• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

dziwne związki nie do przyjęcia Dodaj do ulubionych

  • 01.02.11, 12:44
    a)były partner własnego rodzeństwa. Np. moja siostra miała narzeczonego, ale sie pokłócili i rozstali trzy miesiace przed planowanym ślubem. Potem ja się z nim dogadałam i teraz planujemy ślub na kwiecień. Siostra ma być swiadkiem. Brrr.
    b) były partner najlepszego przyjaciela, czy nawet zwykłego kolegi. Kogoś z kręgu znajomych. Np jest paczka kumpli od zerówki: Tomek, Jacek, Marek i Placek. Wspólnie wybudowali milion szałasów, wybili setki szyb kamykami s procy, wypili ocean piwa i obgadali tysiące dup. Na studiach Tomek miał dziewczynę. Się rozstali po siedmiu miesiącach i trzech dniach. Tomek bardzo cierpiał przez dwa miesiące. Teraz Placek ma tę samą dziewczynę, a Tomek ma inną.
    Takie związki są raczej nie wiem, dziwne. Czy nie?
    Zaawansowany formularz
    • 01.02.11, 12:52
      a) jeżeli siostrze to w ogole nie przeszkadza
      b) jeżeli tak naprawdę Tomkowi przeszlo i kocha swoja nową dziewczynę
      Wówczas taki związki nie są dziwne
      • 01.02.11, 13:11
        Właśnie wydaje mi się, że nigdy tak do końca nie ma pewności, ze siostrze i Tomkowi tak naprawdę przeszło. i moze dlatego, ale nie tylko dlatego takie związki są jak dla mnie nie d przyjęcia.

        • 01.02.11, 14:10
          Właśnie dlatego powinniśmy otwarcie rozmawiać z najbliższymi nam osobami. Niedopuszczalne jest, by myśląc "tak" mówić "nie", niestety jednocześnie jest to częste. Wkrada się wtedy założenie, że nie możemy przecież stanąć na drodze szczęściu tych osób, bo sami nie uporaliśmy się z uczuciem. Wspomnę jednak, że są ludzie, którzy akceptują takie związki oraz, co najważniejsze, nie czują nic w związku z ich powstaniem prócz radości ze szczęścia tych osób.
          --
          Myślałam - niemożliwe, zjawisko nieprawdziwe. Twe ciało opalone, na wszystko już gotowe jest.
          • 02.02.11, 11:44
            Jak ktos z kims zerwał to nie moze mic żalu ze wolna osoba poszukująca weszła w związek z druga wolna osoba kimkolwiek by ta osoba nie była , nie lubie odbijania, ale po zerwaniu to nie widze przeszkód.
    • 01.02.11, 12:54
      W "Modzie na sukces" to norma
      • 01.02.11, 14:02
        > W "Modzie na sukces" to norma

        No, Brók chyba przeszła przez łóżko teścia, wszystkich szwagrów i wszystkich zięciów. Poza tym jest to serial promujący życie zgodne z protestanckimi zasadami i rodzinnymi wartościami.
        • 02.02.11, 09:39
          ja to się jeszcze obawiam, że Brók była żoną własnego syna ;D
    • 01.02.11, 13:29
      Kumpela wyszla za mojego bylego.
      Zawsze jak ich spotykalam czulam sie niekomfortowo, mimo, ze rozstanie bylo "za porozumieniem stron". Potem sie rozjechalismy a dzis zal mi jej jesli wciaz z nim jest.
    • 01.02.11, 13:34
      "..Takie związki są raczej nie wiem, dziwne. Czy nie? ..?
      ??? Nie. Samo zycie.
      Patologia tkwi w doszukiwaniu sie patoligi w kazdym obcym sobie zjawisku
    • 01.02.11, 14:13
      znam dziewczyne z historii nr 1- jednak było bardziej dramatycznie

      tuz przed slubem narzeczony i jej siostra przyszli do niej i oswiadczyli, ze sie kochaja i strasznie ją przepraszają ( jacy wrazliwi:P)

      po dosc szybkim czasie były narzeczony wzial slub z jej siostrą i są razem do dzisiaj- rodzice sie gimnastykują, zeby na zadnych swietach siostry sie nie spotkały i sami maja niezle pokomplikowane

      rozne sytuacje wzyciu widzialam, ale gorsza opcja to tylko jakby mnie chlop porzucil dla mojej wlasnej matki

      --
      ---------------------------------------------------------------
      kaczka to nie ptak, kaczka to kaczka
    • 01.02.11, 14:16
      Mój były mąż, spotyka się teraz z naszą wspólną znajomą, która to nas wcześniej "wyswatała" :)
      Samo życie.
      Może inaczej bym śpiewała, gdybym teraz nie była szczęśliwa.
      Chociaż myślę sobie, że ta sytuacja należy do dziwnych...

    • 01.02.11, 14:24
      jakbys to rozrysowala, to byloby o wiele latwiej
    • 01.02.11, 14:51
      Ja jestem z byłym mojej przyjaciółki, nawet nie koleżanki a przyjaciółki właśnie:) Tyle że byli ze sobą dość krótko i raczej oboje się męczyli ze sobą. Problemów nie ma i nie było żadnych, ostatnio byliśmy na tejże przyjaciółki weselu. Także moim zdaniem zależy od relacji jakie łączą poszczególnych ludzi w danym przypadku.
      • 04.02.11, 19:01
        kum-nye napisała:

        > Ja jestem z byłym mojej przyjaciółki, nawet nie koleżanki a przyjaciółki właśnie:) Tyle że byli ze sobą dość krótko i raczej oboje się męczyli ze sobą. Problemów nie ma i nie było żadnych, ostatnio byliśmy na tejże przyjaciółki weselu. Także moim zdaniem zależy od relacji jakie łączą poszczególnych ludzi w danym przypadku.

        poradnia.pwn.pl/lista.php?id=10620
    • 01.02.11, 15:29
      W życiu różnie bywa.

      W pokoleniu moich babek zdarzyła się taka historia: dwie dziewczyny poznały facetów i zaręczyły się z nimi. Potem całe towarzystwo spotkało się... i zaiskrzyło. Tak na przemian.

      Nastąpiła zamiana i wszyscy byli zadowoleni.
    • 01.02.11, 15:56
      Ja jestem z przyjacielem mojego byłego, natomiast mój były ożenił się z dziewczyną mojego najlepszego kumpla (była już oczywiście ). Różnie to bywa...
      • 02.02.11, 17:57
        U mnie podobnie ;)
        Swojego meza poznalam przez exa wlasciwie ;)
        Ten (ex) zrzucal mnie jak ciezar na barki owego przyjaciela - namawianie na imprezy, spedzanie czasu, wychodzenie sosbie na spotkania z kumplami gdy ja przyjechalam do niego (pomieszkiwal u mojego meza) i mowienie, ze moge sosbie posiedziec z nim przeciez sie dobrze kumplujemy. Faktem jest ze bardzo dobrze nam sie ze soba gadalo i gada dalej..

        Ow ex nadal (zaraz bedzie 3 lata) jest obrazony i wsciekly, ze go zostawilam i zwiazalam sie z mezem. Za nic zrozumiec nie potrafil jak to sie stalo, ze raz jego kumpel sprzedal przyjazn za kawalek dupy (doslownie) piszac to w tym samym momencie w ktorym do mnie towrzyl maile jak mnie strasznie kocha, jak pragnie bym wrocila i dala mu szanse.
        Mial cos z glowa ;)

        Ale..
        Z innych dziwnych konfiguracji.

        Moja kolezanka to jest zona chlopaka, ktory to jest synem kobiety ktora to rozbila zwiazek rodzicow tej kolezanki i jest z jej ojcem. Wiem, zagmatwane. Ale oni od ladnych 8 lat sa juz ze soba i jest im ze soba bardzo dobrze ;)

        Mnie sie wydaje, ze nie ma zwiazkow dziwnych. No czasami miedzy ludzmi wybucha uczucie ktore jest wbrew logice zas obrazanie sie osob bedacych exami na to ze ich obecna znajoma kolezanka wzdycha do ich bylych to moim zdaniem egoizm jest. Wam nie wyszlo, to co nikt nie ma prawa z Twojego otoczenia dotykac exa?
        Co innego w sytuacji gdy zwiazek byl patologiczny, jedna ze stron znecala sie nad druga i do tej jednej wzdycha osoba ktora wspierala ta na ktorej sie wyzywano.. to do dupy z taka kolezanka.
        Ale jak sprawa wyszla za porozumieniem stron, emocje opadly (mimo, ze sie gdzies tam tla, bo to jednakc zasu trzeba by zgasly calakiem) i wynika cos takiego.. No to po co nerwy sobie tracic?
        --
        "..Langusta żywi się wyłącznie owocami morza; lecz gdyby mogła.. jadłaby dżem..."

        erillsstyle.wordpress.com/
        • 05.02.11, 17:54
          do erill-A wiesz co to znaczy? Znaczy to,ze ta dziewczyna/facet niczego soba specjalnego nie reprezentuje skoro musi bazowac na ludzi z ktorymi blisko przebywa.Widocznie nikt spoza jej grona na nia nie leci.


          Nie jest osoba atrakcyjna,sadze,ze nie jest tez osoba wartosciowa.W zyciu nie tknelabym faceta czy dawnego faceta kolezanki,przyjaciolki czy rodzenstwa.To niedopuszczalne i sadze,ze to kleska ,porazka dla mnie jako osoby w zwiazkach.Sadze tez ,ze takie osoby sa typem pasozyta.
    • 01.02.11, 16:13
      O ile mogę zrozumieć jakieś historie między przyjaciółmi czy znajomymi - to mnie by pewnie bolało coś takiego gdyby moje rodzeństwo było uwikłane..
      --
      Zostań Psim Aniołem! Oddaj 1% podatku pokrzywdzonym zwierzętom!
      Fundacja Azylu pod Psim Aniołem
      Nr KRS: 0000098734
      www.psianiol.org.pl
    • 01.02.11, 19:07
      znam jeden przypadek, ktory opisalas: b. z tego co widzę jest okej między tą trójką
      --
      ilość wolnego czasu wyznacza prawdziwą wartość Twojego zarobku i Twojej pracy
    • 01.02.11, 21:44
      ad a) jak dobrze ze nie mam siostry :-)
      ad b) spotykam sie od roku z kolega z pracy mojego bylego narzeczonego. Panowie moze nie byli najblizszymi kimplami, ale piwko co piatek pijali razem. byly najpierw czul sie urazony tym, ze zeszlam sie z jego kolega, ale juz mu przeszlo. a gdy moi dalsi znajomi pytaja mnie: a ty ciagle spotykasz sie z tym facetem z firmy xyz? ja moge wykpic sie odpowiedzia, tak owszem :-)
      --
      Ramen!
      http://www.dreamviews.com/community/customavatars/avatar23156_1.gif
      'Better sleep with a sober cannibal than a drunken Christian.'
      H. Melville "Moby Dick"
      • 02.02.11, 00:06
        znam 2 przypadki kiedy to kolega ozenil sie z byla dziewczyna swojego najlepszego kumpla- a raczej dokonal rozboju w bialy dzien bo ta dziewczyne odbil - nie ma zgody. Moja kolezanka kiedys sie wziela za faceta ktory mi sie wtedy jeszcze podobal chociaz wiedzialam ze nic z tego nie bedzie. Nie sa do dzis razem, ale ona tez nie jest juz moja kolezanka. Nie mialam ochoty sie z nia po tym kumplowac, nawet jej powiedzialam dosc dosadnie co o niej mysle.
        --
        www.youtube.com/watch?v=9ybhPQyJS8k
        • 02.02.11, 00:10
          w czym byl problem skoro wiedzialas ze nic z tego nie bedzie?
          • 02.02.11, 00:11
            troche to brzmi jak syndrom psa ogrodnika
            • 02.02.11, 10:06
              kadanka napisała:

              > troche to brzmi jak syndrom psa ogrodnika

              Lonely uznała, że żadne z nich nie było wobec niej lojalne.

              Zastanawiam się, jaki długo powinna trwać 'kwarantanna' kobiety czy faceta, nim zwiąże się z kimś ze wspólnego otoczenia eksa?
              --
              Czy trolle mnie słyszą? Milczeć trolle!!
              • 02.02.11, 17:14
                menk.a napisała:

                > kadanka napisała:
                >
                > > troche to brzmi jak syndrom psa ogrodnika
                >
                > Lonely uznała, że żadne z nich nie było wobec niej lojalne.
                >
                > Zastanawiam się, jaki długo powinna trwać 'kwarantanna' kobiety czy faceta, nim
                > zwiąże się z kimś ze wspólnego otoczenia eksa?

