Dodaj do ulubionych

Czym nie jest miłość?

16.09.10, 21:08

"(...) Żeby stała się miłość, wystarczy zobaczyć, czym miłość nie jest.

- Czym nie jest miłość?
- Miłość nie jest idealna, platoniczna, tragiczna, ślepa, szalona, boska, przyjacielska, rodzicielska, synowska, braterska, małżeńska. Miłość nie jest afektem, emocją, sentymentem. Miłość nie jest brutalnym ani subtelnym, ani jakimkolwiek posiadaniem. Miłość nie jest wulgarną ani wyszukaną przyjemnością. Miłość nie jest czymś, czym można handlować. Miłości nie można sobie zaskarbić ani jej tanio lub drogo, za bajońską sumę kupić, nabyć na własność i zamknąć pod kluczem. Miłość nie jest czyjaś. Miłość nie nakłada obrączki i nie ściąga obrączki. Miłość nie poślubia ani się nie rozwodzi. Miłość nie włóczy się po sądach. Miłość się nie procesuje. Miłość nie przysięga i nie krzywoprzysięga. Miłość nie potrzebuje zapewnień o lojalności, wierności, wzajemności. Miłość nie potrzebuje wdzięczności. Miłość nie dzieli się na osobową i bezosobową. Miłość nie jest rozdarciem pomiędzy jednym a drugim ani pomiędzy jednym a wszystkim.
Miłość nie jest wyborem. Miłość nie jest powtarzaniem.
Miłość nie jest nawykiem. Miłość nie jest pamięcią, wspomnieniem, marzeniem. Miłość nie jest fotografią, wizerunkiem, obrazem, rzeźbą, płaskorzeźbą, żadnym przedstawieniem plastycznym. Miłość nie jest myślą.
Miłość nie jest świadomością miłości. Miłość nie jest wyznaniem miłości. Miłość nie jest opisem miłości. Miłość nie jest zaprzeczeniem seksu. Miłość nie jest zaprzeczeniem niewinności. Miłość nie jest pożądliwością, lubieżnością. Miłość nie jest wstrzemięźliwością, umartwianiem się, ascezą. Miłość nie jest nakazem, rozkazem, zakazem. Miłość nie jest skutkiem przyczyny ani przyczyną skutku. Miłość nie jest zawiścią, zazdrością, mściwością. Miłość nie jest cierpieniem. Miłość nie jest przede wszystkim słowem. Żadnym słowem. Ani tym co na pseudopoczątku, ani tym, co tutaj. Gdyby miłość była słowem, zostałaby zaduszona pod lawiną znaczeń, interpretacji, spekulacji, kombinacji, które - na to słowo zwalają się.
Tak właśnie zduszone, zdławione, zmiażdżone jest słowo miłość. W świecie słów słowo miłość nie znaczy nic. Mówiąc inaczej, znaczy to, co komu podoba się, co kto chce, co komu ślina na język. W świecie słów, czyli w świecie ludzi-słów słowo miłość ocieka posiadaniem, pożądaniem, chciwością tych, co chcą.
Ale miłość, rzecz jasna, nie jest słowem. Miłość jest spontanicznym, bezinteresownym czynieniem miłości, tak, jak słonce jest spontanicznym, bezinteresownym promieniowaniem słoneczności. Słońce jest słońcem w świecie heliosowym, miłość jest słońcem w świecie księżycowym. Słońce jest słońcem w świecie jasności, miłość jest słońcem w świecie ciemności. "

Edward Stachura (Fabula rasa)

I co myślicie? Edek miał rację?
Edytor zaawansowany
  • bijatyka 16.09.10, 21:12
    O nie ! Nie przeczytam tego. Wszystkie zdania zaczynają się na M i mi się pomyli.
  • autokrata.fetyszysta 17.09.10, 00:44
    Weź sobie jakąś linijkę i przesuwaj po ekranie czytając ;)

    --
    Nick poświęcony pamięci demokraty.antyfaszysty - młodego, ideowego towarzysza poległego za Sprawę.
  • ind-ja 17.09.10, 00:57
    to jak pokochac Galazke Jabloni
  • ind-ja 17.09.10, 00:59
    Stachura cos o tym wiedzial i potrafil ubrac swoje zycie w slowa
  • gwen75 17.09.10, 01:12
    Nie przemawia do mnie jego definicja miłości, choć wiele z zacytowanych stwierdzeń uważam za prawdziwe. Jego teksty są takie trochę egzaltowane :P
    Idę o zakład, że Stachura nigdy nie doświadczył takiej prawdziwej miłości. Miał problemy emocjonalne, całe życie szukał sensu, w końcu trafił do szpitala psychiatrycznego i popełnił samobójstwo :]

    --
    Jestem facetem, nick jest dla zmyłki ;)
  • maitresse.d.un.francais 17.09.10, 18:32
    To znaczy twoim zdaniem prawdziwa miłość jest nur fuer gesunde? Tylko dla zdrowych?
  • gwen75 18.09.10, 13:53
    Nie żeby chorym czegokolwiek zabraniać...
    Po prostu ludzie toczeni jakimś wewnętrznym konfliktem, targani negatywnymi emocjami mają dość utrudnioną możliwość odczuwania pozytywnych uczuć, nie mówiąc już o miłości. Tak myślę.

    --
    Jestem facetem, nick jest dla zmyłki ;)
  • maitresse.d.un.francais 18.09.10, 18:01

    > Po prostu ludzie toczeni jakimś wewnętrznym konfliktem, targani negatywnymi emo
    > cjami mają dość utrudnioną możliwość odczuwania pozytywnych uczuć, nie mówiąc j
    > uż o miłości. Tak myślę.
    >
    Aha. Tak myślisz. "Prawdziwa miłość" to coś ładnego, wesołego, serduszka na walentynki i wypady do knajpy. Dostępne tylko dla zdrowych.
  • gwen75 18.09.10, 18:56
    Trywializujesz temat :P

    --
    Jestem facetem, nick jest dla zmyłki ;)
  • maitresse.d.un.francais 18.09.10, 19:02
    gwen75 napisał:

    > Trywializujesz temat :P
    >
    Tak? To wyjaśnij mi proszę dokładnie i wyczerpująco, dlaczegóż to OSĄDZASZ ODCZUCIA osób problemowych i ODMAWIASZ im prawa do nazwy "prawdziwa miłość"?

    Masz jakiś czytnik, który ci sygnalizuje, czy miłość Kowalskiego jest prawdziwa czy nie?
  • gwen75 18.09.10, 20:20
    Nie osądzam odczuć ani tym bardziej ludzi. Nikomu też niczego nie odmawiam. Ja wyraziłem pogląd i nie zamierzam niczego udowadniać.
    Neurotyk inaczej rozumie pojęcie miłość, bo on nie ma pojęcia co to jest prawdziwa miłość. Rozumie miłość na swój własny sposób. I ok. Nie osądzam go z tego powodu, nie demonizuję go. On bardzo CHCE kochać i temu nie przeczę. Inna sprawa czy jest to w jego zasięgu? Według mnie póki nie pozbędzie się tego neurotyzmu to nie zazna prawdziwej miłości. Podobnie jest z ludźmi zdemoralizowanymi (np. przestępcami). Oczywiście to są skrajne i drastyczne przykłady, ale ilustrują temat. Im więcej człowiek w swoim "psychicznym tle" ma negatywnych emocji w tym mniejszym stopniu jest zdolny do odczuwania sympatii wobec innych ludzi. Nie osądzam ludzi z tego powodu tylko stwierdzam fakt. To co piszę jest poparte własnym doświadczeniem. Jest też literatura na ten temat. Jak będzie Ci się chciało to na pewno znajdziesz odpowiednie pozycje.

    --
    Jestem facetem, nick jest dla zmyłki ;)
  • maitresse.d.un.francais 18.09.10, 21:49

    > Neurotyk inaczej rozumie pojęcie miłość, bo on nie ma pojęcia co to jest prawdz
    > iwa miłość.

    No i to jest właśnie OSĄDZANIE.

    ""On nie ma pojęcia, czym jest prawdziwa miłość".

    A jakim prawem twierdzisz, że nie ma, a ty masz?
  • gwen75 18.09.10, 22:09
    > A jakim prawem twierdzisz

    Bijesz się?
    Spróbuj mi zabronić! ;P

    > twierdzisz, że nie ma, a ty masz?

    Ja nie twierdzę, że mam. Ale mam świadomość, że dzięki pracy nad sobą mogę w miarę upływu czasu coraz głębiej doświadczać uczucia miłości. Kiedyś było z tym marnie. Nie potrafiłem doświadczać. Taki był fakt. Nie oburzałem się czytając książki dotyczące tych problemów, że przecież jakim prawem autorzy mogą tak twierdzić!!! Po prostu uświadomiłem sobie swój problem i potem pracowałem nad nim.

    --
    Jestem facetem, nick jest dla zmyłki ;)
  • maitresse.d.un.francais 18.09.10, 22:26
    gwen75 napisał:

    > > A jakim prawem twierdzisz
    >
    > Bijesz się?
    > Spróbuj mi zabronić! ;P

    Bardzo zabawne. Twierdzę, że bezpodstawnie osądzasz bliźniego swego.

    >
    > > twierdzisz, że nie ma, a ty masz?
    >
    > Ja nie twierdzę, że mam. Ale mam świadomość, że dzięki pracy nad sobą mogę w mi
    > arę upływu czasu coraz głębiej doświadczać uczucia miłości. Kiedyś było z tym m
    > arnie. Nie potrafiłem doświadczać. Taki był fakt. Nie oburzałem się czytając ks
    > iążki dotyczące tych problemów, że przecież jakim prawem autorzy mogą tak twier
    > dzić!!! Po prostu uświadomiłem sobie swój problem i potem pracowałem nad nim.

    Dobrze, OK. Ale to nie znaczy, że możesz stemplować innych: X potrafi prawdziwie kochać, Y nie, Z tak, B nie... etc.
    >
  • gwen75 19.09.10, 17:17
    > Twierdzę, że bezpodstawnie osądzasz bliźniego swego.

    Może nie używajmy w tej dyskusji terminologii religijnej :P
    Jak psychiatra stawia diagnozę to też osądza swojego pacjenta?

    > Ale to nie znaczy, że możesz stemplować innych: X potrafi prawdziwi
    > e kochać, Y nie, Z tak, B nie... etc.

    Ależ kogo ja ostemplowałem? Stachurę? Bo powiedziałem, że wydaje mi się, że chłop nie zaznał prawdziwej miłości? Ja nie jestem wyrocznią i moich wypowiedzi nie należy traktować ze śmiertelną powagą, a tym bardziej brać brać ich do siebie. A Stachurę podziwiam za jego walkę, za jego wręcz dramatyczne poszukiwania sensu życia. Inny w jego sytuacji mógłby się stać cynikiem lub ponurym egzystencjalistą. Stachura wierzył w życie i jego sens. Szacun!

    --
    Jestem facetem, nick jest dla zmyłki ;)
  • maitresse.d.un.francais 19.09.10, 17:30
    gwen75 napisał:

    > > Twierdzę, że bezpodstawnie osądzasz bliźniego swego.
    >
    > Może nie używajmy w tej dyskusji terminologii religijnej :P

    Mówiłam tak bez aluzji do religii. Innego człowieka.


    > Jak psychiatra stawia diagnozę to też osądza swojego pacjenta?

    Diagnoza brzmi np. "OCD", albo "anoreksja", ale NIGDY nie słyszałam twierdzenia, że pacjent jest niezdolny do miłości, i to jeszcze prawdziwej (czyli takiej, której prawdziwość da się jednoznacznie zdefiniować).

    Kto ma ustalać "prawdziwość" miłości, jak się ustala np. prawdziwość brylantów? Ty? Jakieś inne jury?

    >
    > > Ale to nie znaczy, że możesz stemplować innych: X potrafi prawdziwi
    > > e kochać, Y nie, Z tak, B nie... etc.
    >
    > Ależ kogo ja ostemplowałem? Stachurę? Bo powiedziałem, że wydaje mi się,
    > że chłop nie zaznał prawdziwej miłości?

    "Nie zaznał" a "nie był zdolny do" to DWIE RÓŻNE rzeczy.
  • gwen75 19.09.10, 17:39
    Tak na chłopski rozum... Myślisz, że dużym nadużyciem byłoby stwierdzenie, że Hitler czy Stalin nie byli zdolni do doświadczania miłości?

    --
    Jestem facetem, nick jest dla zmyłki ;)
  • maitresse.d.un.francais 19.09.10, 18:11
    gwen75 napisał:

    > Tak na chłopski rozum... Myślisz, że dużym nadużyciem byłoby stwierdzenie, że H
    > itler czy Stalin nie byli zdolni do doświadczania miłości?
    >
    Tak na chłopski rozum, odwołanie do Hitlera i Stalina w dyskusji o neurotykach jest WYSOCE OBRAŹLIWE dla neurotyków jako takich.

    Z tego też powodu nie odpowiem na wyżej zadane pytanie.

    A co do rozumu, kieruję się własnym, nie chłopskim. :-P
  • gwen75 19.09.10, 18:27
    > Tak na chłopski rozum, odwołanie do Hitlera i Stalina w dyskusji o neurotykach
    > jest WYSOCE OBRAŹLIWE dla neurotyków jako takich.

    To był tylko przykład (przyznaję - skrajny) pokazujący, że czasami można z grubsza ocenić czyjąś zdolność do kochania. Oczywiście pod warunkiem, że ma się pewną wiedzę o tej osobie.

    > A co do rozumu, kieruję się własnym, nie chłopskim. :-P

    I słusznie. Nie poddawaj się mojej propagandzie szerzonej na forum ;P

    --
    Jestem facetem, nick jest dla zmyłki ;)
  • maitresse.d.un.francais 19.09.10, 18:34

    >
    > To był tylko przykład (przyznaję - skrajny) pokazujący, że czasami można z grub
    > sza ocenić czyjąś zdolność do kochania.

    Ale nieadekwatny.

    Co mają Hitler i Stalin do niewinnej pracującej matki dzieciom, która nagle zapada np. na lękową, pytam się?
  • maitresse.d.un.francais 19.09.10, 18:13
    gwen75 napisał:

    > Tak na chłopski rozum... Myślisz, że dużym nadużyciem byłoby stwierdzenie, że H
    > itler czy Stalin nie byli zdolni do doświadczania miłości?
    >
    Moja mama mówi, że dużym. O tym annały milczą. Jak twierdzi mama "Skąd mam wiedzieć, albo ten chłopak?"
  • gwen75 19.09.10, 18:30
    > Moja mama mówi, że dużym. O tym annały milczą.

    Czyli wszystko co nie jest spisane jest nieprawdą ;P

    > Jak twierdzi mama "Skąd mam wied
    > zieć, albo ten chłopak?"

    To w końcu posługujesz się swoim rozumiem, czy maminym? ;P


    --
    Jestem facetem, nick jest dla zmyłki ;)
  • maitresse.d.un.francais 19.09.10, 18:35
    gwen75 napisał:

    > > Moja mama mówi, że dużym. O tym annały milczą.
    >
    > Czyli wszystko co nie jest spisane jest nieprawdą ;P

    Wszystko co nie jest spisane jest NIEWIADOME. Mama nie mówi, że byli zdolni kochać, tylko że NIE WIEMY CZY BYLI.

    >
    > > Jak twierdzi mama "Skąd mam wied
    > > zieć, albo ten chłopak?"
    >
    > To w końcu posługujesz się swoim rozumiem, czy maminym? ;P

    Dwa posty napisałam w swoim imieniu, a mamę zacytowałam osobno otwarcie, ZAZNACZAJĄC, że to JEJ poglądy i wypowiedź.
  • gwen75 19.09.10, 19:57
    > Wszystko co nie jest spisane jest NIEWIADOME. Mama nie mówi, że byli zdolni koc
    > hać, tylko że NIE WIEMY CZY BYLI.

    Ja na podstawie powszechnie znanych faktów wnioskuję, że z miłością to u nich strasznie marnie było.

    --
    Jestem facetem, nick jest dla zmyłki ;)
  • maitresse.d.un.francais 19.09.10, 22:16

    > Ja na podstawie powszechnie znanych faktów wnioskuję, że z miłością to u nich s
    > trasznie marnie było.
    >
    A jakie to są te powszechnie znane fakty? Oczywiście chodzi mi o życie prywatne wyżej wymienionych.
  • gwen75 20.09.10, 02:16
    > A jakie to są te powszechnie znane fakty?

    Będziesz tak walczyć do ostatniej kropli krwi? ;)

    Dałaś się złapać w zasadzkę. Jesteś otoczona z każdej strony. Amunicja się już skończyła. Czas wywiesić białą flagę jeśli życie jest Ci miłe ;D

    --
    Jestem facetem, nick jest dla zmyłki ;)
  • maitresse.d.un.francais 19.09.10, 18:15
    gwen75 napisał:

    > Tak na chłopski rozum... Myślisz, że dużym nadużyciem byłoby stwierdzenie, że H
    > itler czy Stalin nie byli zdolni do doświadczania miłości?
    >
    Nazywanie powyższych neurotykami jest nadużyciem. Przypominam, że charakteropatia/socjopatia to CO INNEGO niż neuroza.
  • gwen75 19.09.10, 18:28
    To był tylko przykład :)

    --
    Jestem facetem, nick jest dla zmyłki ;)
  • maitresse.d.un.francais 19.09.10, 18:36
    gwen75 napisał:

    > To był tylko przykład :)
    >
    Nieadekwatny i obraźliwy. Gdybym cię porównała z jakiegoś powodu z Hitlerem i Stalinem, jak byś się czuł?
  • gwen75 19.09.10, 19:59
    Nie obraziłbym się. Myślę, że każdy z nas ma w sobie jakiś pierwiastek zbrodniarza. Nie jesteśmy tacy święci jacy byśmy chcieli być.

    --
    Jestem facetem, nick jest dla zmyłki ;)
  • puszysta_gimnazjalistka 17.09.10, 01:24
    > I co myślicie ?

    Myślę, że chłopak solidnie się napił zanim to napisał.
    --
    Hu! Hu! Ha! Lato złe!
  • teletoobis 17.09.10, 08:56
    milosc nie jest czyms co istnieje i trwa. To byt wymyslony, by usprawiedliwic dzialania podstepnych hormonow
  • hermina1984 17.09.10, 09:54
    > milosc nie jest czyms co istnieje i trwa. To byt wymyslony, by usprawiedliwic d
    > zialania podstepnych hormonow


    o pięknie !Tego samego zdania jestem.
    --
    http://dragcave.net/image/tgFV.gif
  • teletoobis 17.09.10, 09:55
    Ja zapomnialem dodac, ze sluzy do krzywdzenia bliznich :)
  • mumia_ramzesa 18.09.10, 22:05
    Powtarzasz sie. Wszystkiego mozna uzyc w dobry i zly sposob.
  • teletoobis 19.09.10, 17:22
    nie milosci, bo ta jest idealizowana i jesli juz sie objawi to mija. Zazwyczaj sluzy jednostkom do krzywdzenia innych. Bo tzw milosc to cierpienie, nerwy, niepewnosc, bol. Chwile szczescia nie rekompensuja tego wszystkiego. Rachunek zyskow i strat jest ujemny. Chwile trwaja krotko, z ran leczy sie niekiedy cale zycie
    --
    pl.delicast.com/radio/Polska/zakopane/Radio_Alex
  • mumia_ramzesa 19.09.10, 17:53
    > Zazwyczaj sluzy jednostkom do krzywdzenia innych.

    Jesli sie kogos kocha to nie chce sie jego krzywdy. Chyba, ze milosc jest tylko z jednej strony a druga to wykorzystuje.

    > Bo tzw milosc to cierpienie, nerwy, niepewnosc, bol.

    To zalezy na czym sie skupisz. Milosc Ciebie nie uskrzydlala (wiem, ze banal), nie powodowala, ze sie rozwijales, chciales byc lepszy itd.?

    > Chwile trwaja krotko, z ran leczy sie niekiedy cale zycie

    Mysle, ze trzeba umiec zamknac za czyms drzwi. Wybaczyc, przebolec, zapomniec i wyjsc z roli skrzywdzonego. Szkoda zycia na rozpamietywanie.
    Nie wiem ile czasu minelo od konca Twojego zwiazku, niedawno slyszalam ze "zaloba" po takich przezyciach trwa ok 2 lat.

    Jesli milosc minie to trudno, ale sa przeciez pary, ktore rozstaja sie bez pretensji, poczucia krzywdy itp.
    Nad zwiazkiem trzeba pracowac i dbac o milosc.
  • teletoobis 19.09.10, 18:33
    Najpierw mi powiedz co to jest milosc...
    Pozniej obale argumentami jedna twoja teze za druga.
    --
    pl.delicast.com/radio/Polska/zakopane/Radio_Alex
  • mumia_ramzesa 19.09.10, 19:04
    Temat watku brzmi inaczej. ;-)

    Dobra, podejmuje rekawice. Przypomniala mi sie sentencja Toulouse-Lautreca:
    Drogi panie, malarstwo jest jak gó.wno, to się czuje, ale nie tłumaczy.

    Z miloscia jest tak samo.
  • teletoobis 19.09.10, 20:12
    wiec co sie czuje? Chwilowe motyle w brzuchu, nosi sie rozowe okulary, zachowuje sie irracjonalnie, widzi sie to co chce sie widziec, a pozniej? Hormony przestaja dzialac i zaczyna sie .... Jak sie konczy nie chce pisac. Sa oczywiscie ludzie, ktorzy zakochujac sie, zaczynaja sie z soba przyjaznic. I to jest podstawa zwiazku . Sama milosc wczesniej czy pozniej doprowadza do placzu, niepotrzebnych nerwow itp. Najlepiej wiec trzymac sie od tego sczescia z galeka. I masz racje- tzw. milosc to lajno
    --
    pl.delicast.com/radio/Polska/zakopane/Radio_Alex
  • mumia_ramzesa 19.09.10, 21:06
    Zle mnie zrozumiales. Toulouse-Lautrec byl ekscentrykiem i skandalista, dlatego odwolal sie do takiego porownania. Trudno sobie wyobrazic, zeby mowil o zapachu fiolkow.
    Jaka definicje mam Ci podac? Naukowa? Milosc to więz.
    Masz racje, ze podstawa powinna byc przyjazn.
  • teletoobis 19.09.10, 21:10
    No widzisz- sama milosc, czyli podstepne dzialanie hormonow jest goowno warta. Znasz skutki jej dzialania, znasz jej przemijanie. Dlatego strzez mnie Panie Boze przed tym irracjonalnym stanem. Wole juz moj swiety spokoj, niz wojne plci, do czego wczesniej czy pozniej owa milosc prowadzi
    --
    pl.delicast.com/radio/Polska/zakopane/Radio_Alex
  • mumia_ramzesa 19.09.10, 21:15
    Chyba sie zapatrzyles w Kombinerki, ze zaczynasz tak w kolo wojtek. ;-)
    Pragne zauwazyc, ze na wydzielanie hormonow nie mamy wplywu.
  • teletoobis 19.09.10, 21:46
    Nie musze sie zapatrywac. Swoje lata mam, wiele przezylem i wiele doswiadczylem. Potrafie tez wyciagac wnioski. Tu: nie chcesz by bolalo, nie pakuj sie w klopoty sam. Nie warto
    --
    pl.delicast.com/radio/Polska/zakopane/Radio_Alex
  • mumia_ramzesa 20.09.10, 12:22
    Patrzac na Twoje emocje dotyczace tematow damsko-meskich trudno uwierzyc w ten Twoj swiety spokoj. Wydaje mi sie, ze nie przepracowales tego tematu i nie masz jeszcze dystansu.
  • teletoobis 20.09.10, 17:19
    Emocje w stosunkach damsko- meskich???? Gdzie??? Jak???? babka moze dla mnie byc co najwyzej kumpela. Temat dawno przepracowany w sposob bardzo okrutny, rzeklbym. Dlatego nie ma powrotow do sytuacji, gdzie ktos lub cos mogloby doprowadzic mnie do sytuacji, gdzie zagrozony bylby moj spokoj. Nie opuszczam deski z WC, nie dokrecam pasty do zebow, skarpetki leza sobie kolo lozka, a poroze tam gdzie jego miejsce- na scianie, jako trofeum mysliwskie
    --
    pl.delicast.com/radio/Polska/zakopane/Radio_Alex
  • varia1 17.09.10, 09:17
    obawiam się że bez "półlitra" na głowę nie dam rady tego rozkminić
  • menk.a 17.09.10, 10:06
    Niektóre sformułowania to zgrabne zdanka, ale całość... albo jestem nieczuła, albo już nieczuła, albo zbyt trzeźwa. Może gdybym się czegoś najarała... :D
    --
    Nigdy nie wiadomo, kiedy głupi żartuje.
  • ma_dre 17.09.10, 15:34
    Dokladnie tak.
  • maitresse.d.un.francais 17.09.10, 18:33
    Myślimy sobie, że Stachura był chory.

    Pokój Jego duszy!
  • mimigotka1 17.09.10, 19:55
    a ja myślę, że jest prawie wszystkim tym, co wymieniono.. :)
    jest częścią danego człowieka, jest jednostkowa i osobnicza.
  • gr.een 17.09.10, 20:23
    W obecnej chwil przestałam szukać na to pytanie odpowiedzi.
    Inaczej.
    nie zadaję takiego pytania, bo nie chcę znać odpowiedzi.
  • rzeka.chaosu 17.09.10, 20:35
    Miłość jest spontanicznym, bezinteresownym czynieniem miłości.

    I co myślicie? Edek miał rację?


    :) Moim zdaniem raczej! rak. :P


    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/nc/ci/deyd/J2E8RrUg1aPu29AKmX.jpg
  • white-mouse 18.09.10, 15:09
    edek miał w 100% rację.Nie trzeba pić,by to zrozumiec ,trzeba jej doświadczyć.Mówi to mysz doświadczona:)
  • triss_merigold6 18.09.10, 19:42
  • dr.verte 18.09.10, 20:28
    >
    > I co myślicie? Edek miał rację?

    bo ja wiem

    Popełnił samobójstwo we własnym domu przy ulicy Rębkowskiej w Warszawie. Parę miesięcy wcześniej — 3 kwietnia 1979 r., najprawdopodobniej próbował popełnić samobójstwo (rzucił się pod nadjeżdżający elektrowóz, w wyniku czego stracił cztery palce prawej dłoni).[1] Po tym wypadku przez jakiś czas leczył się w szpitalu psychiatrycznym Szpital "Drewnica" w Ząbkach pod Warszawą z rozpoznaniem "zespół urojeniowo-omamowy"[2] lub psychozy depresyjno-urojeniowej[?].
  • stephanie.plum 19.09.10, 17:29
    > Popełnił samobójstwo we własnym domu ...

    a co to ma do rzeczy?!
    --
    O ty psi synu!
  • gwen75 19.09.10, 17:41
    Kolega skopiował cały akapit chyba z Wikiipedii ;)

    --
    Jestem facetem, nick jest dla zmyłki ;)
  • stephanie.plum 19.09.10, 17:49
    brawa dla kolegi
    :~D
    --
    O ty psi synu!
  • dr.verte 19.09.10, 18:19
    gwen75 napisał:

    > Kolega skopiował cały akapit chyba z Wikiipedii ;)
    >


    sh.holmes czy panna marple ?
  • maitresse.d.un.francais 19.09.10, 22:40
    d
    > sh.holmes czy panna marple ?

    do takich drobiazgów wystarczy drogi Watson
  • dr.verte 19.09.10, 18:17
    stephanie.plum napisała:

    > > Popełnił samobójstwo we własnym domu ...
    >
    > a co to ma do rzeczy?!

    ze we wlasnym domu? nie wiem , trzeba by spytac forensic detectives z Discovery TV
  • zmienna_elfka 19.09.10, 17:58
    A ja raczej szła bym w kierunku różnorodności odczuwania. Miłość jako taka jest niedefiniowalna właśnie z uwagi na różne jej pojmowanie. Dla mnie może być czymś zupełnie innym, niż dla Pana X czy Pani Y. A uogólnienia zawsze odbiegają od prawdy. Dla mnie miłość to radość z uśmiechu drugiej osoby, spokój i odnalezienie swojej 'krainy łagodności'. Ale jak już powiedziałam - ktoś inny będzie pojmował miłość zupełnie inaczej.
    --
    Nic...i nic. Nic więcej. Pomyślę nad tym później.
  • maitresse.d.un.francais 19.09.10, 22:40
    zmienna_elfka napisała:

    > A ja raczej szła bym w kierunku różnorodności odczuwania. Miłość jako taka jest
    > niedefiniowalna właśnie z uwagi na różne jej pojmowanie. Dla mnie może być czy
    > mś zupełnie innym, niż dla Pana X czy Pani Y.

    I to jest kurde właściwe podejście, ale niepopularne.
  • kalina.s 19.09.10, 23:27
    na pewno nie jest niewidzeniem wad drugiej osoby.
    każdy ma wady - nawet ten, kogo kochamy.
    myślę, że miłość to widzenie tych wad i jednoczesne pokochanie ich.

    a jak sie nie widzi wad - to się trzeba mocno zastanowić, co to oznacza.
  • nieznany_2 20.09.10, 15:06
    Miłość nie jest tym czym się wydaje. Co było prawdziwa miłością ocenisz już po fakcie kiedy spadną ci klapki z oczu.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka