Dlaczego ludzie usilnie próbuję kategoryzować pewne zdarzenia w określony sposób
niejako "od kalki" i maszynowo=jak produkcja Forda T? Pytam się dlaczego i
jednocześnie odpowiadam=bo tak łatwiej. Człowiek czuje się spokojny, że ma
proste i uniwersalne wytłumaczenie na wszystko oraz wyrobiony pogląd, którego
może się trzymać i bronić jak Częstochowy na internetowych forach.
Czy tak jest w rzeczywistości?
Przykład:
Zostawiasz samochód typu kabriolet w podejrzanej dzielnicy z kluczykami w
stacyjce. W dodatku wiesz, że w tej dzielnicy grasują złodzieje a twój samochód
jest chodliwej marki.
Wracasz=i oczywiście fury nie ma. Teraz pytanie: czyja to wina?
Zwolennicy upraszczania oczywiście wyrwą się przed szereg z kamieniami i hasłem:
No oczywiście, że złodzieja!=Złodziej ukradł, to tylko jego wina. Czy aby na
pewno? Gdzie właściciel miał głowę parkując samochód w taki a nie inny sposób?
Czy sam sobie w jakiś sposób nie zawinił i nie przyczynił się do stworzenia okazji?
"Prawda leży pośrodku" i "Wina leży po obu stronach" to również uproszczenia i
jest wiele sytuacji gdzie winę można sparytetować 50/50 albo 10/90=wszystko
zależy od sytuacji. Jednego jestem natomiast pewien - czarno-białe to są tylko
zebry, borsuki i zakonnice, a nie skomplikowane czasem życiowe sytuacje, zaś
skłonności do banalnych uproszczeń mają zazwyczaj ludzie, ciasnota umysłu nie
pozwala na szersze spojrzenie na sprawę.
--