Dodaj do ulubionych

Skuha – słowa, które odstawiliśmy!

27.09.05, 11:59
Pamiętam z dzieciństwa, kiedy wrogie mi koleżanki grywały w gumę!
One często wrzeszczały „skucha”. Najważniejszą z nich była zawsze
właścicielka takiej długiej gumy do portek, ponieważ zdobycie czegoś takiego
było wyzwaniem nie lada.

Dziś też spotkałem się w Pruszkowie z „grą w pikuty”, grywało się oj tak.

Przypominam sobie słówka „solówa” to często wśród chłopaków się powtarzało.
Pamiętam nawet jedną „solówę” miałem umawianą na ubitej ziemi i była
publiczność! To było prawdziwe wydarzenie!
A teraz powiedz do szefa
– No, co chcesz solówy!
Nie ma mowy.

Ciekawe słówko to „wyjulać się”. Czy ktoś z was teraz tak mówi ? Wydaje mi
się, że "wyjulać" jest bardzo eleganckie.

Innym słówkiem połączonym często ze szturchnięciem była „muka”.
Co miało konsekwencje często dla osobnika „mukowanego”, jeśli muka była!

Miałem też „bazę”, czyli powiedziałbym dziś kryjówkę! Broniłem „bazy”
wykrzykując
„Spadówa” do intruzów, które próbowały budować domki na moim terytorium w
pobliżu takowej „bazy” .
Zdarzało mi się grzecznie prosić o jakiś rarytas przyniesiony przez kumpli
mówiłem wtedy uprzejmie – „Daj gryza” i jeśli „Kolo” nie był „żyła” to mogłem
spróbować.

Czy może pamiętacie coś ze slangu dziecięcego?

* Wątek ten poświęcam sqh-ie*
Obserwuj wątek
    • cziste Pałka, zapałka... 27.09.05, 12:14
      ... dwa kije. Kto sie nie schowa, ten kryje!

      A w "kapsle" nie grałeś, kubek?
      Na deskorolce na "trojkącie" nie jeździłes?
      Nie rżnąłes w piłę na "kwadratach"?

      A panny to chyba w "klasy" posuwały, i tą skuchą straszyły ;-)
      • amigo9 Re: Pałka, zapałka... 27.09.05, 12:28
        A czy ktoś pamięta, jak się nazywa taka zabawa/gra (głównie dziewczyny w to
        grały), gdzie się rzuca piłką o ścianę, a kiedy odbije się od nawierzchni,
        trzeba ją przeskoczyć? Potem idzie się na koniec kolejki.

        Grało się też w dwa ognie i więcej grzechów na razie nie pamiętam.
          • sobiepanna Zbijak i inne 27.09.05, 12:48
            Ech... jaki pijękny sentymentalno-lingwistyczny wątek :D

            1. Muka u mnie w słowniku nadal funkcjonuje jako określenie człowieka generalnie
            mało bystrego. Ale nie wiem, co ta muka miałaby wyobrażać. Samo słowo chyba
            nawiązuje do Buki z Muminków... przynajmniej mi się tak kojarzy.

            2. Klasy to były dla małych dzieci!!! Duże dziewczynki skakały w gumę, na
            skakance, a już najlepszą zabawą były podchody lub łażenie po drzewach z
            chłopakami tudzież budowanie szałasów i takich małych domków z mchu i patyków.
            Po ostatnim plenerze leśno-fotograficznym zauważyłam, że dzieciaki nadal je
            budują :)))

            3. To chyba nie był zbijak... ale była taka gra na 3 i więcej osób "Głupi
            Jasio". Jedna osoba stała w środku i starała się przechwycić piłkę, którą reszta
            przerzucała jej nad głową.

            4. Miało być lingwistycznie, więc... szczerze nienawidziłam rymowanych
            przezwisk, bo byłam "Anką-skakanką" ;(
            --
            "biegnij biegnij, tyle twojego co zakłuje w piersiach"
            • cat_s Re: Zbijak i inne 27.09.05, 13:43
              kubek napisał:
              > Innym słówkiem połączonym często ze szturchnięciem była „muka”.
              > Co miało konsekwencje często dla osobnika „mukowanego”, jeśli muka była!

              Hm, hm...:-)
              To ciekawe, co piszesz. W czasach 'mukowych' zamieszkiwałem na warszawskim
              Mokotowie i w wersji 'prehistorycznej mokotowskiej' sztuka udzielania 'muk'
              wyglądała następująco (ale to staaaare dzieje):
              - do wypatrzonego wcześniej osobnika (faceta z reguły; 'mukowanie' dziewczyn
              uchodziło za nietakt towarzyski;-)) podchodziło się niby całkiem przypadkiem;
              - z udawanym rozmachem markowało się silny cios w żołądek (lub nieco niżej; ta
              wersja występowała częściej)
              - istotą muki był brak kontaktu fizycznego 'mukującego' z 'mukowanym' a
              - w przypadku, gdy kontakt taki przypadkowo nastąpił - 'mukowany' mógł się w
              dowolny sposób na 'nieudolnym mukującym' zemścić; o ile pamietam,
              najpowszechniejszą formą zemsty był tzw. 'kop w d...', przyjmowany w takich
              okolicznościach z pokorą nawet przez największych klasowych drugorocznych
              zakapiorów;-)
              - osoba 'mukowana' - jeśli odruchowo się zgięła - zasługiwała oczywiście
              na 'karę', czyli w wersji którą pamiętam - cios dowolnej siły w ramię otwartą
              dłonią, Boże broń pięścią!

              Procedura podobna (ale inne mechanizmy) miała miejsce w przypadku
              tzw. 'parolków'...:-)

              Pamięta ktoś 'parolki'?

              Pozdrawiam
              cat_s
              --
              "There is nothing such as free lunch"
              • sobiepanna Mukowanie, bo markowanie? 27.09.05, 13:52
                cat_s napisał:

                > To ciekawe, co piszesz. W czasach 'mukowych' zamieszkiwałem na warszawskim
                > Mokotowie i w wersji 'prehistorycznej mokotowskiej' sztuka udzielania 'muk'
                > wyglądała następująco (ale to staaaare dzieje):
                > - do wypatrzonego wcześniej osobnika (faceta z reguły; 'mukowanie' dziewczyn
                > uchodziło za nietakt towarzyski;-)) podchodziło się niby całkiem przypadkiem;
                > - z udawanym rozmachem markowało się silny cios w żołądek (lub nieco niżej; ta
                > wersja występowała częściej)
                > - istotą muki był brak kontaktu fizycznego 'mukującego' z 'mukowanym'

                A to teraz rozumiem tą/tego "mukę"... tylko dlaczego "muka"??? Czyżby jednak
                "mukowanie" od "markowania"?
                --
                "biegnij biegnij, tyle twojego co zakłuje w piersiach"
                • francesca12 Chyba nie z tej epoki jestem, bo muka mi obca... 27.09.05, 14:06
                  U nas się w ogóle nie mówiło o mukach, mukowaniu...

                  Głupie kawały, które chłopaki robili dziewczynom, kiedy byli w głupim wieku:
                  - strzelanie ze staników, jak która miała pokaźny biust, to ogólnie życia nie
                  miała:P
                  - wrzucanie dziewczyn na szafę - a gdy szła nauczycielka, chłopaki uciekali i
                  dziewczyna zostawała na szafie
                  - mi kiedyś kolega z klasy pokazał językiem gestów :P na klasówce z chemii, że
                  jak mu nie podpowiem, to poleci moja głowa...
                  - rzucanie się różnymi narządami z gabloty klasy biologicznej...

                  Wokół szkoły rosło (i rośnie nadal) mnóstwo klonów, więc w pierwszych latach
                  podstawówki jazzy było naklejanie sobie "nosków" :D


                  --
                  Moow śmiało - to tylko forum
    • cziste dla futbolistów 27.09.05, 12:38
      młodych była bardzo rozwojowa gra "w jedno podanie"; miala tez ona jakąs inną,
      alternatywna nazwę, ktorej nie pamietam. Pamietam tylko, ze nikt nie chcial
      skusić i ponosić konsekwencji skuchy, czyli stac na bramce :D
      • grzeg_sz1 Re: dla futbolistów 27.09.05, 12:39
        cziste napisał:

        > młodych była bardzo rozwojowa gra "w jedno podanie"; miala tez ona jakąs inną,
        > alternatywna nazwę, ktorej nie pamietam. Pamietam tylko, ze nikt nie chcial
        > skusić i ponosić konsekwencji skuchy, czyli stac na bramce :D

        my graliśmy w warszawiaka, jeżeli mnie pamięć nie myli
    • francesca12 Re: Skuha – słowa, które odstawiliśmy! 27.09.05, 13:28
      Jaki przemiły watek:)

      Dobra, to co ja pamiętam:
      skucha była - jak skakałyśmy "w gumę"

      Chłopaki mieli "solówy", ja często uczestniczyłam biernie oczywiście - jako
      widz, bo wracałam ze szkoły z koleżanką tzw. "chłopaciarą", więc chcąc nie
      chcąc trochę widziałam, była "wolna amerykanka" albo "na klaty".

      Taż sama koleżanka chodziła na "wykuwawcze", czyli na zajęcia wyrównawcze.

      Z innych rozrywek były:
      "wróżby" - zeszycik w bzdurami typu, jak będzie miał na imię twój mąż i
      podawało sie liczbę;
      zbieranie naklejek z gum
      chłopaki grali w kapsle - takie bajeranckie z flagami

      na „Daj gryza”
      my mówiliśmy też: "Daj sępa" :P

      Chyba więcej nie pamiętam...

      Można by jeszcze napisać o przezwiskach dla nauczycieli, ale wątek by się
      rozjechał...


      --
      Moow śmiało - to tylko forum
      • kina74 jeszcze mi się przypomniało! 27.09.05, 13:35
        Ale to już pod koniec podstawówki było: siadało się w dużym kole (czasami pół
        klasy w to grało, a klasę mieliśmy 38-osobową) podawało się dłonie,z tym że u
        jednej osoby dłoń była na wierzchu, u tej drugiej pod spodem i tak przekładając
        dłoń na dłoń się śpiewało coś w rodzaju: "Anse kabanse flore... itd". Jak
        piosenka się skończyła to trzeba było klepnąć w łapę tego ostatniego, jeśli się
        nie udało, to się odpadało z gry.
        A z tych mniej wyszukanych: podkładanie pinezek odpowiadającemu, plucie kulkami
        plastelinowymi przez rurki z rozkręconego długopisu, czy strzelanie z zagiętej
        szpili z cieniutkiej gumki.
        Ech czasy, a wątek fajniutki :)))
      • francesca12 Re: Skuha – słowa, które odstawiliśmy! 27.09.05, 21:21
        Przezwiska nauczycieli ze szkoły PODSTAWOWEJ (!):

        Dyra, Dyrka - pani derektor :)
        Zakwa - pani od polskiego, to od nazwiska
        Kura - od matmy też od nazwiska
        Kwaśna - od historii - toże od nazwiska
        Ruska - pani od rosyjskiego
        Szczur - inny pan od matmy
        Pelaśka - od w-fu, fajna pani, na imię ma Kazimiera, ale nie każdy był w
        temacie, taki jeden Krzysiek wszedł kiedyś do pokoju nauczycielskiego i
        zapytał, czy można prosić panią Pelagię G. (GIODO mnie ścignie, więc skrót)
        Tabaza świętej pamięci - od "fyzyki" (tak mówiła:P)

        nie powiem, jak mówiliśmy w liceum, bo tak :P

        --
        Moow śmiało - to tylko forum
        • cat_s Re: Skuha – słowa, które odstawiliśmy! 27.09.05, 21:29
          Sobiepanna napisała:
          > 7. fascynująca "muka" doczekała się uwiecznienia i w innych sztukach:
          > Hey, Muka!
          > "Nie strasz mnie [...]

          Dla porządku tylko dodam, że 'Muka!' to kawałek kapeli Hey.
          Fajna kapelka była... ;-)

          Pozdrawiam
          cat_s
          --
          "There is nothing such as free lunch"
    • kina74 Re: Skuha – słowa, które odstawiliśmy! 27.09.05, 13:28
      'muka' jako określenie funkcjonuje w szkołach podstawowych nadal!!! Jestem na
      bieżąco w temacie :) oznacza też chyba to samo, czyli uderzenie w ramię z
      jednoczesnym wykrzyknięciem muka. A jak jesteśmy w temacie szkoły to mi się
      przypomina z dzieciństwa jeszcze "karczycho" - czyli uderzenie kantem dłoni w
      kark i "blacha" - uderzenie otwartą dłonią w czoło... łe i pomyśleć że ja
      dziewczynka i takie coś pamiętam :D
      • sofanes Re: Skuha – słowa, które odstawiliśmy! 27.09.05, 18:42
        Ha...musze przyznac, ze o "muce" to slysze po raz pierwszy...za to kina
        przypomniala mi jak najabrdziej, no pewnie, ze napopularniejsze z
        dzialan "zaskakujaco-silowych" byly karczycho i blacha...
        Jesli chodzi o dziewczyny, to tak, one mialy te swoje klepanie w rece z
        wyliczankami i gre w gume, ale to bylo smierteeeelnie nuuudne...
        W pile zesmy grali na kazdej przerwie, a obok boiska szkolnego bylo...no
        wlasnie nie wiem co, takie cos, betowny czworokat w ktorym pewnie sie jakas
        infrastruktura znajdowala, i to "cos" nazywane bylo grzybkiem...oczywiscie bylo
        to ulubione miejsce przesiadywania na przerwach, jesli bylo wystarczajaco
        cieplo, by nas wypuscic na dwor...
        Z innych rzeczy - to na lekcjach krolowaly "spluwy" robione z pustych rurek po
        dlugopisie typu "BiC", a na material nadawaly sie kulki, robione, hmm, z
        przezutych kawalkow papieru.
        Na dworze w sezonie rosly krzaki bzu - i to dopiero byla grozna amunicja! Matki
        delikwentow, ktorzy mieli pecha i zostali ustrzeleni, mogly pewnie tylko
        zalamac rece nad probami doprania plam...
        Ze specyficznych broni byly tez tzw. hacle - czyli robione z roznego rodzaju
        drutow pociski do procy z gumka...taki kawalek drutu zgiety w "U" - oj, jak
        ktos mial dobra proce, to trafienie haclem bywalo bolesne...

                • cat_s Re: Skuha – słowa, które odstawiliśmy! 27.09.05, 19:58
                  kugliczka napisała:
                  > a robiliście a raczej robiłyście "widoczki"
                  > takie kompozycje z kwiatów i sreberek
                  > pod szkiełkiem gdzieś w tajnym miejscu w ziemii

                  'Widoczki' powiadasz... ha, 'za moich' czasów były to 'sekrety' czy jakoś
                  podobnie... głowy nie dam, bo tylko dziewczyny się tym procederem
                  zajmowały... ;-) Ach, ciekawym, ile jeszcze podobnych skarbów w ziemi
                  nieodkrytych pozostaje...?

                  Ale a propos 'muki' jeszcze... Być może ktoś z Was pamięta powtarzany od czasu
                  do czasu 'serial młodzieżowy' w którym występował niejaki Cegiełka i Karioka
                  (tytułu nie pomnę, niestety). Owóż, jednym z głównych bohaterów był młody
                  człowiek, ten z żyłką handlową (chomikami handlował?), który większość
                  filmowych kwestii zaczynał od słowa 'muka' właśnie.
                  Nie wiem, czy to ta sama 'muka', niemniej doczekała się, jak widać, nawet
                  filmowego uświetnienia:-)

                  Pozdrawiam
                  cat_s
                  --
                  "There is nothing such as free lunch"
                  • kugliczka Re: Skuha – słowa, które odstawiliśmy! 27.09.05, 20:19
                    może i skarby :)
                    chociaż te kojarzą mi się z zagiętymi rogami kartek w pamiętnikach

                    a dzisiaj widziałam na ulicy przedszkolaki,
                    całą grupką szły na spacer z wychowawczyniami
                    ale o dziwo
                    ku mojemu przerażeniu
                    dzieci nie trzymały się za ręce
                    tylko za sznurek

                    czy to normalne?
                    Mam nadzieję że to nie strach przed dotykiem
                    i kolejny objaw sterylizacji życia
                    • francesca12 Były i pamiętniki i vademecum 27.09.05, 20:34
                      A co co przedszkola - to jakie ja tam numery odstawiałam. W każdym razie
                      codzienie (literalnie: codziennie) rano, jak mnie odprowadzała siostra,
                      płakałam - to był stały punkt programu... :P i byłam z tego znana:D


                      --
                      Moow śmiało - to tylko forum
                        • sobiepanna Re: Były i pamiętniki i vademecum 27.09.05, 20:59
                          1. tak, to był "król skoczków" (parę razy dostałam reprymendę słowną za
                          umazanie ściany piłką ;) )

                          2. podchody wspominałam

                          3. zagięte roki zeszytów, to się u nas nazywały "sekrety"

                          4. pamiętniki były już raczej w fazie schyłkowej, a za to "złote myśli" na pewno
                          we wschodzącej

                          5. plucie przez rurki od długopisów w 7 klasie podstawówki zostało u nas
                          zastąpione rzucaniem plastikowymi koralikami wielkości grochu (ani to przyjemne,
                          ani bezpieczne nie było, ale kto by się tym przejmował), które przynosił do nasz
                          kolega w torbach (sic!), więc zaraziliśmy tym pół szkoły

                          6. ze stricte lingwistycznych przypomniało mi się, że mówiliśmy o nauczycielach
                          per "facet/facetka". był więc "facet od geografii" i "facetka od polskiego"... z
                          perspektywy czasu wydaje mi się to obrzydliwe

                          7. fascynująca "muka" doczekała się uwiecznienia i w innych sztukach:

                          Hey, Muka!
                          "Nie strasz mnie
                          Nie boję się
                          Czarów, klątw
                          Biurowych mątw

                          Kumpli twych
                          Naczelnych pism
                          Szefów firm
                          W futrach z fok

                          Matki, siostry i psa
                          Ojca z zaświatów i lwa
                          I czarnej wołgi!"

                          khondor.blox.pl/resource/mukka.JPG
                          Choć ten obrazek jednak przypomina mi Bukę z ilustracji w "Muminkach"

                          8. na opowieści przedszkolne, to chyba nam F12 osobnego wątku potrzeba ;)
                          --
                          "biegnij biegnij, tyle twojego co zakłuje w piersiach"
                • francesca12 Re: Skuha – słowa, które odstawiliśmy! 27.09.05, 20:41
                  Zbieranie historyjek było modne, jak chodziłam do zerówki i pierwszej klasy.
                  Kilka lat później były naklejki z gum Chabel i Turbo:)

                  Z pierwszych lat szkoły podstawowej (ciężkie czasy jeszcze) pamiętam ze
                  sklepiku szkolnego napoje w torebkach foliowych barwy czerownej i żółtej;
                  oranżadki w proszku, andruty i mleko na stołówce za 2 złote za kubek
                  (wspomniana koleżanka-chłopaciara wypijała 3 kubki, żeby dorównać chłopakom), a
                  się modliłam nad jednym, bo nienawidziłam kożucha :P


                  --
                  Moow śmiało - to tylko forum
            • kubek Re: Skuha – słowa, które odstawiliśmy! 29.09.05, 09:52
              1.
              „cat_s napisał: W czasach 'mukowych' zamieszkiwałem w dzielnicach”
              -to były dzielnice dla twardzieli ;-)
              Tam nawet wymierzona kara za „muki i blachy”, nie bolała znosiło się ją z
              zaciśniętymi zębami i zmrużonymi oczami wpatrzonymi w kata na dziś wroga numer
              jeden !
              Pamiętam byłem w „naszej bandzie”.
              Przypominam sobie nawet cat_s’a był w bandzie „za blokiem”.
              Oni nie sprawiali dużych kłopotów, granice dość wyraźnie wyznaczał świeżo
              posadzony żywopłot i zaraz obok jeszcze jezdnia. Matki innych dzieci nie lubiły
              jak ich rodzone gnoiki ! zbliżały do ulicy, tak więc żadna ze stron nie
              naruszała tak matecznie ustalonej granicy. Żyliśmy całkowicie neutralnie do
              siebie nastawieni. Nowe wieści stamtąd mieliśmy zawsze świeże, bo jeden z
              naszych mieszkał o dziwo w ich klatce schodowej.
              Fatalnie układały się natomiast stosunki z „bandą z podwórka przed blokiem”.
              Stale się z nimi o coś naparzaliśmy. A od czasu, zaś kiedy pobiłem kijem jakąś
              dziewczynkę z tej bandy. Za przekroczenie granicy i zbieranie naszych kamieni.
              Jej mama przyszła do mojej mamy i coś sobie nawrzucały! To zdarzenie
              spowodowało, że już zupełnie straciłem do nich cierpliwość i nie brałem udziału
              w przepędzaniu tej bandy „naszych” ziemi! ;-)

              2.
              „Widoczki” u mnie „sekrety” niszczyłem z niezwykłym zapałem, a kolorowe „celo-
              faniki” i „sreberka” nosiłem jak skalpy za paskiem lub w szlufkach od paska:)
              3.
              Kapsle pewnie miałem małą manufakturę. Raczej rzadko grywałem ponieważ ta gra
              strzelanie z kapsli to była zwykły hazard i zwycięzca zabierał przegranemu jego
              kapsla.
              Wolałem więc produkować nawet na zamówienie za to dostawałem zawsze komponenty
              do nowych kapsli za friko. Pamiętam tez jak bolało kiedy „zgredki” odkryły w
              domowym atlasie brak większości flag narodowych.
    • sqh Re: Skuha – słowa, które odstawiliśmy! 01.10.05, 00:57
      Czytam, czytam i co raz to kolejne wspomnienia stają przed oczami... Nie
      pamiętam tylko "widoczków" pod szkłem. W ogóle czegoś takiego nie kojarzę z
      własnego dzieciństwa - chyba do nas nie dotarło... Natomiast wspomniane pikuty,
      zbijak, spluwki, hacle - ech, wszystko było tak samo...

      Czy dobrze widzę, że nikt nie wspomniał zabaw w berka i "chowańca"? Ze słówek
      przychodzi mi zaś na myśl niezbyt grzeczny "syfiarz" i ogólnie "syf" - dość
      uniwersalne wyzwisko, które swego czasu w moim gronie towarzyskim robiło
      furorę :-) A "resoraki"? Dumą napawało posiadanie oryginalnego Matchboxa czy
      Majorette, podczas gdy część osób musiała się zadowolić tandetnymi rodzimymi
      podróbkami, w których resor był plastikowy...

      A co jeszcze dodam od siebie, choć już nie o slangu, bardziej o zabawach jako
      takich i bardziej nostalgicznie - dzieciństwo spędziłem na osiedlu
      przylegającym do sporej łąki (obecnie zabudowana, stawiają tam słynny już chyba
      tor kolarski), za którą rósł las, a dalej płynęła Utrata. Oczywiście wtedy
      wszystko wydawało mi się ze trzy razy większe niż dziś :-) Tak piękne
      okoliczności przyrody nadawały dodatkowy koloryt naszym zabawom. Po pierwsze,
      różnorodność terenowa szalenie uatrakcyjniała zabawy w wojny - i to zarówno te,
      w których koledzy i ja byliśmy "walczącymi" (a które nasilały się po kolejnych
      emisjach "Klossa" we wtorki przed dobranocką czy "Pancernych" w sobotę rano,
      po "Sobótce"), jak i te, rozgrywane przy pomocy plastikowych żołnierzy, czołgów
      i samolotów. Po drugie, przestrzeń łąki i dostatek gałęzi w lesie sprzyjał
      spędzaniu wieczorów przy ognisku, co na innych osiedlach było raczej
      niemożliwe. Ale przede wszystkim, każdego lata, na łąkach i w lesie wyrastały
      szałasy... Kto był starszy i bieglejszy w tej sztuce, ten stawiał faktycznie
      solidną konstrukcję, kto młodszy i mniej doświadczony - bardziej rachityczną.
      Oczywiście testem wytrzymałości szałasu było przetrwanie w nim deszczu i nie
      zmoknięcie :-) Na porządku dziennym było też sabotowanie budowy szałasu kolegów
      z bloku obok tudzież zwyczajne jego zdemolowanie... Ech, wspomnienia... :-)

      P.S. Dziękuję za poświęcenie :-) Cieszę się, że wątki się spodobały; zwłaszcza
      książka telefoniczna, jak widzę, robi furorę...

      --
      Komin(y)
      • cziste resoraki 02.10.05, 16:31
        Kurrrrrczaczki...
        Matchboxa można było zdobyć drogą okrężną, prawie zakazaną, mianowicie...
        Wyjeżdżając ze starymi na wczasy do Bułgarii. Bo w Bułgarii była jedna z
        manufaktur Matchboxa. Ja sobie przywiozłem z Warny wóz strażacki, mesia 180 i
        coś jeszcze. Wozem strażackim szpanowałem długo; był unikatowy. w końcu oddałem
        go synowi sąsiadki.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka