Dodaj do ulubionych

Szantaz choroba... Jak reagowac?

10.04.11, 11:52
Witam. Znalazlam sie w trudnej sytuacji. Byla zona mojego partnera od nastu lat zmaga sie z rakiem. Musze zaznaczyc, ze partner i on maja syna, nastolatka. Chlopakiem opiekuje sie matka, ojciec odwiedza go regularnie i oczywiscie na niego lozy. Od rozwodu minelo 7 lat, wiec wydaje sie, ze zamierzchle dzieje. Nie do konca. Bowiem przez chorobe eks, moj partner nadal w pelni wlaczony jest w zycie nie tylko syna, ale i jego matki (wspolfinansuje leczenienie, szuka alternatywnych metod). Jest to oczywiste i bardzo mi tym zaimponowal. Zauwazylam jednak cos, co mnie niepokoi. Eks czula sie dobrze, kiedy moj partner byl sam a spotykane na jego drodze kobiety byly tzw. tymczasowe. Obecnie sytuacja wyglada inaczej. My chcemy sie pobrac. Eks juz drugi raz wprowadzila rewolucje dzwoniac wprost ze szpitala (od lat musi regularnie kontrolowac swoj stan), ze wyniki sa coraz gorsze i ze ona ma dosyc i nie bedzie brala kolejnej chemii. Pierwszy taki atak buntu (chodzi mi o odmowe leczenia) miala po tym jak zamieszkalismy razem. Teraz drugi tak dramatyczny telefon moj partner odebral, jak poinformowalismy znajomych o slubie (podejrzewam, ze wiesc doszla do niej). Nie moge pozbyc sie uczucia, ze jej rezygnacja z chemii i tym samym poniekad samoboj, jest zwiazany z naszym zyciem... Nie powiem tego partnerowi, bo boje sie ze odbierze to jako atak zazdrosci z mojej strony, ktory bylby co najmniej niewlasciwy w tej sytuacji. Nie, nie chodzi o zazdrosc. Gdyby cos miedzy nimi bylo, to mieli siedem lat na powrot do siebie. Chodzi mi o to, ze nie wiem sama jak dlugo zniose to jej manifestacyjne odmawianie leczenia. Staram sie ja zrozumiec. Na prawde sie staram... Ale z drugiej strony nie wiem, jak dlugo wytrzymam to napiecie. I chociaz to nielogiczne, ale tak, mam wyrzuty sumienia zwiazane z jej stanem. Chociaz sie wcale do tego nie przyczynilam rzecz jasna. Sama nie wiem, co robic?
Obserwuj wątek
    • piotr_57 Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 11:58
      Zostaw go i znajdź sobie kogoś dorosłego.
      Dorośli ludzie potrafią takie rzeczy załatwiać sami, nie plącząc w to nowych bliskich.
      --
      Co za ponury absurd... Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?
      (dzień świra).
      • killimandzaria Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 12:05
        to nie do konca tak. Dlatego nie znam szczegolow jej wynikow, bo umowilismy sie z partnerem, ze nie bede w to wchodzic (wlasnie by nie wplatywac mnie w sytuacje dla mnie za skomplikowana). On zalatwia wszystko sam. Ale po tych telefonach sama wymusilam, aby powiedzial co sie dzieje, bo po jego stanie widzialam, ze cos bardzo nie halo.
        • piotr_57 Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 12:12
          killimandzaria napisała:

          > to nie do konca tak. Dlatego nie znam szczegolow jej wynikow, bo umowilismy sie
          > z partnerem, ze nie bede w to wchodzic (wlasnie by nie wplatywac mnie w sytuac
          > je dla mnie za skomplikowana). On zalatwia wszystko sam. Ale po tych telefonach
          > sama wymusilam, aby powiedzial co sie dzieje, bo po jego stanie widzialam, ze
          > cos bardzo nie halo.

          Nie rozumiesz. To nie ma najmniejszego znaczenia czy dowiedziałaś się stąd czy stamtąd. Ważne, że masz problem. Są trzy wyjścia :
          1. kończę ze starą rodziną, zakładam nowa.
          2. nie umiem skończyć starych spraw:
          a) nie zakładam nowej rodziny.
          b) potrafię "uspokoić " "nową kobietę" na tyle, że nie stanowi to dla niej problemu.

          Innych, dobrych wyjść nie ma. A teraz powiedz mi które on wybrał?


          --
          Co za ponury absurd... Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?
          (dzień świra).
          • killimandzaria Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 12:22
            wybral opcje "b" i dlugi czas dobrze funkcjonowala. Do czasu kiedy jednak sytuacja przybrala powazny obrot. Ja wiem, o co ci chodzi. Ale on na prawde sie stara. Jednak sytuacja jest na ostrzu noza i nie zrozumialabym, gdyby ja przede mna ukrywal.
            On zapewnia mnie, ze to z nami nie ma nic wspolnego. Nie rozmawiamy o tym na co dzien. Poswieca mi czas i widze jak stara sie, aby ten temat nie mial wplywu na nasze wspolne zycie.
            Ten watek to moje wlasne przemyslenia. Ja bylam obecna przy tych telefonach. Wiec to nie tak, ze rzucil mi "newsami" przy platkach sniadaniowych. I trudno, abym nie pytala, co sie dzieje. I trudno, aby w zywe oczy mi klamal, ze nic...
            • piotr_57 Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 12:31
              killimandzaria napisała:
              I trudno, aby w zywe oczy mi klamal, ze nic...

              .. żołnierz dziewczynie nie skłamie chociaż nie wszystko jej powie....

              Skoro jesteś taka pewna, że jego postępowanie jest właściwe, to czego od nas oczekujesz ?
              Ja nie rozumiem takiego życia "w rozkroku". To nie dla mnie.
              Może nie powinienem się wypowiadać.
              Życzę Ci powodzenia, chociaż chcąc być uczciwym, muszę przyznać, że w nie nie wierzę.


              --
              Co za ponury absurd... Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?
              (dzień świra).
            • akle2 Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 12:53
              Niestety, Piotr ma rację (sama nie wierzę w to, co piszę ;P)
              Założenie nowego związku i to jeszcze z perspektywą małżeństwa, musi być determinowane tym, że posprzątało się swoje stare sprawy. Co innego dziecko, bo ono zawsze będzie jego dzieckiem, a co innego dawni partnerzy. Tu nie ma żadnego obowiązku we współuczestniczeniu w ich obecnym życiu i rozwiązywaniu ich problemów, więcej niż to konieczne. Chwalebne będzie, jeśli Twój narzeczony poleci jakiegoś dobrego lekarza albo poprosi JEJ rodzinę, aby bardziej się nią opiekowali. I wsio.
              Co będzie, jak ona "odkryje", że faktycznie się pobraliście? Zacznie głodówkę?
              Nie możesz dać się tak szantażować. Ona to ona, a wy to wy.
              • hermina5 Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 13:21
                o innego dziecko, bo ono z
                > awsze będzie jego dzieckiem, a co innego dawni partnerzy. Tu nie ma żadnego obo
                > wiązku we współuczestniczeniu w ich obecnym życiu

                Jesli partnerka jest smiertelnie chora, a dziecko niepełonoletnie to jak najbardziej obowiązek wspoluczestniczenia w zyciu partnera jest jego częscią - niedługo ona będzie potrzbowała pomocy, chemia, zwłaszcza w póznym okresie nowotworowym to nieciekawa sprawa - ona na pewno nie bedzie w stanie opiekować sie synem, a syn nie ejst z drewna i widzi jak sie sprawa ma z matka - co wiecej, najprawdopodobniej niedługo w przycyzn naturalnch trafi pod opieke ojca.

                >Chwalebne będzie, jeśli Twój narzeczony poleci jakie
                > goś dobrego lekarza albo poprosi JEJ rodzinę, aby bardziej się nią opiekowali.

                Dziwnei rozumiesz chwalabnosc ... Poza tym, są ludzie, którzy nie maja rodziny .
                • akle2 Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 13:32
                  Przeczytaj proszę, uważnie: w życiu dziecka zawsze, nie tylko do pełnoletności. Jeśli ona nie będzie w stanie opiekować się synem, to naturalną rzeczą jest to, że syn będzie z nim do czasu aż się nie usamodzielni. Zresztą nastolatkiem nie trzeba się opiekować w pełnym słowa znaczeniu, oni mają już swój świat, bardziej trzeba dopilnować, żeby nie wpadł w złe towarzystwo i nie zawalił szkoły.
                  Poza tym to nie jest partnerka. To jest BYŁA partnerka. Partnerka ma się (fizycznie) dobrze i jest autorką wątku.
                  Co jest nie tak w stwierdzeniu, że może polecić lekarza, jeśli go zna? Można też wspierać dobrym słowem i podtrzymywać na duchu, ale - na Boga - nie ulegać szantażom.
                • piotr_57 Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 13:35
                  hermina5 napisała:
                  >
                  > Jesli partnerka jest smiertelnie chora, a dziecko niepełonoletnie to jak najbar
                  > dziej obowiązek wspoluczestniczenia w zyciu partnera jest jego częscią - niedłu
                  > go ona będzie potrzbowała pomocy, chemia, zwłaszcza w póznym okresie nowotworow
                  > ym to nieciekawa sprawa - ona na pewno nie bedzie w stanie opiekować sie synem,
                  > a syn nie ejst z drewna i widzi jak sie sprawa ma z matka - co wiecej, najpra
                  > wdopodobniej niedługo w przycyzn naturalnch trafi pod opieke ojca.
                  >
                  Jestem w stanie przyjąć takie rozumowanie.
                  Niech odejdzie od autorki wątku i zajmie się swoją chorą, byłą żoną.
                  To dobre rozwiązanie.
                  >
                  Poza tym, są ludzie, którzy nie maja rodziny

                  To jej problem. Rozwód, a szczególnie związanie się z druga kobietą, musi skutkować rozstaniem (nomen-omen, na dobre i złe).
                  > .


                  --
                  Co za ponury absurd... Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?
                  (dzień świra).
                  • hermina5 Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 13:37
                    > Poza tym, są ludzie, którzy nie maja rodziny
                    >

                    > To jej problem

                    Nie watpię, ze to jej problem. W końcu to wszystko jedno czy matka mojego syna zdycha w osikanym łózka sama czy nie. To jej problem. Ja mogę co najwyzej dopilnowac nastolatka, a i to nie za bardzo.

                    Wszyscy jestescie cholernie madrzy dopóki taka sytuacja, nie dotknie was w zyciu, czego wam nie zyczę.
                    • piotr_57 Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 13:58
                      hermina5 napisała:

                      > > Poza tym, są ludzie, którzy nie maja rodziny
                      > >
                      >
                      > > To jej problem
                      >
                      > Nie watpię, ze to jej problem. W końcu to wszystko jedno czy matka mojego syna
                      > zdycha w osikanym łózka sama czy nie. To jej problem. Ja mogę co najwyzej dopi
                      > lnowac nastolatka, a i to nie za bardzo.
                      >
                      > Wszyscy jestescie cholernie madrzy dopóki taka sytuacja, nie dotknie was w zyci
                      > u, czego wam nie zyczę.

                      Niepotrzebnie włączasz w tę rozmowę emocje. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem rozwodów, miedzy innymi dlatego, że to pozwala unikać tego typu problemów. Ale mleko już się rozlało. Nie wiemy dlaczego oni się rozeszli, ale się rozeszli.
                      Rozeszli się- rozumiesz pojęcie?
                      A on się nie rozszedł i moim zdaniem, to go dyskwalifikuje jako kandydata do nowego związku, chociaż niekoniecznie jako człowieka.

                      --
                      Co za ponury absurd... Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?
                      (dzień świra).
                      • hermina5 Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 14:09
                        >Rozeszli się- rozumiesz pojęcie?

                        Doskonale rozumiem. Co nie zmienia faktu, z e rozejsc się nie oznacza " udawać, z e nie poznaje swojego byłego, chorego partnera/partnerki, z którym mam dzieci, kiedy zabiera go pogotowie z ulicy, bo przecież mamy rozwód"

                        A tak tutaj jest rozumiane "rozejście się"
                        • piotr_57 Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 14:13
                          hermina5 napisała:

                          > >Rozeszli się- rozumiesz pojęcie?
                          >
                          > Doskonale rozumiem. Co nie zmienia faktu, z e rozejsc się nie oznacza " udawać,
                          > z e nie poznaje swojego byłego, chorego partnera/partnerki, z którym mam dzie
                          > ci, kiedy zabiera go pogotowie z ulicy, bo przecież mamy rozwód"

                          Ale jej nie zabiera pogotowie z ulicy.
                          A gdyby się rozwodził z 6 kobietami to do końca życia ma się każą z nich zajmować z osobna aż do śmierci?
                          >
                          > A tak tutaj jest rozumiane "rozejście się" .

                          Lajw is brutal.....


                          --
                          Co za ponury absurd... Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?
                          (dzień świra).
                          • hermina5 Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 14:19

                            >Ale jej nie zabiera pogotowie z ulicy

                            Ale pewnego dnia zabierze, bez obaw. Rak ma to do siebie, ze wreszcie daje przerzut na system nerwowy, albo płuca.

                            >A gdyby się rozwodził z 6 kobietami t

                            To kazda kobieta, która związałaby sie z nim po 3 rozwodzie byłaby idiotką.

                            >Lajw is brutal.....

                            Nie, po prostu ludzie nie rozumieją pojęcia przyzwoitość
                            • akle2 Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 14:55
                              hermina5 napisała:
                              >
                              > Nie, po prostu ludzie nie rozumieją pojęcia przyzwoitość
                              >

                              Ja rozumiem i napisałam, jak rozumiem (pomoc tyle ile trzeba, bez ulegania szantażom), a jednak czułaś się w obowiązku zanegować, tylko dla samego faktu negacji.

                              Nikt z tu obecnych nie zazdrości sytuacji i położenia, w jakim znalazła się ex. Ale to założycielka wątku chce się dowiedzieć, jak powinna postąpić i moja odpowiedź dla niej jest taka: rób co uważasz, ciesz się związkiem, łącznie z planowanym ślubem i przyjmij wreszcie do wiadomości że sytuacja nie jest zawiniona przez Ciebie. A skoro nie jest, to nie możesz uzależniać swojego życia, szczęścia i dobra od tego, czy ex Cię zaakceptuje czy nie.
                        • akle2 Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 14:22
                          Oczywiście. Można, a nawet trzeba, wezwać pogotowie, pomóc znaleźć pielęgniarkę środowiskową, ew. wolontariuszy, wykupić leki, zapisać w kolejkę do specjalisty, pomóc załatwić transport do szpitala specjalizującego się w tego typu przypadkach a zlokalizowanego na drugim końcu Polski, wykupić lekarstwa, podtrzymać w chorej osobie ducha walki.
                          No, ale co jeszcze? Facet ma rzucić narzeczoną i wprowadzić się do ex?
                          Wiem, ślubowanie było "na dobre i na złe". Ale on jej nie porzucił (przynajmniej z wątku to nie wynika). Oni się ROZESZLI, a on założył (lub ma zamiar) NOWĄ rodzinę.
                              • easz Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 12.04.11, 20:55

                                No, jasna jak słońce - była długo nie pociągnie i sprawa się sama wyjaśni...
                                Ale jesteście wszyscy mądrale, co?

                                Dziewczyno, autorko wątku - posłuchaj Herminy jak już, nie tych negatywnie nastawionych forumowiczów, jakichś takich sfrustrowanych.
                                Przyznaję, sprawa jest ciężka, właściwie bez wyjścia, ale jedno jest oczywiste - nie Ty jesteś winna, powodem itd. więc nie powinnaś się tak czuć. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić, wiem, dlatego jak ktoś już napisał, przydałby się psychoonkolog, ale nie tylko dla niej, dla was, dla Ciebie, partnera ale i dziecka też - psycholog. Już teraz. To za trudne sprawy, żeby na forum znaleźć pomoc, tzn. można, ale żebyś się nie rozczarowała, bo o to naprawdę trudno.

                                Ta kobieta może po prostu poczuła, że małżeństwo z Tobą to koniec tego co jest, kruchej równowagi, coś ostatecznego, że już nie będzie mogła liczyć na swojego byłego, że zostanie sama, bez pomocy jakiejkolwiek i wcale nie z premedytacją mogła tak zareagować. Może też w takiej sytuacji każda, nawet najmniejsza zmiana wywołuje przerażenie?

                                Twój post wydaje się bardzo dojrzały i mądry. Jeśli jesteś taką osobą, to - specjalista->psycholog, a z rodziną zawsze rozmowa.

                                --
                                to jest mój sen
          • policjawkrainieczarow Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 13:45
            > b) potrafię "uspokoić " "nową kobietę" na tyle, że nie stanowi to dla niej
            > problemu.

            rotfl
            juz widze, jak wprowadzasz to skutecznie w czyn. A jak sie kobieta nie uspokoi, to co? młotkiem ją?

            --
            There are two types of people in this world: those who divide the world into two types and those who do not.
            • piotr_57 Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 14:02
              policjawkrainieczarow napisała:

              > > b) potrafię "uspokoić " "nową kobietę" na tyle, że nie stanowi to dla nie
              > j
              > > problemu.
              >
              > rotfl

              Poznać mądrego po śmiechu jego. Faktycznie temat jest komiczny.


              > juz widze, jak wprowadzasz to skutecznie w czyn.

              Nie wprowadzam w czyn, bo ja się nie rozchodzę. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem brania sobie tego typu problemów na głowę.

              A jak sie kobieta nie uspokoi,
              > to co? młotkiem ją?

              Nie!. Przeciez wina nie jest po stronie kobiety.
              Uznaję, że jeszcze nie dorosłem do następnego związku, albo, że nie jest to kobieta z którą uda mi się osiągnąć porozumienie.
              Jedno i drugie oznacza natychmiastowe zakończenie znajomości.
              >


              --
              Co za ponury absurd... Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?
              (dzień świra).
      • killimandzaria Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 12:47
        Staram sie ja zrozumiec, nie napisze rozumiem, bo to idiotyczne probowac stawiac sie w jej sytuacji. Ale to zaczyna mnie przerastac i brak miejsca na racjonalizm. Zaczynam miec wyrzuty sumienia z powodu slubu... Chore nie? A w takim stanie nie chce isc "do oltarza". (czy lepiej powiedziawszy do urzednika).
        Odpowiem tez Piotrowi przy okazji. Tak Piotrze, rozwazam rozstanie. Ale nie dlatego, ze on cos zlego robi (moj partner). Ale dlatego, ze ja chyba nie dam rady...
          • kol.3 Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 12:59
            Twój partner jest obiektem szantażu emocjonalnego i to on jest w najgorszej sytuacji. Partner wspiera byłą dla dobra dziecka, bo jakie ma wyjście. Ty możesz się wysmerfować z tej sytuacji i odetchnąc z ulgą. On takiego komfortu nie ma. Nie zazdroszczę.
            • killimandzaria Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 13:06
              wiem, ze on jest w najgorszej sytuacji, wiem to. Wstyd mi, ze nie mam sily aby z nim uniesc ten ciezar. Ale chyba nie mam. Nie chce udawac ze wszystko ok i kiedys wybuchnac, skoro juz teraz czuje ze to nie jest ok. Gdyby to byla tylko nieodcieta pempowina z byla. Postawilabym sprawe ostro i nie ma ze boli. Ale jak mam stanac przeciwko umierajacej kobiecie, ktora nie ma rodziny?... Wysmerfowanie brzmi tak ladnie i prosto... Kocham go. Ale chyba nie dam rady...
          • ravny Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 12:59

            wszystkorozumiejące i wszystkoprzyjmujące są tylko poświęcające się głupio cierpiętnice- zazwyczaj źle kończą.

            Od początku powinnaś facetowi poztawić granice w angażowaniu się w ex. Wygląda na to, że on się z nią ciągle nie rozwiódł emocjonalnie. I nie powinien zakładać nowej rodziny bo nie jest na to gotowy.
            Następnym razem, gdy spotkasz faceta który taaaak miło i aktywnie się zajmuje byłą kobietą - to mniej to doceniaj a więcej myśl o tym "a gdzie moje w tym miejsce". I wal prosto z mostu co ci się nie podoba a nie udawaj rozumiejącej miłosiernej.
            • ravny Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 13:02
              I jeszcze- weszłaś w związek z wiedzą, że facet ma ex żonę chorą na raka którą się intensywnie zajmuje. Na początku ci się to w nim podobało, teraz zaczęło uwierać. Sam zachowałaś się niedorośle.
              • killimandzaria Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 13:10
                Nie wyciagaj pochopnych wnioskow prosze. Eks choruje od 12 lat. Byly w chorobie ostre rzuty (wtedy opieje nad synem przejmowal moj partner i pomagal jak mogl- dajac pieniadze, szukajac specjalistow) byl tez czas spokoju (kiedy partner mial tylko sporadczny kontakt z eks, przy okazji odbierania syna do siebie). Kiedy poznalam partnera, eks nie potrzebowala zadnej pomocy z jego strony. Jest czynna zawodowo. Moja wina, ze nie wiedzialam, ze jej stan sie pogorszy a ona odmowi leczenia.
              • ravny Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 13:10
                I jeszcze- dziecko nastoletnie to nie jest maluch do którego potrzeba chodzić do domu żeby z nim spędzić czas po rozwodzie. Ojciec powinien od dawna zabierac chłopaka do siebie, zajmować się nim na swoim terenie. Przez to jak facet się zachowywał przez te 7 lat od rozwodu- teraz wynikł problem. Bo zachowywał się, jakby nadal był częścią tamtej rodziny i spełniał w niej wszystkie obowiązki leżące po stronie faceta. Pozwolił ex żonie wierzyć że zawsze i tak będzie na jej zawołanie i do dyspozycji pomimo rozwodu. Gdyby on się bardziej odciął dawno temu to ex mogła znaleźć innego towarzysza życia żeby czymś wypełnić lukę po byłym mężu. Teraz facet (i ty przy okazji) spijacie efekty tego, że się nie do końca rozwiódł.
              • hermina5 Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 13:13
                Ta jego eks zona , jest matką jego syna, która nie jest eks synem. Od jej stanu zalezy opieka nad chłopakiem, a de facto rozmawiamy tu o jej zyciu. Kiedy umrze, dzieciakiem bedzie musiał zaopiekowac sie tatuś. A umrze na pewno, bo z przerzutów do kosci sie nie wychodzi - chodzi wiec tylko o czas. I warto o tym pamiętać, jesli wiązemy się z mezczyzną w takiej sytuacji .
        • grzeszna_marta Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 13:43
          killimandzaria napisała:

          > Staram sie ja zrozumiec, nie napisze rozumiem, bo to idiotyczne probowac stawia
          > c sie w jej sytuacji. Ale to zaczyna mnie przerastac i brak miejsca na racjonal
          > izm. Zaczynam miec wyrzuty sumienia z powodu slubu... Chore nie? A w takim sta
          > nie nie chce isc "do oltarza". (czy lepiej powiedziawszy do urzednika).
          > Odpowiem tez Piotrowi przy okazji. Tak Piotrze, rozwazam rozstanie. Ale nie dla
          > tego, ze on cos zlego robi (moj partner). Ale dlatego, ze ja chyba nie dam rady
          > ...


          powiem zupełnie inaczej nie zrozumiesz nigdy tej sytuacji bo ona Ciebie dotyczy tylko pośrednio .To nie Tobie sypie się świat , to nie Ty masz świadomośc tego , że umrzesz i nie Ty jesteś "sama" . Ty masz jej meża i jego miłosć do siebie a ona ? no cóż została powiedzmy całkiem sama ze swoimi problemami . To ona szczerze mówiąc nie ma się komu wypłakać , to jej nie ma kto pewnie pocieszyć czy chocby i nawet przytulić . Tak mają rozwód no ale co z tego ? Może on był jej całym światem , może ona go jeszcze ciągle kocha .Wiem temat strasznie ciężki ale wydaje mi sie ,ze skoro chcesz stworzć z tym partnerem swój związek to musisz mieć tą świadomość ( czy tego chcesz czy tez nie ) , ze była zawsze będzie z wami .On jej będzie pomagał bo ona jest chora , śmiertelnie chora i jak dla mnie to facet jest ok. nie odwrócił się od niej całkowicie tylko pomaga choc szczerze mówiąc wcale nie musi tego robić. Piszesz o ślubie a co na to Twój partner ? Moze przeczekajcie jeszcze troszke Czy ten ślub naprawde aż tyle u Was zmieni ? a to ,ze masz wyrzuty wcale nie jest chore świadczy jedynie o Twojej dojrzałości i zdrowym podejsciu do całej tej sytuacji.
          • ravny Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 13:48
            maksymalny stopien zaangażowania faceta w żdrowie ex żony jest poprawny wtedy, gdy nie ma ona innej rodziny ktora część opieki przejmuje.
            jeśli facet 7 lat po rozwodzie był na kazde gwizdnięcie pomimo że żona ma inne osoby wokoło - to sam sobie ukręcił obecny bat i nie powinien póki co wchodzić w nowe poważne związki z nowymi kobietami.
    • velluto Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 13:21
      Wiesz co - facet jest nadodpowiedzialny i żeby wasz związek jakoś funkcjonował - powinniście wybrac się do terapeuty, bo to co on robi, aczkolwiek szlachetne - ten związek rozwali. Nie da się żyć w trójkącie, żadnym.

      Eks stosuje szantaż, steruje gościem jak chce.

      twój facet nie jest odpowiedzialny za jej stan zdrowia ani za decyzje o leczeniu/zaniechaniu leczenia. Tylko się z nią mentalnie nie rozwiódł, a raczej ona z nim.
      Jedyną rzeczą, którą można zrobić - to uświadomić mu to z fachową pomocą.
    • marguy Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 13:30
      kilimandzaria,
      sama piszesz, ze niewiele wiesz o raku. Jesli tak, to powiem tobie cos wiecej, bo wiem o nim bardzo duzo.
      Jeszcze rok temu moj maz, wysoki, dobrze zbudowany mezczyzna wazacy 80 kg cieszyl sie zyciem. Dzis ma raka pluc z przerzutami na kregoslup, zebra, system nerwowy oraz aorty i wazy 60 kg.
      Jeszcze tydzien temu chodzil. Dzis go woze po mieszkaniu w fotelu, bo ma bezwadna lewa reke i prawa noge. Oprocz tego bardzo cierpi. Od lipca ub ieglego roku jest na morfinie, od kilku miesiecy oprocz morfiny dostaje leki usmierzajace bol systemu nerwowego, kosci i miesni, a i tak bardzo cierpi.
      Wysokie dawki morfiny powoduja, ze czasami jest oderwany od rzeczywistosci.
      Nie wiesz jak bardzo ona cierpi, w jakim stopniu dziala na nia morfina, jak bardzo czesto czuje sie upokorzona, ze wielu rzeczy nie moze zrobic sama. Ze trzeba ja byc, wysadzac na basen, wycierac posladki, myc jej zeby, karmic itp.
      Nie wiesz nic!
      Twoj mezczyzna jest bardzo przyzwoitym czlowiekiem wiec ciesz sie z tego, ze na takiego trafilas i pomysl o tym, ze moze kiedys i toba tak sie zaopiekuje.

      Twoj probem jest wydumany. Gdybys naprawde byla tak bardzo wrazliwa i subtelna jak piszesz nie stawialabys glupimi pretensjami twojego przyszlego w trudnej sytuacji.

      PS.
      Piotr iles tam - takiego starego durnia jak ty juz dawno nie widzialam.
      Nie zycze tobie zle, bo nie musze i nie chce.
      Zycie samo przywoluje do porzadku takich dupkow jak ty.

      PS2 Nie spodziewalam sie az tylu tak bardzo malostkowych i bezdusznych wypowiedzi.

      --
      http://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/ie/gf/mxda/pX8beYMnA4LLrBqlvX.jpg
      • ravny Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 13:38
        > Twoj probem jest wydumany. Gdybys naprawde byla tak bardzo wrazliwa i subtelna
        > jak piszesz nie stawialabys glupimi pretensjami twojego przyszlego w trudnej
        > sytuacji.




        gdyby autorka była dojrzała i dorosła do odpowiedzialnego związku, to świadomie biorąc sobie do związku faceta z chorą ex żoną w pakiecie, w momencie najtrudniejszym (czyli najgorszego stanu ex żony) byłaby facetowi wsparciem, rozmawiała z nim otwarcie o tym co czuje i o sytuacji a nie odwalała histerii że zła ex żona chorobą psuje humor facetowi przed ślubem.
        Związki po przejściach są trudne. Nie każdy się do wchodzenia w nie nadaje.
        • easz Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 12.04.11, 21:00
          ravny napisał:


          > gdyby autorka była dojrzała i dorosła do odpowiedzialnego związku, to świadomie
          > biorąc sobie do związku faceta z chorą ex żoną w pakiecie, w momencie najtru
          > dniejszym (czyli najgorszego stanu ex żony) byłaby facetowi wsparciem, rozmawia
          > ła z nim otwarcie o tym co czuje i o sytuacji a nie odwalała histerii że zła
          > ex żona chorobą psuje humor facetowi przed ślubem.

          Przecież ona tak wcale nie napisała!
          Imo też już jej siadają nerwy i tyle; desperacja, czy coś. Dlaczego zaraz tak ostro?



          --
          to jest mój sen
      • hermina5 Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 13:44

        >Twoj mezczyzna jest bardzo przyzwoitym czlowiekiem wiec ciesz sie...

        Jak ja ci strasznie dziękuję za ten post! Jako jedyna chyba w tym wątku wspomniałaś o przyzwoitosci, reszta zachowuje się w stylu - to nie jego problem,niech sobie sama poradzi,. nastolatek nie potrzebuje duzo opieki...A przeciez końcówka raka to koszmar, własnie taki z twojego opisu...przyzwoitosc wymaga, zeby pomóc komuś, kto nie ma nikogo, a z kim sie kiedyś było i ma dziecko - zwykla przyzwoitość...Wiem, ze twój maz już z tego nie wyjdzie - zycze ci dużo siły , bardzo duzo! I serdecznie pozdrawiam, gdybym mogła to chętnie bym uscisneła!
        • marguy Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 13:58
          herminko,
          no to uscisk :)
          Ja tez wiem, ze moj maz juz z tego nie wyjdzie. On tez wie, ale swiadomie nie przyjmuje (a moze podswiadomie) tego do wiadomosci i robi plany na przyszlosc. Mysle, ze to po to zeby podtrzymac mnie na duchu.
          I tak podpierajac sie oboje powolutku brniemy przez coraz trudniejsze zycie. A im trudniej, tym wieksza jest nasza wzajemna milosc, czulosc i troska.
          Jedyne co moge teraz dla niego zrobic to czynic tak, aby czas ktory mu zostal spedzil jak najlepiej, jak najszczesliwiej.
          Najszczesliwiej, bo nawet przy tak wielkim cierpieniu jest to jest mozliwe.
          --
          http://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/ie/gf/mxda/pX8beYMnA4LLrBqlvX.jpg
      • killimandzaria Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 13:59
        Ok, chcialam zachowac niektore szczegoly dla siebie. Bo choroba i tak przeslania wszystko. Marguy nie masz prawa mnie odsadzac od czci i wiary. Twoja sytuacja jest inna. To Twoj maz. Nie wyobrazam sobie wyjscia ze zwiazku, bo partner choruje (zaraz odezwa sie glosy, ze to zrobil moj partner. Sytuacja wygladala inaczej. Wtedy, kiedy sie rozstawali prognozy lekarzy byly bardzo optymistyczne. A rozwod nastapil z innych powodow). Podziwiam Cie Marguy za Twoja determinacje i w pelni ja rozumiem. Inaczej jednak jesli sprawa dotyczy bylego partnera. Eks mnie nie poznala. Bo nie chce. Nie chce mnie znac i zabrania o mnie mowic. Eks zabrania mowic o mnie w towarzystwie syna (jesli ona jest przy tym obecna). Eks dostala histerii na wiesc, ze moj partner nie chce widywac sie z synem w jej domu, tylko przyprowadzac go do naszego. Wtedy wlasnie pojawila sie pierwsza odmowa leczenia. Rozumiesz juz dlaczego czuje sie winna za jej stan? Rozumiesz teraz, dlaczego mysle o rozstaniu, bo boje sie ze do konca zycia bede miala mysli, ze przyczynilam sie do tego, ze ona sie poddala? Czyli poniekad bylam sprawca, tego ze maly stracil matke! W tej okropnosci swojej ja przekonywalam partnera, aby kontynuowal spotkania z byla.
        Mam swiadomosc, ze moge zostac macocha. Mam swiadomosc z kim sie zwiazalam. Mam swiadomosc ze to cudowny, madry i lojalny czlowiek. I mam swiadomosc ze jego umierajacej zonie trafila sie depresja i nie czuje potrzeby zycia, skoro juz jest poniekad zastapiona. Tak wiem, o czym ona mysli. poki eks byl sam, musiala zyc dla syna, bo myslala ze moj partner sobie nie poradzi sam z wychowaniem. teraz on tworzy nowa rodzine a ona nie czuje sie juz niepotrzebna. Nie, nie czytam z tarota. To sie nazywa empatia i laczenie faktow, ktore sa mi znane.
        Absurdem w tej sytuacji jest fakt, ze przychodza mi mysli o rozstaniu, bo chce, aby ta kobieta jak najdluzej zyla. Dla siebie i dla syna.
        Okropienstwo, nie?
        • ravny Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 14:11
          Czyli twój cudowny partner spieprzył sprawę u podstaw bo nie jest rozwiedziony z żoną i kultywuje chory układ oparty na jej szantażach.
          Partnera wysłać natychmiast do psychologa na solidną terapię, żonie załatwić psychologa w szpitalu. inaczej nie masz co robić w tym układzie.
        • marguy Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 14:17
          kilimandzario,
          Jesli tak, nie masz sobie nic do zarzucenia. I w zadnym wypadku postawa ex- (niezaleznie od tego jakimi pobudkami bedzie uzasadniona) nie moze wplynac na twoje zycie.
          W zadnym wypadku nie mozesz sie czuc odpowiedzialna za jej czyny.
          Jednyne co mozesz zrobic to byc podpora dla twojego mezczyzny i jego syna, ktory i tak juz niedlugo zamieszka z wami.
          Lepiej przygotuj sie na to, ze zamiast para bedziecie rodzina.

          Rozumiem dreczace cie watpliwosci dlatego zycze tobie cierpliwosci, wyrozumialosci i sil dla przetrwania tego trudnego okresu oraz cieplej i dobrej przyszlosci z bardzo porzadnym czlowiekiem.

          Zreszta to nie twoje rozterki mnie wzburzyly tylko seria wpisow bandy bezdusznych oslow bez wyobrazni, szczegolnie zas jednego starego osla sadzacego, ze z racji wieku ma monopol na wszechwiedze i doswiadczenie.

          Jeszcze raz zycze powodzenia w przetrwaniu. :)
          --
          http://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/ie/gf/mxda/pX8beYMnA4LLrBqlvX.jpg
        • policjawkrainieczarow Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 21:16
          > Eks
          > mnie nie poznala. Bo nie chce. Nie chce mnie znac i zabrania o mnie mowic. Eks
          > zabrania mowic o mnie w towarzystwie syna (jesli ona jest przy tym obecna).

          Ty na jej miejscu oczywiście w podskokach byś leciała poznac nową partnerkę eksa?
          Myśle, że to akurat jest normalna reakcja, nie objaw histerii czy szantazu.
          I w związku z tym nie ma powodu, żebys się czuła winna z tej przyczyny.
          No, widzialam kiedys w telewizrze taki amerykanski budujący film o sytuacji takiej, jak wasza, w filmie obie panie wraz z dziećmi wyruszyły razem gdzies tam chyba do teściów (byłych i przyszłych), no bo "skoro masz zastapić moim dzieciom matke po moje smierci, to powinnysmy się poznac', a w trakcie podrózy "zaczynam rozumieć, dlaczego mój mąż wybrał ciebie", ale było to nierealne do wyrzygania.

          --
          There are two types of people in this world: those who divide the world into two types and those who do not.
        • policjawkrainieczarow Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 21:28
          > Eks
          > dostala histerii na wiesc, ze moj partner nie chce widywac sie z synem w jej d
          > omu, tylko przyprowadzac go do naszego.

          a może dostala histerii, bo akurat zaczęła czuć się gorzej, bo bała sie byc w domu sama, zwłaszcza nie wiedząc, jak by zareagowała na te nową chemię?
          Mysle, że to mega wpyte uczucie tak se siedziec samotnie i umierać, po prostu pełen wypas, a kto traci w tym wypadku nerw, ten najwyrazniej nie dorósł do poziomu ludzi z FK.


          --
          There are two types of people in this world: those who divide the world into two types and those who do not.
        • bcde Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 11.04.11, 02:37
          Killimandzaria, a musicie brać ten ślub teraz? Dajcie sobie na wstrzymanie. Nawet jeśli chora ex chciała właśnie to osiągnąć, to przynajmniej będziesz miała czyste sumienie i nie będziesz musiała się rozstawać z facetem, o czym teraz, bez sensu moim zdaniem, myślisz.
    • tarantinka Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 13:32
      nie bierzesz pod uwage że to żaden szantaż tylko kobieta ma dość walki, jej syn ma ojca, ma pewnosć ze się nim zajmie, chce odpocząc, chemia po to by przedłuzyć życie o kilka lat, może dla niej to nie jest wielka atrakcja.
      Nie powinnaś się w to w wtrącać, jesli kochasz to mu zaufaj i o nic nie pytaj.
      Rozumiem też że facet sie od tego definitywnie nie odciął - to matka jego dziecka , jeśli chce mieć kontakt z synem to po prostu musi zachowywać się etycznie. Najprościej by było wyprowdzić sie do australii i mieć nowe życie, ale ludzie starają się pogodzic w swoim sumieniu różne sytuacje. Jest całkiem prawdopodobne że bedziesz macochą, przecież wiedziałaś że eks choruje, nie liczyłaś chyba ze znajdą lekarstwo na raka . Planujecie ślub, no chyba o takich rzeczach się tak pochopnie nie decyduje. Teraz chcesz się z tego wymiksować ? w takie sytuacje mozna nie wchodzić, i ja to rozumiem ale wykręcać się z tego po tak długim czasie, kochasz go wogóle ???
      • ravny Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 13:41
        > ak pochopnie nie decyduje. Teraz chcesz się z tego wymiksować ? w takie sytuacj
        > e mozna nie wchodzić, i ja to rozumiem ale wykręcać się z tego po tak długim c
        > zasie, kochasz go wogóle ???


        jeśli ona sobie emocjonalnie nie radzi z sytuacją to i tak będzie mocno to ciążyć na ich związku, tym bardziej po śmierci ex żony. i prędzej czy później to się spieprzy na fali zalegających pretensji i żalów.
        • hermina5 Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 13:51
          Nie radzi sobie, bo wie, z e nie jest jedyna, jest jeszcze jedna wazna osoba. I dziecko.

          O takich rzeczach trzeba, przede wszystkim, rozmawiac ze sobą. Wtedy wiedziałaby jakie to stadium raka, ile dają lekarze czasu po chemii, a ile bez chemii itp . Jasne, ze nei chce sieo takich rzeczach wiedzieć wchodząc w nocy zwiazek, ale one wczesniej czy pózniej wypłyną.
          • ravny Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 13:57
            Dlatego nie rozumiem autorki w kwestii tej, że sprawa ex żony jest przemilczana z partnerem. Przecież autorka dobrze wiedziała w co się pakuje!! I od miesięcy (lat?) przemilcza tą kwestię z partnerem i zamiatają tak istotny element ich wspólnego życia pod dywan.

            Mogę zrozumieć koleżankę, którą facet oszukał udając wolnego a później wypłynęła sprawa obecności jakiejś żony. Dziewczyna zażądała, żew związku z tym że ją okłamał to ma jej przedstawić wyrok rozwodowy jeśli chce z nią być nadal i ani na milimetr nie angażowała się w jego rozwód.
            Ale wchodzenie świadome w jakiś układ o którym się wie, omijanie go w rozmowach, a potem kręcenie nosem gdy z tegoż układu wynikają niedogodności - to jakaś gównażeria.
      • odcienie.szarosci Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 13:53
        I to niekoniecznie jest szantaz, bardziej wielka rozpacz, strach przed umieraniem z czego ta kobieta zdaje sobie sprawe. Potrzebuje wsparcia i takimi atakami(telefonami) wlasnie daje to do zrozumienia. Mysle, ze potrzebny tutaj bedzie specjalista, psychoonkolog byc moze jakas grupa wsparcia. Pomoz tej kobiecie, nie patrz na czubek wlasnego nosa, bo ja chce ślubu. Slub poczeka, wszystko przyjdzie w swoim czasie, teraz zajmnijcie sie umierajaca.
    • zamysleniee Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 13:51
      "Chlopakiem opiekuje sie matka, ojciec odwiedza go regularnie i oczywiscie na niego lozy..."

      Wiesz, podejrzewam, że jesteś w ciężkiej sytuacji (psychika). Ale daj taryfę ulgową chorej kobiecie i jej synowi. To co wyżej napisałaś, daje do myślenia. Obciążenie psychiczne syna jest duże. Opiekuje się i patrzy na chorobę własnej matki. Pozwól odciążyć syna (przez ojca-Twojego partnera). Porozmawiaj z partnerem co Ciebie boli, co powoduje czym się spalasz. W dwójkę często łatwiej udźwignąć problem, nie obarczając się nawzajem pretensjami, lecz wspierając się, po szczerej rozmowie :) Zawsze możesz się rozstać, ale warto spróbować, uświadamiając sobie/komuś gdzie tkwi problem.
      --
      ...
      • piesfafik Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 16:31
        Mnie tez zaszokowala bezdusznosc i okrucienstwo wielu wypowiedzi. Partner autorki orginalnego posta jest najwyrazniej bardzo przyzwpoitym czlowiekiem i dobrym ojcem. W koncu nie biegal na herbatki do ex jak byla zdrowa, tylko pomaga jej jak umiera. Kogos takiego warto wspierac i mocno sie go trzymac. Ludzi ktorzy sa dobrymi przyjaciolmi w sytuacjach kryzysowych nie ma zbyt wielu. Dobry czlowiek to nie jest frajer - to jest skarb.
        Znam ludzi ktorzy odmowili chemii w ostatniej fazie raka bo chceli umrzec w miare szczesliwi, w domu, pod opieka hospicjum i bez bolu. Chemia wyniszcza organizm -byc moze ta kobieta chce oszczedzic syna. Moze chce zeby ja pamietal w miare zdrowa i sprawna. Moze to dobry wybor a moze zly ale trudno ja winic za to ze wogole o tym mysli.
        • mariela1987 Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 17:52
          ale zauważ, że aka sytuacje trwa już KILKANAŚCIE lat wiec nie wiem czy to jest kwestia pół roku czy kilku miesiecy. Mi się wydaje,ze powinnaś porozmawiać z mężem jak on to wszytsko widzi, bo moim zdaniem za mocno się angażuje. Rozumiem pomoc w znalezieniu jakiś metod leczenia , jak go stać to pomoc finansowa ale bieganie do szpitala i opieką powinna się zają rodzna tamtej kobiety,

          Mąż jest rozdartybo nie chce żey syn wypominał mu,ze nie pomógł jego matce. No ogolnie... powinnaś porozmawiac z meże bo tak to moze rzeczywiscie byc tak że kobieta zacznie za bardzo manipulować. Jak na moje to ona wcale nie pogodzila sie z jego odejsciem
    • berta-death Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 18:16
      Nie piszesz od jak dawna jesteście razem, ani dlaczego akurat teraz chcecie się pobrać. Pod tym względem, Piotr, mimo iż wyraża się w mało dyplomatyczny sposób, ma trochę racji. Jakby twój partner od razu po rozwodzie ożenił się po raz drugi i założył nową rodzinę, to sytuacja byłaby prostsza. Nikt nie miałby nadziei, że to stan przejściowy i może jeszcze wróci do pierwszej żony. Nikt nie miałby kaca moralnego z powodu tego, że bierze ślub w czasie kiedy jego poprzednia żona umiera. Eks być może znalazłaby sobie innego pocieszyciela zamiast wisieć na byłym mężu.

      Myślę, że eks potrzebuje dobrego psychiatry i być może także psychologa, który specjalizuje się w terapii pacjentów onkologicznych. I tym należałoby się zająć na samym początku. A potem dopiero myśleć jak rozwiązać problem ewentualnego ślubu, opieki nad synem i relacji z eks.
    • kadfael Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 20:15
      A może to nie tak... mówisz, że przerzutach do kości, o tym, że nie ma już szansy na wyzdrowienie. Może po prostu kobieta nie widzi już sensu kolejnej chemii, kolejnego koszmarnego samopoczucia, skoro to nie ma prowadzić do wyzdrowienia? I dlatego nie chce dalszego leczenia?
    • six_a Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 20:49
      nie widzę tu żadnego szantażu chorobą, na mój gust za dużo interpretujesz. trudno się dziwić, że wcześniej czuła się lepiej (akurat zbiegło się to z tymczasowymi partnerkami), a teraz czuje się gorzej, bo rak postępuje.

      facet, jeśli chce, niech pomaga dalej, ale nie bardzo rozumiem, dlaczego ma nie brać ślubu z Tobą, skoro jest coś tam ustalone. widocznie on sam nie do końca wie, co chce z życiem robić. ale nie widać w tym specjalnie udziału byłej żony. nawet ta odmowa leczenia może po prostu wynikać z rozwoju choroby i można mieć zwyczajnie dosyć, a nie dlatego, żeby dać w kość nowej partnerce.

      przesadzasz.


      --
      not enough
        • six_a Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 10.04.11, 21:10
          nodopsz, przeczytałam jeszcze tę o tym, jak to była nie chce jej znać i zabrania wypowiadać jej imienia. zastanawiająco szeroka ta wiedza, jak na osobę, która nie jest wprowadzana w szczegóły. a jeśli wiedza ta jest prawdziwa, to niestety, pretensję należy mieć do faceta, który na takie rzeczy pozwala. a do byłej nie za bardzo, bo nie wiadomo jaki udział ma w tym jej choroba, a jaki małpia złośliwość. facet, gdyby chciał się związać na nowo, pewnie umiałby wyklarować byłej, że pomoc owszem tak, ale wpieprzanie się w nowe życie nie. ten nie umie, czyli na mój gust, nie chce.




          --
          where do I begin
    • milkofamnesia Ciężka sprawa... 10.04.11, 23:28
      Z jednej strony czuję duży szacunek dla twojego faceta, że w obliczu tak ciężkiej choroby swojej byłej żony i matki ich dziecka nie wypiął się, nie stwierdził, że są inni w jej życiu to niech się zajmują itp. Facet ma ogromną klasę. Nieczęsto się to zdarza.
      Myślę, że na tyle na ile to możliwe rozumiem też jego ex. Po 12 latach walki z chorobą może już nie mieć siły, mieć dość i być w bardzo złym stanie psychicznym ze świadomością bliskiego końca życia. Chemioterapia jest bardzo obciążająca psychicznie i fizycznie, to nie jest przyjmowanie tabletek na nadciśnienie, tym bardziej że walkę przegrywa. Przerzuty do kości to koszmarny ból... To naprawdę sytuacja, gdy widmo śmierci jej zagląda w oczy i jej działania dalekie są od racjonalnych. Nie wydaje mi się, żeby ona celowo chciała Was jakoś rozdzielić, wzbudzić w nim poczucie winy. Nie ta choroba, tu jest autentyczny strach. I jeszcze raz: działania dalekie od racjonalnych i logicznych.
      No i generalnie współczuję Tobie. Chcąc nie chcąc bierzesz w tym wszystkim udział i nie pozwala Ci to wszystko normalnie cieszyć się życiem. Moim zdaniem jesteś super, że potrafisz na całą tę spojrzeć nie tylko przez pryzmat siebie samej, ale że Cię to przerasta to całkowicie zrozumiałe. Kto by się nie czuł tak jak Ty? Tym bardziej, że jeśli eks żona nie decyduje się na leczenie, bądź wchodzi w grę tylko opieka paliatywna to najgorsze chwile jeszcze nie nadeszły... Nie wiem co radzić, w ogóle nie wiem czy tu jest jakaś sensowna rada. Ale w ośrodkach onkologicznych działają psychoonkolodzy, pomagają też rodzinom chorych. Może warto z nimi pogadać. Może Twojemu facetowi warto uświadomić, że jego troska o byłą żonę (tym samym o syna) świadczy o tym, jakim jest człowiekiem, ale poza chorobą jest też życie z Tobą. Robi co może, ale głową muru nie przebije... a może jeszcze stracić Ciebie.
    • organza26 Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 11.04.11, 02:29
      Jak wiele osób zauważyło ta kobieta może już po prostu nie mieć siły, żeby walczyć.

      A teraz najważniejsze: opiekować się chorą eksmałżonką - matką swojego dziecka w czasach nawrotu choroby a stwarzać pozory, że się jest nadal 'mężczyzną jej życia' to dwie różne bajki.

      Piotr ma rację pod tym względem, że Twój narzeczony nie dał jasnego komunikatu eksmałżonce: 'wiem, że Twoja sytuacja jest trudna, dlatego będę Ci pomagał kiedy będziesz tego potrzebowała, ale zrozum, że nie jestem już Twoim mężem i nigdy nie będziemy razem'. On de facto nie zakończył swojego związku tak jak powinien. Najdobitniej świadczy o tym fakt, że jego widzenia z dzieckiem zaczęły odbywać się u niego dopiero jak związał się z Tobą.

      Gdyby Twój narzeczony jasno i wyraźnie określił granice w swoich stosunkach z eks Ty byś dzisiaj nie cierpiała bo eks wiedziałaby, że Ty jej go nie 'odebrałaś', tylko on poszedł już swoją drogą dużo wcześniej.

      Jeszcze z innej strony: wiem, że ta kobieta jest śmiertelnie chora i strasznie jej współczuję, natomiast jej reakcje na Twoją osobę są zdecydowanie przesadzone i są reakcjami osoby niedojrzałej emocjonalnie, co wydaje mi się również być jednym ze źródeł (a może nawet największym) Twojego niepokoju. Wiesz, że kobieta nie jest fair w stosunku do Ciebie i Twojego narzeczonego zachowując się w taki sposób, ale masz związane ręce bo ona jest w tak bardzo tragicznej sytuacji...

      Trzymaj się ciepło!
    • enith Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 11.04.11, 19:48
      Podobne jak moi przedmówcy uważam, że być może źle interpretujesz zachowanie eks żony. Odmowa leczenia nie musi być demonstracją jej niezadowolenia z faktu, że eks mąż się z tobą związał, ale zwyczajnym zmęczeniem wieloletnią walkę z trudną, bolesną i wyniszczającą chorobą, którą to walkę ta kobieta właśnie przegrywa. To raz. Dwa, nawet jeśli to jest demonstracja, musisz zrozumieć, że wasze, twoje i partnera życie, musi i będzie się toczyć niezależnie od stanu zdrowia tej kobiety. Nie jesteś odpowiedzialna za jej zachowanie, a przy tym masz prawo do własnego życia i kierowania nim tak, byś była w zgodzie z sobą. Chcesz odwołać ślub? Oczywiście możesz to zrobić. Ja natomiast nie widzę żadnego powodu, dla którego mielibyście z partnerem ze swoich planów życiowych rezygnować. Nie robicie nic złego ani ty, ani partner. Ślub nie oznacza przecież, że twój mąż się wypnie na swoją umierającą eks żonę. Będzie ją pielęgnował jak dotychczas, prawdopodobnie aż do jej śmierci. Śmierci, która nastąpi szybciej nie dlatego, że wy się pobraliście, a dlatego, że ta kobieta podjęła samodzielną decyzję o niekontynuowaniu leczenia. Pamiętaj o tym, wspieraj partnera jak dotychczas i nie rezygnuj z swoich/waszych planów na przyszłość.
      • ravny Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 11.04.11, 20:03
        facet powinien zamówić exżonie dochodzącą pielęgniarkę do opieki, trochę to kosztuje, ale ustrzeże się przed tym że exżona zadzwoni pięć minut przed jego ślubem że właśnie umiera i nikogo nie ma koło niej.
        A syna częściej zabierać do siebie.
        • piesfafik Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 12.04.11, 00:56
          On ma nie tylko umierajaca ex-zone ale tez nastoletnie dziecko ktoremu umiera matka.
          I co ma to dziecko zrobic w opisanym scenariuszu - siedziec z umierajaca mama czy tancowac na weselu tatusia?
          Mysle ze w tej sytuacji facet moze nie miec ochoty na radosna uroczystosc jaka jest slub, nie tyle z powodu bylej zony co z powodu cierpiacego dziecka.
          To jest trudna sytuacja i kiedy dziecko zamieszka z nimi po smierci matki moze byc jeszcze trudniejsza. Ale byc moze warto byc w trudnej sytuacji z kims tego wartym niz w latwej z byle kim.
          • lswpks Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 12.04.11, 15:40
            Specjalnie założyłam konto, żeby wyrazić swoją opinię. Droga autorko tego postu - jakim człowiekiem trzeba być,żeby umierającej kobiecie przypisywać chęć szantażu chorobą? Pojąć tego nie mogę, nie gniewaj się, ale wydaje się to bardzo niedojrzałą i egoistyczną postawą. Sama mam raka z przerzutami, walczę z tym kilka lat i powiem ci, że nie raz miałam ochotę zrezygnować z leczenia, bo przerzutów wyleczyć się nie da, można najwyżej przedłużać życie, ale leczenia jakie się przechodzi jest naprawdę straszne. Tylko wsparciu mojego męża i najbliższych zawdzięczam to, że jakoś się trzymam. Sama nie jestem w stanie nawet sama się umyć, przejście z pokoju o łazienki to wyzwanie. Jest naprawdę ciężko ktoś, kto tego nie doświadczył pewnie tego nie zrozumie. Teraz postaw się w sytuacji eks żony partnera - ona jest sama, umiera i boi się o przyszłość syn, jedyną bliską jej osobą w jakiej ma oparcie jest były mąż, bo czy ci się to podoba czy nie - przeżyli razem jakiś kawał czasu, mają dziecko a to wiąże ludzi na cale życie. Więc albo pogódź się z tym, że nie będziesz jedyną kobietą w jego życiu i daj sobie spokój albo weź się w garść i popatrz na sprawę realistycznie - jego związek z tobą to tylko część jego życia, oprócz tego ma on jeszcze jakieś zobowiązania wobec syna i byłej żony. Mimo rozwodu twój partner jest jakoś nadal odpowiedzialny za byłą żonę i wspaniałe jest to, że w tak trudnej sytuacji potrafi się o nią zatroszczyć. To postawa godna pochwały, więc albo go wspieraj w pomaganiu byłej żonie, albo odpuść sobie związek z facetem po przejściach.
            • ravny Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 12.04.11, 18:23
              nie każdy chory jest szantażystą. o tym lswpks zapomniałaś.
              nie każdego trzeba szantażowac by chciał pomagac chorej osobie.
              A tutaj ex żona od 7 lat nie pogodziła się z rozwodem i nie godzi się nawet na wspomnienie że jest jakaś narzeczona i że mąż chce się znowu ożenić. O ile można zrozumieć jej ból i cierpienie o tyle nie wolno "rozumieć" jej szantaży i podporządkowywac im się, tylko je LECZYĆ.
              • lswpks Re: Szantaz choroba... Jak reagowac? 12.04.11, 18:55
                Ok, mówicie o szantażu, ale tak sytuację definiuje sama autorka postu, a może sprawy mają się inaczej? Może eks żona potrzebuje pomocy a autorka postu odbiera to jako próbę szantażu chorobą? Jak dla mnie widzę tutaj raczej egoizm i poczucie zagrożenia ze strony nowej partnerki, bo partner (jeszcze nie mąż) poświęca dużo uwagi byłej żonie. Być może się mylę, ja nigdy nie mówię, że coś jest na pewno, ale zanim się oskarży się chorą osobę o próbę szantażu trzeba pamiętać, że może ona zwyczajnie potrzebuje wsparcia i pomocy, w tej co zrozumiałe dramatycznej sytuacji.
                  • lonely.stoner Re: a to przeczytała? 12.04.11, 21:37
                    ja nie rozumiem takie postawy sierotki marysi- wszystko wskazuje na to ze sie bardziej przejmujesz choroba bylej zony twojego faceta niz on sam i jeszcze bierzesz jakas rzekoma wine za to na siebie.
                    Po pierwsze- jesli ona ma dziecko, i postanawia odmowic lecznia to ma faktycznie cos nie tak z glowa, skoro nie kocha na tyle dziecka by pozyc dla niego?? jesli postawimy taka hipoteze to wylania sie z obrazu niezla sucz. Ale nie wiesz jakie sa jej motywy postepowania?? moze ma po prostu dosc bolesnej terapii i leczenia i chce w spokoju odejsc niz meczyc sie kolejne iles lat??
                    Porozmawiaj szczerze z partnerem, zamiast kumulowac w sobie jakies domysly. Nie wiadomo jakie sa motywy postepowania tej kobiety.
                    --
                    http://www.petycjeonline.pl/petycja/petycja-w-sprawie-wymierzenia-maksymalnych-mozliwych-kar-trzem-sprawcom-bestialskiego-spalenia-kota-w-wigilie-swiat-bozego-narodzenia-2009-a-takze-rozpatrzenia-spraw-przez-sad-i-wydania-wyrokow-w-terminie-bez-dopuszczenia-do-przedawnienia-czynu/161

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka