Dodaj do ulubionych

Strasznie się denerwuje przed egzaminem

IP: *.chello.pl 15.11.08, 21:05
18listopada (już za 3 dni) mam pierwszy egzamin. Już od kilku dni
strasznie się denerwuję.Już wyobrażam sobię jak będe się denerwowała
w dniu egzaminu.Prawie cały czas myśle o egzaminie. Nie wiem jak
sobie poradzę ze stresem.Może macie jakieś spodoby żeby się mniej
denerwować????
Edytor zaawansowany
  • Gość: gość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.11.08, 21:08
    Pomyśl,że egzaminator,to Twój kumpel.
    Ja zdałam 15 listopada rok temu,było super.
  • 15.11.08, 21:10
    ja też mam egzamin 18-stego, o 18-nastej , a gdzie zdajesz ?

    --
    Ania
  • Gość: karo-lin IP: *.gprs.plus.pl 15.11.08, 21:21
    Nie denerwuj sie, wiem ze łatwo tak mówic, ale ja juz to przeżyłam i
    nie taki diabeł straszny jak go malują.Na poczatku to azmie sie rece
    trzesły, nie mogłam otworzyc maski, pozniej jak ruszałam to mi zgasł
    bo nogi to mialam jak z waty ale pozniej jakos emocje opadły i było
    juz tylko lepiej i lepiej.A na miescie to wyobraz sobie ze jezdzisz
    ze swoim instruktotrm tylko z nim nie rozmawiasz, skoncentruj sie
    maxymalnie na jeździe, na znakach, jezdni, nie dawaj po sobie poznac
    ze sie boisz bo egzaminator to wyczuje, badz pewna siebie, ze dobrze
    wiesz co robisz i sukces gwarantowany!!!ja zdałam 27go pazdziernika
    i nawet milo to wspominam!!!3mam kciuki
  • Gość: zest IP: *.chello.pl 15.11.08, 23:13

    w Warszawie na ul.Powstańców Śląskich o 16.00 a ty gdzie zdajesz ????
  • Gość: aga IP: *.eranet.pl 15.11.08, 21:13
    Ja zdaje dzień póżniej 19 -i to drugie podejście:)ale
    odpuściłam...co ma być to bedzie...To zaden wstyd poprostu musi
    zgrać sie wiele różnych czynników......na które nie mamy
    wpływu..............
  • 15.11.08, 21:29
    Kiedy te moje czynniki się wreszcie zgrają? Bo tracę cierpliwość :)
    Dobry pomysł z tymi czynnikami.
    Teraz już nie będę się wstydzić tylko będę mówiła, że widocznie nie
    zdałam bo się czynniki nie zgrały, na które nie mam wpływu.
  • 15.11.08, 21:31
    Za pierwszym razem też się strasznie denerwowałam. Kilka
    nieprzespanych nocy- tłumaczyłam sobie, że to głupota tak się
    denerwować, ale nerwy były silniejsze. Na pierwszym egzaminie
    trafiłam na egzaminatora- palanta- służbistę (za przeproszeniem)-
    krzyczał na mnie bez powodu, poprostu sprowadził mnie do parteru na
    dzień dobry. Egzamin trwał może z 5 minut, nie zdałam na łuku (ale
    bynajmniej nie przez egzaminatora). Wtedy pomyślałam sobie, że
    szkoda mojego zdrowia! Naprawdę! Przed następnym egzaminem trochę
    nerwów też było- łykałam Nervosol- bardzo mi pomogło (tylko nie
    przed samym egzaminem, bo to na alkoholu:)) Trafił mi się bardzo
    sympatyczny egzaminator, no i egzamin zdany:) Tobie też tego życzę!!!
  • Gość: staś IP: *.idc.net.pl 15.11.08, 21:43
    Najlepsza rad już była: pomyśl, że egzaminator to Twój kumpel.
    Całkowita racja.
    Bo nasza wyobraźnia działa cuda. Jak się uprzemy, że to trudne to takie będzie.
    Jak sobie wyobrazimy, ze egzaminator będzie zły - to będzie. Ac realnie?
    Jeździć tak jak się umie. Oczywiście płyny, światła, łuk, górka - na tip
    top. To jest jasne, wymierne i do opanowania.
    Powodzenia
  • Gość: aga IP: *.eranet.pl 15.11.08, 21:50
    Te czynniki......uważam za super określenie.......a co do
    instruktora -kumpla.....to tylko jak był fajny.....Bo mój pierwszy
    zawiódł mnie jako człowiek-brakiem profesjonalizmu........w
    wykonywanym zawodzie.......a do tego trzeba mieć cierpliwość.....bo
    różni są kursanci..
  • Gość: Siniorita IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.11.08, 23:33
    Może nie tyle, co przyjaciel, ale pomyśl sobie, że to też jest
    człowiek (może to trudne, ale pomaga ;) ). Wyobraź go/ją sobie jako
    osobę, która stoi za Tobą w kolejce w warzywniaku.

    Po nie zdanym egzaminie egzaminator mi powiedział, ze zbyt
    emocjonalnie do tego podeszłam. Wystarczy tam pojśc, przejeździc ok.
    45 min i zdac - łatwo poweidzec, trudniej zrobic, ale oczywiście
    jest to wykonalne.

    Przed pierwszym egzaminem miałąm podobnie jak Ty. Nie przespane
    noce, płacz bez powodu, trzęsawa, to była norma. I co? Nie zdałam na
    łuku... Podejdź sobie do tego na zasadzie egzaminu próbnego.
    Idziesz, zeby zobaczyc co i jak. Jak nie zdasz - trudno.
  • Gość: nikola IP: *.89.90.43.static.crowley.pl 17.11.08, 09:43
    Siniorita zgadzam sie w 100% - ze mną było identycznie, tylko
    jeszcze do łazeinki ciągle biegałam przed 1szym podejściem:))))
  • 18.11.08, 23:20
    Gość portalu: staś napisał(a):

    > Najlepsza rad już była: pomyśl, że egzaminator to Twój kumpel.
    > Całkowita racja.
    > Bo nasza wyobraźnia działa cuda. Jak się uprzemy, że to trudne to
    takie będzie.
    > Jak sobie wyobrazimy, ze egzaminator będzie zły - to będzie. Ac
    realnie?
    > Jeździć tak jak się umie. Oczywiście płyny, światła, łuk,
    górka - na tip
    > top. To jest jasne, wymierne i do opanowania.
    > Powodzenia


    Cały czas się starałam... a barwę głosu miał taką jak kostucha zza
    grobu plus ton pretensjonalny mocno...zestresował mnie maksymalnie,
    juz na wejściu do auta, ale pojechałam na miasto i na 42 minucie
    jazdy (na skręcie pod WORD) egzamin został przerwany... 50 metrów,
    może 150 przed końcem , chyba wtedy wyłączyłam wyobrażnie...
    --
    Ania
  • 17.11.08, 10:10
    Trzymam kciuki bardzo mocno! daj znać jak poszło:) powodzenia
  • 17.11.08, 13:38
    Ja za pierwszym razem byłam spięta, ale tak pozytywnie, podchodziłam
    na zasadzie - co ma być to bedzie. Oblałam na mieście. Za to drugi
    raz to był kosmos. Już siebie widziałm na łuku jak nie zdaję,
    przawdę powiedziawszy chciałam miec to jak najszybciej za soba,
    niezależnie od wyniku. No i głupio. Nawet łuku nie zrobiłam. Nerwy
    załatwiaja w sumie połowe niezdanych egzaminów - tak sądze. Ale
    myślę że gdybym naprawdę dobrze jeździła, to pewnie już sama pewność
    siebioe pomogłaby mi
    --
    A mój syn chce wygrać na loterii kilka dni wolnego czasu - takie
    czasy
  • 19.11.08, 06:31
    Acha, ja też uwielbiam to pytanie, zwłaszcza, jak uwalę na łuku. ;p
    --
    [*] potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
    po to aby ...
  • Gość: ryszard IP: *.sta.asta-net.com.pl 19.11.08, 09:03
    Powodzenia staraj się wyluzowac pamiętaj linia ćiagła pieszy na
    przejsciu światła czerwone i zielone zasada prawej ręki ,ostatnie
    minuty jazdy bardzo uważaj gdyż wtedy popełnia się najwięcej błendów
    Pozdrawiam www.obozmotoryzacyjny.boo.pl
  • Gość: gość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.08, 09:11
    Nie poddasz się?
    Wyluzuj Ryszard,wrzuć wsteczny.
  • 19.11.08, 12:33
    Właśnie czytam Kunderę: kiedy przekroczy się granicę, rozlega się
    śmiech, a granica ta uwidacznia się poprzez przekroczenie
    maksymalnej ilości dopuszczalnej powtarzalności - tym są właśnie
    posty Ryszarda. Kundera ma rację. Zaczęło mnie to rozśmieszać, im
    dalej, tym bardziej mnie śmieszy.
    --
    [*] potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
    po to aby ...
  • Gość: Ivi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.08, 20:08
    Zrob sobie symulacje egzaminu - wyobraz jak wchodzisz do WORDu, gdzie czekasz na egzamin i gdzie spotykasz sie z egzaminatorem, potem plac; jak wyglada i jak 'rozrysowane' sa łuki i gdzie jest gorka, potem siebie w samochodzie obok egzaminatora itd., a to wszystko po to zeby oswoic sie z sytuacja. Potem przebieg egzaminu, czyli pierwsza czesc - swiatla i maska i przygotowanie do jazdy, ktora na pewno zdasz jesli tylko poswiecilas temu odrobine uwagi. Dalej manewry - tez do wycwiczenia i jesli wychodzilo, to i teraz wyjdzie, a jesli nie, pamietaj ze jest drugie podejscie. Na pewno dasz rade. Miasto - no i po bolu, teraz musisz juz tylko pokazac, ze umiesz jezdzic. Skup sie na sobie; jestes tylko Ty i to co przed Toba. Jesli pomyslalas sobie, ze ktorys z tych etapow lub jakis element (np. parkowanie) wcale nie bedzie dla Ciebie taki latwy do przejscia, byc moze powinnas go jeszcze pocwiczyc. A co do egzaminatorwo, dobrze jest sprobowac nawiazac kontakt i zamienic chocby kilka slow. Ja mialam to szczescie, ze moj zrobil to sam, dzieki czemu wiedzialam, ze siedzi obok mnie mily facet i tez czlowiek;p a nie dretwy kat, ktory tylko czeka az sie pomyle i skrzetnie zapisuje moje błedy. Naprawde bardzo mi to pomoglo. Na miescie czulam sie jakbym miala po prostu jakiegos pasazera i stres minal mi w momencie kiedy opuscilam plac, a wczesniej az trzeslam sie ze strachu... Przede wszystkim uwierz w swoje umiejetnosci, teraz Ty jestes kierowca i od Ciebie wszystko zalezy. Na egzaminie nie ma juz kogos, kto sie za Ciebie rozejrzy, zahamuje itd. wiec budzi sie w nas poczucie wiekszej odpowiedzialnosci, a tym samym lepsze skupienie i uwaga. Powodzenia, na pewno sie uda, a jesli nie za tym razem, to za nastepnym. To zaden wstyd!
    Polecam rowniez Relaxin, walerianowo - ziolowe kapsulki na stres.

    Panom mozemy chyba tylko zazdroscic pewnosci siebie i swoich umiejetnosci. A moze oni po prostu wstydza sie przyznac, ze maja podobne obawy?:)
  • Gość: staś IP: *.idc.net.pl 20.11.08, 19:40
    Ivi, świetnie to ujęłaś. No bo przecież tak jest.
    I nie zazdrość Panom, też mają to samo, tylko, że nie wyrażają tak łatwo swoich
    emocji. Panie maja łatwiej, wygadają się i gra.
    Tylko,że Panie równie łatwo potrafią sobie wmówić (łub dać sobie wmówić), że to
    trudne, nie dam rady, nie dla mnie. A to nie tak.
    W końcu nie święci garnki lepią. Może, Ivi, potrafisz i ten problem rozpisać?
    Byłoby fajnie :-)

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.