Klientki s± o tyle sobie winne, że nie daj± sygnałów zwrotnych ekspedientce - ciasno, nieciasno, wygodnie, niewygodnie.
Ja my¶lę, że tej brafitterce jest zasadniczo wszystko jedno, czy sprzeda Freykę 65C czy 70B. A jak jej klientka mówi, że OK, no to wierzy, że OK. A potem pretensje, że zła ekspedientka na siłę komu¶ badziewie wcisnęła. Bo klientki wychodz± z założenia, że jak ona się zna, to trzeba kiwać głow± i brać, co podaje. Od tego jest przymierzalnia z pomoc±, żeby klientka okre¶liła, co jej pasuje. W końcu to ona trzyma portfel i nikt jej tego na siłę nie wmusi, je¶li nie będzie chciała zapłacić. A jak się boi odezwać, że niewygodnie, to potem ekspedientka winna.
Moje staniki s± super wygodne, no ale cóż, ja byłam asertywna i mówiłam "nie leży mi", nawet jak brafitterka twierdziła, że super dopasowany. Tak samo mam z butami, bo noszę 41, stopę mam w±sk± i 80% butów po prostu nie pasuje albo kiepsko wygl±da. I żadna ekspedientka mi nie wmówi, że mam kupić, jak Ľle leży albo zwyczajnie się nie podoba.
Jasne, pewnie zdarzy się czasem (w końcu to tylko ludzie), że brafitterka sknoci, Ľle dobierze albo wci¶nie droższy model, który gorzej leży. Tyle, że to by się NIGDY nie zdarzyło, gdyby klientka jedna z drug± tworzyła buzię i zaprotestowała _na_etapie_przymierzalni_.
--
mixed.blox.pl
Życiowo-wyznaniowy małżeński mix