                no pewnie ze syndrom psa ogrodnika- to raz, a 2- z facetami jak z majtkami, nawet starych uzywanych nie wypozyczam kolezankom.
                --
                www.youtube.com/watch?v=9ybhPQyJS8k
            • 02.02.11, 10:10
              kadanka napisała:

              > troche to brzmi jak syndrom psa ogrodnika

              Skreśl "trochę".
              Co do reszty masz rację :)


              --
              Co za ponury absurd... Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?
              (dzień świra).
              • 02.02.11, 10:15
                Dobrze byś sie czul sypiając z kobietą, z którą sypiał twój własny brat czy najlepszy kumpel? Nie jest to syndrom psa ogrodnika, bo nie chodzi o to, ze ci ta porzucona strona zabrania, tylko o to, czy to Ty potrafisz jej spojrzeć potem w oczy. Raczej z punktu widzenia tego kolejnego partnera to pisałam, a nie eksa.
                • 02.02.11, 10:24
                  reniatoja napisała:

                  > Dobrze byś sie czul sypiając z kobietą, z którą sypiał twój własny brat czy naj
                  > lepszy kumpel?

                  Nie czuł bym się z tego powodu ani dobrze ani źle. Po prostu mnie to nie interesuje.

                  Nie jest to syndrom psa ogrodnika,

                  Nie możesz tego autorytatywnie twierdzić, to kwestia uznaniowa. Dla jednego nie jest dla drugiego jest. Ja chyba lepiej od Ciebie wiem, co dla mnie jest syndromem czegoś, a co nie jest?

                  bo nie chodzi o to, ze ci ta
                  > porzucona strona zabrania, tylko o to, czy to Ty potrafisz jej spojrzeć potem
                  > w oczy. Raczej z punktu widzenia tego kolejnego partnera to pisałam, a nie eksa

                  Jak dla mnie to jest bez różnicy z jakiej pozycji pisałaś.
                  "Manie" pretensji do kogoś o to, że "zagospodarował" coś, co uznaliśmy kiedyś za nieprzydatne, jest dla mnie ewidentną oznaką syndromu psa ogrodnika.
                  Ale rozumiem, że Ty widzisz to inaczej, daleki jestem od zamiaru przekonywania Cię.
                  > .


                  --
                  Co za ponury absurd... Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?
                  (dzień świra).
                  • 02.02.11, 10:31
                    > "Manie" pretensji do kogoś o to, że "zagospodarował" coś, co uznaliśmy kiedyś z
                    > a nieprzydatne, jest dla mnie ewidentną oznaką syndromu psa ogrodnika.

                    Akurat tu nie ma zadnej rozbieżności między moim a twoim rozumieniem co to jest syndrom wspominanego psa. Ale włąśnie chodzi o to, ze nie ma tu tej sytuacji, zę ktoś zagospodarował coś, co uznaliśmy za nieprzydatne. Jeśli ktos cię porzucił i z tego powodu cierpiałeś to raczej nie było to uznanie za nieprzydatne. Ze strony porzucającej owszem zostałeś uznany za nieprzydatne, ale to nie ty zostałeś potem zagospodarowany, tylko to, co sam uważałeś za przydatne zostało zagospodarowane przez bliskiego ci czlowieka. ciesze sie, ze nie spedzałoby ci snu z powiek zastanawianie się nad tym, jak się czuje z tym twój brat - to takie proste przecież. Po co sobie komplikować zycie, prawda?
                    • 02.02.11, 10:36
                      reniatoja napisała:
                      ... Jeśli ktos cię porzuc
                      > ił i z tego powodu cierpiałeś ...

                      Odpada!!!
                      Nie widzę możliwości żywienia jakiegokolwiek uczucia(oprócz niechęci!!) do kogoś kto mnie porzucił.
                      • 02.02.11, 10:40
                        wiem, juz to zauwazyłam, nie powtarzaj się.
                • 02.02.11, 10:26
                  Bo sobie Piotrze Imaginuj. Porzuciła cie kobieta, którą bardzo kochałeś. cierpisz. twój brat na drugi tydzień już z nią się prowadza w objęciach, a na trzeci w łóżku. to jest ok? Nie sądzę, by bylo mozliwe utrzymanie w takiej sytuacji dobrych stosunków z bratem. więc ok, trzeba odczekać, aż Tobie przejdzie. ale jak to stwierdzić? co am brat przyjsc do ciebie i zapytać te, pietrek, już ni mosz żalu? to ja jom już biere, ok? Nie,oczywiscie, zę tak też bedzie niedelikatnie. więc trzecia możliwość. czekamy aż sam podejdziesz i powiesz słuchaj brat własnie mi minęły załosci, bierz ją sobie już mi nie żal. Można czekac, ale czy ty podejdziesz kiedykowleik i tak pobłogosławisz? Też nie sądze, bo moze nawet niewiesz, ze oni czują miętę. No to czwarta opcja - na wyczucie. Odczekac jakiś przyzwoity kawałek czasu, (ile?) uznać, ze już jesteś ponad to i wtedy się rozkręcić.

                  No nei, mnie to naprawdę nie przekonuje, ja nie mogłabym być z kims, kto zranił moją przyjaciółkę i teraz być z nim szczęśliwa i z przyjaciołką nadal się przyjaźnić. Coś by się na pewno zepsuło, zgrzyt byłby.

                  Troche inna sprawa, to jesli rozstanie było za porozumieniem stron (mały odsetek) lub brat czy kumpel porzucil, a nie był porzucony. To trochę inaczej wygląda chyba, ale tez nic ciekawego raczej jak dla mnie by było. tyle tego kwiatu jest na swiecie, wolałabym bardziej przejzysty i nieobciążony związek.
                  • 02.02.11, 10:33
                    reniatoja napisała:

                    ale tez nic ciekawego raczej jak dla mnie by było. tyle tego kwiatu jes
                    > t na swiecie, wolałabym bardziej przejzysty i nieobciążony związek.

                    Co do tego zgadzam się w zupełności!!
                    Też nie jestem zwolennikiem komplikowania sobie życia.
                    Natomiast nie widzę powodu, żeby innym obrzydzać życie tylko dlatego, że "sparzyli" się poza mną.
                    To, że odeszła ode mnie kobieta i związała się z innym nie stanowi dla mnie żadnego problemu. Mam bardzo silny "instynkt" irradiacji uczuć. Jeśli ode mnie odeszła, to już jej nie lubię!! A skoro jej nie lubię-nie mogę jej kochać!! A skoro ani jej nie lubię, ani jej nie kocham, to co mnie obchodzi co się z nią dzieje???
                    Ewentualnie mogę się wku.rwiać głupotą brata który ją wziął, lub współczuć mu. Nic więcej.


                    --
                    Co za ponury absurd... Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?
                    (dzień świra).
                    • 02.02.11, 10:39
                      Ok, ale przyjmujesz, ze brat moze jednak mieć żal do ciebie, ze wziąłeś kogos, kogo on kochał i z kim pragnął być, ale się nie "sprawił", co moze byc dodatkowym upokorzeniem ? Czy każdy ma czuć jak ty, bo inaczej jest idiotą?


                      > Ewentualnie mogę się wku.rwiać głupotą brata który ją wziął, lub współczuć mu.
                      > Nic więcej.

                      Zazdroszcze Ci tego poczucia własnej wartosci. Wynikałoby z tego, ze każdy kolejny partner twoich byłych jest pozałowania godnym dupkiem, zę zadaje się z chłamem, który albo ty wyrzuciłeś na smietnik, albo który był takim idiotą, ze nie ptorafił docenic wartosci brylantu, który posiadał - CIEBIE. Pocieszne.
                      • 02.02.11, 10:44
                        reniatoja napisała:

                        > Zazdroszcze Ci tego poczucia własnej wartosci. Wynikałoby z tego, ze każdy kole
                        > jny partner twoich byłych jest pozałowania godnym dupkiem, zę zadaje się z chła
                        > mem, który albo ty wyrzuciłeś na smietnik, albo który był takim idiotą, ze nie
                        > ptorafił docenic wartosci brylantu, który posiadał - CIEBIE. Pocieszne.

                        Niczego nie zrozumiałaś, ale to dało Ci prawo do oceniania.
                        Ocenę przyjmuję, chociaż się z nią nie zgadzam.

                        --
                        Co za ponury absurd... Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?
                        (dzień świra).
                        • 02.02.11, 10:55
                          Uwielbiam te twoje gadki o tych prawach, o tym ile kto zrozumiał, tę twoją pewność, ze nei zrozumiałam NICZEGO (czad) i tę twoją pewność, że ty z kolei rozumiesz wszystko i ten cały twój ton wyższosci bijący niemal z każdego Twojego posta. zauważyłeś, ze chyba każdą wymianę rozbieżnych zdań podsumowujesz poinformowaniem rozmówcy o tym jakie ma prawa i czy z nich skorzystał, czy też nie? Skąd zalozenie, ze potrzebuję od Ciebie takiej informacji, ze nie znam swoich praw, czy też nie wiem, czy z nich skorzystałam, czy też nie? daruj sobie na przyszłość, trzymajmy sie tematu, nie zamierzałam tu korzystac z darmowego punktu informacyjnego nt swoich praw.
                          • 04.02.11, 23:14
                            reniu, jako osoba postronna, zdystansowana do Waszych poglądów, wczytująca się jedynie w erudycję Was dwojga mówię Ci, że faktycznie nie zrozumiałaś tego, co Piotr57 napisał.
                            • 05.02.11, 06:37
                              lia.13 napisała:

                              > reniu, jako osoba postronna, zdystansowana do Waszych poglądów, wczytująca się
                              > jedynie w erudycję Was dwojga mówię Ci, że faktycznie nie zrozumiałaś tego, co
                              > Piotr57 napisał.

                              Miło mi, że zadałaś sobie trud, nie tylko po to by przeczytać, ale i wyrazić swoją opinię.
                              Zawsze gdy w takim punkcie ktoś kończy rozmowę, odczuwam pewien niedosyt, a nawet dyskomfort. Mimo to, zdecydowanie wolę pozostawić dyskusję otwarta niż próbować zamykać ją na siłę, np. wdeptaniem rozmówcy w ziemię. Zawsze przecież jest nadzieja, że pojawi się jakaś lia.13, lub inna postronna a rozsądna osoba, która zauważy moją, dobra wolę. To ogromna satysfakcja, daleko większa, niż nawet najbardziej spektakularne "zwycięstwo" siłowe. Jeśli o mnie chodzi to pisze na forum dlatego, że lubię, ale jest to nie tylko rozrywka.
                              To też chęć zaprezentowania poglądów własnych i zapoznania się z poglądami innych. To ostatnie wymaga wysiłku (proporcjonalnie) wielokrotnie większego niż prezentowanie poglądów własnych. Jednak bez otwarcia się na poglądy innych, nie może być mowy o dyskusji, a nawet zwykłej rozmowie. Owszem, dość twardo prezentuję swoje poglądy, ale wysłuchuję też cudzych i tylko do nich się odnoszę. Z zasady nie oceniam ludzi, bo babcia mnie uczyła, że wystawienie oceny, automatycznie kończy każdą rozmowę. A czy jest sens kończyć rozmowy na otwartym forum? Czy można dokonać prawidłowej oceny kogoś, kogo znamy tylko z forum?

                              --
                              Co za ponury absurd... Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?
                              (dzień świra).
        • 02.02.11, 12:32
          U mnie było jeszcze lepiej. Moja siostra wiedziała, że podobał mi się jeden facet. Trzymałam się od niego z daleka, bo był zajęty. Kiedy się rozstał z dziewczyną, siostra ochoczo zajęła jej miejsce i zabrała się za pocieszanie.
          Nie no, jasne, nie byliśmy parą itd., on był wolny, ona wolna... ale niesmak był.

          --
          A powiedzcie, towarzyszu komisarzu, co marksizm-leninizm mówi o bezgłowych mutantach?
          • 05.02.11, 10:08
            Siostra dziwnie się zachowała. Rywalizacja? Nie jest to miłe...
            --
            NOPLE.pl - nowy serwis bez skrajności
            Eko - przepisy, wiadomości ekologiczne, eko - gadżety i prezenty, zdrowe życie, eko- dziecko, ekologiczny dom
            Farbowanie włosów - bez chemii
    • 02.02.11, 12:38
      Dla mnie nic nie jest dziwne. Ale ja sama jestem dziwna :)

      --
      --------------------
      Si vis pacem, para bellum
    • 04.02.11, 16:07
      Dla mnie dziwne jest marnowanie czasu i energii na ocenianie spraw, które absolutnie nie są Twoją sprawą. Ekspertem i sędzią to możesz być co najwyżej własnego życia.
      • 05.02.11, 17:57
        do eastern-zadziwiajace jest jednak jak te grupki przyjaciol wtrącaja sie do zycia reszty ogólu...Mam same przykre doswiadczenia z takimi "paczkami".
    • 04.02.11, 18:01
      Dwóch moich facetów się kumpluje... Dowiedziałam się przez przypadek... Wsumie mogłam sie spodziewać, to mały i ciasny światek.
      --
      - Skąd się biorą dzieci? - zapytał Brad Pitt Angelinę Jolie.
    • 04.02.11, 19:16
      Moja wlasna babcia poprosila swojego narzeczonego aby umowil jej najlepsza przyjaciolke z pewnym znajomym mu przystojniakiem. (Niby zeby przyjaciolka nie czula sie samotnie w ich towarzystwie).
      Nie musze dodawac ze przystojniak zostal szybciutko kandydatem na mojego dziadka. Przezyli szczesliwie razem 65 lat.
      Wystawiony do wiatru narzeczony ponoc dlugo nie rozpaczal.
    • 04.02.11, 19:20
      Dla mnie bardzo dziwne i nie do przyjęcia.
      --
      Kto ma to samo zdanie co my - jest kulturalny, miły i po prostu człowiek renesansu; kto się z nami nie zgadza ten bydlę..
    • 04.02.11, 19:26
      podebrać partnera rodzeństwu
      najlepszej przyjaciółce/przyjacielowi

      to dla nich smakuje cudownie
      gdyż oznacza że są lepsi od tej bliskiej sobie osoby.

      dowartościowują się w ten sposób po prostu.

      znam dziewczynę, co otwarcie przyznała, że jej poprzedni chłopak był dla niej nieatrakcyjny, jednak jak jej przyjaciółka zaczęła z nim chodzić stał się w kilka chwil najatrakcyjniejszy na świecie.

      wg mnie tacy ludzie są chorzy i potrzebują jakiejś terapii. ale wg nich wszystko jest w porządku, a taka "rywalizacja" to nic złego. cóż. ich życie ich wybory.
      • 04.02.11, 20:26
        U mnie w rodzinie mojej kochanej pobralo sie niejako na krzyz jedno rodzenstwo z jednym ex-narzeczenstwem ! Byly momenty,ze sie serdecznie nie cierpieli ,ale teraz dawne urazy po ponad 20-tu latach poszly w niepamiec i juz jest OK!
        Moja babcia zostala w czasie wojny wdowa z pieciorgiem drobiazgu...Radzila sobie jak umieala, a pomagal jej ...brat S.P.meza-bezdzietny wdowiec! Jednej niedzieli(juz bodajze po wojnie) babcia ubrala sie odswietnie,poszla do kosciola i...wrocila z bratem meza pod pache i oswiadczyla dzieciakom,ze jest ich wujek od dzisiaj ich ojczymem!
        Cala piatka ucieszyla sie bardzo,dzieci juz niestety nie mieli,ale przezyli jeszcze razem ok 20-tu lat.Takim to sposobem babcia miala dwoch mezow i to samo nazwisko!
    • 04.02.11, 22:10
      Ja znam dziewczynę, która tak przylgnęła do rodziny swojej przyjaciółki, że w chwili, kiedy jej ówczesny chłopak, kuzyn tejże, zerwał z nią, to znalazła sobie nowego narzeczonego, w osobie kolejnego kuzyna przyjaciółki.
    • 04.02.11, 23:21
      Chyba z taką co miała wielu partnerów po prostu nie umiem wyobrazić sobie związku
      • 05.02.11, 06:44
        josef_to_ja napisał:

        > Chyba z taką co miała wielu partnerów po prostu nie umiem wyobrazić sobie związ
        > ku

        A nie możesz, po prostu, nie odgrywać archeologa amatora ??
        Na prawdę nie masz ciekawszych zajęć i problemów do rozwiązania, niż liczenie klusek w rosole??


        --
        Co za ponury absurd... Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?
        (dzień świra).
        • 05.02.11, 11:09
          Jestem młodym prawiczkiem i to dla mnie ważne. Kobieta musi mieć coś w sobie z delikatności i niewinności
          • 05.02.11, 11:26
            josef_to_ja napisał:

            > Jestem młodym prawiczkiem


            :D:D:D Sraty taty i pierdaty :D:D

            i to dla mnie ważne. Kobieta musi mieć coś w sobie z
            > delikatności i niewinności

            Niewinność? To każ jej z CRS przynieść zaświadczenie:D:D. tyle, że to kosztowna inwestycja i nie wiem czy Ci się opłaci. Całe 50pln :D

            --
            Co za ponury absurd... Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?
            (dzień świra).
            • 05.02.11, 12:04
              A Ty dale drążysz. Ty chyba doświadczony facet, trochę babek miałeś i tak mi się wydaje, że jesteś rozwodnikiem, prawda? Widzisz, a ja bym po prostu siebie nie widział obok kobiety, która miała np. 8 partnerów seksualnych
              • 05.02.11, 12:14
                josef_to_ja napisał:

                Widzisz, a ja bym po prostu siebie ni
                > e widział obok kobiety, która miała np. 8 partnerów seksualnych

                A tak w ogóle to widziałeś kiedyś kobietę w całej okazałości?
                Umiesz wskazać miejsce, gdzie ma zmontowany "xxujomierz", czy inny licznik "przebiegu"?
                Przeczytaj kiedyś ten urywak z "Lalki", w którym ten sam problem, tłumaczy Wokulskiemu Pani Wąsowska. Nie opisze tego lepiej od B. Prusa :D
                Ale masz rację, czas zakończyć ten temat.


                --
                Co za ponury absurd... Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?
                (dzień świra).
                • 05.02.11, 12:26
                  Czasem wychodzi to w praniu, a czasem się wie że koleżanka miała kilku chłopów i się nie kryje, że z nimi sypiała
        • 05.02.11, 17:59
          do piotr57-no znam takich znajomych znajomej,w szczegolnosci facetow,ktorym z nia nie wyszlo,ktorzy do dzis wpieprzaja sie do jej zycia i staraja sie jej podstawiac mezczyzn.Dziwnym zbiegiem okolicznosci jest lekarz jest z jego miejscowosci,kosmetyczka czy ktos tam inny.

          I to wszystko ma byc przypadek?
    • 04.02.11, 23:39
      istotą związków jest to, że nie mają w nich znaczenia opinie osób trzecich ;)

      a zatem - to nie Twoja sprawa kto z kim i dlaczego :)
      zajmij się czymś bardziej pożytecznym niż roztrząsanie co
      jest be a co jest cacy, bo nikogo na świecie nie obchodzi Twoja
      opinia w tej sprawie ;)
      • 05.02.11, 06:41
        coppermind napisał:

        bo nikogo na świecie nie obchodzi Twoja
        > opinia w tej sprawie ;)

        Bzdura:)
        Mnie obchodzi:D


        --
        Co za ponury absurd... Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?
        (dzień świra).
        • 07.02.11, 17:50
          bez popełniania większego błędu można Cię statystycznie zaokrąglić do zera ;)
      • 05.02.11, 17:55
        do coppermind-owszem nie maja,ale do momentu gdy nie naruszaja uczuc tych osob trzecich.A tu tak nie jest.
    • 05.02.11, 08:21
      Nie są "dziwne".

      Ale są RYZYKOWNE.

      Zgodnie z przysłowiem "On reviens toujour a sa premier amour", czy po polsku: "Stara miłość nie rdzewieje", jest ryzyko napięć w opisanych trójkątach. I tyle.
      Z drugiej strony trudno rezygnować z (wielkiego?) nowego uczucia, bo i tak wszystkich ryzyk nie unikniemy. każdy związek jest potencjalnie źródłem późniejszych nieszczęść.
      --
      "Wesołe jest życie staruszka, wesołe jak piosnka jest ta."
    • 05.02.11, 11:58
      Dla mnie patologią jest wybieranie partnerek pośród grup w których się porusza, czy to z rodziny czy ze znajomych i osobiście zawsze poznaję kobiety w zupełnie codziennych sytuacjach. Jednak to co mi nie sprawia problemu, sprawia prawie każdemu obecnie mężczyznie. Spoleczenstwo uczy go od dziecka by jajeczka mial malenkie jak orzeszki arachidowe i gdy taki dżentelmen dorasta jedyną opcją jest chwytanie się brzytwy i zapoznawanie się kobiet wśród kręgów znajomych, bo niby przecież łatwiej, bo niby wypada, bo wszystko niby samo jakoś wychodzi i się układa, a że człowiek z natury nie jest osobnikiem monogamicznym, to potem na stare lata się żałuje, że wpadło się w szpony społecznych klamr.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.