Dodaj do ulubionych

Blog forumowy - trzecia edycja

22.08.05, 22:49
--
Życie jest bardzo niezdrowe, bo kto żyje, ten umiera.
Edytor zaawansowany
  • madlaine_xx 22.08.05, 23:21
    zauważyłam, że ostatnio coraz więcej zapachów kupuje najzupełniej w ciemno,
    jedynie po przeczytaniu nut, ewentualnie opinii. Co gorsza zupełnie mnie to nie
    przeraża, że wydaje pieniądze na zapachy trochę jak w rosyjskiej ruletce :)

    Ostatnio pod wpływem impulsu zakupiłam zupełnie mi nieznany zapach, zreszta
    kreatora tez nie bardzo kojarzyłam. Całe szczęscie, iż zapach okazał się
    strzałem w 10 i własnie rozkoszuję się jego wonią. W pierwszej chwili gdy
    doleciał mnie zapach, poczułam, że po raz kolejny mam szczęście i sie udało,
    ale po godzinie, juz zaczęłam klnąć, że zapach jest jednostajny i nie chce
    rozkwitnąć na mojej kapryśnej ostatnio skórze. Po kolejnej godzinie
    stwierdziłam, że jednak coś się zmieniło, a potem to juz co chwilę czułam coś
    innego, wonie się przeplatały, zmieniały, rozkwitały i gasły na zmianę, a ja
    coraz częściej zanurzałam nos w nadgarstku. Zapach okazał się byc ciepły i
    wibrujacy, bardzo zmienny mimo poczatkowego przestoju i stanie się chyba moim
    nr1 na nieuchronnie zbliżająca się jesień, chociaz na ciepły wieczór na
    powietrzu tez się z pewnością nadaje.

    Kupiłam go tak naprawde z dwóch powodów, nie jest oklepany i ma przecudny
    flakonik, zreszta nie ma się czemu dziwić skoro marka Mauboussin tworzy przede
    wszystkim biżuterię.

    PS. powinnam na ręce grazy złożyć serdeczne podziekowania, że wrzuciła link na
    forum, bo inaczej nigdy bym na niego nie wpadła, a dodatkowo cena w porównaniu
    do rynkowej była śmieszna, z czego najbardziej ucieszył się mój mąż :)

    PS2.teraz czekam na kolejną "niepewną" przesyłkę, życzcie oby i to rande vouz
    okazało sie przynajmniej równie udane :)))

    --
    "Ten, kto wymyślił słowo 'miłość' uczynił więcej zła niż ja" - D.A.F. de Sade
  • olesiam 22.08.05, 23:28
    moze zaczniesz komponowac kolekcje z flakonami od Thierriego de Bashmakoffa:)
    (tworca Twojego flakonika:))
    O.
    --
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15707
  • nitulina 22.08.05, 23:37
    To prawda, zakupy w ciemno mają w sobie dreszcz dodatkowy.
    Grałam w to całe poprzednie półrocze ;)
    Za największą porażkę uważam niebieskie les belles, kompletnie nic związanego z
    opisami a po kilku dniach jedynym skojarzeniem była , matko boska,
    hmmm...wiązanka pogrzebowa niesiona przez małe dziewczynki...Zresztą i
    pomarańczowe les belles przyprawia mnie o dziwny grymas, niechęć i wstręt,
    takie brrr, zgnilizna wydobywająca się spod wieńców...nic piernikowatego..
  • madlaine_xx 22.08.05, 23:39
    Nituś zabrzmiało to jak wspomnienia grabarza, usmiełam się do łez :)

    --
    "Ten, kto wymyślił słowo 'miłość' uczynił więcej zła niż ja" - D.A.F. de Sade
  • nitulina 22.08.05, 23:46
    Właśnie tak mógłby pachnieć ;)
  • elve 23.08.05, 01:11
    skojarzył mi się z garbarzem... i przypomniało mi się, że dzięki Kalii (:*)
    miałam przyjemność poznać dwa nowe zapachy w moim życiu... (i nie chodzi o to,
    że Kalia mi sie kojarzy z garbarzem! no to może ad rem...)
    pierwszy to Annick Goutal Petite Cherie - znam go bardzo dobrze, bo okazało się,
    że pachnie bardzo podobnie do Poupee Rochas. Tyle że ten drugi jest dużo
    trwalszy i chyba jednak ujawnia bardziej skomplikowana kompozycję. tak czy owak
    - nie dla mnie... nie dla mnie brzoskwinia i kwiaty z lekką nutką retro.
    skojarzenie z garbarzem przyszło przy drugim zapachu. To Nilang Lalique'a.
    Baaardzo dziwne jest to co się z nim na mnie działo. Na skórze ręki przylgnął i
    roztoczył słodkie pole ochronne, coś pomiędy Angelem a Femme Individuelle, nic
    szczególnego ale przyjemne. natomiast na wysokość nosa wypuścił
    niezidentyfikowany obłok latający, mający być w założeniu chyba akordem
    skórzanym. niestety nie miało to nic wspólnego z daim blond ani nawet z
    ciemniejszym w odbiorze shalimarem - była to bowiem skóra surowa, świerza ale
    nieszlachetna, wręcz nieestetyczna, właśnie garbarska. gdy przybliżałam rękę do
    nosa, obłok znikał - pewnie przenosił się nad głowę. nie spotkałam się wczesniej
    z czymś takim, jest to bardzo intrygujące zjawisko, które musze jeszcze dokadnie
    zbadać, mimo upiornego drapania w gardla powodowanego przez to efemeryczne UFO...
    --
    * PanTymonek :)
    * Forum Czechy
    * ER
    * www.ei.edu.pl
  • kalia_t 23.08.05, 11:49
    Nawet ta świeczka fajnie wyszła, tak tematycznie:))) Nuty skórzane o których
    wspominasz, uaktywniają się pod wpływem ciepła, niekoniecznie na skórze, ale
    np. wystarczy gorące powietrze w pomieszczeniu i już gotowe.:) Nilang jednak
    kocha zimno, najpiękniejszy jest w zimie wtedy po początkowej słodyczy robi się
    wytrawny i ambrowy.:)
    :)))
    --
    "Nie chcę więcej, twoje serce do życia wystarczy
    Twoje serce, co zagrzewa do walki o każdy dzień
    Twoje serce, które cierpi i kocha namiętnie,
    które bije, coraz prędzej, goręcej."
  • elve 23.08.05, 13:18
    w takim razie próbka czeka na zimę :)
    --
    * PanTymonek :)
    * Forum Czechy
    * ER
    * www.ei.edu.pl
  • madlaine_xx 22.08.05, 23:42
    tylko gdzie miałabym szukac, które stworzył, znasz jakąś stronkę gdzie mogę
    sprawdzić ?
    --
    "Ten, kto wymyślił słowo 'miłość' uczynił więcej zła niż ja" - D.A.F. de Sade
  • elve 22.08.05, 23:49
    Waćpanna nie będziesz jedyną noszącą Mauboussin tej jesieni. kupiłam również, i
    wiem, czego się spodziewać, bo raz go wąchałam (niestety nie wiem, czy była to
    edt czy edp, bo flakony podobne a ja nie zwrócilam uwagi...)
    --
    * PanTymonek :)
    * Forum Czechy
    * ER
    * www.ei.edu.pl
  • madlaine_xx 22.08.05, 23:53
    zapach mnie urzekł, pasuje mi na jesień jak nic innego, poza tym kocham wanilie
    i tak mi własnie pachnie na samym końcu.

    --
    "Ten, kto wymyślił słowo 'miłość' uczynił więcej zła niż ja" - D.A.F. de Sade
  • nitulina 23.08.05, 17:23
    Dzisiaj pierwszy raz powąchałam, obydwie wersje.


    Absurdalnie damska wersja night jest zdecydowanie lżejsza, nowoczesna,dzienna...
    Tak się zastanawiałam dlaczego night, no i wpadłam, moim zdaniem obydwie mają
    jakiś składnik, który przypomina sztyft do nosa,ale nie jest to mentol, jak to
    wdycham to chłodzi, a noc jest przecież chłodna...chłodniejsza niż dzień...

    Teraz kiedy wywietrzało przypomina trochę herbaciane wody bulgari...
    Nie wiele ma wspólnego z klasykiem, przypomina raczej lekkie CK be...
  • nitulina 23.08.05, 17:36
    Rzeczywiście ma taki moment kiedy jest odurzający, męczący ale zmuszający do
    wracania nosem w nadgarstek...może to właśnie ten narkotyczny zapach czarnej
    lilii? niestety może zemdlić...
    Potem wietrzeje i zostaje przyzwoita słodka baza...
    Piekny flakon...
  • renia.renia 23.08.05, 18:19
    Mój nos wyczuwa znaczne podobieństwo do MaxMara.
  • olesiam 23.08.05, 21:11
    pierwszy test niestety nie wypadl pozytywnie,choc panna na reklamie wyglada tak
    kuszaco:), a ze Kaloo tego dnia miala na lapce pol perfumerii, nastepnego dalam
    2 szanse, niestety, jakies podobienstwo do Miss Dior Cherie z ta ulepkowoscia
    wywoluje u mnie dosc mocne objawy ciazowe:(bardzo szkoda, bo faktycznie po
    godzinie lagodnieje i zaczyna byc calkiem do noszenia, ale jak tu godzine
    wytrzymac?:)cena tez przyjemna, ale nie dla mnie on...:(
    --
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15707
  • kalooo 24.08.05, 12:41
    Po mojej wizycie w Marrionnaud dołączam kolejne okazy;)

    Coriolan/ Guerlain żel do modelowania włosów perfumowany, 150 ml /101 zł

    Van Cleef & Arpels TSAR żel pod prysznic 200ml 74zł

    Truth LUSH żel pod prysznic 200ml /74 zł, jest też mgiełka na noc, balsam do
    ciała i woda – wszystko -20%.

    Lacoste FOR WOMAN ( nie pour femme) mleczko 92 zł ,jest też woda toaletowa

    AZZURA Azzaro edt 100ml/ 203zł i 50ml/ 185zł

    Spray chłodzący Davidoff Cool Water z limitowanej serii 100 zł

    DUENDE ( nie Essencia!) mleczko – nie miało ceny, edt 100 ml /245 zł

    Ventilo 100ml/ 256 zł po obniżce

    Madeleine Vionnet 100 ml edp 80zł

    Fleur d’eau Rochas 206 zł

    Emoi Jacques Esthrel 108,5 zł/ 50ml

    Versace Essence: Etheral, Emotional, Exiting ( ten mam, lekko geraniowy,
    świeży, ale i nieco ciepły. Flakon w kształcie kryształu.) 244zł – 30%

    Woda perfumowana do włosów Intuition 140zł

    Eau de Dior- wszystkie kolory / 116zł

    Absolu Rocha 50 ml/ 176zł

    TRESOR perfumy czyste 385zł- 20%

    CK One czerwone i wersja letnia sprzed roku, zielona – po 190zł

    Aubusson pour Homme after shave spray 100 ml/ 39zł

    Un Amour de Patou dezodorant perfumowany 150 ml/ 37,50 zł

    Fahrenheit Legere - nie było ceny

    Na niemal wszystkie zapachy -20 % I -30%,+ mnóstwo kolorówki i limitowanek!;)))

    I na koniec ciekawostka: do tego stopnia pozbywają się zapasów,że można zakupić
    za ok.75zł krem Szapołowskiej z serii Sza,która u nas była 100 lat temu, krem
    jest chłodząco relaksujący i ...z datą ważności do 07.2004...!;/
    Kto się skusi?;D

    --
    pzdr
    kaloo
    KONIECZNIE kliknij w polskie serce
    [*]
  • epikurejka 24.08.05, 17:53
    Testowałam wczoraj i o ile początek wydawał mi się bardzo interesujący to po
    ok.godzinie zrobił sie strasznie słodki i mdły. Bardzo przypomina mi nowe
    Y.Yamamoto pour femme, które zresztą lubię ale w tym przypadku nie za bardzo mi
    się ten zapach podoba.
  • kalooo 24.08.05, 18:35
    oj tam zaraz pół,ledwo jedną czwartą..;)))
    A del pozo mnie pierwszy raz negatywnie zaskoczył- ten nowy zapach to dla mnie
    kompletne rozczarowanie-przynajmniej na razie- ja odbieram go jako czekoladę z
    orzechami w wódce...;)
    --
    pzdr
    kaloo
    KONIECZNIE kliknij w polskie serce
    [*]
  • kalia_t 24.08.05, 19:22
    kalooo napisała:

    > oj tam zaraz pół,ledwo jedną czwartą..;)))
    > A del pozo mnie pierwszy raz negatywnie zaskoczył- ten nowy zapach to dla
    mnie
    > kompletne rozczarowanie-przynajmniej na razie- ja odbieram go jako czekoladę
    z
    > orzechami w wódce...;)

    O mamo mnie też:D Może nie aż tak bardzo negatywanie, ale do rzeczy... Na mnie
    pobrzmiewają echa Apparition, jednym słowem powiało plagiatem.:( Zapach z tych
    ciepłych, delikatnie pudrowych i orientalnych, trwały i wyczuwalny. Męski In
    Black jest o niebo lepszy, ba, nawet pokusiłabym się go nosić(przepięknie
    osadzona wanilia, miód na moje serce), a to już o czymś świadczy(złamałabym
    zasadę, ze używam wyłącznie damskie perfumy). Także rozczarowanie, ale
    osłodzone pięknem męskiego In black.:)Mój faworyt wśród zapachachów męskich, na
    serio mnie urzekł.:)
    --
    "Nie chcę więcej, twoje serce do życia wystarczy
    Twoje serce, co zagrzewa do walki o każdy dzień
    Twoje serce, które cierpi i kocha namiętnie,
    które bije, coraz prędzej, goręcej."
  • epikurejka 25.08.05, 13:08
    tak,jest w Sephorze
  • kalia_t 07.09.05, 20:09
    Emotion pojawiły sie jako pierwsze, wcześniej wąchałam je tylko na papierku, a
    obecnie mam je na stanie i mogę sie nimi upajać do woli.:P Emotion to bardzo
    elegancki zapach, wieczorowy orient w najczystszym wydaniu, z pewną balsamiczną
    i aksamitną nutką którą bardzo lubię, a co najwazniejsze na otwarciu jest
    ukochana czarna porzeczka. :) Na mnie rozwinęły się i ułożyły w stylu
    późniejszego In black J.del Pozo, ale są trwalsze i w ostaniej nucie nie tworzy
    się ulepek, a dzięki paczuli tworzą urokliwą mgiełkę.:)Nawet w dzisiejszy
    ciepły i słoneczny dzień mnie nie zmeczyły i chwałą im.:) Podsumowując to
    całkiem udany zapach Pierre Cardin'a.:)
    --
    "Nie chcę więcej, twoje serce do życia wystarczy
    Twoje serce, co zagrzewa do walki o każdy dzień
    Twoje serce, które cierpi i kocha namiętnie,
    które bije, coraz prędzej, goręcej."
  • olesiam 24.08.05, 21:55
    Wczoraj odwiedzilam sklep Rosenthala w budynku Metropolitan (pl.Piłsudskiego) i
    odkrylam sliczne lampy zapachowe, i oblędne olejki do nich, są bardzo trwale i
    piekne leza tez na skorze, jest 16 roznych do wyboru. 500 ml kosztuje 60 zl:)
    (moge sie mylic, ale chyba nie)
    Nie wspomne o Panu ktory tam pracuje, zna sie na zapachach i pozdrawia Forum:)
    O.

    www.redriverdrugs.com/lampe_berger/
  • epikurejka 24.08.05, 23:03
    kiedy ja zaczęłam testować zapachy z roletek na skórze, a robiłam to sumiennie
    (większość) to ledwie dojechałam do domu. Ale to moja wina bo przesadziłam. A
    zapachy owszem,ciekawe

    www.lampeberger.fr/default.htm
  • chatka_ 27.08.05, 16:15
    Do plecaka wrzucialam dwie miniaturki, Attraction - na tance, Miracle, z
    nadzieja, ze w koncu je skoncze i dwie probeczki: Sensi White Flowers - na
    sieste i Pure Jil Sander- na obudzenie. Mialam jednak nadzieje, ze zaden z tych
    zapachow nie bedzie mi tak przypominal Kuby jak te, ktore dopiero sobie sprawie
    na lotnisku i na miejscu.

    Na Berlin-Schoenefeld znalazlam prawie wszystko czego szukalam i nie szukalam.
    I popadlam w panike, jak tu zdecydowac sie na jeden, gdy wlasciwie zadnego
    urody nie bylam juz pewna. Taki faworyt jak Opium Fleur de Shanghai zupelnie
    nie pasuje do mojego "wnetrza" - nie lubie koronkowych serwet i sztucznych
    kwiatow w krysztalowych wazonach; Shalimar pieknie rozpoczal hebanowych
    drewnem, ale po cholere ktos go wypastowal... Orange Magnifica AA urzekla jak
    za pierwszym razem, ale coz jesli moi panowie ja zdyskwalifikowali, z ich
    zdaniem musialam sie jednak liczyc, w koncu mielismy razem miesiac spedzic.
    Bulgari BLV Notte uznali za bardzo kobiece, a mi wydaly sie jakies meskie.
    Zupelnie odwrotnie bylo z JdN Hermesa, a jak przyszla kolej na Lucky Day,
    stwierdzialam, ze nic nie czuje...

    Wyladowalam wiec z nadzieja na lokalne perfumy. Jedynym ich producentem na
    Kubie jest firma Suchel Fragancia. Najbardziej popularne i rozreklamowane to
    Mariposa (Motyl), nazwa pochodzi od pieknego bialego kwiatu o iscie motylich
    platkach, ktory jest symbolem Kuby. W naturze przypomina jasmin (platki jasminu
    w cukrze?), we flakonie - Pleasures EL. Coral Negro kolejny kubanski zapach to
    tandetny ulepek, nie warto o nim wspominac, wybralam Camerate - na Kubie rosnie
    wiciokrzew, wcale bym sie nie zdziwila. Poczatek ma wcale nie zachecajacy, tyle
    ma w sobie dyskrecji i szlachetnosci co perfumy "na wage", ale final mieciutki
    i subtelny jak dotyk platkow maripozy... Mialam okazje dotykac i wachac wiele
    innych kwiatow, ktorych nazw niestety nie znam, niektore pachnialy landrynkami
    w ksztalcie czastek mandarynki i taki tez mialy kielich, inne choc kusily
    kolorem i forma, zapachu w sobie niewiele mialy.

    Z marek zachodnich regularnie spotykalam tylko trzy: Caroline Herrere, Paco
    Rabanne i Nine Ricci, ale w zupelnie nieoczekwanych miejscach, w malych
    miescianch spotkac udalo sie pokaznych rozmiarow perly : Fleur D'interdit
    Givenchy, Birmane Van Cleef & Arpels czy Byzance by Rochas.

    Camerata ostatecznie bardziej spodobala sie mamie niz mnie. A ja wrocilam do
    Attraction, ktory zbieral wiele kompelmentow, a po powrocie czekala na mnie
    Oriental Summer zarezerwowana u Merolik. Sezon wiec nie okazal sie taki zly :)
  • sorbet 03.09.05, 00:20
    Czy ktoś ma może wrażenie, że w Caleche jest coś podobnego do EdM? To coś
    słodkiego, "mineralnego", które kojarzyło mi się z słodkiem wapniem do
    jedzenia, hihi. Oczywiście jest to tylko jedna z nut:-)

    Spróbowałem także L'Artisan L'Eau d'Ambre, dzięki Olesi. To chybna najbardziej
    komfortowa ambra jaką znam. Słodycz, miękość, puder. Odrobinę tylko
    zwierzęcości. Fajnie. Ale czy po to człowiek perfumuje się ambrą, żeby się
    czuć "komfortowo":-)?

    --
    kod.blox.pl - blog.literacki
  • olesiam 03.09.05, 09:56
    Czy ktoś ma może wrażenie, że w Caleche jest coś podobnego do EdM? To coś
    > słodkiego, "mineralnego", które kojarzyło mi się z słodkiem wapniem do
    > jedzenia, hihi. Oczywiście jest to tylko jedna z nut:-)

    Podczas jednego ze spotkan z Graza wlasnie to jej powiedzialam:)Wiedzialam, ze
    kupila Caleche Delikatny i wieczorem zrobilam test na lapie dla przypomnienia,
    to bylo to cos, co w EdM jest gdzies po 2-3 godzinach w tle, matko jak to
    opisac:)ale potwierdzam te teorie:)
    O.
    --
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15707
  • marla30 06.09.05, 10:39
    Oj, a na mnie nie mają ani jednej wspólnej nuty. Co więcej, ukochany EdM strasznie mnie zmęczył niedawno na uroczystym rozpoczęciu roku szkolnego w szkole muzycznej. Wcześniej się psiknęłam delikatnie, a podczas (baaardzo długiego) koncertu męczyłam się straszliwie, bo EdM gdzieś się zatrzymał w nutach początkowych, tych dusznych, jakby kurzowych, i tak sobie trwał, roztaczając wokół aromat figi. W końcu zniknął bez śladu. Pierwszy raz mi taki numer zrobił. Caleche delikatne z kolei zawsze na mnie tak elegancko pachnie, lubię to, bo szczególną elegancją nie grzeszę :). A niedawno doszła do mnie przesyłka od iem z Faubourgiem i zapachnę sobie nobliwie dziś pod wieczór, co w zestawieniu z porwaną koszulką i bojówkami da dość dziwny efekt.
  • marla30 05.10.05, 19:00
    Chyba źle w głowie miałam - oczywiście, chodziło mi o ukochany Un jardin en Mediterranee, a nie EdM :)). Skąd by tam figi? Czyli cała moja wypowiedź bez sensu i związku z poprzednimi postami.
  • mathilde17 07.09.05, 16:14
    Wybrałam się wczoraj przetestować nowości, których pierwszy wysyp pojawił się w
    perfumeriach. Ogólne wrażenie - wiele z tego, co wąchałam, to
    zapachy "bezpieczne", w tym sensie, że po ciekawej pierwszej nucie zlewają się
    w dość już ograny zestaw wanilia - ambra - jakiś kwiat, często jaśmin. Czyli,
    pokrótce mówiąc, im dalej, tym gorzej. (Chyba rozbestwiłam się na zapachach SL,
    po nich inaczej się już patrzy na resztę świata perfumowego, hihi.) Druga
    większa grupa, jaką mój nos rozróżnia, to zapachy paczulowo - żywiczne (tu
    przynajmniej ta ambra pachnie jak należy) - te zdecydowanie wolę; Prada jest
    póki co faworytem w moim osobistym rankingu.
    Na rękach przetestowałam Le Parfum Lalique'a i Euphorię CK. Ten pierwszy
    nieodparcie skojarzył mi się z Brit Red - to samo wrażenie owocowego ciasta,
    kwaskowato - waniliowego. Później jednak pojawia się o wiele więcej paczuli,
    która zostaje na ręce w towarzystwie stonowanej dość wanilii i kwaśnych owoców.
    Rezultat mniej słodki niż BR. Wyczytałam, że w nutach jest liść laurowy,
    jaśmin, heliotrop, bób tonka i paczuli. Nie wiem czy kiedykolwiek nauczę się
    rozróżniać heliotrop:))
    Pierwszy niuch Euphorii rzeczywiście zawraca w głowie. Fachowa prasa twierdzi,
    że to egzotyczne owoce; ja poczułam dziwną, ale fajną mieszankę truskawek i
    paczuli. No ale -właśnie- potem łagodnieje i banalnieje; paczula wprawdzie
    gdzieś tam się do końca plącze, ale całość robi się kremowo słodka i ambrowa,
    ale tą mniej surową ambrą (to biała? szara? nie wiem).
    Hypnose Lancome rozczarowuje, ale też nie spodziewałam się rewelacji - już
    Attraction był nieciekawy. Pierwsza świeża i zielona nuta (wetiwer) szybko
    ulatuje, a potem same nudy - słodko, mdławo i banalnie. Na papierku przypomina
    trochę Instant, skojarzył mi się też z Kingdom, albo z Visit. Jakoś nie lubię
    tych zapachów, są na jedno kopyto.
    Przyjemny dosyć jest V Valentino; początek świeży, zielono-grejpfrutowy, potem
    czuć słodkie, ale łagodne i lekkie kwiatowo - migdałowe nuty na drzewnym
    spodzie.
    Wąchałam jeszcze Cerruti 1881 Collection, w którym dominują winogrona na
    kwiatowo-drzewnym tle, i Promesse Cacharel - no, to już jest banał do kwadratu,
    typowe kwiatowo - owocowe z piżmowo -drzewną bazą, takich zapachów jest od
    groma.
    Była możliwość powąchania Alien "en avant-premiere", ale trzeba było poprosić
    ekspedientkę, a akurat wszystkie się gdzieś ulotniły. Może zrobię jutro drugie
    podejście.
    W Marie-Claire przeczytałam jeszcze o nowych perfumach Frederica Malle - Carnal
    Flower. W składzie mają być tuberoza, kwiat pomarańczy, kokos i kamfora (tak!).
    Brzmi intrygująco, chociaż białe kwiaty to wybitnie nie moje klimaty. Yves
    Rocher ma wypuścić nową kolekcję Secrets d'Essence (chyba bardziej ekskluzywną,
    sądząc po flakonie na obrazku i cenie), gdzie pierwszym zapachem ma być Voile
    d'Ambre. W składzie ma być skórka zielonej mandarynki, mirra, kadzidło,
    wanilia, sandałowiec i paczuli. Bardzo jestem ciekawa tego zapachu. Guerlain
    stworzył trzy nowe zapachy - przypuszczam, że butikowe - we flakonie z taką
    staromodną pompką (Prada też ma takie, ale nie wiem czy na wszystkich
    flakonach): Rose Barbare, Cuir Beluga (ponoć zamszowa wanilia), i Angelique
    Noire. Widziałam też w perfumerii Classique JPG w nowym, soczyście koralowym
    gorsecie - fajny. No i nie mogę się już doczekać, kiedy niuchnę Cedre SL - ma
    tam być - oprócz drzewa cedrowego - cynamon, goździki, ambra i tuberoza.
  • sorbet 07.09.05, 16:19
    Właśnie czuję w Wawie "wszędzie" paczulę, fajną, słodką, chyba z ambrą:-)

    Mathilde, czy wiesz coś na temat nowej jaśminowej LArtisan? Podobno ma być to w
    stylu harvest, czyli tylko jaśmin z Tunezji chyba i tylko w jakieś tam porze
    roku.

    Myślę że Prada zarzuciła modę na paczulę, też mi się podoba:-)
    --
    kod.blox.pl - blog.literacki
  • sorbet 07.09.05, 16:26
    LE, 2900 butelek.

    --
    kod.blox.pl - blog.literacki
  • mathilde17 07.09.05, 17:02
    Nie, przyznam, że pierwsze słyszę:) W butiku w Aix gdzie wąchałam Artisany, nie
    są one główną ofertą i przypuszczam, że właścicielka rzadko aktualizuje
    asortyment. Sklep firmowy jest w Marsylii, chyba się przejdę przy okazji:)
    Na stronie Artisana też nic nie ma.
  • sorbet 07.09.05, 17:10
    Wyczytałem z BN:-) Premiera jesienią więc myślałem, że już jest. Napisz coś jak
    go już widzisz:-) Dzięki!

    --
    kod.blox.pl - blog.literacki
  • mathilde17 07.09.05, 17:47
    Właśnie znalazłam jego opis na blogu znalezionym przez Perfumiarza:
    boisdejasmin.typepad.com/_/2005/08/perfume_review__13.html
    (mam nadzieję, że się link otworzy:))
    Super blog, zresztą - właśnie czytam piękne opisy...
  • sorbet 07.09.05, 18:23
    O dzięki, to jeden z najlepszych blogów o perfumach:-P, wraz z Turina i noew
    smell this. Właściwie nie wiem czemu nie napisałem o nim na forum, hihi.

    I jak tu powiedzieć że kwiat pomarańczy jest babciny. Kojarzy mi się właśnie z
    b. wczesną młodością (tj. moją, hehe) Uwielbiam ten zapach. Także ylang i
    jaśmin, nawet polubiłem tuberozę (same babcine). W realu jaśmin i ylang jest
    również przepiękny.


    --
    kod.blox.pl - blog.literacki
  • elve 08.09.05, 00:50
    sorbet, widzę, że mocno stajesz w obronie kwiatków pomarańczy. musze więc
    sprostować - one moim zdaniem pachną pięknie, o czym już nie raz pisałam a
    propos fleurs d'oranger Lutensa. ale ten składnik jest imo używany w perfumach
    raczej nieumiejętnie, z przesadą, ze złymi składnikami, które podbijają jego
    dławiczość i duszność, zamiast wysuwać na pierwszy plan jego obfitość, bogactwo.
    stąd bardzo często babciny efekt w zapachach je zawierających.
    a swoją drogą - myślę że pod pojeciem babcinego zapachu każdy widzi coś troszkę
    albo nawet bardzo innego :)
    --
    PanTymonek
    jest już duży :)
    * Forum Czechy
    ** www.ei.edu.pl
  • sorbet 14.09.05, 17:56
    No kwiat jest moim ulubionym:-) Te babcine kwiaty są już klasykami i niestety
    to one "źle" :-P się kojarzą. Teraz robi się zapachy z kwiatów o egzotycznie
    brzmiącej nazwie. Tyle ze my tak naprawdę nie bardzo mamy okazji żeby się
    przekonać, jak to się ma do rzeczywistości.

    Powiedziałbym też, że olejki kwiatów pomarańczy (lub jaśminu, ylangu czy
    tuberozy) są dość drogie i użyto po prostu jakiegoś space headu, niezawsze
    najlepszej jakości i niezawsze to wychodzi ładnie na skórze. Pamiętam że SL
    mówi iż traci na FdO:-) ale to jego ulubiony zapach i już.

    --
    kod.blox.pl - blog.literacki
  • modern_witch 15.09.05, 22:12
    ciekawe, kiedy się okaże, że jednak kwiat pomarańczy jestem w stanie polubić;-P

    moja awersja do tej nuty dotyczy głównie jednego jej wcielenia - i może to
    własnie się okazać, że to jakiś kiepski syntetyk - wyczuwalnego w niektórych
    męskich wodach kolońskich. Roboczo określam takie wody jako "zadbany starszy
    pan", oczywiscie nie chcąc nikogo urazić;-P. Takie wody uwielbiał mój nieżyjący
    już dziadek - z jednej strony więc ten zapach nawet budzi jakąś nostalgię -
    natomiast tak "estetycznie" i "dla mnie" to ta nuta jest trudna.
    Zwłaszcza, że dziadek należał do "starej szkoły" głoszącej, że kobietę (a zatem
    wnuczkę też) mozna w lany poniedziałek co najwyżej dyskretnie spryskać wodą
    kolońską. I robił to z upodobaniem. Och, jak ja wtedy prychałam ze złości, już
    bym chyba kubeł wody wolała... choć teraz to i może nawet i na oblanie połową
    butli tej wody kolońskiej bym się zgodziła, byle by to on mógł być
    tym "oblewającym", no ale to już inna rzecz... w każdym razie sentyment za
    dziadkiem to jedno, ale ten kwiat pomarańczy, ostry i koloński, pewnie właśnie
    syntetyczny, jest dla mnie trudny bardzo.

    Za to FdO SL zapamiętałam inaczej. Pamiętam, jak zaskoczona stwierdziłam, że
    to "pierwszy i jedyny kwiat pomarańczy, który mogłabym nosić". Nie drażnił,
    miał w sobie jakąś słodycz, coś co jednocześnie uruchamiało i węch i kubki
    smakowe... tak to też jeden z tych zapachów, których smaku musiałam na skórze
    spróbować (jeszcze się wtedy wstydziłam tu na forum do takich "perwersji"
    przyznawać;-P)
    I tak się teraz zastanawiam, moze moja niechęć do kwiatu pomarańczy faktycznie
    odnosi się do tego syntetycznego, a tak naprawdę kiedyś mnie jeszcze ten zapach
    zaskoczy... no bo już blisko, 24 F lubię... a z FdO o krok, o krok od
    polubienia się byliśmy...

    --
    a który raz na naszych oczach wielkie miasto
    każe prostym - na nas prosto - wydostawać się z obłędu...(Jacek Kleyff)
  • mathilde17 14.09.05, 17:32
    Wąchałam dziś nowego SL - Cedre. Jak zwykle olśniewa bogactwem i smakowitą
    zmysłowością... Pierwszy niuch to niemal czysty cynamon, który następnie robi
    się nieco cukierkowy, karmelowy (hmm, to pewnie ta tuberoza...), po czym
    wkraczają przyprawy, piernikowe, że aż w nosie kręci. W głębi gra drzewno -
    szyprowa nuta, taka jaką znam z Mitsouko czy Winter Delice.
    Właśnie! Winter Delice. Przez całą drogę z miasta miałam to na końcu języka,
    tfu, nosa:)). Te bazy mają całkiem podobne.
    Przetestowałam też Voile d'Ambre Yves Rocher. Początek rzeczywiście bogaty,
    czuć ambrę, mirrę, trochę kadzidła (betlejemsko się robi), tylko nie wiadomo,
    co dalej, bo zapach niestety znika, przynajmniej z ręki. Na papierku czuć
    jeszcze paczulę.
    Aha, i napotkałam w Sephorze jakąś nowość Escady, o której w ogóle wcześniej
    nie słyszałam ani nie czytałam. Pudełko blado-zielono-niebieskie z amarantową
    (chyba) kropką. Nazwy nie ma. A pachnie bardzo przyjemnie, tylko bardziej
    letnio niż jesiennie. Na początku owoce, zwłaszcza mango, potem kremowe,
    lekkie, delikatne kwiaty. Taki w stylu Be 21 Orlane.
  • elve 14.09.05, 21:23
    to nowy zapach flagowy escady, u nas jeszcze nie ma. za to jest Promesse
    Cacharel. prosze Państwa, uwaga! proponuję trzymać się daleko od tego świństwa!
    przepraszam za mocne słowa, ale to chyba jeszcze większa porażka niż Kenzo
    Summer... pachnie toto jak jedna z sezonówek escady, tylko jeszcze sztuczniej i
    jeszcze mniej ciekawie. ja bym na to nawet "landryna" nie powiedziała, bo
    landyna jest słodka i zdecydowana, a to jest kwaskowe i jakies takie rozmemłane,
    nieczyste. brrrrrrr, paskudztwo! nawet zapach Paris Hilton jawi się przy
    Promesse jako coś całkiem zacnego! zgroza! lol :D
    może to moja skóra harce wyczynia i coś przekłamuje, nie wiem. ale Promesse
    wygra u mnie w kategorii najgorszy zapach jesienny 2005.
    --
    PanTymonek
    jest już duży :)
    * Forum Czechy
    ** www.ei.edu.pl
  • kalia_t 14.09.05, 22:52
    Elve naprawdę jest tak źle, może Promesse ma jednak jakiś mały plus, w końcu to
    obietnica...? Cały czas jednak czekam na Cacharela, bo w Poznaniu jak
    zwykle "delikatny" poślizg:D:D:D, a tu takie wieści Hiobowe z frontu nadchodzą
    <chlip>. Paris Hilton już wąchałam, wystarczył mi niuch z atomizera, aby
    wiedzieć, ze niekoniecznie mam ochotę na bliższą znajomość z tym zapachem.
    Landryna aż piszczała z radości, a gdyby tego było mało to różowo-
    fluorescencyjny flakon mnie oślepił.... Obiecuję, że jak tylko dorwę Cacharela
    w Poznaniu to natychmiast podzielę się wrażeniami.:)


    --
    "Nie chcę więcej, twoje serce do życia wystarczy
    Twoje serce, co zagrzewa do walki o każdy dzień
    Twoje serce, które cierpi i kocha namiętnie,
    które bije, coraz prędzej, goręcej."
  • chatka_ 14.09.05, 22:57
    Tak, to najbardziej różowy ze wszystkich różowych zapachow.
  • dori7 17.09.05, 21:10
    elve napisała:

    > Promesse
    > wygra u mnie w kategorii najgorszy zapach jesienny 2005.

    U mnie ma drugie miejsce, zaraz za City Glam. Wg mnie Promesse poczatek ma nawet
    do zniesienia - slodki, kwiatuszkowy, banalny - pewnie spora grupa kupi go po
    testach typu "wachamy szyjke butelki, a ostatecznie pryskamy nadgarstek i po
    minucie decydujemy sie na zakup". A potem bedzie morderstwo w tramwaju, bo ten
    obrzydliwy kwasek pojawia sie dopiero po dluzszej chwili, brrr :((

    Jesli pojawi sie na miescie spora grupa wielbicielek City Glam i Promesse, to
    rozwazam kontratak w postaci trzech psikow Slonia! Zadne kwasno-mydlane kwiatki
    nie beda w stanie sie przebic przez taki pancerz :P
  • kalia_t 18.09.05, 21:00
    Dori7 miej litość:-))):D Promesse to słodko-kwaśny koszmarek w stylu landrynek
    Brando ze szczyptą rachitycznych kwiatków na początku, nieprzyjemnie wwierca
    się w nos i pozostawia "niezapomniane wrażenie".:((( Jednak City Glam będę
    bronić jak kiedyś Chic:))) Z założenia jest to zapach szyprowy, ale na sobie
    żadnych szyprowych nut nie wyczuwam(na szczęście!)- czyli podobna sytuacja jak
    w przypadku Skin, jedynie pod koniec w bazie deliktnie unosi się paczula. CG
    ułożył się swieżo i dość oszczędnie, oznacza to że nie jest nachalny, tylko
    lekki i otulający przy powiewach wiatru. Początek ma musujący i świeży (czarna
    porzeczka, kolendra), później wyczuwam delikatne kwiatki, ale takie bardziej z
    proszku do prania niż z łąki, całość jest przyjemna i niezobowiązująca...
    Moim skromnym zdaniem City Glam nie jest zapachem na zimę czy też jesień, za to
    doskonale będzie się sprawdzał w upalne dni, doskonale orzeźwiał i chłodził.
    Dzięki nutce świeżego prania, ma charakter sportowy i doskonale nadaje się na
    dzień do biura i na spotkania mniej oficjalne, najmniej przypadł mi do gustu
    flakon, ale w przypadku Emporio to już tradycja...:)
    --
    "Nie chcę więcej, twoje serce do życia wystarczy
    Twoje serce, co zagrzewa do walki o każdy dzień
    Twoje serce, które cierpi i kocha namiętnie,
    które bije, coraz prędzej, goręcej."
  • dori7 20.09.05, 11:40
    Zeby on na mnie chcial sie tak rozwijac, to na pewno bym nie psioczyla! Super o
    nim napisalas :))
  • kalia_t 20.09.05, 19:30
    Dzięki:))), a o Hypnose to chyba opowiadanie napiszę;-))))
    --
    "Nie chcę więcej, twoje serce do życia wystarczy
    Twoje serce, co zagrzewa do walki o każdy dzień
    Twoje serce, które cierpi i kocha namiętnie,
    które bije, coraz prędzej, goręcej."
  • sorbet 20.09.05, 19:46
    Promesse to takie zeszłoroczne porzeczki ?:-P

    Dziś bawiłem się Hypnose w Sephorze i niemal odskoczyłem z przerażenia, kiedy
    to spray z aparatu wycelował prosto na mnie. Tak to jest kiedy człowiek szedł
    na "spacerek" bo w pracy by zasnął:-D.


    --
    Dylematy Lodga - blog.literacki
  • lune 21.09.05, 09:24
    syntetyczne cos - slodko-kwasne ... wystarczyl mi jeden psik na papierek ; nie
    odwazylabym sie tknac tym skory :(
    obok stal sobie nowy Cerruti - wrazenie podobne ;

    wlasciwie to juz nie wiem ktory byl bardziej paskudny - czy ten syntetyczny
    porzeczkowy czy ten syntetyczny wisniowy ?

    uwazam ze sie totalnie deklasuja takimi propozycjami ; az zal tych wielkich
    nazwisk dla tak tandetnych sztuczek :((((

    lune

    ps. nie wykluczam ze to moj nos tak wybrzydza ; byc moze ktos dostrzeze urok
    ktory dla mnie jest poza zasiegiem ;)
  • mathilde17 15.09.05, 16:07
    Powąchałam dziś Aliena i muszę powiedzieć, że jeśli ktoś spodziewa się
    rewolucji na miarę Angel, to się mocno zawiedzie... Mugler zrobił zapach
    bezpieczny, niczym się nie wyróżniający pomiędzy wieloma innymi nowościami;
    znowu jaśmin plus wanilia-ambra. Słodkie to, miłe jak miękki sweterek, i
    niewiele więcej, żadna tam "świetlista istota otwierająca wrota do innego
    świata", jak to tekst reklamowy głosił. Troszeczkę może tam pobrzmiewa znany z
    Narciso łagodnie maślany akord, ale obudowany jest o wiele banalniej. Ogólnie
    rzecz ujmując, znowu przerost formy nad treścią i wiele hałasu o... prawie nic.
    A Promesse faktycznie jest brzydki i banalny, robi się paskudnie kwiatkowo-
    kwaskowy już na papierku.
  • sorbet 17.09.05, 20:13
    Dziękuję Mai za całą ksiązeczkę:-) Wąchałem dziś

    1. Vetiver Oriental - podobno najlepszy wetiwer ale imo jest bardziej oriental
    niż wetiwerowy. Bardzo mocny drzewny, z jakąś apteczną nutką. Dużo chyba
    wanilii, która daje miękkie i słodkie tło, ale i to też uroda woskowych próbek.
    Czuję także coś kwaśnego, ala cytrynę:-) i akork "slepu z dywanami". Po
    dłuższym czasie występuje Kouros, w znacznie lżejszym wydaniu.


    2. Un Lys - który na początku jest raczej Un jaśmin i Un tuberoza. I prawie się
    nie zmienia.

    3. Tubereuse Criminelle. Bardzo bardzo fajny jaśmin:-) z tuberozą. Nie jest aż
    tak słodki i nascycony jak Fracas, z odrobiną zielonej nutki i przytłaczającego
    wosku:-) niestety.

    4. Rose de Nuit. Świeża, trochę ostra i metaliczna róża. Intrygująca, lecz wax
    nie jest dobrym testerem dla kwiatowego zapachu. Ten jest z tej ligii co Fleur
    de The Rose Bulgare i Sa Majesté la Rose też SL imo, mniej tu czuć jednak
    ambry i "ziemii".

    Ciąg dalszy nastąpi (testowałem kiedyś chyba Chergui - b.b. interesujący
    zapach, dziś jeszcze raz powącham.)
    --
    kod.blox.pl - blog.literacki
  • kalooo 17.09.05, 20:19
    > 2. Un Lys - który na początku jest raczej Un jaśmin i Un tuberoza. I prawie
    się
    >
    > nie zmienia.


    ;DDD
    --
    pzdr
    kaloo
    KONIECZNIE kliknij w polskie serce
    [*]
  • sorbet 22.09.05, 00:47
    Wąchałem

    Passage d'Enfer - nie bardzo ten zapach rozgryzłem. Wcale mi nie pachnie tak
    palonym kościelnym kadzidłem jak w Avignon:-). Jest wilgotnie, jakieś zioła,
    piżmo. Klimat średniowieczny. Przez moment pachnie nawet
    bardzo "fizjologicznie":-P. Może to właśnie przez białe lilie? Początek i
    serce zapachu wariuje, dopiero glębia jest bardziej "jednorodna". Wyłazi
    łagodna świeżość, słodycz i dymne, delikatne "avignionowe" kadzidło. Dzwiny
    jest ten zapach:-) hihi. Głębia warta grzechu.

    Méchant Loup jest super. Suszone śliwki, bardzo "realne". Poźniej tytoń, super
    tytoń, słodki, aromatyczny, "wciągający":-P Czuję także coś jak mech, palone
    drewno, cyprys. Głębia po kilku godzinach nie jest już aż tak mocna. A szkoda:-)


    Mure at Musc - fajna kolońska świeżość (czuje pomarańczę i sosnę - takie świeże
    drewno) + miękkie piżmo. Przypomina jedno z mydełek Roger Gallet :-)

    Voleur de Roses - to chyba więcej liści niż kwiaty. Pachnie mocnym, "ciemnym"
    kolorem, ziemią, liśćmi. Chłodny. Głębia jest miękka i słodka jak Samsara,
    hihi, chyba wanilia, sandałowiec, olejek różany. Nie testowałem tego zapachu
    zbyt dobrze, mam tylko na papierku, ale mam przed oczami letni orgód z różami
    nocą, oświecony księżycowym światłem. Bo to nie jest taka świeżutka, "naga"
    poranna róża.

    Etro new tradition - jest raczej old tradition. Dużo paczuli.

    Nowe Lalique, no przypominają mi Ta'if, lub Irresistible w głębi, tylko o
    wiele mocniejszy, czyli wanilia + różany olejek. Goździki też:-P

    --
    Dylematy Lodga - blog.literacki
  • sorbet 22.09.05, 01:50
    > Etro new tradition - jest raczej old tradition. Dużo paczuli.
    I lawenda:-)


    --
    Dylematy Lodga - blog.literacki
  • sorbet 30.09.05, 23:12

    --
    Siła złudzeń - blog.literacki
  • sorbet 22.09.05, 17:14
    Nie wiem od jak dawna.:-)

    Takze wąchałem LInstante PH EdP - mocny z jakąś gorzką nutką. Co to może być?
    Pewnie "Twórcy" wzięli krytykę do serca i odsłodzili zapach. Zdecydowanie
    podoba mi się pierwsza wersja, tj. EdT.


    --
    Dylematy Lodga - blog.literacki
  • forevermore79 23.09.05, 09:40
    O, nie zauwazylem i zalozylem osobny watek, nie szkodzi :-). Z innych nowosci-
    Dior Homme mysle, ze Ci sie spodoba, to tez moj kandydat na ta jesien, procz
    L'Instant EdP. Moja kolekcja ma zamiar sie wiec powiekszyc o Guerlaina, Gucci
    PH, moze Diora Homme, a i tego slynnego Eau Noire Dior Cologne tez nie
    odpuszcze :-). No pozyjemy, zobaczymy.
    A co jeszcze wachelem ostatnio- Euphoria CK, niedlugo bedzie u nas w sklepach-
    calkiem przyzwoity, slodko-kwiatowo orientalny, nieco cieply- lepszy od
    poprzednich premier Calvina Kleina- a opakowanie i reklama sa ciekawe.
  • sorbet 23.09.05, 11:29
    Nie szkodzi, Extreme zasługuje na oddzielny wątek:-) Czy Dior Homme też będzie
    w Polsce? To sezon zapowieda się arcy-ciekawy:-) Debiutów mało ale są dość
    wysokiego lotu imo.




    --
    Nienaturalny stan jednorożca - blog.literacki
  • forevermore79 23.09.05, 11:41
    Dior Homme bedzie juz u nas lada dzien (na lumiere.pl jest cala linia, a moze i
    Wawie gdzies juz mozna dostac)- piekny, naprawde wnosi cos niszowego do
    bardziej masowych, choc wciaz selektywnych zapachow- slodkawy, blisko skory,
    irysowo-skorzany, elegancki. Warto sprawdzic tez go na stronce Diora:
    www.dior.com/pcd/International/JSP/Library/Full/fullf_L2.jsp?pTPL=913
    Oczywiscie, tria Dior Cologne nie bedzie u nas- wciaz tylko w butikach Dior
    Homme i wybranych domach towarowych na swiecie.
    A malo debiutow? Oj, to dopiero poczatek sezonu, bedzie duzo wiecej- tej
    jesieni jeszcze u nas np. Gaultier2, Euphoria, duety Lacroix Tumulte i GF
    Ferre, Stella Rose Absolute, Paul Smith Floral, Escada by Escada, cK one scene,
    Very Irresistible Sensual, Arden After Five, b. udany i orientalny Brit Gold, z
    meskich chocby Davidoff Silver Shadow (kiepski, choc wersja Pure Blend jest
    bardziej interesujaca).
  • sorbet 30.09.05, 13:10
    Papierek z zeszłego tygodnia pachnie czystym piżmem:-) i naprawdę leciutkim
    kadzidłem.

    --
    Siła złudzeń - blog.literacki
  • sorbet 03.10.05, 12:58
    Po raz pierwszy (po zużyciu prawie całej próbki) wychodzi na mnie jaśmin z
    kwiatem pomarańczy - taki właśnie jak w BdIles. Ohhh jakże się cieszę:-P


    --
    Siła złudzeń - blog.literacki
  • sorbet 03.10.05, 13:10
    sorbet napisał:

    > Po raz pierwszy (po zużyciu prawie całej próbki) wychodzi na mnie jaśmin z
    > kwiatem pomarańczy - taki właśnie jak w BdIles. Ohhh jakże się cieszę:-P
    >
    >

    Nie no wprowadziłem Was w błąd. To sweter pachnie BdI z piątku:-))


    --
    Siła złudzeń - blog.literacki
  • modern_witch 03.10.05, 19:01
    :-DDDDD
    A myślałam, że takie pomyłki to moja specjalnośc;-P
    Do dziś nie wiem, jak to wtedy z tym Sport Jil Sander było. Możliwe, że jednak
    psiknęłam sobie najpierw na rękę Pure a potem na to samo Sport i zachwycałam
    się niepomiernie, jaki ten nowy zapach do Pure podobny i jak mi przypadł do
    gustu;-P. Hehe. Już nie będę tego wiedzieć...
    --
    nie mam nic na usprawiedliwienie
    czemu na tym świecie jestem, nie wiem
    albo nie pamiętam, albo mniejsza o to,
    skoro ponad nami taki las... (Jacek Kleyff)
  • sorbet 05.10.05, 17:23
    Drzewny, mocny, ale imo zbyt "wierna interpretacja" oryginału, czyli Le Male
    JPG:-P

    Butelka fajna:-)

    --
    Siła złudzeń - blog.literacki
  • mathilde17 11.10.05, 18:53
    Przetestowałam dziś Fleur d'Oranger Artisana. To piękna wersja kwiatu
    pomarańczy, i mówi to osoba, która za tą nutą raczej nie przepada:)).
    Najogólniejsze wrażenie - czysty. Żywy kwiat, nie ciężkawy, nie babciny, nie
    mydlany. Czuć niemal mięsistość białych płatków. Na początku z leciutką zieloną
    nutką, potem robi się pięknie miodowy, to mnie do niego najbardziej przekonało.
    Słoneczny, lekki, radosny.
    Pani w butiku powiedziała,że na razie nawet nie może go jeszcze sprzedawać,
    daje tylko powąchać "spod lady" i prowadzi zapisy - sklep ma dostać 10
    flakonów, a już 6 jest zaklepanych. Cena? 190 euro. Próbek też niestety nie
    miała, w zamian dała mi próbkę Ananas Fizz - bardzo fajne, świeże, aż
    bąbelkujące połączenie ananasa i grejpfruta, aż chciałoby się wbić zęby w ten
    zapach:)
  • kalooo 11.10.05, 22:16
    Gad Demyt!190 EUR???A co to jakaś extraordinary edycja ze złoconymi kantami czy
    co??;)))
    --
    pzdr
    kaloo
    KONIECZNIE kliknij w polskie serce
    [*]
  • sorbet 12.10.05, 00:51
    To sezonówka. Taka prawdziwa:-) tj. zrobiona z tego rocznego zbioru kwiatów z
    Tunezji. Mocno LE. Cena "niczego sobie" :-P w porównaniu z LE Hermesa 24
    Faubourg (1000 euro)

    --
    Siła złudzeń - blog.literacki
  • eowyn 12.10.05, 20:04
    Dawno nic tu nie pisalam, mam zaleglosci w swiecie zapachow, ale bedzie co
    nadrabiac:)

    Dzis otrzymalam przesylke od nituliny z Easy Krizia dla mojej przyjaciolki. Za
    pozwoleniem tej ostatniej zrobilam sobie test, czy i ja bym sie mogla polubic z
    tym zapachem, ale moze i na szczescie(bo trudno juz go dostac) okazuje sie, ze
    nie bardzo. Zaczynalo sie bardzo obiecujaco, bo pierwszym skojarzeniem byl
    korek od dobrego porto z nuta cynamonu, ale potem na mojej skorze zrobilo sie
    zbyt drzewnie i mam tylko wrazenie, ze poglebilo to moj dzisiejszy bol glowy :(
    Nie lubie tez pachniec drzewem sandalowym, wiec to tez zadzialalo na niekorzysc.
    Ale flakonik mi sie bardzo podoba:)

    Od jutra zaczynam rajd po sephorach i douglasach, tyle sie naczytalam o
    Narciso, ciekawe czy mi sie spodoba w rzeczywistosci.
    Przelotem wachalam Aliena, ale mnie odrzucil, nie lubie jasminu chyba.

    Pozdrawiam:)
    --
    There is a star in the sky
    guiding my way with its light
  • modern_witch 13.10.05, 19:58
    Zachęcona propozycją w smsie, że za kupno wody Micallefa Love lub Passion
    dostanę prezent w postaci 30 ml którejś z pór roku (pamiętam, że jedna mi się
    nawet podoba, chyba jesień) odreptałam do Q w towarzystwie Kaloo, coby obadać,
    czy warta skórka wyprawki. Niestety, z żalem mówię, że nie warta.
    Piszę, pisze i uświadamiam sobie istnienie w mózgu czarnej dziury... otóż, ja
    opisze te wody...tylko nie pamiętam ktora jest która, możliwe zatem, że opiszę
    Passion jako Love i odwrotnie...
    Jedna jest w każdym razie w szarym flakonie i to jest chyba Love - męska, druga
    w czerwonym, to chyba Passion. Jak odwrotnie, no cóż. Będę może operować
    kolorami, bo to pamiętam jak pachniało;-)
    Szary flakon (założylismy, że to Love, tak?) zawiera istny skroplony anyżek,
    normalnie niemal w stanie świeżym! Dla mnie, niestety, jeden z wrogów
    naturalnych. Nie zapomnę, jak mnie raz w życiu zmuszono do wypicia ouzo. Chyba
    zachowałam sie nieco niekulturalnie. Teraz już wszyscy wiedzą, że mi sie takich
    rzeczy nie daje;-P. Potem nie jest lepiej. Wyłazi na mnie ogórkowy niemal
    świeżuch... No, może teraz jest ładniejszy. Takie coś miłego nawet, nie
    męczacego, niezauwazalnego i całkiem nie wartego swojej, prawdopodobnie
    wysokiej, ceny, o którą nawet nie zapytałam;-P
    Na drugiej łapie czerwone (powiedzmy, ze to Passion, choć jak wiadomo, na tym
    świecie nie ma nic pewnego) zaczęło jaśminem i jakąś jeszcze, duszącą dość,
    kwiatowa nutką. Jaka to nuta nie mam zielonego pojęcia, ale spieszę dodać, ze
    zamierzam się wyedukować na single note'ach Floris of London od Giwii i może
    wreszcie wbiję sobie te wszystie kwiatowe nutki do opornej łepetyny. W każdym
    razie jest kwiatowo, ostro i dusząco. Potem jest kwiatowo i "mydlano", a potem
    jest taki "brzydszy Alien";-P. W tej chwili jakby bylo jakieś piżmo... no, nie
    tak źle, ale tu też nie ma co się na to porywać, nawet w obliczu darmowej 30-
    stki w prezencie.

    Wyżej na lapce mam za to dwie wariacje na temat Aoud, które już w pierwszym
    wydaniu podoba mi się, no, prawie numer 2 po Gaiaku. Cos w tej nutce mnie
    niesamowicie ciekawi, tak, właśnie ciekawi, nie jest to fascynacja, jest to
    takie zaciekawienie, no co to jest, no? Dziwne to drewno, wibrujące takie, ni
    to słodkie ni ostre, kojarzy mi się też z jakąś przyprawą... nie imbir, nie
    kurkuma, co to kurczę jest?! Już szafkę przegrzebałam, nie znalazłam! W Night
    Aoud, ktorego dostałam próbkę, mocno się ta nuta odznacza, natomiast w Rose
    Aoud szybko, za szybko znika pod różyczkami... Podoba mi się w kazdym razie i
    Aoud ten pierwszy i Night też, pewnie któryś sobie sprawię w końcu...

    Aha, na papierku mam skondensowane słodzone mleko, które postało parę dni
    otwarte bez lodówki - dużo ma konserwantów, więc nie skwaśniało, ale świeżo też
    nie pachnie - Watch Micallefa.

    Ratunku, co mi pachnie w Aoud i skąd ja to znam? Próbkę mam Night Aoud tylko i
    ją morduję ciągle, zaraz cała pójdzie, bo ta nuta najbardziej na początku
    wyłazi... kot już sie przeniósł do pokoju swojego pana, uznał, że tu znów ma
    strefę nieprzyjazną zapachowo;-P

    --
    nie wiesz, jak sprostać, gdy nic nie proste,
    pojąć coś, skoro ktoś w dobrej chęci
    obietnice swe tuż przed rozdaniem
    popęczkował i łby im ukręcił (Jacek Kleyff)
  • modern_witch 13.10.05, 20:25
    siedziałam w stanie ciężkiej depresji, nie mogąc złapać, co tam jest i
    wiedziałam, że miałam już coś, co podobnie pachniało. A to było Dark Rose... w
    Dark Rose coś mi własnie pobrzmiewało podobnie, a tam przeciez szafran był. sam
    szafran "w naturze" pamiętam dość mgliście wprawdzie, ale na pewno miałam i
    wąchałam, kojarzy mi się na tyle, że pamiętam "coś z szafki kuchennej", ale nie
    mogłam skojarzyć co. Dark Rose mnie uratowało;-P
    --
    nie wiesz, jak sprostać, gdy nic nie proste,
    pojąć coś, skoro ktoś w dobrej chęci
    obietnice swe tuż przed rozdaniem
    popęczkował i łby im ukręcił (Jacek Kleyff)
  • modern_witch 20.10.05, 20:12
    poza tym wszystko się zgadza, Passion męski, Love damski. Oba takie sobie... to
    też sie zgadza;-P
    Kupiłam mamie na jutrzejsze imieniny Rose de Rosine, pachnie mi jeszcze na
    papierze. To bardzo w jej stylu zapach. Kupiłam jej w ciemno, ale na tyle znam
    jej gust, że jestem pewna, że to strzal w 10. Dyskretny, kobiecy i elegancki, a
    jednocześnie jakiś pazurek mały ma;-) Od pierwszego powąchania "był jej";-)
    nawet bez konsultacji z nią...
    Sama odnowilam znajomość z męską różą, oj i to dość hojnie. Ciekawe, kiedy
    zacznie nużyć. Na razie jest urocza;-)
    Przygotowuję się do porządnego testu Aoud i Night Aoud, muszę porównac i
    zbadać, które mi się bardziej podoba, mam już próbki obu. Przede mną jeszcze
    badanie 18 próbek Floris of London od Giwii. Na razie nosiłam białą różę, która
    kończy na mnie jak takie trochę delikatniejsze Eternity. I sandałowca, który
    jest... no, po prostu sandałowcem z moich dawnych koralików;-P, zakładając, że
    one z sandałowca były;-P. Ale pachniały;-)

    --
    Co słowo zawiera, muzyka otwiera (Jacek Kleyff)
  • sorbet 20.10.05, 18:02
    Zostałem dziś "śmiertelnie porażony" porcją kardamonu w Nu:-)

    Wąchałem dość ciekawą paczulę w Heritage Gierlain (chyba tam też jest kardamon:-
    ) Nie wiem czemu nie lubię Heritage, uważałem że zbyt "klasyczny", hehe, jest
    chyba tez lekki akord skórzany, nie?

    --
    Poddani głupoty - blog.literacki
  • modern_witch 20.10.05, 20:17
    najpierw Nu obsypalo mi nos świeżo zmielonym czarnym pieprzem... a potem
    dołożyło... no, taki mniej świeży biały;-P A z tego morał, po każdych wakacjach
    należy zuzywać do końca, albo wywalać zabrane na wyjazd przyprawy. Inaczej będą
    takie traumy;-P tzn. one i tak by byly, ale przynajmniej z niczym by się nie
    kojarzyły, ot, stwierdziłabym, ze Nu okropne na mnie jest i tyle. A tak
    spędziłam wieczór roztrząsając, co to ja kiedys tak paskudnego wsypałam do
    jedzenia;-P
    --
    Co słowo zawiera, muzyka otwiera (Jacek Kleyff)
  • sorbet 20.10.05, 23:52
    Nie sprawdziłem na skórze, tylko na papierku. EdP. Wydaje mi się że początek
    kardamonem pachnie, ale też takim wilgotnym czymś:-)

    --
    Poddani głupoty - blog.literacki
  • modern_witch 21.10.05, 00:00
    no właśnie ja go z papierka kiedyś dawno temu wąchałam i slabo to pamiętam
    (choć nie, ostatnio wachalyśmy z Kaloo w GC i na papierku nie drażnił, choć tez
    pieprzem ostro mi zaczynał, może pod tym pieprzem i kardamon siedział, ale
    pieprz to taki do kichania aż był;-P), a zimą, jakoś tak na fali kociego wątku,
    od razu na skórę chlapnęlam i ciężko tego żałowałam... nie lubimy się bardzo,
    niestety...
    --
    Co słowo zawiera, muzyka otwiera (Jacek Kleyff)
  • chatka_ 27.10.05, 21:38
    Prosze tak od razu nie dyskwalikifikowac tego co powiem, naprawde dlugo nad tym
    myslalam :)) Najpierw nieodparte wrazenie, ze to zapach Swiat Bozego
    Narodzenia, potem, ze meskie Kenzo Jungle, Vibowit, kolor pomaranczowy, troche
    czerwony, uff... po ciezkich trudach myslenia, przypomnialam sobie Le Feu...
    Siostra dostala je kiedys od Mikolaja. Od tamtej pory nie mialam okazji
    spotkania, prosze mnie oswiecic, czy maja cos wspolnego?
  • modern_witch 27.10.05, 21:56
    czy mają wspólne nuty, to nie wiem, nie znam nut Etry, a Le Feu też wybiórczo,
    wiem że Le Feu ma drzewo gwajakowe, ambrę i nuty mleczne, ale co jeszcze, to
    nie wiem, ja na pewno czuję tam pieprz, miód, herbatę z cytryną i trochę mokrej
    ziemi;-P. Etra jest na mnie bardzo podobna, ale bez tej ziemistości, która dla
    mnie jest w Le feu przepiękna... Podobieństwo Le Feu i Etry potwierdziła też na
    zlocie Olesia;-)
    --
    Stuk, puk laską w podłogę, Sejm wyraża zgodę,
    Stuk puk laską o blat - Sejm mówi "tak"...
    Przedstawiciel paranoi wstał - nikogo się nie boi, będzie chyba całkiem
    szczery - gdyż przy sobie ma papiery! (Jacek Kleyff)
  • chatka_ 27.10.05, 22:00
    Uff, ciesze sie, to skojarzenie przyszlo mi szczegolnie trudno tzn.
    przypomnienie sobie, normalnie bol fizyczny czulam hehe. Niesamowite przezycie.
  • modern_witch 27.10.05, 22:14
    no, ten "ból fizyczny" to ja niestety znam... co pewien czas przerabiam;-) i
    ciężką depresję zaliczam jak "nie trafię"
    --
    Stuk, puk laską w podłogę, Sejm wyraża zgodę,
    Stuk puk laską o blat - Sejm mówi "tak"...
    Przedstawiciel paranoi wstał - nikogo się nie boi, będzie chyba całkiem
    szczery - gdyż przy sobie ma papiery! (Jacek Kleyff)
  • modern_witch 27.10.05, 21:58
    Przypomnij sobie, jak na Twoje zlecenie wąchałam męskie Jungle... pod koniec na
    moje skórze pachniało odrobinę do Le Feu podobnie, pisałam nawet o tym...
    --
    Stuk, puk laską w podłogę, Sejm wyraża zgodę,
    Stuk puk laską o blat - Sejm mówi "tak"...
    Przedstawiciel paranoi wstał - nikogo się nie boi, będzie chyba całkiem
    szczery - gdyż przy sobie ma papiery! (Jacek Kleyff)
  • chatka_ 27.10.05, 22:03
    No popatrz, w pewnej chwili zatrzymalam sie na porownaniu z Jungle, ale ten
    kolor nie dawal mi spokju, minela dobra godzina zanim mnie olsnilo ;)))
    Ta wspolna nuta Etry i Le Feu to chyba mocna czarna herbata z dodatkiem hm...
    moze tego czeskiego "rumu" i cytryny, cytryny zdecydowanie w Kenzo.
  • modern_witch 28.10.05, 09:23
    nie taka świeżo zaparzona;-P
    czarna herbata z miodem i cytryną wlana do termosu i chwilę tam przebywająca.
    Na ten termos to niedawno wpadłam;-)
    --
    Nie skacz tak zaraz na szyny, jeszcze nie o tę grasz stawkę,
    w wesołym miasteczku dziewczyny chcą z tobą iśc na huśtawkę.
    Lepiej ci będzie z nimi... (Jacek Kleyff)
  • chatka_ 05.11.05, 20:52
    Domowym sposobem otrzymalam dzis najczystszego gaiaca. Jak to zrobic? Kupic dwa
    flakony perfum i nastawic na herbate, potem nalozyc te perfumki na reke, wrocic
    do kuchni i zalac wrzatkiem herbate, poslodzic i dalej kontynuowac delektowanie
    sie nowymi perfumami, wrocic do kuchni jak herbata wystygnie. By ja podgrzac
    wlac do garnuszka i gotowac na malym ogniu, i znowu wrocic do tarzania sie w
    perfumach, jak sie poczuje swad w mieszkaniu z odlegej o dwa korytarze kuchni,
    to znak, ze gaiac jest gotowy - jego zapach bedzie unoscil sie po calym
    mieszkaniu ;))
  • sorbet 05.11.05, 21:03
    A co powiesz na powrót do domu taksówką, a po drodze usłyszeć ryk syrenek.
    Na szczęście rosół zawsze gotuję na maleńkim ogniu:-)))

    --
    Zło - blog.literacki
  • modern_witch 05.11.05, 21:10
    żartujecie?
    ja się zawsze panicznie boję, że cos zostawiłam na gazie. Jak nie mialam
    jeszcze rolet w kuchni, to wracałam i zaglądałam przez okno, zastanawiając się,
    kiedy sąsiedzi, których jeszcze nie znałam, wezmą mnie za włamywaczkę (od
    strony kuchni i mojego pokoju to jest bardzo niski parter).
    Ostatnio tylko ugotowałam pusty czajnik. Zaalarmowało mnie "strzelanie". Ale
    raz w garnku do gotowania na parze ugotowałam jedną część naczynia do
    nastawiania kiełków - nie pytajcie jak to się w tym garnku znalazło, bo sama
    nie wiem;-P
    --
    10, 11, 12 listopada - koncert Jacka Kleyffa i Ewy Błaszczyk w teatrze Studio;-)
  • modern_witch 05.11.05, 21:19
    a ja głupia w Quality kupowałam;-P
    dziś z moim Gaiakiem moment grozy przeżyłam - nie mogłam zdjąć nakrętki. Nie
    wiem, moze to drewno jakoś się "rozpulchniło", choć nie powinno i zassało jakoś
    dziwnie... a ja nie pamiętałam, czy to co zdejmuje się, ma metalową otoczkę,
    czy nie. zaczęlam kręcić, kręciło się z metalem, no to zaczęłam ciągnąć na
    siłę. Nie dałam rady, to poprosiłam o pomoc Prawdziwego Silnego Mężczyznę;-P
    jak szarpnął, odleciało razem z metalową otoczką atomizera - korek jednak nie
    miał otoczki - i samym psikaczem. Na szczeście psikacz działa. A korek z tym
    metalowym rozdzielałam scyzorykiem. Wreszcie rozdzieliłam, wepchnęłam to
    metalowe na miejsce i teraz nie domykam już na wszelki wypadek Gaiaka. Jednak
    taki drewniany korek nie jest praktyczny, mało w drzazgi nie poszedł...
    --
    10, 11, 12 listopada - koncert Jacka Kleyffa i Ewy Błaszczyk w teatrze Studio;-)
  • chatka_ 06.11.05, 13:45
    modern_witch napisała:

    > a ja głupia w Quality kupowałam;-P

    Agni i zaoszczedzialas, 50 ml, wiesz ile na to trzeba by garnków "ugotowac" ;)))
    Nie, nie mow, ze masz setke :)))
  • modern_witch 06.11.05, 13:50
    chatka_ napisała:


    > Agni i zaoszczedzialas, 50 ml, wiesz ile na to trzeba by
    garnków "ugotowac" ;))
    > )
    > Nie, nie mow, ze masz setke :)))

    Nie, czasem miewam nieśmiałe przebłyski normalności. Trzydziestkę mam;-)
    Jak myślisz, ile to garnków?

    --
    10, 11, 12 listopada - koncert Jacka Kleyffa i Ewy Błaszczyk w teatrze Studio;-)
  • chatka_ 06.11.05, 23:39
    modern_witch napisała:

    > chatka_ napisała:
    >
    >
    > > Agni i zaoszczedzialas, 50 ml, wiesz ile na to trzeba by
    > garnków "ugotowac" ;))
    > > )
    > > Nie, nie mow, ze masz setke :)))
    >
    > Nie, czasem miewam nieśmiałe przebłyski normalności. Trzydziestkę mam;-)
    > Jak myślisz, ile to garnków?

    Pewnie wiecej niz duzo, ale i tak zaden garnek, zadna nawet najlepsza pieczona
    herbata domowym sposbobem nie dorowna Twojemu gwajakowi, to przeciez
    oczywiste :)
  • modern_witch 29.10.05, 20:55
    Przy okazji wyprawy po Dzinga miałam okazję zobaczyc i obwąchać jedną
    z "niespodzianek", które panie z Quality zapowiadały w ostatnim czasie (drugiej
    jeszcze nie ma) - zapachy angielskiej firmy Penhaligon's. W ofercie jest 5
    zapachów damskich (Lily of the Valley, Artemisia, Ellenisia, Bluebell i
    Malabah - wąchałam przelotnie po atomizerach, nie moja bajka, Bluebell mam na
    papierku) i 5 męskich (Hammam Bouquet, Blenheim Bouquet, Endymion, Opus,
    Quercus - wąchałam po atomizerach, Quercus, Opus i Hammam odważyłam się na
    skórze, w przeciwieństwie do damskich zapachów ;-P dwa ostatnie mam w
    próbkach).
    Panie w Quality po obwąchaniu mnie stwierdziły, że mam skórę faktycznie
    stworzoną do (niektorych przynajmniej) męskich zapachów, hehe, więc damskie
    przeleciałyśmy bardzo pobieżnie. Bluebell - na papierze ostała się
    taka "szczera, rzetelna" kwiatowość. Wrażenia podczas wąchania papierka takie,
    jakbym zanurzyła cały nos tak dość brutalnie we wnętrzu kwiatu, najbardziej
    przychodzi mi na myśl poczciwy goździk - czuję prawie ten chłod płatków na
    skórze twarzy. Jako dziecko tak właśnie goździki wąchałam, wwąchiwałam się w
    nie po uszy prawie, mam nadzieję, że to nie jest żadna perwersja;-P

    Uważniej wąchałam męskie, mając nadzieje na jakies fajne drzewo. Quercus mimo
    nazwy (łac. dąb) mało drzewny był. Ot, taki męski koloński zapach. Zresztą,
    nawet gdyby mi się podobał, to i tak nie chciałabym pachnieć czymś, co nosi
    taką nazwę - dąb to drzewo typowo męskie, a ja mimo upodobań mojej skóry do
    męskich zapachów zdecydowanie czuję się kobietą;-) w lasach nawet unikam dębów
    i siadania pod nimi, nigdy też się do nich nie przytulam - energia dębów z
    kobiecą energią ponoć bardzo się kłóci.
    W pierwszej chwili spodobał mi się Opus. Również nie ukryje meskiego rodowodu,
    nie mogłabym go nosić, choć na skórze już mi się lepiej zachowuje. Jest
    słodkawo-świeży, miły, cos drzewnego się w nim wije też, choc leciutko. Na
    skórze po pewnym czasie jest "niekłopotliwy". I tyle. Może niepotrzebnie o
    próbkę prosiłam.
    No i największe odkrycie, które, niestety, po pewnym czasie okazało "drugą
    twarz". Ale o tym później. W pierwszej chwili zauroczenie na max. Dior Homme
    może się wstydliwie schować, zakryć korkiem i udać że go nie ma. Bardzo ładny
    początek - lawendowo-drzewny, w górnych nutach jest też bergamotka, choc na
    mnie nie wyłazi. Szybko robi się pudrowy (jest w nutach irys, zapytałam). I tak
    się snuje po skórze pięknie, pudrowo-drzewnie, miękko, słodko i subtelnie, a
    przy tym nie nuży jak męska róża Rosine. Bajka i ideał? Hehe, nie tak szybko.
    Widział ktoś królewicza, co by się w końcu w żabe nie zamienił? Pod paru
    godzinach, a traf chciał, że było to w kinie, coś mi zaczęło dziwnie z ręki
    pachnieć. Z tego nadgarstka właśnie. Wylazło coś zwierzęcego, ale brzydko
    zwierzęcego. To pewnie piżmo, w wydaniu mocno "cielesnym". Dobrze, że zapach
    jest w ogóle dość przy skórze, bo czułabym się dziwnie. Ta cielesność jest
    taka... brudna trochę i drażniąca. Nie gruczołowo-zwierzęco-kwaśna, jak w
    Ambrze Etro, tylko własnie brudna nieco. Aż mnie wkurzyło, no bo pachnieć tak w
    kinie! Ale wróciłam do domu i sie poprawiłam z próbki, chcę zobaczyć, czy to
    znów wylezie, czy mi się tylko zdawało;-P
    Na razie jest śliczny puder na nadgarstku;-P

    A Dzing!;-) brak mi słów. Będzie miał miejsce w moim życiu, na pewno. To
    zreszta wiedziałam od pierwszego powąchania. Tak... czasem się wie takie rzeczy.




    --
    ...złocistych drzew tulących czerwień w domniemaniu
    ciszy pod śniegiem
    liściom rozgrzanym (Jacek Kleyff)
  • modern_witch 30.10.05, 11:54
    Wyciągnęłam z próbek Floris of London od Giwii goździk (carnation) i maznęłam
    na skórę, porównuję z papierkiem z Bluebell. Jest jakby podobieństwo. Bluebell,
    niestety, po jednym dniu na papierze zbrzydły mocno, ta kwiatowość zrobiła się
    świdrująca w nosie i drażniąca... A ten goździk Floris calkiem calkiem, no ale
    to niewiarygodne, bo jedno mam na skórze, drugie na papierze. Z tym, że we
    Floris czuje i goździk kwiat i goździka przyprawy też trochę teraz, więc
    glupieję już całkiem;-)
    Biała róża z Floris ładnie, wdzięcznie, subtelnie różana na początku. To taka
    mała, dziko rosnąca, biała różyczka. Skromna, niewiele platków, nie jest to
    pyszne bogactwo róż ogrodowych;-) Raz już nosiłam, po koniec pachniała na mnie
    trochę jak takie łagodniejsze nieco Eternity;-)
    Odważyłam się na tuberozę, mam na kawałku ręki. Tak w postaci single note, to
    mi się nawet podoba, ale dopiero jak wywietrzeje trochę. Wcześniej znów ostra i
    świdrująca. No, zobaczymy. Mało znam tę nutę. W ogóle, jeśli chodzi o kwiatowe
    nuty, to jestem słaba, hehe. Jak mi ktoś powie, że gdzieś jest tuberoza to
    przyjmuję "na wiarę". Jak testowałam u Benity Mahorę, to bardzo na mnie
    zbrzydła, tak na ostro-kwiatowo i Benita stwierdziła, że to tuberoza właśnie
    wychodzi. Ta tuberoza Floris... hmmm. Coś mi przypomina. Jak wywietrzeje,
    ładna. Ale kwiaty mnie jednak nie za bardzo lubią. Na kimś innym pewnie by
    ładniejsze były...
    Oj, nie zdałabym ja egzaminu z kwiatowych nut, jakby tu np. po roku pisania
    warunkiem pozostania na forum było zdanie egzaminu;-P No pięknie, po co ja to
    napisałam, a jak to ktoś weźmie poważnie? Sznur na własną szyję kręcę;-)
    --
    ...złocistych drzew tulących czerwień w domniemaniu
    ciszy pod śniegiem
    liściom rozgrzanym (Jacek Kleyff)
  • sorbet 31.10.05, 00:03
    MW, czy wDzing! jest moze jakaś nutka jak w Guaiac? Tj. gwaiak?:-)

    --
    Poddani głupoty - blog.literacki
  • modern_witch 31.10.05, 00:39
    Nie mam rozpisanych nut, niestety... Ale ja powaznie podejrzewam, że jest;-)
    Ola też, bo na Dzinga prycha jak na truciznę, hehe, a gwajaku nie znosi;-)

    A wiesz, gdzie jeszcze gwajak wytropiłam? W Musk Etro jest;-) dziś sie
    doczytałam dopiero. A mam Musk od półtora miesiąca chyba;-)
    --
    ...złocistych drzew tulących czerwień w domniemaniu
    ciszy pod śniegiem
    liściom rozgrzanym (Jacek Kleyff)
  • mrouh 31.10.05, 16:35
    ... jestem mocno zacofana w wąchaniu, więc skorzystałam z łatwego (relatywnie)
    dostępu do perfumerii w ostatnim tygodniu podczas pobytu we Francji i wąchałam
    powszechne u nas, ale mi zupelnie nieznane zapachy- mianowicie próbowałam 24
    faubourg i wiem, że jeśli go kupię to minimum za 25 lat:-) ale flakonik jeszcze
    piękniejszy mi się wydał:-) Wąchałam Gucci I i II, żaden mi się nie spodobał, a
    miałam co do nich nadzieje... rozczarował mnie również Eclat d'Arpege- choć po
    opisie i gustach wielu zakręconych perfumiarsko osób spodziewałam się, że i dla
    mnie będzie przynajmniej miły. Nic z tego, drażniło mnie cos w nim... Odważyłam
    się za to spróbować dwóch części tryptyku Angelowego i o dziwo- bardzo mi sie
    podoba Violet. Peony nie przekonuje mnie (myślałam, że będzie odwrotnie:-)). Lys
    nie wąchałam, bo się bałam dusznego zapachu lilli w połączeniu z legendą
    Angela:-) (oryginalnego Angela nie znam i chyba nigdy sie nie odważę:-)).
    Całkiem przyjemna wydała mi się Hypnose, ale za mało jej wypróbowałam, żeby
    wyrobić sobie zdanie (musze kilka razy ponosić zapach, żeby go umiec opisać,
    zidentyfikować, na początku wiem tylko, że pachnie, szybko przestaję czuć, mój
    nos musi nauczyć się każdego noiwego zapachu, żeby go rozpoznać). Buszowałam
    prawie codziennie w sephorze w miasteczku Epinal, ciesząc sie nienachalną
    obsługą pań ekspedientek:-) Piękny perfumiarsko tydzień miałam. Przy okazji
    wydało się, że wtedy kiedy ja juz w ogóle nie wiem, że pachnę Very Irresistible,
    inni o tym wiedzą i mówią, że ładnie:-) Żałuję, że jak zwykle nic nie kupiłam
    (poza sephorą nie miałam okazji zwiedzać innych perfumerii z ciekawymi, rzadkimi
    zapachami) i że nie przygotowałam się do wąchania metodycznie, bo jak zwykle,
    kiedy wpadam do spehory, sama nie wiem, czego bym chciała spróbować:-) No, ale
    jest szansa, że może będę miasteczko odwiedzać częściej (byłam już drugi raz i
    żadnego z tych wyjazdów nie planowałam), a i do Nancy po Chasse aux Papillons
    albo coś innego wkrótce wpadnę, jeśli wszystko dobrze pójdzie:-). Na koniec
    powiem, że pogodł miałam fantastyczną- w piątek chodziłam w koszulkach z krótkim
    rękawem:-) W sobotę bylo tylko ciut chłodniej, przeżyłam szok termiczny w
    niedzielę rano w Polsce:-)
    --
    Ozdóbkowo Wielkie
  • forevermore79 31.10.05, 19:07
    Ja ostatnio powachalem dzieki elve kilka fajnych kompozycji- dla przypomnienia
    Nirmala Molinarda, czyli przodek Angela :-), warte poznania sa takze zapachy
    Maison du Vanille, odswiezylem sobie tez Etre Etro- ale jednak wole Le Feu :-).
    W perfumeriach jest juz kilka nowosci- Flower Oriental (o tym w osobnym watku),
    bardzo rozczarowujacy mnie i dziwnie syntetyczny Brit Gold (bede testowac
    jeszcze, ale na razie na "nie") i limitowany Ck One Scene- o ile sie wytrzyma
    kilka pierwszych minut drazniacego alkoholu, mozna odkryc mila, nieinwazyjna
    drzewna mieszanke, o wiele ciekawsza, niz pierwowzor. Tylko ta butelka
    strasznie kiczowata :-)
  • balbina_alexandra 31.10.05, 20:27
    Nirmala i przeróżnorakie Etro to dzięki mnie przeca :> a w zasadzie dzięki
    najmilszej pod słońcem Kaloo, która przysłała mi worek próbek, no skarb nie
    dziewczyna...
    Kaloo dziękuję Ci raz jeszcze w imieniu swoim, Forevermore i Elve za ucztę dla
    nosa :*
  • sorbet 04.11.05, 17:43
    Wąchałem dziś CK, po mnie jakaś elegancka pani z mężem, może szukali czegoś dla
    córki:-)? (Ach a chciałbym pomyśleć, że sięgała po tester, bo ja wąchałem:-P)

    Dziwny jest ten CK. Jest taka słodycz, której nie mogę rozszyfrować. Świeży,
    trochę mydlany. Chyba wolę cytrynowe CK (za prostotę) lub klasyczne (sentyment:-
    )

    --
    Zło - blog.literacki
  • sorbet 04.11.05, 17:45
    O wiem, ten słodycz, to prawie cukiereczek karmelowy:-)))
    --
    Zło - blog.literacki
  • mmartiene 29.12.05, 17:52
    zrobilam rzecz straszna - kupilam perfumeryjna probke na allegro... mieszanka kenzo flower i amorito sluzyla mi za ciepły kocyk i poduszke z bitej smietany przez ostatnie tygodnie i spodziewalam sie slodszej, bardziej pikantnej wersji Flower. Nic z tych rzeczy. Flower oriental pachnie przede wszystkim kadzidłem, naszym kościelnym i bardziej egzotycznym kyara i w związku z tym plasuje sie gdzies w poblizu scent i nu, plus delikatna obecnosc pieprzu na odrobinie wanilii. Bardzo małowymiarowy zapach, aczkolwiek rozważam zakup, bo lubie zapach kadzidla, ale nie az tak, zeby nosic BC ;) tutaj natomiast jest ono lekko oslodzone, bardziej miekkie. Oczekiwalam zapachu bardziej orientalnego, korzennego, bogatszego, ten wydaje mi sie dosc cichy i skromny - kwiatowy na wstepie, dlugie solo kadzidla i niewielka ilosc podskornej pikanterii na koniec - brak testerow w perfumeriach to zbrodnia, swoja droga...

    --
    Give me Cornell through a portocath
    :)
  • modern_witch 01.11.05, 23:10
    Wygląda na to, że sprawa jest naprawdę poważna... mam wrażenie, jakbym w ciągu
    paru dni wręcz uzależnila sie od tego zapachu, nie tylko od noszenia go, nawet
    od wąchania z korka. Odkładam i w tym momencie tęsknię, kiedy go znów powącham.
    Bardzo dziwnie na mnie wplywa noszenie go a nawet samo wąchanie. Jestem
    skupiona, pełna powagi, a jednocześnie czuję się jakoś strasznie... nierealnie.
    Nie umiem tego wyjaśnić. Coś się ze mną dzieje pod wpływem tego zapachu po
    prostu.
    Mam mnóstwo zapachów ważnych, kilka najważniejszych, wiele fascynacji,
    zachwytów, parę trwałych miłości... ale to jeszcze cos innego. I sama nie wiem,
    co on we mnie uruchamia. Może mi coś przypominać, ale nie, bo nie mam tego
    niepokoju, gdy "coś dzwoni, a ja nie wiem gdzie"...

    --
    i mija rok...

    jedni odchodzą... inni zostają - bliżsi o krok (Jacek Kleyff)
  • nitulina 09.11.05, 23:14

    Kingdom mam i lubię, nawet bardzo bardzo...

    Ale, dzisiaj w nocy obudziałam się spocona jak mysz, w pół śnie wstałam
    sprawdzić czy moje Kingdom jest i w ogóle gdzie jest!!!
    Ogarnęła mnie żądza tego zapachu, wyperfumowałam co trzeba oraz ręcznik!!! (nie
    wiem nie pytajcie po co)i wróciłam do łóżka, koszmar jednak mnie nie opuścił,
    jakaś takaś zaniepokojona byłam no jakoś tak "od miski",mysli mnie naszły
    straszne, bo może ONI wycofują, a ja nie wiem...wstałam jeszcze raz, obejrzałam
    i zasnęłam...
    Rano sprawa odeszła w zapomnienie...

    A teraz wieczorem zmora Kingdom wróciła...chyba muszę zacząć robić zapasy ;)

    Gdyby nie dystans do samej siebie byłabym przerażona he he ;)
    --
    “Then I’m dying on the bottom of a pit in the blazing sun.Torn and twisted at
    the foot of a burning bike
    And I think somebody somewhere must be tolling a bell..."
  • chatka_ 09.11.05, 23:19
    Mysle, ze ma spore szanse bycia wycofanym... Ludzie dzis nie kochaja zwierzat ;)


    --
    You only look at a city propely three times: once when you arrive, once when
    you're leaving. The third time is when you're in love.
  • modern_witch 10.11.05, 00:03
    Dziś wracając z pracy obsesyjnie myślałam o Kingdom. Nie wiem skąd mi się to
    wzięło, bo mi ten zapach nigdy jakoś ani w bliższych ani w dalszych planach nie
    leżał, długo go nie mogłam na sobie w ogóle poczuć, udało mi się to dopiero
    latem, po wylaniu na siebie jakiejś kosmicznej ilosci, którą można by chyba
    wytruć pół autobusu;-P - no i wtedy był na mnie wyczuwalny i ładny...
    A dziś wyszłam z pracy i tak myślałam, co ja tak naprawdę jeszcze bardzo chcę
    mieć, jakbym tak miała napisać na wątku o marzeniach i tak mi się wymieniło to
    co wiem na pewno, czyli Jaisalmer CdG (oby tylko nie uczulał, jak już go kiedyś
    będe miała), myslę też coraz cieplej o Aoud lub Night Aoud Micallef... i to
    właściwie wszystko, no, może jeszcze ze dwa Etro;-) Sandalo i Heliotrope i
    nagle mi tak przyszło na myśl - Kingdom! Ki diabeł? W życiu o Kingdom
    nie "marzyłam". Poza tym one dla mnie zdecydowanie "nieekonomiczne" są,
    zuzyłabym w oka mgnieniu. Nie mam pojęcia, skąd mi tak na myśl nagle
    przyszły... hehe. Myśl o nich lata w powietrzu, czy co?

    --
    Koncerty Kleyffa w teatrze Studio odwołane:-(
  • kalooo 10.11.05, 00:16
    Fajna sprawa-na mnie połączenie Scenta z Black Cashmere;)
    Olesiowa flaszka dziś już została komisyjnie zbadana,temat obwąchany i
    stwierdzam,że to mi się nawet podoba!;DDD
    A mister Zb mówi: eee,no cynamon rozsypały noo...;)))
    Potem obwąchuje fiolkę i twierdzi:Hmm,to Johny Walker czerwony jest!!;)))

    Więc jeśli tam gościu coś podmieniał/napsikał również wartościowy towar...;PPP
    --
    KONIECZNIE kliknij w polskie serce
    [*]
  • modern_witch 10.11.05, 00:23
    hmm, brzmi smakowicie (nawet ten Johny Walker;-P)
    A dacie powąchać? <błagalne spojrzenie>
    --
    Koncerty Kleyffa w teatrze Studio odwołane:-(
  • modern_witch 10.11.05, 00:29
    no nie wiem, ja tak skromnie i nieśmiało;-P...

    --
    Koncerty Kleyffa w teatrze Studio odwołane:-(
  • nitulina 10.11.05, 18:39
    A te tygryskowe podobieństwa wyczuwasz?
    --
    “Then I’m dying on the bottom of a pit in the blazing sun.Torn and twisted at
    the foot of a burning bike
    And I think somebody somewhere must be tolling a bell..."
  • kalia_t 10.11.05, 17:40
    Zawiodła mnie marka, którą bardzo lubię i cenię... Największe rozczarowanie
    sezonu: Lalique Le perfum, uderzające podobieństwo do Chaumet(przynajmniej na
    mnie) z wibrującą nutą kminku tworzy kompozycję wtórną i mało nowoczesną,
    zaiste po tej marce spodziewałam sie czegoś co rzuci mnie na kolana, a tu taka
    przykra niespodzianka.:(((
    --
    "Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy,
    ważnych jest kilka tych chwil, tych na które czekamy...":-)
  • modern_witch 12.11.05, 14:20
    To pierwszy już zarchiwizowany? Ależ ten czas leci;-) hehe, akurat mi dziś
    Shalimar pachnie, wspomnieniowo do pierwszego blogu;-)
    --
    To prawda, wiary mi dziś brak
    w niezbędność kompromisów pewnych... (Jacek Kleyff)
  • modern_witch 14.11.05, 00:02
    Pierwsze zetknięcie z Messe de Minuit wywołało przerażenie. Jaka tam msza,
    północ, tak, ale w zupełnie innej budowli. To raczej zamek Drakuli niż kościół.
    Pierwsze skojarzenie, Nosferatu Herzoga... podziemie, trumny wypełnione ziemią,
    szczury, beznadzieja i samotność. I już chciałam walnąć jakiś elaborat w moim
    stylu bredząco-pseudonatchnionym, jak to jako nastolatka po obejrzeniu
    Nosferatu, choć nigdy nie byłam wierząca, spałam w medaliku na szyi etc.,
    nietoperze i inne bzdury. Ale zaczęłam to pisać i nie. Pojawiaja się inne
    skojarzenia.

    Dziwne, ale skojarzyło mi się, ze strachem, którego właściwie nie znam -
    strachem przed samotnością. Po pierwsze, samotna nie jestem, po drugie,
    samotność normalnie zawsze była dla mnie raczej przyjacielem, znanym i
    lubianym. Ale są rodzaje samotności, której nie chcemy i się boimy - to
    wymuszona samotność starego człowieka. To było to właśnie wrazenie na skórze.
    Zapach samotnej starości, trochę lekarstw, trochę stęchlizny, smutek, coś
    beznadziejnego. Tu już nic nie czeka, nikt nie zapuka. Łzy poleciały z oczu,
    jakoś bez sensu, głupio. Ale wiecie co jest najgorsze - ja się boję takiej
    samotnej starości, ale... nie dla siebie. Dla moich najbliższych. Gdyby mi się
    kiedyś, za wczesnie, cos stało...i oni zostaliby sami. to chyba mój najgorszy
    koszmar i on dziś wylazł.
    cholera, nie moge nosić takich zapachów... przepraszam
    nnie zmieniam juz nawet tytułu postu, głupi jest, ale to miała być zabawa w
    opisywanie zamku Drakuli



    --
    To prawda, wiary mi dziś brak
    w niezbędność kompromisów pewnych... (Jacek Kleyff)
  • mathilde17 18.11.05, 21:14
    Quality to istna perełka, jeśli chodzi o zaopatrzenie - stwierdzam po powrocie
    z trzyletniego wygnania do macierzy. Wreszcie powąchałam dokładnie Etro, które
    znałam mocno przelotnie, utwierdziłam się w przekonaniu, że Musk jest
    kolejnym "moim" zapachem, i gdy w ostatni poniedziałek powędrowałam je zakupić,
    odkryłam, że sprowadzili Carthusię... Faworytką moją jest Io, kiedyś już o niej
    chyba pisałam, jest zielona, łodygowata, pokrzywowa, troszkę liściasto
    pomidorowa. Wąchałam też Fiori di Capri (nazwa mówi wszystko:)), Ligea -
    zaczyna się dobrze, ale zaraz pojawia się nuta, której nie znoszę w Shalimar, a
    którą jest opoponaks; oraz Carthusia Uomo (chyba nie przekręciłam nazwy) - nie
    potrafię stwierdzić, czym to pachnie, ale jest bardzo - bardzo intrygujący.
    Trochę retro, czuję tam jakby dalekie opary Eau Sauvage.
  • modern_witch 20.11.05, 21:40
    I tak na łapkach wylądowały: Mechant Loup L'Artisan i Le Baiser du Dragon, to
    ostatnie musiałam sobie przypomnieć, w świetle róznych informacji o jego
    pojawieniu się w "normalnej" sprzedaży. Mechant Loup na mnie gorzkawy,
    roślinny, dość soczysty z początku, potem coś "suszonego" wylazi. Zioła jakieś.
    Ciekawe to, ale "nie moje";-P
    Smok - początek potworny wręcz, staroświecka apteka, hehe, pełna jakichś
    duszących wyziewów tych dziwnych tajemniczych ingrediencji ucieranych
    oczywiście w jakimś staroświeckim moździerzu, hihi. Zadna tam nowoczesna
    sterylność. Moje pierwsze spotkanie ze Smokiem normalnie nie do zapomnienia
    jest. Psiknęlam się próbką od Chatki ze zlotu i poszlam najpierw na kawę do
    przyjaciółki, potem szybko do pracy. Powitana zostałam pytaniem, czym tak
    koszmarnie śmierdze (moja przyjaciółka w słowach nie przebiera, hehe). W
    tramwaju nie mogłam sama ze sobą wytrzymać;-P. Był taki dzień niby już mocno
    wiosenny, ale chlodny dość. Pod koniec dnia na mojej skorze pojawiła się
    ciepła, "zwierzęca" (ambra?), bardzo zmyslowa nuta. Tyle pamiętam. W środku
    zapachu, teraz, pojawiło się coś, czego nie mogę zidentyfikować, a na pewno
    znam. Lekko słodkawe, przyciągająco-odpychające...

    Wyżej na rękach mam Aoud i Night Aoud Micallef. To właściwie one miały być dziś
    przedmiotem testu, a Smok i Wilczek tylko "w ręce wpadły). I nie wiem, czy mi
    się zlało wszystko w jedno, ale na tej łapce, co mam Smoka i Night Aoud, wydaje
    mi się, jakby miały coś wspólnego... a i Aoud na drugiej ręce to potwierdza...
    Obie wersje Aoud zresztą mi się podobają. Night jest bardziej "wibrujaca" z
    początku, ale "grzeczniejsza", klasyk mocniejszy i gęściejszy jakby, ma ten
    zadziorny charakterek, który wersja Night w końcu na skórze traci. Niesamowicie
    mnie nuta tego przedziwnego drzewa ciekawi. Jak na razie, prowadzi klasyk.
    Panie w Quality pewnie się nie zdziwią, jak kiedyś przyjdę po niego, choć
    osobiście doradzały mi Night jednak. Ale po Dzingu to myślę że ich niczym nie
    zdziwię już.

    --
    Gdy muszę kpić, to chyba znak,
    że na to z czego kpię
    sił już nie mam, sił już mi brak... (Jacek Kleyff)
  • staua 21.11.05, 04:48
    W piatek i sobote caly wolny czas spedzilam wachajac.
    Piatek: Zen, juz omowilam, Incanto Dream, tez, powachalam sobie tez Armani Mania, ktorej nie znalam
    jeszcze i uwazam, ze to calkiem porzadny zapach, dla mnie troche ostry, ale OK
    W sobote wachalam znowu Prade i wydaje mi sie coraz piekniejsza. Poperfumowalam sobie golf w
    swetrze na koniec wizyty w perfumerii i nadal pachnie, pieknie, cieplo i mocno. Musze miec ten zapach.
    Poz atym wachalam meskie Gucci, ktore jest super, skorzane i baaardzo meskie, meskie John Varvatos-
    swieze, ale nie oceaniczne, typu bryza, tylko zielone i troche tytoniowe. Pi Givenchy jest wedlug mojego
    meza za to bardzo bryzowate :-)
    No i wachnelam jeszcze Britney Spears - co za guma do zucia! Tragedia. Sama syntetyczna slodycz.
    Potem stracilam wech, ale bardzo chcyalabym powachac jeszcze Ines de La Fressange... Za tydzien.
    --
    ----------------------------------
    "Be kind to me, or treat me mean. I'll make the most of it, I'm an extraordinary machine"
    Forum o Rumunii
  • kalia_t 23.11.05, 15:09
    Odszczekuję wszystko co napisałam o Promesse <hau, hau, hau>. Dzis miałam
    możliwość przetestować Promesse dogłębniej, tzn., nie tylko na nagdarstku ale
    na sobie. Wielkie buziaki za danie mnie tej szansy należą się Balbince.:)
    Poczatek Promesse ma zbliżony do City Glam(mniam czarna porzeczka), a pózniej
    czuję delikatne kwiatki w połączeniu z czarna porzeczką i kolendrą niemniej
    kompozycja mi się podoba, moze nie są to porywy serca jak przy CG czy Tumulte,
    ale wrażenie jest pozytywne. Promesse jest najzwyczajniej w świecie ładny, może
    banalny i niezbyt głęboki, może oklepany, ale na pewno jest przemyślany, te
    perfumy mają się podobać tłumom, bo w końcu obiecano im kolejny HIT.:)
    --
    "Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy,
    ważnych jest kilka tych chwil, tych na które czekamy...":-)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka