Dodaj do ulubionych

Bezsensowne przepisy dot. egzaminu praktycznego

IP: *.76.classcom.pl 15.03.06, 23:01
Według mnie zupełnie pozbawiony sensu jest wymóg, że samochód nie może
zatrzymać się, podczas jazdy po łuku. Zastanawiam się, co za kretyn to
wymyslił: przecież i tak cofa się z szybkością bliską zero, więc co to
zmienia? Co w praktyce ta "umiejętność" (mam na myśli jazdę ciągłą na łuku,
bez zatrzymania) ma udowodnić?

Drugi nonsens to dla mnie oblewanie ludzi za startowanie na ręcznym. Bardziej
jest to problem właściciela pojazdu, który sobie psuje auto, niż
bezpieczeństwa ruchu (ileż można przejechać nie zauważywszy, że się nie
zwolniło ręcznego?)
Edytor zaawansowany
  • Gość: BruxaPequena IP: *.tvtom.pl 16.03.06, 00:52
    Na placu masz wykazac ze panujesz nad pojazdem.Ktos sobie wymyslil ze wlasnie
    jazda po luku z b. mala predkoscia i bez zatrzymywania sie bedzie jednym z
    wyznacznikow w jakim stopniu panujesz na autkiem. Mysle ze to jest ok.
    A co do startowania na recznym, to osoba ktora zaciaga reczny hamulec a potem
    zapomina go zwolnic nie potrafi przygotowac auta do jazdy...jak taka osobe
    wypuscic na miasto???
  • Gość: jan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.06, 21:23
    a mi wychodzi dobrze tylko trzeba instruktora sluchasc
  • Gość: kierowca IP: *.os1.kn.pl 17.03.06, 13:54
    Jeśli chodzi o cofanie po łuku bez zatrzymania to jest wyjątkowo chore zwłaszcza
    jeśli manewr ten wykonujemy autem ciężarowym z przyczepą. Dla mnie ten przepis
    jest po to aby więcej kursantów oblać!!!!
  • Gość: gość IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.03.06, 14:33
    czy ktoś powinien dostać prawo jazdy czy nie. Jazda po mieście jeździe po
    mieście nie równa. Np. mój egzamin na mieście trwał może 3 min. Zrobiłem jedno
    kołko wokół ośrodka przy pustej drodze i koniec.
    Są ludzie którzy nie nadają się na kierowców i oni polegną na placu, na mieście
    zawsze może im się udać.
    Z drugiej strony nie wierze, że ktoś jest świetnym kierowcem, świetnie
    jeździ "w terenie", "poza miastem" itp., tylko nie "tego idiotycznego placu"
    nie umie zdać.
  • Gość: Jurek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.06, 01:00
    > Według mnie zupełnie pozbawiony sensu jest wymóg, że samochód nie może
    > zatrzymać się, podczas jazdy po łuku.
    Nie, nie jest bez sensu. Jako kierowca masz psi obowiązek umieć jeździć bez niepotrzebnych zatrzymań, by nie tamować ruchu.
    > Drugi nonsens to dla mnie oblewanie ludzi za startowanie na ręcznym.
    Raz zapomnisz o ręcznym, raz o zapięciu pasów, raz o tym, że na czerwonym świetle się nie przejeżdża...

    Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że prawo jazdy to nie jest coś, co się każdemu należy, tylko świadectwo tego, że potrafi się bezpiecznie prowadzić samochód? Ludzie uważają egzaminy za szykany, ale sami bez stresu przyznają się, że kompletnie nie potrafią jeździć.
  • Gość: My Little Pony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.06, 02:16
    Myślę że za bardzo histeryzujesz.
  • 16.03.06, 08:26
    cieszę sie ze Jurek i inne osoby tak podeszły do tematu
    Wg mnie największym bezsensem jest to że w dobie lawinowego wzrostu ilości
    samochodów na polskich drogach przy jednoczesnym niedostosowaniu infrastruktury
    drogowej do ilości użytkowników OBNIŻA się wymagania dla osób ubiegających się
    o uprawnienia do kierowania pojazdami! Wypowiedzi ludzi takich jak
    pseudofachowiec Krzysztof H.** "jeszcze nikt się nie zabił na placu..." są
    chętnie przyjmowane przez kandydatow na kierowców i co gorsze przez osoby
    decydujące o sposobie szkolenia i egzamnowania! Konsekwencją zedukowania zadań
    na placu być może będzie minimalne poprawienie zachowania na drogach (dłuższy
    egzamin w ruchu drogowym - wyżej poprzeczka)ale kosztem wzrostu drobnych
    stłuczek i kolizji wynikających z braku umiejętności parkownia, prowadzenia
    pojazdu, PRECYZYJNEGO panowania nad nim. Precyzyjnego bo w miejskim ścisku nie
    chodzi o to żeby jechać ale żeby jeździć precyzyjnie.

    ** nie sądzę żeby kierowca rajdowy, poruszający się na zawodach po zamkniętej
    trasie, reklamujący chipsy był autorytetem w dziedzinie szkolenia i
    egzaminowania osób mających być uczestnikami ruchu publicznego!
  • 16.03.06, 08:56
    Nieco się mylisz. Osoby decydujące o szkoleniu i egzaminowaniu podpierają się
    głównie zdaniem środowiska instruktorów i egzaminatorów, a więc osób
    bezpośrednio związanych z tematem. Pan KH jest osobą bardzo medialną, ale ...
    ma nie ma na nic wpływu. Któregoś razu nawet - przed wejściem ostatniego
    rozporządzenia w życie wypowiadał się na jego temat, ale ... widać było, że go
    nie przeczytał. Żenada :(
    A co do parkowania. Powinieneś wiedzieć, że nauka na placu nie była nauką
    prezcyzyjnego prowadzenia pojazdu, ale precyzyjnego rozglądania sie za
    tyczkami pojawiającymi sie w kolejnych oknach. Teraz kursant ma spędzić więcej
    czasu na mieście właśnie po to, żeby nauczyć się precyzyjnie prowadzić samochód
    i parkowac tak, aby nikomu nie zrobić krzywdy. Nie wiem czy wiesz, ale przez
    tym rozporządzeniem instruktor także miał obowiązek nauczyć parkowania na
    mieście, ale mało kto tego uczył, bo i po co. Natomiast od wejścia nowych
    przepisów jakoś statystyki stłuczek się nie zwiększyły. Co więcej - w przepisie
    jest określone jakiej wielkości mają być miejsca w które kursant ma się
    zaparkować - i tak w przypadku równoległego - wielkość min. 2-ch samochodów.
    Trzeba nie umieć panowac nad samochodem, żeby kogoś potrącić. W przypadku
    prostopadłego - kursant i egzaminator ma swobodnie wyjść z samochodu. poza tym -
    po to waśnie są montowane dodatkowe pedały żeby osoba odpowiedzialna za naukę
    (egzamin) mogła w razie czego interweniować. Tak więc jeżeli dochodzi do
    stłuczki to nie tylko z winy kursanta, bo on przecież dopiero się uczy, ale i z
    winy nadzorującego jazdę.
  • Gość: Ząb Trzonowy IP: *.76.classcom.pl 16.03.06, 09:00
    Nie czarujmy się: przyczyną wypadkowości na drogach (oczywiście oprócz stanu
    tych dróg) nie są goście miesiąc po egzaminie, którzy jadą na ręcznym, bo
    zapomnieli go zwolnić, tylko różnej maści mistrzowie szos, którzy wszystkie
    rozumy pojedli i nie widzą nic zdrożnego w tym, żeby na przykład wyprzedzać na
    trzeciego kolumnę ciężarówek na wąskim i krętym odcinku zakopianki.
    Dodatkowym problemem jest to, że policja nie ściga takich gumisiów.
  • 16.03.06, 09:33
    no właśnie tak się składa że akurat środowisko instruktorów i egzaminatorów ma
    inne pomysły i wnioski a później okazuje się że nowe uregulowania prawne jakos
    dziwnie nieprzystają do propozycji instruktorów i egzaminatorów...tylko "potaci
    medialnych"....
    co do tego jak uczono na placu;
    jeśli instruktor uczył - złe słowo - TRESOWAŁ, małpę która na pierwszej tyczce
    kręci dwa razy w lewo a na drugiej raz w prawo to nie możesz mówić że ten ktoś
    uczył a ten drugi ktoś był uczniem i coś wynosił z kursu....ja mówię o nauce
    kierowania, technice kierowania, prowadzeniu pojazdu...to zasadnicza różnica!

    moja opinia jesta taka że system szkolenia należy poprawić radykalnie a nie na
    zasadzie krótkiej kołdry.... jak podciągniesz pod brodę to stopy marzną...jak
    obetniesz plac to będziesz miał więcej jazdy, jak skrócisz jazdę to więcej
    placu!....bezsens...to ma być szkolenie...a nie zdobycie plastiku jak na forum
    się to określa!!!
    dlaczego szukamy i kombinujemy jak zmienić system szkolenia na własną rękę a
    nie skorzystamy z rozwiązań systemowych krajów w których śmiertelność na
    drogach jest najniższa??!??!?!
    dlaczego dostosowanie do "standardów unijnych" w Polsce oznacza małpowanie
    idiotycznych rozwiązań [jak usuwanie zielonych strzałek warunkowych?] a nie
    przejęcie sprawdzonych rozwiązań systemowych? systemu szkolenia? ograniczamy
    się tylko do rozklejania instrukcji, kolorowych naklejek ISSO i takie tam....
    to takie malowanie zardzewiałego błotnika ...
    a może próbować od zmiany mentalności? nastawienia? uświadomienia wagi
    posiadania prawa jazdy? prawa jazdy jako prawa posiadania broni? broni która w
    na polskich drogach pozbawia życia dziennie 15 (!!!) ludzkich istnień... a może
    ludziom którzy stracili kogoś na drodze wytłumaczyć że ten który zabił nie miał
    ochoty wykupić za 35zł dodatkowej godziny i targował sie z instruktorem o
    zaświadczenie o ukończeniu kursu....35zł za życie? dość tanio...
  • 16.03.06, 10:28
    yunnan napisał:
    > dlaczego szukamy i kombinujemy jak zmienić system szkolenia na własną rękę a
    > nie skorzystamy z rozwiązań systemowych krajów w których śmiertelność na
    > drogach jest najniższa??!??!?!

    Zmiany które juz zostały wprowadzone oraz kolejne których wejscie w życie jest przewidziane na połowę 2007 roku są właśnie wzorowane na rozwiązaniach krajów na które się powołujesz. Zmiany idą w dobrym kierunku. Niestety są zdecydowanie droższe dla kursanta od tych które obowiązywały do tej pory. Pewnym ograniczeniem w doskonaleniu systemu jest bariera finansowa. Przygotowywane przez ministerstwo zmiany będa równiez zdecydowanie droższe a za wszystko ostatecznie zapłaci kursant.Wzrost poziomu kształcenia bez wzrostu kosztów jest mało realny. Więc konieczny jest pewnego rodzaju kompromis pomiedzy dostepnością prawa jazdy a kosztami jego uzyskania.
    Zmiany ostatnio prowadzone przyniosły bardzo dobry efekt. Rezygnacja z manewrów na placu zdecydowanie poprawiła umiejetności kursantów w poruszaniu się na drogach. Umiejętności osób przystępujących do egzaminu wzrosły w sposób widoczny. Niestety nie przekłada się to na tzw. zdawalnośc ze względu na wadliwy system finansowania ośrodków egzaminowania oraz wciąż obecną korupcję. W tym zakresie jednakże zmiany nie są niestety przewidywane.

    > a może próbować od zmiany mentalności? nastawienia? uświadomienia wagi
    > posiadania prawa jazdy? prawa jazdy jako prawa posiadania broni? broni która w
    > na polskich drogach pozbawia życia dziennie 15 (!!!) ludzkich istnień...

    Oczywiście tak. Pytanie tylko jak?
    Wytłumacz kursantowi, którego tatuś jeździ jak waryjat, że styl jazdy tatuśka jest niebezpieczny. Przecież tatko jeździ tak już 20 lat i nic się nie stało. On jeździ najlepiej. Z pewnością uda się takiego delikwenta przygotowac do egzaminu tak aby zaliczył z wynikiem pozytywnym.
    Jaki będzie jego styl jazdy w przyszłości jest oczywiste.
    Prowadzone od czasu do czasu kampanie społeczne jakoś nie trafiają do tej kategorii odbiorców.
    One kierowane są do myslących.
    A tych przekonywać nie trzeba.

    --
    Urodzony jakiś czas temu, co zaczyna być widoczne, choć nie natarczywie.
  • Gość: myprecious IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.03.06, 10:30
    Mogą sobie zmieniać ile chcą, ja na szczęście już zdałem :D
  • 16.03.06, 11:23
    no to widzę, że wreszcie trafiliśmy na FACHOWCA. Świetnie - to czemu jakoś do
    tej pory Twój projekt zmian jakie należałoby wprowadzić nie wpłynął do MTiB ??
    Mówić że COŚ należało zrobić to każdy potrafi. nie każdy zaś umie coś zrobić. A
    akurat w rozporządzeniu większość pomysłów miało poparcie środowiska
    instruktorów i egzaminatorów. protestowali jedynie ... dyrektorzy Word'ów. Bo
    komu jak nie im nie na rękę przepisy antykorupcyjne ??
    I mylisz się jeżeli sądzisz, że nie korzystamy ze wzorców innych krajów. A
    mentalność jest najtrudniej zmienić gdy wzorce przechodzą z ojca na syna wg
    tego - zdasz i JA cię nauczę jak się naprawdę jeździ ...
  • Gość: Roczniak IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.03.06, 14:04
    Tym razem całego, a nie tylko dyrektorów WORDów. Czytałem w "Motorze" o
    pomysłach, by część egzaminu odbywała się na drogach poza miastem. I tu
    buntowali się prawie wszyscy, bo przecież do tej trasy trzeba by dojechać "z
    centrum", a to już kosztuje (czas instruktora + paliwo). Wzorce innych krajów
    powinniśmy kopiować, ale nie bezmyślnie. U nas najbardziej niebezpieczne są
    drogi międzymiastowe, tu jest większość wypadków, tu są największe tragedie. We
    Francji, czy Niemczech można sobie dać radę bez umiejętności dynamicznego
    wyprzedzania, ale w Polsce "w trasie" to wręcz umiejętność podstawowa. To nie
    jest wyłącznie kwestia "dziedziczenia złych wzorców".
  • Gość: mimi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.06, 09:48
    "Nie czarujmy się: przyczyną wypadkowości na drogach (oczywiście oprócz stanu
    tych dróg) nie są goście miesiąc po egzaminie, którzy jadą na ręcznym, bo
    zapomnieli go zwolnić, tylko różnej maści mistrzowie szos, którzy wszystkie
    rozumy pojedli i nie widzą nic zdrożnego w tym, żeby na przykład wyprzedzać na
    trzeciego kolumnę ciężarówek na wąskim i krętym odcinku zakopianki.
    Dodatkowym problemem jest to, że policja nie ściga takich gumisiów" - cytuję
    kolegę nic dodać nic ująć- i wiesz co nic mi nie da wykupienie dodatkowej
    godziny nauki jazdy gdy spatkam się na drodze z takim gumisiem... mogę nawet
    jechać 10 na godzinę... Po prostu chodzi tu o kulturę jazdy i wyobraźnię lub
    jej brak a nie o manewry na placu.
  • 16.03.06, 17:29
    witam panow kierowcow PO egzaminie;] Łatwo jest krytykować, oj łatwo. Szkoda, że
    kursy nie są w stanie przygotować nikogo ani do egzaminu ani tym bardziej do
    jazdy wlasnym samochodem. I nie zgodzę się zę prawko to dobro elitarne. prawie
    każdego da śie nauczyc, tylko moze nie w 30h.
    PS. ja oblalam na rękawie, ponieważ cofając nie mogłam się zatrzymać i wytrzeć
    lusterek, żeby widzeć dokąd jadę. Dobry powód?
    Pozdrawiam
    wolalabym jeszcze 10 razy zdawac mature
  • Gość: yoniska IP: *.23.rev.vline.pl 17.03.06, 09:12
    Kiedy ja zdawałam, kurs obejmował tylko 20 godzin. I co?? wykupiłam sama z
    siebie jeszcze kilka(około 6,7) po to by się nie skompromitować na egzaminie.
    Przedemną oblała kobieta, która pierwszą wpadkę zaliczyła , bo nie umiała
    zapalić świateł mijania, a potem nie zwolniła ręcznego.... żenada- po co
    przyszła na egzamin, skoro nie znała podstaw.... A ja zdałam za pierwszym
    podejsciem.
  • Gość: naunee IP: *.bagu.broadband.ntl.com 16.03.06, 19:36
    tak jak nie kazdy nauczy sie jezykow obcych, tak nie kazdy ma predyspozycje do
    bycia kierowca..
  • Gość: Roczniak IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.03.06, 00:24
    Rok temu zdawałem prawo jazdy jeszcze według starych zasad. Dokupiłem godzin,
    większość czasu spędziłem na placu, manewry opanowałem do tego stopnia, że
    instruktorzy śmiali się, że robie to lepiej od nich. Egzamin oczywiście zdałem
    śpiewająco.

    I co? Zaraz po egzaminie zacząłem jeżdzić samochodem kombi. W ciągu pierwszych
    kilku miesięcy miałem kilka obtarć, zawsze na parkingach. Bo tu nie ma tyczek w
    określonych miejsach okna, po których rozpoznam gdzie mam auto. Nie da się
    prowadzić jak po sznurku według wytycznych - ustaw się do linii, przejedź dwa
    metry, skręc o 45 stopniu i jak zobaczysz słupek to dokręć do oporu. Smutna
    prawda - straciłem tylko czas i pieniądze. To szkolenie nie miało nic do
    rzeczywistych sytuacji na parkingu.

    Z drugiej strony: nikt mnie nauczył jeździć w trasie, poza miastem. Nie było
    nic o tym, że przed wyprzedzaniem należy zredukować bieg. Nikt nie uczył jak
    odpowiednio utrzymac obroty, żeby dynamicznie wyjechać z bocznej drogi i nie
    ryzykować zajechaniem drogi innym. Itp. Itp. Przykłady można by mnożyć w
    nieskończoność.
  • Gość: klo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.06, 10:04
    bardzo trafne uwagi.
  • Gość: brodzky IP: 193.151.48.* 17.03.06, 11:32
    Świetnie. ja jak robiłem prawko (98 rok, kiedy maluchy zmieniali na
    punta/fiesty) to mialem jednego swietnego instruktora. Mimo iz kazdy facet wie
    gdzie jest kierownica pedaly itd pokazal i przepytal, potem na placu uczyl sie
    zbierac ze swiatel zeby nie byc zawalidroga jak trzyamc kierwonice i jak nia
    krecic, jak sie hamuje. A jak zabral mnie wreszcie na miasto to na kazdym
    parkingu mialem parkowac jak nie miedzy autami to wg lini narysowanych na
    parkingu. Na 4 jezdzie inny instruktor pytal kiedy mam egzamin bo przeciez nie
    ma mnie czego uczyc. Oblalem 3 razy na placu :) Trzeba bylo wziac dodatkowe
    jazdy tylko po placu. Zdalem za 4tym. Do nikogo nie mialem pretensji.
    Nie slyzalem od nikogo zeby bal sie ze mna jezdzic. Slyszalem za to ze jestem
    dobry. Ale nie jestem. Z 30 tys. km na liczniku zaden ze mnie kierowca. I zaraz
    sie odezwa mistrzowie szos co to 100tys zrobili i nawet ryski na zderzaku nie
    maja. Pojezdzicie jeszcze 100 tys i przyznacie mi racje ze dupa jestescie nie
    kierowcy. Niejeden mi juz racje przyznal. Pozdrawiam
    ps. a z bardzo dobrymi kierowcami nie wsiadam do auta. Nie chce na drzewie skonczyc.
  • Gość: mimi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.06, 09:42
    Wiesz myśle że 80% osób posiadajacych prawo jazdy nie zdało by egzaminu gdyby
    go mieli przejść jaszcze raz. :). ja zdawałam jeszcze na starych zasadach i
    uczyli mnie na placu znajomi majacy prawao jazdy po kilkanaście lat - nie
    potrafili bezbłędnie przejachać placu - nie mówiac już o testach. A obiektywnie
    mówiąc to bardzo dobrzy kierowcy. :). Myslę że nowe zasady zdawania bez placu
    sa znacznie lepsze. Ja pamiętam ślęczenie na placyku - 5x wiecej czasu
    spędziłam na placu niż w mieście.
  • Gość: goldilock IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 17.03.06, 15:53
    Placyki to po prostu idiotyzm. Prawo zdawalem w UK i nie ma tu zadnych
    placykow.Sa cztery proste manewry a reszta to trasa. Ludzie nie gina przy
    parkowaniu tylko na trasie.
  • Gość: EZ Rider IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.06, 20:36
    Racja! Uważam, że musi być jakaś selekcja dla matołów za kółkiem. Stop wariatom
    drogowym! Czy ktoś z was zauważył, że nie jest żadnym problemem zdać prawko na
    autobus? A teraz zastanówcie się i odpowiedzcie dlaczego...
  • 16.03.06, 23:48
    Stary, Twoim psim obowiązkiem jako kierowcy jest nie spowodowanie ruchu " do
    przodu". Widziałeś kiedykolwiek jadący na wstecznym samochód który nie
    zatrzymałby sie ani razu? i chodzi o cofanie wśród innych samochodów a nie u
    babci na polu.
    --
    rafcio
  • Gość: kierowca IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.06, 09:35
    widzisz tylko ten egzamin nie dokładnie pokazuje umiejętności kierowcy. Jestem
    dobrym kierowcą choć z niewielkim starzem nie boje się jeździć. Jadnak ja
    zdałam egzamin dopiero za czwartym podejściem a dziewczyna która miała starszne
    kłopoty z nauką musiała zakładać rękawiczki bo tak się denerwowała i pociły jej
    się rece zdała za pierwszym razem - zdała i nie jeździ bo po prostu się boi.
    Więc gdzie tu obiektywizm - moim zdaniem kwestia szczęścia (zdawałam jeszcze na
    starych zasadach niewiem jak jest teraz)
  • Gość: miecio IP: *.aster.pl 16.03.06, 10:30
    "ileż można przejechać nie zauważywszy, że się nie zwolniło ręcznego?"- oj
    można, można. Znam osobę która przejechała na ręcznym ponad sto kilometrów i to
    był facet- wyobraź sobie co zostało z hamulców,
  • 16.03.06, 14:01
    wiernicho1 piszesz ze "Zmiany ostatnio prowadzone przyniosły bardzo dobry
    efekt. Rezygnacja z manewrów na placu zdecydowanie poprawiła
    umiejetności kursantów w poruszaniu się na drogach. Umiejętności osób
    przystępujących do egzaminu wzrosły w sposób
    widoczny."....
    może i tak tyle że na takie wnioski należy chyba poczekać bo młodzi kierowcy
    czyli ci którzy mają prawo jazdy od 10 stycznia br to ułamek procenta w ogólnej
    liczbie wszystkich użytkowników naszych dróg....więc wniosek że umiejetności
    kursantów wzrosły jest chyba oparta na domyśle być może nawet słusznym że
    trudniejszy egzamin zdają lepsi...
    nie wiem nic na temat statystyk które obrazowały by to w jakikolwek sposób...

    to jedna sprawa
    druga to to że ja nie czepiam się tego jak są egzaminy prowadzone i czy są czy
    nie są za trudne tylko irytuje mnie to kiedy ktoś się targuje o to czy łuk
    tyłem jest konieczny, czy ruszanie na wzniesieniu konieczne, czy... czy...takie
    przyzwolenie na miernotę...w naszym kraju...bo ten sam kierowca, czy każdy
    przedstawiciel innego zawodu jest dobry w tym co robi ..bo sie stara...u
    nas "nie wypada"...dlaczego?

    i masz wiele racji że nasze społeczeństwo toleruje takie "tradycyjne rodzinne
    zachowania"...ojciec czy matka po kieliszku za kółko - OK, niebezpieczna jazda -
    OK, nie zapinam pasów bo ojcieć też nie zapina - OK...mnie to nie dotyczy bo u
    mnie w domu...

  • 16.03.06, 14:06
    dziwna sprawa z tym poparciem środowiska instruktorów i
    egzaminatorów....widocznie nie mówimy o tym samym środowisku albo opinie które
    znam reprezentuje jakieś "inne środowisko instruktorów i egzaminatorów"...

    FACHOWIEC????? można rozmawiać a nie szydzić....prawda ecikp?????
  • 16.03.06, 14:43
    ja mówię o tym środowisku, które uczestniczyło w licznych konsultacjach.
    Większość była za, nieliczni przeciw, wpłynęło od nich wiele cennych uwag. A co
    do fachowca, to nie szydzę. Dziwię się, że wypowiadsz sie tutaj a Twoje uwagi
    nie dotarły do MTiB. I tyle. Widać, że znasz się na temacie, masz do niego
    odpowiednie podejście, ale czemu nie napiszesz jakie masz pomysły ?? Kto jak
    nie ludzie związani z tym tematem powinni podawać swoje pomysły ??
  • 16.03.06, 14:38
    yunnan napisał:
    > czyli ci którzy mają prawo jazdy od 10 stycznia br to ułamek procenta w ogólnej liczbie wszystkich użytkowników naszych dróg....więc wniosek że umiejetności kursantów wzrosły jest chyba oparta na domyśle być może nawet słusznym że trudniejszy egzamin zdają lepsi...
    > nie wiem nic na temat statystyk które obrazowały by to w jakikolwek sposób...

    Owszem, owszem.
    Tylko, ze system szkolenia i egzaminowania nie obejmuje tych którzy prawo jazdy juz posiadaja. Więc rozciaganie tej dyskusji na wszystkich kierowców mija się z celem. Jeżeli dobrze rozumiem to mówimy o szkoleniu i egzaminowaniu kandydatów na kierowcow.
    Nie potrzebuję danych statystycznych aby naocznie stwierdzić, że obecnie dzieki większej ilości godzin spędzanych w ruchu drogowym umiejętności osób szkolonych po ukończonym kursie są znacznie wyższe. Prowadzą samochód lepiej technicznie, lepsza jest orientacja w ruchu drogowym, większa pewność zachowań. Szczęśliwie od zmian w przepisach przygotowałem co najmniej kilka osób do egzaminu. To moja prywatna statystyka.
    Owszem, na widoczne na drodze efekty nalezy poczekać. Z pewnością wiele lat, ale od czegoś trzeba zacząć.
    Również dając przykład prawidłowych zachowań na drodze.



    --
    Urodzony jakiś czas temu, co zaczyna być widoczne, choć nie natarczywie.
  • 16.03.06, 14:50
    > Owszem, na widoczne na drodze efekty nalezy poczekać. Z pewnością wiele lat,
    ale od czegoś trzeba zacząć. Również dając przykład prawidłowych zachowań na
    drodze.

    I właśnie na takich ludzi ustawodawca liczył :)
    trzymam kciuki obyś jak najwięcej ludzi nauczył. W jakim mieście uczysz ??
  • 16.03.06, 19:44
    W poniedziałek mam egzamin na prawo jazdy. Po mieście jeżdżę (ponoć:)) dobrze.
    Ale... no właśnie, parkuję beznadziejnie. Wyobrażam sobie, że gdybym więcej
    czasu spędziła na parkowaniu na tym durnym placu, to moje umiejętności w tym
    zakresie byłyby większe. Prawda o obecnym systemie szkolenia jest taka, że
    wielu instruktorów BOI SIĘ trenować na mieście. Efektem tego jest mała ilość
    ćwiczeń. Zostaje mi liczyć na to, że egzaminatorzy też boją się parkowania na
    żywca;) i skończy się na jednym skośnym gdzieś pod WORDem. A potem... drżyjcie
    narody! Nadchodzę!;)
    P.S.
    Łódkę obwiesza się chociażby plastykowymi flaszkami, żeby nie obijała się
    przybijając do kei. Czemu zderzaki traktuje się z takim pietyzmem? Przecież
    służą do zderzania, jak nazwa mówi. Apeluję! Nie lakierujce zderzaków! Zderzaki
    to część samochodu PRACUJĄCA, tak jak opona, nie WYGLĄDAJĄCA.
  • Gość: Roczniak IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.03.06, 00:40
    Wierz mi - ja miałem plac opanowany do perfekcji. Wjeżdzałem wręcz idealnie -
    równo do liniii, zatrzymywałem się prawie zawsze w tym samym miejscu, zaledwie
    raz na 10-20 prób potrzebowałem korekty. I nic mi to nie dało. Miejsca
    parkingowe mają różne wymiary, często nie widać linii, a samochody to nie
    tyczki, szczególnie, że mają wystające haki, czy zderzaki, których przez okno
    nie zobaczysz itp. itd. Fakt - błądem było, że uczyłem się jazdy idealnie na
    tyczki i linie, ale "przecież chodziło, żeby zdać egzamin, a nie żeby umieć
    jeźdżic". Nawet jakbym poprosił instruktora, żebyśmy parkowali gdzieś na
    mieście, to pewnie by stwierdził, że tracimy czas - wszak dawniej takiego
    elementu nie miałbym na egzaminie, a czasu na kursie zawsze jest za mało. Lepiej
    go było spędzać na placu i (znacznie mniej) w ruchu ulicznym.

    Uważam, że teraz jest znacznie lepiej i bardzo żałuję, że tych zasad nie
    wprowadzone wcześniej.
  • Gość: look IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.03.06, 17:06
    i moje zdanie jest takie.plac powinien zostać bo to mi się naprawdę przydało to
    na placu nauczyłem się parkować tyłem przodem równolegle i prostopadle do
    krawędzi chodnika.a łuk to taka rozgrzewka przed manewrami z parkowania.i
    powinno byćo bowiązkowe parkowanie tyłem rónoległe prostopadłe i przodem oraz
    ruszanie na wzniesieniu.taka prawda jazda po mieście nic nie daje każdy potrafi
    jechać prosto ale z parkowaniem jest gorzej a teraz jak zlikwidowani te manewry
    na placu to będzie tragedia zobaczycie.firmy blacharsko lakiernicze będą miały
    więcej pracy.
  • Gość: t IP: *.wan.ibm.com / *.de.ibm.com 16.03.06, 17:43
    Nie każdy musi mieć prawo jazdy - na egzaminie sprawdzane są _wyrywkowo_
    _podstawowe_ umiejętności kierowcy. Jak nie dajesz rady, to się poucz albo daj
    sobie spokój. Inni będą bezpieczniejsi na drodze.
  • Gość: D.G Lepek IP: *.mynow.co.uk 16.03.06, 18:37
    Według mnie to fakt ludzie któży chcą prowadzić samochód powinni umieć panować
    nad samochodem i wiedzieć co powinno się sprawdzaś i zaóważać po zapaleniu
    samochodu.to też zgadzam sie na to że ruszanie na chamulcu to nie jest
    błachostka, ale kompletnie niezgadzam sie ż tym że na łuku niemożna stanąć.
    Ludzie odcknijcie się ilu jest ludzi któży wsiadają poraz pierwszy do samochodu
    ezaminacyjnego gdzie danej marki samochodu nigdy nieprowadzili!! osobiście
    codzień jeżdrze około 5 modelani samochodu każdy niejest równy każdy prowadzi
    sie innaczej więc jak taka zdająca osoba ma wyczuć samochód po pierwszych 5
    metrach. Jedno wiem [ ludzie któży wymyślacie takie prawa!!! najpierw wy
    nauczcie sie jezdzić dobrze i nierozwalajcie sie BW-kami a potem możey
    dostosować sie bo przeciż jak możemy dostosować sie do praw jak ci co je
    ustalają sami je łamią a przecież powimmiście dawać przykład!!!]a pozatym jak
    widze egzaminatorów i jak oni sami potrafią opanowywać samochód oczywiście
    niewszyscy, to aż głowa boli, więc nieprzesadzajmy tak!!! bo każdy popełnia
    błędy i wy tego niezmienicie!! Z poważaniem D.G Lepek
  • Gość: dajcie żyć!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.06, 14:25
    ja na Twoim miejscu bym nauczył się panować nad ortografią bo w prawie każdym wyrazie jest błąd
  • Gość: też kierowca IP: *.pcnet.com.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 16.03.06, 22:20
    Zgadzam się z Tobą. Te różne "dziwne" manewry są jak najbardziej potrzebne.
    Mieszkałem kilka lat w mieście, które sladało się z samych górek, łącznie ze
    skrzyżowaniami i rondem. Tam się nauczyłem stawać przed skrzyżowaniem kilka
    metrów za poprzedzającym mnie pojazdem. Wiele razy uratowało to mnie przed
    uszkodzeniem mojego pojazdu. Po prostu temu przede mną przy ruszaniu pod górę gasł
    silnik, gość wpadał w panikę i zaczynał jechać w tył.Teraz mieszkam w mieście ze
    znacznie mniejszą ilością górek, ale parę też jest, w dodatku wjazd na rondo też
    z jednej strony jest pod górkę - jest więc co obserwować(nie jest to wbrew pozorom
    miejscowość w górach).
    Poza tym badania przeprowadzane na całym świecie już dawno wykazały, że około
    30% ludzi w życiu nie powinno siadać za kierownicą, i to nie z powodu jakichś
    wad fizycznych - np. wzrok - ale psychicznych, np. brak koncentracji, wzrost
    agresji, nadmierna męczliwość itp.
  • Gość: facior IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.03.06, 19:11
    1)po to się jedzie bez zatrzymania? nie wiem; ale można podejść do
    tego tak, że jest to takie zadanie i trzeba pokazać, że się to umie;
    tego da się nauczyć; po prostu ćwicz ten manewr i znajdź dobrego
    instruktora; 80% sukcesu to dobry instruktor;

    2)z ręcznym to prawda to co tu piszą, że jego nie zwolnienie to błąd
    w przygotowaniu samochodu do jazdy; musisz sprawdzić i przemyśleć w czym Cię
    mogą "zagiąć" i to ćwiczyć;

    ja na kursie wystartowałem z ręcznego na skrzyżowaniu i pojechałem ze
    100 metrów i nic się nie stało, ale to nauczyło mnie, że muszę
    sprawdzić czy świeci się lampka z wykrzyknikiem;

    jeszcze co do pierwszego: rozumiem Cię z tym łukiem; ja, co prawda zdałem
    za pierwszym razem, na odlewniczej w wawie w grudniu; ale tam są tak bezczelnie
    wyrasowane sprzęgła, że jak się wystartuje na prostej po łuku to na "jedynce"
    ledwo co dojeżdżał do łuku i do tego cholernie łatwo gasł przy starcie, ale się
    udało;

    generalnie Ci egzaminatorzy, to wyjątkowi ch...e
  • Gość: L. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.06, 19:37
    Mam prawo jazdy od 1963 r. Jeżdże b. dużo ok. 1 tys. km na tydzień. Przez wiele
    lat byłem wykładowcą i instruktorem nauki jazdy oraz nauczycielem prd w szkole
    samochodowej. Wyjaśniam od kierujacego wymagana jest umiejętność zachowania
    płynności jazdy w każdych warunkach, w szczególności podczas jazdy do tyłu.
    Ruszanie z zaciągnietym hamulcem postojowym jest bardzo niebezpieczne.
    Prawidłowo działajacy hamulec postojowy ma uniemozliwić ruszenie pojazdu. Proszę
    sobie wyobrazić co sie dzieje, kiedy wszyscy ruszaja płynnie (powinno to być
    ruszanie równoczesne) po zapaleniu sie sygnału zielonego na skrzyżowaniu i nagle
    w moment po ruszeniu któryś z pojazdów zatrzymuje się lub robi tzw.
    "kangura".Zwykle następuje stłuczka kilku pojazdów. Egzamin powinien być o wiele
    ostrzejszy niż jest. proszę łaskawie zapoznac sie ze statystykami wypadków
    śmiertelnych - co roku idzie do piachu małe miasteczko - i nikt sie tym nie
    przejmuje. O kalekach i stratach materialnych już nie wspomnę.
  • 16.03.06, 19:49
    Ale do piachu nie idzie się od "kangurów" tylko od nadmiernej brawury w trasie.
    A nowicjusze do brawury raczej skłonności nie mają. Odbija w okolicach
    trzeciego roku od dostania prawka do łapy. I żadne egzaminy, choćby
    najostrzejsze, tego nie zmienią. Nie tędy droga.
  • Gość: Ząb Trzonowy IP: *.76.classcom.pl 16.03.06, 19:50
    No dobrze, tylko co z tych statystyk wynika dla tego o czym piszę? Niewiele.
    Śmiem twierdzić, że to różnej maści "super fachowcy" (proszę nie brać tego jako
    wycieczki osobistej, nie Pana mam na myśli), którym się wydaje, że samochód i
    jazda nim nie mają przed nimi tajemnic, są sprawcami wielu poważnych wypadków. W
    myśl zasady: ograniczenie do 70? mnie to nie dotyczy (polecam również artykuł o
    kierowcach tirów z ostatniego Newsweeka).

    Co do ostrzejszego egzaminu: w USA, które są krajem ciut lepiej zmotoryzowanym
    niż my, egzamin jest o wiele łatwiejszy niż w Polsce, czyli NORMALNY. Nie ma tam
    żadnych egzaminatorów-chamów, którzy upier..alają 95% grupy. I co? Czy Stany
    mają przez to niebezpieczniejsze drogi niż my? Czy Pan sądzi, że egzamin oblewa
    taki odsetek ludzi, bo są oni źle uczeni?

  • Gość: ania from juesej IP: 38.195.34.* 16.03.06, 21:09
    Mieszkam w USA od poltora roku, od roku jezdze autem. W Polsce trzy razy
    probowalam zdac prawko, po trzecim oblanym placu poddalam sie. W USA moim
    instruktorem byl moj maz (moze byc kazdy, kto ma prawko od co najmniej roku).
    Nie bylismy na zadnym placu, manewry trenowalismy "na zywca". Zdalam bez
    problemu, tego samego dnia pojechalam sama do pracy. Oczywiscie egzaminu nie
    mozna w najmniejszym stopniu porownywac do tego, co jest w Polsce- to bylo jak
    ukladanie klockow Lego w wersji Basic w porownaniu do Technicsa. W kraju gdzie
    jezdzi 140 milionow samochodow osobowych kultura jazdy jest bez porownania
    lepsza. O wyprzedzaniu na trzeciego nie ma mowy. Na ulicach w miescie
    generalnie jezdzi sie tyle, ile ksiazka pisze. Na autostradach niekonieczne,
    ale to juz inna para kaloszy.

    Co do manewrow, osobiscie uwazam, ze plac jest wypaczeniem nauki jazdy!
    Spedzamy tam 3/4 kursu, sluchajac bzdur, o ktorych forumowicze wspominali: jak
    zobaczysz tyczke w lusterku, to dwa w lewo, trzy w prawo,a potem prosto. Mozna
    manewry potrenowac na placu, ale uczyc sie ich powinno w normalnym ruchu, na
    mniej ruchliwych ulicach, gdzie nikt nie bedzie trabil z tylu, jak robisz
    koperte, a ty nie bedziesz blokowac tych za toba. Ja mialam tak wbite do glowy
    te tyczki i pacholki, ze zajelo mi duzo czasu zanim sama wykombinowalam o co w
    tym parkowaniu chodzi i zrozumialam, jak zachowuje sie samochod, jak skrece
    kierownice za pozno lub za wczesnie.

    Prosto jechac kazdy potrafi, ale jak zaczniesz sie czegos uczyc na kursie w
    normalnych warunkach drogowych, to gdy pierwszy raz siadziesz sam/a za
    kierownica, to bedziesz lepiej wiedziec, jak zaparkowac auto niz myslec "dwa w
    lewo, trzy w prawo itp."

  • Gość: Ząb Trzonowy IP: *.76.classcom.pl 16.03.06, 22:43
    No właśnie! Dokładnie o to mi chodzi, o czym piszesz. Śmiech mnie ogarnia, kiedy
    słyszę mądrości tych wszystkich "kapłanów wiedzy tajemnej". Niestety, u nas
    ciągle jeszcze decydentami w tych sprawach są ludzie o pokroju emerytowanych
    ormowców i milicjantów, którzy na ćwierć etatu dorabiają braniem łapówek w
    ośrodkach egzaminacyjnych.
    Co tam 140 milionów samochodów w usa! U nas za to po egzaminie wiesz, gdzie się
    wlewa płyn do wycieraczek...w chevrolecie aveo, albo jak przejechać jakieś rondo
    w mieście X. Żal sie robi.

  • 17.03.06, 08:22
    Potwierdzam. 10 lat jeżdżę i stwierdzam, ze wypadki powodują tzw. bogowie szos.
    Stłuczki i kretyńskie błędy na drodze tzw. niedzielni kierowcy. Na egzaminie
    musiałam parkować od "kopa", zawracać KONIECZNIE na "trzy"... Płynnosci jazdy
    nie nauczy ŻADEN instruktor w ciagu tych 30 tu godzin, ba nawet i 100 godzin
    jazdy! Uczy się czlowiek na trasie i w mieście. Uczymy się obserwujac innych
    Jeszcze jakby tak mozna ...kultury jazdy się nauczyc! Pobozne zyczenie!
    W stanach egzamin nie jest tak potwornym stresem jak u nas. Zdaje sie własnym
    samochodem, na mieście, żadnych placów. Wychodza z załozenia, ze jeżeli już
    podchodzisz do egzaminu to umiesz.
    --
    życie to choroba przenoszona drogą płciową
  • 17.03.06, 09:28
    zoe13 napisała:
    Płynnosci jazdy
    > nie nauczy ŻADEN instruktor w ciagu tych 30 tu godzin, ba nawet i 100 godzin
    > jazdy! Uczy się czlowiek na trasie i w mieście.

    Płynnej jazdy nauczy każdy dobry instruktor.
    Natomiast nie każdy kursant nauczy sie takiej jazdy w 30 godz. ze wzgledu na róznorodność cech osobistych i zdolności psychomotorycznych.
    Doświadczenie pozwala na stwierdzenie, że ok. 80% kursantów jest w stanie opanować umiejętność kierowania pojazdem w czasie 30 godz. w sposób wystarczający do samodzielnego poruszania się po drodze. Umiejetność kierowania pojazdem nie jest tożsama z posiadaniem doswiadczenia, ale to przeciez zrozumiałe. Nawet posiadając 20 letnie doswiadczenie na drogach zdarza się, ze sytuacja mnie zaskakuje. Nie jest mozliwe przygotowanie kursanta do każdej sytuacji która moze zdarzyć się na drodze.
    Ukończony kurs i zdany egzamin oznaczaja jedynie, że posiada podstawowe, prawem wymagane umiejętności. I dobrze jeżeli świeżo upieczony kierowca zdaje sobie z tego sprawę. Gorzej jeżeli uważa, ze ten kawałek plastiku czyni z niego specjalistę.

    > Jeszcze jakby tak mozna ...kultury jazdy się nauczyc! Pobozne zyczenie!

    A czy coś stoi na przeszkodzie?
    Naśladuj dobre wzorce, złe ignoruj. Wystarczy.
    Nie sądzę aby instruktor przekazywał kursantowi wzorce negatywnych zachowań.
    Jezeli jednak tak jest, nalezy zmienić instruktora.

    > W stanach egzamin nie jest tak potwornym stresem jak u nas. Zdaje sie własnym
    > samochodem, na mieście, żadnych placów. Wychodza z załozenia, ze jeżeli już
    > podchodzisz do egzaminu to umiesz.

    Bardzo chciałbym wierzyć, ze każdy który podchodzi do egzaminu z założenia posiada wiedzę i umiejętności.
    Nalezy tylko wiedzieć czego chcemy. Lepszego szkolenia i egzaminowania, czy złagodzenia wymogów stawianych kandydatom na kierowcow.
    Pewną sprzecznośc dostrzegam.

    Z jakiego powodu w sam raz ten egzamin jest tak _potwornym stresem_. Czy od zdania za pierwszym razem ważą się losy życia kursanta i jego rodziny?
    Kilka poważniejszych egzaminów czeka każdego z nas.
    _Idź i pokaż egzaminatorowi co potrafisz_ no i jeszcze odrobina szczęścia też potrzebna.

    --
    Urodzony jakiś czas temu, co zaczyna być widoczne, choć nie natarczywie.
  • Gość: kierowca IP: *.os1.kn.pl 17.03.06, 14:05
    Zastanawiam się gdzie kierowca (zwłaszcza młody) może wykorzystać 50m jazdę do
    tyłu po łuku!!!???
  • 17.03.06, 14:20
    Gość portalu: kierowca napisał(a):

    > Zastanawiam się gdzie kierowca (zwłaszcza młody) może wykorzystać 50m jazdę do
    > tyłu po łuku!!!???

    Obecnie nauczenie średnio zdolnej osoby jazdy po łuku trwa nie więcej niż 2godz.
    Tylko 2 godz.

    Czemu to służy?
    Chociażby temu aby w spokojnych warunkach nauczyć się jazdy na tzw. półsprzęgle, co jest niezbędne do sprawnego wykonywania manewrów wymagajacych precyzji.

    Ponadto łuk jest tak prostym manewrem, ze przyczyną niewykonania tego manewru moze być tylko stres.

    --
    Urodzony jakiś czas temu, co zaczyna być widoczne, choć nie natarczywie.
  • Gość: kierowca IP: *.os1.kn.pl 17.03.06, 14:51
    wiemicho1-jakie kategorie posiadasz i ile km. zrobiłeś specjalisto?? Gdzie
    będziesz cofał po łuku ciężarówką z przyczepą 50m nie odjeżdżając od lini na
    więcej niż 50cm??
  • Gość: Roczniak IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.03.06, 13:47
    podczas jazdy w mieście, czy parkingach. Brak umiejętności przewidywania, brak
    umiejętności płynnej jazdy przy większych prędkościach, brak umiejętności
    opanowania auta podczas dynamicznych manewrów. Tego brakuje polskim kierowcom i
    tego w dalszym ciągu się nie naucza. Nie zmienia to jednak faktu, że samo
    zrezygnowanie z "linijkologii" na placu na korzyść większej liczby godzin
    spędzonych w ruchu ulicznym to już gigantyczny krok do przodu.

    Według mnie powinny iść za tym kolejne zmiany. Na początek przynajmniej teoria z
    opanowania auta w trasie zarówno na kursie jak i na egzaminie. Na przykład słów
    kilka o dynamicznym wyprzedzaniu, redukcji biegów itp. Do tego najlepiej
    obowiązek jazdy podczas kursu w trasie, poza miastem.
  • 17.03.06, 13:54
    Gość portalu: Roczniak napisał(a):
    > Według mnie powinny iść za tym kolejne zmiany. Na początek przynajmniej teoria
    > z
    > opanowania auta w trasie zarówno na kursie jak i na egzaminie. Na przykład słów
    > kilka o dynamicznym wyprzedzaniu, redukcji biegów itp. Do tego najlepiej
    > obowiązek jazdy podczas kursu w trasie, poza miastem.

    Gdybyś poczytał to wiedziałbyś, ze Taki obowiazek istnieje.

    Niestety, nie znam sposobu na nauczenie zgodnego z przepisami wyprzedzania samochodu poruszającego sie z prędkością większą niż dopuszczalna.
    A tak porusza się zdecydowana większość pojazdów.

    --
    Urodzony jakiś czas temu, co zaczyna być widoczne, choć nie natarczywie.
  • Gość: Roczniak IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.03.06, 14:29
    Rok temu jeszcze tego nie miałem. Pytałem kilku znajomych, którzy zdawali już
    według nowych zasad i też nie jeździli poza miastem. Choć faktycznie - być może
    część szkół ten punkt pomija? Nie zdziwłbym się.

    Natomiast wyprzedzania można uczyć "na sucho" - np. trenując kursanta w
    dynamicznym przyśpieszaniu na pustej drodze (ewentualnie ze zmianą pasów i
    płynnym wytraceniem prędkości). Ważne, żeby wiedział jak ma operować biegami,
    kierownicą, nie przestraszył się lekkiego przechylania się samochodu, czy
    większej prędkości. Nawet jeśli w czasie kursu nie będzie miał okazji tego
    zastosować, to już posiądzie odpowiednie umiejętności i nie spanikuje w
    przyszłości. Z drugiej strony - aż nie chce mi się wierzyć, że na ruchliwej
    trasie na 50 km odcinku nie znajdzie się ani jedna ciężarówka do wyprzedzenia.
  • 17.03.06, 14:48
    Gość portalu: Roczniak napisał(a):

    > Rok temu jeszcze tego nie miałem. Pytałem kilku znajomych, którzy zdawali już
    > według nowych zasad i też nie jeździli poza miastem. Choć faktycznie - być może
    > część szkół ten punkt pomija? Nie zdziwłbym się.

    Od stycznia tego roku.
    Oczywiście, ze pomija. Firmy konkurują ceną, jakość jest na drugim miejscu. Taki jest rynek.

    > Natomiast wyprzedzania można uczyć "na sucho" -

    Przyznaję, bardzo oryginalny pomysł :-)

    Z drugiej strony - aż nie chce mi się wierzyć, że na ruchliwej
    > trasie na 50 km odcinku nie znajdzie się ani jedna ciężarówka do wyprzedzenia.

    Jadącą 80km/h ciężarówkę trzeba jeszcze dogonić jadąc 90km/h.
    Te jadące wolniej zdarzają się nader rzadko.

    --
    Urodzony jakiś czas temu, co zaczyna być widoczne, choć nie natarczywie.
  • Gość: Isabell IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.06, 19:38
    No cóż nie chcę się chwalić ale zdałam egzamin za pierwszym razem w WORDzie w
    Łodzi. Wcale nie uważam że egzamin jest zły. Plac uczy precyzji w jeżdzie
    samochodem, parkowania na zatłoczonych parkingach, a jazdy po mieście nie da
    się nauczyć na kursie.To tak jak oblatywacz samolotów jak przejeżdzisz tysiące
    godzin za kółkiem w różnych warunkach to pogadamy. Zgadzam się że przy obecnym
    stanie infrastruktury transportowej to należy podwyższać poprzeczkę dla młodych
    kierowców i jescze raz przeszkolić tych co to dostali prawko 20 lat temu a
    teraz panoszą się w swoich nowobogackich furach.
  • Gość: WKoooRWILAS MNIE IP: *.srg.vectranet.pl / 217.153.136.* 16.03.06, 19:53
    jestes madra bo juz masz prawko ja niebawem bede zdawal wiec porozmawiamlbym
    jak rowny z rowna ale Ty juz sie wywyzszasz masz Ty to innym podniesc
    poprzeczke??? Chore czyz nie??? a na egzamin co krotka spodniczke ubralas czy
    co???? A co do chorych rzeczy to nie tylko przepisy egzaminowania sa chore,
    jakie panstwo takie i przepisy egzaminowania:) Pozdrawiam przyszlych
    zrownowazonych i racjonalnie myslacych kierowcow:) Uwazajcie na innych, siebie
    zabic mozecie:D
  • Gość: Isabell IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.06, 21:14
    słuchaj tak Ci powiem, wcale nie miałam krótkiej spódniczki i wogóle to nie to
    było powodem zdania bo naprawdę żaden ze mnie okaz urody. A egzamin się zdaje
    za umiejętności. Jak nie umiesz panować nad sobą podczas jazdy to z Ciebie
    zaden kierowca. Życzę po0wodzenia na ezaminie (szczerze)pzdr
  • 16.03.06, 19:56
    Zaczełam swoją przygodę z prawem jazdy w 2002r. Zdawałam 3 razy. Potem miałam
    przerwe. I zaczełam znów w tym roku jak zmieniły się egzaminy. I zdałam od ręki.
    Bez problemu.
    Jak były stare przepisy egzaminacyjne to prawie 90% czasu na kursie spędzałam na
    tym cholernym placyku, ucząc się kręcenia 2 razy w prawo, 3razy w lewo na widok
    odpowiednich tyczek. ygałam tym placem.
    A teraz.... Poprostu miodzio, dużo jeżdżenia po mieście, nauka parkowania na
    normalnym! parkingu. Nie stuknełam nikomu auta (zresztą instruktor by na to nie
    pozwolił-przecież od tego jest). Parkowałam przodem, tyłem, ukośnie bez problemu
    i tak samo było na egzaminie. A tak serio, to bałam się tylko zatoczki, ale tu
    zima była mi pomocna, bo w całym mieście nie było miejsca na egzamin z zatoczką.
    Cieszę się, że ktoś wreście mądrze pomyślał i zmienił te bzdurne metody
    egzaminowania na placyku.
  • 16.03.06, 19:58
    Aha no i miałam wspaniałego instruktora, wprawdzie 3 -go z rzędu ale cóż grunt
    to sie nie poddawać:))
  • Gość: Roczniak IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.03.06, 00:31
    I sporo mnie to kosztowało, zanim się nauczyłem parkować na ciasnym parkingu.
    Taki pech, że od razu po egzaminie rzucono mnie na głęboko wodę i musiałem dużym
    służbowym samochodem parkować w takim a nie innym miejscu. I dlatego jestem
    zagorzałym przeciwnikiem starych przepisów. Perfekcyjne opanowanie placu nie
    dało mi nic poza zdaniem egzaminu. W realnym życiu nie ma tyczek, linii, okna w
    którym te tyczki widać itp. Zatoczki to się dopiero uczę. Aż szkoda, że nikt mi
    tego nie pokazał na mieście :(.
  • 16.03.06, 20:03
    ... jak zdać egzamin. Proste. Ha! Pamiętam jak wsiadłam w samochód po raz
    pierszy z prawkiem w kieszeni. To była jakaś komedia - nie miałam pojęcia o
    jeździe furą;-) Ale za to placyk w każdym z trzech podejść do egzaminu zdawałam
    śpiewająco - tylko miasto nie wiem czemu było dla mnie problemem;-)
    Ale co się dziwić - kurs wyglądał mniej więcej tak: na placyku było tylko - jak
    w szybce pokaże się słupek to dwa razy kierą w lewo, a jak się pokaże w tej
    szybce to dwa razy w prawo i prostuj. Jazda po mieście - taaaa.... na każdym
    większym rondzie instruktor operował pedałami i trzymał za kierownicę. To się
    nauczyłam - rzeczywiście. Po takim kursie miałam prawo poczuć się jak mistrz
    kierownicy.
    Na całe szczęście nie miałam od razu własnego samochodu, trochę pojeździłam z
    Tatą, trochę pojeździłam z Mężem i się w końcu nauczyłam (nieskromnie powiem,
    że jeżdżę bardzo NIE JAK KOBIETA). Jedyne, co mi zostało po kursie, to
    perfekcyjnie opanowane parkowanie prostopadle tyłem. Reszty nauczyłam się
    później sama.
    Wobec powyższych faktów - czy to ważne co jest na egzaminie skoro i tak nawet
    zdany za pierwszym razem egzamin wcale nie świadczy o tym, że umie się choć
    trochę jeździć samochodem??
    --
    2.05.2006, godz. 20.00, Katowicki Spodek - I'll be there :-)
  • Gość: goldilock IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 17.03.06, 16:03
    kochanie, ja umialem jezdzic a i tak upieprzyli mnie 4 razy
  • Gość: TWOJA MAT' IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.06, 20:44
    JEŚLI NIE WŁĄCZASZ KIERUNKOWSKAZU PRZY ZMIANIE PASA, TO POŻAŁUJESZ.
    A IM BARDZIEJ LUKSUSOWYM SAMOCHODEM JEŹDZISZ, TYM BARDZIEJ POŻAŁUJESZ...
  • 16.03.06, 22:05
    Gość portalu: Ząb Trzonowy napisał(a):
    >
    > Drugi nonsens to dla mnie oblewanie ludzi za startowanie na ręcznym. Bardziej
    > jest to problem właściciela pojazdu, który sobie psuje auto, niż
    > bezpieczeństwa ruchu (ileż można przejechać nie zauważywszy, że się nie
    > zwolniło ręcznego?)

    Mozna i to calkiem sporo. Kiedys, dawno temo swiezo po prawku przejechalem na
    recznym przez cale miasto:) Tarcze sie rozgrzaly do czerwonosci:):):)
  • Gość: yka IP: *.chello.pl 17.03.06, 00:14
    Znam takiego jednego, co przejechał Renówką ładnych parę kilometrów na
    zaciągniętym ręcznym (czysta autopsja, auto było firmowe). Kiedy dobrnął do
    celu w kłębach dymu i wyszło, dlaczego, wszyscy pokładali się ze śmiechu...
    Miał facet parę, bo nawet nie zatrzymał się na poboczu, żeby sprawdzić, co się
    dzieje z autem, tylko twardo zasuwał dalej...
  • Gość: Walker IP: *.cg.shawcable.net 17.03.06, 02:39
    Tez znalem takiego jednego, co to firmowa renowka jezdzil na zaciagnietym hamulcu. Ciekawe, czy to ten sam? To byla firma komputerowa na ulicy Grzybowskiej w Warszawie.
  • 17.03.06, 08:02
    stwierdzenie "benek104" że nowicjusze raczej skłonnośći do brawury nie mają ma
    się nijak do rzecywistści....mam doświadczenia kilkuletnie z kandydatami na
    kierowców i niestety wielu z młodych kierowców już na etapie kursu musi być
    strofowanych bo gdyby pozwolić im na używanie gazu wg własnego uznania jazda
    kończyłaby się poważnymi kolizjami.... wielu z tych młodych "kozaków" idąc na
    kurs może się "już pochwalić" np. dachowaniem maluchem kolegi na osiedlu czy
    innym równie efektownym wyskokiem...

    więc stwierdzenie że "odbija w okolicach trzeciego roku od dostania prawka"
    nie jest w pełni prawdziwe bo z tego właśnie powodu wprowadzono limit 20pkt
    karnych dla osób posiadających prawo jazdy do 1 roku...a poza tym w ogólnej
    liczbie wypadków śmiertelnych grupa "młodzi kierowcy" stanowi 18% ogólnej
    liczby zdarzeń...

    Ząb Trzonowy ...masz rację że wielu z instruktorów i egzaminatorów tworzy wokół
    siebie aurę "różnej maści super fachowców" ale wielu z naszego środowiska ma
    świadomość że nie połknęli wszystkich rozumów i mają świadomość ze w tym
    zakresie można się wielu rzeczy uczyć całe życie...

    nie bronię tu egzaminatorów ale stwierdzenia "egzaminatorów-chamów którzy
    upier..alają 95% grupy" czy "wyjątkowe ch...e"....jest krzywdzące....nie
    wszyscy gzaminatorzy tacy są, nie wszyscy pacujący w pogotowiu mordują
    pawulonem, nie wszyscy lekarze i urzędnicy to łapówkarze...nie każdy kibic
    biega z nożem po ulicach...

    no to do pracy...
    miłego dnia
  • Gość: ryszarda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.06, 09:52
    "w ogólnej liczbie wypadków śmiertelnych grupa "młodzi kierowcy" stanowi 18%
    ogólnej liczby zdarzeń..."

    Czyli, jak rachuję, 82% stanowią "doświadczeni kierowcy"...
  • Gość: baba_za_kierownicą IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.03.06, 09:33
    mam prawko od 10 lat
    pierwszy egzamin oblałam na parkowaniu w kopertę (tzn. równoległym)
    manewr opanowałam na pamięć na zasadzie tyczek - drugie podejście do egzaminiu
    skończyło się OK
    ALE DO TEJ PORY na myśl parkowania równoległego robi mi się niedobrze i wolę
    poszukać innego miejsca do zaparkowania - na szczęście Białystok nie jest wielki
    Ćwiczenia na placach, w ruchu i wszelkie wymagania egzaminacyjne należy
    potraktować jako zło konieczne, które zaowocuje w przyszłości...
  • 17.03.06, 10:08
    ryszarda....
    bardzo cięta replika...ale tak na poważnie to jako inne czynniki ryzyka
    wskazuje się np; nadmierną prędkość, nierespektowanie praw innych uczestników,
    brak pasów bezpieczeństwa, a także pozostałych uczestników ruchu tj. pieszych,,
    rowerzystów oraz dzieci...a jak to rozumiemy to inna sprawa...
    jak pisałem wcześniej, kazdą umiejętność można doskonalić...w tym rówież
    umiejętność jazdy ...określenie "doświadczony kierowca" niekoniecznie oznacza
    kierowcę respektującego przepisy ruchu drogowego...najważniejsza jest wg mnie
    umiejętność przewidywania i tzw zdrowy rozsądek...
  • Gość: Siki IP: *.one.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 17.03.06, 10:12
    Przepisy jakie są, takie są - czy potrzebne są pewne rzeczy czy nie, nie mnie
    oceniać.

    Podstawowa sprawa jest taka, że tak jak nie każdy musi mieć wyższe
    wykształcenie, tak nie każdy musi posiadać prawo jazdy. Trzeba zrozumieć, że to
    przywilej a nie obowiązek.

    Druga sprawa jest bardziej skomplikowana: jak ktoś jest chamem pozbawionym
    kultury i szacunku dla innych to przekłada się to na jego styl jazdy. I żadne
    przepisy raczej tego niestety nie zmienią. Policja często też ma takich
    oszołomów gdzieś. Swego czasu gdy służbowo dzień w dzień tłukłem sporo
    kilometrów po polskich "drogach" nie raz widziałem palantów wyprzedzających na
    trzeciego, na łuku a wśród wyprzedzanych pojazdów kilka razy znajdował się
    radiowóz chłopaków z drogówki. I ani razu nie widziałem, żeby zareagowali...

    Gdy robiłem kurs w 96r. obowiązkowe było 20 godzin jazdy, z czego jakieś 15
    przypadało na szlifowanie placu. Trzeba być mega-talentem, bądź niepoprawnym
    optymistą, żeby wierzyć w to, że można nauczyć się jeździć samochodem w tak
    śmiesznym wymiarze czasowym. Ja wykorzystywałem każdą wolną chwilę na
    doskonalenie jazdy - ciągałem ojca i szwagra na plac manewrowy i jakieś boczne
    drożyny, żeby nauczyć się panowania nad autem. A ze mną na kursie były orły,
    które 20 godzin wyjeżdzały w ciągu 3-4 dni i uważały się za mistrzów kierownicy.

    Uważam również, że wiele zła w szkoleniu robią często sami instruktorzy. Sam
    pamiętam sceny z kursu "No gdzie pan tu wyprzedza??? Po co?? Zdążymy!!!", "Gdzie
    pan tak gna??? (za miastem 70 km/h)", "Proszę jechać przy środku jezdni (w
    momencie, gdy jadąc 80 km/h jechałem dozwolonym poboczem robiąc miejsce na
    załtocznej drodze jadącym szybciej)" i wiele innych kwiatków.

    I później mamy kierowców wyprzedzających na IV lub V biegu, niepatrzących przy
    tym w lusterka, pierdzielonych egoistów jadących drogą krajową z poboczem 70
    km/h przy osi jezdni (Przecież jadę zgodnie z przepisami nie???)... To można
    eliminować w trakcie kursu, trzeba tylko chcieć. Bo debili gnających na wąskich,
    zatłoczonych drogach, wyprzedzających na trzeciego raczej prędko się nie da
    wyeliminować. Żadnymi przepisami i kursami.
  • Gość: MacDriver IP: *.aster.pl 17.03.06, 10:22
    Oj mozna, mozna ... Pamietam moja pierwsza jazde wlasnym maluchem, o bylo
    jakies 10 lat temu, zaraz po otrzymaniu prawka. Przejechalismy z zonka jakies
    15 kilometrow po miescie i dopiero jak juz nic nie bylo widac przez zaparowane
    szyby, zorientowalem sie, ze jechalem caly czas na hamulcu recznym :o))). Co
    ciekawe, nic sie nie uszkodzilo i nawet sprzedalem malucha jakis czas potem.
    Teraz mam juz trzeci samochod, z wczesniej popelnionych bledow wyciagnalem
    wnioski i jezdze przyzwoicie. Szerokiej drogi! McD
  • Gość: Ada$ IP: *.ericsson.net 17.03.06, 10:37
    Zupelnie bez sensu, moim zdaniem, sa wszystkie manewry, ktore na placu trzeba
    przejechac "na raz". Chodzi mi no o parkowanie w czasie ktorego nie wolno
    cofnac samochodu. W ten sposob uczy sie ludzi bezmyslnego mijania przeszkod w
    odleglosci kilku centymetrow. Manewy te powinno sie raczej wykonyweac na czas.
    Co z tego, ze zaparkuje bez uzywania wstecznego biegu jesli trwa to w zolwim
    tempie.
  • Gość: malysztt IP: *.aster.pl 17.03.06, 12:37
    tak a propo jechania na ręcznym.... jak długo pytasz? widziałem kiedyś typa,
    który w Polonezie Caro spalił bębny i pomimo kłębów dymu z tylnych kół dalej sie
    nie zorientował co sie stało :)
  • 17.03.06, 13:52
    Co do ręcznego to jednak ten manewr bym sprawdzał. Po pierwsze widziałem takich
    co w klębach dymu jechali na zaciągnietym ręczym i nie zorientowali się. Poza
    tym jednak ruszanie z ręcznego jest ważne. Nie raz nie dwa na górkach widziałem
    jak kierowca ruszał pod górkę i .. ładnie to tylu po metr czy dwa metry.
  • Gość: Bartek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.06, 14:36
    NIGDY tego nie uzylem a mam prawko 10 lat, z w ciagu ostatniego roku
    przejechalem 50 tys km (do pracy mam 130 :) )

    byc moze przyczynilo sie do tego ze mam merola 124 a wczesniej 123 co powoduje
    ze moj reczny jest nozny i za bardzo nie nadaje sie do takiej ewolucji..














  • Gość: kierowca IP: 193.111.233.* 17.03.06, 14:18
    chyba niewiele przeszedłeś za kółkiem,
    jak byś miał spore doświadczenie to byś mógł się zorientować,
    czemu akurat takie ważne jest jechanie po łuku bez zatrzymania i zwalnianie
    ręcznego przed startem
  • Gość: kierowca IP: *.os1.kn.pl 17.03.06, 14:41
    Niewiele może 600tyś.Nawiązałem do jazdy po łuku do tyłu autem ciężarowym z
    przyczepą super kierowco!!
  • Gość: max IP: *.lodz.mm.pl 22.03.06, 19:03
    Ja zdawałem na C,i oblałem poniewasz raz zatrzymałem się za wcześnie,a drugim
    razem pięć cm za daleko,trudno moja wina zgadzam się z tym,Tylko chodzi mi oto
    ze te przepisy nie są poto,ze niby ktoś się martfi o nasze bezbieczeństwo,bo
    nie mozna oceniać umiejetności kandydata na kierowcę,w ciągu pięciu minut jazdy
    na placu,tym bardziej że wszystko zrobiłem dobrze,tylko to zatrzymanie raz za
    wcześnie,raz za daleko.Na tym wszystko polega,zeby jak nawięcej kasiorki
    zarobic,w końcu cofając powinno się w razie niewidoczności zapewnić pomoć innej
    osoby.Powinno się płacić za egzamin na placu osobno,i na mieście osobno,w
    przypadku nie zdaniana placu,powinno się dopłacić tylko polowe tej kwoty,ale
    pomazyć...hehe.Pozdrawiam krwiopijców
  • Gość: adi IP: *.asta-net.com.pl 23.03.06, 12:23
    Jak coś przynosi niezłe dochody, to po co to zmieniać?:) Nikt nie pójdzie na
    rękę zdającym. Egzaminatorzy to święte krowy i zawsze będą górą!
  • Gość: max IP: *.lodz.mm.pl 23.03.06, 16:45
    A miało być prawo i sprawiedliwośc !
  • Gość: adi IP: *.asta-net.com.pl 23.03.06, 16:55
    No i mamy IV RP! Prawko jazdy mamy na nowych zasadach, a egzaminatorzy dalej Ci
    sami - byli wojskowi, zomowcy i inni starzy pomyleńcy którzy muszą się jakoś
    dowartościować.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.