• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Fucking friend- czy można być szczęśliwą? Dodaj do ulubionych

  • 10.05.11, 23:03
    Widziałam się wczoraj z moim kolegą, który nie ma stałej dziewczyny ale ma kilka " fucking friend" z którymi umawia się wyłącznie na sex. Gdy wyraziłam swoje powątpiewanie, czy one są szczęśliwe w takim układzie i czy nie jest to dla nich upokarzające, był zdziwiony. Bo ja jakoś nie wierzę, że bycie " chwilowym zaspokajaczem" może być dla kobiety fajne. A wy co sądzicie?
    Zaawansowany formularz
    • 10.05.11, 23:06
      spytaj triismegistos i varii to ci powiedzą o swoim szczęściu


      --
      forum.gazeta.pl/forum/f,102329,Kobieta_bez_cenzury.html

      Demokracja to ustrój w którym każdy może powiedzieć co myśli nawet jeśli nie myśli.
      • 11.05.11, 09:53
        poczułam się wywołana do odpowiedzi
        jestem szczęśliwa:)
        miłość mam w stałym związku a fucking friends są moją rozrywką i wszystkim się to podoba, już o tym pisałam obszernie w wątku Kąbiego i moim własnym, więc polecam zainteresowanym do poczytania bo nie chcę się powtarzać
        • 11.05.11, 10:46
          Varia, kiedy znajdziesz czas?
          --
          - Jak udowodnić, że obfite jedzenie na noc jest szkodliwe?
          - A słyszeliście o Ostatniej Wieczerzy?
          • 11.05.11, 10:50
            w przyszłym tygodniu jestem nieco wolniejsza:)
        • 12.05.11, 12:57
          do tej wywolanej do odpowiedzi varii-masz racje,wiekszosc malzenstw jest tak beznadziejna ,ze nie powinna w ogole zaistniec.Jest gorsza niz sex i przyjazn bez milosci,bo tam nic nie ma! procz PRZYMUSU SPOLECZNEGO i napiecia seksualnego.Teoj zwiazek na oko widac jest identyczny.
      • 11.05.11, 23:54
        • 12.05.11, 00:06
          raczej chyba friend to fuckery
          • 12.05.11, 14:54
            Fuck friend = pieprzyć przyjaciel
            Fucking friend = pieprzony przyjaciel

            Prawidłowe terminy w języku angielskim to fuck buddy i friend with benefits. Po polsku, zdaje się, konkubent i konkubina ;)

            --
            Wesołe i zajmujące historie z życia heteroseksualistów!
            • 12.05.11, 15:04
              Konkubinat to związek ze wspólnym mieszkaniem bez ślubu, niewiele wspólnego mający z układami ff.
              --
              ''Do d*py z nogami'' - nowy slogan szkoły jogi
            • 12.05.11, 18:56
              > Fuck friend = pieprzyć przyjaciel

              taaaa a moj surf-mate to surfowac kolega, i wszystko jasne.
              • 13.05.11, 07:55
                nie kłóć się, gdy nie masz racji. Faktem jest, że w j., angielskim istnieją dwa określenia zaistniałej sytuacji: ostrzejsze fuck buddy, czyli kumpel do pieprzenia oraz friends with benefits - przyjaciele z dodatkowymi korzyściami.
                Coś takiego jak fuck friend nie istnieje, bo jest pomieszaniem dwóch ww, wymyślonym przez kogoś, kto coś gdzieś słyszał, ale za dobrze nie zapamiętał.
                Ludzie, jak już używacie obcojęzycznego nazewnictwa, to róbcie to poprawnie. Analogia z surf-mate jest nieporozumieniem, bo określenie jest pisane z myślnikiem.
                Co do pytanie autorki wątki : "Bo ja jakoś nie wierzę, że bycie " chwilowym zaspokajaczem" może być dla kobiety fajne."
                A skąd wiesz, że to kobieta jest w tym układzie "chwilowym zaspokajaczem"? Może jest dokładnie odwrotnie, może te kobiety spotykają się z Twoim kolegą, bo jest, mówiąc oględnie, dobry w tym co robi? :) Kobiety też mają potrzeby seksualne a nie zawsze uda się stworzyć fajny związek.
                • 13.05.11, 22:06
                  nie zebym byla zawzieta ale... chyba jestem:) :www.urbandictionary.com/define.php?term=fuck%20friend
            • 18.05.11, 16:03
              Chwila moment, uściślmy.Trochę teorii - ing to końcówka tzw. imiesłowu czynnego co w polskim odpowiada końcówce ący czyli tutaj pieprzący przyjaciel. I termin ten jest jak najbardziej odpowiedni do sytuacji;)) A co do poprawności zwrotu - W "Seksie and the city" jest używany.
              A końcówka ony w polskim to jest imiesłów bierny. W angielskim odpowiednio ed i nie ma tu zastosowania. Zresztą po polsku jak ktoś jest "pieprzonym przyjacielem" to chyba nie jest good?;))
        • 12.05.11, 15:06
          • 12.05.11, 18:59
            fuck buddy, fuck friend, fuck mate, fuck bro, whatever, ogolnie chodzi mi o blad gramatyczny, tak jak jest swimsuit a nie swimming suit, bo znaczenie jest zupelnie inne.
            • 12.05.11, 21:08
              rozumię.
              • 13.05.11, 00:56
                Pisze się "rozumiem" a nie "rozumię" ty ąęku.

                Czy sądzisz, że gdy będziesz wstawiał dużo ą i ę to zaprezentujesz szlachetniejszy rodzaj polszczyzny?
                • 13.05.11, 07:56
                  jakoś nie wierzę, że nie była to ironia ;)
                  • 13.05.11, 09:58
                    marry me ;d
                    • 13.05.11, 22:28
                      nie rzucaj takich słów na wiatr bo a nóż się zgodzę ;P
            • 13.05.11, 00:59
              A checkmate?
    • 10.05.11, 23:09
      twierdzenie, ze radosny seks jest upokarzajacy... jest oznaka powaznych problemow ze swoim JA.. syndromem sierotki marysi, ofiary, sluzacej... cokolwiek


      --
      Zdesperowany Królik
      • 10.05.11, 23:14
        bycie darmową prostytutką jest bardzo upokarzające. tak myślę. kazda kobieta pragnie związku, uczucia, milosci także w sexie.
        • 10.05.11, 23:17
          makrelkamakrelka napisała:

          > bycie darmową prostytutką jest bardzo upokarzające. tak myślę. kazda kobieta pr
          > agnie związku, uczucia, milosci także w sexie.

          ...a każda blndynka jest głupia, każdy jedynak jest egoistą, każdy facet to świnia
          :)

          --
          Biżuteria - moja pasja, moja praca, moja... :)
          Mój blog artystyczny
        • 10.05.11, 23:17
          a ty co adwokat wszystkich kobiet? dlaczego wypowiadasz się za każdą z kobiet? I od kiedy niezobowiązujący seks to odmiana prostytucji?
          --
          "You become responsible, forever, for what you have tamed."
          • 11.05.11, 00:42
            Wiesz, jeśli dla kogoś seks nie jest satysfakcjonujący jako taki, to mu się wydaje, że jeśli ktoś nie płaci za niego pieniędzmi, bądź miłością, to faktycznie może się to wydawać frajerstwem i darmową prostytucja.
            --
            ''Do d*py z nogami'' - nowy slogan szkoły jogi
        • 10.05.11, 23:17
          tak tak... i chce zeby wylaczac swiatlo i kiecke zadzierac tylko tyle ile potrzeba


          --
          Zdesperowany Królik
          • 11.05.11, 20:56
            tak tak... i chce zeby wylaczac swiatlo i kiecke zadzierac tylko tyle ile potrzeba

            Tygrycha, lecisz w schematy.
        • 10.05.11, 23:18
          Każda? Nie wiedziałam, że wiesz lepiej od KAŻDEJ kobiety... Jesteś czwartą osobą Trójcy Przenajświętszej?
        • 10.05.11, 23:18
          makrelkamakrelka napisała:

          > bycie darmową prostytutką jest bardzo upokarzające. tak myślę. kazda kobieta pr
          > agnie związku, uczucia, milosci także w sexie.

          A skąd ty masz takie informacje?
        • 11.05.11, 00:40
          makrelkamakrelka napisała:

          > bycie darmową prostytutką jest bardzo upokarzające.
          Tak mówisz? Nie próbowałam, ale wierzę na słowo.

          tak myślę.
          Myślisz?

          kazda kobieta pr
          > agnie związku, uczucia, milosci także w sexie.
          Acha. I każda nie lubi piłki nożnej, ani nie umie prowadzić samochodu.
          --
          - Jak udowodnić, że obfite jedzenie na noc jest szkodliwe?
          - A słyszeliście o Ostatniej Wieczerzy?
        • 11.05.11, 09:32
          makrelkamakrelka napisała:

          > bycie darmową prostytutką jest bardzo upokarzające.

          acha
          czyli to tylko kwestia kasy? Jakby ci zaczęli płacić to byś już z tym problemu nie miała?
        • 11.05.11, 09:54
          droga makrelko

          darmowa prostytutka to oksymoron
          uczą tego w liceum, ale może jeszcze nie dotarłaś do tego etapu
        • 11.05.11, 10:43
          jesli jakas kobieta pragnie zwiazku, to niech wejdzie w zwiazek, a nie zajmuje sie seksem z kolegami
          darmowa prostytucja - to dziala w obie strony, z jakichs powodów te kobiety sa w takiej relacji
          --
          http://www.suwaczki.com/tickers/zem315nmt9immb3h.png
          • 13.05.11, 19:09
            mahadeva napisała:

            > darmowa prostytucja - to dziala w obie strony, z jakichs powodów te kobiety sa
            > w takiej relacji

            I kto to mówi ;)))).
            Zastanów się w jakiej relacji Ty jesteś :). Tobie się wydaje, że to związek, ale dla niego jesteś właśnie takim fuck body :).


            --
            www.youtube.com/watch?v=rskFaiDIEwA - I Want...
        • 11.05.11, 12:14
          Seks z miloscia i uczuciem bije tysiackrotnie seks bez milosci. Ale seks z namietnoscia ale bez milosci bije tysiackrotnie brak seksu.
          • 11.05.11, 12:33
            O, i to jest dobra odpowiedź :)
            --
            Bukkake jest wtedy jak Mamusia i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś razem postanowią, że Mamusia potrzebuje specjalnego kremu do nawilżania twarzy.
          • 12.05.11, 13:18
            Genialne zdanie !
            :)


            --
            Nawet złoto reaguje z innymi metalami. Potrzeba tylko czasu :)
        • 12.05.11, 15:16
          @ makrelkamakrelka

          "bycie darmową prostytutką jest bardzo upokarzające" czyli seks bez zobowiązań (czyli związku z przyszłością => ślubu) to prostytucja?
          WOW
        • 12.05.11, 16:09
          Twoje stwierdzenie "kazda kobieta" mowi tylko o Tobie, w dodatku o braku poczucia wlasnej wartosci, bo zeby wypowiedziec wlasne zdanie musisz podpierac sie "ogolem spolecznym" czyli "kazda kobieta".

        • 12.05.11, 19:16
          uwielbiam twoje autorytatywne "każda". Prawie jak reklama syfu Gellwe kremówki papieskie - ulubione ciasto "wszystkich" Polaków. Weź się przewietrz makrelko, bo jeszcze zaśmierdniesz. I "upokorzenie" gwarantowane.
        • 12.05.11, 21:00
          Nie każda.
        • 13.05.11, 10:44
          Dla mnie bardziej upokarzające od bycia fuck buddy jest bycie płatną prostytutką. Za to przespanie się z kimś tylko dla przyjemności, bez zobowiązań, nie ma nic wspólnego z brakiem szacunku do siebie lub kogokolwiek, jeżeli obie, dorosłe osoby się zgadzają, i nie mają z tym problemu, to nic nikomu do tego, to raczej naturalne .. Twierdzenie czegoś odmiennego jest dla mnie oznaką jakichś problemów lub idiotycznego i nie przemyślanego światopoglądu (choćby dlatego, że przez brak doświadczenia w seksie, brak umiejętności podejścia do tego na luzie, potem cierpią ludzie w związkach małżeńskich - zupełnie "nieprzystosowani seksualnie", sztywni i nie wiedzący czego chcą).
      • 10.05.11, 23:17
        trzeba się szanować, no!



        --
        forum.gazeta.pl/forum/f,102329,Kobieta_bez_cenzury.html

        Demokracja to ustrój w którym każdy może powiedzieć co myśli nawet jeśli nie myśli.
        • 10.05.11, 23:18
          tak... i nie traktowac swych genitalii jak nieswojej wlasnosci


          --
          Zdesperowany Królik
          • 10.05.11, 23:20
            a gdzie w tym wszystkim uczucia?


            --
            forum.gazeta.pl/forum/f,102329,Kobieta_bez_cenzury.html

            Demokracja to ustrój w którym każdy może powiedzieć co myśli nawet jeśli nie myśli.
            • 10.05.11, 23:23
              jan_hus_na_stosie napisał:

              > a gdzie w tym wszystkim uczucia?

              Na samym końcu
              • 11.05.11, 08:19
                bijatyka napisała:

                > jan_hus_na_stosie napisał:
                >
                > > a gdzie w tym wszystkim uczucia?
                >
                > Na samym końcu

                Bez przesady - nie tylko sam koniec jest czuły :D
                --
                http://grafzero.net/lubisz.gif
                • 11.05.11, 09:19
                  g.r.a.f.z.e.r.o napisał:

                  > bijatyka napisała:
                  >
                  > > jan_hus_na_stosie napisał:
                  > >
                  > > > a gdzie w tym wszystkim uczucia?
                  > >
                  > > Na samym końcu
                  >
                  > Bez przesady - nie tylko sam koniec jest czuły :D


                  :D :D :D
            • 11.05.11, 23:02
          • 10.05.11, 23:23
            Dokładnie, trzeba sie szanować, własny tyłek też:P Nie mogę sie wypowiadac w imieniu wszystkich kobiet, ale jakoś nigdy nie uwierzę, że fajniejsze jest bycie fuckfriend od bycia w normalnym związku i sypiania z kochaną przez siebie osobą.
            • 10.05.11, 23:27
              Jeden lubi jak mu słowiki śpiewają , a inny jak mu zapałki pod paznokcie się wpycha.
            • 10.05.11, 23:27
              Nie musisz wierzyć ale to nie spowoduje, że szczęśliwe singielki kochające niezobowiązujący seks - znikną :))

              --
              Biżuteria - moja pasja, moja praca, moja... :)
              Mój blog artystyczny
              • 11.05.11, 19:00
                Oby mnie Bóg nie pokarał taką żoną, która taki seks ma za sobą :)
                • 13.05.11, 01:12
                  Wziałęś pod uwagę, że mogłaby go mieć również przez sobą ;)

                  Ruchajcie się, ru...cie a szczęście wiekuiste niechaj Wam świeci.
                  Tylko skoro to takie fajne to dlaczego nie nazwaliście tego po imieniu
                  po polsku tylko kryjecie się wstydliwie za angielskim wyrażeniem,
                  służacym za eufemizm?

                  Przecież "przyjaciel ruchacz" brzamiałoby nie mniej ekscytująco.
                  W dawniejszych, przestarzałych czasach nazywano takie osobistości
                  kochanek/kochanka, metresa.

                  Zmiana nazwy pozwala wmawiać sobie powiew nowoczesności
                  i wierzyć, że och, ach wymyśliliśmy coś nowego, nie to
                  co nasi zacofani przodkowie.

                  Ale to jest stare jak świat, a "fucking" jest tak tajemnicze jak pie...nie.

                  Nihil novi sub sole, drodzy nowocześni antropoidzi.
                  • 13.05.11, 01:14
                    Jak on, biedaczek, nie nadąża, za inwencją forumowiczów, chociaz dwoi się i troi.
                  • 13.05.11, 12:37
                    santoallora napisał:
                    >
                    > Ruchajcie się, ru...cie a szczęście wiekuiste niechaj Wam świeci.
                    > Tylko skoro to takie fajne to dlaczego nie nazwaliście tego po imieniu
                    > po polsku tylko kryjecie się wstydliwie za angielskim wyrażeniem,
                    > służacym za eufemizm?
                    A dlaczego wstydliwie? Czy dlatego na potańcówkę mówisz "dyskoteka", że taniec jest czymś wstydliwym?
                    >
                    > Przecież "przyjaciel ruchacz" brzamiałoby nie mniej ekscytująco.
                    > W dawniejszych, przestarzałych czasach nazywano takie osobistości
                    > kochanek/kochanka, metresa.
                    Osobiście lubię słowo "zaspokajacz". Kochanek jakoś kojarzy mi sie ze związkami pozamałżeńskimi, "metresa" ma swoje własne znaczenie, zupełnie nieadekwatne do tego, o czym mówimy.
                    --
                    - Jak udowodnić, że obfite jedzenie na noc jest szkodliwe?
                    - A słyszeliście o Ostatniej Wieczerzy?
                    • 13.05.11, 13:07
                      triismegistos napisała:

                      > Osobiście lubię słowo "zaspokajacz".

                      Piękne uprzedmiotowienie.
                      • 13.05.11, 13:27
                        A mnie sie tu sama nazwa nie poodba , bo ona juz w pewien sposób dyskredytuje taki uklad , czli tzw, przyjaciel od pier...nia. Słowo p.nie jest co najmniej słowem marginalnym i jakos tak jak dla mnie brzmi nie za fajnie, juz lepiej powiedziec po polsku kolega od spotkań seksualnych i nie tylko a tak nazwa to sprowadza caly układ tylko i wyłacznie nawet nie do sekssu tylko do zwykłego p..nia a to tez juz jest róznica jak dla mnie.
                        --
                        Z cudami to jest tak , że z parkinsona czy raka to owszem kogos wyleczono, ale zeby noga czy reka pod wpływem cudu odrosła to juz sie nie zdarzyło. Jak komus odrosnie ręka czy noga to zaczne wierzyc w cuda.
                      • 13.05.11, 13:38
                        Faktycznie, to słowo sugeruje uprzedmiotowienie moich zaspokajaczy ;)
                        --
                        - Jak udowodnić, że obfite jedzenie na noc jest szkodliwe?
                        - A słyszeliście o Ostatniej Wieczerzy?
                        • 13.05.11, 14:28
                          triismegistos napisała:

                          > Faktycznie, to słowo sugeruje uprzedmiotowienie moich zaspokajaczy ;)

                          Od tego się zaczyna, od przedmiotowego traktowania drugiego człowieka. Zdajesz sobie sprawę z tego, że Ty również jesteś traktowana jak przedmiot?
                          • 13.05.11, 14:34
                            Nie trakuję moich facetów przedmiotowo, serio :) Ale gdybym ich tak traktowała, to to, co oni myślą o mnie miałabym głęboko...
                            --
                            ''Do d*py z nogami'' - nowy slogan szkoły jogi
                            • 13.05.11, 14:47
                              A nie rozumiem, przecież chodzi o zaspokojenie potrzeb seksualnych, nic a nic nie widzialem tu mowy o uczuciach, o bliskości, partnerstwie etc. Kolega do wyru**ania ot co. Więc czym on się różni od żelka?
                              • 13.05.11, 15:06
                                Zacznijmy od tego, że z żelkami nie kopuluję... Definicja ff jest bardzo szeroka i mieści się w niej wibrator z pulsem. Mieści się w niej dobry kolega, z którym się sypia. Ja osobiście preferuję drugą wersję.
                                Obecnie mam dwóch ff. Z jednym spotykam się dość rzadko, ale bardzo go lubię. Przeważnie umawiamy się na bzykanie, ale to nie jest tak, że szast prast i do domu. Lubimy napić się piwka, pogadać, czasem obejrzeć jakiś film.
                                Natomiast z drugim jestem mocno zżyta. Bardzo często się spotykamy, łazimy razem na imprezy, albo po prostu spotykamy na szybką kawkę. Jak leżał w szpitalu to go codziennie odwiedzałam. Zdecydowanie nie traktuję go jak obiekt do wyru...ia.
                                --
                                Kochaj ojczyznę nad życie. Serce oddaj ludziom. Duszę - Bogu. Sobie zostaw godność - przyjdzie sprzedać w trudnych czasach.
                                • 13.05.11, 15:44
                                  Zaraz okaże się, kolega do pier*olenia to niemal kochanek....
                                  Kolega to kolega, przyjaciel to przyjaciel, kochanek to kochanek - każde z tych określeń opisuje inne relacje.

                                  To jak już tak otwarcie to pozwól, że dopytam: oni wiedzą, że uprawiasz seks z każdym z nich?
                                  Ludzie są różni, wiem i jeśli im to odpowiada to cóż... OK, ale jesli nie wiedzą to wybacz to jest właśnie to przedmiotowe traktowanie. OK - mi nic do tego - tak tylko sobie miło gawędzimy.
                                  • 13.05.11, 15:48
                                    > Kolega to kolega, przyjaciel to przyjaciel, kochanek to kochanek - każde z tych
                                    > określeń opisuje inne relacje.

                                    Tak wlasnie, i ff, o ktorym rozmawiamy, rowniez opisuje pewna relacje, relacje zwierajaca w sobie slowo 'friend', czyli przyjaciel. Ktos kogo sie zna, lubi, czuje do niego sympatie. Do tego np dla mnie namietnosc jest warunkiem koniecznym do jakiegokolwiek seksu. Wiec dla mnie ff jest osoba, ktora lubie i do ktorej czuje zdecydowany pociag seksualny, z wzajemnoscia.
                                    Nie jest to relacja w ktorej nie czuje sie nic.

                                    Nigdy nie mialam wiecej niz jednego ff na raz, czulabym sie nieprzyjemnie.
                                    • 16.05.11, 12:16
                                      Tak przyjaciel czyli nie kochanek, nie osoba którą daży się miłością. Póki co słownik języka polskiego tak definiuje przyjaciela:
                                      "1. człowiek pozostający z kimś w bliskich stosunkach; powiernik; druh; 2. człowiek okazujący sympatię, poparcie; zwolennik; protektor; mecenas"
                                      Nic tu o uczuciach, namietności etc. A i w powszechnym rozumieniu tego słowa jest to taki bliższy kolega, ale tylko kolega. A drugi człon tego określenia dość dokładnie wskazuje na to do czego taki przyjaciel służy, czym różni się od zwykłego przyjaciela. Jesli dobrze tłumaczę to słuzy do pier*olenia.
                                  • 13.05.11, 16:13
                                    urko70 napisał:
                                    >
                                    > To jak już tak otwarcie to pozwól, że dopytam: oni wiedzą, że uprawiasz seks z
                                    > każdym z nich?
                                    Oczywiście, ze wiedzą. Co nie oznacza, ze opisuję różne ginekologiczne szczegóły. Wiedzą, ze nie są jedyni.

                                    > Ludzie są różni, wiem i jeśli im to odpowiada to cóż... OK, ale jesli nie wiedz
                                    > ą to wybacz to jest właśnie to przedmiotowe traktowanie. OK - mi nic do tego -
                                    > tak tylko sobie miło gawędzimy.
                                    Absolutnie sie z tobą zgadzam. Poruszamy sie w dość delikatnej materii i jakiekolwiek oszukiwanie, czy też chociażby prowadzanie w błąd przez przemilczenie uważam za niedopuszczalne.
                                    --
                                    - Jak udowodnić, że obfite jedzenie na noc jest szkodliwe?
                                    - A słyszeliście o Ostatniej Wieczerzy?
                                    • 13.05.11, 21:45
                                      Dziwne... najczęściej ludzie się ze mną nie zgadzają...
                                      ;)
                                      • 13.05.11, 22:02
                                        Widzisz, ja nie jestem zazwyczaj człowiek ;)
                                        --
                                        Muminki cię widzą, muminki cię śledzą, muminki cię znajdą, zabiją i zjedzą!
                                        • 13.05.11, 22:30
                                          triismegistos napisała:

                                          > Widzisz, ja nie jestem zazwyczaj człowiek ;)


                                          Szacun triis :). Że Tobie się jeszcze chce tłumaczyć im to wszystko ;).



                                          --
                                          www.youtube.com/watch?v=rskFaiDIEwA - I Want...
                              • 13.05.11, 15:23
                                Widac niedokladnie czytasz, byla mowa o wielu uczuciach: sympatii, namietnosci, pragnieniu, wspolnej radosci z seksu.
                                Zadna z kolezanek nie uzyla tez tak wulgarnych slow jak Ty. To wrecz smutne ze umiesz sobie wyobrazic jedynie seks z wielka miloscia lub bezosobowe mechanizne rzniecie.
                                • 13.05.11, 15:37
                                  OK niedokładnie się wyraziłem, miałem na myśli istotę określenia kolega do pier.olenia bo o tym traktuje ten wątek. Więc jesli kogoś tak się określa to wybacz ale tu nie ma miejsca na nic innego poza tym co w nazwie.
                                  Uczucia, o których piszesz to nie uczucia które sie czuje do osoby z tematu.

                                  CO do mnie to nie masz bladozielonego pojęcia co umiem sobie wyobrazić a czego nie umiem, czego już doświadczyłem także daruj sobie te swoje smutki.

                                  A co do wulgarności... to zdaje się o tym właśnie traktuje wątek, to masz w temacie, zakłuło w oczy dopiero jak nazwało się to po polsku?
                                  • 13.05.11, 15:44
                                    Hm, tutaj doszlismy do sedna problemu tj definicji zjawiska, o ktorym dyskutujemy.

                                    Wydaje mi sie ze dla wielu osob, wlacznie ze mna, osoba nazywa ff, zaspokajaczem, gachem czy kopulantem, to osoba z ktora uprawia sie seks bez czucia do niej milosci i bez bycia z nia w zwiazku.
                                    Nigdzie nie bylo powiedziane, i nie sadze zeby ktorakolwiek z osob majacych doswiadczenia z tego typu relacja, mowila tu o seksie z czlowiekiem do ktorego sie NIC nie czuje.

                                    Wrecz caly czas piszemy, o pozadaniu, o wspolnej przyjemnosci z seksu, o sympatii.
                                    Kto bralby sobie ff ktory jest niesympatyczny?

                                    Jesli caly czas wypowiadasz sie o seksie bez zadnych uczuc, to rozmawiamy o dwoch zupelnie innych sprawach i faktycznie, mimo posiadania w przeszlosci ff, nie umiem sobie absolutnie wyobrazic seksu bez zadnych uczuc.
                                    • 16.05.11, 12:26
                                      Zgoda, dochodzimy do sedna problemu.
                                      W moim rozumieniu chodzi o "obniżenie poprzeczki". Obniżenie poprzeczki dla uczucić jakimi musimy kogoś darzyć, żeby uprawiać z nim seks. Mówiąc wprost drzewiej było, że kobieta bez wielkiej miłości nie poszła do łóżka, później po szybkim zakochaniu, jeszcze poźniej "na drugiej randce" a obecniej z kimś więcej niż kolegą. Owszem kobieta lubi kolegę bo miły sympatyczny, uczynny tyle tylko, że wielu kolegów sie lubi, wielu kolegów jest przystojnych....

                                      Powstaje pytanie jakie uczuciue będzie warunkowało seks "jutro" i nastepne pytanie czy cokolwiek będize warunkowało seks "pojutrze"?
                                      • 16.05.11, 12:59
                                        Faktycznie, dochodzimy do czegos :-)

                                        Mi sie wydaje, ze mowisz o tym jak 'powinno byc' czy o wersji akceptowalnej spolecznie i niestygmatyzowanej:
                                        - kiedys kobieta musiala byc po slubie (choc nie wiem, czy to kiedys nie jest standardem nadal obowiazujcym w nitkrocyh srodowiskach);
                                        - pozniej musiala byc z chlopakiem w dlugim i powaznym zwiazku zmierzajacym do slubu;
                                        - pozniej musiala byc przynajmniej zakochana itp itp.

                                        Pytanie brzmi, czy faktycznie, to kobiety obnizyly standardy?
                                        Wydaje mi sie, ze nawet w czasach koniecznosci bycia po slubie bylo milion odstepstw od tej reguly. Chodzilo sie do lozka dla pieniedzy, z ciekawosci, z glupoty, z 'zakochania', z naiwnosci, ze strachu czy pod presja, czy po prostu z checi (szalona zabawa, stog siana etc).
                                        Roznica polegala na tym, ze jeszcze 20 czy 30 lat temu zadna mloda kobieta nie powiedzialaby glosno ze sypia ze swoim chlopakiem, czy ze sypia z kims kogo nie kocha, bo byloby pietnowane, bo balaby sie oceny otoczenia.
                                        Tego, co dzieje sie teraz, nie nazwalabym obnizeniem poprzeczki dla uczucia ktorym 'musimy' kogos darzyc, a raczej ogolnym zrewidowaniem pogladow na to, co 'musimy', czego powinnismy sie 'wstydzic', co powinno byc 'niegodne', niewyobrazalne czy nieprzyjmowalne.
                                        Ogolna zmiana postawy z 'to ludzie dookola powiedza mi co dobre i wlasciwe' na zdanie sie na wlasna ocene tego, co dobre, na kierowanie sie wlasnymi uczuciami. Czasem, te uczucia sa krzywdzace dla kogos czy autodestrukcyjne i jest potrzebna interwencja spoleczenstwa.
                                        Ale jesli nikogo nie krzywdze?
                                        Dlaczego ktos ma mowic co 'musze' czuc? Dlaczego mam sie wstydzic tego, ze odczuwam glod seksualny, czysto seksualny nawet nie bedac w zwiazku? Dlaczego ktos ma mnie za to pietnowac?
                                        • 16.05.11, 13:00
                                          I juz bardzo wprost w temacie zwiazku: dlaczego ktos ma za mnie decydowac, kiedy moge lub nie moge byc szczesliwa?
                                        • 16.05.11, 15:34
                                          po-trafie napisała:

                                          > Faktycznie, dochodzimy do czegos :-)

                                          :)

                                          > Mi sie wydaje, ze mowisz o tym jak 'powinno byc' czy o wersji akceptowalnej spo
                                          > lecznie i niestygmatyzowanej:
                                          > - kiedys kobieta musiala byc po slubie (choc nie wiem, czy to kiedys nie jest s
                                          > tandardem nadal obowiazujcym w nitkrocyh srodowiskach);
                                          > - pozniej musiala byc z chlopakiem w dlugim i powaznym zwiazku zmierzajacym do
                                          > slubu;
                                          > - pozniej musiala byc przynajmniej zakochana itp itp.

                                          Pisałem o zmianach jakie zachodzą o uprawianiu seksu z ludżmi z którymi wiążą nas coraz słabsze stosunki (na osi czasu). tak jak pisałem "jutro" będzie to kolega z pracy bo... bo lubię go trochę, a pojutrze będzie to przypadkowych przechdozeń na ulicy. Dziś na sie to nie mieści w głowie tak samo jak naszym babkom to co sie dzieje dzis.

                                          > Pytanie brzmi, czy faktycznie, to kobiety obnizyly standardy?
                                          > Wydaje mi sie, ze nawet w czasach koniecznosci bycia po slubie bylo milion odst
                                          > epstw od tej reguly. Chodzilo sie do lozka dla pieniedzy, z ciekawosci, z glupo
                                          > ty, z 'zakochania', z naiwnosci, ze strachu czy pod presja, czy po prostu z che
                                          > ci (szalona zabawa, stog siana etc).

                                          Pełna zgoda, zapewne te powody były, są i będą ale my tu nie o nich piszemy. Piszemy, jak rozumiem, o _masowym_ upowszechnieniu seksu.

