• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

mieszkać razem, czy osobno...trudny orzech do... Dodaj do ulubionych

  • 10.08.10, 15:17
    chciałabym Was zapytać o to, czy żałujecie, że mieszkałyście/mieszkaliście z
    waszym facetem/ kobietą przed ślubem?? Czy komuś z was przez takie "mieszkanie
    na kocią łapę" rozpadł się związek?? Otóż, od ok. pół roku mieszkamy razem, a
    ja coraz bardziej żałuję tej decyzji...do związku wkradła się rutyna, nie jest
    już tak jak za czasów "chodzenia". Jakie macie doświadczenia w tym temacie??
    Zaawansowany formularz
    • 10.08.10, 15:24
      > chciałabym Was zapytać o to, czy żałujecie, że
      mieszkałyście/mieszkaliście z
      > waszym facetem/ kobietą przed ślubem?? Czy komuś z was przez takie
      "mieszkanie
      > na kocią łapę" rozpadł się związek?

      Mieszkalam z facetem 1,5 roku, po zamieszkaniu razem bylo jeszcze
      lepiej niz przed.
      Ostatecznie sie rozpadlo, ale ani nie przez rutyne, ani nie przez
      wspolne mieszkanie.

      A za dwa miesiace wprowadzam sie do mojego mezczyzny i nie moge sie
      doczekac:)

      > chciałabym Was zapytać o to, czy żałujecie, że
      mieszkałyście/mieszkaliście z
      > waszym facetem/ kobietą przed ślubem?? Czy komuś z was przez takie
      "mieszkanie
      > na kocią łapę" rozpadł się związek??

      Lepiej zeby rozpadlo sie po pol roku wspolnego mieszkania, przed
      slubem, niz pol roku po slubie. Nie wyobrazam sobie wyjsc za faceta,
      z ktorym wczesniej nie mieszkalabym x czasu.
      --
      cala ja dwa lata pozniej

      cala ja
    • 10.08.10, 15:28
      Ja uważam, że mieszkać.
      Z byłym mężem zamieszkałam chyba jakieś 3 miesiące przed ślubem...za
      krótko...koszmarnie nam szło ułożenie tego zamieszkiwania, aż nie wyszło, albo
      aż rozwód wyszedł.
      Z obecnym partnerem pomieszkiwaliśmy od samego początku, szybko zamieszkaliśmy
      razem (po jakiś 4 miesiącach). I tak jesteśmy już razem 4 lata zgodnie i miło,
      wiem że jakby był ślub to nic by się nie zmieniło.

      Jak chcesz mieć cały czas jak "za czasów chodzenia", to musisz co około 3 lata
      zmieniać partnerów i zapomnieć o ślubach i rodzinie. Życie to nie jebajka :P
    • 10.08.10, 15:33
      Zwiazek nie rozpada sie przez mieszkanie na kocia lape, tylko z powodu
      niedopasowania partnerow. I lepiej to ewentualne niedopasowanie wykryc przed
      slubem, czyz nie?
      --
      Ramen!
      http://www.dreamviews.com/community/customavatars/avatar23156_1.gif
      • 18.08.10, 10:22
        a takiego niedopasowania nie da się wykryć bez mieszkania razem ? chyba cechy
        typu 'rozrzuca skarpetki gdzie popadnie' albo, że partner nie jest człowiekiem
        kompromisowym i ciężko będzie w codziennym życiu itd., da się poznać po prostu
        będąc w związku bez mieszkania razem.

        a jeśli ktoś powie, że w związku można się dobrze kamuflować, a podczas
        mieszkania to wszystko wyjdzie na jaw, to nie do końca - podczas mieszkania
        przed ślubem też można się dobrze kamuflować, mając świadomość, że teraz jeszcze
        łatwo jest po prostu zastać walizki wystawione za drzwiami, co po ślubie nie
        byłoby aż takie proste.

        ale w normalnym, zdrowym związku ludzie się nie kamuflują i będąc ze
        sobą/nocując/wyjeżdżając wspólnie można poznać dobrze człowieka przecież..
        --
        lucy was a semi-horny bitch without ambitions and i guess that was the only
        thing we ever had in common
    • 10.08.10, 15:42
      Zapewne tak,ale z drugiej strony czy to nie jest taka forma "sprawdzenia"-pasuje
      to ok, biorę, a jak nie to dziękuje, miło było (działa to w obie strony). Kiedyś
      ludzie najpierw sie pobierali, a później "dopasowywali", a teraz młodzi ludzie
      kłócą sie o drobiazgi i szybciej rezygnują ze wspólnego życia.Ponadto,
      mieszkanie razem wydluża czas podejmowania ważnych decyzji, np.o malżeństwie.
      • 10.08.10, 15:49
        > Kiedyś
        > ludzie najpierw sie pobierali, a później "dopasowywali", a teraz
        młodzi ludzie
        > kłócą sie o drobiazgi i szybciej rezygnują ze wspólnego
        życia.Ponadto,
        > mieszkanie razem wydluża czas podejmowania ważnych decyzji, np.o
        malżeństwie

        Kiedys ludzie tez sie tak szybko nie rozwodzili, bo bylo to
        skomplikowane i spolecznie nieakceptowane/trudno akceptowane.

        Mamy XXI wiek, czas sie dostosowac...
        --
        cala ja dwa lata pozniej

        cala ja
        • 10.08.10, 15:56
          zgadzam się, ze kiedys dla ludzi to bylo nie do pomyslenia zeby sie
          rozstac i ludzie tkwili w zwiazkach koszmarnych- znam wiele taki z
          poprzednich pokolen. wiadomo, ze czesc sie dopasuje, ale to dlatego
          ze jednak jakos im to zycie pasuje...a czesc sie po prostu
          przyzwyczai ze ich malzenstwo jest pomylka i trzeba zyc tak jak jest

          z moim juz mezem zamieszkalismy razem dosc szybko, a wczesniej,
          praktycznie po pol roku mieszkalismy nieoficjalnie- czyli np 3 dni w
          tyg u niego, 2 dni u mnie, dwa oddzielnie

          jak zamieszkalismy razem to nie bylo zaskoczenia, bo spedzalismy
          tyle czasu ze soba ze widzialam jego wady a on moje

          ale bardzo dobrze nam się mieszka razem i tworzymy dobrze dobrana
          pare- choc nie oznacza to ze nie krzycze o to zeby nie rozrzucal
          skarpetek w lazience;)
      • 10.08.10, 16:30
        Wspólne życie nie składa się nie tylko z drobiazgów (jak słynna klapa do kibla
        czy skarpety na podłodze i gary w zlewie) lecz również ze spraw kluczowych
        funkcjonowania dla naszej psychiki. Życie z kimś kto nie pasuje, kto jest taki
        że nasza psychika długofalowo jest narażona na uszczerbek to katorga i żadna
        miłość tego nie zmieni...ona tylko umrze. I nie potrzeba tu żadnej przemocy,
        wystarczy mieć np inne granice osobistej intymności lub po prostu różnić się w
        jakieś sferze. Są sprawy, które wychodzą dopiero po zamieszkaniu razem.
      • 15.08.10, 17:55
        magiczkam napisała:
        >Ponadto,
        > mieszkanie razem wydluża czas podejmowania ważnych decyzji, np.o
        malżeństwie.

        To nie wspolne zamieszkanie wydluza czas takich decyzji tylko
        niedojrzalosc do nich. I nie ma ona nic wspolnego z mieszkaniem razem
        czy nie.


        --
        "..Langusta żywi się wyłącznie owocami morza; lecz gdyby mogła..
        jadłaby dżem..."

        erillsstyle.wordpress.com/
      • 16.08.10, 13:09
        Jest to forma sprawdzenia partnera i właśnie dlatego powinno się
        pomieszkać trochę ze sobą przed ślubem. Przecież to właśnie o to
        chodzi, żeby się sprawdzić.
        --
        ---------
        Ta, co się nie boi
    • 10.08.10, 15:57
      moje ostatnie doswiadczenia sa takie ze tak dlugo zwlekalam z
      wszelkimi deklaracjami wlacznie ze wspolnym mieszkaniem ze caly
      zwiazek sie sperwolil. oczywiscie jak sie sperwolil to natychmiast
      zdalam sobie sprawe czego chce ale teraz byly potrzebuje czasu zeby
      sobie wszystko poukladac (wlacznie z tym 'drobnym' faktem ze
      niedawno wrocil z wojny i nie bardzo wie czego chce). tak wiec
      mieszkam sobie sama i czekam az sie wszystko pouklada (takze w moje
      glowie :-) i nie wiadomo co z tego wyjdzie.

      nie wiem jaki jest moral tej historii poza tym ze dopoki sie sama
      nie przekonasz jak cos smakuje to nie wiesz...
    • 10.08.10, 16:06
      Masz recje, dopóki się człowiek nie przekina, nie bedzie wiedział. Ja mieszkam
      ze swoim partnerem od ponad pól roku, nie jest źle,ale tak jak pisalam w
      pierwszym poście-przytłacza mnie troche ta rutyna i fakt, ze pomimo braku slubu,
      czuje sie jak zona ze stazem,a nie jak dziewczyna. Ale chyba taka kolej rzeczy,
      jak tu ktos napisał zycie to nie jebajka:P
      • 10.08.10, 16:19
        Ale ta rutyna chyba wynika z Waszego stylu bycia?
        Jesli kazde wciaz potrafi zyc wlasnym zyciem, miec pasje
        (niekoniecznie te same) i je pielegnowac, a wspolne spedzenie
        wieczoru wciaz traktowac jako cos wyjatkowego, to o rutyne trudno.

        Ja z moim facetem spedzalam wspolnie gora 3-4 wieczory tygodniowo.
        W pozostale dni wychodzilismy osobno (np. ja spedzalam wieczory na
        jodze badz w barze ze znajomymi, on z paczka facetow na rowerach
        gorskich), albo wracalismy z pracy/zajec tak padnieci, ze szlismy
        jedynie na polgodzinny spacer, gralismy w Jenge i potem do lozka:)

        W weekendy jeden dzien wspolnie - a drugi kazde planowalo po
        swojemu:)




        --
        cala ja dwa lata pozniej

        cala ja
    • 10.08.10, 16:24
      Bardzo dobre doświadczenia mamy.
      Mieszkaliśmy razem przed ślubem 5 lat. Nie zauważyłam by wkradła się rutyna.
      Powiem więcej, dotarliśmy się, poznaliśmy się lepiej będąc razem w zdrowiu i
      chorobie, w chwilach dobrych i tych kiedy "bez kija nie podchodź".
      Utwierdzilismy się w przekonaniu, że dobrze nam razem :).


      --
      http://img.flowergame.net/flower/2868.pnghttp://img.flowergame.net/flower/2869.pnghttp://img.flowergame.net/flower/2990.pnghttp://img.flowergame.net/flower/3097.pnghttp://img.flowergame.net/flower/3261.pngkliknij
      w roślinki:)

      "Lubię Twoje to i lubię też tamto, kiedy tamto wstaje ja się staję nimfomanką..".
    • 10.08.10, 16:25
      Jakie macie doświadczenia w tym temacie??

      Pierwsza próba mieszkania razem skończyła się w naszym wypadku rozstaniem.
      Przyczyny zostały rozpoznane i wyeliminowane. ;P
      Jeśli już rozpoznałaś przyczynę (rutyna) to powiedz o tym facetowi i starajcie
      się to zmienić.



      --
      http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/nc/ci/deyd/J2E8RrUg1aPu29AKmX.jpg
    • 10.08.10, 16:39
      Otóż, od ok. pół roku mieszkamy razem, a
      > ja coraz bardziej żałuję tej decyzji...do związku wkradła się rutyna, nie jest
      > już tak jak za czasów "chodzenia"


      bez sensu,to co sądzisz,że jeśli wzięłabyś z nim ślub nie żyłabyś na kocią
      łapę,to rutyna by się nie wkradła?Nie no ,na prawdę genialna logika...
      Uważam,że dobrze z sobą mieszkać,bo właśnie można sprawdzić czy pottaficie razem
      funkcjonować,czy też dzieje się tak jak w Twoim przypadku i raczej nic z tego
      nie będzie.
      Tak mieszkałam ze swoim ex,nie żałuje -udowodniło mi to,że po prostu nie
      nadajemy się do wspólnego życia i skończyłam ten fajnie zapowiadający się związek :)
      --
      http://dragcave.net/image/tgFV.gif
    • 10.08.10, 20:56
      mieszkam z chłopakiem już 4 rok - wspólne mieszkanie pozwala nam na
      lepsze poznanie się, znam wszystkie jego wady i zalety, a on moje.
      ślubu nie bierzemy, bo nie mamy kasy. oboje jesteśmy na etapie
      zmieniania pracy itp itd więc nasza sytuacja nie pozwala nam na wieksze
      wydatki.
      mimo to kochamy się i chcemy być ze sobą, nieważne czy ze ślubem czy
      bez :)
      • 10.08.10, 21:54
        z tego, co czytam wszystkie posty optują za tym, że należy ( lub raczej warto)
        zamieszkać razem przed ślubem. Zastanawiam się, czy jest ktoś kto mówi
        zdecydowane NIE zamieszkaniu przed ślubem.
      • 10.08.10, 21:59
        do annataylor
        właśnie jak sobie radzicie z wydatkami, mam na myśli dzielenie ew. opłat,
        jedzenie, środki czystości itd. Wszystko po połowie...czy może inaczej??
    • 10.08.10, 22:01
      Razem. Chcesz zyc z facetem i nie wiesz czy razem zamieszkac? Ze niby slub cos zmieni w jego zachowaniu?

      --
      "Milczenie to tekst, który niezwykle łatwo jest błędnie zinterpretować."
    • 10.08.10, 23:39
      Mieszkaliśmy przed ślubem 3 lata razem. Kasa już w pierwszym tygodniu zrobiła
      się wspólna, żadnych wyliczeń na moje, twoje. Była i choroba, i bezrobocie, i
      inne problemy - jeszcze przed ślubem. Zobaczyliśmy więc, że radzimy sobie we dwójkę.

      Jesteśmy razem już 11 lat i jak nie było nudy przed ślubem, tak nie ma jej teraz
      - my się po prostu - poza tym, że się kochamy - bardzo lubimy. Ślub niczego nie
      zmienił, po weselu wróciliśmy zwyczajnie do domu:)

      Mieszkac razem bezwzględnie:)))
      --
      A person can be smart but people are usually stupid.
      • 11.08.10, 00:12
        Ja mieszkam z moim chłopakiem od 1,5 roku, ani razu nie żałowałam, że podjęliśmy
        tę decyzję. Wiadomo, że nie codziennie jemy kolację przy świecach, nie zawsze
        jest super, hiper romantycznie, ale nie nudzimy się, jest nam razem dobrze,
        kochamy się.
        Jeśli czujesz, że do związku wkradła się rutyna, dlaczego tego nie zmienisz? Nie
        zabierzesz faceta na piknik na dachu jakiegoś wieżowca? Na wycieczkę za miasto?
        Sa tysiące możliwości, o związek trzeba dbać codziennie.
    • 11.08.10, 05:51
      >Czy komuś z was przez takie "mieszkanie
      na kocią łapę" rozpadł się związek?? Otóż, od ok. pół roku mieszkamy razem, a ja coraz bardziej żałuję tej decyzji...do związku wkradła się rutyna

      I myslisz, że gdybyście zamieszkali razem dopiero po slubie to rutyna by się nie wkradła?
      • 11.08.10, 07:28
        dobry związek poradzi sobie z rutyną, jak sobie nie radzi to chyba lepiej
        zweryfikować to przed ślubem, a nie po :)
    • 11.08.10, 09:39
      ja mieszkałam z moim mężem przed ślubem, ale nie sądzę, aby to było,
      w moim przypadku powodem rozpadu, moje małżeństwo i tak by się
      rozpadło
    • 12.08.10, 09:04
      ja z moim M jestem ponad 2 mce, z powodu mieszkania w innych miastach, po 3 weekendach spędzonych wspólne po prostu został u mnie :)

      w zeszłym tygodniu zmieniliśmy mieszkanie na większe i nasze :)

      z dnia na dzień jest coraz lepiej :)

      a jak zostawia "skarpetki" czy inne "gadżety" po prostu je zgarniam sama, żal mi czasu na upominanie go i tak zrobi zaraz to samo :)

      klucz do dobrego wspólnego życia razem jest prosty: olejmy pierdoły, które nas wkurzają, zróbmy sami to na co mielibyśmy strzępić jęzory :)

      zamiast tego pamiętajmy o miłych słowach, buziakach i rozmowach :)
    • 12.08.10, 11:29
      zamieszkanie razem-to przedsmak małżeństwa.A małżeństwo to rutyna i
      nudaaa.Obiadki na czas,zakupy,pranie,sprzątanie a potem
      zaprowadzenie dzieci do przedszkola,pomaganie w nauce itp. w ten
      sposób upływają najlepsze lata życia.I to wszystko za cenę seksu 3
      razy w tygodniu i jednej wypłaty która idzie na spłatę kredytu;)
      hahahaha
    • 12.08.10, 16:51
      Ja zamieszkałam ze swoim chłopakiem po 4,5 roku znajomości a po 0,5 bycia
      razem.Taką decyzję podjęliśmy ze względu na to, że u siebie w mieszkaniu chłopak
      bywał średnio raz w tygodniu i stwierdziliśmy, że nie ma sensu opłacać 2
      mieszkań. Pierwszy rok powiem szczerze koszmar, ciągłe kłótnie awantury o
      wszystko, ale z czasem było już coraz lepiej. Zdarzały się oczywiście jakieś
      kryzysy ale jeśli go kochasz bądź wytrwała. Teraz mieszkamy ze sobą już 3 lata i
      wiem że to była słuszna decyzja. Wspieramy się, dzielimy obowiązkami i mamy
      pieniądze na wakacje :) A co do kłótni i awantur to może jakaś wymiana zdań raz
      na 2 miesiące. Bądźcie wytrwali musicie się dotrzeć, wszystko będzie dobrze pod
      warunkiem, że się kochacie :)
    • 12.08.10, 22:03
      Ja jestem przeciw. Przed ślubem zazwyczaj ludzie parę lat się znają i jednak
      trochę ze sobą przebywają, to jeśli chcą mogą się wystarczająco poznać. Jeśli
      kobiecie zależy na ślubie i na założeniu rodziny z tym a nie innym osobnikiem to
      może potem tego żałować, bo logicznie myślący facet ma już wszystko co trzeba i
      często plany ślubu nagle się oddalają. Poza tym gdy mieszka się oddzielnie i co
      jakiś czas spędza parę dni i utrzymuje się taki stan długo to potem nie ma
      problemu, że dla pary jedyną formą spędzania wolnego czasu jest leżenie przed
      tv. Ja mam takie doświadczenie, że ze sobą chodzimy 5 lat i jest super, teraz
      planujemy ślub i nie możemy się doczekać na nowy etap w naszym życiu :) znam
      parę która mieszka razem i chodzi ze sobą ponad 10 lat i dziewczyna skrycie
      marzy o ślubie a chłopak jakoś się do tego nie śpieszy. Pozdrawiam
      --
      "Widzę i chcę wiedzieć"
      • 15.08.10, 18:14
        bo_gna napisała:

        > Ja jestem przeciw. Przed ślubem zazwyczaj ludzie parę lat się znają
        i jednak
        > trochę ze sobą przebywają, to jeśli chcą mogą się wystarczająco
        poznać.

        Nieprawda. Wystarczy ze jedna ze stron bedzie chciala cos ukryc (np.
        jakies uzaleznienie) to chodzenie ze soba przez 5 lat tego nie
        ujawni. Poza tym przez kilka godzin bycia ze soba mozna sobie wlaczyc
        opjce "nie mam wad, humorow, nawykow".. ale na codzien juz sie nie da
        tego ukryc. Moja mama ktora wlasnie nie mieszkala z mim ojcem przez
        slubem (rozwod po 5 latach) mowila mi, ze zaluje, ze nie miala okazji
        dowiedziec sie jak wyglada jej malzonek przed slubem i dopiero kiedy
        z nim zamieszkala oczy otworzyly jej sie nie zdumienia z kim ma do
        czynienia.


        > Jeśli
        > kobiecie zależy na ślubie i na założeniu rodziny z tym a nie innym
        osobnikiem t
        > o
        > może potem tego żałować, bo logicznie myślący facet ma już wszystko
        co trzeba i
        > często plany ślubu nagle się oddalają.

        Nieprawda. Jesli oboje partnerzy chca byc ze soba to fakt
        zamieszkania ze soba nie sprawia, ze nagle ona chce bardziej a on juz
        nie. Operujesz stereotypem ktory coraz rzadziej ma pokrycie w
        rzeczywistosci. Jesli facet chce miec kobiete za zone to zamieszkanie
        razem potraktuje jako docieranie sie do dalszego zycia a nie jako
        odwleczenie decyzji o slubie. Jesli nie chce sie hajtac to bez
        wzzgledu na to czy ze soba zamieszkaja czy nie; bedzie tego unikal.


        > Poza tym gdy mieszka się oddzielnie i co
        > jakiś czas spędza parę dni i utrzymuje się taki stan długo to potem
        nie ma
        > problemu, że dla pary jedyną formą spędzania wolnego czasu jest
        leżenie przed
        > tv.

        Ale bzdura.
        Jesli ludzie lubia gdzies wyjsc, ruszyc sie to beda to robic bez
        wzgledu na to czy mieszkaja ze soba czy nie. tak samo z ogladaniem
        TV. Zas mieszkanie razem daje bardzo dokladny poglad na to jak oboje
        lubia spedzac czas wolny po pracy. Nie kiedy sie nastawia, ze
        "dzisiaj wychodze bo dzisiaj sie widze z dzieczyna". Tylko jak sie
        czuje na silach po ciezkim dniu pracy, etc.


        >Ja mam takie doświadczenie, że ze sobą chodzimy 5 lat i jest super,
        teraz
        > planujemy ślub i nie możemy się doczekać na nowy etap w naszym
        życiu :)


        Mam nadzieje, ze nie bedziecie kolejna para ktora sie gorzko
        rozczaruje zyciem po slubie po przeciez "chodzilismy ze soba tyle
        czau i bylo super, co soe stalo?????"

        > znam
        > parę która mieszka razem i chodzi ze sobą ponad 10 lat i dziewczyna
        skrycie
        > marzy o ślubie a chłopak jakoś się do tego nie śpieszy.

        Ale to nie jest kwestia tego, ze oni mieskzja ze soba 10 lat ale
        tego, ze ona nie mowi co chce a on sie nie domysla. Problemem nie
        jest wspolny adres zamieszkania tylko ich niedojrzalosc.


        --
        "..Langusta żywi się wyłącznie owocami morza; lecz gdyby mogła..
        jadłaby dżem..."

        erillsstyle.wordpress.com/
    • 13.08.10, 11:16
      Mieszkać, oczywiście jeśli komuś nie przeszkadza światopogląd, czy wyznawana
      religia. Aczkolwiek, mój chłop, katolik autentycznie wierzący i praktykujący,
      uważa, że Bóg byłby dziwny, gdyby miał coś przeciwko ludziom kochającym się,
      planującym wspólne życie i jednocześnie mieszkającym razem PRZED ślubem. Ja się
      nie czuję kompetentną, by się wypowiedzieć w tej kwestii (religijnej) bo jestem
      ateistką z krwi i kości.

      Uważam jednak, że mieszkać przed ślubem, który jest jednak ważnym krokiem,
      warto. Pomieszkiwanie łikendowe,choćby i trwało lat naście, nie da pełnego
      obrazu przyszłego współmałżonka. Mój pierwszy poważny facet, z którym się
      spotykam 5 lat, spotykał się także z 4 innymi dziewczynami równocześnie...Gdybym
      z nim mieszkała, raczej nie umknąłby mi ten fakt. Choć prawda, że maskował się
      niesamowicie, NIGDY (sic!) nie został przyłapany na mataczeniu, plątaniu się w
      wypowiedziach, zawsze miał czas na spotkanie... Geniusz zdrady istny. Jego
      siostra się kapnęła pierwsza i się z dziewczynami spotkałyśmy...

      Czasem problemem mogą być naprawdę zwykłe duperele, że deska do krojenia leży na
      blacie, a nie jest schowana, etc. Wiem to po sobie, jakoś w łikendy nie
      przeszkadzał mi stos ubrać lubego na krześle, teraz kiedy mieszkamy już na stałe
      razem, dostaję czasem szału, że ta kupa znowu leży, a on nie sprząta. Ja też mam
      swoje przyzwyczajenie z samotnego życia i facetowi tez niektóre z nich
      przeszkadzają. Lepiej żebyśmy się "dotarli" teraz niż po imprezie. Przy okazji
      sprawdzamy też, czy nasze nawyki jednak nie są barierą nie do przejścia. W razie
      co, (choć nikt z nas tego nie zakłada) łatwiej jednak będzie nam rozejść się bez
      ślubu. A tak, bez tego wspólnego mieszkania, może się okazać, że ślub biorę z
      kompletnie nieznaną mi osobą! Teraz już nie jest tak, że jak się złapie
      męża/żonę, to całe życie ustawione. Że można być skończonym s....synem albo
      heterą i jakoś to będzie, bo jesteśmy PO ŚLUBIE. Misiu/misia się nie zmieni...



      --
      "You talkin' to me? You talkin' to me? You talkin' to me? Then who the hell else
      are you talkin' to? You talkin' to me? Well I'm the only one here. Who the fuck
      do you think you're talking to?"
      • 13.08.10, 11:25
        wg mnie mieszkanie razem przed ślubem powinno być obowiązkowe dla
        wszystkich planujących wzięcie ślubu. taki wymóg jak nauki
        przedmałżeńskie :)
      • 13.08.10, 12:07
        Skoro to był taki geniusz zdrady to nawet z nim mieszkając nie wiadomo czy byś
        się zorientowała po jego zachowaniu. Jeśli ludzie by się rozwodzili z powodu
        rozrzuconych skarpetek albo okruszków na blacie to wtedy rzeczywiście wspólne
        zamieszkanie przed powinno być obowiązkiem. Ja przy narzeczeństwie ewentualnie
        bym na to pozwoliła, jednak przy zwykłym chodzeniu to tylko brak możliwości
        uwolnienia się od partnera bo przecież wspólnie mieszkamy i jest taniej. Każdy
        się zmienia i wspólne zamieszkanie przed nie gwarantuje, że nagle po ślubie
        zacznie się nie układać. Ale ja ograniczona jestem swoimi przekonaniami, każdy
        niech robi jak chce :)
        --
        "Widzę i chcę wiedzieć"
    • 13.08.10, 19:10
      Mieszkac jak najbardziej. Ja z moim pierwszym mezem nie mieszkalam
      (chcialam, ale moja katolicka rodzina sie nie zgadzala) i po slubie
      okazalo sie, ze jest psychopata i skonczylo sie rozwodem. Mysle, ze
      jakbym pomieszkala z nim przed slubem, to bym sie zorientowala co to
      za czlowiek.

      Z drugim mezem mieszkalam 1,5 roku przed slubem i nie bylo i do tej
      pory (4 lata po slubie) nie ma zadnej "rutyny" w sensie negatywnym.

      • 18.08.10, 11:36
        skąd wiesz, że podczas mieszkania razem nie kamuflowałby się nadal tak, jak
        podczas okresu chodzenia/narzeczeństwa? przecież ten kamuflaż miał na celu
        'usidlić' Cię - czyli pobrać się z Tobą. więc mieszkanie razem raczej też byłoby
        okresem udawania kogoś innego, a psychopata z niego raczej wyszedłby i tak po
        ślubie :>
        --
        lucy was a semi-horny bitch without ambitions and i guess that was the only
        thing we ever had in common
        • 18.08.10, 15:09
          rozleniwiona napisała:

          > skąd wiesz, że podczas mieszkania razem nie kamuflowałby się nadal
          tak, jak
          > podczas okresu chodzenia/narzeczeństwa? przecież ten kamuflaż miał
          na celu
          > 'usidlić' Cię - czyli pobrać się z Tobą. więc mieszkanie razem
          raczej też byłob
          > y
          > okresem udawania kogoś innego, a psychopata z niego raczej
          wyszedłby i tak po
          > ślubie :>

          Dla wielu facetow usidlenie znaczy - kobieta w domu. Nie chodzi o
          slub. A sam fakt, ze jest laska w domu do ktorej sie mozna przytulic,
          ktora popsprzata, wstawi pranie i z ktora mozna wyjsc na impreze z
          kolegami i chelpic sie ze upolowalo sie taka super dupe.

          Facet moze "deklarowac" checi posiadania rodziny ale po zamieszkaniu
          razem nagle sie okazuje, ze on zasadniczo jest przeciw maleztnstwom..
          Mialam okazje odbic sie od takiego przypadku wlasnie.. Tu wielkie
          gadki o zyciu razem.. o wspolnocie.. o tym jak to wazne isc razem
          przez zycie.. a wprowadzilam sie i wystarczylo kilka miesiecy by
          wyszlo ze mam do czynienia z czlowiekiem anty nastawionym do
          malzenstwa, dzieci to byc moze w dalekiej przyszlosci, a generanie
          jego staranie sie o zwiazek skonczylo sie jakis kwartal po moim
          sprowadzeniu sie.. walczylam przz pol roku i odpuscilam.. bo jego
          postawy sie zacietrzewialy w domu.. zas wsrod znajomych potrafil mnie
          przedstawiac "narzeczona"/"przyszlazona" mimo, ze sie nie oswiadczyl
          ;)
          Zalezy na kogo trafisz ;) Czasem sie trafi dobrze a czasem na
          palologie z ktorej trzeba sue predko ewakuowac.

          --
          "..Langusta żywi się wyłącznie owocami morza; lecz gdyby mogła..
          jadłaby dżem..."

          erillsstyle.wordpress.com/
    • 15.08.10, 15:18
      Dla mnie ideałem byłby dom-bliźniak z dwoma wejściami, rzecz jasna :)
      A tak na serio, to jestem chyba na tyle niezależna, że nie bardzo wyobrażam
      sobie dzielenie z kimś domu. Pomieszkiwanie, nocowanie - tak. Ale wolałabym
      zachować swój azyl, w którym mogłabym się zaszyć w razie potrzeby.

      --
      "Co to jest kokieteria? Można by chyba powiedzieć, że jest to takie zachowanie,
      które ma temu drugiemu dać do zrozumienia, że zbliżenie seksualne jest możliwe,
      przy czym ta możliwość nie może nigdy wyglądać jak pewność." M. Kundera
      • 15.08.10, 15:31
        qw994 napisała:

        > Dla mnie ideałem byłby dom-bliźniak z dwoma wejściami, rzecz jasna :)
        > A tak na serio, to jestem chyba na tyle niezależna, że nie bardzo wyobrażam
        > sobie dzielenie z kimś domu. Pomieszkiwanie, nocowanie - tak. Ale wolałabym
        > zachować swój azyl, w którym mogłabym się zaszyć w razie potrzeby.
        >

        A pokój będący taki azylem nie wystarczy? ;)
        Ja mam taki swój "kąt", tylko mój :).


        --
        http://img.flowergame.net/flower/2868.pnghttp://img.flowergame.net/flower/2869.pnghttp://img.flowergame.net/flower/2990.pnghttp://img.flowergame.net/flower/3097.pnghttp://img.flowergame.net/flower/3261.pngkliknij
        w roślinki:)

        "Lubię Twoje to i lubię też tamto, kiedy tamto wstaje ja się staję nimfomanką..".
        • 16.08.10, 07:17
          Nie wystarczy, bo jednak słyszysz drugą osobę, wiesz, że jest obok i że w każdej
          chwili będzie mogła do tego pokoju wejść :)

          --
          "Co to jest kokieteria? Można by chyba powiedzieć, że jest to takie zachowanie,
          które ma temu drugiemu dać do zrozumienia, że zbliżenie seksualne jest możliwe,
          przy czym ta możliwość nie może nigdy wyglądać jak pewność." M. Kundera
          • 16.08.10, 22:44
            qw994 napisała:

            > Nie wystarczy, bo jednak słyszysz drugą osobę, wiesz, że jest obok i że w każde
            > j
            > chwili będzie mogła do tego pokoju wejść :)
            >

            O przepraszam! Zakaz jest zakazem, mówię "nie wchodzić" i wola moja jest
            respektowana ;).

            --
            "Lubię Twoje to i lubię też tamto, kiedy tamto wstaje ja się staję nimfomanką..".
            • 17.08.10, 07:05
              No chyba, że tak :)

              --
              "Co to jest kokieteria? Można by chyba powiedzieć, że jest to takie zachowanie,
              które ma temu drugiemu dać do zrozumienia, że zbliżenie seksualne jest możliwe,
              przy czym ta możliwość nie może nigdy wyglądać jak pewność." M. Kundera
    • 15.08.10, 15:35
      magiczkam napisała:

      > ja coraz bardziej żałuję tej decyzji...do związku wkradła się rutyna, nie jest
      > już tak jak za czasów "chodzenia".

      ale gdybyście od razu wzięli ślub byłoby inaczej :) co za głupawe dziewuszysko

      --
      Nie zniosę tego dłużej
    • 16.08.10, 07:59
      Otóż, od ok. pół roku mieszkamy razem, a
      > ja coraz bardziej żałuję tej decyzji...do związku wkradła się
      rutyna, nie jest
      > już tak jak za czasów "chodzenia". Jakie macie doświadczenia w tym
      temacie??

      no więc doświadczenia mamy takie, że małżeństwo znacząco różni się od
      "chodzenia", więc jeśli na "chodzeniu" ci zależy, to raczej nei
      wychodź za mąż (a co za tym idzie, bez sensu jest mieszkanie na
      próbę).
      • 16.08.10, 08:35
        policjawkrainieczarow napisała:

        > no więc doświadczenia mamy takie, że małżeństwo znacząco różni się
        od
        > "chodzenia", więc jeśli na "chodzeniu" ci zależy, to raczej nei
        > wychodź za mąż (a co za tym idzie, bez sensu jest mieszkanie na
        > próbę).

        małżeństwo nie różni się od "chodzenia". za to wspólne mieszkanie
        znacząco różni się od mieszkania osobno. Małżeństwo nic nie zmienia,
        ale zamieszkanie razem zmienia wszystko. Związek staje się
        dojrzalszy. Jeśli wiąże się przyszłość z kimś to wspólne mieszkanie
        jest wręcz konieczne.
        • 16.08.10, 08:49
          Ale w jakim celu? Związek Woody'ego Allena i Mii Farrow trwał latami pomimo
          oddzielnych mieszkań. Frida Kahlo i Diego Rivera też w pewnym momencie mieli
          sąsiadujące, ale oddzielne mieszkania. Wszystko zależy od tego, jakie obie
          strony mają oczekiwania. Nie rozumiem tezy, że mieszkanie razem oznacza, że
          związek jest dojrzalszy. Patrząc na niektóre pary mam wrażenie, że może być
          dokładnie odwrotnie. Nie muszę z kimś dzielić całego lub prawie swojego wolnego
          czasu, żeby tworzyć udany związek.

          --
          "Co to jest kokieteria? Można by chyba powiedzieć, że jest to takie zachowanie,
          które ma temu drugiemu dać do zrozumienia, że zbliżenie seksualne jest możliwe,
          przy czym ta możliwość nie może nigdy wyglądać jak pewność." M. Kundera
          • 16.08.10, 09:37
            Johnny Depp i Vanessa Parasis - jak donoszą plotkarskie gazety:) też twierdzą,
            ze ich związek jest tak udany, bo rzadko się widują...
            Kolejnym małżeństwem mieszkającym osobno na naszym rodzimym podwórku byli
            Agnieszka i Marek Perepeczko.

            Dla mnie bzdurą jest, że tylko mieszkając razem można np. zauważyć czy ktoś jest
            uzależniony. Wystarczy wnikliwa obserwacja...
            --
            miastyl.blogspot.com
            • 16.08.10, 10:36
              No to kupa luda, rzeczywiście. Wliczając parę z poprzedniego postu,
              to wypada aż jedna taka osoba na miliard :P i to tylko, jeśli wierzyć
              plotkarskim gazetom.

              > Dla mnie bzdurą jest, że tylko mieszkając razem można np. zauważyć
              czy ktoś jes
              > t
              > uzależniony. Wystarczy wnikliwa obserwacja...

              to zależy, jak często i w jakich okolicznościahc u siebie bywają.
              • 16.08.10, 11:18
                policjawkrainieczarow napisała:

                > No to kupa luda, rzeczywiście. Wliczając parę z poprzedniego postu,
                > to wypada aż jedna taka osoba na miliard :P

                Ale jednak są takie przypadki:) Po prostu jak dla mnie nie ma reguły, że trzeba
                mieszkać razem, żeby związek był trwały, udany i dojrzały. W przypadku osób z
                potrzeba posiadania własnej przestrzeni życiowej może to być wręcz niewskazane:)
                i to tylko, jeśli wierzyć

                > plotkarskim gazetom.
                >

                Bo w każdej plotce podobno jest ziarenko prawdy!

                > to zależy, jak często i w jakich okolicznościahc u siebie bywają.

                Wiadomo, ale chyba nie piszemy tutaj o "chodzeniu" ze sobą na zasadzie
                spotykania się w piątkowe wieczory.

                A odpowiadając na pytanie założycielki wątku- skoro teraz już jest rutyna to
                byłaby i ze ślubem.


                --
                miastyl.blogspot.com
              • 17.08.10, 07:09
                > No to kupa luda, rzeczywiście. Wliczając parę z poprzedniego postu,
                > to wypada aż jedna taka osoba na miliard :P i to tylko, jeśli wierzyć
                > plotkarskim gazetom.

                A nie sądzisz, że tutaj mogą wchodzić w grę kwestie ekonomiczne? Mało kogo jest
                stać na utrzymywanie dwóch mieszkań i spłacanie dwóch kredytów. Myślę, że gdyby
                ludzie mieli dużo pieniędzy, par mieszkających oddzielnie byłoby więcej.
                Poza tym - istnienie nawet jednej takiej pary na świecie jest dowodem na to, że
                taka formuła może się sprawdzać.


                --
                "Co to jest kokieteria? Można by chyba powiedzieć, że jest to takie zachowanie,
                które ma temu drugiemu dać do zrozumienia, że zbliżenie seksualne jest możliwe,
                przy czym ta możliwość nie może nigdy wyglądać jak pewność." M. Kundera
            • 16.08.10, 15:43
              kum-nye napisała:

              > Johnny Depp i Vanessa Parasis - jak donoszą plotkarskie gazety:)
              też twierdzą,
              > ze ich związek jest tak udany, bo rzadko się widują...
              > Kolejnym małżeństwem mieszkającym osobno na naszym rodzimym
              podwórku byli
              > Agnieszka i Marek Perepeczko.

              Ale plisss.. podajecie przykzlady ludzi ktorych zawody wymagaja od
              nich czestego bywania poza domem de facto..
              Ile jest ludzi ktorzy siedza na planie 4 miesiace gdzies nad morzem
              na przyzklad mieszkajac w poznaniu?


              > Dla mnie bzdurą jest, że tylko mieszkając razem można np. zauważyć
              czy ktoś jes
              > t
              > uzależniony. Wystarczy wnikliwa obserwacja...

              LOL!
              WIesz ja tez tak sie ludzilam, ze wystarcz "wnikliwa obserwacja".
              Problem wielu uzaleznionych polega na tym, ze do perfekcji opanowali
              sztuke urkywania problemu.
              Teoretyzowac to sobie moge. Doswiadczenia moje i innych osob ktore
              sie tak przejechaly niestety ta teorie burza.


              --
              "..Langusta żywi się wyłącznie owocami morza; lecz gdyby mogła..
              jadłaby dżem..."

              erillsstyle.wordpress.com/
              • 16.08.10, 20:47
                No ja akurat też mam doświadczenie w tym zakresie. Bardzo dobrze wiem jakie są mechanizmy ukrywanai i manipulowania ludzi uzależnionych... Ale oni nie są mistrzami:) Przecież spędzając ze sobą sporo czasu, rozmawiając o wszystkim- jak to zakochani ludzie, poznając stopniowo drugiego człowieka jest się w stanie szybko zauważyć podejrzane symptomy. Tylko pomimo tego zakochania trzeba mieć oczy szeroko otwarte...
                • 16.08.10, 21:44
                  Nie da sie byc zakochanym i miec oczy szeroko otwarte na neagtywne
                  symptomy u osoby w ktorej jest sie zakochanym. Te dwa stany sie
                  wykluczaja.

                  --
                  "..Langusta żywi się wyłącznie owocami morza; lecz gdyby mogła..
                  jadłaby dżem..."

                  erillsstyle.wordpress.com/
                  • 16.08.10, 22:03
                    Na szczęście nie dla wszystkich:) We wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek..
                    • 16.08.10, 22:42
                      Nie bylas nigdy zakochana w takim razie jesli tak mowisz :)

                      Zdrowy rozsadek lezy w sprzecznosci ze stabem zakochania. Tylok ktos
                      kto nigdy nie poczul jak to jest byc zakochanym z calym szumem w
                      uszach, zatkaniem, motylami w brzuchu, poczuciem ze swiat wiruje i
                      takie tam bedzie sie upieral, ze mozna zachowac zdrowy rozsadek. :)
                      --
                      "..Langusta żywi się wyłącznie owocami morza; lecz gdyby mogła..
                      jadłaby dżem..."

                      erillsstyle.wordpress.com/
                      • 17.08.10, 09:37
                        No nie będę Cię teraz przekonywać i udawadniać jak bardzo się mylisz:) Widocznie ludzie są różni... Gdyby więcej osób ten zdrowy rozsądek zachowywało nawet w momentach zakochania to ilość wątków na tym forum drastycznie by się zmniejszyła.
                        • 18.08.10, 14:47
                          kum-nye napisała:

                          > No nie będę Cię teraz przekonywać i udawadniać jak bardzo się
                          mylisz:) Widoczni
                          > e ludzie są różni... Gdyby więcej osób ten zdrowy rozsądek
                          zachowywało nawet w
                          > momentach zakochania to ilość wątków na tym forum drastycznie by
                          się zmniejszył
                          > a.

                          Zdaje sie, ze ilosc tych watkow swiadczy o tym, ze nie ja sie myle a
                          Ty :)
                          --
                          "..Langusta żywi się wyłącznie owocami morza; lecz gdyby mogła..
                          jadłaby dżem..."

                          erillsstyle.wordpress.com/
            • 16.08.10, 16:19
              Wnikliwa obserwacja może pomaga, ale to za mało.
              Wyobraź sobie, że rozważasz zostanie marynarzem życie na morzu, a decyzja ma być
              na całe życie. Nie zaobserwowałaś u siebie choroby morskiej...jak dotąd. Pływasz
              na statku prawie codziennie przez kilka godzin i kilka razy pływałaś cały
              weekend i z twoim zdrowiem jest ok. I masz opcje popłynąć na pół roku i zobaczyć
              czy to życie dla Ciebie czy nie, albo decydujesz się od razu ale z ryzykiem, że
              może się okazać, że twój błędnik ma wytrzymałość na bujanie przez miesiąc lub
              dwa, a resztę życia spędzasz zmagając się ze skutkami choroby morskiej.
              Po prostu nie wszystkie cechy partnera da się poznać bez mieszkania razem i nie
              zawsze da się poznać swoją odporność na cechy których jesteśmy świadomi.
              Niektórym może się wydawać, że wytrzymają np z pedantem, a na później okazuje
              się, że po pół roku bycia pouczanym w temacie porządków mają zszargane nerwy i
              stany lękowe...ktoś inny będzie z pedantem szczęśliwie żył latami. Albo np
              randkując jest ciężko wykryć osobowość wymagająca stałej uwagi, bo randki czy
              wspólne weekendy właśnie służą do skupiania się na partnerze i nie widzimy w tym
              nic niepokojącego...pierwsze miesiące zamieszkiwania też nam to nie przeszkadza,
              bo miodowy miesiąc i tacy zakochani jesteśmy...a później zaczynamy się czuć jak
              zaszczuci, bo żeby pobyć sami ze sobą musimy zamykać się w kiblu na klucz,
              słuchając z drugiej strony "bo ty mnie już nie kochasz".
              Jest wiele cech drobnych, do których można przywyknąć, ale są też takie, które
              naszą konkretnie ukształtowana już psychikę mogą zniszczyć, a w tedy i z miłości
              i ze związku zostają zgliszcza.
          • 16.08.10, 10:40
            Nie muszę z kimś dzielić całego lub prawie swojego wolnego
            > czasu, żeby tworzyć udany związek.

            mieszkanie razem wcale nie oznacza dzielenia calego czasu razem.
            a w jakim celu? panna napisala o mieszkaniu PRZED SLUBEM czyli zaklada,
            ze jakis slub w przyszlosci bedzie, a nie cos na ksztalt bohemy.
            • 17.08.10, 07:18
              Ale ja się nie odnosiłam w swoim poście bezpośrednio do mieszkania przed ślubem,
              tylko ogólnie do zjawiska par mieszkających oddzielnie.


              > mieszkanie razem wcale nie oznacza dzielenia calego czasu razem.

              Napisałam "całego lub prawie całego WOLNEGO czasu". Przecież wracasz z pracy do
              domu i druga połówka też wraca z pracy do domu. Chyba że przez 5 dni w tygodniu
              biegacie na jakieś oddzielne zajęcia, a weekend wyjeżdżacie gdzieś osobno. Albo
              jedno z was pracuje do nocy.


              --
              "Co to jest kokieteria? Można by chyba powiedzieć, że jest to takie zachowanie,
              które ma temu drugiemu dać do zrozumienia, że zbliżenie seksualne jest możliwe,
              przy czym ta możliwość nie może nigdy wyglądać jak pewność." M. Kundera
        • 16.08.10, 10:34
          szalenstwo.mam.we.krwi napisała:

          > małżeństwo nie różni się od "chodzenia".

          no fakt, związek trzynastolatki z czternastolatkiem, którą on
          poprosił o "chodzenie" a ona się zgodziła i poszli do kina a
          następnie na lody, które on stawiał, a potem on ją odprowadził do
          domu przed dziewiątą i musnął ustyma jej policzek ale tak, żeby tata
          nie widział, a jej serce zabiło żywiej, niczym się od małżeństwa nie
          różni. LOL
          • 16.08.10, 11:14
            określenia "chodzenie" użyła forumka potu wyżej. ja powieliłam tę
            przenośnię. oczywiste jest ze chodzi o związek dojrzałych ludzi, nie
            będących po ślubie.
            • 16.08.10, 13:34
              a ja myslalam ze chodzenie to taki odpowiednik slowa dating czyli
              jeszcze zaden zwiazek. ale jest to kwestia interpretacji mialam
              kiedys kolezanke ktora uwazala ze druga randka to juz zwiazek :-)
              • 16.08.10, 14:51
                niezle :) druga randka to związek? a 10 to może oświadczyny? ;) hehe
    • 17.08.10, 09:18
      chyba nie jesteś do tego zmuszana?
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.