Obie kompozycje Kurkdjiana oparte na motywie różano-paczulowym. Mnie pociągały
dodatkowo obecnością kuminu, któremu jestem wdzięczna za arcypiękne odsłony na
mojej skórze. Byłam też ciekawa, jak po raz kolejny FK 'prześwietli' ten kwiat.
Nosiłam oba zapachy 'pojedynczo', ale także za radą Forevera, w duecie, na obu
nadgarstkach i taka forma najbardziej mi się podoba: gdy raz po raz mogę sięgnąć
nosem po jedną albo po drugą 'różę'.
Lumiere Noire Pour Femme to na mnie przede wszystkim świetlista róża, o idealnej
mocy natężenia - narcyz tutaj bierze górę nad paczulą (o ziemistości ostatniej
nie ma mowy). W tym duecie w Pour Femme widzę jako zdecydowanie więcej 'lumiere'
niż 'noire'. Róża wysmukła, szlachetna, ale bez kolców i koturnów.
Lumiere Noire Pour Homme to zaś dla mnie portret 'noire' - miejsce narcyza
zajmuje ziołowa nuta bylicy, a paczula na mojej skórze występuje niemal
równoważnie z nutą róży. Ich gęstość i słodycz potęguje cynamon. Przyskórny,
nieszybki ruch jest w tej kompozycji - tak jak Pour Femme strzela jasnym
snopkiem w górę, tak Pour Homme rozgrzewa się wewnątrz.
Obie kompozycje są dla mnie naprawdę komfortowe w noszeniu: wywołują przyjemność
obcowania z dobrem wysokiego gatunku, szacunkiem dla składników i
nieprzegadaniem. Róża nie staje się swoją parodią, zwłaszcza w parze z paczulą.
Ani grama perfumeryjnej grafomanii. Jeszcze się z nimi pozaprzyjaźniam:)
--
I will holler you home
porcys.pl
www.ulb.ac.be/di/ssd/ldoyen/images/furk005.JPG