To jakiś koszmar...Mi się wydaje,że ja urodziłam się z drutami.Jak przeszkadzało
szczękanie drutów-pozamieniałam je na plastikowe, wyciszyłam swoje robótkowanie
ucząc się szydełkowania no i zaczęła się moja nowa pasja- szydełko. Jakby tego
było mało pojawił się haft krzyżykowy, i teraz to wygląda tak-leży coś na
drutach, jakiś obraz się haftuje a w międzyczasie ozdoby na kolejne święta,
szaliki i czapki na zimę- nie wyobrażam sobie chwili bez zajętych rąk i
wiecznego narzekania na brak czasu.Mąż angażuje się w to co może-oprawia
obrazy, przykleja narty mikołajom, oczka mniejszym mikołajkom i narzeka jak w
kuchni wiszą nowe , wyprane i nakrochmalone aniołki::

)) ale to jest
piękne.Jeszcze wiele technik rękodzieła jest do nauczenia.....Najważniejsze jest
to, że się posiada talent, który daje tak wiele satysfakcji. Jednych cieszy
zdobycie wysokiego szczytu, innych zanurkowanie w głębiny, innych zrobienie
dwóch jednakowych skarpetek.Dlaczego nie podziwiać wszystkich? To nie ty , ale
twój mąż ma problem akceptacji