• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Muszę sprawdzić, czy mąż mnie zdradza. Jak???

  • 16.12.09, 21:54
    No i doczekałam się :( po 6 latach związku pierwszy raz podejrzewam, że maż
    mnie zdradza. Niby nie dzieje się nic bardzo złego, ale..

    Mój mąż używa mojego telefonu firmowego. Rachunki sa na mnie, więc ja je
    otwieram i ostatnim razem okazało, ze pewien nr telefonu powtarzał się dość
    często w bilingu, ale nie wzbudziło to moich podejrzeń, ponieważ wykonujemy
    duzo telefonów służbowych, po kilka razy do jednego klienta. Dopiero później
    okazało się, ze to nr tel tej podejrzanej pani.

    Tak jak pisałam, tel jest firmowy i korzystamy z niego oboje, więc nie
    posądzajcie mnie o grzebanie w tel męza. Natknęłam się 3 razy na smsy od i do
    tej pani. nie było w nich nic złego, tzn. pytania o to, jak mija dzień, prosba
    o telefon, przypomnienie o zajrzeniu na nk itd. Do tego dochodzi kasowanie
    raportów i smsów wysłanych.

    Problem polega na tym, że mój mąż pracuje z ta panią, więc sprawę ewentualnych
    spotkań mają uproszczoną. Tym bardziej, że w pracy mojego męża pracuje się
    "parami" i oni czesto są sami, wiec mąż wcale nie musi znikać wieczorami czy
    wyjeżdżać w delegacje, żebym miała cos podejrzewać.

    Ostatnio się pokłóciliśmy, tzn. ja strzeliłam focha, a mój mąż nie wiedział
    czemu. Mniejsza o to, jaki miałam powód, ale pierwsze, co zrobił mój mąż to
    zapytał, czy chodzi o tę panią, czy ja podejrzewam , ze on ma romans. a ja
    słowem o tym nie powiedziałam, więc ciekawe dlaczego zaczął się tłumaczyc
    własnie z tego?

    Pewnie powiecie, że nie mam powodu, żeby cos podejrzewać. Być może, ale mimo
    wszystko, intuicja mi mówi, żeby to sprawdzić.

    I tutaj mam problem, bo nie wiem, jak. Kiedyś moja kumpela zrobiła swojemu
    facetowi pewien numer i ja chyba z tego pomysłu skorzystam.

    Planuję kupić kartę sim z nowym nr tel, po czym ten nr wpisać w tel męża pod
    nazwiskiem tej pani i napisac do niego kilka smsów z tego nr. on bedzie
    myslał, że to ona. zobaczymy, jak na nie zareaguje.

    Wiem, że napiszecie, ze podstawa to zaufanie, że nie mozna tak robić itd, ale
    ja juz dostaję świra!

    Edytor zaawansowany
    • 16.12.09, 22:00
      Jeśli kobitka jest tylko jego dobrą znajomą a on dostanie od niej smsy z jakimś
      podtekstem...to sprawa może łatwo wyjść a ty będziesz się niezręcznie czuła .
      • 16.12.09, 22:08
        ultraviolettdream napisała:

        > Jeśli kobitka jest tylko jego dobrą znajomą a on dostanie od niej smsy z jakimś
        > podtekstem...to sprawa może łatwo wyjść a ty będziesz się niezręcznie czuła .

        Nie, nie ja chciałam napisac normalnego smsa, z pytaniem co słychać i zacząc tak
        rozmowe.
    • 16.12.09, 22:02
      Swira nie dostajesz, swira juz masz.

      Czy do tej pory mialas jakiekolwiek podstawy ku temu zeby
      podejrzewac meza o romanse?
      Jesli nie, to pohamuj swoja chora wyobraznie i zajmij sie
      wazniejszymi sprawami.

      Przez kilkanascie lat spedzalam pol zycia na wyjazdach pzrewaznie z
      mezczyznami i w zyciu mojemu mezowi nie przyszloby do glowy
      podejrzewanie mnie o romanse. Nic dziwnego, kazdy sadzi po sobie.
      A co ty robisz gdy maz jest w pracy? Qrvisz sie na hektary czy
      prowadzisz normalne zycie?
      To niesamowite do czego moze prowadzic chora wyobraznia i brak
      zaufania do samej siebie , pzrede wszystkim, a co sie z tym wiaze i
      do innych.


      --
      www.etvoici.bloog.pl/
      photomar.over-blog.com/
      No kill: marfish.pl/
      :) Jdu, ne vím kam, ale těším se. ;) Luba Skořepová
      • 16.12.09, 22:07
        tak tak zapewne gdyby chciał cie zdradzic uzywałby twojego słuzbowego telefonu,
        dżizas...po drugie wyjdziesz tylko na idiotke jak bedziesz wysyłac smsy jako ta
        pani, chyba nizej juz upasc nie mozna....
        • 16.12.09, 22:10
          laracroft82 napisała:

          > ..po drugie wyjdziesz tylko na idiotke jak bedziesz wysyłac smsy jako ta
          > pani, chyba nizej juz upasc nie mozna....

          na idiotkę to wyjdę, jak się dam robic w ch...
          • 16.12.09, 22:21
            myszka1202 napisała:

            > laracroft82 napisała:
            >
            > > ..po drugie wyjdziesz tylko na idiotke jak bedziesz wysyłac smsy
            jako ta
            > > pani, chyba nizej juz upasc nie mozna....
            >
            > na idiotkę to wyjdę, jak się dam robic w ch...



            o to to.
            --
            ups
          • 16.12.09, 22:37
            Jak sie okaże że tak to wyjdziesz (sory za wyrażenie) na ślepą i głupią, co nie
            zauwazyła że to z jej telefonu korzystał. A nuż zrobił to specjalnie, żebyś go
            nakryła? (są tacy)
            --
            "Najbardziej dziwacznym ze wszystkich zboczeń seksualnych jest zachowanie
            wstrzemięźliwości." — Rémy de Gourmont
          • 17.12.09, 09:02
            myszka1202 napisała:
            > "na idiotkę to wyjdę, jak się dam robic w ch"...


            nie odpowiadamy merytorycznie na durne posty osoby, ktora :

            a) prowadzac wlasna firme uzywa powyzszego jezyka.
            b) kolezanke, czy przyjaciolke nazywa "kumpela"
            c) posuwa sie do zachowan bedacych na granicy Kodeksu Karnego
        • 16.12.09, 22:14
          Jak sie dowie, ze go sprawdzila to o ile jest cos na rzeczy, zacznie sie
          ograniczac. Nie wszyscy mysla o tym, zeby odrazu sie tak kamuflowac.
          --
          Wzniosłe hasła, wiara w uczciwe życie, młodość, mocne serca bicie i bycie sobą.
          Piękne slogany, słomiany zapał i nagły zapad,
          Zgubiona mapa, z rzeczywistością zatarg.
          Inaczej zapisany arkusz zmienia scenariusz...
          • 16.12.09, 22:18
            Podobno można takiego szpiega zainstalować tez w telefonie. wiecie jak to sie robi?
      • 16.12.09, 22:11
        >Przez kilkanascie lat spedzalam pol zycia na wyjazdach pzrewaznie z
        mezczyznami i w zyciu mojemu mezowi nie przyszloby do glowy
        podejrzewanie mnie o romanse.

        Z Twoim wyglądem i charakterem chyba nikomu by to nie przyszło do głowy :D
        --
        http://www.suwaczek.pl/cache/bdd386db61.png
        • 16.12.09, 23:19
          gazeto, czy jak tobie tam,

          Ja nie mam sie czego wstydzic, wygladam jak normalny czlowiek.
          Za to tobie juz dawno powinni powiedziec, ze 'z taka twarza tu nie
          wlaza' I to nie z powodu wygladu fizycznego, bo nikt nie wie czy
          jestes kobieta, mezczyzna czy hermafordyta, tylko z powodu
          wyjatkowej perfidii i glupoty.

          --
          www.etvoici.bloog.pl/
          photomar.over-blog.com/
          No kill: marfish.pl/
          :) Jdu, ne vím kam, ale těším se. ;) Luba Skořepová
      • 17.12.09, 14:32
        Do tej pory nie miała, teraz ma.
        Moim zdaniem można nie sprawdzać jeśli się nie ma podejrzeń, ale jak podejrzenia
        powstaną, to czas właśnie na to, żeby sprawdzić.
        --
        ʎɐqǝ uo pɹɐoqʎǝʞ ɐ ʎnq ı ǝɯıʇ ʇsɐן ǝɥʇ sı sıɥʇ

        Uwielbiam dzieci. Zwłaszcza płci męskiej, między 18 a 40 rokiem życia.
      • 17.12.09, 15:26
        marguyu napisała:

        > Swira nie dostajesz, swira juz masz.
        >
        > Czy do tej pory mialas jakiekolwiek podstawy ku temu zeby
        > podejrzewac meza o romanse?
        > Jesli nie, to pohamuj swoja chora wyobraznie i zajmij sie
        > wazniejszymi sprawami.
        >
        > Przez kilkanascie lat spedzalam pol zycia na wyjazdach pzrewaznie z
        > mezczyznami i w zyciu mojemu mezowi nie przyszloby do glowy
        > podejrzewanie mnie o romanse. Nic dziwnego, kazdy sadzi po sobie.
        > A co ty robisz gdy maz jest w pracy? Qrvisz sie na hektary czy
        > prowadzisz normalne zycie?
        > To niesamowite do czego moze prowadzic chora wyobraznia i brak
        > zaufania do samej siebie , pzrede wszystkim, a co sie z tym wiaze i
        > do innych.

        A wiesz ile na świecie jest kobiet, które się zarzekały, że ich mąż to nigdy ,
        przenigdy by nie zdradził po czym okazywało się, że ten święty miś prowadził
        przez kilka lat podwójne życie? Lepiej dmuchać na zimne niż pozwolić robić z
        siebie idiotkę.
    • 16.12.09, 22:09
      Myślę,że jeśli Twój mąż jest człowiekiem inteligentnym to raczej Cię nie zdradza.
      Człowiek inteligentny do tego typu znajomości kupuje osobną kartę sim (telefon)
      niedostępny dla żony.
      Nie sądzę żeby był na tyle głupi,że do rozmów/sms-ów używał telefonu dzielonego
      z żoną.
      --
      http://www.suwaczek.pl/cache/bdd386db61.png
      • 16.12.09, 22:12

        to prawda, pewnie z ta pania na razie ma "niewinne" flirty. Kupi
        nowy telefon za pare miesiecy ;)
      • 16.12.09, 22:24
        czasami człowiek myśli, że żona pomyśli że to klient od tych
        częstych rozmów, że jak na pewniaka będzie pisał do znanej żonie
        osoby, to nie wzbudzi podejrzenia
        --
        ups
      • 17.12.09, 15:28
        gazeta_mi_placi napisała:

        > Myślę,że jeśli Twój mąż jest człowiekiem inteligentnym to raczej Cię nie zdradz
        > a.
        > Człowiek inteligentny do tego typu znajomości kupuje osobną kartę sim (telefon)
        > niedostępny dla żony.
        > Nie sądzę żeby był na tyle głupi,że do rozmów/sms-ów używał telefonu dzielonego
        > z żoną.


        Chyba,że wychodzi z założenia, że najciemniej pod latarnią:-)
    • 16.12.09, 22:11

      ja bym nie robila tego co chcesz zrobic. Bo jak wyjdzie ze nie ma
      kochanki to niestety stracisz u niego szacunek i zaufanie.

      Przetrzep mu komputer, zaloguj szpiega na kompie, wejdz
      niespodziewanie do pracy kilka razy, itd... ale tylko przez krotki
      okres czasu (np 2 tygodnie). jezeli nic nie znajdziesz to wyloguj
      szpiega, i przestan go sledzic.
      • 16.12.09, 22:13
        skarpetka_szara napisała:

        >
        > ja bym nie robila tego co chcesz zrobic. Bo jak wyjdzie ze nie ma
        > kochanki to niestety stracisz u niego szacunek i zaufanie.

        Masz rację.

        > Przetrzep mu komputer, zaloguj szpiega na kompie

        a jak to się robi?
        • 16.12.09, 22:21

          popros syna jakies kolezanki. zreszta to dosc latwe.

          Sa programy ktore wgrywasz i one daja ci mozliwosc aby sprawdzic
          (nawet z innnego komputera) krok po kroku jakie strony Twoj maz
          oglada, co pisze, jakie emaile, Daje ci hasla do wszystkich jego
          adresow emailowych, doslownie cokolwiek kliknie, to ty bedziesz
          wiedziala.

          Moze pojdz do sklepu komputerowego i dowiedz sie dokladnie jak to
          sie nazywa, jezeli jestes angielskojezyczna to poszukaj na www -
          jest ich dosyc sporo. Jan_hussain_na_stosie by pewnie cos o tym
          wiedzial ale pewnie ci nie powie.

          Ale pomysl uwaznie zanim to zrobisz... czasami lepiej pewnych zeczy
          nie wiedziec. Albo dowiesz sie zeczy ktorych nie chcialas
          wiedziec. :)


          • 16.12.09, 22:24
            skarpetka_szara napisała:


            > Sa programy ktore wgrywasz i one daja ci mozliwosc aby sprawdzic
            > (nawet z innnego komputera) krok po kroku jakie strony Twoj maz
            > oglada, co pisze, jakie emaile, Daje ci hasla do wszystkich jego
            > adresow emailowych, doslownie cokolwiek kliknie, to ty bedziesz
            > wiedziala.


            a jak to się robi w telefonie?

            > Ale pomysl uwaznie zanim to zrobisz... czasami lepiej pewnych zeczy
            > nie wiedziec. Albo dowiesz sie zeczy ktorych nie chcialas
            > wiedziec. :)
            >

            Mam tego swiadomość. chce wiedzieć.
            • 16.12.09, 22:38

              W telefonie nie mam pojecia.

              Moglabys jeszcze wynajac prywatnego detektywa.

              Albo zaczac rozmowe z mezem: "wiem o Tobie i pani X, nie musisz juz
              nic ukrywac".

              A nie wydaje Ci sie ze to co on z nia ma to niewinne flirty na
              razie, aby zapelnic luke emocjionalna?

              Na twoim miejscu zrobilabym kilka ruchow prewencyjnych
              1) kupic seksowna bielizne, wznowic czesty seks w nowych miejscach
              w nowych pozycjiach.

              2) wyjsc czesciej razem. Czy to bedzie weekend w gorach, czy jakas
              romantyczna kolacjia poza domem.

              3) na tych wyjazdach zadziwic meza jakas tam wiedza o czyms-tam.

              4) byc Baaaaaardzooooo mila do meza, ciagle tylko kochanie to,
              kochanie tamto. Badz slodka jak cukierek i DUZO SIE USMIECHAJ,
              badz zabawna, bezstresowa, lekka do przebywania.

              5) moze troche ruchu dla wznowienia sylwetki

              6) wyjsc na obiad (albo zrobic u siebie) z para tez dlugo-letniego
              malzenstwa - ktorych maz zajebiscie lubi.

              To powinno podzialac prewencyjnie, jezeli facet flirtuje z mysla
              zdrady, ale jeszcze tego nie zrobil - aby pomyslal ze ma zbyt duzo
              do stracenia (taka zona to skarb). Rozniez zapelnisz luke
              emocjionalna wiec nie bedzie czul potrzeby kontaktu z innymi
              paniami.
              • 16.12.09, 22:52
                skarpetka_szara napisała:
                > Na twoim miejscu zrobilabym kilka ruchow prewencyjnych
                > 1) kupic seksowna bielizne, wznowic czesty seks w nowych miejscach
                > w nowych pozycjiach.
                >
                > 2) wyjsc czesciej razem. Czy to bedzie weekend w gorach, czy jakas
                > romantyczna kolacjia poza domem.
                >
                > 3) na tych wyjazdach zadziwic meza jakas tam wiedza o czyms-tam.
                >
                > 4) byc Baaaaaardzooooo mila do meza, ciagle tylko kochanie to,
                > kochanie tamto. Badz slodka jak cukierek i DUZO SIE USMIECHAJ,
                > badz zabawna, bezstresowa, lekka do przebywania.
                >
                > 5) moze troche ruchu dla wznowienia sylwetki
                >
                > 6) wyjsc na obiad (albo zrobic u siebie) z para tez dlugo-letniego
                > malzenstwa - ktorych maz zajebiscie lubi.

                Ale ja to wszystko robię :)))
                • 16.12.09, 23:10
                  To bardzo dobrze!

    • 16.12.09, 22:11
      myszko, nie popadaj w paranoję
      co ci da sprawdzenie, czy mąż cię zdradza?
      jeśli juz musisz, wynajmnij detektywa, będziesz mieć w sądzie dowody do rozwodu



    • 16.12.09, 22:20
      hyhyhyh mimo, ze nie pochwalam, to niezly patent z tym numerem sim
      i jesli on się tłumaczyl ze znajomości z umówmy się potencjalną
      zdzirą a nie panią, a Ty w ogole o tym nei wspomnialas, to na 99%
      jest pewne, ze jest cos na rzeczy, a do tego on jest głupi i nie
      potrafi skakac na boki
      takie luźne przemyślenia, nie gniewaj się
      --
      ups
    • 16.12.09, 22:27
      Chcesz się tak upokorzyć? zniżać do tak niskiego poziomu? pokaż że masz klasę i
      że potrafisz normalnie takie sprawy załatwiać:)
      --
      `Zdarzają się, nie powiem, małżeństwa do śmierci. Ale to już zabytki. Niedługo
      będzie się do takich wycieczki prowadzić, jak do zamków, katedr, muzeów.
      Małżeństwo, prawdę mówiąc, to dzisiaj spółka z ograniczoną odpowiedzialnością.
      Upada, zakłada się drugie. I się kręci, aby jakoś, aby dalej, aby do końca.`
      • 16.12.09, 22:29
        lolcia-olcia napisała:

        > Chcesz się tak upokorzyć? zniżać do tak niskiego poziomu? pokaż że masz klasę i
        > że potrafisz normalnie takie sprawy załatwiać:)

        To powiedz mi jak, bo nie mam doświadczenia w tej kwestii ;)
        • 16.12.09, 23:21
          Bez gier i kręcenie wystarczy powiedzieć wprost co Ci przeszkadza. Najgorsze co
          możesz zrobić to pisać smsy czy dzwonić do tej kobiety, bardziej zdziwi go Twój
          spokój, niż atak zazdrości.
          --
          `Zdarzają się, nie powiem, małżeństwa do śmierci. Ale to już zabytki. Niedługo
          będzie się do takich wycieczki prowadzić, jak do zamków, katedr, muzeów.
          Małżeństwo, prawdę mówiąc, to dzisiaj spółka z ograniczoną odpowiedzialnością.
          Upada, zakłada się drugie. I się kręci, aby jakoś, aby dalej, aby do końca.`
          • 17.12.09, 02:38

            tez prawda
          • 17.12.09, 15:34
            lolcia-olcia napisała:

            > Bez gier i kręcenie wystarczy powiedzieć wprost co Ci przeszkadza. Najgorsze co
            > możesz zrobić to pisać smsy czy dzwonić do tej kobiety, bardziej zdziwi go Twój
            > spokój, niż atak zazdrości.

            A gdzie ona napisała,że zamierza dzwonić do tej kobiety?? I o jakim ataku
            zazdrości piszesz?? Bo jak na razie to dziewczyna chce tylko sprawdzić swoje
            podejrzenia.
    • 16.12.09, 22:38
      oj....nie wiesz jaki jest sposób na sprawdzenie wiernosci:)micha z woda.Sadzasz
      małżonka nad i moczy jajka.Jak ida na dno-nic nie było.Jak pływają i nie chcą
      zatonąć-znaczy że opróżnione:)
      • 16.12.09, 22:49
        k-58 napisała:

        > oj....nie wiesz jaki jest sposób na sprawdzenie wiernosci:)micha z woda.Sadzasz
        > małżonka nad i moczy jajka.Jak ida na dno-nic nie było.Jak pływają i nie chcą
        > zatonąć-znaczy że opróżnione:)
        No zapisać to sobie muszę :)Perełka :)
    • 16.12.09, 22:40
      Po co ?
      Po kiego jesteś z facetem któremu nie ufasz?
      Rozwiedź się i nie szukaj dziury.
      A jeśli ta opcja odpada(biedny facet) to weź cały ten czas który chcesz
      poświecić na szukanie przeznacz na zajmowanie się nim tak by nie musiał szukać
      tego u koleżanki.
      --
      "Był romantyzm, był pozytywizm.. a teraz to chyba kur-wizm jest"
      • 17.12.09, 09:04
        wacikowa napisała:

        > Po kiego jesteś z facetem któremu nie ufasz?
        > Rozwiedź się i nie szukaj dziury.
        > A jeśli ta opcja odpada(biedny facet) to weź cały ten czas który
        chcesz poświecić na szukanie przeznacz na zajmowanie się nim tak by
        nie musiał szukać tego u koleżanki.

        W tym tygodniu nie udało mi się przeczytać chyba niczego głupszego,
        nawet jeśli do lektury doliczę komiks syna o kaczorze Donaldzie.
        Mężczyznom nigdy jak rozumiem nie przytrafia się romans ani nawet
        chęć na romans, ich seksualnośc jest zawsze skierowana na żony.
        Tylko baby głupie nie ufają, a to, że on spędza coraz więcej czasu z
        koleżanką i żona czuje że coś jest na rzeczy - to tylko jej chora
        wyobraźnia. Biedny miś poszkodowany, żona mu nie ufa, podejrzenia
        ma. A w dodatku jak on ją zdradza - to i tak jej wina - bo za mało
        czasu mu poswięca!
        No to nieźle udało ci się odjechać :))
        • 17.12.09, 11:05
          Po KD nie rozumiesz tekstu pisanego?:)
          Gdzie tam napisałam,że to tylko jej wina?
          Sprowadziłyście facetów do rangi buhajów którzy wszystko i wszystkich pie.... Co za tym idzie Was też.Kolejny raz udowodniłyście i nadal udowadniacie,że intuicje kobiecą można sobie wsadzić głęboko.
          Jakaś moda i trend na przydupasów jest,że trzymacie się ich kurczowo i nadajecie jakie to biedne jesteście bo coś czujecie w moczu,że nadchodzi zdrada.Dotąd będziecie gmerać aż w końcu przyłapiecie biedaka na kopulowaniu z koleżanką. Niech to będzie nawet naście lat ale liczy się,że intuicja Was nie zawiodła:)Cudny obraz partnerstwa. Gratuluje i kolejny raz współczuję takich chłopów. Bo po cóż się starać? Po co czas wolny spędzić z partnerem jak można poświęcić go na śledzenie i zabawę w "agenta Tomasza" Robicie z własnego życia syf. A ja kolejny raz współczuję tym facetom takich partnerek życiowych.
          Ps
          Pisze tu o grupie kobiet "męczennic" Bo chwała Bogu są nawet na tym forum normalne babki.

          --
          "Był romantyzm, był pozytywizm.. a teraz to chyba kur-wizm jest"
          • 17.12.09, 14:27
            wacikowa napisała:

            > Pisze tu o grupie kobiet "męczennic" Bo chwała Bogu są nawet na
            >tym forum normalne babki.

            Okej, zgodzę się, że i męczennice się trafiają. Ale bywa, że
            małżeństwo jest okej, mąz jest okej - ale zafascynuje się kimś
            innym, to samo przytrafia się mężatkom.
            Jeśli kobieta do tej pory nie zachowywała się maniakalnie, ale teraz
            coś jej nie pasuje - no to może być własnie taki przypadek. A ze nie
            wie jak zareagowac i panikuje? Kazdy by panikował jakby bal się
            stracić kogos kogo kocha. Co do czasu wolnego i starania się dla
            partnera - autorka napisała niżej, że to robi.
            To nie jest tak, że na romans mają ochotę tylko palanty, a fajnym o
            kochającym mężom opadają na oczy klapki w chwili zawarcia
            małżeństwa. I że tylko mężczyźni mają monopol na odgonienie
            konkurencji.

            • 17.12.09, 14:47
              Jeśli się stara to nie powinna nawet podejrzewać go o to,że się puści czy
              zauroczy.Jeśli daje od siebie wszystko a dostaje podejrzenia to wolna droga
              niech spada na drzewo albo do laski która go kręci. Nie ma zmiłuj.
              W partnerstwie jest prosta zasada "Traktuj partnera tak jak sama chcesz być
              traktowana"
              Mój ma prace taka jaką ma ,wiele bab się przewija i jak do tej pory nie przyszło
              mu do głowy zrobić"głupstwa". Nie grzebiemy sobie po telefonach czy kompach.
              Nawet przez myśl nigdy nie przeszło mi,żeby go zdradzić. Po co jak ma wszystko
              to co kocham?.
              Powtórzę się ale jest jak lustro-oddaje to co dostaje.
              Jeśli zrobi to wolna droga nikt go na smyczy nie trzyma.
              --
              "Był romantyzm, był pozytywizm.. a teraz to chyba kur-wizm jest"
              • 17.12.09, 15:02
                Jednym słowem w twojej wizji swiat jest czarno-biały.
                Nie ma czegoś takiego jak jedna kobieta, która zaspokaja wszystkie
                potrzeby mężczyzny - i w drugą stronę takoż. Nie ma czegoś takiego
                jak partner (płeć obojętna), który nigdy nie pomyślał o zdradzie.
                Zdarzają się za to ludzie, którzy nie zdradzają.
                Pewnie, ze kazdy zrobi co chce itd. Ale to, ze męzowi jakas pani
                imponuje to nie znaczy, ze on jest palantem. Ale też nie znaczy, że
                żona ma się przyglądać z założonymi rękami jak on się angazuje w
                romans.
                Jest różnica między wiecznie zdradzajacym palantem, a takim który
                zaczyna błądzić. I sa sposoby zeby błądzic przestał. Konkurencję
                obrzydzić, dyskretnie pogonić, męża rozkochać na nowo.
                • 17.12.09, 16:16
                  Skoro nie ma czegoś takiego jak piszesz to mój jest wymyślony a mnie nie ma w
                  ogóle:) Wole moją wizje niż tą gdzie faceci się puszczają a kobiety stoją na
                  straży ich cnót. Nie wiem czy to jest czarno białe ale u mnie się sprawdza i
                  nikt nigdy nie zmusi mnie do poniżania się i błagania by mąż/partner kochał mnie
                  na siłę. Jesteśmy dorośli i odpowiadamy za swoje czyny czyż nie? Już napisała
                  jeśli pójdzie na lewo pomimo,że dam wszystko co mam najlepszego to droga wolna i
                  "Pokój z Tobą Misiu".
                  --
                  "Był romantyzm, był pozytywizm.. a teraz to chyba kur-wizm jest"
                  • 18.12.09, 09:53
                    wacikowa napisała:

                    > Wole moją wizje niż tą gdzie faceci się puszczają a kobiety stoją
                    na straży ich cnót.

                    Masz skłonność do zakladania opcji skrajnych i ideologizowania.
                    Tymczasem rzeczywistośc po prostu jest. Kochająca zona na skutek
                    splotu okoliczności moze zafascynować się innym mężczyzną i w
                    zaleznosci od tego co będzie działo sie dalej - zdradzić lub nie.
                    Podobnie z mężczyzną. Innym moze się nic takiego nie przytrafić.
                    stać na strazy cnót to nudne zajęcie i mam lepsze. Ale gdy pojawi mi
                    się rywalka - to ją zlikwiduję z usmiechem na ustach i stoickim
                    spokojem. A jak mojemu męzowi pojawi się rywal - to on tez spokojnie
                    sobie z nim pogada, az tamten z jakis schodów zleci. Pokonanie
                    rywala/rywalki jest bardzo seksowne i wyzwala interesujace bodźce
                    wśród nieco zaskorupialych małżonków.

                    Nie wiem czy to jest czarno białe ale u mnie się sprawdza i
                    > nikt nigdy nie zmusi mnie do poniżania się i błagania by
                    mąż/partner kochał mnie na siłę.

                    Jakie wymuszanie kochania? O rany pojawia mi się młody przystojny
                    milioner, do tego jest megaświetnym kochankiem i chce mnie zabrać na
                    wyspę, spędzić ze mną tam romantyczne dwa dni. Kurcze - kocham męża
                    ale lubię wyzwania i przygody, trzy razy się zastanowię, czy nie
                    skłamać, ze mam pilna delegację :)
                    Dla wielu panów, którym zycie pościerało pazurki taką obietnicę
                    stanowi cycata blondynka (resztę bajki widac dopowiadają sobie w
                    fantazji).

                    Jesteśmy dorośli i odpowiadamy za swoje czyny czyż nie? Już napisała
                    > jeśli pójdzie na lewo pomimo,że dam wszystko co mam najlepszego to
                    droga wolna i "Pokój z Tobą Misiu".

                    Z tym się zgodzę. Zdrada - koniec. Ale ja tam w razie pojawienia się
                    konkurencji wolę sobie o swojego mężczyznę zawalczyć niz go tak
                    walkowerem oddać. Jakbyś widziala, ze złodzieje kręcą się koło
                    twojego ukochanego autka, to nie przestawiłabyś go przynajmniej do
                    garazu?
                    • 18.12.09, 10:29
                      Jak dla mnie nadal tu widzę traktowanie faceta jak bezmózgiego głąba.
                      Musze go pilnować bo nie daj Boże koleżanka z pracy czyha na niego i na pewno
                      sam sobie nie poradzi w tej fascynacji bo nie dość,że myśli fiutem to cóż ma do
                      stracenia?
                      Niby dlaczego mam mu zabraniać spotykania się z koleżankami? Czy to,że idzie z
                      nimi na kawę czy spotkanie to tragedia w partnerstwie? Mam go ograniczać i
                      chronić przed wszystkimi laskami? A po co?
                      Szanuje jego znajomych,koleżanki tak jak on szanuje moich znajomych. Czy to,że
                      jest zachwycony moją koleżanką i mówi,że świetna babka z mózgiem na swoim
                      miejscu oznacza,że mam zerwać z nią kontakty bo ona ładniejsza itp? Po co?
                      Pościągajcie w końcu te smycze z facetów i zacznijcie wierzyć bardziej w siebie.
                      Na palcach jednej reki można znaleźć tu kobietę która ufa swojemu facetowi w
                      100%. Chyba by mnie chłop wyśmiał gdybym była zazdrosna i robiła awantury o
                      koleżanki.:)
                      Chyba samą siebie bym wyśmiała. Naprawdę nie potraficie rozmawiać z
                      partnerem?Mój wie co ma do stracenia ja też. Więc po co te kagańce i smycze?:)
                      Jest jeden plus tych waszych wpisów:))
                      Jeszcze bardziej(choć myślałam,że się nie da)doceniam moją i jego dojrzałą miłość.
                      --
                      "Był romantyzm, był pozytywizm.. a teraz to chyba kur-wizm jest"
                      • 18.12.09, 10:37
                        > Na palcach jednej reki można znaleźć tu kobietę która ufa swojemu facetowi w
                        > 100%.

                        Zgłaszam się.
                        Czyli zostały Ci już tylko 4 palce ;)

                        --
                        chez alma
                        • 18.12.09, 10:44
                          Gratuluje głowy na karku:) I szacun:)
                          --
                          "Był romantyzm, był pozytywizm.. a teraz to chyba kur-wizm jest"
                      • 18.12.09, 11:35
                        Nadal myślisz dwubiegunowo: albo pilnuję chłopa, albo nie pilnuję.
                        chłop to nie maszyna do bzykania, która chodzi i patrzy co by
                        bzyknąć, a jak nie bzyka, to dlatego, ze więcej może stracić(pomijam
                        seksoholików i fanatykow burdeli, no ale jak chce się wiernosci to
                        się za takich nie w)Szkoda zycia. Lepiej cieszyć się zwiazkiem, a
                        nie węszyć i rozważac kwestie pilnowania. Ale moze się zdarzyć -
                        choć nie musi, że pomimo miłosci, blablabla - trafi sie fascynacja.
                        Partner osoby która się zuroczy pozna to od razu - bez węszenie
                        kontrolowania telefonu itp. I to wtedy jest ten moment kiedy trzeba
                        zawalczyc i pokonac konkurencję. I tyle.
                        Trzymanie chłopa na smyczy, w kagańcu itp. to jak napisalam
                        ustawianie się zony w pozycji cerbera strzegacego dostępu do ładnych
                        i atrakcyjnych kobiet :)
                        • 18.12.09, 11:47
                          >Ale moze się zdarzyć -
                          choć nie musi, że pomimo miłosci, blablabla - trafi sie fascynacja.
                          Partner osoby która się zuroczy pozna to od razu - bez węszenie
                          kontrolowania telefonu itp. I to wtedy jest ten moment kiedy trzeba
                          zawalczyc i pokonac konkurencję. I tyle.
                          Tak,koniecznie strzelać do niej bo chłop się zauroczył i na pewno się puści z
                          nią jak jej nie kilim :))

                          --
                          "Był romantyzm, był pozytywizm.. a teraz to chyba kur-wizm jest"
                          • 18.12.09, 12:18
                            > Tak,koniecznie strzelać do niej bo chłop się zauroczył i na pewno
                            >się puści z nią jak jej nie kilim :))

                            W tej konkretnej sytuacji - oczywiście, że by się puscił. Chwilowo
                            chłop zgłupiał i mu myslenie zeszło gdzie indziej i tyle. Ludzka
                            sprawa. Kobietom tez się zdarza pomyśleć serduszkiem - tym malym i
                            czułym, schowanym między nóżkami.
                            • 18.12.09, 12:35
                              Więcej wiary w myślących ludzi. :)
                              --
                              "Był romantyzm, był pozytywizm.. a teraz to chyba kur-wizm jest"
                              • 18.12.09, 13:01
                                wacikowa napisała:

                                > Więcej wiary w myślących ludzi. :)

                                Myślący ludzie nie opierają się na wierze tylko na faktach. Mysląca
                                osoba jest w stanie dostrzec, ze partner chwilowo nie mysli. I nie
                                widzieć w nim od razu palanta/szmaty z powodu slepej wiary w to, że
                                miłość powoduje dozywotnią seksualną oziebłośc w stosunku do całej
                                reszty ludzkości. Jak już inna mu się podoba i ma na nia seksualne
                                reakcje - to mnie nie kocha, buuu...
                                To dopiero jest zycie wg idee fixe. Współczuję zarówno partnerom
                                osob przekonanych o tym, ze partnera z oka spuscic nie mozna jak i
                                tym, którzy utozsamiaja miłość z psychiczną kastracją seksualności.
                                ci pierwsi muszą walczyc z fałszywymi oskarżeniami, ci drudzy
                                ukrywac normalne reakcje. Masakra.
                                • 18.12.09, 13:10
                                  Tak samo jak ja współczuje ludziom którzy uważają,że każda osoba myśli narządami.:)
                                  Przestał myśleć raz,przestanie drugi,trzeci dziesiąty. Co to gimnazjum?:)
                                  Zauroczy się to niech się oduroczy. Posunie się dalej to wypad.
                                  Ja wiem co mam do stracenia Nawet jak mózg spadnie mi do macicy.
                                  Jeśli partner wie jakie będą konsekwencje jego puszczenia się to jego świadomy
                                  wybór.
                                  Niańczyć i myśleć to ja mogę za mojego młodego.
                                  --
                                  "Był romantyzm, był pozytywizm.. a teraz to chyba kur-wizm jest"
                                  • 18.12.09, 13:41
                                    wacikowa napisała:

                                    > Tak samo jak ja współczuje ludziom którzy uważają,że każda osoba
                                    myśli narządami.:)

                                    Dalej czarno-biało... Ci co mysla o narządach nie spuszczają oka z
                                    partnera. Ja zakladam, ze kazdemu się może zdarzyć mysleć narzadem -
                                    wtedy wymaga to interwencji.

                                    > Przestał myśleć raz,przestanie drugi,trzeci dziesiąty. Co to
                                    gimnazjum?:)
                                    E tam, bez przesady. Po co taki fatalizm? Jak mąż "sam" w kryzysie
                                    myslenia dojdzie do wniosku, ze to bez sensu - to się raczej nie
                                    powtorzy. Ale jak mu zona zabroni i zepsuje zabawę - to powtórzy się
                                    z duzym prawdopodobieństwem.

                                    > Niańczyć i myśleć to ja mogę za mojego młodego.

                                    Nie niańczyć, nie myśleć. Ani za dziecko, ani za męża. To droga do
                                    nikąd. Jak przestanie myśleć - to go na myślenie naprowadzić i tyle.
                                    Jak się zuroczy - to go oduroczyc.


                                    • 18.12.09, 13:55
                                      Dla mnie kalectwo umysłowe faceta:)
                                      Za dzieciaka mogę myśleć i naprowadzać go na dobry tok rozumowania jak ma z tym
                                      problem. Za faceta dorosłego nie mam zamiaru myśleć.
                                      Jeśli zakładasz,że Twojemu się to zdarzy tak zapewne będzie.
                                      Ty naprowadzaj swojego na dobry tok myślenia on Ciebie też. Mnie nikt nie musi.
                                      Ja wolę ten czas spędzić na robieniu mu dobrze i sobie przy okazji:)

                                      --
                                      "Był romantyzm, był pozytywizm.. a teraz to chyba kur-wizm jest"
                                      • 18.12.09, 14:03
                                        wacikowa napisała:

                                        > Jeśli zakładasz,że Twojemu się to zdarzy tak zapewne będzie.

                                        Myslenie magiczne? Jak ubezpieczę chałupę, to mi się niebawem spali?
                                        ma to sens tylko o tyle, że jak będzie się męzowi wmawiac, ze ma
                                        ochotę na jakąs tam laskę, to on ja przeleci - dla świętego spokoju.
                                        Przynajmniej będzie wiedzial za co slucha.

                                        > Ty naprowadzaj swojego na dobry tok myślenia on Ciebie też. Mnie
                                        nikt nie musi.

                                        Mnie póki co tez nie :) A jak mi się zdarzy zglupieć - liczę bardzo
                                        na inwencję męża.

                                        > Ja wolę ten czas spędzić na robieniu mu dobrze i sobie przy
                                        okazji:)

                                        No i fajnie :)
                                        • 18.12.09, 14:50
                                          Jak nie ubezpieczysz to się "spali"? Nie lepiej robić wszystko,żeby się nie
                                          "spaliła" i nie miała nawet takiej okazji?
                                          Rób tak,by partner nie musiał szukać gdzie indziej tego czego nie dostaje od
                                          "Ciebie" a wtedy nie będzie partner/ka musiał/a się poniżać:)

                                          --
                                          "Był romantyzm, był pozytywizm.. a teraz to chyba kur-wizm jest"
                                          • 18.12.09, 15:12
                                            wacikowa napisała:

                                            > Jak nie ubezpieczysz to się "spali"?
                                            >>Nie lepiej robić wszystko,żeby się nie "spaliła" i nie miała nawet
                                            >>takiej okazji?

                                            Nie. Bo to ogromne obciążenie. Nie masz zycia, tylko chałupy
                                            doglądasz. Ja tam wolę jechac na wakacje - jak się spali, to mi
                                            wyplacą kasę z ubezpieczenia.

                                            > Rób tak,by partner nie musiał szukać gdzie indziej tego czego nie
                                            >dostaje od "Ciebie" a wtedy nie będzie partner/ka musiał/a się
                                            >poniżać:)

                                            Dla mnie to ponizające to tak się starać na zapas, zeby do innej nie
                                            polazł. To paranoja. A gdzie bym była w tym wszystkim ja? Poza tym
                                            wszystkiego dac się nie da. Jeden człowiek nie zaspokoi wszystkich
                                            potrzeb drugiego.
                                            • 18.12.09, 20:06
                                              twojabogini napisała:

                                              > wacikowa napisała:
                                              >
                                              > > Jak nie ubezpieczysz to się "spali"?
                                              > >>Nie lepiej robić wszystko,żeby się nie "spaliła" i nie miała nawet
                                              > >>takiej okazji?
                                              >
                                              > Nie. Bo to ogromne obciążenie. Nie masz zycia, tylko chałupy
                                              > doglądasz. Ja tam wolę jechac na wakacje - jak się spali, to mi
                                              > wyplacą kasę z ubezpieczenia.
                                              >
                                              To po cholerę walczysz jak pełno facetów na świecie? Jeden się spalił na starcie
                                              kupuj drugi i buduj od początku:)
                                              > > Rób tak,by partner nie musiał szukać gdzie indziej tego czego nie
                                              > >dostaje od "Ciebie" a wtedy nie będzie partner/ka musiał/a się
                                              > >poniżać:)
                                              >
                                              > Dla mnie to ponizające to tak się starać na zapas, zeby do innej nie
                                              > polazł. To paranoja. A gdzie bym była w tym wszystkim ja? Poza tym
                                              > wszystkiego dac się nie da. Jeden człowiek nie zaspokoi wszystkich
                                              > potrzeb drugiego.
                                              A na to odpowiedziałam niżej:)
                                              To co dla Ciebie jest poniżające dla mnie jest przyjemnością.
                                              I pamiętaj,że działa to w obie strony. Są równe prawa i równe obowiązki
                                              ,czyżbyś nie wiedziała? To co dajesz wraca do Ciebie.


                                              --
                                              "Był romantyzm, był pozytywizm.. a teraz to chyba kur-wizm jest"
          • 18.12.09, 21:28
            "Sprowadziłyście facetów do rangi buhajów którzy wszystko i wszystkich
            pie.... Co za tym idzie Was też"


            celna uwaga. są na szczęście tacy, którzy jeszcze przed tym próbują się bronić.
            jak długo wytrzymam? nie wiem.
            --
            http://i49.tinypic.com/2lm0u91.gif
        • 17.12.09, 15:44
          twojabogini napisała:
          > W tym tygodniu nie udało mi się przeczytać chyba niczego głupszego,
          > nawet jeśli do lektury doliczę komiks syna o kaczorze Donaldzie.
          > Mężczyznom nigdy jak rozumiem nie przytrafia się romans ani nawet
          > chęć na romans, ich seksualnośc jest zawsze skierowana na żony.
          > Tylko baby głupie nie ufają, a to, że on spędza coraz więcej czasu z
          > koleżanką i żona czuje że coś jest na rzeczy - to tylko jej chora
          > wyobraźnia. Biedny miś poszkodowany, żona mu nie ufa, podejrzenia
          > ma. A w dodatku jak on ją zdradza - to i tak jej wina - bo za mało
          > czasu mu poswięca!
          > No to nieźle udało ci się odjechać :))

          Zgadzam się z Tobą, również dawno nie czytałam podobnych bzdur.
        • 18.12.09, 21:46
          > Mężczyznom nigdy jak rozumiem nie przytrafia się romans ani nawet
          > chęć na romans, ich seksualnośc jest zawsze skierowana na żony.
          tak to zrozumiałaś? gratuluję. polecam więc opowieści o harrym potterze.

          >(...) A w dodatku jak on ją zdradza - to i tak jej wina - bo za mało czasu
          mu poswięca!

          skąd ta pewność, że zdradził? z dyskusji taka pewność wcale nie wynika.
          rzucasz kamieniami, o bezgrzeszna? nawet gdy nie jesteś pewna jego winy?

          i kto tu odjechał?

          --
          http://i49.tinypic.com/2lm0u91.gif
    • 16.12.09, 22:54
      pomysl z telefonem dobry, ale proponuje miec wtedy drugi telefon na numer
      sluzbowy i go ukrywac :) a przedewszystkim nie bawic sie w to dlugo.
    • 16.12.09, 23:28
      Pomysł niezły, ale czy bedziesz potrafiła żyć z tą wiedzą? Może
      lepiej obserwować i zobaczyć jak się sprawa rozwija? A jeśli chcesz
      niezbitych dowodów (np. na sprawę rozwodową) to wynajmij detektywa.
      Będziesz miała pewność.
      • 17.12.09, 00:54
        Zakup mezowi telefon na gwiazdke, zainstaluj w nim program do
        lokalizacji telefonu oraz przechwytywania polaczen i wiedomosci :)
    • 17.12.09, 06:13
      WIEM co czujesz ,u mnie podobna sytuacja :( kolezanka z pracy puszcza sygnały(chodzi mi o telefon)o 2 w nocy do mojego meza. A ON twierdz ze to tylko kumpela Szlak mni trafia. LAFIRYNDY na tym swiecie istnieja co lubia cudzych meżow.
      • 17.12.09, 08:53
        A moim zdaniem masz prawo go sprawdzić jeśli masz podstawy do obaw.
        ALe z kartą to chyba zły pomysł, bo przecież on się dowie, że ona
        wcale nie zmieniła numeru i wyjdziesz na tę złą. Ja chyba
        zapytałabym go wprost, bardzo twardo żeby nie miał wątpliwości, że
        coś wiesz. A jeśli absolutnie zaprzeczy to powiedz dlaczego w takim
        razie jesteś z nią tak blisko we wzajemnych relacjach, że nie
        życzysz sobie tego, bo masz wrażenie, że bardziej się nią troszczy
        niż o Ciebie. I obserwuj jego zachowanie, może się przyzna... Jeśli
        całkowicie zaprzeczy to powiedz mu, że ty też masz uczucia i
        cierpisz jak widzisz ich bliskość, że ma o ciebie tak się
        troszczyć...
        • 18.12.09, 14:57
          wroce_tu napisała:

          A jeśli absolutnie zaprzeczy to powiedz dlaczego w takim
          > razie jesteś z nią tak blisko we wzajemnych relacjach, że nie
          > życzysz sobie tego, bo masz wrażenie, że bardziej się nią troszczy
          > niż o Ciebie. I obserwuj jego zachowanie, może się przyzna...
          Jeśli
          > całkowicie zaprzeczy to powiedz mu, że ty też masz uczucia i
          > cierpisz jak widzisz ich bliskość, że ma o ciebie tak się
          > troszczyć...

          Żeby to tak można nakazać:) Śmiech mnie złapał. Po jednej stronie
          atrakcyjna, nowa chętna kobieta, flirt na drodze do romansu, a po
          drugiej stronie węsząca, zazdrosna żona. Ciekawe co facet
          wybierze:), rzeczywiście trudne pytanie.

          --
          Bite your tongue, swear to keep
          Keep your mouth shut
          Make up something
          Make up something good...burn the witch
    • 17.12.09, 08:52
      Moja koleznka tak samo zrobiła pisała do kochanki swojego męza udawając że to pisze on i wszystko wyszło na jaw .
      Nawet póżniej udało jej sie otworzyc poczte męża a tam same listy i fotki od kochanki.
      Powiem Ci coś myszka nie ma małżeństwa idealnego na ty świecie !!!!!!!!!
      sa takie osoby co sobie to wmawiaja a póżniej po jakimś czasie są w szoku !!!!
      jak by Cię zdradził mąż i będziesz mieć dowody a kochasz go i masz dzieci z nim to muszisz umieć wybaczać a skoro on doprawił Ci rogi dla czego ty masz byc gorsza !!!!! Pozdrawiam ;o)
      --
      www.forumsexu.info/index.php?sid=7dcaf5a969d90f83abf6f58adbb888a8
      zapraszam na to forum !!!
    • 17.12.09, 09:09
      jak już chcesz szpiegować (osobiście nie pochwalam), to chyba
      korzystniej zalogowac się na n-k na jego konto, skoro smsy były z prośbą o logowanie się.

      A że nie wzywa innego telefonu - nic nie sugeruję, ale też bym wolał
      z legalną komórka porozumiewać się kodem, niż czaić się ze
      sprawdzaniem "nielegalnej". Z dodatkowym urządzeniem jest jest
      trudniej, łatwiej o wtopę.

      --
      najszybciej zwraca na siebie uwagę idiota
      • 17.12.09, 09:16
        Ale jak ma się zalogować na jego konto, przecież są login i hasło
    • 17.12.09, 09:18
      Wynajmij detektywa, podsłuchuj rozmowy, czytaj smsy, nie opuszczaj
      faceta na krok, a sam zobaczy jaka psychopatka z Ciebie i
      odejdzie...problem sam się rozwiąże:)



      --
      `Zdarzają się, nie powiem, małżeństwa do śmierci. Ale to już
      zabytki. Niedługo będzie się do takich wycieczki prowadzić, jak do
      zamków, katedr, muzeów. Małżeństwo, prawdę mówiąc, to dzisiaj spółka
      z ograniczoną odpowiedzialnością. Upada, zakłada się drugie. I się
      kręci, aby jakoś, aby dalej, aby do końca.`
    • 17.12.09, 09:48
      skuteczność gwarantowana

      --
      Jedną mam
      wątpliwość zabrać Żywca czy Red Bulla
      Żeby tam na górze nie wyjść na jakiegoś ciula
    • 17.12.09, 10:28
      Biorąc ślub przysięgamy sobie wierność, miłość i lojalność oraz to
      że będziemy razem. Jest to uroczysta deklaracja, jednakże nie
      gwarantuje ona, że na drodze małżonków nie pojawią się inne,
      atrakcyjne dla nich osoby - dotyczy zarówno mężczyzn i kobiet.
      Zazwyczaj jest tak, że osoby w związku małżeńskim stają się
      nietyklane dla pozostałych osób. Zarówno u kobiet jak i mężczyzn
      rodzi to tęsknotę za czasami, kiedy czuli się atrakcyjni dla płci
      przeciwnej. Tymczasem pojawia się osoba nie przestrzegająca tabu -
      to bardzo dowartościowuje, przywraca nadszarpnięte poczucie własnej
      atrakcyjności. Tak zaczyna się wiele romansów - nie są one oparte na
      atrakcyjności drugiej osoby, ale na poczuciu atrakcyjnosci własnej.
      Rady, żeby żona w takiej sytuacji okazała mężowi zainteresowanie są
      bez sensu - jemu nie brak zainteresowania żony, tylko
      zainteresowania innych kobiet. Co nie znaczy, że on ma zamiar zacząć
      sypiać z innymi.
      Wczesny etap romansu, kiedy mężczyzna sam jeszcze nie wie czego
      chce, ale sama możliwość jest czymś ekscytującym, to niedobry moment
      na otwarte przerwanie "romansu" przez żonę. Mężczyzna po pierwsze
      poczuje się pozbawiony czegoś (z czego sam mógłby zrezygnować - nie
      wiemy jak sprawa się potoczy), po drugie będzie tęsknił za tym co
      przeżywał i za jakiś czas może ponownie spróbować - tyle, że lepiej
      się maskując, ponadto takie "przywolanie go do porządku" przez żonę
      w jakiś sposób podcina podstawę męskiego ego, opartego na
      niezależności. No i do tego poczucie, że zostało się obwinionym za
      coś, co się jeszcze nie stało. I do tego swiadomość, że w razie
      czego, żona jest gotowa wybaczyć...
      Żona stawiająca jasno sprawę poczatkującego romansu, to już nie
      atrakcyjna kobieta, ale straznik odcinający dostęp do atrakcyjnych
      kobiet. Nie tędy droga.
      Co robić? W opisanym przypadku kontrola i upewnianie się są bez
      sensu. Kobieta zna swojego męża i bezbłędnie umie wyczuć, kiedy coś
      jest na rzeczy. Lampki alarmowe już się świecą!
      Trzeba tak pokierowć mężem, aby sam zrezygnował z nadarzającego się
      romansu - z poczuciem, że czyni to z własnej woli i z miłości do
      żony. To wzmocni jego poczucie więzi z żoną i uodporni go na kolejne
      przygody. Są na to sposoby i są one skuteczne. Kto jak kto, ale
      kobiety potrafią sterowac emocjami innych, no i zawsze jest jeszcze
      parę starych i ogranych metod - co wcale nie zmiejszyło ich
      skuteczności.
      Do tego jeśli nadarzy się okazja - trzeba pogonić rywalkę, otwarcie,
      za to z klasą. Dać do zrozumienia że w waszym małżeństwie ona nie ma
      czego szukać. Na to tez są sposoby.
      To co się nie dzieje to nie powód do rozwodu, ani do załamywania
      się. To próba dla małżonkow i ich więzi. Ślubowanie obejmuje obie
      strony a wiernośc jest tyle samo warta co wytrwałość.
      Sytuację zmienia oczywiście złamanie przysięgi - ale do tego jak
      wskazują okoliczności najprawdopodobniej wcale jeszcze nie doszło -
      i jak żona będzie postępować z rozwagą, wcale nie dojdzie.
      • 17.12.09, 20:09
        twojabogini napisała:

        > Trzeba tak pokierowć mężem, aby sam zrezygnował z nadarzającego się
        > romansu - z poczuciem, że czyni to z własnej woli i z miłości do
        > żony. To wzmocni jego poczucie więzi z żoną i uodporni go na kolejne
        > przygody. Są na to sposoby i są one skuteczne. Kto jak kto, ale
        > kobiety potrafią sterowac emocjami innych, no i zawsze jest jeszcze
        > parę starych i ogranych metod - co wcale nie zmiejszyło ich
        > skuteczności.

        > Do tego jeśli nadarzy się okazja - trzeba pogonić rywalkę, otwarcie,
        > za to z klasą. Dać do zrozumienia że w waszym małżeństwie ona nie ma
        > czego szukać. Na to tez są sposoby.


        Teoria brzmi dobrze.

        A co z praktyką? Jakież są te sposoby na męża i na niedoszłą kochankę?
        • 18.12.09, 09:36
          kam-ka napisała:

          > Teoria brzmi dobrze.
          > A co z praktyką? Jakież są te sposoby na męża i na niedoszłą
          kochankę?

          To co napiszę ponizej to przykłady, które bardziej służą do złapania
          pewnego toku myślenia niż dosłownego stosowania. Trzeba uruchomić
          własna inwencję - i poczucie humoru.
          Co do potencjalnej kochanki:
          Musi poczuć się głupio i nieswojo. Można np. "przypadkiem" przejąć
          jej sms, skoro telefon jest wspólny to nie jest problem i spokojnie
          jej odpisać coś w stylu "och bardzo mi przykro, ale mąż akurat
          (usypia naszą córeczkę, jest pod prysznicem, przygotowuje kolację -
          to powinno być zgodne z tym co się dzieje, ale przekazane tak, zeby
          brzmiało intymnie i domowo), przekażę mu pani informację". Jesli
          babinka uzyja slowa koteczku, kochanie - to odpisujemy niestety
          koteczka/kochania nie ma w domu, kapie corke itp.
          Nie szukamy z panią kontaktu, ale jeśli już się trafi - dajemy znać
          między wierszami, że małżeństwo jest udane i ze jest w nim fajny
          seks. Warto pokierowac też wydarzeniami tak, aby on parę razy musial
          zrezygnowac ze spotkania z panią na korzyśc zony. Wtedy potencjalna
          kochanka wypada z roli i to ona zamienia się w histeryczną babę z
          pretensjami (zazwyczaj tak dzieje się z żoną, co działa na korzyśc
          potencjalnej kochanki - stosujemy zasadę negatywu).
          • 18.12.09, 12:57
            Fajne pomysły, słuszny klimat.

            Z realizacją może być trochę gorzej. Bo musi się wydarzyć trochę pomyślnych
            dla nas zbiegów okoliczności, by dało się się takie zasady zastosować. Czasem po
            prostu nie ma okazji, by tak postąpić.
            I żona nie ma innego wyjścia, niż
            tylko wyjść na zrzędliwą zazdrośnicę.


            Rozwinę temat na przykładach.

            Co jeśli telefon nie jest wspólny (przecież bardzo rzadko jest!). Facet będzie
            wkurzony, że mu grzebiemy w jego telefonie. Awantura gotowa. My wychodzimy na tą
            złą.


            Mamy nie szukać z kochanką kontaktu. Ale czasem nie ma okazji na żade nkontakt
            nie inicjowany z naszej strony. Ba, czasem trudno nawet zdobyć na nią namiary w
            elegancki i dyskretny sposób.

            Bo w męża pracy nie ma imprez, na które zaprasza się partnerów. Albo bo poznał
            dziewczyną przez internet i jedynym punktem zahaczenia, by się czegoś o niej
            dowiedzieć, jest grzebanie w komputerze.
            Ba, czasem i grzebanie nic nie da, bo facet się zabezpieczył.
            A nie ma też żadnych wspólnych znajomych, których można by o nią podpytać, by
            zastosować strategie zniechęcające.
            Co więcej, czasem nawet nie mamy pewności, że na horyzoncie pojawiła sie ta
            druga (to chyba najmniejszy problem, bo niektóre z opisanych przez Ciebie
            strategii można zastosować na wyrost, nic sie nie stanie, jeśli nie ma żadnego
            romansu). Tyle że jeśli o dziewczynie nic nie wiemy, trzeba mężowi obrzydzać i
            samotne matki, i seksowne blondyny, i młode sekretarki - jednym słowem wszystkie
            kategorie kobiet na wszelki wypadek.


            Jeśli facet jest inteligentny i dobrze się kryje, to nie mamy pewności, kiedy
            spotyka się z kochanką, a kiedy na prawdę ma jakieś sprawy do załatwienia. I
            może być tak, że pokierujemy tak, że będzie musiał zrezygnować nie ze spotkania
            z kochanką, ale z ważnego spotkania biznesowego lub nie załatwi na czas spraw
            urzędowych, albo przez nas nie spotka się z dawno niewidzianymi kumplami i
            będzie na nas wkurzony (bo okaże się, że wieszanie szafek mamusi mogło poczekać,
            a kumpel przyjechał do kraju tylko na kilka dni).
            • 18.12.09, 13:33
              Potrzeba matką wynalazku. Fakt, że opisałam warunki ułatwione.
              Załóżmy: pani w pracy jest, zona zazdrosna jest - czuje,
              ze mąz juz mysli "inaczej", formalnie nic się nie dzieje, więc ona
              wychodzi na idiotkę i histeryczkę, kompy oddzielne, kontaktu z pania
              zadnego. Zasada jeden: nie dajemy się wpędzić w rolę złej
              histeryczki.

              Dopóki formalnie się nic nie dzieje - z panią kontaktu nie szukamy.
              Męzowi tak czy siak znajdujemy zajęcie - jak mamusia daleko to
              tzreba ruszyć głową i wymyslić co innego. Można powiedzieć, ze
              brzuszek mu urósł i traci na atrakcyjnosci - większośc panów w
              takiej sytuacji podłapie, no bo chce ladnie wygladać, no tak na
              wszelki wypadek - i na jakiś sport wysłać - kupujac karnet na którym
              sa odkreslane wizyty (kontrola najwyższa forma zaufania ;). Mozna
              sprobowac uprawiac sport z mężem - to fajne i zbliża. A może on
              lubil w młodosci wycieczki w góry - no to fru, odnawiamy hobby (jak
              sie nam pofarci, to okaże się za pani preferuje lezenie bykiem na
              plazy, będzie miała krechę ;)
              Co do akcji propagandowej - nie majac danych o pani obrzydzamy
              instytuację zdrady małżeńskiej, jesli mamy dzieci pokazujemy tez
              jakie koszty poniosa one.
              prawie kazde dziecko ma kolegę/kolezankę którego rodzice się
              rozwiedli. No to frugo. - wiesz kochanie, martwię się o naszą asię,
              bo ostatnio trochę inaczej się zachowuje. Zastanawiam się bo może to
              wpływ kasi/franka. od rozwodu rodziców zupełnie się zmienił. No ale
              z drugiej strony, przeciez nie można odrzucać dziecka za winy
              rodziców, on/ona i tak juz poro przezył/a. Nie wiem, moze wyjasnic
              maszej asi co się dzieje z jej kolegą? Ale z drugiej strony - ona
              jest jeszcze za mała żeby gadać z nia o takich sprawach jak rozwód...

              mamy tez na pewno rozwiedzionych znajomych, poplotkujmy sobie z
              męzem przy winku akcentując te przypadki w których to mężczyzna
              odszedl do innej i wyszedl na zmianie jak zabłocki, albo zdrada
              wyszła na jaw i małżeństwo się rozpadlo. a może było inaczej -
              zdrada wyszła na jaw a małżeństwo trwa? tym lepiej dla nas.
              O wiesz, dzwoniłam ostatnio dla Agi. Może do nas zajrzy. ja to ja
              podziwiam, ja bym w zyciu nie wybaczyla mężowi na jej miejscu.
              Zreszta z drugiej strony, ona to nie bardzo miala wyjscie, wszystko
              jest na niego. Kobiety jednak powinny byc samodzielne. usmiech nr 5.

              Warto tez postarać się o zidentyfikowanie potrzeb męża - i ich
              zaspokojenie. Moze on zawsze marzył o podrózy do meksyku -
              powiedzmy, ze to dobry czas na realizację i zaangazujmy się w
              odkladanie kasy i planowanie. Kiedy człowiek angazuje się w
              realizację marzeń z ukochana osobą - to inne rzeczy bledną,
              pojawiaja się nowe emocje i wraca myslenie.
              Mechanizm chlopa, ktory kocha zonę, ale jest bliski zdrady z
              przyczyn nieseksualnych - "Gold jak złoto" Hellera.
        • 18.12.09, 10:29
          Wczuwamy się w sytuację męża. Co on teraz przeżywa? Znając go od
          wielu lat da się to ustalić. Załóżmy, że cieszy się, że jest
          doceniony, ma fantazje erotyczne zwiazane z doceniajacym go
          obiektem - ale zapewne na razie nie smie nawet przypuszczać, że ma
          szansę na ich spełnienie - albo wręcz nawet nie zamierza ich
          spełniać. Z pewnościa zwierza się swojej nowej "przyjaciólce" z
          kłopotow z zoną, a ta go świetnie rozumie i wspólczuje mu takiej
          histeryczki która w dodatku jest zazdrosna nawet o relację w pracy i
          zwykłą przyjażń z kobietą (bo ma kompleksy i przytyła i nie dba o
          siebie ostatnio i zamiast się za siebie wziąć to jak widzi
          atrakcyjniejszą, to dostaje swira...).
          Żona to ta histeryczka, bla, bla, bla...
          3:0 dla konkurencji - jest nowym mięsem, więc jako bodziec seksualny
          jest silniejsza, stworzyła atmosferę intymnosci i zwierzeń i jest
          poinformowana szczegółowo o potknięciach rywalki.
          Przestajemy się "potykać", koniec histerycznych reakcji. Co do
          wzmocnienia swojej seksualności - to bardzo indywidualne, zawsze
          warto zadbac o siebie i przemysleć, czy w tej sferze jest okej,
          nadzwyczajnych starń nie ma co podejmowac akurat teraz - będą
          sztuczne i kobieta będzie czuć sie zestresowana. Jak już to
          subtelnie wywolywać w mężu pożądanie do siebie, ale bez gwaltowane
          zmiany zachowań w tej sferze.
          Dobrze dowiedzieć się troszkę o pani i wykorzystac informacje, ale
          nie wprost. Jest samotną matką? Napomykamy w rozmowie, ze czytałysmy
          ostatnio w gazecie o samotnych mamach, które polują na dobrze
          zarabiających jeleni (oczywiscie jeśłi mąż dobrze zarabia, jak nie
          zarabia - to na opiekuńczych itp.)i robią to po trupach, nie
          zważając na normy moralne(informacje trzeba przemycać inteligentnie,
          tak aby za nic nie kojarzyły się z tematem, im mąż bardziej kumaty,
          tym subtelniej). Warto się przy tym oburzyć np., ze to jakas bzdura,
          przeciez samotne matki maja trudne zycie, tez maja prawo do miłości
          i to nieprawda, ze jak zostaly same to zawsze dlatego, ze nie dalo
          się z nimi wytrzymac i są wyrachowanymi sukami, które się z niczym
          nie liczą. To przecież kobiety jak inne.
          Jak się umiejętnie poprowadzi temat - on pomysli z rozczuleniem, ze
          zona kochana i naiwna , a do pani z pracy zacznie podchodzić
          bardziej z dystansem i przestać odbierać ja jako bezinteresowną.
          Mężowi znajdujemy tez nowe zajęcie - wiesz twoja ukochana mamusia
          ostatnio slabo się czuje, pewnie nie chce cie martwić,ale tak
          mizernie wygląda... myślę ze powinieneś ja teraz częsciej odwiedzać,
          (do tesciowej: wiesz mamusiu - on teraz ma trochę więcej czasu, a te
          szafki u ciebie tak krzywo wiszą, poproś go to ci przyjedzie w
          weekend i poprawi). Oczywiście podziwiamy męża, za to ze jest takim
          kochającym synem i dobrym człowiekiem.
          On wtedy sam o sobie zacznie mysleć, ze jest taki dobry. A dobry mąz
          ma gdzieś suki które knują przeciwko niemu i chcą go łapać na seks,
          zeby dobrac się do portfela, bo on kocha zonę - i mamusię.
          • 18.12.09, 13:01
            Do wielu z pomysłów już się ustosunkowałam w poście wcześnie.

            Tu jeszcze jedno:

            twojabogini napisała:

            > Mężowi znajdujemy tez nowe zajęcie - wiesz twoja ukochana mamusia
            > ostatnio slabo się czuje, pewnie nie chce cie martwić,ale tak
            > mizernie wygląda... myślę ze powinieneś ja teraz częsciej odwiedzać,
            > (do tesciowej: wiesz mamusiu - on teraz ma trochę więcej czasu, a te
            > szafki u ciebie tak krzywo wiszą, poproś go to ci przyjedzie w
            > weekend i poprawi).

            Gorzej, jeśli mamusi i synek maja ze sobą w miarę dobry kontakt i ze sobą
            rozmawiają. Wtedy nasze intryganctwo wyjdzie, bo wymienią się informacjami, co
            mówiłyśmy jednej osobie na drugą.
            ciężko jest to zrobić tak subtelnie, by nie powstało wrażenie, że kręcimy, a
            jednocześnie tak jasno, by było skuteczne.
            • 18.12.09, 13:47
              kam-ka napisała:

              > ciężko jest to zrobić tak subtelnie, by nie powstało wrażenie, że
              kręcimy, a jednocześnie tak jasno, by było skuteczne.

              W ramach takich działań lepiej nie intrygować i nie kręcić. To o
              mamusi ma sens, gdy on mało ją odwiedza, a ona jest stara i samotna.
              Przeciez mogło ci się wydać, że taka blada ostatnio - i waśnie taką
              informację przekazać. On jak się przyjrzy to zobaczy co mu powiesz,
              mężowie w takich sprawch zazwyczaj widza swiat oczami zony,
              zakladając że ona się lepiej na tym zna. Mamusia jak dobrze pójdzie
              tak się ucieszy z nagłego zaangazowania syna, ze dostanie ataku
              hipohondrii i będzie diagle jeździl z nia na różne badania (znam
              taki przypadek :). Jest to tak mało seksowne - nie mogę iść z tobą
              na kolację bo jadę z mamą na badanie u proktologa - ze pani sama się
              odczepi.
              Dlatego zawsze piszę, że to tylko trop myslenia, a nie konkretne
              rady. Diabeł tkwi w szczegółach :)
        • 18.12.09, 11:09
          Koleżanka: dzieci, kochający mąż, stabilność. Po drugiej ciąży -
          zmasakrowane piersi, kompleksy (niemiłe i raniace komentarze męża,
          przyłapanie go na ogladania fotek z ladnymi biustami), kryzys...Mąż
          oczywiscie robi co trzeba, ale w związku zrobilo się zimno. On nigdy
          tak nie robil, tak się nie zachowywał, a tu wyłazi z niego dupek.
          szowinista powie - no jak jej cycki zbrzydly, no to zaczął się z
          ainnymi ogladać.

          Z czasem ujawniła się przyczyna - konkurencja, młoda dupka, dla
          której ustawiony pan, elgancki w garniturku i z fajnym autem to
          gratka. Dupka własnie skończyła studia i nie bardzo moze znaleźć
          robotę, jest w firmie na stazu i mysli, że im więcej ciala pokaże,
          tym jej szanse na zatrudnienie wzrosną. Kusi, zwodzi. Przeszkodą do
          szczęścia jest tylko zona, więc trzeba w niej kilka wad wynaleźć,
          żeby mieć powod aby się jej pozbyć.

          No załamka - dupcia ewidentnie napalona, ale niegłupia i bardzo
          subtelenie rozgrywala partię. Prosiła go o pomoc w sprawch
          zawodowych, bo chiałaby lepiej pracowac, a nie ma doswiadczenia. No
          księzniczka w opałach - w każdym obudzi się rycerz. Żadnych
          seksualnych zaczepek - mógł sbie jedynie marzyc - więc o co się
          czepiać?Mąz troszkę jakby zatajał znajomość - co zreszta obudziło
          własnie czujność żony - nic się nie działo, ale on czul
          się "grzesznie", no bo w fantazji był już pewnie z laseczką na
          hawajach, doznając ekstazy z jej boskimi niezdeformowanymi piersiami.
          Jak tu konkurować z seksbombą?
          Mąż miał obsesję higieny. Mycie rączek, czysto przygotowane
          jedzonko, włosek w jedzeniu przyprawial go o mdłosci przez kolejne
          dwa dni. Imprezka firmowa - żona zniosla ze stoickim spokojem zaloty
          pani i kogucenie męża. Pogadała z tym i owym, udawała, ze jej to nie
          rusza.
          W domu nazajutrz powiedziała mężowi, że to bardzo miło, ze jest taki
          mily dla tej biednej dzieczyny. Jakiej dziewczyny? - zdziwiony mąż.
          No dla tej od której tak się wszyscy odsuwają. No naprawdę mi jej
          szkoda, w tym wieku juz każda ma chłopaka, a ona przeciez taka
          ladna, mężczyźni to jednak swinie, zeby z takiej głupoty... - Jakiej
          głupoty?
          No bo ona bardzo często dłubie w nosie i ludzie się jej brzydzą.

          Mężowi w tym momencie stanęły w gardle wszystkie ciasteczka ktore
          jadl z dloni swojej przyszłej ukochanej. Romans skończyl się zanim
          się zaczął.
          Koleżanki piersi z czasem doszły do normy i póki co zyją
          szczęśliwie ;)
          Tak to pi razy drzwi bylo. Konkurencję trzeba likwidować,
          subtelenie, ale bezwzględnie.
          • 18.12.09, 11:20
            I takim o to sposobem siedzi z takim "głąbem" i pewnie zastanawia się co będzie
            dalej bo latka lecą,może operacja plastyczna coby zadowolić wzrokowca który
            widzi we własnej żonie tylko cycki?:)
            --
            "Był romantyzm, był pozytywizm.. a teraz to chyba kur-wizm jest"
            • 18.12.09, 12:16
              wacikowa napisała:

              > I takim o to sposobem siedzi z takim "głąbem" i pewnie zastanawia
              >się co będzie dalej bo latka lecą,może operacja plastyczna coby
              >zadowolić wzrokowca który widzi we własnej żonie tylko cycki?:)

              No i guzik. Żyją sobie normalnie i są szczęśliwi. Jej mąż nie jest
              głąbem, który widzi w niej tylko cycki. To bardzo fajny i atrakcyjny
              facet. Po prostu przez moment odjechał - nudził się troszkę,
              ustabilizował, moze myślał, ze go nic nie czeka, niedpospany był,
              albo wysłuchał kumpla który opowiadał o boskim seksie z sekretarką?
              A tu gratka w postaci przygody z młodą dupcią, ale żeby nie mieć
              wyrzutów sumienia wobec żony, to przyczepił się do jej
              rzekomych "wad". Zagranie palanta, ale miec troszkę wyrozumiałosci
              mozna - bo wczesniej byl w porzadku i teraz tez jest.
              Oczywiście mogła w urazonej dumie stwierdzic ze to palant i
              widocznie całe zycie byla z palantem i oddać go walkowerem no bo po
              co jej palant. Bylaby teraz nieszczęśliwą zagonioną matką z dwójką
              dzieci o psychice pokrzywionej startą ukochanego tatusia.
              Kurcze jestesmy ludźmi, a nie maszynami. Uwazam zdradę za
              obrzydliwą, dla mnie taki akt kończy związek, niezależnie od ilosci
              dzieci, zobowiazań i powiązań. Ale chwila slabości, chęć odmiany,
              znudzenie - to się może trafić każdemu i wtedy rózne głupoty po
              głowie chodzą - nie dlatego, ze jest się palantem/puszczalską -
              tylko dlatego, ze jest się człowiekiem.
              • 18.12.09, 12:32
                Wyrozumiałości dla kogoś kto słucha kumpli i obraża własną kobietę?
                Bo dzieci byłyby nieszczęśliwe? A czemu czyżby w ramach zemsty zabraniała mu być
                dobrym ojcem?
                Bo bez niego by sobie nie poradziła?
                Taak to musi być miłość zwłaszcza,że żona w nosie nie dłubała i dłubać nie będzie:)

                --
                "Był romantyzm, był pozytywizm.. a teraz to chyba kur-wizm jest"
                • 18.12.09, 13:57
                  wacikowa napisała:

                  > Wyrozumiałości dla kogoś kto słucha kumpli i obraża własną kobietę?

                  Gorsze "patologie" zdarzają się w najlepszych małżeństwach.
                  wyrozumiałośc dla wad i odjazdów to podstawa dlugotrwałości i
                  atrakcyjnosci małżeństwa.

                  > Bo dzieci byłyby nieszczęśliwe? A czemu czyżby w ramach zemsty
                  zabraniała mu być dobrym ojcem?

                  Po rozwodzie dzieci tracą rodzinę. Jeśli ta rodzina nie była
                  patologiczna, to na tym tracą. Dla dobra dzieci nie ma co w
                  małżeństwie tkwić, ale można dla ich dobra o to mażeństwo zadbać, w
                  tym i o jego trwałość.
                  taka obojętność - jak chce niech sobie idzie - bywa źle odczytana.
                  tak mi się przypomnial dialog:
                  - a co na to żona, nie miała nic przeciwko, jak się umawiałes z
                  tamtą?
                  - nie ona mnie chyba nie kochała juz wtedy, miała to zupełnie
                  gdzieś...

                  > Bo bez niego by sobie nie poradziła?
                  > Taak to musi być miłość zwłaszcza,że żona w nosie nie dłubała i
                  dłubać nie będzie:)

                  Miłośc ma rózne oblicza i za rózne rzeczy ludzie się kochają. Po co
                  radzić sobie samej jesli można razem?

                  Palantów nalezy gonic (sama tak robię), ale jesli człowiek całe lata
                  jest w porzadku, to mozna okazac trochę wyrozumialosci, jak mu się
                  gorszy okres w zyciu trafi. Przy czym jesli zdradzi - za drzwi.
                  • 18.12.09, 14:44
                    Dokładnie należy dbać o kogoś kto nas szanuje.
                    Nie szanuje i obraża niech to robi z inną.
                    Rozwód to nie tragedia. Jeśli dziecko ma dobry kontakt z ojcem to nie widzę
                    powodów dla których takiego nadal nie może mieć mimo,że z własnej głupoty się
                    puścił i rozwalił tą rodzinę.
                    O partnera trzeba dbać cały czas doceniać co dla nas robi itp. Jeśli pomimo tego
                    zabłądzi-żegnam i niech nie liczy na moje poniżanie się.
                    Wole być sama niż z głąbem który nie docenia tego co ma.
                    --
                    "Był romantyzm, był pozytywizm.. a teraz to chyba kur-wizm jest"
                    • 18.12.09, 15:07
                      wacikowa napisała:

                      > Rozwód to nie tragedia.

                      Rozwód kończący patologiczna egzystencję albo związek z palantem -
                      to wręcz błogosławieństwo. Ale rozwód kończący egzytencję rodziny -
                      to jest tragedia.

                      >Jeśli dziecko ma dobry kontakt z ojcem to nie widzę
                      > powodów dla których takiego nadal nie może mieć mimo,że z własnej
                      >głupoty się puścił i rozwalił tą rodzinę.

                      Tak ładnie to wygląda tylko na zimno - gdy wchodzą emocje - całkiem
                      inaczej wygląda. napatrzyłam się.

                      > O partnera trzeba dbać cały czas doceniać co dla nas robi itp.

                      Mi by się tak nie chciało: związek jako mozolna praca, zabieganie o
                      partnera i docenianie tego co robi. Takie mozolne budowanie
                      sielanki, wicie na siłę szczęsliwego gniazdka. Ja tam po prostu
                      lubię byc z moim mężem, czasem mam czas dla niego a czasem nie mam -
                      i go zaniedbuję. Czasem docenię co zrobił, a czasem mam wazniejsze
                      sprawy na głowie. Czasem jest sielanka, czasem gradobicie.

                      >Jeśli pomimo tego zabłądzi-żegnam i niech nie liczy na moje
                      >poniżanie się.

                      Hm...dla mnie ponizajace byłoby takie zabieganie na codzień. Co nie
                      znaczy, ze nie bywam miła, nie łaszę się czasem i olewam męza po
                      całości. Po prostu mam i swoje zycie, czasem angazuje mnie ono
                      bardziej niz małżeństwo czasem mniej.

                      > Wole być sama niż z głąbem który nie docenia tego co ma.

                      a ja wolę byc z kims kogo kocham, a jak się pojawia przeszkody, to
                      je pokonać.
                      • 18.12.09, 20:01
                        Jeśli dla Ciebie codzienne starania to męka i poniżaniem to się nie dziwie,że za
                        każdym razem musisz walczyć:) Dla mnie staranie się to przyjemność.Męką byłoby
                        gdybym nic do niego nieczuła i był dla mnie tylko dodatkiem do macicy:)
                        To ja już nie mam więcej pytań i wiem dlaczego kobiety muszą poniżać się i
                        walczyć z innymi babami i intuicjami:)
                        Rozumiem teraz też bardziej facetów którzy szukają tego czego nie mają w domu u
                        innych partnerek:)
                        To walcz i powodzenia w tych walkach ja wolę być szczęśliwa:)

                        --
                        "Był romantyzm, był pozytywizm.. a teraz to chyba kur-wizm jest"
    • 17.12.09, 12:21
      Takie urojenia należy leczyć.
      Nic się nie dzieje ale ty "wiesz" lub "czujesz".
      Skoro pracują razem to chyba normalne, że się ze sobą kontaktują.
      KAŻDY kasuje smsy i raporty albowiem (tu mogę przewrócić twój swiat) telefony
      mają ograniczoną pamięć.
      Strzelasz focha bez powodu.
      Mąż się nie tłumaczył z niczego a jedynie pytał się o powód. Jednak roisz sobie,
      że to tłumaczenia bo potrzebujesz naginać rzeczywistosć do swoich rojeń.

      > ale ja juz dostaję świra!

      Dlatego należy się wybrać do psychiatry. To można leczyć.

      Oczywiscie kumy z internetu już wydały wyrok na pana.
      --
      We don't believe the words,
      We just love the way they sound
    • 17.12.09, 13:38
      jeżeli raczej w normie, to podejrzewam, że w takim razie musiałby chyba w jakimś
      szoku być albo mocno w głowę dostać, żeby nawijać romans z jakąś dupą przez
      telefon firmowy własnej żony ...

      --
      „Jedynym dowodem na to, że istnieje jakaś pozaziemska inteligencja jest to, że
      się z nami nie kontaktują.”
      ALBERT EINSTEIN
      • 17.12.09, 15:52
        yoko0202 napisała:

        > jeżeli raczej w normie, to podejrzewam, że w takim razie musiałby chyba w jakim
        > ś
        > szoku być albo mocno w głowę dostać, żeby nawijać romans z jakąś dupą przez
        > telefon firmowy własnej żony ...

        Widać, że mało wiesz o facetach.
        • 17.12.09, 18:22
          o facetach akurat sporo, widocznie po prostu nie miałam jeszcze do czynienia z
          kompletnymi idiotami

          --
          „Jedynym dowodem na to, że istnieje jakaś pozaziemska inteligencja jest to, że
          się z nami nie kontaktują.”
          ALBERT EINSTEIN
    • 17.12.09, 17:29
      Oczywiście to może być inna sytuacja, ale.. jakoś tak mi podobnie zabrzmiało.

      Mam kolegę w pracy, świetnie się dogadujemy, gadamy dużo - o pracy, ale też o
      życiu, o jego żonie i synkach, no i rzeczywiście prawie cały czas pracujemy
      razem. Problem w tym, że tę naszą "relację" odkryła jego żona. Co odkryła? No
      właśnie nic - kilka smsów w stylu "ja chcę na urlop", albo "podaj mi numer
      do..". Plus to, że jest moim znajomym na facebook'u.

      Nic między nami nie ma, ale ona ześwirowała. Strasznie mi przykro patrzeć na
      umęczoną minę mojego kolegi, na to, jak się teraz tłumaczy z każdego smsa, z
      każdego telefonu, z każdej chwili spędzonej w biurze po godzinie 17tej...

      Ja się czuję głupio (no bo to w końcu mnie ta kobieta podejrzewa o bycie
      kochanką jej męża), a raczej jestem między "jest mi głupio", a byciem super
      wkurzoną, że chociaż nic nie zrobiłam, to jednak ta kobieta śledzi mnie w
      internecie, włazi na moje profile na FB czy NK, a kumplowi robi mega awantury,
      jak ja do niego napiszę smsa w stylu "czy wysłałeś umowę XY".

      Więc, myszko - nie mówię, żebyś nie sprawdzała swojego męża, ale może najlepiej
      poznaj tę kobietę? Wiesz, jak popatrzysz na nią i na swojego męża razem (na
      jakiejś imprezie itp), to będziesz wiedziała, czy podejrzenia są słuszne, czy nie.
      • 17.12.09, 18:36
        Wacikowa, gratulujemy Tobie super hiper wspaniałego faceta co to nie
        ma ochoty na inne babki, Ty to wiesz.
        Właściwie to go zazdrościmy bo on przewspaniały jest. 100 lat dla
        waszej wierności, lojalności, nierozerwalności niemniej ideały
        bywają lotne i autorka wątku domniemywa,że ma z ową lotnością
        ideałów małżeńskich doczynienia.

        Twojabogini napisała mądry post o potrzebie potwierdzania
        atrakcyjności męża u innych kobiet bo u żony już ma.

        A najbardziej rozśmieszył mnie post, że facet mający "wszystko" nie
        będzie szukał nowej laski na zewnątrz. Otóż będzie szukał "pomimo".
        --
        "góry powstały z okruchów gwiazd"

        Mam kota ( a nawet 2) na punkcie owłosionych torsów :)))
        • 17.12.09, 18:44
          Jeżeli jesteś zdecydowana sprawdzać to potem możesz dostać świra z
          niewiedzy bo on powie "kochanie pisałem z nią tylko smsy..."

          Poza tym on z nią może kolegować się,przyjaźnić a że nie chce Ciebie
          niepokoić to znajomość ta ma formę ukrytą.

          Nawet gdybyś w smsach podała się za nią i np. umówiła się z nim w
          knajpie (jako kochanka) to potem mógłby powiedzieć "skarbie, to był
          tylko obiad, zaprosiła mnie bo załatwiłem sprawę X".

          W sumie to możesz spróbować z kartą. Proponujesz jako domniemana
          kochanka obiad w knajpie, jako żona chcesz go w tym samym czasie
          zabrać też na obiad i obserwujesz jak facet reaguje.
          Jeżeli go do niej ciągnie to wybierze obiad z nią a nie z Tobą.
          Oczywiście Ty pojawiasz się w tej samej knajpie z koleżanką gdy on
          czeka na nią i udajesz,że wszystko ok. W międzyczasie z wc
          odwołujesz spotkanie i tyle.

          No albo detektyw.

          --
          "góry powstały z okruchów gwiazd"

          Mam kota ( a nawet 2) na punkcie owłosionych torsów :)))
        • 17.12.09, 19:30
          A dziękuję,dziękuje:) Już nie zazdrość, Tobie też się taki trafi jak zmienisz
          nastawienie i myślenie. Jedni wolą być szczęśliwi inni zaś zadręczać się
          domysłami i obwąchiwaniem partnera.
          Jak się mówi "masz to na co zasłużyłaś":)
          --
          "Był romantyzm, był pozytywizm.. a teraz to chyba kur-wizm jest"
          • 17.12.09, 20:27
            wacikowa napisała:

            > Jak się mówi "masz to na co zasłużyłaś":)


            Dobry gryps :)
            --
            "góry powstały z okruchów gwiazd"

            Mam kota ( a nawet 2) na punkcie owłosionych torsów :)))
        • 17.12.09, 22:00

          Wiesz... cokolwiek wacikowa by powiedziala, to Ty Mruff jestes
          najmniej odpowiednia osoba aby wypowiadac sie w tym watku.

          A kyszzz, a kyszzzzz

          Ty, stracilas caly autorytet lapiac zajetych facetow.
          • 18.12.09, 20:21
            skarpetka_szara napisała:

            >
            > Wiesz... cokolwiek wacikowa by powiedziala, to Ty Mruff jestes
            > najmniej odpowiednia osoba aby wypowiadac sie w tym watku.

            Hmm, a kto jest najbardziej odpowiedni? Przypominam,że to nie jest
            Twoje forum i nie Ty decydujesz kto powinien/może wypowiadać się.

            > A kyszzz, a kyszzzzz

            Jestem pod wrażeniem tej części wypowiedzi :)))



            --
            "góry powstały z okruchów gwiazd"

            Mam kota ( a nawet 2) na punkcie owłosionych torsów :)))
      • 17.12.09, 21:21
        skąd wiesz, że wchodzi na Twojego FB?
        spoufalanie się z czyimś mężem, może jakąś żonę wkurzyć bardziej,
        niż Ciebie jej oskarżenia o romans, nie pomyślałaś o tym?
        --
        ups
      • 18.12.09, 10:04
        czarna.mucha napisała:

        > Mam kolegę w pracy, świetnie się dogadujemy, gadamy dużo - o
        >pracy, ale też o życiu, o jego żonie i synkach, no i rzeczywiście
        >prawie cały czas pracujemy razem.

        facet jest palant, że obcej babie o zonie opowiada, a kobiety, ktore
        tego wysluchują, zamiast powiedzieć - "wiesz to sa bardzo intymne
        sprawy" - nie maja klasy. No i oczywiscie muszą się dowartosciowac
        kosztem baby dostajacej swira w domu.

        Miałam podobna sytuację z kolegą z którym się przyjaźnilam - jego
        zona dostała na mnie alergii, bo kiedys jej powiedział, że się we
        mnie podkochiwał - zanim jeszcze byli razem, ale w niej to zostało i
        rozkwitło, gdy zaszla w ciążę. Nie mam zwyczaju psuć zycia innym
        ludziom, ograniczylam kontakty do minimum, a jesli już miało dojśc
        do kontaktu między nami to zawsze w obecnosci żony. Koledze
        wyjasniłam, że jego zona moze czuć niepokój i jej reakcje są
        uzasadnione - jest w ciąży i jak wiele kobiet - boi się zdrady,
        pozostania bez opieki itp.

        Za to sporo pań w takiej sytuacji swietnie się bawi umawiajac się z
        cudzym mężem na np. "słuzbową" kolację, proponując, ze on się będzie
        mógł wygadać i odpocznie od zony histeryczki.

        • 18.12.09, 12:00
          > facet jest palant, że obcej babie o zonie opowiada, a kobiety, ktore
          > tego wysluchują, zamiast powiedzieć - "wiesz to sa bardzo intymne
          > sprawy" - nie maja klasy. No i oczywiscie muszą się dowartosciowac
          > kosztem baby dostajacej swira w domu.

          Nie przesadzaj. To, że on jej mówi o swojej żonie, to może znaczyć, że
          powiedział np. że jego żona dostała awans, albo że zachorowała na grypę. Nie ma
          co demonizować każdego kontaktu partnera z płcią przeciwną. Też mam kolegę w
          pracy, z którym siedzimy biurko w biurko i też rozmawiamy - przecież nie złożę
          ślubów milczenia z tego powodu, że jest facetem. Ja z kolei jestem zazdrosna i
          już podjęłam kroki żeby się tej cechy wyzbyć, bo widzę że tak naprawdę to to
          uczucie psuje nasz związek.
          • 18.12.09, 12:33
            niebieski_lisek napisała

            > Nie przesadzaj. To, że on jej mówi o swojej żonie, to może
            znaczyć, że powiedział np. że jego żona dostała awans, albo że
            zachorowała na grypę.

            To są informacje neutralne. Ale takie koleżeństwa kończa sie często
            omawianiem bardzo intymnych spraw.

            >Nie ma co demonizować każdego kontaktu partnera z płcią przeciwną.

            Oczywiscie, że nie ma co. Ale tez nie ma co chować głowy w piasek
            jak któryś z tych kontaktów przekracza granice dobrego smaku lub
            przyzwoitości.

            > Też mam kolegę w pracy, z którym siedzimy biurko w biurko i też
            >rozmawiamy - przecież nie złożę ślubów milczenia z tego powodu, że
            >jest facetem.

            No głupie by to było :)

            >Ja z kolei jestem zazdrosna i już podjęłam kroki żeby się tej cechy
            >wyzbyć, bo widzę że tak naprawdę to to uczucie psuje nasz związek.

            Zazdrość jest destrukcyjnym uczuciem. Ale czym innym jest zazdrośc a
            czym innym reakcja emocjonlane na to kiedy partner naprawdę
            przekracza granice - naruszając lojalnośc i omawiając intymne sprawy
            małżeńskie z inna osobą, zmierzajac w stronę romasu itp.
            To jak w opowiadaniu Topora o człowieku, którego psychoanalityk
            wyleczył z manii przesladowczej - tak skutecznie, ze gdy przyszli
            Hitlerowcy nie był w stanie zidentyfikować zagrozenia, nie schował
            się na czas i skończyl w obozie...Zazdrośc chorobowa jest za- ale w
            pewnych sytuacjach jest naturalna reakcją.
            • 18.12.09, 13:05
              > kiedy partner naprawdę
              > przekracza granice - naruszając lojalnośc i omawiając intymne sprawy
              > małżeńskie z inna osobą,

              Tu mogę się zgodzić. Przy czym nigdzie nie wyczytałam z postu czarnej.muchy że
              ich znajomość ma takie znamiona, bardziej rozmawia z tym kolegą o dupie maryni.
              Dlatego nie rozumiem dlaczego naskoczyłaś na nią jakby robiła coś złego.
              • 18.12.09, 14:12
                niebieski_lisek napisała:

                >Dlatego nie rozumiem dlaczego >naskoczyłaś na nią jakby robiła coś
                złego.

                Za poczucie wyższości wobec "głupiej" żony co się wścieka i
                współczucie dla kolegi co taki biedny. Jak się ma klasę - to po
                prostu zwiększa się dystans w stosunku do kolegi, a sprawy sluzbowe
                załatwia w godzinach pracy, face to face a nie smskami po południu.
                Koledze sie mówi, zeby zonę dowartosciował i zabrał pare razy na
                kolację.
                Pracowałam już tu i owdzie, ale para-słuzbowe smski to dostawałam i
                wysyłałam w ramach flirtu, a nie zawodowych obowiązków. Jak do 17-
                18.00 nie zdązyla się kobita dowiedziec czy wysłał umowe, to niech
                się lepiej zorganizuje w pracy - zamiast gadac o jego rodzinie,
                niech załatwi sprawy słuzbowe. Jak chce urlop to niech napisze sms-a
                do szefa.

    • 18.12.09, 09:57
      >Ostatnio się pokłóciliśmy, tzn. ja strzeliłam focha, a mój mąż nie wiedział
      czemu.

      to co to za kłótnia??? ludziska to już się nawet pokłócić nie potrafią jak
      należy. eeeetam:)

      --
      FU very much
    • 18.12.09, 12:06
      nie czytałam innych wypowiedzi w tym wątku, ale domyslam się treści
      większości z nich.

      Ja napisze Ci szczerze, że w przypadku naprawdę poważnych podejrzeń
      o nieszczerość małzonka byłabym zdolna do podobnego rozwiązania.

      Inna sprawa, co w razie wyjścia na jaw podstępu. Czułabym się chyba
      głupio.

      --
      Lepiej się w ogóle nie odzywać i wydawać sie głupim niż się odezwać
      i rozwiać wszelkie wątpliwości (M. Twain)
      • 18.12.09, 12:41
        Proponuję bardziej radykalną formę sprawdzenia jego prawdomówności: sąd boży,
        najlepiej próbę żelaza. Mąż musi przejść trzy kroki po rozpalonym żelazie,
        następnie opatrujesz mu rany i sprawdzasz po kilku dniach ich stan. Jeśli źle
        się goją - prawdopodobnie Cię zdradza. Jeśli dobrze - jest niewinny.
        --
        Słuchajcie mamy!
        • 18.12.09, 13:51
          1. Jak wyjdzie ze Cie zdradza to co? rozwiedziesz sie?
          2. Jak wyjdzie ze z nią 'tylko' romansuje to co? Powiesz, zrobisz awanturę? on zacznie sie lepiej ukrywać a 'romans' się nie skończy bo laska pewnie dalej będzie chciała bajerować skoro razem pracują..
          3. Jeśli założysz program na kompa (Keylogger, swojego czasu do ściągnięcia z netu bez problemu) to będziesz otrzymywała całą treść wszystkiego co mąż wpisuje użytkując komp. Może będą tam informacje które nie są Ci niezbędne do życia a wręcz przeciwnie? Może lepiej za dużo nie wiedzieć, i nie mówię tu jedynie o ewentualnej zdradzie.
          4. Jeśli dowie się o szpiegowaniu no to wiadomo - zero zaufania, ukrywanie wszelkich rzeczy, kombinowanie.
          5. Lepiej poczekaj jak to wszystko się rozwinie, czy mąż będzie się inaczej zachowywał. To za wczesny etap na takie drastyczne działania ;-) a z tym nowym nr i smsami nawet się nie wygłupiaj.
          6. Musiałby być idiotą żeby ze wspólnego tel urozmaicać sobie czas wysyłając miłe smsy, czy przeprowadzając rozmowy z potencjalną kochanką. Myślę że on nie ma niecnych zamiarów (jeszcze), raczej ta laska coś kombinuje ;-)
    • 18.12.09, 23:22
      ja bym jednak uważała, mężczyźni nie pownini miec koleżanek. To
      chyba logiczne, facet zawsze wcześniej czy później pomyśli o seksie
      z koleżanką, delegacje z koleżanką? sorki, same wypychacie swoich
      facetów w ręcę obcych kobiet. nie wierzę w coś takiego jak zaufanie
      do facetów jeśli chodzi o sex, nie należy im ułatwiać dwuznacznych
      sytuacji, bo faceci to jak psy, na widok suki, nie potrafią się
      powstrzymać. Zresztą sprawy służbowe powinny być służbowymi, więc po
      co te smsy co słychać? Chyba nawet nie wypada tak pisać do żonatego
      mężczyzny.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.