Dodaj do ulubionych

czy ktos wam pomaga przy dziecku?

16.02.06, 15:41
jestem ciekawa ja wyglada u was sprzatanie, gotowanie, pranie (uslugiwanie
dla meza) itd no i oczywiscie opieka nad bobasem, pytam bo ja musze radzic
sobie calkiem sama, mieszkam zdla od rodziny i czasem mam po prostu dosc,
jestem zmeczona. Jak to wyglada u was dziewczyny?
Obserwuj wątek
    • klaufil Re: czy ktos wam pomaga przy dziecku? 16.02.06, 16:12
      U mnie dokładnie tak samo, z tym że mój mąż nie jest wymagający. Gdy nie ma
      np.obiadu to idziemy zjeść coś w mieście. Poza tym pomoga mi przy dziecku,
      kiedy tylko ma czas, ale i nie moge powiedzieć, zdarzaja sie i sprzeczki z tego
      powodu. Czasami jadę do rodziców na 1 czy 2 tygodnie i odpoczywamy wtedy od
      siebie. Pa
    • angelika.ka Re: czy ktos wam pomaga przy dziecku? 16.02.06, 16:50
      Ja tez radzę sobie sama, różne są tego efekty, ale nie jest najgorzej. A jak
      kiedyś mąż delikatnie zapytał co ja takiego wyczerpującego robię cały dzień,
      to zmusiłam go do pewnego bardzo pouczającego eksperymentu - całą sobote kiedy
      miał wolne, ja nie robiłam nic, prócz karmienia i przewijania małej, a on w
      tym dniu musiał: ugotować, pozmywać, posprzątać, bawić sie z małą itp.
      Wieczorem był pełen uznania dla mnie, hihihi....
      Nie będe ściemniała, - są dni, kiedy czeka na mnie sterta naczyń "z wczoraj",
      kiedy tylko czekam aż mała zaśnie i w biegu staram sie prasować prać i gotowac
      naraz, ale to się nie udaje, bo akurat wtedy mała postanawia spać 10 minut i
      ani tyci więcej. Kiedy jestem już tak baaardzo zmęczona wszystkim, też pakujemy
      sie i jedziemy na kilka dni do mojej mamy, gdzie moge wreszcie odetchnąć i
      nawet pobiegać po sklepach...
      Pozdrawiam wszystkie przemęczone koleżanki
      Angelika
    • edy77 Re: czy ktos wam pomaga przy dziecku? 16.02.06, 19:57
      Witaj siostro!
      Ja niestety też muszę radzić sobie sama. Mój mąż od pon. do pt. jest poza
      domem. Mama mieszka w miarę niedaleko ale ma własną firmę i nie ma czasu a tato
      mieszka trochę dalej ale też ma swoją firmę i też nie ma czasu. Jedynie w
      sytuacji gdy trzeba jechać z Bartkiem na kontrole to, któreś z nich nas zawozi
      bo ja nie ma prawka. Odkąd mały wyszedł ze szpitala radzę sobie sama. Najgorsze
      były pierwsze tygodnie bo byłam zupełnie sama nie miał mnie kto zmienić choć na
      chwilę. Teraz jeśli chodzi o dom to sprzątam tylko wtedy jak mały śpi. Mam o
      tyle łatwiej, że przesypia 2 godziny pod rząd. Prasowania zaniechałam. Robię to
      tylko jak potrzeba.Obiad robię tylko dla Bartka i wtedy coś przy nim podjem.
      Generalnych porządków przed jakimikolwiek świetami zaniechałam. Teraz gdy
      zaczął chodzić jest trochę łatwiej.Natomiast wieczorem nie jestem wstanie nic
      zrobić i marzę o chwili dla siebie.Przez to, że nie mam prawka jestem teraz
      więźniem we własnym domu. W styczniu powiedziałam mężowi, że musimy gdzieś
      wyjść sami bo jeszcze jeden dzień i oszaleje. Byliśmy w kinie. Na chwilę mogłam
      oddetchnąć. Od końca stycznia mamy komputer także teraz jest to moja jedyna
      forma komunikacji ze światem a jeszcze telefon.
      Pozdrawiam i byle do wiosny.
      Edyta
    • venla Re: czy ktos wam pomaga przy dziecku? 16.02.06, 20:53
      Ja mam mamę za ścianą i kiedy potrzebuję to chętnie mi pomaga. Kiedy byłam na
      macieżyńskim starałam się przy małym wszystko robić sama a że był strasznie
      wyczerpującym dzieckiem pochłaniał cały mój czas. Z niecierpliwością czekałam
      aż zaśnie bo potem dopiero zabierałam się do roboty. Jak nie mogłam się wyrobić
      mąż dziwił się i był wkurzony że nie mam wieczorem czasu dla niego. Pytał : Jak
      to nie możesz niczego zrobić przy Miłoszu?Widocznie jesteś niezaradna, inne
      kobiety też mają dzieci i jakoś sobie radzą, jesteś przecież na macieżyńskim!
      Szkoda słów. czasem pracował w weekendy. jak nie pracował to miał zjazdy na
      studiach i też go nie było. Pewnego razu kiedy ja byłam na kursie w sobotę on
      został z dzieckiem i stwierdził, że tak się zmęczył, że nawet się nie
      spodziewał. Wtedy mnie zrozumiał. Miałam bardzo ciężki tamten rok, kiedy Miłosz
      miał prawie 5 m-cy poszłam do pracy. Oczywiście jak wieczorem zasypiał ja
      ogarniałam mieszkanie a potem zabierałam się za pisanie (do pracy). Mąż
      wkurzony, nie na mnie ale na całą sytuację, szkoda słów.Teraz jest dużo
      łatwiej, mogę więcej zrobić przy dziecku w dzień, a wieczory mieć
      luźniejsze.Oby tak już zostało
    • tabaluga0 Re: czy ktos wam pomaga przy dziecku? 16.02.06, 22:36
      ja mam i mame i tesciowa w tym samym miesice ale nie prosze o pomoc i one same
      tez sie nie pchaja . No chyba ze faktycznie juz musze to na godzinke czy dwie
      zostana z Szymkiem. Ostatnio bylismy w konie na walentynki wiec mały był u
      babci.No i na kuligu. to było pierwszy w jego zyciu ze zostal na noc u babci.

      Poza tym w domowych sprawach to musze sobie radzic sama, sama tez jezdze na
      rehabilitacje, do psychologa czy logopedy.Wyjatkiem sa badania słuchu czy u
      okulisty, wtedy maz jedzie ze mna.Mam prawko i musialam sie nauczyc od nowa
      jezdzic kiedy sie Szymek urodził.Musialam mu zawozic mleczko do szpitala.

      Tak jak wy gotuje, sprzatam , piore, prasuje sama, bo mąz pracuje. Czasami jest
      ciezko z dzieckiem na reku albo trzymajacym mnie za spodnie. Prasuje wieczorem
      kiedy śpi, piore przy nim, zmywam wieczorem, gotuje przy nim ale niełatwo jest.
      Nie wychodze nigdzie, nie rozmawiam z nikim, jestem jak w wiezieniu.Gdyby nie
      internet to juz w ogole skisłabym w domu. Szczerze mowiac mam dosyc i na
      pytanie meza czy zdecydujemy sie na córeczke odpowiadam ze NIE!On mi nie pomaga
      w niczym, no chyba ze juz jestem tak wsciekla i rycze to łaskawie sie zajmie
      dzieckiem.Nie przewinie, nie nakarmi, nie pojdzie na spacer, sam nie wykapie.I
      oczywiscie zawsze ma pretensje.
      --
      foto.onet.pl/albumy/album.html?id=48246&q=tabaluga01&k=3
    • mamaigora1 Re: czy ktos wam pomaga przy dziecku? 17.02.06, 08:40
      Rozumiem, że pytanie dotyczy raczej Mam dzieci jeszcze malutkich gdy mamusie sa
      z nimi same w domu.
      Ja taka sytuacje miałam do momentu ukoznczenia przez Igora 6 m-ca zycia, byłam
      z nim w domu sama, choc mąż ze względu na luxny charakter pracy był dochodzący
      do nas w ciagu dnia. Obiad na cały tydzień robiliśmy tylko w niedziele,
      sprzatanie w sobotę gdy mąz zajmowal sie Maluchem. Pranie i zmywanie robiło sie
      samo wink
      Gdy wrócilam do pracy to w ciagu dnia z Igorem od 6 do 9 m-ca zycia był mój mąż
      i jakos sobie do tej 14:30 radzili beze mnie, gdy wracałam to mąz wychodził -
      obiady zawsze byly przygotowane wczesniej tylko do odmrożenia i odgrzania,
      sprzatanie w soboty, wielkie gotowanie w niedzielę. Prasowanie tylko na
      zyczenie.

      A teraz juz od ponad roku z Igorem od 10 do 15:30 jest teściowa, my z mężem
      pracujemy, ja wracam ok 15:30, mąz razem ze mna wpada na obiad i wychodzi
      znowu. Obiady (juz nam tak zaostało) gotujemy w niedziele na cały tydzień, albo
      jak juz całkiem przypili to w markecie kupimy jakies mrozonki i tyle. Dla Igora
      gotuje ja , sprzatam ja w soboty - mąz wtedy idzie z Ichem na spacer. Pierze
      sie samo wieczorami, zmywa smao na noc. jako że mąz wychodzi do pracy 9 -10 to
      co drugi dzień rano odkurza odkurzaczem, żeby wszystko brudem nie zarosło.
      Teściowa ma za zadanie tylko i wyłacznie opieke nad Igorem (nie lubie jak mi
      sie ktos po kuchni kręci, więc nie skorzystałam z chęci niesienia mi w tym
      względzie pomocy).
      Teraz Igor juz jest na tyle samodzielny (2 latka), że czasem moge nawet usiąśc
      w ciagu dnia na kanapie i poczytac książkę, a on grzecznie brum brumuje autkami
      u moich stóp - jakos woli sie bawić tam gdzie ktos jest, nie lubi sam siedziec
      u siebie w pokoju.

      Mysle, że najgorzej jest do momentu jako takiego opanowania chodzenia, a potem
      gdy mieszkanie jest bezpiecznie dla dziecka urządzone to mozna mu dac tyle
      swobody ile chce i znaleźc dla siebie naprawdę troche czasu na odpoczynek w
      ciagu dnia.

      --
      Igor na sankach
    • asia_233 Re: czy ktos wam pomaga przy dziecku? 17.02.06, 09:28
      U nas najgorzej było, jak Aluś był malutki. Ja z bardzo zaawansowaną depresją
      poporodową nie wyobrażałam sobie ogarnięcia wszystkiego i opieki nad dzieckiem.
      Z czasem jakoś wszystko powoli się normuje. Nad wszystkim czuwa mój mąż. Jak ja
      sprzątam siedzi on z synem i na odwrót. Oczywiście na każde zawołanie są
      teściowie i rodzice, ale jak jesteśmy oboje to rzadko korzystamy.A Alka nie da
      się na chwilę spuścić z oka. No i tak jak u Joli, wielkie sprzątanie w sobotę,
      pranie Alka ciuszków w niedzielę. Zasisałam się na uczelni na obiady, wożę też
      mężowi do domu, także odpada mi gotowanie. A że dojeżdżam na uczelnię 60 lub 90
      km bo robię doktorat w dwu miejscach, to bardzo mi to ułatwia życie.
      Ale generalnie nasz dom, a właściwie jego czystość dalej spędza mi sen z
      powiek. Pozdrawiam.
    • tiya Re: czy ktos wam pomaga przy dziecku? 17.02.06, 10:49
      Tata Natki odkad pojawila się w domu potrafił zrobic przy niej
      wszystko:nakarmić, wykąpac, przewinąc. Teraz to procentuje i moglam np.
      spokojnie wyjechać na 3 dni w góry, kiedy młoda miala 1,5 roku. Oprócz tego nie
      wzbraniam się przed podrzucaniem jej dziadkom, tzn. jeśli sami poprosza i
      proponuja, posylam ja bardzo chętnie,czasem nawet na noc, natomiast ja proszę
      wtedy, jak już stoję pod scianą-nie chcę ich wykorzystywac za bardzo smile
      Teraz, kiedy mala ma 2 lata jest o niebo latwiej, ale kiedy była mlodsza i z rak
      nie schodziła, a ja musialam ją na rekach zabierać nawet do toalety, bo i tak
      bywalo... Kocham swoje dziecko nad zycie, ale powiem szczerze, że nie
      wytrzymalabym w domu 24/24 opiekujac się malą, gotując, piorąc, sprzatając.
      Dlatego nie mogłam się doczekać powrotu do pracy.
      Nie chcę, żeby w domu byl blysk za wszelką cenę.Pierdolniczek, jaki robi
      ruchliwa dwulatka, zupełnie mnie nie kłuje w oczy. Nie wyobrażam sobie gotowania
      czy sprzatania w nocy. Noc jest do spania, kochania i latania po necie smile. Jeśli
      mąż chce mieć czyściej i obiadki lepsze niż pizza, mrozonki i mielone z
      niedzieli w czwartek to sorki, ale też ma 2 ręce.
      Jeśli ja mam sprzatać, tata ma się zająć dzieckiem.
    • barmagos Re: czy ktos wam pomaga przy dziecku? 17.02.06, 11:09
      Tez musiałam radzic sobie całkiem sama- moja mama daleko, tesciowa pracuje,
      mąż- bardzo zmęczony( czyt. zawsze zmęczony). szczególnuie ciężko było jak mała
      jadła co 2 h, ja sie ściągała przez 1\2 h z obu piersi, w między czasie
      przewinąć, przebrać, coś zrobić i tak na okrągło- cóż nie jest łatwo, ale da
      sie przezyć. Z czasem nauczyłam się zajmować najważnuiejszymi rzeczami,
      prasowanie itp mogło poczekać...
      Pozdrawiam i życze wytrwałości i pogody ducha--- JUŻ NIEDŁUGO WIOSNA!
      • jolkax Re: czy ktos wam pomaga przy dziecku? 19.02.06, 16:54
        Hey
        Tu mama starego wczesniaka 12 lat. Oj wrócily mi wspomnienia. Ja sobie nie
        radziłam. Ale za to mam co wspominać. Otóż synek był tak absorbujący nie
        przebywał w łóżeczku po obudzeniu ani 5 minut a kojec był wyłącznie ozdobna
        atrapą. Miał też zwyczaj wysypiać sie w kwadrans i cały dzień grasował. Noce
        przesypiał, ale zazwyczaj wieczorem szybciej uspił tatusia i wyłaził gotów do
        zabawy. Nigdy rano nie zaspał i najpóźniej 5.30 wstawał. Rano też zazwyczaj po
        mleczku robił kupiszona i trzeba było to upszatnąć. Tak więc o 6 rano byłam juz
        na pełnych obrotach. Mąz nie mógł mi pomóc więc zatrudniliśmy panią opiekunkę,
        która przychodziła na 3- 4 godziny dziennie i zajmowała sie małym a ja domem bo
        nie lubie jak ktoś sprzata mój bałagan.Tak więc nie zarastalismy a mały miał
        gotowe jedzonko i my tez. Sytuacja nie była więc stresujaca. Kiedy mały podrósł
        lepiej nie było ale za to weselej. Nigdy nie miał w zwyczaju bawić się tak abym
        mogła poczytać więcej niz 5 linijek. Zawsze wspinał się, majstrował,
        kombinował. Od kiedy nauczył się mówić i chodzić przestał w ogóle ryczeć i nikt
        go za bardzo nie pamieta płaczącego.
        Ma tez kilka niezłych drak na koncie. Idac do ubikacji nastawił tak przy okazji
        firanki w pralce na 95 stopni /po wygotowaniu do wyrzucenia/ rozkręcał wszystko
        co mechaniczne i miał tak popsutą reputację, że każde zepsute radio itp.
        automatycnie mu przypisywano. Ruszył też samochodem na podwórku itp. itd. Nie
        zabieralismy go więc nigdzie tylko do najbliższej rodziny /babcie/, aby nie
        było obciachu. Teraz wyrósł juz niczego nie psuje. Za to juz nie mozemy go
        kontrolować i nie jeden raz przychodzi go szukać. Komórki za nic nie chce bo to
        narzędzie kontroli teraz podobno jest cool chodzić bez kom.
        Najfajniej, że mamy dzieci a poradzić sobie jakoś trza nie ma wyjscia.
        Wspomnienia kawki wypitej w pospiechu jakie to fajne.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka