Dziewczyny sorry, ale aż mnie nosi;/ muszę się "wypisać". Jak ja byłam mała to w przychodni były dwa osobne wejścia jedno dla dzieci chorych, drugie dla dzieci zdrowych do szczepienia. Dwa osobne gabinety. W innej przychodni były wydzielone godziny kiedy są szczepienia i wtedy były tylko dzieci zdrowe.
Dziś byłam z Wiktorkiem na szczepieniu p/pneumokokom i wychodzimy z gabinetu oczywiście pielęgniarka karze nam odczekać 30 minut, aby sprawdzić czy nic się nie dzieje... idziemy do poczekalni a tam dwójka dzieciaków z ospą! Sorki, ale we mnie aż się zagotowało... nie wychowuje Wiktorka pod kloszem tak, że bronie go od wszystkich zarazków bo wychodzę z założenia, że niektórych i tak nie unikniemy... ale umawianie dzieci zdrowych w tym przypadku jeszcze wcześniaka z rozchwianym układem odpornościowym na szczepienie razem z dziećmi (2 rodzeństwa) "ziejących" ospą to chyba przegięcie..... Odczekałam 5 minut ubrałam małego i uciekłam stamtąd. Tak się zastanawiam po co w takim razie szczepienia przeciw ospie tak bardzo zalecane dla wcześniaków z racji powikłań jakie ta choroba może wywołać??? Normalnie roznosi mnie i mam nadzieję, że Wiki nic nie przyniósł ze sobą... bo inaczej zabije;/
--
Wiktor - 28 tc - 29.07.2011, 1150 g, 39 cm
http//:
fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/2964622,2,1,P1120041.html