Czy też Macie taki problem z Waszymi facetami?
Wątek jak najbardziej drutowy. Otóż: mój mąż nie cierpi drutów, a właściwie
nie cierpi mnie robiącej na drutach. Bo źle mu się kojarzy i już. Problem
pojawił się dopiero teraz, po dwudziestu latach znajomości. Nie dogadaliśmy
się po prostu. Kiedyś daaawno temu, jeszcze w ogólniaku ( słodkie lata 80te -
buty studniówkowe na kartki, wełna tylko z odzysku ) robiłam masę rzeczy na
drutach i muszę przyznać, że moje przepastne swetrzycha robiły furorę na
szkolnych korytarzach ( zwłaszcza te z przedwojennej wełny z babcinego strychu
- ej co to było za prucie...). Potem studia, wciągnęło mnie życie, może moda
się skończyła, druty zjadły psy, no a ja spotkałam swojego przyszłego.
Problemu nie było, sweterki z markowych i niemarkowych sklepów, szaliczki z
bazarków, jakoś w ogóle zapomniałam o dzierganiu, może w pasmanteriach też nie
za wiele było. Aż przypadkiem trafiłam tu, a potem na Wasze blogi... No i
otworzyło się przede mną niebo. I ja też tak chcę. Więc zakupy internetowe,
pierwsze produkcje, znowu błyszczę w pracy i wśród znajomych tylko... No
właśnie, tylko mój mąż... On tego nie rozumie. Dla niego to strata czasu. Po
co to, jak wszystko jest w sklepach, a można robić tyle rzeczy ( np. z nosem w
komputerze ). Jak siadam z drutami, od razu kojarzę mu się z babcią na
zapiecku, której właśnie wypadł mózg i tak przebiera tymi oczkami ( drutowymi
rzecz jasna ). Wiem, swoje lata mam, ale stara się nie czuję, nie zaniedbuję
domu, dalej mam czas na inne rzeczy, jego bynajmniej nie obdarowuję jakimiś
swoimi wypocinami, ale i tak mu to nie leży. Przecież nie będę się z tym
chować do jasnej.. Więc jak Wy to robicie, że produkujecie tyle rzeczy non
stop i nie wywołujecie drażniących skojarzeń ( tak , jest ich więcej ). A może
ten mój jest grubo nienormalny? Co Wy na to? Czekam na refleksje. A może
jakieś porady?
mizzi6