• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Wykastrowałam faceta Dodaj do ulubionych

  • 31.05.11, 22:45
    Jak w temacie chyba wykastrowałam faceta, albo to we mnie się coś wypaliło, albo związek się kończy, sama już nie wiem. Poznałam faceta, fajnego, męskiego, zdecydowanego. Przez rok z kawałkiem związek na odległość, dość trudne to było, kilka rozstań i powrotów. Potem spróbowaliśmy wszystko jeszcze raz no i podjęliśmy decyzję o wspólnym zamieszkaniu, on się do mnie wprowadził. Wszystko rzucił, wszystko pozmieniał, jesteśmy zaręczeni. A mi się do ślubu nie śpieszy, do dzieci też nie, ostatnio nawet mam jakby coraz mniejszą ochotę na seks z nim. Pracuje głównie w domu, ale ostatnio ma mniej zleceń i niemal wszystkie finanse są na mojej głowie. Czuję się tym nieco zaszczuta, ale to temat na inny wątek. Ogólnie wkopał mnie w dość poważne problemy fiannsowe, które obecnie staram się rozwiązywać jak mogę. Ale mam wrażenie, że jakiegoś takiego szacunku do mężczyzny-myśliwego już we mnie nie wzbudzi. Siedzi w domu, a ja latam załatwiam kombinuje, on niby też, tylko że ostatecznie zwierzynę to ja przynoszę do domu. Do tego w domu wcale nie jest zrobione na błysk, często gęsto to ja muszę go pocieszać. Dużo można pisać, oprócz tego oczywiście mnie kocha, widzę to, bo okazuje to, a nie tylko mówi, stara się jak może. Tylko ja się zaczynam zastanawiać, czy to wszystko rzeczywiście chcę żeby tak wyglądało, czy chcę w tym być. W trudnych, bardzo trudnych momentach jest i był dla mnie ogromnych wsparciem, jako przyjaciel jest wspaniały, dogadujemy się, żartujemy, wspieramy, wierzy we mnie, ale jako mężczyzna... Sama już nie wiem.
    Zaawansowany formularz
    • 31.05.11, 23:21
      aha, czyli jak tobie zle i pomagaja to dobrze, jak komus zle to juz pomaganie z twojej strony cie wyobcowuje jak w polskim kinie w okopach lol no coz, chcesz rady? kub sobie pieniek i za niego wyjdz, bo tylko do tego sie nadajesz z tak ciekawym podejsciem. a przepraszam, ty sie wciaz zastanawiasz...
      --
      czasem bywam tu i tam ;)
      • 01.06.11, 14:34
        Tekst wygląda na klasyczną podpuchę :)
    • 31.05.11, 23:25
      Ale gdzie to wykastrowanie?
      Ze co? Ze jestes silna? Ze jemu nei wszystko sie udaje???
      Dorosnij....
    • 31.05.11, 23:26
      Nie trzeba się aż tak rozpisywać, żeby stwierdzić fakt, że faceta nie kochasz i chcesz odejść. Potrzebujesz wsparcia w tej decyzji ? Nie sądzę.
      • 31.05.11, 23:36
        bo facet ma być twardy, zawsze odnosić sukcesy i przynosić dużo kasiory do domu, a jak nie to won!



        --
        forum.gazeta.pl/forum/f,102329,Kobieta_bez_cenzury.html

        Demokracja to ustrój w którym każdy może powiedzieć co myśli nawet jeśli nie myśli.
        • 01.06.11, 08:37
          jan_hus_na_stosie napisał:

          > bo facet ma być twardy, zawsze odnosić sukcesy i przynosić dużo kasiory do domu
          > , a jak nie to won!

          A to nie ty przypadkiem pisałeś, że w związku tylko jedna osoba może nosić spodnie i to musi być facet?
          • 01.06.11, 08:46
            jedno nie wyklucza drugiego, każdy czasem odnosi sukcesy a czasem porażki, nawet taki duży facet jak Pudzian :)


            --
            forum.gazeta.pl/forum/f,102329,Kobieta_bez_cenzury.html

            Demokracja to ustrój w którym każdy może powiedzieć co myśli nawet jeśli nie myśli.
            • 01.06.11, 08:49
              Sukcesów na razie brak. A pan po prostu jest w domu. Nawet sie nim nie zajmuje. Jak w tej samej sytuacji oceniłbyś kobiete? Równie pobłażliwie?
              • 01.06.11, 08:59
                wersja_robocza napisała:

                > Sukcesów na razie brak. A pan po prostu jest w domu. Nawet sie nim nie zajmuje.

                może nie ma czasu? że też niektórym się wydaje, że jak ktoś pracuje w domu to ma czas na posprzątanie, zrobienie zakupów i gotowanie....





                --
                forum.gazeta.pl/forum/f,102329,Kobieta_bez_cenzury.html

                Demokracja to ustrój w którym każdy może powiedzieć co myśli nawet jeśli nie myśli.
                • 01.06.11, 09:05
                  Wcale mi się tak nie wydaje. Nie uważam tak. Nie wkładaj mi w usta słów, których nie mówię.
                  Autorka napisała, że finanse są w zasadzie na jej głowie, bo pan nie ma zleceń. Jest w domu i domu nie ogrania.
                  • 01.06.11, 09:12
                    wersja_robocza napisała:

                    > Autorka napisała, że finanse są w zasadzie na jej głowie, bo pan nie ma zleceń.
                    > Jest w domu i domu nie ogrania.

                    pan ma zlecenia tylko ma ich mniej (może mniej płatne?) to raz, a dwa jak się szuka nowych zleceń/pracy to nie ma czasu na zajmowanie się domem, zresztą od zajmowania się domem są kobiety :]



                    --
                    forum.gazeta.pl/forum/f,102329,Kobieta_bez_cenzury.html

                    Demokracja to ustrój w którym każdy może powiedzieć co myśli nawet jeśli nie myśli.
                    • 01.06.11, 09:31
                      Weź takich głupot nie gadaj, bo kobiety nie rodzą się z patelnią i ścierą w ręce.:P

                      Poza tym ja wiem co znaczy nie mieć pracy, nie mieć pieniędzy. Więc wiesz, rozumiesz.
                      • 01.06.11, 09:39
                        nie rodza sie, ale sa ku temu indokrynowane od niemowlęcia

                        poogladaj reklamy, telewizje, posluchaj wypowiedzi sasiadek ciotek i innych kobiet

                        zewsząd slyszy się, że kobieta ma dbac o dom... zewszad przekazy, ze to ona ma decydowac o sprawach higieny domu i gotowaniu

                        taki 10letni chlopiec ma w dupie obowiazki domowe... dziewczyna za to dostaje lalki i imitacje sprzetow kuchannych.. jak nie dostaje to bawi sie nimi w przedszkolu, u kolezanek... bo nawet jak woli samochodziki to presja spoleczna sprawi, ze skieruje sie ku dziewczecym zabawkom

                        a pozniej "w naturalny sposob" kobietom latwiej i sprawniej sie sprzata i gotuje... i widac jak niporadni w tym sa faceci, ku...ca strzela i nastepuje slynne "to Ty lepiej juz nigdy nie zmywaj" przy kolejnym zbitym talerzu z zastawy, albo niedomytych garnkach

                        w odwrotna strone ma sie mechanizacja, szczegolnie samochody... to chlopcy sa od dziecka do nich oswajani... to oni na kursie prawa jazdy zadziej sie boja....i szybciej ucza sie jezdzic

                        zeby nie wiem jak zarzekac sie, ze takie kwestie jak jazda samochodem, zmywanie naczyc, wychowywanie dzieci, kwestie estetyki itpe nie sa uwarunkowane plciowo.... to w kazdej najwiekszej feministce te wryte od dziecka schemty siedza




                        --
                        Zdesperowany Królik
                        • 01.06.11, 10:09
                          Tak to starszne-mali chlopcy od mlodosci sa indoktynowani poprzez niewinne niby samochidziki do pozniejszej ciezkiej pracy fizycznej n.p. przy zmianie opon albo naprawie silnikow.Male dziewczynki nawet o tym nie mysla.
                          Po zatym masz pelna racje-malym dziewwczynkom nalezy wmawiac,zeby mialy w nosie dom i porzadki.:)
                          --
                          -"Tak w ogóle to lubię sobie poleniuchować, nie mam manii prześladowczej, że ciągle muszę coś robić. Na przykład lubię leżeć w łóżku i patrzeć bezmyślnie w sufit„-Donald Tusk.
                          -Palikot-to nie jest nazwisko,to jest diagnoza
                          • 01.06.11, 10:21
                            nie o to chodzi aby wmawiac

                            ale aby nie produkowac dziewczynek, ktore zawsze wolaly samochody sterowane zdalnie i roboty od latek... ktore w doroslym zyciu chca wykonywac "meski zawod"... i nie bylyby w tym zle, ale cos je blokuje... i nie sa tak przebojowe jak mezczyzni, nie domagaja sie tam o swoje... sa w tym momencie skrzywdzone, bo cale zycie cale spoleczenstwo dawalo im do zrozumienia, ze powinny byc inne i zajmowac sie czyms innym

                            w druga strone sa mezczyzni, ktorzy na przyklad kochaja dzieci i chca pracowac w przedszkolu z zamilowania.... ale cale spoleczenstwo wmawia im, ze sie nie nadaja, a jak juz sie upra to dziwnie na nich inni patrza, ze niemescy i pedofile pwnie


                            --
                            Zdesperowany Królik
                          • 01.06.11, 10:34
                            Magnus, umiesz zmywać talerze bez tłuczenia? Gotujesz? Wyprasować spodnie w kant potrafisz? Sprawdzić, czy mleko dla niemowlaka nie jest zbyt ciepłe tez umiesz?;)
                            • 01.06.11, 11:29
                              Ostatniego nie potrafie.z reszta problemow nie mam.Mieszkalem w akdemiku,pozniej prawie 3 lata jako singiel sam-i prania do mamusi nie zawozilem.Dlatego tez mi zadna kobieta nie wmowi, ze opieka domem(jesli nie ma dziecka), to czynnosc porownywalna z normalna praca.No chyba,ze ktos codziennie okna myje.Jak mieszkalem sam, to odkurzalem i sprzatalem mieszkanie raz na tydzien,talerze zmywalem zaraz po jedzeniu i nigdy brudno nie bylo.
                              --
                              -"Tak w ogóle to lubię sobie poleniuchować, nie mam manii prześladowczej, że ciągle muszę coś robić. Na przykład lubię leżeć w łóżku i patrzeć bezmyślnie w sufit„-Donald Tusk.
                              -Palikot-to nie jest nazwisko,to jest diagnoza
                              • 01.06.11, 11:33
                                Kwestia wrażliwości na poziom brudu.;) Poza tym nie porównujmy prowadzenia domu do mieszkania w akademiku/internacie. Ździebko inna rzecz, mimo że prasować trzeba w obu miejscach.
                                Czy można powiedzieć, że jesteś facetem co sobie da radę i kobieta to nie jest dla niego synonim sprzątaczki, kucharki, praczki, prasowaczki?
                                • 01.06.11, 11:42
                                  Po akademiku mieszkalem juz sam w mieszkaniu, ktore musialem przeciez tez sam ogarnac.

                                  "Czy można powiedzieć, że jesteś facetem co sobie da radę i kobieta to nie jest
                                  > dla niego synonim sprzątaczki, kucharki, praczki, prasowaczki?"-jezeli obydwoje pracuja, to obydwoje powinni sie tak samo mieszkaniem zajmowac.Jezeli natomiast tylko facet pracuje(nadal nierzadko spotykany model), to wedlug mnie dom powinien byc juz prawie wylacznie na glowie kobiety.Albo vice versa jak ktos lubi taki uklad.
                                  --
                                  -"Tak w ogóle to lubię sobie poleniuchować, nie mam manii prześladowczej, że ciągle muszę coś robić. Na przykład lubię leżeć w łóżku i patrzeć bezmyślnie w sufit„-Donald Tusk.
                                  -Palikot-to nie jest nazwisko,to jest diagnoza
                              • 01.06.11, 11:41
                                Jednak mogę stwierdzić, że to nieco co innego, inaczej brudzi jedna osoba, inaczej dwie, a jeszcze inaczej gdy dochodzą zwierzaki lub dzieci. Wtedy nie wystarczy umycie naczyń zaraz po zjedzeniu i ogarnięciu chałupy raz na tydzień. Poza tym Panu trzeba przypominać o zrobieniu kuwety, o wyniesieniu śmieci, o umyciu naczyń, Panu nie przeszkadza jeśli nie ma założonej pościeli, Pan stwierdził, że on nie umie prania zdjąć i rozłożyć, a przecież wcześniej sam mieszkał i krasnoludki mu nie pomagały, a do mamusi też tych rzeczy nie woził. Poza tym wiem ile jest pracy w domu i gdy Pan wyjeżdżał w delegacje, np. kilkudniowe, to ja zostawałam sama z całym zwierzyńcem, domem i pracą na głowie i o dziwo jak Pan wracał w domu było znacznie czyściej niż gdy go zostawiał...
                                • 01.06.11, 11:49
                                  Widziałaś jak on mieszka? Co znaczy dla niego czysto? U niego w domu?
                                • 01.06.11, 13:27
                                  "o wyniesieniu śmieci, o umyciu
                                  > naczyń, Panu nie przeszkadza jeśli nie ma założonej pościeli, Pan stwierdził, ż
                                  > e on nie umie prania zdjąć i rozłożyć, "-no to juz leci sobie w kulki z toba.
                                  Takie rzeczy nawet facet potrafi:)
                                  --
                                  -"Tak w ogóle to lubię sobie poleniuchować, nie mam manii prześladowczej, że ciągle muszę coś robić. Na przykład lubię leżeć w łóżku i patrzeć bezmyślnie w sufit„-Donald Tusk.
                                  -Palikot-to nie jest nazwisko,to jest diagnoza
                                  • 01.06.11, 14:46
                                    Szkoda czasu na dyskusję. Te Panie nie są w stanie zrozumieć, że facet też może coś zrobić dobrze. Dla nich liczy się tylko kryterium biologiczne - masz chromosom Y, jesteś zerem, nie potrafisz nic.
                                    A co najśmieszniejsze, same próbują utrwalić stereotyp, że tylko kobieta potrafi sprzątać. Mówisz "facet też potrafi" a one "nie,tylko kobieta jest w stanie to dobrze zrobić". Jeśli tak bardzo chcą... Może nie należy w tym przeszkadzać?

                                    • 01.06.11, 16:58
                                      Ci dwoje toczą wstępną rozgrywkę o przyszłą pozycję w domu i bawią się w manipulację.
                                      On próbuje wymigać się od obowiązków domowych udając, że nie potrafi tego robić.
                                      Jest pomiędzy nimi jak pomiędzy lwami: Który bardziej głodny ten pierwszy coś upoluje,
                                      a pozostałe wskakują na gotowe.
                                      • 01.06.11, 17:09
                                        O nie, lwy ( a dokladniej lwice) poluja zespolowo.
                                • 01.06.11, 22:50
                                  Choć raczej z magnusem się nie zgadzam w większości kwestii nie rozumiem tego ataku na niego. Czemu na siłę starasz się udowodnić, że nie ma pojęcia o prowadzeniu domu, porządkach, ogarnianiu tego całego burdelu? Piszesz o jakimś bliżej nieokreślonym Panu, ale nie przekładaj własnych doświadczeń na całą populację męską. Zresztą nie dziwię się, że Pan nie angażował się, jeśli na każdym kroku słyszał, że robi "nie tak".
                                  Małż gotuje i to dwugarnkowo, pranie robi i rozwiesza, nieraz dokładniej niż ja, kuweta to moja działka, za to resztę zwierza oporządzi, pościel zmienia. Mieszkał w akademiku i potem w studenckim. Można? Można. Więc nie róbmy z mężczyzn ofiar życiowych.
                                • 02.06.11, 00:43
                            • 01.06.11, 16:50
                              Ty naprawdę sądzisz, że jesteś zaprogramowany genetycznie na tłuczenie talerzy
                              i nieumiejętność wyprasowania spodni?

                              A który to twój małpi przodek zmywał talerze i chodził w spodniach?
                              Kucharzy mężczyzn nigdy nie widziałeś? Gdzie ty żyjesz? Na Księżycu?

                              Co ty robisz, że talerze ci wypadają z rąk? Jesteś ciężarowcem?

                              Nie chce się wierzyć, że brak osobistych doświadczeń kompletnie pozbawia ludzi wyobraźni.
                        • 01.06.11, 16:45
                          Misiu, czy ty w ogóle czytasz cokolwiek poza literaturą feministyczną?

                          Jak to możliwe, że czasami najwyraźniej te same grupy ludzi wciąż podkreślają
                          potęgę dziedziczenia by w innych sytuacjach dokonywać zwrotu i dowodzić,
                          że takie PODSTAWOWE cechy jak płeć (a nie n.p. klasę społeczną) można kształtować przez
                          "indoktrynację".

                          Czy czytałeś kiedykolwiek o chłopcach, których próbuje się wychowywać jak dziewczynki
                          i jakie są reakcje?
                          • 02.06.11, 15:03
                            OJP.. brak slow na taka glupote


                            --
                            Zdesperowany Królik
                • 01.06.11, 14:35
                  Przecież to kobiety przez dekady rozgłaszały, że prowadzenie domu to ciężka harówa.
                  Coś się nagle zmieniło gdy domy zaczęli prowadzić mężczyźni?
                  Pewnie na zasadzie, że moja robota jest najcięższa na świecie.
    • 01.06.11, 01:08
      Przez rok z kawałkiem związek na odległość, dość trudne to było, k
      > ilka rozstań i powrotów

      Rok związku to nie jest dobra podstawa do małżeństwa. Rok związku na odległość to tragiczna podstawa do związku.
      ALE.
      Nie oznacza to że trzeba stosować klasyczną forumową receptę czyli "rzuć go". Ślub przesuncie ze względów finansowych, pomieszkajcie jeszcze razem, zobacz jak się rozwiąże kwestia finansowa, czy pan coś w tym temacie ruszy. Jak będzie dobrze przez dwa czy trzy lata wspólnego mieszkania to wtedy próbujcie.
      • 01.06.11, 10:09
        Rok związku to nie jest dobra podstawa do małżeństwa.

        NIBY CZEMU NIE ?

        Rok związku na odległość > to tragiczna podstawa do związku.

        A CO TO ZA BZDURY ? To wlasnei dobry powód aby w koncu ze sobą zamieszkac i posmakowac zycia razem .
        Skoro pan zmienil miasto aby byc z PAnią i z tego powodu ma mniej zlecen ( nowy rynek ,moze mniejszy popyta na jego usługi, tu tzrba dopeiro znależc klientów i wlasciwie budowac caly swój biznes od nowa ) to niech PAni ruszy duupsko i mu w tym pomoze

        a ona kwęka , cieakwe jakby bylo w odwrotnej sytuacji i ów pan kwękał ze ona leń smierdzacy i nie zarabia

        utrzymanką jej sie byc zachciało ?
        --
        Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
        • 01.06.11, 16:25
          > Rok związku to nie jest dobra podstawa do małżeństwa.
          >
          > NIBY CZEMU NIE ?

          Po prostu są ludzie, którzy nigdy nie potrafią podjąć żadnej decyzji.
          Albo dlatego, że się boją albo dlatego, że w ogóle nie potrafią
          ocenić żadnej swojej sytuacji albo po prostu zbyt wielu rzeczy chcą naraz,
          lub co i rusz to czegoś innego, więc sytuacja spełniająca wszystkie ich oczekiwania
          nigdy nie nadchodzi.

          Robią to co dla nich jest instynktowne, a instynktowne jest dla nich życie wyłącznie w "związku", cokolwiek by to miało oznaczać i siedzenie okrakiem na płocie.
          W zasadzie "związek" to pojęcie-wór, (znów trudność z podjęciem decyzji co do definicji pojęcia)
          Decyzje jakoś podejmują się za nich same t. zn. albo ktoś albo coś, jakieś zdarzenie
          je za nich podejmuje.
        • 01.06.11, 16:29
          Wiesz co, są ludzie, którzy są zawsze pępkiem świata czyli egocentrycy.

          Dla nich pojęcie symetrii i sytuacji odwrotnych nie istnieje.
          Sytuacja odwrotna oznaczałaby, że ktoś inny jest pępkiem świata,
          co im się po prostu w głowie nie mieści.
        • 02.06.11, 06:02
          Sorry, przejęzyczyłam się w drugim zdaniu. Miało być o tym, że rok związku na odległość to tragiczna podstawa do MAŁŻEŃSTWA.

          Przez rok nie da się poznać partnera tak, żeby móc podejmować takie decyzje. No, ale dla mnie małżeństwo to impreza na całe życie, nie wyszłabym za mąż z założeniem że jak coś się posypie to się najwyżej rozwiedziemy. ot, taka ze mnie związkowa konserwatystka.
      • 01.06.11, 16:18
        "Małżeństwo" po 15 latach "związku". śmiechu warte.

        > Rok związku to nie jest dobra podstawa do małżeństwa. Rok związku na odległość
        > to tragiczna podstawa do związku.

        A tak w ogóle, to zdarza ci się uzasadniać swoje twierdzenia czy po prostu "wiesz"?
        Chętnie bym zobaczył Twoje uzasadnienie, oparte na jakimś wnioskowaniu.
    • 01.06.11, 06:42
      Najlepsze jest to, ze faceci utrzymuja czesto cale rodziny i tak POWINNO BYC, nie wspominajac juz o partnerkach, ktore czesto zarabiaja duzo mniej od nich i korzystaja z ich pieniedzy.

      W momencie, gdy facetowi nie idzie, to maniury juz szukaja wyjscia ewakuacyjnego, bo przeciez traca do niego szacunek, on staje sie mniej meski w ich oczach, a maniura chcialaby miec dzieci, wiec trzeba zabierac swoje rzeczy i szukac innego dawcy nasienia.

      Prawdziwa milosc, ale za pieniadze. Typowe dla kobiet ? :))
      • 01.06.11, 14:12
        Idiotyczne podejscie.

        Od facetow, ktorzy utrzymuja dom i rodzine, zazwyczaj nie jest oczekiwane duzo wiecej. Nie chodza na wywiadowki, nie gotuja obiadow, nie wyprowadzaja na spacer zwierzat (jesli nie chca), nie chodza po zakupy, nie sprawdzaja czy dzieci maja sie w co ubrac, nie robia prania, nie myja podlog, nie wspolczuja zonie jej biednej doli.
        Fakt, nazapieprzaja sie, ale poza praca niewiele musi ich obchodzic. bezrobotne siedzace w domu zony zycza sobie futer niezbyt czesto. Niezbyt czesto tez prosza o branie 10 000 kredytow, czy kupno nowych aparatow cyfrowych.
        • 01.06.11, 16:37
          > Od facetow, ktorzy utrzymuja dom i rodzine, zazwyczaj nie jest oczekiwane duzo
          > wiecej. Nie chodza na wywiadowki, nie gotuja obiadow, nie wyprowadzaja na space
          > r zwierzat (jesli nie chca), nie chodza po zakupy, nie sprawdzaja czy dzieci ma
          > ja sie w co ubrac, nie robia prania, nie myja podlog, nie wspolczuja zonie jej
          > biednej doli.

          To jest dopiero idiotyczne podejście. Nie zajmować się w ogóle swoimi dziećmi.
          Takie dziecko nic z ojca nie ma poza kasą, a ojciec nic z dzieci poza gębami do wyżywienia.
          Po prostu niczym się taki ojciec nie różni od ojca płacącego alimenty na odległość.

          Aż dziwne, że taki dosyć prymitywny i głupawy punkt widzenia tak mocno się w ludzkich
          głowach trzyma.
          Być może dlatego, że jest maksymalnie prosty, a większości ludzi nie stać
          na inne myślenie niż maksymalnie proste.

          Pozamieniać ludzi w prymitywne maszynki i poooojechali.
        • 01.06.11, 18:07
          > Od facetow, ktorzy utrzymuja dom i rodzine, zazwyczaj nie jest oczekiwane duzo
          > wiecej. Nie chodza na wywiadowki, nie gotuja obiadow, nie wyprowadzaja na space
          > r zwierzat (jesli nie chca), nie chodza po zakupy, nie sprawdzaja czy dzieci ma
          > ja sie w co ubrac, nie robia prania, nie myja podlog, nie wspolczuja zonie jej
          > biednej doli.

          Slyszalas kiedys o facecie, ktory rzucil kobiete, bo ta nie wyprala mu koszuli lub nie wyprowadzila psa na spacer?

          Zreszta o czym my mowimy. "Uczucie" pryska, gdy tylko wasz maczo przestanie byc maczo.

          I dobrze w sumie. Uwazam, ze kobiety sluza tylko do jednego, wiec wchodzenie w jakiekolwiek dluzsze i glebsze z nimi relacje to strata czasu i energii (nie liczac seksu).
          • 01.06.11, 18:28
            I jak zawsze, jazn zbiorowa kobiet w wydaniu kombinerek, z akcentem na mroczne strony.

            To nic, ze nie kazdy facet ktory ma szczesliwy i udany zwiazek to maczo (ani na poczatku ani w trakcie);
            to nic, ze zapewne wiekszosc facetow ma z 'maczo' tyle wspolnego co z 'keczup', a mimo to maja zwiazki, zony i sa szczesliwi;
            to nic, ze sa zwiazki gdzie ludzie sie wspieraja i kochaja az do smierci, nie majac dzieci, bo nie chca;
            to nic, ze sa kobiety szczesliwe ze swoimi facetami mimo tego ze zarabiaja od nich wiecej;
            to nic, ze sa zony, ktore dbaja w chorobie, tylek podcieraja i kochaja ze wszystkich sil az do samego konca, przez zle i dobre i w chorobie i tak dalej...

            To nic, mozemy przeciez powiedziec, ze wszystkie leca na kase i traktuja faceta jak rozplodowego utrzymywacza, po czym zostawiaja go, bo nie kupil im nowej sukienki, jedynie aroganccy bogacza przykuwaja uwage cieplych i dobrych kobiet, a wogole to cieplych i dobrych nie ma, wszystko to jedze i dwulicowe wyrachowane dziwki.

            Pogratulowac spojzenia na swiat.
            • 01.06.11, 18:39
              Przyznaje, ze lubie cie czytac.

              Zauwazylem, ze piszesz po "j" z z kropka. Spojrzenie, bez obrazy, na przyszlosc zeby jakas sucz nie cwaniakowala.

              Zreszta niech bedzie nawet z obraza.
              • 02.06.11, 08:36
                Niech bedzie bez obrazy, nie mam pojecia, czemu mi sie to w glowie odmienia na 'spogladac' (z drugiej strony: niezupelnie bez sensu taka odmiana ;-))

                Ciesze sie, ze lubisz mnie czytac. Ucieszylabym sie jeszcze bardziej, gdybys sie czasem ustosunkowal. Moglbys tez uczynic moj pracowy dzien trzykroc przyjemniejszym, gdybys sie ustosunkowal nie tylko w konwencji przyjetej postawy.
    • 01.06.11, 07:20
      > ilka rozstań i powrotów. Potem spróbowaliśmy wszystko jeszcze raz no i podjęliś
      > my decyzję o wspólnym zamieszkaniu, on się do mnie wprowadził. Wszystko rzucił,
      > wszystko pozmieniał, jesteśmy zaręczeni. A mi się do ślubu nie śpieszy, do dzi
      > eci też nie, ostatnio nawet mam jakby coraz mniejszą ochotę na seks z nim. Prac
      > uje głównie w domu, ale ostatnio ma mniej zleceń i niemal wszystkie finanse są
      > na mojej głowie.
      > wkopał mnie w dość poważne problemy fiannsowe, które obecnie staram się
      > rozwiązywać jak mogę.
      > Siedzi w domu, a ja latam załatwiam kombinuje, on niby też

      Nie wykastrowałaś, tylko ochwaciłaś - przerostem oczekiwań.

      Decyzja o wspólnym zamieszkaniu była wspólna, ale czy wizja waszego bycia razem też? Czy wyobrażaliście sobie obydwoje to samo? Bo wiesz, ślub bierze się na dobre i na złe, zdrowie i chorobę...
      Wasz seks jest twój i jego - wiesz, że jakoś mniej masz na to ochotę, pytanie czy on też mniej tego potrzebuje? Facet teraz siedzi i skrobie się w głowę: "Czy aby na pewno tego chciałem? Rzucić wszystko, zostawić swoje środowisko i przeprowadzić się do kobiety, która obiecywała szczęście, a teraz zrobiła się zimna jak dorsz albo inna płastuga?" Czy on jest myśliwym, czy chłopem uwiązanym do twojego kieratu? I jak to działa na jego samopoczucie, optymizm, zdolność do podejmowania wyzwań i do wysiłku? Czyja to była taka wizja wspólnego bycia razem? Ty też mogłaś się przeprowadzić - w obie strony ta sama droga.

      > ale jako mężczyzna... Sama już nie wiem.

      Sama nie wiesz, ale ja wiem. Zamieszkaliście razem na próbę, próba nieudana, dajcie sobie spokój. Zostaw go, on wyjedzie, wróci do równowagi i do życiowych osiągnięć. Ty znajdziesz sobie innego - miejscowego, ciamajdę, który nawet nie będzie myślał o ucieczce, bo niby dokąd, skoro jest na tej samej pozycji, na której trzymała go przez X lat mamusia? Będziesz z ciamajdą szczęśliwa, będziesz sobie mogła ponarzekać, jaki to on ciamajdowaty... Powodzenia.
    • 01.06.11, 08:41
      twoje virgo ciągnęło go do siebie z daleka. bardzo silne virgo. już to widze. wszędzie i z kazdym układem tak jest. fascynacja, konsumpcja, nuda, obmierzłość. gdybyście chociaż dzieci mieli w tak zwanym międzyczasie, to skupilibyście się na nim, odczekali, w końcu pogadali jak znajomi , o tym co was boli względem siebie i cykl rozpocząłby się znowu. to są nowe sytuacje. dzisiaj dzieci ludzie mają z bardzo wyraźnych powodów.
      • 01.06.11, 08:47
        paco_lopez napisał:

        > twoje virgo ciągnęło go do siebie z daleka. bardzo silne virgo. już to widze. w
        > szędzie i z kazdym układem tak jest. fascynacja, konsumpcja, nuda, obmierzłość.
        > gdybyście chociaż dzieci mieli w tak zwanym międzyczasie, to skupilibyście się
        > na nim, odczekali, w końcu pogadali jak znajomi , o tym co was boli względem s
        > iebie i cykl rozpocząłby się znowu. to są nowe sytuacje. dzisiaj dzieci ludzie
        > mają z bardzo wyraźnych powodów.

        Dzieci nigdy nie są lekarstwem na bolączki w związku.

        Autorko widzisz? Powinnaś teraz mieć jeszcze dzieci w domu. Wtedy na duperele nie starczyłoby ci czasu. A tak zajmujesz się drobiazgami.
        • 01.06.11, 09:15
          kiedy mam bolączke w związku, to słucham z młodym muzyki, pomagam mu odrabiac lekcje. bolaczka w związku powoduje obsesję i człowiek chwyta się rzeczy, które wypełnią mu mózgownice. lepiej zająć się czymś pozytecznym, a trudno sobie na prawde wyobrazić coś bardziej pożytecznego jak zajmowanie się własnym dzieckiem. przynajmniej ja tak mam.
          • 01.06.11, 09:32
            Bo je masz. A nie na zasadzie: gdybyście mieli dzieci, zajęlibyście sie dziećmi. Dziecko to nie lekarstwo.
            • 01.06.11, 10:27
              dziecko nie jest lekarstwem
              ale jak pisze paco - zajmuje czas i naprostowuje priorytety,
              chce się bardziej naprawiać i dążyć do porozumienia,

              nie jest tak łatwo rzucić wszystko w diabły jak są dzieciaki i jeszcze do tego widzisz, ze kryzys jest chwilowy (bo tak było przedtem), a twój partner to fajna osoba (którą trzeba odkurzyć i samemu się odkurzyć),
              w dodatku świetnie sprawdzający się w roli ojca/matki,

              --
              www.youtube.com/watch?v=O6ZyJn1gcFk&feature=related
              • 01.06.11, 10:38
                si , media punta.
                • 01.06.11, 10:46
                  Si si si, pero w sytuacji autorki lepiej, że dzieci żadnych nie ma. I póki co oby takich nie było.
    • 01.06.11, 08:45
      Czemu wykastrowałaś? Przesada. I to gruba.

      Po pierwsze rzuciliście się oboje na głęboka wodę. Zamieszkaliście razem po byciu razem na odległość. Po drugie osoba przeprowadzająca się ryzykuje wszystkim. Twój facet akurat zaryzykował pracę i póki co nie wyszedł na tym najlepiej. Może niech pomyśli o zmianie branży albo zatrudnieniu się u kogoś. Co prawda o pracę dzisiaj trudno, ale może się uda. Ponadto brak pracy potrafi naprawdę nieźle dołować. Najważniejsze to nie odpuszczać i cały czas jej szukać. Najgorzej kiedy osoba bezrobotna przyzwyczai sie do braku pracy i ostatecznie zostanie etatowym bezrobotnym. Wtedy będziesz się jeszcze bardziej frustrować.

      Oboje zastanówcie się nad przyszłością. ślub można odłożyć. Znacie sie na tyle, by składać daleko idące deklaracje? Nie wydaje mi się.
    • 01.06.11, 10:00
      Rzeczywiście tak może to z boku wyglądać jak napisał Jan czy Kombinerki. Jak to zwykle bywa jednak sprawa jest nieco bardziej złożona... Mojemu Panu nie uśmiecha się praca na etacie i nic nie robi żeby chociaż czasowo w takiej się zatrudnić. Mniej zleceń tzn., że ostatnio nie ma z nich żadnych pieniędzy, klienci zalegają mu z płatnościami, duża część tych pieniędzy nie była na fakturę, więc o odzyskaniu można teraz pomarzyć. Ślub został odsunięty na bliżej nieokreśloną przyszłość znacznie już wcześniej, gdyż ja mam obecnie żałobę po bardzo bliskiej osobie. Abstrahując od powodu z jakiego ślub został przełożony to ja się cieszę, bo nie mam wcale pewności, że chcę żeby tak wyglądało moje życie no i poza wszystkim nie mielibyśmy na niego pieniędzy. Pan się do mnie wprowadził, bo to ja mam mieszkanie, a gdybym to ja do niego się wprowadzała to musielibyśmy wynajmować, ponadto wtedy pracowałam na etacie i mi byłoby trudniej zmienić pracę, on i tak znaczną część pracy wykonuje zdalnie i zawsze jeździł po niemal całej Polsce do klientów. To była decyzja racjonalna, że zamieszkamy u mnie. Może mam taki nastrój, bo ostatnie pieniądze od Pana na życie dostałam w lutym w wysokości 700 zł, od tej pory cała reszta zasadniczo jest na mnie. Poza tym byłam głupia i naiwna i mam obecnie długi, na siebie oczywiście, bo ja byłam zweryfikowana w bankach, miałam zdolność kredytową, a przy jego działalności nie tak łatwo dostać cokolwiek na raty. Finansowy rezultat: około 40 tys zł zadłużenia, na koncie na dzień dzisiejszy 28 zł, zablokowana karta kredytowa, żeby wszystko wyprowadzić na prostą jak podliczyłam potrzebne nam jest do końca miesiąca ok 14 tys. zł... W domu nie jest na błysk, tzn. że muszę niemal o wszystko się użerać, żeby zrobił, a kurz i brudne naczynia i tak zalegają bo Pan tego nie zauważa. Oczywiście co jakiś czas przychodzi, przytula mnie i przeprasza, że do takiej sytuacji doprowadził, tyle że z jego przeprosin nic nie wynika. Może rzeczywiście jestem zimną s.u.k.ą która nie nadaje się do związku bo nie potrafi pomóc w potrzebie, ale ja się tak nie czuję, mam do niego coraz większy żal, że i tak wszystko było i jest na mojej głowie, że zasadniczo mogę polegać tylko na sobie.
      • 01.06.11, 10:12
        Jestes chwilowo w sytuacji w jakiej jest miliony facetow utrzymujacych samemu finasowo rodzine i dom.
        --
        -"Tak w ogóle to lubię sobie poleniuchować, nie mam manii prześladowczej, że ciągle muszę coś robić. Na przykład lubię leżeć w łóżku i patrzeć bezmyślnie w sufit„-Donald Tusk.
        -Palikot-to nie jest nazwisko,to jest diagnoza
        • 01.06.11, 14:07
          Bzdura.

          Powiedz, ile kobiet siedzi w domu robiac nic - nie umyje, nie posprzata, nie ugotuje, nie zadba, nie zrobi zakupow, a do tego wpadza malzonka dlugi?

          Faceci utrzymujacy cale rodziny maja cos w zamian. Nie przejmyuja sie naczyniami, nie przyklejaja sie do podlogi w domu, czyste koszule same pojawiaja sie im na wieszakach, sa przez zony stawiani na postumencie zapracowanego pana domu.

          Slyszales kiedys o facecie, ktory utrzymuje dom, sprzata, gotuje, pierze, dba o zwierzeta domowe i do tego pociesza zone, ze jej sie w zyciu nie udaje i ze jej ciezko?
          Poza sytuacjami, gdy zona jest obloznie smiertelnie chora, albo w ciezko zagrozonej ciazy takie sytuacje sa kuriozalne.
          I w takij wlasnie sytuacji, a nie w takiej jak miliony mezczyzn, znajduje sie autorka watku.
      • 01.06.11, 10:17
        Nie wiem skąd w Tobie poczucie, że pana wykastrowałaś. Chyba jedynie w swoich własnych oczach. Dałaś po prostu wyborne warunki do rozwoju wesołemu pasikonikowi. :)
      • 01.06.11, 10:28
        > Poza tym byłam głupia i naiwna i mam obecnie długi, na siebie oczywiście, bo ja byłam zweryfikowana w bankach, miałam zdolność kredytową, a przy jego działalności nie tak łatwo dostać cokolwiek na raty. Finansowy rezultat: około 40 tys zł zadłużenia, na koncie na dzień dzisiejszy 28 zł, zablokowana karta kredytowa, żeby wszystko wyprowadzić na prostą jak podliczyłam potrzebne nam jest do końca miesiąca ok 14 tys. zł...

        Nie potrafisz zarzadzac finansami. Taki dlug nie bierze sie znikad. Zycie ponad stan to tez jego wina?
        • 01.06.11, 10:46
          Bez fałszywej skromności powiem, że zaliczam się do tzw. silnych kobiet. Do pary mam niesłabego mężczyznę. Ale... ale był czas, że to ja byłam "filarkiem finansowym". No i nic się nie działo ani nie stało złego. Okoliczność podobna - z tym,ze oboje podjęliśmy decyzję o zmianie miejsca zamieszkania. No i wiadomo - wtedy bywa różnie. Dalej jednak są całkiem spore różnice. Pierwsza to taka, że finansami zawsze zarządzaliśmy wspólnie. Druga być może wynika z tego, że mój mąż, nie bywając pod presją "masz być silniejszy ode mnie i więcej zarabiać", bardzo racjonalnie oceniał bieżące możliwości budżetu. Trzecia - zadania domowe także od samego początku dzieliliśmy według tego, kto akurat ma więcej czasu.
          Wszystkie takie kwestie (podział pracy, zarządzanie finansami) były regularnie omawiane, jasno i wyraźnie z obu stron.
          Btw, podział prac domowych mamy dosyć niestandardowy - duże sprawy techniczne należą do mnie, bo wiem, jak zaprojektować różne rzeczy, w rodzaju przebudowy pięterka i dachu, jak policzyć materiały itd. Nie jest to okoliczność, którą bym interpretowała jako "słaby punkt" męża - ma inne umiejętności, na które mogę tylko popatrzyć (z podziwem - np. świetnie założy każdemu stworzeniu wenflon czy zrobi każdy zastrzyk).
          Możliwe, że w historii ze startera najbardziej brakowało i brakuje tej systematycznej i jasnej komunikacji.
      • 01.06.11, 10:38
        a ja mysle, ze nie mozesz glownie polegac na sobie

        masz ciezko sytuacje, a zaciagasz dlugi?
        zaciagasz kredyty, zyjesz ponad kreske... i oczekujesz, ze bedziesz miala faceta, ktory pomagalby Ci umozliwiac taki stan?

        gdyby on pracowal nie zacigalibyscie dlugow? czy moze zwsze znalazloby sie cos co chce sie miec, a nie ma sie kasy wiec bierze sie na raty?


        --
        Zdesperowany Królik
        • 01.06.11, 10:50
          Albo ja już chcę go obwiniać o wszystko, albo mam nieco racji, ale duża część problemów, jeśli nie niemal wszystko jest związane z nim. Zanim go poznałam żyło mi się dobrze, a właściwie zamieszkaliśmy razem, miałam oszczędności, gospodarowałam pieniędzmi i takie tam. Jedne 10 tys. poszło na jego firmę, pieniądze miał mi oddać po miesiącu, dwóch, kolejne 3 tysiące poszło na aparat, który też miał mi spłacić w przeciągu kilku tygodni. Inne wydatki to np. pies, którego od niego dostałam, ale znacząca większość wydatków związana z utrzymaniem psa też spadła na mnie, weterynarze, karmy, szkolenia i cała reszta, a szczeniak wymaga trochę pieniędzy, zwłaszcza dużej rasy. I nagle niezauważalnie znalazłam się tu gdzie jestem, gdyby np. nie ostatni dodatkowy 1 tys. zł, który zarobiłam na zleceniach w przeciągu ostatnich 10 dni, nie wiem czy bym już nie rozwaliła sobie głowy o ścianę z powodu własnej głupoty. Zresztą jak on sam przyznaje, u mnie pieniądze są racjonalnie gospodarowane, u niego potrafią się w znaczącej części nie wiadomo na co i gdzie.
          • 01.06.11, 20:52
            Jesli faktycznie chcesz byc z tym panem, to musisz sama przejac calkowita kontrole nad wszystkimi waszymi wydatkami. Lepiej go traktowac jak duzego dzieciaka, ktory co ma to wyda, a jak nie ma to pozyczy i tez wyda. Po prostu sama trzymaj wasza kase, sama zatwierdzaj lub nie wieksze wydatki i badz swiadoma tego, ze cos trzeba miec zawsze odlozone (czyli wydawac tak, ale z glowa). A jak juz sie nauczysz nieco studzic jego zapal do wydawania, to moze z tego byc calkiem fajny zwiazek.
        • 01.06.11, 11:01
          Jeszcze co do pieniędzy, ja wiem, że sobie poradzę i wyprostuję wszystko, po prostu zagryzę zęby i przez jakiś czas musi być gorzej, żeby później było lepiej. Nie tu leży problem, że teraz nie mam pieniędzy, tylko w tym, że ja nie widzę roli mojego faceta w tym, że myślę, że byłby fajnym ojcem ale do wychowywania, a nie płodzenia dzieci. I poza wszystkim ja go nadal kocham i nie bardzo wiem, co mam robić w takiej sytuacji z moim Panem, a nie brakiem finansów. Tak jak napisałam na chwilę obecną jestem na etapie, że wydaje mi się on fajnym kolegą, przyjacielem ale już nie moim mężczyzną. A ja zwyczajnie czasem jestem zmęczona wręcz padam na twarz i fizycznie i emocjonalnie, i marzę żeby być już samą. Tylko z drugiej strony mam zrezygnować z takiej przyjaźni i takiej więzi?
          • 01.06.11, 11:07
            Przyznaję, że po tym, co napisałaś, bardzo niejasne jest dla mnie, jak rozumiesz przyjaźń i kim dla Ciebie jest przyjaciel. Całkiem możliwe, że jestem strasznie ograniczonym stworem - niemniej miałabym problem z zaakceptowaniem w roli przyjaciela kogoś opisanego przez Ciebie.
            • 01.06.11, 11:45
              Był dla mnie ogromnym wsparciem w trudnych emocjonalnie chwilach, potrafi mnie rozbawić jak nikt inny, rozumiemy się często gęsto w pół słowa, podobne spojrzenie na świat, podobne plany życiowe, wiele dla mnie zmienił, tylko na płaszczyźnie tej bardziej rzeczywistej, codziennej wszystko się rozjeżdża. Dlatego twierdzę, że jako przyjaciel jest rewelacyjnie, ale jako mężczyzna życia, nieco gorzej (niedomówienie roku).
              • 01.06.11, 12:13
                Wychodzi na to, że to nie Ty go wykastrowałaś. On po prostu ma braki w poważnym życiu. Jest lekkoduchem, w pełnym tego słowa znaczeniu. Wasza "przyjaźń" byłaby dobra na znajomość szkolną, podwórkową, w wieku młodszej nastoletniości. Ale do dorosłości, do tego związku i mieszkania razem, absolutnie się nie nadaje.

                Nigdy nie zrozumiem, jak można komuś dać w prezencie wielkiego psa (pomijam sytuację, że obdarowany wyrażał w sposób zdecydowany i jasny takie pragnienie). Trzeba mieć naprawdę płytką wyobraźnię by czymś takim "dopiec". A to zapewne tylko przykład, może jeden z wielu, na jakąś taką nieżyciowość Twojego faceta.

                Pominąć nie można kwestii finansowych, bo choć akurat ja jestem daleki od tych co uważają że faceta należy pędzić, że ma iść na etat, najlepiej do korpo, albo zapierd*lać na dwa etaty by tylko pańci żyło się dobrze. No ale kurcze, jeśli od lutego nie zarobił nic, to musi być naprawdę niezłą ofiarą - chociaż te 500zł w miesiącu to facet powinien umieć stworzyć niemalże z niczego. Do tego piszesz o jakichś kredytach, to już chyba Wasza obopólna niedojrzałość, żeby nie napisać bezmyślność, jak słyszę w takiej sytuacji "karta kredytowa" to normalnie nóż się w kieszeni otwiera. Jeszcze banki będziecie sponsorować?

                Nie wiem, mam wrażenie że potrzebujecie kogoś, kto by Was trochę ogarnął. Może macie jakichś prawdziwych, prawdziwie życzliwych przyjaciół, może kogoś z rodziny. A może sami potraficie usiąść i zerwać z dawnymi nawykami, złymi nawykami. Nie dopiekać sobie poważnymi problemami typu psy i kredyty, a pomagać nie tylko żartami, ale i czymś bardziej wymiernym. W Waszym życiu bardzo, ale to bardzo brakuje równowagi. Pytanie tylko, czy umiecie ją sami odzyskać?
                • 01.06.11, 14:02
                  ciężko powiedzieć co dla niej oznacza "nic" W końcu jest pierwszy czerwca, forsy na koncie nie ma, długi w banku są, karta też wydojona ale 14 kafli na miesiąc musi być. Babka zupełnie nie umie zarządzać finansami
    • 01.06.11, 12:29
      Na odległość to każdy jest męski i zdecydowany. A to jaki jest naprawdę wychodzi dopiero pod jednym dachem.
      Tu wygląda jakby facet sobie "zaklepał" obrotna kobietkę i zgrabnie przygotowuje się do roli uroczego lekkoducha-pasożyta. Fajny do pogadania, wspierania słowem, niezobowiązujących flirtów, ale musisz wziąć kobieto dodatkowy etat by na pana utrzymania i pomysły finansowe(na ogół nietrafione) zarobić.

      Postaw panu sprawę jasno:
      -pożyczył od ciebie kasę na firmę i na aparat to ma oddać - niech się określi kiedy
      - niech się wypowie jak zamierza zarobić na swoje utrzymanie, jeśli nie ma zlecen niech szuka innych źródeł zarobku, innej pracy, bo to zwyczajnie kanał żeby zdrowy facet był na utrzymaniu kobiety
      -to nie ty masz kombinować jak dorobić, on zawala finanse- on niech je stara się naprawić (nie rób za mamusię)

      ps.czy ten facet kiedykolwiek dobrze zarabiał?
      czy ten facet wprowadzając się do ciebie łatwo wyciągnął rękę byś ty mu dała kasę na firmę?
      ...

      • 01.06.11, 12:32
        jest tez opcja, że facetowi zmiana życia wcale się nie spodobała i złapał doła, a, że latasz i go utrzymujesz to sobie tkwi na kanapie.
    • 01.06.11, 12:34
      Weź raz na tydzień spotkaj się z jakimś robolem-budowlańcem który ci pokaże co to jest prawdziwy mężczyzna, a przez resztę tygodnia żyj ze swoją popierdółką misiem pysiem czy jak mu tam.
      • 01.06.11, 16:40
        Czyżby odezwał się robol budowlaniec szukający amatorów na swe prostactwo?

        Robol budowlaniec to wie jak drewno heblować i młotkiem nap... by się w łeb nie puknąć.
    • 01.06.11, 14:05
      Jakby mozna było bez przeszkód wydawać jego pieniążki? Bądź nowoczesna - jest równouprawnienie, chcecie parytetów więc skończ pie...ć i do roboty!
      • 01.06.11, 14:13
        Trzeba wiedzieć gdzie równouprawnienie jest argumentem, a gdzie ośmiesza niewiedzę.
        • 01.06.11, 17:18
          Ty to na pewno dokładnie wyjaśnisz niewiedzącym, więc wyjdź po za "wiem ale nie powiem".
          • 01.06.11, 19:12
            Skądże. Tyle razy to było wyjaśniane i nawet pismo obrazkowe nie przyniosło efektów, więc szkoda gardła na kolejne próby. Każdy we własnym zakresie niech się dokształca. Talent pedagogiczny umarł w butach. Albo uczniowie oporni.
            • 02.06.11, 10:26
              wersja_robocza napisała:

              > Skądże. Tyle razy to było wyjaśniane i nawet pismo obrazkowe nie przyniosło efe
              > któw, więc szkoda gardła na kolejne próby. Każdy we własnym zakresie niech się
              > dokształca. Talent pedagogiczny umarł w butach. Albo uczniowie oporni.

              aha czyli jednak setna wersja "wiem, ale nie powiem"...
              --
              deser.pl/deser/1,97052,7361310,Praca_sprzataczki_jest_lepsza_od_bankowca.html
              • 02.06.11, 11:16
                Raczej: kolejny raz tłumaczyć? O nie, już mi się nie chce, bo jak grochem o ścianę.
    • 01.06.11, 14:15
      No, a co on na to wszystko? Zapytałaś go o to, jak dalej widzi wasze życie?

      --
      Nie musisz być bohaterem. Nie musisz walczyć o sprawy, które uważasz za słuszne, jeśli boisz się konsekwencji swoich czynów. Ale pamiętaj, tchórzostwo nie jest wytłumaczeniem dla podłości. Nie musisz być bohaterem, ważne, żebyś nie był gnidą.
    • 01.06.11, 14:19
      wykastrowałaś jedynie swój wyimaginowany obraz tego faceta?
    • 01.06.11, 14:42
      Myślę ,że twoje rozterki sa bardzo typowe i atawistycznie uzasadnione. Kobiety szukają silnych mężczyzn którzy potrafią utrzymać rodzinę. Naprawdę jest bardzo niewiele osób ,które sa w stanie stworzyć rodzinę na zasadzie Pani domu i jej utrzymanek. Moja zona jest bardzo typowa. Parę razy w tygodniu pyta mnie czy ja jeszcze kocham. Pare razy w tygodniu boli ja głowa. Opinia jej koleżanek jest dla niej ważniejsza niż największe mądrości które usłyszy ode mnie.
      Na moje szczęście mając w sumie bardzo klasyczną żonę mam bardzo klasyczne małzeństwo.
      Na moje szczęście zarabiam 2-3 razy więcej od zony, a przez 6 lat naszego małżeństwa zona była na macierzyński i wszystkie finanse były na mojej gowie ale i w moich rekach. Nie jestesmy ani biedni ani bogaci tzw klasa średnia. To ,że jestesmy w miare szczęśliwym małzeństwem wynika z mojej wiedzy. Ja wiem ,że dla mojej żony najwazniejsze sa dzieci.
      Ja wiem ,że gdyby finansowo powinęła mi sie noga to nie od razu ale stopniowo nasz związek by się rozpadł. Po prostu kobiece instynkty w mojej typowej zonie wzięłyby górę. Ta wiedza zmusza mnie do utrzymywania swojej zawodowej aktywności na ustalonym a zapewniającym byt rodzinie poziomie. Czasami spotykam starych znajomych którzy pozornie trafili lepiej z żonami w tym sensie ,że zony ich sa ambitniejsze i ta ambicja zmusza je do ciągłego motyowania i wspierania mężów w ich karierze. Taka postawa ,zupełnie nie przypomina mojej zony. Mam czasami mysli,ze z inną kobietą u boku osiągnłąbym więcej ale zaraz mówię sobie: nie bądź chciwy ciesz się takim swoistym klasycznym rodzinnym spokojem wynikającym ze wspólnego wychowywania dzieci i rodzinnych wypadów za miasto.
      Wracając do twoich problemów . Niestety źle to wróży. Nie czaruj się ,że problemy zauwazone przed slubem po slubie znikną. One się nasilą. Skoro nie pobraliscie się w pierwszym zauroczeniu to chyba kicha.
    • 01.06.11, 15:25
      Bardzo źle gospodarowałaś pieniędzmi, wydatki były hurraoptymistyczne, a teraz niestety przyszła pora za to zapłacić. Facet nie ma tu nic do rzeczy, pieniądze były przecież tylko Twoje, a nie wspólne. Nic dziwnego, że jesteś rozgoryczona.

      Jedyna rada to wprowadzenie programu oszczędnościowego, zacząć od psa, męskich kosmetyków (jeśli są) itp. Jeśli facet ma w sobie tę żyłkę zaradności, na której Ci zależy, to weźmie się w garść albo przynajmniej zacznie się bardziej starać. A jeśli nie, to niech się wyprowadzi a Ty walcz o to, by nie wpaść w przepaść.
      • 01.06.11, 17:21
        To ona liczyła na to, że on pospłaca jej wcześniejsze długi?
        • 01.06.11, 19:03
          santoallora napisał:

          > To ona liczyła na to, że on pospłaca jej wcześniejsze długi?

          Napisała, ze przed wyprowadzką do niej pana nie tylko miała lepszą sytuację finansową ale i miała oszczędności. Wiec chyba nie ma mowy o liczeniu, ze pan spłaci jej wcześniejsze długi.
          • 01.06.11, 19:10
            Ściślej rzecz biorąc ona zaciągnęła długi dla niego i w jego interesie, bo pan nie miał zdolności kredytowej. Ona miała zdolność kredytową.
            Tak to jest jak dziewczynki wychowuje się w kulcie "wspierania i pomagania" misiom-pysiom.

            BTW bardzo łatwo jest "rzucić wszystko" jak się g.... ma. Żadna strata, żadne ryzyko.
            • 01.06.11, 19:14
              Tego już santoalorka nie doczytał. Albo celowo pominął, bo nie pasuje do scenariusza o złych kobietach i uciśnionych panach.
    • 01.06.11, 16:56
      Macie rozne podejscie do pieniedzy i szkoda, ze to wyszlo dopiero po wspolnym zamieszkaniu. On jest niefrasobliwy. Moze nie mieszkal sam zbyt dlugo?
      To sie nie zmieni, jesli zostaniecie razem to Ty bedziesz musiala caly czas trzymac reke na pulsie, planowac i kontrolowac wydatki.
      Znam podobna pare (malzenstwo) i ona pod jego wplywem tez zaczela szastac $. Zbudowali duzy dom na kredyt i maja b. powazne problemy finansowe.
    • 01.06.11, 17:19
      Wcale nie.
      Niepotrzebnie brałaś na siebie kredyty na jego prośbę.
      Młody, zdrowy facet, który od dobrych paru miesięcy nie dokłada się do budżetu domowego i jeszcze wymaga pocieszania, nadaje się do odstrzału sanitarnego. Jest zwyczajnie nieodpowiedzialnym pasożytem.
      • 01.06.11, 17:28
        triss_merigold jesteś najlepszym dowodem na to, że kobiecy świat jest nieskomplikowany jak równo ciosany kołek i trudno w nim się doszukiwać jakichś niespodzianek.

        Łatwa przewidyywalność, na całe dekady na przód i wszystkie jedna w drugą, jak siostry.

        Nie wiem skąd się bierze opinia kobiet, że mężczyzna to proste stworzenie.
        Prawdopodobnie z postrzegania tylko podobnie do siebie nieskomplikowanych
        albo z postrzegania tylko tego co przechodzi przez filtr kobiecej prostoty..
        • 01.06.11, 18:33
          Nie aspiruję do bycia skomplikowaną i nieprzewidywalną. D
          Oczekiwania związkowe mam klarowne i proste, na zadłużanie się z tytułu utrzymywania zdrowego nieroba mnie nie stać ani materialnie ani emocjonalnie.
    • 01.06.11, 18:27
      Chcieliśta równouprawnienie, to macie...
      • 01.06.11, 19:50
        Równouprawnienie naprawdę nie polega na tym, że jedna osoba robi wszystko, a druga nic - bo nie twierdzi, że nie potrafi.
        • 01.06.11, 19:58
          Przykro mi, ale jednak dość często tak to wygląda - tylko że częściej to się paniom zdarza. Ciekawam, jakby to było, gdyby facet napisał, że jego kobieta od lutego nie ma zleceń, nie ma pracy i nie dokłada się do budżetu. Oraz że miewa (w związku z tą sytuacją albo i bez związku) dołki - i siedząc niby w domu, jakoś specjalnie o ten dom zadbać nie potrafi... Nie jestem pewna, czy by znalazł wielkie zrozumienie.
          • 01.06.11, 20:14
            jael53 napisała
            Nie jestem pewna, czy by znalazł wielkie zrozumienie.
            ---------
            Raczej zleciałaby się banda etatowych, forumowych mizoginów z soczystymi "komplementami" w stosunku do kobiety-utrzymanki ;D
          • 01.06.11, 20:19
            No dobrze, ale co ma tu do rzeczy równouprawnienie?
            • 01.06.11, 20:24
              "Równouprawnienie" może odnosić się do sytuacji,że mężczyzna też jest człowiekiem i może mieć stresa gdy rynek mu poduadnie. Wiele ludzi jest w tej sytuacji w oecnych czasach. I "równouprawnienie" powinno obejmować możliwość wsparcia ze strony partnerki. :)
              • 01.06.11, 20:29
                Prawo do stresu? No problem. Ale nadal nie widzę związku z równouprawnieniem.
                • 01.06.11, 20:38
                  > Prawo do stresu? No problem. Ale nadal nie widzę związku z równouprawnieniem.
                  Polega na tym, że wszystcy mają do wsystkiego równe prawo.
                  • 01.06.11, 20:40
                    Ale ten związek nie ma nic wspólnego z równouprawnieniem.
                    • 01.06.11, 21:03
                      ok. Tu chodziło o coś takiego, że kiedy laska siedzi w domu i facet jej nie pomaga to ona potrzebuje współczucia. Jewdnak kiedy kolo ma deprechę to po prostu należy go zmienić. Jakoś tak szło w tym wątku, a ja się po prostu włączyłem do rozmowy. :)
                      • 01.06.11, 21:24
                        Jak facet czy babka ma depresję, to niech idzie do lekarza. Natomiast jeśli chodzi o depresję, w potocznym tego słowa znaczeniu czyli spadek samopoczucia, to chyba nie przeszkadza, żeby odciążyć osobę, która chwilowo na nas oboje zarabia i np. wziąć na siebie większość obowiązków związanych z prowadzeniem domu?
                        • 01.06.11, 21:59
                          > i np. wziąć na siebie większość obowiązków związanych z prowadzeniem domu?
                          zgadzam się, że można. Jednak, gdy prowadzisz firmę i coś idzie nie tak to należy włożyć właśnie więcej energii niż dotychczas. Zlecenia nie spadają z nieba...
                  • 01.06.11, 20:41
                    A co z obowiązkami wobec partnera? Czy byłbyś równie wyrozumiały dla bezrobotnej kobiety, która dodatkowo nic nie robi we wspólnym domu?
                    • 01.06.11, 20:49
                      ap_u napisała:

                      > A co z obowiązkami wobec partnera? Czy byłbyś równie wyrozumiały dla bezrobotne
                      > j kobiety, która dodatkowo nic nie robi we wspólnym domu?
                      Właśnie sam miałem taką i nie przestała być dla mnie atrakcyjna (choć wolę zdecydowane i pełne energii) gdy popadła w depresję spowodowaną trudną sytuacją ze zleceniami.
                      Tak naprawdę nadal jej pomagam gdy ma ciężko, a czasami ma.
                      • 01.06.11, 21:16
                        Nie doczytałam, żeby pan, którego tu obgadujemy miał depresję.
                        • 01.06.11, 22:01
                          tak jakoś interpretuję wypowiedź autorki wątku. Może masz rację? To pewnie ona ma deprechę, bo on mniej zarabia....
                          • 01.06.11, 22:02
                            On nie zarabia. A ona dla niego się zadłuża. Niefajna sytuacja.
                            • 01.06.11, 22:36
                              Ano nie fajna. Ale piała też, że faktur mu nie zapłacili...
                              • 01.06.11, 22:40
                                Co nie przeszkadzało mu się u niej zadłużać.
                                • 01.06.11, 23:27
                                  Jakoś nie widzę problemu w pożyczaniu pieniędzy najbliższej osobie. Pewien problem upatruję prędzej w fakcie iż trzeba oddawać i nie jest to wspólne dobro. Ale tak właśnie bywa. Moje doświadczeniua wskazują na to, że nie było problemu, gdy ja wkładałem wszystko do jednego garnuszka i można było bez ograniczeń korzystać. Problem pojawił się gdy trzeba było zarobione przez partnerkę pieniążki ruszyć. Taka filozofia: moje pieniądze-to nasze pieniądze, a jej pieniądze to jej.
                                  • 02.06.11, 10:20
                                    e-no-kolego napisał:

                                    > Jakoś nie widzę problemu w pożyczaniu pieniędzy najbliższej osobie.

                                    jak pożyczysz kiedyś kilkadziesiąt patyków i ci najbliższa osoba nie odda, to zobaczysz problem

                                    > Moje doświadczeniua wskazują na to, że nie było problemu, g
                                    > dy ja wkładałem wszystko do jednego garnuszka i można było bez ograniczeń korzy
                                    > stać. Problem pojawił się gdy trzeba było zarobione przez partnerkę pieniążki r
                                    > uszyć. Taka filozofia: moje pieniądze-to nasze pieniądze, a jej pieniądze to je
                                    > j.
                                    Twoje doświadczenia to jedna, a wątek to drugie - autorka nic nie napisała, że oczekuje aby facet zarabiał na dom a ona swoje pieniądze przeznaczała na ciuchy i spa..
                                    wr ma rację


                                    --
                                    „Jedynym dowodem na to, że istnieje jakaś pozaziemska inteligencja jest to, że się z nami nie kontaktują.”
                                    ALBERT EINSTEIN
                                    • 02.06.11, 11:12
                                      Ej, tyle piszecie o równouprawnieniu a sedna nie widzicie. Laska się skarży, że ma poczucie, iż to ona "targa zwiarzynę do domu", czyli w domysle winien to robić chłop, czyli jest podział na role zależnie od płci, czyli równouprawnienie tak, dla nas, ale nie dla nich - myśli autorka i stąd moje stwierdzenie, które rozpoczęło tę dyskusję.

                                      Mam lat 40 w tym 20 w stałym związku i naprawdę w życiu nie jest tak, że zawsze oboje mają równe dochody, pracują tyle samo godzin i po równo dzielą się obowiązkami. U nas bywało tak, że ja zapiprzałem po 16 godzin 7 dni w tygodniu a Ona była w domu z dziećmi, trając ciężko ale za free. Było i tak, że ja siedziałem w domu a Ona miała jedyny dochód w rodzinie. Ja nigdy nie zmywam, bo nie lubię a jej jest obojętne. Ona nie lubi gotować a ja uwielbiam, ale ona czasem gotuje, bo ja wracam późno a dzieciaki trzeba nakarmić. Ona ma czasem babską przypadłość i bez kija nie podchodź, ja mam czasem doła w robocie i zamykam się w sobie. W skali naszego całego wspólnego życia mamy identyczne prawa i obowiązki, ale bywają okresy pewnego zróżnicowania...

                                      A co do kasy. Jak ją to boli, niech nie pożycza. Proste.
                                      • 02.06.11, 11:26
                                        > Mam lat 40 w tym 20 w stałym związku i naprawdę w życiu nie jest tak, że zawsze
                                        > oboje mają równe dochody, pracują tyle samo godzin i po równo dzielą się obowi
                                        > ązkami. U nas bywało tak, że ja zapiprzałem po 16 godzin 7 dni w tygodniu a Ona
                                        > była w domu z dziećmi, trając ciężko ale za free.


                                        mała różnica - facet autorki nie wychowuje żadnych dzieci.
                                        co innego gdy jedno zapieprza w domu przy wychowaniu dzieci a drugie zapieprza w pracy za mamonę. a co innego gdy jedno zbija bąki w domu i beztrosko wyciąga rękę po kasę drugiego, a drugie zapieprza w dodatkowych pracach by płacić nieswoje długi i jeszcze utrzymać domowego leniwca.

                                        niektórych dobrze zarabiających panów rajcuje "kupić" sobie ładną kobietkę która się nigdy pracą nie pohańbi i trzymać ją sobie w domu.
                                        ale średnio-statystyczna osoba chce mieć w związku partnera, który coś się do związku dołoży także w finansach a nie tylko "będzie kosztował". raz mniej raz więcej, ale oboje się starają.
                                        przy opiece nad dziećmi jest to praca warta ok 2-3 tys miesięcznie ktore by trzeba wyłożyć na opiekunkę gdyby żony nie było.
                                        • 02.06.11, 11:58
                                          Jestem 20 lat w związku ale nigdzie nie napisałem, że dzieci pojawiły się pierwszego dnia, nieprawdaż?
                                          W życiu różnie się układa, wiem to doskonale z autopsji. Na przykład jakieś 95 procent pieniędzy, za które kupiliśmy nasz dom ja zarobiłem, ale dom jest tak samo mojej Pani jak i mój. Ona urodziła nasze dzieci i poświęciła im znacznie więcej czasu, niż ja, ale to nie są jej dzieci, tylko nasze. Ale zanim jeszcze dzieci się pojawiły, to ja miałem pracę podczas naszych studiów i kiedy Ona spokojnie uczyła się do egzaminu, ja zachrzaniałem z wykładów do roboty. Kupiłem sobie panienkę? Nie, zwyczajnie w tamtych latach ja miałem pracę, ona nie mogła znaleźć takiej, która by jej z uczelnią nie kolidowała. Ale kilka lat później to ja zostałem bez pracy na blisko rok, wystartowałem z firmą ale nie miałem na początku dochodów, nie zawsze starczało na opłaty i to ona płaciła nasze rachunki. A też mogła powiedzieć, że ja całymi dniami przy kompie w domu i jeżdżę po Eropie wydając jej pieniadze. Ale to zaowocowało wspomnianym domem, kilka lat później.

                                          Jeżeli związek dwojga ludzi ma opierać się na bilansie ekonomicznym, zaś częstość i jakość pożycia zależeć od stanu konta, to albo ja jestem za stary, albo to ma tyle wspólnego z PARTNERSTWEM, co McDonald's z wykwintnym jedzeniem...
                                          • 02.06.11, 14:02
                                            Mówisz o różnych rzeczach. O związku osób które się znają od lat i powoli dorabiają się bo są pracowici i im się chce, o sytuacji kobiety gdy rodzą się dzieci, podziale obowiązków gdy jedno zdecyduje się na karierę lub absorbujący czas biznes, o czasie studiowania(20lat temu wcale praca na studiach nie była tak częsta jak teraz) , o gorszym czasie finansowym gdy się rozkręca interes.

                                            A w wątku jest mowa o facecie z innego miasta który wprowadza się do kobiety likwidując "stare" życie (i nie ma żadnych oszczędności?-to już dziwne) ,wczesniejszym związku na odległość, kosztownych prezentach gdy nie ma kasy, wyciąganiu ręki po kasę dziewczyny, kredytach które dziewczyna bierze na siebie dla niego i jej wysiłku,
                                            mówi że jej jest za ciężko bo się stara w dwójnasób a nie widzi efektów po drugiej stronie,
                                            za to widzi swoje rosnące długi do spłaty i może musi zweryfikować swoją ocenę przebojowości i rokowań co do tego pana i mądrzej zabezpieczyć swoje finanse.

                                            Partnerstwo to nie jest wtedy gdy jedna osoba zaprzęże się do kieratu nad siły i pada na nos ze zmęczenia a druga drepcze obok nie wysilając się zbytnio a chętnie korzystając z tego co utyra ta pierwsza. Obie osoby w tym zestawie są niemądre.

                                            ps.
                                            poza tym podejrzewam, że watek to podpucha. jak nie ma kasy ze zleceń to trza iść do roboty na etat i zostać rasowym wyrobnikiem. można też znaleźć sobie obrotnego męża lub obrotną żonę. co niektórzy chętnie czynią.

                                            • 02.06.11, 14:54
                                              No, wątek moze być podpuchą, oczywiście ;-)
                                              Ale wracając do hipotetycznej choćby sytuacji - to co, facio był ok, pozwoliła mu się wprowadzić nie wiedząc nic o nim de facto? No to ja nie wiem nic o nim, ale ona jest trochę naiwna, mówiąc oględnie...
                                              I raz jeszcze - jak coś nie pasi to pogadać. Nie na forum tylko ze sobą. A potem albo kompromis albo każde w swoją stronę... Bo jak kasa stanowi problem, to szczęścia tam nie będzie...
    • 01.06.11, 21:07
      pan znalazł sobie złotą gęś na łańcuchu, czy tam kurkę znoszącą złote jaja, czy jak tam to zwał
      jeżeli liczysz na to, że coś się ruszy, no to się obudź.
      a teksty w tym wątku o równouprawnieniu, i że wielu facetów jest na Twoim miejscu, bo przecież sami utrzymują rodziny itp itd, to weź olej, facet utrzymanek zachowuje się jak troki od kaleson a nie jak mężczyzna

      --
      „Jedynym dowodem na to, że istnieje jakaś pozaziemska inteligencja jest to, że się z nami nie kontaktują.”
      ALBERT EINSTEIN
      • 02.06.11, 08:13
        Facet szuka niani, utrzymanki, pocieszanki i mamusi w jednym.
        Chyba jednak ma problem z dojrzałością życiową i raczej z tego nie wyrośnie.
        --
        W życiu wszystko jest pożyczone
    • 01.06.11, 22:40
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • 02.06.11, 11:07
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • 02.06.11, 08:47
      Rozstań się albo uspokój. Facet szuka roboty stara się a ty co? krzywe kluchy robisz.
    • 02.06.11, 09:40
      Kochałam męża nad życie i choć wiele rzeczy w małżeństwie mi nie odpowiadało poświęciłam się temu związkowi bez reszty w imię miłości i przysięgi małżeńskiej. Dziś będąc po rozwodzie (z winy męża) inaczej patrzę związki. I powiem Ci krótko - nie Jesteś szczęśliwa, odejdź. Nie warto się męczyć w takim związku, tracić czasu na niego. On i tak z czasem się rozpadnie, a jeśli nie, to po kilku, może kilkunastu latach zgorzkniała usiądziesz w końcu w fotelu i zadasz sobie pytanie, dlaczego nie odeszłaś od niego, dlaczego zmarnowałaś swoje życie i na własne życzenie unieszczęśliwiasz się tyle lat.
    • 02.06.11, 09:52
      Jakby ci tu powiedzieć. A właściwie opowiedzieć.
      Ja osobiście miałam takie małżeństwo. Tzn przed nim facet zarabiał, dokładał się co miesiąc tak jakby stałą pensję na dom. Ja oczywiście też pracowałam, ale nawet nie najgorzej i na etat. A zaczęło się po sprzedaży mieszkania po moich rodzicach i wzięcie kredytu na dom. Najpierw zmusił mnie do większego kredytu - bo część zamiast na dom pójdzie na firmę, później zaczęły się kolejne kredyty, mniej zleceń i pracy poprzez zaczęte studia wyjazdowe (uwaga dzienne!). Studia nie związane z pracą a z chęcią udowodnienia mi, że jest mądrzejszy i skończyć może też drugi kierunek, bo jedne robiliśmy wspólnie. Tak więc wyszło jak wyszło, kredyt prawie 2 razy większy niż potrzeba, do tego jakiś dodatkowy na mnie (!), pracy nie miał, nie chciało mu się, no i "depresję miał". W końcu przejęłam wszelkie koszty utrzymania, zaczęłam dorabiać dodatkowo w 2 miejscach i jeszcze zajmowałam się domem i zwierzętami i ogrodem. Tak, tak byłam jak wół robotniczy. A u niego udawana depresja objawiała się chęcią imprezowania na wyjazdach (a więc "pracował" jeśli miał zlecenia jakieś 3 dni w tygodniu- w sumie na swoje wydatki na wyjazdy i papierosy). W depresji niby na zajęcia jeździł. Z wyjazdów wynikły romanse, rozejście się związku, mój totalny brak zaufania w każdej kwestii. W końcu moją wyprowadzkę i szybkim rozwodem... cd nastąpi tzn . podział majątku i długów. Jak z tego wyjdę ? Na pewno nie tak jak zaczynałam tzn. z tak dużym mieszkaniem. Ceny się zmieniły a długi jakie są takie są.
      Wyciągnij wnioski. Bo ja głupia wyciągnęłam. Nigdy więcej nie będę tyle harować! Żadnych więcej kredytów nie chcę i panów niezaradnych również nie chcę.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.