CV zapachowe:-) Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • "Zainspirowany" watkami niesmiertelnych perfum, dzieki LW!, i pamieci
    zapachowej, dzieki mika_1:-).

    Pamietam daaaawne czasy kiedy moim obiektem pozadania byl Polo. (Na bazarku
    Banacha sprzedawano nawet deodorant:-) W sklepie kosztowal majatek. A ja
    dostalem upragniona zielona butelke z USA. I uzylem 1 raz. Oddalem komus.
    Fougere bylo zbyt intensywne, zbyt "glosne" i troche meczace.

    Przed Polo byl Trussardi Uomo. Tez zielony fougere, ale z "jasna", swieza
    cytrusowa nuta, o ile dobrze pamietam. Butelka przepiekna, przypominajaca
    skorzana piersiowke. Nigdy nie udalo mi sie kupic, niestety.

    Po Polo byl Jazz YSL. Troche slodki, cierpki, trawiasty - w sumie przyjemny
    zapaszek. Czarno-bialy, graficzny design butelek tez mi sie b. podobal.

    Wiosna 1996 bylem w Holandii i stamtad "przywozilem" Le Male. Pierwszy raz
    chcialem pachniec troche inaczej niz wszyscy :-). Pierwszy raz stracilem
    zainteresowanie "wielkimi" Armani, RL czy Chanel.

    Byl takze epizod "oczekiwania", z 25ml butelka Acqua di Gio przez mniej
    wiecej rok, dwa :-), kiedy trwalo intensywne, ale bezowocne
    poszukiwanie "moich perfum" w calej Europie, haha.

    W 2000 przywiozl znajomy Comme des Garcons Odeur71. Wls zostaly wylansowane,
    najbardziej radykalne i "eksperymentalne" perfumy tej marki - "klonowanie
    codziennosci". I tak zaczela sie "faza" CdG, ktora trwa do dzis. Sa
    zaskakujaco fajne, z zapachami m.in. tonera i kurzu na rozgrzanej zarowce.
    Ktos porownuje nawet do zapachu z komputera :-)

    Pozniej byly single-note: roza (Rose) i chilli (Harissa) w 2001, kadzidlo +
    kawa (Kyoto) w 2002. Przelom nastapil dopiero w 2003 :-), kiedy kupilem
    mnostwo innych, m.in. ascetyczny Calamus, "meczetowe" Ouarzazate
    i "koscielne" Avignon, sorbetowy Rabarbar - stad moj nick.

    W 2004 czeka na mnie powrot do nie single-note. Zima "zmusza" na razie do
    CdG2. Oprocz tego bardzo bym chcial sprobowac parfum extrait. Proste, prawie
    single-note w natezeniu parfum extrait to naprawde awangarda:-)

    Musze przyznac, ze najbardziej lubie najnowsze idee zapachowe, zapachy,
    ktore "nigdy wczesniej jeszcze nie istnialy".

    Pozdr.




    --
    Forum o perfumach
    • Witam. Swietne masz to CV, ja, przyznaje, az tak bogarego nie mam. Ale tak:
      zaczelo sie chyba, czasow "sweter ojca" za dobrze nie pamietam, choc nie
      pozostaly bez pamieci, wiec zaczelo sie swiadomie chyba od Azzaro, jakos po
      zakupy ze Szczecina do Poznania z mama. Potem, zdaje sie prawie rownoczesnie,
      Fahrenheit- tak tak, robil ogromne wrazenie i Cool Water. A jako zapachowa
      pamiatka z wyjazdu do Francji wyproszony w Galeries Lafayette pusty wielki
      tester po Egoiste - to bylo wtedy naprawde TO! Potem to chyba Kenzo. A wielkim
      wspomnieniem pozostaje Photo Lagerfelda, szkoda, ze juz praktycznie
      niedostepny. Dalej, gdzies w poznym liceum, Ungaro III, oczywiscie Horizon tez.
      Na studiach podobaly mi sie w kolejnosci prawie chronologicznej :)) Vetywer
      Guerlaina, wyczekiwany Allure, Trussardi czarny... Potem to juz cala rzeka.
      Jakies 2 lata temu dostalem wielka flache L'eau d'Issey, ale jeszcze mi nie
      zeszla. Cosik ze sredniej polki: swietny Cool Shadow Route 66, Across
      Crossmena, Samba Kiss - Perfumer Workshop. No, bywala jeszzce masa innych,
      ostatnio miewam raczej zastoj olfaktoryczny i pozostaje przewaznie bezwonnym,
      choc wylosowalem w jednyk konkursie Stile S. Tacchini - swietny zapach, moze
      troche podobny do klasycznego Burberry. Hmmm a na sobie mam teraz Echo
      Davidoffa - tak na probe. Ale czekam na nowa wiosenna fale zapachow. Juz sobie
      ostrze zabki na Cerrutisi, a tez Adidas Adrenaline, Visit Azzaro, Kenzoair.
      Frapuja mnie te wody, o krorych piszesz, ze zawachales okolo 2003, a
      szczegolnie to Rose, czyzby meska woda z rozana nuta??? Bardzo mnie to frapuje,
      tak jak te Odeur... pozdrawiam sniff sniff ;)))perfumiarz
      • Rose jest raczej damski, nawet w BN nie umieszczaja opisu tego zapachu. Ale IMO
        Carnation tez nie jest bardziej meski :-) A Rose to odurzajaca i najpelniejsza
        roza. Pachnie "calym ogrodem", a nie "bukietem". W ogole cala seria Red pachnie
        pelna moca, tak, jak te nuty "w realu". Drydown jest troche lagodniesze i
        bardziej soczyscie. Pachnie pieknie letnimi wieczorami :-)

        A bardziej "meskie roze" to CdG3, b. podoba mi sie tam taka "przestrzenosc".
        Przy skorze cieplo i drzewnie, w ogole slodko i soczyscie, a na samej gorze -
        czuc, kiedy odwraca sie glowe, gorzko, zielono, ziolowo. W dodatku jeszcze cos
        chlodnego i metalicznego. Super :-)

        Pozdr. (i zycze duzo sniff-ow)

        PS. Trussardi czarny byl tez moim przedmiotem pozadania :-) podczas studiow. A
        Vetyver Guerlaina b. lubie, jest jednak odrobinie zbyt aromatyczny dla mnie. B.
        ciekawy jestem, jaka bedzie tego roku nowe Vetiver Frozen.

        Aha i niestety :-) musialem skasowac post "szukam..."
        --
        Moda Męska: garnitury.
        • Sorbet, w ogole to wczoraj bylem w szoku, jak czytalem Twoje posty. Gdzies Ty
          sie tak wyedukowal, chyba musisz zyc w samym NY, zeby miec takie rozeznanie. Ja
          nie lapie, bo wiekszego maniaka ode mnie, w tym temacie, to jeszcze w zyciu nie
          spotkalem. Oczywiscie najlepsze masz opisy zapachow, powaznie, moglbys pisac do
          jakichs pism recencje zapachow. Szacunek dla kolegi :)) perfumiarz
    • Chanson de siostry, ktora mi troche skapila i nie pozwalala sie pryskac.
      Pierwsze powazne perfumy to Organza Givenchy, dostalam je na 18. urodziny i
      odtad perfumy tej marki, robia na mnie najwieksze wrazenie.
      Moja siostra w czasie studiow kupowala duzo perfum, ale te ktore wywarly na
      mnie wrazenie byly ekstravagance Givenchy i Yohij Yamamoto. Tego ostatniego nie
      da sie juz kupic w sklepach.
      Za swoja pierwsza pensje Baby Doll YSL. Od chlopaka Gucci Rush, pozniej Gucci
      Gucci. Innych nie wymieniam, bo nie sa tak wazne.
      Lubie zapachy slodkie, ciezkie, a w lecie duzo swiezosci;).
      • szczekuszka napisała:

        > Yohij Yamamoto. Tego ostatniego nie

        Yamamoto jest super. Kupilem siostrze :-) Butelka tez bardzo mi sie podoba. W
        tym roku prawdo. wyjdzie nowa damska woda Yohji. Jestem bardzo ciekawy :-)

        --
        Moda Męska: O Tshirtach.
    • Super watek:o)

      1988 YSL Paris i Ysatis na wieczor (w "Paryzu" biore slub)
      1989 Missoni Aria (mala buteleczka)i Byzance (spora probka w prezencie)
      1990 Alfred Sung Sung (najdluzsza dzienna signatura)
      1991 Coco na wieczor tylko
      1993 Amazone light (M nie lubi:o(
      1994 EA Sunflowers i CH Fiore
      1995 Aqua di Gio
      1996 Allure i Sisley EDS na wieczor (te nosze do dzis, moja signatura)
      1998 YSL ILA
      1999 Cacharel Noa, kolejny EDS Sisley'a
      2000 Mania Armaniego, oddaje
      2001 Jo Malone lb&m i VdP (obsesja, mieszam wlasne kombinacje)
      2002 powrot Paryza (slub siostry) i Chic, potem Sensi w prezencie (nadal
      pokutuja niezuzyte)
      2003 L'Artisan (kolejna obsesja, znowu mieszam)i nowy Eau delicate Caleche
      (wow!)oraz eau fantasque Fragonarda, 3 butelka EDS Sisleya, kupuje i oddaje
      Stelle bo M dostaje po niej migreny. Ten sam los spotyka HIP JP.
      2004 dostaje Noa fleur (ktorego tu nie ma w sklepach:o), oraz Pure Jil Sander i
      In love Again. Przymierzam sie do nowego L'Artisan'a.

      Moglam cos pokrecic ale wiecej grzechow nie pamietam:o)
      Czekam na zeznania forumowiczek.

      --
      Eat a live toad in the morning
      and nothing worse will happen to you for the rest of the day.
      • od początku...
        1990 - Cafe
        1991 - wild musk
        1992 - Tresor, Eternity
        1993 - Gabriela Sabatini, Eternity
        1994 - Eva Pollena Ewa,
        1995 - CK One, Kanion White i wiele innych z racji pracy w branży perfumowej
        1996 - Auqa di Gio, Eternity, O de Lancome
        1997 - Happy,
        1998 - Le Monde..., Pamplelune, Laura
        1999 - Azurra, Happy,
        2000 - Organza Indecence, Happy, Qui de Lancome
        2001 - Pamplelune, Happy,
        2002 - XS Extreme Girl, Hot Couture, Madness
        2003 - Angel Schlesser, BU Orange, Nature YR, Addict, Trussardi Jeans, Hanae
        Mori
        2004 - Stella, Very Irresistible, Angel Innocent, Ibiza Hippie

        ciężko yak po kolei, pewnie pomyliłam lata.
        Widać nasilenie obsesji :o)
        • Renia, a które Hanae Mori? Motyla czy Haute Couture (to z sukienką)? I jak Ci odpowiada?
          • Hanae Mori z motylkiem edt. Wypsikałam pół butelki a'100 ml. po czym zapach ten
            zaczął mnie mdlić. Słodki jak lukier, nic specjalnego. Po pierwszych
            niuchnięciach spodziewałam się czegoś lepszego. Zapach skądinąd bardzo
            popularny w US, dla mnie pachnie banalnie.
            .......
            pozdr r
            • Fakt, słodki jak cholera, ja mam balsam z motylkiem, dobry do smarowania nóg zimowym wieczorem, przed snem. Do rana robi sie całkiem znośny, a potem zupełnie znika.
    • Pierwsze były Clin d'oleil Bourjois, Kookai i Anais Anais. Tych ostatnich nie
      lubiłam , bo były nieudanym prezentem.
      Potem była Nina- pierwsze dorosłe perfumy, kupione za własne pieniądze
      (stypendium:). Pamiętam że wahałam się czy kupić te czy Paris YSL. Z założenia
      miały być szykowne i na specjalne okazje:) Pamiętam też długie obwąchiwanie
      Calandre Paco Rabanne i wreszcie zakup, potem Fiori Bianchi Laury Biagiotti.
      Okres studiów kojarzy mi się zatem z owocowymi wodami (Clin d'oleil i Kookai)
      używanymi na co dzień i tymi eleganckimi na specjalne okazje.
      Pierwsza praca to Poeme i Eternity (o Eternity marzyłam jako studentka, ale
      jakoś cena wydawała mi się nieprzyzwoita na owe czasy)-oba ekspansywne ,
      dodawały mi pewności:)
      Potem było mnóstwo różnych zapachów- krótkotrwałych fascynacji, które nie
      pasowały do mnie, wód kupionych w podróży, które mnie męczyły jak i tych odkryć
      którym wierna jestem do dziś:

      Abril
      Allure
      Envy
      Samsara
      Deci Dela
      L'eau par Kenzo
      Eau Fantasque Fragonard
      Jaipur Saphir
      Chaumet
      Premier Jour
      Hot Couture
      Emporio

      Na pewno nie pamiętam wszystkich zapachów letnich których używałam zanim nie
      odkryłam Pamplelune i Esencia de Duende. Chyba Sunwater (jak ja mogłam kupić
      takiego melona:))), jakaś woda Oriflame w stylu podobnym do Parfum d'ete Kenzo

      a teraz na półce
      Etoile du Sud
      Capucine
      Safari
      24 Faubourg
      Enjoy
      Pamplelune
      Esencia de duende
      Coco Mademoiselle
      Lacoste
      Un Jardin en Mediterranee
      Eau d'orlane
      Aromatonic
      Nature
    • To i ja może spróbuję. Dużo tego nie będzie, bo swoją przygodę z perfumami
      zaczęłam niedawno :)
      W podstawówce i na poczatku liceum były wody toaletowe typu "Vanilla
      Fields", "Puzzle" (no bo skąd to brać pieniążki na markowe perfumki?). Później
      naszła mnie fascynacja "Halloween" J. del Pozo , w których zakochałam sie
      widząc ich zdjęcie i opis w gazecie ("fiołkowy eliksir..." itp.). Kupiłam przy
      okazji jakiegos klasowego wyjazdu do Poznania i jestem im nadal wierna. Później
      podkradałam Mamie "Tresor" :)
      Od dwóch lat moim "codziennym zapachem" jest "Donna" S. Tacchini- nie jest
      super rewelacyjny, ale ciągle jeszcze mi się podoba. Teraz, na studiach
      dojrzałam do "Organzy", którą poprzednio uważałam za paskudne śmierdzidło. Ten
      zapach zarezerwowałam na "specjalne okazje", bo wiem, że jest dość męczący dla
      otoczenia. Takim "wyjściowym" zapachem jest dla mnie również "Chanel No 5".
      Ostatnio zaczęłam być bardziej otwarta na nowe zapachy i ciągle szukam "Tego
      Jedynego" , który będzie mi towarzyszył na codzień (i nie zrujnuje studenckiej
      kieszeni) :)
      Zaciekawił mnie jeden z poprzednich wątków i mam małe pytanie: czy w Polsce
      można nabyć perfumy Annick Goutal? Jakoś już tak mam, że najpierw czytam opis
      dotyczący zapachu, a opisy perfum tej marki wydały mi się szczególnie
      interesujące.

      Pozdrawiam.
      MM
    • Hmm, pieknie i wspaniale lecz mam jedno ale. Nie chciałbym sie czepiać lecz
      perfumom powinno sie byc wiernym. Z perfumami jest jak z kobieta. Prawdziwy
      dzentelmen pozostaje do konca przywiazany do jednego zapachu, nie skacze po
      flakonach, nie zmienia ich w zaleznosci od samopoczucia i widzimisie. Owszem,
      wiele czasu musi minac nim sie trafi na ten jedyny wspanialy, niepowtarzalny
      zapach do ktorego sie czlowiek przywiaze i z ktorym bedzie na zawsze kojarzony
      przez otoczenie. Kobiety powinny rowniez wziac sobie do serca powyzsze slowa,
      zapach jest przeciez nierozerwalnie zwiazany z osobowoscia czy charakterem
      danej osoby. Ja do dzis choc nie mam juz kontaktu z pewnymi paniami pamietam
      doskonale aromat jaki roztaczaly wokol siebie. Perfum to nasz kochanek i
      powinno mu sie pozostac wiernym jak najdluzej.
      • Sądzę że wielu chciałoby tak. Wybór przeróżnych woni jest tak wielki że trudno
        oprzeć się pokusom. Ile razy kupując flakonik obiecywałam sobie: to będzie już
        mój zapach na zawsze. U mężczyzny nie lubię zmieniania zapachu. Chciałabym żeby
        pachniał wciąż jedną wodą dlatego nawet nie ciagnę go po perfumeriach:))
        Niezłe myślenie;) Zdaję sobie sprawę że uroczo i magicznie byłoby kojarzyć się
        z jednym zapachem , na razie tego nie potrafię ,ale staram sie używać
        przynajmniej przez 2-3 miesiace ciągle jednego zapachu.
    • Ano wlasnie... Ostatnie posty to chyba do mnie ;) /? Jakos juz tak sie stalo ze
      pozostane wierny LR Polo (zielone-oryginal) ,,,,ostatecznie brazowe
      buteleczki ,chociaz ciut zbyt dosadnie i Givenchy Gentleman --- aaa i jeszcze
      jednej juz tylko kobiecie ... Znalazlem swoje zapachy juz dawno ,wiem ze to
      nudne dla wielu ,sam zreszta zazdroszcze poszukiwan i tez poszukiwalem wiele
      wiele lat w czasach gdy bylo to nader trudne.Czytam Forum codziennie i w
      pieknej perfumerii o jakies 30 mil stad czasami po 10-12 wachaniach i kawa
      przewachaniach mam dosc i wracam z niczym lub prezentem w postaci ....nowego
      Polo...;((( Aha .. i marki auta tez juz za nic nie zmienie.. To z kolei
      japonskie auto i nie moge reklamowac wiec nie napisze ani slowa wiecej ..
      pozdr ;))) lw
    • Jak nie zaczniesz juz pisac przewodnika (wiem brzmi jak w kulinarce) to sie
      chyba pogniewam.Wykorzystaj talent i nooooooos. pozdr ;) lw
      • Ja mam wielki problem z perfumami... Kocham je jak nie wiem co, uwielbiam
        eksperymentowac i poszukiwac, ale... Od wiekszosci boli mnie glowa, wiec moge
        tylko podziwiac flakoniki...;)
        Pierwsze perfumy jakie sobie sprawilam to byly le Jardin - w czarnej butelce.
        Potem zniknely:( Szkoda. W Anglii kupilam sobie Charlie Red Revlonu, ale to
        byla porazka - bol glowy:( Potem Eden Cacharel, Red Jeans Versace, Aqua di Gio
        Armaniego, CK One, no i Organza Indecence, ktora kojarzy mi sie z
        dziecinstwem... Miracle Lancome, Eternity Calvina Kleina, Lolita Lempicka, no
        i teraz Casual Corner Eucalyptus&Thyme...
        I dalej szukam...

        :)

        --
        Work like you don't need money,
        Dance like no one is watching,
        Love like you have never been hurt.
        • Jejku, fantastyczny wątek, kopalnia wspomnień:) Pochylam się nad klawiaturą i
          szperam w pamięci- rzecz jasna nie sposób spisać wszystkiego, jednakże udaje mi
          się dokopać do kilku sponiewieranych już bardzo przez czas wspomnień. I tak...
          moja zapachowa podróż rozpoczęła się - fatalne określenie, bo wówczas nie to
          miałam w głowie- w szóstej klasie podstawówki, kiedy to niejako wymusiłam na
          Mamie zakup Reve(czy jakoś tak; coś mi kołacze w głowie, iż był to odpowiednik
          Soir de Paris), w ramach znieczulenia po złamaniu nogi(nie pamiętam już której;
          za to doskonale pamiętam jak zbiegały się pielęgniarki w szpitalu na Kopernika-
          nb w którym bywam dość regularnie, gdy moja Córeczka realizuje swe szatańskie
          pomysły- kiedy dostarczano mnie na wizyty kontrolne, i obwąchiwały nieletnią
          smarkulę:) Z okresu podstawówkowego pamiętam jeszcze wielką niespełnioną
          obsesję jaką była woda toaletowa Coty Smitty, kupowana w Pewexie:)
          Czasy ogólniaka to głównie Limara:))) i nie tylko wersja deo ale też woda
          toaletowa kupowana w budach na bazarku, niebieska tudzież turkusowa.

          Pierwsze poważne perfumy jakie otrzymałam w prezencie to... no właśnie, Anais
          Anais Cacharela, z których byłam bardzo dumna chociaż nie do końca zachwycona.
          Czasy studenckie zbiegły się z rozkwitem samodzielnego życia rodzinnego-
          zaręczyny, ślub w tonacji Le Jardin (wersja podstawowa), Kookai, Nature,
          Millennia Avonu, Dune - a także pierwszych własnych pieniędzy głównie z
          udzielanych korepetycji, i co za tym idzie poważniejszych zakupów. I tak
          niezmiennie wówczas królowała Laura Laury Biagiotti, Laguna Salvadora Dali oraz
          nieco później ekspansywne i oszałamiające Poeme(nie wiem, jak mogłam je nosić:)
          a także wielkie zauroczenie do dnia dzisiejszego choć w chwili obecnej mocno
          przykurzone Cerruti 1881 pour femme.
          Muszę przyznać, iż koniec wieku XX to okres szaleństwa zapachowego w moim życiu-
          stała praca, podróże- wszystko to sprzyjało eksploracji świata perfum;) Spośród
          wielu przeróżnych zapachów jakie miałam okazję testować/zakupić, niewątpliwie
          na uwagę zasługują:
          1998- Diorissimo, Classique JPG, L'eau d'Issey, które wyjątkowo ładnie
          rozkwitają na mojej skórze i pachną zupełnie jak nie "Issey":)Eau de Rochas
          1999- L'Eau par Kenzo, Envy, Paloma Picasso, która wylądowała u koleżanki ze
          względu na zbyt duże stężenie paczuli i stosunkowo niską tolerancję tejże,
          Breeze White Linen, Pret a Porter Coty, przede wszystkim jednak Noa!
          2000- Esencia de Duende wielkie zauroczenie do dnia dzisiejszego!!!
          2001- Hot Couture EDP, Cabotine, Fleur de Diva
          2002- Chaumet oraz JAIPUR SAPHIR dzięki uprzejmości Coralin, której nie sposób
          się odwdzięczyć:)) Champs Elysees z dużymi przeprawami:D
          2003- Vocalise, Youth Dew, Black Cashmere, Hiris, Safari lecz przede wszystkim
          Herba Fresca(długo nie mogłam dokonać wyboru między nimi a Pamplelune:) oraz
          Enjoy
          2004- Un Jardin en Mediterranee.

          Uff, to by było na tyle. Sporo tego, a i tak mam wrażenie, że sporo umknęło.

          Pozdrawiam cieplutko zwłaszcza tych Wszystkich, których powaliła grypa:))
          • Jestem pod wrażeniem. Moje Cv nie jest tak bogate.
            Pierwsza fascynacja to była Magnolia YR. Przy nastepnej wizycie w tym sklepie,
            sprawdzę, czy maja jeszcze te perfumy. To było w podstawówce.
            W licum używałam głównie perfum podkradanych mamie:
            Anis Anis - strasznie mi sie podobały i zakupiłam je sobie na studiach
            Dune Diora
            Chipie Coty - były tylko moje i mógłby to byc zapach na całe życie, gdyby ich
            nie wycofano ze sprzedaży

            Studia:
            - wspomniane Anis Anis, które jednak zmęczyły mnie po pierwszej butelce
            - chwilowe zauroczenie świezymi zapachami Pret-a-Porter (jest to jedne z
            nielicznych świezych zapachów, który mi sie do dziś podoba)
            - Roma Laury Biagotti - ten zapach przynosi mi wiele wspomnień (miłych i
            niemiłych). Jest łądny, ale to jeszcze nie to...
            - Extravagance Givenchy - na początku rewelak, ale w połowie butelki zaczęłam
            reagowac mdłościami

            Pod koniec studiów zakochałam się w Kenzo Jungle i ta miłość trwa do tej pory
            (dobrych kilka lat), ale czasami mam ochotę na odmianę. Wtedy chętnie
            sięgnełabym po Intuition Estee Lauder, Pamplelune (latem), czy Noę
            • Ashanti, dzięki Tobie przypomniałam sobie Magnolię YR, piękny zapach, który
              gościł w moim domu dłużej:))
              W moim CV pominęłam Lacoste z ubiegłego roku- śliczne i bardzo ulotne- ale to
              chyba dlatego, iż zużyłam je w błyskawicznym tempie(30ml) i troszkę osunęłam w
              niepamięć.
              • Mój "nos" ukształtowany chyba został przez koleżankę mojej mamy z USA. Ona
                kiedy przyjeżdżała do Polski a były to czasy naprawde zamierzchłe zawsze
                przywoziła jakieś drobne prezenciki dla swoich przyjaciół. Moja mam dostała
                Palomę Picasso. Do tej pory pamiętam (a miałam może jakieś 6 lat) obrazek kiedy
                mama w futrze z nutrii (cóż zrobić - takie miała)idzie sobie ulicą z tatą i
                ciągnie się za nią niesamowity zapach. Zapach Palomy - takiej pierwszej -
                czerwonej. I właściwie to były moje piersze prawdziwe perfumy. Potem to juz
                normalnie - Limara w podstawówce :), ale i wspomniana wcześniej Magnolia YR, od
                koleżanki z Paryża przywieziona Peonia także YR. A potem to już liceum i
                Obsession CK, Paloma Picasso Temptations, Champs Elisee (coś pokręciłam z
                pisownią ale ich tak naprawde nigdy nie lubiłam), potem były Red Door EArden,
                Sunflowers tejże oraz Noa Cacharel (ale to już było dużo później), Roma Laury
                Biagotti, Mania Armaniego a potem objawienie Angel. Ale to objawienie chyba
                zaczyna mnie męczyć więc nie wiem co zrobić. Mój nos jest chyba zmęczony. Marzę
                o czymś takim, czego nie miałby nikt inny. W końcu każdy marzy o
                niepowtarzalności. Wiele zapachów pojawiało się równie szybko co równie szybko
                znikało z mojego CV... Ale Paloma Picasso zawsze tam pozostanie - choć teraz na
                samo powąchanie "korka" robi mi się średnio :)

                --
                "po to jest życie by korzystać zeń..."

                • ja od małego byłam "niuchaczem", jak miałam pięć lat podkradałam Babci
                  przysłane z USA 'Rive Gauche'YSL,

                  w podstawówce (połowa lat osiemdziesiątych): Limara,8x4,Le Jardin,White lace
                  MFactor, jakieś pachnidła firmy polonijnej Interfragrances (tej samej, która
                  jest dystrybutorem Orlane,La Prarie etc)
                  od mamy; Cafe, Blase,Viee prive YRocher

                  liceum:magnolia i 8jour YRocher,L'amaint eternelle Coty,Kokai Oui Non.Miałam
                  też sporo próbek od koleżanki,ktora często jeździła do Francji - wtedy
                  zakochałam się w Coco Chanel.

                  studia: pierwsze prawdziwe perfumy Fleur L'interdit Givenchy (lekkie,kwiatowa
                  wersja perfum L'Interdit stworzonych do Audrey Hepburn- ciekawe czy je jeszcze
                  produkują?)
                  potem Aqua di Gio - mój późniejszy mąż je uwielbiał (jakoś teraz mi nie
                  podchodzą),Champagne YSL (tera Yvresse),Dolce Vita Dior, Extravagant
                  Givenchy,L'eau d'Issey (też już nie lubię).
                  Od 1997 niezmiennie Allure. Zimą Coco,Black Cashmere.latem miałam Cartier So
                  pretty eau fruitee
              • Ja także zapmniałam o Magnolii!
                Piekny zapach, szkoda,że występował w buteleczce bez atomizera. Do dziś
                pamiętam ten zapach, nietsety YR chyba juz ich nie sprzedaje :o(
          • madllen napisała:

            > > Pozdrawiam cieplutko zwłaszcza tych Wszystkich, których powaliła grypa:))

            Zdrowia zatem życzę i aby do wiosny- pięknej i pachnącej:)
            • Coralin, dziękuję i niezmiennie załączam serdeczne pozdrowienia!
              A wiosna tuż tuż, czuję jej zapach kiedy pędzę do pracy o poranku i jakoś tak
              świat wydaje się radośniejszy, prawda:)
    • To teraz ja :)

      Zaczelo sie jakos pod koniec podstawowki czy na poczatku ogolniaka - tuz przed
      wejsciem na rynek Pret a porter. Moja mame zlapala na ulicy jakas dziewczyna,
      proszac o udzial w ankiecie dot. nowych perfum Coty. Mama uprzejma kobieta,
      poszla, powachala, odpowiedziala na serie pytan i... wrocila obdarowana przez
      ankieterke butelka 50 ml, ktora powedrowala do mnie. Oczywiscie ciekawskie
      dziecko popelzlo do perfumerii zobaczyc, co to, i wsiaklo od pierwszej
      wizyty :) Mialam ohydny zwyczajzlewac sobie nadgarstki i lokcie roznymi
      zapachami w ramach testu, musialo to byc straszne dla otoczenia, taka smarkata,
      za ktora ciagnie sie smuga np. wody Issey'a zmieszanej z Paloma Picasso i Ocean
      Dream :)

      Potem (wczesne lo) byly rozne slodkosci - Indian Summer, Laura, Laguna.
      Gabriela Sabatini, ktora na mnie niesamowicie sie rozwijala (na poczatku jej
      uzywania spedzilam w tramwaju 15min na zastanawianiu sie, kto i czym tak ladnie
      pachnie, az sie zorientowalam,ze to ja). Sanktuarium byl dla mnie pokoj
      starszej o kilka lat kuzynki, ktora miala prawdziwego hopla na punkcie zapachow
      i mnostwo buteleczek. Uzywala wtedy Loulou Cacharela, na punkcie ktorych mi
      odbilo (teraz boje sie podejsc do flakonu) - wymeczylam ojca, zeby mi je
      przywiozl. Oczywiscie sie pomylil i meczylam sie potem z Loulou Bleu,
      najdziwniejszymi perfumami na swiecie. Do tych tez boje sie teraz zblizac.

      Potem bylo objawienie - dostalam od jakiejs znajomej w 1/3 pelna butelke Cool
      Water, w ktorych sie zakochalam na kilka lat. Teraz juz chyba wyroslam... I
      Tresor, ktorych 30 ml bylo pierwszym zapachem, ktory sama sobie kupilam, to byl
      sierpien w Brukseli, opiekowalam sie latem dzieciakami znajomych. Do tego
      upolowane na jakiejs wyprzedazy za psie pieniadze Sun Moon Stars - pierwsza
      buteleczka 30ml poszla ekspresowo, druga - setka - stoi do dzis na regale,
      jesczze polowa zostala. Zapach wciaz lubie, ale samej ciezko mi wytrzymac z nim
      na dluzej, jest tak intensywny.

      Sam koniec ogolniaka to wyrabianie sie gustu :P Przytaszczone z zagranicy i
      kupione z okazji jakiejs gigantycznej promocji przy wprowadzaniu na rynek
      Allure zuzywane na spolke z mama - kocham je do dzis, podobnie jak Tresor.
      Nieudane prezenty - Chip&Chic Moschino, miniaturka Kenzo Jungle (slon) i
      okropnie waniliowe Grafitti Naf Naf, moze ze trzy razy sie psiknelam. Mile,
      choc troche irytujace Pleasures (tez prezent). Kolejna milosc - Baby doll YSL,
      tez trwa do dzis :)

      Studia. Organza Givenchy - przedziwne perfumy, raz je kocham, raz ich
      nienawidze... Letnia, swiezsza wersja J'adore, bardzo trafiony prezent.
      Remember Me Diora - sezonowe, bardzo konwaliowe, pierwsza buteleczke zuzylysmy
      z mama ekspresowo, pod koniec drugiej zaczelo nas z lekka mdlic. Ukochane
      Aromatonic. Rok temu prezentowe Chance - lubie je, choc Allure sa tysiac razy
      piekniejsze. I gwiazdkowe Simply, bardzo dziwny zapach, nie jestem do niego do
      konca przekonana - sama bym sobie ich nie kupila, choc sa na swoj sposob piekne
      i na pewno dosyc oryginalne.

      Co bedzie nastepne - nie mam pojecia, z pieniedzmi ostatnio krucho :( Moze
      nastepne Allure (jak skoncze Chance) albo Baby doll, ale obydwa zapachy sa
      bardzo drogie. Poza tym kusza Skin - widocznie juz mam taki chory gust: podobno
      dla wielu osob pachna one nadgnila trawa. No coz, Tresor to ponoc zwiedle
      roze :) Z aktualnych nowosci nic specjalnie mi nie przypadlo do gustu -
      liczylam na nowy zapach Lancome (Attraction), ale okazaly sie mdlym,
      neiciekawym licho wie czym. Moze In love again... Na razie snuje sie po
      perfumeriach i wacham, to na szczescie nic nie kosztuje, a radochy mnostwo :))
      • 1991 - 1993 - Beautiful i Magie Noire Lacome - a co gorsza, ten Lancome na zajęcia na studiach (zapach ładny, ale wybitnie ciężki i wieczorowy. A do tego miałam perfumy [prezent, rzecz jasna], już nieprodukowane, a nie wodę)
        1993 - Dune Diora, cały czas sporadycznie Beautiful oraz Lou Lou Cacharela
        1994 - Poison bardzo krótko, oddałam mamie, oddała koleżance, więc dalej Dune, i O de Lancome
        1995 - 1996 - Champs Elysee, kiedy chłodniej, i Acqua di Gio, kiedy cieplej
        1997 - Kenzo to z różą, klasyczne
        1998 - Les Belles zielone latem, nie pamiętam, co zimą
        1999 - Les Belles żółte
        2000 - Clinique Happy, pewnie nigdy go nie skończę, bo mam wielki flakon, a nie lubię za bardzo
        2001 - Ralph latem
        2002 - Kenzo Jungle z tygrysem zimą, Pamplelune latem
        2003 - tutaj się rozhulałam i zaczęłam szaleć. Lato - Herba Fresca Guerlaina, Gentiana z serii AA Guerlaina, Vent Vert Balmaina (cudo!), lipa z L?Occitane?a, Private Collection E. Lauder, jesień - parę razy użyłam Escady Sentiment od męża, ale nie przepadam za tym zapachem, zima - Nu EDT YSL, Belle de Minuit.
        2004 - dostałam Wish od męża, trochę trudno mi się przekonać, choć parę razy wieczorem użyłam, wkrótce dostanę Hirisa na wiosnę. I może wrócę do Dune, bo jakoś mam sentyment.

        Marzy mi się Lou Lou Blue, i, choćby do powąchania, Deci Dela N. Ricci i Jardins de Bagatelle Guerlaina. W ogóle chciałabym powąchać te Gurlainy, których nie ma w Polsce.
        • marla30 napisała:
          > Vent Vert Balmaina (cudo!)

          Jej, myslalam, ze nikt juz o nich nie pamieta :) Sa jeszcze chyba z lat
          czterdziestych :) Wachalam je kilka lat temu, nie przypadly mi do gustu (no,
          ale wtedy jeszcze kochalam ulepki, brrr), chyba musze sobie odswiezyc
          wrazenia :)
        • marla, widzę znaczne podobieństwa w naszych zapachowych historiach :)
          --
          "a najlepsza fryzura, jesli jeszcze nie wiecie
          krótko z przodu, dlugo z tylu, i wasy na przedzie"
    • Rewelacyjny wątek.
      Też się wyspowiadam. Jak post to post.

      Nie zaczynałam od Limary tylko Fii z żółtą nakrętką, kupowanego w pewexe za
      ciężkie bony.
      Później było odkrycie na licealną i studencką kieszeń czyli Cedar Wood, z
      którym rodzina usiłowała walczyć (woda kolońska nie jest dla dziewczynek)
      obdarowując mnie przyprawiającymi o mdłości Le Jardin, Poisson lub Anais Anais.
      W końcu ktoś dał się przekonać, że najbardziej ucieszy mnie fundusz celowy. Ku
      ogólnej rozpaczy kupiłam Habit Rouge, który do dziś darzę dużą sympatią.

      Następne były mieszanki terapeutyczne robione na zamówienie w chińskiej
      dzielnicy w Kobe. Było to pachnidło w formie mazidła i wystarczało na 3-4
      miesiące. Pierwsza wersja zaczynała się od drzewa sandałowego i cedru,
      przechodziła w gorzkie nuty przypominające nagietki i liście chryzantem by
      zakończyć jesiennym klimatem dymu i opadłych liści. Za każdym następnym razem
      skład się trochę zmieniał, na zimę dochodził imbir, w letniej wersji pojawiały
      się ślady zielonej herbaty. Zapach leżał świetnie. Niestety sklepik nie
      przetrwał trzęsienia ziemi a ja wróciłam na ojczyzny łono.

      Tu zaczęłam od Dune (jak też wytrzymywali ze mną w pracy ;-). Następne Bvlgari
      Blv, O Oui i EA Iced Green Tea.
      Ostatnio wielka miłość do Herba Fresca, powrót do Habit Rouge (próbka przy
      zakupie HF) i niepełnone uczucie do Pampelune.


      • 10.03.04, 15:41
        Ale masz przepiękny "epizod" z ręcznie zrobionymi pachnidłami. Pozazdrościć:-).
        Znasz może dobrze przyzwyczajenia "zapachowe" Japończyków? Napisałabyś?

        O to przykład kobiety, która używa HR!!!!:-)

        Pozdr.

        --
        o perfumAch.
        • Używam Habit Rouge jako perfum na wieczór. Są bardzo zmysłowe i gorące,
          wyczuwam w nich zapach prażonych migdałów, którego oczywiście w nich nie ma. Na
          mężczyznach pachną zupełnie inaczej, dziarsko i świeżo. Kojarzą się z kimś, kto
          ma solidny zawód i ryzykowne hobby. To taki perfumiarski glutaminian sodu. U
          kobiet wzmacnia kobiecość a u mężczyzn męskość.

          Jeśli chodzi o Japończyków, to popularne są nowości oraz zapachy blisko ciała,
          czyste i raczej bezkonfliktowe. Perfumują się dość oszczędnie a ideałem jest
          brak zapachu. Przy długim, upalnym lecie i panującym wszędzie tłoku jest to
          zrozumiałe. Nie spotkałam osoby ciągnącej za sobą chmurę perfum. Poranne metro
          jest niemal bezwonne, wieczorne pachnie sake, którą każdy salaryman nasącza się
          z kolegami po pracy. Żeby poczuć czym jest ktoś wypachniony trzeba znaleźć się
          bardzo blisko. A, moi gospodarze w domowym zaciszu pachnieli intensywnie
          paczulą i kadzidłem; do pracy mieli bezzapachowy dezodorant :-)

      • Witam wszystkich :))
        Kocham perfumy, piekne zapachy od zawsze. Kiedys lubilam babcine "Byc moze"
        i "Rococco". Przez podstawowke i liceum przeszlam smutno czyli bezzapachowo,
        zeby rozwinac sie duzo pozniej w tym zakresie. Zaczynalam jak wiele moich
        poprzedniczek od Limar, dezodorantow Fa (byl jeden taki piekny morski), Vanilla
        Fields, wod Yardleya, wody toaletowej Elle. Pisanie pracy magisterskiej kojarzy
        mi sie nieodlacznie z "Tresor" Lancoma, kiedy na pocieszenie (bo temat byl
        nudny jak diabli) spsikiwalam sie za uchem tym pieknym zapachem i tak chodzilam
        do czytelni. To zdecydowanie podnosilo mnie na duchu i pozwolilo przetrwac
        ciezkie chwile. Kiedy juz mialam czytelni dosc wyjmowalam flakonik z torebki,
        powachalam sobie troche i zasuwalam dalej, bo nie bylo czasu i nie moglam sobie
        pozwolic na odkladanie "na jutro".
        Po studiach przezywalam ciezkie chwile i zdecydowany niz finansowy. Na
        szczescie ratunek przyszedl nieoczekiwanie - dostalam oryginalna przywieziona z
        Egiptu esencje lotosowa, z ktorej przyrzadzilam sobie prawdziwe perfumy na
        spirytusie z monopolowego. Pachnialy przepieknie. I byly oryginalne, takie moje
        zrobione wlasnorecznie. Esencje mam do dzis i czasem w przyplywie nostalgii
        rozrabiam sobie troche w spirytusie.
        Potem wyjechalam za zachod i najpierw byl Charlie White Revlona, a potem
        odkrylam raj zapachowy, niezwykle bogato zaopatrzony i duzo duzo tanszy niz w
        Polsce - zachodnie perfumerie. Zaopatrzylam sie od razu w karte stalego klienta
        i moglam liczyc na rozne znizki. Byl rok 1996. Masa pieknych zapachow, wielki
        boom, a ja mam znizke, troche grosza i daja mase probek. Yesssssss. Wiec na
        pierwszy ogien poszlo "Joop", potem "Poeme" (od pierwszego niuchniecia na
        tak), "Sunflowers"(bolesna pomylka), potem bylo "Pleasures" Estee Lauder (pelna
        satysfakcja), Allure (od tego czasu zostalam fanka Chanel), Eternity Kleina
        (pomylka), Escape, True (i tu przyszla decyzja nigdy wiecej Kleina, koniec
        zabawy ile razy mozna sie tak wrobic na wlasne zyczenie), bylo jeszcze pare
        innych ale ulecialy mi z pamieci nie robiac wiekszego wrazenia. Na mojej polce
        stoja w tej chwili moje wielkie milosci perfumiarskie Coco Madmoiselle, In love
        again YSL, Lacoste pour femme, Noa Cacharel, Emporio Armani(zlote), Miss Dior,
        i Zen Shisheido. Na zime zdarza mi sie uzywac jeszcze Madness Chopard. Od dawna
        stoja nieuzywane New York DK, czasem sobie psikne i jest ok. No i jeszcze
        kupione w przyplywie rozpaczy i tesknoty za domem, ciepelkiem i ciastem -
        perfumy cynamonowo-pomaranczowe l'Occitaine (teraz mi sie juz nie podobaja) i
        esencja kwiatu pomaranczy (dosc trudna dzis do zniesienia, a kiedys ...).
        Wiecej wyskokow nie pamietam.
    • 17.03.04, 14:39
      Przyznam, że ja mam ochotę wiosną na single-note, stąd mój zachwyt AA
      Guerlaina.Wciąż fascynują mnie swoją czystością.Powąchasz i od razu wiesz, co
      to za owoc lub kwiat.Używam ostatnio Pamplelune na zmianę z Herba Fresca.
      Pierwszy zachwyca mnie goryczą, leży chyba blisko przy skórze, bo go nie czuję
      ostatnio.Natomiast Herba Fresca jest jak orzeźwiająca zimna herbata miętowa z
      cytryną. Chłodna, bardzo fresh i light.
      Jakoś nie mam ochoty ocieplać wiosny, choć w moim skarbcu jest mało rzeczy
      ciepłych, za to duźo wibrujących i kwiecistych, tlenowych. Jak zawsze piżmo i
      ambra.
      --
      Moc Lulków – Luloo
      • Single-notes to takie "radosne" zapachy. Uwielbiam je. Jeśli chcę pachnieć
        czymś "nieskomplikowanym" (a to bardzo często:-), zarazem oryginalnym to sięgam
        po te single note-y. Napisałaś, że są "czyste" - rozumiem, że w sensie
        stylistycznym, hehe, takie "zimna herbata miętowa", "liście bambusa" czy
        nawet "sos chili" :-)

        Także na wiosnę lubię coś chłodnego i zielonego, takiego porannego "dreszczyka
        w ogrodzie":-) Świetnie budzi i orzeźwia. CdG3 są teraz idealne.

        --
        o perfumAch.
    • Ja jestem maniaczką perfumową:) ograniczają mnie jedynie środki finansowe. Pod
      koniec podstawówki i na poczatku liceum były dezodoranty limara, rexona,bac i
      różowy Active który pachniał jak dzisiejszy Miracle, potem były Blase Max
      Factor, Masumi, wild musk, Kobako, Evasion, Cafe, dezodorant perfumowany Nina
      Ricci L'air de temps, potem byłam długo zafascynowana Granatową Gabrielą
      Sabatini i Moments Pricilli Presley. Pierwszy drogi perfum dostałam od mojego
      chłopaka na poczatku studiów było to Cerruti 1881, któremu byłam wierna przez
      jakiś czas, potem było L'eau d'issey, CK one , Halloween J. del Pozo, XS Paco
      rabane, Roma LB, Orchidea YR, potem pokochałam na jakiś czas Emporio Armani i
      Noa Cacharel a potem wielka miłość, która trwa do dzisiaj ale juz tylko od
      czasu do czasu Jean Paul Gaultier Classic ( raczej zimą lub na wieczór),
      zapachem który uwielbiam i od paru lat zawsze staram się go mieć jest Envy
      Gucci, ten zapach w ogóle mi się nie nudzi, nie używam go tylko zimą, bo wtedy
      wolę coś cięższego, bardzo mi się podoba też Coco Mademoiselle i mimo opini
      oklepanych bardzo go lubię, mogę powiedzieć ze JPG, Envy i Coco to jak narazie
      3 moje ulubione które mi się nie nudzą. Ostatnio dostałam na gwiazdkę od męża
      Boss Intense, zuzyłam pół butelki i juz mi się znudził, kupiłam też Nine Ricci
      Premier Jour, jest śliczna ale nie czuje jej na sobie, mam też miracle,ale tez
      narazie leży bo mi sie znudził i Kenzo d'ete- ładny ale za slaby dla mnie.
      Teraz jestem na etapie wąchania i bardzo podobaja mi się Gucci Rush 2,
      Sunflower, Jaipur Saphir, Herba Fresca ,5th avenue i D&G w panterke
      • 29.03.04, 11:29
        W formie prawie wypracowania ;)

        Jako nastolatka używam tego co wszyscy – dezodoranciki typu Chicque, Limara.
        Mam jakieś Le Jardin, jakiegoś Yardleya. Potem mama dostaje Lagunę Salvadora
        Dali. Obie z siostrą jesteśmy zachwycone – to pierwsze poważne perfumy, których
        czasem używam (mama nie znosi perfum w ogóle).
        Około 1992 – kupuję Poison Diora, które spadły z TIRa ;))) O dziwo wszystkim
        się podobają i wcale nie są przytłaczające, może dlatego, że to było EDC.
        1993 – oczarowana Sunflowers Elizabeth Arden u koleżanki kupuję je.
        1994 – jestem zakochana w Romie Laury Biagiotti, ale stać mnie tylko na małą
        buteleczkę, którą zużywam przez kilka lat.
        1995 – jestem w Londynie. Kupuję na bezcłówce 5th Avenue Elizabeth Arden –
        piękne !
        1996 – 1997 – dostaję drugą butlę Sunflowers, mam też miniaturkę Pleasures
        Estee Lauder, za którymi wtedy szalałam. Kupuję Duende Jesusa del Pozo, ale
        wodę perfumowaną, o zupełnie innym zapachu niż EDT. Nie ma tego w Polsce w
        ogóle.
        1998 - kupuję sobie w Amsterdamie XS Paco Rabanne i Dune Diora. Dune początkowo
        mnie zachwyca, ale potem okazuje się, że nie pasuje do mnie, natomiast po XS
        mam bardzo miłe wspomnienia.
        Siostra przywozi z bezcłówek L’air du Temps i Fidji Guy Laroche, nie wiadomo
        zresztą po co, bo jest nastolatką i te zapachy jej nie pasują. Oczywiście daje
        mi je zdegustowana, a ja je zużywam, ale bez specjalnej przyjemności.
        Już nie wiem, w którym roku nabywam za śmieszną cenę Allure, stojące obok
        zapaszków za 20 zł. – żona właściciela sklepu dostała je w prezencie, ale nie
        spodobały się. Allure cudowne.
        Kupuję Halloween Jesusa del Pozo z przemytu – całe 100 ml. i zbieram furę
        komplementów.
        Rodzice przywożą mi z Chorwacji L’eau Par Kenzo – bardzo miły zapach.
        2000 – kupuję Boss Woman Hugo Bossa.
        2002 - robię jeden z największych błędów perfumiarskich i kupuję w jakimś amoku
        Chic Caroliny Herrery, który wydawał mi się podobny do Miracle Lancome, który
        mi się wtedy podobał. Niemniej jednak zużywam perfumy, prawdopodobnie dlatego,
        że nie wpadło mi do głowy wymienić się lub sprzedać na internecie :)))
        W drodze do Londynu kupuję Gucci Envy, które mi potem zupełnie nie podchodzi i
        które potem sprzedaję na Wizażu. O mało nie kupuję Coco Mademoiselle, ale na
        szczęście powstrzymuje mnie horrendalna cena.

        2003 - używam 212 Herrery, którego to zapachu nie lubię. Dostaję od swojego
        ówczesnego faceta Hugo Woman, które po rozstaniu sprzedaję na Wizażu ;)
        Kupuję całą masę zapachów (głównie testerów), których się bardzo szybko
        pozbywam:
        Escada Jardin de Soleil
        Lancome Poeme (piękny, ale “większy niż życie”, zbyt przytłaczający i elegancki)
        Dolce & Gabbana czerwone (super, ale jakoś do mnie nie pasuje)
        Bvlgari Blv

        2003 – 2004 – L’or de Torrente – masa komplementów, która sprawia, że kupuje je
        sobie koleżanka ze studiów, niezbyt przeze mnie lubiana. Więcej L’ora nie
        będzie.

        Z wymian na Wizażu przybywają mi:

        Bvlgari Pour Femme (piękny, ale do mnie nie pasuje, poszedł do wymiany)
        Ultraviolet Paco Rabbane (testuję je jeszcze przed nadejściem paczki podczas
        choroby i odtąd kojarzą mi się z mdłościami, poszedł do wymiany)
        Gucci Rush (to samo, sprzedany)
        Desnuda Ungaro (nie trzyma się na mnie, idzie do wymiany)
        Le Feu d’Issey Light (drażni mnie, sprzedany na Wizażu)

        Pure Wish (czeka na wiosnę i lato)
        Cabotine (to samo)
        2 miniatury Dolce Vita – zachwyca mnie, już zużyte

        Niefortunny zakup – Hypnotic Poison. Pachnie na mnie jak Vanilla Fields Coty.
        Sprzedany na Wizażu.

        Prezenty:
        24 Faubourg (na własne życzenie, ale zapach nietrafiony dla mnie, pójdzie do
        wymiany lub na sprzedaż)
        Gio Armaniego (j.w.)
        Burberry of London (śliczny, ale bez tzw. pazura. Zużyję jednak)
        Dior Addict (bardzo trafiony, ciągle w użyciu i będzie czekał na następny sezon
        jesienno-zimowy)

        Lista życzeń:

        Yohji Yamamoto
        Champs Elysee
        Dolce Vita
        (krótka coś ta lista :))

    • 15.05.04, 03:11
      przypomniec sobie (coraz czesciej zagladam na to forum, wiec wypada sie jakos
      okreslic)...
      W liceum: tylko Nina Ricci "L'Air du Temps" od mamy mojego owczesnego chlopaka,
      ktora jako lekarka - endokrynolog dostawala od pacjentow prezenty, ktore nie
      zawsze jej sie podobaly. Mnie sie ten zapach nadal wydaje piekny, jest
      wyjatkowy i niepodobny do innych. Moja mama malo sie upiekszala wtedy (poczatek
      lat 90.), ona zreszta chyba jest minimalistka w tej materii. Nie kupowala
      niczego oprocz odswiezajacych wod, takich jak np. Chevrefouille YR.
      Studia: "Vanilla Fields" (niestety tez przeszlam te faze), "Mon Parfum"
      Bourjois, ktorego bezskutecznie nadal szukam, "Fleur d'Interdit" Givenchy (moge
      rozwazyc powtorke i bardzo podobala mi sie butelka), potem pojechalam do Anglii
      studiowac i tam kupilam "Dune" oraz jakias wode firmy Next, nie pamietam nazwy.
      Potem Szwajcaria, tam juz bylo wiecej, bo udalo mi sie odkryc, ze nie musze
      zuzywac jednej butelki, zanim kupie nastepna :-))
      A wiec: Calvin Klein "Contradiction" (zuzylam, ale drugi raz go nie kupie,
      pachnie na mnie zbyt mesko), "Laura" Laury Biagiotti (jedne z
      ukochanych) "Emotion" Laury Biagiotti (oddalam siostrze, zupelnie nietrafione,
      ale nie wiem, dlaczego), "Heliotrope" Etro (OK, a na pewno dzieki niemu
      odkrylam Etro i musze wyprobowac wiecej), "Romance" Ralph Lauren (lubilam, ale
      wtedy wypadl pogrzeb mojego ojca i tak mi sie z nim kojarzyly, ze oddalam
      mamie; moj maz nadal ma kupiana w tym samym czasie wersje meska), "Champs
      Elysees" (piekne, tez czolowka - juz wiecie, ze lubie dosc slodkie zapachy
      kwiatowe) i "Meteorites" (nadal je mam i choc mi sie podobaja, powoli ida i nie
      kupie juz, mialabym nawet trudnosc, bo edycja skonczona) Guerlain, "Yria" YR
      (IMHO podobne do Dune). Obecnie mam oprocz Meteorytow "Sensi" Armaniego, "Green
      Tea" E. Arden i )"Comme une Evidence" YR.
      Chyba nie bylo tego w sumie tak duzo... moglam zapomniec o czyms nielubianym,
      albo oddanym.
      --
      ----------------------------------
      nie klikaj tutaj!!!
      Polscy naukowcy za granica
      • Juz widze, ze zapomnialam o dwoch (czytajac poprzednie watki): Le Jardin -
        biala wersja, liceum, tez od mamy chlopaka, oraz Avon Celebre w formie
        dlugopisu do torebki od siostry, potem kupilam buteleczke w Rumunii, ladny
        kwiatowy zapach, codzienny, ale bardzo nietrwaly.
        --
        ----------------------------------
        nie klikaj tutaj!!!
        Polscy naukowcy za granica
    • Pierwsze dorosle perfumy, rok 1994 (24 lata, pozno bardzo) Animale. Piekny,
      oryginalny, francuski zapach. Mocny, duszaco-wytrawny, kojarzacy sie z czarnym
      swetrem (najlepiej golfem), i jesienno-zimowa pora. Kiedy poszlam po nastepna
      buteleczke i okazalo sie, ze nie ma, i juz nie beda sprowadzac, wpadlam w
      rozpacz.
      Potem nic nie znaczacy Eden Cacharela. Wtedy, w polowie lat 90. najbardziej na
      swiecie pozadalam Tendre de Poisson Diora. Wydawal mi sie najbardziej
      subtelnym, eleganckim i jednoczesnie wyrafinowanym zapachem. Nie bylo mnie
      wtedy stac na Diora... I az trudno uwierzyc, ze mimo ze mnie od dluzszego czasu
      stac, nigdy nie siegnelam po wymarzony kiedys zapach.
      Potem jakies dwa lata przerwy - kiepska sytuacja finansowa nie pozwalala na nic
      co zasluguje na pamiec. A potem pierwsze "dobre" pieniadze i srebrny Paco
      Rabanne, nie pamietam jak sie nazywal, zapachu tez nie pamietam, nic poza
      faktem ze kupilam sobie "dobre" perfumy, chyba na zasadzie rzucenia sie na
      zarcie po wyglodzeniu.
      Potem (1997 rok) Aqua di Gio, jeden z zapachow ktory jest ze mna do
      dzis, "letni niesmiertelnik" - obok J'adore Diora i Pampluny Guerlaina.
      A potem sie rozszalalam, moglam sobie pozwolic na kilkanascie zapachow na raz,
      kupowalam nowosci, dostawalam perfumy, na polce prawdziwy melange, cala wystawa
      buteleczek. Licza sie dla mnie tylko te, ktore kupuje wiecej niz raz.
      * YSL Baby Doll - zapach na zime, slodki, pyszny.
      * Dior J'adore - kolejne (trzecie juz) lato z tym zapachem, nie wyobrazam sobie
      zeby moglo go zabraknac
      * Guerlaine Pamplune, najlepsza moim zdaniem woda z tej serii, w tym roku
      nowosci mietowa i anyzkowa mnie nie zachwycaja, wahalam sie przy limonce, ale
      jednak grapefruit jest najlepszy - moze dlatego ze oprocz rzeskosci ma w sobie
      gorycz z odrobina slodyczy?
      * Elizabeth Arden - Iced Green Tea. Ten zapach towarzyszyl mi w egzotycznej
      wyprawie do Pakistanu z kochanym mezczyzna. Za to go lubie, a poza tym dawal
      poczucie czystosci nawet przy straganach z miesem
      * Coco Chanel Mademoiselle - numer jeden, gdybym musiala wybrac jeden zapach,
      chyba bym sie zabila, ale jesli juz to wlasnie ten
      * Animale - wrocily kilka lat temu, choc nadal sa rzadkoscia w sklepach. Zawsze
      mam, nie zawsze juz mam nastroj, ale i tak sa boskie.
      * Organza Givenchy - na wyjatkowe wyjscia

      margolka




      • Witam wszystkich serdecznie. Zachęcona licznymi zaproszeniami nieśmiało wchodzę
        na forum i powinnam wylegitymować się przed Szacownym Gronem swoim CV.
        Ponieważ wg opinii znajomych mam absolutnego fioła na punkcie perfum i zapachów
        CV byłoby nieludzko długie. Nie wszystkie używane zapachy juz nawet pamiętam..
        Spróbuję o tych najlepiej zapamiętanych:
        -szkoła średnia -polski zapach chyba Miraculum "zielony wiatr "( zapach trawy,
        skoszonej łąki, mokrej śćiółki )
        -studia -to co dostępne za PRL-u w Modzie Polskiej -Antilope Weila, Masumi i
        męski zapach Lancome z graczem w polo na butelce ( ? )
        -koniec studiów -wyjazd na wicieczke do Włoch i Fidji Laroche oraz Chloe
        Lagerfelda
        -początek pracy -pierwszy , klasyczny Charlie Revlona, Clin-de eyex ( ? -nie
        pamietam ) Burjois
        1989-Knowing Estee Lauder ( po wypadzie do Belgii )
        1990-1993 -Magie Noire Lancome, Paloma Picasso, Poison Diora
        1993 -Diune ( do dzis mój no 1 ), Obsession Kleina, Abril
        od 1994-era Swieżaków -Escape Kleina, Twice Icebera, "białe " Kenzo, Cool
        Water, In love again YSL
        od 2000- Guerlain -Pampelune i Herba Fresca ( ukochane cały czas ), DKNY, 5th
        Avenue Arden, czerwone Dolce Gabbana
        teraz-Intense Bossa, znowu In love again , Happy heart Clinic, znowu Magie
        Noire, Contradiction ( perfumy. nie EDP ), letnia wersja Opium. No i Skin
        Trussardiego - na mnie nie pachnie zgniła trawa tylko pięknie, intrygująco i
        sexy. Raczej nie mogę go używac do pracy bo panowie ciągną sznurem....
        I ciągle nie moge od lat zlokalizować tego "zapachu życia" , który w 1995
        wywąchałam na pani w operze wiedeńskiej a drugi raz na kimś na schodach
        ruchomych w domu towarowym w Lizbonie..To było coś obłędnego -piekielnie
        eleganckiego, seksownegi i świeżego jednocześnie. Mogło pochodzić z krajów
        południowej Europy.Nie mam pojęcia jak to wytropić ale nigdy nie przestanę
        szukać. A może Wy -koneserzy-macie jakieś sugestie ?
    • Witam wszystkich! Odkryłam Was z zachwytem jakieś dwa miesiące temu,
      przeczytałam już niemal wszystko od początku forum no i nadszedł ten moment
      kiedy, zgodnie z sugestią Luloo (o ile mnie pamięć nie myli),że czytający a
      niepiszący mają się ujawnić...ujawniam się:). To świetne móc stwierdzić, że
      moje nałogowe wąchactwo, przyjmowane z lekkim pobłażaniem przez większość
      znajomych (czym tu się tak ekscytować?...)jest podzielane przez tak wiele
      (kompetentnych) osób. Ale do rzeczy:
      Po nieuchronnym etapie Vanilla Fields moimi pierwszymi prawdziwymi perfumami
      byly Cabotine de Gres, miniaturka EdP nabyta podczas wycieczki do Włoch w
      drugiej klasie liceum. Bardzo pięknie się na mnie trzymały, pachnialy mi
      miodowymi kwiatami (nie pytajcie, co to jest) i byly bardzo wydajne. Gdy
      miniaturka się skończyla, kupiłam sobie flakon EdT... i to był błąd. Nie wiem
      na czym to polegało, ale z czasem zaczynała mi się w nich pojawiać nutka
      mokrego kartonu. Nie zużyłam go do końca. "Właściwy" zapach nadal uważam za
      piękny, ale chyba już nie wrócę do niego.
      POtem wywąchałam gdzieś Escape CK i zakochałam się bez pamięci. Wybłagałam u
      ojca, żeby mi je przywiózł z jakiejś podróży. Zaczęłam używać i zbierać
      komplementy, ale nagle i niespodziewanie zaczął mi ten zapach tak przeszkadzać,
      że znieść go na sobie nie mogłam, po prostu wwiercał się boleśnie w nos.
      Oddałam je koleżance i od tej pory mam wielki uraz do zapachów morsko-
      ogórkowych (bardzo podobne jest L'Eau d'Issey, chociaż ich męska wersja jest
      wspaniała).Aby się odtruć, podbierałam mamie Miss Dior i wtedy po raz pierwszy
      odkryłam, że lubię szypry, choć jeszcze nie wiedziałam, że to szypr. Na
      początku studiów były Lancomy - Tresor i Poeme, ale tez Patchouli YR (bawiło
      mnie, jak ludzie pytali, czy nie czuć gdzieś tu zgnilizny - fakt, paczula na
      mnie pachnie wyjątkowo piwnicznie, ale nawet to lubię). Używałam też Acqua di
      Gio, ale dostałam po nich uczulenia na szyi (po raz pierwszy i ostatni jak do
      tej pory - nie mam pojęcia jaki to składnik). I w końcu przyszło zauroczenie
      Angel - na początku trudno było mi określić, czym to tak naprawdę pachnie, za
      każdym podejściem czułam go inaczej (np. teraz nie jestem już w stanie wyłowić
      tam czarnej porzeczki, którą wyraźnie czułam na początku). To zapach dla mnie
      bardzo sprzeczny, karmelowo - czekoladowo sloneczny z lodowatym powiewem
      piwnicznego fetorku. Używam go rzadko (pierwszy flakon mam do tej pory, na
      szczęście zapach się nie psuje), ale wiem, że zawsze będzie na mojej półce.
      Uważam, ze to najlepsze perfumy ostatniego...powiedzmy...dwudziestolecia (co
      powiecie na taki plebiscyt w następnej kolejności? tylko lista nominacji byłaby
      pewnie bez końca). Następnie pojechałam na stypendium do Francji i odkryłam
      perfumiarski raj w postaci jakże obficie ( w porównaniu z Polską) zaopatrzonych
      Sephor. Z tamtego okresu pochodzą Miracle (bardzo fajny energizujący zapach),
      Noa, wielkie odkrycie w postaci Rouge Hermesa (też na zawsze u mnie będzie),
      ale przede wszystkim początek fascynacji nieistniejącymi właściwie w naszych
      perfumeriach starymi zapachami. Upajałam się np. Arpege Lanvin, a gdy dostałam
      w pewnym momencie zastrzyk finansowy, kupiłam sobie L'Heure Bleue w
      wersji "parfum"... To cudowny zapach, summum tego, co było i będzie do
      osiągnięcia w temacie "perfumy kwiatowo - orientalne", bogaty, ale nie
      przeładowany, uwodzicielski, ale subtelny, bardzo elegancki...Używam go "od
      sumy", na wyjątkowe okazje.
      No i tak sobie już myślałam że odkryłam TEN zapach, dopóki kiedyś nie wwąchałam
      się uważniej w Mitsouko. Wwąchałam się i osłupiałam - jak mogłam wcześniej nie
      zwrócić na niego uwagi?!!(Chyba dlatego, że wcześniej wąchałam go tylko na
      papierku, a nie na ręce...) Przecież ten zapach jest jakby stworzony dla mojej
      skóry, wtapia się w nią idealnie, ale nie pachnie nigdy jednowymiarowo, mieni
      się na skórze zapachem wilgotnej ściółki leśnej, nagrzanego słońcem drewna,
      trochę też żywicą. Jak na szypr, jest soczysty(pewnie dzięki tej brzoskwini w
      głowie, ale nie umiem jej wyodrębnić), w przeciwieństwie np. do Vol de Nuit - w
      moim typie, ale strasznie suchy, kostyczny i przez to trochę sztywny. W każdym
      razie Mitsouko to mój zapach raczej na zawsze, wypsikuję kolejne flakony od
      kilku lat bez najmniejszego, nawet chwilowego nim znużenia, co w przypadku
      innych perfum jest nieuchronne. Ze staroci lubię też Chanel nr5 (kiedyś moja
      siostra, krzywiąc nos, powiedziała, że to pachnie jak stary puder; faktycznie,
      chyba sam puder to za mało - to rzeczywiście jest STARY puder), i Jicky - w tym
      zapachu urzeka mnie to, jak taki świeżak jak lawenda może pięknie zmienić się w
      coś orientalno-zwierzęcego.
      W tzw. międzyczasach używałam i używam : eau de Cartier, Tilleul i Eau d'Azur z
      L'Occitane( pachnie łagodnie, miękko i świeżo i też miodowo - kwiatowo, jak
      wiosenny wietrzyk nad rozgrzaną łąką), Eau Vitaminee Biothermu, Diva Ungaro
      (rzadko), White Musk z The Body Shop (ale znudził mi się i stoi, zbierając
      kurz). Ostatnio kupiłam sobie Flower Show z Demeter Fragrance Library(też
      bukiet kwiatów, ale jakby zmrożonych), i - baaardzo fajne - bambusową wodę do
      ciała Kenzoki. Trzyma się jak EDT, a pachnie zupelnie jak świeżo ułamana
      gałązka (nie wiem czy bambusa, mnie od razu przypomniały się gałęzie łamane z
      drzew i krzaków podczas dziecięcych zabaw na podwórku (celem sporządzenia
      jakiejś śmiercionośnej broni, of course:)) i jak tu nie wierzyć, że preferencje
      zapachowe kształtują się w dzieciństwie).
      I to chyba tyle, to była super podróż sentymentalna! Może o czymś zapomniałam,
      ale najważniejsze jest! Pozdrawiam!
      • Bardzo mi się podoba ten wątek. Chętnie się przyłączę ze swoimi zapachowymi
        wspomnieniami :))
        Podstawówka i LO: to czasy, kiedy jeszcze nie fascynowały mnie zapachy, czyli
        uzywałam dostępnej masówki.
        Zaczęłam pożądać ;)) perfum dopiero na studiach, ale to z kolei był czas bardzo
        ograniczonych finansów, a więc kupowałam zapachy ze sredniej półki, np.
        granatową Gabrielę Sabatini, pamiętam też Roses and More P. Presley, Noa Noa
        Otto Kerna (to bym sobie chętnie przypomniała), Venice YR. Później mój chłopak
        (obecny mąż) zaczął mnie zaopatrywać w Adidasa (tego klasycznego,
        seledynowego), pamiętam ten zapach do dziś, ale wątpię, czy poń sięgnę, choć
        wiem, że M. by chciał, ale jest tyle pięknych zapachów...
        Z zapachów, które wbiły mi się w pamięć, muszę wymienić Gio (tylko testowane,
        ale pamiętam), Stephanie Bourjois (pachniała tym moja ówczesna przyjaciółka,
        osoba, która miała na mnie ogromny wpływ wtedy) i męska woda Yardleya w
        granatowej butelce ze złoceniami...Ciekawa jestem, czy gdzieś jeszcze jest ten
        zapach do zdobycia...
        I jak już zaczęłam pracować, a szczególnie ostatnimi czasy, testuję i kupuję
        więcej (ale nie tyle, ile bym chciała, rzecz jasna).
        Pozytywnie wspominam:
        Aqua Relax Biothermu
        EXtravagance, Organzę i Hot Couture Givenchy
        Cristobala Balenciagę
        Madness Choparda
        Jungle Tigre Kenzo
        Desnudę Ungaro
        czerwone D&G ( z pewnością powtórzę!!!)
        Dune

        Teraz mam (ale niektóre tylko mini);
        Addict Fraiche
        Tendre Poison
        Kenzo Elephant
        Safari
        Tempore Donna
        Cinnabar EL

        oraz testuję, testuję i jeszcze raz testuję...I właśnie przyszedł mi do głowy
        nowy wątek :)))

        ***
      • Witaj Mathilde17, jakze przyjemnie bylo poczytac Twoj CV:-) Przypomnialas mi o
        Jicky. Musze go tu odszukac:-). Jakos przez tydzien nie natrafilem jeszcze na
        Guerlian.
        • Dzięki, Sorbecie, za miłe powitanie, to był fantastyczny pomysł z założeniem
          tego forum :-). Też sobie trochę "przypomnialam" Jicky, tj. wydobyłam go dziś z
          głębi toaletki i nim pachnę...
    • no dawno nie miałam tak przyjemnej lektury! W mojej rodzinie uchodzę za
      nienormalna z racji uwielbienia dla zapachów, jak również z
      racji "marnotrawienia " na te zapachy pieniedzy.
      Nie jestem w stanie opisac tego tak systematycznie, ale spróbuje:
      - pomijam czasy szkolne i studenckie, chroniczny brak pieniędzy i dostepu....
      - miałam okres - uzasadniony finansowo - zapachów Avonu
      - pierwsza prawdziwa fascynacja to było Pleasure Estee Lauder, niestety na mnie
      zapach był po prostu odrzucajacy
      - potem juz poszło :Salvadore Ferragamo ( to było dawno, nie pamiętam czy tak
      sie pisało)
      - Ultraviolet Paco Rabanne- kocham nadal, powtarzam dość często, ostatnio
      kupiłam na promie do Anglii, niemożliwa okazja
      - Wszystkie wersje 212 Caroliny Herrera, moge kupić w ciemno nowośc, pewnie i
      tak mi sie spodoba
      - ozone S. Tacchini- mam spory sentyment, ale chyba nie wrócę
      - dałam sie skusic mężowi na Pleasures Intense Estee Lauder - miłe, ale nie
      jestem przekonana
      - Touch Burberry - epizod, ale miło wspomianam
      - Cool Water Davidoff- zawsze moga byc, to jest ten rodzaj który lubie
      najbardziej
      - Pure Jil Sader- przypadkowy zakup, ale dał misporo zadowolenia, chyba powtórze
      - Deep Red Hugo Boss - niby nie w moim stylu, ale faceci dziwnie na to reagują,
      nie powiem, przyjemnie...
      - gdzieś po drodze trafiło sie bruno banani, nie pozostawił zbyt wielu wspomnień
      - miałam zawsze ochotę na Wings, Ocean Dreams,lubie Eau de Krizia... na
      wszystko przyjdzie czas!

    • Ahh super wątek :))) Siedzę w pracy z rozdziawioną w uśmiechu buzią i wspominam
      :)) Dzięki niektórym dziewczynom przypomniało mi się że używałam jeszcze kilku
      wód o których totalnie zapomniałam ;-)
      1. w podstawówce to jak większośc, pachniałam popularnymi zapachami - Limarą,
      Adtolem, Fa niebieskim i czerwonym, Rexoną - wszystko to przywoził mój tata
      mamie z NRD, a ja pożyczałam po cichu, a potem prosiłam żeby i mi przywiozł takie ;)
      2. Liceum i dwa moje pierwsze zapachy Frank Olivier - w białym,
      nieprzezroczystym flakonie, z wyrzeźiobnymi rowkami jak w muszelce, oraz drugi
      zapcach który dostałam na studniówkę - Qui-Non.. taki w kwadratowej butelce, w
      pomarańczowym opakowaniu.. szkoda że już go nie ma w sprzedaży.
      3. 18-stka.. dostałam od siostry Charlie White - Revlona, który podczas
      testowania mi się bardzo podobał, był świeży i ogórkowy. Na dzień przed
      urodzinami okropnie się rozchorowałam i jak dostałam i się spryskałam tymi
      perfumami nagle poczułam do nich wstręt.. więcej już Charliego nie próbowałam ;)
      4. Po liceum udało mi się znaleźć pierwszą prawce i wtedy zaczęłam "szaleć".
      Kupowałam YR Nebline, Ming-Shui, CK One - miniaturki. Pojechałam do Hiszpanii,
      gdzie po drodze zwiedzaliśmy perfumerię we Francji, a tam nakupowałam CK Ona
      oczywiscie (długo to było moją fascynacją), Jean Paul Gaultier Classique, Kenzo
      Le Paur (szybko oddałam mamie - to nie był mój zapach), Dune (jeszcze szybciej
      oddałam kumpelce ;)), Extrawagance - Givenchy.
      5. po ok 2 latach pracy doznałam świadomości zapachowej. zaczęłam testować i
      szukac swojego zapachu. odziedziczyłam po mamie Salvadora Dali Le Soleil, które
      długo mi się podobały i długo je miałam. Później przyszedł czas na miniaturki CK
      - Contradiction, Truth.. przy Truth się dłużej zatrzymałam i kupiłam sobie
      100ml.. niestety zapach zepsuł się na mnie po zużyciu 3/4 butli.
      Szukałam długo, wypróbowałam do tej pory: Chaumet (50ml), 212 Carolina Herrera
      (z 5 próbek po 2 ml), Boss Intense (50 ml) i Deep Red (pół próbki 4 ml i oddałam
      mamie), Chanel Chance (mnóswto próbek po 4 ml i 50 ml - kupiłam na przekór, bo
      wszyscy wtedy pachnieli Mademoisle, który mi się również podobal ale nie
      chciałam pachnieć jak wszyscy), Lancome Attracion (kilkanaście próbek, stanowczo
      był super na zimę), Mexx Women. Niestety większość z tych zapachów po prostu się
      na mnie psuła, robiły się takie skiśnięte, zaczynały przeszkadzać, więc szukałam
      dalej.
      Mój ostatni nabytek to Ghost Deep Night Edt- mam buteleczkę 30 ml, używam od
      tygodnia i jestem totalnie zakochana w tym zapachu, myślę że zatrzymam się przy
      nim na dłużej.

      ściskam cieplutko
      klaudia
    • Pierwsza komunia Anais Anais:))
      1992 - Beautiful i stara milosc La Jardin czarne
      1993 - Kobako
      1994 - Moja pierwsza premiera perfum- odkrywam Dolce Vita
      1995 - Laura -Laura Biagotti
      1996 - Champs Elysee, Ivresse
      1997 - Allure edp męczę sie z nim do dziś:)), 5ta Alejka
      1998 - Eternity Love
      1999 - JAdore
      2000 - Kenzo Tygrysek i słonik zimową porą,
      2001 - latem Ming Shu YR, Extravaganza Givenchy
      2002 - tak mi przelecial ten rok ze prawie nie pamiętam ale byl tam niezły
      przekładaniec zapachowy :Cashmir Choparda,
      AA Pampeluna, Shafali YR,wreszcie Angel
      2003 - Sensations Jill Sanders, Escada Margaretha Ley
      2004 -Eau de Torride i znowu Eau de Torride, wybucha miłość do Fragonarda:))
    • Witam wszystkich! jestem "nowa", do tej pory podczytywałam jedynie...

      Moje absolutne początki to prezent na "osiemnastkę" - ze składki przyjaciół -
      Dune Diora, do którego do dziś mam sentyment, ale nie pałam jakąś szczególną
      chęcią ponownego posiadania; ale przyjemnie mi czasami poczuć te perfumy na
      kimś.
      Potem był Eden Cacharela (też prezent, który mnie "zmęczył" po 10 ml ;-)), Red
      Door EA (kompletna pomyłka, tym boleśniejsza, że to był pierwszy zapach za
      własne pieniądze) i Poeme Lancome - pierwszy strzał w dziesiątkę, choć po
      połowie butelki nagła awersja zmusiła mnie do nabycia czegoś lżejszego "na
      zmianę" - Halloween Jesusa del Pozo. Potem, po długiej i bolesnej walce
      wewnętrznej pojawił się Angel (uwieeeelbiaaam) - który, o dziwo, kompletnie
      mnie nie "męczy" i Addict (skomplementowany przez mężczyznę mego jako
      zapach "zacny"). Aktualnie ostrzę sobie zęby na zimową absolutnie Organzę
      Incedence i żyję nadzieją, że uda mi się gdzieś ją jeszcze złowić...
      Pozdrawiam wszystkich, zachwycona odkryciem tego forum.
    • czy mozna sie dołączyć?
      kusi mnie ten wątek od dawna, ale widzę, że dawno wpisów nie było...
      mam na punkcie perfum lekką obsesję, traktuję je strasznie osobiście i często
      marudze na forum uroda o moich ulubionych zapachach, które sa już nie do
      kupienia, a dla mnie to tak, jakby mi ktoś odbierał dostęp do
      wspomnień...potrafie osłupiec na ulicy i iśc za kimś, kto pachnie CZYMS, czego
      nie mogę w pierwszej chwili zdefiniować... w perfumerii nie raz podskakuję
      wąchając coś nowego, z wrzaskiem..."to znam!takie nuty ma (i tu jakas
      nazwa)!"...a ostatnio pokłóciłam sie o nową escadę, która mi sie zreszta nie
      podoba, o nuty, ja obstawiałam papaję, moja koleżanka mango, okazało sie że mój
      nos był czulszy...
      tyle autorekomendacji
      to co? mogę swoje cv wstawić?
      pozdr.
      agni
      • Pierwsze perfumy które pamiętam, a których nuty niedawno odnalazłam w "pure"
        jill sanders, to było absolutnie coś niefirmowego i pewnie w ogóle nie
        znaczącego...stało to w polskich perfumeriach w topornej butelce i nazywało
        się "dalia" (to był 86 rok)kupiłam mamie, podbierałam, potem kupiłam
        sobie...długo tej nuty potem szukałam..."pure" wbiły mnie w ziemię w perfumerii
        na dłużej...choc to nie mój zapach już, ale może kiedyś kupię, dla tych
        wspomnień...
        Pierwsze "prawdziwe" perfumy dostałam pod koniec podstawówki. Niestety, były
        to "soir de paris" i mimo najszczerszych chęci nie mogłam ich używać. To był
        czas, kiedy cała Polska płci żeńskiej, nastoletnia i dorosła,
        pachniała "currarą". ja tego nigdy nie miałam, natomiast pamiętam w
        perfumeriach maleńkie (wielkości połowy kciuka)buteleczki kwiatowych
        niemieckich pachnidełek...fiołek byl najładniejszy...
        Liceum to "peweksy średniej półki" - zawsze się jakoś na to wydostało, a w
        połowie liceum peweksy się zrobiły za złotówki.Pamiętam cafe (westchnienie do
        opium, ktore bylo marzeniem niedosiężnym), evasion i kobako, a także
        clin'd'oeil.
        Potem, na początku studiów, mało oryginalnie, miałam wild musk, natomiast
        ominął mnie szał na vanilla fields (nie podobały mi sie i pachniały na
        mnie ...benzyną), za to przyznaje się do krótkiego romansu z ich bliźniaczą
        siostrą, vanilla musk...było, minęło, nie zostawiło wrażeń. Na studiach
        dostałam też w prezencie "Soie Rouge" avonu - mocny szypr, dziwne, ale coś w
        sobie miały...
        No i w połowie studiów sie zaczęło...
        Opium - miłość trwała długo i dodam, że nie tylko ja kochałam te perfumy ale
        one mnie też...tak sie idealnie z moją skórą łączyły, że mogłam ich używać
        nawet latem - robiły się powiewne, ciepłe, migdałowo-smakowite i zadziwiająco
        subtelne (wiem to też od osób, które mnie wąchały, nikt nie mógł uwierzyć, że
        to opium)
        Sabatini Magnetic - już niedostępna
        Cantate Yves Rocher - już niedostępne
        Dwa największe odkrycia ciągle były jeszcze przede mną. Pierwszym był Le Roi
        Soleil Salvadora Dali - do dziś nr 1, niestety już nie do kupienia ( o to sie
        najbardziej wściekam z ta kradzieżą wspomnień), a drugim Le Feu d'Issey (to
        klasyczne czerwone - podobna miłośc z wzajemnością, mnie do perfum i perfum do
        mnie) - też już ich nie można kupić... w przerwie była Organza Indecence -
        miłość bez wzajemności, potworne uczulenie...
        na lato oswoiłam sobie O-Zone Tacchiniego, po pierwszej świezosci zielonej
        herbaty robią sie na mnie ciepłe, pudrowe i kochane oraz "bez" Yves Rochera...
        Powodowana chęcia posiadania czegoś "super rozpoznawalnego" sprawiłam sobie
        J'adore, używam rzadko, tylko w sytuacjach, gdzie chcę pachnieć czymś
        rozpoznawalnym...
        była też krótka przygoda z avonem... niejaki szacunek żywię dla dwóch zapachów -
        pur blanca i rare pearls... z Yves Rochera lubię Comme Une Evidence.
        Tylko dla siebie (nikt z otoczenia nie lubi) mam słonika kenzo, a ostatnia
        fascynacja która pewnie przerodzi sie w trwałą miłość, to Eau des Merveilles
        Hermesa...właściwie już się przeradza...
        dzięki (oj, długo było)...
        pozdr.
        agni
        • O tak!! Ja też uwielbiałam te zapachy. Magnetic mam jeszcze dwie buteleczki, bo
          kupiłam na zapas, jak wycofywali. :) Ale Cantate jakoś znikło dla mnie
          niepostrzeżenie. I nic nie mam. A szkoda. Pamiętam, że bardzo mi się podobały.
    • Pamiętam jak byłem w Niemczech i jako tester stała wielka butla (chyba z 10L)Azarro Chrome.Strasznie mi sie spodobały ale wtedy do głowy mi nie przyszło, że bym mógł mieć tak dorgie perfumy będąc licealistą.Z pół roku później trafiła mi się okazja i kupiłem tester azarro za nieduże pieniądzeObchodziłem się z nimi jak z jajkiem.Później oczywiście byly inen zapachy (Boss zielony, Aqua di gio i inne)Generalnie mam słabość do starszych zapachów, którye nie wiedzieć czemu można coraz żadziej znaleźć w perfumieriach.Nowości jakośc mi nie odpowiadają.A następnymi moimi perfumami będze Cartier Pasha menthe.Chociaż na razie też nigdize nie moge ich spotkać.Generalnie nie przywiązuje dużej wagi do męskich osmetyków ale dobre perfumy zawsze poprawiają mi humor:))).Pozdrawiam
      • Ciekawy wątek...
        perfumy, ogólnie zapach to coś na co zawsze zwracam uwagę u siebie i u innych
        ludzi, taki zapach mówi o człowieku bardzo wiele, podobnie jak buty. Nawet w
        czasach "pienięznej" posuchy nie potrafię odmówić sobie dobrego zapachu...
        Moja przygoda z zapachem zaczęła sie dosyć dawno...pierwszy "dorosły" zapach to
        był Sunflowers Elizabeth Arden(do dziś kojarzy mi się z wczesną młodości),
        potem szał na Davidoff Cool Water, Tresor ( podkradany mamie), XS Paco Rabanne
        (ech to były czasy), Hallowen J.del Pozo ( ostatnio znowu do niego wróciłam),
        ale długo długo- Eden- wersja słabsza, Kenzo d`te(och jak ja kochałam ten
        zapach), Chanel Allure (cudny na wieczór + krem do ciała koniecznie), miałam
        przez pewien okrez zachwyt nad Cliniquee Happy Heart, ale ostatnio bardzo cenię
        Moschino I love love, i Gucci Envy Me- cudny i bardzo sexi:-))
        A na wieczór, do łózka (hihi) cudowny YSL Nu ( wersja najmocniejsza plus krem
        do ciała-działa jak afrodyzjak)
        Pozdrawiam
    • Witam wszystkich!Czytam Was od dawna a teraz odważyłam się podzielić się swoimi
      zapachowymi wspomnieniami.Jestem minimalistką więc nie było ich aż tak wiele.A
      więc:
      Czasy liceum to (proszę się nie śmiać) fascynacja zapachem od którego nie mogę
      się uwolnic do dziś a który zniknął bezpowrotnie:był to po prostu jasnobłękitny
      dezodorant Fa (zdaje się z Pewexu)pachnący słodo-mleczno-kwiatowo. W serii był
      jeszcze zielony (fresh) i różowy (powder), ale tylko niebieski wzbudzał we mnie
      uczucie upojenia.
      Na początku studiów przypadkowo kupiłam perfumy, które zawładnęły mną
      całkowicie (niestety szybko zniknęły z rynku), nazywały się Aviance (stąd mój
      nick) Night Musk brytyjskiej firmy Prince Matchabelli.To taka odmiana Shalimar
      z początku lat 80 w wersji popularnej. Perfumy z tego co wiem są produkowane w
      Anglii do dziś i mam nadzieję kiedyś do nich wrócić.
      Po Night Musk szukałam "pocieszenia" w Wild Musk i Moschus Margaret Astor.
      Kolejną fascynację odkryła dla mnie koleżanka.Pojawiła się pewnego razu wiosną
      z butelką perfum mówiąc:"Pomyślałam, że bardzo pasują do ciebie". Był
      to "Charlie" Revlona (powstał chyba w latach 70), (później Charlie Blue)
      lekki, kwiatowy,klasyczny ale młodzieńczy, moja letnia miłość przez kilka lat.
      Moja przygoda z zapachami z wyższej póli zaczęła się w połowie lat 90 z
      nadejściem Empików.Po Romie,Tresor,Eternity,itp.całkowicie i na zawsze
      zawładnęła mną Laura Laury Biagotti.Poniważ jest to zapach wiosenno-letni
      długie lata szukałam dla niej równie idealnego odpowiednika na chłodniejsze
      dni. Wydawało mi się że będzie to Noa,ale szybko się rozczarowałam: Noa jest
      jak przebój: nie można się od niej uwolnić ale szybko się nudzi.Dopiero dwa
      lata temu odkryłam perfumy O.J.Perrin:kwiatowe, ale ciepłe i lekko pikantne.
      Idealne na chłody, dobre również latem: irysowo-hiacyntowo-piżmowe.
      Szukam kolejnych idealnych zapachów, ale nie jest to proste.Po drodze polubiłam
      Champs-Elysees, Too Much, Lacoste,Innocent, Eden, Ocean Dream,Envy, Stellę.
      A tak za 10 lat latem będę nosić Cristalle a zimą Samsarę.
      • Nie mam węchu. Zgubiony przed kilkunastu laty podczas przewlekłych bronchitów, katarów, duszności, zanim lekarze zlitowali się i odkryli, że ze mnie alergik. Życie bez węchu nie jest takie złe. Ale...nie pachnie. Po burzy wychodzę na balkon i wdycham. Staję za palaczami i zaciągam się dymem z ich papierosów. Wsadzam nos do filiżanki z kawą. To takie przejawy tęsknoty za tym, aby coś poczuć, a wyobraźnia i pamięć próbują zdziałać cuda z moim zanikłym zmysłem. Uwielbiam słuchać o zapachach. Jak dobrze przebywać w Waszym towarzystwie! Nałogowo odwiedzam perfumerie i proszę o szczegółowy opis jednych perfum, drugich, kolejnych...Oczywiście, że używam! Z niektórymi się rozstaję, do niektórych wracam. Kształt butelki i kolor wody jest niemal podstawą wyboru. I marka. Błysk w oku ekspedientki, kiedy opowiada o jakimś zapachu, nie jest bez znaczenia. Jedna wielka mistyfikacja, no nie? Ale, jak powiedział jeden z wielkich w tej dziedzinie (wg książki Cathy Newman "Perfumy" NG), to przecież "branża mitów". Nie mam pojęcia, jak pachnę.
        - "Nature" YRocher - pierwszy własny zapach, jeszcze "powąchany" (dziś już nie pamiętam tej kompozycji), śliczna butelka;
        - "O de Lancome" - to miała być kwintesencja mnie (wg mojego klona, tj. bliźniaczki);
        - "Envy" Gucci'ego - aplauz otoczenia;
        - "Gucci" - ( piękny, niespotykany, koniakowy kolor! choć uczucie niepewności, czy to zapach o mnie)
        - "Gucci II" - błąd! (róż!!! - nigdy więcej!)
        - "Truth" Klaina - uwiedzenie kolorem szampana i opowiedzianym zapachem skoszonej trawy;
        - "Tendre Poison" - jedyny Dior; nie czuję się "osobą" Diora, ale klasyk to klasyk. Nie było źle.
        - "Chanel No19" - kolejny zielony klasyk. I tego się trzymam.
        Co poradzicie na lato bezwęchowcowi w tonacji ciemny blond? Tylko woda do ciała. Biotherm eau Vitaminee? Aroma Sun Lancome? Liczę na Was, Eksperci:-)
        • Niesamowite to co napisałaś:-) Witamy serdecznie w krainie "pisanych zapachów":-
          )

          Nie znam się na wodach do ciała:-) (Kiedyś bardzo chciałem użyć JPG letniej
          edycji, tej pierwszej:-)

          --
          kod.blox.pl - blog.literacki
    • Witajcie, czytam Wasze wypowiedzi, każdy pisze coś od siebie,ja napiszę krótki
      wiersz o jednym z moich ulubionych zapachów...Eternity Moment Calvin Klein..
      ###
      oda do kwiatów
      zdradza się taką namiętnością...
      trochę erotyki...
      nuty zapachowe...
      jedna po drugiej układają się
      jak słowa w moich wierszach...
      tyle w tym zapachu kobiecości,
      zmysłowości,
      tyle wdzięku...
      issey miyake

      słowa i zapachy to coś niesamowitego..a kiedy łączy się je.. powstaje coś
      nieziemskiego... pozdrawiam..
    • super wątek!!!! ja też ma świra na punkcie perfum, jestem z
      natury "zapachowcem"!!! Może wy stare wyjadaczki perfum mi pomożecie, tak dla
      własnej satysfakcji chciałabym wiedzieć... pomarańczowa butelka, piekny troche
      owocowo- pizmowy?????? zapach !! może ktoś pamięta jak sie nazywały, napewno
      już ich nie robią ale chciałabym wiedzieć tak dla wspomnień!!
      Pozdr.
    • Witam wszystkich! Postanowiłam dołączyć do forum o perfumach i mimo, że żadna ze
      mnie znawczyni, perfumy to moja wielka miłość. A skoro mam się przedstawiać, to
      chyba najlepiej w tym wątku!
      Mówi się, że pierwsza miłość odciska w nas swój ślad na całe życie i potem
      podświadomie szukamy tych śladów w następnych uczuciach. Moją pierwszą miłością
      były słodkie, miodowe Sun Moon Stars - mała próbka (prezent od cioci), chowana
      na specjalne okazje. To było w podstawówce, rok 1993. Skrapiałam się moim
      skarbem na szkolne dyskoteki i osiągałam odwrotny od zamierzonego efekt. Nikt,
      oprócz mnie nie mógł znieść tego zapachu, ale dla mnie na zawsze miały być już
      skreślone perfumy lekkie, świeże, "ogórkowe".

      Następna w kolejce była Laura i różana Vendetta - co za straszny zapach dla
      14-latki!!! Jedyne "świeższe", lecz całkiem trwałe zauroczenia to Amarige i 5th
      Avenue (wielki, wielki sentyment). Wciąż do nich powracam.


      Rok 1995 - początek liceum i wielkie boooom!!! Dzwony i fajerwerki. Na siostrze
      mojej mamy poczułam Sun Jil Sander. To było to. Zapach rozgrzanego słońcem
      iglastego lasu, na skraju nadmorskiej plaży. Silna namiętność, której nigdy nie
      mam dość.

      Cały okres liceum to brak stałości w uczuciach. Śnię o Halloween, skuszona
      raczej jego reklamą i buteleczką, niż wyjątkowo lekką, jak dla mnie zawartoscią.
      Kolejne dwa epizody to wybrane nie przeze mnie prezenty - Blonde, a później
      Budoir. Oba oszałamiające, najpierw mnie od nich odrzucało, miłość przyszła z
      czasem, musiała dojrzeć.

      Rok 1999, studia i krótka przygoda z Romance Laurena. Okazały się pomyłką i
      rozczarowaniem. Nie "moje", sterylne, surowe, powściągliwe. Bardzo ulotny
      romans. Nastała era Angel, a ponieważ z różnych przyczyn źle mi się kojarzyły
      (dziś z powodu rozpowszechnienia zapachu, nie jestem w stanie go znieść),
      wybrałam nawiązujące do nich Wish Choparda.

      Całe serce oddaję Babydoll - wydaje mi się strzałem w dziesiątkę i związkiem na
      całe życie. Znowu jednak okazuje się, że nie potrafię być wierna. Zakochuję się
      w Hugo Deep Red,które porzucam dla Les Belles (niebieskiego) pachnącego jak
      słodkie, czekoladowe ciastko. Nudzi mnie szybko i zmieniam je na Contradiction.
      Narzeczonemu podkradam Be Calvina Kleina.

      Koniec studiów, fascynacja białym piżmem. Tym z Body Shopu - rozpacz, bo nie
      pachnie na mnie tak sexy, jak na koleżance, na której go poczułam. Desperacko
      poszukuję olejków na jego bazie. Używam tylko ich. Kolega przywozi z wojaży po
      świecie autentyczny, wysuszony gruczoł zwierzęcia, z którego powstaje piżmo.
      Jestem znarkotyzowana.

      Okazuje się, że wciąż nie mogę zapomnieć o Babydoll i wracam do niej skruszona.
      Ślub biorę jednak w Lolicie Lempickiej.

      Porzucając myśli o stałości w uczuciach do perfum, flirtuję z Night Armaniego. O
      dziwo, nie nudzi mi się.

      Osobny wątek to zapachy męskie - te, które wywarły na mnie największy wpływ:
      Kiton Napoli i Bvlgari Black. Męskie, klasyczne Jil Sander i D&G.

      Było też kilka całkiem przyjemnych, pobocznych "znajomości" - Eternity, Champs
      Elysees, Opium, Poison i mniej udana z czerwonym Dolce&Gabbana pour femme.

      Ostatnio bardzo kusi Bvlgari pour femme. Pachnie dla mnie kwintesencją
      kobiecości i słodką, pudrową kulką (jadłam takie w dzieciństwie) natychmiast
      rozpuszczającą się w ustach. Pociąga mnie mroczne, tajemnicze Eau de Soir -
      tylko...chyba jeszcze nie dojrzałam do tak poważnego uczucia.



      • --
        kod.blox.pl - blog.literacki
        • 06.09.05, 18:23
          Jestem nowa na forum, moze zagladam do Was miesiac, moze dwa ale nie udzielam
          sie bo moja skromna wiedza mi na to nie pozwala :P, no moze tylko na straganiku
          gdzie dokonalam kilka udanych transakcji:)

          Moja pierwszxe powazne perfumy, chyba w osmej klasie podstawowki to Jovan-
          Coty...bylu tak cudne ze meczylam rodzicow bardzo dlugo az wreszcie dostalam je
          pod choinke..szkoda ze juz ich nie ma (chyba ze cos mnie ominelo)
          A nastepnie:

          pierwsza klasa liceum 1998- ogromna fascynacja Sunflowers E. Arden, poczulam je
          na kolezance i musialam miec
          1999- Dolce Vita, Polo Sport do ktorych mam ogromny sentyment i z okazji
          wakacyjnego pobytu w lipcu w Nowym Jorku kupilam sobie ponownie dla odswiezenia
          znajmomosci

          pozniej dluuugo dluuugo nic...

          2000- Oui Lancome , Green Tea E. Arden (oba uzywam do dzis),Tresor podkradany
          mamie

          2001- Issey Miyake L eau d Issey teraz nawet nie moge na nie patrzec,5th
          avenue, L eau par Kenzo

          2002- powrot do Dolce Vita, Rush, Poison, Kenzo Jungle Elephant... i tak do
          teraz

          2004/2005 Gucci edp II (mysle ze znalazlam swoj ideal), Sensi, ponownie
          Sunflowers ,w dalszym ciagu Green Tea na wielkie upaly

          niedawno kupilam sobie I Love Love Moschino i bardzo , bardzo mi sie podobaja
          ale nie wiem czy kupie nastepny flakonik a niedlugo zamierzam sprawic sobie
          Addict, dzieki uprzejmosci dziewczyn z forum mogłam je wyprobowac na sobie i
          jestem zachwycona.

          Takze witam Was wszystkich serdecznie i mam nadzieje ze bedzie mi z Wami
          dobrze;)


          pozdrawiam
    • Witam,
      Jako że mam niewielką przewagę nad Wami - podczytuję forum od roku i moja
      wiedza na Wasz temat jest niewątpliwie większa niż Wasza na mój ;) - najwyższy
      czas napisac cos o sobie:

      nie mam talentu od opisywania więc będzie krótko:

      początek:
      niestety nie pamietam który to rok (chyba 84-85?) - dawno temu
      currara - czy ktos jeszcze pamięta?

      krótko potem: pierwsze "dorosłe" perfumy nabyte za własne cięzko zarobione
      pieniądze: Anais Anais w czasach gdy królowały 8x4 i różne odmiany le jardin

      86 - poison - dawkowane na korku i oszczędzane - i zdecydowanie za poważne jak
      na mój ówczesny wiek :) wtedy dla mnie absolutne wyżyny luksusu

      potem opium - również o oszczędnych dawkach - nie chciałam zabijac otoczenia

      studia: w zasadzie mam lukę w pamieci - co innego wtedy wydawało się ważne
      chyba YR ósmy dzień i charlie

      pierwsza praca: je reviens

      97 (chyba) - D&G BY

      i od 99 - Fidji
      z małymy zdradami na rzecz: Skin, wish, sicily, nawet D&G light blue (kompletna
      klapa w moim wykonaniu) Escada collection, no i Mandragore (oczywiście
      niekoniecznie w tej kolejności)- niestety żaden z tych zapachów nie doczekał
      dna butelki - wszystkie wczesniej czy później trafiały do przyjaciółek,
      krewnych itp. Mandragore i wish nadal pokutują zapomniane na półce

      a ja cóż - ciągle wracam z podkulonym ogonem i niewyraźną miną do Fidji - i za
      kaźdym razem romans rozkwita na nowo - a może powinnam powiedzieć że to stare
      wypróbowane małżeństwo bez niechcianych niespodzianek?

      to tyle o mnie :)

      • 2004 - ślub - co z tą moją pamięcią - zdrada totalna - ale bardzo na temat -
        ten jeden jedyny wyjątkowy dzień - i amor amor - dla podkreślenia powagi
        sytuacji - teraz leży szczelnie zamknięty w kasetce razem podwiązką pasem do
        pończoch i welonem - dla tzw. potomnych :)
    • Witam!Na forum zagladam od jakiegos roku,moze nie biore specjalnego udzialu w
      dyskusjach,bo i wiedza mala i czasu malo.Zazwyczaj szukam tu informacji i
      porad,oczywiscie zazwyczaj znajduje.

      Jesli chodzi o moje CVZ ;) to zaczelo sie jakos w ostatnich klasach
      podstawowki,wczesniej kazdy inny zapach na moim ciele byl zbedny.Pewnego dnia
      na polke mego ojca trafi Cool Water,psikniecie i juz wiedzialem ze buteleczka
      szybko sie skonczy,a ze troche z nim przesadzalem,zniknela w naprawde
      expresowym tempie.Jak ze malo pieniezkow wtedy posiadalem,nastala era tanszych
      zapachow.Route 66,adidaski ,pozniej str8 no i.... Cuba.Ten zapach zagoscil na
      dluzsza chwile,niestety w szybkim czasie pachniala nim cala meska populacja
      mego miasteczka.To przekonalo mnie do tego zeby zaczac zbierac na
      drozsze,markowe zapachy.I kolejno pojawialy sie Crave CK,Joop!,Cool
      Water,Opium.I wreszcie dwa jedne jedyne.Image by Cerruti,zapach piekny,troche
      sie od niego uzaleznilem.Aktualnie przechodze fascynacje zapachem Ghost Man by
      Ghost,to dla mnie wieeelkie pozytywne zaskoczenie.Bardzoo
      oryginalny,cieply,hipnotyzujacy lekko wrecz kobiecy ;) zapach,w sam raz na
      nadchodzace chlodne dni.No i robie przymiarki do M7 YSL...ale to jeszcze kilka
      dluzszych chwil potrwa.Pozdrawiam
    • poczytałem i jestem pod wielkim wrażeniem. ja liste zapachów też mam długą, ale
      w większości są to jakieś tanie podróbki, których nie szkoda mi wyrzucić kiedy
      znudza się,w tych podróbkach szukam zawsze wszystkiego, co z orientem sie
      kojarzy. wierny pozostaję Envy. kobietom zazdroszczę opium - dla mnie absolutny
      szczyt, męska wersja nie przekonuje mnie tak bardzo. podział na linie damskie i
      męskie nie zawsze ma dla mnie znaczenie - całkiem niedawno przekonałem sie jakie
      wrażenie na otoczeniu robi addict.
      --
      Wrocław w kamerze: www.wroclaw.pl/m3267/


      gg1957170
    • przepraszam za moja niefrancuska pisownie - kolejnosc przypadkowa
      CK One - moja fascynacja zaczela sie wlasnie od tego zapachu, wytropionego,
      kupionego za pierwsza wyplate

      Elizabeth Arden - Sunflowers - kojarzy mi sie z pierwsza powazna praca, ktora
      zaczynalam w czerwcu

      Emporio armani (zlote) - lato i pierwsza firma, zapach wydawal mi sie niezwykle
      elegancki

      Emporio White - kilka lat pozniej - nie wiem dlaczego kojarze go z zajeciami
      jogi

      Guerlain - Champs Elysees - jesien albo wiosna, pamietam trudna prace i zakup
      tego zapachu w ramach pocieszenia - wydawalo mi sie ze swieze wibrujace nuty
      gorne pobudza mnie jakos do zmiany pracy

      Chanel - Allure - zima, czas zabaw, chodzenia do fryzjera i raczej mile czasy

      Chanel 5 - jest u mnie od dawna, jedyny flakon, ktory trzymam w kartoniku,
      wyciagany na specjalne okazje, kiedy chce sie poczuc starsza - przez kilka lat
      zuzylam kilka ml ze 100 ml butelki - prezent od wujka

      CD - Dune, prezent od nowego szefa, kojarzy mi sie mocno erotycznie, przelom
      zimy i wiosny

      YSL - Nu - jesien - kojarze ten zapach bardzo milo, zabawowo, podobnie jak
      allure

      Guerlain - Pampelune, mandarynkowa zima, po jakims czasie zaczely mnie
      przytlaczac

      Andy Warhol-Andy Warhol, pachnace rock'n'rollem lato, pelne nowych wrazen

      E. Lauder - Pleasures - inne lato, rowniez obfite we wrazenia, zapach
      romantyczny ze wzgledu na nuty czy bardziej ze wzgledu na moja owczesna
      sytuacje zyciowa?

      Samba - Samba - podobnie jak emporio white nosilam w czasie, kiedy uczeszczalam
      na joge - jesien/zima - zapach ten przypomina mi o mojej rownowadze, spokoju i
      szczesciu

      Comptoir de Sud Pacifique - Mora Bella, nowy nabytek, kojarzy mi sie z latem,
      egiptem i soczystymi owocami przyproszonymi cukrem pudrem

      Versace - White Jeans - raczej zima, mocna perfuma, mocne wrazenia zyciowe

      Trussardi - Jeans chyba - profesjonalny zapach do profesjonalnego biura -
      zakladany w dzien - obowiazkowy do tego bialy sztywno wyprasowany kolnierzyk

      Alain Delon - Samourai - byl gdzies po Andy Warholu - rockandrollowe lato
      przechodzilo w rockandrollowa jesien - swiezo i przyprawowo, w sam raz do biura
      z niegrzeczna ostra nuta

      Quarzazate,Sorbet Cynamonowy - dopiero odkrywam, kojarza mi sie z jesienia 2005
      i jeszcze nie przypisalam im waznych wydarzen zyciowych

      E. Ungaro - Apparation - zima/wiosna 2005 maliny ogrzewaly mnie w tle pieprzu
      cayenne i pomagaly pisac prace magisterska

      Givenchy - Eau de Torride - ten sam czas mniej wiecej co Nu, jesien -
      kontrastowo swiezy zapach jak na jesienna aure - chcialam odswiezyc umysl

      --
      Cuba and Panama restored Saturday full diplomatic ties in a ceremony
    • dziękuję za to forum, podczytuję już od kilku miesięcy gratuluję wrażliwości
      zapachowej, ale jestem również pod wrażeniem tego jak o zapachach potraficie
      pisać...

      • Codziennie szukam czyjegoś pasjonującego CV, jestem nie tylko namiętnym
        zapachowcem perfumiarzem ale i podglądaczem, chętnie podczytuję fora, blogi, bo
        lubię wiedzieć co myśla oni..
        Cóż taka mania...
        Dlatego aby reanimować owo znakomite forum dołączam swoje skromne cv, z duszą
        na remieniu wobec tak wspaniałych przedmówców
        Zastanawiam się czego zawsze szukałam w zapachach...
        Może wyjdzie mi na końcu jak podsumuję to co chciałam napisać.
        Pierwsze zapachy w czasie studiów to Max Factor - Le jardin i le jardin amour -
        wówczas wydawały mi się luksusem, jak wspominam teraz - całkiem ładne kobiece
        flakoniki- duży sentyment do tej marki dlatego , że przy każdej okazji Mama
        obdarowywała mnie a to pudrem a to kredką do oczu tej marki, w tamtych czasach
        dostępnymi jedynie w Modzie Polskiej
        Koniec studiów - znów prezent od mamy - buteleczka Gabrieli Sabatini - mało
        wyrafinowany, dość natrętny zapach, dla mnie jednak znów miłe wspomnienie -
        poznaję swojego obecnego meża
        Poszukiwanie pracy - totalna trauma, mieszkam kątem w nieznanym mieście, piszę
        miliony CV - tych prawdziwych... Z daleka oglądam piękne bajkowe perfumerie,
        moja gospodyni przynosi do domu okropne śmierdzidła - podróbki znanych perfum z
        bazarku, kuszę się w końcu na jeden i wydaję,
        W końcu upragniona praca wcale nie okazuje się taka upragniona, aby dodać sobie
        skrzydeł - kupuję Kookai, radosny, świeży zapach, traktuje go jak cenne
        lekarstwo
        Sytuacja finansowa - taka sobie - ale otwierają Empki - zapachy na wyciągnięcie
        ręki - dosłownie - zniesiony mur w postaci umalowanych, niegrzecznych
        sprzedawczyń, kupuję 5 aleję i allure i czuję się już bardzo luksusowo - w
        sumie allure jakoś nigdy nie polubiłam - ale 5 aleja kojarzy mi się tak miło,
        ciepło i kobieco... Pochłaniam całą setkę.
        No i rozbuchałam się - dołączyła się kolejna mania - zakupocholizm.
        Zakochuję się w Coco - mocny, aromatyczny, dostaje Nu - super leży na skórze,
        wprost idealnie się z nią stapia, po czym kupuję następne - zakochuję się w
        Amarige Extravagant - gdzieś daleko w tym zapachu wyczuwam nutę na podobieństwo
        gumy Donald i może za to go lubię, uwielbiam Angel, do tego stopnia, ze używam
        go w dzień i w nocy, perfumując poduszke.
        Z innych fascynacji Yvresse- z całą pewnościa wytrawny szampan....
        Poza tym uwielbiam zapach kawy, codziennie piję kilka filiżanek, z kardamonem
        oczywiście, piekę szarlotkę z mnóstwem cynamonu po czym wydaję sąsiadom, bo
        przecież dieta...
        Marzę o podróży życia, skąd przywiozę wspomnienia również zapachowe.

        I czyż zapachy nie dają szczęścia?


    • Witam szanowne grono.

      Przygoda z zapachami zaczęła się w latach 80-tych. Jako 10-cio letnia
      dziewczynka byłam zaczarowana toaletką mojej cioci na której stały przeróżne
      flakoniki i słoiczki z magiczną zawartoscią. Czasy były raczej liche i widok
      taki nie należał do powszechnych. Ciocia widząc moja fascynację obdarowała mnie
      pewnego dnia miniaturką perfum Fiji. Był to dla mnie szczyt luksusu, gdyż do
      tej pory tylko mydełko Fa delikatnie perfumowało moją bieliznę. Następnie
      przygarnęłam maminą wodę Yardleya-Lawendę. Jako siuśmajtka zakochałam się w tym
      babcinym aromacie. Skrapiałam nim posciel codziennie przed snem a mama pukała
      się w głowę również nie mniej jak odkryła moje esperymenta z esencjami do ciast
      i olejkami zapachowymi. Pamiętam jeszcze fascynacje olejkiem różanym
      przywożonym z Bułgarii w drewnianym futerale - taki skarb małej dziewczynki.
      Kolekcjonowalam równiez flakoniki. Z racji tego, że dziadek jest kolekcjonerem
      starych, pięknych przedmiotów dostawałam czesto w prezencie kryształowe
      buteleczki wprost z toaletki prababci. W niektórych można było wyczuć nawet
      bardzo wyraźnie aromaty i wylać ostatnią kropelkę. Z mieszkaniem dziadków
      kojarzą mi sie bardzo specyficzne wonie - suszonych ziół ( babcia robi masci
      lecznicze), starego drewna, przeróżnych lakierów i mazideł używanych do
      renowacji mebli. Gdy pierwszy raz powąchalm Hypnotic Poison znalałam sie przed
      starą zakurzona szafą pełną babcinych skabów.
      powracajac do lat 80-tych to standard - Le Jardin, Blase, Kobako (wszystko
      podkradane mamie) i jeszcze Nina Ricci L'Air du Temps.
      Ok. 1995 - pierwsze markowe perfumy zakupione za wasne pieniadze to Dolce Vita.
      Z miłosci do gęstych zapachów i z braku pieniedzy nabyawam miniatury - Paloma
      Picasso, Japure, Cashmir, Fendi by Fendi.
      Następna pełnowymiarowa jest Organza, jakiś Baroque i zapachy YR.
      1998 - w gazecie czytam nuty Theoremy. Czuję je w wyobraźni i biegnę do Empiku.
      Kupuję następnego dnia przeznaczając prawie całą pensję. Rozpakowuje w domu jak
      największy skarb, wyjmuję patyczek i rozchylam złoty kartonik z autografami
      sióst Fendi i piramidą zapachową. W środku na złotym tle 100 ml mojego
      szczęścia. Za pare miesięcy wychodzi Theorema Esprit d'ete - letnia wersja
      bezalkoholowa. Nabywam. Ognista kula Issey w następnej kolejności. W
      międzyczasie zakochuję sie w słoniku. Koleżanki pukają się w głowę, więc chowam
      część fakonów do szuflady. Wersja letnia TH. wychodzi z rynku dość szybko,
      zdążę jaszcze nabyć jeden flakon i stracę ją bezpowrotnie. Potem odchodzi Le
      Feu. Chyba dobrze się stało, żeśmy sie z Les Belles De Minuit nie poznały.
      Zapomniałam wspomnieć Panią Terracottę - niezwykłe wspomnienie niezwykłego
      lata, ulotne jak sam zapach. Słońce, plaża i zapach wydm.
      2001 - pakuje manatki i odchodzę na swoje. Przez pięć lat posucha zapachowa,
      nabywam tylko Theoremę i Hypnotic Poison. Braki fionansowe wypierają skutecznie
      potrzebę posiadania.
      2005 - wychodzę z dołka finansowego i... przebudzenie. Nabywam Pocałunek Smoka
      i poznaję Króla Słonce. Odkrywam forum O perfumach. Podczytuje juz od roku,
      teraz niesmiało witam się i chylę czoła Waszej wiedzy i wrażliwosci zapachowej.
      Pozdrawiam. Kasia.
      • Cześć;-)
        Przypomnialaś mi lawendę Yardleya... White Lavender używała moja współlokatorka
        z czasów studenckich. Ktoś z jej rodziny pracował przy promocji Yardleya i
        dostawała tego całe wielkie butle. Też zasypiałyśmy przy tym zapachu, bo
        wieczorem psikała je w pokoju w powietrze:-)
        --
        ...butne miny, święte słowa
        i głupota, która aż naprawdę boli (A. Sikorowski)
        • Śliczne CV! Porywające! Też mam sentyment do lawendy yardleyowskiej :). Ostatnio
          nawet polowałam na allegro.
          • Witaj, Kasiu!!! Przeczytałam Twoje CV z prawdziwą przyjemnością :))
            --
            _____________________
            ...waiting for the sun...
              • ech...a ja kochalma noe, davidoffa coolwater a teraz...i myslam ze to do
                grobowej deski cerutti image, ale powoli juz robi sie nudno...co dalej...nie
                wiem....
                • zapomnialam dodac ze za swoje literowki nie odpowiadam:P
                  • moje pierwsze "perfumy" to puzzle, dostałam je od mamy ,gdy byłam w
                    podstawówce.gdy się skończyły dostałam purfumki pachnące zielonym
                    jabłuszkiem..po jakimś czasie odkryłam w piwnicy kilka ładnych
                    karafek/buteleczek i zaczęła się zabawa z mieszaniem olejków i aromatów do
                    ciast:) pierwsze poważne perfumy ;) które również dostałam od mamy to kenzo-
                    flower . zakochałam się w tym zapachu,tak lekko otulał ,jest po prostu śliczny.w
                    rok później już samodzielnie zakupiłam lolitę lempicką. słodki ,bajkowy zapach,
                    jak dla mnie idealny na mroźne dni :) aktualnie kupiłam przez internet j. del
                    pozo - in black .. i póki co czekam z ustęsknieniem na listonosza z moją
                    pachnącą przesyłką.
                    • Nie pisałam wczesniej CV ,gdyż nie wiedziałam jak się do tego zabrać. Perfumy zawsze były obecne w moim zyciu, ale nie był to pierwszy plan, raczej tło. Zapach wydawał mi się ważny, kojarzył z daną chwilą,przywracał do zdarzeń i miejsc niczym zdjęcia. Równoczesnie w moim domu były zawsze wazniejsze wydatki i już jako dziecku wpojono mi "oszczędzanie". Pamiętam jak ojciec chodził za mną i gasił lampkę na biurku i światło w pokoju , nawet gdy wyszłam tylko do WC. Mama miała na półce MaxFactor i Wild Musk,które czasem wąchałam. Po podstawówce wyfrunęłam do szkoły w mieście- to chyba było prawdziwym początkiem fascynacji, którą podsycały wizyty w perfumeriach. Szczególną uwagę zwracały wtedy flakony S. Dali, choć zapachy może mniej;). Z powazniejszych zapachów miałam wtedy Jil Sander nr 4, do których mam sentyment do dzisiaj. Na półce stały też flakony Coty,głównie prezenty od kogoś : Vanilla Fields czy jakoś tak, Puzzle , miałam też nature Yves Rocher a także wiciokrzew i konwalię ( gdzie to teraz spotkać?) tej samej firmy,aaaa... no i Folies de Saisons ( nie wiem czy pisownia dobra): Jesień i Wiosnę czyli zapachy średniopółkowe. Prawdziwy szał to odkrycie tego forum. Postanowiłam nabyć wreszcie coś z prawdziewgo zdarzenia, padło na Lacoste pour Femme. Potem zafascynował mnie Addict, a gdy , dzięki forum odkryłam Organze Indecence ( jeden z moich wczesniejszych forumowych zapachów) poczułam,że przepadałam. Od tej pory nie potrafię skończyć z tym najprzyjemniejszym nałogiem:)

                      --
                      I cried for you and when you went I became a hopeless drifter...
    • Och, tak pięknie piszecie. Ja tak nie potrafię. Ale moge napisać jak to sie
      zaczęło u mnie. Co się zaczęło? Perfumomania!
      Byłam chyba wtedy na początku liceum, gdy dostałam od siostry zestawik: Roma
      Laury Biagiotti miniaturka i malutkie zel pod prysznic i balsam. Nie doceniłam
      w ogóle tego prezentu. Nie rozumiałam różnicy między tym czymś, a
      zwykłymi "perfumami" z drogerii, czy supermarketu. Może bym zdała sobie sprawę
      z tej różnicy jakbym znała cenę. Leżała sobie, aż pewnego dnia powąchałam i sie
      zaczarowałam - do dzisiaj. Nigdy nie zużyłam jej do końca, aż skisła zupełnie i
      musiałam ja wyrzucić. To był mój skarb. Pamiętam jak kiedyś jakiś chłopak co mi
      sie szalenie podobał powiedział: "Ale zapach!". Wtedy sobie uswiadomiłam też
      jaką moc i role ma piękny zapach. Zawsze mi Roma przypomina te młode lata.
      Wszystkie wyjazdy, w których mi towarzyszyła. Jest dla mnie projekcją mojej
      przeszłości w mojej teraźniejszości. Cofam sie w czasie gdy ją wącham. Ale jak
      mówiłam, wpadłam wtedy jak śliwka w kompot i zaczęła we mnie dojrzewać dzika
      chęć kupienia sobie "jakichś takich" prawdziwych duzych perfum. Kompletnie sie
      na tym nie znałam, moja mama ani zadna z ciotek nidgy nie uzywały "takich"
      perfum tylko "Pani Walewska" albo "Być może", więc nie mam wspomnień związanych
      z "tajemnicza toatetką mamy" czy coś w tym stylu. Pamiętam tylko, że kiedyś
      rozbiła sie w ostatnim pokoju cała butelka "Pani Walewskiej". Śmierdziało chyba
      cały rok, ale to nie sa miłe wspomnienia.:). Drzwi markowej perfumerii (wtedy
      był u nas "Empik" w centrum) omijałam zawsze z nabozna czcią, jako cos dla
      wielkich dam i w dodatku milionerek.
      Potem zaczęłam dostrzegać toaletke mojej siostry, która juz wtedy zaczęła dosyć
      często jeździć na zagraniczne wakacje i parę rzeczy sobie przywiozła. I tam
      znalazłam 212 Caroliny Herrery i Amarige Givenchy. I wtedy też zrozumiałam, że
      nie wszyskie perfumy są suuuper, a niektórych mozna wręcz nie lubic. Ja 212
      znienawidziłam, a Amarige mnie zachwycił. Gdy dorosłam, głównie psychicznie (bo
      juz byłam przecież "duża" będąc na studiach), do pierwszej poważnej wizyty w
      prawdziwej perfumerii, nazbierałam troche pieniędzy oraz decyzja zapadła - idę
      kupić sobie Perfumy, wtedy poszłam i byłam pewna że chcę Amarige i tylko
      Amarige. Ale oczywiście wypadało cos tam powąchać. Kompletnie sie nie znałam na
      perfumach. Wiedziłam tylko z filmów, że jest cos takiego jak Chanel Nr 5, no i
      znałam to co u siostry na toaletce. Czyli ide ja kupić Amarige, Pani mi daje
      różne rzeczy do wąchania, ja grzecznie wącham, ale myślę o tym że zaraz kupie
      Amarige. I wtedy COŚ powąchałam. Nie zapomne tego uczucia. Mam teraz te perfumy
      i uwielbiam je, ale już nigdy nie dały mi takiego wrażenia jak wtedy.
      Skojarzyło mi sie to z jakimś bajkowym lasem, Opowieściami z Narnii (wtedy nie
      było filmu oczywiście ale ja bardzo lubiłam tę książkę), czyms zupełnie
      nadnaturalnym, rajskim, no i juz nie wiem zupełnie, ale wiedziałam że musze je
      mieć. Był to rok około 2000, chyba. To była chyba wtedy nowość. Gdy zauroczona
      do żywego zapytałam o cenę, to zrozumiałam, że ich nie kupię, były droższe od
      większości innych. Może niektóre z Was juz wiedzą co to jest? Zostały zawsze
      dla mnie Nr 1. To było Fragile EDP. Gdy zrozumiałam, że tego nie kupię, ale i
      tak je będę wkrótce miała, choćby nie wiem co, troche głupio mi sie zrobiło i
      czułam niedosyt, że mam nic nie kupić, wyjść z pustymi rękami. A tak szykowałam
      się na ten dzień, zbierałam pieniądze.. No wieć zaczęłam trochę chaotycznie
      wąchać dalej i wywąchałam coś fajnego, na co było mnie juz stać. Amarige juz
      dla mnie tylko śmierdział po tym co tam przeżyłam. Ale wyszłam z 30 ml
      Extravagance. I tak stałam sie posiadaczką pierwszego flakonu. ale juz parę
      miesięcy póżniej miałam moje Fragile całą olbrzymią kopułę 125 ml (teraz juz
      nie ma takich...). Potem się posypało jak lawina. Moja siostra jeździła kilka
      razy do roku na zagraniczne wczasy (głównie Teneryfę), a ja nie mogłam odpuścić
      żeby czegoś nie zamówić. Kolekcja zaczęła się mnożyć: niebieskie Les Belles,
      Organza Indecence, Hypnotic Poison, Dalimania, Belle De minuit itd. itd...
      Trochę mi oddawała siostra, która nie jest takim chomikiem. A co najgorsze z
      żadnym nie mogłam się rozstać, jak się kończy jedna butelka to musze mieć
      drugą. Lubie je wszystkie. Jak raz spróbowałam się czegoś pozbyć, bo mnie
      zaczęło wkurzać: Extravagance, te właśnie pierwsze, sprzedałam znajomej; to
      zaczęło mnie prześladować za jakiś czas i musiałam je znowu kupić! Tęskniłam. W
      końcu dotałam też dużą Romę. Zaczęłam też zwracać uwage na unikaty. Le Feu
      kupiłam z czystej ciekawości, pierwsza rzecz totalnie bez wcześniejszego
      powąchania. To trochę nie mój klimat, ale w końcu sie do niego przekonałam.
      Przez tę kilka lat dowiedziałam sie tez że lubię w składzie perfum jaśmin, róże
      i tuberozę, a nie cierpię konwalii, frezji, piwonii i białych kwaiatów,
      szczególnie wodnych. Że lubie zapachy ciężkie i słodkie, kwiatowe bądź
      orientalne. Że nie cierpie świerzuchów i "ogórkowców". No i mam ciągle ochote
      na coraz to nowe zapachy. Może kiedyś dojdę do "niszowców" - dorosnę. Na razie
      to dla mnie czarna magia. Mam i znam te bardziej znane, a niektóre posty na tym
      forum to dla mnie napisane jak po chińsku. Zupełnie nie znam wymienianych tam
      perfum, nawet nazw marek nie słyszalam. ale jak mówiłam, może dorosne kiedyś do
      niszowców. Pozdrawiam wszystkich.
      • Ach perfumeria w Empiku, nie moglam jej omijac, szkola jezykow obcych miescila
        sie wowczas tuz nad nia. Pamietam wypady w czasie przerw, dlugo nie mogalm
        oderwac sie od Escady Acte 2, wydawala sie zapachem innym niz wszystkie, po
        czarna Manie siegalam, ale bez zachwytu, kupilam zaledwie dwa Le Monde Beau
        jednego lata i rok pozniej Eau de Dolce Vita, pozniej zaczely sie zakupy w
        strefie. Ciesze sie, ze jestes z B. jest nas juz trojka, z podlaskiego chyba
        5 :)
    • Gdyby ktoś zapytał jaki zapach kojarzy mi się z dzieciństwem to na pewno byłoby
      to Masumi. Jeden z ulubionych zapachów mamy, kupowany w Pewexie. Potem była
      woda kolońska Amber chyba przywożona mamie przez przyjaciółkę z Francji no i
      nieśmiertelne Madam Rochas- śmierdziel stulecia, przydał się dla psa:) Pamiętam
      też taką wodę dynamizującą ale nie Clarinsa, tylko o wiele wcześniej może był
      to początek lat 90-tych albo koniec 80- woda Roger&Gallet. Piękny delikatny,
      lekko sportowy zapach. Podbierałam mamie rzecz jasna:)))
      Moim pierwszym zapachem było chyba Evasion, potem Blase i Chique Yardleya.
      Pamiętam też zapach liliowej Extase- boska była. Póżniej był Adidias seledynowy-
      ten stary o zapachu rumianku i piękny Garcon, którym się namiętnie skrapiałam,
      aż się koleżanki krzywiły. No ale pierwszym zapachem z tzw. górnej półki byl
      zapach Loris Azzaro. Wytrawny zapach, zbyt dorosły jak dla młodej dziewczyny.
      Nie pamiętam nazwy- wiem, że buteleczka była zbliżona do Chance w kształcie.
      Nigdy nie spotkałam więcej tego zapachu. Pierwszym zakupem natomiast było
      pamiętam CK One kupione w Niemczech. Ależ miałam dylemat- CK One czy Havana
      Aramis:) Zapachy z zupełnie innej bajki. A póżniej juz jakoś sami poszło:)
      Zaczęłam pracować i tak następny zapach to Cerruti 1881, Montana, Knowing EL,
      Dune, Pamplelune itd. A odkąd zaczęłam czytać forum, jakieś 2-3 lata temu, to
      już nawet nie liczę ile zapachów odwiedziło mój dom. Część zamieszkała na
      stałe, a pewnie niedługo pojawią się nowi domownicy.
      --
      Pozdrawiam
      Agnieszka

      • Odkąd pamiętam zawsze interesowały mnie butelczki i flakoniki.
        Lubiłam oglądać toaletki cioci i mamy.
        Gdy byłam w odwiedzinach u rodziny czy znajomych zawsze chętnie podziwiałam
        skarby w łazience.
        Flakoniki strasznie mnie interesowały.Uwielbiałam je ;)
        Pamiętam doskonale, z dzieciństwa i wczesnej młodości Opium mojej mamy, Nartę
        (woda kolońska), Poison i stado miniaturek.
        Gdy byłam nastolatką, królowaly zapachy typu Chique, Le Jardin Max factora,
        Blase tegoż, Cafe Cafe i wszelkie Bourjois.
        Moja mama miała większość z nich, więc oczywiście podbierałam jej.
        Za któreś uzbierane pieniądze kupiłam sobie własne Le Jardin, duży flakon chyba
        50ml.
        Prace sezonowe (a "pracowałam" w butiku ciotki) zawsze owocowały małym zakupem
        chociażby deo pefumowany, jak na nastolatkę przystało: Extase, Limara, Smitty,
        Nicole...i zielony Adidas (boski zapach - koleżanki zazdrościły gdy prztachałam
        do szkoły mleczny, cholernie ciężki, szklany flakon Adidasa)
        Jednego lata znalazłam u ciotki resztki Red Door Arden i Sunflowers -uważałam
        je za straszne smierdziele i chyba nawet były stare, nie szkodziło to jednak i
        dostałam je w prezencie.
        Później pamiętam zakup kilku miniatrek m.in Laguny Dalego.
        Lata ogólniaka to niestety lata cienkie, pamiętam jedynie Moschus wild love
        (faaajny był), Vanilla fields, Inpulse różne rodzaje.
        Kolejne lata to moje pierwsze "prawdziwe" perumy- Chanel no5, które dostałam na
        urodziny. Zużyłam i zapomniałam.
        Pierwsza praca wakacyjna zaowocowała zakupem Gabrieli Sabatini, tej
        granatowej.
        Koniec swobody i początek pracy to większe wydatki i tak pamiętam Samsarę i
        Poeme, miałam chyba z 3 flakoniki. Nastepne w kolejce były Individuelle
        Ch.Jourdana, Nikos Sculpture, Escape CK.
        Mini flakonik Dolce Vita trafił do mnie z gazety pod tytułem "Perfumy swiata"?
        tak to się chyba nazywało, później jeszcze Blonde było...
        Wycieczka promem do Baltijska owocuje zakupem Goodlife oraz Green tea...
        Później, kolega z pracy który miał "dojście" załatwił mi testery:Classique
        Gaultiera i Azzurę, kupiłam sezonówkę Escady Tropical Punch i Tresor.
        Studia "przeszłam" w Poeme i wszelkich końcówkach które strasznie długo
        zużywałam,a z dużych flakonów pamiętam jedynie Eden i Chloe Innocence.
        Kolejne flaszki i to setki przywozi mi ze strefy jeszcze chłopak, ale przyszły
        mąż a były to 5th avenue oraz Eternity.
        W międzyczasie otrzymałam Sensations JS i Desire Dunhilla pod choinkę.
        Rok później kupiłam sobie Addict fraiche,miniaturkę klasycznego i Dune...

        a później...

        Trafiłam na to forum, poczytywałam, podglądałam, ujawniłam się, wpadałam i
        jestem :)
    • Mało tego będzie w porównaniu do Waszych perfumowanych doświadczeń, ale co tam.

      Pierwsze perfumy to wody kolońskie w duzych butelkach, ktorą matka chrzestna
      przysylala mi w paczkach z Hiszpanii
      jako dziewczątko żądne elegancji - miniaturowe buteleczki "Być może..." czy
      inne zielone jabłuszko ;-)
      jako nastolatka podkradalam Mamie Masumi, Cafe itp; w wieku lat 15-16 dostałam
      na wlasność pierwszy "poważny" zapach pod nazwą "Wild Musk" (czarna butelka w
      kształcie jajka), szukam ich dzisiaj - bezskutecznie.
      w niecały rok później pierwsza styczność z zapachami "Wielkiego Świata":
      Organza Givenchy - za cięzkie dla gówniary ale piękne
      Dolce Vita Diora - tak pachniała moja pierwsza miłość...

      Przypadkiem odkrywam zapach Yves Rocher - Mure Sauvage z dolnej półki który
      pozostanie ze mną przez siedem lat (do tej pory muszę mieć buteleczke, chociaż
      już ich nie używam).
      Po drodze gdzies tam zaplątaly sie jeszcze perfumy Oriflame Seduce czy Perceive
      Avonu, Anais anais i Noa Cacharela, zielone perfumy z serii Les belles de Ricci
      oraz prawdziwy Cud Lancome'a.

      Znakiem jakiejś tam zmysłowej dojrzałości były perfumy Lacoste pour femme, w
      których kochałam sie trzy lata, by następnie zdradzić je z nieziemskim Alienem
      od Thierry Mugler, którymi otulam się do dziś.
      Na horyzoncie jednak czai się Agent Provocateur Maitresse...
      Pożyjemy, zobaczymy :-)

      Pozdrawiam zapachowców.


      --
      marlene vel mixta
przejdź do: 1-100 101-103
(101-103)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.