• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

pewnych aspektów małżeństwa nie rozumiem... Dodaj do ulubionych

  • 03.01.11, 23:06
    od 7 lat są małżeństwem... ona zdradza od ponad roku, on od sześciu... oboje w międzyczasie o tym wiedzą... pytanie: po co utrzymywać taki związek..? bo dzieci i kredyt? to jeszcze jestem w stanie zrozumieć... żadne inne powody nie wchodzą mi po prostu do głowy..
    Zaawansowany formularz
    • 03.01.11, 23:08
      taki układ, jeśli im to odpowiada
      • 03.01.11, 23:20
        dorottiss napisała:

        > taki układ, jeśli im to odpowiada

        no właśnie nie bardzo chyba odpowiada bo na zmianę płacze jedno z drugim... wniosek z tego taki, że dopóki o niczym nie wiesz, wszystko fantastycznie jest..
        • 04.01.11, 08:45
          lady_in_dark napisała:
          >
          > no właśnie nie bardzo chyba odpowiada bo na zmianę płacze jedno z drugim... wni
          > osek z tego taki, że dopóki o niczym nie wiesz, wszystko fantastycznie jest..

          Nie. Są nieszczęśliwi bo "włożono" im do głów niewłaściwy system wartości.
          Człowiek ma zakodowane podporządkowywanie się normom moralno społecznym. Oni cierpią nie z powodu naprzemiennych zdrad, tylko z powodu świadomości życia poza nakazami moralnymi, wtłoczonymi im do głów. Mnie niczego takiego nie wtłoczono i przez 34 lata małżeństwa nigdy, nawet do głowy mi nie przyszło, pytanie żony o wierność. To mnie po prostu nigdy nie interesowało. Seks jest marginalną częścią małżeństwa, powiedzmy 5%, nie ma więc żadnego powodu by od 5% marginesu uzależniać jakość związku.
          • 04.01.11, 15:37
            Podpisuję się pod tą wypowiedzią
            • 06.01.11, 18:29
              amen
              --
              kreatywny blog o szyciu
          • 04.01.11, 15:43
            dobrze gada...
            nie pytam, nie sprawdzam, olewam, a jak mnie zdradzi i się dowiem to przejdę nad tym do porządku dziennego i będę przechodzić dopóki będzie tak jak jest, bo jest w porządku.
            • 04.01.11, 16:36
              jasna_olera napisała:

              > dobrze gada...
              > nie pytam, nie sprawdzam, olewam, a jak mnie zdradzi i się dowiem...

              ... nie możesz "dowiedzieć" się o czymś czego nie przyjmujesz do wiadomości.
              Każdy kto by próbował "pomówić" moja żonę o niewierność, po pierwszej sylabie dostałby w ryj, za pomówienie i taki byłby koniec.
          • 04.01.11, 17:49
            To, że dla Ciebie seks nie ma w małżeństwie znaczenia (bo 5%wartości w związku to błąd statystyczny) rzeczywiście tłumaczy twoje zrozumienie dla walenia cie w rogi ale dla zdrowego mężczyzny sprawa orgazmu jego żony i co za tym idzie znaczenie seksu jest dużo większe...
            A jak sprawa ewentualnego potomstwa-zależy ci by było twoje, czy dopuszczasz możliwość inwesowania w geny sąsiada, listonosza albo innego przyjaciela?


            --
            "chamstwu należy się w życiu przeciwstawiać siłom i godnościom osobistom"
          • 04.01.11, 18:00
            ".. Seks jest marginalną częścią małżeństwa, powiedzmy 5%,.."" hahaha, hihihi .
            Generalizowac nie mozna , nawet w wypadkach gdy pala nie przygrywa zawsze .
            Powiedz to np. p. Depce. Ten dopiero sie zdziwi !!!
          • 05.01.11, 21:58
            piotr_57 napisał:

            > Są nieszczęśliwi bo "włożono" im do głów niewłaściwy system wartości.
            > Człowiek ma zakodowane podporządkowywanie się normom moralno społecznym. Oni ci
            > erpią nie z powodu naprzemiennych zdrad, tylko z powodu świadomości życia poza
            > nakazami moralnymi, wtłoczonymi im do głów.

            Czy zwierzeta maja normy moralne?
            • 05.01.11, 22:10
              mumia_ramzesa napisała:
              >
              > Czy zwierzeta maja normy moralne?

              Schodzisz poniżej akceptowalnego poziomu. Po co to robisz ?

              • 06.01.11, 17:38
                Zastanow sie po co. Mozesz odpowiedziec na moje pytanie?
                • 06.01.11, 17:43
                  mumia_ramzesa napisała:

                  > Zastanow sie po co.

                  Straciłem zainteresowanie.

                  Mozesz odpowiedziec na moje pytanie?

                  Nie. Straciłem chęć do rozmawiania z Tobą.
                  • 06.01.11, 18:12
                    W takim razie zegnam Panie Obrazalski.
                    Moze ktos Ci napisze po co zadalam to pytanie. Moze jeszcze mi odpowie na pytanie skad sie bierze tylu niedojrzalych mezczyzn w dojrzalym wieku.
          • 06.01.11, 22:56
            Tak właśnie jest.
        • 04.01.11, 12:20
          jakich wlasciwie aspektow malzenstwa nie rozumiesz ??
          co kryje sie u ciebie pod slowem "pewne" ?
          rozne sa uklady malzenskie, gdyz czesto rozne typy psychologiczne (nie wiadomo dlaczego) ten zwiazek zawieraja.
          malzenstwa nie musza sie rozwiazywac zaraz w wypadku zdrady partnera gdyz mimo wszystko jest im wygodny taki uklad lub boja sie go zmieniac , priorytety tez mozna zmienic.
          dziwne przy tym , ze placza po wzajemnych zdradach bo to troche kupy sie nie trzyma.
          pytanie pomocnicze byloby :
          czy "rzna" wazystko jak leci czy maja stalych partnerow do dwxu na boku?
          • 04.01.11, 22:57
            stałych w obu przypadkach... i nie chodzi tu tylko o rżnięcie na boku, ale o długą przyjaźń, wielogodzinne rozmowy, spędzanie czasu razem... w sensie że moim zdanie to już "zdrada" a nie stuknięcie kogoś przypadkowego...
    • 03.01.11, 23:21
      Głupi są.
      • 03.01.11, 23:25
        atam głupi, poczytaj o ego, superego, poczytaj o osobowościach niskoreaktywnych, o hormonach
        normy moralne bardzo kłócą się z tym co narzuca organizm, psychika, chemia mózgu

        dodam tylko, że wyrachowanie to całkiem inna sprawa


        --
        Co masz zrobić jutro zrób pojutrze, a będziesz miał dwa dni wolnego.
        • 03.01.11, 23:26
          normy moralne czasem bardzo kłócą się z tym co narzuca (...)
          --
          Co masz zrobić jutro zrób pojutrze, a będziesz miał dwa dni wolnego.
          • 04.01.11, 08:47
            vandikia napisała:

            > normy moralne czasem bardzo kłócą się z tym co narzuca (...)

            Trafiłaś w samo sedno.
            Teraz tylko zrób następny właściwy krok i odpowiedz na pytanie: co człowiek może zmienić by być szczęśliwym? Potrzeby organizmu czy normy (pseudo)moralne?
            • 04.01.11, 10:39
              Chyba jednak normy moralne dają więcej. Zaspokojenie potrzeby seksualnej z kimś niemieszczącym się w ramach szczęścia nie da a satysfakcja z tego, że się jest wiernym (moralnym) już może. Zakładam oczywiście, ze w związku potrzeby seksualne są realizowane (przynajmniej mniej więcej;)
              --
              ---------
              Ta, co się nie boi
              • 04.01.11, 11:16
                Nie mogę odpowiedzieć, bo nie rozumiem posta:(
        • 03.01.11, 23:47
          vandikia napisała:

          > atam głupi, poczytaj o ego, superego, poczytaj o osobowościach niskoreaktywnych
          > , o hormonach
          > normy moralne czasem bardzo kłócą się z tym co narzuca organizm, psychika, chemia mózg
          > u
          >
          > dodam tylko, że wyrachowanie to całkiem inna sprawa
          >
          >

          Nie są dla siebie fair, nie są fair dla swojego ego. Choroba zwana głupotą. Powinni się leczyć albo rozstać.
        • 04.01.11, 10:00
          tylko ze te normy moralne pozwolily wyjsc ludziom z jaskin, zbudowac cywilizacje itd.
          siusiu tez robisz tam gdzie ci organizm narzuca?? (pomijam sytuacje skrajne:) )
          --
          rozłóż przede mną księgę zaklęć i wróżb
          okutą w obwolutę twoich ramion i ud
          i czaruj we mnie, na ołtarz duszę złóż
          i w dusznym kącie rzuć na mnie urok swój
          • 06.01.11, 23:09
            nie zgadzałoby sie z tym o czym opowiada literatura żeromskiego czy prusa. ludzie gzili się po bokach i realizowali postęp techniczny równocześnie.
    • 03.01.11, 23:22
      może są takimi osobowościami, które prócz zycia stałego muszą mieć coś na boku?
      a inaczej smakuje przygoda, jeśli masz stały ląd w oddali?

      skoro wiedzą o tym, to znaczy że akceptują i im z tym dobrze
      ewentualnie oszukują się na siłę

      układów ludzkich jest tyle ile ludzi, im jestem starsza tym bardziej nie rozumiem wielu takich spraw, a myslałam że z wiekiem zrozumiem :)
      --
      Co masz zrobić jutro zrób pojutrze, a będziesz miał dwa dni wolnego.
      • 03.01.11, 23:34
        ja też tak mam :)
    • 03.01.11, 23:39
      Pytanie, czy zdradza czy tylko bzyka na boku...
      • 03.01.11, 23:44
        powiem Ci że przynajmniej w jednym przypadku pół na pół :)
      • 04.01.11, 08:48
        fig-ga napisała:

        > Pytanie, czy zdradza czy tylko bzyka na boku...

        Bardzo rozsądne pytanie!!
        To dwie, zupełnie różne rzeczy.
        • 04.01.11, 16:02
          > Bardzo rozsądne pytanie!!
          > To dwie, zupełnie różne rzeczy.


          Nie, to tylko moga byc dwie rozne rzeczy, w zaleznosci od tego, kto ocenia.
      • 04.01.11, 10:41
        a jaka jest różnica? Poważnie pytam, bo dla mnie nie ma/nie widzę.
        --
        ---------
        Ta, co się nie boi
    • 04.01.11, 01:07
      Dzieci i kredy to bardzo istotne powody. W końcu małżeństwo zawiera się w celach prokreacyjno-ekonomicznych.
      Kochać i być wiernym to można bez małżeństwa.

      --
      Któregoś dnia kupię sobie psa
      Przynajmniej będę miał co kopać z rana
    • 04.01.11, 01:19
      Hmmm... ale jakiego aspektu małżeństwa nie rozumiesz? Bo w tytule piszesz o aspektach, a w treści o wzajemnym dorabianiu sobie rogów - jak dla mnie jedno z drugim niewiele ma ze sobą wspólnego ;)

      Zdrada nie jest aspektem, ani elementem małżeństwa, tylko charakteru danego człowieka - jedni nie potrafią własnej dupy upilnować i latają z kwiatka na kwiatek, a drudzy prędzej by sobie w twarz napluli, niż skoczyli w bok. To kwestia indywidualna i ma się do samej "instytucji" małżeństwa tak, jak wół do karety...

      Natomiast jeśli opisywana para utrzymuje związek na takich zasadach, jakie przedstawiłaś, to widocznie taki układ im obojgu pasuje. Mogą żyć ze sobą, żeby wzajemnie się na sobie mścić, a może są masochistami i wzajemne unieszczęśliwianie się sprawia im przyjemność, albo kierują się czystym pragmatyzmem - w końcu we dwójkę zawsze łatwiej (dzieci odchować, kredyt spłacić, mieszkanie utrzymać, itd.), a pobzykać coś nowego zawsze można. Różnie może być. Najlepiej zapytać samych zainteresowanych :P
    • 04.01.11, 07:32
      A jeśli żadnemu z nich to nie przeszkadza? Mnie by przeszkadzało, ale może oni mają inaczej, może uważają, że seks nie jest taki ważny, a ich związek to coś dużo więcej i że seks sobie mogą uprawiać z kimś innym, a takiej więzi, jak ze sobą, nie będą mieli z nikim innym? Nie wiem, gdybam tylko, ale jestem w stanie sobie wyobrazić takie podejście.
      --
      pieczywo zeby nie obsychalo trzymaj w wiadrze z woda
      a dluga rura z wrotka na kazdym koncu bedzie wspanialym samochodem
      dla węża /moofka/
      • 04.01.11, 08:51
        jowita771 napisał:

        > A jeśli żadnemu z nich to nie przeszkadza? Mnie by przeszkadzało, ale może oni
        > mają inaczej, może uważają, że seks nie jest taki ważny, a ich związek to coś d
        > użo więcej i że seks sobie mogą uprawiać z kimś innym, a takiej więzi, jak ze s
        > obą, nie będą mieli z nikim innym?

        Bardzo słuszne przemyslenia:)

        Nie wiem, gdybam tylko, ale jestem w stanie
        > sobie wyobrazić takie podejście.

        I to bardzo dobrze o Tobie świadczy:). Jesteś osobą rozsądną i otwartą, a to ogromna rzadkość na forach internetowych :D:D


        • 04.01.11, 11:20
          hehe, wszystko fajnie gdy zgoda na to jest obopólna
          czesto jednak jest wersja :
          "moje skoki w bok to nic takiego, ale tobie zdradzać nie wolno zdziro/zdzirze!":)

          do tego, jeśli oboje tkwią w małzenstwie, zdradzają i narzekają ze im źle albo wieszają psy na współmałżonku - no to żadne to dopasowanie i życie wg nietypowych norm, tylko zwykłe bagno spotęgowane cudzołożeniem.
    • 04.01.11, 08:27
      i to cię tak dziwi? to ty życia jeszcze nie znasz!!! ja znam wiele takich małżeństw-gdy ma się kredyt nie sposób się rozwieść bo nie ma jak dokonać podziału
    • 04.01.11, 08:39
      lady_in_dark napisała:

      żadne inne powody nie wchod
      > zą mi po prostu do głowy..

      To może kup sobie inną głowę :D:D:D
      Powód pewnie jest najbardziej prozaiczny ze wszystkich.
      Kochają się, ale nie są dopasowani pod względem seksualnym.
      Całemu pokoleniu ktoś wbił do łbów, że uczucie zawsze idzie w parze z dopasowaniem potrzeb seksualnych. A to tak nieprawdziwe, że aż śmieszne.
      Jeszcze 30 lat temu było to głoszone, w gazetkach propagandowych leżących w przychodniach.
    • 04.01.11, 08:50
      lady_in_dark napisała:

      > od 7 lat są małżeństwem... ona zdradza od ponad roku, on od sześciu... oboje w
      > międzyczasie o tym wiedzą... pytanie: po co utrzymywać taki związek..? bo dziec
      > i i kredyt?
      to jeszcze jestem w stanie zrozumieć... żadne inne powody nie wchod
      > zą mi po prostu do głowy..

      Jeśli jesteś w stanie to zrozumieć tzn,że masz spieprzony obraz partnerstwa i związku.
      --
      Gdzie jest krzyż!!......zaaa saałatą:P
      zabrali.pl/
      "Był romantyzm, był pozytywizm.. a teraz to chyba kur-wizm jest"
      • 04.01.11, 08:53
        wacikowa napisała:


        >
        > Jeśli jesteś w stanie to zrozumieć tzn,że masz spieprzony obraz partnerstwa i z
        > wiązku.

        To ja już jestem całkowicie zdegenerowany:), bo nie tylko rozumiem, ale wręcz nie wiem jak można tego nie rozumieć :D
        • 04.01.11, 09:52
          A ja nie roumiem po cholere z takim nastawieniem ladowac sie w zwiazek?
          No chyba, ze druga osoba ma tak samo gruba skore, takie samo nastawienie do zycia i zwiazku oraz daje gwarancje na to, ze nigdy nie poczuje sie skrzywdzona
          --
          www.radioalex.pl/
          • 04.01.11, 10:46
            > No chyba, ze druga osoba ma tak samo gruba skore, takie samo nastawienie do zyc
            > ia i zwiazku oraz daje gwarancje na to, ze nigdy nie poczuje sie skrzywdzona

            o tym Piotr chyba nie pomyślał :/
            • 04.01.11, 10:57
              Z doswiadczenia wiem, ze wiekszosc o tym nie mysli. Typowa egoistyczna postawa roszczeniowa, bez uwzglednienia uczuc drugiego czlowieka.
              Szczescia swego nie mozna budowac na nieszczesciu innych
              --
              www.radioalex.pl/
              • 04.01.11, 11:13
                teletoobis napisał:

                >
                > Szczescia swego nie mozna budowac na nieszczesciu innych

                Tubiś, Ty jesteś sentymentalny :D:D
                Pojechałeś teraz cytatem z Rodziewiczówny :D:D:D(o ile dobrze pamiętam to chyba "Dewajtis").
                • 04.01.11, 11:18
                  Masz dobra pamiec.
                  Nie, nie jestem sentymentalny. Staram sie byc uczciwy. Takze w stosunku do innych
                  --
                  www.radioalex.pl/
            • 04.01.11, 11:11
              takajatysia napisała:
              >
              > o tym Piotr chyba nie pomyślał :/

              Piotr nie tylko pomyślał :D Piotr przeżył w związku z jedna kobietą 34 lata!! więc co nie co na temat związków wie.
              • 04.01.11, 16:11
                > Piotr nie tylko pomyślał :D Piotr przeżył w związku z jedna kobietą 34 lata!! więc co nie co na temat związków wie.

                Gdybys przezyl po 34 lata w kilku zwiazkach, moglbys powiedziec, ze co nieco na temat zwiazkow wiesz. A tak wiesz tylko co nieco na temat wlasnego 34-letniego zwiazku.
                • 04.01.11, 16:33
                  Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                  • 04.01.11, 17:14
                    Tak trudno sie domyslic? Kazdy zwiazek jest inny.
                    To, co wiesz o swoim niekoniecznie musi sie przekladac na inne.
                    Tylko dlatego, ze tkwisz w jednym 34 lata i wypracowales sobie cokolwiek tam sobie wypracowales, nie oznacza, ze mozesz z cala pewnoscia powiedziec o sobie, ze co nieco o zwiazkach wiesz. Z punktu widzenia innych mozesz wiedziec mniej niz Ci sie wydaje.

                    Rozumiem, ze nalezysz do ludzi, ktorzy krytyki nie lubia, wiec Twoje slowa w moim kierunku mnie nie dziwia.
                • 04.01.11, 16:35
                  princessjobaggy napisała:

                  > Gdybys przezyl po 34 lata w kilku zwiazkach

                  najlepiej w siedemnastu, a potem nam o tym opowiedzial
                  przy wejsciu na forum powinni jednak IQ sprawdzac
                  --
                  Does she or doesn't she?
                  • 04.01.11, 17:17
                    > > Gdybys przezyl po 34 lata w kilku zwiazkach
                    >
                    > najlepiej w siedemnastu, a potem nam o tym opowiedzial przy wejsciu na forum powinni jednak IQ sprawdzac

                    Oby dwoje nie zrozumieliscie. Te kilka 34-letnich zwiazkow to bylo troche zartem pisane.
                    Zwiazek zwiazkowi nierowny i 34 lata z jedna osoba nie robia z nikogo znawcy.

                    A co to ma do IQ to naprawde nie wiem.
                    • 04.01.11, 19:15
                      princessjobaggy napisała:

                      > Oby dwoje
                      obydwoje

                      > Zwiazek zwiazkowi nierowny i 34 lata z jedna osoba nie robia z nikogo znawcy.
                      A liczne związki czynią konesera? Polemizowałabym.

                      > A co to ma do IQ to naprawde nie wiem.
                      Może właśnie dlatego nie wiesz.

                      --
                      Does she or doesn't she?
                      • 04.01.11, 20:06
                        > A liczne związki czynią konesera? Polemizowałabym.

                        Na tym wlasnie polega istota forum dyskusyjnego.
                        Nie zgadzasz sie/zgadzasz sie/masz watpliwosci - dyskutujesz.
                        Niektorzy zamiast powyzszego (albo po prostu milczenia) wola ublizanie.
                        Ich prawo, szkoda tylko, ze to nic nie wnosi.
              • 05.01.11, 19:25
                piotr_57 napisał:

                > Piotr przeżył w związku z jedna kobietą 34 lata!! więc co nie co na temat związków wie.

                Przezyles w malzenstwie, w ktorym byles samotny (jak kiedys napisales). Nie bylo zrozumienia, nie bylo zapewne wsparcia (bo bez zrozumienia jest to niemozliwe), zyliscie obok siebie a nie ze soba. Jest to zwiazek jedynie formalny, polegajacy na posiadaniu podpisanego niegdys papierka, a nie faktyczny.
          • 04.01.11, 11:09
            teletoobis napisał:

            > A ja nie roumiem po cholere z takim nastawieniem ladowac sie w zwiazek?

            Równie dobrze mógłbyś napisać, że jedynym celem związku jest wierność łóżkowa:)
            Gdyby przyjąć taką regułę, to faktycznie związek nie miałby sensu.
            Tyle tylko, że są ludzie, którzy w związku robią kilka innych rzeczy oprócz pier.olenia się :D:D



            • 04.01.11, 11:17
              Znasz powiedzenie- nie czyn drugiemu, co tobie niemile?
              Jak wchodze w zwiazek, to nie po to by kogos zdradzac. Bo sam tez tego nie chce.
              Dletego wybralem drog wolnego zycia jako wolny czlowiek. Po prostu nie wierze kobietom
              --
              www.radioalex.pl/
              • 04.01.11, 14:14
                teletoobis napisał:


                > Jak wchodze w zwiazek, to nie po to by kogos zdradzac.

                Dla mnie to co Ty nazywasz zdradą, żadną zdradą nie jest. Facet zdradza kobietę wówczas gdy przepija pensje, miga się od roboty, czy da jej w ryja, a nie wówczas gdy puknie sąsiadkę. To kwestia doboru priorytetów.

                Bo sam tez tego nie chce

                A ja się tym nie interesuję. Ani chcę, ani nie chcę, nie interesi mnie.
                > .
                > Dletego wybralem drog wolnego zycia jako wolny czlowiek. Po prostu nie wierze k
                > obietom

                To puste słowa. Musiałbyś to jakoś skonkretyzować.
                Ale czego byś nie napisał to to i tak nie dla mnie. Ja, bez baby, błyskawicznie wpadam ryjem do rynsztoka. Sprawdziłem wielokrotnie i jestem tego pewien.
                • 04.01.11, 17:55
                  co mam konkretyzowac> To, ze nie wierze ani jednej babie, bo nie warto, czy to ze postanowilem byc sobie sam?
                  --
                  www.radioalex.pl/
                  • 04.01.11, 18:08
                    teletoobis napisał:

                    > co mam konkretyzowac> To, ze nie wierze ani jednej babie, bo nie warto, czy
                    > to ze postanowilem byc sobie sam?
                    Rozumiem, że nie wierzysz żadnej babie, chociaż wydaje mi się to dziwnym, bo przecież wszystkich nie znasz. Rozumiem, że postanowiłeś żyć sam, chociaż jest to dla mnie nie do zaakceptowania.
                    Nie rozumiem tylko dlaczego właśnie z powodu tego, że nie wierzysz, postanowiłeś.
                    Przecież można żyć z kobietą której się nie wierzy:) Ty byś chciał znów być naiwnym 20 latkiem z niebieskimi oczkami i blond loczkami. Związki w późniejszym okresie życia są zupełnie inne, niż te młodzieńcze, a i oparte są na zupełnie innych zasadach. Jesteś młodzieńczo zaborczy, a że to niemożliwe do wprowadzenia w Twoim wieku, stałeś się nieufny i zgorzkniały :)
                    O takim postępowaniu, moja babcia zawsze mówiła :"Na złość babci odmroził sobie uszy".
                    Życie bez kobiety jest nic niewarte. Lepiej żyć z głupia, naiwna, a nawet lekko puszczalską, niż samemu.
                    To oczywiście moje zdanie i głoszę je jako "wolne słowo". Nie bierz tego do siebie, nie czuję się upoważniony, ani do oceniania Twoich postępowań, ani do udzielania Ci rad.
                    • 04.01.11, 18:21
                      wszystko mozna, tylko po co? Wolnosc i nezaleznosc sa dla mnie o wiele cenniejsze, niz atawistyczne tance godowe i udawanie, ze tak wielce upojnie jest zyc w stadle.
                      Niestety dzisiejsze baby, to twory nastawione konsumpcyjne, nie podzielajace moich wyobrazen o zyciu i jego przebiegu. Wiec po co wlasciwie mialbym sie zmuszac? By po raz kolejny sie przekonac o tym, co kazdy facet wie; ze baba jest sterowalna tylko za pomoca jednego organu i rzadko jest nim mozg?
                      --
                      www.radioalex.pl/
                      • 04.01.11, 18:34
                        teletoobis napisał:

                        niz atawistyczne tance godowe i udawanie, ze tak wielce upojnie jest zyc w
                        > stadle.

                        No właśnie, według mnie, tu jest sedno Twojego problemu.
                        Żadne atawizmy, żadne upojne, z tego się już skwituj, raz na zawsze.
                        Znajdź babę, z którą będziesz mógł pogadać, albo głupia ale umiejącą słuchać :), albo jeszcze jakąś inną, choćby taką co odniesie butelki do sklepu.


                        > Niestety dzisiejsze baby, to twory nastawione konsumpcyjne,

                        Bzdecisz. "Namierzasz" się na siusiumajtki zainteresowane kieszenią starszego pana, i na tej podstawie uogólniasz. Znam wiele wspaniałych kobiet, z którymi mógłbym się bez wachania ożenić nawet jutro, gdyby dzisiaj porzuciała mnie żona.

                        nie podzielajace mo
                        > ich wyobrazen o zyciu i jego przebiegu.

                        Jest wiele kobiet, które chętnie nauczą się Twojego oglądu świata. Tylko im pozwól to udowodnić, a przynajmniej spróbować.

                        Wiec po co wlasciwie mialbym sie zmusza
                        > c? By po raz kolejny sie przekonac o tym, co kazdy facet wie;

                        Nie każdy!!! Bo ja nie wiem .

                        ze baba jest ster
                        > owalna tylko za pomoca jednego organu i rzadko jest nim mozg?

                        Jesteś bardzo niesprawiedliwy i to dla większości kobiet. To tylko Twoja teoria, do której dorabiasz ideologie, by ukryć jej miałkość, widoczna z daleka.
                        • 04.01.11, 18:41
                          Piotr, ale ja nie mam problemu! Problem to ja miabym z baba :)
                          Nie chce juz wchodzic w relacje zwiazkowe z nimi. Nie dlatego, ze nie zasluguja- dlatego, ze nie jestem w stanie im zaufac. A bez zaufania nie ma lojalnosci.
                          Dlaczego na sile chcesz mi wepchnac JAKAKOLWIEK babe? :)

                          To nie jest moja ideologia. To sa moje przemyslenia i doswiadczenia. Teraz, kiedy juz nie musze sie miotac jest mi fajnie. Nikt nie jeczy o niedokrecona tubke pasty do zebow, nikt wie wrzesczy z powodu deski klozetowej, bo nieopuszcona :) Zyc nie umierac i czekac, az w sezonie pojawi sie caly tabun swiezych turystek :)
                          --
                          www.radioalex.pl/
                  • 04.01.11, 18:09
                    Racja calkowita np.wg. BudkiSuflera - Nie wierz nigdy kobiecie
                    www.youtube.com/watch?v=xsfqzz_rBSI&feature=related
    • 04.01.11, 09:46
      To jest pikuś. Znam parę żyjącą praktycznie w trójkącie - on, ona i jego kochanka. Ona o tym wie, ale udaje, że nie wie. Romans na boku ciągnie się już latami. Układ jak w tradycyjnej Japonii - ona to piękna, mądra, reprezentacyjna żona z karierą medyczną, idealna do przedstawienia mamie, kochanka zaspokaja żądze.
      Co najlepsze, ślubu jeszcze nie mają, ale wszystko ku temu zmierza. Nie mają wspólnego kredytu ani dzieci. Jak to wytłumaczyć? Widocznie taki układ wszystkim pasuje...
      • 04.01.11, 11:27
        Znam takiego, który mial regularne dwa domy. MiaL zonę równolatkę, dzieci, związał się równolegle z drugą kobietą 20 lat młodszą (dzieciatą rozwódką) i oba domy utrzymywał, obie kobiety wiedziały o sobie a on spędzał część czasu u jednej a część u drugiej.
        Po kilkunastu latach zrobił się stary i niedołężny i kochanka mu podziękowała, wrócił na starość do starej żony na wikt i opierunek :).
    • 04.01.11, 10:05
      moze im to nie przeszkadza,ludzie róznie zyja,wezmy np swingersów:/
      --
      "Przedkładaj wiele małych przyjemności nad niewiele wielkich"
    • 04.01.11, 12:31
      Skoro oboje wypłakują ci się w rękaw, to śmiem stwierdzić, że to nie jest szczęśliwe małżeństwo. Oboje szukają czegoś, bo czegoś im brakuje. Może ten związek trwa tylko dzięki temu, że oboje jadą na emocjach? Poczucie winy, nienawiść, poczucie winy, nienawiść, itd. Niektórzy ludzie są uzależnieni od mocnych emocji (niekoniecznie przyjemnych i pozytywnych) jak od narkotyków i dopiero wtedy "czują, że żyją".

      Dla mnie ci ludzie (z opisu, nie dotyczy to wszystkich zdradzających par) są mocno zagubieni i tyle.
    • 04.01.11, 16:06
      nie mogą zyć bez zdrad i bez siebie :)
    • 04.01.11, 17:53
      lady_in_dark napisała:

      > od 7 lat są małżeństwem... ona zdradza od ponad roku, on od sześciu... oboje w
      > międzyczasie o tym wiedzą... pytanie: po co utrzymywać taki związek..? bo dziec
      > i i kredyt? to jeszcze jestem w stanie zrozumieć... żadne inne powody nie wchod
      > zą mi po prostu do głowy..


      te wystarcza.
      a jakie maja byc inne ?
      • 04.01.11, 23:09
        dobra... to się wyłożę... i na wszystkie komentarze zapewne również...:)
        jestem ... hmmm... przyjaciółką, kochanką, wysłuchaniem tego faceta... wszystko po trochu... nigdy nie chciałam, nie prosiłam, nie zamierzałam - sytuacja ułożyła się tak, jak się ułożyła, bywa... myślę rozsądnie i jest mi dobrze tak jak jest, życzę wszystkiego dobrego jemu i wszystkim w to zawiązanym ;)... a: przyjaciółką, bo od jakiegoś czasu wysłuchuję to, jak żona go zdradza (potwierdzone - nie wyssane z palca żeby mi zrobić dobrze ;)), zresztą sama się przyznaje, wymyślam rozwiązania, żeby jakoś wrócił do normy, staram się ratować jego małżeństwo... kochanką - bo nie będę zaprzeczać, że od długiego czasu tak jest...notabene bardzo wygodną kochanką, biorąc pod uwagę moje zminimalizowane żądania :)...i w zasadzie pytanie jest bardziej z mojej strony, i czysta ciekawość... bo ja już bym się pewnie dawno rozwiodła.. ale może ja dziwna jestem... :)
        dla zainteresowanych uprzedzam: nie chcę z nim być na stałe, nie zamierzam i nie myślę o tym... więc to nie jest tak że robię wszystko, żeby się rozstali... :)
        • 05.01.11, 22:07
          a cio ci przeszkadza ciagnac to spokojnie dalej ?
      • 06.01.11, 17:09
        Idąc dalej - zwykły strach, że kochanek/kochanka się z nami nie zwiąże, a tu przynajmniej jest coś stałego, jak na razie. Wstyd przed ludźmi, że się jest singlem (niektórzy tak mają).
    • 05.01.11, 20:52
      Skoro tak bardzo cię to interesuje, zapytaj ich o to wprost.
      --
      kokolina.wordpress.com/
    • 06.01.11, 17:17
      Widocznie im to nie przeszkadza i taki model im odpowiada.

      --
      --------------------
      Si vis pacem, para bellum
    • 06.01.11, 17:19
      młoda widocznie jesteś.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.