Rodzina zastępcza Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Czy ktoś z was zna osoby, które stworzyły rodzinę zastępczą?
    Czy to gra warta świeczki.
    Mam duży dom, tylko jednego syna, lubię dzieci i rozważam taką opcję.
    Wszyscy mi to odradzają.
    Co Wy kochane o tym sądzicie???
    • o tej porze nie mam siły sie wypowiadac poważnie :)
      allle
      no to jest jakaś moja myśl na przyszłość i ja uważam to za dobry pomysł, chociaż trzeba mieć w sobie bardzo dużo siły, odpowiedzialności i odwagi
      --
      Co masz zrobić jutro zrób pojutrze, a będziesz miał dwa dni wolnego.
    • 7kobieta napisała:

      > Wszyscy mi to odradzają.

      wszyscy czy wszystkie?



      --
      Demokracja to ustrój w którym każdy może powiedzieć co myśli nawet jeśli nie myśli.
    • 7kobieta napisała:

      > Czy ktoś z was zna osoby, które stworzyły rodzinę zastępczą?
      > Czy to gra warta świeczki.
      > Mam duży dom, tylko jednego syna, lubię dzieci i rozważam taką opcję.
      > Wszyscy mi to odradzają.
      > Co Wy kochane o tym sądzicie???

      Ciekaw jestem głosów w tej sprawie. Też mam duży dom i tez to rozważam.
      Z tym, że ja bardziej rozważam rodzinny dom dziecka, dla trudnej młodzieży męskiej, niż rodzinę zastępczą. Dodatkowo u mnie pozostanie to (raczej) w fazie rozmyślań bo jestem karany i jako taki, nie mogę zajmować się wychowywaniem innych.
      Odpowiadając na Twoje pytanie, to jestem jak najbardziej "za" o ile czujesz się na silach.
      Jestem zwolennikiem wszelkich form opieki nad nieletnimi, oprócz pełnej adopcji.
      • piotr_57 napisał:

        > bo jestem karany i jako taki, nie mogę zajmować się wychowywaniem innych
        to takie coś NIGDY nie zostaje wymazane? (to nie drwina, to ignorancja moja)

        > Jestem zwolennikiem wszelkich form opieki nad nieletnimi, oprócz pełnej adopcji
        Tak, bo pełna odopcja ma zaspokoić potrzeby rodziców adopcyjnych, a wszelkie inne formy zaspokajają potrzeby podopiecznych.


        --
        Does she or doesn't she?
        • she_5 napisała:

          > piotr_57 napisał:
          >
          to takie coś NIGDY nie zostaje wymazane? (to nie drwina, to ignorancja moja)

          Wymazane nie! Zostaje dokonane tak zwane "zatarcie", czyli w centralnym rejestrze skazanych, podkreślone na czerwono. To daje tyle, że gdy zwracasz się o zaświadczenie o niekaralności, to je otrzymasz.
          Ale, w przypadku opieki nad nieletnimi, sprawdza się "głębiej". Zresztą tak samo sprawdza się jak chcesz pracować w policji(dwa pokolenia), ABW, BOR-ze itp.
          >
          > Tak, bo pełna odopcja ma zaspokoić potrzeby rodziców adopcyjnych, a wszelkie in
          > ne formy zaspokajają potrzeby podopiecznych.

          Dokładnie tak. Jednocześnie uważam, że adopcja jest niezgodna z konstytucja, bo pozbawia człowieka tożsamości bez jego zgody.
          >
          >
          • Piotrze, ale moze dzieki temu bylbys bardziej wiarygodny jako opiekun tzw. trudnej mlodziezy?
            --
            Gasofnia
            • annajustyna napisała:

              > Piotrze, ale moze dzieki temu bylbys bardziej wiarygodny jako opiekun tzw. trud
              > nej mlodziezy?

              Ja mam jeszcze kilka innych cech które by mnie uwiarygadniały. Poza tym, dzisiaj nie ma już w kk czynu za który zostałem skazany, więc jest pewna szansa na rehabilitacje w specjalnym procesie. Ale ja nie mam zamiaru się ani specjalnie uwiarygadniać(bo nie mam odpowiedniej dozy szacunku dla organu weryfikującego) ,ani tym bardziej, wnosić o rehabilitację(świadomi i celowo łamałem obowiązujące wówczas prawo i nie czuje się pokrzywdzony:).
              Być może "przewalczyłbym" te wszystkie utrudnienia i dopiął swego, gdybym był w 100% przekonany, że później sobie poradzę. Dzisiejszy stan prawny nie daje mi jednak takiej pewności, więc i moje "działania" są takie bardziej enigmatyczne.:)
          • Adopcja czesto daje tez torzsamosc, ktorej ktos zostal pozbawiony, pomysl tez o tym.
          • > Jednocześnie uważam, że adopcja jest niezgodna z konstytucja, bo
            > pozbawia człowieka tożsamości bez jego zgody.

            Czasy, w których przed adopcją wyjeżdżało się na 9 miesięcy dla zatarcia wszelkich śladów już minęły.

            Znam cztery rodziny adopcyjne i w każdej z nich dzieci wiedzą od początku, że pochodzą z innych rodzin, większość ma pozostawione imiona nadane przez matki biologiczne (zmieniono Roksanę i Kewina). Owszem, tracą nazwisko, ale myślę, ze po 18 mogą doń wrócić jakby chcieli.
            Żyjąc w rodzinie zastępczej także nie znaliby rodziców, a ci nie mieliby wpływu na ich wychowanie.

            A tak zyskują stałe miejsce w rodzinie, ich dzieci będą wnukami, toteż wpływa na poczucie własnej wartości i buduje tożsamość.

            Jednocześnie obawiałabym się adoptować dziecko mając już biologiczne potomstwo, choć znam też rodzinę, która mając czterolatkę adoptowała chłopca w tym samym wieku, teraz dzieciaki są prawie dorosłe, tworzą fajną rodzinę i są uważani za bliźnięta ;-)
        • Tak, bo pełna odopcja ma zaspokoić potrzeby rodziców adopcyjnych, a wszelkie in
          > ne formy zaspokajają potrzeby podopiecznych.

          Jak ktos tak mysli to juz jest pierwszy zgrzyt. Przy takiej decyzji wazne sa motywy: dlaczego chcecie sie zaopiekowac innymi? Bo dobra pancia zajmie sie biednymi dzieciaczkami, ktore ladnie wyjda na prosta i beda jej wdzieczne? A jak nie, to sie od nich odetniemy?
          W zdrowym ukladzie kazda ze stron cos bierze i daje.
      • Piotr a zawiasy tez sie licza?
        --
        www.radioalex.pl/
        • Liczą się zawiasy. Za to istnieje coś takiego jak zatarcie skazania. Przy poddaniu sprawcy próbie - w tym rzeczonych zawiasach - następuje już po 6 miesiącach od pomyślnego zakończenia próby.
          Maksymalny okres czekania na zatarcie to 10 lat (liczony w większości przypadków od wykonanaia/darowania kary), nawet w przypadku kary dozywocia ;) Do tego ten czas zazwyczaj można skrócić do 5 lat. A przy większości przestepstw mniejszej wagi czeka się na zatarcie 3 lata.
          Zatarcie oznacza uznanie kary za niebyłą i wykreslenie z rejestru skazanych. Kara "zatarta" nigdzie nie jest ujawniana.
          O ile pamiętam, od 2005 roku (fala histerii antypedofilskiej i tyle ekspresowe co i nieprzemyślane zmiany prawa) nie zaciera się jedynie kary bezwzględnego pozbawienia wolności orzeczonej za czyny pedofilskie. O ile do tego czasu Trubunał nic z tym nie zrobił, to taki potworek legislacyjny nadal funkcjonuje.
          • To ok, bo wyrok byl w 85
            --
            www.radioalex.pl/
          • twojabogini napisała:

            Zatarcie oznacza uznanie kary za niebyłą

            Ależ oczywiście, że nieprawda! Gdyby uznawano karę za niebyłą to tak by sie ten akt prawny nazywał.

            i wykreslenie z rejestru skazanych
            Otóż właśnie , że nie..
            ZATARCIE oznacza podkreślenie zapisu kary na czerwono, identycznie jak w przypadku WYKREŚLENIA z księgi wieczystej!! Nigdy się dokonanych zapisów nie usuwa.


            Ka
            > ra "zatarta" nigdzie nie jest ujawniana.

            Oczywiście też nieprawda. Jest wiele organów upoważnionych do "pogłębionej analizy".
            Oficjalnie nie używa się argumentukaralności przy odrzucaniu wielu podań, ale dokładnie się kontroluje.
            Marszałkowi Sejmu(z PSL), Zychowi "wyciągnięto" karalność po przeszło 40 latach. Oskarżony był o kradzież środków przeznaczonych na żywność, dla harcerzy przebywających na obozie.
            ( A tak na prawdę po prostu brakowało mu jakiegoś kwitka).


            • piotr_57 napisał:

              > Ależ oczywiście, że nieprawda! Gdyby uznawano karę za niebyłą to tak by sie ten
              > akt prawny nazywał.

              Zatarcie skazania nie jest regulowane osobnym aktem prawnym tylko jest to instytucja kodeksu karnego o nastepujacej tresci:
              Art 106 kk - Z chwilą zatarcia skazania uważa się je za niebyłe; wpis o skazaniu usuwa się z rejestru skazanych.

              Jełśi po zatarciu skazania pobierzesz zaswiadczenie z rejestru bedzie w nim widniec info - niekarany.

              > Oczywiście też nieprawda. Jest wiele organów upoważnionych do "pogłębionej anal
              > izy".

              To osobna sprawa, ale nie dotyczy wywiadu dotyczącego takich spraw jak adopcje, przysposobienia itp.

              > Marszałkowi Sejmu(z PSL), Zychowi "wyciągnięto" karalność po przeszło 40 latach
              > . Oskarżony był o kradzież środków przeznaczonych na żywność, dla harcerzy prze
              > bywających na obozie.
              > ( A tak na prawdę po prostu brakowało mu jakiegoś kwitka).

              Prawne zatarcie skazania a pamięć społeczna/dziennikarska to dwie odrębne kwestie. Po zatarciu skazania, jełśi ktos powołuje się na dawny wyrok karny - masz podstawy domagać się sprostowania powołujac się na naruszenie dóbr osobistych.
              • twojabogini napisała:

                > piotr_57 napisał:
                >

                >
                > > Oczywiście też nieprawda. Jest wiele organów upoważnionych do "pogłębione
                > j anal
                > > izy".
                >
                > To osobna sprawa,

                Acha, czyli jednak nie usuwa sie tak jak ?Ty podajesz znaczenie art 106kk?/
                No bo skoro "usuwa się", oznacza, że tego nie ma, to jak służby mogą dokonac pogłębionej analizy?

                ale nie dotyczy wywiadu dotyczącego takich spraw jak adopcje,
                > przysposobienia itp.

                A właśnie, że dotyczy. I to jak cholera dotyczy.
                >
                > Prawne zatarcie skazania a pamięć społeczna/dziennikarska to dwie odrębne kwest
                > ie.

                Żadna pamięć dziennikarska. Na stronash Sejmu wklejona była cała strona z rejestru skazanych. Oczywiście uwidocznione było zatarcie, ale wpis w kartotece jak najbardziej istniał.

                Po zatarciu skazania, jełśi ktos powołuje się na dawny wyrok karny - masz p
                > odstawy domagać się sprostowania powołujac się na naruszenie dóbr osobistych.

                Możesz się powołać i na miłość bliźniego, ale nie masz żadnych szans na uzyskanie satysfakcjonującego wyroku. Jesteś karana i mogę o tym mówić ile zechcę, o ile moim jedynym celem nie jest wyrządzenie Ci szkody.
                • www.twoja-adopcja.pl/index.php?option=com_agora&task=topic&id=193&Itemid=178
                  (trzeci post od góry)?
                  Temat mnie bardzo interesuje, więc się nie wyzłośliwiam, tylko dopytuję.

                  Pozdrawiam
                  --
                  Stworzątko Selver
                  • selver napisał:

                    > www.twoja-adopcja.pl/index.php?option=com_agora&task=topic&id=193&Itemid=178
                    > (trzeci post od góry)?
                    > Temat mnie bardzo interesuje, więc się nie wyzłośliwiam, tylko dopytuję.
                    >
                    Z chwilą zatarcia skazania uważa się je za niebyłe

                    zwróc uwagę na "uważa się".

                    , a wpis o skazaniu usuwa się z rejestru skazanych (art. 106 Kodeksu karnego).

                    Usunięcie oznacza podkreślenie na czerwono, a nie usuniecie fizyczne.

                    Zatarcie skazania powoduje, że daną osobę uważa się za niekaraną.

                    Jasne, że tak :)

                    W zaświadczeniu z rejestru nie powinno być zatem informacji o karalności.

                    Zwróć uwagę na "nie powinno być".

                    Skazanie, które uległo zatarciu nie stanowi więc żadnej przeszkody do adopcji.


                    Formalnej nie!! Ale tylko formalnej. Wyjaśniałem gdzieś wyżej lub niżej, że zawsze znajdzie się inny powód by odmówić prawa do adopcji. Zresztą jak tylko pójdziesz do ośrodka adopcyjnego a wspomnisz, że byłeś karany, ale masz zatarcie, to od razu Cię delikatnie poinformują gdzie są drzwi. Powiem inaczej. Nie znam przypadku żeby komuś pozwolili adoptować dziecko jeśli wcześniej był karany. I to bez znaczenia czy ma zatarcie czy nie.
                    Jedyny przypadek to "usynowienie" dziecka nowego małżonka. Innego przypadku nie znam .
                    A czy w tej odpowiedzi kłamią? Nie!! Piszą jak powinno być, zgodnie z prawem.

        • teletoobis napisał:

          > Piotr a zawiasy tez sie licza?

          Oczywiście. Liczy sie czy byłeś karany czy nie, a nie na jaka karę Cię skazano.
          • A zatarcie nie wchodzi w gre?
            --
            www.radioalex.pl/
            • Zatarcie już dawno nastąpiło, z mocy ustawy. Jeśli nie to zawsze możesz prosić o dokonanie zatarcia, ale to nie znaczy, że w Twojej kartotece tego nie będzie. Na przykład do policji raczej Cie nie przyjmą. Pisze raczej ,bo policja ma takie etaty na które przyjmuje karanych, z nawet niezatartymi adnotacjami. Ale to już zupełni inna bajka.
              • Reasumujac, w przypadku omawianym w temacie: musialbym podac fakt bycia karanym?
                --
                www.radioalex.pl/
                • teletoobis napisał:

                  > Reasumujac, w przypadku omawianym w temacie: musialbym podac fakt bycia karanym

                  Nie. Dla Ciebie "zatarcie" jest procedurą kończącą sprawę, ale dla organu nie.
                  Ty piszesz "niekarany", oni dokonują "pogłębionej analizy", znajdują zapis, że byłeś karany i odrzucają Twoje podanie, uzasadniając inną jakąś okolicznością "wyszukaną" w trakcie rekrutacji.
                  Np. Nieodpowiedeni "profil" osobowościowy.
                  >
                  • czyli holdowanie hipokryzji
                    --
                    www.radioalex.pl/
                  • Spiskowa teoria dziejów? Jacy "oni"?
                    • twojabogini napisała:

                      > Spiskowa teoria dziejów? Jacy "oni"?

                      Organ weryfikujący aplikacje. Każdy organ, z nawet najmniejszym "douszczeniem" do informacji niejawnych.
                    • twojabogini napisała:

                      > Spiskowa teoria dziejów? Jacy "oni"?

                      Każdy sąd , nawet wydział rodzinny, żądając "karty skazania" otrzymuje pełną wiedzę na temat osoby którą jest zainteresowany. Zaświadczenie o niekaralności jest praktycznie tylko na potrzeby pracodawcy. Organ, każdy jeden, analizuje "kartę skazania".
                      • Spoko nie złość się, to "oni" po prostu zabrzmiało jak wypowiadane przez Moldera czy inną agentkę z arch.X :)
                        Co do skazania i zajmowania się dzieciakami - mozliwe jest, że nie bardzo chcą eks przestępcom dawać dzieciaki. I mozliwe jest, ze urzędasy mają chyźla i weryfikują negatywnie, nawet jeśli ktoś x lat temu oberwał z ustawy o wychowaniu w trzeźwości za nieszkodliwą rozróbę po kilku głębszych. Nasza urzędowa kadra pozostawia wiele do zyczenia - bez obrazy dla poszczególnych jednostek.
                        • ... i tak mi mów :)
                          Ja zajmuję sie sprawami administracyjnymi, czyli 95% mojego czasu zajmują mi 'kontakty" z wszelkiego rodzaju urzędami.
                          Jak się pewnie domyślasz, mam swoje własne, mocno ugruntowane zdanie, na temat urzędników, jako ogółu:)
                          (bez obrazy dla jednostek):D
                        • urzędasy mają chyźla i wery
                          > fikują negatywnie, nawet jeśli ktoś x lat temu oberwał z ustawy o wychowaniu w
                          > trzeźwości za nieszkodliwą rozróbę po kilku głębszych.

                          Znaczy maja dawac pijakom i zadymiarzom dzieci na wychowanie ?
                      • No wlasnie, analizuja i chyba dobrze. Przeciez jest roznica pomiedzy osoba, ktora w mlodosci obrzucila kamieniami milcjanta na demonstracji, a osoba, ktora dopuscila sie gwaltu.

                        Jednak wszystko jest wzgedne. Sama wspopracuje z osoba ktora we wczesnej mlodosci zostala skazana za morderstwo na tle rasistowskim. Dzis ta sama osoba ma biala zone i prowadzi program pomocy i rehabilitacji dla dzieci i mlodziezy z wiezien i zagrozonych przestepczoscia zorganizowana w slamsach. I nie jest jedyna osoba skazana za powazne przestepstwa, ktora wyszla na prosta i oficjalnie pracuje z mlodzieza.
    • Nie wiem czy duży dom, jeden syn i lubienie dzieci wystarczą do pełnienia takiej funkcji. To są najczęściej dzieci z problemami, przede wszystkim psychicznymi. I wcale nie są zachwycone tym, że jakaś dobra ciocia robi im łaskę i je bierze do siebie.
      Najlepiej jak zaczniesz działać w tym kierunku i zgłosisz się do jakiejś instytucji rekrutującej rodziny zastępcze. Tam się wszystkiego dowiesz i jeszcze będziesz miała okazję spotkać takie rodziny osobiście.
    • Kiedyś chciałam zrobic to samo, nie wyszło - mąż nie był do tego przekonany tak mocno, jak ja.
      Ale przy okazji licznych rozmów z dyrektorką najbliższego Domu Dziecka wyszła ciekawa sprawa - ja sądziłam, że ta forma opieki jest jakby stworzona dla tych dzieci, ktore nie mają szans na adopcję. A pani dyrektor usilnie tłumaczyła, ze właśnie adopcję powinniśmy brać pod uwagę jako naturalny kolejny krok.
      No i trzeba wziąc pod uwagę jedną kwestię - jeśli dzieci mają biologicznych rodziców ( a zwykle mają), wylądowały w domu dziecka z powodu patologii, a nie biedy (tak własnie jest najczęściej), to musisz uwzględniać istnienie ich rodziny również w Twoim zyciu, chcesz czy nie.
      Dzieci są zwykle emocjonalnie bardzo związane ze swoim prawdziwym domem, żadne dobre warunki i serdeczna opieka tego nie zmienią.
      Jesli wierzyć pani dyrektor, należy brac pod uwagę wszelkie możliwe sytuacje, łącznie z wizytą pijanego tatusia i pretensjami o próby odebrania mu dziecka.
      Zresztą dla kandydatow na rodzicow zastępczych są organizowane szkolenia i tam wszystkiego się dowiesz. Na takie szkolenie zawsze możesz pójść, a ostateczną decyzję podjąć potem.
    • Znam. Rodzice mojej bliskiej koleżanki, robią to już od wielu lat. Są blaski i cienie, jak ze wszystkim, praca ciężka, absorbująca 24h/dobę, no i trudna emocjonalnie, bo przecież przywiązujesz się do dzieciaków, a nie masz często wpływu na ich dalszy los. Jeśli myślisz o tym poważnie, to mogę poszukać kontaktu do tych ludzi.

      --
      From 0 to bitch in less than 5 seconds!
      chez alma
    • Sugeruję rodzinny dom dziecka, to dobre rozwiązanie, przy okazji którego otrzymujesz też dużą pomoc, w tym psychologiczną - a to przy okazji dzieci z rodzin patologicznych nie bagatelna pomoc.
      Musisz się nieco zawziąć w sobie, aby to zrealizować. Poza dokładnym prześwietleniem twego życia musisz przejść kilkumiesięczny kurs zakończony egzaminem i spełnić masę wymagań. Przy okazji rodzinnego domu dziecka dostajesz wsparcie od gminy w wysokości ok. 2 tys. zł na jedno dziecko (o ile wiem zależy ta suma od gminy, nie jest stała w całym kraju). Sugeruję zajrzeć pod poniższy link i powodzenia!
      www.mops.krakow.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=100&Itemid=142
    • Zgłoś się do najblizszego PCPRu. Porozmawiac nie zaszkodzi. Zapytaj o zasady. Najlepszy byłby Rodzinny Dom Dziecka.
      --
      Można odejść na zawsze, by stale być blisko ks Twardowski
    • Co masz na myśli pisząc "gra warta świeczki"? Korzyści emocjonalne, korzyści finansowe?
      Jeśli masz w sobie dużo miłości, jestes gotowa na trudności i nie działasz pod wpływem serialu "rodzina zastępcza" - to być może stworzenie takiej rodziny okaże się twoją misją życiową, czymś w czym się spełnisz.
    • 7kobieta napisała:
      > Mam duży dom, tylko jednego syna, lubię dzieci i rozważam taką opcję.

      a co mąż na ten pomysł? nie lepiej urodzić jeszcze z 2 dzieci skoro masz takie warunki??? a może wybierzesz 1 osobę uzdolnioną/utalentowaną i będziesz ją wspomagać finansowo żeby ukończyła studia?
      • Moim marzeniem jest urodzenie kolejnego dziecka, niestety mam z tym problem.Mam duże pokłady miłości macierzyńskiej, które mogłabym ulokować w tych dzieciach. Mój mąż chciałby stworzyć taką rodzinę zastępczą.(bardziej chyba jako źródło zarobkowania) Ja z kolei boję się, że nie dam rady emocjonalnie, że przywiąże się do dziecka i mi je zabiorą. Ktoś wspomniał o rodzicach tych dzieci, też obawiam się patologii w moim domu.
        • moi rodzice stworzyli rodzinę zastępczą.
          to bardzo trudne zadanie i tylko dla ludzi którzy mają bardzo dobrze poukładane w głowie. po pierwsze musisz wiedzieć że dziecko któe do ciebieprzyjdzie to nie będzie jakiśjasio o pięknych oczkach i nienagannym zachowaniu. niestety te dzieci są pokaleczone psychicznie. trzeba zdać sobie sprawę, że wiele czasu poświęcić trzeba na terapię z psychologiem (niejednokrotnie z seksuologiem)żeby to dziecko dobrze funkcjonowało w przyszłości. to naprawdę ciężka praca. i niestety nie zawsze widzisz wdzięczność tego dzieckawzględem ciebie. dużo dojrzałości potrzeba i cierpliwości. jeśli chodzi o twoją obawę że przywiążesz się do dziecka to powiem ci jak jest. czasem tak da ci w kość że będziesz mażyć o tym żeby już się nie opiekować tym szkrabem. a na poważnie. do rodzin zastępczych najcześciej idą dzieci,których rodzice nie sąpozbawienie całkowicie praw rodzicielskich. szanse takich dzieci są malutkie. dlatego trafiają do rodzin zastępczych. no i rzecz najważniejsza. musisz sobie zadać pytanie, czy będziesz potrafiła żyć tak, żeby twoje własne dziecko nie czuło się zaniedbane przez to że jesteś rodziną zastępczą. i czy dziecko przysposobione będzie przez was dobrze traktowane. to bardzo trudna sztuka i potrzeba naprawdę wiele energii aby przeżyć rodzicielstwo zastępcze.
          trochę mocne słowa, ale nie odwodzę ciebie od tej myśli. jeżeli sądziesz że podołasz to życzę powodzenia
          • poezja1983, bardzo mnie zaciekawiłaś. Mam prośbę jeśli możesz o więcej szczegółów. Ile dzieci mieli twoi rodzice jako rodzina zastępcza, w jakim wieku i ile lat miałaś gdy dzieci pojawiły się w domu.Jak się z tym wszystkim czułaś? Mój syn ma lat 9 i jest na razie zachwycony pomysłem, chce żeby choć jeden to był chłopiec. Nawet żartuje, że dziewczynki to moga z nim spać (on w srodku).
            Czy to prawda,że jest wymóg,żeby każde dziecko miało osobny pokój? W jakim wieku są dzieci twoich rodziców? Ja myślałam o małych do 7 lat..
            • odpowiadam na pytanie:to nieprawda że każde dziecko musi mieć swój pokój. musi mieć tylko własne łóżeczko. no i musisz się przygotować że pracownice PCPR będą sprawdzać czy warunki dla dzieci "są dobre"
              gdy pierwsze dzieci trafiły do nas ja miałam lat dwadzieścia, ale mój najmłodszy brat niespełna dwa lata. rodzice opiekują się dziećmi już osiem lat..........
              na początek przyszły do nas dzieci oderwane prosto od "mamusi". dwie dziewczynki jedna półtoraroczna druga dziewięcioletnia. to był dla mnie okropny okres w moim życiu. moi rodzice niestety nie mają zdrowego podejścia do sytuacji(ALE TO MOJE ZDANIE). bardzo rozpieszczali te dziecie rzekomo żeby wynagrodzić im krzywdę doznaną w domu rodzinnym. trochę to rozumiem. ja już byłam dorosła. niestety moje własne rodzeństwo straciło na tym(tak uważam). rodzice zamiast zająć się własnym dzieckiem zaangażowali się w wychowywanie zastępczych. dlatego właśnie uważam że potrzeba naprawdę wiele rozwagi i umiejętności uporania się z uczuciami. ja rozumiem,że te dzieci które przychodzą do rodziny zastępczej były pokrzywdzone przez życie, a raczej przez własnych rodziców. ale z momentem przyjścia do Ciebie trafiają do normalnej rodziny i mimo, iż wymagają więcej pracy to trzeba je "normalnie" traktować. to dzieci nie były u nas długo. sąd postanowił, że mogą wrócić do matki................. potem był chłopiec 16- letni, strasznie niepokorny. w żaden sposób nie dał sobie pomóc. i jak tylko mógł uciekł na swoje. a zaraz potem rodzice przysposobili trójkę rodzeństwa. dziewczynkę sześć lat i dwóch chłopców 11 i 13. dziewczynka jes tu rodziców do teraz. to prawdziwy mały skarb. mimo ciężkiego dzieciństwa i bardzo ciężkich początków w naszym domu wreszcie odnalazła siebie. a chłopcy powoli się usamodzielniają. w zasadzie ten starszy się usamodzielnia. młodszy na razie planuje.............
              ostatnio do rodziców trafiła jeszcze trójka maluchóe 4,8 i 9 lat.
              ale poza aspektami uczuciowymi muszę powiedzieć że jest kilkaspektó praktycznych. wszystkie dzieciaki które do nas trafiały miały świeżb i wszawicę. ciężka przeprawa żeby to wyleczyć. pierwszego dnia pobytu u nas 5letnia dziewczynka poszła na zakupy z moją 15 letnią siostrą. nie dostała na zakupach czekoladki. najpierw rzuciła się na ziemie z płaczem,a potem nawyzywała siostrę od szmat ku..w i suk...............
              takie oto uroki rodzicielstwa zastępczego.
              ale na to wszystko trzeba się przygotować. po prostu nie jest łatwo. to naprawdę ciężka praca. ale uwież mi efekty- jeśli osiągniesz- dają wiele radości. gdy popatrzysz na tego rozwrzeszczanego,znerwicowanego maucha któy teraz jakby nigdy nic bawi sięz Twoim synkiem klockami pojawia się uśmiech na Twojej twarzy. a gdy podbiega do ciebie łapie za szyję i mówi KOCHAM CIĘ CIOCIU serce się rozpływa.
              • poezja1983 napisała:

                wszystkie dzieciaki które do nas trafiały miały świeżb i wszawicę. ciężka pr
                > zeprawa żeby to wyleczyć.

                Nie chcę umniejszać znaczenia Twojej wiedzy, skoro przez to przeszłaś, ale z zacytowanym fragmentem ciężko mi się zgodzić. Praktycznie ze wszystkich obozów, oboje z siostrą, wracaliśmy ze świerzbem i wszami. Matka radziła sobie z tym w ciągu dosłownie kilku dni. A przecież 50 lat temu nie było takich środków jak dzisiaj.
                • na obozie byliście może dwa tygodnie. tylko jeden chłopiecktóy u nas był niemiał strupów na głowie. pozostałe dzieci miały tak zaniedbaną wszawicę że strup strypem poganiał na głowie. człowiek najchętniej zgolił by wszystkie włosy..........
                  i u chłopców tak mama robiłą,ale z dziewczynkami gorsza sprawa
                  takie sprawy naprawdę ciężko się leczy
                  • poezja1983 napisała:

                    > na obozie byliście może dwa tygodnie. tylko jeden chłopiecktóy u nas był niemia
                    > ł strupów na głowie. pozostałe dzieci miały tak zaniedbaną wszawicę że strup st
                    > rypem poganiał na głowie. człowiek najchętniej zgolił by wszystkie włosy.......
                    > ...
                    > i u chłopców tak mama robiłą,ale z dziewczynkami gorsza sprawa
                    > takie sprawy naprawdę ciężko się leczy

                    Za komuny obozy trwały minimum 21 dni:), a większość cały miesiąc :), co nie zmienia faktu, że masz rację.
                    Mnie matka zaraz strzygła na łyso(u fryzjera mówiło się, że dziecko ma wszy, wtedy strzygli inna maszynką), więc nie miałem problemu. Sistra miała gorzej bo mama smarowała jej głowę octem sabadylowym, który dość intensywnie śmierdział, a później zdechłe wszy wyczesywała tzw "gęstym grzebieniem". To był taki mały , czarny grzebień i cieniutkich jak igła ząbkach. Świerzb leczyło się takim smarowidłem, które śmierdziało migdałami. Było to mocno rozgrzewające, a w ciepłej wodzie paliło żywym ogniem. Jednak po kilku dniach można było o świerzbie zapomnieć.
                    Pozdrawiam.
    • A może ktoś z Was zetknął się jeszcze z rodziną zastępczą?
      • Ja spotykam sie z takimi rodzinami w pracy jako psycholog. Najczęściej trafiaja do nas rodziny z różnymi trudnościami u dzieci i to zarówno z tymi, które sa w rodzinie jak i z biologicznymi dziecmi, ktore często nia radzą sobie z nowym rodzeństwem pojawiaja sie u nich trudnosci emocjonalne, problemy z zachowaniem. Bardzo duze wyzwanie, trudne zadanie i nie do konca mozna przewidziec jak potem bedzie reagowac Twój syn, jednak wyobrazanie sobie takiej sytuacji to nie to samo co przezywanie jej.
        Po moim doświadczeniach jestem raczej sceptycznie nastawiona.
        Czasem fajne wczesniej rodziny są potem w duzym kryzysie, trudne sa relacje z dziecmi, pomocy, psychoterapii wymagaja potem i dzieci z rodziny zastepczej i dzieci biologiczne a czasem nawet małżonkowie zle znoszą trudne do rozwiazania konflikty, choroby, koniecznośc terapii itp.
    • Mój znajomy był karany za jazdę pod wpływem. Po 5 latach się przedawniło i spokojnie wystąpił do sądu o zaświadczenie o niekaralności. Potrzebne było do OA.
      --
      Można odejść na zawsze, by stale być blisko ks Twardowski
    • w pierwszej kolejnosci proponuje przejsc przez kurs dla rodzin zastepczych. To otworzy ci oczy na wiele spraw. My po takim kursie sie wycofalismy i na razie mamy tylko "certyfikat" na rodzine zaprzyjazniona. Mielismy zbyt idealistyczne podejscie do tematu, wiec naprawde ten kurs wiele daje. rownoczesnie mozesz zglosic sie jako wolontariuszka w domu dziecka i poznac sie z dzieciakami. ZObaczysz jakie maja oczekiwania i czy wogole sie polubicie.

      Z rzeczy formalnych, dzieci powinny byc mlodsze od twojego syna, zeby nie zaklocac naturalnych relacji.
      Co do planow zarobkowych twojego meza, to lekko mnie zszokowaly, powaznie on chce czerpac z tego zyski????
      --
      onek
      kociarstwo 1 pokolenie
      kociarstwo 2 pokolenie
      • kamcia_79,
        a co w tym dziwnego?? osobiście znam ludzi którzy żyją z takich dzieci (prowadzą zawodową rodzinę zastępczą)... nie dość, że płacone masz za każde dziecko to masz własną wypłatę.. uwierz mi, że spokojnie można odłożyć kilka zł co miesiąc.. szkoda tylko, że nie pomyśleli by założyć konta tym dzieciom i odkładać te zł na ich dorosłe życie.. woleli spożytkować na własne utrzymanie i przyjemności bieżące.. mnie się to nie podoba, ale nie wtrącam się... zresztą teraz już jest gorzej, bo ceny poszły w górę, a stawki nie...

        co do meritum,
        jeśli jesteś silna psychicznie, odważna i gotowa na trudne, uwierz mi trudne rozmowy.. to ja bym popróbowała a początku od szkolenia, od wolontariatu w domu dziecka, albo znalazła taką rodzinę w okolicy i z nimi nawiązała znajomość..
        wiesz, musisz zrozumieć, że te dzieci często jesli się na nie otworzysz, to będą wisiały na tobie.. i to realnie i psychicznie...
        wyobrażasz sobie, że w żartach starszy brat siostrze wtedy 12letniej wypomniał, że chodziła do sąsiada, bo ten dawał jej słodycze.. niestety dobrze kojarzysz.... dziewczyna się zrobiła czerwona, potem blada, potem się rozpłakała.. a ten śmiał się w niebogłosy... umiałabyś zareagować...
        wiesz.. ja miałam taką sytuację.. i uwierz mi, cholernie ciężko jest wziąć to na swoje barki..
        ja wcale nie chce cię straszyć i udowadniać, że nie warto.. wręcz przeciwnie.. jeśli czujesz się gotowa to czemu nie.. o ile wiem statystyki mówią, że dzieci z rodzin zastępczych najlepiej sobie radzą... to czemu nie..??
        tylko pamiętaj, ze to jest trudniejsze niż praca...
        to trwa 24/24 h, 7 dni w tygodniu, bez urlopu... i nie powiesz, że dziś nie ide do pracy.. mam dość.. rzucam to...
        ale uwierz mi, gdy taki małolatek kładzie ci się jak niemowlę na rękach, przytula się.. i patrząc ci w oczy mówi że cię kocha... ech.. wtedy wszystkie cienie blakną...


        P.S. sama się nad tym ciężko zastanawiam.... od 4 lat znam te dzieci.. i od stycznia chcę iść na kurs...
        z moich obserwacji wynika, że im młodsze dziecko się weźmie, tym łatwiej i szybciej się ono aklimatyzuje do nowych warunków.. jest jak plastelina.. układasz je..
        acha.. jest jeszcze warunek - musi być alternatywne źródło dochodu, bo ustawa finansuje tylko część wydatków na dzieci...
        --
        .... wielokropek....
        • marla133 ma rację.........
          potrzeba naprawdę silnej woli i wiele pracy i rozsądku. to niestety nie jest tak, że przyniesiesz do domu lalkę do zabawy z synkiem. nie chcę cię tym obrazić. dzieciaki często były bite, wykorzystywane seksualnie....... ile trzeba czasu poświęcić żeby taki dziecko postawiićdo pionu wie tylko ten kto przez to przeszedł. a co do zarobkowania to ciężko to widzę. dostaniesz na dziecko powiedzmy 700 złotych miesięcznie. moi rodzice nie są w stanie odłożyć ani grosza. ubrania, szkoła,życie codzienne sama wiesz ile to kosztuje............ dolicz do tego jakąś dobrą terapię..... a przecież waarto żeby dziecko miało jakieś wakacje. wyjazd na kolonie kosztuje ok.1200 zł. do tego daj kieszonkowe powiedzmy 200 zł, dokup jakieś ubrania na wyjażd i wychodzi,żeprzez dwa i pół miesiąca odkładasz żeby dziecko miało dwa tygodnie przyjemności. na czym wy zarobicie.........
          • Przeczytałam na stronie że za dziecko do 7 lat dostaję w zaokrągleniu 900 zł+ 500 złoty od miasta miesięcznie. Trójka dzieci to 4200 nie powiesz mi,że dzieci tyle kosztują miesięcznie.
            Nie chcę starszych dzieci, tylko małe,duże dzieci to duży kłopot, niestety.
            Mam zbyt duży dom na 3 osoby,chciałabym zająć się tym co lubić, bo kocham dzieci.
            Przy okazji mogłabym zarobić na tym co lubię,czy to coś złego?
            • nie powiedziałam że to coś złego jeśli chcesz zarobić i jednocześnie robić to co lubisz. opiekunowie w domu dziecka też otrzymują pensję za swoją pracę. bo rodzicelstwo zastępcze to jednak praca. a dzieciom na pewno będzie lepiej w normalnym domu niż w domu dziecka. jeśli jest jakaś możliwość to proponuję spotkanie z rodzinami w Twoim otoczeniu. ja mieszkam w niewielkim mieście. ludzi też kusili dużymi sumami na utrzymanie dziecka, na zagospodarowanie, na wyprawki do szkoły. w praktyce to jednak wygląda tak że kwoty jakie podają to są kwoty maksymalne a u nas niechętnie takie dają.......................
            • < Nie chcę starszych dzieci, tylko małe,duże dzieci to duży kłopot,
              Ale przeciez te dzieci za kilka lat beda starsze...
    • Na podstawie Twoich słów :"Czy to gra warta świeczki" oraz potraktowanie prowadzenia rodziny zastępczej przez Twojego męża jako formy zarobku - odradzam.
      Duży dom i jeden syn to za mało. Ja również mam duży dom, jednego syna, wykształcenie pedagogiczne+11 lat satysfakcjonującej pracy z dziećmi, w wieku 5 lat zostałam adoptowana, ale rodziny zastępczej bym nie stworzyła.

      • Czyli trzeba do tego podchodzić jak doktor Judym z misji i z powołania, a wszystkie dodatkowe pieniądze odkładać na książeczki mieszkaniowe tych dzieci? Litości, przecież nikt nie robi tego za darmo. To praca 24 godziny na dobę.
        • 7kobieta napisała:

          >
          > Czyli trzeba do tego podchodzić jak doktor Judym z misji i z powołania, a wszy
          > stkie dodatkowe pieniądze odkładać na książeczki mieszkaniowe tych dzieci? Lito
          > ści, przecież nikt nie robi tego za darmo. To praca 24 godziny na dobę.

          Wszyscy grzecznie i ze zrozumieniem, starają Ci się uprzytomnić, że to nie jest praca w wymiarze merkantylnym. Możesz nie przyjmować tego do wiadomości ,ale to już Twój problem. Nic Ci nie zostanie z tych pieniędzy co Ci da gmina a jeszcze często gęsto będziesz musiała dołożyć z własnych, lub patrzeć w oczy głodnych dzieciaków.
          Rozumiesz ?
          • Piotr-57 ma rację. Nie zostanie wiele albo nic. Przy czwórce dzieci dzieci zużyjesz dużo więcej wody, prądu, żywność też jest coraz droższa. Na odzieży nie oszczędzisz bo takie rodziny są "obsrwowane" przez życzliwych sąsiadów. Dzieci czasem bywają roszczeniowe, zwłaszcza te już trochę starsze. Piszesz, że duże dzieci to duzy problem. Te małe też urosną...
            ttp://www.suwaczki.com/tickers/zem3df9htg4klz96.png
            • po twoim wpisie, że wzięłabyś tylko małe dzieci wnioskuje, ze nie masz zielonego pojęcia o co w tym wszystkim chodzi... ty myślisz, że za kilka lat tak łatwo te dzieci oddasz..?? i jaki podasz powód.. bo urosło..?? śmieszne...
              szczerze powiem, nie rób tego..
              nie odniosłaś się w żaden sposób to pomysłów moich i innych, by podejść do szkolenia, być wolontariuszem w podobnych placówkach, albo chociaż stać się "rodziną zaprzyjaźnioną".. to znaczy, że nudzi ci się w domu z synem, a nie masz szans na sensowną robotę.. i szukasz łatwego zarobku.. otóż, ani on łatwy, ani wielki ten zarobek...

              jeszcze raz radzę nie rób tego.. bo widać, że skrzywdzisz swoją rodzinę i te dzieciaki.. a szkoda..
              --
              .... wielokropek....
            • Trzeba dodac oplacenie psychologow, terapi, rechabilitacji, czesto lekow.
        • a wszystkie dodatkowe pieniądze odkładać na książeczki mieszkaniowe tych dzieci

          - wiesz to są pieniądze na te dzieci.. i tak powinnaś je wydać... nie na ciebie.. ani swoją rodzinę.. bo na was macie obowiązek pracować sami.. a nie okradać skrzywdzone dzieci.. bo prawdę powiem, skoro zamierzasz korzystać z pieniędzy nie swoich, przeznaczonych nie na siebie.. to znaczy, że z góry zamierzasz kraść... płytkie to i obrzydliwe...

          chcesz więcej kasy --> idź do pracy
          --
          .... wielokropek....
          • Przecież opiekując się tymi dziećmi ma się pracę 24 godziny na dobę.
            Skoro ogłaszają się z tym w urzędzie pracy, to dają do zrozumienia,ze to forma zarobku.
            Nie wierzę w to,że ludzie robią to tylko z potrzeby serca. Moim zdaniem jest to ciężka praca za którą należy się wynagrodzenie.
            Ale słuchając Was - mocherowych beretów-odechciewa się wszystkiego naprawdę.
            • chyba obrażasz ludzi. mnie na pewno. to jest szlachetne- rodzina zastępcza. ale nikt tu nie chce źle dla ciebie. ja znam sytuacje z autopsji. wiem jak jest. myślisz że będzie kolorowo. daj ci Boże. ale proponuję udaj się do Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. działa przy każdym starostwie. tam ci powiedzą jakie wymagania musisz spełnic, zaproponują ci termin szkolenia(zresztą obowiązkowego) i jak już ktos dobrze pisał zanim załątwisz wszelkie formalnoości spróbój być rodziną zaprzyjaźnioną. zaproś jakieś dzieci na wekend, święta, ferie, wakacje........... zobaczysz jak twoja pociech na to reaguje...... i ty sama też. no chyba że jak nie ma kasyto nie zamierzasz nikim się opiekować
              • poezja1983 napisała:

                > chyba obrażasz ludzi. mnie na pewno.

                Może Ciebie tak, mnie nie.
                Jest na to stanowczo za głupia.
                • mnie tez określenie mohera nie przeraża... jeśli tylko mam czyste sumienie...
                  --
                  .... wielokropek....
                  • kiecha3 napisała:

                    > mnie tez określenie mohera nie przeraża... jeśli tylko mam czyste sumienie...

                    Nie wiem co ma do tego sumienie, mój tok myślenia jest taki :
                    - prosi o radę-próbuję pomoc-odpowiadam w dobrej wierze-rzuca we mnie inwektywą(przynajmniej w jej pojęciu), no to do jakiego wniosku mogę dojść ? Idiotka. (bez obrazy).
                • nie obraża mnie samo określenie mooher.......
                  ale wybacz ta kobieta7 pyta o rodziny zastępcze. różne wpisy czytałam i żaden chyba jej nie obraził. uważasz, że to w porządku. nie usłyszała tego czego oczekiwała to może nazwymyślać ludzi. bardzo dziecinne i egoistyczne. i myślisz że ktoś taki dobrze zajmie się obcymi dziećmi.....................
                  • poezja1983 napisała:

                    > nie obraża mnie samo określenie mooher.......
                    > ale wybacz ta kobieta7 pyta o rodziny zastępcze. różne wpisy czytałam i żaden c
                    > hyba jej nie obraził. uważasz, że to w porządku. nie usłyszała tego czego oczek
                    > iwała to może nazwymyślać ludzi. bardzo dziecinne i egoistyczne. i myślisz że k
                    > toś taki dobrze zajmie się obcymi dziećmi.....................


                    Nie bardzo wiem co ma jedno do drugiego. Ja tylko stwierdziłem, że ona NIE MOŻE mnie obrazić, bo jest na to za głupia, właśnie z tych powodów, które wymieniłaś.
                    A czy głupi człowiek może tworzyć rodzinę zastępczą? Pytanie retoryczne. :)
                    Pozdrawiam :)
            • > Ale słuchając Was - mocherowych beretów-odechciewa się wszystkiego naprawdę.

              Ale mnie obraziłaś... no idę do kątka popłakać...
              Słuchaj, jeśli po wpisach, tych kilku ci się "odechciewa".. to bardzo dobrze.. to tylko namiastka tego co cię czeka.. ludzie są straszni.. i to czego tu zaznałaś to nawet nie czubek góry lodowej.
              Jeśli po czymś takim ci się "odechciewa" to nie decyduj się na RZ.. nie dasz rady... psychicznie nie dasz...


              > Nie wierzę w to,że ludzie robią to tylko z potrzeby serca.
              a ja nie wierze, że ludzie potrafią okradać biedniejszych.. a jednak... robią to.. ale to wcale nie znaczy, że ja muszę być taka sama.. Ale do takich wniosków trzeba dojrzeć....
              Zobacz... ja od 4 lat się zastanawiam.. i im dłużej sie przyglądam, tym mniej pewna jestem czy to dobry wybór.. Czy dam radę.. A wież mi.. wiem co to znaczy mieć gromadkę dzieci pod opieką...

              > Skoro ogłaszają się z tym w urzędzie pracy, to dają do zrozumienia,ze to forma
              > zarobku.
              bo masz własną wypłatę z tytułu pełnienia takiej funkcji..ale to twoja kasa i ja nic do niej nie mam.. Ja mówię o $$$ która dostaje taka rodzina na dziecko... a zżera ją sama na własne potrzeby.. i nie mówię tego z wrodzonej złośliwości.. ale wiem i widziałam...
              --
              .... wielokropek....
              • kiecha3 napisała:
                > Skoro ogłaszają się z tym w urzędzie pracy, to dają do zrozumienia,ze to
                > forma
                > > zarobku.
                > bo masz własną wypłatę z tytułu pełnienia takiej funkcji..ale to twoja kasa i j
                > a nic do niej nie mam..

                jeszcze małe wyjaśnienie. formą zarobkową o ile można tak to nazwać jest zawodowa rodzian zastępcza. rodzina zastępcza sama w sobie nie zapewnia wynagrodzenia opiekuna. dostajesz jedynie pieniądze na utrzymanie dzieci.a im starsze te dzieci tym pieniędzy mniej niestety. a potrzeby rosną. możesz być zawodową rodziną zastępczą. ale wówczas jak już pisałam wcześniej musisz wyrazić zgodę na przysposobienie większej ilości dzieciaków.
            • >>Nie wierzę w to,że ludzie robią to tylko z potrzeby serca.
              No to uwierz. W Polsce na byciu rodziną zastępczą, nawet zawodową, nie zarobisz. Pieniądze nie są duże w porównaniu z potrzebami, a praca jest 24/h i jest to chyba najtrudniejsza praca świata. Poza tym w Polsce żeby w tym wytrwać naprawdę trzeba to robić z serca, bo system jest do du** i rodzina zast. kiedy już dostanie dzieci, zostaje sama ze wszystkimi problemami. Wytrzymują to tylko ci, którzy kochają dzieci i chcą im pomóc bez względu na wszystko. Mam wrażenie, że masz nieco idealistyczne spojrzenie na sprawę, nie zdajesz sobie sprawy z trudności i wydaje ci się, że będzsz szlachetna i jeszcze budżet podreperujecie z mężem. Mam nadzieję, że w Ośrodku Adopcyjnym w waszym mieście zweryfikują was odpowiednio psycholodzy i pedagodzy i nie dadzą wam dzieci jednak.Sory.
            • > Ale słuchając Was - mocherowych beretów-odechciewa się wszystkiego naprawdę.

              No i dobrze, że Ci się już teraz odechciewa, przynajmniej nikogo nie skrzywdzisz...
              --
              Blog o organizacjach pozarządowych:
              3sektor.blox.pl
          • Macie wszyscy racje: to nie jest forma zarobkowania. NIKT nie powinien zabierac sie za to z mysla o pieniadzach. Ja tez mysle o tym od czasu do czasu, ale na razie nie jestem w powaznym zwiazku, nie mam wlasnych dzieci, wiec to nie czas na rodzine zastepcza, moze za pare lat. Ale nie pomyslalam do tej pory o pieniadzach jakie sie na to dostaje. Serio!

            ALE.
            Czytajac Wasz wpisy mysle sobie, ze przeciez jesli ma sie swoje dziecko/dzieci i powiedzmy troje czy czworo przyjmuje sie do swojego domu (bo czesto jest to rodzenstwo), a do tego jeszcze sa male, to jedno z rodzicow realistycznie musi zrezygnowac z pracy. Wtedy to, co dostaje na te dzieci, musi pokryc (razem z pensja drugiego rodzica) wydatki CALEJ rodziny.
            Dlatego chyba nie trzeba sie rozliczac z tych pieniedzy. Nie da sie chyba tego tak prosto rozdzielic?

            Np. jesli mamy odlozone pieniadze, to pojedziemy na wakacje. Cala rodzina. Czy nie, czy lepiej odlozyc te kase na konto dziecka, a na wakacje nie pojechac, bo wtedy przeciez my tez korzystamy z tych pieniedzy?

            Zgadzacie sie ze mna, ze nie da sie tak dokladnie rozpisac tych przychodow i rozchodow dla kazdego dziecka i wplacic na konto roznice?

            > - wiesz to są pieniądze na te dzieci.. i tak powinnaś je wydać... nie na ciebie
            > .. ani swoją rodzinę.. bo na was macie obowiązek pracować sami.. a nie okradać
            > skrzywdzone dzieci.. bo prawdę powiem, skoro zamierzasz korzystać z pieniędzy n
            > ie swoich, przeznaczonych nie na siebie.. to znaczy, że z góry zamierzasz kraść
            > ... płytkie to i obrzydliwe...
    • Zglos sie do poradni psychologiczno-pedagogicznej w Twoim miescie albo do osrodka adopcyjnego. Mysle, ze tam masz szanse trafic na kogos, z kim mozesz porozmawiac o realiach i wtedy swiadomie zdecydujesz co dalej.

      Moim zdaniem, jesli lubisz dzieci i masz warunki to dlaczego nie? :)
    • Znam rodzinę, która najpierw prowadziła pogotowie opiekuńcze a teraz prowadzi rodzinny dom dziecka. Myślę, że chętnie Ci pomogą. Odezwij się na priva, to podam Ci namiary do nich.
      ps. POWODZENIA!!!
    • Jestem rodzicem zastepczym. Prosze o maila na priva
    • moja znajoma (singielka) została rodziną zastępczą dla 3 - letniego chłopca i dziś, po 2 latach, nie żałuje, przeciwnie - stara się o jego pełną adopcję i jest na dobrej drodze ku temu. chłopczyk był trochę zaniedbany, miał wadę wymowy i ADHD, w placówce opiekuńczej był od pierwszego miesiąca życia, rodzice byli dysfunkcyjni, pozbawieni praw ... długo się wahała, ale zdecydowała się, bo jest samotna, bez szans na udany związek z facetem, za to z problemami z płodnością i zbliżającą się 40 - stką, a bardzo chciała mieć dziecko i dzisiaj ma fajnego 5 - letniego synka. sporo pracy w niego włożyła, pieniędzy też (logopeda, psycholog dziecięcy, zajęcia reedukacyjne) ale widać efekty, ale ona ma szaloną satysfakcję i cel w życiu, dziecko ma dom i mamę, wszyscy mają się dobrze ... oczywiście, nie sposób przewidzieć co będzie w przyszłości, jaki bagaż genetyczny niesie ze sobą to dziecko, ale tego nawet w stosunku do własnych dzieci się do końca nie wie, więc zamartwianie się tym na zapas jest bez sensu. więc jeżeli naprawdę poważnie myślisz o zajęciu się jakimś porzuconym dzieckiem, przemyślałaś za i przeciw, to zrób to, może będzie to coś dobrego dla kogoś i ciebie samej. tylko nie działaj pod wpływem emocji i chwilowych porywów serca dla "sierotki", to musi być naprawdę dojrzala decyzja.
      • niestety, obie rodziny zastepcze, które znam w ogóle się nie sprawdziły- ale może to kwestia wieku rodziców zastepczych- w obu przypadkach to są ludzie w wieku bardzo dojrzałym, mające już dorosłe dzieci,a wzięli dzieci w wieku przedszkolnym. I to mnie trochę dziwi, bo przed nimi bardzo trudny okres rozwoju dziecka i różnie to bywa z cierpliwością , no i ze zdrowiem rodziców zastępczych

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.