Dodaj do ulubionych

CV zapachowe:-)

31.01.04, 17:02
"Zainspirowany" watkami niesmiertelnych perfum, dzieki LW!, i pamieci
zapachowej, dzieki mika_1:-).

Pamietam daaaawne czasy kiedy moim obiektem pozadania byl Polo. (Na bazarku
Banacha sprzedawano nawet deodorant:-) W sklepie kosztowal majatek. A ja
dostalem upragniona zielona butelke z USA. I uzylem 1 raz. Oddalem komus.
Fougere bylo zbyt intensywne, zbyt "glosne" i troche meczace.

Przed Polo byl Trussardi Uomo. Tez zielony fougere, ale z "jasna", swieza
cytrusowa nuta, o ile dobrze pamietam. Butelka przepiekna, przypominajaca
skorzana piersiowke. Nigdy nie udalo mi sie kupic, niestety.

Po Polo byl Jazz YSL. Troche slodki, cierpki, trawiasty - w sumie przyjemny
zapaszek. Czarno-bialy, graficzny design butelek tez mi sie b. podobal.

Wiosna 1996 bylem w Holandii i stamtad "przywozilem" Le Male. Pierwszy raz
chcialem pachniec troche inaczej niz wszyscy :-). Pierwszy raz stracilem
zainteresowanie "wielkimi" Armani, RL czy Chanel.

Byl takze epizod "oczekiwania", z 25ml butelka Acqua di Gio przez mniej
wiecej rok, dwa :-), kiedy trwalo intensywne, ale bezowocne
poszukiwanie "moich perfum" w calej Europie, haha.

W 2000 przywiozl znajomy Comme des Garcons Odeur71. Wls zostaly wylansowane,
najbardziej radykalne i "eksperymentalne" perfumy tej marki - "klonowanie
codziennosci". I tak zaczela sie "faza" CdG, ktora trwa do dzis. Sa
zaskakujaco fajne, z zapachami m.in. tonera i kurzu na rozgrzanej zarowce.
Ktos porownuje nawet do zapachu z komputera :-)

Pozniej byly single-note: roza (Rose) i chilli (Harissa) w 2001, kadzidlo +
kawa (Kyoto) w 2002. Przelom nastapil dopiero w 2003 :-), kiedy kupilem
mnostwo innych, m.in. ascetyczny Calamus, "meczetowe" Ouarzazate
i "koscielne" Avignon, sorbetowy Rabarbar - stad moj nick.

W 2004 czeka na mnie powrot do nie single-note. Zima "zmusza" na razie do
CdG2. Oprocz tego bardzo bym chcial sprobowac parfum extrait. Proste, prawie
single-note w natezeniu parfum extrait to naprawde awangarda:-)

Musze przyznac, ze najbardziej lubie najnowsze idee zapachowe, zapachy,
ktore "nigdy wczesniej jeszcze nie istnialy".

Pozdr.




--
Forum o perfumach
Edytor zaawansowany
  • 14.02.04, 20:25
    Witam. Swietne masz to CV, ja, przyznaje, az tak bogarego nie mam. Ale tak:
    zaczelo sie chyba, czasow "sweter ojca" za dobrze nie pamietam, choc nie
    pozostaly bez pamieci, wiec zaczelo sie swiadomie chyba od Azzaro, jakos po
    zakupy ze Szczecina do Poznania z mama. Potem, zdaje sie prawie rownoczesnie,
    Fahrenheit- tak tak, robil ogromne wrazenie i Cool Water. A jako zapachowa
    pamiatka z wyjazdu do Francji wyproszony w Galeries Lafayette pusty wielki
    tester po Egoiste - to bylo wtedy naprawde TO! Potem to chyba Kenzo. A wielkim
    wspomnieniem pozostaje Photo Lagerfelda, szkoda, ze juz praktycznie
    niedostepny. Dalej, gdzies w poznym liceum, Ungaro III, oczywiscie Horizon tez.
    Na studiach podobaly mi sie w kolejnosci prawie chronologicznej :)) Vetywer
    Guerlaina, wyczekiwany Allure, Trussardi czarny... Potem to juz cala rzeka.
    Jakies 2 lata temu dostalem wielka flache L'eau d'Issey, ale jeszcze mi nie
    zeszla. Cosik ze sredniej polki: swietny Cool Shadow Route 66, Across
    Crossmena, Samba Kiss - Perfumer Workshop. No, bywala jeszzce masa innych,
    ostatnio miewam raczej zastoj olfaktoryczny i pozostaje przewaznie bezwonnym,
    choc wylosowalem w jednyk konkursie Stile S. Tacchini - swietny zapach, moze
    troche podobny do klasycznego Burberry. Hmmm a na sobie mam teraz Echo
    Davidoffa - tak na probe. Ale czekam na nowa wiosenna fale zapachow. Juz sobie
    ostrze zabki na Cerrutisi, a tez Adidas Adrenaline, Visit Azzaro, Kenzoair.
    Frapuja mnie te wody, o krorych piszesz, ze zawachales okolo 2003, a
    szczegolnie to Rose, czyzby meska woda z rozana nuta??? Bardzo mnie to frapuje,
    tak jak te Odeur... pozdrawiam sniff sniff ;)))perfumiarz
  • 14.02.04, 22:05
    Rose jest raczej damski, nawet w BN nie umieszczaja opisu tego zapachu. Ale IMO
    Carnation tez nie jest bardziej meski :-) A Rose to odurzajaca i najpelniejsza
    roza. Pachnie "calym ogrodem", a nie "bukietem". W ogole cala seria Red pachnie
    pelna moca, tak, jak te nuty "w realu". Drydown jest troche lagodniesze i
    bardziej soczyscie. Pachnie pieknie letnimi wieczorami :-)

    A bardziej "meskie roze" to CdG3, b. podoba mi sie tam taka "przestrzenosc".
    Przy skorze cieplo i drzewnie, w ogole slodko i soczyscie, a na samej gorze -
    czuc, kiedy odwraca sie glowe, gorzko, zielono, ziolowo. W dodatku jeszcze cos
    chlodnego i metalicznego. Super :-)

    Pozdr. (i zycze duzo sniff-ow)

    PS. Trussardi czarny byl tez moim przedmiotem pozadania :-) podczas studiow. A
    Vetyver Guerlaina b. lubie, jest jednak odrobinie zbyt aromatyczny dla mnie. B.
    ciekawy jestem, jaka bedzie tego roku nowe Vetiver Frozen.

    Aha i niestety :-) musialem skasowac post "szukam..."
    --
    Moda Męska: garnitury.
  • 15.02.04, 19:53
    Sorbet, w ogole to wczoraj bylem w szoku, jak czytalem Twoje posty. Gdzies Ty
    sie tak wyedukowal, chyba musisz zyc w samym NY, zeby miec takie rozeznanie. Ja
    nie lapie, bo wiekszego maniaka ode mnie, w tym temacie, to jeszcze w zyciu nie
    spotkalem. Oczywiscie najlepsze masz opisy zapachow, powaznie, moglbys pisac do
    jakichs pism recencje zapachow. Szacunek dla kolegi :)) perfumiarz
  • 16.02.04, 12:54
    "o wiele zbyt pochlebne komplementy", Kosmiczny:-)
    Ale mieszkam w Wawie hehe.

    --
    Moda Męska: O Tshirtach.
  • 16.02.04, 13:19
    Chanson de siostry, ktora mi troche skapila i nie pozwalala sie pryskac.
    Pierwsze powazne perfumy to Organza Givenchy, dostalam je na 18. urodziny i
    odtad perfumy tej marki, robia na mnie najwieksze wrazenie.
    Moja siostra w czasie studiow kupowala duzo perfum, ale te ktore wywarly na
    mnie wrazenie byly ekstravagance Givenchy i Yohij Yamamoto. Tego ostatniego nie
    da sie juz kupic w sklepach.
    Za swoja pierwsza pensje Baby Doll YSL. Od chlopaka Gucci Rush, pozniej Gucci
    Gucci. Innych nie wymieniam, bo nie sa tak wazne.
    Lubie zapachy slodkie, ciezkie, a w lecie duzo swiezosci;).
  • 16.02.04, 13:29
    szczekuszka napisała:

    > Yohij Yamamoto. Tego ostatniego nie

    Yamamoto jest super. Kupilem siostrze :-) Butelka tez bardzo mi sie podoba. W
    tym roku prawdo. wyjdzie nowa damska woda Yohji. Jestem bardzo ciekawy :-)

    --
    Moda Męska: O Tshirtach.
  • 17.02.04, 01:48
    Super watek:o)

    1988 YSL Paris i Ysatis na wieczor (w "Paryzu" biore slub)
    1989 Missoni Aria (mala buteleczka)i Byzance (spora probka w prezencie)
    1990 Alfred Sung Sung (najdluzsza dzienna signatura)
    1991 Coco na wieczor tylko
    1993 Amazone light (M nie lubi:o(
    1994 EA Sunflowers i CH Fiore
    1995 Aqua di Gio
    1996 Allure i Sisley EDS na wieczor (te nosze do dzis, moja signatura)
    1998 YSL ILA
    1999 Cacharel Noa, kolejny EDS Sisley'a
    2000 Mania Armaniego, oddaje
    2001 Jo Malone lb&m i VdP (obsesja, mieszam wlasne kombinacje)
    2002 powrot Paryza (slub siostry) i Chic, potem Sensi w prezencie (nadal
    pokutuja niezuzyte)
    2003 L'Artisan (kolejna obsesja, znowu mieszam)i nowy Eau delicate Caleche
    (wow!)oraz eau fantasque Fragonarda, 3 butelka EDS Sisleya, kupuje i oddaje
    Stelle bo M dostaje po niej migreny. Ten sam los spotyka HIP JP.
    2004 dostaje Noa fleur (ktorego tu nie ma w sklepach:o), oraz Pure Jil Sander i
    In love Again. Przymierzam sie do nowego L'Artisan'a.

    Moglam cos pokrecic ale wiecej grzechow nie pamietam:o)
    Czekam na zeznania forumowiczek.

    --
    Eat a live toad in the morning
    and nothing worse will happen to you for the rest of the day.
  • 17.02.04, 12:54
    od początku...
    1990 - Cafe
    1991 - wild musk
    1992 - Tresor, Eternity
    1993 - Gabriela Sabatini, Eternity
    1994 - Eva Pollena Ewa,
    1995 - CK One, Kanion White i wiele innych z racji pracy w branży perfumowej
    1996 - Auqa di Gio, Eternity, O de Lancome
    1997 - Happy,
    1998 - Le Monde..., Pamplelune, Laura
    1999 - Azurra, Happy,
    2000 - Organza Indecence, Happy, Qui de Lancome
    2001 - Pamplelune, Happy,
    2002 - XS Extreme Girl, Hot Couture, Madness
    2003 - Angel Schlesser, BU Orange, Nature YR, Addict, Trussardi Jeans, Hanae
    Mori
    2004 - Stella, Very Irresistible, Angel Innocent, Ibiza Hippie

    ciężko yak po kolei, pewnie pomyliłam lata.
    Widać nasilenie obsesji :o)
  • 04.03.04, 07:17
    Renia, a które Hanae Mori? Motyla czy Haute Couture (to z sukienką)? I jak Ci odpowiada?
  • 10.03.04, 18:42
    Hanae Mori z motylkiem edt. Wypsikałam pół butelki a'100 ml. po czym zapach ten
    zaczął mnie mdlić. Słodki jak lukier, nic specjalnego. Po pierwszych
    niuchnięciach spodziewałam się czegoś lepszego. Zapach skądinąd bardzo
    popularny w US, dla mnie pachnie banalnie.
    .......
    pozdr r
  • 15.03.04, 07:41
    Fakt, słodki jak cholera, ja mam balsam z motylkiem, dobry do smarowania nóg zimowym wieczorem, przed snem. Do rana robi sie całkiem znośny, a potem zupełnie znika.
  • 17.02.04, 18:29
    Pierwsze były Clin d'oleil Bourjois, Kookai i Anais Anais. Tych ostatnich nie
    lubiłam , bo były nieudanym prezentem.
    Potem była Nina- pierwsze dorosłe perfumy, kupione za własne pieniądze
    (stypendium:). Pamiętam że wahałam się czy kupić te czy Paris YSL. Z założenia
    miały być szykowne i na specjalne okazje:) Pamiętam też długie obwąchiwanie
    Calandre Paco Rabanne i wreszcie zakup, potem Fiori Bianchi Laury Biagiotti.
    Okres studiów kojarzy mi się zatem z owocowymi wodami (Clin d'oleil i Kookai)
    używanymi na co dzień i tymi eleganckimi na specjalne okazje.
    Pierwsza praca to Poeme i Eternity (o Eternity marzyłam jako studentka, ale
    jakoś cena wydawała mi się nieprzyzwoita na owe czasy)-oba ekspansywne ,
    dodawały mi pewności:)
    Potem było mnóstwo różnych zapachów- krótkotrwałych fascynacji, które nie
    pasowały do mnie, wód kupionych w podróży, które mnie męczyły jak i tych odkryć
    którym wierna jestem do dziś:

    Abril
    Allure
    Envy
    Samsara
    Deci Dela
    L'eau par Kenzo
    Eau Fantasque Fragonard
    Jaipur Saphir
    Chaumet
    Premier Jour
    Hot Couture
    Emporio

    Na pewno nie pamiętam wszystkich zapachów letnich których używałam zanim nie
    odkryłam Pamplelune i Esencia de Duende. Chyba Sunwater (jak ja mogłam kupić
    takiego melona:))), jakaś woda Oriflame w stylu podobnym do Parfum d'ete Kenzo

    a teraz na półce
    Etoile du Sud
    Capucine
    Safari
    24 Faubourg
    Enjoy
    Pamplelune
    Esencia de duende
    Coco Mademoiselle
    Lacoste
    Un Jardin en Mediterranee
    Eau d'orlane
    Aromatonic
    Nature
  • 17.02.04, 19:49
    To i ja może spróbuję. Dużo tego nie będzie, bo swoją przygodę z perfumami
    zaczęłam niedawno :)
    W podstawówce i na poczatku liceum były wody toaletowe typu "Vanilla
    Fields", "Puzzle" (no bo skąd to brać pieniążki na markowe perfumki?). Później
    naszła mnie fascynacja "Halloween" J. del Pozo , w których zakochałam sie
    widząc ich zdjęcie i opis w gazecie ("fiołkowy eliksir..." itp.). Kupiłam przy
    okazji jakiegos klasowego wyjazdu do Poznania i jestem im nadal wierna. Później
    podkradałam Mamie "Tresor" :)
    Od dwóch lat moim "codziennym zapachem" jest "Donna" S. Tacchini- nie jest
    super rewelacyjny, ale ciągle jeszcze mi się podoba. Teraz, na studiach
    dojrzałam do "Organzy", którą poprzednio uważałam za paskudne śmierdzidło. Ten
    zapach zarezerwowałam na "specjalne okazje", bo wiem, że jest dość męczący dla
    otoczenia. Takim "wyjściowym" zapachem jest dla mnie również "Chanel No 5".
    Ostatnio zaczęłam być bardziej otwarta na nowe zapachy i ciągle szukam "Tego
    Jedynego" , który będzie mi towarzyszył na codzień (i nie zrujnuje studenckiej
    kieszeni) :)
    Zaciekawił mnie jeden z poprzednich wątków i mam małe pytanie: czy w Polsce
    można nabyć perfumy Annick Goutal? Jakoś już tak mam, że najpierw czytam opis
    dotyczący zapachu, a opisy perfum tej marki wydały mi się szczególnie
    interesujące.

    Pozdrawiam.
    MM
  • 18.02.04, 02:36
    Hmm, pieknie i wspaniale lecz mam jedno ale. Nie chciałbym sie czepiać lecz
    perfumom powinno sie byc wiernym. Z perfumami jest jak z kobieta. Prawdziwy
    dzentelmen pozostaje do konca przywiazany do jednego zapachu, nie skacze po
    flakonach, nie zmienia ich w zaleznosci od samopoczucia i widzimisie. Owszem,
    wiele czasu musi minac nim sie trafi na ten jedyny wspanialy, niepowtarzalny
    zapach do ktorego sie czlowiek przywiaze i z ktorym bedzie na zawsze kojarzony
    przez otoczenie. Kobiety powinny rowniez wziac sobie do serca powyzsze slowa,
    zapach jest przeciez nierozerwalnie zwiazany z osobowoscia czy charakterem
    danej osoby. Ja do dzis choc nie mam juz kontaktu z pewnymi paniami pamietam
    doskonale aromat jaki roztaczaly wokol siebie. Perfum to nasz kochanek i
    powinno mu sie pozostac wiernym jak najdluzej.
  • 18.02.04, 10:45
    Sądzę że wielu chciałoby tak. Wybór przeróżnych woni jest tak wielki że trudno
    oprzeć się pokusom. Ile razy kupując flakonik obiecywałam sobie: to będzie już
    mój zapach na zawsze. U mężczyzny nie lubię zmieniania zapachu. Chciałabym żeby
    pachniał wciąż jedną wodą dlatego nawet nie ciagnę go po perfumeriach:))
    Niezłe myślenie;) Zdaję sobie sprawę że uroczo i magicznie byłoby kojarzyć się
    z jednym zapachem , na razie tego nie potrafię ,ale staram sie używać
    przynajmniej przez 2-3 miesiace ciągle jednego zapachu.
  • 19.02.04, 01:36
    Ano wlasnie... Ostatnie posty to chyba do mnie ;) /? Jakos juz tak sie stalo ze
    pozostane wierny LR Polo (zielone-oryginal) ,,,,ostatecznie brazowe
    buteleczki ,chociaz ciut zbyt dosadnie i Givenchy Gentleman --- aaa i jeszcze
    jednej juz tylko kobiecie ... Znalazlem swoje zapachy juz dawno ,wiem ze to
    nudne dla wielu ,sam zreszta zazdroszcze poszukiwan i tez poszukiwalem wiele
    wiele lat w czasach gdy bylo to nader trudne.Czytam Forum codziennie i w
    pieknej perfumerii o jakies 30 mil stad czasami po 10-12 wachaniach i kawa
    przewachaniach mam dosc i wracam z niczym lub prezentem w postaci ....nowego
    Polo...;((( Aha .. i marki auta tez juz za nic nie zmienie.. To z kolei
    japonskie auto i nie moge reklamowac wiec nie napisze ani slowa wiecej ..
    pozdr ;))) lw
  • 19.02.04, 01:39
    Jak nie zaczniesz juz pisac przewodnika (wiem brzmi jak w kulinarce) to sie
    chyba pogniewam.Wykorzystaj talent i nooooooos. pozdr ;) lw
  • 19.02.04, 01:47
    Ja mam wielki problem z perfumami... Kocham je jak nie wiem co, uwielbiam
    eksperymentowac i poszukiwac, ale... Od wiekszosci boli mnie glowa, wiec moge
    tylko podziwiac flakoniki...;)
    Pierwsze perfumy jakie sobie sprawilam to byly le Jardin - w czarnej butelce.
    Potem zniknely:( Szkoda. W Anglii kupilam sobie Charlie Red Revlonu, ale to
    byla porazka - bol glowy:( Potem Eden Cacharel, Red Jeans Versace, Aqua di Gio
    Armaniego, CK One, no i Organza Indecence, ktora kojarzy mi sie z
    dziecinstwem... Miracle Lancome, Eternity Calvina Kleina, Lolita Lempicka, no
    i teraz Casual Corner Eucalyptus&Thyme...
    I dalej szukam...

    :)

    --
    Work like you don't need money,
    Dance like no one is watching,
    Love like you have never been hurt.
  • 19.02.04, 16:22
    Jejku, fantastyczny wątek, kopalnia wspomnień:) Pochylam się nad klawiaturą i
    szperam w pamięci- rzecz jasna nie sposób spisać wszystkiego, jednakże udaje mi
    się dokopać do kilku sponiewieranych już bardzo przez czas wspomnień. I tak...
    moja zapachowa podróż rozpoczęła się - fatalne określenie, bo wówczas nie to
    miałam w głowie- w szóstej klasie podstawówki, kiedy to niejako wymusiłam na
    Mamie zakup Reve(czy jakoś tak; coś mi kołacze w głowie, iż był to odpowiednik
    Soir de Paris), w ramach znieczulenia po złamaniu nogi(nie pamiętam już której;
    za to doskonale pamiętam jak zbiegały się pielęgniarki w szpitalu na Kopernika-
    nb w którym bywam dość regularnie, gdy moja Córeczka realizuje swe szatańskie
    pomysły- kiedy dostarczano mnie na wizyty kontrolne, i obwąchiwały nieletnią
    smarkulę:) Z okresu podstawówkowego pamiętam jeszcze wielką niespełnioną
    obsesję jaką była woda toaletowa Coty Smitty, kupowana w Pewexie:)
    Czasy ogólniaka to głównie Limara:))) i nie tylko wersja deo ale też woda
    toaletowa kupowana w budach na bazarku, niebieska tudzież turkusowa.

    Pierwsze poważne perfumy jakie otrzymałam w prezencie to... no właśnie, Anais
    Anais Cacharela, z których byłam bardzo dumna chociaż nie do końca zachwycona.
    Czasy studenckie zbiegły się z rozkwitem samodzielnego życia rodzinnego-
    zaręczyny, ślub w tonacji Le Jardin (wersja podstawowa), Kookai, Nature,
    Millennia Avonu, Dune - a także pierwszych własnych pieniędzy głównie z
    udzielanych korepetycji, i co za tym idzie poważniejszych zakupów. I tak
    niezmiennie wówczas królowała Laura Laury Biagiotti, Laguna Salvadora Dali oraz
    nieco później ekspansywne i oszałamiające Poeme(nie wiem, jak mogłam je nosić:)
    a także wielkie zauroczenie do dnia dzisiejszego choć w chwili obecnej mocno
    przykurzone Cerruti 1881 pour femme.
    Muszę przyznać, iż koniec wieku XX to okres szaleństwa zapachowego w moim życiu-
    stała praca, podróże- wszystko to sprzyjało eksploracji świata perfum;) Spośród
    wielu przeróżnych zapachów jakie miałam okazję testować/zakupić, niewątpliwie
    na uwagę zasługują:
    1998- Diorissimo, Classique JPG, L'eau d'Issey, które wyjątkowo ładnie
    rozkwitają na mojej skórze i pachną zupełnie jak nie "Issey":)Eau de Rochas
    1999- L'Eau par Kenzo, Envy, Paloma Picasso, która wylądowała u koleżanki ze
    względu na zbyt duże stężenie paczuli i stosunkowo niską tolerancję tejże,
    Breeze White Linen, Pret a Porter Coty, przede wszystkim jednak Noa!
    2000- Esencia de Duende wielkie zauroczenie do dnia dzisiejszego!!!
    2001- Hot Couture EDP, Cabotine, Fleur de Diva
    2002- Chaumet oraz JAIPUR SAPHIR dzięki uprzejmości Coralin, której nie sposób
    się odwdzięczyć:)) Champs Elysees z dużymi przeprawami:D
    2003- Vocalise, Youth Dew, Black Cashmere, Hiris, Safari lecz przede wszystkim
    Herba Fresca(długo nie mogłam dokonać wyboru między nimi a Pamplelune:) oraz
    Enjoy
    2004- Un Jardin en Mediterranee.

    Uff, to by było na tyle. Sporo tego, a i tak mam wrażenie, że sporo umknęło.

    Pozdrawiam cieplutko zwłaszcza tych Wszystkich, których powaliła grypa:))
  • 19.02.04, 18:45
    Jestem pod wrażeniem. Moje Cv nie jest tak bogate.
    Pierwsza fascynacja to była Magnolia YR. Przy nastepnej wizycie w tym sklepie,
    sprawdzę, czy maja jeszcze te perfumy. To było w podstawówce.
    W licum używałam głównie perfum podkradanych mamie:
    Anis Anis - strasznie mi sie podobały i zakupiłam je sobie na studiach
    Dune Diora
    Chipie Coty - były tylko moje i mógłby to byc zapach na całe życie, gdyby ich
    nie wycofano ze sprzedaży

    Studia:
    - wspomniane Anis Anis, które jednak zmęczyły mnie po pierwszej butelce
    - chwilowe zauroczenie świezymi zapachami Pret-a-Porter (jest to jedne z
    nielicznych świezych zapachów, który mi sie do dziś podoba)
    - Roma Laury Biagotti - ten zapach przynosi mi wiele wspomnień (miłych i
    niemiłych). Jest łądny, ale to jeszcze nie to...
    - Extravagance Givenchy - na początku rewelak, ale w połowie butelki zaczęłam
    reagowac mdłościami

    Pod koniec studiów zakochałam się w Kenzo Jungle i ta miłość trwa do tej pory
    (dobrych kilka lat), ale czasami mam ochotę na odmianę. Wtedy chętnie
    sięgnełabym po Intuition Estee Lauder, Pamplelune (latem), czy Noę
  • 19.02.04, 19:20
    Ashanti, dzięki Tobie przypomniałam sobie Magnolię YR, piękny zapach, który
    gościł w moim domu dłużej:))
    W moim CV pominęłam Lacoste z ubiegłego roku- śliczne i bardzo ulotne- ale to
    chyba dlatego, iż zużyłam je w błyskawicznym tempie(30ml) i troszkę osunęłam w
    niepamięć.
  • 20.02.04, 08:56
    Mój "nos" ukształtowany chyba został przez koleżankę mojej mamy z USA. Ona
    kiedy przyjeżdżała do Polski a były to czasy naprawde zamierzchłe zawsze
    przywoziła jakieś drobne prezenciki dla swoich przyjaciół. Moja mam dostała
    Palomę Picasso. Do tej pory pamiętam (a miałam może jakieś 6 lat) obrazek kiedy
    mama w futrze z nutrii (cóż zrobić - takie miała)idzie sobie ulicą z tatą i
    ciągnie się za nią niesamowity zapach. Zapach Palomy - takiej pierwszej -
    czerwonej. I właściwie to były moje piersze prawdziwe perfumy. Potem to juz
    normalnie - Limara w podstawówce :), ale i wspomniana wcześniej Magnolia YR, od
    koleżanki z Paryża przywieziona Peonia także YR. A potem to już liceum i
    Obsession CK, Paloma Picasso Temptations, Champs Elisee (coś pokręciłam z
    pisownią ale ich tak naprawde nigdy nie lubiłam), potem były Red Door EArden,
    Sunflowers tejże oraz Noa Cacharel (ale to już było dużo później), Roma Laury
    Biagotti, Mania Armaniego a potem objawienie Angel. Ale to objawienie chyba
    zaczyna mnie męczyć więc nie wiem co zrobić. Mój nos jest chyba zmęczony. Marzę
    o czymś takim, czego nie miałby nikt inny. W końcu każdy marzy o
    niepowtarzalności. Wiele zapachów pojawiało się równie szybko co równie szybko
    znikało z mojego CV... Ale Paloma Picasso zawsze tam pozostanie - choć teraz na
    samo powąchanie "korka" robi mi się średnio :)

    --
    "po to jest życie by korzystać zeń..."
  • 20.02.04, 12:03

    ja od małego byłam "niuchaczem", jak miałam pięć lat podkradałam Babci
    przysłane z USA 'Rive Gauche'YSL,

    w podstawówce (połowa lat osiemdziesiątych): Limara,8x4,Le Jardin,White lace
    MFactor, jakieś pachnidła firmy polonijnej Interfragrances (tej samej, która
    jest dystrybutorem Orlane,La Prarie etc)
    od mamy; Cafe, Blase,Viee prive YRocher

    liceum:magnolia i 8jour YRocher,L'amaint eternelle Coty,Kokai Oui Non.Miałam
    też sporo próbek od koleżanki,ktora często jeździła do Francji - wtedy
    zakochałam się w Coco Chanel.

    studia: pierwsze prawdziwe perfumy Fleur L'interdit Givenchy (lekkie,kwiatowa
    wersja perfum L'Interdit stworzonych do Audrey Hepburn- ciekawe czy je jeszcze
    produkują?)
    potem Aqua di Gio - mój późniejszy mąż je uwielbiał (jakoś teraz mi nie
    podchodzą),Champagne YSL (tera Yvresse),Dolce Vita Dior, Extravagant
    Givenchy,L'eau d'Issey (też już nie lubię).
    Od 1997 niezmiennie Allure. Zimą Coco,Black Cashmere.latem miałam Cartier So
    pretty eau fruitee
  • 10.03.04, 18:48
    Ja także zapmniałam o Magnolii!
    Piekny zapach, szkoda,że występował w buteleczce bez atomizera. Do dziś
    pamiętam ten zapach, nietsety YR chyba juz ich nie sprzedaje :o(
  • 20.02.04, 15:50
    madllen napisała:

    > > Pozdrawiam cieplutko zwłaszcza tych Wszystkich, których powaliła grypa:))

    Zdrowia zatem życzę i aby do wiosny- pięknej i pachnącej:)
  • 23.02.04, 13:47
    Coralin, dziękuję i niezmiennie załączam serdeczne pozdrowienia!
    A wiosna tuż tuż, czuję jej zapach kiedy pędzę do pracy o poranku i jakoś tak
    świat wydaje się radośniejszy, prawda:)
  • 20.02.04, 12:00
    To teraz ja :)

    Zaczelo sie jakos pod koniec podstawowki czy na poczatku ogolniaka - tuz przed
    wejsciem na rynek Pret a porter. Moja mame zlapala na ulicy jakas dziewczyna,
    proszac o udzial w ankiecie dot. nowych perfum Coty. Mama uprzejma kobieta,
    poszla, powachala, odpowiedziala na serie pytan i... wrocila obdarowana przez
    ankieterke butelka 50 ml, ktora powedrowala do mnie. Oczywiscie ciekawskie
    dziecko popelzlo do perfumerii zobaczyc, co to, i wsiaklo od pierwszej
    wizyty :) Mialam ohydny zwyczajzlewac sobie nadgarstki i lokcie roznymi
    zapachami w ramach testu, musialo to byc straszne dla otoczenia, taka smarkata,
    za ktora ciagnie sie smuga np. wody Issey'a zmieszanej z Paloma Picasso i Ocean
    Dream :)

    Potem (wczesne lo) byly rozne slodkosci - Indian Summer, Laura, Laguna.
    Gabriela Sabatini, ktora na mnie niesamowicie sie rozwijala (na poczatku jej
    uzywania spedzilam w tramwaju 15min na zastanawianiu sie, kto i czym tak ladnie
    pachnie, az sie zorientowalam,ze to ja). Sanktuarium byl dla mnie pokoj
    starszej o kilka lat kuzynki, ktora miala prawdziwego hopla na punkcie zapachow
    i mnostwo buteleczek. Uzywala wtedy Loulou Cacharela, na punkcie ktorych mi
    odbilo (teraz boje sie podejsc do flakonu) - wymeczylam ojca, zeby mi je
    przywiozl. Oczywiscie sie pomylil i meczylam sie potem z Loulou Bleu,
    najdziwniejszymi perfumami na swiecie. Do tych tez boje sie teraz zblizac.

    Potem bylo objawienie - dostalam od jakiejs znajomej w 1/3 pelna butelke Cool
    Water, w ktorych sie zakochalam na kilka lat. Teraz juz chyba wyroslam... I
    Tresor, ktorych 30 ml bylo pierwszym zapachem, ktory sama sobie kupilam, to byl
    sierpien w Brukseli, opiekowalam sie latem dzieciakami znajomych. Do tego
    upolowane na jakiejs wyprzedazy za psie pieniadze Sun Moon Stars - pierwsza
    buteleczka 30ml poszla ekspresowo, druga - setka - stoi do dzis na regale,
    jesczze polowa zostala. Zapach wciaz lubie, ale samej ciezko mi wytrzymac z nim
    na dluzej, jest tak intensywny.

    Sam koniec ogolniaka to wyrabianie sie gustu :P Przytaszczone z zagranicy i
    kupione z okazji jakiejs gigantycznej promocji przy wprowadzaniu na rynek
    Allure zuzywane na spolke z mama - kocham je do dzis, podobnie jak Tresor.
    Nieudane prezenty - Chip&Chic Moschino, miniaturka Kenzo Jungle (slon) i
    okropnie waniliowe Grafitti Naf Naf, moze ze trzy razy sie psiknelam. Mile,
    choc troche irytujace Pleasures (tez prezent). Kolejna milosc - Baby doll YSL,
    tez trwa do dzis :)

    Studia. Organza Givenchy - przedziwne perfumy, raz je kocham, raz ich
    nienawidze... Letnia, swiezsza wersja J'adore, bardzo trafiony prezent.
    Remember Me Diora - sezonowe, bardzo konwaliowe, pierwsza buteleczke zuzylysmy
    z mama ekspresowo, pod koniec drugiej zaczelo nas z lekka mdlic. Ukochane
    Aromatonic. Rok temu prezentowe Chance - lubie je, choc Allure sa tysiac razy
    piekniejsze. I gwiazdkowe Simply, bardzo dziwny zapach, nie jestem do niego do
    konca przekonana - sama bym sobie ich nie kupila, choc sa na swoj sposob piekne
    i na pewno dosyc oryginalne.

    Co bedzie nastepne - nie mam pojecia, z pieniedzmi ostatnio krucho :( Moze
    nastepne Allure (jak skoncze Chance) albo Baby doll, ale obydwa zapachy sa
    bardzo drogie. Poza tym kusza Skin - widocznie juz mam taki chory gust: podobno
    dla wielu osob pachna one nadgnila trawa. No coz, Tresor to ponoc zwiedle
    roze :) Z aktualnych nowosci nic specjalnie mi nie przypadlo do gustu -
    liczylam na nowy zapach Lancome (Attraction), ale okazaly sie mdlym,
    neiciekawym licho wie czym. Moze In love again... Na razie snuje sie po
    perfumeriach i wacham, to na szczescie nic nie kosztuje, a radochy mnostwo :))
  • 28.02.04, 07:42
    1991 - 1993 - Beautiful i Magie Noire Lacome - a co gorsza, ten Lancome na zajęcia na studiach (zapach ładny, ale wybitnie ciężki i wieczorowy. A do tego miałam perfumy [prezent, rzecz jasna], już nieprodukowane, a nie wodę)
    1993 - Dune Diora, cały czas sporadycznie Beautiful oraz Lou Lou Cacharela
    1994 - Poison bardzo krótko, oddałam mamie, oddała koleżance, więc dalej Dune, i O de Lancome
    1995 - 1996 - Champs Elysee, kiedy chłodniej, i Acqua di Gio, kiedy cieplej
    1997 - Kenzo to z różą, klasyczne
    1998 - Les Belles zielone latem, nie pamiętam, co zimą
    1999 - Les Belles żółte
    2000 - Clinique Happy, pewnie nigdy go nie skończę, bo mam wielki flakon, a nie lubię za bardzo
    2001 - Ralph latem
    2002 - Kenzo Jungle z tygrysem zimą, Pamplelune latem
    2003 - tutaj się rozhulałam i zaczęłam szaleć. Lato - Herba Fresca Guerlaina, Gentiana z serii AA Guerlaina, Vent Vert Balmaina (cudo!), lipa z L?Occitane?a, Private Collection E. Lauder, jesień - parę razy użyłam Escady Sentiment od męża, ale nie przepadam za tym zapachem, zima - Nu EDT YSL, Belle de Minuit.
    2004 - dostałam Wish od męża, trochę trudno mi się przekonać, choć parę razy wieczorem użyłam, wkrótce dostanę Hirisa na wiosnę. I może wrócę do Dune, bo jakoś mam sentyment.

    Marzy mi się Lou Lou Blue, i, choćby do powąchania, Deci Dela N. Ricci i Jardins de Bagatelle Guerlaina. W ogóle chciałabym powąchać te Gurlainy, których nie ma w Polsce.
  • 28.02.04, 13:11
    marla30 napisała:
    > Vent Vert Balmaina (cudo!)

    Jej, myslalam, ze nikt juz o nich nie pamieta :) Sa jeszcze chyba z lat
    czterdziestych :) Wachalam je kilka lat temu, nie przypadly mi do gustu (no,
    ale wtedy jeszcze kochalam ulepki, brrr), chyba musze sobie odswiezyc
    wrazenia :)
  • 04.03.04, 12:52
    marla, widzę znaczne podobieństwa w naszych zapachowych historiach :)
    --
    "a najlepsza fryzura, jesli jeszcze nie wiecie
    krótko z przodu, dlugo z tylu, i wasy na przedzie"
  • 10.03.04, 15:14
    Rewelacyjny wątek.
    Też się wyspowiadam. Jak post to post.

    Nie zaczynałam od Limary tylko Fii z żółtą nakrętką, kupowanego w pewexe za
    ciężkie bony.
    Później było odkrycie na licealną i studencką kieszeń czyli Cedar Wood, z
    którym rodzina usiłowała walczyć (woda kolońska nie jest dla dziewczynek)
    obdarowując mnie przyprawiającymi o mdłości Le Jardin, Poisson lub Anais Anais.
    W końcu ktoś dał się przekonać, że najbardziej ucieszy mnie fundusz celowy. Ku
    ogólnej rozpaczy kupiłam Habit Rouge, który do dziś darzę dużą sympatią.

    Następne były mieszanki terapeutyczne robione na zamówienie w chińskiej
    dzielnicy w Kobe. Było to pachnidło w formie mazidła i wystarczało na 3-4
    miesiące. Pierwsza wersja zaczynała się od drzewa sandałowego i cedru,
    przechodziła w gorzkie nuty przypominające nagietki i liście chryzantem by
    zakończyć jesiennym klimatem dymu i opadłych liści. Za każdym następnym razem
    skład się trochę zmieniał, na zimę dochodził imbir, w letniej wersji pojawiały
    się ślady zielonej herbaty. Zapach leżał świetnie. Niestety sklepik nie
    przetrwał trzęsienia ziemi a ja wróciłam na ojczyzny łono.

    Tu zaczęłam od Dune (jak też wytrzymywali ze mną w pracy ;-). Następne Bvlgari
    Blv, O Oui i EA Iced Green Tea.
    Ostatnio wielka miłość do Herba Fresca, powrót do Habit Rouge (próbka przy
    zakupie HF) i niepełnone uczucie do Pampelune.


  • 10.03.04, 15:41
    Ale masz przepiękny "epizod" z ręcznie zrobionymi pachnidłami. Pozazdrościć:-).
    Znasz może dobrze przyzwyczajenia "zapachowe" Japończyków? Napisałabyś?

    O to przykład kobiety, która używa HR!!!!:-)

    Pozdr.

    --
    o perfumAch.
  • 17.03.04, 13:44
    Używam Habit Rouge jako perfum na wieczór. Są bardzo zmysłowe i gorące,
    wyczuwam w nich zapach prażonych migdałów, którego oczywiście w nich nie ma. Na
    mężczyznach pachną zupełnie inaczej, dziarsko i świeżo. Kojarzą się z kimś, kto
    ma solidny zawód i ryzykowne hobby. To taki perfumiarski glutaminian sodu. U
    kobiet wzmacnia kobiecość a u mężczyzn męskość.

    Jeśli chodzi o Japończyków, to popularne są nowości oraz zapachy blisko ciała,
    czyste i raczej bezkonfliktowe. Perfumują się dość oszczędnie a ideałem jest
    brak zapachu. Przy długim, upalnym lecie i panującym wszędzie tłoku jest to
    zrozumiałe. Nie spotkałam osoby ciągnącej za sobą chmurę perfum. Poranne metro
    jest niemal bezwonne, wieczorne pachnie sake, którą każdy salaryman nasącza się
    z kolegami po pracy. Żeby poczuć czym jest ktoś wypachniony trzeba znaleźć się
    bardzo blisko. A, moi gospodarze w domowym zaciszu pachnieli intensywnie
    paczulą i kadzidłem; do pracy mieli bezzapachowy dezodorant :-)

  • 21.03.04, 20:32
    Witam wszystkich :))
    Kocham perfumy, piekne zapachy od zawsze. Kiedys lubilam babcine "Byc moze"
    i "Rococco". Przez podstawowke i liceum przeszlam smutno czyli bezzapachowo,
    zeby rozwinac sie duzo pozniej w tym zakresie. Zaczynalam jak wiele moich
    poprzedniczek od Limar, dezodorantow Fa (byl jeden taki piekny morski), Vanilla
    Fields, wod Yardleya, wody toaletowej Elle. Pisanie pracy magisterskiej kojarzy
    mi sie nieodlacznie z "Tresor" Lancoma, kiedy na pocieszenie (bo temat byl
    nudny jak diabli) spsikiwalam sie za uchem tym pieknym zapachem i tak chodzilam
    do czytelni. To zdecydowanie podnosilo mnie na duchu i pozwolilo przetrwac
    ciezkie chwile. Kiedy juz mialam czytelni dosc wyjmowalam flakonik z torebki,
    powachalam sobie troche i zasuwalam dalej, bo nie bylo czasu i nie moglam sobie
    pozwolic na odkladanie "na jutro".
    Po studiach przezywalam ciezkie chwile i zdecydowany niz finansowy. Na
    szczescie ratunek przyszedl nieoczekiwanie - dostalam oryginalna przywieziona z
    Egiptu esencje lotosowa, z ktorej przyrzadzilam sobie prawdziwe perfumy na
    spirytusie z monopolowego. Pachnialy przepieknie. I byly oryginalne, takie moje
    zrobione wlasnorecznie. Esencje mam do dzis i czasem w przyplywie nostalgii
    rozrabiam sobie troche w spirytusie.
    Potem wyjechalam za zachod i najpierw byl Charlie White Revlona, a potem
    odkrylam raj zapachowy, niezwykle bogato zaopatrzony i duzo duzo tanszy niz w
    Polsce - zachodnie perfumerie. Zaopatrzylam sie od razu w karte stalego klienta
    i moglam liczyc na rozne znizki. Byl rok 1996. Masa pieknych zapachow, wielki
    boom, a ja mam znizke, troche grosza i daja mase probek. Yesssssss. Wiec na
    pierwszy ogien poszlo "Joop", potem "Poeme" (od pierwszego niuchniecia na
    tak), "Sunflowers"(bolesna pomylka), potem bylo "Pleasures" Estee Lauder (pelna
    satysfakcja), Allure (od tego czasu zostalam fanka Chanel), Eternity Kleina
    (pomylka), Escape, True (i tu przyszla decyzja nigdy wiecej Kleina, koniec
    zabawy ile razy mozna sie tak wrobic na wlasne zyczenie), bylo jeszcze pare
    innych ale ulecialy mi z pamieci nie robiac wiekszego wrazenia. Na mojej polce
    stoja w tej chwili moje wielkie milosci perfumiarskie Coco Madmoiselle, In love
    again YSL, Lacoste pour femme, Noa Cacharel, Emporio Armani(zlote), Miss Dior,
    i Zen Shisheido. Na zime zdarza mi sie uzywac jeszcze Madness Chopard. Od dawna
    stoja nieuzywane New York DK, czasem sobie psikne i jest ok. No i jeszcze
    kupione w przyplywie rozpaczy i tesknoty za domem, ciepelkiem i ciastem -
    perfumy cynamonowo-pomaranczowe l'Occitaine (teraz mi sie juz nie podobaja) i
    esencja kwiatu pomaranczy (dosc trudna dzis do zniesienia, a kiedys ...).
    Wiecej wyskokow nie pamietam.
  • 17.03.04, 14:39
    Przyznam, że ja mam ochotę wiosną na single-note, stąd mój zachwyt AA
    Guerlaina.Wciąż fascynują mnie swoją czystością.Powąchasz i od razu wiesz, co
    to za owoc lub kwiat.Używam ostatnio Pamplelune na zmianę z Herba Fresca.
    Pierwszy zachwyca mnie goryczą, leży chyba blisko przy skórze, bo go nie czuję
    ostatnio.Natomiast Herba Fresca jest jak orzeźwiająca zimna herbata miętowa z
    cytryną. Chłodna, bardzo fresh i light.
    Jakoś nie mam ochoty ocieplać wiosny, choć w moim skarbcu jest mało rzeczy
    ciepłych, za to duźo wibrujących i kwiecistych, tlenowych. Jak zawsze piżmo i
    ambra.
    --
    Moc Lulków – Luloo
  • 22.03.04, 01:00
    Single-notes to takie "radosne" zapachy. Uwielbiam je. Jeśli chcę pachnieć
    czymś "nieskomplikowanym" (a to bardzo często:-), zarazem oryginalnym to sięgam
    po te single note-y. Napisałaś, że są "czyste" - rozumiem, że w sensie
    stylistycznym, hehe, takie "zimna herbata miętowa", "liście bambusa" czy
    nawet "sos chili" :-)

    Także na wiosnę lubię coś chłodnego i zielonego, takiego porannego "dreszczyka
    w ogrodzie":-) Świetnie budzi i orzeźwia. CdG3 są teraz idealne.

    --
    o perfumAch.
  • 22.03.04, 10:20
    Ja jestem maniaczką perfumową:) ograniczają mnie jedynie środki finansowe. Pod
    koniec podstawówki i na poczatku liceum były dezodoranty limara, rexona,bac i
    różowy Active który pachniał jak dzisiejszy Miracle, potem były Blase Max
    Factor, Masumi, wild musk, Kobako, Evasion, Cafe, dezodorant perfumowany Nina
    Ricci L'air de temps, potem byłam długo zafascynowana Granatową Gabrielą
    Sabatini i Moments Pricilli Presley. Pierwszy drogi perfum dostałam od mojego
    chłopaka na poczatku studiów było to Cerruti 1881, któremu byłam wierna przez
    jakiś czas, potem było L'eau d'issey, CK one , Halloween J. del Pozo, XS Paco
    rabane, Roma LB, Orchidea YR, potem pokochałam na jakiś czas Emporio Armani i
    Noa Cacharel a potem wielka miłość, która trwa do dzisiaj ale juz tylko od
    czasu do czasu Jean Paul Gaultier Classic ( raczej zimą lub na wieczór),
    zapachem który uwielbiam i od paru lat zawsze staram się go mieć jest Envy
    Gucci, ten zapach w ogóle mi się nie nudzi, nie używam go tylko zimą, bo wtedy
    wolę coś cięższego, bardzo mi się podoba też Coco Mademoiselle i mimo opini
    oklepanych bardzo go lubię, mogę powiedzieć ze JPG, Envy i Coco to jak narazie
    3 moje ulubione które mi się nie nudzą. Ostatnio dostałam na gwiazdkę od męża
    Boss Intense, zuzyłam pół butelki i juz mi się znudził, kupiłam też Nine Ricci
    Premier Jour, jest śliczna ale nie czuje jej na sobie, mam też miracle,ale tez
    narazie leży bo mi sie znudził i Kenzo d'ete- ładny ale za slaby dla mnie.
    Teraz jestem na etapie wąchania i bardzo podobaja mi się Gucci Rush 2,
    Sunflower, Jaipur Saphir, Herba Fresca ,5th avenue i D&G w panterke
  • 29.03.04, 11:29
    W formie prawie wypracowania ;)

    Jako nastolatka używam tego co wszyscy – dezodoranciki typu Chicque, Limara.
    Mam jakieś Le Jardin, jakiegoś Yardleya. Potem mama dostaje Lagunę Salvadora
    Dali. Obie z siostrą jesteśmy zachwycone – to pierwsze poważne perfumy, których
    czasem używam (mama nie znosi perfum w ogóle).
    Około 1992 – kupuję Poison Diora, które spadły z TIRa ;))) O dziwo wszystkim
    się podobają i wcale nie są przytłaczające, może dlatego, że to było EDC.
    1993 – oczarowana Sunflowers Elizabeth Arden u koleżanki kupuję je.
    1994 – jestem zakochana w Romie Laury Biagiotti, ale stać mnie tylko na małą
    buteleczkę, którą zużywam przez kilka lat.
    1995 – jestem w Londynie. Kupuję na bezcłówce 5th Avenue Elizabeth Arden –
    piękne !
    1996 – 1997 – dostaję drugą butlę Sunflowers, mam też miniaturkę Pleasures
    Estee Lauder, za którymi wtedy szalałam. Kupuję Duende Jesusa del Pozo, ale
    wodę perfumowaną, o zupełnie innym zapachu niż EDT. Nie ma tego w Polsce w
    ogóle.
    1998 - kupuję sobie w Amsterdamie XS Paco Rabanne i Dune Diora. Dune początkowo
    mnie zachwyca, ale potem okazuje się, że nie pasuje do mnie, natomiast po XS
    mam bardzo miłe wspomnienia.
    Siostra przywozi z bezcłówek L’air du Temps i Fidji Guy Laroche, nie wiadomo
    zresztą po co, bo jest nastolatką i te zapachy jej nie pasują. Oczywiście daje
    mi je zdegustowana, a ja je zużywam, ale bez specjalnej przyjemności.
    Już nie wiem, w którym roku nabywam za śmieszną cenę Allure, stojące obok
    zapaszków za 20 zł. – żona właściciela sklepu dostała je w prezencie, ale nie
    spodobały się. Allure cudowne.
    Kupuję Halloween Jesusa del Pozo z przemytu – całe 100 ml. i zbieram furę
    komplementów.
    Rodzice przywożą mi z Chorwacji L’eau Par Kenzo – bardzo miły zapach.
    2000 – kupuję Boss Woman Hugo Bossa.
    2002 - robię jeden z największych błędów perfumiarskich i kupuję w jakimś amoku
    Chic Caroliny Herrery, który wydawał mi się podobny do Miracle Lancome, który
    mi się wtedy podobał. Niemniej jednak zużywam perfumy, prawdopodobnie dlatego,
    że nie wpadło mi do głowy wymienić się lub sprzedać na internecie :)))
    W drodze do Londynu kupuję Gucci Envy, które mi potem zupełnie nie podchodzi i
    które potem sprzedaję na Wizażu. O mało nie kupuję Coco Mademoiselle, ale na
    szczęście powstrzymuje mnie horrendalna cena.

    2003 - używam 212 Herrery, którego to zapachu nie lubię. Dostaję od swojego
    ówczesnego faceta Hugo Woman, które po rozstaniu sprzedaję na Wizażu ;)
    Kupuję całą masę zapachów (głównie testerów), których się bardzo szybko
    pozbywam:
    Escada Jardin de Soleil
    Lancome Poeme (piękny, ale “większy niż życie”, zbyt przytłaczający i elegancki)
    Dolce & Gabbana czerwone (super, ale jakoś do mnie nie pasuje)
    Bvlgari Blv

    2003 – 2004 – L’or de Torrente – masa komplementów, która sprawia, że kupuje je
    sobie koleżanka ze studiów, niezbyt przeze mnie lubiana. Więcej L’ora nie
    będzie.

    Z wymian na Wizażu przybywają mi:

    Bvlgari Pour Femme (piękny, ale do mnie nie pasuje, poszedł do wymiany)
    Ultraviolet Paco Rabbane (testuję je jeszcze przed nadejściem paczki podczas
    choroby i odtąd kojarzą mi się z mdłościami, poszedł do wymiany)
    Gucci Rush (to samo, sprzedany)
    Desnuda Ungaro (nie trzyma się na mnie, idzie do wymiany)
    Le Feu d’Issey Light (drażni mnie, sprzedany na Wizażu)

    Pure Wish (czeka na wiosnę i lato)
    Cabotine (to samo)
    2 miniatury Dolce Vita – zachwyca mnie, już zużyte

    Niefortunny zakup – Hypnotic Poison. Pachnie na mnie jak Vanilla Fields Coty.
    Sprzedany na Wizażu.

    Prezenty:
    24 Faubourg (na własne życzenie, ale zapach nietrafiony dla mnie, pójdzie do
    wymiany lub na sprzedaż)
    Gio Armaniego (j.w.)
    Burberry of London (śliczny, ale bez tzw. pazura. Zużyję jednak)
    Dior Addict (bardzo trafiony, ciągle w użyciu i będzie czekał na następny sezon
    jesienno-zimowy)

    Lista życzeń:

    Yohji Yamamoto
    Champs Elysee
    Dolce Vita
    (krótka coś ta lista :))

  • 15.05.04, 03:11
    przypomniec sobie (coraz czesciej zagladam na to forum, wiec wypada sie jakos
    okreslic)...
    W liceum: tylko Nina Ricci "L'Air du Temps" od mamy mojego owczesnego chlopaka,
    ktora jako lekarka - endokrynolog dostawala od pacjentow prezenty, ktore nie
    zawsze jej sie podobaly. Mnie sie ten zapach nadal wydaje piekny, jest
    wyjatkowy i niepodobny do innych. Moja mama malo sie upiekszala wtedy (poczatek
    lat 90.), ona zreszta chyba jest minimalistka w tej materii. Nie kupowala
    niczego oprocz odswiezajacych wod, takich jak np. Chevrefouille YR.
    Studia: "Vanilla Fields" (niestety tez przeszlam te faze), "Mon Parfum"
    Bourjois, ktorego bezskutecznie nadal szukam, "Fleur d'Interdit" Givenchy (moge
    rozwazyc powtorke i bardzo podobala mi sie butelka), potem pojechalam do Anglii
    studiowac i tam kupilam "Dune" oraz jakias wode firmy Next, nie pamietam nazwy.
    Potem Szwajcaria, tam juz bylo wiecej, bo udalo mi sie odkryc, ze nie musze
    zuzywac jednej butelki, zanim kupie nastepna :-))
    A wiec: Calvin Klein "Contradiction" (zuzylam, ale drugi raz go nie kupie,
    pachnie na mnie zbyt mesko), "Laura" Laury Biagiotti (jedne z
    ukochanych) "Emotion" Laury Biagiotti (oddalam siostrze, zupelnie nietrafione,
    ale nie wiem, dlaczego), "Heliotrope" Etro (OK, a na pewno dzieki niemu
    odkrylam Etro i musze wyprobowac wiecej), "Romance" Ralph Lauren (lubilam, ale
    wtedy wypadl pogrzeb mojego ojca i tak mi sie z nim kojarzyly, ze oddalam
    mamie; moj maz nadal ma kupiana w tym samym czasie wersje meska), "Champs
    Elysees" (piekne, tez czolowka - juz wiecie, ze lubie dosc slodkie zapachy
    kwiatowe) i "Meteorites" (nadal je mam i choc mi sie podobaja, powoli ida i nie
    kupie juz, mialabym nawet trudnosc, bo edycja skonczona) Guerlain, "Yria" YR
    (IMHO podobne do Dune). Obecnie mam oprocz Meteorytow "Sensi" Armaniego, "Green
    Tea" E. Arden i )"Comme une Evidence" YR.
    Chyba nie bylo tego w sumie tak duzo... moglam zapomniec o czyms nielubianym,
    albo oddanym.
    --
    ----------------------------------
    nie klikaj tutaj!!!
    Polscy naukowcy za granica
  • 15.05.04, 03:18
    Juz widze, ze zapomnialam o dwoch (czytajac poprzednie watki): Le Jardin -
    biala wersja, liceum, tez od mamy chlopaka, oraz Avon Celebre w formie
    dlugopisu do torebki od siostry, potem kupilam buteleczke w Rumunii, ladny
    kwiatowy zapach, codzienny, ale bardzo nietrwaly.
    --
    ----------------------------------
    nie klikaj tutaj!!!
    Polscy naukowcy za granica
  • 23.05.04, 11:53
    Pierwsze dorosle perfumy, rok 1994 (24 lata, pozno bardzo) Animale. Piekny,
    oryginalny, francuski zapach. Mocny, duszaco-wytrawny, kojarzacy sie z czarnym
    swetrem (najlepiej golfem), i jesienno-zimowa pora. Kiedy poszlam po nastepna
    buteleczke i okazalo sie, ze nie ma, i juz nie beda sprowadzac, wpadlam w
    rozpacz.
    Potem nic nie znaczacy Eden Cacharela. Wtedy, w polowie lat 90. najbardziej na
    swiecie pozadalam Tendre de Poisson Diora. Wydawal mi sie najbardziej
    subtelnym, eleganckim i jednoczesnie wyrafinowanym zapachem. Nie bylo mnie
    wtedy stac na Diora... I az trudno uwierzyc, ze mimo ze mnie od dluzszego czasu
    stac, nigdy nie siegnelam po wymarzony kiedys zapach.
    Potem jakies dwa lata przerwy - kiepska sytuacja finansowa nie pozwalala na nic
    co zasluguje na pamiec. A potem pierwsze "dobre" pieniadze i srebrny Paco
    Rabanne, nie pamietam jak sie nazywal, zapachu tez nie pamietam, nic poza
    faktem ze kupilam sobie "dobre" perfumy, chyba na zasadzie rzucenia sie na
    zarcie po wyglodzeniu.
    Potem (1997 rok) Aqua di Gio, jeden z zapachow ktory jest ze mna do
    dzis, "letni niesmiertelnik" - obok J'adore Diora i Pampluny Guerlaina.
    A potem sie rozszalalam, moglam sobie pozwolic na kilkanascie zapachow na raz,
    kupowalam nowosci, dostawalam perfumy, na polce prawdziwy melange, cala wystawa
    buteleczek. Licza sie dla mnie tylko te, ktore kupuje wiecej niz raz.
    * YSL Baby Doll - zapach na zime, slodki, pyszny.
    * Dior J'adore - kolejne (trzecie juz) lato z tym zapachem, nie wyobrazam sobie
    zeby moglo go zabraknac
    * Guerlaine Pamplune, najlepsza moim zdaniem woda z tej serii, w tym roku
    nowosci mietowa i anyzkowa mnie nie zachwycaja, wahalam sie przy limonce, ale
    jednak grapefruit jest najlepszy - moze dlatego ze oprocz rzeskosci ma w sobie
    gorycz z odrobina slodyczy?
    * Elizabeth Arden - Iced Green Tea. Ten zapach towarzyszyl mi w egzotycznej
    wyprawie do Pakistanu z kochanym mezczyzna. Za to go lubie, a poza tym dawal
    poczucie czystosci nawet przy straganach z miesem
    * Coco Chanel Mademoiselle - numer jeden, gdybym musiala wybrac jeden zapach,
    chyba bym sie zabila, ale jesli juz to wlasnie ten
    * Animale - wrocily kilka lat temu, choc nadal sa rzadkoscia w sklepach. Zawsze
    mam, nie zawsze juz mam nastroj, ale i tak sa boskie.
    * Organza Givenchy - na wyjatkowe wyjscia

    margolka




  • 14.07.04, 11:48
    Witam wszystkich serdecznie. Zachęcona licznymi zaproszeniami nieśmiało wchodzę
    na forum i powinnam wylegitymować się przed Szacownym Gronem swoim CV.
    Ponieważ wg opinii znajomych mam absolutnego fioła na punkcie perfum i zapachów
    CV byłoby nieludzko długie. Nie wszystkie używane zapachy juz nawet pamiętam..
    Spróbuję o tych najlepiej zapamiętanych:
    -szkoła średnia -polski zapach chyba Miraculum "zielony wiatr "( zapach trawy,
    skoszonej łąki, mokrej śćiółki )
    -studia -to co dostępne za PRL-u w Modzie Polskiej -Antilope Weila, Masumi i
    męski zapach Lancome z graczem w polo na butelce ( ? )
    -koniec studiów -wyjazd na wicieczke do Włoch i Fidji Laroche oraz Chloe
    Lagerfelda
    -początek pracy -pierwszy , klasyczny Charlie Revlona, Clin-de eyex ( ? -nie
    pamietam ) Burjois
    1989-Knowing Estee Lauder ( po wypadzie do Belgii )
    1990-1993 -Magie Noire Lancome, Paloma Picasso, Poison Diora
    1993 -Diune ( do dzis mój no 1 ), Obsession Kleina, Abril
    od 1994-era Swieżaków -Escape Kleina, Twice Icebera, "białe " Kenzo, Cool
    Water, In love again YSL
    od 2000- Guerlain -Pampelune i Herba Fresca ( ukochane cały czas ), DKNY, 5th
    Avenue Arden, czerwone Dolce Gabbana
    teraz-Intense Bossa, znowu In love again , Happy heart Clinic, znowu Magie
    Noire, Contradiction ( perfumy. nie EDP ), letnia wersja Opium. No i Skin
    Trussardiego - na mnie nie pachnie zgniła trawa tylko pięknie, intrygująco i
    sexy. Raczej nie mogę go używac do pracy bo panowie ciągną sznurem....
    I ciągle nie moge od lat zlokalizować tego "zapachu życia" , który w 1995
    wywąchałam na pani w operze wiedeńskiej a drugi raz na kimś na schodach
    ruchomych w domu towarowym w Lizbonie..To było coś obłędnego -piekielnie
    eleganckiego, seksownegi i świeżego jednocześnie. Mogło pochodzić z krajów
    południowej Europy.Nie mam pojęcia jak to wytropić ale nigdy nie przestanę
    szukać. A może Wy -koneserzy-macie jakieś sugestie ?
  • 14.07.04, 13:12
    Pamiętam Twój post, który "poruszył" Urodę. Myślę, że zapach mógłby być jakiś
    niszowy :-) albo Guerlain sprzed ery LVHM, hehe. Bo tylko takich w Polsce nie
    ma.

    Pozdro.
  • 14.07.04, 13:21
    Witam rowniez bardzo kompetentna osobe :-). Milego i czestego pisania!
    Pozdrawiam!
  • 14.07.04, 13:41
    Witaj:))) Wreszcie:)
  • 14.07.04, 13:45
    Serdecznie dziękuję za tak ciepłe przyjęcie ! Buziaki dla wszyskich !
  • 15.07.04, 08:21
    Jeszcze trochę i będzie jak w domu;))

    Serdeczności!
  • 05.08.04, 17:32
    Witam wszystkich! Odkryłam Was z zachwytem jakieś dwa miesiące temu,
    przeczytałam już niemal wszystko od początku forum no i nadszedł ten moment
    kiedy, zgodnie z sugestią Luloo (o ile mnie pamięć nie myli),że czytający a
    niepiszący mają się ujawnić...ujawniam się:). To świetne móc stwierdzić, że
    moje nałogowe wąchactwo, przyjmowane z lekkim pobłażaniem przez większość
    znajomych (czym tu się tak ekscytować?...)jest podzielane przez tak wiele
    (kompetentnych) osób. Ale do rzeczy:
    Po nieuchronnym etapie Vanilla Fields moimi pierwszymi prawdziwymi perfumami
    byly Cabotine de Gres, miniaturka EdP nabyta podczas wycieczki do Włoch w
    drugiej klasie liceum. Bardzo pięknie się na mnie trzymały, pachnialy mi
    miodowymi kwiatami (nie pytajcie, co to jest) i byly bardzo wydajne. Gdy
    miniaturka się skończyla, kupiłam sobie flakon EdT... i to był błąd. Nie wiem
    na czym to polegało, ale z czasem zaczynała mi się w nich pojawiać nutka
    mokrego kartonu. Nie zużyłam go do końca. "Właściwy" zapach nadal uważam za
    piękny, ale chyba już nie wrócę do niego.
    POtem wywąchałam gdzieś Escape CK i zakochałam się bez pamięci. Wybłagałam u
    ojca, żeby mi je przywiózł z jakiejś podróży. Zaczęłam używać i zbierać
    komplementy, ale nagle i niespodziewanie zaczął mi ten zapach tak przeszkadzać,
    że znieść go na sobie nie mogłam, po prostu wwiercał się boleśnie w nos.
    Oddałam je koleżance i od tej pory mam wielki uraz do zapachów morsko-
    ogórkowych (bardzo podobne jest L'Eau d'Issey, chociaż ich męska wersja jest
    wspaniała).Aby się odtruć, podbierałam mamie Miss Dior i wtedy po raz pierwszy
    odkryłam, że lubię szypry, choć jeszcze nie wiedziałam, że to szypr. Na
    początku studiów były Lancomy - Tresor i Poeme, ale tez Patchouli YR (bawiło
    mnie, jak ludzie pytali, czy nie czuć gdzieś tu zgnilizny - fakt, paczula na
    mnie pachnie wyjątkowo piwnicznie, ale nawet to lubię). Używałam też Acqua di
    Gio, ale dostałam po nich uczulenia na szyi (po raz pierwszy i ostatni jak do
    tej pory - nie mam pojęcia jaki to składnik). I w końcu przyszło zauroczenie
    Angel - na początku trudno było mi określić, czym to tak naprawdę pachnie, za
    każdym podejściem czułam go inaczej (np. teraz nie jestem już w stanie wyłowić
    tam czarnej porzeczki, którą wyraźnie czułam na początku). To zapach dla mnie
    bardzo sprzeczny, karmelowo - czekoladowo sloneczny z lodowatym powiewem
    piwnicznego fetorku. Używam go rzadko (pierwszy flakon mam do tej pory, na
    szczęście zapach się nie psuje), ale wiem, że zawsze będzie na mojej półce.
    Uważam, ze to najlepsze perfumy ostatniego...powiedzmy...dwudziestolecia (co
    powiecie na taki plebiscyt w następnej kolejności? tylko lista nominacji byłaby
    pewnie bez końca). Następnie pojechałam na stypendium do Francji i odkryłam
    perfumiarski raj w postaci jakże obficie ( w porównaniu z Polską) zaopatrzonych
    Sephor. Z tamtego okresu pochodzą Miracle (bardzo fajny energizujący zapach),
    Noa, wielkie odkrycie w postaci Rouge Hermesa (też na zawsze u mnie będzie),
    ale przede wszystkim początek fascynacji nieistniejącymi właściwie w naszych
    perfumeriach starymi zapachami. Upajałam się np. Arpege Lanvin, a gdy dostałam
    w pewnym momencie zastrzyk finansowy, kupiłam sobie L'Heure Bleue w
    wersji "parfum"... To cudowny zapach, summum tego, co było i będzie do
    osiągnięcia w temacie "perfumy kwiatowo - orientalne", bogaty, ale nie
    przeładowany, uwodzicielski, ale subtelny, bardzo elegancki...Używam go "od
    sumy", na wyjątkowe okazje.
    No i tak sobie już myślałam że odkryłam TEN zapach, dopóki kiedyś nie wwąchałam
    się uważniej w Mitsouko. Wwąchałam się i osłupiałam - jak mogłam wcześniej nie
    zwrócić na niego uwagi?!!(Chyba dlatego, że wcześniej wąchałam go tylko na
    papierku, a nie na ręce...) Przecież ten zapach jest jakby stworzony dla mojej
    skóry, wtapia się w nią idealnie, ale nie pachnie nigdy jednowymiarowo, mieni
    się na skórze zapachem wilgotnej ściółki leśnej, nagrzanego słońcem drewna,
    trochę też żywicą. Jak na szypr, jest soczysty(pewnie dzięki tej brzoskwini w
    głowie, ale nie umiem jej wyodrębnić), w przeciwieństwie np. do Vol de Nuit - w
    moim typie, ale strasznie suchy, kostyczny i przez to trochę sztywny. W każdym
    razie Mitsouko to mój zapach raczej na zawsze, wypsikuję kolejne flakony od
    kilku lat bez najmniejszego, nawet chwilowego nim znużenia, co w przypadku
    innych perfum jest nieuchronne. Ze staroci lubię też Chanel nr5 (kiedyś moja
    siostra, krzywiąc nos, powiedziała, że to pachnie jak stary puder; faktycznie,
    chyba sam puder to za mało - to rzeczywiście jest STARY puder), i Jicky - w tym
    zapachu urzeka mnie to, jak taki świeżak jak lawenda może pięknie zmienić się w
    coś orientalno-zwierzęcego.
    W tzw. międzyczasach używałam i używam : eau de Cartier, Tilleul i Eau d'Azur z
    L'Occitane( pachnie łagodnie, miękko i świeżo i też miodowo - kwiatowo, jak
    wiosenny wietrzyk nad rozgrzaną łąką), Eau Vitaminee Biothermu, Diva Ungaro
    (rzadko), White Musk z The Body Shop (ale znudził mi się i stoi, zbierając
    kurz). Ostatnio kupiłam sobie Flower Show z Demeter Fragrance Library(też
    bukiet kwiatów, ale jakby zmrożonych), i - baaardzo fajne - bambusową wodę do
    ciała Kenzoki. Trzyma się jak EDT, a pachnie zupelnie jak świeżo ułamana
    gałązka (nie wiem czy bambusa, mnie od razu przypomniały się gałęzie łamane z
    drzew i krzaków podczas dziecięcych zabaw na podwórku (celem sporządzenia
    jakiejś śmiercionośnej broni, of course:)) i jak tu nie wierzyć, że preferencje
    zapachowe kształtują się w dzieciństwie).
    I to chyba tyle, to była super podróż sentymentalna! Może o czymś zapomniałam,
    ale najważniejsze jest! Pozdrawiam!
  • 05.08.04, 20:07
    Bardzo mi się podoba ten wątek. Chętnie się przyłączę ze swoimi zapachowymi
    wspomnieniami :))
    Podstawówka i LO: to czasy, kiedy jeszcze nie fascynowały mnie zapachy, czyli
    uzywałam dostępnej masówki.
    Zaczęłam pożądać ;)) perfum dopiero na studiach, ale to z kolei był czas bardzo
    ograniczonych finansów, a więc kupowałam zapachy ze sredniej półki, np.
    granatową Gabrielę Sabatini, pamiętam też Roses and More P. Presley, Noa Noa
    Otto Kerna (to bym sobie chętnie przypomniała), Venice YR. Później mój chłopak
    (obecny mąż) zaczął mnie zaopatrywać w Adidasa (tego klasycznego,
    seledynowego), pamiętam ten zapach do dziś, ale wątpię, czy poń sięgnę, choć
    wiem, że M. by chciał, ale jest tyle pięknych zapachów...
    Z zapachów, które wbiły mi się w pamięć, muszę wymienić Gio (tylko testowane,
    ale pamiętam), Stephanie Bourjois (pachniała tym moja ówczesna przyjaciółka,
    osoba, która miała na mnie ogromny wpływ wtedy) i męska woda Yardleya w
    granatowej butelce ze złoceniami...Ciekawa jestem, czy gdzieś jeszcze jest ten
    zapach do zdobycia...
    I jak już zaczęłam pracować, a szczególnie ostatnimi czasy, testuję i kupuję
    więcej (ale nie tyle, ile bym chciała, rzecz jasna).
    Pozytywnie wspominam:
    Aqua Relax Biothermu
    EXtravagance, Organzę i Hot Couture Givenchy
    Cristobala Balenciagę
    Madness Choparda
    Jungle Tigre Kenzo
    Desnudę Ungaro
    czerwone D&G ( z pewnością powtórzę!!!)
    Dune

    Teraz mam (ale niektóre tylko mini);
    Addict Fraiche
    Tendre Poison
    Kenzo Elephant
    Safari
    Tempore Donna
    Cinnabar EL

    oraz testuję, testuję i jeszcze raz testuję...I właśnie przyszedł mi do głowy
    nowy wątek :)))

    ***
  • 05.08.04, 21:40
    Witaj Mathilde17, jakze przyjemnie bylo poczytac Twoj CV:-) Przypomnialas mi o
    Jicky. Musze go tu odszukac:-). Jakos przez tydzien nie natrafilem jeszcze na
    Guerlian.
  • 06.08.04, 16:29
    Dzięki, Sorbecie, za miłe powitanie, to był fantastyczny pomysł z założeniem
    tego forum :-). Też sobie trochę "przypomnialam" Jicky, tj. wydobyłam go dziś z
    głębi toaletki i nim pachnę...
  • 11.08.04, 10:34
    no dawno nie miałam tak przyjemnej lektury! W mojej rodzinie uchodzę za
    nienormalna z racji uwielbienia dla zapachów, jak również z
    racji "marnotrawienia " na te zapachy pieniedzy.
    Nie jestem w stanie opisac tego tak systematycznie, ale spróbuje:
    - pomijam czasy szkolne i studenckie, chroniczny brak pieniędzy i dostepu....
    - miałam okres - uzasadniony finansowo - zapachów Avonu
    - pierwsza prawdziwa fascynacja to było Pleasure Estee Lauder, niestety na mnie
    zapach był po prostu odrzucajacy
    - potem juz poszło :Salvadore Ferragamo ( to było dawno, nie pamiętam czy tak
    sie pisało)
    - Ultraviolet Paco Rabanne- kocham nadal, powtarzam dość często, ostatnio
    kupiłam na promie do Anglii, niemożliwa okazja
    - Wszystkie wersje 212 Caroliny Herrera, moge kupić w ciemno nowośc, pewnie i
    tak mi sie spodoba
    - ozone S. Tacchini- mam spory sentyment, ale chyba nie wrócę
    - dałam sie skusic mężowi na Pleasures Intense Estee Lauder - miłe, ale nie
    jestem przekonana
    - Touch Burberry - epizod, ale miło wspomianam
    - Cool Water Davidoff- zawsze moga byc, to jest ten rodzaj który lubie
    najbardziej
    - Pure Jil Sader- przypadkowy zakup, ale dał misporo zadowolenia, chyba powtórze
    - Deep Red Hugo Boss - niby nie w moim stylu, ale faceci dziwnie na to reagują,
    nie powiem, przyjemnie...
    - gdzieś po drodze trafiło sie bruno banani, nie pozostawił zbyt wielu wspomnień
    - miałam zawsze ochotę na Wings, Ocean Dreams,lubie Eau de Krizia... na
    wszystko przyjdzie czas!

  • 12.08.04, 10:18
    Ahh super wątek :))) Siedzę w pracy z rozdziawioną w uśmiechu buzią i wspominam
    :)) Dzięki niektórym dziewczynom przypomniało mi się że używałam jeszcze kilku
    wód o których totalnie zapomniałam ;-)
    1. w podstawówce to jak większośc, pachniałam popularnymi zapachami - Limarą,
    Adtolem, Fa niebieskim i czerwonym, Rexoną - wszystko to przywoził mój tata
    mamie z NRD, a ja pożyczałam po cichu, a potem prosiłam żeby i mi przywiozł takie ;)
    2. Liceum i dwa moje pierwsze zapachy Frank Olivier - w białym,
    nieprzezroczystym flakonie, z wyrzeźiobnymi rowkami jak w muszelce, oraz drugi
    zapcach który dostałam na studniówkę - Qui-Non.. taki w kwadratowej butelce, w
    pomarańczowym opakowaniu.. szkoda że już go nie ma w sprzedaży.
    3. 18-stka.. dostałam od siostry Charlie White - Revlona, który podczas
    testowania mi się bardzo podobał, był świeży i ogórkowy. Na dzień przed
    urodzinami okropnie się rozchorowałam i jak dostałam i się spryskałam tymi
    perfumami nagle poczułam do nich wstręt.. więcej już Charliego nie próbowałam ;)
    4. Po liceum udało mi się znaleźć pierwszą prawce i wtedy zaczęłam "szaleć".
    Kupowałam YR Nebline, Ming-Shui, CK One - miniaturki. Pojechałam do Hiszpanii,
    gdzie po drodze zwiedzaliśmy perfumerię we Francji, a tam nakupowałam CK Ona
    oczywiscie (długo to było moją fascynacją), Jean Paul Gaultier Classique, Kenzo
    Le Paur (szybko oddałam mamie - to nie był mój zapach), Dune (jeszcze szybciej
    oddałam kumpelce ;)), Extrawagance - Givenchy.
    5. po ok 2 latach pracy doznałam świadomości zapachowej. zaczęłam testować i
    szukac swojego zapachu. odziedziczyłam po mamie Salvadora Dali Le Soleil, które
    długo mi się podobały i długo je miałam. Później przyszedł czas na miniaturki CK
    - Contradiction, Truth.. przy Truth się dłużej zatrzymałam i kupiłam sobie
    100ml.. niestety zapach zepsuł się na mnie po zużyciu 3/4 butli.
    Szukałam długo, wypróbowałam do tej pory: Chaumet (50ml), 212 Carolina Herrera
    (z 5 próbek po 2 ml), Boss Intense (50 ml) i Deep Red (pół próbki 4 ml i oddałam
    mamie), Chanel Chance (mnóswto próbek po 4 ml i 50 ml - kupiłam na przekór, bo
    wszyscy wtedy pachnieli Mademoisle, który mi się również podobal ale nie
    chciałam pachnieć jak wszyscy), Lancome Attracion (kilkanaście próbek, stanowczo
    był super na zimę), Mexx Women. Niestety większość z tych zapachów po prostu się
    na mnie psuła, robiły się takie skiśnięte, zaczynały przeszkadzać, więc szukałam
    dalej.
    Mój ostatni nabytek to Ghost Deep Night Edt- mam buteleczkę 30 ml, używam od
    tygodnia i jestem totalnie zakochana w tym zapachu, myślę że zatrzymam się przy
    nim na dłużej.

    ściskam cieplutko
    klaudia
  • 21.09.04, 19:48
    Pierwsza komunia Anais Anais:))
    1992 - Beautiful i stara milosc La Jardin czarne
    1993 - Kobako
    1994 - Moja pierwsza premiera perfum- odkrywam Dolce Vita
    1995 - Laura -Laura Biagotti
    1996 - Champs Elysee, Ivresse
    1997 - Allure edp męczę sie z nim do dziś:)), 5ta Alejka
    1998 - Eternity Love
    1999 - JAdore
    2000 - Kenzo Tygrysek i słonik zimową porą,
    2001 - latem Ming Shu YR, Extravaganza Givenchy
    2002 - tak mi przelecial ten rok ze prawie nie pamiętam ale byl tam niezły
    przekładaniec zapachowy :Cashmir Choparda,
    AA Pampeluna, Shafali YR,wreszcie Angel
    2003 - Sensations Jill Sanders, Escada Margaretha Ley
    2004 -Eau de Torride i znowu Eau de Torride, wybucha miłość do Fragonarda:))
  • 19.11.04, 11:49
    Witam wszystkich! jestem "nowa", do tej pory podczytywałam jedynie...

    Moje absolutne początki to prezent na "osiemnastkę" - ze składki przyjaciół -
    Dune Diora, do którego do dziś mam sentyment, ale nie pałam jakąś szczególną
    chęcią ponownego posiadania; ale przyjemnie mi czasami poczuć te perfumy na
    kimś.
    Potem był Eden Cacharela (też prezent, który mnie "zmęczył" po 10 ml ;-)), Red
    Door EA (kompletna pomyłka, tym boleśniejsza, że to był pierwszy zapach za
    własne pieniądze) i Poeme Lancome - pierwszy strzał w dziesiątkę, choć po
    połowie butelki nagła awersja zmusiła mnie do nabycia czegoś lżejszego "na
    zmianę" - Halloween Jesusa del Pozo. Potem, po długiej i bolesnej walce
    wewnętrznej pojawił się Angel (uwieeeelbiaaam) - który, o dziwo, kompletnie
    mnie nie "męczy" i Addict (skomplementowany przez mężczyznę mego jako
    zapach "zacny"). Aktualnie ostrzę sobie zęby na zimową absolutnie Organzę
    Incedence i żyję nadzieją, że uda mi się gdzieś ją jeszcze złowić...
    Pozdrawiam wszystkich, zachwycona odkryciem tego forum.
  • 19.11.04, 16:25
    Witamy serdecznie w naszych niskich progach !
  • 19.11.04, 16:39
    Witaj purpelhaze:))
    Trzy z wymienionych Twoich zapachów stały sie i moimi uprzyjemniaczami.
    OraganzyIncedence nie posiadam. Jeszcze:)) choć zapach mnie oczarował.
    Tak jak to miejsce i piszący na nim ludzie. Dlatego cieszę sie że zawitałaś tu
    Purpurowa Mgiełko:))
  • 19.11.04, 18:31
  • 13.02.05, 15:41
    czy mozna sie dołączyć?
    kusi mnie ten wątek od dawna, ale widzę, że dawno wpisów nie było...
    mam na punkcie perfum lekką obsesję, traktuję je strasznie osobiście i często
    marudze na forum uroda o moich ulubionych zapachach, które sa już nie do
    kupienia, a dla mnie to tak, jakby mi ktoś odbierał dostęp do
    wspomnień...potrafie osłupiec na ulicy i iśc za kimś, kto pachnie CZYMS, czego
    nie mogę w pierwszej chwili zdefiniować... w perfumerii nie raz podskakuję
    wąchając coś nowego, z wrzaskiem..."to znam!takie nuty ma (i tu jakas
    nazwa)!"...a ostatnio pokłóciłam sie o nową escadę, która mi sie zreszta nie
    podoba, o nuty, ja obstawiałam papaję, moja koleżanka mango, okazało sie że mój
    nos był czulszy...
    tyle autorekomendacji
    to co? mogę swoje cv wstawić?
    pozdr.
    agni
  • 13.02.05, 16:00
  • 13.02.05, 16:21
    Pierwsze perfumy które pamiętam, a których nuty niedawno odnalazłam w "pure"
    jill sanders, to było absolutnie coś niefirmowego i pewnie w ogóle nie
    znaczącego...stało to w polskich perfumeriach w topornej butelce i nazywało
    się "dalia" (to był 86 rok)kupiłam mamie, podbierałam, potem kupiłam
    sobie...długo tej nuty potem szukałam..."pure" wbiły mnie w ziemię w perfumerii
    na dłużej...choc to nie mój zapach już, ale może kiedyś kupię, dla tych
    wspomnień...
    Pierwsze "prawdziwe" perfumy dostałam pod koniec podstawówki. Niestety, były
    to "soir de paris" i mimo najszczerszych chęci nie mogłam ich używać. To był
    czas, kiedy cała Polska płci żeńskiej, nastoletnia i dorosła,
    pachniała "currarą". ja tego nigdy nie miałam, natomiast pamiętam w
    perfumeriach maleńkie (wielkości połowy kciuka)buteleczki kwiatowych
    niemieckich pachnidełek...fiołek byl najładniejszy...
    Liceum to "peweksy średniej półki" - zawsze się jakoś na to wydostało, a w
    połowie liceum peweksy się zrobiły za złotówki.Pamiętam cafe (westchnienie do
    opium, ktore bylo marzeniem niedosiężnym), evasion i kobako, a także
    clin'd'oeil.
    Potem, na początku studiów, mało oryginalnie, miałam wild musk, natomiast
    ominął mnie szał na vanilla fields (nie podobały mi sie i pachniały na
    mnie ...benzyną), za to przyznaje się do krótkiego romansu z ich bliźniaczą
    siostrą, vanilla musk...było, minęło, nie zostawiło wrażeń. Na studiach
    dostałam też w prezencie "Soie Rouge" avonu - mocny szypr, dziwne, ale coś w
    sobie miały...
    No i w połowie studiów sie zaczęło...
    Opium - miłość trwała długo i dodam, że nie tylko ja kochałam te perfumy ale
    one mnie też...tak sie idealnie z moją skórą łączyły, że mogłam ich używać
    nawet latem - robiły się powiewne, ciepłe, migdałowo-smakowite i zadziwiająco
    subtelne (wiem to też od osób, które mnie wąchały, nikt nie mógł uwierzyć, że
    to opium)
    Sabatini Magnetic - już niedostępna
    Cantate Yves Rocher - już niedostępne
    Dwa największe odkrycia ciągle były jeszcze przede mną. Pierwszym był Le Roi
    Soleil Salvadora Dali - do dziś nr 1, niestety już nie do kupienia ( o to sie
    najbardziej wściekam z ta kradzieżą wspomnień), a drugim Le Feu d'Issey (to
    klasyczne czerwone - podobna miłośc z wzajemnością, mnie do perfum i perfum do
    mnie) - też już ich nie można kupić... w przerwie była Organza Indecence -
    miłość bez wzajemności, potworne uczulenie...
    na lato oswoiłam sobie O-Zone Tacchiniego, po pierwszej świezosci zielonej
    herbaty robią sie na mnie ciepłe, pudrowe i kochane oraz "bez" Yves Rochera...
    Powodowana chęcia posiadania czegoś "super rozpoznawalnego" sprawiłam sobie
    J'adore, używam rzadko, tylko w sytuacjach, gdzie chcę pachnieć czymś
    rozpoznawalnym...
    była też krótka przygoda z avonem... niejaki szacunek żywię dla dwóch zapachów -
    pur blanca i rare pearls... z Yves Rochera lubię Comme Une Evidence.
    Tylko dla siebie (nikt z otoczenia nie lubi) mam słonika kenzo, a ostatnia
    fascynacja która pewnie przerodzi sie w trwałą miłość, to Eau des Merveilles
    Hermesa...właściwie już się przeradza...
    dzięki (oj, długo było)...
    pozdr.
    agni
  • 23.04.05, 15:39
    O tak!! Ja też uwielbiałam te zapachy. Magnetic mam jeszcze dwie buteleczki, bo
    kupiłam na zapas, jak wycofywali. :) Ale Cantate jakoś znikło dla mnie
    niepostrzeżenie. I nic nie mam. A szkoda. Pamiętam, że bardzo mi się podobały.
  • 15.02.05, 11:25
    Pamiętam jak byłem w Niemczech i jako tester stała wielka butla (chyba z 10L)Azarro Chrome.Strasznie mi sie spodobały ale wtedy do głowy mi nie przyszło, że bym mógł mieć tak dorgie perfumy będąc licealistą.Z pół roku później trafiła mi się okazja i kupiłem tester azarro za nieduże pieniądzeObchodziłem się z nimi jak z jajkiem.Później oczywiście byly inen zapachy (Boss zielony, Aqua di gio i inne)Generalnie mam słabość do starszych zapachów, którye nie wiedzieć czemu można coraz żadziej znaleźć w perfumieriach.Nowości jakośc mi nie odpowiadają.A następnymi moimi perfumami będze Cartier Pasha menthe.Chociaż na razie też nigdize nie moge ich spotkać.Generalnie nie przywiązuje dużej wagi do męskich osmetyków ale dobre perfumy zawsze poprawiają mi humor:))).Pozdrawiam
  • 22.04.05, 14:56
    Ciekawy wątek...
    perfumy, ogólnie zapach to coś na co zawsze zwracam uwagę u siebie i u innych
    ludzi, taki zapach mówi o człowieku bardzo wiele, podobnie jak buty. Nawet w
    czasach "pienięznej" posuchy nie potrafię odmówić sobie dobrego zapachu...
    Moja przygoda z zapachem zaczęła sie dosyć dawno...pierwszy "dorosły" zapach to
    był Sunflowers Elizabeth Arden(do dziś kojarzy mi się z wczesną młodości),
    potem szał na Davidoff Cool Water, Tresor ( podkradany mamie), XS Paco Rabanne
    (ech to były czasy), Hallowen J.del Pozo ( ostatnio znowu do niego wróciłam),
    ale długo długo- Eden- wersja słabsza, Kenzo d`te(och jak ja kochałam ten
    zapach), Chanel Allure (cudny na wieczór + krem do ciała koniecznie), miałam
    przez pewien okrez zachwyt nad Cliniquee Happy Heart, ale ostatnio bardzo cenię
    Moschino I love love, i Gucci Envy Me- cudny i bardzo sexi:-))
    A na wieczór, do łózka (hihi) cudowny YSL Nu ( wersja najmocniejsza plus krem
    do ciała-działa jak afrodyzjak)
    Pozdrawiam
  • 23.04.05, 15:31
    Witam wszystkich!Czytam Was od dawna a teraz odważyłam się podzielić się swoimi
    zapachowymi wspomnieniami.Jestem minimalistką więc nie było ich aż tak wiele.A
    więc:
    Czasy liceum to (proszę się nie śmiać) fascynacja zapachem od którego nie mogę
    się uwolnic do dziś a który zniknął bezpowrotnie:był to po prostu jasnobłękitny
    dezodorant Fa (zdaje się z Pewexu)pachnący słodo-mleczno-kwiatowo. W serii był
    jeszcze zielony (fresh) i różowy (powder), ale tylko niebieski wzbudzał we mnie
    uczucie upojenia.
    Na początku studiów przypadkowo kupiłam perfumy, które zawładnęły mną
    całkowicie (niestety szybko zniknęły z rynku), nazywały się Aviance (stąd mój
    nick) Night Musk brytyjskiej firmy Prince Matchabelli.To taka odmiana Shalimar
    z początku lat 80 w wersji popularnej. Perfumy z tego co wiem są produkowane w
    Anglii do dziś i mam nadzieję kiedyś do nich wrócić.
    Po Night Musk szukałam "pocieszenia" w Wild Musk i Moschus Margaret Astor.
    Kolejną fascynację odkryła dla mnie koleżanka.Pojawiła się pewnego razu wiosną
    z butelką perfum mówiąc:"Pomyślałam, że bardzo pasują do ciebie". Był
    to "Charlie" Revlona (powstał chyba w latach 70), (później Charlie Blue)
    lekki, kwiatowy,klasyczny ale młodzieńczy, moja letnia miłość przez kilka lat.
    Moja przygoda z zapachami z wyższej póli zaczęła się w połowie lat 90 z
    nadejściem Empików.Po Romie,Tresor,Eternity,itp.całkowicie i na zawsze
    zawładnęła mną Laura Laury Biagotti.Poniważ jest to zapach wiosenno-letni
    długie lata szukałam dla niej równie idealnego odpowiednika na chłodniejsze
    dni. Wydawało mi się że będzie to Noa,ale szybko się rozczarowałam: Noa jest
    jak przebój: nie można się od niej uwolnić ale szybko się nudzi.Dopiero dwa
    lata temu odkryłam perfumy O.J.Perrin:kwiatowe, ale ciepłe i lekko pikantne.
    Idealne na chłody, dobre również latem: irysowo-hiacyntowo-piżmowe.
    Szukam kolejnych idealnych zapachów, ale nie jest to proste.Po drodze polubiłam
    Champs-Elysees, Too Much, Lacoste,Innocent, Eden, Ocean Dream,Envy, Stellę.
    A tak za 10 lat latem będę nosić Cristalle a zimą Samsarę.
  • 07.07.05, 21:12
    Nie mam węchu. Zgubiony przed kilkunastu laty podczas przewlekłych bronchitów, katarów, duszności, zanim lekarze zlitowali się i odkryli, że ze mnie alergik. Życie bez węchu nie jest takie złe. Ale...nie pachnie. Po burzy wychodzę na balkon i wdycham. Staję za palaczami i zaciągam się dymem z ich papierosów. Wsadzam nos do filiżanki z kawą. To takie przejawy tęsknoty za tym, aby coś poczuć, a wyobraźnia i pamięć próbują zdziałać cuda z moim zanikłym zmysłem. Uwielbiam słuchać o zapachach. Jak dobrze przebywać w Waszym towarzystwie! Nałogowo odwiedzam perfumerie i proszę o szczegółowy opis jednych perfum, drugich, kolejnych...Oczywiście, że używam! Z niektórymi się rozstaję, do niektórych wracam. Kształt butelki i kolor wody jest niemal podstawą wyboru. I marka. Błysk w oku ekspedientki, kiedy opowiada o jakimś zapachu, nie jest bez znaczenia. Jedna wielka mistyfikacja, no nie? Ale, jak powiedział jeden z wielkich w tej dziedzinie (wg książki Cathy Newman "Perfumy" NG), to przecież "branża mitów". Nie mam pojęcia, jak pachnę.
    - "Nature" YRocher - pierwszy własny zapach, jeszcze "powąchany" (dziś już nie pamiętam tej kompozycji), śliczna butelka;
    - "O de Lancome" - to miała być kwintesencja mnie (wg mojego klona, tj. bliźniaczki);
    - "Envy" Gucci'ego - aplauz otoczenia;
    - "Gucci" - ( piękny, niespotykany, koniakowy kolor! choć uczucie niepewności, czy to zapach o mnie)
    - "Gucci II" - błąd! (róż!!! - nigdy więcej!)
    - "Truth" Klaina - uwiedzenie kolorem szampana i opowiedzianym zapachem skoszonej trawy;
    - "Tendre Poison" - jedyny Dior; nie czuję się "osobą" Diora, ale klasyk to klasyk. Nie było źle.
    - "Chanel No19" - kolejny zielony klasyk. I tego się trzymam.
    Co poradzicie na lato bezwęchowcowi w tonacji ciemny blond? Tylko woda do ciała. Biotherm eau Vitaminee? Aroma Sun Lancome? Liczę na Was, Eksperci:-)
  • 08.07.05, 00:51
    Niesamowite to co napisałaś:-) Witamy serdecznie w krainie "pisanych zapachów":-
    )

    Nie znam się na wodach do ciała:-) (Kiedyś bardzo chciałem użyć JPG letniej
    edycji, tej pierwszej:-)

    --
    kod.blox.pl - blog.literacki
  • 28.05.05, 20:06
    Witajcie, czytam Wasze wypowiedzi, każdy pisze coś od siebie,ja napiszę krótki
    wiersz o jednym z moich ulubionych zapachów...Eternity Moment Calvin Klein..
    ###
    oda do kwiatów
    zdradza się taką namiętnością...
    trochę erotyki...
    nuty zapachowe...
    jedna po drugiej układają się
    jak słowa w moich wierszach...
    tyle w tym zapachu kobiecości,
    zmysłowości,
    tyle wdzięku...
    issey miyake

    słowa i zapachy to coś niesamowitego..a kiedy łączy się je.. powstaje coś
    nieziemskiego... pozdrawiam..
  • 07.07.05, 11:21
    super wątek!!!! ja też ma świra na punkcie perfum, jestem z
    natury "zapachowcem"!!! Może wy stare wyjadaczki perfum mi pomożecie, tak dla
    własnej satysfakcji chciałabym wiedzieć... pomarańczowa butelka, piekny troche
    owocowo- pizmowy?????? zapach !! może ktoś pamięta jak sie nazywały, napewno
    już ich nie robią ale chciałabym wiedzieć tak dla wspomnień!!
    Pozdr.
  • 11.07.05, 13:38
    chatko!! bardzo dziękuję, aż mi lepiej!!!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.