Dodaj do ulubionych

Urządzacie wspólne sprzątanie?

07.06.11, 22:22
Czy sprzątacie całą rodziną, wszyscy razem, wtedy gdy każdy ma czas (np. w soboty lub gdy się nabrudzi na maksa), tak dopóki wszystkiego nie ogarniecie? Czy raczej dzielicie się obowiązkami, nie patrząc na potrzeby i czas (X sprzątnie swoje w 5 min, Y zasuwa pół dnia, bo akurat mu się dużo nazbierało). A może w waszych domach sprząta tylko jedna osoba?

Jak to u was jest? Macie jakieś sposoby na sprawiedliwy podział obowiązków?

Mnie spodobała się metoda wspólnego sprzątania, ale jakoś działa tylko podczas sprzątania po imprezach. ;]



--
http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/nc/ci/deyd/J2E8RrUg1aPu29AKmX.jpg
Edytor zaawansowany
  • 07.06.11, 22:26
    roznie, czasem jak mamy czas oboje i nas najdzie ochota to sprzatamy razem spontanicznie hehe, zazwyczaj jesli jest brudno to sprzata ten kto ma akurat wolne i czas.
    --
    I don't know who invented high heels, but all women owe him a lot.
    Marilyn Monroe
  • 07.06.11, 22:31
    Sprząta to, któremu pierwszemu obrzydnie burdello:P
    Zazwyczaj gdy sprząta jedno, drugie się z własnej woli dołącza, natomiast nigdy nie sugerujemy sobie, że to drugie powinno coś uprzątnąć albo pozbierać.
    W momencie, gdy któreś z nas jest bardzo zapracowane, drugie bez pytania i szemrania zbiera brudne naczynia, idzie na zakupy, robi pranie lub ścieli łóżko, nawet jeśli taki stan miałby trwać przez 2-3 tygodnie.

    W zasadzie nie musimy się dzielić sprzątaniem, bo każde z nas ma jakieś poczucie obowiązku i sprawiedliwości, więc jeśli jedno sprzątnie, to drugie ugotuje, jedno wyniesie śmieci, drugie zmyje naczynia, itd.

  • 07.06.11, 22:31
    rzeka.chaosu napisała:

    A może w was
    > zych domach sprząta tylko jedna osoba?

    U mnie w domu sprząta tylko jedna osoba - żona :)
    >
    Macie jakieś sposoby na sprawiedliwy podział obowiązków?

    Podział obowiązków wedle czynności, a nie wedle harmonogramu.
    Sprząta żona.
    >

    >
    >
    >
  • 07.06.11, 22:35
    Eh, też bym chciała żonę;>
  • 07.06.11, 22:39
    Ukrainkę bierz, nawet 12zł/h. ;]


    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/nc/ci/deyd/J2E8RrUg1aPu29AKmX.jpg
  • 07.06.11, 22:42
    No ale żona to jeszcze lepiej. Posprząta, ugotuje i kocha;)
  • 07.06.11, 22:45
    Czy jakaś partia ma taką opcję w programie? Tzn. żony dla kobiet? ;]


    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/nc/ci/deyd/J2E8RrUg1aPu29AKmX.jpg
  • 07.06.11, 22:46
    Trzeba założyć;>
  • 07.06.11, 22:35
    Najsprawiedliwsza jest zrzutka na sprzątaczkę.
  • 07.06.11, 22:36
    Zgadzam się. I jeszcze se sprzątaczka zarobi. Same plusy.
    Ale u mnie wstyd wpuścić sprzątaczkę;>
  • 07.06.11, 22:41
    Heh szkoda, że nie możemy się żenić. ;]



    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/nc/ci/deyd/J2E8RrUg1aPu29AKmX.jpg
  • 07.06.11, 22:42
    Trzeba wpuszczać częściej, zanim zdąży się wstyd zrobić. A tak w ogóle to miałam taką ciotkę, która zawsze sprzątała przed przyjściem sprzątaczki, żeby wstydu nie było. Zdaje się, że Marge Simpson w jednym z odcinków zrobiła ten sam numer. ;D
  • 07.06.11, 22:45
    Ale Marge ma wylizane, więc jest efekt komiczny. A u mnie to nie do śmiechu;>

    Powiem szczerze mam problem z tym, żeby ktoś mi moje rzeczy przekładał. Tym bardziej, że nie mam jakiejś organizacji, że coś gdzieś leży na stałe. Super w sumie, żeby sprzątaczka zadecydowała, gdzie co powinno leżeć, żeby było przejrzyście, ale to wstyd tak sprzątaczce to pozostawić;))) W takiej to jestem postmodernistycznej kropce;>
  • 07.06.11, 22:58
    Podobno dobra gosposia to gorzej jak teściowa. Nawet jak jej nie pozostawisz mozliwości wyboru gdzie co ma leżeć, to ona i tak położy tam gdzie uzna za stosowne. Sama też decyduje co i kiedy trzeba sprzątać, prać i prasować. Nawet jak powiesz, że firanki jeszcze czyste i nie trzeba zmieniać to ona jak stwierdzi, że czyste nie są, to i tak zmieni. Kiedyś jechałam w pociągu z takimi dwoma paniami, które wymieniały doświadczenia z gosposiami.
  • 29.06.11, 23:03
    grzeczna_dziewczynka15 napisała:
    > Zgadzam się. I jeszcze se sprzątaczka zarobi. Same plusy.
    > Ale u mnie wstyd wpuścić sprzątaczkę;>

    Nigdy nie jest wstyd. Najmuje się kogoś, jeśli samemu sobie z czymś nie umie albo nie chce poradzić. Obojętne czy to chodzi o chorego zęba, naukę angielskiego, wymianę filtrów w samochodzie czy mycie okien. Nikt od wszystkich nie wymaga znajomości działania silnika, tak więc nie wszyscy muszą umieć efektywnie sprzątać.
    --
    pogotowiedomowe.com.pl/
  • 30.06.11, 08:01
    o ile trudniej ogarnac dzialanie silnika, to wrzucenie ciuchow do szafy, co by sie o nie nie potykac i uzywanie mopa nie jest specjalnie trudne


    bałąganiarzom po prostu nie chce sie sprzatac regularnie dlatego ich to przerasta, ale nie ma co tutaj kitów wciskac, ze zmywanie garów jest za trudne:>
    --
    -*-
    Korek
    www.youtube.com/watch?v=P6JJUwUEc20&NR=1
  • 07.06.11, 22:40
    Sprzątamy we trójkę, całą rodziną, kiedy nam się chce. Każdy ma swój przydział pomieszczeń. Razem także myjemy okna. Na co dzień utrzymujemy porządek na bieżąco. Mój mąż ma fobię na punkcie zmywania i prasowania. Nie pójdzie spać dopóki ostatnia łyżeczka jest niezmyta, od czasu do czasu przewala ogromną górę prasowania, ja z kolei mam fobię na punkcie okien, lubię żeby były czyste i firanki też.
  • 07.06.11, 22:47
    To nie fobie, to fiksacje są;> Albo fetyszyzm jaki. Fobię to ja mam, więc okna myje mi mama... jak już nie wyrabia nerwowo;)
  • 07.06.11, 22:43
    jak sa co najmniej dwie osoby to sa tez dwa dochody wiec zatrudnia sie kogos kto przyjdzie raz w tygodniu na pare godzin zeby posprzatal, zmienil posciel i poprasowal.
    oczywiscie jesli ktos ma hobby polegajace na codziennym sprzataniu to robi to wtedy sam i nie narzuca swoich zainteresowan innym. tak jak nie narzuca sie otoczeniu innych dziwnych tudziez niespotykanych pasji - np polowan, chodzenia na ryby, zbierania znaczkow, czytania romansow lub biografii, ogladania sportu w tv itd.
  • 07.06.11, 22:47
    > jak sa co najmniej dwie osoby to sa tez dwa dochody wiec zatrudnia sie kogos kt
    > o przyjdzie raz w tygodniu na pare godzin zeby posprzatal, zmienil posciel i po
    > prasowal.
    > oczywiscie jesli ktos ma hobby polegajace na codziennym sprzataniu to robi to w
    > tedy sam i nie narzuca swoich zainteresowan innym.

    Gdybym nie mieszkała z Antoniem, to mogłabym zamieszkać z Tobą:D

  • 07.06.11, 22:52
    mysle ze mieszkaloby sie nam calkiem niezle, haha, sprzatanie na pewno nie byloby problemem.
  • 07.06.11, 23:16
    > mysle ze mieszkaloby sie nam calkiem niezle, haha, sprzatanie na pewno nie bylo
    > by problemem.

    Na pewno nie. Ty też w UK mieszkasz? :)
  • 08.06.11, 17:07
    yep, w londynie :-)
  • 07.06.11, 22:48
    Prawda, ale codzienne sprzątanie też jest potrzebne, a poza tym do niektórych przedmiotów sprzątaczki bym nie dopuściła. ;]



    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/nc/ci/deyd/J2E8RrUg1aPu29AKmX.jpg
  • 07.06.11, 22:50
    > Prawda, ale codzienne sprzątanie też jest potrzebne

    A po co? ;)
  • 07.06.11, 23:00
    Mnie to w sumie po nic, obym nie miała porozwalanych naczyń z resztkami papu. Nie mam czasu sprzątać. ;] Zazdroszczę ci Antonia, bo mój rano zostawia syf, a wieczorem ma o niego pretensje*. Albo naleje wody na podłogę w łazience, a rano ma pretensje, że się sama nie wytarła/nie zdążyła wyparować. Niereformowalny. ;/

    * w Postaci delikatnych spostrzeżeń albo żartów.

    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/nc/ci/deyd/J2E8RrUg1aPu29AKmX.jpg
  • 07.06.11, 23:07
    > bo mój rano zostawia syf, a w
    > ieczorem ma o niego pretensje*.

    Rany. Naprawdę to niereformowalne? A jak Ciebie w domu nie ma to pretensje sobie przed lustrem wygarnia? :D:D
  • 07.06.11, 23:17
    Nie nie, to raczej odbywa się tak: "widziałaś mój kubek, nie mam się z czego napić?" - ma swój ulubiony. Albo: "gdzie moje X?" albo "ale bym się wy..rzył na podłodze w łazience, cała mokra" albo rano mu się raz zdarzyło: "NIE MAM CZYSTYCH KOSZUL!, od której pralnia otwarta?"

    Ale sorri: ja mu ciuchów z pralni odbierać nie będę, nie będę pilnować gdzie zostawił kubeczek, ani wstawać w srodku nocy, żeby sprawdzić, czy wytarł podłogę po kąpieli.

    Ogólnie jest kochany, ale czasem przesadza. ;];];]

    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/nc/ci/deyd/J2E8RrUg1aPu29AKmX.jpg
  • 07.06.11, 23:22
    > Ale sorri: ja mu ciuchów z pralni odbierać nie będę, nie będę pilnować gdzie zo
    > stawił kubeczek, ani wstawać w srodku nocy, żeby sprawdzić, czy wytarł podłogę
    > po kąpieli.

    I dobre podejście - sam zostawia, niech sam zbiera, nie daj się temperować:)
    Odrobina przesadyzmu nie zaszkodzi, o ile nie jest to wymuszanie na drugim sprzątania i pedantycznego biegania ze ścierą:)
  • 07.06.11, 23:10
    haha, wiem jak rozwiazac problem zalanej podlogi w lazience, u mnie zazwyczaj na lazienkowej podlodze walaja sie jakies brudne reczniki (az sie nazbieraja zeby wrzucic do pralki) wiec zawsze jest czym przejechac po kaluzy, nawet nie trzeba sie schylac tylko wdziecznie machnac stopa :-)
  • 07.06.11, 23:17
    > haha, wiem jak rozwiazac problem zalanej podlogi w lazience, u mnie zazwyczaj n
    > a lazienkowej podlodze walaja sie jakies brudne reczniki (az sie nazbieraja zeb
    > y wrzucic do pralki) wiec zawsze jest czym przejechac po kaluzy, nawet nie trze
    > ba sie schylac tylko wdziecznie machnac stopa :-)

    Boskość! Też tak robiłam, ale sobie zamontowaliśmy taką szybkę przy wannie i już na podłogę nie cieknie;)
  • 08.06.11, 12:45
    ja mam zaslonke w ciapki i tez nic nie cieknie, chyba ze sie w wannie siedzi i chlapie bawiac z duck vader i innymi kapielowymi umilaczami:-)
  • 07.06.11, 23:20
    Hehhe, ja teraz po remoncie mam łazienkę jak w hotelu - sztywną i sterylną. Musimy ją w końcu do ładu doprowadzić i trochę tam nabałaganić. Akurat ręczniki mamy ciemne-popielate to nawet nie byłoby widać ewentualnych plam od wody czy brudu. :D:D:D:D



    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/nc/ci/deyd/J2E8RrUg1aPu29AKmX.jpg
  • 07.06.11, 22:59
    ale na czym polega codzienne sprzatanie? to chyba oczywiste ze normalny ludzie smieci wrzucaja do kosza, gary gromadza w zlewie raz na jakis czas i zbieraja brudne ciuchy z podlogi i wrzucaja do kosza na brudy. ale to nie jest sprzatanie to jest normalne zycie tak jak robienie czasem zakupow i wyrzucanie smieci.
    nie bardzo wiem do czego mozna nie chciec dopuscic sprzataczki - nie wymaga sie zazwyczaj od takowej zeby ukladala majtki w szufladach ale to chyba dlatego ze nikt normalny nie 'porzadkuje belizny'. nie wiem za bardzo o co chodzi z tym wstydem.
  • 07.06.11, 22:46
    Zwykle sprzątamy w weekend, może to być sobota po południu, ale może i niedziela, jak zaimprezujemy :)
    Niby zaczynamy o tej samej godzinie, ale ja mam tak, że wolę zacząć od razu i mieć z głowy, a mój chłop zbiera się pół godziny, więc kiedy on wyciąga odkurzacz, to ja już mam kuchnię umytą. Potem ja leżę na kanapie i pasę oczy jego widokiem, jak biega z mopem :D Mamy podział pomieszczeń w mieszkaniu i on jest święty, ale czasem jak jedno wyjedzie na dłużej, to wtedy drugie sprząta wszystko (albo i nie - zależy, czy syf jest). Na co dzień każde z nas wykonuje swoje obowiązki, uzależnione najczęściej od planu dnia. Ja np. nigdy nie ścielę łóżka, bo wstaję wcześniej, ale zwykle je rozkładam, bo kładę się wcześniej spać.

    --
    mixed.blox.pl
    Życiowo-wyznaniowy małżeński mix
  • 07.06.11, 22:54
    > Zwykle sprzątamy w weekend, może to być sobota po południu, ale może i niedziel
    > a, jak zaimprezujemy :)

    Brzmi traumatycznie, ale może to moje sfiksowane wspomnienia z dzieciństwa.
    Mama moja cały dom do sprzątania w sobotę rano zaganiała i nie można było nawet się kawy napić, póki wszystko nie było gotowe.

    > Niby zaczynamy o tej samej godzinie, ale ja mam tak, że wolę zacząć od razu i m
    > ieć z głowy, a mój chłop zbiera się pół godziny, więc kiedy on wyciąga odkurzac
    > z, to ja już mam kuchnię umytą

    To tym bardziej mnie się traumatycznie kojarzy. Jesteś pewna, że chłop z taką radością co weekend sprząta, z jakim Ty entuzjazmem to opisujesz? ;)

    Ale nie bierz moich słów do siebie, ja mam psychę skrzywioną przez mamę pedantkę, co z miotłą 8 razy dziennie po tym samym tarasie biega...

  • 07.06.11, 23:04
    > Brzmi traumatycznie, ale może to moje sfiksowane wspomnienia z dzieciństwa.
    > Mama moja cały dom do sprzątania w sobotę rano zaganiała i nie można było nawet
    > się kawy napić, póki wszystko nie było gotowe.

    Mój teść ma tak do dzisiaj, o 9 rano w sobotę piętrowy dom już lśni, bo on nie może spać ze świadomością, że brudne, więc wstaje o 6-7 i sprząta.
    Moja mama była mniej patologiczna, ale dla mniej spać w sobotę do 10 to była zbrodnia, do 14 miało być posprzątane.
    Tak zostaliśmy oboje wychowani i chociaż we własnym domu lejemy trochę na to, jednak siłą przyzwyczajenia zawsze sprzątamy w weekend. Tyle, że sobota rano odpada, bo ja śpię do 10, małżonek jeszcze dłużej, a o 11.30 mam kurs językowy i mogę się wziąć za sprzątanie dopiero, jak z niego wrócę. A jak nam się bardzo nie chce, sprzątamy w niedzielę albo w ogóle po tygodniu. Jednak dłuższych przerw niż 3 tygodnie nie robimy, bo już nam przeszkadza.

    > To tym bardziej mnie się traumatycznie kojarzy. Jesteś pewna, że chłop z taką r
    > adością co weekend sprząta, z jakim Ty entuzjazmem to opisujesz? ;)

    A co mnie interesuje jego radość? Ma swoje obowiązki i je wykonuje, a ja swoje. Ot i wszystko. I gdzie ty tu entuzjazm widzisz? Ja nienawidzę sprzątać i robię to jak najszybciej, żeby mieć to z głowy. On się pół godziny zbiera, musi sobie ustawić muzykę nastrojową, przygotować "front robót", mopa, odkurzacz... potem robi przerwy. Mnie to by wkurzało, więc robię to szybciej. Odwalam wszystko w godzinę i mam resztę weekendu w czystym mieszkaniu tylko dla siebie.

    Tak jak pisałam, też mieliśmy traumatycznych rodziców, ale wstrętu do sprzątania jakoś nie mamy. Nie wiem, co jest traumatycznego w tym, żeby poświęcić 2 godziny w sobotę lub niedzielę na porządki i resztę tygodnia mieć spokój. Nie o patologicznej godzinie rannej i nie wtedy, kiedy ktoś zagoni. Po prostu się umawiamy "sprzątamy?" "OK". albo "Nieeee, jutro..." :D

    --
    mixed.blox.pl
    Życiowo-wyznaniowy małżeński mix
  • 07.06.11, 23:15
    > A co mnie interesuje jego radość? Ma swoje obowiązki i je wykonuje, a ja swoje.

    Widzisz, i właśnie tego podejścia nie rozumiem. Dlaczego narzucać sobie takie obowiązki? Nie łatwiej posprzątać, jak się nawinie, na przykład najdzie Cię na szorowanie łazienki po kąpieli, albo zmywasz naczynia, gdy czekasz, aż Ci się woda na herbatę zagotuje?

    > Nie wiem, co jest traumatycznego w tym, żeby poświęcić 2 godz
    > iny w sobotę lub niedzielę na porządki i resztę tygodnia mieć spokój.

    I właśnie to jest takie typowe, z domów wyniesione - posprzątać w weekend, by potem mieć spokój.
    A ja wolę mieć spokój w weekend, zwlec się późno z łóżka, zaparzyć kawy, zrobić jaja na miękko, burdel ze stołu zgarnąć na podłogę, szybko po poranną gazetę do sklepu wyskoczyć i przy tym stole, jajach, tostach z dżemem i kawie, z nogami na stole i gazetą w łapie co najmniej półtorej godziny posiedzieć.
    A potem do lasu na kilka godzin wypaść... potem do restauracji lub kina - mieć weekend, a nie zapierdziel z mopem. Przecież od tego jest weekend. A posprzątać można przy okazji, w tygodniu, świat się od sprzątnięcia łazienki w środę i odkurzenia w piątek rano nie zawali.
  • 08.06.11, 13:35
    > Widzisz, i właśnie tego podejścia nie rozumiem. Dlaczego narzucać sobie takie o
    > bowiązki?

    Bo nam obojgu bardziej pasuje posprzątać raz w tygodniu niż dzielić to na cały tydzień. Lepiej mieć od razu z głowy.

    > Nie łatwiej posprzątać, jak się nawinie, na przykład najdzie Cię na s
    > zorowanie łazienki po kąpieli

    Nie, bo jakoś nigdy mnie nie nachodzi na szorowanie łazienki po kąpieli. Po kąpieli smaruję ciało balsamem i idę się zrelaksować, a nie tam będę wanny szorowała.

    > albo zmywasz naczynia, gdy czekasz, aż Ci się wo
    > da na herbatę zagotuje?

    A tu już zupełnie mieszasz pojęcia, zmywa się codziennie, a podłogi myję raz w tygodniu, więc to są zupełnie inne sprawy.
    Co do zmywania, to u nas akurat zmywa małżonek i to absolutnie jego brocha, o której godzinie to zrobi - po pracy, przed pracą czy o 3 w nocy.

    > I właśnie to jest takie typowe, z domów wyniesione - posprzątać w weekend, by p
    > otem mieć spokój.

    Jest w tym logika. Raz w tygodniu przebierasz się w robocze ciuchy, babrasz z mopami, brudną wodą itd., potem się ogarniasz, bierzesz kąpiel i po zawodach. Jakbym miała sprzątać 7 dni w tygodniu na zasadzie "w poniedziałek zamiatam, a we wtorek myję półki", to byłabym brudna 7 razy w tygodniu. Nie wspominając o tym, że nie należę do osób, które codziennie są w domu o tej samej godzinie i robią to samo. Weekend jest najpraktyczniejszy, bo tylko raz w tygodniu jest bajzel związany ze sprzątaniem. Przez ca 2 godziny. A potem błogi spokój i relaks w czystym mieszkaniu!

    > A ja wolę mieć spokój w weekend, zwlec się późno z łóżka, zaparzyć kawy, zrobić
    > jaja na miękko, burdel ze stołu zgarnąć na podłogę, szybko po poranną gazetę d
    > o sklepu wyskoczyć i przy tym stole, jajach, tostach z dżemem i kawie, z nogami
    > na stole i gazetą w łapie co najmniej półtorej godziny posiedzieć.
    > A potem do lasu na kilka godzin wypaść... potem do restauracji lub kina - mieć
    > weekend, a nie zapierdziel z mopem. Przecież od tego jest weekend. A posprzątać
    > można przy okazji, w tygodniu, świat się od sprzątnięcia łazienki w środę i od
    > kurzenia w piątek rano nie zawali.

    A ja wolę mieć spokój w tygodniu, 2 h zajęte w sobotę i relaks w weekend. W tygodniu nie mam głowy ani czasu, żeby przebierać się na brudno i latać z mopem, a w marynarce po pracy zamiatać podłogi jakoś mi się nie uśmiecha. Po powrocie z roboty nie mam na to najmniejszej ochoty, bo jestem zmęczona, a na dodatek czasem wracam do domu o 20 lub 22 i jedyne, o czym marzę, to zjeść i odpocząć.

    2 godziny poświęcone na sprzątanie nie neguje ani wstawania późno, ani jajek na miękko, ani relaksu w lesie. Za to bardzo ułatwiają życie, bo w tygodniu już nie trzeba sobie tym zawracać głowy.

    --
    mixed.blox.pl
    Życiowo-wyznaniowy małżeński mix
  • 08.06.11, 16:27
    > Jest w tym logika. Raz w tygodniu przebierasz się w robocze ciuchy, babrasz z m
    > opami, brudną wodą itd., potem się ogarniasz, bierzesz kąpiel i po zawodach. Ja
    > kbym miała sprzątać 7 dni w tygodniu na zasadzie "w poniedziałek zamiatam, a we
    > wtorek myję półki", to byłabym brudna 7 razy w tygodniu.

    Ja w tym logiki nie widzę. Nie przebieram się do sprzątania:P

    > Weekend jest najpraktyczniejszy, bo tylko raz w tygodniu jest bajzel
    > związany ze sprzątaniem. Przez ca 2 godziny.

    Dwie godziny weekendu udupione:) A sama wspominałaś, że małżonkowi dłużej to zajmuje...

    > Za to bardzo ułatwiają życie, bo w tygodniu już n
    > ie trzeba sobie tym zawracać głowy.

    Ehh... Burdel to ostatnia rzecz, którą sobie zawracamy głowę. Na burdello się nie umiera:)

    Tyle podejść do sprzątania, ilu ludzi. Ty masz podobe podejście do mojej mamy, ja natomiast podejście mam takie, że sprzątanie mam gdzieś. Robię przy okazji tylko wtedy, gdy mam ochotę, a jak ochoty nie mam i mój facet też nie ma - mamy brudno. I na szczęście nikomu to nie przeszkadza:)



  • 30.06.11, 00:35
    > Ja w tym logiki nie widzę. Nie przebieram się do sprzątania:P

    To w czym sprzątasz, w wyjściowych ciuchach? Przylatujesz z roboty i rzucasz się na podłogi? Wykąpiesz się, zakładasz czyste ciuchy i idziesz szorować w nich wannę i kibel? Może jeszcze cię "nachodzi" na mycie kibla podczas imprezy, w pełnym fryzie i makijażu? :P

    > Dwie godziny weekendu udupione:) A sama wspominałaś, że małżonkowi dłużej to za
    > jmuje...

    No, TYLKO dwie godziny weekendu i to JEDNORAZOWO. Zdecydowanie bardziej się kalkuluje niż robienie z doskoku przez cały tydzień (zakładając, że 0,5 h dziennie = 3,5 h).

    A że małżonkowi dłużej zajmuje, to sorry ciebie ja uprzejmie, to nie mój problem. Może sprężyć poślady i mieć więcej wolnego, tak jak ja. On ma taki rytm roboty, ja inny. Jego praca, jego problem.

    > Ehh... Burdel to ostatnia rzecz, którą sobie zawracamy głowę. Na burdello się n
    > ie umiera:)

    My też - chociaż uparcie starasz się ze mnie zrobić niewolnicę sprzątania w sobotę :>
    Pisałam przecież wyraźnie, że w niektóre weekendy w ogóle nie sprzątamy.

    Ty masz podobe podejście do mojej mamy,
    > ja natomiast podejście mam takie, że sprzątanie mam gdzieś.

    Nie, ja nie sprzątam obsesyjnie i nie mam wdrukowanej godziny, do której muszę posprzątać. Po prostu raz w tygodniu zbieram się i sprzątam. I tak mi cholera wychodzi, że to jest stały dzień tygodnia (ZAZWYCZAJ - czasem jest to niedziela, a czasem wcale), bo tak najwygodniej i najpraktyczniej, przez resztę tygodnia mam pierdylion innych zajęć, ważniejszych niż zamiatanie i mycie podłóg.

    >mamy
    > brudno. I na szczęście nikomu to nie przeszkadza:)

    Pozostaje pogratulować, mnie syf przeszkadza. Wyjaśnię od razu, zanim się przyczepisz: syf to nie jest tygodniowa warstewka kurzu na regale.

    --
    mixed.blox.pl
    Życiowo-wyznaniowy małżeński mix
  • 30.06.11, 00:22
    etam siłą przyzwyczajenia
    (no chyba, że macie nienormowany czas pracy czy pracujecie z domu, to wtedy tak)

    większosc w tygodniu pracuje i nie ma czasu na porządki, niedziela jest w świadomości ludiz dniem odpoczynku (niewazne czy katolik czy nie), więc siłą rzeczy sobota jest na ogół na sprzątania.. mnie się osobiscie wydaje, że raz w tygodniu sprzątnąć chatę to takie normalne jest i konieczne



    --
    www.youtube.com/watch?v=t5Hn5BYbr9k
  • 07.06.11, 23:12
    OMG wiem co to znaczy - matka mojego faceta właśnie taka jest. Tzn. może nie kazała mu sprzątać, ale sama lata i dopieszcza cały dom. Odkurza chyba codziennie, nawet w nieużywanych gościnnych sypialniach.

    I na dodatek sypie tekstami w stylu: ludzie z dobrych domów mają posprzątane, ludzie z domów gorszych mają zapuszczony brud. Bleee. Przez nią sama chyba zaczynam mieć traumę i boję się jej odwiedzin. ;/ To jest pedantyzm w czystej postaci.



    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/nc/ci/deyd/J2E8RrUg1aPu29AKmX.jpg
  • 07.06.11, 23:22
    boże okropni sa tacy terrorysci porzadkowi;)
    kiedys z kims takim mieszkalam..cos strasznego . Obsesja na punkcie zle przestawionego kubka ,kropelki wody na blacie ,przekrzywionej sciereczki-omalo nie nabawilam sie traumy.
    a weekend jest od odpoczywania ,chociaz wtedy sprzatam glownie.,...ale nie w kazdy:P


    --
    cuando menos piensas , sale el sol
  • 08.06.11, 16:04
    Moja mama też tak ma :) Dla niej jestem fleją. Sprzątam raz w tygodniu. Codziennie musi wyciągnąć odkurzacz i ze ścierką pobiegać. Pamiętam jak rodzice kupili nowy telewizor, bo chcieli większy. Niecały tydzień później mama wycierała kurz na nim. Mokrą, ociekającą z wody ścierką. Telewizor był włączony. Nie wytrzymałam i powiedziałam. Nie podlewaj, większy nie urośnie.
  • Ja nie lubię razem. Lubię sama gdyż mam swój rytm i swój sposób sprzątania;)
    --
    Prawdziwi mężczyźni nie pytają o drogę
  • 07.06.11, 22:53
    My niby razem, ale w sumie osobno, bo każde w swoim rytmie i inne pomieszczenia :)
    Tylko jakieś okna i tego typu fanaberie myjemy razem.

    --
    mixed.blox.pl
    Życiowo-wyznaniowy małżeński mix
  • 08.06.11, 11:42
    Pol zycia naogladalam sie sprzatania na "trzy cztee-ry" w soboty do poludnia, na rozkaz mojej mamy. Czysty terroryzm. Nigdy wiecej.

    U mnie podzial wytworzyl sie naturalnie. Maz gotowal, bo polubil, wiec ja sprzatalam.
  • 08.06.11, 11:55
    Kto ma czas, ten sprząta. Pracujemy w różne dni, więc każdy wie, kiedy ma swoją kolejkę.

    Ponarzekam - będę na trochę wyłączona z takich robót; nam dość paskudne leczenie łapy. Trochę to ograniczenie doskwiera, ale nie ma obawy - chałupa wskutek tego nie zarośnie.
  • 08.06.11, 12:07
    ze nieprzyjemnymi walczy sie samemu.
    poniewaz nienawidzimy sprzatania, ale w ramach podzialu zadan
    musimy je czasem robic - to wyrzucamy babe do sklepu, a samemu otwieramy butelke czerwonego vina (by nieprzyjemna robote pokryc przyjemnym bukietem) i ochoczo zabieramy sie dziela sprzataniowo-vinnego :)

    PS. POlecam do tego zadania jakies jasno-czerwone (lekkie).
    najlepiej pasuja tu wloskie
  • 08.06.11, 16:08
    Do sprzątania bardziej pasuje różowe wytrawne ;)
  • 08.06.11, 12:15
    Różnie z tym bywa, sprzątamy razem, czasami osobno. Każdy ma też swoje działki np. ja przeważnie zajmuję się łazienką, za to nie ruszam tarasu. Staram się nie sprzątać w weekendy. Też mam traumę z domu, gdy każda sobota zaczynała się od sprzątania, kończyliśmy przeważnie tuż przed obiadem (dom był duży), masakra. Moja mama miała pretensje, gdy chciałam posprzątać w piątek, bo ma być czysto w weekend, a tak zdąży się nabrudzić. Teraz zdarza nam się nie sprzątać czasami i miesiąc (rzecz jasna poza zmywaniem, wynoszeniem śmieci itp.), i jest ok. Jak brud zaczyna nam przeszkadzać, to wyciągamy odkurzacz. A weekendy przeważnie przeznaczamy na przyjemności.
    --
    smakowite.com/
    www.clasesdepolaco.pl/
  • 08.06.11, 12:20
    Ja lubię sprzątać i oczywiście wszystko wygląda najlepiej pod warunkiem, że zrobię to sama.
    Jednak marzę żeby efekt sprzątania utrzymywał się jak najdłużej...niestety to jest możliwe tylko wtedy, kiedy dzieci są na zielonym przedszkolu.
    --
    Można odejść na zawsze, by stale być blisko ks Twardowski
  • 08.06.11, 12:50
    Sprzątanie to w ogóle jest bolesny temat.

    --
    --------------------
    Si vis pacem, para bellum
  • 08.06.11, 13:07
    rzeka.chaosu napisała:

    > Czy sprzątacie całą rodziną, wszyscy razem, wtedy gdy każdy ma czas (np. w sobo
    > ty lub gdy się nabrudzi na maksa), tak dopóki wszystkiego nie ogarniecie?

    mam totalną alergię na sprzątanie w soboty - 15-20 lat temu, całe chyba osiedle sprzątało w soboty, wszyscy latali z dywanami, myli balkon, odkurzali, biegali szaleńczo do spożywczaka na kilka rund, u mnie każdy w domu dostawał przydział i nie ma że boli - i tak jeden z dwóch dni wolnych w tygodniu upływał ze szmatą w ręku. Matka się opamiętała dopiero kilka lat później

    > Czy raczej dzielicie się obowiązkami, nie patrząc na potrzeby i czas (X sprzątnie sw
    > oje w 5 min, Y zasuwa pół dnia, bo akurat mu się dużo nazbierało). A może w was
    > zych domach sprząta tylko jedna osoba?
    > Jak to u was jest? Macie jakieś sposoby na sprawiedliwy podział obowiązków?

    mieszkam z nastoletnim potomstwem, nie ma opcji, żeby podział był sprawiedliwy :) na bieżąco proszę o wstawienie/rozwieszenie prania, zakupy, zmywanie itp. Resztę ogarniam na bieżąco, bo zauważyłam już dawno że tak jest łatwiej - odkurzanie i umycie kibla jednego dnia nie trwa długo, drugiego dnia - np. pranie, umycie wanny, kurze na regale, itp itd. - aż tak się tego nie odczuwa jak np. po tygodniu nic nie robienia - no wtedy to pół dnia z głowy.


    --
    „Jedynym dowodem na to, że istnieje jakaś pozaziemska inteligencja jest to, że się z nami nie kontaktują.”
    ALBERT EINSTEIN
  • 08.06.11, 13:46
    Różnie jest. Z chłopem mieszkam jakieś osiem miesięcy,na początku bywały spięcia. Ja się rozluźniłam, a on się uorganizował i teraz jest całkiem spoko. Sprzątamy rzeczywiście zazwyczaj w soboty, a to z tego powodu, że to pierwszy dzień wolny po całym tygodniu. Więc jeśli jest w domu malarycznie, to bierzemy się do roboty. Co do zasady jest tak, że jeżeli robimy sprzątanie po całości, to on zajmuje się pokojami (wytrzeć kurze z regałów, sprzątnąć na stole na którym zawsze kumuluje nam się tona śmiecia, powyrzucać zbędne szpargały i makulaturę, odkurzyć), a ja sprzątam kuchnię i łazienkę. Taki podział powstał jakoś naturalnie, i nikomu nie wadzi. Operacja zrobienia domu na glanc, na powalającym metrażu 39,5m2 zajmuje nam godzinę. Na bieżąco staramy się nie zarastać syfem i też jest ok.
  • 08.06.11, 16:41
    ja z moim mężem zawsze dzielimy się obowiązkami i tak samo uczymy dzieciaka że każdy ma jakieś swoje obowiązki. ja zawsze myje okna - raz dopuściłam kochanego i więcej tego nie zrobię:) kurze i generalne porządki w szafach to też moja działka. do niego należy łazienka. odkurzanie mycie podłóg kuchnia na zmianę. no i garaż i takie tam jego bajery też on przejmuje. a dzieciak jak narazie za mały ale juz wie że musi pościelić łóżeczko i pozbierać zabawki :)
  • 08.06.11, 16:55
    o co chodzi z tym scieleniem lozek? nie wystarczy wyprostowac koldre i ulozyc poduszki jak ktos juz musi miec ladnie? mi sie nawet tego nie chce robic i jakos zyje :-)
  • 08.06.11, 16:58
    > o co chodzi z tym scieleniem lozek? nie wystarczy wyprostowac koldre i ulozyc p
    > oduszki jak ktos juz musi miec ladnie? mi sie nawet tego nie chce robic i jakos
    > zyje :-)

    No nie? A sypialnia i tak ma drzwi zamknięte i służy tylko do spania + jako garderoba:D
  • 08.06.11, 19:50
    ee no własnie wyprostowanie kołdry i ułożenie poduszek to już jest dla mnie poscielenie lóżka:) ja tam nie mam żadnych takich cudów jak wielkie narzuty i 10 000 poduszek dekoracyjnych. a przez takie drobne zabiegi moja pociecha uczy się zaradności i schludności
  • 08.06.11, 18:14
    u nas jest sztywny podział obowiązków. części rzeczy ustalamy na zasadzie wymiany. poza tym kazdy ma swój odcinek i się tego trzyma.
  • 29.06.11, 12:56
    W moim domu rodzinnym nie było sobotniego, przymusowego sprzatania, raczej bywało i bez specjalnego zmuszania i terroru.
    Ale fakt, ze sobotnie sprzatania, a czasem wręcz pucowanie domu, jest w PL popularne.
    Pewnie dlatego, żeby niedziela, dzień święty, był czystością uświęcony ;)

    W moim 2 -os. gospodarstwie domowym wygląda to tak, ze sprzątamy, jak mamy ochote. Czasem we dwoje, czasem jedno. Jak nie mamy ochoty, to jest brudno i tyle. Nikt z tego dramatu nie robi i drugiego nie zapędza.
    Niektóre rzeczy się jakoś tak same podzieliły, np. mąż nastawia i rozładowuje zmywarke, a ja myję podłogi - lubię mopować, a powierzchnia niewielka.Lubie też sprzątać łazienkę, więc to też najczęściej moja "działka".
    Ja zresztą często sprzątam w sobotę, ale nie cały dzień, nie bez śniadania i bez kawy:) Na luzie.

  • 30.06.11, 00:14
    sprzątamy razem i raczej dopóki nie zostanie zrobione to, co zaplanowane
    często wypisujemy na kartce co jest do zrobienia i przydzielamy sobie zadania ale startujemy i przerwy robimy sobie w tym samym czasie.. w sumie nie wiem czemu tak ale sie jakoś tak utarło


    --
    www.youtube.com/watch?v=t5Hn5BYbr9k
  • 30.06.11, 00:41
    Kocham biegać ze ścierą. Nie gotuję. Dla mnie taki podział byłby supersprawiedliwy.
  • 30.06.11, 07:49
    Zanim urodziło się nam dziecko tak właśnie sprzątaliśmy z mężem. Z niemowlakiem na ręku jest to trudniejsze - albo jedno z nas zajmuje się dzieckiem, albo podrzucamy je babci i sprzątamy.
  • 30.06.11, 16:00
    Sprzatamy zawsze razem, jest co ogarniac bo 3 poziomy-390m2 :-) najczesciej w tygodniu bo soboty szkoda. Wlaczamy super glosno muzyke,popijamy cos alkoholowego i jadziem na odkurzaczach czy innych mopach:-) Faktem jest,ze malo balaganimy,bo zbiera sie i gary i ciuchy na biezaco.Dzeci nie ma kota niestety tez juz nie,wiec tak duzo czasu nam to nie zajmuje. Ogolnie jest zawsze dom ogarniety. Do pani sprzatajacej chyba jeszcze nie dojrzalam,pracuje najczesciej w domu i znajac siebie glupio byloby mi siedziec i wlaczylabym sie najpewniej do pmocy:-)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.