                                          > Roznica polegala na tym, ze jeszcze 20 czy 30 lat temu zadna mloda kobieta nie
                                          > powiedzialaby glosno ze sypia ze swoim chlopakiem, czy ze sypia z kims kogo nie
                                          > kocha, bo byloby pietnowane, bo balaby sie oceny otoczenia.

                                          Kwestia ilości wtedy i dziś tych sypiających nie z chłopakiem, a z kolegą.


                                          > Tego, co dzieje sie teraz, nie nazwalabym obnizeniem poprzeczki dla uczucia kto
                                          > rym 'musimy' kogos darzyc, a raczej ogolnym zrewidowaniem pogladow na to, co 'm
                                          > usimy', czego powinnismy sie 'wstydzic', co powinno byc 'niegodne', niewyobraza
                                          > lne czy nieprzyjmowalne.

                                          Można uzywać różnych eufemizmów ale jesli 50 lat temu dziewczyny nie pier*oliły się z kolegami to teraz i owszem WYSTARCZY że sympatyczny i pociągający i bach nogi na bok. Uczucie którym kobiety warunkowały seks z wielkiej miłości przeszło w zakochanie potem zauroczenie a teraz wzwykłą chcicę. Cóż to jesli nie obniżenie poprzeczki?


                                          > Ogolna zmiana postawy z 'to ludzie dookola powiedza mi co dobre i wlasciwe' na
                                          > zdanie sie na wlasna ocene tego, co dobre, na kierowanie sie wlasnymi uczuciami
                                          > . Czasem, te uczucia sa krzywdzace dla kogos czy autodestrukcyjne i jest potrze
                                          > bna interwencja spoleczenstwa.
                                          > Ale jesli nikogo nie krzywdze?
                                          > Dlaczego ktos ma mowic co 'musze' czuc? Dlaczego mam sie wstydzic tego, ze odcz
                                          > uwam glod seksualny, czysto seksualny nawet nie bedac w zwiazku? Dlaczego ktos
                                          > ma mnie za to pietnowac?

                                          Ja, nie mówię co Ty musisz czuć żeby pójść z _kolegą_ do łóżka. Ja zauważam i nazywam te zmiany, nazywam je po imieniu i międzywierszami wskazuję do czego prowadzą.
                                          • 16.05.11, 16:39
                                            > Kwestia ilości wtedy i dziś tych sypiających nie z chłopakiem, a z kolegą.

                                            Kiedys jasna granica moralna byl slub. Nie wazne czy z milosci, wazne ze slub. Kazda, ktora uprawiala seks bez slubu, byla zla. Mimo to, zdarzaly sie takie kobiety, smiem twierdzic, ze nie sporadycznie.
                                            Teraz ta granica sie przesunela, ale mechanizm jest ten sam. Sa dziewczeta potrzebujace do seksu slubu, sa takie, ktore potrzebuje z chlopakiem byc, sa takie, ktore nie potrzebuja. Te ostatnie lamia jakas tam granice moralna, ale nie uwazam, zeby:
                                            1. bylo ich duzo (zobacz, w tym watku znalazly sie moze z 3 takie osoby, nie jest to cos masowego, czy nawet wyjatkowo popularnego);
                                            2. bylo ich wiecej, niz kobiet uprawiajacych seks przed slubem w czasach, gdy dla zdecydowanej wiekszosci bylo to nie do pomyslenia.
                                            Czy jest jakas wlasciwa ilosc osob przekraczajacych taka granice?
                                            Czy wogole granica taka powinna istniec w przypadku tak intymnej i osobistej sprawy, jak to co JA potrzebuje czuc do tego zeby uprawiac seks i nadal byc szczesliwa?
                                            Wg mnie to jest osobisty wybor kazdego czlowieka, tak jak kwestia czekania z seksem do slubu, sposobu mycia zebow, decyzji o tym, kiedy i ile chce miec dzieci, lub czy chce sie modlic, czy nie.

                                            > pojutrze będzie to przypadkowych przech
                                            > dozeń na ulicy

                                            Kierujac sie powyzszym, nie przeszladzaloby zupelnie, gdyby takie rzeczy sie zdarzaly. Z odpowiednim zabezpieczeniem, ale to jest kwestia detali. Sprawa wyboru moralnego, czy osobistej decyzji takiej osoby, jest jej osobista sprawa i miesci mi sie w glowie, ze ktos moze takiego wyboru dokonac, tak jak miesci mi sie w glowie to, ze sa mezczyzni, ktorzy wykonuja telefon, po czym uprawiaja seks z nieznajoma sobie pania, ktorej nastepnie przekazuja za to pieniadze.
                                            Co czyni cie autorytetem moralnym mogacym decydowac o tym, gdzie jest granica po ktorej osobisty, niekrzywdzacy nikogo wybor jest zly i wart obsmarowania?

                                            > _masowym_ upowszechnieniu seksu.

                                            Masowym upowszechnieniu seksu bez milosci? Mysle ze zdecydowanie demonizujesz sytuacje.
                                            Upowszechnienie wspolzycia seksualnego jako takiego? tak, pewnie tak.

                                            > 50 lat temu dziewczyny nie pier*oliły
                                            > się z kolegami

                                            A taka wiedza skad? 50 lat temu tez byly nieslubne dzieci, tez byly dziewczeta nie bedace w momencie slubu dziewicami, byly lata 60te kiedy zdaje sie rodzil sie ruch gloszacy daleko idaca swobode seksualna.
                                            Mowilo sie o tym ciszej i mniej, zapewne sporo dziewczat mylilo 'zauroczenie' z miloscia, bylo tez zdecydowanie trudniej o jakakolwiek antykoncepcje. Gdybym nie mogla sie zabezpieczac, zapewne czekalabym z seksem nie tylko do slubu, ale wrecz do konca zycia.
                                            Niemniej jednak, zawsze byl jakis procent, ktore granice moralne przekraczal, tak jak pozadanie czy namietnosc nie jest uczuciem wymyslonym 5 lat temu.
                                            • 17.05.11, 09:26
                                              po-trafie napisała:

                                              > Teraz ta granica sie przesunela,

                                              I znów zgadzamy się :), o tym właśnie przesuwaniu piszę od dość dawna. Przesuwaniu do poziomu uprawiania go z kolegami czyli sprowadzeniu seksu do czynności powszedniej, która staje się powoli czynnością taką jak pójście do kina czy podanie ręki.

                                              > nie uwazam, zeby:
                                              > 1. bylo ich duzo (zobacz, w tym watku znalazly sie moze z 3 takie osoby, nie je
                                              > st to cos masowego, czy nawet wyjatkowo popularnego);
                                              > 2. bylo ich wiecej, niz kobiet uprawiajacych seks przed slubem w czasach, gdy d
                                              > la zdecydowanej wiekszosci bylo to nie do pomyslenia.
                                              > Czy jest jakas wlasciwa ilosc osob przekraczajacych taka granice?
                                              > Czy wogole granica taka powinna istniec w przypadku tak intymnej i osobistej sp
                                              > rawy, jak to co JA potrzebuje czuc do tego zeby uprawiac seks i nadal byc szcze
                                              > sliwa?

                                              Jesli chiodzi o ilość takich kobiet to oczywiście nie mam żadnych danych, uwazam jednak, że już samo to że coraz częściej się o tym mówi, że powstało takie pojęcie jak przyjaciel do pier*olenia wskazuje na rosnącą ilość (jeśli problem jest niezauważalny to nie wprowadza się do języka nowego pojęcia).

                                              Ja się nei wypowiadam nt tego czy dana osoba jest czy nie szczęśliwa. Skoro lubi uprawiać seks z kolegami to cóż... jej sprawa, ofc powinna równocześnie ponosić k onsekwencje swoich zachowań i nie dziwić się, jak usłuszy, że prawdę o sobie.


                                              > Wg mnie to jest osobisty wybor kazdego czlowieka, tak jak kwestia czekania z se
                                              > ksem do slubu, sposobu mycia zebow, decyzji o tym, kiedy i ile chce miec dzieci
                                              > , lub czy chce sie modlic, czy nie.

                                              Dokłądnie tak jest, osobisty wybór. Tyle tylko, że konsekwencje może ponosić nie tylko TA kobieta. Konsekwencje tego ze uprawia seks z kolegami może ponosić jej dziecko, jej rodzina i reszta spoleczeństwa. I imho dlatego też w społeczeństwiwe wykształciły się pewne normy a odstępstwo od nich jest nieakceptowane.

                                              > > pojutrze będzie to przypadkowych przech
                                              > > dozeń na ulicy
                                              >
                                              > Kierujac sie powyzszym, nie przeszladzaloby zupelnie, gdyby takie rzeczy sie zd
                                              > arzaly. Z odpowiednim zabezpieczeniem, ale to jest kwestia detali. Sprawa wybor
                                              > u moralnego, czy osobistej decyzji takiej osoby, jest jej osobista sprawa i mie
                                              > sci mi sie w glowie, ze ktos moze takiego wyboru dokonac, tak jak miesci mi sie
                                              > w glowie to, ze sa mezczyzni, ktorzy wykonuja telefon, po czym uprawiaja seks
                                              > z nieznajoma sobie pania, ktorej nastepnie przekazuja za to pieniadze.

                                              To, że tak się dzieje to wiemy, kwestia ponoszenia odpowiedzialności czyli późniejszego brania na klatę konsekwencji swoich decyzji.


                                              > Co czyni cie autorytetem moralnym mogacym decydowac o tym, gdzie jest granica p
                                              > o ktorej osobisty, niekrzywdzacy nikogo wybor jest zly i wart obsmarowania?

                                              Wydawało mi się, że nie obsmarowywałem tu nikogo. Owszem nazywałem rzeczy po imieniu i pisałem po polsku to co mamy w temacie po angielsku. Ale chętnie przeczytam cytat z mojej wypowiedzi który masz na myśli pisząc o obsmarowywaniu.

                                              Równocześnie zwracam uwagę na to, że jesteśmy na forum, na forum się dyskutuje, i m.in. na tym polega dyskusja, że mówi się / ocenia się dane zjawisko.

                                              > > _masowym_ upowszechnieniu seksu.
                                              >
                                              > Masowym upowszechnieniu seksu bez milosci? Mysle ze zdecydowanie demonizujesz s
                                              > ytuacje.

                                              No a skąd jesli nie z rozsnącego zapotrzebowania na nazwanie zjawiska wzięło się pojęcie przyjaciel do pier*olenia?


                                              > > 50 lat temu dziewczyny nie pier*oliły
                                              > > się z kolegami
                                              >
                                              > A taka wiedza skad? 50 lat temu tez byly nieslubne dzieci, tez byly dziewczeta
                                              > nie bedace w momencie slubu dziewicami, byly lata 60te kiedy zdaje sie rodzil s
                                              > ie ruch gloszacy daleko idaca swobode seksualna.

                                              Ależ oczywiście.... ale chodzi o skalę zjawiska. A skala rośnie i z tego powodu zrodziło się zapotrzebowanie na nowe pojęcie. W późnie na pytania, pytania jak tu w temacie.


                                              > Niemniej jednak, zawsze byl jakis procent, ktore granice moralne przekraczal,

                                              I znów zgoda.... "jakiś procent". I jesli był on nieistotny to nie potrzebował nazwy. Teraz jest nazwa i zjawisko sie upowszechnia.
                                              • 17.05.11, 10:51
                                                Jesli dobrze cie rozumiem:
                                                - normy wyksztalcily sie po to, zeby chronic spoleczenstwo;
                                                - odestepstwo od norm jest nieakceptowalne, bo szkodzi spoleczenstwu;
                                                - szkoda o ktorej mowimy, to konsekwencje, ktore moze ponosic jej dziecko (rozumiem, ze np brak kochajacego ojca, ktory by je planowal), jej rodzina (ee, wspieranie jej, kiedy bedzie sama z dzieckiem?) i reszta spoleczenstwa (tu, jak mniemam, rozmaite dofinansowania, oslony socjalne itp).

                                                Rozumiem twoj punkt widzenia, ale mysle, ze nie bierzesz pewnych rzeczy pod uwage. Nie mam pod reka statystyk, nie wiem nawet czy takie istnieja, ale wydaje mi sie, ze jest duzo wiecej samotnych matek, ktore staly sie samotne w wyniku rozwodu lub rozpadu zwiazku (np konkubinatu), niz matek, ktore sa samotne bo uprawialy seks bez zwiazku.
                                                Moze glownie dlatego, ze jednak dwoje ludzi decydujacy sie na taki kontakt jest duzo bardziej pewna o tym, ze NIE CHCE miec z ta osoba dzieci, wiec lepiej sie zabezpiecza?
                                                Podobnie, uwazam, ze duzo wieksze konsekwencje spoleczne i osobiste ponosza dzieci z domow naznaczonych przemoca, alkoholizmem czy inna forma agresji pomiedzy pozostajacymi w zwiazku rodzicami, niz dzieci wychowywane przez samotki matki.
                                                Patrzac pod katem efektu szkodliwego dla spoleczenstwa, norma dotyczaca uczuc, ktorymi powinni sie kierowac ludzie uprawiajac seks jest daaaleko w tyle poza zdecydowanie lzej traktowanymi tematami odpowiedzialnosci ludzi decydujacych sie na dzieci, czy rozsadnego wybierania partnera, z ktorym chce sie wiazac.

                                                > forum się dyskutuje,
                                                > i m.in. na tym polega dyskusja, że mówi się / ocenia się dane zjawisko.

                                                Tak, a rozmowca (w tym przypadku ja) moze sie z pewna ocena jakiegos zjawiska nie zgadzac, szczegolnie jest ocena ta jest prezentowana jako 'prawda', tu cytat: "prawdę o sobie".
                                                Taki rozmowca moze wiec probowac przedstawic swoj punkt widzenia, w celu wytracenia osoby oceniajacej z przeswiadczenia, co do 'prawdy'.

                                                > No a skąd jesli nie z rozsnącego zapotrzebowania na nazwanie zjawiska wzięło si
                                                > ę pojęcie przyjaciel do pier*olenia?

                                                Z wiekszej ilosci kobiet, ktore nie czuja sie zastraszone, czy nie przejmuja sie czyjas ocena, nie wstydza sie tego, co robia, wiec moga o tym powiedziec glosno?
                                                Tak jak zjawisko przemocy domowej, DDA, czy pedfilii. To, ze jeszcze 50 czy 100 lat temu ich nazwy nie funkcjonowaly w publicznej swiadomosci, nie znaczy, ze te zjawiska nie istanialy.
                                                Cos zyskuje nazwe, kiedy sie o tym MOWI, co niekoniecznie znaczy, ze jest moment kiedy cos sie zaczyna dziac po raz pierwszy.
                                                • 17.05.11, 11:16
                                                  po-trafie napisała:

                                                  > Jesli dobrze cie rozumiem: [...]

                                                  Mniej więcej o to mi chodzi.

                                                  > Rozumiem twoj punkt widzenia, ale mysle, ze nie bierzesz pewnych rzeczy pod uwa
                                                  > ge. [...] samotnych matek, ktore staly sie samotne w wyniku rozwodu [...] przemoc

                                                  Pełna zgoda co do tego, że jest na swiecie sporo zła, większego zła niż problem ff. Tylko nie mogę pojąć czemu mieszasz jedno z drugim. Czy ja gdziekolwiek napisalem: niech nikt sie nie interesuije alkoholem, przemocą, molestowaniem i niech kazdy zajmiej się ff?


                                                  > Moze glownie dlatego, ze jednak dwoje ludzi decydujacy sie na taki kontakt jest
                                                  > duzo bardziej pewna o tym, ze NIE CHCE miec z ta osoba dzieci, wiec lepiej sie
                                                  > zabezpiecza?

                                                  Nie ma pewnych zabezpieczeń, no poza szklanką.

                                                  > > forum się dyskutuje,
                                                  > > i m.in. na tym polega dyskusja, że mówi się / ocenia się dane zjawisko.
                                                  >
                                                  > Tak, a rozmowca (w tym przypadku ja) moze sie z pewna ocena jakiegos zjawiska n
                                                  > ie zgadzac, szczegolnie jest ocena ta jest prezentowana jako 'prawda', tu cytat
                                                  > : "prawdę o sobie".
                                                  > Taki rozmowca moze wiec probowac przedstawic swoj punkt widzenia, w celu wytrac
                                                  > enia osoby oceniajacej z przeswiadczenia, co do 'prawdy'.

                                                  Ale co innego prezentopwac swoje oceny, zgody lub niezgody na cudze wypowiedzi, a co innego pisac ze kogoś obsmarowuję.

                                                  Co do "prawdy o sobie" to chodziło o sytuacje typu: dziewczyna jak to się mówi powszechnie daje na lewo i prawo ( a w nowomowie mówi się uprawia seks z kolegami czy też jeszcze milej ma ff) ale oburza się jak ktoś mówi "tamta dziewczyna uprawia seks bez uczucia z kolegami".


                                                  > > No a skąd jesli nie z rozsnącego zapotrzebowania na nazwanie zjawiska wzi
                                                  > ęło si
                                                  > > ę pojęcie przyjaciel do pier*olenia?
                                                  >
                                                  > Z wiekszej ilosci kobiet, ktore nie czuja sie zastraszone, czy nie przejmuja si
                                                  > e czyjas ocena, nie wstydza sie tego, co robia, wiec moga o tym powiedziec glos
                                                  > no?

                                                  Hmm, czy dobrze rozumiem, że wg Ciebie 100 lat temu i dziś jest stała liczba kobiet uprawiających seks z kolegami których ....nie kochają?
                                                  • 17.05.11, 11:57
                                                    Mieszam jedno z drugim, bo z tego co rozumiem, pietnujesz seks z ff jako nieakceptowalny spolecznie, ze wzgledu na mozliwe konsekwencje.
                                                    Probuje wiec wskazac, ze seks z kims, z kims sie jest w zwiazku, ma dokladnie tyle samo, jak nie wiecej mozliwych negatywnych konsekwencji. Nie rozumiem wiec, dlaczego seks w zwiazku ma byc bardziej 'akceptowalny' od seksu z ff.
                                                    Gdyby kazda z kobiet, ktore przyznaja sie do takich relacji zdecydowalaby sie poczekac na kogos z kim chce sie 'zwiazkowac' i uprawiala seks wtedy, zarowno ona jak i spoleczenstwo bylyby nadal narazone. jasne, sytuacja jest inna, ale porownujac wspolczynnik dlugoterminowego 'spolecznego' ryzyka pomiedzy:
                                                    a) kobieta uprawiajaca seks w zwiazku, ktora sie nie zabezpiecza;
                                                    b) kobieta uprawiajaca seks w zwiazku, ktora sie zabezpiecza;
                                                    c) kobieta uprawiajaca seks bez zwiazku, ktora sie zabezpiecza;

                                                    nie widze uderzajacej roznicy. Jasne, a i b maja wieksze szanse wychowywac dziecko z partnerem, ale nie jest to szansa graniczaca z pewnoscia.

                                                    > jak to się mówi
                                                    > powszechnie daje na lewo i prawo ( a w nowomowie mówi się uprawia seks z kolega
                                                    > mi czy też jeszcze milej ma ff) ale oburza się jak ktoś mówi "tamta dziewczyna
                                                    > uprawia seks bez uczucia z kolegami".

                                                    Nie wiem, z jakiej 'powszechnosci' jestes, ale jak sie nie zastanowie, tak nikt w moim otoczeniu chyba nie uzyl takiego okreslenia. Jest tez duuza roznica pomiedzy 'dawaniem na lewo i prawo' - co sugeruje sytuacje powtarzajaca sie czesto, z wieloma roznymi partnerami, dobieranymi bez zadnych wymagan na zasadzie przypadkowosci, a maniem w zyciorysie jednego, dwoch czy trzech kolegow, ktorych sie nie kochalo ale z ktorymi mialo sie dluzsza relacje obejmujaca rowniez seks.
                                                    To jest wlasnie cos, co w moim uczucia jest obsmarowaniem - nazywanie kobiety, ktora np miala parumiesieczna relacje z kims, kogo lubila, ale nie kochala, w sklad ktorej to relacji wchodzil seks, kobieta ktora daje na lewo i prawo, czy wrecz daje komu popadnie.
                                                    Poznalam w zyciu, w konwencji towarzyskiej, setki wolnych facetow (tak, prowadze bardzo aktywne zycie spoleczne). Z tego 2 pokochalam, paroma bylam zauroczona (co niekoniecznie przelozylo sie na jakikolwiek seks), 2 bylo moimi ff.
                                                    Czy to jest dawanie na prawo i lewo? Takie okreslenie mnie oburza.
                                                    Nazwanie mnie kobieta, ktora miala seks bez milosci, nie oburza mnie ani troche i nie widzialam zeby ktorakolwiek z dziewczyn bedacej kiedys w podobnej sytuacji sie na takie okreslenie oburzala.

                                                    > Hmm, czy dobrze rozumiem, że wg Ciebie 100 lat temu i dziś jest stała liczba ko
                                                    > biet uprawiających seks z kolegami których ....nie kochają?

                                                    Mysle ze teraz jest ich mniej, bo mamy szanse tych mezczyzn poznac. 100 lat temu bralo sie slub po tak krotkiej znajomosci, ze ciezko mowic o jakimkolwiek kochaniu. 'Pan Stanislaw jest taki kurtuazyjny, i tak pieknie mowi'.
                                                    Moja babka wyszla za ponad 20 lat starszego dziadka majac niecale 20 lat, bo byl nauczycielem, byl zawsze grzeczny i dobrze tanczyl.
                                                    W ciagu kolejnych 2 lat urodzila 2 dzieci, zaczela prowadzic dom i zajmowac sie jego smiertelnie chora matka.
                                                    Nie sadze, zeby miala szanse go pokochac, mysle natomiast, ze w momencie slubu wiedziala o nim mniej niz ja o ktorymkolwiek z moich ff.
                                                  • 17.05.11, 13:01
                                                    po-trafie napisała:

                                                    > Mieszam jedno z drugim, bo z tego co rozumiem, pietnujesz seks z ff jako nieakc
                                                    > eptowalny spolecznie, ze wzgledu na mozliwe konsekwencje.
                                                    > Probuje wiec wskazac, ze seks z kims, z kims sie jest w zwiazku, ma dokladnie t
                                                    > yle samo, jak nie wiecej mozliwych negatywnych konsekwencji. Nie rozumiem wiec,
                                                    > dlaczego seks w zwiazku ma byc bardziej 'akceptowalny' od seksu z ff.

                                                    Więcej to może byc rodzajów złych zachowań, rodzajów a nie ilości. Na moje argumentacja którą wyciągasz jest rodem "a u was bija murzynów". Seks z ff na dzień dobry jest obarczony duzym ryzykiem niestworzenia zwiazku i wychowywania dziecka bez ojca. O seksie z chłopakiem, narzeczonym czy w końcu z mężem tego powiedzieć nie można. Owszem też się zdarza ale ... zdarza, tylko zdarza.

                                                    > Gdyby kazda z kobiet, ktore przyznaja sie do takich relacji zdecydowalaby sie p
                                                    > oczekac na kogos z kim chce sie 'zwiazkowac' i uprawiala seks wtedy, zarowno on
                                                    > a jak i spoleczenstwo bylyby nadal narazone. jasne, sytuacja jest inna, ale por
                                                    > ownujac wspolczynnik dlugoterminowego 'spolecznego' ryzyka pomiedzy:
                                                    > a) kobieta uprawiajaca seks w zwiazku, ktora sie nie zabezpiecza;
                                                    > b) kobieta uprawiajaca seks w zwiazku, ktora sie zabezpiecza;
                                                    > c) kobieta uprawiajaca seks bez zwiazku, ktora sie zabezpiecza;
                                                    >
                                                    > nie widze uderzajacej roznicy. Jasne, a i b maja wieksze szanse wychowywac dzie
                                                    > cko z partnerem, ale nie jest to szansa graniczaca z pewnoscia.

                                                    O! I tu napisałaś to co napisałem powyżej, a staram się przekazać od dłuższego czasu: prawdopowobieństwo. A czy ja gdziekolwiek pisałem o pewności???!!!!


                                                    > Nie wiem, z jakiej 'powszechnosci' jestes, ale jak sie nie zastanowie, tak nikt
                                                    > w moim otoczeniu chyba nie uzyl takiego okreslenia. Jest tez duuza roznica pom
                                                    > iedzy 'dawaniem na lewo i prawo' - co sugeruje sytuacje powtarzajaca sie czesto
                                                    > , z wieloma roznymi partnerami, dobieranymi bez zadnych wymagan na zasadzie prz
                                                    > ypadkowosci, a maniem w zyciorysie jednego, dwoch czy trzech kolegow, ktorych s
                                                    > ie nie kochalo ale z ktorymi mialo sie dluzsza relacje obejmujaca rowniez seks.

                                                    Konkretne okreslenie nie jest tu istotne, pisaliśmy o tym, że jesli ktoś się zachowuje w pewien sposób to i owszem to jego decyzja ale niech się liczy z tym, że inni zaczną mówić o tym głośno.
                                                    Owszem dawanie na lewo i prawo to pewna skrajność, tak samo jak pewnym nowum w obyczajowości jest uprawianie seksu z kolegami.
                                                    Co do "bez wymagań" to czyż o tym właśnie nei piszemy? O obniżeniu wymagań do poziomu który śmiało można nazwać bez wymagań bo w stosunku to poprzednich wymagań to co to za wymagania ze mily sympatyczny i troche pociąga?
                                                    Gdyby to były wystarczające wymagania to ludzie by się pieprzyli w kazdym zakamarku jak króliki.


                                                    > To jest wlasnie cos, co w moim uczucia jest obsmarowaniem - nazywanie kobiety,
                                                    > ktora np miala parumiesieczna relacje z kims, kogo lubila, ale nie kochala, w s
                                                    > klad ktorej to relacji wchodzil seks, kobieta ktora daje na lewo i prawo, czy w
                                                    > recz daje komu popadnie.

                                                    A nie nie nie...... o dawaniu na lewo i prawo to napsialem juz po tym jak pisałaś o obsmarowywaniu. Poza tym to był przykład na potrzeby dyskusji, przykład jak zmienia się nazewnictwo, spoleczna akceptacja, przykład, że ludzie zachowujący się w dany sposób nie umieją wziąć na klatę tego, że ktoś to głośno powie. To nie była ocena kobiet mających relacje seksualne z kolegami których nazywają przyjaciel do pier*olenia.


                                                    > Poznalam w zyciu, w konwencji towarzyskiej, setki wolnych facetow (tak, prowadz
                                                    > e bardzo aktywne zycie spoleczne). Z tego 2 pokochalam, paroma bylam zauroczona
                                                    > (co niekoniecznie przelozylo sie na jakikolwiek seks), 2 bylo moimi ff.
                                                    > Czy to jest dawanie na prawo i lewo? Takie okreslenie mnie oburza.

                                                    Źle zrozumiałaś, wyjaśnienie powyżej.

                                                    > > Hmm, czy dobrze rozumiem, że wg Ciebie 100 lat temu i dziś jest stała lic
                                                    > zba ko
                                                    > > biet uprawiających seks z kolegami których ....nie kochają?
                                                    >
                                                    > Mysle ze teraz jest ich mniej, bo mamy szanse tych mezczyzn poznac. 100 lat tem
                                                    > u bralo sie slub po tak krotkiej znajomosci, ze ciezko mowic o jakimkolwiek koc
                                                    > haniu. 'Pan Stanislaw jest taki kurtuazyjny, i tak pieknie mowi'.

                                                    Ja nie pytałem o mężów.
                                                  • 17.05.11, 13:27
                                                    > Seks z ff na dzień
                                                    > dobry jest obarczony duzym ryzykiem niestworzenia zwiazku i wychowywania dziec
                                                    > ka bez ojca.

                                                    Jednak jest duzo wiecej dzieci ze zwiazkow niz z ich braku.
                                                    Owszem, zdarza sie wpadka, ale tylko zdarza. Tak jak w przypadku zwiazku tylko zdarza sie, ze sie rozstana. Mysle, ze prawdopodobienstwo wpadki w seksie bez zwiazku (i w efekcie samotnej matki z dzieckiem) jest porownywalne do prawdopodobienstwa zwiazku z dzieckiem, ktory sie rozpadnie (i w efekcie samotnej matki).

                                                    > czasu: prawdopowobieństwo. A czy ja gdziekolwiek pisałem o pewności???!!!!
                                                    jw.

                                                    > Konkretne okreslenie nie jest tu istotne, pisaliśmy o tym, że jesli ktoś się za
                                                    > chowuje w pewien sposób to i owszem to jego decyzja ale niech się liczy z tym,
                                                    > że inni zaczną mówić o tym głośno.

                                                    Wlasnie o konkretnych okresleniach, i ich mniej lub bardziej negatywnym wydzwieku mowie.
                                                    Jest roznica pomiedzy powiedzeniem 'szmata' a 'kochanka'.

                                                    > Co do "bez wymagań" to czyż o tym właśnie nei piszemy? O obniżeniu wymagań do p
                                                    > oziomu który śmiało można nazwać bez wymagań bo w stosunku to poprzednich wymag
                                                    > ań to co to za wymagania ze mily sympatyczny i troche pociąga?
                                                    > Gdyby to były wystarczające wymagania to ludzie by się pieprzyli w kazdym zakam
                                                    > arku jak króliki.

                                                    O tym wlasnie sie nie zgadzamy. Nie nazwalabym tego poziomu wymagan w zadnym wypadku tak niskim, by nie nazywac ich wymaganiami wcale.
                                                    Nie czuje pociagu seksualnego, sympatii i pozadania do zdecydowanej wiekszosci poznawanych mezczyzn. Zdecydowanej wiekszosci kolegow nie uznaje za wystarczajaco ciekawych, czy atrakcyjnych (rowniez inteleketualnie), zeby byli warci zainteresowania erotycznego.
                                                    Gdybym nie miala wymagan, to nie szukalabym odpowiedniego kolegi, spelniajacego odpowiednie wymagania i relacja nie mialaby takiej nazwy. Po prostu szla bym na dyskoteke i rwala nieznajomych, zdecydowanie bardziej zblizajac sie do miana 'dajacej na prawo i lewo'.
                                                  • 17.05.11, 14:41
                                                    po-trafie napisała:

                                                    > > Seks z ff na dzień
                                                    > > dobry jest obarczony duzym ryzykiem niestworzenia zwiazku i wychowywania
                                                    > dziec
                                                    > > ka bez ojca.
                                                    >
                                                    > Jednak jest duzo wiecej dzieci ze zwiazkow niz z ich braku.
                                                    > Owszem, zdarza sie wpadka, ale tylko zdarza. Tak jak w przypadku zwiazku tylko
                                                    > zdarza sie, ze sie rozstana. Mysle, ze prawdopodobienstwo wpadki w seksie bez z
                                                    > wiazku (i w efekcie samotnej matki z dzieckiem) jest porownywalne do prawdopodo
                                                    > bienstwa zwiazku z dzieckiem, ktory sie rozpadnie (i w efekcie samotnej matki).

                                                    A ja myślę, że ff to kolejny krok do upowszechnienia seksu (jak pisalismy wczesniej kiedys tylko z mezem, potem z narzeczonym/chlopakiem, jutro z przechodniem na ulicy)
                                                    Na to zeby związek sie udał mamy wpływ, powinnismy nad nim pracować, na wpadkę i wychowanie bez ojca nie ma wplywu bo NIKT juz na to nie pojdzie zeby zakladac rodzinę z kolegą.

                                                    > > Konkretne okreslenie nie jest tu istotne, pisaliśmy o tym, że jesli ktoś
                                                    > się za
                                                    > > chowuje w pewien sposób to i owszem to jego decyzja ale niech się liczy z
                                                    > tym,
                                                    > > że inni zaczną mówić o tym głośno.
                                                    >
                                                    > Wlasnie o konkretnych okresleniach, i ich mniej lub bardziej negatywnym wydzwie
                                                    > ku mowie.
                                                    > Jest roznica pomiedzy powiedzeniem 'szmata' a 'kochanka'.

                                                    Owszem, zgoda, więc nazywajmy po imieniu: przyjaciółka do pier*olenia - tłumaczenie jest dozwolone czy potrzebny eufemizm?


                                                    > O tym wlasnie sie nie zgadzamy. Nie nazwalabym tego poziomu wymagan w zadnym wy
                                                    > padku tak niskim, by nie nazywac ich wymaganiami wcale.
                                                    > Nie czuje pociagu seksualnego, sympatii i pozadania do zdecydowanej wiekszosci
                                                    > poznawanych mezczyzn. Zdecydowanej wiekszosci kolegow nie uznaje za wystarczaja
                                                    > co ciekawych, czy atrakcyjnych (rowniez inteleketualnie), zeby byli warci zaint
                                                    > eresowania erotycznego.
                                                    > Gdybym nie miala wymagan, to nie szukalabym odpowiedniego kolegi, spelniajacego
                                                    > odpowiednie wymagania i relacja nie mialaby takiej nazwy. Po prostu szla bym n
                                                    > a dyskoteke i rwala nieznajomych, zdecydowanie bardziej zblizajac sie do miana
                                                    > 'dajacej na prawo i lewo'

                                                    Literalnie oczywiście masz rację, masz pewne wymagania i nie mozna powiedziec ze ich nie masz. Ale porównując TE wymagania do wymagań sprzed lat to są one niewielkie. Pytanie jakie będą wymagania jutro. czy wystarczy, że facet przystojny i pociagający i już do wyra a to , że głupszy od pleśni to nieistotne? Wtedy też będą wymagania "no musi mnie pociągać".
                                                  • 17.05.11, 15:09
                                                    > Ale porównując TE wymagania do wymagań sprzed lat

                                                    Do jakich wymagan sprzed lat? Tego, zeby rodzice przyswatali odpowiedniego kandydata?
                                                    Tego zeby ladnie mowil komplementy i przynosil kwiaty? Tego zeby on chcial sie ozenic?
                                                    Czy tego zeby mial odpowiednio duzo pieniedzy? Zeby chcial mi wcisnac obraczke na palec, a pozniej to juz nie wazne - czy zdradza, czy pije, czy szanuje, czy sie dogadujemy?

                                                    Powiedzialabym wrecz, ze od calkiem niedawna mamy mozliwosc samodzielnego wyboru partnera, samodzielnego budowania zwiazku opartego na milosci, czy wartosciach ktore maja dla nas znaczenie, samodzielnego decydowania o wlasnym szczesciu.
                                                    Nie musimy brac slubu z przykazania rodzicow, nie musimy pozostawac w zwiazku z kims, kto nas unieszczesliwia czy kto nie spelnia naszych wymagan.

                                                    Wymagania co do seksu sie faktycznie obnizyla, za to wymagania co do zwiazku, zdecydowanie podniosly.
                                                  • 18.05.11, 12:40
                                                    po-trafie napisała:

                                                    > > Ale porównując TE wymagania do wymagań sprzed lat
                                                    >
                                                    > Do jakich wymagan sprzed lat? Tego, zeby rodzice przyswatali odpowiedniego kand
                                                    > ydata?
                                                    > Tego zeby ladnie mowil komplementy i przynosil kwiaty? Tego zeby on chcial sie
                                                    > ozenic?
                                                    > Czy tego zeby mial odpowiednio duzo pieniedzy? Zeby chcial mi wcisnac obraczke
                                                    > na palec, a pozniej to juz nie wazne - czy zdradza, czy pije, czy szanuje, czy
                                                    > sie dogadujemy?

                                                    Żadne z wymienionych przez Ciebie.
                                                    Niby pytasz ale tak naprawdę to chcesz wylać żale.
                                                    Co innego było istotą wypowiedzi którą pociełaś.


                                                    > Powiedzialabym wrecz, ze od calkiem niedawna mamy mozliwosc samodzielnego wybor
                                                    > u partnera, samodzielnego budowania zwiazku opartego na milosci, czy wartosciac
                                                    > h ktore maja dla nas znaczenie, samodzielnego decydowania o wlasnym szczesciu.
                                                    > Nie musimy brac slubu z przykazania rodzicow, nie musimy pozostawac w zwiazku z
                                                    > kims, kto nas unieszczesliwia czy kto nie spelnia naszych wymagan.

                                                    Nie wiem co dla Ciebie to "nieedawno" ale moi rodzice, dziadkowie również sami siebie wybierali, a było to kilkadziesiąt lat temu. Wtedy też nie zdarzało się

                                                    > Wymagania co do seksu sie faktycznie obnizyla,

                                                    No niemozliwe.... piekło zamarzło.... przyznałaś.. to... uffff.
                                                  • 18.05.11, 12:52
                                                    > Nie wiem co dla Ciebie to "nieedawno" ale moi rodzice, dziadkowie również sami
                                                    > siebie wybierali, a było to kilkadziesiąt lat temu.

                                                    Zarowno moi rodzice, jak i dziadkowie, brali slub znajac sie powierzchownie.
                                                    Prababcia zostala sama z dwojka dzieci, bo maz poszedl na wojne po czym osiadl 1000km dalej z inna kobieta. Jak juz go tam doscignela i odbila tejze kobiecie, to zaczal powojennie pic, po czym zginal wpadajac pod tramwaj.
                                                    Babcia, po slubie w wieku 20 lat, powila dwojke dzieci, zajmowala sie smiertelnie chora matka meza, podczas gdy on prowadzil bogate zycie towarzyskie, rowniez z paniami. Pozostali malzenstwem przez kolejne 40 lat, spiac w osobnych pokojach i nieomalze sie do siebie nie odzywajac.
                                                    Siostra babci - porzucona przez meza, z dzieckiem, po paru latach slubu.
                                                    I tak dalej i tak dalej.
                                                    Nie twierdze ze jest to regula, prawdopodobnie nad moja rodzina ciazy fatum, ale jest faktem, ze mamy DUZO rozwodow. I to nie wsrod ludzi mlodych, srednia rozwodnikow w 2007 to kolo 40 lat. Nie mam zbyt wielu znajomych, ktorych rodzice byliby szczesliwym i zgodnym malzenstwem.
                                                    Uwazam, ze powodem tych rozwodow jest wlasnie zbyt slabe znanie partnera przed slubem, zbyt niskie wymagania stawiane drugiej osobie.
                                                    Nie pije? Nie bije? Nie jest biedny? Oswiadczyl sie? Dawaj, do oltarza i konsumowac malzenstwo. Szarpnelabym sie na stwierdzenie, ze paredziesiat lat temu kobiety stawialy potencjalnemu malzonkowi wymagania mniejsze, niz ja stawiam ff.

                                                    > No niemozliwe.... piekło zamarzło.... przyznałaś.. to... uffff.

                                                    Nie twierdzilam ze sie nie obnizyly i nie tego stanowiska bronilam. Zmienily sie, jasne. Ale nie uwazam tego za przyczyne jakiegos upadku moralnego, tylko wlasnie jeden ze skutkow ubocznych ewolucji spolecznej i pozytywnych zmian spolecznych (jak wlasnie stawienie duzo wyzszych wymagan osobie, z ktora chcialybysmy sie wiazac).
                                                    Nie uwazam tez tego za cos zlego.
                                                  • 18.05.11, 13:39
                                                    po-trafie napisała:

                                                    > > Nie wiem co dla Ciebie to "nieedawno" ale moi rodzice, dziadkowie również
                                                    > sami
                                                    > > siebie wybierali, a było to kilkadziesiąt lat temu.
                                                    >
                                                    > Zarowno moi rodzice, jak i dziadkowie, brali slub znajac sie powierzchownie. [...]
                                                    > Nie twierdze ze jest to regula, prawdopodobnie nad moja rodzina ciazy fatum, al
                                                    > e jest faktem, ze mamy DUZO rozwodow. I to nie wsrod ludzi mlodych, srednia roz
                                                    > wodnikow w 2007 to kolo 40 lat. Nie mam zbyt wielu znajomych, ktorych rodzice b
                                                    > yliby szczesliwym i zgodnym malzenstwem.
                                                    > Uwazam, ze powodem tych rozwodow jest wlasnie zbyt slabe znanie partnera przed
                                                    > slubem, zbyt niskie wymagania stawiane drugiej osobie.

                                                    Ja znów widzę to odwrotnie, młodzi nie dają rady w trudnym dla malzenstwa czasie, pierwszym kryzysie, po urodzeniu dziecka, byle klopot byle slabostka i NIE to NIE spadaj.
                                                    malo kto znajdize swoją druga połówkę, ludzie powinni sie docierać, powinni pracować nad związkiem, nic się samo nie zrobi.

                                                    Obecnie te wymagania urosły, ma być: .... i tu lista pińciuset wymogów i potem trudność z znalezieniu partnera. Ale żeby osoba stawiająca wymagania coś od siebie dała, jakoś sie zmieniła... o co to... to nie! Jestem jaka jestem i ma mnie chcieć, a jak nie to se wezme ff, a dziecko to se sama urodze i wychowam. O! po czym tunęła nóżką i zabrała się do do zapladniania.

                                                    > > No niemozliwe.... piekło zamarzło.... przyznałaś.. to... uffff.
                                                    >
                                                    > Nie twierdzilam ze sie nie obnizyly

                                                    Nie chche mi się szukać cytatów ale dokladnie takie odniosłem wrażenie.

                                                    > i nie tego stanowiska bronilam. Zmienily si
                                                    > e, jasne. Ale nie uwazam tego za przyczyne jakiegos upadku moralnego, tylko wla
                                                    > snie jeden ze skutkow ubocznych ewolucji spolecznej i pozytywnych zmian spolecz
                                                    > nych (jak wlasnie stawienie duzo wyzszych wymagan osobie, z ktora chcialybysmy
                                                    > sie wiazac).
                                                    > Nie uwazam tez tego za cos zlego.

                                                    Hmmm prawdę mówiąc nie przypominam sobie wypowiedzi w której obniżenie wymogów co do warunków pozwalających uprawiać seks było oceniane jako pozytywna zmiana.

                                                    Dziwne, optujesz za podnoszeniem wymogów co do osoby z którą powinno sie zalozyc związek i równocześnie chwalisz obnizenie wymogów dla osób z którymi uprawia sie seks.
                                                  • 18.05.11, 15:08
                                                    > Ja znów widzę to odwrotnie, młodzi nie dają rady w trudnym dla malzenstwa czasi
                                                    > e, pierwszym kryzysie,

                                                    Powtornie zwroce uwage na srednia wieku przy rozwodzie, ktora oscyluje kolo 40. To nie brzmi jak czas pierwszego kryzysu.

                                                    > Dziwne, optujesz za podnoszeniem wymogów co do osoby z którą powinno sie zalozy
                                                    > c związek i równocześnie chwalisz obnizenie wymogów dla osób z którymi uprawia
                                                    > sie seks.

                                                    Jedna nadinterpretacje: nie CHWALE. Nie mowie 'robcie tak wszyscy, tak jak zdrowo i najlepiej, kazdy powinien takiej relacji sprobowac przynajmniej raz w zyciu'. Po prostu nie uwazam, zeby bylo to cokolwiek zlego.
                                                    Ciag myslowy wyglada mniej wiecej tak:
                                                    - sensownym jest spedzic wiecej czasu wybierajac parnera, dowiedziec sie czego sie od niego chce, czego sie od siebie chce, nie godzic sie na pierwsza lepsza osobe;
                                                    - sensownym jest chciec spedzic zycie, miec dzieci i rodzine dopiero z osoba, ktora odpowiada nam w znacznym stopniu, w wieku, kiedy juz umiemy byc bardziej odpowiedzialni (23+, 25+ w zaleznosci od osoby);
                                                    - poped seksualny i potrzeby seksualne (szczegolnie juz raz obudzone jakims zwiazkiem) istnieja nawet jesli sie takiego odpowiedniego partnera nie znalazlo;
                                                    - sensownosc czekania z seksem jedynie na faceta, z ktorymi mozna sie zobaczyc w wersji 'jestesmy starzy i siedzimy razem na lawce przed domem kontemplujac chmury i bawiace sie wnuki', jest dyskusyjna. Nie widze zadnego powodu, by jedyna sluszna opcja bylo 'czekaj'. Czesc osob (bez wzgledu na plec) bedzie spokojnie czekalo. Czesc obnizy swoje wymagania chocby co do seksu. Czesc obnizy swoje wymagania co do zwiazku jako takiego.
                                                    Jesli kobieta nikogo nie krzywdzi realizujac swoje libido i znajdujac seksualna przyjemnosc i zaspokojnie w ramionach kogos, kogo zna i lubi, w czasie gd na horyzoncie nie ma nikogo, z kim mozna by bylo probowac budowac zwiazek, to nie widze w tym nic zlego.
                                                  • 19.05.11, 11:11
                                                    po-trafie napisała:

                                                    > > Ja znów widzę to odwrotnie, młodzi nie dają rady w trudnym dla malzenstwa
                                                    > czasi
                                                    > > e, pierwszym kryzysie,
                                                    >
                                                    > Powtornie zwroce uwage na srednia wieku przy rozwodzie, ktora oscyluje kolo 40.
                                                    > To nie brzmi jak czas pierwszego kryzysu.

                                                    Bardzo róznie bywa, znam wielu takich co to sie rozeszli ok 30stki. To również jest kwestia tego w jakim wieku się żenili, jesli ok 30stki to 10lat to akurat na powazny dołek.

                                                    > > Dziwne, optujesz za podnoszeniem wymogów co do osoby z którą powinno sie
                                                    > zalozy
                                                    > > c związek i równocześnie chwalisz obnizenie wymogów dla osób z którymi up
                                                    > rawia
                                                    > > sie seks.
                                                    >
                                                    > Jedna nadinterpretacje: nie CHWALE. Nie mowie 'robcie tak wszyscy, tak jak zdro
                                                    > wo i najlepiej, kazdy powinien takiej relacji sprobowac przynajmniej raz w zyci
                                                    > u'. Po prostu nie uwazam, zeby bylo to cokolwiek zlego.
                                                    > Ciag myslowy wyglada mniej wiecej tak:
                                                    > - sensownym jest spedzic wiecej czasu wybierajac parnera, dowiedziec sie czego
                                                    > sie od niego chce, czego sie od siebie chce, nie godzic sie na pierwsza lepsza
                                                    > osobe;

                                                    Pełna zgoda.

                                                    > - sensownym jest chciec spedzic zycie, miec dzieci i rodzine dopiero z osoba, k
                                                    > tora odpowiada nam w znacznym stopniu, w wieku, kiedy juz umiemy byc bardziej o
                                                    > dpowiedzialni (23+, 25+ w zaleznosci od osoby);

                                                    Pełna zgoda.

                                                    > - poped seksualny i potrzeby seksualne (szczegolnie juz raz obudzone jakims zwi
                                                    > azkiem) istnieja nawet jesli sie takiego odpowiedniego partnera nie znalazlo;

                                                    Oczywistość.

                                                    > - sensownosc czekania z seksem jedynie na faceta, z ktorymi mozna sie zobaczyc
                                                    > w wersji 'jestesmy starzy i siedzimy razem na lawce przed domem kontemplujac ch
                                                    > mury i bawiace sie wnuki', jest dyskusyjna. Nie widze zadnego powodu, by jedyna
                                                    > sluszna opcja bylo 'czekaj'. Czesc osob (bez wzgledu na plec) bedzie spokojnie
                                                    > czekalo. Czesc obnizy swoje wymagania chocby co do seksu. Czesc obnizy swoje w
                                                    > ymagania co do zwiazku jako takiego.

                                                    I właśnie o tym dyskutujemy.
                                                    Może inaczej powiem. Sama widzisz jakie sa skutki obniżania wymagać co do partnera. Na króka metę OK złapie się meża/żonę, jest fajnie ale potem jest źle. Może nie wprost ale analogicznie jest w innych sprawach gdzie obniża się poprzeczkę.
                                                    A to że tak ludzie robią... no cóż ich sprawa. Jedni się opamiętają a inni przyzwyczają do niższej poprzeczki i będą głosili wszem i wobec, że to fajna sprawa bo "nie trzeba znosic humorów tego drugiego, a jak ma sie ochotę to sią go woła na seks".

                                                    > Jesli kobieta nikogo nie krzywdzi realizujac swoje libido i znajdujac seksualna
                                                    > przyjemnosc i zaspokojnie w ramionach kogos, kogo zna i lubi, w czasie gd na h
                                                    > oryzoncie nie ma nikogo, z kim mozna by bylo probowac budowac zwiazek, to nie w
                                                    > idze w tym nic zlego.

                                                    Tak samo nikogo "nie krzywdzi wychodząc za mąż za przypadkowego faceta (przypadkowego w znaczeniu złego). Bo przeciez to ona sama będzie ponosiła koszty swej decyzji.....". A tu sie okazuje, że nie, że ona może byc nieszczęśliwa, dzieci moga byc nieszczęśliwe a to bardzo prosto przekłada sie na całe otoczenie, na resztę spoęłczeństwa. A wydawało by się, że to tylko jej sprawa.

                                          • 16.05.11, 16:43
                                            Swoja droga, czy tak samo deprymuje cie i wymaga tyle samo negatywnych komentarzy mezczyzna uprawiajacy seks bez milosci czy checi wiazania sie?
                                            • 17.05.11, 09:28
                                              po-trafie napisała:

                                              > Swoja droga, czy tak samo deprymuje cie i wymaga tyle samo negatywnych komentar
                                              > zy mezczyzna uprawiajacy seks bez milosci czy checi wiazania sie?

                                              Oczywiście, że nie. Była już o tym mowa w tym wątku, kobieta i mężcyzzna nie mają równych praw w tym względzie.
                                              • 17.05.11, 10:52
                                                Probowalam sledzic wszystkie kierunki rozwoju tego watku, ale mi to umknelo. Czy moge w telegraficznym skrocie dowiedziec sie: dalczego?
                                                • 17.05.11, 12:25
                                                  Poszukaj wypowiedzi mumia_ramzesa zaczynającej się od "Mysle, ze fizjologia to tak rozwiazala, zeby kobieta nie plodzil"

                                                  Ale, że nam się całekiem przyzwoicie pisze to w super telegraficznym:
                                                  1. kobieta i meżczyzna mają inne role biologiczne (i spoleczne)
                                                  2. K i m nie są równi sobie zawsze i wszędzie i we wszystkim bo sa różni
                                                  3. Normy spoleczne z czegoś wynikają i czemuś służą (_troszkę_ podobnie jak savoir vivre nie istnieje ot tak sobie, istnieje po to by żyło się łatwiej)
                                                  4. Im wiecej K ma parnerow tym latwiej o przypadkowa ciaze, a z przypadkowością wiąże się niepewne wychowanie potomstwa, przekazanie wzroców etc.

                                                  To ofc w sporym skrócie i wymaga chęci zrozumeinia a nie czepiania się.

                                                  Kiedyś słsyzałem takie oto powiedzenie: "jak facet zdradza to tak jakby ktoś splunął przez okno na ulicę, jak kobieta zdradza to jakby ktoś splunął przez opkno ale do domu".
                                                  • 17.05.11, 12:52
                                                    > 1. kobieta i meżczyzna mają inne role biologiczne (i spoleczne)
                                                    Owszem, maja inne role biologiczne i tu mamy niewielki wplyw na predkosc ewolucji.
                                                    W kwestii roli spolecznych zmienic mozemy bardzo duzo (patrz: roznica pomiedzy rola spoleczna kobiety 100 czy 200 lat temu, a dzisiaj).

                                                    > 2. K i m nie są równi sobie zawsze i wszędzie i we wszystkim bo sa różni
                                                    Racja.

                                                    > 3. Normy spoleczne z czegoś wynikają i czemuś służą (_troszkę_ podobnie jak sav
                                                    > oir vivre nie istnieje ot tak sobie, istnieje po to by żyło się łatwiej)

                                                    Tak, ale nie znaczy to, ze stan zastany jest stanem idealnym. W ciagu ostatnich 200 czy 300lat wiele norm spolecznych zostalo zmienionych. Podobnie jak zasady savoir vivre, ewoluuja i sluza po to, zeby nam zylo sie latwiej, wiec gdy nasze zycie sie zmienia, realia sie zmieniaja, zmieniaja sie rowniez zasady.
                                                    Nie uwazam, zeby aktualny stan norm spolecznych byl stanem idealnym, perfekcyjnym i nienaruszalnym.

                                                    > 4. Im wiecej K ma parnerow tym latwiej o przypadkowa ciaze, a z przypadkowością
                                                    > wiąże się niepewne wychowanie potomstwa, przekazanie wzroców etc.

                                                    Tu akurat nie widze zbyt wielkiej roznicy, pomiedzy kobieta a mezczyzna. Zasada co do mezczyzny jest taka sama: im wiecej M ma partnerek, tym latwiej o przypadkowe zaplodnienie a w efekcie ciaze.
                                                    Gdyby mezczyzni dochowywali cnoty do slubu, przypadkowych ciaz by nie bylo, dokladnie tak samo, jak w przypadku, gdyby kobiety dochowywaly cnoty. Dlaczego jedynie kobieta ma brac pod uwage przy swoich decyzjach to, jakie wzorce bedzie mialo jej potomstwo?
                                                    Rozumiem, ze przez dlugi czas mezczyzni szli w ilosc potomstwa, a kobiety 'powinny' dbac o jakosc, ale zdaje sie, ze od tego jestesmy gatunkiem rozumnym, zeby umiec rozumiec konsekwencje swoich postepowan i umiec zarzadzac swoimi emocjami, czy ciagotami wynikajacymi z natury.

                                                    > Kiedyś słsyzałem takie oto powiedzenie: "jak facet zdradza to tak jakby ktoś sp
                                                    > lunął przez okno na ulicę, jak kobieta zdradza to jakby ktoś splunął przez opkn
                                                    > o ale do domu".

                                                    To norma spoleczna, w kierunku zmiany ktorej, wg mnie z pozytkiem dla spoleczesntwa, zmierzamy.
                                                    Kobieta, tak jak mezczyzna, odczuwa pociag seksualny i napiecie. Nie uwazam, zebysmy tak bardzo roznili sie sila woli, zeby oczekiwac od kobiety panowania nad pociagiem, a od mezczyzny juz nie tak bardzo.
                                                  • 17.05.11, 14:20
                                                    po-trafie napisała:

                                                    > > 1. kobieta i meżczyzna mają inne role biologiczne (i spoleczne)
                                                    > Owszem, maja inne role biologiczne i tu mamy niewielki wplyw na predkosc ewoluc
                                                    > ji.
                                                    > W kwestii roli spolecznych zmienic mozemy bardzo duzo (patrz: roznica pomiedzy
                                                    > rola spoleczna kobiety 100 czy 200 lat temu, a dzisiaj).

                                                    Wiesz..., ja, mam taką własną, na własny użytek: jak pała jest przegięta na maksa w lewo to potem jak ktoś zacznie przy niej majstriować to ona nie stanie na tzw złotym środku, ona zostanei przegięta na maksa w prawo. Zresztą, czy nie widać tego skutków? mi to rybka ale dziewczyny mające po 35-40 lat, na stanowiskach, z doktoratami, z kolegami i przyjaciółmi ale bez związków... dziewczyny które nagle zaczynają wariować bo natualna potrzeba się odzywa co robią (?) stają sie Zosią samosią i postanawiają zostać samotnymi matkami, a po35 to juz nie tak łatwo, oj nie, nie latwo zajsc, nie latwo zalozyc fajny zwiazek.



                                                    > > 3. Normy spoleczne z czegoś wynikają i czemuś służą (_troszkę_ podobnie j
                                                    > ak sav
                                                    > > oir vivre nie istnieje ot tak sobie, istnieje po to by żyło się łatwiej)
                                                    >
                                                    > Tak, ale nie znaczy to, ze stan zastany jest stanem idealnym.

                                                    Demokracja to najgorszy znany mi system, ale nie znam lepszego. ;)
                                                    Nie ma stanów idealnych.


                                                    > Nie uwazam, zeby aktualny stan norm spolecznych byl stanem idealnym, perfekcyjn
                                                    > ym i nienaruszalnym.

                                                    To inaczej, czy uważasz, że społeczne przyzwolenie, czy de factwo zmiana normy, na to ze np 20letnia dziewczyna sypia z wieloma chlopcami, z ktorymi nie lacza ja uczucie polepszy czy pogorszy sytuacje wielu dziewczyn ktore zostaną wykorzystane jak obiekt seksualny, a potem zostaną same z ciążą albo conajmnije z łatką takiej z którą da się?
                                                    Pospekulujmy.
                                                    W moim odczuciu faceci maja dosc mocno zakorzenione pewne cechy i neizbyt szybko zmieni się to ze przestaną zwracać uwagą na hasłowo "łatwą przeszłość dziewczyny".


                                                    > > 4. Im wiecej K ma parnerow tym latwiej o przypadkowa ciaze, a z przypadko
                                                    > wością
                                                    > > wiąże się niepewne wychowanie potomstwa, przekazanie wzroców etc.
                                                    >
                                                    > Tu akurat nie widze zbyt wielkiej roznicy, pomiedzy kobieta a mezczyzna. Zasada
                                                    > co do mezczyzny jest taka sama: im wiecej M ma partnerek, tym latwiej o przypa
                                                    > dkowe zaplodnienie a w efekcie ciaze.

                                                    > Gdyby mezczyzni dochowywali cnoty do slubu, przypadkowych ciaz by nie bylo, dok
                                                    > ladnie tak samo, jak w przypadku, gdyby kobiety dochowywaly cnoty. Dlaczego jed
                                                    > ynie kobieta ma brac pod uwage przy swoich decyzjach to, jakie wzorce bedzie mi
                                                    > alo jej potomstwo?

                                                    Rzecz w tym, że facet sie o tym nie dowie, poznał laske w lokalu, wpadli w sobie w oko, on miał taaakie iskierki w oczach.... poszli na zaplecze, impreza sie skonczyla i juz sie bnie zoabczyli. N adrugie dzien kolejna impreza i znów TA dziewczyna spotkala bardzo uroczego kolege z siasiedniego dzialu, poszli na zaplecze..., impreza sie skonczyla, za tydizen kolega wyjechał do UKeja albo sie okazuje ze ma zone i trójkę dzieci i kryzys w malzenstwie.
                                                    Czy to sie komus podoba czy nie to kobieta zostaje z ciążą i najczesniej dzieckiem.

                                                    > Rozumiem, ze przez dlugi czas mezczyzni szli w ilosc potomstwa, a kobiety 'powi
                                                    > nny' dbac o jakosc, ale zdaje sie, ze od tego jestesmy gatunkiem rozumnym, zeby
                                                    > umiec rozumiec konsekwencje swoich postepowan i umiec zarzadzac swoimi emocjam
                                                    > i, czy ciagotami wynikajacymi z natury.

                                                    I to mówisz Ty.... Ty która bronisz swawolenia z kolegami? :):):)
                                                    Stety lub niestety nad pewnymi sprawami nie panujemy, m mają takie a nie inny popęd seksualny, k mają instynkty macieżyńskie, górki hormonalne tzw humory etc.

                                                    > > Kiedyś słsyzałem takie oto powiedzenie: "jak facet zdradza to tak jakby k
                                                    > toś sp
                                                    > > lunął przez okno na ulicę, jak kobieta zdradza to jakby ktoś splunął prze
                                                    > z opkn
                                                    > > o ale do domu".
                                                    >
                                                    > To norma spoleczna, w kierunku zmiany ktorej, wg mnie z pozytkiem dla spoleczes
                                                    > ntwa, zmierzamy.
                                                    > Kobieta, tak jak mezczyzna, odczuwa pociag seksualny i napiecie. Nie uwazam, ze
                                                    > bysmy tak bardzo roznili sie sila woli, zeby oczekiwac od kobiety panowania nad
                                                    > pociagiem, a od mezczyzny juz nie tak bardzo.

                                                    Nie sądzę aby zmiana normy była dobra. Sądzę, że znacznie lepszym byłoby szukanie i eliminowanie prawdziwych przyczyn zdradzania. Podkreślam: prawdziwych czasem pośrednich.

                                                    Hehe... ja oczywiście nie znam wszystkich kobiet, powiem więcej, znam niewiele kobiet ale te które znam, te kilka, tak jak w pewnym okresie miały taki sam tak później po ... okresie wstępnym ów spadł im baaaardzo znacznie, w niektorych skrajnych przypadkach z 8xdobę do 1x na 1,5tyg.
                                                    Ale chętnie przeczytam na jakiej podstawie Ty sugerujesz, że popęd jest taki sam.

                                                    Ja znów tu widzę zimną, chłodną biologiczną logikę: K przed założeniem związku pokazuje wersje demo "namietna", po zalozeniu zwiazku i powiciu potomstwa ta namiętność nie jest do niczego potrzebna, cała energię musi włozyć w utrzymanie tego co juz ma.
                                                    A bioologiczna rola faceta to siać, siać i siać... do 70tki, a co!?
                                                    tak nas natura wyposażyła tak w mozliwości biologiczne jak i w potrzeby seksualne uruchamiające te mozliwości. Bo przecież K ma okres plodny 14-40, a facet.... do 70.
                                                  • 17.05.11, 14:55
                                                    > Zresztą, czy nie wi
                                                    > dać tego skutków? mi to rybka ale dziewczyny mające po 35-40 lat, na stanowiska
                                                    > ch, z doktoratami, z kolegami i przyjaciółmi ale bez związków...

                                                    Moze problem polega na tym, ze w wiekszych miastach jest sporo mniej wyksztalconych facetow na poziomie niz kobiet? W ostatnim czasie nastapilo wiele zmian spolecznych, majacych zazwyczaj i dobre i zle skutki, w tym przypadku chyba duzo wieksza role zagralo prawo kobiet do edukacji i do samodzielnego wyboru faceta, niz jakakolwiek swoboda seksualna (szczegolnie ze kiedy aktualne 40stki mialy 20pare lat to seks bez uczuc sie jakos wyjatkowo nie rozprzestrzenial).
                                                    Jakie rozwiazanie proponujesz na takich kobiet? Rzucic sie na dowolnego wolnego faceta jak maja 27-28 lat i zadnego odpowiedniego nie znalazly?

                                                    > po35 to juz nie ta
                                                    > k łatwo, oj nie, nie latwo zajsc, nie latwo zalozyc fajny zwiazek.

                                                    przed 35 tez nie.

                                                    > To inaczej, czy uważasz, że społeczne przyzwolenie, czy de factwo zmiana normy,
                                                    > na to ze np 20letnia dziewczyna sypia z wieloma chlopcami,

                                                    Spoleczne przyzwolenie to nie to samo co promowanie akurat takiej postawy i twierdzenie ze jest najlepsza z mozliwych. Nie ma opcji, zeby powiedziec 'przed zdaniem egzaminu na bycie dorosla i dojzala i samowystarczalna finansowo - zadnego seksu'. Brak spoleczenego przyzwolenia nie sprawia, ze to sie nie dzieje.
                                                    Skupilabym sie wiec na edukowaniu pod katem antykoncepcji, asertywnosci, konsekwencji seksu, pokazywania dzieciakom, jak piekne sa fajne i dobre zwiazki. Brak akceptacji, czy stygmatyzacja nie daje w takiej sytuacji absolutnie nic dobrego.
                                                    Reasumujac: uwazam ze brak spolecznego pozwolenia nie zmienia nic na lepsze, a jedynie na gorsze (sytuacja jest niezaakceptowana, wiec nie robi sie nic, zeby sobie z nia radzic). Zaakceptowanie tego, ze sytuacja jest jaka jest, laczaca sie z brakiem spolecznej stygmatyzacji, mogloby pozwolic na wiele pozytywnych dzialan zdecydowanie polepszajacych sytuacje wielu dziewczyn.

                                                    > poznał laske w lokalu, wpadli w sobi
                                                    > e w oko, on miał taaakie iskierki w oczach.... poszli na zaplecze, impreza sie
                                                    > skonczyla i juz sie bnie zoabczyli.

                                                    Mowisz tu o jednorazowym seksie z nieznajomym, a nie o dlugoterminowej relacji seksualnej ze znana sobie osoba. ff to nie jest osoba, ktora sie poznalo tego wieczoru i wyladowalo razem w lozku.
                                                    Niewiele z tego co mowie jest aplikowalne do jednorazowych przygod i seksu z nieznajomym pod wplywem impulsu, glownie dlatego ze to ogromne ryzyko. Dla zdrowia, czasem dla zycia.
                                                    Nie ryzykowalabym tak duzo dla przyjemnosci seksualnej. Ba. Nie zostalabym sama w jakiejkolwiek sytuacji w nocy z pijanym facetem ktorego nie znam, nawet nieerotycznej.
                                                    Nie pociagaja mnie faceci, ktorych nie znam i ktorych widze pierwszy czy drugi raz w zyciu na oczy.

                                                    > Stety lub niestety nad pewnymi sprawami nie panujemy, m mają takie a nie inny p
                                                    > opęd seksualny, k mają instynkty macieżyńskie, górki hormonalne tzw humory etc.

                                                    Panujemy w bardzo duzej czesci. Nie sprzedawaj mi tu wizji facetow, ktorym jak juz sie zapali lampka na jakas kobiete, to nic ich nie powstrzyma 'bo nie umieli pochamowac popedu'. To jest karalne.
                                                    Mowie to ja, zdajac sobie dokonale sprawe ze gdybym chciala, to moglabym sie powstrzymac. Nie uprawiam seksu dlatego ze to 'poryw nie do odparcia' tylko dlatego ze CHCE. Wybieram konkretna osobe, sytuacja jest sprzyjajaca, okolicznosci odpowiednie, wiec moge.
                                                    Nie rzucam sie na obcego mi mezczyzne bo CHUC mowi ze TERAZ.

                                                    Kobiety tez opanowuja instynkty macierzynskie. Wiele kobiet mimo odczuwania duuzej potrzeby dziecka, stwierdza ze jeszcze nie teraz, czeka na wlasciwego mezczyzne, wlasciwy czas, wlasciwa sytuacje.
                                                    Podobnie, jak hormony robia ze mnie smoczyce ziejaca ogniem, to staram sie nad tym panowac. Kiedy jestem tak zla, ze mam ochote kogos uderzyc, to rowniez nad tym panuje.


                                                    > Ale chętnie przeczytam na jakiej podstawie Ty sugerujesz, że popęd jest taki sa
                                                    > m.

                                                    Nie pisze ze poped jest taki sam. Pisze, ze tak samo ODCZUWA poped i napiecie, ze nie jest to cos, co w swiecie kobiety nie istnieje.
                                                    Z tego, co pamietam, to sa badania, ktore pokazuje, ze kobieta sie chyba do 30 wspina na szczyt swojego libido, a pozniej opada, a facet przechodzi szczyt mozliwosci gdzies kolo 20 a pozniej opada. W wieku 20-paru lat te poziomy sie z grubsza pokrywaja.

                                                    > A bioologiczna rola faceta to siać, siać i siać... do 70tki, a co!?
                                                    > tak nas natura wyposażyła

                                                    Wyposazyla nas tez w zeby do rozszarpywania surowego miesa, a jednak niezbyt czesto to robimy. Teoretycznie, faceci moga siac do 70.
                                                    Niewielu faktycznie daje rade, coraz wieksza ilosc mezczyzn ma problemy ze sprawnoscia seksualna juz po 40. Nie wiem jednak jak to sie ma do tematy dyskusji, jedyne co chcialam powiedziec to to, ze obie plcie odczuwaja emocje, napiecie, czy popedy. Niekoniecznie w tej samej intensywnosci, niekoniecznie w tej samym czasie, zapewne tez kazdy czlowiek inaczej.
                                                    Jest sporo malzenstw w ktorych to kobieta ma libido i potrzeby wieksze od faceta, ktory jest zbyt zmeczony zeby mu sie cokolwiek chcialo.
                                                    Niemniej: opanowanie ich w obu przypadkach wymaga sily woli. Dlaczego jest ona oczekiwana jedynie od kobiet?
                                                  • 18.05.11, 13:21
                                                    po-trafie napisała:

                                                    > > Zresztą, czy nie wi
                                                    > > dać tego skutków? mi to rybka ale dziewczyny mające po 35-40 lat, na stan
                                                    > owiska
                                                    > > ch, z doktoratami, z kolegami i przyjaciółmi ale bez związków...
                                                    >
                                                    > Moze problem polega na tym, ze w wiekszych miastach jest sporo mniej wyksztalco
                                                    > nych facetow na poziomie niz kobiet? W ostatnim czasie nastapilo wiele zmian sp
                                                    > olecznych, majacych zazwyczaj i dobre i zle skutki, w tym przypadku chyba duzo
                                                    > wieksza role zagralo prawo kobiet do edukacji i do samodzielnego wyboru faceta,
                                                    > niz jakakolwiek swoboda seksualna (szczegolnie ze kiedy aktualne 40stki mialy
                                                    > 20pare lat to seks bez uczuc sie jakos wyjatkowo nie rozprzestrzenial).

                                                    Teza o malej ilosci fajnych wyksztalconych facetow jest imho bardzo ryzykowna i wręcz nie do udowodnienia. Wystarczy spojrzec na uczelnie. Ale mniejsza o to. Uważam, że tak samo moze byc ciekawy docent Malinowski jak ciekawa pani docent Malinowska. Niemniej to imo nie ma znaczenia.
                                                    Istotne jest to, że okres rozrodczy K to +- 15-40lat (tak z grubsza). W tym czasie powinna załozyć stado i powić potomki. Jeśli zabiera się za to "za pięć dwunasta" to muisi to robić na chybcika. A im później tym trudniej - takie życie.

                                                    > Jakie rozwiazanie proponujesz na takich kobiet? Rzucic sie na dowolnego wolnego
                                                    > faceta jak maja 27-28 lat i zadnego odpowiedniego nie znalazly?

                                                    To jedno z gorszych rozwiązań.
                                                    Jak się ma 27lat i nie znalazlo partnera do związku, chocby krotkiego, to imo powinno sie zastanowic czy cos ze mna nie tak, czy aby nie odstraszam czyms ludzi, czy moze powinno sie cos w sobie zmienić, przytyć, schuść, otworzyć na ludzi, wyjśc do ludzi, być milszym/ą.

                                                    Są ofc ludzie którzy stawuiają sprawę: "albo ktos mnie pokocha taką jaka jestem albo nie, ja nie bede sie zmieniac" a potem marudzą, że takie mądre, ladne wyksztalcone i nikt ich nie chce...


                                                    > > po35 to juz nie ta
                                                    > > k łatwo, oj nie, nie latwo zajsc, nie latwo zalozyc fajny zwiazek.
                                                    >
                                                    > przed 35 tez nie.

                                                    ROTFL
                                                    Znacznie latwiej, znacznie.

                                                    > > To inaczej, czy uważasz, że społeczne przyzwolenie, czy de factwo zmiana
                                                    > normy,
                                                    > > na to ze np 20letnia dziewczyna sypia z wieloma chlopcami,
                                                    >
                                                    > Spoleczne przyzwolenie to nie to samo co promowanie akurat takiej postawy i twi
                                                    > erdzenie ze jest najlepsza z mozliwych. Nie ma opcji, zeby powiedziec 'przed zd
                                                    > aniem egzaminu na bycie dorosla i dojzala i samowystarczalna finansowo - zadneg
                                                    > o seksu'. Brak spoleczenego przyzwolenia nie sprawia, ze to sie nie dzieje.

                                                    Ależ jest dokladnie odwrotnie.
                                                    Im więcej się mówi, pisze o seksie w gazetkach, reklamach, im wiekszy dostep do takich materiałów tym jest to powszechniejsze. Zwróć uwagę na wypowiedzi psychologów mówiących, że coraz mlodsze dzieci wykonują czynności do niedawna wlasciwe tylko dla dorosłych. Skoro wszyscy o tym mówią / piszą to znaczy ze to ciekawe, ze tak mozna - choć Zenek bzykniem się bo jakas taka spieta jestem.

                                                    > > poznał laske w lokalu, wpadli w sobi
                                                    > > e w oko, on miał taaakie iskierki w oczach.... poszli na zaplecze, imprez
                                                    > a sie
                                                    > > skonczyla i juz sie bnie zoabczyli.
                                                    >
                                                    > Mowisz tu o jednorazowym seksie z nieznajomym, a nie o dlugoterminowej relacji
                                                    > seksualnej ze znana sobie osoba.

                                                    Nie. Mówię o obniżaniu wymogów co do partnera seksualnego.

                                                    > > Stety lub niestety nad pewnymi sprawami nie panujemy, m mają takie a nie
                                                    > inny p
                                                    > > opęd seksualny, k mają instynkty macieżyńskie, górki hormonalne tzw humor
                                                    > y etc.
                                                    >
                                                    > Panujemy w bardzo duzej czesci. Nie sprzedawaj mi tu wizji facetow, ktorym jak
                                                    > juz sie zapali lampka na jakas kobiete, to nic ich nie powstrzyma 'bo nie umiel
                                                    > i pochamowac popedu'. To jest karalne.

                                                    Nie napisałem, że tego sie nie da pohamowac. Pisalem ze obie plcie mają swoje biologiczne potrzeby nad którymi ciężko panować - co nie znaczy że usprawiedliwiam gwałt!

                                                    > Kobiety tez opanowuja instynkty macierzynskie. Wiele kobiet mimo odczuwania duu
                                                    > zej potrzeby dziecka, stwierdza ze jeszcze nie teraz, czeka na wlasciwego mezcz
                                                    > yzne, wlasciwy czas, wlasciwa sytuacje.
                                                    > Podobnie, jak hormony robia ze mnie smoczyce ziejaca ogniem, to staram sie nad
                                                    > tym panowac. Kiedy jestem tak zla, ze mam ochote kogos uderzyc, to rowniez nad
                                                    > tym panuje.

                                                    Ale są kobiety, które czasem panuja a czasem nie, są też takie które w ogóle nie panują jak hormony buzują (nie urodziłem się wczoraj).


                                                    > > Ale chętnie przeczytam na jakiej podstawie Ty sugerujesz, że popęd jest t
                                                    > aki sa
                                                    > > m.
                                                    >
                                                    > Nie pisze ze poped jest taki sam. Pisze, ze tak samo ODCZUWA poped i napiecie,
                                                    > ze nie jest to cos, co w swiecie kobiety nie istnieje.

                                                    Jezeli tak samo się coś odczuwa tzn że moc tego czegoś jest taka sama.


                                                    > Z tego, co pamietam, to sa badania, ktore pokazuje, ze kobieta sie chyba do 30
                                                    > wspina na szczyt swojego libido, a pozniej opada, a facet przechodzi szczyt moz
                                                    > liwosci gdzies kolo 20 a pozniej opada. W wieku 20-paru lat te poziomy sie z gr
                                                    > ubsza pokrywaja.

                                                    Facet szczytuje ok 18rż, wtedy może zawsze, wszędzie i ile chce :). Później i owszem poziom libida opada ale znaaaaaaaaaaaaaacznie wolniej niz u kobiet. Co zreszta widać w związkach: oboje mają po ok 40 ale ona woli do łóżka z książką, i on wtedy zaczyna spoglądać na boki.

                                                    > > A bioologiczna rola faceta to siać, siać i siać... do 70tki, a co!?
                                                    > > tak nas natura wyposażyła
                                                    >
                                                    > Wyposazyla nas tez w zeby do rozszarpywania surowego miesa, a jednak niezbyt cz
                                                    > esto to robimy. Teoretycznie, faceci moga siac do 70.
                                                    > Niewielu faktycznie daje rade, coraz wieksza ilosc mezczyzn ma problemy ze spra
                                                    > wnoscia seksualna juz po 40. Nie wiem jednak jak to sie ma do tematy dyskusji,
                                                    > jedyne co chcialam powiedziec to to, ze obie plcie odczuwaja emocje, napiecie,
                                                    > czy popedy. Niekoniecznie w tej samej intensywnosci, niekoniecznie w tej samym
                                                    > czasie, zapewne tez kazdy czlowiek inaczej.

                                                    Związek z dyskusją jest taki, że tak K jak i M sa różni biologicznie, mają różne role biologiczne i różne popędy biologiczne (popędy które motywują nas do określonych zachowań, macierzyństwo do założenia rodizny, popęd seks. do siania i siania) i z powodu istnienia tych róznic inaczej ocenia się zachowania M i K.

                                                    Upraszczając:
                                                    Nie ma sensu chwalić sytego, że nie ukradł jabłka.
                                                    Jest sens usprawiedliwiać głodnego, że ukradł jabłko.

                                                    > Jest sporo malzenstw w ktorych to kobieta ma libido i potrzeby wieksze od facet
                                                    > a, ktory jest zbyt zmeczony zeby mu sie cokolwiek chcialo.
                                                    > Niemniej: opanowanie ich w obu przypadkach wymaga sily woli. Dlaczego jest ona
                                                    > oczekiwana jedynie od kobiet?

                                                    To sporo to moim zdnaiem niewielka ilość do całości albo może masz jakieś obiektywne dane?
                                                  • 18.05.11, 14:57
                                                    > Wystarczy spojrzec na uczelnie.

                                                    Se statystyki:
                                                    09/10 - 1900tys. absolwentow, 58.2% kobiet (maly rocznik statystyczny 2010, str. 250), doktoranckie: 52% kobiet
                                                    09/10 - 1927tys. absolwentow, 57% kobiet (maly rocznik statystyczny 2009, str. 245),

                                                    "W kategorii osób majacych "wyksztalcenie ogólnoksztalcace z matura" zdecydowanie przewazaja kobiety (70,2%), mezczyzni nie stanowia nawet jednej trzeciej tej grupy (29,8%). Mezczyzni stanowia zas zdecydowana wiekszosc osób majacych wyksztalcenie zasadnicze zawodowe (mezczyzni - 62,1%, kobiety - 37,9)."

                                                    "W latach osiemdziesiatych udzial kobiet wsród studiujacych stal sie odzwierciedleniem udzialu kobiet w calej populacji ludnosci Polski (51%). W latach dziewiecdziesiatych kobiety osiagnely przewage wsród studiujacych (w roku akademickim 1997/1998 stanowily 56% studentów, w 2000/2001 r. - 57%, w 2004/2005 r. - 56,5% studiujacych), a zwlaszcza wsród absolwentów szkól wyzszych (w 1997 r. kobiety stanowil 63%, w 2001 r. - 64% absolwentów tych szkól)."

                                                    Nie twierdze, ze ludzie dobieraja sie w pary wylacznie na podstawie wyksztalcenia, ale jesli juz od poziomu wyksztalcenia sredniego liczby zaczynaja sie rozbiegac, to jednak dziewczynom czy po liceum czy po studiach, szukajacych nieglupiego faceta o podobnych zarobkach, jest nieco trudniej, jesli na 11 panien wypada tylko 10 panow.

                                                    > Jak się ma 27lat i nie znalazlo partnera do związku, chocby krotkiego,

                                                    Nigdzie nie postulowalam braku zwiazkow i poprzestawaniu na ff. Nie uwazam, zeby tracenie dziewictwa bez emocji bylo dobrym pomyslem, nie uwazam ze zwiazku sa zlym pomyslem.
                                                    Zauwaz, ze wiekszosc kobiet przyznajacych sie do ff, przyznaje sie do porownywalnej jesli nie wiekszej ilosci zwiazkow.

                                                    > Znacznie latwiej, znacznie.
                                                    latwiej to nie znaczy latwo.

                                                    > we tylko dla dorosłych. Skoro wszyscy o tym mówią / piszą to znaczy ze to cieka
                                                    > we, ze tak mozna - choć Zenek bzykniem się bo jakas taka spieta jestem.

                                                    Tak jak pisalam - brak potepienia nie oznacza promocji. Brak pietnowania spolecznego nie oznacza umieszczania jakiegos zjawiska na plakatach czy opowiadania maloletnim dzieciom kolezanek o tym, jak taka relacja jest fajna.
                                                    Jest duzo wiecej opcji niz potepienie lub promocja jakiegos zachowania.

                                                    > Nie. Mówię o obniżaniu wymogów co do partnera seksualnego.

                                                    Mam wrazenie, ze swiadomie lub nieswiadomie stosujesz jeden ze sposobow opisywanych przez Schopenhauera zwany uogolnieniem. Rozdmuchujesz moja teze do skrajnych przypadkow, po czym obalajac skrajny przypadek, probujesz obalic cala teze.
                                                    Sa rozne poziomy obnizenia wymogow, ja rozmawiam tu o zjawisku ff, a nie o zjawisku "dawania na prawo i lewo".

                                                    > Nie napisałem, że tego sie nie da pohamowac. Pisalem ze obie plcie mają swoje b
                                                    > iologiczne potrzeby nad którymi ciężko panować - co nie znaczy że usprawiedliwi
                                                    > am gwałt!

                                                    Usprawiedliwiasz natomiast niepochamowanie meskie w zdecydowanie wiekszym stopniu od niepochamowania kobiecego. Dlaczego?

                                                    > reszta widać w związkach: oboje mają po ok 40 ale ona woli do łóżka z książką,
                                                    > i on wtedy zaczyna spoglądać na boki.

                                                    Co innego widac w przypadku zwiazkow kolo 30, kiedy ona jest na szczycie i chce nieomalze codziennie, a on jest tak zmeczony wdrapywaniem sie nas szczyt drabiny spolecznej, ze pada wieczorem do lozka zapadajac snem kamiennym.

                                                    > Związek z dyskusją jest taki, że tak K jak i M sa różni biologicznie, mają różn
                                                    > e role biologiczne i różne popędy biologiczne

                                                    Bledem jest generalizowanie ze wzgledu na cala plec. Uwazam, ze granica pomiedzy plciami coraz bardziej sie zaciera. Jest coraz wiecej kobiet majacych (lub okazujacych to, co wczesniej bylo stlumione) silne pragnienia i potrzeby erotyczne, jest coraz wiecej kobiet nie majacych instynktu macierzynskiego.
                                                    Podobnie jest coraz wiecej mezczyzn, ktorych poped nie jest na miare stereotypowego ogiera, ktory by sial sial i sial, za to maja wieksze pragnienie dzieci, niz niejedna kobieta.
                                                    Dla mnie rownouprawnienie nie jest zrownaniem wszystkich do takiego samego poziomu, tych samych oczekiwan, czy tych samych obowiazkow. Jest za to traktowaniem jednostki jako jednostke, i dawania kazdej z nich rownych praw do bycia soba wg swoich mozliwosci, checi i pragnien.
                                                    Nie widze sensu we wciskania ludzi w sztywna foremke 'roli biologicznej'.

                                                    > To sporo to moim zdnaiem niewielka ilość do całości albo może masz jakieś obiek
                                                    > tywne dane?

                                                    nie mam. a ty masz?
                                                  • 19.05.11, 12:22
                                                    > > Wystarczy spojrzec na uczelnie.
                                                    >
                                                    > Se statystyki:
                                                    > 09/10 - 1900tys. absolwentow, 58.2% kobiet (maly rocznik statystyczny 2010, str
                                                    > . 250), doktoranckie: 52% kobiet
                                                    > 09/10 - 1927tys. absolwentow, 57% kobiet (maly rocznik statystyczny 2009, str.
                                                    > 245),

                                                    Fajny jest rozkład, w naukach społecznych podchodzą pod 90% a w ścisłych 10-20%. ALe ok generalnie kilka punktów % więcej. Tyle tylko, że to o niczym nie świadczy. To, że ktoś skończył wyższe, czy ma poszedł dalej dokłądnie o niczym nie świadczy w kontekście bycia atrakcyjnym człowiekiem dla płci przeciwnej. Poza tym te kilka punktów % nie wprowadzałoby takie problemu dla kobiet. IMO znacznie bardzije prawdopodobne jest to, że skupiając się w wieku 20-35lat na nauce i nie tworząc równocześnie związku/ów zaniedbuje się tą sferę i nabiera się przyzwyczajeń staropanieńskich.

                                                    > Nie twierdze, ze ludzie dobieraja sie w pary wylacznie na podstawie wyksztalcen
                                                    > ia, ale jesli juz od poziomu wyksztalcenia sredniego liczby zaczynaja sie rozbi
                                                    > egac, to jednak dziewczynom czy po liceum czy po studiach, szukajacych nieglupi
                                                    > ego faceta o podobnych zarobkach, jest nieco trudniej, jesli na 11 panien wypad
                                                    > a tylko 10 panow.

                                                    Ale przecież generalnie kobiet jest więcej niż mężczyzn to jest to zupełnie naturalne. (te 11/10 to PRAWIE odzwierciedlenie ilości kobiet w społ).
                                                    I tu też wracamy do uwarunkowań biologicznych "mniejsza liczba mężczyzn wystarczy do zapładniania większej liczby kobiet"


                                                    > > Znacznie latwiej, znacznie.
                                                    > latwiej to nie znaczy latwo.

                                                    Na tej zasadzie to nikt nie ma łatwo. Przecież nie rozważamy łątwo czy trudno, rozważamy stopień trudności w miarę upływu czasu. Najłatwiej w wieku "studeckim" bo dużo kontaktów i co wazne człowiek jest elastyczny. W miare upływu czasu, najczęściej ilość kontaktó spada a i stajemy się powoli coraz mniej elastyczni.


                                                    > Tak jak pisalam - brak potepienia nie oznacza promocji. Brak pietnowania spolec
                                                    > znego nie oznacza umieszczania jakiegos zjawiska na plakatach czy opowiadania m
                                                    > aloletnim dzieciom kolezanek o tym, jak taka relacja jest fajna.
                                                    > Jest duzo wiecej opcji niz potepienie lub promocja jakiegos zachowania.

                                                    W takich przypadkach "brak potępienia", ja bym to nazwał jednoznaczą krytyczna oceną, oznacza akceptację.



                                                    > > Nie. Mówię o obniżaniu wymogów co do partnera seksualnego.
                                                    >
                                                    > Mam wrazenie, ze swiadomie lub nieswiadomie stosujesz jeden ze sposobow opisywa
                                                    > nych przez Schopenhauera zwany uogolnieniem. Rozdmuchujesz moja teze do skrajny
                                                    > ch przypadkow, po czym obalajac skrajny przypadek, probujesz obalic cala teze.
                                                    > Sa rozne poziomy obnizenia wymogow, ja rozmawiam tu o zjawisku ff, a nie o zjaw
                                                    > isku "dawania na prawo i lewo".

                                                    Co do tego, że wymagania (uruchamiające seks) zostały obnizone to sie zgodzilismy. Teraz wystarczy sobie wyobrazić jaki będzie kolejny krok i jeszcze kolejny.

                                                    > Usprawiedliwiasz natomiast niepochamowanie meskie w zdecydowanie wiekszym stopn
                                                    > iu od niepochamowania kobiecego. Dlaczego?

                                                    Dlatego, że natura wyposazyła m w mocniejszy popęd. To się ładnie układa w całość. Facetów jest mniej, kobiet więcej, bo mniejsza liczba facetów wystarczy ale trzeba jakoś tych facetów zmusić do prokreacji, a jak inaczej jesli nie popędem i to większym niż u kobiet, takim popędem żeby musieli albo choćby chcieli również z innymi.

                                                    > > reszta widać w związkach: oboje mają po ok 40 ale ona woli do łóżka z ksi
                                                    > ążką,
                                                    > > i on wtedy zaczyna spoglądać na boki.
                                                    >
                                                    > Co innego widac w przypadku zwiazkow kolo 30, kiedy ona jest na szczycie i chce
                                                    > nieomalze codziennie, a on jest tak zmeczony wdrapywaniem sie nas szczyt drabi
                                                    > ny spolecznej, ze pada wieczorem do lozka zapadajac snem kamiennym.

                                                    I tu znów się zgodzimy. Niestety, faceci też wpadli w pułapkę robienia kasy/kariery. Niemniej to kolejny powód, żeby pozotałe samce "pracowały na kilka frontów".

                                                    > > Związek z dyskusją jest taki, że tak K jak i M sa różni biologicznie, maj
                                                    > ą różn
                                                    > > e role biologiczne i różne popędy biologiczne
                                                    >
                                                    > Bledem jest generalizowanie ze wzgledu na cala plec. Uwazam, ze granica pomiedz
                                                    > y plciami coraz bardziej sie zaciera. Jest coraz wiecej kobiet majacych (lub ok
                                                    > azujacych to, co wczesniej bylo stlumione) silne pragnienia i potrzeby erotyczn
                                                    > e, jest coraz wiecej kobiet nie majacych instynktu macierzynskiego.
                                                    > Podobnie jest coraz wiecej mezczyzn, ktorych poped nie jest na miare stereotypo
                                                    > wego ogiera, ktory by sial sial i sial, za to maja wieksze pragnienie dzieci, n
                                                    > iz niejedna kobieta.

                                                    Tu też się zgadzamy, role powoli się zacierają o ile nie zamieniają. Co ciekawe sama wskazalas zanikający instynkt macierzynski. Powstaje pytanie do czego to doprowadzi? Czy aby nei do tego, co widzimy w krajach lepije rozwiniętych czyli spadku przyrostu naturalnego co skutkuje brakiem siły roboczej co znów skutkuje imigracją np muzułmanów, a to znów skutkuje, powoli bo powoli ale zanikaniem jednej grupy społecznej na rzecz innej?


                                                    > Dla mnie rownouprawnienie nie jest zrownaniem wszystkich do takiego samego pozi
                                                    > omu, tych samych oczekiwan, czy tych samych obowiazkow. Jest za to traktowaniem
                                                    > jednostki jako jednostke, i dawania kazdej z nich rownych praw do bycia soba w
                                                    > g swoich mozliwosci, checi i pragnien.
                                                    > Nie widze sensu we wciskania ludzi w sztywna foremke 'roli biologicznej'.

                                                    Jesli z jakiejkolwiek mojej wypowiedzi zrozumiałaś że w imie wyższych ceklów chciałbym ustawowego zakazywania uprawiania seksu pozamalzenskiego :) - jest to nie porozumienie.
                                                    Natomiast, uwazam, że mam prawo, że społeczeństwo ma prawo czy nawet obowiązek do wyrażania opinii na dany temat, dawania swojej akceptacji lub jej braku (tak jak danej kobiecie wolno sypiać z kims chce tak innym wolno nieakceptować takiego zachowania.
                                          • 16.05.11, 20:04
                                            I tak juz zupelnie na dobitke, z mysli powstajacych w metrze:

                                            jak myslisz, ile z tych kobiet 50 czy nawet 100 lat temu bylo szczesliwych, wychodzac za maz za facetow, ktorych jeszcze nie mialy okazji blisko poznac, czesto w wieku < 23 lat, z wbitymi do glowami zasadami 'poprawnosci' i 'powinnosci' malzenskiej?
                                            Czy mozna prawdziwie pokochac czlowieka, z ktorym bylo sie na paru spotkaniach, z ktorym sie nie mieszkalo, kolo ktorego sie nie spalo, ktorego nie widzialo sie w dobrych i trudnych sytuacjach?

                                            Nikt juz nie twierdzi, ze im predzej sie wyjdzie za maz tym lepiej. Malo ktora matka zyczy swoim corkom rodzenia dzieci przed koncem studiow. Niewielu rodzicow ucieszyloby sie z niepracujacej studentki, oswiadczajacej ze kocha swojego faceta, wiec sie pobiora, TERAZ.
                                            Moze 'upadek' moralnosci, jest tak na prawde coraz dalej idaca ostroznoscia kobiet jesli chodzi o wiazanie sie i deklarowanie takich emocji jak 'milosc' po 3 randce?
                                            Moze czesc z tych ostroznych umie znosic swoja ostroznosc w celibacie a czesc.. nie? ;-)

                                            • 17.05.11, 09:39
                                              po-trafie napisała:

                                              > jak myslisz, ile z tych kobiet 50 czy nawet 100 lat temu bylo szczesliwych, wyc
                                              > hodzac za maz za facetow, ktorych jeszcze nie mialy okazji blisko poznac, czest
                                              > o w wieku < 23 lat, z wbitymi do glowami zasadami 'poprawnosci' i 'powinnos
                                              > ci' malzenskiej?
                                              > Czy mozna prawdziwie pokochac czlowieka, z ktorym bylo sie na paru spotkaniach,
                                              > z ktorym sie nie mieszkalo, kolo ktorego sie nie spalo, ktorego nie widzialo s
                                              > ie w dobrych i trudnych sytuacjach?

                                              A teraz to już jest dla mnie oczywiste, że przypisujesz mi (świadomie lub nieświadomie) teorie które są mi obce. Czy to wystarczy za odpowiedź czy rozwijać?

                                              Czym innym jest związać się z drugą osobą, traktować poważnie, żyć jak w związku tyle tylko, że bez papierka / sakramentu a czym innym uprawianie seksu z kolegami.


                                              > Moze 'upadek' moralnosci, jest tak na prawde coraz dalej idaca ostroznoscia kob
                                              > iet jesli chodzi o wiazanie sie i deklarowanie takich emocji jak 'milosc' po 3
                                              > randce?

                                              Co prawda zdarza się tzw miłość od pierwszego wejrzenia (co imho jest zauroczeniem czy zakochaniem) ale po 3 randce???!!!
                                              Tylko czy z tej .... "ostrozności" co do zawierania związków nie powstają potem stare panny które mając 34lata i owszem mają dużo przyjaciół, kolegów ale żadnego związku za sobą i problemy z utworzeniem takowego przed sobą?

                                              Tak, tak... oczywiście to ich sprawa, ich.... dopóki zegar im się nie naprzykrza i nie nakazuje "zapłodnij się byle jak, z byle kim, bylebyś się zapłodniła" a potem "mamo a dzie tatus?" i cała reszta ogromnych konsekwencji.
                                              • 17.05.11, 12:12
                                                > Czym innym jest związać się z drugą osobą, traktować poważnie, żyć jak w związk
                                                > u tyle tylko, że bez papierka / sakramentu a czym innym uprawianie seksu z kole
                                                > gami.

                                                To, co probuje ci pokazac, to to ze zwiazek (malzenski czy niemalzenski) nie jest zadnym gwarantem szczescia, odpowiedzialnego rodzicielstwa czy stabilnosci.
                                                Uwazam, ze niesprawiedliwie pietnujesz akurat osoby uprawiajace seks z kolegami, bo patrzac na argumentacje ktorej uzywasz, powienines pietnowac wszystkich ludzi, ktorzy uprawiaja seks w zwiazku, ktory nie jest sprawdzony, ugruntowany, rozsadny, trwaly, powazny, zawarty przez swiadomych siebie ludzi, gotowych na ewentualne dziecko.
                                                Czyli +- kazdy seks przed 25 rokiem zycia lub w zwiazku krotszym niz 5 lat powinien zaslugiwac na dokladnie taka sama krytyke jak seks z ff.

                                                > Tylko czy z tej .... "ostrozności" co do zawierania związków nie powstają potem
                                                > stare panny które mając 34lata i owszem mają dużo przyjaciół, kolegów ale żadn
                                                > ego związku za sobą i problemy z utworzeniem takowego przed sobą?

                                                Czyli co w gruncie rzeczy proponujesz?
                                                - seks nieodpowiedzialny, z osoba ktorej sie nie kocha - zle;
                                                - ostrozne dobranie osoby, z ktora sie ten seks bedzie uprawialo z milosci - zle.
                                                - nieostrozne wybranie osoby, ktora sie kocha, seks z milosci po czym pozostanie samotna matka - tez zle.

                                                Skad mamy wziac tych facetow, w ktorych sie mlodo zakochamy bez pamieci i z wzajemnoscia, zbudujemy powazne i oddane zwiazki, bedziemy upraiwaly odpowiedzialny seks, z ktorego beda dzieci majace obojga kochajacych siebie i je rodzicow az do poznej doroslosci?
                                                • 17.05.11, 13:20
                                                  po-trafie napisała:

                                                  > > Czym innym jest związać się z drugą osobą, traktować poważnie, żyć jak w
                                                  > związk
                                                  > > u tyle tylko, że bez papierka / sakramentu a czym innym uprawianie seksu
                                                  > z kole
                                                  > > gami.
                                                  >
                                                  > To, co probuje ci pokazac, to to ze zwiazek (malzenski czy niemalzenski) nie je
                                                  > st zadnym gwarantem szczescia, odpowiedzialnego rodzicielstwa czy stabilnosci.

                                                  Zupełnie nie rozumiem skąd Ci się wzięla potrzeba pokazywania tegoż. Potwórzę: nigdzie nie pisałem, że jak kto w związku to bedzie szczęśliwy jak amen w pacieżu.
                                                  Chodzi o prawdopodobieństwo sukcesu, a w związku jest ono znacznie wyższe niż jesli tego związku nie ma, jesli jest tylko koleżeństwo.



                                                  > Uwazam, ze niesprawiedliwie pietnujesz akurat osoby uprawiajace seks z kolegami
                                                  > , bo patrzac na argumentacje ktorej uzywasz, powienines pietnowac wszystkich lu
                                                  > dzi, ktorzy uprawiaja seks w zwiazku, ktory nie jest sprawdzony, ugruntowany, r
                                                  > ozsadny, trwaly, powazny, zawarty przez swiadomych siebie ludzi, gotowych na ew
                                                  > entualne dziecko.

                                                  Jw. chodzi o prawdopodobieństwo sukcesu.
                                                  Ale poniekąd masz rację krytycznie odnoszę sie do uprawiania seksu "bez głowy" tym samym Twoje ww "niesprawiedliwe" jest bezpodstawne.


                                                  > Czyli +- kazdy seks przed 25 rokiem zycia lub w zwiazku krotszym niz 5 lat powi
                                                  > nien zaslugiwac na dokladnie taka sama krytyke jak seks z ff.

                                                  Sądzisz, że po kilku miesiącach nie można się zakochać?


                                                  > > Tylko czy z tej .... "ostrozności" co do zawierania związków nie powstają
                                                  > potem
                                                  > > stare panny które mając 34lata i owszem mają dużo przyjaciół, kolegów ale
                                                  > żadn
                                                  > > ego związku za sobą i problemy z utworzeniem takowego przed sobą?
                                                  >
                                                  > Czyli co w gruncie rzeczy proponujesz?
                                                  > - seks nieodpowiedzialny, z osoba ktorej sie nie kocha - zle;

                                                  A uważasz, że dobrze?

                                                  > - ostrozne dobranie osoby, z ktora sie ten seks bedzie uprawialo z milosci - zl
                                                  > e.

                                                  A to skąd znowu?! Czemu źle?

                                                  > - nieostrozne wybranie osoby, ktora sie kocha, seks z milosci po czym pozostani
                                                  > e samotna matka - tez zle.

                                                  A uważasz, że jak panienka się zakocha w przeuroczym ale z dość jednoznacznie niegatywną opinią facecie i zaczyna z nim uprawiać seks to dobrze? On potem znika a ona zostaje... z brzuszkiem.


                                                  > Skad mamy wziac tych facetow, w ktorych sie mlodo zakochamy bez pamieci i z wza
                                                  > jemnoscia, zbudujemy powazne i oddane zwiazki, bedziemy upraiwaly odpowiedzialn
                                                  > y seks, z ktorego beda dzieci majace obojga kochajacych siebie i je rodzicow az
                                                  > do poznej doroslosci?

                                                  A to jest imho bardzo dobre pytanie, powiedziałbym zajebiste. Nie wiem czy aby nie zasługuje na nową osobny wątek. Spróbujmy, razem, odpowiedzieć.
                                                  Ja bym napisał tak: może nie trzeba się rzucać na siebie seksualnie po tygodniu znajomości, może niech się wykształtują pewne ralacje, pewne uczucia, niech się ludzie poznają, niech zbudują fundamenty i piętro zanim zaczną budować sypialnie na piętrze, może trzeba dać czas aby namiętność się rozbudziła i urosła a nie ledwo jeden motylek w podbrzuszu to juz kisiel..... Może w domu trzeba poświęcać więcej czasu dzieciom, żeby nie wychowywała je ulica, mtv, bravo czy jakakolwiek inna przemijająca moda? Może ludzie powinni wzajemnie się zdobywać i niekoniecznie początek o koniec musi się odbyć na jednej dyskotece.
                                                  Skąd się wzieło powiedzenie o gonieniu króliczka? Każdemu we wszystkim musi się tak spieszyć (?)

                                                  • 17.05.11, 13:41
                                                    > Chodzi o prawdopodobieństwo sukcesu, a w związku jest ono znacznie wyższe niż j
                                                    > esli tego związku nie ma, jesli jest tylko koleżeństwo.

                                                    Mysle, ze obie te relacje maja zupelnie inny cel, a wiec zupelnie inna definicje 'sukcesu'. Dla zwiazku, to docelowa moga byc dzieci, stabilnosc i bycie razem. Dla seksu bez zwiazku, to obustronna przyjemnosc fizyczna nie obarczona konsekwencjami (wiec sklonna bylabym powiedziec, ze tyle uwagi ile ludzie w zwiazku przykladaja do zbudowania 'razem' ludzie bez zwiazku wkladaja w to zeby nie bylo 'konsekwencji', co moze prowadzic np do duzo wiekszej dokladnosci w zabezpieczaniu sie).
                                                    O prawdopodobienstwie pisalam wyzej.

                                                    > Ale poniekąd masz rację krytycznie odnoszę sie do uprawiania seksu "bez głowy"
                                                    > tym samym Twoje ww "niesprawiedliwe" jest bezpodstawne.

                                                    'niesprawiedliwe' w sensie: pietnuj wszystkich rowno. Tych, ktorzy uprawiaja seks mlodo, tych ktorzy uprawiaja seks po paru miesiacach, tych ktorzy nie maja warunkow do posiadania dzieci, tych ktorzy nie chcac dzieci sie nie zabezpieczaja. Nie uwazam, zeby seks z ff byl odstawal na tym tle 'negatywnie'.

                                                    > Sądzisz, że po kilku miesiącach nie można się zakochać?
                                                    Zakochac? Owszem. Ale zakochanie mija po jakims czasie i niekoniecznie jest z tego milosc.
                                                    Poznac kogos tak, zeby moc go pokochac? To zajmuje duzo wiecej, niz miesiace.

                                                    > A uważasz, że dobrze?

                                                    Uwazam, ze ani zle, ani dobrze.

                                                    > A to skąd znowu?! Czemu źle?

                                                    Bo wtedy kobieta zostaje 34letnia stara panna czy 30letnia dziewica. To sa wlasnie te, ktore sa bardzo ostrozne w doborze partnera, najczesciej szukajac kogos tak dobrego, ze wrecz niespotykanego.

                                                    > A uważasz, że jak panienka się zakocha w przeuroczym ale z dość jednoznacznie n
                                                    > iegatywną opinią facecie i zaczyna z nim uprawiać seks to dobrze? On potem znik
                                                    > a a ona zostaje... z brzuszkiem.

                                                    Nie, nie uwazam ze to dobrze. Natomiast wspomniane wczesniej 'zwiazki' i 'zakochania' po paru miesiacach tak wlasnie wygladaja.

                                                    I tu wlasnie dochodzimy do tego ostatniego pytania. Oczywiscie, ze spotykanie takich partnerow na swojej drodze, to DOBRY wybor i fajna sciezka. Ale jest o nia tak niesamowicie trudno, ze rownie dobrze moznaby chodzic z wykrywaczem metali poszukujac skarbu.
                                                    Mam wrazenie, ze wiekszosc osob tak latwo potepiajacych osoby majace chociazby ff nie zdaja sobie z tego sprawy.

                                                    Natomiast z pozostalych opcji, wiekszosc wydaje mi sie podobnie skomplikowane, ryzykowne, ani zle, ani dobre. Dziewcze z seksem z zabezpieczeniem ale bez milosci, nie jest gorsze od dziewczecia zakochanego i uprawiajacego seks bez zabezpieczenia.
                                                    Osoba nadmiernie ostrozna w uczuciach, nie jest lepsza od osoby nieostroznej. Osoba czekajaca z utrata dziewictwa do slubu nie wychodzi na tym lepiej, niz osoba tracaca dziewictwo z zabezpieczeniem, w wieku 18 lat. I zadnej z powyzszych bym nie stygmatyzowala ani nie potepiala. Tym, ktore sie nie zabezpieczaja, powiedzialabym za to ze sa nieodpowiedzialne ;-)

                                                    Jedyne co wydaje mi sie dobre to: myslec o zabezpieczeniu, bardzo bardzo duzo wagi do tego przykladac. Postepowac tak, by czuc sie szczesliwa. Dokonywac takich wyborow partnerow seksualnych, jaki wydaje sie wlasciwy. I pamietac o tym ze cala reszta jest jak rzut kostka.
                                                  • 17.05.11, 16:02
                                                    po-trafie napisała:

                                                    > > Chodzi o prawdopodobieństwo sukcesu, a w związku jest ono znacznie wyższe
                                                    > niż j
                                                    > > esli tego związku nie ma, jesli jest tylko koleżeństwo.
                                                    >
                                                    > Mysle, ze obie te relacje maja zupelnie inny cel, a wiec zupelnie inna definicj
                                                    > e 'sukcesu'. Dla zwiazku, to docelowa moga byc dzieci, stabilnosc i bycie razem
                                                    > . Dla seksu bez zwiazku, to obustronna przyjemnosc fizyczna nie obarczona konse
                                                    > kwencjami (wiec sklonna bylabym powiedziec, ze tyle uwagi ile ludzie w zwiazku
                                                    > przykladaja do zbudowania 'razem' ludzie bez zwiazku wkladaja w to zeby nie byl
                                                    > o 'konsekwencji', co moze prowadzic np do duzo wiekszej dokladnosci w zabezpiec
                                                    > zaniu sie).

                                                    Owszem, cel maja inny, w jednym podupcyć i w kazdej chwili pojśc w swoją stronę w drugim tworzyć związek i podupcyć. Cel inny ale skutek moze byc ten sam: nowy człowiek.
                                                    Napoisz proszę na jakiej podstawie sądzisz, że kolega z koleżanką są bardziej rozsądni od mężą i zony mających już dwójkę i raczej nie chcący trzeciego?
                                                    W mojej ocenie i z moich obserwacji wynika, że niczym się nie róznią ale ciakwym co Ty napiszesz.


                                                    > > Ale poniekąd masz rację krytycznie odnoszę sie do uprawiania seksu "bez g
                                                    > łowy"
                                                    > > tym samym Twoje ww "niesprawiedliwe" jest bezpodstawne.
                                                    >
                                                    > 'niesprawiedliwe' w sensie: pietnuj wszystkich rowno.

                                                    Tak tez to zrozumiałem. I tak tez to robię, ale widzisz.... tu mowa o ff a nie całej reszcie.


                                                    > > Sądzisz, że po kilku miesiącach nie można się zakochać?
                                                    > Zakochac? Owszem. Ale zakochanie mija po jakims czasie i niekoniecznie jest z t
                                                    > ego milosc.
                                                    > Poznac kogos tak, zeby moc go pokochac? To zajmuje duzo wiecej, niz miesiace.

                                                    Więc powinni to robić z głową i tyle.
                                                    To zakochanie to zawsze więcej i bliżej do miłości niż kolegowanie się.


                                                    > > A uważasz, że dobrze?
                                                    >
                                                    > Uwazam, ze ani zle, ani dobrze.

                                                    Przyznam, że bardzo mnie zaskakuje brak zdania nt dość lekkomyślenego zachowania jakim jest "- seks nieodpowiedzialny, z osoba ktorej sie nie kocha".


                                                    > > A to skąd znowu?! Czemu źle?
                                                    >
                                                    > Bo wtedy kobieta zostaje 34letnia stara panna czy 30letnia dziewica. To sa wlas
                                                    > nie te, ktore sa bardzo ostrozne w doborze partnera, najczesciej szukajac kogos
                                                    > tak dobrego, ze wrecz niespotykanego.

                                                    Nie. Mylisz ostrożność z nieumiejętnością spasowania się. Co innego ostrożność a co innego szukanie ideału, którego nie ma.

                                                    > > A uważasz, że jak panienka się zakocha w przeuroczym ale z dość jednoznac
                                                    > znie n
                                                    > > iegatywną opinią facecie i zaczyna z nim uprawiać seks to dobrze? On pote
                                                    > m znik
                                                    > > a a ona zostaje... z brzuszkiem.
                                                    >
                                                    > Nie, nie uwazam ze to dobrze. Natomiast wspomniane wczesniej 'zwiazki' i 'zakoc
                                                    > hania' po paru miesiacach tak wlasnie wygladaja.

                                                    Wyglądają różnie ale dobrze sie zgadzamy ze to źle.

                                                    > I tu wlasnie dochodzimy do tego ostatniego pytania. Oczywiscie, ze spotykanie t
                                                    > akich partnerow na swojej drodze, to DOBRY wybor i fajna sciezka. Ale jest o ni
                                                    > a tak niesamowicie trudno, ze rownie dobrze moznaby chodzic z wykrywaczem metal
                                                    > i poszukujac skarbu.
                                                    > Mam wrazenie, ze wiekszosc osob tak latwo potepiajacych osoby majace chociazby
                                                    > ff nie zdaja sobie z tego sprawy.

                                                    A ja mam wrażenie, że zamiast uczyć się, choćby na błedach budować wlasciwe relacje


                                                    > Natomiast z pozostalych opcji, wiekszosc wydaje mi sie podobnie skomplikowane,
                                                    > ryzykowne, ani zle, ani dobre. Dziewcze z seksem z zabezpieczeniem ale bez milo
                                                    > sci, nie jest gorsze od dziewczecia zakochanego i uprawiajacego seks bez zabezp
                                                    > ieczenia.
                                                    > Osoba nadmiernie ostrozna w uczuciach, nie jest lepsza od osoby nieostroznej. O
                                                    > soba czekajaca z utrata dziewictwa do slubu nie wychodzi na tym lepiej, niz oso
                                                    > ba tracaca dziewictwo z zabezpieczeniem, w wieku 18 lat. I zadnej z powyzszych
                                                    > bym nie stygmatyzowala ani nie potepiala. Tym, ktore sie nie zabezpieczaja, pow
                                                    > iedzialabym za to ze sa nieodpowiedzialne ;-)
                                                    >
                                                    > Jedyne co wydaje mi sie dobre to: myslec o zabezpieczeniu, bardzo bardzo duzo w
                                                    > agi do tego przykladac. Postepowac tak, by czuc sie szczesliwa. Dokonywac takic
                                                    > h wyborow partnerow seksualnych, jaki wydaje sie wlasciwy. I pamietac o tym ze
                                                    > cala reszta jest jak rzut kostka.
                                                  • 18.05.11, 12:32

                                                    > po-trafie napisała:

                                                    > I tu wlasnie dochodzimy do tego ostatniego pytania. Oczywiscie, ze spotykanie t
                                                    > akich partnerow na swojej drodze, to DOBRY wybor i fajna sciezka. Ale jes
                                                    t o ni
                                                    > a tak niesamowicie trudno, ze rownie dobrze moznaby chodzic z wykrywaczem
                                                    metal
                                                    > i poszukujac skarbu.
                                                    > Mam wrazenie, ze wiekszosc osob tak latwo potepiajacych osoby majace choc
                                                    iazbyff nie zdaja sobie z tego sprawy.

                                                    A ja mam wrażenie, że zamiast uczyć się, choćby na błedach budować wlasciwe relacje z otoczeniem w którym są potencjalni partnerzy, zamiast uczyć się kompromisów, bycia z drugim człowiekiem, ustępowania, rozumienia drugiego człowieka ludzie wolą albo znaleźć ideał albo pieprzyć się z kolegą/koleżanką.



                                                    > I pamietac o tym ze cala reszta jest jak rzut kostka.

                                                    A jednak po kilku miesięcach można poznać troszke człowieka (jesli nie udaje). Ale do tego trzeba rozmów, bycia razem, chęci poznania.... a nie na drugiej randce siup do wyra.
                                      • 16.05.11, 15:54
                                        urko70 napisał:

                                        > a obecniej z kimś więcej niż kolegą. Owszem kobieta lubi kolegę bo miły sympatyczny, uczynny tyle tylko, że
                                        > wielu kolegów sie lubi,

                                        Błąd w rozumowaniu. To czy kolega, którego się wybrało jest miły i sympatyczny to się okazuje już po seksie. I dopiero wtedy pojawia się problem. Bo jeśli jest ok i zachowuje się jak "przed" to problemu nie ma, natomiast jeśli już "po" nagle nie ma ci nic do powiedzenia i nie spyta nawet co u Ciebie to słabszą kobietę może to na chwilę zgasić. I wtedy czuje się poniżona. I wtedy cierpi. W przeciwnym wypadku nie ma mowy o unieszczęśliwieniu.
                                        • 17.05.11, 08:56
                                          ursyda napisała:

                                          > > a obecniej z kimś więcej niż kolegą. Owszem kobieta lubi kolegę bo miły
                                          > sympatyczny, uczynny tyle tylko, że
                                          > > wielu kolegów sie lubi,
                                          >
                                          > Błąd w rozumowaniu. To czy kolega, którego się wybrało jest miły i sympatyczny
                                          > to się okazuje już po seksie.

                                          Nie ma błędu, kolega to ktoś nam znany, a jesli znany to wiadomo czy jest "lubienie"
                                          Ale widzę, że seks zaczyna się uprawiać z totalnie nieznanymi sobie osobami.... tylko czemu nazywać ich kolegami...
                                          • 17.05.11, 09:07
                                            Nie znam tej tendencji do uprawiania seksu z nieznajomymi. I chodziło m dokładnie o aspekt wątku - czyli, kiedy kobieta w takiej sytuacji cierpi lub czuje się niekomfortowo. I tyle.
                                            • 17.05.11, 09:49
                                              ursyda napisała:

                                              > Nie znam tej tendencji do uprawiania seksu z nieznajomymi.

                                              Tak wynika z tego co napisałaś...:
                                              "To czy kolega, którego się wybrało jest miły i sympatyczny to się okazuje już po seksie"

                                              > I chodziło m dokładn
                                              > ie o aspekt wątku - czyli, kiedy kobieta w takiej sytuacji cierpi lub czuje się
                                              > niekomfortowo. I tyle.

                                              To pytanie tylko i wyłącznie do kobiet, kobiet które z pewnych względów nie uprawiają seksu ze swoimi chłopakami, kochankami, mężami, które uprawiają seks z kolegami tylko kolegami.

                                              Chociaż może być i tak, że natura sama wyczuwa które jednostki powinny a które nie powinny się rozmnażać i tak wyposaża danych ludzi w pewne predyspozycje aby realizować swoje cele. Ale może to już totalne science fictions. :)
                                              • 17.05.11, 11:05
                                                urko70 napisał:

                                                > Tak wynika z tego co napisałaś...:
                                                > "To czy kolega, którego się wybrało jest miły i sympatyczny to się okazuje już
                                                > po seksie"

                                                wcale tak nie wynika. Kolegę mogę znać i może mi się wydawać, że jest miły i na poziomie ale mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, że zacytuję klasyka. Bo autorka wątku próbuje nami i sobie w mówić, że to kobiety unieszczęśliwia z czym się nie zgadzam o ile będzie zachowane to, o czym pisałam wcześniej.
                  • 13.05.11, 12:44
                    Gdzieztam, nic nowego nie wymyslilysmy, wszak nie ma jakiejs grupy wplywow, ktora walczy o akurat takie nazewnictwo.
                    bardzo fajna nazwa jest gach albo flama, ale one maja wydzwiek zaznaczajacy ze sa kochankami osoby zameznej/zonatej.
                    bardzo dobrze dziala tez kopulant :-D
      • 13.05.11, 01:04
        Olaboga.

        Wiele już wymyślono pigułek na szczęście, mających stworzyć nowego wspaniałego
        superczłowieka.
        Twórcy o jednym zawsze zapominali, że człowiek ma swoją naturę, której tak łatwo
        nie da się przerobić ogłaszając nową modę, dającą superszczęscie, taką jak komunizm,
        kolektywizm, konsumeryzm, Złoty Cielec, życie wieczne po śmierci w krainie szczęśliwości, etc.

        Natura ludzka zawsze wychodziła na wierzch, kopiąc i wrzeszcząc.
        Ale co się grupki cwaniaczków obłowiły, to obłowiły, na głupich jeleniach, które nie znają
        nawet samych siebie.
    • 10.05.11, 23:19
      Kto wie. Może to twój kolega jest chwilowym zaspokajaczem albo darmową prostytutką. Aż kilka dziewczyn go bzyka.
      • 10.05.11, 23:22
        wersja_robocza napisała:

        > Kto wie. Może to twój kolega jest chwilowym zaspokajaczem albo darmową prostytu
        > tką. Aż kilka dziewczyn go bzyka.

        no patrz pani jaki on szlachetny


        --
        forum.gazeta.pl/forum/f,102329,Kobieta_bez_cenzury.html

        Demokracja to ustrój w którym każdy może powiedzieć co myśli nawet jeśli nie myśli.
        • 10.05.11, 23:25
          Nie wiem czy on szlachetny, ale zupełnie inaczej się ocenia kolesia, co daje dupy, niż kobietę, która robi to samo. Ktoś nie jest w związku, a potrzebuje i lubi seks, nie ma innych alternatyw. Nie robi krzywdy. Wolno mu? Wolno. Znaczy ja pozwalam.
          • 11.05.11, 06:45
            > Nie wiem czy on szlachetny, ale zupełnie inaczej się ocenia kolesia, co daje du
            > py, niż kobietę, która robi to samo.

            Ciagle te same obite do granic teksty i ciagle ta sama moja odpowiedz, do ktorej ciezko znalezc riposty.
            Facet musi sie postarac zeby zaciagnac panne do lozka, a maniura nie musi nic robic. Wystarczy, ze ma na to ochote i jako tako wyglada.
            Facet musi sie wykazac i pobic konkurencje.
            Przykladowy gosc (temat popularny na tym forum, wiec moze byc jakis troll, ktory chce sobie pogadac dla zabicia czasu) zalicza kilka maniur, a wiec to juz jest gosc, ktory czyms sie wyroznia.
            Maniura podejdzie wezmie za reke i powie, ze chce byc gosc jej wlozyl i koniec jej staran, dlatego faceta sie docenia, a maniure nie.
            To tak samo jak biedny, ktory sie dorobi, a syn bogatego tatusia. Pierwszego sie szanuje za wklad, a drugiego niekoniecznie.

            >Nie robi krzywdy. Wolno mu? Wolno. Znaczy ja
            > pozwalam.

            A ktos zabrania?
            Ekshibicjonisci czy milosnicy seksu w miejscach publicznych tez nikomu krzywdy nie robia, ale powoduja niesmak. Tak samo jak maniury, ktore sa dumne z tego, ze sa latwe.
            • 11.05.11, 06:58
              Płytkie myślenie.
              Idąc tym torem matka jest matką a ojciec tylko zapylaczem.

              --
              Biżuteria - moja pasja, moja praca, moja... :)
              Mój blog artystyczny
            • 11.05.11, 07:08
              przepraszam, czy kobiety uprawiające seks z kimś, z kim nie są w związku, mają to na czole wypisane, że powodują Twój niesmak?

              dziwne masz wyobrażenie o relacjach damsko-męskich, jeśli twierdzisz, że wystarczy podejść i za rękę wziąć, i już każdy chętny.

              a jeśli nazywamy kobiety puszczalskimi, nazywajmy i mężczyzn. wkład nic do rzeczy nie ma.
              • 11.05.11, 07:14
                I coraz częściej jest tak, że to jednak kobiety się starają ale.. najwidoczniej nie wszyscy chcą to widzieć. Byle co nie zadowala ;)

                --
                Biżuteria - moja pasja, moja praca, moja... :)
                Mój blog artystyczny
              • 11.05.11, 14:19
                Pomijajac samo nazewnictwo, choc bys bardzo chciala, nie da sie do konca traktowac tutaj kobiet i mezczyzn tak samo. Wyjasnie to dosc obrazowo: kobieta w seksie jest strona przyjmujaca. Czyli idac do lozka z przypadkowym mezczyzna, pozwala na wlozenie w nia przypadkowego fi.uta. Nie powiesz chyba, ze wkladanie jest tym samym, co przyjmowanie?

                Swoj palec moge sobie wepchnac nawet do kontaktu, ale byc kontaktem dla czyjegos palca, to juz inna para kaloszy.
                • 11.05.11, 14:22
                  Znaczy warunkujemy te same zachowania posiadaniem cipy lub fiuta. To się nazywa hipokryzja.
                • 11.05.11, 14:59
                  Mysle, ze fizjologia to tak rozwiazala, zeby kobieta nie plodzila dzieci z byle kim, tylko ze starannie wybranym partnerem. Ciaza, porod i wychowanie dziecka zabieralo zbyt wiele czasu i energii, aby robic dzieci z jakimis pogibancami (to tak w uproszczeniu, bo natura nie mysli, ale pewne uwarunkowania sprawdzaja sie lub nie w procesie ewolucji).
                  Natomiast mezczyzna jest zaprogramowany na masowe zapylanie.
                  • 11.05.11, 15:22
                    mumia_ramzesa napisała:

                    > Mysle, ze fizjologia to tak rozwiazala, zeby kobieta nie plodzila dzieci z byle
                    > kim, tylko ze starannie wybranym partnerem. Ciaza, porod i wychowanie dziecka
                    > zabieralo zbyt wiele czasu i energii, aby robic dzieci z jakimis pogibancami (t
                    > o tak w uproszczeniu, bo natura nie mysli, ale pewne uwarunkowania sprawdzaja s
                    > ie lub nie w procesie ewolucji).
                    > Natomiast mezczyzna jest zaprogramowany na masowe zapylanie.

                    Jeżeli to naturalne to by znaczyło, ze kobiety powinny tolerować zdrade, albo stałe zwiazki tworzyć z nieatrakcyjnymi albo dużo starszymi facetami, bo wtedy ryzyko zdrady mniejsze.

                    Do tej teorii trzeba by było dodac, że ludzie w tym faceci są zdolni do kochania a jeżeli kochają to szanują się i nie zdradzają, poza tym są też zdolni do krytycznego myślenia i wiedzą co ma większą wartość - jednorazowy seks, czy miłość. Może i oni bzykają się z byle kim, ale to dopóki się nie zakochaja. Jak tworzą rodzinę to większa wartość ma dla nich ta rodzina. Popęd to coś nad czym można panowac i to nie jest odchodzenie od natury, bo taka jest natura człowieka, że umie panować.
                    • 11.05.11, 15:52
                      well_ness napisała:

                      > mumia_ramzesa napisała:
                      >
                      > > Mysle, ze fizjologia to tak rozwiazala, zeby kobieta nie plodzila dzieci
                      > z byle
                      > > kim, tylko ze starannie wybranym partnerem. Ciaza, porod i wychowanie dzi
                      > ecka
                      > > zabieralo zbyt wiele czasu i energii, aby robic dzieci z jakimis pogibanc
                      > ami (t
                      > > o tak w uproszczeniu, bo natura nie mysli, ale pewne uwarunkowania sprawd
                      > zaja s
                      > > ie lub nie w procesie ewolucji).
                      > > Natomiast mezczyzna jest zaprogramowany na masowe zapylanie.
                      >
                      > Jeżeli to naturalne to by znaczyło, ze kobiety powinny tolerować zdrade, albo s
                      > tałe zwiazki tworzyć z nieatrakcyjnymi albo dużo starszymi facetami, bo wtedy r
                      > yzyko zdrady mniejsze.

                      Ależ to że kobiety tego nie tolerują wcale nie podważa tego co napisała mumia.
                      Mumia ma rację, to zwykła prosta biologia. I jeśli kobieta rozkłąda nogi przed wieloma to jest duze prawdopodobieństwo na przypadkowe ciąże, lub ciąże z niewiadomo kim. Stąd też takie a nie inne oceny takich kobiet. Wszystko ma swoją przyczynę - te oceny również.

                      A kobiety chcą mieć faceta na własność, podporządkować go sobie i swoim potrzebom.
                      Faceci znów chcą zaspokajać swoje potrzeby i jeśli w swoim związku ich nie mogą zaspokoić to przy sprzyjających okolicznościach tworzą osobne mniej lub bardziej powazne związki.

                      > Do tej teorii trzeba by było dodac, że ludzie w tym faceci są zdolni do kochan
                      > ia a jeżeli kochają to szanują się i nie zdradzają,

                      Ja to widzę tak:
                      przed zawarciem związku oboje się starają, on kokietuje go, on ją adoruje i zdobywa,
                      po zawarciu związku, ona nie musi już go kokietować bo zaobrączkowany, jest chłop w domu i styknie. Codziennośc robi swoje.
                      OFC to w ogromnym uproszczeniu.

                      > poza tym są też zdolni do k
                      > rytycznego myślenia i wiedzą co ma większą wartość - jednorazowy seks, czy mił
                      > ość.

                      Miłość z seksem raz w tygdniu czy miesiącu....
                      • 11.05.11, 17:13
                        urko70 napisał:
                        I jeśli kobieta rozkłąda nogi przed
                        > wieloma to jest duze prawdopodobieństwo na przypadkowe ciąże, lub ciąże z niewi
                        > adomo kim.
                        O ile mi wiadomo, dzieci należą do obojga rodziców. Jeśli chodzi o niechcianą ciążę, to jednak lepiej być kobietą, bo to kobieta podejmuje decyzję urodzić czy usunąć.

                        > A kobiety chcą mieć faceta na własność, podporządkować go sobie i swoim potrzeb
                        > om.
                        > Faceci znów chcą zaspokajać swoje potrzeby i jeśli w swoim związku ich nie mogą
                        > zaspokoić to przy sprzyjających okolicznościach tworzą osobne mniej lub bardzi
                        > ej powazne związki.
                        Zależy jakie kobiety i jacy mężczyźni.
                        --
                        Muminki cię widzą, muminki cię śledzą, muminki cię znajdą, zabiją i zjedzą!
                        • 11.05.11, 18:19
                          > O ile mi wiadomo, dzieci należą do obojga rodziców. Jeśli chodzi o niechcianą ciążę,
                          > to jednak lepiej być kobietą, bo to kobieta podejmuje decyzję urodzić czy usunąć.

                          Czesto ojciec nie poczuwa sie do zadnych obowiazkow. Skad w Polsce tylu nieplacacych alimentow?
                          Kiedys kobieta nie miala takich mozliwosci decydowania, a i obecnie jest to ograniczone wzgledami zdrowotnymi (fizycznymi i psychicznymi).
                          • 11.05.11, 19:09
                            mumia_ramzesa napisała:
                            >
                            > Czesto ojciec nie poczuwa sie do zadnych obowiazkow.
                            Poczuwać to sobie może, obowiązek alimentacyjny jest zagwarantowany prawnie.

                            Skad w Polsce tylu nieplac
                            > acych alimentow?
                            Na szczęście uchylanie się od obowiązku alimantacyjnego to nie takie hop siup. W Polsce jest to przestępstwem i może się źle skończyć dla uchylajacego się.

                            > Kiedys kobieta nie miala takich mozliwosci decydowania,
                            Kiedyś, moja droga, to na drzewach siedzieliśmy.
                            --
                            Kochaj ojczyznę nad życie. Serce oddaj ludziom. Duszę - Bogu. Sobie zostaw godność - przyjdzie sprzedać w trudnych czasach.
                            • 11.05.11, 23:23
                              triismegistos napisała:

                              > mumia_ramzesa napisała:
                              > >
                              > > Czesto ojciec nie poczuwa sie do zadnych obowiazkow.
                              > Poczuwać to sobie może, obowiązek alimentacyjny jest zagwarantowany prawnie.
                              >

                              pomijam juz to, że panom sie w POlsce dość łatwo z niego wykpić, bo nie o tym wont, ale żeby móc pozwać pana o alimenty to trzeba przynajmniej wiedzieć, kim on jest i jak go znaleźć, dlatego beztroskie bzykanie nie poplaca.

                              --
                              There are two types of people in this world: those who divide the world into two types and those who do not.
                              • 12.05.11, 10:07
                                W wontku mowa o układach typu fuckfriend, nie o wyrywaniu karków na dysce.
                                --
                                Muminki cię widzą, muminki cię śledzą, muminki cię znajdą, zabiją i zjedzą!
                                • 12.05.11, 13:48
                                  A w takim ukladzie to na dzien dobry kobieta robi ksero z dowodu "przyjaciela"?
                                  • 12.05.11, 14:31
                                    mumia_ramzesa napisała:

                                    > A w takim ukladzie to na dzien dobry kobieta robi ksero z dowodu "przyjaciela"?

                                    A po co mnie ksero dowodu, jak znam jego znajomych, czasem nawet rodziców, wiem, gdzie mieszka, gdzie pracuje i takie tam?
                                    --
                                    ''Do d*py z nogami'' - nowy slogan szkoły jogi
                                    • 12.05.11, 14:58
                                      triismegistos napisała:

                                      > A po co mnie ksero dowodu, jak znam jego znajomych, czasem nawet rodziców, wiem
                                      > , gdzie mieszka, gdzie pracuje i takie tam?

                                      Czasem nawet? Czyli jednak masz wiecej niz jednego takiego kolege...
                                      • 12.05.11, 15:06
                                        Obecnie dwóch. W ciągu życia było ich jeszcze kilku. Tak z ciekawości wróżko droga, wywróżysz mi z którym z nich jestem taka nieszczęśliwa?
                                        --
                                        ''Do d*py z nogami'' - nowy slogan szkoły jogi
                                • 13.05.11, 15:50
                                  triismegistos napisała:

                                  > W wontku mowa o układach typu fuckfriend, nie o wyrywaniu karków na dysce.

                                  Istotne jest to, że wpuszczała do siebie facetów z którymi nie chciała tworzyć związku.
                                  • 13.05.11, 15:56
                                    Istotne w czym? W wartosciowaniu i ocenie takiej osoby?

                                    Mowicie o jakichs anonimowych jednorazowych seksach z przypadkowymi kolesiami. To nie jest ff.

                                    Ff jest relacja trwajaca dluzej, z osoba ktora sie zna, z ktora nie chce sie wiazac.
                                    Jak mam rozumiec, gdybym sobie wmawiala, ze bardzo mi na tym facecie zalezy i chce sie z nim zwiazac, albo nazwala zwykle pozadanie i sympatie miloscia, uprawiala z nim seks, po czym 'rozstalibysmy sie' np po 3 miesiacach - to juz by bylo fajnie i bylabym pozytywna dziewczyna, ktora inwestowala uczucia w niedpowiednie relacje?
                                  • 13.05.11, 16:23
                                    urko70 napisał:

                                    > triismegistos napisała:
                                    >
                                    > > W wontku mowa o układach typu fuckfriend, nie o wyrywaniu karków na dysce
                                    > .
                                    >
                                    > Istotne jest to, że wpuszczała do siebie facetów z którymi nie chciała tworzyć
                                    > związku.

                                    No i?
                                    --
                                    Kochaj ojczyznę nad życie. Serce oddaj ludziom. Duszę - Bogu. Sobie zostaw godność - przyjdzie sprzedać w trudnych czasach.
                                    • 13.05.11, 21:44
                                      triismegistos napisała:

                                      > urko70 napisał:
                                      >
                                      > > triismegistos napisała:
                                      > >
                                      > > > W wontku mowa o układach typu fuckfriend, nie o wyrywaniu karków na
                                      > dysce
                                      > > .
                                      > >
                                      > > Istotne jest to, że wpuszczała do siebie facetów z którymi nie chciała tw
                                      > orzyć
                                      > > związku.
                                      >
                                      > No i?

                                      No i nie ma znaczenia czy to kark czy grzeczny chłopiec, znacze nie ma to, że z nim najpewniej nie będzie miała związku.
                            • 12.05.11, 13:57
                              > Na szczęście uchylanie się od obowiązku alimantacyjnego to nie takie hop siup.
                              > W Polsce jest to przestępstwem i może się źle skończyć dla uchylajacego się.

                              Owszem i czasem konczy sie kara pozbawienia wolnosci - dlatego w Polsce najliczniejsza grupa wiezniow sa alimenciarze (ale czesto unikaja tego przez wiele lat z powodu braku miejsc).

                              > Kiedyś, moja droga, to na drzewach siedzieliśmy.

                              Nie sprowadzajmy rozmowy do absurdu. Twoja prababka siedziala na drzewie? Wspolczuje!
                            • 13.05.11, 15:49
                              triismegistos napisała:

                              > > Czesto ojciec nie poczuwa sie do zadnych obowiazkow.
                              > Poczuwać to sobie może, obowiązek alimentacyjny jest zagwarantowany prawnie.

                              Czemu sprowadzasz ojcostwo do alimentów?

                              > Na szczęście uchylanie się od obowiązku alimantacyjnego to nie takie hop siup.
                              > W Polsce jest to przestępstwem i może się źle skończyć dla uchylajacego się.

                              Źle to się przede wszystkim skończyło dla dziecka, mamusia rozkłądała nogi przed kolegami a nie facetami z którymi mogła stworzyć związek to potem jest sama. Przy czym mamusia to może sobie potem znaleźć mężczyznę ale dziecko ojca już nie.
                    • 11.05.11, 18:26
                      well_ness napisała:

                      > Jeżeli to naturalne to by znaczyło, ze kobiety powinny tolerować zdrade,

                      Przeciez mnostwo kobiet przymyka na to oczy, malo tego, wiele musialo czy musi sie godzic na isnienie innych zon.

                      > albo stałe zwiazki tworzyć z nieatrakcyjnymi albo dużo starszymi facetami, bo wtedy
                      > ryzyko zdrady mniejsze.

                      A jak to sie ma do tego co ja napisalam?
                      Poza tym priorytetem sa udane dzieci a nie brak zdrady. I kto Ci powiedzial, ze duzo starszy = nieatrakcyjny i ze starszy nie zdradzi?
                    • 11.05.11, 18:29
                      Jeszcze cos: zauwaz jak jest postrzegana zdrada mezczyzny a jak kobiety.
                      Zdradzana kobieta jest godna wspolczucia, a zdradzany mezczyzna?
                      • 11.05.11, 19:50
                        mumia_ramzesa napisała:

                        > Jeszcze cos: zauwaz jak jest postrzegana zdrada mezczyzny a jak kobiety.
                        > Zdradzana kobieta jest godna wspolczucia, a zdradzany mezczyzna?

                        Przez kogo? Ciebie? Mnie? Bo nie ma czegoś takiego jak zdanie ogółu.
                        Współczuję tak samo zdradzonemu jak i zdradzonej, o ile zdrada nie byłą krzykiem o niezależność (bo i tak się zdarza, szczególnie w związkach, gdzie jedno z partnerów, całkiem zdominowane przez drugie - w zdradzie widzi jedyne wyjście - czyt. ona się dowie i odejdzie).


                        --
                        Biżuteria - moja pasja, moja praca, moja... :)
                        Mój blog artystyczny
                        • 12.05.11, 13:42
                          Owszem, jest cos takiego jak postrzeganie i ocena spoleczna. Najlepiej widac to w jezyku: to facetowi przyprawia sie rogi, on jest rogaczem - sa to okreslenia przesmiewcze.
                        • 13.05.11, 15:53
                          nglka napisała:

                          > mumia_ramzesa napisała:
                          >
                          > > Jeszcze cos: zauwaz jak jest postrzegana zdrada mezczyzny a jak kobiety.
                          > > Zdradzana kobieta jest godna wspolczucia, a zdradzany mezczyzna?
                          >
                          > Przez kogo? Ciebie? Mnie? Bo nie ma czegoś takiego jak zdanie ogółu.

                          Ależ jest, jest i ma swoją nazwę. Ale ważne jest to skąd i po co się wzięła waga tegoż "dania ogółu".

                • 11.05.11, 15:21
                  Czyli jak wetkniesz paluch do kontaktu, to nawet jak ciebie popieśi prąd, to kontakt jest na tym stratny?
                  --
                  - Jak udowodnić, że obfite jedzenie na noc jest szkodliwe?
                  - A słyszeliście o Ostatniej Wieczerzy?
                  • 11.05.11, 16:15
                    Moze po prostu przestanmy udawac, ze kobiety i mezczyzni sa pod tym wzgledem jednakowi. Chyba, ze dla ciebie nie ma roznicy miedzy strona bierna a czynna.
                    • 18.05.11, 15:07
                      interesujace stwierdzenie, zwlaszcza w ustach kobiety. proponuje poszerzyc horyzonty, jesli nie pomoze w uwspolczesnieniu postrzegania swiata (a nie musi, patriarchat jest niektorym mily i nie mnie nawracac zwolenniczki) to na pewno pomoze w zyciu osobistym :-)
                • 11.05.11, 16:16
                  z mojego punktu widzenia - jest tym samym. nie widzę absolutnie żadnej różnicy.

                  notabene w relacjach takich, o jakich mowa w tym wątku, rzadko uczestniczą ludzie przypadkowi, poznani 15 minut wcześniej w barze.
            • 13.05.11, 01:18
              Ty zupełnie nie rozumiesz, że Twój punkt widzenia jest jak dupa - każdy ma swój.

              Ty sobie coś tam widzisz po swojemu bo Tobie ktoś wkręcił kombinerkami do łba
              ale to wcale nie znaczy, że tak JEST. Ty po prostu tak to widzisz ityle.
          • 12.05.11, 21:08
            :] :]
    • 10.05.11, 23:21
      Co sądzę? Zwiędłym kalafiorem powiewa mi czyjeś życie łóżkowe, więc nie miewam takich dylematów do poduszki. Aczkolwiek myślę, że owszem, mogą być w takim układzie szczęśliwe. Przecież to układ jak każdy inny - jeden coś daje, drugi coś daje, wszyscy są zadowoleni. Jakby nie byli, to by się przenieśli w inny układ, chyba że są idiotami/idiotkami, względnie kręci ich masochizm.
      • 10.05.11, 23:24
        lusseiana napisała:

        > Przecież to układ jak każdy inny

        i tu się mylisz

        > jeden coś daje, drugi coś
        > daje

        są rzeczy, których nie daje się tak po prostu



        --
        forum.gazeta.pl/forum/f,102329,Kobieta_bez_cenzury.html

        Demokracja to ustrój w którym każdy może powiedzieć co myśli nawet jeśli nie myśli.
        • 10.05.11, 23:29
          jan_hus_na_stosie napisał:

          > i tu się mylisz

          Pokaż mi gdzie się mylę. To, że dla Ciebie jakiś układ jest nie do przyjęcia, nie oznacza, że cała ludzkość musi Twoje zdanie podzielać. Ja też bym się na taki układ nie pisała, ale skoro komuś tak pasuje, to nie mnie to oceniać. Nie mój cyrk, nie moje małpy.

          > są rzeczy, których nie daje się tak po prostu

          No ja Cię proszę... W sumie j.w. Co się będę dwa razy rozpisywać.
        • 10.05.11, 23:29
          jan_hus_na_stosie napisał:


          > są rzeczy, których nie daje się tak po prostu

          No, ale to nie jest "tak po prostu" - a z wzajemnością ;)

          --
          Biżuteria - moja pasja, moja praca, moja... :)
          Mój blog artystyczny
    • 10.05.11, 23:22
      Jak nie ma żony, dzieci, domu i samochodu (a ! i drzewa ) to niech robi, co chce !
      • 10.05.11, 23:26
        A mnie się jednak wydaje, ze kobieta nie może być szczęśliwa w takim układzie. Miałam koleżankę co była fuckfriend. Przed nim odgrywała wyzwoloną pannę co to niby sex to sport, a jak on po tym sexie wychodził- gryzła ściany i czuła się podle.
        • 10.05.11, 23:28
          Bo potrzebowała uczucia, zaangażowania i emocjonalnej bliskości, a nie tylko seksu i zabawy. W taki układ nie powinny wchodzić takie osoby, bo się kaleczą.
        • 10.05.11, 23:32
          Ale dlaczego pod przykład koleżanki podciągasz wszystkie kobiety? A jeśli ja znałam taką, co nie chciała się wiązać i była szczęśliwa w luźnych układach to co? Udowadnia to cokolwiek? Chyba tylko starą prawdę, że ludzie są różni.
        • 10.05.11, 23:33
          Czyli nie była faking-frend
        • 10.05.11, 23:39
          A ja miałam fuck friendów i se chwaliłam;)
          Bez gryzienia ścian. Po prostu miło;)
          • 10.05.11, 23:47
            tylko kto cię teraz zechce?


            --
            forum.gazeta.pl/forum/f,102329,Kobieta_bez_cenzury.html

            Demokracja to ustrój w którym każdy może powiedzieć co myśli nawet jeśli nie myśli.
            • 10.05.11, 23:52
              Jan, ja wiem, że Ty (ponoć) starej daty, ale może nie przesadzaj... Nie te czasy i nie ten region na kupczenie dziewictwem, poza tym w dawniejszych czasach wcale nie było inaczej - jedyna różnica polega na tym, że kiedyś to był wstyd i się z takimi zapędami skrzętnie ukrywało, a dziś się po prostu mówi "odpierpapier się pan/i, nie pana/i sprawa".
              • 11.05.11, 00:07
                jak ludzie się kochają to się sekszą, to normalne, ale jak się sekszą bez kochania to co najwyżej smutne


                --
                forum.gazeta.pl/forum/f,102329,Kobieta_bez_cenzury.html

                Demokracja to ustrój w którym każdy może powiedzieć co myśli nawet jeśli nie myśli.
                • 11.05.11, 00:10
                  A jeśli sami zainteresowani sa jednak z tego powodu niewyobrażalnie szczęśliwi to nadal smutne?
                  • 11.05.11, 00:30
                    jak można być szczęśliwym gdy nie można znaleźć miłości i człowiek zadowala się jej namiastką, pewną iluzją, która tylko pozornie jest czymś podobnym...



                    --
                    forum.gazeta.pl/forum/f,102329,Kobieta_bez_cenzury.html

                    Demokracja to ustrój w którym każdy może powiedzieć co myśli nawet jeśli nie myśli.
                    • 11.05.11, 08:26
                      Bo w tym układzie nie szuka sie miłości. Za to znajduje się coś innego czyli zaspokaja się swoje potrzeby. I dlatego można.;)
                      Nie każdy tak chce, nie każdy potrafi i nie każdy powinien tego próbować. Zwłaszcza osoby szukające miłości, zaangażowania i bliskości.
                      • 11.05.11, 08:41
                        wersja_robocza napisała:

                        > Bo w tym układzie nie szuka sie miłości. Za to znajduje się coś innego czyli za
                        > spokaja się swoje potrzeby. I dlatego można.;)
                        > Nie każdy tak chce, nie każdy potrafi i nie każdy powinien tego próbować. Zwłas
                        > zcza osoby szukające miłości, zaangażowania i bliskości.

                        Ja wiem że mi by to nie pasowało, a jak bym wylądował w takim układzie to dobrze by się to dla mnie nie skończyło.
                        --
                        http://grafzero.net/lubisz.gif
                        • 11.05.11, 08:52
                          Dlatego lepiej nie próbować, skoro się tak przewiduje.
                • 11.05.11, 00:15
                  No ok, może kogoś takie postępowanie zasmuca. Tylko że nadal nie widzę związku z późniejszym chceniem lub nie chceniem takiej osoby - możesz mi to wytłumaczyć? Bo to, że Ty byś takiej kobiety nie zechciał, to raczej logiczne dla mnie, tylko nie rozumiem czemu swoje gusta przypisujesz całej ludzkości :)
                  • 11.05.11, 00:28
                    lusseiana napisała:

                    > tylko nie rozumiem czemu swoje gusta przypisujesz całej ludzkości :)

                    bo ludzie błądzą i trzeba im wskazać właściwą drogę ;)



                    --
                    forum.gazeta.pl/forum/f,102329,Kobieta_bez_cenzury.html

                    Demokracja to ustrój w którym każdy może powiedzieć co myśli nawet jeśli nie myśli.
                    • 11.05.11, 00:32
                      Aham. W takim razie chyba zacznę uważniej śledzić Twe nauki, o Wielki Mistrzu, bom błądząca jak suczysyn we mgle... ;)
          • 11.05.11, 19:02
            Jakby moja żona miała za sobą sporo partnerów i jeszcze bez zobowiązań to bym pewnie zębami zgrzytał
            • 11.05.11, 19:11
              Ale nikt cię nie zmusza do ślubu z taką kobietą. Na świecie żyje kilka miliardów ludzi, każdy może znaleźć kogoś o zbliżonym światopoglądzie.
              --
              Muminki cię widzą, muminki cię śledzą, muminki cię znajdą, zabiją i zjedzą!
              • 11.05.11, 19:13
                Czasem człowiek przez całe życie nie może odnaleźć odpowiedniej osoby dla siebie
                • 11.05.11, 19:51
                  josef_to_ja napisał:

                  > Czasem człowiek przez całe życie nie może odnaleźć odpowiedniej osoby dla siebi
                  > e

                  Nie może znaleźć albo oczekuje niemożliwego.

                  --
                  Biżuteria - moja pasja, moja praca, moja... :)
                  Mój blog artystyczny
                  • 11.05.11, 21:22
                    Albo sam nie jest pociągający seksualnie dla innych osób
        • 11.05.11, 00:46
          madzialenka_live napisała:

          > Miałam koleżankę co była fuckfriend. Przed nim odgrywała wyzwoloną pannę co to
          > niby sex to sport, a jak on po tym sexie wychodził- gryzła ściany i czuła się p
          > odle.
          A ja miałam koleżankę, która nie lubiła szpinaku. Czy na tej podstawie wysnułabyś wniosek, że szpinak jest wstrętny i kobiety powinny go unikac?
          Wielokrotnie bywałam w układach fuckfriend. Byłam bardzo zadowolona z tego stanu rzeczy, nie popłakiwałam po kątach, i, o ile pamiętam, żadnej ściany nie obgryzłam.
          --
          ''Do d*py z nogami'' - nowy slogan szkoły jogi
          • 11.05.11, 01:39
            FFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFFUUUUUUUUUUUUUUUUJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJJ
            i tyle
            • 11.05.11, 10:49
              Zgadzam się, obgryzanie ścian jest fuj.
              --
              Kochaj ojczyznę nad życie. Serce oddaj ludziom. Duszę - Bogu. Sobie zostaw godność - przyjdzie sprzedać w trudnych czasach.
      • 11.05.11, 23:01
        bijatyka napisała:

        > Jak nie ma żony, dzieci, domu i samochodu (a ! i drzewa ) to niech robi, co chc
        > e !
        że pozwolę sobie wtrącić , mają żonę, dzieci, dom i samochód i drzewo albo i dwa a i tak robią co chcą
        Pewien stary zawód jakoś nie ginie, wiele starych zawodów przemineło a ten nie :)
    • 10.05.11, 23:27
      ja sadze, ze jak sie nie umie uzywac obcych slow to sie tego nie powinno robic bo nie wiesz co piszesz. Fucking friend to w wolnym tlumaczeniu pier-dolony przyjaciel. A tu zapewne chodzilo o fuck frienda.
      --
      Nie rób komuś dobrze, nie będzie ci źle.
      Pisanie polskich znaków jest bardzo męczące i niewygodne.
      • 10.05.11, 23:31
        no ale czego od koleżanki chcesz? pisze przecież, że jej kumpel jest pier..ny i to aż przez kilka na raz!
        :)))
        --
        Biżuteria - moja pasja, moja praca, moja... :)
        Mój blog artystyczny
      • 10.05.11, 23:40
        Tu chodzi o friend with benefits. Jak już mamy czepiać się szczegółów. ;)
        • 12.05.11, 17:34
          A po polsku to by było D*pczykumpel :)
    • 10.05.11, 23:30
      zdefiniuj szczescie, to pogadamy.
      • 10.05.11, 23:32
        suesslein napisała:

        > zdefiniuj szczescie, to pogadamy.

        Np. nieszczęścia, które nas omijają.

        Dawaj wywód.
        • 10.05.11, 23:38
          a 2 nieszczescia to szczescie, bo - i - daje +
          --
          Nie rób komuś dobrze, nie będzie ci źle.
          Pisanie polskich znaków jest bardzo męczące i niewygodne.
    • 10.05.11, 23:39
      Prostytucja i nieszanowanie się to jest wtedy kiedy się nie ma orgazmu, ale w zamian ma się inne profity za seks, np mężowską pensję do dyspozycji i pozycję żony.
      • 10.05.11, 23:44
        Bym sę to wzięła do sygnaturki, ale odkąd czytam wątki w opcji "pokaż wszystko", to mnie sygnaturki wkurzają !
    • 11.05.11, 00:00
      szczesliwe to moze nie sa ...
      ale to troche taki lancuchi zamkiete kolo: jest wiele dziewczyn ktore nie moga znalezc nikogo na stale w uwagi na przewage popytu nad podaza oraz ogolny niedorozwoj rodzaju meskiego ale potrzebuja seksu co jest naturalne. Znajduja wiec faceta tylko do lozka co wcale nie jest trudne z uwagi na przewage popytu nad podaza i ogolny niedorozwoj rodzaju meskiego. Facetowi dobrze jest jak jest wiec nie szuka nikogo na stale w wyniku czego te ktore nie daja "charytatywnie" sa tym bardziej samotne co z kolei prowadzi do tego ze liczba kobiet "latwych" systemtycznie rosnie pododbnie jak ogolny niedorozwoj rodzaju meskiego i tzw "k...stwo"
      • 12.05.11, 22:39
        > Facetowi dobrze jest jak jest wiec
        > nie szuka nikogo na stale w wyniku czego te ktore nie daja "charytatywnie" sa t
        > ym bardziej samotne

        To ciekawe skad sie biora te panny na roksa i pokrewnych portalach.. I jeszcze znajduja klientow ktorzy im placa!
    • 11.05.11, 00:34
      Oczywiście, ze może być fajne. Kobiety też mają potrzeby seksualne.
      --
      Bukkake jest wtedy jak Mamusia i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś razem postanowią, że Mamusia potrzebuje specjalnego kremu do nawilżania twarzy.
    • 11.05.11, 02:08
      Upokarzające mogłoby być gdyby były prostytutkami i by im za to płacił, choć też niekoniecznie gdyby z jakimś szacunkiem je traktował. A tak to jest obopólne obdarowywanie siebie przyjemnościami, a w przyjaźni to normalna sprawa.
      A instrumentalnie seks to raczej autorka wątku traktuje niż ten facet, jeśli ona tak stawią sprawę...

      --
      A z pocałunkiem póki co zaczekamy - powiedział piękny książę złażąc ze śpiącej Królewny...

      www.youtube.com/watch?v=SGNvJDQdLDs
      • 11.05.11, 09:04
        pytanie ile wspolnego ma to z przyjaznia - zeby tak było to trzeba by wchodzic w takie układy z kolezankami czy kolegami ktorych zna sie od dawna a nie chop siup i do wyra
        --
        szanim = minasz
        akcja:)
        www.youtube.com/watch?v=JudFGRUrN_8
        www.youtube.com/watch?v=kpBQ1S-ysDI&feature=BF&list=ML4oVf-d_DwKCAeDqq8PaMeXghMtfaal_-&index=2
        • 11.05.11, 10:54
          Bo to określenie trochę naciągane jest... Niemniej, żeby taki układ miał szansę się utrzymac na dłużej niż kilka spotkań jego uczestnicy muszą się polubić.
          --
          Bukkake jest wtedy jak Mamusia i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś razem postanowią, że Mamusia potrzebuje specjalnego kremu do nawilżania twarzy.
          • 12.05.11, 23:21
            ale polubic to nie jest to samo co przyjazn - niektore kobiety np mnie lubia po 5min rozmowy
            trudno to nazwac przyjaznia:)
            --
            szanim = minasz
            akcja:)
            www.youtube.com/watch?v=JudFGRUrN_8
            www.youtube.com/watch?v=kpBQ1S-ysDI&feature=BF&list=ML4oVf-d_DwKCAeDqq8PaMeXghMtfaal_-&index=2
    • 11.05.11, 08:03
      >Bo ja jakoś nie wierzę, że bycie " chwilowym zaspokajaczem" może być dla kobiety fajne.

      Twoja strata :D
    • 11.05.11, 08:26
      Nie wiem jak jest "ze wszystkimi" kobietami.
      Powiem za siebie. Ja fucking friend się nie nadaję.
      --
      Można odejść na zawsze, by stale być blisko ks Twardowski
    • 11.05.11, 09:03
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • 11.05.11, 09:17
        myslisz,e ktos sie tym przejmuje..? podobnie jak papierosami ,alkoholem ,,.nadwaga ,niezdrowym jedzeniem itd.?

        --
        cuando menos piensas , sale el sol
        • 11.05.11, 09:26
          ja sie przejmuje nie pale pije głownie wino i nie upie...m sie na maxa- unikam niezdrowego jedzenia i rumunskich prostytutek hehe
          --
          szanim = minasz
          akcja:)
          www.youtube.com/watch?v=JudFGRUrN_8
          www.youtube.com/watch?v=kpBQ1S-ysDI&feature=BF&list=ML4oVf-d_DwKCAeDqq8PaMeXghMtfaal_-&index=2
          • 11.05.11, 09:28
            no to ty, a czesc ludzkosci o tym nie mysli...zreszta we wczesniejszych epokach choroby weneryczne w ogole byly nieuleczalne .
            --
            cuando menos piensas , sale el sol
    • 11.05.11, 09:28
      Kobiety coraz bardziej czują się "wyzwolone", czują się coraz bardziej podobne do mężczyzn. Coraz częściej stawiają głównie na karierę i samorealizację, w czym nie zawsze ale często normalny związek przeszkadza, przeszkadza w znaczeniu zabiera "bezproduktywnie" czas.
      Ale potrzeby seksualne są i trzeba je zaspokoić więc jest jak jest. Potem masz na forum wątki typu "jestem atrakcyjną, wykształconą, na stanowisku 35latką i nie mogę znaleźć atrakcyjnego mężczyznę bez zobowiązań - nie wiecie czemu?"

      Ale są też inne przypadki typu dzieciata mężatka ino mąż nie za bardzo pasuje i ponieważ nie chce rozwalać związku to znajduje kolegę do pierd*lenia.
      • 11.05.11, 09:34
        uhm taaaak..pomiedzy domem ,dziecmi igotowaniem obiadu ma jeszcze czas na kolege..
        --
        cuando menos piensas , sale el sol
        • 11.05.11, 09:46
          Dokładnie tak jest.
          • 11.05.11, 10:36
            skoro juz koniecznie chcecie uzywac okreslen zapozyczonych, pragne zwrocic wasza uwage, ze wlasciwym slowem jest "fuckbuddy" a "fucking friend" to sobie mozna powiedziec jak ci kumpel pieniedzy nie odda. I have spoken!
    • 11.05.11, 10:38
      ale kogo obchodzi co kto z kim robi :] dla mnie dziwactwo i obnizenie standardu wyjatkowosci do upublicznienia. ale to okiem monogamisty :P
      --
      czasem bywam tu i tam ;)
    • 11.05.11, 10:41
      to dziala w obie strony: jesli kobieta wybiera bycie singlem, to ma tez prawo do przyjazni i seksu i moze sie umawiac z facetami tylko na seks, to jest bardzo naturalne
      --
      http://www.suwaczki.com/tickers/zem315nmt9immb3h.png
      • 11.05.11, 13:33
        mahadeva napisała:

        > to dziala w obie strony: jesli kobieta wybiera bycie singlem, to ma tez prawo d
        > o przyjazni i seksu i moze sie umawiac z facetami tylko na seks, to jest bardzo
        > naturalne

        No, taka nowoczesna kobieta, ona sama powie ze zmienia facetów, a o niej powiedzą że jak puchar przechodni z rąk do rąk. Tylko skąd potem to oburzenie, jak słyszy o sobie, że sypia z wieloma wieloma facetami... no przecież to prawda.
        • 11.05.11, 13:57
          urko70 napisał:

          > No, taka nowoczesna kobieta, ona sama powie ze zmienia facetów, a o niej powied
          > zą że jak puchar przechodni z rąk do rąk. Tylko skąd potem to oburzenie, jak sł
          > yszy o sobie, że sypia z wieloma wieloma facetami... no przecież to prawda.

          Oburzenie wywołane tym, że w przeciwieństwie do identycznego zachowania mężczyzny to jej zachowanie budzi zgorszenie lub potępienie.
          • 11.05.11, 14:51
            wersja_robocza napisała:

            > urko70 napisał:
            >
            > > No, taka nowoczesna kobieta, ona sama powie ze zmienia facetów, a o niej
            > powied
            > > zą że jak puchar przechodni z rąk do rąk. Tylko skąd potem to oburzenie,
            > jak sł
            > > yszy o sobie, że sypia z wieloma wieloma facetami... no przecież to prawd
            > a.
            >
            > Oburzenie wywołane tym, że w przeciwieństwie do identycznego zachowania mężczyz
            > ny to jej zachowanie budzi zgorszenie lub potępienie.

            Wystarczy zrozumieć i zaakceptować rzeczywistość i nagle świat staje się prostszy. :)
            A jak kto bystrzejszy to zrozumie z czego wynikają różnice.
            Ale znów jak ktoś woli to może się szarpać przez lata.
            • 11.05.11, 14:52
              Zgodzić się na hipokryzję? Ja na to nie pójdę.
              • 11.05.11, 14:56
                Co (dokładnie) rozumiesz przez hipokryzję w tym przypadku?
    • 11.05.11, 10:46
      makrelkamakrelka napisała:

      > Bo ja jakoś nie wierzę, że bycie " chwilowym zas
      > pokajaczem" może być dla kobiety fajne. A wy co sądzicie?


      To raczej ja szukam chwilowych zaspokajaczy.
      Jak na razie facet nie jest mi do niczego innego potrzebny.
      I bardzo mi z tym dobrze :).


      --
      www.youtube.com/watch?v=rskFaiDIEwA - I Want...
      • 11.05.11, 12:34
        W takim układzie konieczne jest to, żeby umieć oddzielić seks od emocji. Osoby, które to potrafia zwykle maja problemy ze swoimi uczuciami, nie potrafia sie zakochać, sa zimne, egoistyczne, za bardzo skupione na swoim ciele. Ten seks bez zaangażowania to dla nich tylko lekarstwo przeciwbólowe, ktore dziala tylko chwile. Ich zycie jest strasznie szare i nudne a oni sa strasznymi frustratami, którzy nie lubia ludzi, lub maja do nich stosunek obojetny i potrafią ich tylko obdarowac sztucznym uśmiechem, który nie znaczy - lubie Cię, ale - jestem piekna/y, madra/y, wspaniała/y, podziwiaj mnie. Czym jest życie bez: - motylków w brzuchu, -radości z tego, że komuś sie coś udało -bez łez, które oczyszczaja? Człowiek który nie angażuje sie emocjonalnie staje sie maszyna.

        Problem tkwi w przyczynach a nie skutkach.
        • 11.05.11, 12:40
          well_ness napisała:

          > W takim układzie konieczne jest to, żeby umieć oddzielić seks od emocji. Osoby
          > , które to potrafia zwykle maja problemy ze swoimi uczuciami, nie potrafia sie
          > zakochać, sa zimne, egoistyczne, za bardzo skupione na swoim ciele. Ten seks be
          > z zaangażowania to dla nich tylko lekarstwo przeciwbólowe, ktore dziala tylko c
          > hwile. Ich zycie jest strasznie szare i nudne a oni sa strasznymi frustratami,
          > którzy nie lubia ludzi, lub maja do nich stosunek obojetny i potrafią ich tylko
          > obdarowac sztucznym uśmiechem, który nie znaczy - lubie Cię, ale - jestem
          > piekna/y, madra/y, wspaniała/y, podziwiaj mnie.


          Mój boże, idę się pociąć, powiesić, a na wszelki wypadek gaz odkręcę :D.


          --
          www.youtube.com/watch?v=rskFaiDIEwA - I Want...
        • 11.05.11, 12:40
          nie do konca sie zgodze..tzn mysle ,ze do takich zachowan sklonniejsi sa mezczyzni ,poniewaz jest im duzo latwiej oddzielic seks od uczucia. Kobieta szybciej angazuje sie emocjonalnie i przywiazuje.
          dla mnie w sumie to tez jest dziwne ..tzn .z jednej strony rozumiem wrodzona potrzebe bliskosci ,z drugiej strony tak jakos na zimno..?
          --
          cuando menos piensas , sale el sol
          • 11.05.11, 14:09
            Simply, ulegasz stereotypom.
            --
            ''Do d*py z nogami'' - nowy slogan szkoły jogi
            • 11.05.11, 15:28
              > Simply, ulegasz stereotypom
              mozliwe ,ale bardzo do myslenia dala mi jedna z odpowiedzi w tym watku.do tego stopnia ,ze musze sobie cos przemyslec.
              --
              cuando menos piensas , sale el sol
          • 12.05.11, 17:54
            Ale to nie jest na zimno, to jest na gorąco, tylko bez uch och zakochania, planów, zaborczości, żądania wyłączności, różnorodnych oczekiwań, związkowych gierek i podchodów i tak dalej.
            Jesteś głodny - to jesz. Ja jestem akurat ze związkowych kobiet (raczej) :) ale miałam jeden taki epizod gdy byłam "sama". Czysto fizyczny apetyt.
            Jeśli mój związek by się rozpadł bardzo prawdopodobne jest, że poświęciłabym 1-2 lata na tego typu seksualne polowania, tak dla odmiany. A mieszkać mogłabym z przyjaciółką albo kumplem do których zupełnie bym nie czuła żadnego pociągu.
            Nie wiem za wiele o innych kobietach, ale osobiście potrafię bez problemu oddzielać seks od uczucia, to jest jakby tryb domyślny u mnie :) Dopiero w stabilnym związku zbudowanym na zaufaniu te dwie rzeczy się łączą, ale i tak nie na samym początku.
        • 11.05.11, 14:08
          well_ness napisała:

          > W takim układzie konieczne jest to, żeby umieć oddzielić seks od emocji.
          Oczywiście.

          Osoby
          > , które to potrafia zwykle maja problemy ze swoimi uczuciami, nie potrafia sie
          > zakochać, sa zimne, egoistyczne, za bardzo skupione na swoim ciele.
          :D

          Ten seks be
          > z zaangażowania to dla nich tylko lekarstwo przeciwbólowe, ktore dziala tylko c
          > hwile.
          :DD

          Ich zycie jest strasznie szare i nudne a oni sa strasznymi frustratami,
          > którzy nie lubia ludzi, lub maja do nich stosunek obojetny i potrafią ich tylko
          > obdarowac sztucznym uśmiechem, który nie znaczy - lubie Cię, ale - jestem piek
          > na/y, madra/y, wspaniała/y, podziwiaj mnie.
          Acha. Czyli tylko mi się wydaje, ze mam grono bliskich przyjaciół, że przeżyłam w życiu piękną miłość, a tak naprawdę mam do nich stosunek obojętny? No, tak wydaje mi się, skąd ja mogę cokolwiek wiedzieć o swoim życiu, ty wiesz lepiej?

          Czym jest życie bez: - motylków w b
          > rzuchu, -radości z tego, że komuś sie coś udało -bez łez, które oczyszczaja? Cz
          > łowiek który nie angażuje sie emocjonalnie staje sie maszyna.
          Ekhm... Doprawdy nie wiem, jak to skomentować. Sama doszłaś do tych światłych wniosków, czy ktoś ci je nakładł do głowy?

          >
          > Problem tkwi w przyczynach a nie skutkach.
          Szacun, jaki głęboki tekst na koniec :D
          --
          - Jak udowodnić, że obfite jedzenie na noc jest szkodliwe?
          - A słyszeliście o Ostatniej Wieczerzy?
          • 11.05.11, 14:49
            triismegistos

            > Acha. Czyli tylko mi się wydaje, ze mam grono bliskich przyjaciół, że przeżyłam
            > w życiu piękną miłość, a tak naprawdę mam do nich stosunek obojętny? No, tak w
            > ydaje mi się, skąd ja mogę cokolwiek wiedzieć o swoim życiu, ty wiesz lepiej?

            Wiem, że jeżeli oddzielasz seks od miłości to wynika to z tego, że próbujesz się uodpornić na ból. Jeżeli uodparniasz się na cierpienie to uodparniasz się też niechcący na pozytywne emocje. To nie jest tak jak z robieniem siusiu, bo siusiu robisz sama a tutaj jest ktos jeszcze, kto w fizycznym kontakcie powinien być dla Ciebie ważnieszy, żeby ten kontakt był udany. Jezeli sie nie angazujesz tzn. że skupiasz się w tym kontakcie na sobie. Takie coś to jest masturbacja a ten fuck friend jest narzędziem.

            Przeżylaś - czas przeszły hmm... Wiem, że nie jestes egoistką od urodzenia, bo nikt nie jest.


            • 11.05.11, 15:04
              A co jest złego w egoizmie? :)

              --
              --------------------
              Si vis pacem, para bellum
            • 11.05.11, 15:18
              well_ness napisała:
              >
              > Wiem, że jeżeli oddzielasz seks od miłości to wynika to z tego, że próbujesz si
              > ę uodpornić na ból.
              Wiesz? To ciekawe, bo ja nic takiego nie wiem. Skąd ta iluminacja? Duchy przodków ci powiedziały?
              Prawda jest taka, że mam duże potrzeby seksualne, a bardzo małą potrzebę wiązania się na stałe. Związek jako taki nie jest dla mnie żadną wartością, dopiero jeśli pojawia się ta osoba jest brany pod uwagę. A ja nie zakochuję się w byle kim, tylko dlatego, że chemia ten teges i on taki dobry dla mnie. To musi być duużo więcej.

              Jeżeli uodparniasz się na cierpienie to uodparniasz się też
              > niechcący na pozytywne emocje. To nie jest tak jak z robieniem siusiu, bo sius
              > iu robisz sama a tutaj jest ktos jeszcze, kto w fizycznym kontakcie powinien by
              > ć dla Ciebie ważnieszy, żeby ten kontakt był udany.
              Ujęła mnie ta metafora. I psychologia za dychę.
              Jezeli sie nie angazujesz t
              > zn. że skupiasz się w tym kontakcie na sobie. Takie coś to jest masturbacja a
              > ten fuck friend jest narzędziem.
              :D Że tak powiem z wyższością, co ty dziecko wiesz? Nie masz pojęcia o relacjach między mną, a moimi kochankami. A to, co sobie wyobrażasz jest naiwne i dalekie od prawdy.
              >
              > Przeżylaś - czas przeszły hmm... Wiem, że nie jestes egoistką od urodzenia, bo
              > nikt nie jest.
              >Logicznym jest, że skoro obecnie nie jestem w związku, to czas przeszły. Nie wykluczam tego, że jeszcze co najmniej jedna miłość mnie w życiu spotka. A egoistką nie jestem ani od urodzenia, ani od wtorku, ani w ogóle wcale. Plączą ci się jakieś pojęcia.
              --
              Kochaj ojczyznę nad życie. Serce oddaj ludziom. Duszę - Bogu. Sobie zostaw godność - przyjdzie sprzedać w trudnych czasach.
            • 11.05.11, 15:44
              Spojz tak na logike

              Czy zalozenie:
              "jeżeli oddzielasz seks od miłości to wynika to z tego, że próbujesz się uodpornić na ból"
              odniaslabys rowniez do mezczyzn?

              Nie. Bo stereotyp mowi, ze im przychodzi latwiej oddzielanie emocji od seksu i czerpanie po prostu przyjemnosci. Nie sadze zeby ktokolwiek szarpnal sie na stwierdzenie, ze faceci uprawiajacy seks bez zobowiazan robia to zeby uodpornic sie na bol.

              Zeby twoje zalozenie bylo prawdziwe, wszystkie kobiety musialby sie w ten schemat wpisywac. Mozliwe, ze jest prawdziwy dla wiekszosci, ale nie mozesz powiedziec ze dla wszystkich.
              Jest wiele cech uznawanych za 'meskie', ktore u wiekszosci kobiet sa slabsze niz u mezczyzn, ale jednak zauwazala czesc nimi dysponuje, jak np chec walki o swoje, wspolzawodnictwa, logiczne myslenie, potrzeba wlasnego terytorium, poszukiwanie wyzwan czy adrenaliny, umiejetnosc czytania mapy.
              U czesci (tak jak u czesci facetow) bedzie to wynikalo z niezdrowych pobudek, a u innych po prostu z natury.

              Podobnie z podejsciem do seksu i emocji. U niektorych mezczyzn i u niektorych mezczyzn bedzie to wynikalo z checi uodpornienia sie na bol, moze sie pojawic jako odreagowanie po jakiejs krzywdzie etc.
              Ale bedzie tez znaczna czesc, ktora sie po prostu urodzila z taka mozliwoscia i oddzielanie od siebie emocji przychodzi jej latwo. Nie jest zaburzenie, zepsuciem czy wynikiem negatywnego przezycia.
              • 11.05.11, 16:25
                > Czy zalozenie:
                > "jeżeli oddzielasz seks od miłości to wynika to z tego, że próbujesz się uodpor
                > nić na ból"
                > odniaslabys rowniez do mezczyzn?

                W przypadku mężczyzn to raczej wypełnianie pustki

                > Nie. Bo stereotyp mowi, ze im przychodzi latwiej oddzielanie emocji od seksu i
                > czerpanie po prostu przyjemnosci. Nie sadze zeby ktokolwiek szarpnal sie na stw
                > ierdzenie, ze faceci uprawiajacy seks bez zobowiazan robia to zeby uodpornic si
                > e na bol.

                Z tego co ja zauważyłam to faceci, którzy wchodza w takie układy to nie są zbyt bystre osobniki. Niby chcieliby się zakochać, ale nie potrafia, bo otaczaja się dziewczynami, którym nie ufaja na tyle by stworzyć z nimi trwały związek a do kobiet którym by mogli zaufać nie maja smiałości.

                Kobiety lepiej radza sobie z emocjami niz mężczyźni, bo im od małego mówi się, że mają być twardzi, nie mogą płakać. Właśnie ci z pozoru maczo wchodza w takie związki i wg mnie wynika to z nieumiejetnosci nazywania emocji, nieumiejętności panowania nad popędem, nieumiejętności przewidywania konsekwencji.

                Na dobre im to nie wychodzi, bo nie sa atrakcyjni dla emocjonalnie zrównoważonej kobiety która by była dobrą matką. O ile chcą mieć dzieci... A jak nie chcą to jest ryzyko wpadki i też problem... No chyba, że nie mogą...
                • 11.05.11, 17:01
                  > Z tego co ja zauważyłam to faceci, którzy wchodza w takie układy to nie są zbyt
                  > bystre osobniki. Niby chcieliby się zakochać, ale nie potrafia,

                  Mowisz tu o ludziach robiacych to seryjnie i traktujacych jako glowna tresc swoich relacji z kobietami.
                  Ja mowie o np facetach majacych dwa dlugie zwiazki, pozniej przez jakis czas jakas kolezanke do seksu a pozniej znowu dlugi zwiazek.

                  I podobnie z kobietami, nikt nie mowi tu o ludziach majacych jedynie fuck buddies, to nie jest cos seryjnego, bo wymiana jednego jedno lub kilkurazowego partnera na innego nie ma nic wspolnego z 'friend' lub 'buddy'.
                • 11.05.11, 18:57
                  well_ness napisała:

                  > Z tego co ja zauważyłam to faceci, którzy wchodza w takie układy to nie są zbyt
                  > bystre osobniki. Niby chcieliby się zakochać, ale nie potrafia, bo otaczaja si
                  > ę dziewczynami, którym nie ufaja na tyle by stworzyć z nimi trwały związek a do
                  > kobiet którym by mogli zaufać nie maja smiałości.
                  (...)
                  Właśnie ci z pozoru maczo wchodza w takie
                  > związki i wg mnie wynika to z nieumiejetnosci nazywania emocji, nieumiejętnoś
                  > ci panowania nad popędem, nieumiejętności przewidywania konsekwencji.
                  >
                  Uomatko, teraz pojechałaś :) Znam mnóstwo facetów, którzy wchodzili w takie relacje. Nie tylko ze mną, żeby była ścisłość. W większości przypadków normalne osobniki. Nie mieli też problemów, by wchodzić w "normalne" związki kiedy poznawali odpowiednią kobietę.
                  --
                  Kochaj ojczyznę nad życie. Serce oddaj ludziom. Duszę - Bogu. Sobie zostaw godność - przyjdzie sprzedać w trudnych czasach.
        • 11.05.11, 15:15
          A moze sa wlasnie na tyle emocjonalne ze potrafia przezywac namietnosc bez zakochania?
          Oraz zakochanie z namietnoscia? Oraz milosc, przyjazn i cala reszte?

          Mi sie wydaje, ze czesc kobiet po prosty myli pociag seksualny do kogos, dreszczyk emocji, ekscytacje wynikajaca z flirtu czy podrywu z zakochaniem. Po czym sa w zwiazku jakis czas, po czym im przechodzi i mowia 'odkochalam sie, juz na mnie nie dziala tak jak kiedys, przestalam czuc to cos'. A fakt jest taki, ze po prostu bylo duzo pociagu seksualnego, po czym jego skonsumowanie i opadniecie.

          Zdarza mi sie darzyc kogos namietnoscia i sympatia, ale bez tego czegos wiecej co byloby potrzebne do zakochania i zwiazku.
          Tak jak zdarza mi sie znalezc kogos, kto zaslugiwalby na 'pelen pakiet' emocji :-)
    • 11.05.11, 12:40
      buhaha, a dlaczego to ONE mają się czuć upokorzone?

      --
      --------------------
      Si vis pacem, para bellum
    • 11.05.11, 12:56
      Tak z grubsza przeczytałam Twoje teksty i myślę, że po prostu Ciebie nie ma kto wystukać nawet za darmochę i nie możesz się z tym pogodzić.

      --
      --------------------
      Si vis pacem, para bellum
      • 11.05.11, 13:03
        izabellaz1 napisała:

        > Tak z grubsza przeczytałam Twoje teksty i myślę, że po prostu Ciebie nie ma kto
        > wystukać nawet za darmochę i nie możesz się z tym pogodzić

        To do mnie?
        • 11.05.11, 13:09
          A to wynika z drzewka?

          --
          --------------------
          Si vis pacem, para bellum
          • 11.05.11, 13:10
            izabellaz1 napisała:

            > A to wynika z drzewka?
            >

            Uderz w stół... ;).


            --
            www.youtube.com/watch?v=rskFaiDIEwA - I Want...
          • 11.05.11, 13:21
            To tylko potwierdzenie, że mam rację.
            • 11.05.11, 13:25
              Nie. Nie masz. To dowodzi, że nie umiesz korzystać z drzewka, albo jesteś tą samą osobą co autorka pierwszego postu tylko pod innym nickiem.

              --
              --------------------
              Si vis pacem, para bellum
              • 11.05.11, 13:29
                Jesli to do autorki to tez potwierdza ze mam racje.
                • 11.05.11, 13:33
                  Spokojnie, to tylko Twoje urojenia.

                  --
                  --------------------
                  Si vis pacem, para bellum
                  • 11.05.11, 15:21
                    Sorry dziewczynki,macie jeszcze albo ciagle ptasie mozdzki.
                    Lepiej posprzatajcie chalupe,bedzie lepsza korzyc niz z tej dyskucji.
                    • 11.05.11, 15:39
                      Dziękuję, ale od sprzątania chałupy mam umyślnych chłopców.
                      --
                      - Jak udowodnić, że obfite jedzenie na noc jest szkodliwe?
                      - A słyszeliście o Ostatniej Wieczerzy?
                • 11.05.11, 13:34
                  well_ness napisała:

                  > Jesli to do autorki to tez potwierdza ze mam racje.

                  Ty nie umiesz czytać drzewka. I tyle twojej racji.
                • 11.05.11, 13:38
                  Jeśli to było do autorki a nie do ciebie to po przeczytaniu twoich postów stwierdzam, że rownie dobrze może być do ciebie.
                  • 11.05.11, 15:29
                    ja rozumiem ze komus taki styl zycia moze nie pasowac - mnie osobiscie tez nie pasuje, tzn nie dla mnie takie uklady. ale w zyciu by mi nie przyszlo do glowy zeby krytykowac osoby ktore tak zyja.
                    skad w was ludzie tyle jadu, osadzania i potepiania? co was obchodzi jak inni zyja? przeciez to nie wasza sprawa
                    • 11.05.11, 15:32
                      rannie.kirsted napisała:

                      > ja rozumiem ze komus taki styl zycia moze nie pasowac - mnie osobiscie tez nie
                      > pasuje, tzn nie dla mnie takie uklady. ale w zyciu by mi nie przyszlo do glowy
                      > zeby krytykowac osoby ktore tak zyja.
                      > skad w was ludzie tyle jadu, osadzania i potepiania? co was obchodzi jak inni z
                      > yja? przeciez to nie wasza sprawa

                      Ja nie osądzam i nie krytykuje. Ja tylko się zastanawiam dlaczego a autorka sie zastanawia czy ktos jest szczesliwy, bo jak nie jest to moze trzeba mu podać rękę.

                      • 11.05.11, 15:40
                        Ty się niunia nie zastanawiasz. Ty z góry autorytarnie stwierdzasz, że kobieta seksu bez uczuć nie lubi, a jak lubi, to jest nieszczęśliwą egoistką.
                        --
                        http://vader.joemonster.org/upload/zlr/5488476f1ff0d4oie_282825Y2zJN5lf.gif
                        • 11.05.11, 15:49
                          triismegistos napisała:

                          > Ty się niunia nie zastanawiasz. Ty z góry autorytarnie stwierdzasz, że kobieta
                          > seksu bez uczuć nie lubi, a jak lubi, to jest nieszczęśliwą egoistką.

                          Ja lubi to jest schlopiala,wynika z tego ze ja jestem zniewiescialy,co by sie zgadzalo z tym co o sobie mysle.Mam kobiece serce i meski umysl.
                        • 11.05.11, 16:00
                          mysle ze ludzie ktorzy takie sady wydaja sami musza miec jakies problemy w tej sferze zycia...
                          • 11.05.11, 16:08
                            rannie.kirsted napisała:

                            > mysle ze ludzie ktorzy takie sady wydaja sami musza miec jakies problemy w tej
                            > sferze zycia...

                            Oczywiscie,bez problemow nie ma rozwiazan.Zycie to scieranie sie przeciwnosci dlatego
                            podlega zasadzie sprzecznosci.
          • 11.05.11, 13:37
            izabellaz1 napisała:

            > A to wynika z drzewka?

            Wiele osób nie umie, znacznie łatwiej zacytować.
            • 11.05.11, 13:41
              A jak nie umieją pisać postów to możemy pisać za nich, nie?
              • 11.05.11, 14:52
                Pomidor.
                • 11.05.11, 14:57
                  Maupa z Planety:P
                  • 11.05.11, 16:20
                    Dziewczyna z imadłem na głowie :p
    • 11.05.11, 14:46
      No tak szczerze to dla mnie to jest chore, ale jest wielu, którym zapewne zupełnie to nie przeszkadza... więc niech każdy robi co mu się podoba wedle własnego sumienia...
      --
      www.facebook.com/pages/VITALIO/381619095883

      tylko zdrowe suplementy, zobacz!
    • 11.05.11, 15:05
      45 letnia stara panna -
      25 letnia singielka z wyboru albo nie z wyboru -
      65 letnia wdowa romansująca w sanatorium -
      30 letnia zdradzona żona -
      osiemnastka z facetem starszym o 15 lat -

      no czy można być szczęśliwą???

      no mam nadzieję,
      bo jeżeli szczęśliwą można być tylko jak jest się młodą, piękną, świeżo zaręczoną narzeczoną młodego i pięknego spadkobiercy wielkiego majątku, który kwiaty nam do stóp rzuca i w ogóle nieba przychyla i będzie nas kochał forever - to w zasadzie 90% tego forum + kobiet w realu
      powinny się od razu pierdo*nąć na linę albo skoczyć z dachu warszawskiego marriotta ...

      aha, w odpowiedzi na pytanie tytułowe - moim zdaniem sex bez zobowiązań nie powoduje natychmiastowego totalnego unieszczęśliwienia, ale pod warunkiem, że uprawiają go osoby które od siebie nawzajem nic innego nie chcą - bo jak przyjdzie jakieś tfu tfu zakochanie no to pozamiatane.


      --
      „Jedynym dowodem na to, że istnieje jakaś pozaziemska inteligencja jest to, że się z nami nie kontaktują.”
      ALBERT EINSTEIN
      • 11.05.11, 16:57
        Ale moja kobieca BIOLOGIA (tak ,kobietami tez steruje biologia) chce czulosci i stabilnosci i poczucia bezpieczenstwa po seksie, a nawet -o zgrozo - przed!!
        Tak ,chce milosci, inaczej seks mnie nie rajcuje i jest jak technika .
        Tak mi mowia hormony.... !! KOBIECE!!

        Facetami rzadzi chemia?
        Kobietami u diabla TEZ !
        I kurde ,nie mam prawa czuc SWOJEJ biologii,
        SWOJEJ natury ??

        A MOJA natura chce tego wszystkiego + seks.

        I nie zadne "stereotypy ,mohery".itd itp to tworza tylko zestaw hormonow wlasciwy dla kazdej kobiety w wieku ROZRODCZYM.
        Proste.



        Prawda jest taka ze niewielki odsetek kobiet czuje sie szczesliwymi jako "fuckbuddy!
        Jesli sa-Buk z nimi
        ale nie tym ktore sobie ( lub ktos im) wmowily ze "radosny seks bez zobowiazan"to jest to.

        I bardziej zrozumiem prostytutke-bo wlasciwie co w tym upokarzajacego?
        Obydwie strony maj sprawe jasna i wiadomo o co chodzi.
        I tyle.
        • 11.05.11, 17:11
          konsta-is-me napisała:

          > I bardziej zrozumiem prostytutke-bo wlasciwie co w tym upokarzajacego?
          > Obydwie strony maj sprawe jasna i wiadomo o co chodzi.
          > I tyle.

          Te kobiety spelnaja jedna z najwazniejszych funkcji w spoleczenstwie.Oczywiscie sa rozne,
          od takich co stoja na ulicy,poprzez agencje i escort service az po jak wyjete z zurnala mody
          hostessy.Mam nadzieje,ze kiedys te z ulicy doczekaja sie swych zwiazkow zawodowych, ubezpieczen
          i swiadzcen socjalnych czyli ich praca bedzie traktowana z nalezytym uszanowaniem.

          • 11.05.11, 17:18
            Zapomnialem napisac jaka wazna funkcje spelniaja call girls.
            Zapobiegaja rozpadowi rodziny w sposob najskuteczniejszy,a ze rodzina
            to podstawowa komorka spoleczna wie kazde dziecko.
        • 11.05.11, 19:00
          Kocham to określenie KAŻDA kobieta. Tiaa, bo każda kobieta kocha kolor zielony i ogórki...
          --
          ''Do d*py z nogami'' - nowy slogan szkoły jogi
    • 11.05.11, 16:41
      a czy tacy fucking friend to sa tez przyjacele? tzn poza seksem np mozna do nich zadzwonic, wyzalic sie i pogadac?czy tylko tacy ze soba do lozka chodza i nic ich juz wiecej nie laczy?

      Ja bym nie potrafiła tylko tak do seksu. Zbyt łatwo przywiazuje sie, podchodze emocjonalnie do wszystkiego. I lubie byc adorowana, rozpieszczana, przytulana:)lubie byc ta jedna wyjatkowa.
      • 11.05.11, 16:57
        lubie.tulipany napisała:

        > a czy tacy fucking friend to sa tez przyjacele? tzn poza seksem np mozna do nic
        > h zadzwonic, wyzalic sie i pogadac?czy tylko tacy ze soba do lozka chodza i nic
        > ich juz wiecej nie laczy?

        A po co? To tylko dobre przyrzady gimnastyczne.Chcialbym miec takie przyjaciolki
        bo wtedy nie musialbym za sex placic.Paradise.


        • 11.05.11, 19:02
          staly_repetent napisał:
          > A po co? To tylko dobre przyrzady gimnastyczne.Chcialbym miec takie przyjaciolk
          > i
          > bo wtedy nie musialbym za sex placic.Paradise.

          I pewnie dlatego ich nie masz. Żadna kobieta nie chce być darmową prostytutką, więc takich kolesi omijają z daleka.
          --
          - Jak udowodnić, że obfite jedzenie na noc jest szkodliwe?
          - A słyszeliście o Ostatniej Wieczerzy?
          • 11.05.11, 19:15
            triismegistos napisała:

            > I pewnie dlatego ich nie masz. Żadna kobieta nie chce być darmową prostytutką,
            > więc takich kolesi omijają z daleka.

            Nie mam bo nie chce miec,wole placic za krotki czas i miec wolnosc.

            • 11.05.11, 21:12
              staly_repetent napisał:
              >
              > Nie mam bo nie chce miec,wole placic za krotki czas i miec wolnosc.
              Aha. A twój płacz, że też chciałbyś mieć takie "koleżanki" to ci się przypadkiem wymsknął :)
              --
              http://vader.joemonster.org/upload/zlr/5488476f1ff0d4oie_282825Y2zJN5lf.gif
              • 12.05.11, 23:01
                On plakal nad kasiorka wydana na panienki.. :P
      • 11.05.11, 17:00
        a czy tacy fucking friend to sa tez przyjacele? tzn poza seksem np mozna do nic
        > h zadzwonic, wyzalic sie i pogadac?czy tylko tacy ze soba do lozka chodza i nic
        > ich juz wiecej nie laczy?
        >
        > Ja bym nie potrafiła tylko tak do seksu. Zbyt łatwo przywiazuje sie, podchodze
        > emocjonalnie do wszystkiego. I lubie byc adorowana, rozpieszczana, przytulana:)
        > lubie byc ta jedna wyjatkowa.

        Na logike, tylko do fizycznego seksu inaczej zaczynaloby by to przypominac zwiazek, nie?
        • 11.05.11, 17:34
          Powaznie? Wystarczy ci seks i mozliwosc wyzalenia sie komus zeby to byl zwiazek?
          • 11.05.11, 18:26
            > Powaznie? Wystarczy ci seks i mozliwosc wyzalenia sie komus zeby to byl zwiazek
            >

            Dlatego napisalam "zaczyna przypominac"-zwiazku przeciez nie tworzysz w kilka dni.
      • 11.05.11, 17:33
        to roznie, ogolnie fajnie jest tez pojsc razem na piwo, czy spacer, czy film obejzec.
        No i pogadac, idiotycznie byloby sexic sie z kims z kim sie nie da porozmawiac.
        Z wyzalaniem sie.. raczej nie.

        Nie wiem jak dla innych, ale z mojej perspektywy to nie musi lub wrecz nie powinien byc ktos totalnie nieznajomy, z ktorym nic poza seksem mnie nie laczy. Wtedy to by juz nie byl buddy raczej ;-)
        Ot, kolega, ale z namietnoscia. Na wylacznosc.

        Czym sie to rozni od zwiazku? Tym ze mnie swoja dziewczyna nie nazywa, za reke nie trzyma, nie wyplakuje sie w ramie, nie ma wymagan czasowych, nie musze sie z nim docierac, starac, nie planuje przyszlosci, nie ma oczekiwan, niczego nie zada, obustronnie jest jasne, ze w kazdym momencie jednym gestem mozna caly uklad wylaczyc.

        Nie ma sie czesci plusow - jak bezpieczenstwo czy bliskosc czy zaufanie, nie ma sie tez wiekszosci minusow - jak koniecznosc kompromisow, wpuszczania kogos do swojego zycia, przyjmowania jego problemow itp.
        • 11.05.11, 17:43
          po-trafie napisała:

          > Nie ma sie czesci plusow - jak bezpieczenstwo czy bliskosc czy zaufanie,

          To jest wystarczajaca przyczyna dla ktorej kobiety szczegolnie bedace juz w stalym zwiazku
          nie powinny tak robic.Brak tych plusow a raczej dosc koniecznych czynnikow dla kobiety
          moze prowadzic do wypalenia sie emocjonalnego i w konsekwencji do jakis obrzydliwych
          nerwic a nawet depresji.
          • 11.05.11, 18:59
            kobiety bedace w zwiazku nie maja fuck friendow tylko zwyczajnie kochankow.
            Tego bym zrobic nie chciala i nie umiala.

            Natomiast kobieta samotna i tak nie ma tych 'plusow' wiec w dyskutowanej sytuacji ma przynajmniej przyjemnosc z seksu :-) Nierozladowane napiecie seksualne tez moze prowadzic do problemow psychoemocjonalnych.
            • 11.05.11, 19:37
              po-trafie napisała:

              > kobiety bedace w zwiazku nie maja fuck friendow tylko zwyczajnie kochankow.

              Naprawde? To chyba tylko w Polsce gdzie bida ino piszczy?

              > Natomiast kobieta samotna i tak nie ma tych 'plusow' wiec w dyskutowanej sytuac
              > ji ma przynajmniej przyjemnosc z seksu :-) Nierozladowane napiecie seksualne te
              > z moze prowadzic do problemow psychoemocjonalnych.

              Kobieta samotna nie moze miec przyjemnosci z takiego seksu,chyba ze ma jakies
              zaburzenia emocjonalne.Dla takiej kobiety to nie jest rozladowanie,to gorsze niz onanizm.
              • 11.05.11, 21:13
                staly_repetent napisał:
                >
                > Kobieta samotna nie moze miec przyjemnosci z takiego seksu,chyba ze ma jakies
                > zaburzenia emocjonalne.Dla takiej kobiety to nie jest rozladowanie,to gorsze ni
                > z onanizm.
                Jednym słowem jeśli fakty nie zgadzają się z teorią to tym gorzej dla faktów :))
                --
                - Jak udowodnić, że obfite jedzenie na noc jest szkodliwe?
                - A słyszeliście o Ostatniej Wieczerzy?
                • 11.05.11, 23:01
                  Mi sie raczej nasuwa pytanie, jak bardzo zly jest onanizm. Tak na rok pokuty?
                  Dwa?
                  Piec?
                  Cale zycie pelne skruchy i wypominania sobie tego bledu? :-D
                  Czy jak kobieta kupuje wibrator, to w komplecie powinna brac szubieniczna petle?
                  • 12.05.11, 17:41
                    Za onanizm całe życie w celibacie :)
        • 11.05.11, 19:09
          A sam poziom np. eksperymentów w związku? Czy w takim seksie robi się takie same, tak samo intymne rzeczy jak w związku?
          • 11.05.11, 19:12
            Owszem. Na "eksperymenty" ludzie decydują się dla przyjemności, nie dla miłości.
            --
            Muminki cię widzą, muminki cię śledzą, muminki cię znajdą, zabiją i zjedzą!
            • 11.05.11, 19:14
              No ale jednak chyba z osobą, którą się jest w związku jest jednak większy poziom intymności i zaufania?
              • 11.05.11, 22:06
                Oczywiście! Dlatego to osobie, z którą jestem w ziązku powierzam moje sekrety, myśli, uczucia. Ale seks z tym nie ma za wiele wspólnego. Albo inaczej, trochę też ma, ale jakby z drugiej strony.
                --
                ''Do d*py z nogami'' - nowy slogan szkoły jogi
                • 11.05.11, 22:09
                  Czyli bez zobowiązań można robić nawet najbardziej wyuzdane i figlarne rzeczy?
                  • 11.05.11, 22:14
                    Jeśli obu stronom sprawia to frajdę :)
                    --
                    Bukkake jest wtedy jak Mamusia i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś razem postanowią, że Mamusia potrzebuje specjalnego kremu do nawilżania twarzy.
                    • 12.05.11, 17:41
                      Ciekawie jakiej kobiecie ze mną by to sprawiało frajdę :D
                      • 12.05.11, 23:08
                        Znajac twoje poglady wyrazane na tym forum: Nie zadawaj pytan na ktore nie chcial bys uslyszec odpowiedzi.. :P
                        • 13.05.11, 00:18
                          A jakie ja mam niby poglądy? Uważam, się za osobę dość liberalną
                          • 13.05.11, 00:27
                            > A jakie ja mam niby poglądy? Uważam, się za osobę dość liberalną

                            Liberalny 20 letni prawiczek? Wolne zarty..

                            Liberalne poglady to nie jest oczekiwanie od kobiety by byla dziewica, ani zeby nie miala tylu kochankow ile jej sie podobalo..
                            • 13.05.11, 00:33
                              Ja niczego od kobiety nie oczekuję, poza tym nikogo nie obrażam i nikomu niczego nie bronię. I jakie to pytania, na które nie chciałbym usłyszeć odpowiedzi? Jakie odpowiedzi?
                              • 13.05.11, 00:35
                                > Ja niczego od kobiety nie oczekuję, poza tym nikogo nie obrażam i nikomu niczeg
                                > o nie bronię. I jakie to pytania, na które nie chciałbym usłyszeć odpowiedzi? J
                                > akie odpowiedzi?

                                Pytanie jakie zadales "Ciekawie jakiej kobiecie ze mną by to sprawiało frajdę :D "
                                • 13.05.11, 00:41
                                  Uważasz, że nie ma takich kobiet? Bo mi się wydaje, że jednak są
                                  • 13.05.11, 01:27
                                    > Uważasz, że nie ma takich kobiet? Bo mi się wydaje, że jednak są

                                    Jaka frajde mozna miec z kims kto nic nie umie.. ?
                                    • 13.05.11, 09:38
                                      Może mam inne zalety, poza tym może też bym się szybko uczył?
          • 11.05.11, 23:06
            A to ja np roznie, w zaleznosci od czlowieka. Tylko jeden byl taki z ktorym bym moglabym eksperymentowac, robic dziwactwa i ogolnie to wcale z lozka nie wychodzic.
            Do reszty jednak nie mialam ani takiego zaufania, ani checi.
            • 12.05.11, 17:42
              Czyli tak jak pisałaś seks w związku chyba najlepszy ;)
      • 11.05.11, 18:59
        ubie.tulipany napisała:

        > a czy tacy fucking friend to sa tez przyjacele? tzn poza seksem np mozna do nic
        > h zadzwonic, wyzalic sie i pogadac?czy tylko tacy ze soba do lozka chodza i nic
        > ich juz wiecej nie laczy?
        >
        Całe spektrum zachowań, od bycia pogotowiem seksualnym na telefon po naprawdę bliskie, przyjacielskie relacje.
        --
        - Jak udowodnić, że obfite jedzenie na noc jest szkodliwe?
        - A słyszeliście o Ostatniej Wieczerzy?
    • 11.05.11, 21:00
      MOŻNA!
      • 11.05.11, 21:20
        triismegistos 11.05.11, 19:12 Odpowiedz Owszem. Na "eksperymenty" ludzie decydują się dla przyjemności, nie dla miłości.

        Chyba raczej z ciekawosci?
        • 11.05.11, 21:30
          No, z ciekawości na pewno :) Ale główną motywacją jest przyjemność.
          --
          Muminki cię widzą, muminki cię śledzą, muminki cię znajdą, zabiją i zjedzą!
          • 11.05.11, 21:37
            ze swoim postępowaniem i światopoglądem na wartościowego i kochającego męża nawet nie masz co liczyć


            --
            forum.gazeta.pl/forum/f,102329,Kobieta_bez_cenzury.html

            Demokracja to ustrój w którym każdy może powiedzieć co myśli nawet jeśli nie myśli.
            • 11.05.11, 21:50
              jan_hus_na_stosie napisał:

              > ze swoim postępowaniem i światopoglądem na wartościowego i kochającego męża naw
              > et nie masz co liczyć

              Eeee tam...
              Bez przesadyzmu...;)
              Na to nigdy nie mozna liczyc na 100%
              • 11.05.11, 21:53
                na 100% pewnie nie, ale ona swoje szanse zmniejszyła do zera


                --
                forum.gazeta.pl/forum/f,102329,Kobieta_bez_cenzury.html

                Demokracja to ustrój w którym każdy może powiedzieć co myśli nawet jeśli nie myśli.
                • 12.05.11, 23:15
                  Nie zgadzam sie, chyba zeby byla taka kompletna idiotka, zeby mu o wszystkim powiedziec.
                  To tak samo jak z prostytutkami- one albo wychodza za klientow, ktorzy o wszystkim wiedza i to akceptuja, albo nigdy nikomu nie moga o niczym powiedziec do konca zycia..
            • 11.05.11, 22:02
              jan_hus_na_stosie napisał:

              > ze swoim postępowaniem i światopoglądem na wartościowego i kochającego męża naw
              > et nie masz co liczyć
              >
              >

              Jeśli ta myśl ma rozświetlić twoją szarą egzystencje, to cieszę się, że sprawiłam ci nieco radości :)
              --
              http://vader.joemonster.org/upload/zlr/5488476f1ff0d4oie_282825Y2zJN5lf.gif
              • 11.05.11, 22:16
                ale taka jest prawda, mężczyzna mając do wyboru normalną kobietę i taką puszczającą się to wybierze tą pierwszą

                jeśli wybierze tą drugą to znaczy, że jest zwykłym hedonistą, egoistą i dupkiem, nie posiadającym żadnych wartości moralnych, podobnie zresztą jak jego wybranka



                --
                forum.gazeta.pl/forum/f,102329,Kobieta_bez_cenzury.html

                Demokracja to ustrój w którym każdy może powiedzieć co myśli nawet jeśli nie myśli.
                • 11.05.11, 22:25
                  Tak, oczywiście :) Jak wiadomo radosny seks jest odznaką samych paskudnych cech charakteru, w przeciwieństwie do pełnego satysfakcji wyobrażania sobie różnych nieszczęść spotykających bliźnich :)
                  --
                  - Jak udowodnić, że obfite jedzenie na noc jest szkodliwe?
                  - A słyszeliście o Ostatniej Wieczerzy?
                  • 11.05.11, 22:33
                    jesteś upośledzona emocjonalnie, nie wiesz czym jest prawdziwa miłość, nigdy jej nie zaznałaś





                    --
                    forum.gazeta.pl/forum/f,102329,Kobieta_bez_cenzury.html

                    Demokracja to ustrój w którym każdy może powiedzieć co myśli nawet jeśli nie myśli.
                    • 11.05.11, 22:37
                      Widzę, że wiesz na mój temat rzeczy, o których ja nie miałam pojęcia :) Co jeszcze mi o mnie powiesz?
                      • 11.05.11, 22:50
                        dziwie ci sie ze chce ci sie z dziwakiem dyskutowac
                        • 11.05.11, 22:53
                          Zawsze fascynowały mnie aberracje :)
                          --
                          - Jak udowodnić, że obfite jedzenie na noc jest szkodliwe?
                          - A słyszeliście o Ostatniej Wieczerzy?
                          • 11.05.11, 22:57
                            mnie tam raczej przeraza lekko swiadomosc jak niektorzy maja narabane w glowach...a rozmowca zdaje sie miec, no chyba ze taki z niego zartownis hyhy
                            • 11.05.11, 23:03
                              Tego rozmówcę mocno podejrzewam o to, że ma narąbane pod kopułą. Z tego, co pisze na forum wyłazi jakaś niesamowita pogarda dla innych ludzi, satysfakcja z cudzego nieszczęścia, próba narzucania innym swojego światopoglądu... Nie wiem skąd to wynika. Instynktownie odnoszę wrażenie, że to sposób wypełnienia jakiejś pustki w życiu, ale niestety, świat nie jest taki prosty. Niestety, bo wystarczyłoby, zeby ułożył sobie życie i stałby się normalnym człowiekiem.
                              --
                              - Jak udowodnić, że obfite jedzenie na noc jest szkodliwe?
                              - A słyszeliście o Ostatniej Wieczerzy?
                              • 12.05.11, 22:45
                                ja juz jakis czas temu stracilam cierpliwosc i nie widze juz postow kombi/jozef/jan hus i paru innych podobnych (no chyba ze sie nie zaloguje). dzieki czemu ilosc watkow i postow zmalala o jakas polowe:D:D
                    • 11.05.11, 22:37
                      Po co mieszasz do tego miłość?
                      Mówimy o zaspokajaniu popędu seksualnego. Co miłość ma do tego?

                      --
                      www.youtube.com/watch?v=rskFaiDIEwA - I Want...
                      • 11.05.11, 22:42
                        A, bo jasio to taki forumowy mędrek, zawsze lepiej od rozmówców wie co im w głowie siedzi, co zrobią i co ich spotka. I zawsze z satysfakcją prorokuje jakieś nieszczęścia. Cóż, mi jego wyobrażenia krzywdy nie robią, niech ma chłopak coś z życia :)
                        --
                        Kochaj ojczyznę nad życie. Serce oddaj ludziom. Duszę - Bogu. Sobie zostaw godność - przyjdzie sprzedać w trudnych czasach.
                      • 11.05.11, 23:10
                        timetotime napisała:

                        > Po co mieszasz do tego miłość?
                        > Mówimy o zaspokajaniu popędu seksualnego.

                        tym się różnimy od zwięrzątków, że potrafimy kontrolować swoje popędy i emocje, a przynajmniej w znaczącym stopniu, niemniej wiele ludzi nie różni się w tym względzie od zwierzątków niczym



                        --
                        forum.gazeta.pl/forum/f,102329,Kobieta_bez_cenzury.html

                        Demokracja to ustrój w którym każdy może powiedzieć co myśli nawet jeśli nie myśli.
                        • 11.05.11, 23:13
                          jan_hus_na_stosie napisał:

                          > timetotime napisała:
                          >
                          > > Po co mieszasz do tego miłość?
                          > > Mówimy o zaspokajaniu popędu seksualnego.
                          >
                          > tym się różnimy od zwięrzątków, że potrafimy kontrolować swoje popędy i emocje,
                          > a przynajmniej w znaczącym stopniu, niemniej wiele ludzi nie różni się w tym w
                          > zględzie od zwierzątków niczym
                          >

                          Ale ja kontroluję mój popęd, nie gwałcę kogo popadnie, siłą faceta nie biorę :). Uprawiamy seks z faking friendem za obopólną zgodą, przyjemność mają obie strony :). W imię czego mam czekać na Wielką Miłość by zaliczyć fajny orgazm?
                          Sfrustrowany człowiek - zły człowiek.


                          --
                          www.youtube.com/watch?v=rskFaiDIEwA - I Want...
                          • 11.05.11, 23:16
                            W imię czego mam czekać na Wielką Miłość
                            w tym masz rację - nie warto czekać na coś co nie istnieje.
                            • 11.05.11, 23:20
                              gr.eenka napisał:

                              > W imię czego mam czekać na Wielką Miłość
                              > w tym masz rację - nie warto czekać na coś co nie istnieje.

                              A mała istnieje? A średnia istnieje? Moze chociaz taka maciupeńka?
                              • 12.05.11, 00:11
                                wypowiedziami na tym watku i calym forum w ogole.
                                Chyba zmienie plany moich wakacji i zamiast do Polski
                                pojade sobie do mojej pustelni w Californii.
                                Zona mial racje mowiac ,Przestan w koncu myslec o tej Polsce,zostaw ja.
                                Polska nie isntnieje.:(

                            • 11.05.11, 23:43
                              gr.eenka napisał:

                              > W imię czego mam czekać na Wielką Miłość
                              > w tym masz rację - nie warto czekać na coś co nie istnieje.

                              nie musi być od razu Wielka, ważne aby w ogóle była :)



                              --
                              forum.gazeta.pl/forum/f,102329,Kobieta_bez_cenzury.html

                              Demokracja to ustrój w którym każdy może powiedzieć co myśli nawet jeśli nie myśli.
                          • 12.05.11, 13:08
                            do timetotime-no,ale jak Wy to robicie? Jak tu brak emocji,zakochania i tego czegoś.

                            Co? Idziesz do niego i mówisz:no dzisiaj panie X to sie pokochamy,bo jak pana zobaczyłam to nabrałam ochoty??!!! Czy jak??

                            Przecież to oczywiste,że się gość spłoszy.
                            • 12.05.11, 13:19
                              niceflower454 napisała:

                              > do timetotime-no,ale jak Wy to robicie? Jak tu brak emocji,zakochania i tego cz
                              > egoś.
                              >
                              > Co? Idziesz do niego i mówisz:no dzisiaj panie X to sie pokochamy,bo jak pana z
                              > obaczyłam to nabrałam ochoty??!!! Czy jak??
                              >
                              > Przecież to oczywiste,że się gość spłoszy.

                              Czyli przeraża cię, że tak powiem logistyka?
                              --
                              Muminki cię widzą, muminki cię śledzą, muminki cię znajdą, zabiją i zjedzą
                            • 13.05.11, 11:08
                              Jest bardzo wiele sposobow i sygnalow, w ktore dwoje ludzi potrafi sobie pokazac, ze ma na siebie ochote.
                              Mozna rzucac spojzenia, flirtowac, wymieniac sugestie, po czym przejsc do czynu.
                              Mozna zadzwonic do faceta, z ktorym taka sytuacja sie juz zdarzala i powiedziec ze czujesz ze dzis jest wieczor w ktorym jego towarzystwo do filmu/wina/cokolwiek byloby idealne.

                              Serio nikt cie nigdy nie podrywal? Ty nigdy nikogo nie podrywalas? Nie tanczylas z nikim w taki sposob, ze moznaby zasilic mala wioske napieciem ktore miedzy wami powstaje?
                              • 13.05.11, 11:27
                                po-trafie napisała:
                                .
                                > Mozna zadzwonic do faceta, z ktorym taka sytuacja sie juz zdarzala i powiedziec
                                > ze czujesz ze dzis jest wieczor w ktorym jego towarzystwo do filmu/wina/cokolw
                                > iek byloby idealne.

                                O! I zwykle tak to przebiega u mnie :).
                                Dzwonię i zapraszam na dobre wino/lasagne/chińszczyznę.
                                Czasami to on dzwoni i pyta czy mam dzisiaj ochotę coś przekąsiać ;).
                                Mam ochotę - jadę, nie mam - nie jadę. A i on, jak ma inne plany, nie wpada na lasagne. Prosty, klarowny układ. Nikt do nikogo nie ma pretensji, nie czuje żalu, nie rości sobie praw do wyłączności.


                                > Serio nikt cie nigdy nie podrywal? Ty nigdy nikogo nie podrywalas? Nie tanczyla
                                > s z nikim w taki sposob, ze moznaby zasilic mala wioske napieciem ktore miedzy
                                > wami powstaje?

                                Tabuny, na bank tabuny, zaraz się przekonasz ;).




                                --
                                www.youtube.com/watch?v=rskFaiDIEwA - I Want...
                          • 12.05.11, 22:46
                            Co jeśli jakiś super facet nie będzie w stanie zaakceptować Twojej przeszłości?
                            • 13.05.11, 12:24
                              To nie będzie takim super facetem ;)
                              --
                              Bukkake jest wtedy jak Mamusia i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś razem postanowią, że Mamusia potrzebuje specjalnego kremu do nawilżania twarzy.
                              • 17.05.11, 18:14
                                Każdy musi być super tolerancyjny? ;)
                            • 13.05.11, 12:41
                              Nie bedzie super. Nie zwiazalabym sie z facetem, ktory mnie nie akceptuje.
                              • 17.05.11, 18:13
                                Szkoda, że wiele kobiet woli kłamać w tej materii :(
                        • 11.05.11, 23:15
                          Jak już ustaliliśmy, radosny seks dający przyjemność wszystkim zainteresowanym jest dowodem braku kontroli emocji, a plucie jadem na bliźnich dowodem na ich opanowanie :) Dobranoc, jasiu, miłego zapluwania się życzę.
                          --
                          Kochaj ojczyznę nad życie. Serce oddaj ludziom. Duszę - Bogu. Sobie zostaw godność - przyjdzie sprzedać w trudnych czasach.
                          • 11.05.11, 23:16
                            dobranoc, samotna kobieto, teraz i po wieczne czasy, amen :D


                            --
                            forum.gazeta.pl/forum/f,102329,Kobieta_bez_cenzury.html

                            Demokracja to ustrój w którym każdy może powiedzieć co myśli nawet jeśli nie myśli.
                            • 12.05.11, 10:09
                              Oo, to do grona rzeczy, które sobie wykonfabulowałeś dorzuciliśmy samotność? Jasiu, jasiu, co ty wiesz o życiu?
                              --
                              - Jak udowodnić, że obfite jedzenie na noc jest szkodliwe?
                              - A słyszeliście o Ostatniej Wieczerzy?
                • 12.05.11, 09:04
                  nie ma dwoch takich samych kobiet, rozniacych sie jedynie iloscia partnerow seksualnych, czy swoim podejsciem do nich.
                  jest caly zestaw wielu wielu cech, ktore dla kogos maja wartosc, ktore kocha. Idac za twoim twierdzeniem, dla kazdego 'mezczyzny', to czy przy kazdym seksie w zyciu kobieta kochala na zaboj jest wazniejsze niz inteligencja, podejscie do swiata, wrazliwosc, lojalnosc, odpowiednie poczucie humoru, marzenia, plany, zaufanie czy wiele innych rzeczy, ktore decyduja o tym, ze chce sie z kims zwiazac?

                  Jest wiele WIELE cech, ktore sa nie do zniesienia, z ktorymi nie da sie przezyc, lub ktore w dluzszym lub krotszym czasie rozwalaja malzenstwo czy zwiazek. Ilosc partnerow seksualnych nie znajduje sie prawdopodobnie nawet w top 100. I sa faceci ktorzy to wiedza, i traktuja fakt posiadania w przeszlosci fuck friendow jako +- tak wazne jak umiejetnosc gotowania barszczu.
                  • 12.05.11, 10:14
                    Ale żeby docenić te "inne cechy" trzeba coś sobą reprezentować. Żeby cenić inteligencję, mądrość, oczytanie, trzeba być jeneligentem. By doceniać fajny charakter trzeba go posiadać. Żeby docenić ciekawą osobowość wypadałoby także ją mieć. Jak ktoś z całego zestawu różnych zalet posiada "cnotę niezłomną" i nic więcej to cóż może cenić w partnerce?
                    --
                    Bukkake jest wtedy jak Mamusia i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś i Tatuś razem postanowią, że Mamusia potrzebuje specjalnego kremu do nawilżania twarzy.
                    • 12.05.11, 11:03
                      triismegistos napisała:

                      > Ale żeby docenić te "inne cechy" trzeba coś sobą reprezentować. Żeby cenić inte
                      > ligencję, mądrość, oczytanie, trzeba być jeneligentem. By doceniać fajny charak
                      > ter trzeba go posiadać. Żeby docenić ciekawą osobowość wypadałoby także ją mieć
                      > . Jak ktoś z całego zestawu różnych zalet posiada "cnotę niezłomną" i nic więce
                      > j to cóż może cenić w partnerce?


                      Ważna jest jakość życia - wygodny dom, ubrania, dobre jedzenie itd. Żeby to osiagnąć musimy znaleźć dobrą pracę a żeby znaleźć pracę potrzebna jest nam inteligencja, błyskotliwość, elokwencja. To są cechy, które w życiu zawodowym pomagaja, bo taka osoba łatwiej moze coś sprzedać. W zwiazku z cech, które wymieniłaś liczy sie jedynie mądrość , bo dom to jest azyl w którym sie odpoczywa a nie miejsce w którym sie rywalizuje, pokazuje swoją wyższość,czy coś sprzedaje. Inteligencja, elokwencja itd. liczą się na etapie wybierania życiowego partnera. Szukamy kogoś na swoim poziomie.

                      cnota
                      1. «zespół dodatnich cech moralnych»
                      2. «przestrzeganie zasad etyki»
                      3. «czyjeś dodatnie cechy charakteru»
                      4. «dziewictwo»
                      Coś złego wg Ciebie?

                      inteligencja - pojecie które kazdy inaczej definiuje
                      fajny charakter - dla kazdego oznacza coś innego
                      ciekawa osobowość - to samo

                      Wydaje mi sie, ze Ty sama nie wiesz jak sobie te pojęcia definiujesz.

                      Nawet po Twoim sposobie pisania widać, ze nie jestes szczesliwa z tym Twoim fuck friendem.
                      • 12.05.11, 12:35
                        Pisząc, ze serwujesz psychologię za dychę pomyliłam się. Twoje wywody nie są nawet tyle warte.
                        --
                        ''Do d*py z nogami'' - nowy slogan szkoły jogi
                      • 12.05.11, 13:12
                        > "W zwiazku z cech, które wymieniłaś"

                        Powaznie? W codziennym byciu z kims inteligencja czy bliskotliowosc czy oczytanie nie graja dla Ciebie zadnej roli? Dla mnie graja, nie pod katem zarobkowym (inteligentny i oczytany facet moze byc totanie niemajetnym fotografem, podroznikiem czy chociazby nauczycielem), ale pod katem przyjemnosci codziennego przebywania z soba. Zartu, rozmowy, komentarza, dzielenia sie myslami.
                        Moj facet imponuje mi blyskotliwoscia i elokwencja, rozbraja riposta, cieszy zartem. Gdyby byl ogromnie madrym niekomunikatywnym, sztywnym mrukiem, to nie umialabym wyobrazic sobie spedzenia z nim zycia.

                        > dom to jest azyl w którym sie odpoczywa

                        Jesli dla Ciebie odpoczynek to lezenie plackiem przed TV, wspolne sprztanie lub codzienne patrzenie w ciszy i bezpieczenstwie na siebie, to szanuje taki wybor, ale go nie podzielam.
                        Dla mnie odpoczynek niezbyt czesto jest cisza. Jest wspolna rozmowa, dyskusja, wspolnym czytaniem, dzieleniem sie myslami, aktywnie czy kreatywnie spedzonym czasem.
                        Wspolna nauka, czy wspolnym sportem, czy wspolnym spotkaniem ze znajomymi.
                        Inteligencja czy elokwencja nie przydaje sie jedynie do sprzedazy czegos czy rywalizacji, wiesz? Moze sluzyc do przyjemnej, ciekawej, porywajacej rozmowy.

                        > inteligencja - pojecie które kazdy inaczej definiuje
                        > fajny charakter - dla kazdego oznacza coś innego
                        > ciekawa osobowość - to samo
                        >
                        > Wydaje mi sie, ze Ty sama nie wiesz jak sobie te pojęcia definiujesz.

                        Osobiscie dosc dobrze wiem, w jaki sposob te pojecia definiuje, zdaje sie ze triss tez.
                        Dla mnie, sa one duzo DUZO wazniejsze niz czyjas przeszlosc seksualna, czy wstrzemiezliwosc. Duzo wyzej cenie chociazby to czy ktos jest dobrym czlowiekiem.
                        Mozna byc wstrzemiezliwym i okrutnym. Mozna byc rozwiazlym i dobrym.
                        To sie nie wyklucza.

                        Czy dla ciebie nie ma cech wazniejszych niz seksualna cnotliwosc? Jak wysoko ja cenisz? Czy nie umiesz wyobrazic sobie mezczyzny, ktory by cie zafascynowal, ktorego bys pokochala, a ktorego jedna z wad jest przeszle rozpustne zycie?
                        • 12.05.11, 15:18
                          po-trafie napisała:


                          > Czy dla ciebie nie ma cech wazniejszych niz seksualna cnotliwosc? Jak wysoko ja
                          > cenisz? Czy nie umiesz wyobrazic sobie mezczyzny, ktory by cie zafascynowal, k
                          > torego bys pokochala, a ktorego jedna z wad jest przeszle rozpustne zycie?

                          Tak ludzie sie zmieniaja. Interesuja mnie skutki jakie ta przeszlosc ma w terazniejszosci. To może być nerwica, jakies powiernice ktorym sie zwierza z naszych wspolnych problemow zamiast ze mna przedyskutowac, frustracja...,

                          Sex friend to nie jest cos co sie chce pamietac i czym sie chce chwalic. To jest ucieczka, lekarstwo przeciwbólowe kiedy akurat ma sie gorszy etap w życiu. A jak sie zaczyna lepszy etap to tego sie wstydzi i pragnie zapomnieć.
                          • 12.05.11, 15:37
                            well_ness napisała:

                            > Sex friend to nie jest cos co sie chce pamietac i czym sie chce chwalic. To jes
                            > t ucieczka, lekarstwo przeciwbólowe kiedy akurat ma sie gorszy etap w życiu. A
                            > jak sie zaczyna lepszy etap to tego sie wstydzi i pragnie zapomnieć.

                            Nie wstydzę się żadnego z moich ff. Jednych wspominam bardzo mile, innych mniej. Z jednym, mimo wielu lat, jakie upłynęły od zmiany relacji utrzymuję bardzo serdeczne kontakty, a nawet poznałam go z moim byłym (wtedy jeszcze aktualnym), i polubili się.
                            --
                            http://vader.joemonster.org/upload/zlr/5488476f1ff0d4oie_282825Y2zJN5lf.gif
                          • 12.05.11, 17:21
                            Tu nie chodzi o to ze ludzie sie zmieniaja. Gdzie ktos mowil o zmianie?

                            W momencie bycia osoba wolna, moge miec sex friendow. W momencie kiedy jestem szczesliwie zwiazana, nie ma o tym mowy, ale nadal jestem tym samym czlowiekiem. Czlowiekiem, ktory lubi sie cieszyc seksem i swoja cielesnoscia, dla ktorego seks jest jednym z waznych elementow zycia, swiadomym swojej seksualnosci. Nie najwazniejszym, ale waznym. I moj partner wlasnie taka mnie kocha.
                            Nie jestem z tego dumna i nie uznaje tego za powod do chwaly i umieszczania w CV jako najwiekszego zyciowego osiagniecia, ale nie jest to tez cos wstydliwego, co potrzebuje ukryc pod lozkiem i nigdy do tego nie wracac. I chce to pamietac! Kazdy moment swojego zycia chce pamietac!
                            Zrobilam z 2-3 rzeczy ktorych sie wstydze i ktorych nigdy bym nie powtorzyla i zadna z nich nie byla ani troche zwiazana z seksem.

                            A sprawa powiernic, to zupelnie inna kwestia. Kobieta ktora przed toba nie miala nikogo za to grono wiernych przyjaciolek lub kobiet z rodziny ma takie same jak nie wieksze szanse byc megafonem waszego zycia intymnego.
                            Bo wszystko nowe, bo nie jest pewna czy cos jest naturalne, bo boi sie spytac, bo nie czuje sie swobodnie rozmawiajac o czyms takim jak bliskosc fizyczna, bo jak na razie rozmawiala o mezczyznach zamiast z nimi, to z przyjaciolkami.

                            Bycie niezwiazana nie jest 'gorszym' czy slabszym etapem w zyciu. Jestczasem innym niz bycie w zwiazku, ma swoje plusy i minusy, radosci i smutki, ale zdecydowanie chce je pamietac.
                            Co do nerwic - brak rozladowania seksualnego moze poglebiac niektore problemy, wlasnie takie jak nerwice, czy depresje.

                            Balabym sie zwiazac z facetem, ktory poscil od miesiecy.

                • 12.05.11, 23:21

                  > ale taka jest prawda, mężczyzna mając do wyboru normalną kobietę i taką puszcza
                  > jącą się to wybierze tą pierwszą
                  >
                  > jeśli wybierze tą drugą to znaczy, że jest zwykłym hedonistą, egoistą i dupkiem

                  Hedonista i egoista wybiera sobie za zone prostytutke, albo byla prostytutke?! No to niezle pojechales.. Jestes humanista, ze masz tak spaczone logiczne myslenie?

                  Skoro dzieli sie z innymi facetami, zeby mogli zakosztowac rozkoszy w rekach jego zony, i nie jest o to zazdrosny, to jak mu zarzucic egoizm.. ;) Wrecz przeciwnie, ja byl powiedzial..

                  > , nie posiadającym żadnych wartości moralnych, podobnie zresztą jak jego wybran
                  > ka

                  Tu sie zgadzam.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.