Dodaj do ulubionych

Moja Mama jest samotna..

09.01.11, 19:20
Od kiedy wyjechalam z rodzinnego miasta na studia moja mama zostala w domu sama. No, może nie do końca sama. Początkowo mieszkała z moim ojcem alkoholikiem. Jednak ten zawinął się do swojej matki, rowniez opuszczajac moje rodzinne miasto..
W tym momencie moja mama zyje zupelnie sama.. nie jestem w stanie tam wrocic.. mam zycie zupelnie gdzie indziej.. Wszystkie rozmowy z mama na temat ze trzeba cos zmienic koncza sie podniesionym tonem ktorejs z nas..
Nie potrafie zrozumiec dlaczego tkwi tak koszmarnie w biedzie i niszczejącym mieszkaniu, dlaczego nie rozwiedzie sie z ojcem, i tylko czeka na kolejne wizyty komornika, ma beznadziejną pracę, ktorej nie zamierza zmienić.. to znaczy chcialaby ale nie robi nic by zmienic.. i tak od kilku lat..
Rozmowy, namowy nie mają sensu.. a ja nocą nie śpię bo nie wiem jak mam jej pomoc..
Czy jestesmy odpowiedzialni za zycie rodzicow ?? czy ktos ma podobna sytuacje.. z "zablokowanym" rodzicem.. ? Potrzebuje kogos do rozmowy o tym.. :(
Edytor zaawansowany
  • piotr_57 09.01.11, 19:40
    jugutka napisała:


    > Rozmowy, namowy nie mają sensu..

    Rozmowy mają sens, nawet jeśli nie przynoszą wymiernego skutku. Łatwo to udowodnić. Pomyśl sobie jak byś się czuła gdybyś "olała" i tych rozmów nie prowadziła.

    ja nocą nie śpię bo nie wiem jak mam jej pom
    > oc..

    Za mocno to przeżywasz. Pomagasz jej, i o tym myśl.
    Natomiast jest rzeczą zupełnie odrębną, czy ona z tej pomocy chce i umie korzystać.


    > Czy jestesmy odpowiedzialni za zycie rodzicow ??

    Nie!! Jesteśmy odpowiedzialni za poziom własnego człowieczeństwa, a nie za skutek.

    czy ktos ma podobna sytuacje..
    > z "zablokowanym" rodzicem.. ?

    Ja mam tak z ojcem 25lat odkąd przeszedł na emeryturę.
    Wpadł w całkowitą abnegacje, chociaż jest człowiekiem wykształconym i dobrze sytuowanym.

    Potrzebuje kogos do rozmowy o tym.. :(

    Po to jest forum :)
  • jugutka 09.01.11, 19:57
    racja, co do tego, że rozmowa zawsze ma sens, tylko że mam coraz mniej cierpliwości.. kiedy słyszę o kolejnym problemie, wybucham, wczoraj wieczorem najpierw nakrzyczałam, a potem sie rozłączyłam. coraz bardziej kiepsko:/
    I kiedy mi sie wydaje ze juz wiecej klopotow byc nie moze dostaje kolejna wiadomosc..
    czasem mam wrazenie ze slyszę cisze jaka otoczona jest moja mama..
    bez przyjaciol i rodziny..
    spotykamy sie raz na 2 miesiace.. i nie jestem w stanie czesciej.. zarowno mama nie jest w stanie czesciej odwiedzac mnie.. :(

    Dziekuje, że napisałeś, bo czuje się nieraz jak koszmarna porażka swoich rodzicow, a niestety nie mam rodzenstwa by moc sie wspierac z kims wzajemnie..
  • horpyna4 09.01.11, 20:07
    A czy naprawdę nie udałoby się znaleźć w pobliżu jakiejś dawnej koleżanki, z którą mama nie miała kontaktu długie lata i zapomniała o jej istnieniu?

    Bo w takich przypadkach jednak najlepszy jest kontakt z rówieśnicą, nie z córką.
  • khadroma 09.01.11, 20:08
    Jesli nie bedziesz z mama rozmawiac twoje poczucie winy wzrosnie. Wystarczy tylko pozwolic jej sie wygadac, z czasem te emocje opadna i nie bedzie krzykow i kłotni. Ona najwyrazniej oczekuje od ciebie wsparcia.
    Moze kiedys uda jej sie zmienic życie na korzysc.
    --
    http://ogrod-amat.strefa.pl/wiosna300.jpg
  • ursyda 09.01.11, 20:08
    Typowy toksyczny zwiazek wiec się nie obwiniaj. Skoro chcesz jej pomagać i podsuwasz jej rozwiazania problemów a jej dalej to nie pasuje, to nie jest to twoja wina. Sama to przeszłam i wiem co czujesz.
  • piotr_57 09.01.11, 20:17
    jugutka napisała:
    kiedy słyszę o kolejnym problemie,

    To nie dawaj sobie "wrzucać" coraz to nowych rewelacji.

    wybucham, wczoraj wieczorem najpierw
    > nakrzyczałam, a potem sie rozłączyłam.

    Podejrzewam, że jesteś jeszcze młoda, nie masz potrzebnego do takich rozmów doświadczenia.
    Może spróbuj powiedzieć, przy następnej rozmowie, że prosisz o sygnalizowanie tylko takich spraw, w których mama spodziewa się Twojej pomocy. Innych nie bedziesz przyjmowała do wiadomości i prosisz o niezarzucanie Cię problemami, które dorosli ludzie powinni rozwiązywać sami.

    coraz bardziej kiepsko:/

    To normalne.


    > I kiedy mi sie wydaje ze juz wiecej klopotow byc nie moze dostaje kolejna wiado
    > mosc..

    To symptomatyczne. Tak już jest z takimi "cierpiętnikami", tego nie zmienisz. Bycie nieszczęśliwym i "manie" pretensji jest istotą życia wielu ludzi. Nie chcę być niegrzeczny i źle pisać o Twojej mamie, ale im niższy poziom intelektualny osoby, tym większa skłonność do takich zachowań.

    > czasem mam wrazenie ze slyszę cisze jaka otoczona jest moja mama..
    > bez przyjaciol i rodziny..

    To są elementy JEJ, a nie /twojego życia. Nic nie dzieje się bez przyczyny. A zastana sytuacja na 100% jest wynikiem błędów, które Twoja mama popełniła w przeszłości. Nie możesz brać na siebie ani odpowiedzialności za to, ani przyjmować skutków.

    > spotykamy sie raz na 2 miesiace.. i nie jestem w stanie czesciej.. zarowno mama
    > nie jest w stanie czesciej odwiedzac mnie.. :(

    Nie ma sensu walczyć z "niemożnościami". Nie możesz?, to może i lepiej. Jej i tak bys nie pomogła, a sobie zatrułabyś życie.


    >
    > Dziekuje, że napisałeś,

    Nie ma za co tylko forum.

    :)bo czuje się nieraz jak koszmarna porażka swoich rodzic
    > ow,

    Wszystko wskazuje na to, że na wielu polach, Twoi rodzice ponieśli sromotne porażki, ale już z tego co(i jak) piszesz łatwo wywnioskować, że Ty się do tych porażek nie zaliczasz.

    a niestety nie mam rodzenstwa

    No nie wiem, czy w nakreślonej sytuacji, to "niestety" jest na właściwym miejscu.

    by moc sie wspierac z kims wzajemnie..

    Lub wysłuchwać żali jeszcze i od niego :)

    Zawsze pamiętaj, że to Twoje życie. Że możesz pomagać innym, ale tylko w takim zakresie, w jakim nie wymaga to od Ciebie heroizmu.
  • jugutka 09.01.11, 20:32
    wyprowadzajac sie z domu przenioslam sie blizej rodzinnego miejsca moich rodzicow.. tu mam ciocie, babcie, kuzynki. Tu teraz juz mam swoja mala rodzinke.. A mama wyprowadzila sie stąd bo kiedys tak bylo lepiej. teraz widac ze to kiepska decyzja byla..
    Mama zawsze miala klopot z nawiazywaniem trwalszych relacji z ludzmi, nie wychodzi sama z inicjatywa, zreszta powodem tez jest pewnie i brzydki dom, do ktorego nie chce sie nikogo sprowadzac, jak i fakt ze moja mama pracuje w systemie nocnym.. (piekarnia).

    Fajnie, że odpowiedzieliście wszyscy, nie spodziewalam sie tak szybkiej reakcji.

    Przerabialam wszystko juz ze 100 razy :/ ale ta patologia nieraz bierze gore nad obiektywnym podejsciem do sprawy.
    Czuje sie nawet czasem winna, że mi sie udaje, że mam swoją maleńką firemkę, przyjaciol, meza..
  • piotr_57 09.01.11, 20:38
    jugutka napisała:


    > Czuje sie nawet czasem winna, że mi sie udaje,

    Takie poczucie winy może "zabić' każdą relację, nawet wspaniale małżeństwo.

    że mam swoją maleńką firemkę, pr
    > zyjaciol, meza..

    I to jest Twoja NAJBLIŻSZA rodzina. Matka zawsze pozostaje matka, ale nie możesz, dla niej, narażać swojej przyszłości, relacji z mężem, dzieckiem, przyjaciółmi.
    A mysli które zawarłaś w starterze, zawsze prowadzą do trudności w rodzinie.
  • vandikia 09.01.11, 20:46
    to, że czujesz się winna jest złe i powinnaś pracować nie nad mamą ale nad sobą
    jak każdy człowiek zasługujesz na szczęście i spokój i odpowiadasz za swoje czyny, a nie za czyny innych
    przede wszystkim nie możesz w żadnym wypadku czuć się winna tej sytuacji i powie Ci to każdy psychoterapetua i każdy przytomny człowiek, więcej wiary w siebie dziewczyno
    --
    Co masz zrobić jutro zrób pojutrze, a będziesz miał dwa dni wolnego.
  • brak.slow 09.01.11, 20:39
    rozumiem co to znaczy, gdy każda rozmowa spełza na niczym, albo kończy się kolejną awanturą. Są ludzie tak oporni lub ograniczeni, że nie przyjmują do wiadomości innych rozwiązań, jak tylko ich własne. Z drugiej strony weź pod uwagę, że chyba łatwego życia z ojcem alkoholikiem nie miała, skoro wyprowadził się sam dobrowolnie, to tylko powinnyście się cieszyć, zarówno Ty i ona. Teraz ma szanse na poukładanie pewnych rzeczy od nowa. Zdaj sobie sprawę, że dla niej to jest trochę szok- odchodzi mąż, jakikolwiek był taki był, ale sobie poszedł i z takim rozstaniem też trzeba umieć sobie poradzić. Może stąd ciągły żal i rozgoryczenie?

    Nie wiem w jakim jesteś wieku, przypuszczam, że dość młoda, albo przynajmniej nieograniczona własną rodziną. Jeśli stać Cię spłacić długi matki to zrób to, ja bym tak zrobila. Gorzej jeśli zaciąga długi bezmyślnie na pierdoły.
    Próbowałabym namówić mamę na jakieś rozmowy z psychologiem, musi zrozumieć, że pewien etap życia już się skończył-czas na rozwód i ogarnięcie się, remont wyjscie z dołka finansowego. Kiepsko to jednak widzę, jak sama piszesz nie docierają żadne argumenty...
  • vandikia 09.01.11, 20:43
    nie, nie jesteś odpowiedzialna za życie swojej mamy, skoro ona nic nie zmienia, widać wbrew pozorom jej tak dobrze
    nie mierz jej życia swoją miarą, jeśli będzie jej źle, wkońcu coś zmieni
    jeśli uważasz, że nie ma odwagi, to nie wiem specjalistów jest masa, nie bierz wszystkiego na swoje barki, bo to nie fair

    --
    Co masz zrobić jutro zrób pojutrze, a będziesz miał dwa dni wolnego.
  • marzeka1 09.01.11, 20:50
    Nie jesteś odpowiedzialna za życie i wybory matki, dawno mogła od ojca odejść, za tak masz typowe dla DDA zachowanie, nawet odgrywasz jedną z częstszych ról: małej, dzielnej dziewczynki, która chce ratować mamusię. A ona nie chce ratunku.
  • piotr_57 09.01.11, 20:55
    marzeka1 napisała:

    A ona nie chce ratunku

    A jeśli nawet chce? To co to zmienia ?
    Za swoje życie każdy odpowiada sam. Nie chciałem tego pisać ,ale skoro rozmowa idzie w tym kierunku...
    Jej matka sama sobie spieprzyła życie, spieprzyła też psychikę swego dziecka, co wyraźnie widać po jej problemie. Teraz ona ma "obowiązek", ale matka nie ma "prawa".
    > .
  • asystentka_prezesa_zarzadu 09.01.11, 21:07
    No wiesz, tej matce też ktoś spieprzył życie. Trduno teraz szukać winnych tych łańcuszków, niedojrzałości przekazywanej z pokolenia na pokolenia.
    Trzeba się cieszyć, że żyjemy w takich czas kiedy wiedza z zakresu psychologii jest na takim poziomie i jest tak szeroko dostępna i przerwać ten łańcuszek i już dalej swoim dzieciom nie przekazywać.
    I tak pomyślałam-może podrzuć mamię parę książek o współuzależnieniu, o rozwoju, o mechamzimach żon alkoholików. Wiem, że takie rzeczy pomagają. Kropla drąży skałę.
  • piotr_57 09.01.11, 21:26
    asystentka_prezesa_zarzadu napisała:

    > No wiesz, tej matce też ktoś spieprzył życie.

    Ale nie wydaje się żeby to właśnie córka była za to odpowiedzialna.

    Trduno teraz szukać winnych tych
    > łańcuszków, niedojrzałości przekazywanej z pokolenia na pokolenia.

    Tu się z Tobą zgadzam.

    i przerwać ten łańcuszek i j
    > uż dalej swoim dzieciom nie przekazywać.

    Wygląda na to, że ona doskonale to rozumie :)


    > I tak pomyślałam-może podrzuć mamię parę książek o współuzależnieniu, o rozwoju
    > , o mechamzimach żon alkoholików.

    A znasz chociaż jedną żonę alkoholika, która czyta(i rozumie) taką literaturę ? ?

    Wiem, że takie rzeczy pomagają. Kropla drąży
    > skałę.

    Tak, ale w tym przypadku jesteśmy ograniczeni przez naturę co do czasu, nie sądzę żeby go wystarczyło. A ta konstatacja czyni mnie sceptycznym co do tej możliwości.
    To juz nie jest czas na terapie, raczej tylko na leczenie objawowe.
    Ale nie twierdzę, że mam racje, tak mi się tylko wydaje.
  • asystentka_prezesa_zarzadu 09.01.11, 22:09
    piotr_57 napisał:

    >
    > Ale nie wydaje się żeby to właśnie córka była za to odpowiedzialna.

    Oczywiście, że nie córka. Chcialam tylko powiedzieć, że takie osoby też nie do końca są winne temu jak postępują.

    > A znasz chociaż jedną żonę alkoholika, która czyta(i rozumie) taką literaturę ?
    > ?

    Oczywiście. A myślisz, że kto czyta te wszystkie książki, chodzi na spotkania dla współuzaleznionych czy na inne terapie? Nie znasz historii kobiet, które po terapii zmieniają swoje życie?


    > Tak, ale w tym przypadku jesteśmy ograniczeni przez naturę co do czasu, nie sąd
    > zę żeby go wystarczyło. A ta konstatacja czyni mnie sceptycznym co do tej możli
    > wości.
    > To juz nie jest czas na terapie, raczej tylko na leczenie objawowe.
    > Ale nie twierdzę, że mam racje, tak mi się tylko wydaje.

    Zgodzę się co do tego, ze czasu jest mniej ale można się zmienić w każdym wieku, naprawdę. Pewnie, że im dłużej utrwalamy jakieś zachowanie tym trudniej ale zmiana jest możliwa. Jak tak patrzę na różne osoby to wydaje mi się, że to właśnie brak świadomości tematu sprawia, że ludzie nie podejmują się tej zmiany. No bo jak tu coś zmieniać skoro człowiek nawet nie wie, że taka zmiana jest możliwa?
  • bimota 09.01.11, 22:15
    To moze ty jej znajdz jakas robote...
  • megi1973 10.01.11, 09:02
    żyj swoim życiem!!! skoro matka przez całe życie nie miała hobby i koleżanek to chyba na stare lata ty nie będziesz szukać jej zajęcia ani towarzystwa!!! każdy odpowiada za swoje życie i to musisz jej powiedzieć prosto w oczy!!! inaczej ona zmarnuje i twoje życie!!! to że jest matką nie musi oznaczać zarzucania córki swoimi pseudo-problemikami!!! ma gdzie mieszkać i co jeść! gdyby nie miała co jeść-niech wtedy ci powie. A inne problemy-niech rozwiązuje sama! A tak na marginesie-samotność też potrafi być fajna!!!! tylko trzeba sobie umieć zorganizować czas
  • alikate 10.01.11, 09:56
    piotr_57 napisał :

    "Matka zawsze pozostaje matka, ale nie możesz, dla niej, narażać swojej przyszłości, relacji z mężem, dzieckiem, przyjaciółmi. "


    Hm... a co ma zrobić matka, która samotnie wychowała dwóch synów, miała z nimi świetne relacje, a teraz synowie, za namową swoich dziewczyn, zazdrosnych o te dobre relacje, "zapomnieli", że mają matkę? Powinna walczyć o przywrócenie relacji, czy też "zapomnieć" że ma synów?
  • piotr_57 10.01.11, 11:19
    alikate napisała:

    >
    > Hm... a co ma zrobić matka, która samotnie wychowała dwóch synów

    Wiesz, ja mam takie wewnętrzne przekonanie, że kobieta nie jest w stanie wychować i ukształtować mężczyzny. Biorąc to pod uwagę, uważam, że tylko ich wykarmiłaś, ale to jeszcze nie stanowi wychowania.

    miała z nimi
    > świetne relacje,

    To niczego nie gwarantuje. Świetne relacje można mieć z małym dzieckiem, z koleżanka, sąsiadką itp. Aby wychować mężczyznę trzeba przykładu, trzeba męskiego autorytetu. I nieważne, że występuje iskrzenie na linii ojciec-syn.

    a teraz synowie, za namową swoich dziewczyn,

    I to jest właśnie to. ŻADNA kobieta na świecie, nie wpłynie na mężczyznę w zakresie jego relacji z matka. Jeżeli one wpłynęły to znaczy, że to nie byli mężczyźni.

    zazdrosnych o te
    > dobre relacje,

    Niekoniecznie. Każdy chce ograniczyć wpływ "obcych" na swoja rodzinę. Dla synowych jesteś osobą obcą, więc starają się Ciebie eliminować. Nie sądzę, żeby powodem była zazdrość.

    "zapomnieli", że mają matkę?

    Przykro to powiedzieć, ale to proste następstwo błędów w wychowaniu. Nie zapomnieli, po prostu nie mają na tyle charakteru by wywalczyć, dla Ciebie, miejsce w swoich rodzinach.

    Powinna walczyć o przywrócenie re
    > lacji, czy też "zapomnieć" że ma synów?

    Przemawia przez Ciebie gorycz. Ani jedno ani drugie. Bez wsparcia ze strony synów, bezwarunkowo przegrasz walkę z synowymi. Natomiast "zapomnienie" jest tylko tworem teoretycznym, niemożliwym do wdrożenia. Gdybym ja był w takiej sytuacji, "zapomniałbym" o tych "cudownych " relacjach z synami i zaczął od nowa budować relację, tym razem już z ICH RODZINĄ. To żmudna praca, z marnymi widokami na spektakularne sykcesy, ale innego wyjścia nie widzę.

    Raczej niechętnie "udzielam rad", ale ponieważ, cytowanym fragmentem mojej wypowiedzi, poczułem się wywołany do tablicy, to odpowiedziałem.
    Ale to raczej strzał "w ciemność", niż rozsądna rada.

  • annajustyna 10.01.11, 11:45
    Ojciec (father figure) jest bardzo potrzebny corkom. Obojetnie, jakiej plci sa dzieci, nic / nikt nie zastapi im pelnej rodziny.
    --
    Gasofnia
  • alikate 10.01.11, 13:33
    piotr_57 napisał:

    > alikate napisała:
    >
    > Przemawia przez Ciebie gorycz. Ani jedno ani drugie. Bez wsparcia ze strony syn
    > ów, bezwarunkowo przegrasz walkę z synowymi. Natomiast "zapomnienie" jest tylk
    > o tworem teoretycznym, niemożliwym do wdrożenia. Gdybym ja był w takiej sytuacj
    > i, "zapomniałbym" o tych "cudownych " relacjach z synami i zaczął od nowa budow
    > ać relację, tym razem już z ICH RODZINĄ. To żmudna praca, z marnymi widokami na
    > spektakularne sykcesy, ale innego wyjścia nie widzę.
    >
    > Raczej niechętnie "udzielam rad", ale ponieważ, cytowanym fragmentem mojej wypo
    > wiedzi, poczułem się wywołany do tablicy, to odpowiedziałem.
    > Ale to raczej strzał "w ciemność", niż rozsądna rada.


    Dziękuję bardzo, Piotrze :)
    To nie ja wychowałam samotnie synów, tylko siostra mojej mamy.
    Twoje odpowiedzi są mądre i wykorzystam je w rozmowie z ciocią
    Ale tak, jak napisałeś, walka o relacje, bez udziału jej synów, będzie raczej chybiona. Dziewczyny są wyjątkowo zaborcze. A synowie mojej cioci, to chyba pantoflarze. Nie potrafią zrozumieć, albo nie radzą sobie z tym, że miłość do matki i miłość do swojej kobiety, to inny rodzaj miłości. Może uznali, że będąc w kontakcie z matką, będą nielojalni wobec swoich kobiet?
    Pogadam z ciocią. To jeszcze, pomimo przekroczonej 50, całkiem do rzeeczy kobieta:)
    Niech zacznie myśleć o sobie.
    Raz jeszcze bardzo Ci dziękuję, Piotrze, za pomoc:)
  • piotr_57 10.01.11, 14:32
    alikate napisała:

    > Twoje odpowiedzi są mądre

    Wcale nie jestem o tym przekonany. To nie moja dziedzina. Odpowiadałem raczej jako ojciec i syn niż specjalista w dziedzinie stosunków międzyludzkich.
    Czuję się trochę zażenowany Twoim uznaniem.
    Moim zdaniem próba przywrócenia poprzednich relacji z synami skończy się katastrofą. To by wskazywało na to, że należy tworzyć nowy typ relacji. Ale to wymaga szczegółowego "zaplanowania" takiej kampanii, określenia zachowań granicznych, określenia priorytetów, zminimalizować zakres żądań, zaoferować pomoc, starać się być potrzebnym, położyć uszy po sobie uznając, przynajmniej werbalnie, władzę synowych. Dopiero po "załapaniu przyczółka" starać się rozszerzać swoje wpływy. Powinno to być z czasem łatwiejsze, bo żony, z biegiem czasu, zaczną przegrywać porównania z mamusia i złotymi czasami spędzonymi u niej.
    Ale to wszystko, co mowie, oparte jest jedynie na moich doświadczeniach życiowych, to może byc zdecydowanie za mało, żeby przynieść spodziewany skutek .
    Życzę powodzenia, ale widzę to raczej czarno.


  • annajustyna 10.01.11, 10:31
    Absolutnie nie miej wyrzutow sumienia! Sama mam podobnie chora sytuacje - z tym ze moja mama jest samotna od 30 lat (rozstanie z ojcem w czasie stanu wojennego), a od kilkunastu nie ma stalej pracy (w miedzyczasie uzyskala wiek emerytalny, wiec po ptakach). Tez probuje sie regularnie uwiesic na mnie (dosl. zyje moim zyciem, bo wlasnego nie ma od wiekow). Staram sie ja wspomoc jak moge (np. dzwonie co drugi dzien, maz uwaza, ze to blad, bo za czesto, jak tylko moge, to odwiedzam, co nie ejst latwe, bo dzieli nas 1000 km).
    Ile to razy slyszalam, ze powinnam to i to zmienic, szukac takiej a owakiej pracy (1000 rad na minute co do mojego zycia), ale sama "uprzywilejowana" nie musiala nic ze swoim robic! Totalnie chora sytuacja pod tym wzgledem. Nie daj sie tak omotac - zycue Ci, bys znalazla madrego partnera. ktory pomoze Ci w tej naprawde ciezkiej relacji (moze psycholog? mi np. bardzo pomogla kolezanka psycholozka).
    --
    Gasofnia
  • brzydal-is-me 10.01.11, 12:09
    podeślij jej link do tego posta
  • takajatysia 10.01.11, 12:13
    Mojej mamie też było nie po drodze do sądu, przez 1,5 roku. W końcu ojciec (z tym samym problemem co Twój) sam złożył ten pozew. Bardzo mnie tym zdziwił, bo często mama spłacała za niego długi, on zawiaduje całym majątkiem wspólnym (mieszkanie, drogi samochód) - krótko mówiąc rozwód mu jest nie na rękę. Mama się ucieszyła w zasadzie, że to on złożył.
    Jeśli Twoja mama deklaruje, że chciałaby się rozwieść, tylko też jej tak jakoś nie po drodze do sądu, to może spisz pozew (wzorów pełno w necie), daj matce do podpisania, zanieś do sądu i uiść opłatę. Takie kobiety przyzwyczaiły się już do absolutnej bierności ("tumiwisizm") i na pewnych polach już chyba nigdy nie będą umiały postępować inaczej...
    Moja mama ma też koszmarną pracę (choć zarabia dobrze) i też jej gadam i gadam, że ma ją zmienić, bo bla bla bla bla. Na wszystko mówi "no masz rację", a potem i tak siada i klepie w pasjansa na kompie albo jedzie kupić kolejną bezsensowną rzecz, żeby się czymś zająć, pracy w każdym razie nie zmienia.


    --
    ---------
    Ta, co się nie boi
  • annajustyna 10.01.11, 12:22
    Tylko nie mow, ze ojciec wystapil o rozwod z winy mamy? To bylby dopiero hit...
    --
    Gasofnia
  • venettina 10.01.11, 15:24
    Twoja mama stracila motywacje do zycia. A motywacja jest podstawowym motorem naszych dizalan. Nie ma motywu, nie ma dzialania, bo po co. Dopoki Twoja mama nie bedzie miala motywu by znowu zyc, dotad niczego nie zmienisz, mozesz tylko latac co wieksze dziury w budzecie, wysluchiwac, ale to sie nigdy nie skonczy.

    Wyglada na to ze Twoja mama ma syndrom DDA albo DDD i chyba tez stany depresyjne, jest jej wszystko jedno co sie stanie. Mysle ze mozesz cos jednak dla mamy zrobic i nie chodzi tu o klejne splacanie dlugow, bo nic to nie zmieni, zawsze beda kolejne.

    Poszukaj w necie gup terapeutycznych DDA w jej miescie i zaciagnij tam mame. Taka terapia odmienia zycie ludzi. Czesto jest calkowicie darmowa i zywkle zaczynaja ja ludzie kolo czterdziestki, po jakiejs katastrofie zyciowej. Powodzenia.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka