Cudowna maść na oparzenia (bieszczadzka?) Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Witam wszystkich serdecznie.

    Przybyłem tutaj w ramach "wielkiego poszukiwania" przepisu na pewną maść na oparzenia, rzekomo pochodzącą z obszaru Bieszczad.

    Żeby było sprawnie muszę się podzielić krótką historią, aby [b]wyjaśnić dlaczego szukam tej receptury[/b] i czym właściwie ona jest.

    Proszę więc o wyrozumiałość, jeżeli uznacie Państwo tekst za długim. Ale naprawdę będę wdzięczny za zainteresowanie i wszelką pomoc!

    ---

    W latach 70 moje dziecko poparzyło się straszliwie na wyjeździe z żoną - wrzątek wylany na gołe nogi. Żona sprawę pokpiła i wysmarowała dzieciaka... masłem!!! Po dobie męczarni zawiozła go do szpitala, a tam lekarze zdzierali z chłopaka spaloną skórę. No nic, do sedna - chłopak wylądował u mnie po 2 dobach od poparzenia w opłakanym stanie.

    Zaczęło się latanie po aptekach aby zdobyć środki przeciwoparzeniowe. Lata 70 = kartki, gigantyczne kolejki. Gdy leciałem z charakterystycznymi butlami specyfików z apteki do domu w drodze zatrzymała mnie jakaś kobieta stojąca w ogonku.
    "Ma pan poparzonego w domu" - stwierdziła patrząc na medykamenty. Potwierdziłem. Kobieta ta poradziła mi udać się do pewnej kucharki z dworca (wiekowej już kobiety), która rzekomo potrafi sporządzać genialną maść na oparzenia.

    Na początku sprawę zignorowałem, ale gdy lekarze w szpitalu powiedzieli, że jeżeli stan syna się nie poprawi szybko, to czeka go przeszczep skóry!

    Zdesperowany poleciałem na wskazany przez napotkaną kobietę adres. Rzeczywiście zastałem kucharkę, która poleciła mi przynieść sobie duże ilości:
    - oleju
    - świeżego wosku pszczelego (prosto z ula, nieoczyszczonego - pamiętam jak mówiła, że ma być nawet z martwymi pszczołami)
    - smalcu
    - żywicy świerkowej

    Niestety nie pamiętam dokładnie ILE tego zdobyć miałem, ale ilości były spore - samej żywicy przyniosłem pełną papierową torbę (tzw. tytkę).

    Zaniosłem jej składniki a dwa dni później odebrałem 3 musztardówki wypełnione tłustą maścią, pięknie pachnącą miodowo-leśnie.

    Wysmarowałem nogi syna maścią dzień przed wizytą w szpitalu w celu przeszczepu. Następnego dnia lekarz orzekł, że rany się pięknie goją i nie ma sensu robić nic.

    Syn, którego skóra była tak spalona, że żywcem ją zrywano ma dziś 32 lata i ANI ŚLADU poparzeń.

    W domu został nam 1 słoiczek maści. Błyskawicznie goi wszystkie oparzenia, jest naprawdę cudowna.

    Słoiczek stał się niestety w połowie pusty i... nagle człowiek się przestraszył, że jej kiedyś zabraknie. Udałem się więc na adres kobiety, która sporządziła maść. Niestety, okazało się, że już nie żyje.

    Dlatego wyruszyłem w Internet aby poszukać przepisu na tą maść!
    Czy ktokolwiek o niej słyszał? Cokolwiek o niej wie?

    ---

    W Internecie znalazłem tylko jeden podobny przepis:
    "Maść regenerująca:
    Składniki: sadło wieprzowe (nie mylić z słoniną), wosk pszczeli świeży (do 1 roku od daty zebrania z ula), żywica sosnowa (nawet do 3 lat od sezonu pozyskania).
    Sposób wykonania: oddzielić błonki od sadła i stopić je powoli w garnku emaliowanym. Do roztopionego sadła dodać żywicy i poczekać aż wymieszają sie ze sobą. Wybrać z dna okruszki kory pozostałe z żywicy. Nastepnie dodać wosk (w postaci wiórków aby szybciej stopniał). Nastepnie rozlac do małych pojemników szklanych np słoiczków po miodzie. Wszystkch składników ma byc po równo miarą wagi. Nie używać narzedzi metalowych - tylko ceramiczne lub drewniane."

    Brzmi bardzo podobnie, ale nie identycznie:
    - sadło wieprzowe / smalec
    - żywica sosnowa / żywica świerkowa
    - brak oleju

    ---

    O ile brak oleju mogę wytłumaczyć prozaicznie - stara kobieta mogła go po prostu normalnie potrzebować. Jak mówiłem, wszystko działo się w latach 70-tych przecież.

    Na potwierdzenie tego zdaje się przemawiać fakt, że ilość skłądników, które dostarczyłem, przekraczała co najmniej 3-4 krotnie ilość otrzymanej maści.

    ---

    Serdecznie proszę o jakąkolwiek pomoc.
    Czy ktoś coś wie o tej maści? Z jakich składników ją przyrządzać? W jakich proporcjach? Jak?

    Pozdrawiam :)
    • W sprawie chińskiego badziewia miałbyś wpisy od 100 znawców.
      tradycja polskiego ziołolecznictwa jest w niełasce. Popytaj u oo Bonifratrów
      może znają to lub coś podobnego.
      • Ano, zauwazylem... Troche to przykre - widac, jak polskie receptury ida w zapomnienie!

        A ta masc jest naprawde genialna, lepsza niz wszystkie chemiczne specyfiki na poparzenia razem wziete.

        Mam w rodzinie prof. chemii... Tak mysle, ze moze dam dokladnie masc do zbadania. Dowiem sie przynajmniej jaki jest sklad i proporcje skladnikow. Gorzej z procesem przygotowania...
      • 21.02.07, 21:58
        Czy ta maść z lat siedemdziesiątych nie zjełczała, mimo zapewne przechowywania
        jej w lodówce?
        Jeżeli nie, to któryś składnik, chyba żywica okazała się silnym konserwantem.
        Normalnie w lodówce, po roku smalec okazuje się zjełczały.

    • Hej! W nieoczyszczonym wosku mógł byc propolis.Poszukaj przepisu na stronach
      pszczelarskich
      • 20.02.07, 22:24
        O propolisie szukalem, ale nic nie znalazlem :(
        Ogolnie mam wrazenie, ze internet w tej sprawie jest po prostu... pusty.
        • Proponuję skontaktuj się z zakonnikami, którzy wykonują ziołowe preparaty
          np.Bronifratrzy.

          PS.Nie wiem ile w tym prawdy, ale już niedługo podobno zakonnicy nie będą mogli
          produkować ziołowych preparatów, gdyż takie są zalecenia Unii Europejskiej.
        • 26.03.07, 09:57
          mikstura z kitu pszczelego (propolisu) i spirytusu (proporcji nie znam, ale
          mogę się dowiedzieć) jest moim nr 1 na oparzenia. stosowałam tylko na świeże i
          nierozległe poparzenia (inne mi się nie trafiały na szczęście) i muszę
          stwierdzić, że działa rewlacyjnie. nie zostaje nawet ślad po poparzeniu. myślę,
          że spirytus w tej miksturze słuzy tylko do rozpuszczenia kitu i to głównie kit
          ma tutaj zasługi gojące.
          nie jestem jakąś szczególną fanką medycyny tzw naturalnej i wszystko co mnie
          zainteresuje spawdzam na sobie. kit pszczeli sprawdziłam i zdecydowanie działa
          (jeśli się nie jest na niego uczulonym oczywiście).
    • Hej!Znalazłam 2 przepisy na maść z woskiem i propolisem.1)maść gojąca:weż w
      równych ilościach np.po 30 g.niesolonego smalcu wieprzowego,wosku,kitu
      pszczelego i miodu.Podgrzej w emaliowanym garnku,stale mieszając drewnianą
      łyżką, do ok. 80 st. c.Zlej do wyparzonego słoika i trzymaj w chłodnym i
      ciemnym miejscu.Zastosowanie-rany i ropne zapalenia
      skóry. 2)Po 30 g.wazeliny,łoju wołowego,kitu
      pszczelego,10 kropli olejku sosnowego i15 kropli terpentyny modrzewiowej.
      całość delikatnie pogrzać na łażni wodnej,ciągle
      mieszając.Zastosowanie:Zapalenie mięśni,gościec,rany ,wrzody. Przepisy pochodzą
      z książki p.t. Pszczela Apteka,nie sprawdzałam ich.
    • Jak do tej pory masci ozonowej nic nie "podskoczy"

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.