przebiegła szwagierka/nielojalny mąż co robić???? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Sama juz nie wiem co o tym wszyskim myśleć...
    Mam problem z mężem i być może powinnam pójść do psychologa ale
    najpierw pytam Was...
    Nasz związek określa się jako: kobieta po przejściach, mężczyzna z
    przeszłością. Ślub kościelny wzięliśmy rok temu i w ten związek
    weszłam po rozwodzie z poprzednim mężem i córką 6-latką.
    Mojego męża poprzednia narzeczona zostawiła 2 tygodnie przed ślubem.
    Mój mąż wywodzi się z patologicznej rodziny: ojciec bił i pił, matka
    też pije, brat jest narkomanem. Jest jeszcze siostra, starsza od
    mojego męża o rok, z którą wspólnie znosili dole i niedole. Na
    początku naszej znajomości wydawało mi się to urocze - kochające się
    rodzeństwo, ona ma męża, nie ma dzieci, mają ze sobą kontakt pomimo
    500 km odległości, która ich dzieli.
    Zanim się sparowaliśmy istniała między nami zależność słüżbowa - ja
    go wprowadzałam - byłam jego mentorem, on moim pojętnym uczniem.
    W końcu bardzo mi pochlebiało, że mnie adoruje. Szczególnie, że
    zawsze byłam takim "gorszym towarem" - rozwódka z dzieckiem. Byłam w
    szoku jak ukrywał to przed rodzicami - wtedy jeszcze nie wiedziałam,
    że to taka patologia... Pojechał do rodziców z siostrą, coby
    powiedzieć z jaką to pannę sobie wynalazł... Zostałam zaakceptowana,
    więc się zaręczyliśmy i ... nagle dostałam udaru mózgu. Na szczęście
    konsekwencje już dziś potrafię zaakcptować - w końcu da się żyć bez
    widzenia połowy świata....
    I tu się zaczął problem... Od momentu udaru moja szwagierka i jej
    mąż nie odezwali się do mnie słowem, nigdy nie zadzwonili, nie
    zamienili jednego słowa. Mieli za to świetny kontakt z moim wówczas
    narzeczonym... Dzwonili do siebie codziennie. Oni pytali jak ja się
    czuję a on im odpowiadał.
    W końcu siostra mojego męża zaczęła wywierać nacisk na mojego męża,
    żeby zaprosić na ślub i wesele brata narkomana, choć wcześniej
    ustaliliśmy, że go nie będzie. Mój narzeczony zaczął naciskać, choć
    nie rozumiałam motywacji - przecież rozmawialiśmy i ustaliliśmy, że
    go tu nie będzie.
    Na dwa dni przed ślubem sytuacja stała się nieznośna, więc
    zadzwoniłam do niej i powiedziałam, żeby nie wtrącała się w sprawy
    moje i mojego narzeczonego. Wcześniej potwierdziłam fakty. Po
    rozmowie ze mną zadzwonił do mnie jej mąż... Nikt nigdy nie
    potraktował mnie tak jak on wtedy.... Nie wiedział jak wyglądała
    nasza rozmowa - wystarczył mu fakt, że jego żona płacze.
    Mój przyszły mąż nie zareagował, w końcu dla niego nie było to aż
    tak ważne, że ja płaczę.
    Tak jak pisałam na początku - dalej nie dam rady. Mój mąż utrzymuje
    kontakt z nią w tajemnicy. Rozmawiają ze sobą kilka razy w tygodniu,
    następnie kasuje połączenia, żebym nie daj Boże się nie połapała...
    Kłamie, kręci, nie rozumie jak tłumaczę mu, że jest nielojalny...
    Twierdzi, że ja przesadzam a jego siostra jest taka delikatna...
    Może by mnie to nie wkurzało, gdyby nie fakt, że kiedy ona miała
    problemy z mężem i zdrowiem dzwoniłam do niej i pocieszałam - prosił
    mnie o to mój mąż.
    Nie wiem co robić.... Rozwieźć się kolejny raz???

    • Zastanów się, o co masz pretensje i do kogo. Piszesz o tym, że wasza relacja
      była: mistrzyni-uczeń, a teraz żądasz relacji: białogłowa-rycerz. Niewykonalne.
      On nie dorośnie. Możesz jedynie kazać mu zastanowić się nad tym, czy dla niego
      ważniejsza jest siostrunia czy rodzina, a tą rodziną jesteś teraz ty.
      Wpienia mnie moja szwagierka, bo mój brat jest permamentnie przez nią
      kontrolowany, czy aby nie mówi zbyt wiele o jakichś naprawde nieważnych
      pierdołach typu: a kosmetyczka powiedziała dziś mojej żonie to czy tamto, a przy
      tym ani ja, ani moi rodzice nie wtrącają mu się w małżeństwo, ja mieszkam 600 km
      od niego, rodzice ponad 100. Może i ty najchętniej miałabyś pod kontrolą rozmowy
      męża z siostrą? Czy naprawdę te rozmowy zagrażają waszemu małżeństwu?
      Nie jestem twoją szwagierką ani nie znam twojej szwagierki, ale wina rzadko jest
      po jednej stronie.
      --
      Drogi Moje nie są drogami waszymi, ani ścieżki wasze nie są Moimi ścieżkami.
    • to straszne ze doprowadzilas do tego ze maz sie boi przy tobie rozmawiac z
      wlasna rodzina.

      Ja na Twoim miejscu bym wspierala ich relacjie.

      Ona nie ma z Toba wiezi krwi i nie musi dzwonic.

      Jestes chyba jakims potworem.

      Powiem ci, ze ja ze swoimi zonatymi bracmi mam swietny kontakt i rozmawiam
      z nimi czesto. Z ich zonami nie. Po prostu nie mam z nimi takiej chemi,
      moich braci znam, zon tak sobie. I wiesz co? to jest ok. Wspieram ich
      malzenstwa, i jak doradzam to zawsze aby im obydwu bylo jak najlepiej.

      Zmierzasz i tak ku rozwodowi, bo kto wytrzymalby taki zwiazek, gdzie
      zaborcza zona nie pozwala rozmawiac z wlasna siostra?
      • Nie miala baba problemu, to go sobie znalazla i rozdmuchala do
        mozliwie najwiekszych rozmiarow.

        Moze ja jakas durna jestem ale nigdy nie interesowalo mnie to jak
        czesto i o czym moj maz rozmawia ze swym rodzenstwem, rodzicami,
        powinowatymi i pociotkami.
        Putain! Ludzie to maja problemy !

        --
        Et voici...
        La fin du bal
      • Być może jestem potworem. Nie twierdzę, że tak nie jest. Pytam Was o
        opinię, nie prosiłam o ocenę.
        Akceptuję fakt, że można mnie nie lubić. Nie rozumie postępowania
        mojego męża i dlatego pytam Was.
        Moja szwagierka była ze mną w dobrym bezpośrednim kontakcie - w
        końcu jak miała problem z mężem wyżalała mi się bez ogródek. Nagle
        przestała kontaktować się ze mną, po moim udarze. W czym tkwi
        problem - tego nie wiem. Wiem jedno - gdyby to była moja siostra
        zależałoby mi na wyjaśnieniu problemu. Mojemu mężowi nie. Do niego
        mam pretensje nie do niej.
        • byc moze tak pokierowalas sprawe, ze wyjasnic juz sie nie da. Moze zbyt
          bardzo zepsulas, za daleko sie posunelas.

          Ja na Twoim miejscu bym zrozumiala swoja wine w tym wszystkim, przyznala
          sie do swoich slabosci przed soba, potem przed mezem, a potem, juz z
          czystym sumieniem zrobila obiad dla wszystkich (i bez wyrzutow jezeliby
          odmowili za pierwszym czy drugim zaproszeniem), i tam oficialnie poprosila
          abyscie zaczeli relacjie od nowa.

          Kobieto, to jego siostra, co ty od niego chcesz? Na tym swiecie biedak
          nie mial normalnej rodziny, to jest jedyna krew jego ktora jeszcze ma.
          Jakby jej sie cos stalo to bylby absolutnie sam na tym swiecie (chodzi mi
          o krew, o kogos bliskiego, rodzine). Ty juz myslisz o rozwodzie i go
          meczysz, a siostra zawsze byla i go nie opuscila.

          Mysle ze ty powinnas miec wiecej empatji, popatrz na niego przez pryzmat
          jak dorastal, w jakim srodowisku sie wychowal (nie oceniajac, tylko
          patrzac z empatjia), i jezeli w sercu nie poczujesz ze zle zrobilas
          zabraniajac mu kontaktow (a by nie chowal sie z telefonami gdybys tego nie
          zrobila) to znaczy ze go nie kochasz i w ogole nie masz serca.

          To wyglada jakbys ty sie obrazila na jego siostre i oczekujesz aby Twoj
          maz to naprawial. Zycie nie jest takie jak to sobie wymalujesz. Zycie
          jest kruche, maja udar czy cokolwiek Tobie sie stalo - powinnas bardziej
          doceniac ludzkie relacjie, zycie i w ogole.

          Ale byc moze nosisz w sobie duzo zlosci przez Twoja chorobe, i dlatego
          wyladowujesz sie na otoczeniu. Byc moze potrzebujesz psychologa aby z nim
          o tym porozmawiac. Nie trac czasu na awantury - kochaj! walcz miloscia.
          • Trochę nie rozumiem co do mnie piszesz. Tak jak powiedziałam - nie
            zabraniam mojemu mężowi kontaktu ze swoją rodziną. Uważam, że mąż
            jest po to aby wspierać swoją żonę i odwrotnie. Nie mam sobie nic do
            zarzucenia, uważam, że zrobiłam wszystko, żeby relacje z nimi były
            poprawne. Tak jak powiedziałam - nie mam pretensji do niej - mam
            pretensje od mojego męża. Uważam, że on powiniem zadbać o mnie i dać
            mi poczucie bezpieczeństwa i akceptacji. Moja choroba nie
            dobrawadziła do choroby psychicznej - bardzo zmieniła prorytety. Nie
            życzę nikomu takiego doświadczenia ale chyba łatwo wyobrazić sobie
            co można czuć leżąć na neurologii, nie widząc połowy świata i
            martwiąc się brakiem diagnozy przyczyn. Czy gdyby Twoja bratowa
            miała zawał serca to zadzwoniłabyś do niej??? Założę się, że tak.
            Tak po prostu po ludzku, żeby pogadać i dać jej wiarę, że będzie
            dobrze. Mylę się???

            • Mowisz ze nie masz zalu do niej, ale z tego co piszesz wyglada na to ze
              masz. Nie wiem czy bym zadzwonila do NIEJ, raczej nie chcialabym
              przeszkadzac. Napewno zadzwonilabym do szwagrowej meza czyli brata i
              wypytalabym sie o stan itd, przekazalabym pozdrowienia. Ostatnio moja
              szwagrowa urodzila blizniaki. Nie zadzwonilam do niej. Zlozylam
              gratulacjie dla calej rodziny dla jej meza, wypytywalam sie o zdrowie
              blizniakow bo lezaly w szpitalu bo mialy komplikacjie. Z zona nie
              rozmawialam. Wiem ze jest zajeta teraz. Pytam sie czasami czy moge jakos
              pomoc itd...ale brata, nie jej. I to nie dlatego ze jej nie lubie, po
              prostu to On jest moim bratem, i tyle. Z nia pogadam jak sie spotkamy raz
              na PARE LAT!!!

              Pamietaj ze Twoja relacjia z nia to jest Twoja relacjia z Nia. Twoj maz
              nie ma nic do tego. Rozumialabym ciebie gdyby Twoja szwagrowa podkladala
              bomby czy zdechle szczury pod Twoja wycieraczke, ale tego nie robi, wiec
              co ma Twoj maz do Waszych relacji????

              Oczekujesz po prostu od meza czegos, w co nie powinien byc wplatywany, a
              zostal przez Ciebie.

              Oczekiwalas opini i ja masz. To jest moje spojrzenie na taka sytuacjie.

              Twoja relacjia z mezem powinna byc tylko miedzy Toba a Mezem, i nikogo nie
              powinnas wtracac do Waszego zwiazku.

              To, co robisz tylko WAM szkodzi. Zrozum to wreszcie.
              • Naprawdę???? Nie wierzę... Jak umrze jej mama to też nie zadzwonisz???
                Jeśli tak to rozumiem Twój ton. Nie zapominaj jednak, że ja miałam
                kontakt z nią, nawet byłyśmy razem na wakacjach. Nagle się skończyło.
                Nie ja ponoszę winę i nie ja czuję się winna. Czuję, że mój mąż nie
                jest lojalny wobec mnie i z tym mam problem. Szwagierka, która olewa
                swoją bratową jest zerem i nie jest warta mojego komentarza. A Ty
                oceniasz, niestety. Jakoś nie umiesz wyjść z roli szwagierki, właśnie,
                i spojrzeć na to obiektywnym okiem....
                • ale ja osobie nie mysle jako o szwagierce, ja mysle o sobie jako o
                  siostrze.

                  Przestan myslec co ktos powinien zrobic. Jest jak jest.

                  Lepiej zajmij sie swoim malzenstwem, waszymi relacjiami, a nie tym co jego
                  siostra robi czy nie robi.

                  Mysle ze duzo problemu z tym ze ona do ciebie nie dzwoni to ty, i jak
                  zareagowalas na jej brak kontaktu z Toba. czujesz sie odrzucona,
                  odizolowana i myslisz ze to przez swoja chorobe. Ale byc moze jest to
                  przez Twoje zachowanie i jak TY myslisz ze powinno byc. Mowie ci, szkoda
                  zycia waszego.

                  widzisz ze kazdy ci mowi ze Twoje zachowanie jest nietaktowne, ale ty sie
                  tym bulwersujesz. pytalas o opinie i ja dostalas, sorry, ze nie taka jak
                  mialas nadzieje.

                  nie mozesz wymuszac zachowania od innych gdyz TY myslisz ze tak powinno
                  byc. Moze ty mialas inne wychowanie, ale co to tobie dalo? rozwod i
                  nastepny potencjialny rozwod??? byc moze cos jest z Twoim rozumowaniem
                  nie tak, a nie z calym swiatem. zastanow sie nad tym mocno.

                  • Wiesz co?? Wkurza mnie w jaki sposób oceniasz to co napisałam. Nie
                    masz bladego pojęcia o chorobie i jej konsekwencjach. Nie pytałam
                    Cię o ocenę, pytałam o opinię o podzielenie się doświadczeniem a Ty
                    ciągle szukasz problemu we mnie. To jest nie fair. Jeśli masz męża
                    to oczekuję od Ciebie dzielenia się doświadczeniem a nie mądrych
                    monologów. A na pewno nie oceny mojego pierwszego małżeństwa -
                    prawdopodobnie nie masz pojęcia o czym mowa. Tym bardziej nie masz
                    prawa wypowiadać się na ten temat - tym bardziej, że tego od Ciebie
                    nie oczekuję. Wiec, tego się nie czepiał - powiedzialam o tym aby
                    podać kontekst. Przyjaźnię się z moim byłym mężem i rozmawiamy ze
                    sobą przynajmniej 60 min. tygodniowo. Wiele nas łączy - choćby
                    wspólne dziecko i pomysł na jego wychowanie. Z rodziną mojego byłego
                    męża mam świetne kontakty, z jego 2 siostrami wyśmienite.
                    O co więc chodzi??? O to jak rozmawiać z mężem, bo rozstanie byłoby
                    dla mnie życiową porażką....

                    • Ale ja Ciebie nie ocenieam, a zaledwie mowie swoja opinie o calej tej
                      sytuacji. Widocznie jezeli ktos ma sprzeczny swiatopoglad od Twojego -
                      to nie ma prawa sie wypowiadac.

                      Ciagle mowisz: Twoja choroba, Twoja wizjia, Twoje wychowanie, Twoje
                      oczekiwania, Twoje wymogi....Nigdy nie wspomnialas o potrzebach meza. A
                      malzenstwo to partnerstwo.

                      Rozumiem, jestes zla ze Tobie choroba sie przydarzyla, rozumiem ze jest
                      ciezko, rozumiem ze nosisz zlosc w sobie, rozumiem ze jest ci ciezko z
                      tym, i rozumiem ze napewno na to nie zasluzylas. Ale stalo sie.

                      Ja jestem mezatka, jestem ze swoim partnerem troche juz ponad dekade,
                      wiec mysle ze moge powiedziec ci swoja opinie jako mezatki. Czy ty z
                      jakims facetem tyle przezylas?

                      O co Tobie chodzi? Zastanow sie.

                      Czy chcesz zostac podwojna rozwodka z dzieckiem???

                      Jezeli to jest Wasz najwiekszy problem to jestes szczesciara. Jednak
                      mysle ze podswiadomie sa o wiele wieksze problemy i niewypowiedziane
                      zale.

                      Nie kazda rodzina musi sie zachowywac tak jak ty myslisz ze powinna.

                      Pomysl czasami ze moze nie masz racji? wiem, to trudne dla nas kobiet,
                      bo ja kiedys tez myslalam ze kobieta w zasadzie zawsze ma racjie, ale
                      wyroslam z tego.

                      To jest wlasnie moja opinia: ze wina lerzy w Twoim stosunku do calej
                      tej sytuacji. Nie oceniam ciebie. Po prostu chcialabym abys byla
                      szczesliwa ze swoim mezem. Chce abys pogodzila sie z tym co sie tobie
                      stalo (jakkolwiek byloby to niesprawiedliwe). Chce abys sie wkoncu
                      usmiechnela.

                      Od ciebie zalezy czy swiatelko w Tobie sie zapali czy nie. Nie zlosc
                      sie ze pisze cos, z czym sie nie zgadzasz.
                      • Mylisz fakty. Nie użalam się nad sobą i nie robię tragedii z faktu,
                        że miałam udar. Wielu ludzi z mojego otoczenia nie ma o tym pojęcia
                        i mieć go nie będzie, bo to moja sprawa i tyle.
                        Kwestia choroby jest kontekstem i powtarzam po raz wtóry: nie ma
                        obowiązku lubienia mnie. Jest za to obowiązek szczerych relacji
                        pomiędzy dwojgiem bliskich sobie osób, którzy ciągną za sobą ten
                        wózek... i którzy ślubują sobie miłość, wierność i uczciwość
                        małżeńską.
                        Być może jestem zerojedynkowa i być może traktuję życie zbyt
                        dosłownie ale ono mnie też nie oszczędzalo. \
                        Nie spotkałaś mnie po to, aby wysłuchać moich żali ale po to, aby
                        tak jak za dawnych lat, podczas rwania pierza, podzielić się radą i
                        opinią, bez oceniania mnie. Tyle. Jeśli tego nie pojmujesz - trudno.

                        • No i dalam Ci swoja opinie. To, co z nia zrobisz to Twoja sprawa.

                          Jezeli z mezem macie problem z miloscia, wirnoscia i uczciwoscia
                          malzonska to musisz porozmawiac o tym ze swoim mezem.

                          Problem zazwyczaj nie lerzy po jednej stronie, wiec zastanow sie co TY
                          w ten zwiazek zlego wnosisz i wyeliminuj Twoj udzial a byc moze
                          zostanisz zaskoczona ze maz sam z siebie wyeliminiuje swoj.

                          Moze terapia malzenska?

                          Nie mowie ze uzalasz sie nad soba. Wlasciwie mysle ze pewnie jestes
                          dzielna odoba noszaca wszystko na swoich barkach, i pewnie stad sie
                          bierze Twoj bol i zal i gniew. Ale to nie jest zwiazane z jego
                          postepowaniem ze swoja siostra. Pewnie po prostu wyzywasz sie na tej
                          sytuacji, a podloze jest glebiej ukryte.

    • Czy Twoj maz wie ze jest DDA, czyli Doroslym Dzieckiem Alkoholika?
      Przeszedl terapie?
      Jesli nie - ja bym zaczela od terapii grupowej, inaczej bedzie Wam
      trudno stworzyc trwaly zwiazek.
      • Mówiłam mu o tym, wskazywałam literaturę - bez skutku...
        Rozumiem, że nigdy nie pojmę tych relacji. Nie rozumiem, jak to
        możliwe, że on nie dostrzega problemu.
        To mie jest do końca tak, że ja go kontoluję. Tak nie jest. On sam
        pokazuje mi komórkę twierdząc, że nie utrzymuje kontaktu - co nie
        jest dla mnie problemem. Chcę pozanać Waszą opinię do jakiego
        momentu możemy mówić o lojalności a kiedy ona się kończy????
        Przecież ja z nią miałyśmy dobry kontakt do momentu mojego udaru...
        Nie trzeba być geniuszem, żeby pojąć, że coś jest nie tak.... Było
        dobrze i nagle jest źle??? Nagle, po takiej ciężkiej chorobie, kiedy
        wsparcie jest niezbędne, nie dzwoni do mnie na 2 minuty???? Jak to
        można interpretować??
        • Może nie chce cię urazić, a nie wie, jak się zachować.
          --
          Drogi Moje nie są drogami waszymi, ani ścieżki wasze nie są Moimi ścieżkami.
          • A wcześniej wiedziała jak??? To chyba nie o to chodzi... Napisałam,
            że jest przebiegła, bo uważam, że nie wyraża się o mnie źle. Sądzę,
            że to fatalna partia: rozwódka, z dzieckie, po udarze - gorzej być
            nie może ... Wie, że bezpośredni atak na moją osobę wobec mojego
            mężą były błędem i woli zrobić to inaczej. Czuję się z tym źle -
            izolowana, spychana na margines, bez jednego dobrego słowa ze strony
            jego rodziny po takiej ciężkiej chorobie - nie rozumiem tego. Mój
            pierwszy mąż okazał się być homoseksualistą, choć lojalnym do końca.
            Wierzyłam, że jak po ślubie, kościelnym, to do końca....
            • A nie mozesz jej o to zapytac osobiscie?
              Gdzie jest naopisane, ze twoje relacje ze szwagierka musza
              przechodzic przez twojego meza? Nigdzie!

              A to, ze sa sobie bliscy jest zrozumiale: razem przezyli pieklo i
              obojgu udalo sie z niego wyrwac. W glebi duszy sa przekonani o tym,
              ze nikt na swiecie nie zrozumie ich - i ich przezyc, strachow i
              obaw - jako oni sami, bo przezywali to wspolnie. Nawykli do
              wzajemnego wspierania sie w sytuacjach trudnych i tak im juz
              zostalo. Powinnas starac sie to zrozumiec i bardzo, bardzo
              delikatnie pokazac mezowi, ze i w tobie moze miec wsparcie.

              --
              Et voici...
              La fin du bal
              • Uważam, że jak się ma 38 lat i różne doświadczenia za sobą to można
                wypracować sobie pogląd na świat i związki.
                Pytam Was, bo zderzamy się z moim mężem i ja nie rozumiem... Mój
                tata chronił nas i moją mamę - to ona była najważniejsza. Choć
                pobrali się jak mieli po 20 lat to byli dojrzali w związku. Nie
                rozumiem ale cieszę się, że pokazujesz mi taką perspektywę, dlaczego
                miałabym zapraszać ją na obiad???? Nie czuję się winna lub też
                odpowiedzialna za to co się stało. Zresztą szukam porozumienia i
                zrozumienia z mężem nie ją.
                • Niby wyraznie widzisz roznice miedzy meza a wlasnym swiatem i
                  rodzina, a wyglada na to, ze nie mozesz zrozumiec, ze jego swiat
                  jest inny. W jego swiecie ochrona i wsparcie to siostra i vice versa.
                  Badz cierpliwa i daj mu czas.
                  Rozumiem, ze wychowalas sie w innym modelu rodziny ale jako osoba
                  juz naprawde dobrze dorosla powinnas dostrzec roznice miedzy waszymi
                  swiatami. Chcesz byc najwazniejsza, a podswiadomie czujesz
                  konkurencje siostry meza z ktora dyskutuje, rozmawia, zwierza sie
                  itp. Zapominasz o tym, ze ich wiez zaufania trwa od lat, ze przez
                  lata byli dla siebie ostoja.
                  Piszesz: Zresztą szukam porozumienia i zrozumienia z mężem nie
                  ją.


                  Jesli waszym jedynym problemem sa mocne wiezi laczace meza z
                  siostra, to problem lezy po twojej stronie. Wiedzialas za kogo
                  wychodzisz za maz, mam wiec nadzieje, ze wiedzialas jakie moga byc
                  skutki powstale w psychice twego meza i jak z nimi zyc we dwoje.

                  --
                  Et voici...
                  La fin du bal
                  • Kurcze, naprawdę staram się zrozumieć to co do mnie piszecie i
                    niestety przyznam, że nie rozumiem... Dlaczego jest tak, że ja mam
                    być pełna współczucia i zrozumienia??? Nie wiedziałam w jaki pakuję
                    się związek, bo długo nie wiedziałam w jaką rodzinę wchodzę... Nie
                    zmienia to faktu, że facet 38-letni, którego panna olała na 2
                    tygodnie przed ślubem musi myśleć i odpowiadać sobie na pytania co
                    jest w życiu ważne?? Po co to wszystko??? Czemu ma służyć???
                    A nawet gdyby, dlaczego mam go usprawiedliwiać i wiecznie tłumaczyć?
                    ?? Jestem po udarze - jak widać dla wielu to problem - zarabiam 2x
                    tyle co mój mąż. Rozwijam się, wspieram go zawodowo. O co chodzi??
                    Pytam Was tylko: gdzie kończy się lojalność??? a zaczyna paranoja???
                    Czy jeśli szwagierka, która do tej pory była przyjaciółką nagle mnie
                    olewa to jest to tylko mój problem, czy też problem naszego związku?
                    ??
                    • > Czy jeśli szwagierka, która do tej pory była przyjaciółką nagle mnie
                      > olewa to jest to tylko mój problem, czy też problem naszego związku?
                      > ??

                      to tylko Twoj problem. Wiem ze strata przyjaciela jest bolesna, to prawie
                      jak stracenie partnera. Ale to jest tylko Twoj problem. NIe meza.
                      • Wiesz co? Zaczynam podejrzewać, że jesteś siostrą mojego męża lub
                        szwagrem tegoż. Dla Twojej wiadomości PRZESZŁAM TERAPIĘ i wiele się
                        o sobie dowiedziałam w jej trakcie. Przede wszystkim tego, że w
                        życiu ma być prawdziwie a nie pięknie. Dlatego, proszę, nie wmawiaj
                        mi, że to ja mam problem, bo zacznę podejrzewać, że problem masz Ty.
                        Nie odwołuję się do prawd ukrytych ale do prawd uniwersalnych:
                        jesteś człowiekiem to wspierasz innego w potrzebie. Tak, czy nie?
                        Nie chciałabym być z Tobą w jakiejkolwiek relacji, jeśli więzy krwi
                        są dla Ciebie najważniejsze. Paradoksalnie ja otrzymałam najwięcej
                        wsparcia od osób, które trudno byłoby nazwać przyjaciółmi... A
                        problem mam z mężem, bo on uważa, że wszystko jest ok a ja mam
                        paranoje...\
                        • Moze masz paranoje. Zastanawialas sie nad tym?

                          Nie, nie jestem Twoja szwagierka. NA SZCZESCIE !!!!
                          --
                          http://fotoforum.gazeta.pl/photo/6/hi/yi/6hgt/hIiAes9vAO4HziC0lX.jpg

                          Lepszy rydz niz nic.
                          • Owszem. Nawet wspólnie z terapeutą, jeśli dla Ciebie ma to
                            jakiekolwiek znaczenie. Paranoje to termin naukowy, jeśli nie znasz
                            jego znaczenia odsyłam do prasy fachowej. Nie o nią Cię pytam a o
                            różnicę, w rozumieniu potocznym, pomiędzy lojalnością a paranoją na
                            jej punkcie. Jasne?
                            • NIe, nie jest to dla mnie jasne. Twoj maz nie postepuje NIE-lojalnie
                              gdy nie wtraca sie pomiedzy Twoje relacjie a relacjie jego siostry(
                              zupelnie oddzielnej osoby od Waszego loza). Paranoja jest to ze tyle
                              nad tym rozmyslasz i zmuszasz go aby bral udzial w Twoich wymyslonych
                              problemach i wojnach.
                              • Wiesz co, dziwacznie to wszystko opisujesz... Zupełnie nie ma w tym
                                logiki. Na każdy post odpowiadasz inaczej. Małżeństwo rozumiem tak
                                jak widziałam w domu i jak opisywał ksiądz na naukach
                                przedmałżeńskich. Małżeństwo to jedność i współodpowiedziałność, to
                                właśnie miłość, wierność (nie tylko ta fizyczna ale również
                                psychiczna) i opowiedzialność małżeńska. Nie rozumiesz tych
                                definicji, znaczy nie pamietasz tego co mówił ksiądz, u nas
                                wyjaśniał to dość dokładnie. Czuję się oszukiwana w związku.
                                Rozmawiałam o tym z meżem, on uważa, że rozumie, że jego siostra
                                zrobia źle ale to dalej jest jego siostra i koniec. Dla mnie to brak
                                lojalności wobec drugiej osoby. Nie potrafię wyobrazić sobie
                                sytuacji, że kontaktuję się z osobą, która nie akceptuje mojego
                                męża. Koniec tematu, koniec znajomości. Jakie to ma znaczenie kto
                                jest kim dla kogo?? Dla mnie to ŻADNA RÓŻNICA. Pytam, bo brakuje mi
                                sił i argumentów. Uważam, że siostra mojego męża manipuluje nim a on
                                się daje. Nie pasuje jej taka żona - po rozwodzie, z dzieckiem, po
                                udarze, nie mogaca mieć więcej dzieci ze względu na stan zdrowia.
                                Nie mam żalu ani ukrytych pretensji do świata. Tak być musiało ale
                                mam odwagę sprzeciwić się tak jak wtedy gdy leżałam (ZAWSZE PISZE
                                SIĘ PRZEZ Ż Z KROPKĄ) w sali poporowej po cesarce. Pani ordynator
                                zawsze twierdziła, że mamy z innymi dziewczynami depresje
                                poporodową, kiedy mówiłyśmy o twardych faktach a ona twierdziła, że
                                jej ogląg, czyli interpretacja są prawdziwsze. I nie było o co
                                kruszyć kopii, bo z debilami się nie wygra. Tam ratowała
                                tymczasowość sytuacji.
                                Tobie życzę, abyś w sytuacji dramatycznej przypomniała sobie o mnie,
                                bo może wtedy zrozumiesz. Jak Ci zachoruje dziecko, ty zachorujesz
                                lub Twój mąż. Daj wtedy znać, na pewno dam Ci wsparcie.
                • dlaczego
                  miałabym zapraszać ją na obiad???? Nie czuję się winna lub też
                  odpowiedzialna za to co się stało.
                  a musisz? nie mozesz wyciagnac pierwsza reki?
    • Obchodzą się z tobą jak z jajkiem forumowiczki.
      Dziewczyny piszą ci prosto zwięźle a ty nie kumasz. Czego nie kumasz?

      Ani jednego dobrego słowa nie napisałaś o mężu. Pomijam "pojętny uczeń".
      Uważasz go za tak samo patologicznego jak jego rodzinę. Niby piszesz ,że nie
      zasłaniasz się chorobą a robisz to na każdym kroku. Traktujesz go jak towar z
      jakiejś tandetnej wyprzedaży który ci się trafił.
      O wszystko pretensje i żale masz. Bo on to,bo szwagierka tamto.
      Masz do niego pretensje tak jak i do jego rodziny ale już wprost nie potrafisz z
      nimi o tym porozmawiać. Dokładnie robisz to samo o co masz pretensje do własnego
      chłopa.
      No wprost ci powiem,że żona z ciebie marna ale tak marna jak i obiekt twojego
      wyboru.
      Zstąp na ziemię księżniczko i zastanów się czy kochasz męża? Zastanów się czy
      zależy ci na tym małżeństwie czy zwyczajnie tylko musisz mieć chłopa cobyś nie
      była gorszym towarem dla swojego środowiska.
      Jeśli ci zależy choć trochę to zrób tak jak pisał ci tu ktoś.
      Zaproś wszystkich na obiad i wyjaśnijcie sobie wszystkie żale.
      A jak masz pisać takie bzdury jak
      "dlaczego miałabym zapraszać ją na obiad???? Nie czuję się winna lub też
      odpowiedzialna za to co się stało. "
      To weź nie marudź i żyj sobie jak żyjesz pełna jadu i nienawiści. Rozwiedź się i
      daj chłopu znaleźć sobie jakąś normalną babkę która go będzie szanować a przede
      wszystkim kochać.
      A i nie zawracaj ludziom dupy!.




      --
      "Był romantyzm, był pozytywizm.. a teraz to chyba kur-wizm jest"
      zabrali.pl/
    • To Ty jesteś przebiegła i nielojalna.
    • No, to może tak:
      1. mąż głupek,
      2. jego siostra wredna żmija,
      3. ty biedna i opuszczona.
      Lepiej?
      --
      "...takie widzi świata koło, jakie tępymi zakreśla oczy."
    • Dziewczyno. Masz duzy problem. Ze sobą. Współczuję choroby. Ale Ty z niej
      robisz swoja tarczę i wymówke swoich fochów.
      Jestes pełna żalu, pretensji do całego świata.Choroba Cie ograniczyła. I to
      jest do pewnego stopnia zrozumiałe. Ale też traktujesz wszystkich (tez
      ludzi z tego forum) jako wrogów. I to juz jest nie teges.
      Być może w przypadku poważnych chorób opieka psychologiczna/psychiatryczna
      powinna byc standardem i to jeszcze w szpitalu? W ogóle gadał ktos z Toba w
      szpitalu na ten temat? Moim zdaniem powinnaś poszukac pomocy
      psychologicznej. Bo cos jest nie tak.
    • ja to widzę tak : kręciło cię że facet cię podziwia, kręciła cię
      władza jaką masz nad nim. I ups, nagle się okazało - zaproszenie
      brata na ślub - i twój mąż staje po stronie siostry.
      Trochę nie ze swojej winy ale z pobudek jak najbardziej płytkich
      (władza zwana przez ciebie lojalnością ;)) dałaś się zapędzić w
      pułapkę, wytaczasz najcięższe działa - rozwód - tylko po to żeby
      przywołać męża do porządku. Nie wiem, czy masz szansę wyjść z tego z
      twarzą, choroba to zasłona, kolejna karta przetargowa w walce o
      pozycję wobec rodziny męża. Jego siostra nie dzwoni ze wzglądu na
      tego brata, a nie twoją chorobę. Jesli kochasz męża to powolutku
      wycofuj się na dawne pozycje, zacznij od krótiego komunikatu, nie
      musisz kasowac połączeń, akceptuję że dzwonisz do siostry. Mąż to
      nie piesek, którego wytresujesz.
      • Rozumiem. Przyjmuję wszystko na klatę. Zalogowałam się, bo
        chciałam pomocy. Nie umiem w kilku zdaniach zawrzeć tego
        wszystkiego co czuję w związku z tą całą sytuacją, bo jest mi
        naprawdę trudno. Mojego męża kocham i nie chcę rozstania, gdyby
        było inaczej nie pisałabym tego i nie szukała pomocy. Może
        powinnam była napisać, że jest wspaniałym facetem już wcześniej
        ale było to takie oczywiste. Prosiłam o pomoc anonimowo, bo tak
        jest łatwiej. A nie rozumiem tylko jednej rzeczy: jak powinien
        się zachować mój mąż względem całej tej sytuacji? Pytam Was, bo
        nie chcę się zacietrzewić i okopać w swoim narożniku. Nie
        oczekuję pochwał ani kolejnych razów - poproszę o Waszą opinię. \

        I ups, nagle się okazało - zaproszenie
        > brata na ślub - i twój mąż staje po stronie siostry.
        To nie było tak. Rozmawialiśmy z moim mężem na ten temat długo,
        bo wcześniej na weselu tejże właśnie siostry ten brat narobił
        strasznych przykrości, z kradzieżą włącznie. Pół roku przed całą
        tą sytuacją brat pobił mojego męża i te dwie rzeczy zadecydowały
        o takiej decyzji.
        Ustaliliśmy to razem. Siostra zaczęła naciskać ok. 2-3 dni przed
        uroczystością.
    • Wszyscy Ci tlumacza jak krowie na rowie, a Ty dalej nie kapujesz.
      Tworzysz (tak, Ty!) rodzine patologiczna i jeszcze szukasz
      usprawiedliwienia, i, o zgrozo!, wsparcia.

      A potem normalny czlowiek sie dziwi skad takie patologie sa na
      swiecie...

      Do lekarza, i to szybko!



      --
      cala ja dwa lata pozniej

      cala ja
    • Piszesz:

      >Mój mąż wywodzi się z patologicznej rodziny. ...
      >... Jest jeszcze siostra (...) mają ze sobą kontakt pomimo 500 km
      >odległości, która ich dzieli.

      Jak narazie ok, facet mial ciezkie zycie, na szczescie ma dobra
      relacje ze swoja siostra.

      >pochlebiało, że mnie adoruje. Szczególnie, że
      >zawsze byłam takim "gorszym towarem" - rozwódka z dzieckiem. ...

      To jest twoja opinia o sobie i swiadczy o kompleksach. Jakim gorszym
      towarem?

      >Pojechał do rodziców z siostrą, coby
      >powiedzieć z jaką to pannę sobie wynalazł...

      Dalej wydaje sie byc ok. Jestem w stanie zrozumiec, rodzina to
      trudny temat dla niego a siostra wspiera, bycmoze razem razniej tam
      jechac.

      >... nagle dostałam udaru mózgu
      >Dzwonili do siebie codziennie. Oni pytali jak ja się
      >czuję a on im odpowiadał.

      Tu nie rozumiem. Dzwonili i wypytawali o ciebie? To malo? Masz
      pretensje tylko o to ze nie zadzwonili bezposrednio do ciebie i
      trzymasz sie tego, tylko w jakim celu. Siostra wykazala
      zainteresowanie i wg mnie teraz nie wie o co ci chodzi.

      >W końcu siostra mojego męża zaczęła wywierać nacisk na mojego męża,
      >żeby zaprosić na ślub i wesele brata narkomana

      Rozumiem ze ustaliliscie ale potrafie zrozumiec ze brat np. obiecal
      sie zachowaywac w tym dniu a w koncu to brat. Na weselu mojego brata
      byl nasz kuzyn alkoholik, z ktorym bylimy bardzo blisko w
      dziecinstwie. Zaproszony z sentymentu. Dalo sie. Wszyscy wiedzieli
      jak z nim jest. Pil, tanczyl, co jakis czas na zmiane bralismy go na
      papierosa zeby go kolejka ominela. Jak juz przeholowal walnal sie na
      podlodze w pokoju hotelowym i przespal do rana. Skandalu nie bylo i
      wiedzielismy ze jedyne co moze sie stac to ze odpadnie szybko.
      Bycmoze obgadali to i stwierdzili ze da sie brata upilnowac. A w
      koncu to ich brat. Bycmoze stwierdzili ze jest szansa pokazac bratu
      ze sie calkiem nie odcieli i w razie czego sa otwarci na niego gdyby
      postanowil sie zmienic. Bycmoze liczyli ze ten gest da mu do
      myslenia. Bycmoze "nacisk siostry" to byla zwykla rozmowa, ktora ty
      nazywasz naciskiem, a twoj maz juz nie?

      >Na dwa dni przed ślubem sytuacja stała się nieznośna, więc
      >zadzwoniłam do niej i powiedziałam, żeby nie wtrącała

      I majac zalegle zale o niedzwonienie bezporednio do ciebie po udarze
      zadzwonilas by wreszcie przyczepic sie o cos konkretnego - o tego
      brata narkomana i wtracanie sie z odleglosci 500 km?.

      >Po rozmowie ze mną zadzwonił do mnie jej mąż... wystarczył mu fakt,
      >że jego żona płacze.

      Nie widze nic zlego w reakcji meza siostry z tego co opisujesz.

      >... dalej nie dam rady. Mój mąż utrzymuje
      >kontakt z nią w tajemnicy.

      To jest dziwne. Twoj maz nie powinien robic z tego tajemnicy. Jak
      najbardziej ma prawo do utrzymywania relacji z siostra z ktora jest
      blisko. Czy oczekujesz ze zerwie z nia kontakt bo ty jej nie lubisz?

      >Kłamie, kręci, nie rozumie jak tłumaczę mu, że jest nielojalny...

      W jaki sposob jest nielojalny? Ze dzwonia do siebie z siostra,
      jedynym czlonkiem rodziny ktora wyszla na ludzi? Oczekujesz ze
      odetnie sie od rodziny i bedziesz tylko ty?

      >Może by mnie to nie wkurzało, gdyby nie fakt, że kiedy ona miała
      >problemy z mężem i zdrowiem dzwoniłam do niej i pocieszałam -
      >prosił
      >mnie o to mój mąż.

      Ale ona ma inny sposob bycia i nie dzwoni bezposrednio do ciebie
      tylko pyta o ciebie w rozmowie z bratem. I o to masz pretensje. Wg
      mnie nie ma o co. Siostra moze nie jest jakos wylewna w stosunku do
      ciebie, bycmoze ma powody (obstawialabym twoje fochy i wyrzuty,
      ktorych zapewne nie rozumie) a moze po prostu ma taki sposob bycia.
      Bo, autorko watku, ludzie sa rozni!. Nie kazdy zachowuje sie tak jak
      ty, ma takie same potrzeby i sposob widzenia swiata, i to nalezy
      brac pod uwage, szczegolnie jak sie z kims wchodzi w malzenstwo.

      >Nie wiem co robić.... Rozwieźć się kolejny raz???

      Ja tez nie wiem. Bo naprawde nie widze w czym problem. Popatrz na
      twoje zachowanie oczami meza. Mial ciezkie zycie, taka siostra jest
      na wage zlota, przynajmniej ktos na kim mozna polegac, pogadac,
      utrzymac relacje rodzinna ktorej kazdy czlowiek mniej lub bardziej
      potrzebuje. A to o co ty masz pretensje jest naprawde nie tak
      istotne. I nie odbieraj tego jako atak na ciebie, piszesz na forum
      to ludzie odpisuja jak sprawe widza. I jakos tak jest ze wiekszzosc
      uwaza ze przesadzasz.

      I jeszcze jedno. Piszesz:

      >prosił
      >mnie o to mój mąż

      Czyli tez nie zadzwonilas sama z siebie tylko na prosbe meza. Czyli
      to nie jaks przyjaciolka, z ktora jestescie blisko. bycmoze maz
      pomyslal ze powinna pogadac z kobieta a nie z nim, albo mial inny
      powod aby ciebie poprosic. Trzeba bylo odmowic. Bycmoze z tego
      samego powodu siostra krepowala sie dzwonic do ciebie, pytac o
      osobiste sprawy, bycmoze aby nie sprawiac ci bolu pytaniami o
      samopoczucie itp. Jestem w stanie to zrozumiec. Sama w sytuacji
      roznych tragedii dzwonie do przyjaciol, ale przychodzi mi bardzo
      trudno, nie wiem co mowic, nie chce rozdrapywac ran, nie chce udawac
      ze nic sie nie dzieje, nie sa to latwe rozmowy. Ale robie to gdy
      chodzi o przyjaciol. Do znajomych juz nie. Chodzi mi o takie powazne
      sprawy typu smierc, czy choroba bliskich osob itp. Tak wiec, wg mnie
      siostra zachowala sie ok., dzwonila do brata, bliskiej osoby,
      wypytywala o ciebie. Bycmoze do ciebie nie miala smialosci gdyz nie
      czula ze jestescie tak blisko.

      Nie odbieraj tego jako atak, ale naprawde nie rozumiem o co ci
      chodzi. Chcialabys aby zerwal kontakty z siostra? Aby ja znielubil?
      Aby czul tak jak ty?




      • Widze, ze wacikowa zrobila porzadek i nazwala rzeczy po imieniu.
        Ja chcialam delikatnie ale nie da sie. Wie à propos twojego udaru,
        ktory spowodowal ograniczenie widzenia w jednym oku, powiem tobie,
        ze sa wieksze nieszczescia na swiecie i choroby o wiele powazniejsze.
        Ty juz nie jestes chora, masz ograniczana zdolnosc widzenia i co z
        tego?
        Mam szwagierke, ktora od dziecka nie widzi na jedno, sliczne zreszta
        oko. W zaden sposob nie przeszkodzilo to jej w zostaniu wysoko
        wykwalifikowana pielegniarka, wyjsciu za maz i wychowaniu trojki
        dzieci. Gdyby do poczatku uzalala sie nad soba jej zycie z pewnoscia
        wygladaloby inaczej.

        Przestan uwazac sie za pepek swiata i pomysl troche o innych, o mezu
        i o twoim dziecku, ktore z twojego powodu zyje w atmosferze dasow i
        niedomowien. I nawet nie staraj mi sie wytlumaczyc, ze przy dziecku
        zachowujesz pozory, bo ten typ histerycznej matki z pretensjami do
        calego swiata znam na pamiec.

        --
        Et voici...
        La fin du bal
    • Masz wyobrażenia o związku - mimo lat doświadczeń - jak mała Zosia w
      przedszkolu.

      "Kwestia choroby jest kontekstem i powtarzam po raz wtóry: nie ma
      obowiązku lubienia mnie. Jest za to obowiązek szczerych relacji
      pomiędzy dwojgiem bliskich sobie osób, którzy ciągną za sobą ten
      wózek... i którzy ślubują sobie miłość, wierność i uczciwość
      małżeńską.
      Być może jestem zerojedynkowa i być może traktuję życie zbyt
      dosłownie ale ono mnie też nie oszczędzalo. \

      Nie ma OBOWIĄZKU szczerych relacji między ludźmi, ani między rodziną
      ani między małżeństwem. Jest dobra wola utrzymywania takich relacji.
      Tylko obie strony muszą byc DOROSŁE. Bez wzgledu na rzeczywisty
      wiek. A mam wrażenie,że jestes niedojrzała do relacji z ludźmi. Jak
      sie z kimś "przyjaźnisz" to od razu zaborczo, masz wyobrażenia jak
      się ktoś powinien zachowywac i obrażasz się o to,że zachował się
      inaczej. Jak przyszła szwgierka żaliła ci się podczas własnego
      małżeńskiego kryzysu nie oznacza,że jesteś lub będziesz jej
      przyjaciółką do końca życia. Nie oznacza,że jesteś jej przyjaciółką.
      Jak wyszłaś za mąż to wydaje ci się,ze od razu powinno to wasz
      związek wprowadzić z stan 100-procentowej wspólnoty psychiczno-
      intelektualnej co rozumiesz jak to,ze facet się do ciebie dopasuje i
      będzie zgadywał twoje myśli, sugestie i wymagania. I, oczywiście
      podporządkuje się tak jakby utracił własne spojrzenie na świat.
      Zachowujesz się jak dziecko wieku przedszkolnym lub wczesnoszkolnym,
      no,może jak egzaltowana gimnazjalstka. Jak na dorosłą kobiete po
      przejściach, to po prostu głupie.
      Wychodzą z ciebie kompleksy i niedowartosciowanie. Nie potrafisz
      miec dorosłych relacji z mężem jak dorosła samodzielna kobieta z
      dorosłym samodzielnym mężczyzną. A każde z was ma prawo do własnych
      relacji z własną rodziną. I facet nie musi cie prosic io zgodę. A ty
      nie musisz przyjaźnić się z jego siostrą by on z nią utrzymywał
      DOBRE relacje. I nie ma to nic wspólnego z lojalnoscią i
      uczciwością. Problem polega na tym,że nie rozumiesz,że ona ZAWSZE
      będzie jego siostrą. A ty, zamiast cieszyć się,ze on ma dobre
      relacje z sisotrą mimo takich doświadczeń dzieciństwa robisz
      wszystko by to zepsuć. Dlaczego? Bo ona nie przyjaźni się z tobą!!!
      Zachowujesz się jak gó...arz. W fochach, pretenscjach i z
      kompleksami.
    • Zobacz jak o sobie piszesz.
      "W końcu bardzo mi pochlebiało, że mnie adoruje. Szczególnie, że
      zawsze byłam takim "gorszym towarem" - rozwódka z dzieckiem.

      Sądzę,że to fatalna partia: rozwódka, z dzieckie, po udarze - gorzej być nie
      może ... "


