwili kiedy po 6
    tygodniach od narodzin Karola, odszedł mój ojciec.... i tylko siła
    która otrzymałem od Karola pozwoliła mi zmierzyc sie ze strata ojca..
    powtarzałem sobie ze tak jak Karol radzi sobie ze swoimi problemami
    ..."malymi kroczkami", tak i jak bedew stanie sobie z tym wszystkim
    poradzic....
    I tak w zaledwie kilku tygodniach musiałem wspólnie z żona zmierzyc
    sie z walka Karola o prawodo zycia, i strata ojca...dzis dzieki temu
    ze Karol był i pokazał mi siłe...jestem innym człowiekiem..silnym i
    wierzacym ze nawet najgorsza sytuacja, najtragiczniejsze zdazenie
    jest tylko etapem przez ktory musimy przejsc " małymi kroczkami"....

    Historia Karola opisana prze ze mnie faktycznie konczy sie jak
    narazie najlepiej jak mogła by sie skonczyc, ale wiem ze gdyby nie
    wiara w mojego syna, w to ze ta mała istotka podlaczona do tuzina
    kabelkow lezaca w swoim małym "akwarium" , jest najslinieszym zludzi
    wokolo nas , pozwoliła Nam przejsc przez to wszystko...

    teraz wiem ze NIGDY nie mozna wątpić w swoje dziecko , nie poddawac
    sie , nawet w chwilach kiedy lekarze nie daja juz szans, kiedy mówią:
    "...musi Pan pozegnac sie z dzieckiem...chyba sie mu juz nie
    uda
    " ... trzeba wziąść sie w garsc i powiedziec cichym i
    spokojnym głosem , bez zwatpienia , z szacunkiem do ich wielkiej
    walki....i ciepło ..."pieknie walczysz, dasz rade i tym
    razem...czekamy na Ciebie...nie poddawaj sie..."....bo wiara czasem
    potrafi przenosić góry!

    W tej całej histori nie wspomniałem o tym jak wielką role w tych stu
    dniach walki Karola odegrała moja ukochana zona, kobieta silniejsza
    ode mnie po tysiackroć...
    Byał przy nim kazdego dnia , chicby na kilka chwil, tylko po to by
    powiedziec Karolwi jaki jest dzielny. W kazdej chwili Karol mogl
    liczyc na jej dotyk, jej ciepły glos, jej wsparcie...i w koncu kiedy
    byl na tyle silny , na jej ciepłe obiecia. Nie wazne co wszyscy na
    okolo mowili i mysleli, dzis wiem ze gdyby nie walka mojej zony o
    kazda chwile z Karolem przy inkubatorze , jego walka byla by duzo
    trudniejsza. W szpitalu byla 4 razy dziennie , mimo ze odleglosc nie
    jest mała, byla rano gdy konczyl sie obchód , byla w południ gdy
    przychodzily wyniki krwi , byla po poludniu , kiedy karol był
    rozbudzony i wieczorem gdy zasypial po jedzonku , slyszac opowiesci
    Kasi o tym jak pieknie jest na świecie.
    Pamietam gdy pierwszy raz lekarze powiedzieli ze jest bardzo duze
    pogorszenie parametrow oddechowych, ze wymiana gazowa jest prawie
    zadna...Kasia podeszła do Karola i powiedziała .." dasz rade
    chłopie...co tam wysoki tlen...odpocznij 2 lub 3 dni i do przodu"...i
    jak by po zakleciu po 3 dniachjego parametry poprawily sie
    dwukrotne....a lekarz po obchodzie powiedział "...on chyba poprostu
    musiał sobie opoczac"... to jest magia matczynej miłośći!

    Dzisiaj jestem innym czlowiekiem. Dojzalszym , ale i bardziej
    odpowrnym na stres. Wierze ze ze wszystkim sobie poradzimy, nawet ze
    smiercia najblizszej osoby. Trzeba tylko brac przykład z Naszych
    "małych"dzieci , ktore nawet w najgorszych chwilach nie poddaja sie i
    mimo ze nie potrafią , to swoimi czynami mówią nam "...patrz mamo na
    mnie jak dzielnie walcze ! ".....

    Dziekuje Karol za lekcje zycia ktorej nigdy nie zapomne.


    NIGDY nie poddawajcie sie , nawet kiedy gozej byc nie moze... bo
    wczesniaki pokazują nam, ze jednak zawsze jest jakies wyjscie.
  • marta_g7 09.11.09, 11:06
    Witaj. Pięknie piszesz o tym co Was spotkało, co spotkało Karola. My nie
    mielismy az takich wielkich problemów jak Wasz Mały Bohater ( oczywiście
    problemy z oddychaniem, otwarte otwory przy sercu, anemia) ale również wiemy co
    to znaczy walczyć. Gratuluje przede wszystkim Karolkowi wytrwałosci i siły i Wam
    rodzice, bo wiem ile to kosztuje nerwow, stresu. Teraz przyjdzie czas na nauke
    cierpliwosci- nas nasza Zuza uczy tego codziennie, czy to chodzi o postępy
    motoryczne czy chocby o jedzenie. Dziecko to cud, ja dziekuje Bogu, ża to, że
    mogę uczestniczyć w jej rozwoju, patrzec jak się smieje do mnie o poranku ledwo
    otwartymi oczkami. To naprawde wszystko wynagradza. Pamiętam, my nawet
    cieszylismy się z tego, jak Zuza pdopiero po 2 miesiacach od urodzenia zaczela
    płakać np w sprawie jedzenia i ja z nia. Gratuluje Wam jeszcze raz i życze
    wszystkiego dobrego, piszcie co u Was smile Pozdrawiam Karolka, Mamę i Tatę. Marta
    i Zuźka ( 5 miesięcy i 5 dni, skoryg.3m i 28dni
    --
    Marta , mama Zuzi 04.06.2009r - 34 tydz. 1950g <a
    href="http://fotoforum.gazeta.pl/u/marta_g7.html" \
  • mama_magdalenki 09.11.09, 11:12
    jejku, znów się poryczałam czytając Twoje słowa.
    Zazdroszczę Twojej Żonie, że trafiła na tak wspaniałego faceta jak
    Ty, który docenia Jej postępowanie wobec dziecka, poświęcenie, siłę.
    A Karolkowi zazdroszczę cudownego Tatusia smile

    Jesteście wspaniałą Rodziną, która zasługuje na to, co najlepsze po
    tym, co przeszliście. A przeszliście bardzo dużo. Ale jak napisałeś,
    co Was nie zabije, to Was wzmocni.

    Wyrazy współczucia z powodu straty Ojca [*]

    Pozdrawiam Twoją Żonę, Karolka, no i Ciebie smile)) Trzymajcie się
    cieplutko w te chłodne dni smile
  • wimperga 09.11.09, 09:58
    Dobra robota Karolkusmile)). Wszystkiego najlepszego dla całej Twojej Rodzinysmile.
  • panterka5 09.11.09, 11:29
    Przeczytałam Waszą historię ze łzami w oczach...
    Znam ten przeogromny strach o życie własnego dziecka...
    Gratuluję dzielnego synka i tego, że już jest w domku! smile
    A jemu gratuluję tak wspaniałych rodziców! smile
    Życzę dużo zdrówka dla Karolka!!!
  • panterka5 09.11.09, 14:14
    A to światełko dla Twojego taty... (*)
  • ag0000 09.11.09, 11:47
    Witaj drogi rodzicu! Właśnie się popłakałam czytając wszystko o twoim synku,wróciły i nasze wspomnienia, tak dobrze to opisałeś.
    Wspaniale że wasz synek jest takim dzielnym chłopcem i ma się dobrze smile
    Nasza misia ma już skończone dwa latka,jest dla nas wielkim przez wielkie W cudem życia jak każdy zresztą wcześniaczeksmile
    Trzymamy kciuki za dalsze postępy i dużo zdróweczka dla synkasmile
    --
    aga mama ani urodzonej 29.10.2007 w 25tyg.z wagą 800g.
  • ada-15 09.11.09, 11:51
    Teraz życzę wam już samych pięknych chwil, a strach, lęk i
    cierpienie wkońcu zostaną zastąpione przez dume i radośc który nam
    się w pełni należy. A z tą misją może masz i rację mojemu synkowi
    też się udało ponieważ jego dziadkowie są razem a już ich małżeństwo
    wisiało na cienkim włosku , może nie z dnia na dzien ala z miesiąca
    na miesiąc.
  • anna_fv 09.11.09, 12:29
    Przeczytalam Twój post ze lzami w oczach, przenosząc się na chwilę
    7,5 miesięca wstecz, kiedy to w 1 dniu 26 tc przyszly na świat moje
    bliźniaki. Placz, strach, niemoc ... to uczucia, które towarzyszyly
    nam przez następne 3 miesiące. Dziś wiem, że warto bylo walczyć. Moje
    maluchy za tydzień skończą 4 miesiące korygowane i mają się calkiem
    dobrzesmile Ważą już ponad 6.5 kg, ladnie się rozwijają. Oczywiście
    biegamy z nimi na kontrole, rehabilitujemy Vojtą. Jesteśmy wlaśnie po
    kontroli w poradni wcześniaczej, dzieci mialy wtedy 3.5 mies kor, pod
    względem psychoruchowym Viktorek zostal oceniony na 3-4 miesiąc,
    Julcia na 4-5, niektóre odruchy już z 6-go smile Prawde powiedziawszy
    takiej oceny się nie spodziewalam smile Wszyscy się nimi zachwycali,
    twierdząc, że patrząc na nie nigdy by nie powiedzieli, że są
    wcześniakami i to tak skrajnymi. Co prawda jeszcze z odpornością u
    nich krucho, bo IgG poniżej normy, więc szczepienia odkladamy na
    później, a jutro idziemy po pierwszą dawkę Synagisu. Jeśli chcesz
    prześledzić nasze perypetie, to zapraszam na wątek "dolączam do Was-
    bliźnikaki 25 t.c.", gdzie w skrócie opisana jest nasza historia,
    wcześniacze powiklania...
    Na koniec życzę dużo zdrowia dla Karolka, by rozwijal się jak
    najlepiej w domu pelnym milości. Napewno ma cudownego Tatę, skoro tak
    mądrze i pięknie potrafi pisać o bolesnych przeżyciach smile
    Nie zapominajcie o rehabilitacji, dla wcześniaka jest bardzo ważna
    nawet jeśli nie bylo wylewów. Mój synek mial wylew II, który niby nie
    zostawia żadnych śladów, a córeczka prawie IV, a dziś pod względem
    ruchowym przegonila braciszka.
    Pozdrawiam razem z moimi maluszkami smile
    --
    Ania, mama bliźniaków urodzonych 4.04.09 w 25 tc - Juleńki: 710g
    Viktorka: 770g
  • izu222 09.11.09, 13:30
    Tato Karolka, gratulujemy silnego i dzielnego synka. Aż mi łzy
    poleciały jak czytałam, jak pięknie opisujesz Waszą historię.
    Mimo, że my nie mieliśmy aż takich problemów, to pamiętam ten strach
    i nadzieję i wiarę, że przecież z jakiegoś powodu synuś tak bardzo
    się spieszył. U mnie, podobnie jak u Twojej żony, ciąża była bez
    większych komplikacji, a w dzień odejścia wód mieli mnie wypisać ze
    szpitala....
    Cieszcie się sobą, tym że w po tylu dniach jesteście w domu razem.

    Twojemu Tacie [*]
    --
    Iza, Mama Stasia (25.02.2009, 29 tc, 1520 g)
    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1835677,2,2.html
  • nadusia1202 09.11.09, 14:46
    WITAM SERDECZNIE TATUSIAsmile

    ZYCZE DUZO ZDROWKA DLA SYNKA I DUZO SIŁY DLA RODZICOW.
    MY TEZ TO PRZESZLISMY 9MC TEMU URODZILAM CORECZKE W 23TYG WAGA
    620RAM TEZ BYLO BARDZO CIEZKO,LEKARZE NIE DAWALI JEJ SZANS NA
    PRZEZYCIE,A JEDNAK POKAZALA WSZYSTKIM,ZE WAM OGROMNA SILE WALKI.W
    SZPITALU SPEDZILISMY 4MC,3MC NA RESPIRATORZE.TERAZ JEST
    SLICZNA ,ZDROWA DZIEWCZYNKA TYLKO WYMAGA REHABILITACJI CIALKA I
    OCZEK NO I CIAGLE KONTROLE,BO MALA JEST PO OPERACJI SERDUSZKA I
    OCZEK.ALE LEKARZE SA Z NIEJ ZADOWOLENI.
    TAKZE JESTESMY DOWODEM NA TO ,ZE WSZYSTKO JEST MOZLIWE.smile
  • nadusia1202 09.11.09, 14:47
  • asiek1982_8 09.11.09, 15:25
    Popłakałam się....piękna historia pięknie opisana.
    Dużo zdrówka
    --
    <Filip 20.07.2008r 32tydz. 1430g 43cm obecnie 15m-cy i 12kg smile>
  • marta_i_koty 09.11.09, 15:59
    zaba002 napisała:


    > Wierzę, że nasze dzieci mają pewną misję do
    > wykonania na tym świecie dlatego się tak śpieszyły.

    Jaką misję??????????
    --
    "Po paru latach, jakie od dnia stworzenia przeszły,
    dziś już jasno widać, że Panu Bogu poza kotami nic się do końca nie
    udało"
    J. Pilch
    Ukochane...
    http://tiny.pl/zqz3
  • mama-cudownego-misia 09.11.09, 16:54
    Też bym chciała wiedzieć...
    Nasze dzieci rodzą się przedwcześnie nie dlatego, że mają jakąkolwiek
    misję do spełnienia, tylko w najlepszym wypadku dlatego, że akurat
    miały pecha, a w najgorszym dlatego, że ktoś - lekarze, matka -
    zaniedbał ciążę. Nie ma w tym żadnego sensu, żadnej celowości, tak
    jak nie ma jej w ich cierpieniu i śmierci. Jedyna celowość, jedyna
    misja to to, co robią neonatolodzy walczący o ich życie, a potem cała
    rzesza specjalistów do spółki z rodzicami walcząca o jakość tego
    życia. Dzieci po prostu cierpią i tyle sad
    --
    Miś
    Panoramy Wrocławia, zdjęcia mojego autorstwa smile
  • zaba002 09.11.09, 22:57
    Każdy interpretuje to co się stało, wczesne narodziny dziecka, na swój własny
    zrozumiały sposób.
    Dlatego też nie będę tłumaczyła co to za misja bo każdy wcześniak ma inną,
    zrozumiałą tylko dla rodziców.
    W niebie mam również Aniołka, który sprawował pieczę nad Julcią i to również
    była jego misja.
    Ja nie traktuję tego tylko jako suchy medyczny fakt tak jak opisała to
    mama-cudownego-misia.
    --
    Ania, mama Julci - 28 tc, 1680 gram.
    img12.imageshack.us/img12/5825/dscn3347.jpg
    http://www.suwaczek.pl/cache/6ad15cd81b.png
    http://www.suwaczek.pl/cache/d3a776154c.png
  • anna_fv 09.11.09, 23:42
    ja akurat jestem rodzicem dwóch skrajnych wcześniaków i żadnej misji
    w tym nie widzę, nie ma dla mnie wytlumaczenia tego co sie stalo,
    mogę tylko uważać to za ogromny, ogromny pech mój, a przede wszystkim
    moich dzieci ... nie da się wytlumaczyć ich cierpienia nawet jeśli by
    mialy zbawić caly świat
    --
    Ania, mama bliźniaków urodzonych 4.04.09 w 25 tc - Juleńki: 710g
    Viktorka: 770g
  • mama-cudownego-misia 10.11.09, 13:23
    Eeech... Odpuszczam. Niech się zdrowo chowa przynajmniej i niech mu po
    tym cierpieniu jak najmniej konsekwencji w dalszym życiu zostanie.
    --
    Miś
    Panoramy Wrocławia, zdjęcia mojego autorstwa smile
  • marta_i_koty 11.11.09, 00:38
    zaba002 napisała:

    > Każdy interpretuje to co się stało, wczesne narodziny dziecka, na
    swój własny
    > zrozumiały sposób.
    > Dlatego też nie będę tłumaczyła co to za misja bo każdy wcześniak
    ma inną,
    > zrozumiałą tylko dla rodziców.

    No to ja jestem mega tępa, bo nijak nie rozumiem, czemu moje pierwsze
    dziecko - wcześniak - zyło tylko 6 dni, a drugie (tez wcześniak)
    stoczyło cholernie ciężka walkę o przeżycie i dziś ma mpdz...
    Nie wiem, na czym miałaby polegac ich misja...


    --
    "Po paru latach, jakie od dnia stworzenia przeszły,
    dziś już jasno widać, że Panu Bogu poza kotami nic się do końca nie
    udało"
    J. Pilch
    Ukochane...
    http://tiny.pl/zqz3
  • blaszka0662 09.11.09, 18:37
    Dużo zdrówka dla Dzielniachy! i dużo wspaniałych chwil w domku.
    --
    fotoforum.gazeta.pl/u/blaszka0662.html
    http://www.suwaczek.pl/cache/0c0b4070a8.png
    http://www.suwaczek.pl/cache/609d0dd600.png
  • karro80 09.11.09, 18:53
    Ale chłop miał dobrą wagę i punktację jak na ten tydzieńsmile

    Czemu mówili, że mniej niż 5%? Wszak w pulsie medycyny piszą, w tym
    wieku w plosce sznase sa 50 na 50, a w jedym ze szpitali podano że
    od 750g do 1000 przeżywalnosc wynosi aż 80%.





    --
    "popatrz na ojca ... jak matka tyra"wink
  • anna_fv 09.11.09, 19:48
    Też zdziwily mnie te procenty, nam nigdy nie przedstawiali tak
    drastycznych danych pomimo, ze dzieciaki i mlodsze i mniejsze byly.
    Na nasze pytania dotyczące ich szans, przyszlego zdrowia odpowiadali
    tylko, ze dzieciaki puki co są silne, stabilne oddechowo (na cepapie
    praktycznie od pierwszej doby, bez infekcji, ale wszystko będzie
    zależeć od tego jakie komplikacje spotkają je na drodze ...
    przygotowywali nas, że droga ta jest dluga i żmudna, że nie można
    zbytnio cieszyć się poprawą, bo za chwile może nastąpić pogorszenie,
    jednym zdaniem każdy dzień może wywrócić wszystko do góry nogami.
    Straszyli też sepsą, z którą antybiotyki nie zawsze umią sobie
    radzić. Jeszcze dziś pamiętam slowa lekarki " nie powiem Wam,
    żebyście już dziś kupowali podwójny wózek". To byly straszne dni,
    dlugie, takie beznadziejne ... ale wracając do senda sprawy, to czemu
    tylko 5%?
    Chociaż z drugiej strony, neonantolodzy lubują się w przedstawianiu
    takich czarnych scenariuszy, przez które malo co w wariatkowie nie
    wylądowalam sad
    --
    Ania, mama bliźniaków urodzonych 4.04.09 w 25 tc - Juleńki: 710g
    Viktorka: 770g
  • ewelajnawrocek 09.11.09, 19:49
    Heh, mi mowili ze na 31 hbd daja 50 % szans a ponizej 29 hbd nie
    dają zadnych i wtedy przy podejrzeniu odklejania lozyska nie
    wyciągają dziecka nawet tylko czekaja a nuz sie nie odklei..
    masakra..
    --
    fotoforum.gazeta.pl/3,0,1929931,2,1.html
  • tolka11 09.11.09, 20:25
    Witak Kubo, tatusiu dzielngo Karolkasmile
    Tulcie się teraz w domowych pieleszach bez opamiętania. to wam
    dobrze zrobi, a Karolkowi da siłę do dalszej walki o zwyczajność.
    karol jest tu z wami, abyście go kochali.
    Ja do dziś nie rozumiem jaki sens miało i ma cierpienie przez które
    przechodził/przechodzi mój Miłosz od 6 lat. Nie rozumiem cierpienia
    dziecka na stracie. Nie widzę w tym celu.
    Ale cieszę się, ze Karol tak pięknie ze wszystkiego wychodzi.
    I oby tak dalej.
    Wyjątkowo nie wkleję historii mojego Miłosza, bo znajdziesz ją
    niemal w kazdym watku wcześniaczymsmile
    --
    Moja szarańcza: Judyta 40hbd, Miłosz 28hbd, Sara 33hbd
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,tolka11.html
  • qba_tata_karola 09.11.09, 22:50
    10 dzien zycia...

    http://img10.imageshack.us/img10/3848/img4694ys.jpg


    100 dzien zycia...
    http://img269.imageshack.us/img269/6662/img5105z.jpg
  • martha_sz2 09.11.09, 23:09
    Macie bardzo dzielnego i ślicznego syneczka.
    Trzymajcie się
    --
    mama Jasia 16.04.2009 r.(31 tc) 1280 g,42 cm
    e-mail martha_sz2@tlen.pl
    gg 4528830
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,martha_sz2.html
  • alicja_123 09.11.09, 23:32
    Mój Boże, chyba nic bardziej niż te zdjęcia nie obrazuje jak daleką
    drogę przebył Wasz synek między dziesiątym a setnym dniem życia.
    Zuch chłopak! No i wspaniali rodzice wink
  • mama_magdalenki 10.11.09, 16:35
    cuuuudny big_grin
  • lexmoniczka 09.11.09, 23:44
    przeczytałam twój post i... popłakałam się... raczej ze szczęścia że
    tak się skończyło, nasz Janek jest o tydzień starszy ale czytając
    twoją wypowiedź stanął mi przed oczami mój mąż...
    wy mężczyźni często musicie nie okazywać przed żonami że boicie się
    często bardziej jaki my.. że drżycie o każdą chwilę dziecka.
    podziwiam was...
    i baaaardzo się cieszę że twój brzdąc już w domku... mam nadzieje że
    teraz będzie tylko lepiej lepiej i lepiej
    ściskam serdecznie

    --
    Monia i wcześniaki
    Oluś 15/02/2000(35tc-2980), Matuś 09/01/2006(35tc - 2140), Januś
    03/09/2009(27tc - 1350)
  • anjazzielonego 10.11.09, 15:32

    A mi niepotrzebna była ta cała, jak piszecie, MISJA wcześniaków, w tym moich dziewczynek.

    Urodzone po całkowitym odklejeniu łożyska w 31 tc, z wagą 1340 i 1500 g, w powiatowym szpitalu z JEDNYM respiratorem.
    Nie było leków, sprzętu, lekarzy.


    Co było misją????

    Udzielenie im przez księdza ostatniego namaszczenia parę minut po narodzinach, bo były w tak „ rewelacyjnym” stanie?
    Modlenie się, żeby jakiś szpital w promieniu 200 km ZECHCIAŁ je przyjąć?
    Modlenie się, żeby przysłano szybko karetki reanimacyjne?
    Modlenie się, żeby przeżyły transport?

    Czy ich cierpienie było misją???

    NIE!!!

    Jeśli miała być jakakolwiek MISJA czy PLAN, to raczej dotycząca szczęśliwego przebiegu ciąży; miały się urodzić w terminie, ważąc po 3 kg.

    Ja jestem dobrym człowiekiem, zawsze byłam, pomagam biednym, porzuconym kotom, pomagałam finansowo i materialnie chorym dzieciom, oddawałam masę rzeczy do schronisk dla kobiet, organizowałam różne zbiórki, żyję uczciwie i normalnie.
    Mi nie trzeba było w życiu takiej MISJI, bo miałam i mam poukładany świat, w którym najważniejsza jest rodzina: dzieci, mąż, rodzice, teściowie.
    Rodzice od małego uczyli mnie, by żyć tak, by nikt nigdy przeze mnie nie płakał; mi nie potrzebna była kuracja wstrząsowa, by nagle oto olśniło mnie, co w życiu jest ważne!



    Cierpienie dziecka nie ma żadnego celu, żadnej misji; cierpienie rodzica, patrzącego na swoje umęczone, walczące dziecko, nie ma sensu!

    Jakoś nie widzę MISJI w narodzinach i śmierci mojej Siostry, urodzonej w 25 tc.

    Moja Mama mało nie zwariowała, Tato, po ponad 20 latach, prosi, by nie wracać do tematu……

    Teraz dziękuję Bogu, że mam obie córeczki przy sobie, zdrowe, dokazujące, ale czuję żal, że obdarto mnie z części radości i spokoju macierzyństwa.

    A jaką misję dla siebie/ dla swoich dzieci mają sobie wymyślić Mamy, których dzieci po tak ciężkiej walce odeszły?

  • anjazzielonego 10.11.09, 15:44
    Kuba,

    oczywiście życzę Twojemu Synkowi zdrowia, zdrowia, zdrowia, spokoju, błogości,
    ogromu czułości i miłości od rodziców po tak ciężkim starcie.

    Ale ja uważam, że cierpienie każdego dziecka, w tym Twojego Synka, nie ma
    żadnego sensu...


    Jak napisała wyżej Anna_Fv, nie wiemy, czy miałyśmy wszystkie/ wszyscy tak
    strasznego pecha w życiu, że akurat zostaliśmy uwikłani we wcześniakową
    historią, z udziałem naszych dzieci...
  • qba_tata_karola 10.11.09, 17:45
    dzis 5 dzien pobytu w domu...i niestety od rana powazne problemy oddechowe... swiszczacy oddech , duszność , pokasływanie i wyrazne og. oslabienie.
    jako ze staramy sie zawsze "dmuchac na zimne" , Karol w mgnieniu oka zapakowany do samochodu i wizyta u pulmunologa .
    Naszczescie poza strachem wszystko ok. Objawy Karola spowodowało prawdopodobnie suche powietrze w domu ( na oddziale mieli kontrolowaną wilgotność - a w domu oczywiscie sezon grzewczy ) . Uslyszeismy ze u Karola slychac ze ma dysplazje i nie cale pluca sa powietrzne , ale szmery plucne nie odbiegaja znaczaco od fizjoloicznych. Miejscami tylko drobne swiszczenia.

    Zalecono nam standardowe leki wziewne ( Pulm. i Bero. ) , podniesienie wilgotnosci w pokoju Karola, i unikania jak ognia skupisk ludzkich. Pozbyc sie takze narazie musimy zwierzyńca, choc co prawda dzieciaki w takim wieku nie reaguja na alergeny zwierzat, to mimo wszystko zwierzak narazie musi zmienic adres zameldowania.


    No cóż , wiedzielismy ze predzej lub pozniej Karola pluca dadza o sobie znac, szkoda tylko ze musialy tak szybko.

    pozdrawiam

    na poprawe humoru fota ze szpitala ; "pacynka Karol"
    http://img4.imageshack.us/img4/5029/snc00615.jpg
  • kicius_85 10.11.09, 20:02
    my zawsze gdy z oddechem cos gorzej robimy małej inhalacje i oklepujemy,
    obowiązkowo nawilżacz powietrza w sezonie grzeczym..dacie rade!!!

    boski ten wasz Karolek
    --
    Kaśka, mama Juleńki 25 t.c. , Natki 25 t.c.(Aniołek Stróż Julci)
    Mój pączuszek - fotoforum.gazeta.pl/3,0,1645837,2,1.html
    www.pomozmyjulce.pl
  • tolka11 10.11.09, 20:19
    Ano zaczęła się wasza wczesniacza droga. szpital to był etap,
    piekielnie trudny, ale pod kontrolą lekarską. A teraz dom i
    jesteście zdani na siebie. Ale na pocieszenie dodam: ta walka o
    zwyczajność skończy się mniej więcej po okresie dojrzewania. Cóż
    raptem kilknaście laT, wcale nie tak długowink powodzenia.
    A gdzieście tak ekspresowo pulmunologa dorwali? W szpitalu?
    --
    Moja szarańcza: Judyta 40hbd, Miłosz 28hbd, Sara 33hbd
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,tolka11.html
  • qba_tata_karola 10.11.09, 20:46
    tak, w naszym szpitalu ... telefon do Karolowego doktora z oddzialu
    ktory byl jego domem przez 3 miesiace i wszystko zalatwione... ludzie
    z tego oddzialu stali sie Naszą rodzina na 3 miesiace... wiemy ze
    zawsze będziemy mieli w nich oparcie... a oni u nas dozgonna
    wdziecznosc...




  • nastjaa 11.11.09, 09:24
    qba_tata_karola napisał:

    Pozbyc sie takze na
    > razie musimy zwierzyńca, choc co prawda dzieciaki w takim wieku
    nie reaguja na
    > alergeny zwierzat, to mimo wszystko zwierzak narazie musi zmienic
    adres zameldo
    > wania.


    Ale oco chodzi? "Zwierzyniec" wysusza Wam powietrze w domu???


    --
    Anastazja, ur.22.06.2009, 29tc, 870gr
  • alicja_123 11.11.09, 10:31

    > Ale oco chodzi? "Zwierzyniec" wysusza Wam powietrze w domu???

    Nie rozumiem drobnej złośliwości zawartej w Twoim pytaniu. Jesli po
    wizycie u pulmunologa Kuba stwierdza, że trzeba na jakis czas sie
    pozbyc kota, to widocznie lekarz mu tak powiedział. Ja potrafię
    zrozumieć, że jeżeli ktoś walczył o życie dziecka przez prawie 3
    miesiące, to teraz raczej będzie sie trzymał zaleceń lekarza, a nie
    ekperymentował, czy kocia sierść zaszkodzi, czy też nie zaszkodzi
    jego dziecku z dysplazją. I zakładam, że odpowiedzialny ojciec
    raczej posłucha lekarza, niż pani Czesi z klatki obok, która
    niejedno dziecko przy kocie wychowała...
  • nastjaa 11.11.09, 10:54

    Kurcze, bo ja nie rozumiem. Skoro lekarz stwierdzil, że przyczyną
    kłopotów małego jest suche powietrze, to o co chodzi z tym
    oddawaniem zwierząt. Chodziło mi o złośliwość w kierunku lekarza.
    Przecież jeżeli dziecku nic do tej pory nie było, to czemu oddawać
    zwięrzątko domowe?


    --
    Anastazja, ur.22.06.2009, 29tc, 870gr
  • qba_tata_karola 11.11.09, 16:59
    ..no ładnie burze wzniecilem mowiac o "pozbyciu sie" zwierzynca z domu...
    no nic wyjasnie co i jak...

    Faktycznie sprawa alergizacji dziecka na siersc zwierzat domowych to pozniejszy okres zycia Karola, ale siersc moze wzmagac podraznienie ukl. oddechowego w przypadku np. dostania sie drobinek siersci/wlosow w drogi oddechowe. wiec jesli istnieje mozliwosc unikniecia kontaktu chłopaka z potencjalnym ryzykiem, to naprawde nie zastanawiam sie ani chwili.... podstawa to konsultacja z lekarzem, a nie z "panią Gozdzikową ", bo kazdy wczesniak jest inny...

    Zwierzak musi chwile poczekac. Problem u nas to takze fakt samego zwierzaka. mamy dosyc mało popularnego w Polsce krolika brytyjskiego angorskiego , ktorego siersc jest zbyt delikatna aby nie fruwać w powietrzu ( czasem ma postac klaczkow jak przy kwitnieniu topoli ) wiec ryzyko aspiracji takiego mikro klaczka jest , chocby nawet matematyczna , ale jest. W związku z czym krolik narazie zmienia lokum...co nie oznacza ze na moje widzimisie ma zniknac na stałe...

    a co do zbawiennego wpływu zwierzakow na rozwoj psychoruchowy dzieci, zwlaszcza wczesniakow, nikt nie musi mnie przekownywac. z wyksztalcenia i z powolania jestem lekarzem weterynarii, i zwierzaki wszelkiej masci sa moim chlebem powszednim , i w moim zyciu znacza naprawde wiele. Wiele naczytalem sie o dogoterapi , hipoterapi , felinoterapi i delfino terapi aby nie zapewnic mojemu dziecku "wychowania wsrod zwierzat" ...ale narazie wazniejsze jest jego pełny oddech niz zabawa w gre pt " uczulony/nie uczulony "

    zaznaczam ze nie zamierzam takze chowac dziecka w kloszu telnowym, kombinezonie przecikontaminacyjnym czy akwarium z jalowym jedzeniem...jesli tylko zdrowie Karola pozwoli, bedzie taplał sie w błocie, chodzil po brudnej podlodze, goniąc za kotami i psami...

    , kiedys nawet przewina mi sie przez rece wysmienity artykuł ( anglojezyczne wydanie " Veterinary Medicine " ) w ktorym opisywano badania nad rozwojem psychoruchowym własnie SKRAJNCYH wczesniakow , z ktorych to wyciagnieto wnioski, jakoby dogo- i felinoterapia była znacznie bardziej wplywajacą forma rehabilitacji niż zabawa w koloro- , muzyko - i masazoterapie . Nie trzeba mnie namawiac !


    pozdrawiam wszystkich posiadajacych zwierzyniec mały , wiekszy, mniej lub bardziej kudłaty ! dziecko + zwierzak to podstwa ....ale zawsze pod kontrola lekarza !

    p.s ...krolik brytyjczyk angora to mniej wiecej skrzyżowanie wacika kosmetycznego z kulka sniegu... -->>przykaldowe Foto krolika


  • qba_tata_karola 11.11.09, 20:57
    dzis juz znacznie lepiej , 2 x dz. Pulmicort i Nacl , i juz duzo
    lepiej.
    ..zamowilismy tez nawilzacz powietrza ( z filtrem powietrza ) , co by
    odrobine poreperowac jakosc powietrza w pokoju Karola

    ...a co sadzicie o dodatku kropli solankowo/jodowych do nawilzacza?
    namiastka morskiego powietrza?? czy raczej "fotomontarz"??

    pozdrawiam
  • doroszka 10.11.09, 22:34
    Kuba! (mogę po imieniu?) Pieknie to opisałeś.
    Pewnie nie jestem pierwsza ani ostatnia, której po przeczytaniu
    Twojego posta łzy stanęły w oczach - choć (a może właśnie dlatego)
    wiele jako matka wcześniaka przeszłam i może powiannam być
    zahartowana(?!)...

    Dobrze, że napisałeś - dzięki temu Karola dodatkowo wspiera tyle
    ciepłych myśli i tyle kciuków zaciska sie w jego sprawie, że teraz
    już z górki smile To działa big_grin

    Twój wpis poza tym jest nie do przecenienia dla swieżych rodziców
    wcześniaków, szczególnie tych skrajnych! Ale wiesz o tym,
    prawda...? wink

    --
    Doroszka smile
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,doroszka.html
  • marta_i_koty 11.11.09, 00:44
    qba_tata_karola napisał:

    >Pozbyc sie takze narazie musimy zwierzyńca, choc co prawda dzieciaki
    w takim wieku nie reaguja na alergeny zwierzat, to mimo wszystko
    zwierzak narazie musi zmienic adres zameldowania.<

    Ale w takim razie dlaczego chcecie się pozbyć zwierzaka, skoro jego
    obecność nie zagraża dziecku?
    --
    "Po paru latach, jakie od dnia stworzenia przeszły,
    dziś już jasno widać, że Panu Bogu poza kotami nic się do końca nie
    udało"
    J. Pilch
    Ukochane...
    http://tiny.pl/zqz3
  • ewcians 11.11.09, 01:00
    Ojoj coś mi to przypomina,mam nadzieję, że nie skończy się jak u nas.......

    TRZYMAM ZA WAS KCIUKI!!!!!!!!!!!!!!!

    --
    Ewa, lat 32, mama Bliźniaków Kacperka i Zuzi ur. 10.11.2006 w 27 tc.
    Moje Szczęściasmile
    img44.imageshack.us/gal.php?g=dsc00723iii.jpg
  • mama_janka007 11.11.09, 01:19
    zamiast pozbywac sie niewinnego zwierzaka, najpierw moze je zaszczepic,
    odrobaczyc i poczekac az rozwinie swoje cudowne wlasciwosci wplywajace
    niwelizujaco na wszelkie zoo-alergie u dziecka.
    o zwierza wystarczy dbac. nie trzeba sie go pozbywac..
  • karro80 11.11.09, 11:01
    Nasze liniejące i pylące żwirkiem koszatniki zostały, choć parę osób
    sugerowało, żeby się pozbyć. Co prawda stoja w innym pomieszczeniu
    ze względów logistycznychwink, ale u nas mieszkanie małe...
    Jest taki wątek MamyRycerza - poczytajcie, bo zostawienie zwierząt
    może być nie tylko bez znaczenia , ale także korzystne dla synka.

    A u nas była mega ciężka dysplazja(córka z 24/25 tydz, 600g, długo
    wisiała na respiratorze - prawie 4 mies i w większości na 100%
    tlenia -płucka-koszmar wówczas).
    --
    "popatrz na ojca ... jak matka tyra"wink
  • misiekjasiek 11.11.09, 21:12
    Tato Karola, pięknie opisałeś wcześniaki w swoim pierwszym poście
    rozpoczynającym ten temat, aż mi się łezka w oku zakręciła.
    Moi synkowie też mają płucka jak sitka, też słyszę od lekarzy same negatywne
    wypowiedzi, że to i tamto... ehhh ale ja wierzę, że tak jak Karol i Piotruś moje
    chłopaki zaczną samodzielnie oddychać i wrócą do domu.
    Co do tematu zwierząt w domu, mamy w domu królika i też myślałam nad tym, co z
    nim zrobimy - jeśli chłopaki będą wymagać usunięcia zwierzaka, oddamy go do
    rodziców. Z ciężkim sercem, ale: dla nich wszystko.
  • qba_tata_karola 12.11.09, 19:56
    Walka Karola w obiektywie - Karol - sto dni walki pewnego wczesniaka

  • aneciamamawiki 12.11.09, 20:45
    piekny wzruszajacy film gratuluje wam slicznego synka i zycze duzo
    sily cierpliwosci i czujnosci pozdrawiam
  • zabka11 12.11.09, 20:57
    Dużo zdrówka dla walecznego Chłopca i jego Rodziców.

    Oglądając ten film, przyszła mi do glowy taka myśl, że Wy rodzice
    wcześniaków, jesteście w jakiś sposób "wybrani" (przez Boga czy Los
    0 w zależności kto w co wierzy?), jesteście tacy wyjątkowi, macie w
    sobie tyle siły...i tylko pytanie, czy tacy jesteście już "przed
    walką", czy tacy stajecie się " w trakcie walki". Nikogo nie chcę
    urazić, jeżeli tak się stało...przepraszam...po prostu..jesteście
    wszyscy niesamowici.
    Pozdrawiam serdeczniesmile
    --
    Ania,gg 9669529, mama:
    Małgosi 11.10.2002 i Jasia 17.08.2007
    fotoforum.gazeta.pl/a/33471,6.html
    www.pomoz-amelce.pl/
  • karro80 12.11.09, 22:42
    Jeśli rozpatrywać to w kwestii religijnej to raczej dies irae, anie
    błogosławieństwo. A zmieni każdego na kogo trafi - czy to ja czy
    tata Kuby czy Mama Misia - tyle, ze każdy przejdzie przez to
    inczej.Różne charaktery, różne układy rodzinne i rożny stan dzieci.

    No i weź pod uwagę, że tu jednak prezentujemy "niby jaśniejszą
    stronę" co nie znaczy, że nie ma przyplacasz tego depresją,
    problemami zdrowotnymi czy brakiem checi na cokolwiek - bo tak bywa -
    czsto.

    No i "manie" wcześniak nie kończy się z wyjściem ze szpitala - wiele
    z nas nie może nawet powiedzić, że to już po walce...a ciągła walka
    cholernie wyczerpuje - taka jest prawda - nie ma w tym nic
    wznioslego -jest strach, ból i harówka - dziecka i rodziców.

    No i tak to mniej więcej wygląda od środka...a caly patos nie
    istnieje.





    --
    "popatrz na ojca ... jak matka tyra"wink
  • anna_fv 12.11.09, 23:01
    No dziękuje za takie "wybranie" ... wyjątkowi też nie jesteśmy, po
    prostu nie mamy wyjścia sad

    Ania, mama bliźniaków urodzonych 4.04.09 w 25 tc - Juleńki: 710g
    Viktorka: 770g
  • lexmoniczka 12.11.09, 23:58
    jesli chodzi o "wybranie losu" - to przepraszam ale ja widzę to jako
    ogromnego pecha, ból i cierpienie jakie przeszły nasze dzieci więc
    czy ktoś się obrazi na moją opinie czy nie - to dla mnie stek bzdur.

    co do fimu - Kuba popłakałam się znów jak bóbr, masz chłopie talent
    do pokazywania takich historii w piękny i wzruszający sposób, i
    jakiej kto by sobie ideologii nie dorobił (tu ukłon dla Marty za
    słuszne słowa), to film pieknie pokazuje odległośc jaką pokonały
    nasze wczesniaki. Uważam że pięknie to przygotowałeś i ciesze sie
    razem z wami że mały już w domu. Teraz rozpocznie się
    wielomniesięczna tułaczka po specjalistach ale będziecie już ciągle
    razem a to jest najwazniejsze.
    pozdrawiam serdecznie
    --
    Monia i wcześniaki
    Oluś 15/02/2000(35tc-2980), Matuś 09/01/2006(35tc - 2140), Januś
    03/09/2009(27tc - 1350)
  • darecky-tata-ewy 13.11.09, 10:54
    Nie jesteśmy wyjątkowi, jesteśmy normalni i jak każdy rodzic chcemy jak
    najlepiej dla naszych dzieci. Jeśli wcześniactwo by było celowym działaniem siły
    wyższej to uwierz, że ta siła wyższa by dostała ode mnie zdrowy wpie...ol za to
    co zrobiła mojemu dziecku. Wcześniactwo niestety jest spowodowane zazwyczaj
    nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, chorobą lub partactwem lekarzy
  • qba_tata_karola 13.11.09, 11:14
    Burza w szklance wody. Zaraz dyskusja zacznie przypominać "Rozmowy w toku" .
    Zostawmy ten temat , kazdy swoje przezycia i zdazenia losowe tlumaczy w zrozumialy dla siebie sposób. Nie moze tak byc ze czyjs punkt widzenia "opluwany" jest az tak dosadnie. Kurcze, jesli kogos dotyka cos z czym inny czlowiek nie mogl by sobie poradzic, a ta osoba , znajduje wytlumaczenie DLA SWOJEJ SYTUACJI , i to pomaga mu/jej przez to przebrnac nie zalamujac sie, to KURCZE niech najwieksza tragedie nazwie sobie nawet ZBAWIENIEM , jesli tylko ją przetrwa i podniesie mimo upadku.
    Brak mi slów czytajac jak z jednego slowa zaczeliscie opluwac osobe ktora przeszla przez zycie wiele, moze nie tak jak niektorzy z NAs , ale jednak...

    tak jak napisalem wczesniej, swoj ,a raczej Karola los , zwiazałem ze smiercia ojca, gdyby nie takie "wytlumaczenie" sobie tego co sie stalo , ( dodam tylko ze bylem pierwszy ktory znalazł tate niezyjacego - smierc pozostawiajaca wiele pytan ) , i gdyby nie Karol, i siła ktora od niego otrzymalem, nie wiem jak poradzil bym sobie z ta sytuacja. Dodam tylko ze zdazenie to mialo miejsce na dlugo przed tym jak Karol byl juz "na wypisie". Byly to chwile kiedy walczylismy o jego oddech , walczylismy z zapaleniem pluc, i niewydolnoscia serca....do tego dolozyla sie smierc ojca...a mimo to znalazlem w tym wszytskim wytlumaczenie i siłe by dalej trwac przy walczacym synu...mimo ze nie znalem finalu tej walki!

    Jesli ktoś wytlumaczyl sobie to jako "misje" czy "wybranie losu" to, kurcze, JEGO i TYLKO jego sprawa. Grunt ze sobie z tym poradzil i ma siłe dla dziecka !

    Jesli ktos w swojej sytuacji , mniej lub bardziej skomplikowanej , nazwał to wszystko tragedią , to tez JEGO sprawa, i nikt nie bedzie przekonywał ze jest inaczej.

    Swietym prawem kazdego z nas jest jednostkowe podejscie do tego z czym przychodzi nam sie zmierzyc w zyciu. Jeden z nas załamie sie smiercia bliskiej osoby i zatracu w cierpieniu , drugi pomysli..."kiedys sie spotkamy..do zobaczenia" .

    I tak cierpienie swojego dziecka NIGDY nie jest łatwe , i nikt nie mowi ze mamy sadzic ze jest to NAUKA dla nas... ale miejmy prawo i dajmy je innym by przezywac je na swoj sposob.

    KONIEC TEMATU !
  • wimperga 13.11.09, 12:01
    qba_tata_karola napisał:


    > Zostawmy ten temat , kazdy swoje przezycia i zdazenia losowe tlumaczy w zrozumi
    > aly dla siebie sposób. Nie moze tak byc ze czyjs punkt widzenia "opluwany" jest
    > az tak dosadnie. Kurcze, jesli kogos dotyka cos z czym inny czlowiek nie mogl
    > by sobie poradzic, a ta osoba , znajduje wytlumaczenie DLA SWOJEJ SYTUACJI , i
    > to pomaga mu/jej przez to przebrnac nie zalamujac sie, to KURCZE niech najwieks
    > za tragedie nazwie sobie nawet ZBAWIENIEM , jesli tylko ją przetrwa i podniesie
    > mimo upadku.
    > Brak mi slów czytajac jak z jednego slowa zaczeliscie opluwac osobe ktora przes
    > zla przez zycie wiele, moze nie tak jak niektorzy z NAs , ale jednak...

    zgadzam się z Tobą w tym względzie
    i jeszcze napiszę, że moja Oleńka urodziła się w 4 dni po śmierci mojego Taty i
    ja też swoją siłę do przeżycia tej sytuacji czerpałam od Oli, dzięki niej się
    nie załamałam. W nocy po urodzinach Oli, kiedy lekarze nie bardzo wiedzieli czy
    i ja się nie przekręcę czułam obecność mojego Taty i jego zapewnienie, że Olusia
    przeżyje - oczywiście można się z tego śmiać ale dzięki temu nie zwariowałam z
    rozpaczy i znalazłam siłę aby walczyć o moje dziecko.





  • polaa27 13.11.09, 12:11
    ... że każdy powinien pisać o swoich przeżyciach, ze swojego punktu widzenia i
    nie uogólniać. Dla mnie zdanie, że wcześniactwo naszych dzieci jest misją,
    jesteńmy wybrańcami i inne tego typu bzdury
  • polaa27 13.11.09, 12:18
    jest po prostu bardzo nie na miejscu na forum gdzie wiele dzieci walczy ze
    śmiercią, z chorobami, z niepełnosprawnością.

    Zgadzam się, że każdy inaczej przeżywa i tłumaczy takie tragedie w swoim życiu.
    Ale tak jak ja nie odważyłabym się powiedzieć matce dziecka, które jest już
    zdrowe i ma wcześniactwo za sobą, że "Wam to dobrze, bo w porównaniu do mnie tak
    mało przeszliście", tak niech mi nikt nie wmawia, ze mam jakąś bzdurną misję...
  • darecky-tata-ewy 13.11.09, 12:29
    Wypowiedziałem tylko SWOJE zdanie na temat "misji" wcześniactwa mojego dziecka.
    Moim celem nie było "opluwanie" kogokolwiek. Miałem do tego prawo czy czegoś nie
    tu rozumiem?
  • mama-cudownego-misia 13.11.09, 12:43
    Niech sobie tłumaczy, jak chce, ale to jest jednak publiczne forum i
    żaba swoimi przemyśleniami wsadziła kij w mrowisko - zapisując je zgodziła się na komentowanie przez innych.
    Swoją drogą, gdyby żaba nie eskalowała (bo zauważ, ze to ona
    podkręcała temperaturę dyskusji, z każdym postem bardziej rzucając
    mięsem i dodając więcej wykrzykników), to może poznanie punktu
    widzenia innych rodziców mogłoby być dla niej wzbogacające - albo by
    uznała, że ma szczęście, bo widzi misję tam, gdzie inni widzą tylko
    bezsens, albo by dala ujście uczuciom, z których się co dzień tutaj
    zwierzamy: zwątpienia, rozpaczy, poczucia winy, strachu, złości,
    zazdrości...
    Nie jesteśmy świętymi. Jesteśmy zmęczeni, sfrustrowani, wystraszeni,
    zrozpaczeni i mamy dość. Jak ktoś nam walnie tekstem o misji naszych
    dzieci, to jak mamy reagować? Uśmiechać się i bić brawo? Plizzz...
    --
    Miś
    Panoramy Wrocławia, zdjęcia mojego autorstwa smile
  • joannapa 12.11.09, 22:51
    życze Wam, by Mały rósł zdrowo...

    a film... cudowne jedno z ostatnich ujęc - gdy niesiesz go w
    foteliku...

    --
    Joanna - Ania (18.09.2004) i Dziewczynki (28.04.2009, 25 tc)- Kasia
    (670g; umarła po 40 godzinach) i Małgosia (470g; umarła po 4
    miesiącach)
  • panterka5 12.11.09, 23:53
    Bardzo wzruszający film...
    Kubo, widzę, że jesteście z tego samego miasta (lub okolic) co ja smile
    Bardzo serdecznie Was pozdrawiam i życzę dużo zdrówka dla Karolka i już
    teraz samych radosnych dni po tej ciężkiej walce...

    Jeśli zechcesz, to możesz poczytać o nas:
    forum.gazeta.pl/forum/w,15302,102537084,102537084,Witam_.html
  • martha_sz2 13.11.09, 00:17
    Przepiękny i bardzo wzruszający film.
    Przypomina mi się cała nasza droga, którą przebyliśmy z Jaśkiem.
    Pozdrowienia dla dzielnego synusia i wspaniałych rodziców.
    --
    mama Jasia 16.04.2009 r.(31 tc) 1280 g,42 cm
    e-mail martha_sz2@tlen.pl
    gg 4528830
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,martha_sz2.html
  • panterka5 18.11.09, 17:48
    Kubo, czy u Was wszystko dobrze? Nie odzywasz się ostatnio... Jak
    się ma Karolek?
  • qba_tata_karola 18.11.09, 20:22
    ..dzieki za troskę.

    Karol miewa sie odpukac narazie doskonale. W domu wyraznie rozkwitł,
    a cowiecej bardzo szybko przyzwyczaił sie do wygody, i w doskonaly
    sposob dryguje rodzicami. Narazie odpuszczamy "rzady silnej reki" ,
    niech maly troche odreaguje. Odziwo noce przesypiamy calkiem fajnie (
    2 pobodki w nocy , jedzonko na spiaco i lulu ) , przepuklina tylko
    czasem daje o sobie znac. Pluca odpukac narazie sie uspokoiły. Oddech
    sie pieknie uspokoił.
    Zaczelismy zabawe w cykl " Z Karolem wsrod specjalistow: Karol na
    tropie chirurga" . Okulista, szczepienia, patologia
    noworodka,pediatria pulmunologia, rehabilitacja...

    Jutro kontrola ROP'u 45 dni po zabiegu. Trzymac prosze kciuki.
    Ogólnie mowiąc spanikowani rodzice, kwitnacy karol i wywrocony swiat
    dogory nogami .... rodzicielstwo jak sie patrzy.

    Dzis Karol byl bohaterem art. w dzienniku codziennym NOWINY, w ktorym
    to walczylismy o Synagis. maly nasz wklad w budowanie swiadomosci.


    pozdrawiam
  • panterka5 18.11.09, 21:41
    Najważniejsze, że Karolek ma się dobrze smile No i pięknie przesypia
    nocki smile
    Listę specjalistów mamy taką samą, tylko wizyty u okulisty nam już
    odpadły a tak to pulmunolog, neurolog, rehabilitacja...
    Szkoda, że nie wiedziałam wcześniej o tym, że Karolek będzie
    bohaterem artykułu w dzisiejszych "Nowinach" bo bym sobie kupiła...
    Kciuki oczywiście mocno zaciskam, żeby jutro u okulisty było
    wszystko dobrze!!!
    Jeśli mogę zapytać... Czy idziecie do Pani doktor Pelc?
    My chodziliśmy do tej Pani doktor i byliśmy bardzo zadowoleni z Jej
    podejścia i w ogóle fachowości...
  • qba_tata_karola 18.11.09, 21:56
    Tak, dr Pelc "prowadzi" oczy Karola. Ona prowadzila pod kontrola
    rozwój ROp'u by w odpowiednim czasie zoperowac Karola, i dalej po
    zabiegu dalsza kontrola. Naszczescie dzieki niej , obecnie ROPU brak,
    i oby jutro nic w tej kwestii sie nie zmienilo.

    dodatkowo schodzimy ilościowo z dodatku Nutritionu, z zaskakującym
    dobrym efektem , odstawilismy Espumisan jesli chodzi o kolki , i
    zmniejszylismy ilosc inhalacji z Pulmicortem. Powoli do przodu

    w grudni szczepienia na Pneumokoki i reszta.


    wciaz czekamy na Synagis..jeszcze tydzien, potem kupujemy na własna
    ręke i walczymy z NFZ ..

    pozdrawiam

    p.s ..tez jestes z Rzeszowa?



  • lexmoniczka 18.11.09, 22:58
    bardzo cieszę się że tak wam idzie, dzielne to Twoje dziecie...co do
    synagisu nie odpuszczaj, mi w końcu odpowiedziała kancelaria
    prezydenta rp że się zajmą - może coś to pomoże.
    pulmikortem się nie martw nasz mati do 3 roku życia musiał wziweać
    tak po tydzień dwa w miesiącu i dopiero po operacji migdałów mu
    odstawili (ale to inna historia), najważniejsze że młody silny.
    usciskaj go koniecznie odemnie

    --
    Monia i wcześniaki
    Oluś 15/02/2000(35tc-2980), Matuś 09/01/2006(35tc - 2140), Januś
    03/09/2009(27tc - 1350)
  • karro80 18.11.09, 23:08
    Fajnie, że do przodusmile
    Z nutritonu złaźcie jak się da - moja miała niezłe sensacje po nim,
    a nie moglismy się domyślec od czego...(zaparcia, bóle brzuszka), no
    i potem dzieć tylko gęste umie wsuwać - moja nauczyła się normalnei
    pić w te wakacje - czyli w wieku ponad roku korygowanego...

    PEwnie z oczkami będzie dobrze - moja po 2 laserach - wszystko
    trzyma pięknie.(no okularki ma bo jedno oko plus 2, ale co tam,
    ważne, że siatkówka trzyma, a wada maleńkasmile)
    --
    "popatrz na ojca ... jak matka tyra"wink
  • panterka5 18.11.09, 23:20
    Tak, jestem z Rzeszowa smile
    Mógłbyś mi napisać nazwisko pulmunologa do jakiego chodzicie z
    Karolkiem? I ile razy dziennie robicie inhalacje?
    My przez 4 mies. robiliśmy 2 x dziennie a od dwóch mies. 1 x
    dziennie, również pulmicort + sól fizjologiczna. Moja Amelka zawsze
    osłuchowo była "czysta", na każdej wizycie u pediatry i pulmunologa
    a mimo to w dalszym ciągu inhalacje mamy zalecone. Dysplazja
    oskrzelowo-płucna na RTG jest widoczna, ale nie duża, nigdy też nie
    powodowała problemów oddechowych. Właściwie to zdiagnozowana została
    zupełnie przypadkowo bo przy okazji zdjęcia wkłucia centralnego.
    Niby pulmicort nie jest szkodliwy, więc może to i lepiej, że mamy
    zalecone nadal te inhalacje... Hmmm...
    My jesteśmy już po dwóch dawkach szczepienia, pneumokoki również.
    Wiesz, że należy się Wam szczepienie przeciw pneumokokom bezpłatnie?

    Ciekawa też jestem do którego Ośrodka Wczesnej Interwencji chodzicie
    na rehabilitację i jaką metodą ćwiczycie?
    My chodzimy na Hoffmanowej i ćwiczymy metodą Vojty.
    Moja Amelka ma stwierdzone wzmożone napięcie mięśni a jak jest z tym
    u Karolka?
    Przepraszam za te wszystkie pytania, ale wymiana doświadczeń często
    może być pomocna, zwłaszcza, że mieszkamy w tym samym mieście.
  • karro80 18.11.09, 23:31
    PRzepraszam ale się wtrynię - pulmikort dobra rzecz póki teraz różne
    zarazy - on też zapobiega własnie - dziala przeciwzapalnie, więc
    może przy nim pozostać do wiosny? mysmy też odsawiali jakoś albo
    zimą albo wiosną, ale jesień chyba najbardziej "płodna" w wirusy i
    bakterie to może warto?

    --
    "popatrz na ojca ... jak matka tyra"wink
  • panterka5 19.11.09, 00:04
    Moja Amelka od wyjścia ze szpitala (ponad pół roku już jest w domku)
    nie chorowała, ani katarku nie miała, ale jak zaczyna się furczenie
    noskiem to zwiększamy inhalację do 2 x dziennie na około tydzień
    (zalecenie pulmunologa) i "dusimy" katar w zalążku. Tak mi się
    wydaje, że to pulmicort jest tutaj bardzo pomocny...
  • qba_tata_karola 22.11.09, 23:27
    Rehabilitacja prawdopodobnie bedzie w MazMed , jeszcze nie chodzimy.
    czekamy na aklimatyzacje.

    Karol ma minimalne WNM w nogach , reszta narazie ok.
  • migotka-2 13.11.09, 10:14
    Życzę ci Karolku abyś z ogromnej miłości jaką darzy Ci rodzina czerpał sił do
    walki z przeciwnościami.
    Podczytuje to forum już długo jednak głos zabieram dopiero dziś, wcześniej nie
    miałam odwagi. Moja Kasia jest wcześniakiem, jednak nie tak skrajnym i jak na
    wcześniaka dużym 2900 ale problemy nas też nie ominęły. Wyszłyśmy na prostą po
    kilku latach wytężonej pracy i poświęceniu lekarzy.
    Zgodzę się z opinią że jakiekolwiek problemy ze zdrowiem dzieci wcześniaków,
    dzieci niepełnosprawnych, czy po prostu bardzo chorujących nie są misją ale
    powiem też że każdy ma prawo do widzenia świata własnymi oczami. To forum pełni
    cudowną rolę pomocy merytorycznej oraz wsparcia emocjonalnego w sytuacjach które
    wydają się nie do udźwignięcia. I tak trzymajcie drodzy rodzice! A jak to
    nazwiecie misja, pech, wojna, czy jeszcze jakoś ma zdecydowanie małe znaczenie.
    Pozdrawiam wszystkie dzielne maluchy i ich rodziców!
  • mam-ann 13.11.09, 13:10
    czytam ten spór - i powiem Wam...
    moja mama, tez tak do mnie mówi -że to dar, zadanie. Jak żaba.
    Ja jednak tak tego nie widzę - raczej jako męke i ciągłą walkę - jak
    większśc z Was.

    ale.. tak myślę - dlaczego ta różnica?


    Sądzę że dlatego, że trudności - hartują nas, uczą życia, pozbawiają
    iluzji - wzbogacają - i gdy trwają jakiś czas - można traktowac je
    jako misję - z której mozna wynieśc owoce. Jest czymś co nas buduje.

    natomiast gdy ta destruktywna walka trwa nie rok, nie dwa lata ale
    wiele więcej i nie ma światła w tunelu i obietnicy że kiedys to się
    skończy - wtedy ta siła zaczyna niszczyć. Ten hart który zbudowała -
    zmienia się w hart wypełniony bólem, cierpieniem i brakiem radości
    życia - takiej jaką mają "zwykli ludzie"

    mój syn ma "kumpla" - mieli urodzić się w tym samym czasie, tylko
    Krzysiek się pośpieszył i zamaiast w październiku przyszedł na świat
    w lipcu.
    Więc kumpel Krzysia - chodzi mówi, je... no wszystko co ponad
    roczniak robi.
    mój syn - nie siedzi, nie hcodzi, nie raczkuje, nie mówi... no
    przypomina 6 miesieczne dziecko.

    I mama tego zdrowego mówi do mnie zawsze "no ale co chcesz od
    Krzysia, przecież ja nie widze jego kalectwa, gdzie on ma niby to
    porażenie mózgowe (wyobraża je sobie tlyko jako powazne wykręcenia
    rąk i nóg) jest słodki i radosny." - tak jest słodki i radosny, ale
    ma mpdz - nie umie nic co dziecko w jego wieku, ma rure w brzuchu i
    nie je nic ustami i mnóstwo innych problemów... - jasne jest że jest
    niepełnosprawny i to w stopniu mocniejszym niż trochę.
    I nie pojmuję czemu inteligentna kobieta - która ma zdrowe dziecko w
    tym samym wieku tego nie widzi....
    moze własnei dlatego że ma lekkość w sercu - bo ma zdrowe dziecko.
    --
    mama 15-sto miesięcznego Krzysia (540gram, 2Appgar, 28tc, 17.07.2008)
    fotoforum.gazeta.pl/u/mam-ann.html
  • karro80 13.11.09, 13:59
    Karol jest fajny gośc, grubiutki taki jak na wcześniaka(naprawdę) -
    moje - skóra i kości.



    Dobra, kńczymy z "misją" - zreszta Kubo to do Zaby było - musisz
    patrzeć na drzewko jak się układawink

    Po prostu wkurza slyszenie od ludzi ciagle "o jaka pani dzielna itp,
    ja bym tak nie umiała" i takie tam podobne bzdury - z początku może
    fajnie i przyjemnie pompowac nam ego, że my tacy "kuloodporni" i w
    ogóle niesamowici. Ale w miarę upływu czasu może zacząć irytować to
    zupełne miniecie sie z rzeczywistością - bo tak jest, to co widzi
    Żaba jest jej odbiorem tego co widzi z zewnątrz - po prostu
    chcieliśmy żeby zobaczyła, co jest od średka, jak wygląda prawda,
    bo jakoś mało rodziców mających czy dzieci niepełnosprawne czy
    wcześniaki uważa podobnie - to Ci którzy nie wiedz piszą lzawe,
    wzruszające historyjki o "wybrańcach".

    Ja nie jestem zła na Żabę - w końcu nie wiedziała, ale dziwi mnie,
    że nie chce poznać jak to naprawdę jest, skoro tematyka jest dla
    niej interesująca, a upiera się przy swoim odbiorze - nie można
    ocenić sytuacji nie będąc w niej - to nie będzie rzeczywiste.

    Dobra, wytlumaczone, odkreślone.





    --
    "popatrz na ojca ... jak matka tyra"wink
  • skomroch1 13.11.09, 14:47
    A czy wy nie jesteście z Rzeszowa? Karolek wcześniak otworzył mi sie jako fim
    autora Lecznica Jamnik, a taka jest w Rzeszowiesmile
    Nie moge wejść na ten film, otwiera mi się you tube jako taki, a nie film. Moge
    prosic o komkretniejsze namiary, tytuł, autora?
    Życzę zdrowia, mama Rocha, 27 tc. 1164 gramy>
    --
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,skomroch1.html

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka