• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

czy czujecie sie winne? Dodaj do ulubionych

  • 24.01.07, 14:03
    Czy tylko ja tak mam? Czuje sie winna, ze Szymek urodzil sie za wczesnie, ze
    przechodzil przez to wszystko, ze powoli traci wzrok. Wprawdzie nie znamy
    przyczyny dlaczego tak sie stało, ale czuje ze to moja wina. Co powiem
    dziecku, jak kiedys zapyta: mamo dlaczego ja żle widze, dlaczego jestem
    malutki, dlaczego inne dzieci są zdrowe? a ja nie.
    Mimo ze minelo juz ponad 2 lata , to nie moge o tym wszystkim zapomnieć,
    czuje sie odpowiedzialna za to wszystko.
    --
    foto.onet.pl/33m79,w86sojkoc6os
    Edytor zaawansowany
    • 24.01.07, 15:11
      Poczucie winy to zle uczucie.Wszystkie wiemy , ze zrobilo sie wszystko , co
      mozna.Znasz mnie troszke , wiec wiesz, ze wierze w to , iz Ktos to zaplanowal
      juz wczesniej , podobnie jak ten Ktos wie juz kim Szymek bedzie w
      przyszlosci.Wiedzial to od poczatku.
      Bylas tylko cudowna Mama , robiaca wszystko co mozna w danej sytuacji...
      I zrobilas to...
      Buziaczki
      Ela
      --
      każdy z nas jest Odysem,co wraca do swej Itaki...
      • 24.01.07, 17:25
        Nie wolno tak myśleć. Co się stało już nie zmienimy. Trzeba patrzeć do przodu i
        myśleć co możemy zrobić teraz. Żadna z nas nie chciała przecież aby tak
        potoczyło się. Może powinnaś porozmawiać o tym z psychologim. Wiele znas tak robi.
        • 24.01.07, 17:34
          Przez pierwsze dwie doby zastanawiałam się, co zrobiłam źle? Dlaczego akurat ja i moje dzieci musimy przez to przechodzić? Dlaczego los jest taki niesprawiedliwy? Analizowałam ostatnie dni przed cc, co zrobiłam źle, czy coś zaniedbałam, czy może o czymś zapomniałam, o lekach, o zaleceniach? I nic. Nie mogłam znaleźć przyczyny, dlaczego to łożysko nie chciało sobie być dłużej przyklejone.
          A potem przyszła na obchód lekarka, która powiedziała mi, że czuwała nad nami Opatrzność. Że Oskar został wyjęty w zasadzie w ostatniej chwili. Że kilka minut później, a miałabym już tylko jedno dziecko. Że niewiele brakowało i wykrwawiłabym się.
          Już nie myślałam "Boże dlaczego nas ukarałeś?" tylko "Boże, dziękuję Ci, że żyjemy wszyscy troje".
          Żal do siebie, pretensje i poczucie winy po prostu gdzieś zniknęło. Została ulga i wdzięczność.
          Wiem, że zrobiłam wszystko, żeby wytrwać jak najdłużej. Nie mogę sobie nic zarzucić. Brałam wszystkie leki, leżałam, nigdzie nie wychodziłam, a jednak tak po prostu miało być.
          A teraz muszę zrobić wszystko, żeby chłopcy rozwijali się jak najlepiej. I mam nadzieję, że będą zdrowi.
          --
          To są moje urwisy , jedyne na świecie i niepowtarzalne.
          Kuba , Igor i Oskar
        • 25.01.07, 13:43
          Ja urodziłam synka z wdą serca-koarktacją aorty. Przed zajścię w drugą ciąże
          chce przejść z mężem bad. genetyczne.
          Gdzie przechodziłaś badania genetyczne? Czy trudno się na takie badania dostać?
    • 24.01.07, 17:46
      Kasiu, ani przez sekundę nie wolno Tobie tak myśleć. To nie nasza wina, że
      organizmy odmówiły nam współpracy. Nigdy nie myśl w ten sposób!!!! Ściskam Cię
      serdecznie
      --
      Roksana & Kacperek (03.07.2004, 29tc, 1420g)
      www.fotogalerie.pl/galeria/galeria_rkczupryn
      mamakacperka.blox.pl/html
      • 24.01.07, 19:40
        To prawda, co piszą dziewczyny. Nie powinnaś tak myśleć. Mogłabyś czuć sie
        winna, gdybyś paliła w czasie ciąży,piła alkohol, imprezowała nie wiadomo jak,
        nie brałą witamin, celowo źle się odżywiała, po prostu lekceważyła to
        rozwijające się życie w Tobie. Ale przecież robiłaś co mogłaś, już wtedy byłaś
        dobrą mamą i Szymek wiedział o tym i wie do dzisiaj. Tak miało być i przyczyny
        wcześniejszego porodu były z pewnością niezależne od Ciebie.
        Kasiu, zobacz jak się starasz, żeby niczego mu nie brakowało. Pilnujesz
        terminów wizyt u lekarzy, dbasz by nosił okularki, martwisz się, czy
        przypadkiem nie jest nadruchliwy, czy nie je za mało. Po prostu jesteś dla
        niego najlepszą mamą jaką może sobie wyobrazić i właśnie tak masz myśleć.
        Chociaż czasem to trudne, kiedy tracimy cierpliwość, kiedy jesteśmy zmęczone,
        kiedy patrzymy na to jak nasze dzieci z jakiegoś powodu cierpią a my nie możemy
        im pomóc. No, ale taka jest właśnie rola mamy, kochać bezwarunkowo i zawsze i
        nasze dzieci muszą o tym wiedzieć, nawet jak będą miały 30 lat więcej.
        --
        "Jeśli chcesz znaleźć źródło, musisz iść do góry, pod prąd" J.P.II
        • 24.01.07, 20:46
          A mi się wydaje, że musimy o tym czuciu się winnymi myśleć, ale nie po to, żeby
          się zadręczać, tylko żeby to "przepracować", zapomnienie nic nie da. Ja czuję
          się winna cały czas, chociaż wiem, że nie powinnam. Czuję że mój organizm
          zawiódł, i to dwa razy, raz gdy dzieci przyszły na swiat za wcześnie, drugi
          kiedy nie miałam dla nich pokarmu, czuję sie winna że urodziły sie takie
          małe...I zastanawiam się "co by było gdyby", np gdybym rzadziej wstawała z
          łóżka albo wcale, gdybym bardziej pozytywnie myślała itp itd
    • 24.01.07, 19:41
      Miałam nadzieję, że nigdy żadna z Was tego nie napisze. Bartek ma 4,5 miesiąca
      (korygowane 1,5), więc to początek nszej drogi. Wierzyłam, że po jakimś czasie
      emocje opadną, wszystko w głowie się poukłada. Po tym poście okazuje się, że
      jeszcze długo nie będzie można powiedzieć, że jest normalnie. A tego pragnę
      najbardziej.
      julia k.
      • 24.01.07, 21:12
        A u mnie własnie to poczucie winy, świadomość, że mogłam zrobić więcej dla
        Miłosza sprawiły, że w ciąży z Sarą zrobiłam wszystko, co w ludzkiej mocy, aby
        było lepiej. No i jak wiecie udało się, mimo, żw mała też jest wcześniakiem.
        --
        mama Judyty 9 lat, Miłosza 28 t.c. retinopatia V st., ACC- 3 lata, Sary 34 t.c.
        grudzień 2006
    • 24.01.07, 21:44
      matek wcześniaków, w tym moim. Tak, czułam się winna, że urodziłam dwa miesiące
      za wcześnie. I równocześnie wiedziałam,że to uczucie jest absolutnie
      irracjonalne. Bo cóż można poradzić na gestozę? Nic. O tym, że uczucie winy u
      matki wcześniaka jest nieomalże normą przekonywała mnie pani psycholog z IMiDz.
      Zadałam sobie kiedyś fundamentalna pytania? Czy chciałam aby Ola była
      wcześniakiem,by cierpiała? Nie, nie chciałam tego. Czy chciałam aby była zdrowa?
      Tak. Czy ją kocham? Nad życie. Czy jestem z niej dumna? Szaleniewink. Czy zrobiłam
      coś aby mieć gestozę? Czy choroba zależała ode mnie? Nie.
      Nie myślę już o tym. Staram się robić wszystko co w mojej mocy aby Olunia (i
      Adunia) rozwijały się jak najlepiej.
      pozdrawiam
      --
      Ania z Oleńką (22.01.2004) i Adunią (28.04.2005)
      Oleńka
      Adusia
      • 24.01.07, 22:20
        Poczucie Winy- kilka dni temu pisałam WAM.że mam ogromne poczucie winy.
        Po wszystkich postach(pełnych ciepła i zdań,że to nie moja wina)
        Dłudo myślałam i dotarło do mnie,że tak musiało się stać,że to miało mnie
        spotkac.
        Zaczynam się z tym godzic.
        Tylko jednego nie rozumiem i chyba nikt mi tego nie wytłumaczy...

        DLACZEGO MOJA KRUSZYNKA MUSI TAK CIERPIEĆ?
    • 24.01.07, 22:52
      Gdy moje córeczki się urodziły nie czułam początkowo poczucia winy, wiedziałam,
      że bliźnięta rodzą się wcześniej. Jednak wszystko się zmieniło, gdy po porodzie
      przyszła do mnie Pediatra i powiedziała "Wie Pani no wczesne wcześniactwo,
      mogła je Pani dłużej potrzymać w brzuchu"!!! Najpierw na nią spojrzałam jak na
      wariatkę a potem zaczęłam się zastanawiać, może powinnam zrobić sobie przerwę w
      studiach a nie chodzić na zajęcia, może powinnam leżeć a nie jeździć za
      wyprawką, może to może tamto. Jednak nie dałam się ogłupić, jak tylko
      dziewczynki opóściły szpital (a wyszły na moje rządanie, jedna nie miała
      jeszcze 2 kilo) wszystko się zmieniło. Przestałam myśleć o mojej winie.

      Przy małym byłam całkiem w szoku, bo całą ciążę przechodziłam dobrze (miałam w
      prawdzie badania genetyczne, amniopunkcje ale nie brałam jej pod uwagę, jeśli
      chodzi o sprawcę wcześniejszego porodu). I nagle w 31tc coś się zmieniło,
      wysokie ciśnienie, które nie dało się zbić lekami i białkomocz. Szybka decyzja
      o przetransportowanie mnie do szpitala w Łodzi i tam na drugi dzień (34 tc) cc.
      Przy małym przechodziłam swoiste załamanie nerwowe, na zmianę ryczałam jak bóbr
      to się uśmiechałam. W końcu nie wytrzymałam i wróciłam do domu, zostawiając
      małego w szpitalu. Przyjazd małego do domu był dla mnie radosny a za razem
      ciężki. Po prawie 4 latach miałam znowu w domu wcześniaka, który na dodatek
      dopiero uczył się jeść z butelki.smile)

      Dziś rozrabia za trzech, i nie chce mówić mama, tylko tata i tata sad(
      --
      Mama Kasi i Asi (04.06.2002) oraz Dorianka (08.03.2006)
      • 24.01.07, 22:58
        oyate napisała:

        > Dziś rozrabia za trzech, i nie chce mówić mama, tylko tata i tata sad(

        Co z tymi dzieciakamiwink? Moja Oluśka do roku też tylko tata i tata. Tylko tata
        istniał. Ale ja wiedziałam. Wiedziałam, że mnie kocha. Po roku jej się odmieniło
        i jest mama, mama, mamasmile. "Mama, kocham cie." Przytula się do mnie. Do taty
        mniej. Ale kocha go straszniesmile)).
        pozdrawiam

        --
        Ania z Oleńką (22.01.2004) i Adunią (28.04.2005)
        Oleńka
        Adusia
        • 24.01.07, 23:26
          Mój mały w sumie pierwsze słowo powiedział mama, mówił przez tydziń i koniec.
          Od 4 miesięcy nie słyszę nic innego tylko tata!! Ostatnio "niania" a zaznaczę,
          że nie ma żadnej nianismile)
          --
          Mama Kasi i Asi (04.06.2002) oraz Dorianka (08.03.2006)
          • 25.01.07, 14:05
            u nas tez było tata i tata, potem baba a mama n koncu, a teraz : a gdzie mama,
            a mama? , z mama.
            a z ta nanią dobry numer taki jak u mnie, pytam sie : gdzie tata idzie? a
            Szymek : do pani Anity.
            Pani Anita to rehabilitantkasmileAle to my jezdzimy do niej tat chyba jej na oczy
            nie widział, no moze ja o czymś nie wiem.
            --
            foto.onet.pl/33m79,w86sojkoc6os
    • 25.01.07, 14:11
      Ja czuję się winna. Nie mam pewności, ale wydaje mi się, że gdyby nie moja
      natura panikary, połączona ze skokami ciśnienia właśnie paniką spowodowanymi,
      pewnie udałoby mi się przytrzymac małą w brzuchu jeszcze tydzien, dwa dłużej...
      I teraz chociaż bardzo chciałabym mieć drugie dziecko, na samą myśl o tym, jak
      znów mogłabym w jakimś momencie spanikować, ciśnienie mi rośnie. Jestem
      beznadziejną paranoiczką, przez którą ucierpiało moje własne dziecko. Nie
      powinnam chyba miec więcej dzieci.
      • 25.01.07, 14:18
        Ostatnio kilka osob mnie pyta, kiedy nastepne dziecko? Ja odpowiadam chyba
        nigdy, bo wiem ze nie donosze do konca, ale nie wiem jak dlugo udaloby mi sie
        tym razem, wiec wole nie ryzykowac, nie moge pozwolic zeby kolejne dziecko
        przechodzilo przez ten koszmar.Chociaz dobrze byloby zeby Szymek mial
        rodzenstwo.Ale nawet jesli sie zdecyduje to musze wziac pod uwage to, ze
        mozliwe bedzie lezenie w lozku, moze czasem szpital ,wiec maly musi byc na tyle
        duzy zeby sam sobie poradzil, chodzil do przedszkola, nie wymagal ciaglej
        uwagi. wiec najszybciej za 3 lata, jesli juz, ale to dla mnie zbyt odlegle
        plany.
        --
        foto.onet.pl/33m79,w86sojkoc6os
    • 25.01.07, 14:39
      nie, nie czuje sie winna za to co sie stało...

      --
      Igor blox
      Moje aukcje na rzecz WOŚP
      ]:o* Byczek z kwiatkiem w pysku
    • 25.01.07, 14:49
      Dziekuje wam za wszystkie odpowiedzi, widze ze nie jestem sama ze swoim
      poczuciem winy, chociaz tak jak Wy grzecznie lezalam w domu, bralam leki itd.
      Moze to wynika z naszej słabszej psychiki?
      A co do psychologa: igdy nie byłam, nie zamierzam isc, bo Wy kochane jestescie
      moim psychologiem, tutaj czuje sie najlepiej, o wszystko moge zapytac i poznac
      Wasze opinie.
      --
      foto.onet.pl/33m79,w86sojkoc6os
      • 26.01.07, 13:34
        wiesz tabaluga do mnie tez wszystko wraca ze zdwojoną siłą i wtedy mam coraz
        większe wyrzuty sumienia, że może gdybym........ pytań jest mnóstwo ale z
        drugiej strony naprawdę nie wiem co mogłam jeszcze zrobić żeby nie mieć
        nadciśnienia - leczyłam sie wcześniej było ok, co zrobić żeby łożysko się
        rozwijało. Niby wiem, ze to nie moja wina ale...... Dzięki Wam kochane
        dziewczyny jest mi lepiej i jak patrze na tego swojego gargamela też od razu mi
        się poprawia a poczucie winy będzie chyba we mnie zawsze. Pozdrawiam
    • 29.01.07, 11:55
      Ja jestem winna, to że mój organizm nie wytrzymał to akurat jest najmniejszym
      problemem. Moją winą jest to, że wybrałam zły szpital i że zaufałam
      nieodpowiednim lekarzom, moją winą jest to, że gdy mnie wypisywali rano w dniu
      porodu do domu bez badania usg i pomimo mego złego samopoczucia nie pojechałam
      odrazu do innego szpitala. Moją winą jest to, że wróciłam do tego samego
      szpitala wieczorem z bólami porodowymi. Moją winą jest to, że przez 10 dni
      ufałam neontologom i pielęgniarkom z tego szpitala, zamiast już wczesniej
      zacząć miec podejrzenia co do ich umiejętności i możliwości. Z powodu mojej
      głupoty ona otarła się o smierć. Moja winą jest to że dopiero po tych 10 dniach
      córeczka trafiła do Kliniki dziecięcej w ręce prawdziwych fachowców. Czuje to
      wielkie poczucie winny, tym większe, że zawaliłam w kwestiach na które miałam
      wpływ. W przeciwieństwie do was dziewczyny moje poczucie winy ma realne
      podstawy i będzie mnie gryzło do końca życiasad
      --
      Precz z tyranem Debiliuszem Smok Wawelski górą. Karambabig_grin
      bachorki me
    • 30.01.07, 16:53
      Tymus ma 9mies(7 koryg) i nie opuszcza mnie poczucie winy. mialam przodujace
      lozysko i trudno oczywiscie jednoznacznie powiedziec, ale czuje, ze bylam
      zupelnie nieodpowiedzialna, przeforsowalam sie i to moja wina.
      --
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=26619
      rodzenstwo - 2 lata roznicy
      • 01.02.07, 14:15
        Mineło już trzy lata a ja nadal czuję się winna. Bardzo. Choć nie wiem na czym
        moja wina polega, bo nigdy do końca nie ustalono dlaczego Mikołaj urodził sie
        za wcześnie. Ale to ja go chciałam, ja go świadomie całkiem powołałam na świat
        i wiem, że nigdy, przenigdy nie zrobiłbym tego gdybym wiedziała.
        Dla zaspokojenia swojego własnego instynktu macierzyńskiego i chęci posiadania
        dziecka skazałam go na dwa miesiące ciężkich tortur. Nie warto było, cena była
        zbyt wysoka. Tym bardziej, że to nie mnie przyszło ją zapłacić.

    • 03.02.07, 00:42
      Czułam, czuję i będę się czuła winna. I jeśli chodzi o Grzesia i o tą malutką
      istotkę którą straciłam w 3 m-cu 2 tygodnie temu.. niestety... Cały czas myślę
      co jeszcze mogę zrobić żeby sytuacja się nie powtórzyła, dlaczego stało się tak
      a nie inaczej...
      Grześ ma 2 lata i 2 miesiące - nie jest dużo mniejszy od innych dzieci (86 cm,
      12 kg). Jedyne co nam zostało to aparaty słuchowe i problemy z nawykami po
      napięciach w nóżkach. Ale myśl że brutalny świat na jaki napotka w przedszkolu,
      szkole i później nie da mu spokoju z powodu jego kalectwa jeszcze bardziej
      potęguje poczucie winy. Łzy nadal cisną się do oczu po Grzesiu a tu następny cios...
      --
      Marta mama Grzesia (ur. 12.11.2004- 27 Hbd; niedosłuch 70/80dB; Oticon Gaia P)
      Grzes DWULATEK !
      • 03.02.07, 08:36
        Mlagodna,
        tak bardzo mi przykro....
        --
        Mama Bereni
      • 03.02.07, 10:09
        (*) dla Twojego maluszka, a co do Grzesia to fantastyczny z niego chłopak.
        Oglądałam zdjęcia, super zwłaszcza te z irokezem na głowiesmile)Rzeczywiście
        prawdziwy fan tatysmile)
        --
        Mama Kasi i Asi (04.06.2002) oraz Dorianka (08.03.2006)
        Informator indianistysmile)
        • 05.02.07, 21:58
          Oj tak, czuję się winna, choć moja maleńka ma już rok. Ciągle myślę, że mogłoby
          być inaczej, choć wypadku samochodowego nie da się przewidzieć. Ale nie musiałam
          iść na policję zeznawać, mogłam wykręcić się ciążą. Cały dzień przeżywałam te
          zeznania, miałam skurcze, ale nie pomyślałam, żeby zarzyć choć no-spę. W nocy
          odeszły mi wody.... Czasu nie cofnę, ale wyrzuty sumienia ciążą cholernie.

          Aga mama Julii (7 lat) i rocznej Majeczki (31 hbd)
    • 05.02.07, 22:33
      chyba jestem jakaś inna, bo ani przez chwilę nie czułam się winna... Nie wiem
      dlaczego nagle niedociśnieniowca dopadło nadciśnienie, a w dalszej kolejności
      zespół Hellp, bo nie zrobiłam nic w tym kierunku. A potem potoczyło się już
      lawinowo i -to może zabrzmi strasznie - ale gdy po 3 tyg. pobytu w szpitalu w
      końcu zapadła decyzja o rozwiązaniu ciąży w 31 jej tygodniu,poczułam ulgę.
      Wierzyłam, że Opatrzność ma nas w swojej opiece i co zadecydowała, to będzie,
      ale ze mną było już tak źle, że chciałam już tego cc, tym bardziej, że
      wiedziałam po wielokrotnie robionym usg, że dzieciątko we mnie i tak już się nie
      rozwija, a wręcz można już mu zaszkodzić. Być może inaczej pisałabym, gdyby
      wszystko potoczyło się w innym-gorszym kierunku, ale Anula właściwie wyszła już
      na prostą i mam nadzieję, że nie dopadną jej już żadne przypadłości wcześniacze.
      Szkoda tylko, że istnieje duże ryzyko, że to,co zdarza się w 0,5% ciąż może się
      u mnie powtórzyć sad(( Z taką świadomością na pewno będę się winić gdy zajdę w
      ciążę, bo naprawdę ogromnie boję się powtórki i tego, że kolejnym razem nie
      skończy się tak dobrze...
      --
      roczna mobilnawink
      latka lecą
    • 05.02.07, 23:18
      Nie czuje sie winna.
      Kiedy urodzila sie Berenia, na pewno czulam sie bardzo niedowartosciowana jako
      kobieta - nie potrafilam donosic ciazy i urodzic zdrowego dziecka. Nie moglam
      patrzec na kobiety w ciazy, na mamy z wozkami, nie chcialam sluchac o
      szczesliwych narodzinach. Dlugo plakalam w duszy na widok kobiety w ciazy,
      zazdroszczac jej ze wszystko przed nia i na pewno urodzi zdrowego dzieciaczka o
      czasie.
      Rowniez moje poczucie "bycia mama" bylo przez jakis czas okaleczone. Tak dlugo
      trwala walka i niewiadoma, ze psychicznie czulam sie jakbym poronila.Wszystko
      bylo inaczej - niby dzieciatko bylo a nie bylo go, po porodzie nie moglam jej
      nawet dotknac, nie byulo pierwszego krzyku, radosnego przecinania pepowiny,
      przystawiania do piersi... Wszystko bylo diametralnie inne niz sobie wyobrazalam.
      Ale nie czulam sie winna. Dalabym wszyastko zeby rzeczy potoczyly sie inaczej,
      nie zachowywalam sie nieodpowiedzialnie badz nierozwaznie,jak zaczely sie
      klopoty natychmiast poszlam do lekarza, ktoremu wowczas ufalam....
      Teraz occzywiscie mysle czasem ze ten lekarz to byl fatalny wybor, ten szpital
      rowniez (mowie o porodowym oddziale), ze trzeba bylo sie domagac przewiezienia
      do kliniki, zaplacic jesli trzeba,domagac sie sterydow... Ale wtedy NIE
      WIEDZIAŁAM tego wszystkiego co wiem dzis, nie mialam zielonego pojecia o
      wczesniakach, wczesniaki ktore rodzily sie moim kolezankom to byly miesieczne
      wczesniaki maksymalnie, piekne, oddychajace samodzielnie, tyle ze ciut mniejsze...
      Pewnych spraw zdecydowanie zaluje - ale nie czuje sie winna.
      --
      Mama Bereni
    • 16.02.07, 11:57
      Mimo, że Szymek za niecały misiąc skończy 6 lat, ja nadal czuję się winna.
      Doskonale wiem, że jest to irracjonalne uczucie, a jednak. Gdyby teraz Szymek
      był zdrowy, dbyby ciągle nie chorował, gdyby miał dobry wzrok, gdyby nie musiał
      byćn rehabilitowany, gdyby był silny, gdyby, gdyby ..... może moje poczucie
      winy byłoby mniejsze. Tak jednak nie jest. Mój skarb urodził się 3 m-ce za
      wcześnie i niestety skutki są jakie są. Kocham go nad życie, a to moje poczucie
      winy przekształca się w nadopiekuńczość. Nie mówcie mi proszę o psychologu -
      już to przerobiłam, mam świadomość swojego zachowania i pracuję nad nim. Nie
      mnie każde jego kichnięcie przyprawia mnie o palpitacje serca (niestety
      niebezpodstawnie).Nie wiem w jaki sposób, ale to ja jestem winna, to ja go
      nosiłam pod sercem, i to ja nie dotrwałam do końca. Mam nadzieję, że synek mi
      kiedyś to wybaczy.
      pozdrawiam
      Was mocno
      Ewa
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.