Dodaj do ulubionych

rak szyjki macicy

17.02.10, 21:56
bezobjawowy praktycznie. jak to mozliwe, ze lekarz pol roku wczesniej
podczas badania niczego nie zauwazyl wziernikiem? a teraz po zrobieniu
cytologii okazalo sie,ze jest stan operacyjny? dziewczyny, robcie
cytologi co roku.nie,jak kaza lekarze , co 2 , 3 lata.
Edytor zaawansowany
  • 17.02.10, 22:04
    Robię co pół. Taki jest standard, przynajmniej wśród moich
    znajomych.



    --
    - Co Ci się stało?! - zawołał z przestrachem Miś,
    patrząc na zesztywniałego Kłapouchego.
    - Ciii... - szepnął osiołek. - Zachciało mi się skakać.
    Czekam, aż mi przejdzie...
  • 17.02.10, 22:24
    na nfz mozna tylko raz na 3 lata.paranoja.


    wyssana.z.palca napisała:

    > Robię co pół. Taki jest standard, przynajmniej wśród moich
    > znajomych.
    >
    >
    >
  • 17.02.10, 22:26
    Chodze do przychodi nfz. Nie chodzę prywatnie, gdy nic mi się nie
    dzieje.



    --
    - Co Ci się stało?! - zawołał z przestrachem Miś,
    patrząc na zesztywniałego Kłapouchego.
    - Ciii... - szepnął osiołek. - Zachciało mi się skakać.
    Czekam, aż mi przejdzie...
  • 17.02.10, 22:31
    ja tez.ale np. ostatnio robilam cytologie i tam jest taki zwyczaj,ze
    jesli wynik jest dobry to nie dzwonia, natomiast kiedy jest zly to
    oddzwaniaja do pacjentki. ja tym razem postanowilam jednak zadzwonic i
    zapytac o wynik. polozna powiedziala,ze jest czysciutko tylko jakis
    stan zapalny,ale to drobiazg.no kurde! dla niej moze drobiazg,ale dla
    mnie nie! skonczylo sie na leczeniu stanu zapalnego,tak na wszelki
    wypadek.
    wyssana.z.palca napisała:

    > Chodze do przychodi nfz. Nie chodzę prywatnie, gdy nic mi się nie
    > dzieje.
    >
    >
    >
  • 17.02.10, 22:07
    moj ginekolog robi je mi co pol roku, za tydzien czeka mnie ta
    niewatpliwa przyjemnosc:-(
    --
    Lepiej zeby mnie nienawidzili takim,jakim jestem, niz kochali kogos
    kim nigdy nie bede.
    K.C
  • 17.02.10, 22:19
    To nie lekarze każą- tak zaleca Polskie Tow. Ginekologiczne, a lekarze czasami
    nie mają możliwości zrobić nic innego- jak przychodnia nie ma funduszy to nic
    nie zrobisz- chyba,że prywatnie. Uważam,że nie jest to aż tak kosztowne żeby nie
    stać kobietę było co rok sobie cytologię zrobić.

    "jak to mozliwe, ze lekarz pol roku wczesniej podczas badania niczego nie
    zauwazyl wziernikiem?"

    Wziernik to żadne narzędzie "badawcze"- to narzędzie które ułatwia wizualną
    ocenę szyjki macicy- a jak wiadomo gołym okiem czasami przy złym świetle.....
    sama cytologia też nie daje 100% pewności- jest to badanie przesiewowe i jego
    wynik uzależniony jest od wprawnego oka cytologa- czasami materiał do badania
    może być pobrany w sposób niezbyt prawidłowy- za płytko lub w sposób
    przedpotopowy wacikiem na patyczku- dzisiaj poprawnie pobrany powinien zostać
    specjalną szczoteczką.
    Tak,że sama widzisz,że istnieje wiele możliwości zaistnienia błędu, czasami
    komórki rakowe mogą być na tyle agresywne,że rozwiną się w ciągu pół roku-znam
    taki przypadek.
    A i co najlepsze- znam laboratorium gdzie pani w recepcji dla własnej wygody
    wpisywała na karteczkach wyniki wzięte z sufitu- nie chciało jej się dzwonić po
    kuriera żeby próbki odebrał- afera była jak cholera, prokurator itp.- na
    szczęście idiotka już tam nie pracuje. Wyszło na jaw tylko dzięki pacjentowi
    który normalnie badania robił co miesiąc w innym labie ale tam brakło jakiegoś
    odczynnika pewnego dnia i zgłosił się do tego feralnego na pobranie krwi i
    jakież jego zdziwienie było jak mu wyniki wyszły inne- wskazujące na to,że nagle
    w cudowny sposób ozdrowiał.
    --
    Racja jest jak doopa-każdy ma swoją ;)
  • 17.02.10, 22:28
    ja robie raz do roku, w przychodni rejonowej prywatnie, tylko 18 zl, a
    raz na 3 lata bezplatnie.
    a to,o czym piszesz to prawdziwy horror. o nieprawidlowym pobieraniu
    wymazu tez slyszalam.chyba zmienie lekarza na prywatnego. ale,kurde,za
    wszystko juz trzeba placic?! to po co jest nfz?
  • 17.02.10, 22:41
    jak ja sie ciesze, ze nie jestem ubezpieczona w nfz i nie musze sie
    tam leczyc.oni sa 100lat za murzynami z nowoczesna technika, nie
    maja nawet durnych czytnikow czipow dla ludzi prywatnie
    ubezpieczonych
    --
    Lepiej zeby mnie nienawidzili takim,jakim jestem, niz kochali kogos
    kim nigdy nie bede.
    K.C
  • 18.02.10, 12:24
    nie podoba mi się to twoje psioczenie na Polskę. To nie pierwszy raz zresztą.
    Ja mieszkałam w woj. Śląskim i karty czipowe były tu używane, jak jeszcze była
    ŚlRKCh, a nie nfz. Więc nie psiocz równo na cały nfz. Nie wiem, na jakim zadupiu
    mieszkasz/łaś, ale np. w Śląskiem karty chipowe to standard od jakichś 10 lat.
    --
    Drogi Moje nie są drogami waszymi, ani ścieżki wasze nie są Moimi ścieżkami.
  • 18.02.10, 12:30
    nie mam pojecia co to ta karta chipowa ale trudno mi uwierzyc ze
    jest w stanie poprawic 'standard leczenia'
  • 18.02.10, 12:33
    Tylko,że te karty to kasa wyrzucona w błoto- do drukowania recept służą i do
    niczego więcej. Po ich wprowadzeniu informacje na temat pacjenta- jego chorobach
    miały być na niej zapisywane po to,że jak pojedziesz na drugi koniec Pl to każdy
    lekarz/placówka zdrowia będzie miała możliwość przejrzeć historię twojej choroby.
    Znowu ktoś wziął kasę za nic.
    --
    Racja jest jak doopa-każdy ma swoją ;)
  • 18.02.10, 13:42
    nie mowie o kartach produkowanych w Polsce,mam na mysli karty
    zagraniczne,moje ubezpieczenie obowiazuje w wszystkich krajach
    oprocz USA, jakiez bylo moje zdziwienie gdy po przyjezdzie do Polski
    w odwiedziny okazalo sie, ze nie moge korzystac z uslug medycznych
    (dokladnie moj syn), bo nie maja czytnikow.Wszystko musialam wylozyc
    z wlasnej kieszeni i potem dopiero czekac na zwrot z mojego
    ubezpieczenia.Ciekawe jak by to bylo gdybym wyladowala w
    szpitalu.Jestesmy w Unii Europejskiej i co, NFZ nie jest
    przystosowany,ba nawet nie wiedza, ze w niektorych krajach sa inni
    ubezpieczyciele niz panstwowi.Babka probowala mi wpierac, ze musze
    miec gwiazdki na mojej karcie ubezpieczeniowej.Takie karty wydaja
    tylko i wylacznie powszechne kasy, a nie prywatne.Nie dosc, ze nie
    maja czytnikow, to nie maja nawet pojecia, ze cos takiego
    istnieje.Korzystalam z lekarzy w roznych krajach, tylko w Polsce nie
    ma czytnikow.

    Powodzenia na Euro 2012...to bedzie dopiero tragedia, jak goscie z
    zagranicy sprobuja skorzystac z Polskiej sluzby zdrowia.
    --
    Lepiej zeby mnie nienawidzili takim,jakim jestem, niz kochali kogos
    kim nigdy nie bede.
    K.C
  • 17.02.10, 22:41
    To pewnie zależy od przychodni. Jeszcze jak w Pl mieszkałam to miałam co pół
    roku- raz na rok- w zależności jak się dałam lekarce namówić bo przyznam
    szczerze,że zimą u niej w gabinecie to śpiki w nosie po dwóch sekundach
    zamarzały-weź tu się rozbierz do badania .....
    --
    Trzymajmy się ramy to się nie posramy ;)
  • 18.02.10, 11:45
    Ja robię raz do roku. Za to okropnie nie znoszę wizyt u ginekologa właśnie z
    powodu tego okropnego wziernika, bo nie odczuwam małego dyskomfortu a straszny
    ból mimo, że nic nie zaciskam.
  • 18.02.10, 11:53
    Moja ginka mówi mi w takich wypadkach że wzierniczek jest przeciez
    mniejszy od innych przyrządów:)) które jakoś zazwyczaj wchodzą bez
    problemu. Szkoda że to nic nie zmienia.
  • 18.02.10, 12:10
    O :) skąd ja to znam. Zazwyczaj kiedy mnie cholernie boli to się śmieją i mówią,
    że to przecież najmniejszy jaki jest. A mnie to jakoś straszliwie szczypie i
    kuje mimo że nic nie zaciskam.
  • 18.02.10, 12:17
    brrrrr juz sie nie wgłębiajmy w szczegóły bo wymiękne i zostane w domu
    zamiast iść dbać o zdrowie:P
  • 18.02.10, 12:39
    Boze, co za brak kultury ze strony lekarzy :/.
    --
    Gasofnia
  • 18.02.10, 12:49
    Zaczęłam jeszcze pisać o tym co miałam jak trafiłam do szpitala, ale się
    ugryzłam w język (yy wcisnełam delete) oby nie straszyć. Tam było jeszcze
    gorzej, bo tak w skrócie jechałam w trasę, nospa nic nie pomagala, dostałam bóli
    jak nigdy w życiu, zatrzymałam się w mieścinie mdlałam i takie tam. Niedaleko
    był szpital więc ostatkiem sił się tam poszłam po cokolwiek przeciwbólowego
    (spieszyłam się). A oni że nie i muszą mnie zbadać.

    Horror: tylko pamiętam, że mdleję i płaczę z bólu a lekarz okropny stary facet
    się smieje i mówi to nic nie boli i wielokrotnie mi wymachiwał palcem się
    śmiejąc czy mój facet ma mniejszego niż jego palec że mnie to badanie tak boli.
    Po badaniu ja totalnie nie wiem co się działo już ale facet powiedział że nie
    wypisze mi żadnej recepty o nfz za to mu nie zapłaci i jak cokolwiek chcę to to
    mogę poleżeć pod kroplówką.

    Moja prośba się nie liczyła, bo przypominał że podpisałam zgode na leczenie. A
    siostra przyszła i nie mogła się wkuć miałam sińce już na rękach i odlatywałam
    co chwilę. Pamiętam, że błagałam ją że cokolwiek podpisze ale żeby już mnie nie
    kuła tą igłą po raz chyba 5 czy szósty. Później okazało się, że pomyliła
    kroplówkę i dopiero drugą mi podała właściwą, ale ja już wtedy spałam zmęczona.
    Jak tylko wstałam wypisałam się na własne żądanie.
  • 18.02.10, 13:04
    Chciałam dodać że moim zdaniem warto robić nie jedno badanie - a dwa w dwóch
    różnych miejscach. Nie przesadzam. Byłam ostatnio zaszokowana szukając info na
    temat raka szyjki macicy jak często badania robione są niedokładnie lub
    pobierane niedokładnie.

    Niania mojej córeczki od kilku tygodni wie że ma zaawansowanego raka szyjki
    macicy. ROK TEMU miała cytologię I/II. Lekarz powiedział jej: badanie błędnie
    zrobione lub pobrane. To się niestety zdarza i to nie tak rzadko. Zaczęłam
    czytać po necie i znalazłam sporo historii typu - rok temu, dwa lata temu
    cytologia dobra a tu rak inwazyjny.

    Sama zrobiłam teraz 2 cytologie - jeden wynik dobry a na drugi czekam.
    Postanowiłam raz na rok robić cyt w 2 miejscach, wole iść 2 razy niż potem pytać
    dlaczego ja dlaczego ktoś olał moje badanie i nie zdążyłam na czas...

    Niania mojej małej mogła zacząć leczenie zanim zaczęła mieć objawy (a w tym
    przypadku objawy = stan inwazyjny) gdyby miała dobrze zrobioną cytologię.


    --
    "Jedyny sposób, by odkryć granice możliwości, to przekroczyć je i sięgnąć po
    niemożliwe"
  • 18.02.10, 13:35
    O Matko!!!
    --
    Gasofnia
  • 18.02.10, 13:25
    Nie wiem jaki lekarz karze robić cytologie co 2-3 lata
    moi zawsze mi mówili MAXYMALNIE 8 miesięcy

    ja robię wszystkie potrzebne badania co 6miesięcy (już mam z 2 kilo
    papierów :D )
    dla mnie lekarz to człowiek więc się myli...mógł coś przeoczyć,
    a dodatkowo im szybciej coś się wykryje tym lepiej


    zresztą ... ja i moja hipochondria do perfekcji czytamy wyniki :D

    --
    *kochać można milion razy, ale pokochać tylko raz* www.suwaczki.com/tickers/rtku8xh9ew31v5nm.png

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.