Dodaj do ulubionych

Czy naprawdę warto łączyć kuchnię z salonem?

28.01.04, 11:21
Kuchnię z salonem, połączyć, wyburzać, przestrzeń tworzyć! Jak się poczyta i
posłucha dookoła to aż głupio człowiekowi, że ma kuchnię osobno i salon
osobno. Niedługo odbieram mieszkanie i wszyscy znajomi na widok planu pukali
palcem w ścianę między kuchnią, a dużym pokojem i mówili "wyburzyć, od
razu". A ja niekoniecznie bym chciała spać z głową przy lodówce, gotować nad
sofą itd. W małym mieszkaniu potrzebuję dodatkowego pomieszczenia gdzie mogę
usiąść i nie przeszkadzać śpiącym domownikom. A jak wy myślicie, czy
naprawdę trzeba wyburzać?
--
Tędy zapraszam na forum o filmach Barei!
forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15528
Edytor zaawansowany
  • kiciun 28.01.04, 11:59
    Witam.
    Pamiętaj, że to Ty będziesz mieszkać, a nie znajomi. I jeśli Tobie odpowiada
    taki rozkład mieszkania - to po co robić coś wbrew sobie?
    Pozdrawiam
  • tesska 28.01.04, 13:38
    Witam,
    ja w swoim nowym mieszkaniu bede miala salon z kuchnia, ale oprocz tego, bede
    miala jeszcze dwa inne pokoje calkiem zamkniete, wiec wrazie potrzeby zaszyc
    sie gdzies w ciszy spokojnie uda sie.
    Kazdy robi wedlug swoich upodoban.
  • ali_cja1 28.01.04, 14:15
    Witam,
    Zgadzam się z moją poprzedniczką, że każdy powinien rozważyć co dla niego jest
    lepsze a nie kierować się modą czy sugestiami innych. Każdy układ ma zalety i
    wady i moim zdaniem najlepiej połączyć obie koncepcje ( np. za pomocą drzwi
    przesuwnych czy innych pomiędzy tymi pomieszczeniami).Wówczas kiedy
    potrzebujesz otwierasz drzwi (i masz krótki ciąg komunikacyjny do "salonu",
    krzątając się w kuchni uczestniczysz w życiu salonu ) a kiedy potrzebujesz
    zamykasz je i masz osobne pomieszczenia ( zapachy kuchenne nie przenoszą się na
    całe mieszkanie, wykonując głośniejsze prace kuchenne nie przeszkadzamy innym
    domownikom w salonie, nie widać nieporządku który nieraz towarzyszy pracom
    kuchennym, możemy w razie potrzeby odizolować się w osobnym bądź co bądź
    pomieszczeniu ).Poza tym myślę, że gdybym nie mogła zastosować powyższego
    rozwiązania, to w przypadku małego mieszkania zdecydowanie pozostałabym przy
    oddzialnych pomieszczeniach.Powyższe opieram na swoim doświadczeniu (
    poprzednio w 2 pokojowym mieszkaniu i 3 domownikach, miałam osobne
    pomieszczenia a obecnie w 3 pokojowym po poprzednikach zastałam połączone
    otworem ok. 180cm i po pół roku mieszkania w nim przymierzam się do instalacji
    drzwi przesuwnych ).W rozważaniach nt.zastosowania drzwi pomiędzy
    pomieszczeniami należy uwzględnić fakt, że zmniejszają one ilość ściany pod
    zabudowę kuchenną jak również możliwości ustawienia mebli w salonie. Tak więc
    sprawa jest bardzo indywidualna i jako nadrzędne traktowałabym potrzeby i
    odczucia domowników.
    Pozdrawiam
    Ala
  • smitte 28.01.04, 22:28
    Dziękuję za wsparcie, mój post wynikał głownie ze wzburzenia spowodowanego
    krótkowzrocznością niektórych "doradców", ktorzy bez zastanowienia każą
    łączyć, nie przejmując się potrzebami domowników. Za link bardzo dziękuję.
    Pozdrawiam.
    --
    Tędy zapraszam na forum o filmach Barei!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15528
  • harmony7 29.01.04, 10:59
    Jescze jeden glos wsparcia, abys robila tak, jak Ci bedzie wygodniej. Nie
    sluchaj innych !! to nie oni beda uzytkownikami Twojego mieszkania.
  • miszka44 29.01.04, 16:48
    Decyzja nie powinna zależeć od tego, czy mieszkanie jest duże, czy małe.
    Najpierw trzeba spojrzeć na rzuty i zastanowić się, czy w danym przypadku jest
    to krok sensowny. Mogą być małe mieszkania, w których nie powinno się łączyć
    obu pomieszczeń i mogą być duże, w których takie połączenie ma sens.
    W jednym z wątków już były wypisane "zady i walety". To teoria. Praktyka może
    być w każdym przypadku odmienna.

    Pzdr
    M44

    P.S. Tzn. rób tak, żebyś się dobrze czuła w swoim mieszkaniu i żeby odpowiadało
    ono Twojemu sposobowi życia.
  • beauty_baby 30.01.04, 11:02
    Teraz taka moda w Polsce, że praktycznie każdy ma salon (lub cos w tym
    stylu:)) ) połączony z kuchnią. Instynkt stadny, ślepe nasladownictwo, nie
    wiem jak to jeszcze nazwać. A prawda jest taka, że - tak jak pisali moi
    przedmówcy - wszytsko zależy przede wszystkim od Twoich własnych upodobań a
    także od rozładu, wielkości itp. wnętrza. Moim zdanem w większości bloków z
    wielkiej płyty w Polsce takie rozwiązanie nie ma większego sensu.
    A ty zrób jak chcesz i nie przejmuj się różnymi mądrymi doradcai:))
    --
    Viva Espana
  • kasia_345 30.01.04, 12:39
    beauty_baby napisała:

    > Teraz taka moda w Polsce, że praktycznie każdy ma salon (lub cos w tym
    > stylu:)) ) połączony z kuchnią. Instynkt stadny, ślepe nasladownictwo, nie
    > wiem jak to jeszcze nazwać. A prawda jest taka, że - tak jak pisali moi
    > przedmówcy - wszytsko zależy przede wszystkim od Twoich własnych upodobań a
    > także od rozładu, wielkości itp. wnętrza.

    Coś tu chyba nie gra. Nie znam osoby, która będąc przy zdrowych zmysłach
    płaciła grube pieniądze na przebudowę mieszkania tylko z powodu "instynktu
    stadnego", "naśladownictwa" itp. A już napewno nie ma takiej osoby tutaj na
    forum. Więc o co chodzi?

    kasia
  • tesska 30.01.04, 12:46
    MOze chodzi o to, ze odkad pamietam, we wszystkich mieszkaniach z naszego
    dziecinstwa byly male klitki kuchnie i nikt nie mial odwagi przerabiac na
    otwarte kucnie, stad nasza pogon za wieksza przestrzenia...Ale moze sie myle...
  • kasia_ka 30.01.04, 20:20
    Mam wprawdzie 3-pokojowe mieszkanie, ale bardzo male. Kuchnia miala 1.5m na 2.5
    z oknem na duzy pokoj. Pierwsza decyzja wyburzenie sciany, powiekszenie kuchni
    o 0.5m kosztem duzego pokoju. I musze powiedziec ze jestem bardzo zadowolona z
    efektu. Teraz mam dosyc duza i wygodna kuchnie, a pokoj tez za bardzo nie
    stracil. Plusem jest to ze jak przyjmujemy gosci to moge caly czas swobodnie z
    nimi rozmawiac, a nie biegac tylko miedzy kuchnia i pokojem i sluchac co 10
    zdanie. Minusow nie dostrzegam.
  • magdanaw 04.02.04, 19:05
    Jeżeli salon jest jednocześnie sypialnią to faktycznie lepiej zostawic kuchnie
    oddzieloną. Pozdrawiam /dekorator/:)
  • marghe_72 04.02.04, 22:57
    Moim zdanie połaczenie kuchni z salonem nie jest ąz tak wygodne jakby sie
    moglo zdawac. Raz że "tracimy" 2 sciany , na kórych mozna ustawic meble,
    dwa,ze w kuchni musi byc ciągle porzadek, bo z pokoju wszystko widac (i
    czuć.. ) :), trzy, że hałasy z kuchni bardzo czesto przeszkadzaja innym
    domownikom. U nas istniała mozliwiśc połaczenia tych dwóch pomieszczen,
    zrezygnowaliśmy na rzecz "okna" między kuchnia a pokojem - od strny kuchni
    stoi stól, od strony pokoju kanapa. Od jakiegoś czasu na tym niby oknie wisi
    drewniana żaluzja..
    M.
  • mejbi 05.02.04, 14:48
    Jestem za połączeniem salonu z kuchnią. Preferuję przestrzeń i to mi ją
    gwarantuje. Nie widzę minusów - mówię o sobie (mieszkanie 2-pokojowe, czyli
    salon z kuchnią jako jedno i drugie - oddzielna sypialnia i jednoczesnie - w
    przyszłości - pokój dla dzidziusia).
    Która kobieta nie chciałaby móc rozmawiać swobodnie z gośćmi przygotowując coś
    jednoczesnie w kuchni, dlaczego mamy być skazane(ni) na banicję??
  • marudzik 05.02.04, 16:53
    > Jestem za połączeniem salonu z kuchnią. Preferuję przestrzeń i to mi ją
    > gwarantuje. Nie widzę minusów ...Która kobieta nie chciałaby ...

    Ja jestem kobietą, która nie widzi aż tak wielkich korzyści z połączenia kuchni
    z salonem w przypadku rodziny zamieszkującej małe mieszkanko (co innego osoby
    samotne lub pary bez dzieci i zwierząt, albo kuchnia naprawdę mikroskopijnej
    wielkości). Plusem jest przestrzeń i możliwość rozmowy z gośćmi, ale moim
    zdaniem minusów jest znacznie więcej. Minusy: mniej o jedno pomieszczenie,
    mniej ścian do ustawienia mebli, kuchnia dostępna dla małych dzieci i zwierząt
    (bezpieczeństwo i higiena), zapachy w całym domu, bałagan kuchenny widoczny z
    salonu, hałasy z kuchni słyszalne w salonie i na odwrót...

    > mieszkanie 2-pokojowe, czyli salon z kuchnią jako jedno i drugie - oddzielna
    sypialnia i jednoczesnie - w przyszłości - pokój dla dzidziusia).

    Sypialnia będąca jednocześnie pokojem dla dzidziusia to rozwiązanie dobre na
    bardzo krótko, o ile dzidziuś będzie sypiał w nocy i mąż nie wyniesie się na
    podłogę do kuchnio-salonu (ale tu będzie warczeć mu lodówka). A gdy dziecko
    podrośnie, to sypialnia rodziców w jego pokoju nie jest moim zdaniem najlepszym
    pomysłem.
    Mieszkałam w małym 2-pokojowym z otwartą przez nas kuchnią i to rozwiązanie
    przynosiło jakieś tam korzyści dopóki nie było dziecka i przyjmowaliśmy
    częściej gości, no może jeszcze gdy dziecko było malutkie i nie chodziło. W
    nowym mieszkaniu (3-pokoje) nie zdecydowałam się na otwarcie kuchni, bo tak
    jest dla nas najwygodniej. Być może otworzę ją za 20 lat, gdy koty zdechną,
    dzieci wyprowadzą się i zostaniemy sami z mężem (będzie kuchnio-salon z dużym
    stołem dla dzieci i wnuków, sypialnia i gabinet z komputerami), ale w tej
    chwili nie myślę jeszcze w takiej perspektywie...
    Marudzik


  • mejbi 06.02.04, 11:10
    Przestrzeń jest dla mnie pierwszorzędnym plusem. Możliwość rozmowy z goścmi,
    ale też współdomownikami kolejnym. W mieszkaniu dwupokojowym, przy jednym małym
    dziecku, a nawet kocie, rozwiązanie to sprawdza się znakomicie. Oczywiście,
    warto przemyśleć aranżację takiego wnętrza i oddzielić (podłogą, stołem,
    ścianką z luksfery, akwarium, barkiem, itp. itd. - improwizuję) sferę
    wypoczynkową i kuchenną. Znakomicie, gdy kuchnia może wykorzystać jakąś wnękę.
    Istotna jest wyobraźnia.
    Argument - "mniej o jedno pomieszczenie" - nie przemawia do mnie, mniej o
    pomieszczenie kuchenne? Przecież nie śpi się w nim, nie czyta czy ogląda tv,
    nie przyjmuje gości, więc strata żadna - gotowac można na tej samej
    przestrzeni, co salon - nie wymaga się tu chyba jakiejś intymności? Poza tym
    mówimy o małżeństwie z co najwyżej jednym dzieckiem, tak?
    "Mniej ścian do ustawiania mebli" - o ile ma się i potrzebuje wielu mebli, tak.
    Jednak zakładam, że skoro ktoś decyduje się na wspólny salon i kuchnie, to
    chodzi mu o przestrzeń właśnie, a więc nie przewiduje też mnóstwa mebli, które
    tę przestrzeń mogłyby zniszczyć. Poza tym kto powiedział, że meble muszą być
    ustawiane przy ścianach?
    "Zapachy w całym domu" - no, tego to nigdy się całkowicie nie wyzbędziemy,
    nawet przy oddzielnej kuchni, jednak jest coś takiego jak okap, okno... Nie
    przesadzałabym z tym. Ryb nie smazy się codziennie.
    "Kuchnia dostępna dla małych dzieci i zwierząt" - czy oddzielna kuchnia jest
    całkowicie dla nich zamknięta? Czy jesteśmy w stanie całkowicie odseparowac
    dzieci i zwierzaki od kuchni? Chyba nie. Jeśli jest dziecko i kot, staramy się
    tak postępowac i urządzić kuchnię, by potencjalne niebezpieczeństwa zniwelowac.
    Zawsze pozostaje jakieś ryzyko, ale ono jest również przy kuchni oddzielnej.
    Poza tym mam kota i ma on całkowity dostęp do kuchni - nie widzę powodu, dla
    którego miałabym go separować. Może jest dobrze wychowany, a może ja staram
    się nie zostawiać żadnych "pokus" na wierzchu - ale nie jest to dla nas żaden
    problem. Oczywiście wypowiadam się za siebie (i swojego kota). Przypuszczam
    jednak, że wydzielenie kuchni nie rozwiązuje całkowicie problemu.
    "Higiena" - bez przesady, wydaje mi się, że skoro trzymamy nasze pupilki (psa,
    kota) w domu, to liczymy się ze wszystkimi tego konsekwencjami i traktujemy jak
    pełnoprawnego członka rodziny. Jeśli chce się utrzymać dom w sterylnej
    czystości, nie trzyma się w nim zwierzaków i tyle. Taka jest moja opinia.
    "Bałagan kuchennny" - konsekwencją połączenia salonu i kuchni jest utrzymywanie
    w nim większej czystości i porządku i tyle. Musimy się z tym pogodzić i liczyć
    się z tym przy podejmowaniu tej decyzji. Fakt: w przypadku bałaganiarzy nie ma
    co wystawiać kuchni "na widok publiczny".
    "Hałasy z kuchni" - przesada, jak często i jak głośne one są? Płotem
    pneumatycznym przeciez w kuchni nie pracujemy.. Bulgoty w garnkach,
    skwierczenie na patelni, zapachy z piekarnika - to tylko wzbogaca domową
    atmosferę.
    "Sypialnia będąca jednocześnie pokojem dla dzidziusia to rozwiązanie dobre na
    bardzo krótko" - zgadzam się całkowicie. Nie przewiduję wspólnego mieszkania w
    sypialni z dzieckiem w wieku szkolnym. To rozwiązanie dobre tylko w przypadku
    małego dziecka.
    "O ile... mąż nie wyniesie się na podłogę do kuchnio-salonu" - tu mała
    dygresja, dlaczego się zakłada, że to właśnie mąż a nie zona miałby (chcieć)
    wynieść się z sypialni?? :) To jakiś straszny stereotyp! Dziecko to obowiązek
    dla obydwojga, czy się mylę?
    Gdy dziecko podrośnie, a zmiana mieszkania na większe nie nastąpi, rodzice mogą
    spać w salonie i zotawić dziecku swój pokój - to tymczasowe może, ale zawsze
    rozwiązanie.
    O idealnym komforcie nie mówię. Podkreslam, że nie chcę generalizować i
    zakładam, że mogą istnieć inne opinie, gusta, poglądy, patrzenie na życie i
    świat, itp. itd. Nie zamierzam też nikomu narzucać swojego zdania, a jedynie
    podzielić się swoim.
    A nasze koty niech nie zdychają...
  • czekolada72 06.02.04, 11:50
    Chciałam sie rowniez wypowiedziec, ale po tekscie mejbi pozostało mi sie tylko
    podpisac. Dodam malutka dygresje na temat oddzielnej kuchni. W domu moich
    rodzicow kuchnia, dosc spora byla oddzielma i polozona po przeciwlegjej stronie
    domu niz pokoj dzienny.Efekt byl taki, ze za KAZDYM razem, gdy przychodzili
    goscie, moja mama pedzila do kuchni po cos tam, typu zapalic gaz , przyniesc
    salatke itd, a za nia goscie, co w efekcie sprawialo, ze wszyscy ladowali w
    kuchni, gdzie przenosilo sie z powrotem pozywienie i impreza odbywala sie przy
    stole kuchennym (tez byl obszerny).
    Po latach podobna sytuacja zaistniala u mnie. Poniewaz kuchnia jest polozona na
    jednym koncu domu a tzw salon na drugim, mialam trzy wyjscia : 1. polaczyc
    kuchnie z pokojem corki (jest za sciana), a jej wydzielic gdzie indziej
    pokoik ; 2. przeniesc kuchnie do tego salonu (ale szkoda mi bylo tam
    przestrzeni) ; 3. zostawic jak jest. Wybralam trzecie rozwiazanie, zycie
    codzienne i towarzyskie w praktyce toczy sie w kuchni :))
    A, zapomnialabym dodac, ze pod nogami placze sie caly czas wilczur
    Pozdrawiam
  • smitte 06.02.04, 19:11
    mejbi napisała:


    > Argument - "mniej o jedno pomieszczenie" - nie przemawia do mnie, mniej o
    > pomieszczenie kuchenne? Przecież nie śpi się w nim, nie czyta czy ogląda tv,
    > nie przyjmuje gości, więc strata żadna - gotowac można na tej samej
    > przestrzeni, co salon - nie wymaga się tu chyba jakiejś intymności?

    No właśnie, jeśli mieszkanie jest dwupokojowe to śpi się w nim jak
    najbardziej, poza tym ja w mojej kuchni i czytam i oglądam TV, nawet, przy
    wygodnym stole i oczywiście w kuchni posprzątanej, daję korepetycje. Mąż
    pracuje na zmiany i śpi w różnych porach, dziecko w swoim pokoju, dla mnie
    zostaje kuchnia, oddzielna, więc nikomu nie przeszkadzam jak mam ochotę
    oglądać TV do północy.
    Poza tym
    > mówimy o małżeństwie z co najwyżej jednym dzieckiem, tak?
    No na razie tak, ale trzeba być na różne wypadki przygotowanym.

    > "Zapachy w całym domu" - no, tego to nigdy się całkowicie nie wyzbędziemy,
    > nawet przy oddzielnej kuchni, jednak jest coś takiego jak okap, okno... Nie
    > przesadzałabym z tym. Ryb nie smazy się codziennie.
    No niby tak, ale cały czas, połączenie spania i gotowania do mnie nie
    przemawia.

    > "Bałagan kuchennny" - konsekwencją połączenia salonu i kuchni jest
    utrzymywanie
    >
    > w nim większej czystości i porządku i tyle. Musimy się z tym pogodzić i
    liczyć
    > się z tym przy podejmowaniu tej decyzji. Fakt: w przypadku bałaganiarzy nie
    ma
    > co wystawiać kuchni "na widok publiczny".

    No właśnie, czasami to naprawdę ulga jak mogę zamknąć drzwi i się nie
    przejmować bałaganem niż życ w ciągłym stresie, że talerze nie pozmywane.


    > "O ile... mąż nie wyniesie się na podłogę do kuchnio-salonu" - tu mała
    > dygresja, dlaczego się zakłada, że to właśnie mąż a nie zona miałby (chcieć)
    > wynieść się z sypialni?? :) To jakiś straszny stereotyp! Dziecko to
    obowiązek
    > dla obydwojga, czy się mylę?

    Zgadzam się całkowicie, całym sercem jestem za równouprawnieniem, ale
    rzeczywistość jest taka, że to jednak mama zostaje w domu, a tata musi rano
    wstać do pracy, bo ktoś na to wszystko zarobić musi. Lepiej, żeby jedno sie
    wyspało, niż, żeby obydwoje byli nieprzytomni.
    > Gdy dziecko podrośnie, a zmiana mieszkania na większe nie nastąpi, rodzice
    mogą
    >
    > spać w salonie i zotawić dziecku swój pokój - to tymczasowe może, ale zawsze
    > rozwiązanie.
    > O idealnym komforcie nie mówię. Podkreslam, że nie chcę generalizować i
    > zakładam, że mogą istnieć inne opinie, gusta, poglądy, patrzenie na życie i
    > świat, itp. itd. Nie zamierzam też nikomu narzucać swojego zdania, a jedynie
    > podzielić się swoim.
    > A nasze koty niech nie zdychają...

    Zgadzam się, dziękuję za przemyślenia, które pozwoliły mi trochę jeszcze się
    wygadać. Pozdrawiam, trzymajmy kciuki także za psy.


    --
    Tędy zapraszam na forum o filmach Barei!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15528
  • marudzik 06.02.04, 21:51
    Obaliłaś prawie wszystkie moje argumenty, więc trochę rozwinę moje
    przemyślenia, żeby nie wyglądało że się zgadzam...;)

    "Argument - "mniej o jedno pomieszczenie" - nie przemawia do mnie, ...Przecież
    nie śpi się w nim, nie czyta czy ogląda tv, nie przyjmuje gości, więc strata
    żadna - gotowac można na tej samej przestrzeni, co salon - nie wymaga się tu
    chyba jakiejś intymności? Poza tym mówimy o małżeństwie z co najwyżej jednym
    dzieckiem, tak?"

    W pomieszczeniu kuchennym, gdy brak innych pomieszczeń, można robić naprawdę
    wiele rzeczy, nie tylko gotować (tam można mieć spokój, gdy w salonie jest
    hałas i odwrotnie). Rodzina z 1 dzieckiem to aż 3 osoby, które nie muszą chcieć
    robić tego samego w tym samym czasie. A intymności będzie potrzebowało zarówno
    dziecko, jak i rodzice. Jeśli w salono-kuchni będzie sypialnia rodziców, to
    moim zdaniem będzie tam brakowało intymności w porze "sypialnianej".

    "Jednak zakładam, że skoro ktoś decyduje się na wspólny salon i kuchnie, to
    chodzi mu o przestrzeń właśnie, a więc nie przewiduje też mnóstwa mebli, które
    tę przestrzeń mogłyby zniszczyć. Poza tym kto powiedział, że meble muszą być
    ustawiane przy ścianach?"

    Rozważamy sensowność połączenia kuchni z salonem, więc nie możemy z góry
    zakładać że ktoś się decyduje i nie potrzebuje mebli... Raczej ma dylemat, bo
    potrzebuje i mebli, i przestrzeni. Z reguły w małych mieszkaniach, a o takich
    mówimy, brakuje miejsca na przechowywanie rzeczy, a meble zwykle ustawia się
    przy ścianach, bo inaczej nie dałoby się po mieszkaniu poruszać.

    ""Zapachy w całym domu" - no, tego to nigdy się całkowicie nie wyzbędziemy,
    nawet przy oddzielnej kuchni, jednak jest coś takiego jak okap, okno... Nie
    przesadzałabym z tym. Ryb nie smazy się codziennie."

    W zamkniętej kuchni także jest okap i okno. Przy zamkniętej kuchni zapachów w
    domu będzie jednak mniej niż przy otwartej. W dodatku niektóre zapachy kuchenne
    potrafią być tak wredne, że "wchodzą" w dywan, zasłony, tapicerkę a tego tak
    często się nie pierze.

    "Czy oddzielna kuchnia jest całkowicie dla nich zamknięta? Czy jesteśmy w
    stanie całkowicie odseparowac dzieci i zwierzaki od kuchni? Chyba nie. ...
    staramy się tak postępowac i urządzić kuchnię, by potencjalne niebezpieczeństwa
    zniwelowac. Zawsze pozostaje jakieś ryzyko, ale ono jest również przy kuchni
    oddzielnej."

    Co to znaczy całkowicie zamknięta kuchnia? Zamurowana? Wystarczy gdy jest
    zamknięta drzwiami przed dziećmi i zwierzętami, bo inaczej nie dałoby się z
    niej korzystać. Wtedy ryzyko wypadku w kuchni ogranicza się do czasu, gdy
    dziecko w niej przebywa (a wtedy jest pod ścisłą kontrolą rodzica). W przypadku
    nieograniczonego dostępu do kuchni otwartej taka kontrola jest niemożliwa, a
    więc ryzyko jest znacznie większe. Żadne cudowne zabezpieczenia tu nie pomogą,
    dzieci są bardzo sprytne i trzeba je po prostu pilnować, a to bywa bardzo
    męczące. Na szczęście dzieci rosną, mądrzeją i po kilku latach problem zanika.
    Co innego zwierzęta...

    "Poza tym mam kota i ma on całkowity dostęp do kuchni - nie widzę powodu, dla
    którego miałabym go separować..."
    ""Higiena" - bez przesady, wydaje mi się, że skoro trzymamy nasze pupilki (psa,
    kota) w domu, to liczymy się ze wszystkimi tego konsekwencjami i traktujemy jak
    pełnoprawnego członka rodziny. Jeśli chce się utrzymać dom w sterylnej
    czystości, nie trzyma się w nim zwierzaków i tyle. Taka jest moja opinia."

    Ja przy wielkiej miłości do zwierząt widzę jednak powody, dla których miałabym
    ograniczać kotom dostęp do kuchni. Nie chodzi tylko o podjadanie ludzkiego
    jedzenia (moje koty są wybredne i większości ludzkich potraw nie tkną), ale o
    to że wchodzą na stół, blaty, płytę kuchenną, wskakują na okap i szafki, a to
    oznacza że zostawiają sierść, chodzą łapkami którymi grzebały w kuwecie, mogą
    strącić szklane naczynia, poparzyć się... Ja brzydzę się w jedzeniu nawet
    ludzkich włosów i to chyba jest naturalne (?). Sobie myję ręce po wyjściu z
    toalety, a kotom łapek raczej nie. Moje koty są pełnoprawnymi, ale jednak
    zwięrzęcymi członkami rodziny, więc jedzą z miseczek a nie talerzy, sikają do
    kuwety, a nie sedesu... Godzę się nawet na spanie z kotem w jednym łóżku, moje
    dziecko całuje koty w pyszczki (tak je kocha, nikt jej tego nie pokazywał), ale
    odrobina higieny przy przygotowywaniu posiłków i jedzeniu nie jest moim zdaniem
    żadną przesadą. Fakt, sterylnej czystości nie da się w domu zachować, sierść
    jest wszędzie i z taką konsekwencją muszę się liczyć, ale mówimy chyba
    przebywaniu kotów w kuchni, a nie o trzymaniu zwierzaków w domu w ogóle.

    ""Bałagan kuchennny" - ... w przypadku bałaganiarzy nie ma
    co wystawiać kuchni "na widok publiczny"."

    Niezależnie od "otwartości" kuchnia to jest miejsce, gdzie ten bałagan tworzy
    się codziennie w większym stopniu niż w innych pomieszczeniach i tego nie
    uniknie nawet najbardziej porządna osoba. Nie tylko bałaganiarz ma brudny
    talerz po jedzeniu i zanim czysty trafi do szafki upłynie mniej lub więcej (w
    przypadku bałaganiarzy) czasu. To jest argument przeciw raczej
    dla "porządnickich", którzy wstydzą się tych brudnych talerzy, bo bałaganiarze
    specjalnie się nimi nie przejmują...

    ""Hałasy z kuchni" - przesada, jak często i jak głośne one są? Płotem
    pneumatycznym przeciez w kuchni nie pracujemy.. Bulgoty w garnkach,
    skwierczenie na patelni, zapachy z piekarnika - to tylko wzbogaca domową
    atmosferę."

    Dodałabym jeszcze prawie ciągłą pracę lodówki, codzienny szum zmywarki lub
    zmywania i od czasu do czasu rozbijanie mięsa tłuczkiem. Jeśli w salono-kuchni
    będzie jednocześnie sypialnia, to takie hałasy są moim zdaniem uciążliwe. Tym
    bardziej, że przy 3 osobach w rodzinie trzeba uwzględnić różne pory spania,
    gotowania, oglądania telewizji, może pracy przyniesionej do domu... – to może
    być trudne do pogodzenia.

    ""O ile... mąż nie wyniesie się na podłogę do kuchnio-salonu" - tu mała
    dygresja, dlaczego się zakłada, że to właśnie mąż a nie zona miałby (chcieć)
    wynieść się z sypialni?? :) To jakiś straszny stereotyp! Dziecko to obowiązek
    dla obydwojga, czy się mylę?"

    Mówimy o niemowlęciu, bo w takim okresie chcecie chyba dzielić sypialnię z
    dzieckiem? Dlaczego "straszny" stereotyp? Macierzyństwo jest cudowne, ja nie
    chciałabym żeby mężowie rodzili, karmili piersią i korzystali z urlopów
    macierzyńskich (nie mylić z wychowawczym), a żony w tym czasie pracowały. No
    ale świat idzie do przodu i role się odwracają... Zakładam jednak model nadal
    najbardziej popularny. Teraz jest moda nie tylko na otwarte kuchnie, ale i na
    długie karmienie piersią na żądanie, a to oznacza wielokrotne pobudki w
    nocy "na cyca". Twój mąż może jak najbardziej karmić butelką, może też pójść na
    urlop wychowawczy i wstawać do dziecka w nocy, ale to rzadkość w naszej
    polskiej rzeczywistości. A dziecko to obowiązek obojga rodziców, zgadzam się w
    100%, ale wstawanie w nocy to tylko jeden z wielu rodzicielskich obowiązków i
    najczęściej z ww względów przypada on matce.

    "A nasze koty niech nie zdychają..."

    Przyłączam się do tego nierealnego życzenia. Przekaż swojemu dużo głasków i
    pozdrowienia od Rudzika i Urwisa.

    Pozdrawiam,
    Marudzik
  • smitte 06.02.04, 22:34
    Lekki chaosik logiczny się w dyskusję wkradł, ale mniemam, że zainteresowani
    nadążają. Gdyby ktoś się nie połapał, to ja jestem generalnie przeciwko.
    --
    Tędy zapraszam na forum o filmach Barei!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15528
  • zara123 10.02.04, 11:21
    Pewnie, że warto. Telewizor w tle niedomytej patelni lub figle na tapczanie
    przy aromacie podsmażanej cebulki ze słoninką uch to dopiero aranżacja.
    Precz ze scianami, proponuję wyburzyć jeszcze sciane pomiędzy ubikacją a
    salonem, naprawdę daje to rewelacyjny efekt.

    Pozdrawiam
  • joze 11.02.04, 16:09
    Smitte, z twoich wypowiedzi zrozumiałam, że nie masz osobnej sypialni.
    Wydaje mi się, że wtedy kuchnia otwarta nie jest dobrym rozwiazaniem.
    Niestety, ale kuchnia taka najlepiej się sprawdza, gdy mamy dużą powierzchnię.
    Można sobie wtedy pozwolić dodatkowo na sypialnię, spiżarnię i dobrą
    wentylację. Podsumowując dobre jest to do domku lub dużego mieszkania w którym
    jest osobny komin wentylacyjny. W małym mieszkaniu widziałam super rozwiązanie
    z otwarta kuchnią, ale mieszka tam 1 osoba i też ma malutką sypialnię.
    Pomijam tu argumenty typu niedomyte patelnie, bo otwarta kuchnia to koniecznie
    zmywarka i nawyk utrzymywania porządku.
    Pozdrawiam zarówno zwolenników jak i przeciwników kuchni otwartych.

  • smitte 12.02.04, 11:14
    No właśnie, no właśnie, u mnie to i tak przepadło, bo ścianki działowe już
    ustawione (zddecydowaliśmy się nie łączyć), ale co się musiałam natłumaczyć
    dlaczego nie łączymy i napodawać argumentów to moje. Przede wszystkim myślę
    perspektywicznie, na nowe mieszkanie mnie jeszcze długo nie będzie stać, a
    dzieci, mam nadzieję, kiedyś będą chciały mieć swój pokój. Pozdrawiam również.
    --
    Tędy zapraszam na forum o filmach Barei!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15528
  • kiciun 18.09.04, 10:42
    Może ktoś przeoczył ten wątek?
  • katse 04.10.04, 13:48
    kupilam na wtornym rynku trzypokojowe.
    poprzedni wlasciciel mieszkal sam, ajednak kuchni na salon nie otworzyl. mowil,
    ze bal sie balaganu....

    a ja raz po raz. zaluje. ciesze sie. zaluje. ciesze sie.

    gosci przyjmuje tak - ze nastawilam sie na podawanie rzeczy ktore mozna
    przygotowac wczesniej.
    a jak mam niespodziewana wizyte bliskich znajomkow, to i w mojej malej kuchni
    ze mna posiedza.

    i ciesze sie wieczorkiem, gdy nie chce mi sie myc garnkow, ze nie musze ich
    ogladac.

    jestem za polaczona kuchnia i chcialabym taka, ale w wielkim domu, mieszkaniu.
    gdzie sypialnia oddzielnie, salonik dla waznych gosci oddzielnie, dzieciaki
    oddzielnie. a kuchnia + pokoj dzienny to taki nasz rodzinny livingroom.
    przestrzen mojej rodziny ktora przed oficjalnieszymi goscmi moge zamknac.

    albo...
    sprowadzi to sie do mogelu niemieckiego np.
    ze jak chcesz wpasc z wizyta to musisz dzwonic.
    bo kuchnie w salonie gospodayni musi usprzatnac...
    dokladnie kiedys to uslyszalam, wiesz co. moze jutro. bo dzisiaj gotuje i nie
    bardzo bedzie jak wypic kawke.

    kaska
  • pelciaa 04.10.04, 18:42
    Jeśli ten salon ma służyć za sypialnię to raczej tego nie rób. Chyba, że nie
    przeszkadza ci szum lodówki i domownicy przemykający po szklankę wody. No
    chyba, że możesz w tym salonie wydzielić kącik do spania.
    A ogóle to zrób jak ci wygodnie. Co tam znajomi. Nie ich mieszkanko. :)
    --
    ... o'/'o rowerek to jest to !!! ...
  • smaja 05.10.04, 12:03
    Witajcie,
    ja zrobiłam trochę inaczej. W nowym mieszkaniu przeniosłam kuchnię do dużego
    pokoju, a w 11 metrowej kuchni zrobiłam sypialnię dla siebie (zrobie bo
    mieszkanie jest jeszcze w stanie surowym).
    Bardzo długo nad tym myślałam.
    Obecnie mam taka sytuację, że mieszkm w mieszkaniu 1 pokojowym (pokój 23 metry
    z przesuwanymi dzrwiami odgradzającymi 10 metrowy kącik córki) i stale jak do
    córki przychodzą koleżanki musze przesiadywac w kuchni i po prostu mam juz tego
    dosyć.
    Owszem w kuchni czytam książki gazety pracuję przy kuchennym stole ale zawsze
    to jest jednak kuchnia i siedzenie na kuchennym stołku, nie wstawię do niej np
    fotela.

    Teraz w nowym mieszkaniu będziemy miały "świetlicę" czyli pokój z aneksem
    kuchennym, moją sypialnię (mój azyl lubię czytać w łozku) i pokój córki.
    Gdybym zostawiła kuchnię na starym miejscu prawdopodobnie po jakimś czasie
    znowu wyladowałabym przy kuchennym stole.

    Dziewczyny ćwiczą jakies układy taneczne i do tego potrzeba im przestrzeni hihi.
    Jeżeli one zajmą swietlicę ja będę miała dla siebie sypialnię, w której będę
    sie mogła nawet np spokojnie zdrzemnąc i nie będę musiała wysiadywać w kuchni.

    Tak więc wydaje mi się, że jest to indywidualna sprawa osób które będą
    zamieszkiwać w danym mieszkaniu, ich trybu życia.

    Gdybym musiała spać w pokoju dziennym wtedy kuchnia byłaby kuchnią zamkniętą.
    Asia


  • smitte 13.10.04, 11:50
    Trochę czasu minęło od pierwszego wpisu, już mieszkam z nowym mieszkanku i
    chciałam zrobi pododbnie jak moja przedmówczyni, czyli kuchnię do salonu, a w
    kuchni zrobi sypialnię, no ale nie dało się niestety. Kuchnię zostawiłam
    zamkniętą, chociaż na razie bez drzwi i nie żałuję, garnków nie muszę oglądac, z
    znajomych przy odrobinie uporu też da się ugościc, po prostu nie gotuję jakichś
    zajmujących na długo, skomplikowanych potraw, tylko staram się, zeby wszystko
    było gotowe na ich przyjście, potem ewentualnie tylko donoszę drobiazgi. A
    lodówkę słyszę nawet przez zamknięte drzwi sypialni, nie wiem, co by to było
    gdyby mi stała nad głową. ;-))) Pozdrawiam.
    --
    I like London in the rain.
  • bbushyk 19.10.04, 10:42
    A ja muszę powiedzieć, że bardzo sobie chwalę takie połączenie kuchni z
    salonem. Całość ma ponad 31 m2, jest miejsce na stół, prace kuchenne są
    bardziej strawne przy dobrej muzyce czy filmie, dla mnie same plusy :) A
    kuchenne zapachy? Nie czarujmy się, smażoną cebulkę czuć w całym mieszkaniu
    nawet przy zamkniętej kuchni.

    Pozdrówka
    B

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.