      Myślę że sama tak o sobie myślisz, i dodatkowo wkładasz te zdania w usta innych
      ludzi. Twoi zdaniem twoja szwagierka tak o tobie sądzi - ale przecież nigdy nie
      usłyszałaś tego z jej ust - co tłumaczysz sobie tym że jest na tyle przebiegła
      że nie chce otwarcie ciebie atakować. Według ciebie twoja szwagierka jest twoim
      wrogiem, a twój mąż jest nielojalny bo się z nią kontaktuje. Czujesz żal do
      siostry męża i - jeśli nie chcesz - nie utrzymuj z nią kontaktu, ale
      zostawiłabym ich relację w spokoju. Twój mąż ma jedną normalną osobę w rodzinie
      - daj mu się tym cieszyć.
    • masz rację 1_oioioio, masz prawo oczekiwać lojalności od męża,jesteś po bardzo
      poważnej chorobie i w związku nawet z tym,mąż powinien przede wszystkim tobie
      poświęcać uwagę.Uważam,że gdyby intencje szwagierki były szczere,to
      interesowałby sie równiez stanem twojego zdrowia podczas twojej
      choroby.Niedopuszczalne jest również to,że twój mąż rozmawia z ze swoją siostrą
      w tajemnicy przed tobą.
      Może sytuacja do rozwodu jeszcze nie dojrzała,ale do poważnej rozmowy z mężem
      owszem.
    • kochana rozuniem cie doskonale bo moja szwagierka jest jeszcze gorsza i nie jestes wariatka tylko te osoby ktore o tobie tak pisza...
    • zabij męzą przebiegłą szwagierką
    • Ja bym nie przesadzala. Szwagierka jak szwagierka, nie ma obowiazku Cie lubic, nie ma obowiazku cieszyc sie, ze jej brat zeni sie z kobieta po wylewie (nawet jesli to super babka). Jako siostra, ktora pewnie byla tez bratu matka ma z nim dobry kontakt, duzo troski i pewnie duzo zaborczosci.
      Nic nie poradzisz. Dobrze, ze brat mial i ma kogos takiego nawet jesli Ona i ty nie macie do siebie cienia sympatii. Wiem, ze to trudno zniesc.
      Moj maz ma zakochana w sobie mame, ktora zawsze bedzie idealna i kochana. I dla ktorej ja bede zawsze ta druga... W moich oczach to czasem wredna baba, ale to jego mama i tyle. Ja nigdy do niej nie dzwonie ani Ona do mnie - przekazujemy sobie pozdrowienia za pomoca mojego meza albo osobiscie jesli sie widzimy. Ani we mnie ani w niej nie ma potrzeby udawania, ze sie kochamy bardziej niz w rzeczywistosci.
      Moj maz do niej dzwoni i pisze kiedy chce. Ja nie sprawdzam ani nie wnikam, po prostu wychodze do drugiego pokoju albo prosze jego by wyszedl. Jak zadzwoni a go nie ma przekazuje, ze dzwonila i zeby oddzwonil. Czasem pytam co u niej, ale ze juz mi sie znudzilo sluchac o jej kolejnych przyjacielach to coraz rzadziej pytam (do tego juz sie gubie bo jak pytam co tam z X to sie okazuje, ze teraz jest Y).
      Niestety powinnam czesciej bo nasz brak sympatii boli mojego meza.

      Mimo, ze nie ma w Was sympatii ciesz sie, ze w tym piekle mial siostre, ktora mu pomagala. . Dobrze ze ma kogos poza Toba (i nie jest to kochanka) bo jesli ktoregos dnia cos Ci sie stanie bedzie mial kogos komu ufa i na kims moze polegac. Ja - mimo ze nie lubie mojej tesciowej - zle bym sie czula gdyby relacja miedzy moim mezem a nia sie popsula. I na pewno bym nie chciala by to bylo z mojej winy.

      Nie dzwon do niej ani do jej meza jesli myslisz, ze rozmowa bedzie nieprzyjemna. Ale zapytaj czasem Twojego meza co u siostry, albo przekaz jej pozdrowienia. I tyle. Daj znac, ze akceptujesz to, ze ma rodzine nawet jesli sie z nia nie lubisz. Nie zmuszaj go by ukrywal przed Toba to, ze z nia rozmawia albo ze do niej pisze - stwianie go w takiej stytuacji jest chore.
    • Dla nowego meza i jego rodziny okazalas sie zimna suka.
      Chlopak z patologicznej rodziny nie mial tak naprawde ani ojca ani matki. Jego siostra byla dla niego jedyna podpora caly czas, kiedy Ciebie nie bylo w jego zyciu. Czy to nie wspaniale, ze kocha ja i jest z nia w bliskim kontakcie mimo, ze maja juz wlasne rodziny i sa od siebie oddaleni? Spotkalas czlowieka, ktory potrafi utrzymywac trwale wiezi, docen to. Takze starania o obecnosc brata narkomana swiadcza o nich dobrze. Nikt nie zostaje uzalezniony na wlasne zyczenie. Twoj maz i jego siostra znaja tragedie zycia, tego narkomana od podszewki, dla nich nie bylo mozliwe, nie zaprosic go. Takie gesty ostatecznie niszcza, juz slabego i opuszczonego. Jako rodzenstwo, nie chcieli doposcic. Dobre serca.
      Patologiczne rodziny sa tez z regoly bardzo homogeniczne, nie dopuszczaja do sibie ludzi z "zewnatrz". Wynika to z poczucia wstydu, jaki im cale zycie towarzyszyl, i z nieufnosci. Nie wierzy sie ludziom w okol, kiedy cale dziecinstwo bylo sie obsmiewanym i wytykanym palcem.
      Duzo czasu uplynie zanim Tobie zaufaja na 100%. Ale o tym juz lepiej porozmawiaj z profesjonalista.
      Jestes bardzo niewrazliwa, a to dobrze nie wrozy ani Twojemu drugiemu ani kazdemu kolejnemu malzenstwu.
      • kochanic.a.francuza napisała:
        > Jestes bardzo niewrazliwa, a to dobrze nie wrozy ani Twojemu drugiemu ani kazde
        > mu kolejnemu malzenstwu.

        czytam i czytam, i wciaz nie wiem czemu autorka jest niewrazliwa???
        przeszla ciezka chorbobe wiec pewnie jest rozchwiana emocjonalnie, jej ex maz okazal sie byc homoseksualista dlategoz uwaznie (moze zbyt uwaznie) przyglada sie relacja swojego meza ze szwagierka.
        czy to wszystko wrozy zle malzenstwu....to chyba wrozenie z fusow, nie zapominajmy, ze to tylko forum na gazecie;)



      • "Nikt nie zostaje uzalezniony na wlasne zyczenie"

        no tos strzelila jak łysy grzywką...
        KAZDY NALOGOWIEC UZALENIA SIE NA WŁASNE ZYCZENIE
        do tego ciezką ,dlugotrwala praca w tym kierunku i za ciezkei pieniądze

        autorko - nie daj sobei wmówic ze ćpun zaraził sie narkomania jak katarem - on ostro pracował na to aby ze swojego i , po czesci tez waszego zycia , zrobic smierdzace szambo

        nie dziwie sie zes takeigo marginesu nie chciala widzies w najwazneijszej chwili swego zycia
        --
        Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
    • Moim zdaniem robisz z g... problem i psujesz atmosferę w tej rodzinie. Trzeba było z mężem uzgadniać kwestie dotyczące ślubu i z nim rozwiązywać ten problem a nie naskakiwać na szwagierkę, że rozmawia z bratem. W końcu to Wasz ślub. Jeśli jej mąż potraktował Cię z buta to trzeba było z nim ten temat załatwić , a nie mieszać w to całą rodzinę. Jakieś wrogie obozy chcesz tworzyć w tej rodzinie ? Chyba brakuje Ci racjonalnego myślenia i załatwiania swoich spraw samodzielnie, jestes strasznie rozemocjonowana a życie z taką osobą to koszmar i piekło na ziemi ...
    • Gdyby czlonek rodziny mojego chlopa ciezko zachorzal, to raczej bym dzwonila do chlopa a nie chorego z zyczeniami powrotu do zdrowia. I vice versa, nikt z mojej rodziny nie oczekuje, ze chlop bedzie do nich wydzwaniac. Wysrczy, ze przekaze pozdrowienia przeze mnie.

      Ale oczywiscie sfochowana dama musi robic afery.
      --
      Western economies are absolutely dependant now on the continued underpayment of women.
      Naomi Wolf

      Wiedzmowo
    • jak można na swój ślub nie zaprosić własnego brata?
      jest ćpunem ale to ich BRAT i kochają go tak czy siak. wymagasz niemożliwego.
      masz rodzeństwo?

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.