Dodaj do ulubionych

medycyna naturalna dla dziecka

15.07.07, 14:29
Zastanawiam się, czy i jakie metody medycyny naturalnej można spokojnie
stosować u dzieci. Chodzi mi o poważne choroby, nie o przeziębienia czy
drobne dolegliwości, na które medycyna niekonwencjonalna jest najlepsza (i
zalecana tez przez akademików). Moje dziecko zachorowało 2 lipca na
mononukleozę, bardzo wredną odmianę. Przy okazji USG watroby i śledziony
(powiększone do niebotycznych rozmiarów) wykryto także guza na nerce. Minęło
2 tygodnie, sporo badań, wiele konsultacji w 3 szpitalach i nie ma jasnej
odpowiedzi, czy to rak, czy torbiele. Ponoć bardzo dziwny i niespotykany
przypadek. Homeopatka (nie jestem fanatyczką, łaczę rózne metody, słucham,
uczę się) powiedziała mi, że ona osobiście nie zna żadnej metody naturalnej,
która leczyłaby raka, są tylko metody wspomagające, np. po operacji. Co
prawda na tym forum i w innych wypowiedziach w necie są podowane przykłady
cucownych ozdrowień ale ja jestem sceptykiem. Z drugiej strony chwytam się
wszystkiego. A może jeśli wreszcie okaże się, że to nie jest nowotwór tylko
zbitek torbielowy- już chyba będzie prościej to świństwo usunąć. Miałam 10
lat temu usuwane torbielki na jajnikach. Kiedyś , zupełnie przypadkowo,
usłyszałam jak ktoś powiedział, że torbiele same cofają się, należy im tylko
w tym pomóc. Wtedy nie interesował mnie już ten wątek. Przypomniałam go sobie
po latach, gdy dotyczy mojego synka. Zauważyłam, że na tym forum są zajadli
zwolennicy metod naturalnych i ich ogromni przeciwnicy. Ja nie należę ani do
jednych ani do drugich. Chcę ratować moje dziecko. Tylko albo aż tyle.
Edytor zaawansowany
  • grycan1 15.07.07, 15:08
    alinaw1 napisała:

    > Chcę ratować moje dziecko. Tylko albo aż tyle.

    Leczeniem zajmuje się medycyna. A medycyna jest tylko jedna. Tak zwana "medycyna
    naturalna" ma tyle wspólnego z medycyną, co demokracja socjalistyczna z
    demokracją lub krzesło elektryczne z krzesłem.
  • alinaw1 15.07.07, 15:33
    To może kwestia nazewnictwa? Bóg też jest tylko jeden ale dla jednych to Jahwe,
    dla innych Allach. Jeśli piję letnie mleko z miodem albo napar z ziól to już
    nie medycyna, czy jeszcze medycyna? Kiedyś miałam groźny wypadek w Zimbabwe,
    ranę zszywał lekarz w publicznym szpitalu, oczywiście medycyna (konwencjonalna,
    akademicka...). Potem powiedział, że najlepszą maść dla mnie sporządzi znachor
    w wiosce koło Hwange. Tak też się stało. I co? Połączono dwie odmiany medycyny?
    A może wspomożono medycynę wariactwem, dziwactwem, znachorstwe, ciemnotą? Jak
    zwał, tak zwał. Mniejsza z tym. W każdym razie pomogło. Przecież współczesna
    medycyna wyrosła na pewnych obserwacjach i doświadczeniach wychodzących z
    natury- choćby przykład aspiryny. Dziś można wyśmiać osobę, która będzie
    korzystać z kory brzozowej ale już jej chemiczny substytut jakim jest właśnie
    słynna aspiryna jest w powszechnym poważaniu...Są na świecie rejony, do których
    nie dotarła tzw. cywilizacja zachodnia, nie ma szpitali, usg, laboratoriów. A
    przecież ludzie tam żyją, chorują i leczą się...Jak napisałam wcześniej nie
    jestem jakąś zatwardziałą fanatyczką alternatywnych metod, czy jakkolwiek byśmy
    je nazwali. Medycyna to wg mnie pomoc choremu pacjentowi. Dróg może być wiele.
    Dlaczego nie mogą się wspierać?
  • unhappy 15.07.07, 20:43
    alinaw1 napisała:

    > Jeśli piję letnie mleko z miodem albo napar z ziól to już
    > nie medycyna, czy jeszcze medycyna? Kiedyś miałam groźny wypadek w Zimbabwe,
    > ranę zszywał lekarz w publicznym szpitalu, oczywiście medycyna (konwencjonalna,
    >
    > akademicka...). Potem powiedział, że najlepszą maść dla mnie sporządzi znachor
    > w wiosce koło Hwange. Tak też się stało. I co? Połączono dwie odmiany medycyny?

    Medycyna chce po prostu wiedzieć jak coś działa i czy działa zgodnie z
    założeniem. Od lat ma wypracowane metody badawcze, które koniec końców
    doprowadziły do skonstruowania chociażby rezonansu. A definicja medycyny
    niekonwencjonalnej zależy od tego przecież kto ją definiuje a od odbiorcy zależy
    czy uwierzy w deklarowane cuda czy nie. W twoim przypadku nikt nie będzie miał
    ci za złe wypróbowywania różnych metod ale doradzający bierze na siebie brzemię
    ogromnej odpowiedzialności.

    > A może wspomożono medycynę wariactwem, dziwactwem, znachorstwe, ciemnotą? Jak
    > zwał, tak zwał. Mniejsza z tym. W każdym razie pomogło. Przecież współczesna
    > medycyna wyrosła na pewnych obserwacjach i doświadczeniach wychodzących z
    > natury- choćby przykład aspiryny.

    Ależ oczywiście, że tak. Natura jest do tej pory źródłem ogromnej ilości
    substancji leczniczych a wiele syntez ma na celu wyprodukowanie kopii tego co
    wymyśliła natura.

    > Dziś można wyśmiać osobę, która będzie
    > korzystać z kory brzozowej ale już jej chemiczny substytut jakim jest właśnie
    > słynna aspiryna jest w powszechnym poważaniu...

    Jakoś nie widziałem, żeby tutaj ktoś wyśmiewał konsumentów kory brzozowej -
    myślę, że analogia jest nietrafiona. Medycyna alternatywna dla mnie to gros
    hochsztaplerów, którzy dają fałszywą nadzieję, ze sporą kasę. Bioenergoterapia,
    zapper, oberon, biorezonans, bemer etc. itd.

    > Są na świecie rejony, do których
    > nie dotarła tzw. cywilizacja zachodnia, nie ma szpitali, usg, laboratoriów. A
    > przecież ludzie tam żyją, chorują i leczą się...Jak napisałam wcześniej nie
    > jestem jakąś zatwardziałą fanatyczką alternatywnych metod, czy jakkolwiek byśmy
    >
    > je nazwali. Medycyna to wg mnie pomoc choremu pacjentowi. Dróg może być wiele.
    > Dlaczego nie mogą się wspierać?

    Na medycynie ciąży wiele grzechów a z drugiej strony najwięcej ludzkich istnień
    uratowało mydło. Nie ma prostej odpowiedzi a opór medycyny przed bezkrytycznym
    przyjmowaniem nowinek pokazał chociażby film "Olej Lorenza". W tym wypadku opór
    był niewskazany a długa i kosztowna droga badawcza pozbawiła by życia kolejne
    dzieci. Ale nie zawsze tak jest co pokazuje chociażby przypadek Talidomidu - to
    właśnie opór jednej kobiety Frances Oldham Kelsey uratował życie wielu Amerykanów.
  • scept89 16.07.07, 16:44
    alinaw1 napisała:
    > A może wspomożono medycynę wariactwem, dziwactwem, znachorstwe, ciemnotą? Jak
    > zwał, tak zwał. Mniejsza z tym. W każdym razie pomogło.

    A czemu nie zastosowano metody starozytnych Egipcjan (obkladanie ran kalem
    krokodyla)? Albo jak chcesz czasy bardziej wspolczesne to np w przypadku rany
    postrzalowej stosowano w Europie wypalanie tejze gotujacym olejem. Zadna z tych
    metod oczywiscie nie "dzialala" (tzn nie powodowala obiektywnej poprawy w
    stosunku do ran nie traktowanych w tak ciemniacki sposob) ale nie przeszakadzalo
    to iz obie metody byly uzywane dziesiatki jesli nie setki lat.

    To nie jest kwastja 'nazewnictwa'. To jest kwestia metody weryfikacji
    skutecznosci danej procedury/leku.

    > Przecież współczesna
    > medycyna wyrosła na pewnych obserwacjach i doświadczeniach wychodzących z
    > natury- choćby przykład aspiryny. Dziś można wyśmiać osobę, która będzie
    > korzystać z kory brzozowej

    Owszem mozna. Dlatego ze kwas salicylowy wystepuje w korze WIERZBY a nie brzozy.
    W korze brzozy jest kwas betulinowy o innych ciekawych wlasnosciach.

    >Są na świecie rejony, do których
    > nie dotarła tzw. cywilizacja zachodnia, nie ma szpitali, usg, laboratoriów.
    >A przecież ludzie tam żyją, chorują i leczą się..

    Dlatego mamy np. roznice w smiertelnosci nowowrodkow. Jak bedziesz miala ciaze
    zagrozona, nietypowe polozenie plodu, plod za duzy w stosunku do rozmiarow
    miednicy to kupuj bilet do Zimbabwe i koniecznie wpadnij do szamana ktory cie
    okadzi palonymi ziolami i stosowne wywary zapoda. Pomoze jak umarlemu kadzidlo.

    Jednoczesnie spytaj czy jakakolwiek wyksztalcona kobieta w Zimbabwe majac do
    wyboru klinike Mayo w USA albo miejscowego znachora wybrala by tego drugiego w
    opisanych przypadkach polozniczych.

    Jak mamwiaja w innych stronach: 'put up or shut up' albo postepuj zgodnie z tym
    co glosisz.





  • hrrrb 08.10.15, 10:12
    Dla dzieci najlepsza jest dieta oparta na wiedzy pochodzącej z Tradycyjnej Medycyny Chińskiej. Dlatego polecem przeczytać poniższy artykuł: www.rafalruba.pl/2014/12/21/tradycyjna-medycyna-chinska-w-pigulce/
  • lachelis 15.07.07, 21:58
    Wg mnie akupunkture, akupresure, bioenegoterapie, ziololecznictwo itp.
    Oczywiscie wspomagajaco jako metody dodatkowe, zalezy tez przy niektorych ile
    dziecko ma lat.

    Oczywiscie nowotwor czy torbiel wcale nie musi oznaczac cos na amen, wszelkie
    tego rodzaju twory sa poprostu zmutowanymi/niewlasciwymi komorkami organizmu,
    ktore powstaly z jakichs powodow np. reakcji, zajscia itp. w oganizmie. Nic sie
    nie dzieje bez przyczyny.
  • alinaw1 16.07.07, 11:42
    I to jest sedno. Medycyna natuiralna (a przynajmniej ci jej przedstawiciele, z
    którymi miałam kontakt) szukają przyczyn. A medycyna akademicka skupia się na
    zaistniałym problemie. Macie rację- jest mnóstwo oszustów, wizjonerów itd. Dla
    mnie np. niemal groteskowo wyglądają targi medycyny naturalnej. Słynny targ
    marakeski w Maroku to przy nich pestka. Jedni zachwalają kamyczki, obok stoi
    pani z zamkniętymi oczami, dalej jakieś piramidka itd. Ale takie widoczki wcale
    nie oznaczają, że wszysko co nie jest związane z medycyną konwencjonalną jest
    naciąganiem i żerowaniem na ludzkich nadziejach... Takie choćby zioła...Moja
    babcia dożyła w zdrowiu i pogodzie ducha 96 lat. Zmarła w zeszłym roku. Nigdy w
    zyciu nie była w szpitalu. A umarła w szpitalu i to był dla niej dramat. Piła
    zawsze ziółka. Jadła miód, nie używała kosmetyków, dzieci rodziła w domu i nie
    wiedziała, co to medycyna niekonwencjonalna...
  • unhappy 16.07.07, 12:44
    alinaw1 napisała:

    > I to jest sedno. Medycyna natuiralna (a przynajmniej ci jej przedstawiciele, z
    > którymi miałam kontakt) szukają przyczyn. A medycyna akademicka skupia się na
    > zaistniałym problemie.

    O widzisz i robi się znowu metadyskusja :D To co piszesz to ogólniki. Czy z tego
    co napisałaś wynika, że medycyna nie szuka przyczyn? Zasadniczo nie ma czegoś
    takiego jak medycyna naturalna a już na pewno stawianie jej w opozycji do
    medycyny nazywanej w tym wypadku klasycznej bądź konwencjonalnej. Medycyna nie
    interesuje się tym co nie pomaga.

    > Ale takie widoczki wcale
    > nie oznaczają, że wszysko co nie jest związane z medycyną konwencjonalną jest
    > naciąganiem i żerowaniem na ludzkich nadziejach...

    A także nie oznacz że każda bzdura ma sens. A metody weryfikacji oferuje
    niestety medycyna. Weryfikacja metodą powiedziała ciocia cioci nie jest zbyt
    wiarygodna.

    > Takie choćby zioła...Moja
    > babcia dożyła w zdrowiu i pogodzie ducha 96 lat. Zmarła w zeszłym roku. Nigdy w
    >
    > zyciu nie była w szpitalu. A umarła w szpitalu i to był dla niej dramat. Piła
    > zawsze ziółka. Jadła miód, nie używała kosmetyków, dzieci rodziła w domu i nie
    > wiedziała, co to medycyna niekonwencjonalna...

    Ale to nie jest ŻADEN argument bo nie można podać przepisu na długowieczność z
    gwarancją dożycia setki.
  • scept89 16.07.07, 16:54
    alinaw1 napisała:

    > I to jest sedno. Medycyna natuiralna (a przynajmniej ci jej przedstawiciele, z
    > którymi miałam kontakt) szukają przyczyn.

    Pewnie. Przyczyna pewnej slabosci w Twoim rozumowaniu jest ze ci sie czakramy
    pokrzywily i Zly Duch cie opetal (znaleslismy 'przyczyne').

    > że wszysko co nie jest związane z medycyną konwencjonalną jest
    > naciąganiem i żerowaniem na ludzkich nadziejach

    Wolno spytac w jaki sposob odrozniasz to co dziala w pseudo-medycynie od tego co
    nie dziala? Na podstawie osobistych doswiadczan? Relacji Cioci Kloci?

    >Moja
    > babcia dożyła w zdrowiu i pogodzie ducha 96 lat. Zmarła w zeszłym roku. Nigdy
    >w zyciu nie była w szpitalu. A umarła w szpitalu i to był dla niej dramat.

    No prosze po jaka cholere zawozilas babcie do szpitala? Przeciez gdybys jeJ nie
    zawiozla to zyla by do dzis, co tam, pewnie jeszcze z 900 lat na "ziolach". A
    tak to zobaczyla szpitalk i od tego umarla...

    Aha, wiesz jaka jest srednia zycia w krajach gdzie ziololecznictwo dominuje nad
    medycyna zachodnia?




  • alinaw1 16.07.07, 17:56
    Ej, chyba przesadzacie w nagonce na mnie. Niepotrzebnie włożyłam tu ś.p.
    babcię. To nie miał być argument. I naprawdę odróżniam ciocię klocię, co to
    kamieniami się obkładała i do piramidy weszła od ziół Bonifratrów na przykład.
    Żaden lekarz nigdy nie spytał mnie o mój tryb życia, dietę itd. Niedawno
    wróciłam ze Sri Lanki. Tam powszechna jest starohinduska ayurveda (nikt nie
    nazywa jej medycyną alternatywną, niekonwencjonalną, czy jakąś tam). Praktykują
    ją wszyscy- i dziadek na wsi w dżungli i intelektualiści, co więcej stosuje się
    ją w przychodniach i szpitalach. Mam (a raczej miałam) problem z kręgami
    szyjnymi. Na wstępie zapytano mnie, co jadam na śniadanie. Szok. Myślałam, że
    to nieporozumienie. Co ma jedzonko do szyji? Podobnie jest chyba w medycynie
    chińskiej. Mojemu mężowi tylko z pulsu zdiagnolizowano chorobę nerek
    (kamienie). Zignorował to. Po roku okazało się to prawdą. To nie ciotka klotka.
    Ale własciwie chciałam na inny temat, a wyszła taka dyskusja. Od początku lipca
    czekam niecierpliwie na "wyrok" w sprawie mojego synka. Dziś powiedziano nam,
    że to może białaczka. A jutro pewnie wyjdzie guz na mózgu. Niepewność jest
    straszna- bez względu na to, czy badania wychodzą od profesora onkologii, czy
    ciotki klotki (z którą się jeszcze nie kontaktowałam w tej sprawie).
  • iljana 16.07.07, 15:02
    Z powodzeniem stosuję różne metody pomagania swoim dzieciom.. zioła to nie
    przeżytek tylko coś do czego mozna sięgnąć gdy wszystko zawodzi. Bardzo wiele
    ciekawych sposobów na leczenie mozna wyczytać w "Aptece Pana Boga" Maria
    Treben. Są też pozycje typu "Ziołolecznistwo dla dzieci Ojców Bonifratrów".

    Homeopatia..jesli komuś pomaga...czemu nie?

    Powodzenia
  • alinaw1 16.07.07, 17:57
    Właśnie... jeśli komuś pomaga...To sedno sprawy!
  • alinaw1 16.07.07, 21:54
    Ktoś tu napisał, że medycyna jest jedna i to zdanie mnie prześladuje. Przecież
    ludzie, którzy stosują np. tybetańską, czy chińską medycynę są lekarzami z krwi
    i kości, mają skończone studia i stosowne pozwolenia. A homeopaci? Nie
    spotkałam się z przypadkiem homeopaty przyjmującego w gabinecie, który nie
    byłby lekarzem po studiach konwencjonalnej medycyny. Mama mojej znajomej jest
    bioenergoterapeutką, ma na swym koncie sporo niezwykłych uzdrowień ludzi
    niewidomych i głuchych- jest lekarką, obecnie na emeryturze, dokształacała się
    w Szwajcarii. Może warto by było pokusić się o jakąś weryfikację lekarzy
    stosujących medycynę alternatywną. Jeśli mają odpowiednie wykształcenie, znają
    anatomię, mają wiedzę o procesach w organizmie ale stosują niecoo inne metody
    ratowania zdrowia i życia- dlaczego nie pozwolić im na równomierne istnienie?
    Może w ten sposób wyeliminowanoby oszustów i wizjonerów żerujących na ludzkim
    nieszczęściu? Jestem za współpracą i łączeniem różnych dróg. Taki rodzaj
    ekumenizmu w wydaniu medycznym...
  • unhappy 16.07.07, 22:21
    alinaw1 napisała:

    > Ktoś tu napisał, że medycyna jest jedna i to zdanie mnie prześladuje. Przecież
    > ludzie, którzy stosują np. tybetańską, czy chińską medycynę są lekarzami z krwi
    >
    > i kości, mają skończone studia i stosowne pozwolenia.

    Stosowanie metod niezweryfikowanych pozytywnie przez medycynę może dla lekarza
    skończyć się bardzo smutno.

    > A homeopaci? Nie
    > spotkałam się z przypadkiem homeopaty przyjmującego w gabinecie, który nie
    > byłby lekarzem po studiach konwencjonalnej medycyny.

    Znasz stanowisko medycyny w sprawie homeopatii?

    > Mama mojej znajomej jest
    > bioenergoterapeutką, ma na swym koncie sporo niezwykłych uzdrowień ludzi
    > niewidomych i głuchych- jest lekarką, obecnie na emeryturze, dokształacała się
    > w Szwajcarii.

    Znasz stanowisko medycyny w sprawie bioenergoterapii. Tak badano i homeopatię i
    bioenergoterapię i irydologię. Domyślasz się z jakimi wynikami?

    > Może warto by było pokusić się o jakąś weryfikację lekarzy
    > stosujących medycynę alternatywną.

    Jest medycyna i reszta. Lekarze stosujący dziwne metody to jest temat na odrębną
    dyskusję. Tłumaczenie lekarzy stosujących metody niedziałające jest takie, że
    ich zdaniem lepiej żeby bioenergoterapią czy irydologią zajmował się LEKARZ a
    nie ktoś po kursie nie dającym żadnej wiedzy potrzebnej żeby postawić
    jakąkolwiek diagnozę. I na pewno wśród rzesz szamanów są perełki - ludzie którzy
    bez wykształcenia medycznego więcej wiedzą o chorobach i ich leczeniu niż
    niejeden lekarz.

    > Jeśli mają odpowiednie wykształcenie, znają
    > anatomię, mają wiedzę o procesach w organizmie ale stosują niecoo inne metody
    > ratowania zdrowia i życia- dlaczego nie pozwolić im na równomierne istnienie?

    Ależ pozwala im się. Taka szara strefa. Postępowania przed NIL'em są stosunkowo
    rzadkie ale zawsze pasjonujące kiedy nagle lekarz tłumaczy się, że to nie on, że
    to kolega i tak dalej i w ten deseń :D

    > Może w ten sposób wyeliminowanoby oszustów i wizjonerów żerujących na ludzkim
    > nieszczęściu? Jestem za współpracą i łączeniem różnych dróg. Taki rodzaj
    > ekumenizmu w wydaniu medycznym...

    Medycyna nie może posługiwać się metodami niedziałającymi. Lobby homeopatyczne
    sugeruję zmianę standardu badań bo badania tradycyjne nieodmiennie pokazują, że
    homeopatia nie działa.
  • alinaw1 17.07.07, 09:44
    Skoro nic z metod innych nie działa i jest fe to jak wytłumaczyć liczne
    wyzdrowienia w tych przypadkach, gdy lekarze tzw. akademiccy nie dawali żadnych
    szans? Sama osobiście znam dwie osoby, które były ciężko chore i skorzystały z
    porad tzw. znachorów i jakoś dożyły starczego wieku bez wózka i respiratora.
  • unhappy 17.07.07, 11:38
    alinaw1 napisała:

    > szans? Sama osobiście znam dwie osoby, które były ciężko chore i skorzystały z
    > porad tzw. znachorów i jakoś dożyły starczego wieku bez wózka i respiratora.

    1. Anonimowe oświadczenia przez Internet nie mają zbyt dużej mocy dowodowej :)
    2. Zdarzają się błędne diagnozy.
    3. Wpływ znachorów na wyzdrowienie nie musiał polegać na ich cudownej mocy.
    4. Zdarzają się cudowne wyleczenia. Rzadko ale zdarzają się.

    Osobiście nigdy nie byłem świadkiem cudu czy czegokolwiek co wykraczałoby poza
    nasze, siłą rzeczy skromne rozumienie świata - dlatego jestem mocno sceptyczny.

    Medycyna ma skuteczne metody weryfikacji cudów, cudownych metod terapeutycznych
    i cudownych medykamentów nawet jeżeli podstawy teoretyczne danej metody to
    bełkot. A przekazy metodą "głuchy telefon" gdzie każdy pośrednik dodaje od
    siebie kolejny "fakt" nie mogą stanowić wiarygodnej podstawy do uznania
    jakiejkolwiek metody. Oczywiście nie wszystkie metody się bada bo maniaków
    którzy właśnie wymyślili nowy cudowny sposób uzdrawiania jest na pęczki - dobrze
    o tym wiedzą urzędnicy z urzędów patentowych.
  • alinaw1 17.07.07, 12:05
    Wyraźnie napisałam ZNAM, a nie np. przeczytałam albo słyszałam. Dotyczy to
    mojej rodziny. Wydarzenie miało miejsce 12 lat temu i powiem szczerze nie
    interesowałam się wtedy tą historią choć wszyscy w naszej rodzinie
    entuzjazmowali się tym. Byłam po swym pierwszym pobycie w Afryce, podczas
    którego byłam świadkiem rzeczy niezwykłych. Szkiełko i oko odpadają z hukiem.
    Ale to w Polsce? Jakoś nie przemawiało to do mnie. Myślałam, że to szaleństwo,
    zabobon (choć z drugiej strony ja po antropologii byłam pełna podziwu dla
    wiedzy i zdolności wszelkiej maści uzdrowicieli amazońskich i afrykańskich).
    Mój wujek, którego uzdrowienie dotyczy robił wszystko by w swiat medyczny
    poszła wieść o jego wyzdrowieniu. Lekarze z niedowierzaniem patrzyli na niego i
    rewelacyjne wyniki badań. Przyznawał gdzie był, jak go leczono
    niekonwencjonalnie itd. Prosił o zapisamnie tych danych w karcie chorego.
    Wyśmiewano go i jedynie gratulowano takiego stanu rzeczy. A chciałam podpytać
    tu o doświadczenia metod alternatywnych z dziećmi, a wyszła taka dyskusja...
  • scept89 17.07.07, 16:43
    alinaw1 napisała:
    >Byłam po swym pierwszym pobycie w Afryce, podczas
    > którego byłam świadkiem rzeczy niezwykłych. Szkiełko i oko odpadają z hukiem.

    Kilka lat temu powstala firma majaca zbierac doswiadczenie uzdrawiaczy/szamanow
    z roznych krajow. Chodzilo o tzw "leads" -> znajdujesz szmana leczacego chorobe
    X zielskiem Y, wyizolowujesz czynny skladnik Z etc.

    Niestyty, firma upadla poniewaz po paru latach wszystko co zdolali zebrac to
    zielska na niezbyt skuteczne usuwanie robakow w d.... Patrz:

    Shaman Pharmaceuticals
    jed.sagepub.com/cgi/content/abstract/11/1/79
    The end of ethnobotany?
    Feb 18th 1999
    From The Economist print edition

    Tak na marginesie: nikt powazny nie twierdzi ze ziola uzywane przez szamanow
    gdziekolwiek nie zawieraja czynnych skladnikow ani ze owe skladniki nie moga
    wzbogacic zachodniej medycyny. Problem w tym ze aby cokolwiek powiedziec nalezy
    miec proby kliniczne a nie wklajac opisy zafascynowanego szamanem UmbaUmba
    wujka. Ja moge napisac ze znam faceta ktorego UFOki porwaly, domagal sie
    dochodzenia w tej sprawie przez policje i audienci u prezydenta USA.

    BTW, jak tam szamani lecza zespol Li-Fraumenti?
  • alinaw1 17.07.07, 17:24
    Ale ten gość, który domaga się audiencji u prezydenta nie ma żadnych dowodów na
    spotkanie z UFOludkami. A człowiek, który cudownie ozdrowiał ma teczkę z
    historią choroby, ma świadków w postaci szcownych medyków, rodziny tudzież
    samego uzdrowiciela właśnie. Była choroba śmiertelna, nie ma choroby. Jakich
    doświadczeń klinicznych jeszcze trzeba?
  • scept89 17.07.07, 17:59
    alinaw1 napisała:

    > Ale ten gość, który domaga się audiencji u prezydenta nie ma żadnych dowodów na
    >
    > spotkanie z UFOludkami.

    Zartujesz sobie, prawda? Toz on ma zdjecia statku, zeznania sasiadow o huku z a
    stodola, pokazuje wypalony krag trawy.

    >A człowiek, który cudownie ozdrowiał ma teczkę z
    > historią choroby,

    Slabisz mnie. Kiedy chodzi o diagnoze to widac medycyna zachodnia jest nieomylna
    natomiast jest smiesznie nieporadna i niewiarygodna kiedy o leczenie chodzi...
    Powszechnie wiadomo ze nikt nigdy i nigdzie nie zostal blednie zdiagnozowany.
    Bledne diagnozy zdarzaja sie nawet w Mayo Clinic.

    Ale to nic, zalozmy ze diagnoza (cos dziwnie powsciagliwa jestes w nazwaniu owej
    choroby) byla prawidlowa. Otoz nawet w nowotworach zdarzaja sie przypadki
    samowyleczenia. W jednych czesciej w innych rzadziej w inych praktycznie nigdy.
    Diabli wiedza dlaczego. Mozna sobie pospekulowac ze byc moze komorki nowotworu
    latwiej zarazane sa jakims latentnym wirusem ktory to u chorego 'drzemie' czy to
    w uprzywilejowanych immunologiocznie organach czy moze nawet w samym genomie ->
    malo istotne dla naszych rozwazan. Istotne jest to ze niezaleznie czy wokol tego
    pacjenta bedziemy palic trociczki i dawac mu do popijania miete z rumiankiem czy
    guano lamy jakis znikomy promil ludzi przezyje cos co u 99.9% nieleczonych
    przypadkow konczy sie zgonem.
    Patrz takze kenijska prostytutka oporna na zakazenie AIDS: moze szaman kazal jej
    pojadac penisoksztaltna odmiane bulw manioku? A zyje zapewne dlatego ze ma
    mutacje w jednym z genow ktore sluza jako zaczep/gateway do wnikania wirusa do
    komorek.

    No i jak, bedziesz leczyla penisoksztaltnym maniokiem AIDS?


    >ma świadków w postaci szcownych medyków,
    Pokroili go na skrawki za zycia, wybarwili przeciwcialami i sa pewni ze
    rozpoznanie na 100% bylo jakie bylo? I to jeszcze czas jakis temu? W PRLu?

    >rodziny tudzież
    Rodzina oczywiscie diagnozuje wszystko od reki i jej diagnozy przebijaja
    uniwersyteckie.

    > samego uzdrowiciela właśnie.
    Takiego jak z Filipin? Speca od recznego usuwania fragmentow kurzych flakow z
    'chorych' na latwowiernosc?

    > Jakich doświadczeń klinicznych jeszcze trzeba?

    Prostych. Kilkuset pacjentow z diagnoza a la Wujek dzielonych jest na trzy grupy
    grupy: jedna leczona tradycyjnie a jedna szamansko wreszcie ostatnia czysto
    zachowawczo np. multi-witaminami i laktoza w kapsulkach.

    Lekarz diagnozujacy wstepnie pacjentow nie przydziela ich do grup.
    Lekarz oceniajacy stan zdrowia nie wie w ktorej grupie byl pacjent.
    Sam pacjent tez nie wie czy lyka sproszkowane zielsko z Zimbabwe czy tez np.
    cis-platyne czy wreszcie laktoze. Oceniamy przezywalnosc po owych zabiegach
    sprawdzajac czy sie statystycznie roznia, podobnie jak liczbe i rodzaj powiklan.

    No wiesz, takie samo postepowanie jak przy kazdym leku dopuszczonym do obrotu na
    rynku.





  • alinaw1 17.07.07, 18:33
    Scept- bardzo ci dziękuję za tak wyczerpującą DIAGNOZĘ moich ocen. Z Twojego
    wywodu wnioskuję, że jeśli jest jakiś beznadziejny przypadek chorobowy i
    pacjent wbrew diagnozie konwencjonalnej medycyny ożyje i będzie egzystował na
    normalnym poziomie to oznacza albo cud (w który jak na sceptyka przystało nie
    wierzysz) albo jakąś zależność odpornosciową organizmu. W każdym razie zagadka
    pozostaje zagadką. A mnie na początku chodziło o jedno: medycyna
    niekonwencjonalna dla dzieci. Nie znaczy to wcale, że nie ufam onkologom, że
    lekarze to hieny, a firmy farmaceutyczne są w zmowie. Ja po prostu już dość
    dużo widziałam w życiu rzeczy, których łatwo nie można zdefiniować czysto
    naukowymi teoriami... Nie jestem zwolenniczką szamańskich praktyk, nie daję się
    łatwo zwodzić ale jednocześnie jest we mnie otwarcie na przyjęcie nieznanego i
    niepotwierdzonego badaniami klinicznymi, o których tak entuzjastycznie się
    wyrażasz. Doskonale rozumiem ludzi, którzy szukają. Moje dziecko było okazem
    zdrowia, jest fantastycznym, inteligentnym chłopakiem, odpowiedzialnym starszym
    bratem, układa piosenki i wiersze, jeździ na rowerze i występuje w teatrzyku. I
    naglę bęc. Nie pytam: Dlaczego akurat on. Może to loteria. Ale pytam: Może jest
    jeszcze coś innego, co pomoże ?
  • darz_bor 17.07.07, 20:27
    alinaw1 napisała:



    > naglę bęc. Nie pytam: Dlaczego akurat on. Może to loteria. Ale pytam: Może jest
    > jeszcze coś innego, co pomoże ?

    Wspomnialas cos o bialaczce. Tylko tyle moge Ci powiedziec z wlasnego
    doswiadczenia: nie trac czasu na poszukiwanie cudotworcow, bo w chwili obecnej
    nie istnieje na swiecie zadna inna bardziej skuteczna metoda, jak tylko
    konwencjonalna.

    Nie napisalas jaki to typ bialaczki, ale generalnie dzieci maja bardzo dobre
    rokowania na kompletne wyleczenie sie z tego typu nowotworow.

    Staraj sie tylko po zabiegach konwencjonalnych, zwrocic szczegolna uwage na jego
    prawidlow ulozona diete. Warto tez sprawdzic, czy Twoje diecko nie cierpi na
    jakies ukryte alergie pokarmowe.
  • lachelis 17.07.07, 20:04
    Alina dlaczego w ogole wdajesz sie dyskusje z takimi ludzmi? Przekonac ich do
    niczego nie przekonasz, a oni tobie tez wiele nie wniosa. Sa rozni ludzie i
    rozne poglady, oni nie przezyli, nie doswiadczyli tego co ty, wiec nie maja
    jeszcze przekonania, daj im szanse dorosnac ;)

  • darz_bor 17.07.07, 20:09
    lachelis napisała:

    > Alina dlaczego w ogole wdajesz sie dyskusje z takimi ludzmi? Przekonac ich do
    > niczego nie przekonasz, a oni tobie tez wiele nie wniosa. Sa rozni ludzie i
    > rozne poglady, oni nie przezyli, nie doswiadczyli tego co ty, wiec nie maja
    > jeszcze przekonania, daj im szanse dorosnac ;)

    Na jakiej podstawie piszesz, ze "oni niczego nie pzezyli"?
    Mozna wiedziec co Ty takiego przezyles, ze jestes taki pewny swojej "doroslosci"?
  • unhappy 17.07.07, 20:42
    lachelis napisała:

    > Alina dlaczego w ogole wdajesz sie dyskusje z takimi ludzmi? Przekonac ich do
    > niczego nie przekonasz, a oni tobie tez wiele nie wniosa. Sa rozni ludzie i
    > rozne poglady, oni nie przezyli, nie doswiadczyli tego co ty, wiec nie maja
    > jeszcze przekonania, daj im szanse dorosnac ;)

    Sugestią, że ci, którzy nie wyznają twoich poglądów są gorsi, niedorośli dajesz
    świadectwo własnego braku dojrzałości.


  • alinaw1 18.07.07, 15:08
    Każda mądra dyskusja wnosi coś nowego w nasze życie. Powtarzam- nie jestem
    nawiedzona, szanuję lekarzy ale absolutnie nie odrzucam tego, czego szkiełko i
    oko nie potwierdzą. Jestem jak najbardziej za weryfikacją medyków stosujących
    metody alternatywne. Wielu z nich przecież gromadzi dokumentacje, które łatwo
    sprawdzić. Nie uznają jej akademicy (z zasady- bo NIE). Dlatego nie
    włączają "znachrskich" metod do kart chorobowych pacjentów. Jest taka
    tendencja: Jeśli nie pomoże lekarz rodzinny, chirurg, gastrolog, onkolog, czy
    Bóg wie jeszcze kto- mówi się trudno, medycyna bezradna. Jeśli nie pomoże
    przedstawiciel medycyny alternatywnej mówi się z przekąsem i szyderstwem: No i
    co, nawet uzdrowiciel nie pomógł. Hochsztapler i naciągacz jakiś... A przecież
    śmierć wpisana jest w naszą egzystencję. I nawet największy autorytet medyczny,
    czy uzdrowiciel nie jest w stanie wygrać z czymś, z czym nie można wygrać. Może
    za często oczekujemy cudów. A one - nie zdarzają się nagminnie. Można by się
    było pokusić o jakąś statystykę, która pokazuje liczby ludności na świecie
    korzystającej z medycyny niekonwencjonalnej (choć ci ludzie nawet nie mają
    pojęcia, że są tego typu podziały). A ziołolecznictwo? Od dawien dawna znana
    metoda na całym świecie. Akademicy też z niej korzystają. A akupunktura, która
    liczy sobie kilka tysięcy lat i na Wschodzie jest bardzo popularną metodą
    leczenia? Kręgarstwo... Refleksoterapia... Apiterapia... Ayurveda... Może zbyt
    ciasno patrzymy na nasz krąg kulturowy i tylko do niego odnosimy i porównujemy
    inne drogi. Na uniwersytetach chińskich i japońskich są normalne wykłady (nie
    na zasadzie "Jak dawniej bywało) z metod, które my nazywamy
    niekonwencjonalnymi, a one są jak najbardziej konwencjonalne dla tamtych
    społeczności. W Indonezji spotykałam się zazwyczaj z taką postawą: Jeśli coś mi
    dolega najpierw poradzę się najbliższego uzdrowiciela (pojęcie umowne), a jeśli
    on nie pomoże- wybiorę się do lekarza np. z angielskiego szpitala. U nas
    odwrotnie: Najpierw lekarz z przychodni/szpitala, a potem szukam ratunku u
    kogoś innego. Na Sri Lance widziałam przychodnie ayurvedyjskie, do których
    przychodzą zdrowi ludzie (rodzaj badań okresowych). W Japonii straszliwie bolał
    mnie mięsień, nie miałam ubezpieczenia i mało nie dostałabym zawału serca gdy
    dowiedziałam się ile kosztować mnie by miała tamtejsza kuracja. Ale lekarz
    (centrum Osaki) skierował mnie na drugą stronę ulicy gdzie za niewiele jenów
    jakiś człowiek wymasował moje stopy, nakleił jakieś saszetki na nie i kazał iść
    spać. Na drugi dzień mogłam spokojnie jechać do Kioto. Podobną historię
    (wypadek samochodowy) miałam w Zimbabwe, o czym już wspominałam. Jest wiele
    dróg. Są oszuści. Są nieuki (wśród akademików także- patrz liczby osób
    poszkodowanych przez medycynę konwencjonalną).Zachować należy rozsądek. Ale też
    nie odrzucać.
  • scept89 18.07.07, 15:36
    Czasem nie bardzo juz lapie:
    nie masz sily zalozyc podrozniczego bloga w ktorym kazdy 'cudowny' wypadek ze
    150 odwiedzonych przez siebie opisywalabys w tygodniowych odstepach czy tez
    usilujesz poprzez rzucanie przysiolkami pognebic maluczkich dla ktorych zapewne
    Dyema-el-Fna to aktorka z Bhutanu a Kamakura to ryba z Malediwow?

    Skup sie i zastanow: jak stwierdzasz ze zielsko X pomaga w chorobie Y? Jakim
    cudem szamani do tego doszli? Jak to mozna sprawdzic?

    >Wielu z nich przecież gromadzi dokumentacje, które łatwo sprawdzić.

    Ja prowadze dokumentacje swoich lewitacji. Prosze bardzo: July 18th 2007 h14.00:
    15 min lewitacji okolo 30cm ponad ziemia z wahaniami na boki.

    Podobnie szaman X napisal: pacjent Y z 90% ciala zzartym przez nowotwor. Napar
    rumianku 5x dziennie doodbytniczo + glaskanie kruka szarego 2x dziennie ->
    calkowite wyleczenie po 24h.

    Jeszcze raz, powoli: jak przeprowadza sie badania skutecznosci terapii
    jakiejkolwiek pisalem powyzej (potrojnie slepa proba). Zamiast kolejnych
    historyjek o tym jak to na klepisku w Timbuktu wyleczono Twojego glejaka masazem
    prawego platka usznego i swiecowaniem nozdrza lewego masz tutaj wyszukiwarke:

    scholar.google.com.

    Znajdziesz kilka artykulow w renomowanych czasopismach ze X dziala na Y, fajnie.






  • darz_bor 18.07.07, 15:55
    alinaw1 napisała:

    > Każda mądra dyskusja wnosi coś nowego w nasze życie. Powtarzam- nie jestem
    > nawiedzona, szanuję lekarzy ale absolutnie nie odrzucam tego, czego szkiełko i
    > oko nie potwierdzą. Jestem jak najbardziej za weryfikacją medyków stosujących
    > metody alternatywne.

    (....)

    Sprobuje ci krotko napisac jak z tym problemem poradzono sobie na kontynecie
    amerykanskim:

    * w celu wlwsciwej weryfikacji medykow stosujacych metody alternatywne storzone
    sa specjalne, prywatne szkoly. W niektorych nauka trwa 5 lat i w wyniku tych
    slono oplacanych studiow, uzyskuje sie po koncowych egzaminach i praktykach
    klinicznych, dyplom.

    Dyplom uzyskany po ukonczeniu niektorych z tych szkol, jest prawie (sic !
    ..prawie!) rownowazny z tym, ktory otrzymuje sie po ukonczeniu wyzszych studiow
    medycyny konwencjonalnej i pozwala on na dalsze kontynuowanie nauki, w celu
    uzyskania doktoratu, ktory jest uznawany przez organizacje krajowe i miedzynarodowe.

    * istnieja specjalne krajowe i miedzynarodowe asocjacje ktore daja rekomendacje
    tylko osobom,ktore ukonczyly uznane przez rzady poszczegolnych krajow, szkoly.

    * jesli czlowiek zostanie naciadniety lub oszukany, moze dochodzic roszczen
    na drodze sadowej. Kary sa surowe.

    * jesli jakis oszust rekomenduje np. osobom chorym na nowotwory "cudowna", ale
    dokladnie przebadana terapie, zawsze mozna zawiadomic o tym FBI. A ta
    organizacja takim "geniuszem" juz odpowiednio sie zajmie.

    I na koniec. Mimo stosunkowo latwego dostepu do specjalistow stosujacych metody
    alternatywne, lekarze medycyny konwecjonalnej i tak maja pelne rece roboty, a
    ludzie po wizytach u medykow alternatywnych przewaznie i tak trafiaja do lekarzy
    medycyny konwecjonalnej, bowiem ci ostatni ciesza sie nadal, mimo narzekan i
    utyskiwan wiekszym zaufaniem.

    * mimo takiego "wspanialego" poziomu lecznictwa alternatywnego w krajach o
    ktorych napisalas, jakos do renomowanych szpitali medycyny konwencjonalnej
    istniejacych na kontynecie amerykanskim, trafiaja osoby nalezace do bogatych
    warstw spoleczenstwa tamtych krajow.

    Biedni maja tam ( w tych krajach o ktorych piszesz) niestety nadal tylko
    ulatwiony dostep do ulicznych szamanow:)

    To tyle. Mozna oczywiscie wiele na ten temat jeszcze pisac:)

  • scept89 18.07.07, 15:09
    Nie przysnilo ci sie czasem np: 'czarnego knura we snie widziec -> idiotyczny
    post na forum gazeta.pl napiszesz'?

    Zdaje sie ze senniki czytasz do poduszki. Moze przenies sie na forum "Wiedzma"?

  • alinaw1 19.07.07, 10:55
    Na to forum wIEDŻMA to propozycja dla mnie? Jakieś senniki? Owszem, parę razy
    przyśniły mi się obrazy, które miały urzeczywistnienie ale to zdarza się chyba
    czasem każdemu! A myślałam, że ta dyskusja trzyma jakiś poziom. Te moje
    niektóre doświadczenia z podróży Scept89 ośmieszył w strasznie prostacki
    sposób. Te doświadczenia były -są dla mnie bardzo ważne. Ja wcale nie podróżuję
    po świecie by poznać szamanów i ich praktyki!
    A wrócę jeszcze do dokumentacji. Tu też interpretacja co najmniej prostacka, by
    nie rzec prymitywna. Wyraźnie napisałam "DOKUMENTACJA", a nie pamiętnikarstwo,
    wizjonerswo, proroctwa itp. Ja z chęcią czytam i słucham wszystkich ale jeśli
    moje słoowa i opinie są przekręcane w ohydny sposób, ośmieszane (jak z tym
    Timbuktu, którego nawiasem mówiąc odwiedziłam ale żadnego znachora nie
    spotkałam...). Powiem na koniec, że nigdy sama z własnej woli nie korzystałam z
    żadnego uzdrowiciela-szamana- czy jak kolwiek by to nazwać, choć w Polsce jest
    ich ogromna liczba. Znam ludzi, znam świadectwa i tyle ale chyba wspomniałam,
    że to daje do myślenia, do spojrzenia na te sprawy trochę inaczej niż tylko za
    pomocą szkiełka i oka... W kilku krajach Azji i Afryki zdarzyły mi się wypadki
    zdrowotne i tam kierowana byłam nie przez starszyznę plemienia ale przez
    akademickiego lekarzy. Oczywiście patrzę na to z dystansem. To, co obserwowałam
    i w skrócie tu opisałam dotyczy pewnych zwyczajów, mentalności innych
    społeczeństw, a tak wąsko zostało to zinterpretowane. Czuję jakbyśmy płynęli na
    dwóch innych falach, a przecież ja tylko staram się zrozumieć, nie zamykam się,
    nie ganię.Wiem jedno- MEDYCYNA NIE JEST JEDNA.
  • scept89 19.07.07, 13:02
    alinaw1 napisała:
    > Na to forum wIEDŻMA to propozycja dla mnie? Jakieś senniki?

    Potrafisz czytac Temat/Subject? lachelis popelnila byla post o snach proroczych
    co IMHO swiadczy o nazwijmy to "odmiennym poziomie racjonalizmu".

    > Te moje niektóre doświadczenia z podróży Scept89 ośmieszył w strasznie
    >prostacki sposób.

    Jak sie nie ma argumentow to pakuje sie interlokutora w worek o nazwie
    'prostak'. Odpowiedzialas na ktorekolwiek z pytan? Nie bardzo. Po prostu na
    zadane pytanie odpowiadasz powtarzaniem kolejnej historii z podrozy widac liczac
    ze szaman #123 powali nas na kolana kiedy do tej pory szamani #1-122 nie
    wzbudzili naszego entuzjazmu.

    >Wyraźnie napisałam "DOKUMENTACJA"

    Kilkanascie postow w dol a dalej nie wiadomo czym byla 'smiertelna choroba'
    Wujka. To jest charakterystyczny objaw wystepujacy u zwolennikow pseudo-nauk ->
    ciagla zmiana tematu, niedbale traktowanie danych.

    Kazdy, nawet naturopata w Zapupinie Dolnym ma prawo po zebraniu danych usilowac
    opublikowac je chocby w Lancecie. Czasopisma lekarskie roja sie od opisow
    nietypowych przypadkow.
    Nie zastanawia Cie to milczenie naturopatow? Tyle wyleczen, dzialajacych metod a
    tu zero publikacji. Pozostaja nam teorie spiskowe (nikt nie chce publikowac
    cudownych uzdrowien nowotworow przy pomocy rumianku) albo moze jakosc owej
    dokumentacji jest taka ze za przeproszeniem nie nadaje sie do publikacji a do
    czegos zupelnie, zupelnie innego.


    >(jak z tym
    > Timbuktu, którego nawiasem mówiąc odwiedziłam ale żadnego znachora nie
    > spotkałam...).

    Pogratulowac obiezyswiactwa. ;-).

    Czy w swojej miedzykulturowej madrosci doszlas do tego jak starszyzna plemienna
    & szamani doszli do znajomosci owych ziol wszelakich? Czy sie im one wysnily czy
    tez moze jest to wynik zbierania przed-naukowych doswiadczen jak najbardziej
    weryfikowalnych przez nauke?

    >Wiem jedno- MEDYCYNA NIE JEST JEDNA.

    Jest jakas medycyna nie weryfikowalna empirycznie? Nie poprzez relacje
    zakurzonych aczkolwiek medycznie zielonych podroznikow tylko poprzez proby
    kliniczne?
  • darz_bor 19.07.07, 15:01

    W kilku krajach Azji i Afryki zdarzyły mi się wypadki
    > zdrowotne i tam kierowana byłam nie przez starszyznę plemienia ale przez
    > akademickiego lekarzy. Oczywiście patrzę na to z dystansem. To, co obserwowałam
    alinaw1 napisała:

    > i w skrócie tu opisałam dotyczy pewnych zwyczajów, mentalności innych
    > społeczeństw, a tak wąsko zostało to zinterpretowane. Czuję jakbyśmy płynęli na
    >
    > dwóch innych falach, a przecież ja tylko staram się zrozumieć, nie zamykam się,
    >
    > nie ganię.Wiem jedno- MEDYCYNA NIE JEST JEDNA

    Napisalas, ze chcesz ratowac swojego synka. Ale Ty jak widac nie sluchasz
    rozsadnych dorad, udajesz ze ich nie zauwazasz, masz pretensje do tych osob,
    ktore Ci zyczliwie doradzaja, a na dodatek usilujesz bronic ewidentnych
    szarlatanow i oszustow.

    Skoro uwazasz, ze medycyna jest jedna, wiec sprobuj ta "medycyne" ktora tak
    zazarcie bronisz, zastosowac w przypadku swojego dziecka i wyjedz z nim na
    leczenie do Afryki lub Azji. Masz do tego prawo. To w koncu jest Twoje dziecko i
    mozesz decydowac o jego losie.

    Tam tez sa i inne prawa, wiec nikt Cie nie ukara za Twoje decyzje.
    Na kontynecie amerykanskim, mialabys na glowie organizacje chroniace dzieci
    przed nawiedzonymi rodzicami, ktore deptaly by Ci po pietach, ale w Polsce
    zdajsie jest pelna pod tym wzgledem swoboda, wiec ja wykorzystaj i zastosuj ta
    afrykanska lub azjatycka medycyne, ktora jest przeciez taka wspaniala.
    Jaki masz problem aby ja w przypadku Twojego dziecka teraz zastosowac i
    udowodnic jej rownorzednosc z medycyna naukowa?
  • alinaw1 19.07.07, 16:05
    Hej, ludzie, to chyba Wy jesteście nawiedzeni? Przecież już wspomniałam, że nie
    leczę swego dziecka u znachorów i szamanów, bardzo szanuję prowadzącego
    onkologa (i przy okazji zapytam o jej doświadczenia z niekonwencjonalnymi
    metodami- ciekawe, co powie). Trochę ręce mi opadają bo potraktowano mnie jak
    wiedźmę i fankę szarlatanów. Nawiedzona matka? A myślałam, że jasno się tu
    wyrażam, z pewnym wręcz dystansem, zadaję pytania, swoje osobiste doświadczenia
    próbuję jakoś tłumaczyć, chętnie słucham innych. A na jakie pytania nie
    odpowiedziałam? Na co chorował wujek? To szczegół. Rak + poważne problemy z
    sercem- to detal na tle ogólności naszej rozmowy. Prostak? Nikogo tak tu nie
    nazwałam. Proszę o dokładne czytanie. Prostackie wyrywanie z kontekstu, czy
    prostacki argument to nie to samo, co prostak. Zadawałam pytania albo sobie
    rozmyślałam i też mi nikt nie odpowiedział. A swoją drogą byłam przekonana, że
    na tym forum są zwolennicy metod naturalnych, a nie ich fanatyczni przeciwnicy.
    Ile razy mam jeszcze podkreślić i być całkowicie zrozumianą,przekonywać, że
    staram się zachowywać zdrowy rozsądek? Nie czytam senników, horoskopów,
    tarotów, nie ustawiam piramidek, nie zaprzątam sobie myśli numerologią, bramami
    wiedzy tajemnej, uzdrawiającą energią z kosmosu, magią i innymi bzdetami. Czy
    to ktoś przeczyta z moich oponentów? Czy znów powiecie, że bronię oszustów i
    nadaję się na wiedźmę? Wspominałam o różnych doświadczeniach, które tu zostały
    zmieszane z błotem. A nie po to je pisałam żeby udowodnić wyższość
    niekonwencjonalnych metod nad akademickimi. Proszę wyraźnie przeczytać: Próbuję
    swym umysłem i emocjami objąć różne aspekty wiedzy (plemiennej też- cha, cha!).
    Czy to jest złe? Czy to ma mnie zakwalifikować do worka z wiedźmami i
    czytelniczkami "Wróżki" tudzież innych pisemek tego typu? Nie jestem lekarzem,
    nie chcę się wymądrzać. Moi przeciwnicy (choć na początku ładnie kreowali
    wypowiedzi, potem zaczął się atak!) nie wypowiedzieli się w sprawach, które tu
    poruszałam. Świat to nie tylko Polska, ba! To nie tylko Europa i Ameryka z ich
    osiągnięciami technicznymi, medycznymi. To także wielowiekowa tradycja innych
    społecznośći, które swą wiedzę i doświadczenia bazują na przyrodzie.Pewnie mają
    (mieli?) to we krwi, niemal instynktownie. I wcale nie myślę o szamanach
    tańczących do słońca! To tak jak nasze babcie stosowały miód na rany wierząc w
    rolę kleistej mazi. Nie było to do końca prawdą. To nie owa maź ale jeden ze
    składników miodu przyśpieszał gojenie się ran. To wyjaśniły dopiero badania
    naukowe w XX wieku ale fakt pozostaje faktem: Stosowano tę motodę wierząc w jej
    skuteczność bez udekumentowanej w ośrodkach akademickich wiedzy. A pospolity
    czosnek? Używali go Egipcjanie prawie 5 tys. lat temu (powiecie: to nie
    argument!). Sława czosnku dotarła na wszystkie kontynenty. Matki kroiły
    czosnek, zawijały je w gałganek i wieszały w pobliżu niemowlaka. Ej, wstrętne
    wiedźmy i czarownice. Chciały pewnie wyrzucić złe duchy i szatana od łóżeczka
    dzieciątka! Nie wiem skąd (mądrość instynktowna pokoleń?) ale wiedziały, że ten
    śmierdzący czosnek jest pożyteczny. Pokażcie mi dziś choć jednego pediatrę,
    który odradzi spożywanie czosnku. I jak na ironię- proponują zawieszać cząstki
    czosnku przy chorym niemowlaczku, który przecież jeść tego jeszcze nie może.
    Starszakom kładzie się na kanapki, miesza z mlekiem itp. Po niemal 7 tysiącach
    lat stosowania zbadano właściwości-flawonoidy, pektyny, witaminy i ta
    wiedźmowata siarka, która działa antybakteryjnie. Skoro proste naturalne metody
    są takie be i fe to dlaczego medycyna akademicka powoli do nich wraca lub
    nawiązuje? Moja mama, gdy jako dziecko byłam chora- robiła z pączków sosny
    jakiś napar czy syrop. Lekarka (lata 70) wyśmiała ją i powtarzała, że czas
    guseł minął. Tymczasem dziś w aptece kupuję syrop z pędów sosny wykonany nie
    przez znachora ale prestiżową firmę farmaceutyczną. Lekarze ortopedzi proponują
    swym pacjentom zabiegi fizjoterapeutyczne nie odżegnując się od masaży
    tradycyjnych i akupresury (nie mówcie, że sobie to wymyśliłam albo przeczytałam
    w necie- godzinę temu rozmawiałam w REH-MEDICA- jak najbardziej konwencjonalna
    przychodnia wspomagana z NFZ). A sprawa baniek? Jeszcze 30 lat temu to też
    szarlatańska metoda! Pijawki? Boże drogi, toż to ciemnogród do potęgi! Len? Toż
    to zabytek etnograficzny w stylu "Jak to ze lnem było", a jednak siemię lniane
    i jemu podobne powróciły do łask, choć leczył nimi już Hipokrates.
    Lekarze, którzy nie biorą udziału w konkursach firm farmaceutycznych - nie
    polecają już ton leków syntetycznych, nie faszerują nas sztucznymi witaminami i
    nie przepisują na byle przeziębienie antybiotyków. Czy to nie świadczy o tym,
    że akademicy zaczynają doceniać mądrość pokoleń i moc natury?
    Wspominałam o różnym kształceniu na świecie. Skoro medycyna jest jedna jedyna
    to dlaczego na Dalekim Wschodzie na normalnych uczelniach medycznych (a nie na
    kursach tygodniowych dla wariatów) studenci poznają ziołolecznictwo,
    akupunkturę i inne metody? Na uniwersytecie w Pekinie jest wydział akupresury i
    akupunktury. Proszę o wyjaśnienie. Czy w takim razie tamta medycyna to jeszcze
    medycyna czy już oszuści?
    W wielu rejonach świata nie ma takich wyraźnych podziałów jak u nas.
    Wspominałam Sri Lankę i Indie, gdzie w przychodniach i szpitalach powszechnie
    stosuje się ayurvedę- nie ma jakiejś konkurencji, czy przeciwwstawieństw.
    Ayurveda i metody zachodnie uzupełniają się tam świetnie (jeśli ktoś
    zainteresowany moim artykułem w pewnym magazynie - chętnie podam szczegóły, nie
    chcę w tym miejscu robić autoreklamy, na priv.). Skoro medycyna
    akademicka/zachodnia/konwencjonalna jest antidotum na wszystko i jedyna
    niepodważalna dlaczego tyle zejść z tego świata w wyniku pomyłek lekarskich i
    złego diagnozowania? Nie zadaję tego pytania mając jakieś złe intencje.
    Powtórzę na koniec, że nie wyrwałabym swych dzieci ze szpitala do znachora
    (chyba, że popełnionoby kardynalny błąd jak ten kiedy zlecono biopsję mojemu
    synkowi, choć on miał jeszcze mononukleozę. Wszak już studenci wiedzą, że to
    jest szalenie niebezpieczny zabieg przy takiej poważnej chorobie. Dlatego
    rzeczywiście uciekłam z tamtego szpitala ale nie do szamana tylko do Centrum
    Zdrowia Dziecka gdzie nazwano decyzję biopsji "wielką
    nieodpowiedzialnością").Dlatego bardzo bolą te określenia opętanej matki.
    Chciałam tu poszerzyć swą wiedzę lub dowiedzieć się o doświadczeniach innych, a
    tymczasem przyszyto mi łatkę obrońcy oszustów. Ale wiecie co, dzięki Wam
    właśnie miłośnikom szkiełka i oka zachciało mi się drążyć ten temat (ale może
    już nie na łamach forum), może nawet niechcący skusiliście mnie do odwiedzenia
    jakiegoś przedstawiciela alternatywnej medycyny. W końcu jestem wiedżmą.
    Wsiadam już na miotłę, postawię sobie tarota i lecę. Pa!
  • scept89 19.07.07, 16:27
    Nie tyle nawiedzona co oslepla. Ile razy mozna powtarzac:

    '''
    alinaw1 napisała:
    > Na to forum wIEDŻMA to propozycja dla mnie? Jakieś senniki?

    Potrafisz czytac Temat/Subject? lachelis popelnila byla post o snach proroczych
    co IMHO swiadczy o nazwijmy to "odmiennym poziomie racjonalizmu".
    '''



  • marian770 01.08.07, 22:59
    twój błąd w logice polega na tym że wrzucasz wszystko do jednego worka. szamnów
    zrównujesz z bioterapeutami. oszuści zawsze będą.
    poza tym sztuka jest znaleść takiego bioterapeutę które ma empiryczne dowody (
    tzn. przed zabiegiem bioterapeutycznym zostala stwierdzona choroba, a po
    jednym/kilku zabiegach dokonano ponownego badania lekarskiego i niestwierdzono
    choroby ).
    poza tym wiele klinik i szpitali ( szczególnie na zachodzie gdzie podchodzi się
    bardziej otwarcie do takiego rodzaju metod ) korzysta z usług
    bioenergoterapeutów, przez co można wnioskować że nie wszyscy lekarze odrzucają
    ten sposób leczenia
  • scept89 02.08.07, 12:45
    marian770 napisał:
    > twój błąd w logice polega na tym że wrzucasz wszystko do jednego worka. szamnów
    > zrównujesz z bioterapeutami. oszuści zawsze będą.

    Mylisz sie:
    - nie majacy zielonego pojecia o chorobie X szaman probujacy ja leczyc
    trociszkami i okladami z krokodylego lajna nie jest oszustem, a przynajmniej nie
    musi byc. Moze postepowac 100% zgodnie ze swoja (nie)wiedza, chciec dobrze dla
    pacjenta i nie brac za to ani banana. Cos jak cyrulicy zalewajacy rany
    postrzalowe rozgrzanym olejem (patrz bodajrze 'Stulecie chirurgow')

    - uwierze w medyczne zastosowanie spluwania przez lewe ramie i kroliczej lapki
    jesli wyjdzie to w badaniach. Zapytaj zwolennikow szamanow czy porzuca swoje
    opinie jesli w badaniach wyjdzie iz X nie dziala....


    > poza tym sztuka jest znaleść takiego bioterapeutę które ma empiryczne dowody (
    > tzn. przed zabiegiem bioterapeutycznym zostala stwierdzona choroba, a po
    > jednym/kilku zabiegach dokonano ponownego badania lekarskiego i niestwierdzono
    > choroby ).

    Zadna sztuka. Masz np. podwyzszony cholesterol, wykonujesz badanie tegoz,
    idziesz do magika, wykonujesz powtorne badanie. Powtorz to 100x w kontrolowanych
    warunkach (ta sama dieta/tryb zycia/magik) i masz badanie kliniczne.

    > poza tym wiele klinik i szpitali ( szczególnie na zachodzie gdzie podchodzi >się
    > bardziej otwarcie do takiego rodzaju metod ) korzysta z usług
    > bioenergoterapeutów,

    Ja moge napisac ze NASA uzywa rozdzkazy i radiestetow (internet jest cierpliwy)
    -> masz zrodla owych stwierdzen?
    Zapeniam Cie ze w USA nie znajdziesz szamanow w zadnej klinice akredytowanej z
    jakakolwiek ubezpieczalnia.
  • marian770 02.08.07, 15:50
    po pierwsze czytaj dokładniej moje wypowiedzi

    coś ty się przyczepił do tych szamanów. ja o jednym ty o drugim.chociaż
    domyślam się że szaman a bioeneroterapeuta to dla ciebie żadna różnica
    rozumiem że byłeś u nich i ci nie pomogli więc na nich teraz się żalisz. .

    co do sztuki znalezienia takiego z dowodami, chodziło mi o to że dużo z tych
    tytuujących się bioterapeutów potrafi wyleczyć niewiele chorób, natomiast znam
    osobiście takiego co ma współczynnik wyleczeń nawet 80 %. dowody chcesz , to
    moge ci na priva wysłać namiary. masz ochote, to się tam przejedz i się
    przekonaj.
    aczkolwiek głęboko wątpie gdyż należysz to osób mocno ograniczonych, które
    negują coś z zasady nie bo nie.
    nie dostrzegłeś faktu że wiele rzeczy oficjalna nauka jeszcze nie odkryła lub
    nie potrafi wyjaśnić np. klonowanie jeszcze kilka lat temu było fikcją i jak
    domyślam się wtedy spotykało się z twoją prześmiewczą retoryką

    szpitale i kliniki podam ci nastepnym razem.

  • darz_bor 19.07.07, 16:33
    alinaw1 napisała:

    > Hej, ludzie, to chyba Wy jesteście nawiedzeni? Przecież już wspomniałam, że nie

    > leczę swego dziecka u znachorów i szamanów, bardzo szanuję prowadzącego
    > onkologa (i przy okazji zapytam o jej doświadczenia z niekonwencjonalnymi
    > metodami- ciekawe, co powie). Trochę ręce mi opadają bo potraktowano mnie jak
    > wiedźmę i fankę szarlatanów. Nawiedzona matka?

    (...)

    O co masz nadal pretensje, to ja nie rozumiem. Zadalas pytanie co sadza inni
    ludzie o metodach niekonwencjonalnych, wiec Ci odpowiedzieli.

    Po co wiec pytalas, skoro odpowiedzi Ci sie teraz nie podobaja, bo nie
    potwierdzaja Twoich pogladow na medycyne?

    Mnie tez rece i nogi opadaja, jak czytam takie jak ten Twoj ostatni post, teksty.

    > Ale wiecie co, dzięki Wam
    > właśnie miłośnikom szkiełka i oka zachciało mi się drążyć ten temat (ale może
    > już nie na łamach forum), może nawet niechcący skusiliście mnie do odwiedzenia

    > jakiegoś przedstawiciela alternatywnej medycyny. W końcu jestem wiedżmą.
    > Wsiadam już na miotłę, postawię sobie tarota i lecę. Pa!

    Powodzenia.
  • darz_bor 19.07.07, 16:51

    alinaw1 napisała:

    > Ale wiecie co, dzięki Wam
    > właśnie miłośnikom szkiełka i oka zachciało mi się drążyć ten temat (ale może
    > już nie na łamach forum), może nawet niechcący skusiliście mnie do odwiedzenia

    > jakiegoś przedstawiciela alternatywnej medycyny. W końcu jestem wiedżmą.
    > Wsiadam już na miotłę, postawię sobie tarota i lecę. Pa!

    :)) Jeszcze cos mi sie przypomnialo w zwiazku z ta Twoja powyzsza deklaracja,
    a mianowicie kiedys zapytalem pewnego blisko ze mna zaprzyjaznionego
    naturopate, dlaczego przepisuje taka ilosc preparatow homeopatycznych i innych
    naturalnych specyfikow osobom, ktorym te preparaty na pewno pomoc nie moga oraz
    wyznacza im kolejne wizyty na przepisanie nastepnej partii niesklutecznych
    preparatow, chociaz doskonale wie, ze pomoc nie moga.
    A wizyta u tego specjalisty tez kosztuje przeciez slono.

    Moj znajomy naturopata (cieszacy sie zreszta duza popularnoscia i majacy w
    zwiazku z tym spora klientele)odpowiedzial mi z rozbrajajacym usmiechem,
    w ten oto sposob:

    " Im moj pacjent starci wiecej pieniedzy, tym szybciej wyzdrowieje".:)))

  • homologus 03.08.07, 22:36
    Alina, mądrze piszesz. Problem w tym, że ci co z Tobą tak zaciekle dyskutują
    nie wiedzą nic o metodach, które krytykują. Oni nas nazywają nawiedzonymi, ja
    ich nazwę betonami. Skąd mają wiedzieć co to jest akupunktura, czy
    ziołolecznictwo, skoro nikt im o tym na studiach nie opowiedział, a samemu
    zajrzeć do książki jest za ciężko? Cała współczesna medycyna wywodzi się z
    naturalnych metod leczenia, tylko oni zwyczajnie o tym nie wiedzą, lub źle
    kojarzą.
    A o dziecko się nie martw. Z pewnością musi być pod kontrolą specjalisty, ale
    ten obraz krwi to prawdopodobnie pozostałość po mononukleozie i minie po kilku
    miesiącach, tak jak to było u nas. Trzymaj się.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka