Dodaj do ulubionych

Czy trauma mija?

29.12.08, 13:28
Wątek o nas - mamach ...Dla odmiany.
Dziś, trzy lata i cztery miesiące od 'porodu" śniło mi się, że mam
dugie dziecko. Najpierw śniło mi się, że jestem w ciąży zagrożonej
(nie byłam w takiej) a zaraz potem, że dziecko już jest, urodzone i
leży na oddziale neonatologicznym. Potem okazało się, że przenoszą
dziecko na OIOM. Był skrajnym wcześniakiem, maciupeńkim zupełnie.
Przeźroczystym, jak paluszki mojego brzdąca kiedy się urodził. Śnił
mi się oddział OIOM, choć nigdy na nim nie byłam. Śniły mi się
inkubatory, monitory oddechu, zielone fartuchy z fizeliny...Na
naszym "bananie" na ul. Karowej było całkiem przytulnie. We śnie
było tak zimno i "szpitalnie". To też był Mateuszek, we śnie "mały
Mateuszek". Co to znaczy? Myślałam, że już jako tako zapomniałam o
tym i nie przeżywam, a tu masz! Już czasem myślałam, że fajnie
byłoby mieć drugie dziecko. Może dziewczynkę...Tylko zdrowe,
donoszone, tłuściutkie. Może taki 3-kilowiec...A nie 1-kilowiec wink
--
intelektualista to człowiek,
który patrzy na kiełbasę, a myśli o Picasso.
Edytor zaawansowany
  • blaszka0662 29.12.08, 14:07
    Może dostanę zaraz opieprz od was wszystkich, ale myślę, że bywanie na tym forum
    tak może na nas wpływać. Czytamy i przeżywamy nieszczęścia innych i to zostaje
    nam w świadomości i podświadomości. Nasze złe wspomnienia przez to również
    wracają. Jednak nie mogę powstrzymać się przed czytaniem, bo to forum i wy
    jesteście największą skarbnicą wiedzy.
    Ja też bardzo chciałabym mieć drugie dziecko. Nawet zaczęłam już łykać kwas
    foliowy, ale im bliżej próby, tym bardziej biję się z myślami czy oby powinnam
    po tym wszystkim mieć drugie dziecko. Czy historia się nie powtórzy? Czy uda mi
    się urodzić zdrowe, donoszone dziecko? Czy znowu Bóg obdarzy mnie
    wcześniaczkiem? Czy jeśli to będzie wcześniak, to czy wyjdzie obronną ręką z
    wcześniactwa?
    Boże, czy kiedyś ten strach minie? ;-(

    --
    Zdjęcia mojego największego szczęścia: fotoforum.gazeta.pl/u/blaszka0662.html

    mój suwaczek
  • szalicja 29.12.08, 14:21
    E tam, opieprz od razu...Masz rację. Oczywiście, że tak jest. Ja
    długo nie bywałam na forum. Nie miałam czasu. Kiedy poszłam do
    pracy, jakoś w wolnej chwili "wpadłam" na forum. Pamiętam Kolchus
    (czy jakoś tak). Miała dwóch syneczków. Śledziłam losy obydwu.
    Wciągnęłam się. Obywdaj zmarki ;-( Wyłam do księżyca z żalu za te
    dzieciątka i za wiele innych, którym się nie udało. Wnerwia i boli
    mnie kalectwo innych dzieci na forum, walka rodziców o jak najlepsze
    warunki życia i próby poprawy ich stanu. Bardzo się ze wszystkimi
    indentyfikuję. Pewnie, że to sprawia, iż pielęgnujemy w sobie te złe
    emocje. Nawet teraz łzy mi lecą po policzku...To co przeszłyśmy
    sprawia, że jesteśmy bardziej wyczulone na ludzką krzywdę. Im
    łatwiej i bezboleśniej nasze dzieci "pokonują" wcześniactwo, tym
    szybciej o nim zapominamy. Mój synek jest opóźniony, nadpobudliwy.
    Jednocześnie jest zdrowy, śliczny, sprawny. Widzi, słyszy, nic mu
    nie dolega...tylko nie gada i jest w tyle w stosunku do
    równieśników. To też dla mnie duży stres, choć i tak mieliśmy dużo
    szczęścia. Ja na długo zapomniałam, że Mati jest wcześniakiem. Po
    skończonej rehabilitacji, po minięciu retinopatii wszystko szło ok.
    Wyjdzie i z tych problemów, mam nadzieję. A jednak to siedzi we
    mnie. Ten strach...Jeśli drugie też będzie wcześniakiem? Jeśli
    będzie miało mniej szczęścia? To chyba nie minie.
    --
    Dżentelmen to mężczyzna, który potrafi opisać kobietę bez
    posługiwania się rękami.
  • mama-cudownego-misia 29.12.08, 15:57
    Pewnie z czasem mija. Nawet nie zauważyłam, kiedy przestałam mieć koszmary, że
    mi lekarze siłą wycinają dziecko, żeby je zabić, i kiedy przestałam czuć ruchy
    płodu, którego już nie było. Wciąż jednak strasznie się boję, że stracę małą np.
    w wypadku samochodowym, albo że "wyskoczy" jej opóźnienie w rozwoju czy
    wodogłowie. Pilnowanie, żeby moje lęki jej nie ograniczały i nie wpłynęły
    negatywnie na jej rozwój, znajdowanie racjonalnych kontrargumentów i tłumaczenie
    sobie, że statystycznie rzecz biorąc moje obawy są nieuzasadnione, w miarę
    normalne funkcjonowanie pomimo, że się boję albo jestem wściekła bez powodu - to
    wszystko kosztuje ogromnie dużo wysiłku i energii i szczerze mówiąc trochę mnie
    wypala. Po jej narodzinach zerwałam prawie wszystkie kontakty z "poprzedniego
    życia" i nawet nie mogę się przemóc, żeby wrócić do spotkań z mamami donoszonych
    dzieci (a przecież Małgosia musi mieć kontakty z innymi dziećmi, żeby się
    normalnie rozwijała). Generalnie zdziwaczałam smile
    Też tak kobity macie?
    --
    Miś
    Panoramy Wrocławia, zdjęcia mojegoautorstwa smile
  • klara-sz 29.12.08, 16:25
    może i mija, ale mnie bardzo powoli. klara ma juz rok i 3 m-ce,
    teraz kiedy wszystko podobno jest juz ok, mam paradoksalnie więcej
    czasu, częściej zastanawim się nad tym wszystkim. dlaczego tak sie
    stało, ze to moja wina itd. same wiecie. nie mówiąc juz o drugim
    dziecku. może bym i chciała, wszyscy się pytaja kiedy będzie
    braciszek bo klarcia taka fajna i śliczna. ale. no waśnie, to ale.
    nikt mi nie zagwarantuje, że wszystko bedzie dobrze, nie będzie
    kłopotow w ciązy, że że urodzi się normalnie i o czasie, ze będzie
    zdrowe, będzie ssało cyca, potem jadło, itd. wiem że powinnam
    cieszyc się z tego że jest zdrowa i dobrze się rozwija, ale jak
    patrzę na te 12 kilowe roczniaki, które wszystko pochłaniają, to aż
    mnie krew zalewa. tez troszke zdziczałam. prawie nigdzize z nią nie
    wychodzimy, żeby czegos nie załapała. jak juz się z kims spotkamy to
    po wielu pytaniach czy nie ma chociązby kataru. wkurza mnie, że
    ludzie nie zdają sobie sprawy że dla niej nawet katar jest grożny.
    no ale wracam od stycznia do pracy, może jak między ludzmi troche
    pobęde to mi przejdzie. trzymajcie się mamuśki, musi byc tylko
    lepiej. trzeba sobie tak wmawiac, to może w końcu będzie.
  • ellllla 29.12.08, 17:24
    Mi nie minęło sad A to już 2,5 roku...
    I ciągle mam niedosyt ciąży, taka krótka była...
    --
    Mama bliźniąt-wcześniaczków z 30 tc (1300/38 i 1650/42)
    Obecnie dwuletnich
  • szalicja 29.12.08, 20:08
    ...działają mi na nerwy.Jesteśmy teraz w trakcie diagnozy w kierunku CZR...choć
    jestem pełna optymizmu i myślę, że wszystko będzie ok. Mimo wszystko nic mnie
    tak nie wq...a, jak pytanko od takiej mamuśki - i co tam? - a co?! Co ona może
    wiedzieć jak my się czujemy? Jak wogóle można tak beztrosko zadać takie pytanie?
    To tak, jakbym do koleżanki, której dziecko np. ma podejrzenie o raka zapytała
    radośnie co słychać. No rzesz....w mordeczkę misia. Zero taktu, zero zrozumienia
    i empatii. Tak się cieszą wszystkim i jednocześnie zamartwiają takimi bzdetami,
    duperelami. Zobaczyłyby co to znaczy mieć dziecko np. niewidome, głuche czy
    kalekie w inny sposób. Zobaczyłyby czym naprawe jest zmartwienie o przyszłość
    dziecka...Ja się mało nie poryczałam ze szczęścia, jak mój synek powiedział
    "jajo" a prawie wogole nie mówi po ludzku, choć ma skończone trzy lata. A są
    tacy rodzice, co już rwą włosy z głowy, bo dwulatek nie recytuje wierszyków.
    Czasami jest ogromy kontrast między naszymi dziećmi a tymi "normalnymi". To
    przykre ;-( Mój synek jest duży, śliczny i wogóle nie wygląda na wcześniaka.
    Dlatego jak robi fochy czy sceny na ulicy, każdy robi głupie komentarze. I co
    mam im powiedzieć? Najczęściej mam jakiś "epitet" na końcu języka. Każdy tylko
    proponuje wlać w dupę. Nikt nie rozumie i nawet nie zada sobie trudu by zapytać,
    czy to tylko foch czy może problem tkwi gdzieś głębiej...A mój bombel naprawdę
    jest nadpobudliwy i nadwrażliwy ;-(
    A kocham go jak diabli bo jest najfajniejszym facetem, jakiego znam!
    --
    Matyś (32tc, 1300g, 23.08.05)
  • mama-cudownego-misia 30.12.08, 09:40
    Szalicjo, problem w tym, że Ty też wcale nie wiesz, co to znaczy mieć dziecko
    niewidome, głuche, niepełnosprawne. Nasze dzieci są zdrowe, nawet jeśli mają
    jakieś problemy, to... no właśnie, wiele donoszonych dzieci też tak ma, po
    prostu posiadanie dziecka to loteria, nie zawsze jest ono do końca takie, jak
    chcieliby rodzice. W porównaniu z codzienną walką Joli czy Bijou nasze dylematy
    i zmartwienia są takimi samymi duperelami, jak martwienie się, że 2-latek nie
    umie wierszyka.

    A mamy zdrowych dzieci... Nie będą wiedziały, jak to jest mieć wcześniaka, ale
    to przecież nie ich wina (i dobrze, ze nie wiedzą, nie życzmy im źle). To nie
    one powinny szanować nasze uczucia i chodzić wokół nas na paluszkach, tylko my
    powinnyśmy sobie poradzić ze swoimi problemami, zamiast wymagać od innych
    empatii. Bo tak naprawdę to Ty czy ja mamy konkretny problem - jakieś kompleksy
    wobec matek donoszonych dzieci, strach, że w porównaniu z nimi nasze dziecko
    wyda się nam opóźnione, zazdrość, że one mają normalne macierzyństwo, a nasze
    jest jakieś wypaczone, zepsute...

    Co zrobić. Shit happens. Padło na nas. Nasza głowa w tym, żeby wyjść z tego z
    tarczą, a nie na tarczy. Wiesz, ja się zawsze czepiam nadziei, jaką daje pewien
    znajomy, dziś z doktoratem i po dwóch fakultetach na dobrej uczelni (a gdyby nie
    błąd proceduralny, byłby dziś na MIT). Facet urodził się w 33 t.c., z wagą 1300
    g., z bezdechami. Wspólni znajomi mówią, ze w wieku 3 lat jeszcze w ogóle nie
    gadał, mimo, że mama długo z nim siedziała w domu, a potem zatrudnili do opieki
    nad nim polonistkę. Ruchowo był strasznym ciamajdą. Potem przyszły korepetycje,
    kółka zainteresowań, wykupywanie po 3 razy pod rząd tego samego kursu nauki
    jazdy na nartach. Rodzice włożyli w niego ogromna pracę, ale popatrz, do czego
    doszedł - zapalony narciarz, doktorat w Niemczech, już w liceum zawsze dostawał
    pierwszą nagrodę Prezydenta Miasta i nigdy mi się nie udało go przegonić w
    punktacji (a całe liceum próbowałam)...
    Twój syn pewnie też wiele w życiu osiągnie dzięki temu, że tak o niego dbasz, a
    Ty będziesz miała wprawdzie macierzyństwo do kitu, ale świadomość, że mimo
    wszystko wygrałaś z losem i że możesz być dumna i z dziecka i z siebie.
    --
    Miś
    Panoramy Wrocławia, zdjęcia mojegoautorstwa smile
  • szalicja 30.12.08, 10:37
    mama-cudownego-misia napisała:

    > Szalicjo, problem w tym, że Ty też wcale nie wiesz, co to znaczy
    mieć dziecko
    > niewidome, głuche, niepełnosprawne.

    No po części wiem...Moja sąsiadka, zaprzyjaźniona, ma synka
    niewidomego. Mądrzy lekarze tak podtrzymywali ciąże, że zachamowali
    dziecku rozwój oka. Dziecko nosi protezy oczu. Miał też ogromny
    rozszczep podniebienia i choć teraz chłopiec ma 10 lat to buzia
    (pomimo wielu operacji) nadal jest zdeformowana. Nie wiem, jak to
    jest być mamą, ale wiem, jak wygląda i jak wyglądało ich życie. Nie
    raz już przy piwku poryczałyśmy sobie...
    PO za tym czy uważasz, że podejżenie u dziecka autyzmu nie jest
    czymś tragicznym? Jaka jest różnica pomiędzy niepełnosprawnością
    intelektualną fizyczną? Nie wiem, co gorsze. Oczywiście zależy też,
    jak głęboka jest niepełnosprawność ale większe szanse na normalne
    życie ma dziecko na wózku niż dziecko upośledzone intelektualnie...
    Mam nadzieję, że mój synek nie ma autyzmu ale nie dziw się mojemu
    podejściu do sprawy, bo z tąświadomościa (jak sama pamiętasz może)
    żyję od kilku miesięcy...Czekam końca diagnozy...

    > W porównaniu z codzienną walką Joli czy Bijou nasze dylematy
    > i zmartwienia są takimi samymi duperelami, jak martwienie się, że
    2-latek nie
    > umie wierszyka.

    No z nimi nawet się nie porównuję. Wiem, że ich życie to każdego
    dnia walka...Masz rację.
    >

    > to przecież nie ich wina (i dobrze, ze nie wiedzą, nie życzmy im
    źle). To nie one powinny szanować nasze uczucia i chodzić wokół nas
    na paluszkach, tylko my
    > powinnyśmy sobie poradzić ze swoimi problemami, zamiast wymagać od
    innych
    > empatii.

    Myślę inaczej...Nie chodzi o to by chodzić na paluszkach wokół nas.
    Jednak poczucie taktu obowiązuje w różnych sytuacjach, prawda?
    Rozumiem, że świeża mama dorodnego, zdrowego bobasa cieszy się z
    tego, jak jej dziecko się rozwija. Jasne, że mi przykro czasem,
    jasne, że zazdroszczę ale kompleksu nie mam. Chodzi mi o
    ZROZUMIENIE. To wszysko.



    --
    intelektualista to człowiek,
    który patrzy na kiełbasę, a myśli o Picasso.
  • mama-cudownego-misia 30.12.08, 12:48
    Nie ma wprawdzie sensu sensu licytacja, która z nas jest biedniejsza, chociaż
    jako siostra niepełnosprawnego brata (ropne zapalenie opon mózgowych w
    niemowlęctwie) mam pewne pojęcie, jak to wpływa na rodzinę.
    Bardziej istotny wydaje mi się inny fakt - Twoje dziecko nie jest
    niepełnosprawne, a przynajmniej tej niepełnosprawności jak dotąd nie
    stwierdzono, mimo, że chodzisz z nim do najlepszych specjalistów (i o ile
    pamiętam z naszej dyskusji na innym forum, już któryś lekarz Ci mówi, ze nie
    jest autystyczny). Wiemy, ze jest nadpobudliwy, wiemy, ze ma pewne opóźnienia w
    rozwoju, wiemy, że diagnozujesz go w kierunku autyzmu, ale na razie się to nie
    potwierdziło. Sama piszesz, że Twój synek jest najfajniejszym facetem, jakiego
    znasz...
    Nie chodzi tu o to, żeby Ci mówić, że Twoje obawy są bezpodstawne, ani że źle
    robisz weryfikując je u kolejnych specjalistów. jednak moim zdaniem za bardzo
    się zapędzasz uznając swoje dziecko za niepełnosprawne - istnieje ryzyko, że ono
    to wyczuje, ale na swój sposób, odbierając od Ciebie wyraźny sygnał "coś jest ze
    mną nie tak, jestem gorszy, jestem do niczego". Musisz mieć świadomość, że taka
    sytuacja może mieć miejsce, inaczej możesz go zwyczajnie wypaczyć psychicznie.

    > Rozumiem, że świeża mama dorodnego, zdrowego bobasa cieszy się z
    > tego, jak jej dziecko się rozwija. Jasne, że mi przykro czasem,
    > jasne, że zazdroszczę ale kompleksu nie mam. Chodzi mi o
    > ZROZUMIENIE. To wszysko.
    Czyli co konkretnie? Żeby inne mamy w Twojej obecności zachowywały minutę ciszy?
    Żeby się do Ciebie w ogóle nie odzywały? Czy to zrozumienie ma polegać na tym,
    że mają wyrażać ubolewanie, czy na tym, że nie wolno im w Twojej obecności
    opowiedzieć, że ich dziecko się dobrze rozwija? Nie śmiałabym oczekiwać od
    otoczenia, szczególnie tego dalszego, żeby do tego stopnia kręciło się wokół
    mnie i moich zranionych uczuć sad

    Nie zrozum mnie źle. Nie chcę Cię atakować. Obie tkwimy z rękami w nocnikach i
    wymieniamy poglądy na życie, to wszystko...
    --
    Miś
    Panoramy Wrocławia, zdjęcia mojegoautorstwa smile
  • szalicja 30.12.08, 13:17
    Ojej...no dobra. Z tym autyzmem jest tak; ktoś rzucił temat, że być
    może jest. Potem znów ktoś. zaczęliśmy jazdy po specjalistach i niby
    było ok. Daliśmy spokój. I znów się zaczęło. Znów sugestia od kogoś
    nowego (psychologa w poradni a ostatnio jeszcze od logopedy), że coś
    nie gra i rzeby to sprawidzić bo być może to jest to. Znów jazdy.
    TYm razem zapisałam na diagnozę. Aktualnie jesteśmy w trakcie jednej
    a w styczniu idziemy do CZD. Liczę na badania genetyczne,
    metabolizmu itd. To nie jest tak, że ja dziecko wpędzam czy sobie
    wmawiam. Mi wcale nie jest wesoló, że biegam wkółko na terapie czy
    wizyty. Luz. Autyzm czy inne zaburzenia ze spektur wciąż wiszą nad
    nami. Nikt mi tego nie wykluczuł. Owszem, na jednogodzinnej
    wizycie "mądra" pani psychiatra powiedziała, że nie jest
    autystyczny, ma tylko zachowania i do obserwacji. Trochę w nosie mam
    taką opinię, bo to nie jest ani potwierdzenie ani zaprzeczenie.
    Mati jest najfajniejszym facetem, jakiego znam, ale...czasem muszę
    brać proszki na uspokojenie, bo mam ochotę wyskoczyć z okna. Tak
    daje czadu.
    No, i abyś mogła lepiej mnie zrozumieć o co mi chodzi z tymi mamami
    czy innymi ludziami wink, to:
    w tygodniu, kiedy ktoś nam zasugerował autyzm, miały odbyć się
    chrzciny synka szwagra. Duży, przenoszony, zdrowy chłopak. Dla nas
    ta wiadomość była straszna. Ja nie mogłam iśćdo pracy, byłam w
    szoku, mąż beczał po kątach i załatwiał na szybko wizytę. To było we
    wtorek. W sobotę jechaliśmy na chrzciny. Ja musiałam prowadzić, mąż
    był w rozsypce. Teściowie wiedzieli o tych podejżeniach, maż
    dzwonił. Na chrzcinach jak na chrzcinach, kameralnie ale imprezowo.
    Totalna radocha dziadków z nowego wnuka. Oczywiście pytania czemu
    nie ma Mateuszka itp. No ale generalnie wielki zachwyt nad drugim
    chłopcem, jaki duży, dorodny, jak ładnie je i jak się rozwija. CAłe
    mnóstwo toastów za zdrowie Michałka. A my z trudem powstrzymywaliśmy
    łzy bo może choć jeden raz, teściowie mogliby wnieść też toast o
    zdrowie drugiego wnuka. NIE. Lepiej zapomnieć, że jest jakiś gorszy,
    słabszy, być może chory. Co sąsiedzi powiedzą, jak się dowiedzą?!
    Lepiej unikać tematu. Lepiej zapomnieć, że mamy drugiego, gorszego
    wnuka.
    I może jest w tym jad, możesz myśleć co chcesz...Nie chodzi o to, by
    cały świat żałował mnie i trzymał kciuki za wynik diagnozy. Choci
    tylko o poczucie TAKTU i EMPATIĘ.
    --
    Matyś (32tc, 1300g, 23.08.05)
  • mama-cudownego-misia 30.12.08, 14:22
    No wiem, wiem, jak jest. Ale spróbuj popatrzeć na to od strony dziadków - mają
    drugiego wnuka, są dumni i zwyczajnie się cieszą, że tym razem wszystko poszło
    ok. Może też nie chcieli psuć atmosfery w tym szczególnym dniu, który jakby nie
    było był dniem drugiego wnuka i jego rodziców. Swoje już się wymartwili i
    jeszcze będą martwić, niech mają chociaż jeden dzień totalnej radochy.
    Wiem, ze Was bolało, a tamto dziecko i tamta radość była solą na Wasze rany, ale
    każdy ma swoje życie. Taktownie ukrywać taką radość można raz, dwa razy, ale nie
    stale i nie w taki dzień...
    A babami z piaskownicy to się nie przejmuj. Jak są na tyle niekulturalne, że Ci
    zwracają uwagę, to naprawdę nie są warte Twojego zainteresowania i nerwów. Mój
    mąż takie komentarze zlewa, ja jestem bardziej wredna i zwykle się odgryzę, że
    nie przypominam sobie, żebym prosiła o radę.

    A tak w ogóle, jeśli Cię to pocieszy, to Małgosia ma gorzej: swojego dziadka (ze
    strony taty, mój ojciec nie żyje) w ogóle nie poznała, bo ją olał. Wybrakowane
    egzemplarze go nie obchodzą. Przez półtora roku dupy nie ruszył, nawet nie
    dzwoni. Dopiero ostatnio coś się zainteresował przez osoby trzecie, bo doszły do
    niego słuchy o jej dobrym uchu i pamięci muzycznej. Babcia widziała ją dwa razy
    i raz młoda dostała grzechotkę, a raz misia. Ani razu nie zapytali, czy jakoś
    pomóc, czy czegoś nam nie trzeba, jak sobie radzimy. Wręcz przeciwnie, wiedząc,
    ze mamy ciężką sytuację finansową (pracuje tylko mąż, ja siedzę na wychowawczym)
    najpierw dali 8 tys. na budowę kościoła, potem babcia sobie trzasnęła operację
    plastyczna za 1200, a tydzień później zażądali od nas partycypowania w kosztach
    aparatu nazębnego młodszej siostry męża (2 tys. chcieli, bo "po tyle się rodzina
    składa").
    Oprócz wyrodnych dziadków Małgosia ma jeszcze drugą babcię, która wprawdzie
    obsypuje ją prezentami, ale za to co rusz wymyśla jej nowe choroby i za każdym
    razem jak ją dostaje w łapy, to uszkodzi (nadepnie, spali na słońcu, wypuści z
    rąk, doprowadzi do histerii pokazując porcelanowe figurki, ale bez brania do
    rąk). Zwariować można...
    No ale ludzie są różni i ich nie zmienimy. Albo nam z nimi po drodze, albo nie,
    i wtedy należy ich unikać oraz przestać się przejmować ich zachowaniami i opiniami.

    Autyzmu Twojemu synkowi nie życzę, chociaż tak naprawdę nie zawsze jest to ta
    straszna choroba odcinająca od świata. Zawsze trochę upośledza społecznie, ale
    wielu ludzi z np. syndromem Aspergera dobrze funkcjonuje w społeczeństwie - np.:
    prawie 1/3 matematyków pracujących na wyższych uczelniach ma cechy autystyczne
    (autentyk, znajomy psychiatra prowadził badania i miał szoka. U paru osób
    podejrzewał nawet umiarkowane nasilenie autyzmu).
    --
    Miś
    Panoramy Wrocławia, zdjęcia mojegoautorstwa smile
  • szalicja 30.12.08, 14:42
    mama-cudownego-misia napisała:

    > najpierw dali 8 tys. na budowę kościoła, potem babcia sobie
    trzasnęła operację
    > plastyczna za 1200, a tydzień później zażądali od nas
    partycypowania w kosztach
    > aparatu nazębnego młodszej siostry męża (2 tys. chcieli, bo "po
    tyle się rodzin
    > a
    > składa").
    Nie no, oplułam sobie służbowy monitor! Nie, to przebija wszystkie
    historie! Współczuję. Boże, skąd się tacy ludzie biorą ?!

    > wielu ludzi z np. syndromem Aspergera dobrze funkcjonuje w
    społeczeństwie - np.
    > :
    > prawie 1/3 matematyków pracujących na wyższych uczelniach ma cechy
    autystyczne
    > (autentyk, znajomy psychiatra prowadził badania i miał szoka. U
    paru osób
    > podejrzewał nawet umiarkowane nasilenie autyzmu).


    Zespół Aspergera da się przeżyć. Jakośmi jednak Mati na aspergera
    nie wygląda. Owszem, interesuje go muzyka i ma talent matematyczny,
    jest podobno utalentowany manualnie (ocena logopedy, nie umiem się
    ustosunkowaćdo tej opinii). Jednak nie mówi. Aspergerki są wybitne,
    szybko się rozwijają a Mati jest opóźniony.A co do matematyków,
    owszem, mam sąsiada. Parę lat temu świętował profesurę. Szurnięty
    jest ostro. Rodzinę ma, dzieci ma, ale to patologiczna rodzina.


    --
    intelektualista to człowiek,
    który patrzy na kiełbasę, a myśli o Picasso.
  • uliszek 31.12.08, 22:01
    No to może ja coś dodam, jest takie powiedzenie które pasuje to różnych sytuacji
    : syty głodnego nie zrozumie....
    Ja mam traumę no może nie tak mocno powiedziane, na prawdę młody choć urodzony w
    34 tyg zero problemów, rozwija sie suuuper, troche jeżdżenia po specjalistach
    przez 1 rok teraz jeszcze kontrolnie ale do rzeczy.
    Chcemy się starać w tym Nowym Roku o drugie... jest duze prawdopodobieństwo ze
    znowu wcześniak i boję się. Zazdroszczę mamom donoszonych że nie mają tego
    piętna porodu wczesnego po prostu.....
    obecnie jak składam życzenia przyszłym mamom to mówie im jak nasza
    zaprzyjaźniona połozna 4cm na dzień dobry i o czasie smile
    I choć miałam bardzo duże wsparcie w rodzinie i najbliższych to jak ktoś nie ma
    wczesniaka to nie zrozumie mamy wcześniaka.
    Strach towarzyszy każdej mamie o swoje dziecko, wydaje mi się że nam troszkę
    częściej i bardziej.
    JA bym sobie zyczyła na przyszły rok żeby nas było na tym forum jak najmniej
    nowych mam, jak nawiecej optymistycznych tematów a przede wszystkiem zebyśmy
    byli zdrowi nasze dzieci i nasze rodziny.
    Pozdraiwam
  • szalicja 01.01.09, 18:25
    mama-cudownego-misia napisała:

    > Pozostaje Ci zyczyc, żeby to nie był autyzm. trzymaj się i dużo
    > szczęścia w nowym roku!

    Myślę, że nie...Mati ma zaburzenia SI i kandidę, które też dają
    podobne objawy. Już po miesięcznym leczeniu kandidy Mateuszek jakby
    odblokował się, coś się ruszyło wink Jakoś jestem optymistycznie
    nastawiona a może to intuicja wink Terapie dają efekty, choć czasem
    trzeba czekać dłuzej. Jak przypomnę sobie Mata np. z sierpnia to nie
    ma porównania.
    Ja też Tobie i innym mamom życzę sczęścia w nowym roku. Obyśmy miały
    tylko same powody do radości!

    --
    Matyś (32tc, 1300g, 23.08.05)
  • tabaluga0 29.12.08, 20:51
    ja tez mam takie sny , po 4 latach, nawet ostatnio snilo mi sie ze bylam w
    szpitalu i poronilam i wyleciala ze mnie taka pomaranczowa galareta, to bylo
    okropnesad
    --
    mój synuś:
    foto.onet.pl/33m79,v44l84s5m5s0
  • olka3310 29.12.08, 20:56
    U mnie minęły już 3 lata. Dzieci nie mają żadnych śladów po
    wcześniactwie ale ja i tak się zastanawiam czy czegoś nie
    przeoczyłam. U mnie błahy katar u blizniaków wywołuje szybsze bicie
    serca. Zastanawiam się kiedy przestanę się bać?

  • ania.silenter 30.12.08, 11:27
    Mnie minęła - po jakimś czasie, a zupełnie po urodzeniu drugiego dziecka.
    Donoszonej córki.
    Nawiasem mówiąc, kiedy leżałam z Duśką (3550g) na położniczym i coś tam
    powiedziałam o hipotrofikach do kobity obok, która urodziła donoszone dziecko
    ale z wagą ok. 2300g (lekarze sugerowali, że to przez matkę bo nawet nam
    chwaliła się, że paliła całą ciążęsad) to to tak się rozjazgotała, że co ja jej
    radzę jak sama nie wiem o czym mówię, że jestem bezczelna bo moja córka waży
    ponad 3,5 kg itp. itd. Zamknęła się dopiero, kiedy powiedziałam jej, że wiem o
    czym mówię bo moja starsza jest wcześniakiem i to o dużo niższej wadze niż jej
    syn. Także moje miłe panie nie ma co naskakiwać na mamy zdrowych dzieci bo
    czasem prawda wygląda zupełnie inaczej niż nam się wydaje.
    A jeżeli już spotykamy się ze strony matek dzieci zdrowych z głupimi pytaniami
    (typu: "a dlaczego nie chodzi" choć na pierwszy rzut oka widać jakieś porażenie
    albo "dlaczego taki malutki/chudziutki nie może mu pani dać jeść") to cóż,
    trudno - ich brak empatii albo niskie IQ jest ich a nie naszym problemem.
  • szalicja 30.12.08, 11:39
    ania.silenter napisała:

    > Mnie minęła - po jakimś czasie, a zupełnie po urodzeniu drugiego
    dziecka.
    > Donoszonej córki.

    No to super. Fajnie, że się udało wink

    Także moje miłe panie nie ma co naskakiwać na mamy zdrowych dzieci bo
    > czasem prawda wygląda zupełnie inaczej niż nam się wydaje.

    Ja nie naskakuję, ale sugeruję więcej zrozumienia i empatii. Nie
    potrzebuję współczucia i głaskania po główce.


    > A jeżeli już spotykamy się ze strony matek dzieci zdrowych z
    głupimi pytaniami
    > (typu: "a dlaczego nie chodzi" choć na pierwszy rzut oka widać
    jakieś porażenie
    > albo "dlaczego taki malutki/chudziutki nie może mu pani dać jeść")
    to cóż,
    > trudno - ich brak empatii albo niskie IQ jest ich a nie naszym
    problemem.

    ..i o to mi chodziło.
    Zresztą, sama mam przyjaciółkę, która jest szczęśliwą mamą zdrowych
    bliźniaków. Niby one są wcześniakami, chyba z 36 tygodnia, ale to
    rzadne wcześniaki wink Zdrowe jak rybeczki. W każdym razie wymieniamy
    się radami, informacjami itp. Dzięki jej mężowi (pośrednio) wykryłam
    u mojego bąka kandidę, m in. przyczynę jego opóźnienia w rozwoju.

    --
    intelektualista to człowiek,
    który patrzy na kiełbasę, a myśli o Picasso.
  • tolka11 30.12.08, 12:03
    Strach strachem, a nastepne dziecko/dzieci i tak się pojawiają. Ja
    jestem szczęściarą: wiem, co to donoszona, bezproblemowa pierwsza
    ciąża. Ale wiem też jak to jest urodzić w 28Hbd i mieć
    niepełnosprawne dziecko. Wiem tez jak to jest przeżywać trzecią
    ciążę z wyrokiem, że to będzie wczesniak.
    I co mi z tej wiedzy i tych doświadczeń? Ano nic. I tak w czwartej
    ciąży (też z wyrokiem wcześniactwa) umieram ze strachu, boję się jak
    cholera.
    Ale mam wsparcie męża, przyjaciół, mojego szalonego gina i ostatnio
    całego oddziału (byłam na badaniach). Jakos dajemy radę.
    Mnie to forum nie dołuje, teraz w ciąży bardziej czasami dołuje mnie
    praca z moimi niepełnosprawnymi uczniami. Pozdrawiam.

    moja szarańcza: Judyta 40Hbd, Miłosz 28Hbd, Sara 33/34Hbd i ...
  • anulka_99 30.12.08, 12:14
    czytam te Twoje posty i sama nie wiem o co Ci chodzi. jestem mamą
    wcześniaka z 35 tygodnia. obyło się bez większych przygód. nie
    próbuję się nawet porównywać do wielu z Was na tym forum. chylę
    czoła przed wieloma mamami. śledzę wasze historie. cieszę się i
    płacze razem z Wami. i mimo, że mi się "udało", to nie ma miesiąca,
    żebym nie wylądowała z czymś u lekarza, a to ciężka anemia, a to
    zapchane kanaliki, a to poważne problmey skórne, a to potrzeba
    rehabilitacji, a to z USG przez ciemiączko coś nie tak i trzeba
    czekać. i parę razy zadałam sobie pytanie dlaczego nie moge jak inne
    mamy iść na szczepienie do lekarza i na tym nasze kontakty ze służbą
    zdrowia nie ograniczą się właśnie do tego? Ale przestałam je
    zadawać. cieszę się z każdego cudownego zdrowego dziecka bliższych i
    dalszych znajomych. a denerwuje się gdy coś z tymi dziećmi jest nei
    tak. każdego dnia dziękuje Bogu, że mam cudowne zdrowe dziecko. Dla
    każdej matki zdrowie jego dziecka jest na pierwszym miejscu. u
    jednej katar wywoła zawrót głowy a inna musi się zmagać z
    niepełnosprawnością. Ale dla każdej zdrowie jej dziecka bedzie tak
    samo ważne. Każdy zmaga się ze swoimi problemami (jakże różnej
    rangi). Nie każdego Bóg doświadczył w ten sam sposób i nie możesz
    kogoś za to nie lubić.Bo właśnie wydaje mi się, że w tym rzecz. niby
    nie lubisz mam zdrowych dzieci za to, że są "inteligentne inaczej" i
    zadają durne pytania. a mi osobiście wydaje się że nie lubisz ich za
    to, że mają zdrowe/ zdrowsze dziecko od Twojego. może to dość ostry
    i radykalny osąd ale właśnie takie odniosłam wrażenie i mam do tego
    prawo.
    --
    Ania, mama Agatki ur. 16.05.2008r. o 1.14, 52 cm i 2410 gram
    szczęścia.
  • mimi0080 30.12.08, 12:35
    Doskonale Cię rozumiem i wiem o co Ci biega wink
    Prawda jest taka, że na pewno w głębi serca zazdrościmy bezstresowej i w miarę
    bezproblemowej ciąży przynajmniej ja tak mam.
    Obecnie 5 znajomych bliższych lub dalszych jest w ciąży różny stopień
    zaawansowania w tym moja szwagierka właśnie.
    Z większością mam kontakt, próbuję doradzić podpowiedzieć pocieszyć, ale z moją
    szwagierką niestety...
    Kiedy zmarł Antek nie usłyszałam ani jednego słowa wsparcia pocieszenia nic
    wręcz przeciwnie akurat jej synek wtedy miał pół roku wynoszony był pod niebiosa
    jaki on zdrowy jaki wspaniały Boże jak mi było wtedy przykro...
    Teraz jest w 2 ciąży i to będzie dziewczynka o której marzyła dobre 2 lata
    żeby była jasność życzę jej jak najlepiej...
    Dlaczego jest tak, że ktoś ma czasem ciężki krzyż do dźwigania, a inny żyje
    lekko łatwo i przyjemnie...
    Ja chciałabym tylko żeby ktoś choć przez chwilkę spróbował wczuć się w moją
    sytuację...
    Ja robię to często myślę o Joli, dziewczynkach Oli-mi i wielu innych...
    Mamo Cudownego Misia ja nie poznaję siebie... jestem smutna, rozdrażniona, nie
    umiem się śmiać tak jak kiedyś, bawić tak jak kiedyś...
    Wiem, że z Jasiem nie jest źle, ale nie ma ze mną Antosia

    --
    Nasze zdjęcia
  • szalicja 30.12.08, 12:38
    anulka_99 napisała:

    > nie lubisz mam zdrowych dzieci za to, że są "inteligentne inaczej"
    i > zadają durne pytania. a mi osobiście wydaje się że nie lubisz
    ich za
    > to, że mają zdrowe/ zdrowsze dziecko od Twojego. może to dość
    ostry
    > i radykalny osąd ale właśnie takie odniosłam wrażenie i mam do
    tego
    > prawo.

    No jasne, że masz prawo. Po to ten wątek, aby się wypowiadać. To nie
    jest tak, że ich nie lubię, bo jak już pisałam wcześniej taką
    właśnie mam przyjaciółkę. Mamę zdrowych bliźniaków. Nie jest tak, że
    nie lubię wszystkich, czy wszystkie mnie drażnią wink
    Pewnie, że często mam żal do losu, że jest tak a nie inaczej.
    Pewnie, że kiedy jestem na wyjeżdzie z dwoma parami znajomych ze
    zdrowymi dziećmi i tym moim złośnikiem, to czasem szlag mnie trafia.
    Pewnie, że zazdroszczę im tego, że mogą siedzieć z dziećmi na
    stołówce i wspólnie zjeść posiłek. Ja nie mogę. Wnerwia mnie to,
    jest mi przykro, zazdroszczę. Nie mogę? Czy muszę to akceptować? Nie
    muszę. Mam prawo być czasem zła, że cały spacer po plaży w maju mąż
    musiał nieść bolca na barana, bo inaczej właził do wody, a było ok.
    13 stopni. I co? I każdy tylko robi durne uwagi, typu - dać mu w
    dupę, rozpuszczony bachor, a czemu nie mówi? itp. Denerwuje mnie
    tylko taka często znieczulica, nie wiem - brak empatii o której
    pisałam wcześniej, brak zrozumienia. O to mi chodzi. Dlaczego kazdy
    szufladuje dzieci - jak robi focha to bachor rozpuszczony. Mądra
    mama przy piaskownicy daje mądre rady ;-p Zrozum, ja sięnie czepiam,
    że one mają dobrze a ja źle, bo nie mam tak źle. Chodzi generalnie o
    poczucie taktu, którego często im brakuje. Kiedy ma siędziecko
    widzocznie niepełnosprawne np. z porażeniem to jest inaczej. Odrazu
    widać, że dziecko nie jest zdrowe. Po moim nie widać nawet, że był
    wcześniakiem, a jednak...nie wszystko gra. To mnie boli. I mam do
    tego prawo.
    --
    Matyś (32tc, 1300g, 23.08.05)
  • ania.silenter 30.12.08, 12:25
    ale wyszło mi, że dużo częściej zamartwiam się zdrowiem moje młodszej córki. Tej
    donoszonej. Bo startując z 3550g teraz ma 3 lata i 7 miesięcy i waży 11,9 kg a
    mierzy 94 cm (do całkiem niedawna 88 cm). Mikrus, prawda?
  • mamaigiiemilki 30.12.08, 12:37
    smilekochany mikruseksmile
    ja mam blizniaczki dokładnie w wieku Twojej córeczki, ale wcześniaki z 33tyg;
    ważą teraz ok.18kg i mają 107/108cm wzrostu...i bądź tu mądrysmilepozdrawiam!
    --
    Emilka i Iga mają już...
    fotoforum.gazeta.pl/a/19006.html
  • mimi0080 30.12.08, 12:38
    jaś ma 2 latka ( 29 t.c. 1050 gr ) waży troszkę ponad 11 kg i mierzy około 87
    cm...faktycznie troszkę drobna jest...
    --
    Nasze zdjęcia
  • szalicja 30.12.08, 12:43
    Moj bombel ma 3 lata i cztery miesiące. Waży ok. 16 kg i mierzy ok.
    100. POdaję ok, bo niemożliwoscią jest, aby ustał na chwilę przy
    miarce czy na wadze. Widzę, że wypada średnio wink
    --
    Dżentelmen to mężczyzna, który potrafi opisać kobietę bez
    posługiwania się rękami.
  • bijou82 30.12.08, 13:14
    U mnie trauma nie minęła i nigdy chyba nie minie
    Jak wiecie moja Madzia jest niepełnosprawna
    umysłowo i fizycznie
    Umysłowo idzie do przodu - jej ostatnie umiejętności to pokazywanie
    gdzie ma stópki i ile ma problemów,i indianina wkońcu robi samawink
    Ale nie mówi..
    Nie siedzi,nie chodzi...
    Za 10dni kończy 2lata
    A ja potrafię 3 razy w tygodniu wpaść w dół emocjonalny
    potrafię na nią nakrzyczeć a potem przepraszać ją i płakać
    potrafię nie odpowiadać na sms koleżance-mamie zdrowego dziecka,bo
    akurat mam zły dzień i obwiniam cały świat za zło jakie mnie i
    Madzię spotyka..
    a sa dni kiedy patrzę na Madzię i nie widzę dziecka
    niepełnosprawnego-kiedy się śmieje,zaczepia mnie,sama je,kiedy się
    przytula gdy leżę obok niej
    A potem jakaś głupia sytuacja w autobusie kiedy mam ją w chuście i
    ona marudzi-a pani obok mówi prosze to dziecko wyjąć,bo chce na
    nóżki... albo uwaga ekspedientki w sklepie kiedy biorę małe
    pieluszki (rozm 3) - te pieluchy będą za małe dla takiego dużego
    dziecka (bo madzia jest długa i w ciuchach wygląda jakby 11kg
    ważyła,a w rzeczywistości 7400g)..
    czasami mnie nie wzruszają takie uwagi-czasami wracam do domu i
    ryczę...
    ale nie winię tych osób
    Jeszcze parę lat temu moim problemem było w co się ubrać do
    pracy,czy zjem dziś to czy tamto,jaką książkę sobie kupić...
    a dziś
    dziś myślę czy kupić Madzi matę Viofor (8000zł i skąd wziąść
    pieniądze),czy uda nam się pojechać na turnus rehabilitacyjny...co
    jeszcze zrobić żeby żyć "normalnie"
    i są dni takie że mąż siedzi Madzią w domu a ja wychodzę na 6 godzin
    na studia (taka moja odskocznia)...
    ale mimo to wieczorami,szczególnie kiedy jestem z Madzią sama to
    płaczę
    a najgorsze że nie nad jej losem tylko nad moim-taka ze mnie egoistka
    za 2 tygodnie mam umówioną wizytę u psychologa-mama mi załatwiła bo
    już patrzeć nie może jak się męczę..
    ale czy to coś da???
    ostatnio na zajęciach mieliśmy przynieśc 3zdjęcia - ważne w
    rodzinie,ważne dla mnie i na którym jestem piękna..zdjęcia z Madzią
    oczywiście wzięłam.i jak przyszła moja kolej opowiadania o zdjęciach
    to gardło mi się ścisnęło,zaczęłam płakać (i jeszcze 20 osób ze mną)
    i nic nie powiedziałam...
    a myślałam że już potrafię...
    moja trauma jest i będzie
    zmienia się tylko jej oblicze
    kiedyś dotyczyła krótkiego okresu ciąży i bardzo marzyłam by znowu
    być w tym błogosławionym stanie
    potem dotyczyła niepewności i ogromnej zazdrości wobec matek
    zdrowych dzieci i ich spokoju o przyszłość
    teraz kiedy widzę jak jest,mogę się domyślać jak będzie...i to jest
    moja trauma-że mam jedno życie i Madzia też i t akie to życie jest sad

    --
    Iza,mama Madzi Zosi
    - stronka mojej MADZI- smyki.pl/domeny/dzidzi.pl/madziazosia/index.php
    - fotki Madzi- 26tyg/830g/33cm - fotoforum.gazeta.pl/5,2,bijou82.html
  • szalicja 30.12.08, 13:33
    Bijou, wsópłczuję bardzo i Tobie, i córeczce...Tak, moje problemy to
    pikuś. Nie będę truła, że jesteś bohaterką i takie tam...I nie myśl
    o sobie, że jesteś egoistką! U nas w fundacji wiszą takie motta -
    wiersze dotyczące niepełnosprawnych dzieci. Na jednym jest rozmowa
    anioła z Bogiem. Bóg chce zesłać szczęśliwej kobiecie
    niepełnosprawne dziecko. Anioł prosi aby nie, bo ona jest taka
    szczęśliwa a Bóg właśnie dlatego taki robi wybór. I jeszcze Anioł
    sugeruje, że ona jest egoistką, więc jak może być dobrą mamą dla
    takiego dziecka a Bóg odpowiedział, że to dobrze, bo ona będzie
    potrafiła się oderwać i coś zrobić dla siebie. Inaczej nie
    poradziłaby sobie. I tak. Musisz mieć odskocznię i musisz coś robić
    dla siebie. Taki czas tylko dla Ciebie da Ci siłę na kolejny dzień ;-
    )
    I u nas jest tak samo - kiedy jestem w poradni czy na terapii to
    myślę o tych naszych problemach. Kiedy jestem z synkiem, to wogóle o
    nich zapominam i jestem szczęśliwa. Wystarczy mi ta uśmiechnięta
    buzia i radosne oczka. I to chyba jest najważniejsze. A jak czasem
    poużalamy się nad sobą to może i jest nam lżej...?
    --
    Matyś (32tc, 1300g, 23.08.05)
  • mamaolisia 30.12.08, 16:07
    Izuniu poryczałam się jak bóbr i naprawde nie wiem co napisać
    chyba nic nie trzeba........
    Buziaki dla Madzi.
    --
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,mamaolisia.html
  • mamciakasia 30.12.08, 22:58
    Ja również coraz częściej martwię się zdrowiem mojego młodszego donoszonego
    synka, który przychodząc na świat ważył 3310g i miał 53 cm, a teraz prawie
    5-latek mierzy 102 cm i waży całe 14,3 kg!!!
    Starszy natomiast-wcześniak w wieku prawie 6-lat mierzy 117 cm i waży 18,3
    kg.Ale trauma jakaś została- ciągle boję się,że coś będzie nie tak... i wtedy
    wpadam w doły... I tak mam dużo szczęścia ,że mam w życiu tylko takie smutki....
    bo zmartwieniami, nie godzą się nazwać, przy Waszych dziewczyny problemach.
  • ann_a30 31.12.08, 00:05
    To i ja coś dodam. My wychodzimy na prostą. Nie mamy większych problemów i
    zdaniem lekarzy Achilles rozwija się wg wieku korygowanego. Jego nowa lekarka
    stwierdziła, że jak na 28tc to uniknął wielu wcześniaczych problemów. Jednak -
    mimo iż chcieliśmy kolejne dziecko - teraz się boję. Bo tak sobie myślę, że jak
    jeszcze raz to się przydarzy to kto zajmie się Achillesem i starszym synkiem,
    kiedy ja będę gdzieś w szpitalu przy maleństwie? Czy dam radę mając bardzo
    poważnie chorego męża? I biorąc pod uwagę mój wiek, to pojawia się ryzyko w
    kolejnej ciąży... Tak myślę, że narodziny wcześniaka zabiły w nas odwagę. Ja się
    boję, a tak bym chciała...
    --
    http://suwaczki.maluchy.pl/li-25059.png
  • u_brzoska 01.01.09, 19:51
    U mnie minela. Ale dlatego, ze dziecie zdrowe. Gdyby Berenia byla chora "powczesniaczo", jestem pewna ze siedzialabym w traumie po uszy. Dopoki Berenika nie zaczela chodzic (18mies.), bylam przerazona, zestresowana, nie moglam rozmawiac z mamami zdrowo urodzonych dzieci o ich rozwoju, bo po prostu wydawalo mi sie ze moje dziecko nigdy takie zdrowe nie bedzie. A nie ma szans zeby ktos kto nie doswiadczyl wczesniactwa, byl w stanie zrozumiec co sie czuje. Mimo najlepszych checi. Pamietam jak kiedys jedna znajoma powiedziala mi: podobno nie dostajemy wiekszego krzyza niz jestesmy w stanie uniesc. Wtedy poczulam, jak bardzo ludzie nie wiedza co czuje. Czulam zal za takie wytlumaczenie tego, ze moje zycie sie posypalo. Bo tak sie czulam - ze mi sie zycie zalamalo...
    A do konca z traumy wyleczylo mnie urodzenie kolejnego dziecka, terminowo, zdrowego - choc okupionego ogromnym wysilkiem, bo cala ciaza lezaca, plus czesciowo w szpitalu.... Wtedy dopiero, po narodzinach Marty, zdalam sobie sprawe, co to znaczy beztroskie macierzynstwo. Jakie to jest piekne. I wyleczylo mnie to z traumy smile
    --
    Mama Bereni (15.07.05, 24tc., 490g) i Marty (06.06.08, 40tc., 2900g)
  • blaszka0662 01.01.09, 23:08
    Cieszę się twoim szczęściem i mam nadzieję, że ja za jakiś czas też tak będę
    mogła powiedzieć. Pomimo strachu przed drugą ciążą i możliwością powtórki
    poprzedniej historii bardzo chcę dać Karolkowi rodzeństwo. Bardzo wierzę w to,
    że tym razem dotrwam pełnych 40 tygodni i urodzę naturalnie zdrowe dziecko,
    które będę karmiła piersią. Taka ze mnie niepoprawna optymistkawink
    Pozdrawiam,
    Agnieszka
    --
    Zdjęcia mojego największego szczęścia: fotoforum.gazeta.pl/u/blaszka0662.html

    mój suwaczek
  • u_brzoska 01.01.09, 23:55
    Agnieszko,
    spełnienia tych marzen Ci życze. Moze w tym Nowym Roku? wink
    --
    brzoska
  • maanki 01.01.09, 22:37
    Ośmielę się napisać.Mi trauma nie mija i chyba nigdy nie minie. Nie
    jestem mamą wczęsniaka. Jestem miedzy innymi mamą donoszonej 3kg
    dziewczynki, która za tydzień skończy 2 lata. kalinka urodziła się
    z, no właśnie powiatowi lekarze w powiatowym szpitalu nie wiedzieli
    co to. Z dziurą na kręgosłupie smileI z innymi licznymi wadami.
    Wykrytymi przez powiatowych lekarzy. Wypisano nas do domu po 5
    dniach po cc bez jakiejkolwiek diagnozy za to ze słowami, że Młoda
    to będzie warzywko i mam sobie szukać specjalistów. Jakichkolwiek.
    Świat mi runął na głowę.Nie to mało powiedziane. Ale postawiły mnie
    na nogi słowa męża, że nieważne jaka Kalina będzie, ważne że jest.
    Specjaliści powykluczali trochę wad, nazwali to co nienazwane, które
    okazało sie być nie aż tak groźne jak straszono mnie w powiatowym
    szpitaliku. Kazali obserwować.
    Kiedy poraz pierwszy chwyciła grzechotę plakałam, kiedy usiadła też
    płakałam, kiedy zaczęła raczkować (dzięki uporowi mojej koleżanki)
    płakałam a kiedy zaczęła chodzić płakała cała rodzina.
    Przez wszystkie dni życia Kalinki towarzyszył i nadal towarzyszy mi
    strach. Że coś się jej stanie. Że wada się pogorszy. Że wszystko co
    złe to na nią. I tak przez całe dwa lata.
    Obcy ludzie widzą zdrową,gadającą i niesłuchającą mnie dziewczynkę.
    I nie wiedzą jak jest naprawdę. I kiedy nad morzem na plaży
    niektórzy pytają mi się (tak tak są i tacy!!)co Mała ma na plecach
    spokojnie odpowiadam. I komentarze mam w nosie. Tak samo jak te
    które towarzyszą jej rykom i rzucaniu się na chodnik na spacerze smile
    Zgubiłam się w tym co chciałam powiedzieć. Wybaczcie.
    Ale strach i traumę będę miała zawsze. I wiem, że operacja Małej też
    tego nie zmieni.
    I śni mi się, że to ona umiera. Nigdy, że starszy mój syn. Nigdy.
  • szalicja 02.01.09, 10:43
    Kurcze i zobaczcie, życie "przed" a "po" to zupełnie inna bajka. Pamiętam, kiedy
    już urodziłam to pomyślałam sobie, że teraz już do końca życie będę się troskać,
    martwić i bać o dziecko. I tu chyba nie ma znaczenia czy to wcześniak i czy
    zdrowy czy nie. Myślę, że przy zdrowo urodzonym dziecku czułabym to samo. Jakie
    to nasze życie "przed" było beztroskie...Ale mimo wszystko, kochamy nasze dzieci
    i dla nas są najładniejsze i najzdolniejsze. Tak sobie myślę, że dla spokoju
    duszy lepiej nie wybiegać daleko w przyszłość, co będzie i jakie będzie życie
    naszych dzieci. Pewnie lepiej skupić się na teraźniejszości, na pracy nad
    dziećmi aby ta ich przyszłość była jak najbardziej pogodna a życie normalne wink
    --
    intelektualista to człowiek,
    który patrzy na kiełbasę, a myśli o Picasso.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka