Dodaj do ulubionych

Ile warte jest dla Was wasze wnętrze?

25.05.05, 19:57
Kupujecie działkę ,zamawiacie projekt u architekta za 5, 10 tysięcy,
budujecie dom za 200, 300 ,500 tysięcy. Do tego fajny samochód ,extra
ciuchy , no bo znajomi muszą widzieć ,ze Wam sę powodzi.A co z wnętrzami?
Nic. Otwieracie "Cztery kąty" czy inne tego typu wydawnictwo i
szukacie.Sklejacie te swoje wnętrza ze skrawków gazetowych , a jak Wam
zabraknie pomysłów to uderzacie na forum."Jak zrobić to czy tamto?" "Czy
lepiej tak czy tak?" Czy to pasuje do tego czy nie" Dlaczego? czy nie lepiej
zatrudnić wnętrzarza? Kogoś kto spojrzy na Wasze wnętrza z boku? Bez emocji?
Kto doradzi Wam jakie płytki pasują do kolorów ścian , kto podpowie jak
rozwiązać problem ustawienia mebli w kuchni, kto zasugeruje jak wykorzystać
miejsce pod skośnym dachem? Czego się boicie? Ceny? Tego procenta całej
inwestycji, który będzie Wam procentował przez lata? A może tego ,że ktoś Was
oszuka i w zamian za Waszą kasę sprzeda Wam badziewie? A może wolicie
wszystko zrobić sami , żeby później powiedzieć znajomym: "tak to ja sam -
popatrz jaki jestem zdolny" Skąd się bierze ta nieufność?
Dlaczego,jeśli boli was ząb nie leczycie go sami tylko szukacie specjalisty?
Dlaczego z zepsutym samochodem gonicie do warsztatu , a nie naprawiacie go
pod blokiem? Czy naprawdę pokutuje jeszcze w Polsce postrzeganie wnętrzarzy
jak Iwa z "Czterdziestolatka", jako nawiedzonego gościa, który przewiesza
portret "przodka" z jednej ściany na druga i proponuje "łuczki "jako szczyt
designu?
A może są jakieś inne przyczyny? Ciekaw jestem. A może to ja się mylę? Może
gdzieś tam w tym "wielkim świecie" Polski centralnej wygląda to zupełnie
inaczej?
Edytor zaawansowany
  • jaskolka.dymowka 25.05.05, 20:04
    Kocham urządzać swoje mieszkanie, nie mam dużych pieniędzy, niestety, ani domu
    z ogródkiem, ale gdybym miała, to nie oddałabym przyjemności urządzania wnętrza
    nikomu.
    To dla mnie jest wyrażenie siebie. I czasem, rozmawiając z kimś znajomym na
    temat jego mieszkania, gryzę się w język, żeby nie skomentować: o to do tego
    nie pasuje. Chyba, że ktoś mnie prosi o radę.
    Bo dom, żeby był piękny, nie potrzebuje projektanta. Potrzebuje serca.
  • pishor 25.05.05, 20:13
    Ładnie powiedziane.Tylko...No właśnie. Co tu w takim razie robią ci wszyscy
    ludzie? Nie podejrzewam ich o brak "serca".Może po prostu to nie wystarcza?
    Może trzeba czegoś więcej? Np wiedzy co z czym i dlaczego?
    Pozdrawiam.
  • jaskolka.dymowka 25.05.05, 20:18
    Nie dajmy się zwariować:-) Niewiele tu zagubionych owieczek, myślę:-) Forum ma
    tę zaletę, że nic nie kosztuje i słucha się rad tylko tych osób, które mówią
    to, co sam uważasz, więc to chodzi przeważnie tylko o potwierdzenie swej racji:-
    )
  • pishor 25.05.05, 20:30
    Hmm ..polemizowałbym ale niech tam. Czyli co jednak nie warto? Samemu lepiej?
    Ale dlaczego? Jakies konkrety, poza tymi emocjonalnymi. Czy nie uważasz ,że
    dobry projekt wnętrza to jakby szkielet , na bazie którego można
    budować "swoje" , "intymne" wnętrze? Idąc na imieniny koleżanki też sama
    układasz bukiet czy zawierzasz kwiaciarce?
  • jaskolka.dymowka 25.05.05, 20:55
    Heh, no wiesz, nie chcę Cię pozbawiać chleba, bo domyślam się w Tobie
    sfrustrowanego projektanta:-)
    Kwiaty - owszem, układam sama. I sama pakuję prezenty. Specjalizację należy
    zostawić owadom:-) Za dużo w naszym życiu mają do powiedzenia profesjonaliści:-)
    Nie mówię, że nie warto - wszystko zależy od sytuacji. Ale myślę, że warto się
    postarać "twórczo" samemu, zamiast przychodzić "na gotowe":-)
  • pishor 25.05.05, 21:15
    Eno, od razu sfrustrowany:)) Aż tak to źle nie jest, ale wiesz wykonuję ten
    zawód już ...naście lat. I nie widzę żeby szło ku lepszemu. I od pewnego czasu
    zastanawiam się dlaczego? Stąd ten temat na forum. A moze po prostu miałem
    ochotę z kimś pogadać? Nieważne. Wracając do tematu. Nie uważam żeby mój zawód
    był aż tak niezbędny dla społeczeństwa jak np. kardiochirurg. Ale przyznasz
    sama ,że niezwykle budujące jest kiedy pracując człowiek ma świadomość ,że robi
    coś pożytecznego , coś czego nikt inny oprócz niego nie zrobi. Może to tęsknota
    za byciem kimś wyjątkowym? Nie wiem. Wiem jedno widziałem wiele wnętrz
    urządzanych "z sercem", przez ich właścicieli.W większości były to wnętrza,
    nazwijmy to eufemistycznie, nieciekawe. Stąd wnoszę ,że jednak architekt wnętrz
    to jednak zawód wypełniający pewną niszę rynkowwą.Zastanawiam się tylko skąd
    taka : niechęć/obawa/nieufność?,w stosunku do ludzi wykonywujących ten zawód. I
    stąd ten temat na forum.
  • celkra 25.05.05, 21:44
    jaskolka.dymowka napisała:

    >nie oddałabym przyjemności urządzania wnętrza nikomu.

    A ja właśnie korzystam z usług fachowców od wnętrz. I nie czuję abym im coś
    oddawała. Wręcz przeciwnie, cieszę się, że jest ktoś, kto moje "pobożne
    życzenia" zbierze do kupy, nada im odpowiedni kształt i kolor. To nie jest tak,
    że albo sama urządzasz, albo sam architekt. Ja na przykład na kilka
    zaproponowanych rzeczy się nie zgodziłam, a kilka innych pomysłów mnie
    zachwyciło. I

    > To dla mnie jest wyrażenie siebie. > Bo dom, żeby był piękny, nie potrzebuje
    projektanta. Potrzebuje serca.

    Pewnie, że tak :) Zgadzam się, że urządzanie mieszkania/domu to może być sposób
    na, jak to nazwałaś, wyrażanie siebie. Ale moim zdaniem architekt jest wielu
    ludziom (ich domom/mieszkaniom również)naprawdę potrzebny.
    Pozdrawiam
    celkra
    --
    gg 1559070
  • pishor 25.05.05, 21:59
    Lejesz miód na moje serce:)) A tak na powaznie. Jedno nie wyklucza
    drugiego.Zreszta sama o tym piszesz. Zatrudnienie wnętrzarza nie wyklucza
    inwestora z udziału w "przyjemności" projektowania własnego wnętrza. Nie tylko
    nie wyklucza ale czyni to projektowanie bardziej świadomym. I o to w tej
    zabawie tak naprawdę chodzi.Pozdrawiam.
  • allija 26.05.05, 09:35
    Ja naprawdę chetnie zatrudniłabym fachowca do zaprojektowania wyglądu mojego
    mieszkania, tym bardziej, że zwykle trudno mi jest cos wybrać i zdecydować sie
    ostatecznie, zawsze mam jakieś wątpliwości więc osoba z doswiadczeniem i
    wykształceniem na pewno by sie przydała. Ale, zwyczajnie, nie było mnie na to
    stać. Tak jak wiekszosci ludzi, mysle. Zreszta w tym nienormalnym kraju nie
    stac nas na wiekszosc zwyczajnych rzeczy.
    Ja swoje mieszkanie zaczelam urzadzac 4 lata po wprowadzeniu sie i robie to juz
    kolejny rok a i tak nie mam jeszcze wszystkiego co powinno w nim byc. Jak sobie
    wyobrazasz taka wspolprace z projektantem, na raty?
  • pishor 26.05.05, 10:03
    No tak - cena. Odwieczny problem. Chociaż z drugiej strony .... Mieszkanie z
    pewnością trochę kosztowało. Jakieś wyposażenie już na starcie trzeba było
    kupić.Czy naprawdę nie można było do tego dołożyć jeszcze trochę grosza na
    projekt? A poźniej , według jego założeń urządzać się choćby i 4 lata.
    Przynajmniej już na starcie wiedziałabyś jaki efekt docelowy chcesz osiągnąć. A
    być może uniknęłabyś ewentualnych błędów, chociażby w ustawieniu jego funkcji?
    Patrząc z perspektywy tych kilku lat - czy nie warto by było?.
  • allija 26.05.05, 10:33
    Wierz mi, nie było takiej mozliwosci. Mieszkanie wypompowało nas dokładnie,
    podstwowe urzadzenia, bez których nie da sie życ, sponsorowane przez teściów.
    Dalecy znajomi wlaśnie wprowadzją sie do mieszkania mniejszego od mojego, z
    tego co slyszę na archtekta wydali nie -naście a -dziesiąt tysięcy.
    Ja jestem jak najbardziej za, jesli tylko miałabym taka mozliwość na pewno
    chętnie skorzystałabym.
    Ale może wy tez moglibyscie jakos prężniej zadziałać, może jakaś współpraca ze
    spółdzielniami? może przy oddawaniu kluczy czy troche przed, zproponowac
    ludziom możliwość skorzystania z pomocy projektanata, nawet na jakies raty?
    jakies ulotki z oferta, ceną. Można także nawiązać współpracę z agencjami
    nieruchomości i oferowac swoje usługi na rynku wtórnym, nawet za jakis procent
    dla agencji czy spółdzielni za kazda umowę.
    Może trochę więcej reklamy? Bo tak naprawdę to urządzam się już kilka lat ale
    nigdzie nie spotkałam ofert projektantów, gdyby nie pisma typu "Cztery kąty" to
    w ogóle nie wiedziałabym, że istniejecie.
  • margie 13.06.05, 16:34
    Ja tez kocham uzradzac wnetrza. I wiem, z e to umiem. Ale wzielam architeta do
    konsultacji. Wydaje mi sie, ze ci, co sami projektuja nie biora archotekta do
    projektu za 5 czy 10 tys. tylko kupuja gotowca i za 1500PLN robia niezbedna
    adaptacje. Tak samo jest z wnetrzami- archotekt to zbedny wydatek i potem sie
    widzi takie koszmarki jak na forum ze zdjeciami. Wszytsko na jedno kopyto,
    kafle na podlodze w salonie, ciezkieniemieckie meble w super nowoczesnych
    wnetrzzach, wystawki kospetykow w lazienkach, drewno w lazience bo modne, gres
    na podlogach bo modny. I generalny strach pzred kolorem, indywidualizmem,
    pokzaniem wlasnych emocji. Bo w < Polsc enikt nie uczy smaku, estetyki, zabawy
    kolorem, wyczucia pzrestrzeni. Zobacz, jak wygladaja ekspozycje w sklepach-
    kazda taka sama...
    --
    faceci rozwijają sie do trzeciego roku życia, potem już tylko rosną:))
  • pishor 13.06.05, 20:19
    Wszytsko na jedno kopyto,
    > kafle na podlodze w salonie, ciezkieniemieckie meble w super nowoczesnych
    > wnetrzzach, wystawki kospetykow w lazienkach, drewno w lazience bo modne,
    gres
    > na podlogach bo modny. I generalny strach pzred kolorem, indywidualizmem,
    > pokzaniem wlasnych emocji. Bo w < Polsc enikt nie uczy smaku, estetyki, zab
    > awy
    Dokładnie , zgadzam się z Tobą w stu procentach. Tylko.... Ja to kieruję w
    stronę klientów przychodzących do mojej pracowni (dużej ich części , w każdym
    razie).Nie potrafią oni niestety sprecyzować swoich oczekiwań. Nie wiedzą jak
    ma wyglądać ich wymarzone wnętrze. Budują dom za ciężkie pieniądze, dom , w
    którym większość z nich mieszkać będzie do końca życia i nie mają bladego
    pojęcia jak on ma wyglądać!Bardziej ich interesuje jaką dachówkę położyć na
    dachu niż jaki tryb życia chcielby w nim prowadzić. Tak jakby większość życia
    mieli spędzać na zewnątrz , kontemplując urodę bryły budynku.A bez dokładnego
    sprecyzowania oczekiwań nie da się zrobić dobrego projektu.
    Nikt nie jest czarodziejem. Stąd wielu z nas, projektantów , ucieka
    w "bezpieczne", sprawdzone rozwiązania.
    Czy architekt wnętrz to zbędny wydatek? Nie wiem. Ale patrząc na to i inne
    fora - mocno wątpię.
    Pozdrawiam.
    --
    jamula.w.interia.pl
  • kasjana 26.05.05, 11:14
    Przejrzałam wiele stron internetowych, na których projektanci, dekoratorzy, czy
    jak ich tam nazwać oferują swoje usługi i przedstawiają zdjęcia z realizacji. I
    owszem, wnętrza są ładne, eleganckie i kompletnie bez duszy. O wiele bardziej
    podobają mi się zdjęcia mieszkań ludzi, którzy sami urządzają się, bez
    większych pieniędzy, z meblami "tymczasowymi", które tam są już kilka lat.

    Piszesz o sytuacji dom za kolosalną kwotę, extra ciuchy, fajny wóz. Może gdybym
    była w takiej sytuacji, to i miała taką fantazję, że wzięłabym kogoś, żeby
    nawet tylko sprawdzić, co potrafi. Ale tak nie jest. Każdy zakup musi być
    przemyślany. A niektóre wnętrza wciąż jeszcze nie wiem, jak zrobię, ale nie
    martwię się tym, bo i tak nie mam pieniędzy żeby wszystko zrobić od razu.

    Urządziłam wreszcie kuchnię. Rok czasu upłynął zanim zebrałam pieniądze. Teraz
    zabieram się za pokoik dziecka. Pod koniec wakacji może łazienka. W przyszłym
    roku przedpokój i sypialnia. Do tego czasu coś wymyślę na te dwa ostatnie
    wnętrza.
  • tynkiozdobne.pl 26.05.05, 12:39
    Te wnętrza, które są prezentowane w necie lub gazetach, a zaprojektowane przez samych inwestorów, to ułamek procenta mieszkań i domów. Jako wykonawca widzę doskonale różnice między wnętrzami robionymi z głową, za poradą lub przy pomocy fachowców od aranżacji, a tymi projektowanymi, czasem z rozmachem :), przez włascicieli. Niektórzy nawet nie zdają sobie sprawy, jak łatwiej mogłoby im się żyć, gdyby np, pralkę wstawili do kuchni, a nie standardowo do łazienki. To tylko jeden mały przykład. Ostatnio też z racji tego, że architekci również dają mi zarobić na chleb, ograniczam się maksymalnie w poradnictwie dotyczącym ww tematu. Kładę za to nacisk na to, aby klient zrozumiał, że od projektowania, są na tym świecie fachowcy, zazwyczaj po długich studiach, z artystyczną duszą, którzy nawet najpodlejszą piwnicę potrafią zamienić na super klub. Ale żeby nie było tak słodko to przyznam, że niektórzy pomylili się z powołaniem, ale odziwo, mają ciągle zlecenia :). Pozdrawiam, Piotr.

    --
    www.tynkiozdobne.pl
    gg 9215339
    skype: "tynkiozdobne.pl"
    0601 270493
  • firevixen 26.05.05, 13:33
    No to ja też się przyłącze do dyskusji, bo mam w tej kwestii trochę do
    powiedzenia. "Przerabiam" w tej chwili już drugiego architekta. Właśnie zbieram
    się, żeby zadzwonić i podziękować za współpracę, tak naprawdę nim się na dobre
    zaczęła. Powód? Kompletne olewanie "inwestora" czyli mnie. Każde spotkanie
    przekładane po kilka razy, raczy dotrzeć na miejsce po moich kilku telefonach,
    wykręty typu "odebrali mi prawo jazdy - nie ma jak do pani dojechać, a autobusem
    nie mam w zwyczaju", "ukradli mi komórkę i dlatego nie odbieram" itp. Dodam, że
    jest to osoba "sprawdzona", której kilka realizacji widziałam i co do estetyki
    nie mam zastrzeżeń, jedynie co do sposobu pracy, no ale o tym musiałam się
    przekonać na własnej skórze. A wszystko to za kilka tysięcy złotych. Tak,
    zgadzam urządzanie wnętrza to "wyrażanie siebie", potrzeba do tego "serca". Ja
    po prostu chcę, żeby ktoś mi pomógł podjąć parę decyzji, pogadał ze mną,
    "popodniecał się" fajnymi meblami, lampami itp., a muszę "egzekwować" i
    opieprzać, bo inaczej przez 1,5 miesiąca nic się nie dzieje, sprawy nie posuwają
    się ani o krok do przodu, a w roli "opieprzającego" nie czuję się dobrze i
    kosztuje mnie to wiele nieprzespanych nocy. I powiem więcej, wśród moich
    znajomych jest kilka osób, którym wspópraca z architektem zatruła kilka miesięcy
    życia.
  • celkra 26.05.05, 23:05
    majenkir napisała:

    > A co ja mam powiedziec? Miejscowi "designerzy" robia tylko takie cuda:
    > www.chameleon-interiors.com/pages/659040/index.htm


    ;))
    A może mają właśnie takie zamówienia? Jak oglądałam portfolio moich
    architektek, to też kilka domów było odjechanych... Na szczęście kobitki dobrze
    nas (mnie i męża) słuchały i projekt jest prawie gotowy. I jest zgodny z
    naszymi preferencjami:)
    Widziałam zdjęcia Twojego domu na sąsiednim forum i myślę, że całkiem nieźle
    sobie poradziliście bez fachowców. Ale, niestety, nie każdy sobie daje radę z
    aranżacją własnego M. W moim przypadku nic by z tego nie wyszło dobrego...:(

    --
    gg 1559070
    www.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=35
  • firevixen 27.05.05, 06:10
    Ja nie wiem, chyba krąży nad tym mieszkaniem jakieś fatum. Ludzie kupują
    mieszkania i w ciągu 2 miesięcy już mieszkają, a u mnie wszystko ciągnie się
    latami. Pierwszy architekt, młody chłopak dopiero po studiach, przestał mieć
    czas dla mojej "realizacji", jak zaczął praktyki na budowie. Remont ciągnął się
    miesiącami, bo brakowało jakiejś decyzji "pana architekta", ekipa czeka, on robi
    rysunki na kolanie, każda poprawka - bagatela przesunięcie ściany o kilka cm -
    to moje dodatkowe pieniądze, bo on, jak twierdzi, "ma prawo popełniać błędy".
    Wywaliłam go na zbity pysk, ale mieszkanie od 4 lat stoi w połowie rozbabrane.
    Teraz znowu ta artystka, o której nawet nie chce mi się pisać. "Współpracujemy"
    już prawie 2 miesiące, a ona zrobiła przez ten czas 3 rysunki i nie rozumie
    "skąd u mnie ten pośpiech".
    Mailem krąży takie ogłoszenie z gazety "Kancelaria prawnicza zatrudni normalnego
    informatyka", może ja powinnam ogłosić, że zatrudnię normalnego architekta.

    P.S. Majenkir, czy próbowałaś pokazywać amerykańskim architektom zdjęcia wnętrz,
    które Ci się podobają?
  • celkra 27.05.05, 10:47
    firevixen napisała:

    >Ludzie kupują mieszkania i w ciągu 2 miesięcy już mieszkają,

    Ja jeszcze nie mieszkam - odbiór dopiero w czerwcu. Mam nadzieję, że uda mi się
    wprowadzić do końca września.

    > Pierwszy architekt, młody chłopak dopiero po studiach, przestał mieć
    > czas dla mojej "realizacji", jak zaczął praktyki na budowie. Remont ciągnął
    >się miesiącami, bo brakowało jakiejś decyzji "pana architekta", ekipa czeka,
    >on rob i rysunki na kolanie, każda poprawka - bagatela przesunięcie ściany o
    >kilka cm - to moje dodatkowe pieniądze, bo on, jak twierdzi, "ma prawo
    >popełniać błędy".

    Ja na szczęście nie mam takich problemów. Udało nam się znaleźć naprawdę
    sensowne architektki (dwie babki, które razem pracują na projektami). Trzymają
    się ustalonych w umowie terminów, a na spotkaniach widzę efekty ich pracy.

    > Wywaliłam go na zbity pysk, ale mieszkanie od 4 lat stoi w połowie rozbabrane.
    > Teraz znowu ta artystka, o której nawet nie chce mi się
    >pisać. "Współpracujemy" już prawie 2 miesiące, a ona zrobiła przez ten czas 3
    >rysunki i nie rozumie "skąd u mnie ten pośpiech".

    Wiesz, mam wrażenie, że trafiłaś na jakichś partaczy bez doświadczenia.

    pzdr
    __

    gg 1559070
    www.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=35
  • pishor 27.05.05, 08:57
    Po tym co tu przeczytałem dochodzę do wniosku ,że potrzebna jest chyba zmiana
    tematu. Nie powinien on brzmieć"Dlaczego nie chcecie zatrudniać projektantów?"
    tylko "Dlaczego jesteście niezadowoleni z ich pracy?"
    Zdumiewa mnie kolejny już na tym forum post opisujący "olewające" podejście
    projektanta do tematu. Nie mogę sobie wyobrazić , że ktoś, żyjący z
    projektowania i wiedzący ,że w tym zawodzie naważniejsze jest polecenie
    i "dobra opinia", może sobie pozwolić na tak lekceważące traktowanie klienta.
    Po prostu w to nie wierzę. Żaden architekt czy też architekt wnętrz mający już
    ugruntowaną (mniej lub bardziej)pozycję na rynku nie pozwoli sobie na żadne
    działania mogące mieć na nią negatywny wpływ. Byłoby to działanie po prostu
    nierozsądne. Więc albo trafiacie po prostu na "młodzików", którzy mają niewiele
    do stracenia albo na ludzi nieodpowiedzialnych , którym wszystko jedno jak o
    nich będą mówić.Druga kwestia to temat zabezpieczenia się stron pprzed takimi
    działaniami. Czy Wy nie spisujecie umów?! Przecież w takiej umowie można
    określić wszystkie terminy . W wypadkach przedłużania się prac można sporządzić
    aneks i wszystko gra.Ponadto jest coś takiego jak odpowiedzialnoć materialna za
    niewywiązanie się z zapisów umowy. Wprawdzie trzeba tego dochodzić sądownie ale
    sam fakt sporządzenia takiego zapisu w umowie jest już wystarczająco
    mobilitujący.
  • firevixen 27.05.05, 10:00
    Pishor, ten pierwszy to rzeczywiście był młodzik - kolega i jakoś głupio było mi
    prosić go o spisanie umowy. Rzeczywiście popełniłam błąd. Ale pani ma
    ugruntowaną pozycję na rynku. Niestety nie jestem pierwszą osobą, której psuje
    nerwy. Miałam sygnały od znajomych, że z solidnością u niej średnio, nawet jedna
    z osób wymieniła ją w trakcie na kogoś innego, bo też wszystko się wlokło w
    nieskończoność. Zadecydowało jednak to, że jest sprawdzona - zło, ale
    przynajmniej znane - a ja muszę wyjechać na 2 tygodnie w czasie remontu i
    szukałam kogoś zaufanego, kogo moge zostawić z ekipą, bo mieszkanie mam już
    częściowo urządzone i część sprzętów zostanie w domu na czas remontu.
    A umowy spisać nie zdążyłam, bo od kilku tygodni nie możemy się spotkać. Była u
    mnie 2 razy - raz po prostu zobaczyć mieszkanie, drugi - ze wstępną koncepcją -
    po miesiącu i po trzech moich ponaglających telefonach.
    Trzeci raz mieliśmy się spotkać już razem z szefem ekipy, spisać wszystko, co
    jest do zrobienia, określić ceny, terminy itp i podpisać umowy. No i niestety
    nie mogę się doprosić. Już dwa razy się ze mną umawiała na konkretną godzinę i
    po prostu nie przychodziła. Mija umówiona godzina, a ona nie dzwoni.
    Powiedziałam sobie, że do niej nie zadzwonię, żeby zobaczyć, co zrobi.
    Zadzwoniła następnego dnia - zero przepraszam - i znowu umawia się na konkretną
    godzinę. Myślę sobie - daję jej ostatnią szansę. No i.... nie przyszła. Dzwonię
    do niej od dwóch dni - ale nie odbiera. No cóż, długi weekend. Człowiek musi
    przecież odpocząć po 3 dniach ciężkiej harówki.
    Najgorsze jest to, że po 2 miesiącach p.....lenia, ja wciąż nie wiem, ile mnie
    ten remont będzie kosztował i nie mogę nic zaplanować.
  • pishor 27.05.05, 12:10
    Mam pytanie. Czy dobrze zrozumiałem ,że robisz ten remont bez gotowego
    projektu? Że "Pani" tworzy ten projekt "na gorąco"? Jeśli tak to czy nie
    lepiejbyłoby najpierw zamówić projekt dopracować go ,przeanalizować , a dopiero
    później , na jego bazie określić zakres remontu i związane z tym koszty.Dla
    mnie byłoby to rozsądniejsze rozwiązanie minimalizujące możliwość wystąpienia
    stresujących sytuacji typu "ekipa czeka , a "Pani"się nie pojawia". A po
    drugie, z całym szacunkiem - jeśli były na nią jakieś skargi ,to zatrudnianie
    jej jest cokolwiek nierozsądnym posunięciem. Pozdrawiam.
  • firevixen 27.05.05, 13:01
    pishor napisał:

    > Mam pytanie. Czy dobrze zrozumiałem, że robisz ten remont bez gotowego
    > projektu? Że "Pani" tworzy ten projekt "na gorąco"?

    Nie. Źle mnie zrozumiałeś. Remont jeszcze się nie zaczął. Opis typu "ekipa
    czeka" dotyczył współpracy z poprzednim architektem 4 lata temu.

    > > lepiejbyłoby najpierw zamówić projekt dopracować go ,przeanalizować , a dopiero
    >
    > później , na jego bazie określić zakres remontu i związane z tym koszty


    Tak właśnie chciałam zrobić, niestety Pani Architekt przez 2 miesiące nic nie
    zrobiła.

    - jeśli były na nią jakieś skargi ,to zatrudnianie
    > jej jest cokolwiek nierozsądnym posunięciem

    Ocenę opierałam na efektach jej pracy, które mi się b. podobały + ma fajne
    pomysły i nie naciąga na drożyznę, raczej szuka tańszych polskich odpowiedników
    + osoba znana, a nie kompletnie znikąd + ona ma 3 własne ekipy , które zebrały
    b. dobre recenzje ze strony znajomych. Poza tym rozmowy z nią zaczęłam 4
    miesiące przed planowanym remontem, więc wydawało mi się, że jest mnóstwo czasu,
    nawet jeśli wystąpią jakieś problemy.
  • gohat 27.05.05, 10:04
    Projektowanie wnętrz jest moją pasją. Doradzanie, wymyślanie nowych rozwiązań
    jest moim życiem. Nie jestem w stanie się pochamować. Będąc w jakimś miejscu
    zawsze sobie wyobrażam co można jeszcze w nim zrobić. Nie jestem w stanie się
    powstrzymać. To jest silniejsze ode mnie. I tak mam od dzieciństwa.

    Zaczęłam obserwować inwestorów. Zauważyłam, że zmieniając wnętrze zmienia się
    też życie ludzi, którzy przebywają w tych pomieszczeniach. Poczęłam zgłębiac
    wiedzę. Sprawdzać dlaczego tak jest? Radjestezja, znaczenie kolorów, WASTU oraz
    kilka innych dziedzin uświadomiło mi, że wnętrze oraz to co w nim jest
    zastosowane ma ogromny wpływ na nas oraz na samo wnętrze. By wszystko było O.K.
    ależy synchronizować wnętrze i człowieka.

    I co z tego wynika? Ludzie boją się zmian. Fakt problemem by wynająć dekoratora
    czy architekta są pieniądze ale niestety też i strach. Boją się, że zbyt
    będziemy ingerować w ich życie. Jest to błędne pojęcie.

    Niektórzy zaczynają projekt ale niestety nie są gotowi by przyjąć zmiany i
    odchodzą. Mam kilka projektów, które wykonywane są etapami. Po jednym lub po
    dwa pokoje. Po jakimś czasie znou coś... i tak dalej. I w poszczególnych
    etapach widać zmiany jakie zachodzą w ludziach, w ich życiu. Coś się oczyszcza,
    coś nowego przychodzi.I to jest cudowne w tym wszystkim.

    Znaleść dobrego architekta czy projektanta nie jest łatwo. Niestety niektórzy
    psują opinię tym solidnym. Ale obecnie tak jest w każdym zawodzie.
    Najsmutniejsze jest to, że przez ich postępowanie ludzie nie mają zaufania. A
    co najgorsze, że wiekszość architektów i projektantów aranżuje wnetrza tak jak
    im się podoba, z tym co jest modne a nie biorą pod uwagę potrzeb klienta. Jest
    ładnie ale bez dusznie. Tak zimno, bez serca. Wszystkie wnetrza takie same. A
    przeciez każdy z nas jest inny i czego inneo potrzebuje.

    I tak małe kamyczki tworzą duży głaż, który powoduje, że ludzie nie wynajmują
    profesjonalistów.

    Pozdrawiam.
  • femalespirit 27.05.05, 19:55
    Mimo naprawde szczerych checi i przeznaczenia na to powaznych srodkow nie
    skorzystalam z projektu profesjonalisty. Dlaczego? Bo w tym kraju
    PROFESJONALISTOW nie ma. Albo nie udalo mi sie do nich dotrzec, choc bylam u
    kilku o ugruntowanym juz nazwisku i wcale nie tanich. I co? Po pierwsze, nie
    sluchaja co klient ma do powiedzenia, czego pragnie, jak zyje, jakie ma
    potrzeby. Po drugie, odwalaja obrzydliwie standardowa sztampe ignorujac
    wytrwale jak to sie ma do wygody, komfortu, potrzeb klienta. Po trzecie, sa
    skorumpowani przez firmy sprzedajace meble, podlogi itd. , to znaczy biora od
    nich procent wartosci zamowienia i w zwiazku z tym probuja za wszelka cene
    wcisnac klientowi nawet to, czego on nie chce, byleby tylko dociagnac do
    wartosci sprzedazy, ktora mu zapewni odpowiednia prowizje. Poza tym
    nieprofesjonalnie i niepowaznie podchodza do sprawy, czesto dajac odczuc
    klientowi, ze to tylko kolejna robota do odfajkowania, choc dla niego to
    powazna inwestycja w najwazniejsza sprawe, czyli dom do mieszkania. Czesto tez
    traktuja klientow z gory, dajac mu odczuc z jakim to wielkim artysta ma do
    czynienia. Fatalny i niewybaczalny blad we wszelkim biznesie, a juz zwlaszcza
    uslugowym (sama taki mialam). W koncu to klient i tylko i wylacznie klient ma
    decydowac co i jak, a rola projektanta jest mu poddac do wyboru i decyzji
    dobrze przemyslane koncepcje przygotowane ze znajomoscia rzeczy, zwracajac
    uwage klientowi na konsekwencje tego czy innego wyboru. Zamiast tego jest
    narzucanie wlasnej koncepcji (ilez to razy musialam powtarzac, ze nie chce tego
    czy tamtego) albo brak koncepcji, albo zwykle nasladownictwo (z zagranicznych
    czasopism, tylko u bardziej wyrafinowanych ;-). Nie mowiac juz o tym, ze kazdy
    ma swoj charakterystyczny styl i nie potrafi zaproponowac niczego, co by w
    znaczacy sposob odbiegalo od jego gustu i stylu. Gust jest tez sprawa osobista,
    podlega silnym emocjom i stapanie po tym gruncie wymaga delikatnosci. Tutaj tez
    powazne braki u zawodowcow widze.
    Summa summarum mam mieszkanie przebudowane wedlug wlasnego projektu (Bogu
    dzieki znalazlam powazna ekipe, ktorej szef potrafil te amatorskie pomysly
    przelozyc na jezyk praktyki jasno mowiac co i jak sie da, a co sie nie da
    zrobic) i czesto jestem pytana o nazwisko architekta, ktory to wnetrze
    zaprojektowal :-).

    --
    Szymonek
  • gohat 27.05.05, 20:07
    Proszę pamiętać, że są tacy którzy nie są skorumpowani przez firmy bo ze
    sprzedaży mają profity. Bardzo proszę nie generalizować. Naprawdę są wyjątki.
    Szkoda tylko, że tak mało ludzi trafia do tych, którzy potrafią słuchać,
    zaproponować, dać wybór a nie narzucać swojego zdania. Którzy co najważniejsze
    nie olewają klienta i nie pokazują swojej wyższości.

    Pozdrawiam.

    P.S.
    Życzę aby jak najwięcej osób było zadowolonych ze współpracy z architektami,
    dekoratorami i wieloma innymi ludźmi :) :) :)
  • melaska 27.05.05, 22:59
    femalespirit napisała:

    > Summa summarum mam mieszkanie przebudowane wedlug wlasnego projektu (Bogu
    > dzieki znalazlam powazna ekipe, ktorej szef potrafil te amatorskie pomysly
    > przelozyc na jezyk praktyki jasno mowiac co i jak sie da, a co sie nie da
    > zrobic) i czesto jestem pytana o nazwisko architekta, ktory to wnetrze
    > zaprojektowal :-).

    Znaczy, zrobiłaś to, co robi 90% społeczeństwa - zrobiłaś sama projekt i dałaś
    go sobie zmienić przez fachmenów, bo "tego się nie da". Fachowiec wytłumaczyłby
    Ci i wykonawcom, że WSZYSTKO się da, co więcej, Twoje pomysły rozwinąłby tak,
    ze podobało by Ci się jeszcze bardziej, a samych Heńków ustawiłby tak, że
    robiliby więcej, niż wydawałoby im się, że mogą zrobić. Bo to jest jego
    (projektanta) właśnie praca.

    Wszystko jest jednak kwestią tego, na ile cenimy własny czas, własne pieniądze
    i własne wnętrza;-)
  • femalespirit 30.05.05, 11:55
    melaska napisała:

    >
    > Znaczy, zrobiłaś to, co robi 90% społeczeństwa - zrobiłaś sama projekt i
    dałaś
    > go sobie zmienić przez fachmenów, bo "tego się nie da". Fachowiec
    wytłumaczyłby
    >
    > Ci i wykonawcom, że WSZYSTKO się da, co więcej, Twoje pomysły rozwinąłby tak,
    > ze podobało by Ci się jeszcze bardziej, a samych Heńków ustawiłby tak, że
    > robiliby więcej, niż wydawałoby im się, że mogą zrobić. Bo to jest jego
    > (projektanta) właśnie praca.
    Wlasnie w Twojej wypowiedzi widac ten ton wyzszosci, ktory mialam na mysli.
    Pouczasz mnie. Skad wiesz, ze dalam sobie zmienic projekt? Bylas przy tym?
    Akurat asertywnosc byla zawsze moja mocna strona, wiec nie mialam problemu z
    fachowcami. Wiedzieli, ze znajde innych, jesli oni robocie nie umieja podolac.
    Projekt przeszedl, z drobnymi bardzo zmianami, ktore bardziej mi sie podobaly
    niz to, co wymyslilam sama (i po tym poznac dobrego fachowca, ze ma zmysl
    krytyczny i potrafi wyjsc z inicjatywa, czego nie nalezy mylic z wrabianiem
    klienta w koszty i niepotrzebne prace). A gdyby rzeczywiscie tacy projektanci
    jak opisujesz istnieli, to nie musialabym projektu zrobic sama.

    > Wszystko jest jednak kwestią tego, na ile cenimy własny czas, własne
    pieniądze
    > i własne wnętrza;-)
    Wszystko zalezy li tylko od tego, co fachowcy potrafia zaproponowac. Wlasnie
    dlatego, ze cenie swoje wnetrze nie moglam sie zgodzic na ten poziom uslug.
    Gdybym ja pracowala z takim "zaangazowaniem" i "talentem" dla swoich klientow
    jak ci projektanci dla mnie, umarlabym z glodu. Wiecej pokory dla klientow,
    wiecej pokory, przekonujac ich, ze nie maja gustu, sa glupi, skapi i sie nie
    cenia, na pewno nie zrobicie nic dobrego dla swojego zawodu.

    --
    Szymonek
  • jaskolka.dymowka 30.05.05, 14:57
    Myślę, że to nieprawda. Można ceniąc własny czas poświęcać go na
    najprzyjemniejszą część - wymyślanie wnętrza, wybieranie mebli, tkanin,
    dopasowywanie kolorów, dobieranie różnych drobiazgów, "polowanie" na targach
    staroci... a można go tracić na użeranie się z "fachowcami" którzy uważają, że
    lepiej ode mnie wiedzą, czego chcę i czego mi potrzeba, a powinnam być w ogóle
    wdzięczna, że przyjadą...
    Poza tym, wnętrze to jest coś, co się zmienia, nie coś, co można z góry
    idealnie zaplanować, i nie chciałabym zakładać, że mój salon czy kuchnia będzie
    wyglądał dokłądnie tak, a nie inaczej, a potem obawiać się przesunąć krzesła z
    jednej strony pokoju na drugą, żeby nie zburzyć "koncepcji artystycznej".
  • gohat 31.05.05, 00:03

    Może to zabrzmi dziwnie ale projektuję główną bazę tego co ma być. Wielokrotnie
    jest to uzgadniane z inwestore bo On ma się w tym dobrze czuć. To ON będzie w
    tym mieszkać. To musi żyć a nie być jałowe, surowe wnętrze. Sterylne, w którym
    nie można nic przestawić. Właśnie o to chodzi by zmieniając dodatki,
    przestawiając elementy uzyskiwać inny charakter wnetrza.
    Kiedy już główna baza jest gotowa zaczynamy pracę. Następnie proponuję kilka
    rozwiązań wystroju razem z inwestorem jeździmy i wybieramy. Odrzucamy to co nie
    pasuje. A dobieranie dodatków, upiększanie pozostawiam inwestorom. To Oni mają
    mieć przyjemność w dobieranie szczegółów.
    Wielokrotnie już słyszałam od moich klientek, że lubią jak jeżdżś z nimi po
    zakupy. Trzeba też pamiętać, że dekorator czy architekt muszą znać psychologię
    i być jak terapeuci. Wielokrotnie iinwestorzy rozmawiali ze o problemach jakie
    ich dręczą. Sami wchodzili na takie tematy.
    A wszystko jest potrzebne by zrobić naprawdę dobre wnętrze.
  • pishor 31.05.05, 22:47
    Brawo! I tak własnie powinno być!Dobierajcie tkaniny , meble, drobiagi i co tam
    jeszcze. To nie jest rola architekta wnętrz. To WY macie ubrać swoje wnętrze w
    te wszystkie detale , które sprawią ,że będzie ono naprawdę "wasze". Nikt za
    was tego nie zrobi.Rolą architekta wnętrz jest zbudowanie wam szkieletu
    wnętrza , który wy będziedzie ubierać w takanki , mięśnie i co tam jeszcze na
    takim szkielecie powinno się znaleźć. Inaczej ta cała zabawa nie będzie miała
    sensu.Rolą architekta wnętrz (przynajmniej ja to tak rozumiem) jest pokazanie
    wam - klientom pewnych możliwości , z których nie zdajecie sobie sprawy (bo też
    i nie macie obowiązku sobie zdawać), a które sprawiają ,że dane wnętrze jest
    ergonomicznie , funkcjonalnie i atrakcyjnie wizualnie "ustawione". Jeśli to
    zrozumiecie to my , projektanci, będziemy mieli "furę" roboty ,a wy klienci
    będziecie zadowoleni z efektów naszej pracy."Wnętrze to jest coś, co się
    zmienia" ale zmienia sie dlatego ,że my dajemy mu możliwości , a wy dajecie mu
    duszę.Pozdrawiam.
  • pishor 31.05.05, 22:25
    No właśnie. Czy naprawdę to cena czyni z projektanta profesjonalistę? Czy to
    właśnie nie podejście do klienta świadczy o skali profesjonalizmu (oprócz ,
    oczywiście , efektów jego pracy). Czy , skoro Ty nie trafiłaś na
    profesjonalistę, to rzeczywiście ich nie ma? Może są - niekoniecznie o
    ugruntowanym jeszcze nazwisku ale z chęcią do pracy (nawet za kiepskie
    pieniądze - chociaż to rzecz względna).Może bez siły przebicia ale za to
    wkładający serce w to co robią - z nadzieją,że ktoś ich doceni? Bez
    odwalania "obrzydliwej sztampy"? Czy skorumpowani? To duże słowo. Wiesz jak
    jest.Nie zawsze wartość projektu przekłada sie na pieniądze , które mozna za
    niego wiąć. Czasem prowizja jest fajnym uzupełnieniem wysiłków - nie zawsze
    docenionych przez klienta. To chyba nic złego ,że firma , do której
    przyprowadzasz klienta wypłaca ci jakąś - umówmy się , wcale nie zwalającą z
    nóg kwotę. Czasem wiedząc ,że możesz liczyć na taki zastrzyk gotówki łatwiej
    zastostosowć upust dla klienta (no bo przecież wszyscy chcą taniej), a on i tak
    przecież musi gdzieś zrobić zakupy, więc dlaczego nie w danej firmie?
    Najważniejsze żeby zachować w tym wszystkim umiar. Nic na chama. Jeśli sam nie
    jesteś przekonany co do jakości proponowanych materiałów uczciwość nie pozwoli
    ci wciskać ich klientowi. Uczciwość i profesjonalizm. No bo i w tym przecież on
    się przejawia.Nie możesz łapać klienta na byle co , bo przecież to on będzie
    ciebie polecał swoim znajomym.Więc fakt że "wyrzeźbisz" jednego, to gra "krótką
    piłką" - nikt od niego już do ciebie nie przyjdzie. Co do odnoszenia się do
    klienta - to jest kwestia tylko i wyłącznie charakteru danej osoby ( no może
    jeszcze kultury osobistej). A czasem braku doświadczenia i "zachłyśnięcia się"
    wykonywanym zawodem. Dla mnie jest to oznaka braku profesjonalizmu w pełnym
    znaczenia tego słowa. Ale, nie dajmy się zwariować. Są to jednak stosunki
    interpersonalne więc co by nie powiedzieć - "akcja równa się reakcji" i różnych
    klientów różnie się traktuje.Co do "stylowych naleciałośći" - zgadzam się ale
    czy to naprawdę jest wada? W końcu do projektantów wnętrz mało kto trafia "z
    ulicy". Skoro wybierasz danego projektanta to znaczy ,że podejmujesz tą decyzję
    świadomie , po wcześniejszym zapoznaniu się z jego dokonaniami. A jeżeli tak ,
    to nie dziw się ,że ma on "swój styl". Każdy go ma. Nie można pracując z
    kilkunastoma - kilkudziesięcioma klientami w roku ( no cóż nie wszyscy
    ale...:))) uniknąć pewnych powieleń - nikt nie jest aż tak płodny.A czasem
    taki "styl" jest jak podpis. Zwróć uwagę na malarzy. A projektowanie wnętrz to
    także szuka ( czywiście przy zachowaniu wszelkich proporcji :)))Dla mnie ,
    zawsze, projekt jest wynikową: oczekiwań klienta , moich umiejętności,
    zasobności jego portfela. Pozdrawiam.
  • anavera 31.05.05, 23:28
    Witam forumowiczów,

    Moim skromnym zdaniem cudnie byłoby gdyby projektant wnętrz, miał cudowną moc
    zrealizowania naszych fantazji i wyobrażeń o naszym gniazdku. Do tego gdyby
    wczuł się w rolę świetnego doradcy co do detali(które "grają" mi w duszy), nie
    miała bym nic przeciwko. Tymczasem rzeczywistość wiadomo jak wygląda -zderzenie
    pięknych, nowatorskich koncepcji z prozą życia klienta.
    Wiem,wiem obecnie stopa życiowa podniosła się w społeczeństwie...mozna szaleć z
    kolorami, fakturami i Bóg wie czym jeszcze.
    Ale Pishor uwierz mi, "klecenie" pomysłów na mieszkanie z gazet oraz własna
    inwencja sprawia że czuję się doskonale w moim mieszkaniu. Wiem też, że na
    razie nie dane mi będzie skorzystać z pomocy "wnętrzarskich" firm,ale też chcę
    pięknie mieszkać!!I mieszkam...
  • pishor 01.06.05, 00:00
    I ja Ci serdecznie gratuluję.Gdyz we własnym mieszkaniu (jakiekolwiek by ono
    nie bylo) należy się czuć doskonale. Ale na boga!!!! Dajcie i nam zarobić !
    Pozdrawiam :)))
  • pishor 08.06.05, 22:08
    Dziekuję za wszystkie wypowiedzi. Warto było poczytać.Miło się gawędziło.
    Pozdrawiam.
    --
    jamula.w.interia.pl
  • firevixen 08.06.05, 23:08
    Ja też Ci dziękuję za ten wątek. Miałam się komu wyżalić. Upuściłam trochę żółci
    i od razu mi lepiej. Architektkę wymieniłam na dwóch facetów. Mam już wstępny
    projekt i nawet jakieś wizualki. W piątek spotkanie z ekipą i wstępna wycena.
    Coś się wreszcie dzieje i to mnie niezmiernie cieszy. Jak widzisz mimo
    wszystkich negatywnych doświadczeń nadal wierzę w architektów:)
  • pishor 08.06.05, 23:45
    Pozdrawiam i życzę powodzenia.

    --
    jamula.w.interia.pl
  • dczeraniuk 09.06.05, 15:51
    To ja moze odpowiem konkretnie dlaczego :)
    Kupujemy mieszkanie uzywane do remontu, bo na inne nas nie stac,
    bierzemy kredyt w najwyzszej mozliwej wysokosci przy dysponowanym
    zabezpieczeniu,
    placimy fuuure kasy notariuszowi,
    wprowadzamy sie do pustego, niewyremontowanego mieszkania,
    kupujemy niezbedne przedmioty w sklepie z uzywanymi meblmi
    i mieszkamy tak kilka lat az nas bedzie stac na malowanie ... :))
    To w skrocie opis dosc typowej sytuacji. Gdybym tylko miala taka mozliwosc bez
    chwili wahania wynajelabym projektanta. Marzenia ... :)
    --
    Z pozdrowieniami
    Dorota ------ Poznan
    --------------------
    www.antique-deco.com
  • jo_aska 12.06.05, 21:26
    Ano wlasnie.My na etapie kupna domu- wyplucze nas to ale obiecalam sobie ze jak tzreba bedzie robic lazienki to z projektantem. Caly problem z projektem polega na tym ze projekt to dopiero poczatek- a gdzie kupno mebli do tego, detali, lamp- przeciez to wszytko musi grac ze soba- a ja biore moje stare meble.
    Choc juz podczas odpowiedzi widze blad w zalozeniu- lazienki powinny pasowac stylem do domu:)
    Co do projektantow- Ci naprawde swietni sa chyba bardzo drodzy. Ostatnio widzialam dom urzadzony przez jedna pania- calosc od poczatku do konca i szczerze powiem ze nic odkrywczego - raczej mile, poprawne katologowe wnetrze i cena 4 tys.
  • firevixen 13.06.05, 07:24

    jo_aska napisała:

    > Caly problem z projektem poleg
    > a na tym ze projekt to dopiero poczatek- a gdzie kupno mebli do tego, detali, l
    > amp- przeciez to wszytko musi grac ze soba- a ja biore moje stare meble.
    > Choc juz podczas odpowiedzi widze blad w zalozeniu- lazienki powinny pasowac st
    > ylem do domu:)

    Dla mnie projekt to podstawa - robię najpierw same "grube" rzeczy - ściany,
    podłogi, łazienki, a gromadzenie mebli, lamp - potrwa pewnie jeszcze parę lat.
    Poza tym, dodatki można zawsze zmienić i zmienić przy okazji styl, a "podstawa"
    zostaje i powinna być dobra, funkcjonalna.

    > Co do projektantow- Ci naprawde swietni sa chyba bardzo drodzy. Ostatnio widzia
    > lam dom urzadzony przez jedna pania- calosc od poczatku do konca i szczerze pow
    > iem ze nic odkrywczego - raczej mile, poprawne katologowe wnetrze i cena 4 tys.

    Projektant nie urządzi za Ciebie domu. Zrobi Ci projekt, przypilnuje ekipy,
    doradzi, co jest funkjonalne, a co nie, pomoże wybrać materiały, żeby jedno
    pasowało do drugiego. Ale nie tchnie w dom duszy, bo to nie jego dom. Ciekawe
    wnętrza mają ciekawi ludzie.
    Obserwuję dwie skrajności - mieszania i domy z duszą - takie, że goście wydają
    pisk zachwytu, urządzone trochę na zasadzie "zbieractwa", gromadzenia
    niepowtarzalnych przedmiotów, ale wcale nie fajne architektonicznie i mieszkania
    urządzone przez projektantów, poprawne, mało odkrywcze, ale dostosowane do
    potrzeb mieszkańców (może dlatego, że są to głównie mieszkania nowe, więc nie
    zdążyły jeszcze poobrastać w przedmioty). Dla mnie ideałem - i do tego dążę -
    byłoby połączenie tych dwu tendencji - w dobrze zaprojektowanym, całkiem
    przeciętnym, wnętrzu znajdzie się kilka (a z czasem mam nadzieję więcej) detali
    nadających "rys". Potrwa to zapewne kilka lat, a może i całe życie, bo inaczej
    się nie da.

  • kartoflanka 13.06.05, 18:22
    ojejku, ale przeciez to tylko kwestia zalozen: "Panie, poprosze projekt do tych
    mebli, ktore juz mam." Przeciez projektant to nie jest jakies monstrum z
    pretensjami, ze nie mozna mu powiedziec: mam malo kasy rob pan tak zebym sie
    zmiescil w kwocie...i tyle.
    A dobrzy projektanci nie zawsze sa drodzy i odwrotnie...jeden przyklad to za
    malo zeby stworzyc regule
    pozdr.
    --
  • pishor 13.06.05, 19:56
    No tak. Tylko, jak mówię wszystkim moim klientom "projekt jeść nie woła". Czyli
    można zrobić projekt ale nie trzeba go od razu realizować .Są oczywiście takie
    elementy projektu , które należy wykonać już "na starcie" (ściany płytki i
    takie tam...:)).Nic nie szkodzi jednak żeby wprowadzić się ze starymi meblami i
    wymieniać je w miarę napływu gotówki.Ważne,żeby wiedzieć jaki efekt docelowy
    chce się osiągnąć. I po to jesteśmy my - wnętrzarze. My pokazujemy Wam
    kierunek , w jakim macie iść. A od Was zależy ile tchniecie w swój dom duszy
    (górnolotnie - ale o to właściwie chodzi)
    My Wam podrzucamy rozwiązania , które sprawią ,że Wasz dom ,mieszkanie, biuro,
    sklep, będzie funcjonalny , ergonomiczny , "wygodny".
    Wy sprawiacie ,że będzie i n d y w i d u a l n y. Nikt inny tego za Was nie
    zrobi.
    Wiem ,że to kosztuje.Ale umówmy się , w kraju takim jak Polska, dom buduje się
    raz na jakiś czas ( niektórzy jeden na całe życie :)))Czyż nie warto w niego
    zainwestować?
    Przecież i tak większość z iwestorów radzi się kogoś (najczęściej jakiegoś
    wykonawcy -"Panie! nie takie rzeczy się robiło!Jak pracowałem w Niemczech...")
    Czy jego rady lepsze są od pomysłów architekta wnętrz , tylko dlatego ,że są
    darmowe? Co do "odkrywczych" projektów. Życie nauczyło mnie ,że nikogo nie
    można oceniać na podstawie tylko jednego projektu (samemu zdarzało mi się
    popełniać "projekty"), bo żaden szanujący się projektant nie pracuje dla siebie
    tylko dla klienta.Wniosek stąd prosty - każdy projekt jest wynikową relacji:
    klient (jego gusta i oczekiwania) - projektant (jego umiejętności i
    doświadczenie). Czasem to wypali , czasem nie. Jak to w życiu.
    Pozdrawiam.
    P.S. Łazienki to naprawdę nie wszystko :))), chociaż miło mieć fajne.
    --
    jamula.w.interia.pl

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.